niedziela, 20 listopada 2011

CZŁOWIECZEŃSTWO JEZUSA CHRYSTUSA


Sławomir Gromadzki

 
Ponieważ wcielenie Syna Bożego ma ogromny związek z prawdą, która jest w Chrystusie (ewangelią) i stanowiło podstawę poselstwa z Minneapolis, zagadnienie to powinno być przedmiotem naszych głębokich studiów. Wiedząc o tym, jak wiele kontrowersji zagadnienie to wzbudzało i nadal wzbudza w środowisku chrześcijańskim, starałem się szczególnie dokładnie i bardzo gruntownie przygotować do tego tematu, uważnie czytając Pismo Święte, wypowiedzi Ducha Proroctwa oraz komentarze uznanych adwentystycznych i protestanckich teologów.
I choć niniejsze opracowanie jest stosunkowo krótkie, to uważna analiza wszystkich zawartych w nim wypowiedzi, komentarzy czy porównań powinna dać jasny obraz tego, jakie człowieczeństwo faktycznie stało się udziałem Syna Bożego.
Jednakże, aby tak było, konieczne jest uprzednie wyzbycie się wszelkich uprzedzeń, szczere podejście do tego zagadnienia oraz szczegółowa analiza i dokładne zapoznanie się ze wszystkimi zawartymi w tym opracowaniu informacjami.
Bardzo proszę, aby każdy, kto z należytą uwagą nie prześledzi całej treści tego wykładu od początku do końca, unikał jakichkolwiek komentarzy, gdyż mogłoby się wtedy okazać, że wyraża swoją opinię o czymś czego dostatecznie nie poznał.
Gdy uważnie czytamy Słowo Boże, zauważamy, że człowieczeństwo Jezusa Chrystusa odgrywa kluczową rolę w planie zbawienia upadłej ludzkości, gdyż to właśnie przez przyjęcie ludzkiej natury Syn Boży zdobył prawo do usprawiedliwienia nas oraz do stania się naszym reprezentantem w walce z grzechem i śmiercią.
Według Ellen White "Człowieczeństwo Chrystusa jest dla nas wszystkim".  Błędem jest więc twierdzenie, że temat ten nie ma dla nas jakiejś szczególnej wartości, i że nie ma znaczenia to, jaką naturę przyjął Chrystus. Jest to zagadnienie najwyższej wagi i ma bezcenną wartość w kwestii zbawienia człowieka:
Jeśli chcemy studiować głęboki temat, skoncentrujmy nasze umysły na najbardziej zdumiewającym wydarzeniu, jakie kiedykolwiek miało miejsce na ziemi i niebie - na wcieleniu Syna Bożego...  Człowieczeństwo Chrystusa jest dla nas wszystkim. Jest to złoty łańcuch, który wiąże nasze dusze z Chrystusem, a przez Niego z Bogiem. Ma to być przedmiotem naszych studiów...
Musimy przystąpić do studiowania tego zagadnienia z pokorą ucznia i ze skruszonym sercem. A to studium wcielenia Chrystusa jest owocnym polem i wynagrodzi pracę temu badaczowi, który głęboko kopie w poszukiwaniu ukrytej prawdy. (7BC 904-905, 1903/1898, komentarz Do Fil. 2,5-8)
O tym, jak duże znaczenie ma człowieczeństwo Chrystusa w kwestii właściwego zrozumienia planu zbawienia, w ciekawy sposób napisał jeden z najwybitniejszych protestanckich teologów, anglikański biskup J.A.T. Robinson:
“Syn Boży aż do końca utożsamił się z ciałem człowieka w jego upadłym stanie. Musimy wypowiadać te słowa ze szczególnym naciskiem, gdyż chrześcijańska teologia jest nadzwyczaj niechętna, aby zaakceptować śmiałe słowa, których używa Paweł...
Tradycyjny, zarówno katolicki, jak i protestancki pogląd w tej kwestii, utrzymuje, że Chrystus przyjął bezgrzeszną ludzką naturę... Jednak Biblia wyraźnie ukazuje Jego człowieczeństwo jako dotknięte wszystkimi skutkami upadku". (J.A.T. Robinson, The Body, a Study in Pauline Theology, 1952, p. 37-38)
Podobnego zdania był też inny wybitny teolog - Karl Barth: “Jezus nie był grzesznym człowiekiem, ale Jego położenie - zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie - było dokładnie takie samo jak to, w którym znalazł się grzeszny człowiek... Chrystus dobrowolnie utożsamił się z nami i wszedł w niezbędny dla naszego zbawienia związek z naszą potępioną egzystencją. Natura, którą przyjął Bóg w Chrystusie była identyczna jak nasza upadła natura... Nie możemy podważać Jego doskonałego związku z nami i w ten sposób oddalać Go od nas". (Karl Barth, Dogmatics, vol. 1, part 2, p.152, 153)

ZWRÓĆMY TERAZ UWAGĘ NA TO, CO SŁOWO BOŻE MÓWI NA TEMAT WCIELENIA SYNA BOŻEGO:

Hebr. 2:16 "Bo przecież ujmuje się On nie za aniołami, lecz ujmuje się za potomstwem Abrahama". Dlaczego Paweł napisał tu, że Chrystus ujmuje się "nie za aniołami, ale za potomstwem Abrahama"? Jaka jest różnica między aniołami a potomstwem Abrahama? Aniołowie są bezgrzeszni, natomiast potomstwo Abrahama jest grzeszne i posiada upadłe natury. To, co Paweł miał na myśli pisząc, że Chrystus wstawia się "nie za aniołami, ale za potomstwem Abrahama", wyjaśnia on sam w kolejnym – 17 wierszu: 17. Dlatego musiał we wszystkim upodobnić się do braci (czyli do "potomstwa Abrahama"), aby mógł zostać miłosiernym i wiernym arcykapłanem przed Bogiem dla przebłagania go za grzechy ludu. Fragment ten wyraźnie i jednoznacznie mówi, ze Syn Boży musiał "we wszystkim" upodobnić się" nie do aniołów, którzy są bezgrzeszni, ale do "braci". A "bracia" czyli "potomstwo Abrahama", posiadali grzeszną naturę. Podobnie też nie mógł upodobnić się do Adama sprzed upadku, gdyż on - tak jak aniołowie - był wolny od upadłej natury.
Hebr. 2:18. (BG): "A że sam cierpiał będąc kuszony, może tych, którzy są w pokusach, ratować". Ponieważ Biblia mówi, że Chrystus "cierpiał będąc kuszony", musimy odpowiedzieć na pytanie, co sprawiało, że Chrystus cierpiał, gdy odpierał pokusy?
1 Piotr. 4:1 "Ponieważ więc Chrystus cierpiał w ciele, uzbrójcie się też i wy tą myślą, gdyż kto cieleśnie cierpiał, zaniechał grzechu". Jasno wynika z tego, że powodem cierpień Jezusa w wyniku odpierania pokusy było "ciało", czyli ludzka upadła natura.
Kolejny, bardzo często cytowany fragment dotyczący wcielenia Syna Bożego znajduje się w Hebr. 4:14-16: 14. Mając więc wielkiego arcykapłana, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trzymajmy się mocno wyznania. Jakiego to wyznania mamy "się mocno trzymać"? Werset 15: "Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego (BG: "kuszonego") we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu".
Jezus Chrystus dzięki temu, że związał się z naszą naturą "kuszony był we wszystkim podobnie jak my" z jedną różnicą: w swoim umyśle nigdy w najmniejszym stopniu nie uległ pokusie. Najczęściej cytowany w odniesieniu do wcielenia Chrystusa i jednocześnie wzbudzający sporo kontrowersji fragment, znajduje się w Rzym. 8:3: "Albowiem czego zakon nie mógł dokonać, w czym był słaby z powodu ciała...".
Paweł najpierw wyjaśnia tutaj, że "zakon", w żaden sposób nie mógł dopomóc nam w uzyskaniu zbawienia, z powodu "ciała". Co autor miał tu na myśli, pisząc "ciało"? Z pewnością nie chodziło mu o miękkie części naszego fizycznego ciała, ale "ciało" w sensie naszej upadłej natury, bo to właśnie ona uniemożliwia grzesznemu człowiekowi życie zgodne z wolą Bożą. Zwróćmy uwagę na to, jak w książce "NAUKI PISMA ŚWIĘTEGO" na str. 500, Zachariasz Łyko wyjaśnia znaczenie użytego w Rzym. 8,3 słowa "ciało": "Słowo ciało (hebr. basar, gr. sarks) jest w symbolice biblijnej synonimem przyrodzonej, upadłej i grzesznej, skoncentrowanej na sprawach ciała natury ludzkiej...  Pojęcie cielesności, które równoznaczne jest z pojęciem grzeszności, nie ogranicza się wyłącznie do ciała, czyli fizycznej (somatycznej) strony istoty ludzkiej, lecz obejmuje także jej sferę duchową – jej psychikę, całą osobowość".
Komentarz ten jest bardzo istotny dla właściwego zrozumienia zagadnienia związanego z wcieleniem Syna Bożego. Z tego, co napisał tutaj Zachariasz Łyko, użyte przez Pawła w Rzym. 8, 3 słowo "ciało" niewątpliwie oznacza upadłą ludzką naturę i to nie jedynie w aspekcie fizycznym, ale obejmuje także sferę duchową, moralną i całą osobowość!
Wiedząc już zatem, jakie znaczenie ma słowo "ciało", jeszcze raz przeczytajmy uważnie Rzym. 8, 3: "Albowiem czego zakon nie mógł dokonać, w czym był słaby z powodu ciała, tego dokonał Bóg: przez zesłanie Syna swego w postaci grzesznego ciała, ofiarując je za grzech, potępił grzech w ciele". Czego to zakon nie mógł dokonać dla grzesznego człowieka? Albo inaczej mówiąc, czego nie byliśmy w stanie dokonać dzięki uczynkom zakonu?
Nie mogliśmy o własnych siłach stać się doskonałymi w wypełnianiu zakonu i przez to uzyskać zbawienia. Z jakiego powodu było to niemożliwe? "Z powodu ciała", czyli naszej upadłej natury, a nie ciała fizycznego.
Jeśli jakiś kierowca stale łamie zasady ruchu drogowego, przekracza prędkość, prowadzi samochód w stanie nietrzeźwym, narażając przy tym nie tylko swoje życie, ale także innych osób, to czy winę za taki stan rzeczy ponosi samochód? Oczywiście, że nie! To nie samochód jest winny, ale ten który siedzi za kierownicą, kierując tym samochodem.
Podobnie nasze fizyczne ciało jest tylko jak ten samochód  i  nie stanowi głównej przeszkody w okazywaniu posłuszeństwa Prawu Bożemu. Winowajcą jest "kierowca", czyli nasza upadła, "cielesna" natura. Co do tego, że w tym fragmencie (Rzym. 8, 3) słowo "ciało" nie oznacza naszego fizycznego ciała, ale naszą upadłą naturę nikt nie powinien mieć żadnych wątpliwości. I wszyscy bylibyśmy dzisiaj całkowicie zgodni co do tego, że Chrystus przyjął naszą upadłą naturę, gdyby nie jeden zwrot, którego użył tu autor, gdyby nie zwrot "w postaci", albo "w podobieństwie".
Wielu teologów uważa, że gdyby Paweł chciał dać nam do zrozumienia, że Chrystus miał udział w naszym upadłym człowieczeństwie, wówczas nie napisałby "w postaci grzesznego ciała", ale "w grzesznym ciele". Skoro więc autor użył tego zwrotu: "w postaci", czy "w podobieństwie", to niewątpliwie – według tych teologów – oznacza to, że chce on dać do zrozumienia, iż ludzka natura Syna Bożego była tylko podobna do naszej, ale nie dokładnie taka sama, czyli nie była grzeszna, ale bezgrzeszna.
A oto, co do powiedzenia na ten temat ma Anders Nygren – Jeden z najwybitniejszych teologów, profesor Teologii Systematycznej na Uniwersytecie w Lund, autor znanego komentarza do Listu do Rzymian oraz bardzo popularnej w kręgach chrześcijańskich książki “Agape i Eros".
Profesor Froom napisał o tym teologu, że jest on jednym z niewielu nieadwentystycznych teologów głoszących to samo poselstwo, które głosił Waggoner i Jones.
Oto, w jaki sposób Anders Nygren wyjaśnia to, co apostoł Paweł mógł mieć na myśli, pisząc w Rzym. 8:3, że Bóg posłał swojego Syna "w podobieństwie grzesznego ciała": "Paweł stara się zapewnić nas, że kiedy Chrystus przyszedł na ten świat, wówczas podobnie jak my znalazł się pod wpływem tych samych mocy. Oznacza to, że On też był pod gniewem, grzechem, prawem i śmiercią.
On znalazł się pod gniewem, bo uwalniając nas od przekleństwa, sam stal się przekleństwem (Gal. 3,13). Znalazł się pod grzechem, gdyż Bóg tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił (2 Kor. 5:21). On znalazł się pod prawem, bo gdy przyszło wypełnienie czasu, posłał Bóg Syna swego, który się stał pod zakonem (Gal. 4:4, BG). A w Hebr. 2,14 powiedziane jest, że Bóg uczynił Go poddanym śmierci, aby mógł przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła (Hebr. 2:14).
Również tutaj - w ósmym rozdziale listu do Rzymian - Paweł musiał powiedzieć to samo, bo gdyby  Chrystus pod jakimkolwiek względem, nie został uczyniony poddanym którejkolwiek z tych sił, wówczas one nie zostałyby pozbawione mocy i potępione.  Gdyby Chrystus nie przyjął całego ciężaru grzechu (włącznie z upadłą naturą), wówczas byłby wolny od tego, co uzbraja śmierć w żądło (1Kor. 15:56) i w tej sytuacji, grzech nie zostałby uśmiercony i objąłby absolutne panowanie.
Paweł ostrożnie dobierał tu słowa, gdyż musiał brać pod uwagę dwie odnoszące się do Chrystusa pozornie przeciwstawne prawdy. Mówiąc o nich, nie mógł posunąć się za daleko, ani w jednym, ani w drugim przypadku.
Jedną prawdę stanowiła doskonała bezgrzeszność Chrystusa, a drugą to, że musiał On znaleźć się w tym samym położeniu, co my i być poddanym tym samym mocom. Z tego właśnie powodu napisał, że Chrystus przyszedł nie w grzesznym ciele, ale w postaci, czy w podobieństwie grzesznego ciała.
Z tego ciała powstawały przeciwko Niemu te same pokusy, które powstawały przeciwko nam. Pomimo tego jednak, Chrystus doskonale poskromił grzech w jego własnym królestwie.   Taki właśnie jest sposób, w jaki Bóg rozprawił się z dawnym porządkiem -  prawem grzechu i śmierci". (Anders Nygren, “Commentary on Romans", str. 313-317) Na podstawie tego komentarza widzimy, że według tego teologa, użyty przez Pawła zwrot "w postaci" (w podobieństwie) wcale nie oznaczał, że Chrystus nie przyjął naszej upadłej natury, ale raczej to, że pomimo związania się z tą naturą nigdy nie zgrzeszył i zachował bezgrzeszność. Tego samego występującego w Rzym. 8,3 słowa - "podobny", użył apostoł Paweł np. w Filip. 2:7: "Lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom...".
Użyty tutaj przez Pawła zwrot, sugerujący, że Chrystus "stał się podobny ludziom" nie oznacza, że nie był On prawdziwym człowiekiem. Tak samo to, że Paweł napisał, iż Chrystus przyszedł "w podobieństwie grzesznego ciała" nie oznacza, że Jego udziałem nie stało się "grzeszne ciało". A zatem, wygląda na to, wypowiedzi Pisma Świętego jednoznacznie świadczą o tym, jakie człowieczeństwo stało się udziałem Syna Bożego. Niestety, pomimo tego, wśród chrześcijan brakuje pod tym względem jednomyślności.
Jest tak między innymi dlatego, że właściwe zrozumienie tych tekstów zależy też od tego, jak będą one przez nas interpretowane.

STANOWISKO ELLEN WHITE

Wcześniej, przeczytaliśmy już kilka komentarzy znanych protestanckich teologów, a teraz zwróćmy uwagę na to, jak wypowiedzi Pisma Świętego na temat wcielenia Syna Bożego rozumieli znani adwentystyczni teolodzy i  autorzy, zaczynając od najistotniejszych komentarzy autorstwa Ellen White.
Czytając jedynie powierzchownie jej wypowiedzi na ten temat, można byłoby dojść do wniosku, że są w nich pewne sprzeczności, dlatego że w jednym miejscu napisała ona, iż Chrystus przyjął upadłą ludzką naturę, a z innych (nielicznych) jej wypowiedzi wynika, że mógł posiadać naturę Adama sprzed upadku.
Doskonałym przykładem takiej pozornej sprzeczności może być jej wypowiedź z czasopisma "Signes of the Times", z 9 czerwca 1898 roku, gdzie napisała ona, że "Nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości, co do prawdziwej i doskonałej bezgrzeszności ludzkiej natury Chrystusa".
Na podstawie jedynie tego wyrwanego z kontekstu stwierdzenia, faktycznie można byłoby zrozumieć, że Zbawiciel przyjął bezgrzeszną ludzką naturę. Gdy jednak tą samą wypowiedź przeczytamy w kontekście, możemy dojść do nieco innego wniosku: "Przyjmując ludzką naturę w jej upadłym stanie Chrystus nie uczestniczył w jej grzechach... Zetknął się z uczuciem naszej niemocy i był kuszony we wszystkim tak jak my, a jednak nie znał grzechu. Był jako baranek bez skazy i zmazy...  Nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości, co do prawdziwej i doskonałej bezgrzeszności ludzkiej natury Chrystusa". (ST June 9, 1898; Kom. ADS, V. 1131).
A zatem, w wypowiedzi tej - jak to wynika z kontekstu – autorka daje do zrozumienia, że choć Syn Boży przyjął "ludzką naturę w jej upadłym stanie", to "nie uczestniczył w jej grzechach", i z tego powodu "nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości, co do prawdziwej i doskonałej bezgrzeszności ludzkiej natury Chrystusa", bo w naturze tej Chrystus nigdy nie zgrzeszył! 
Różnica pomiędzy ludzką naturą Chrystusa a naszą, polega między innymi na tym, że nasza upadła natura zgrzeszyła, zaś Jego ludzka natura, choć też była upadła, nigdy nie zgrzeszyła i z tego powodu można nazwać ją także "doskonale bezgrzeszną naturą".
W innym fragmencie Ellen White napisała, że Chrystus "zwyciężył w tej samej naturze, nad którą szatan osiągnął zwycięstwo w Edenie". (YI 25.IV.1901)
Ponieważ Adam w Edenie miał naturę bezgrzeszną, można byłoby dojść do wniosku, że również Chrystus przyjął taką naturę. Ale jeśli faktycznie w opinii autorki tej wypowiedzi, człowieczeństwo Chrystusa było bezgrzeszne, to jak pogodzić ten cytat z wieloma innymi jej wypowiedziami reprezentującymi przeciwny pogląd? Oto tylko niektóre z ogromnej ilości cytatów jednoznacznie przemawiających za grzesznym człowieczeństwem Chrystusa: "On wziął na Siebie naszą grzeszną naturę". (RH 12/15/96) "On wziął na Siebie upadłą, cierpiącą ludzką naturę, poniżoną i skalaną grzechem". (YI 12/20/1900) "Chrystus naprawdę zjednoczył tę upadłą ludzką naturę ze swoją własną bezgrzeszną naturą, dlatego że ten akt uniżenia umożliwił Mu przelanie krwi dla upadłej rasy". 17MR.026.003 (Ms 166, 1898, pp. 9, 10)
Skoro autorka tak jednoznacznie opowiada się za upadłym człowieczeństwem Chrystusa, dlaczego miałaby sugerować przyjęcie przez Zbawiciela bezgrzesznej natury pisząc, że Chrystus "zwyciężył w tej samej naturze, nad którą szatan osiągnął zwycięstwo w Edenie"? Rozwiązanie tego problemu ponownie znajdziemy w kontekście tej wypowiedzi, gdyż dalej siostra White napisała: "Wróg został pokonany przez Chrystusa w Jego ludzkiej naturze. Moc Zbawiciela-Boga pozostała w ukryciu. Chrystus zwyciężył w naturze ludzkiej, ufając w moc Boga" (The Youth's Instr., 25.IV.1901). "Chrystus nazwany został drugim Adamem... Z własnej woli przeszedł przez teren, na którym upadł Adam, i odkupił błąd Adama" (The Youth's Instr., 2.VI. 1898).
Pisząc, że Chrystus "zwyciężył w tej samej naturze, nad którą szatan osiągnął zwycięstwo w Edenie", prawdopodobnie nie chodziło jej o to czy natura ta była grzeszna czy bezgrzeszna, ale że była to po prostu "ludzka" i reprezentująca ludzkość natura, bo zarówno Adam w Edenie, jak i nazwany "Drugim Adamem" Chrystus, walcząc z szatanem reprezentowali całą ludzkość (Rzym. 5,12-21).
Siostra White w żadnej ze swoich wypowiedzi nie mogła mieć na myśli tego, że Chrystus przyszedł w bezgrzesznej naturze Adama sprzed upadku, ponieważ zaprzeczałaby innym napisanym przez siebie stwierdzeniom, wyraźnie opowiadającym się za tym, że Chrystus przyjął naturę Adama, która stała się jego udziałem już po upadku.
O tym, że w tym kontrowersyjnym fragmencie nie mogła mieć na myśli tego, iż Chrystus zwyciężył szatana w bezgrzesznej naturze, świadczy inna jej wypowiedź z tego samego 1901 roku: "Natura Boga, którego Prawo zostało przestąpione i natura Adama - przestępcy tego Prawa, spotkały się w Chrystusie, Synu Bożym i Synu Człowieczym". (E. Wh. Manuscript 141, 1901)
Nie napisała ona tutaj, że natura Boga spotkała się w Chrystusie z naturą Adama sprzed upadku, ale z naturą Adama, który już był przestępcą Prawa Bo¿ego, a jako przestêpca móg³ on posiadaæ tylko grzeszn¹ naturê.
Dużą pomocą w zrozumieniu tego, co siostra White miała na myśli pisząc, że Chrystus "zwyciężył w tej samej naturze, nad którą szatan osiągnął zwycięstwo w Edenie" może być inna jej wypowiedź: "Chrystus odniósł zwycięstwo w miejscu, w którym upadł Adam. Nasi pierwsi rodzice zostali umieszczeni w Edenie i posiadali wszystko, co mogło uzdolnić ich do posłuszeństwa Bogu. Jednak Chrystus przyjął naszą upadłą naturę i poddany był każdej pokusie, której poddany jest człowiek". (2SAT.235.001)
Fragment ten mówi o tym, że "Chrystus odniósł zwycięstwo w miejscu, w którym upadł Adam", bo podobnie jak Adam również Chrystus – "drugi Adam" - reprezentował ludzkość, ale jeśli chodzi o to, w jakiej naturze to zwycięstwo odniósł, to dalej siostra White wyraźnie wyjaśnia, że była to nasza upadła natura, a nie natura Adama sprzed upadku. Pisząc, że "Chrystus odniósł zwycięstwo w miejscu, w którym upadł Adam", E. White mogła też mieć na myśli to, że zarówno Adam, jak i Chrystus na początku kuszeni byli na punkcie apetytu. Świadczyć o tym może kolejna wypowiedź jej autorstwa:
“Chrystus rozpoczął dzieło odkupienia tam gdzie rozpoczął się upadek (Adama). Jego pierwsza próba dotyczyła tej samej pokusy, której uległ Adam. To właśnie poprzez pokusy dotyczące apetytu szatan pokonał większość ludzi, lecz Chrystus zdołał mu się oprzeć".  {CTBH 16.1}
A zatem, bez względu na to, co siostra White miała na myśli pisząc, że Chrystus "zwyciężył w tej samej naturze, nad którą szatan osiągnął zwycięstwo w Edenie", to z pewnością nie chciała ona dać nam do zrozumienia, że Jego udziałem była natura Adama sprzed upadku.

GRZESZNE SKŁONNOŚCI

Najczęściej cytowanym tekstem na poparcie twierdzenia, iż Jezus wziął na Siebie bezgrzeszną, wolną od grzesznych skłonności ludzką naturę jest prywatny i osobisty list Ellen White do Bakera, napisany przez nią ok. 1895 roku.
Siostra White wysłała ten list z Australii do młodego pastora, który pracował w tamtym czasie na Tasmanii - wyspie znajdującej się w pobliżu Australii.  W liście tym Ellen White napisała: "Bądź ostrożny, nadzwyczaj ostrożny, gdy przyjdzie ci mówić na temat ludzkiej natury Chrystusa. Nie przedstawiaj Go ludziom jako człowieka z grzesznymi skłonnościami...
Jezus przyjął na siebie ludzką naturę i był kuszony pod każdym względem tak, jak ludzka natura jest kuszona. Mógł zgrzeszyć, ale ani na chwilę nie znalazła się w Nim jakaś zła skłonność... Nigdy nie pozostawiaj wrażenia, że jakieś zepsucie lub skłonność do zepsucia spoczęła na Chrystusie, albo, że On w jakikolwiek sposób poddał się zepsuciu...
Niech każdy człowiek uważa, aby nie czynić z Chrystusa człowieka ze wszystkim takiego jak my, gdy¿ tak byæ nie mo¿e. Dla Niego było to faktycznie czymś upokarzającym, gdy widział, że jest w postaci ludzkiej, tak, aby mógł poznać siłę wszystkich pokus, którymi człowiek jest osaczany". (Letter to Baker/ SDA Bible Commentary. E. White comments vol. V,  p. 1128 - 1129)
Z fragmentu tego jasno wynika, że w zrozumieniu E. White, Chrystus nie posiadał "grzesznych" czy "złych skłonności".
A teraz zwróćmy uwagę na kilka innych jej wypowiedzi, które zdają się zaprzeczać temu, co przed chwilą czytaliśmy. 17 lutego 1994 roku (czyli stosunkowo niedawno) Adventist Review oznajmiło, że odkryty został nieopublikowany do tego czasu list autorstwa Ellen White, napisany przez nią 29 sierpnia 1903 roku w Elmshaven w Kalifornii i adresowany do doktora J. H. Kelloga.
Z jakiegoś powodu dokument ten nie został wcześniej zarchiwizowany. Dopiero w grudniu 1993 roku dość przypadkowo odkrył ten list Archiwista Tim Poirer:
Ta wypowiedź, autorstwa Ellen White, uchodzi obecnie za jeden z najmocniejszych argumentów świadczących o tym, że według niej, udziałem Chrystusa musiała być nasza upadła natura.
Oto wiernie przetłumaczony fragment tego listu dotyczący wcielenia Syna Bożego: "(Chrystus) przyszedł jako człowiek, aby stawić czoło i stać się poddanym wszystkim dziedziczonym przez człowieka złym skłonnościom, które na wszelkie możliwe sposoby współdziałały, by zniszczyć Jego wiarę. W ten sposób sprawił, że w Jego przypadku czymś realnym było to, że mógł być atakowany (buffeted) przez inspirowane przez szatana ludzkie narzędzia (human agencies)".   (Letter 303, 1903)
Są to niezwykle odważne i radykalne słowa, których ja sam nigdy nie odważyłbym się wypowiedzieć, ani przeczytać, gdybym nie miał pewności, co do tego, kto jest ich autorem.
Cytat ten nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, że E. White była przekonana, iż Pan Jezus musiał walczyć ze "wszystkimi dziedziczonymi przez człowieka złymi skłonnościami".
Poza tym, w tamtych czasach, nie tylko sama Ellen White, Waggoner, Jones czy Prescott otwarcie wyrażali swoją wiarę w to, że Pan Jezus musiał zmagać się ze skłonnościami naszej natury, ale pogląd ten był zgodny z powszechnie panującym wówczas w Kościele przekonaniem. Przykładem może być choćby wypowiedź  ówczesnego redaktora "Signs of the Times" - M.C. Wilcoxa z 1900 roku: 
"W łonie matki Chrystus otrzymał grzeszne ciało. Było to ciało posiadające skłonności do grzechu, które posiada ciało wszystkich synów Adama... Pomimo jednak tego, że posiadał to ciało z jego grzesznymi tendencjami, to nigdy nie zgrzeszył. Żywa wiara sprawiła, że Duch Boży panował nad wszystkimi tymi cielesnymi skłonnościami". (M.C. Wilcox - Signs of the Times – STI / 03 / 1900, str.1)
"Lekcje Biblijne", II kwartał 1909, s. 8: "Boskość zamieszkała w ludzkim ciele, nie bezgrzesznym, ale takim, które posiadają dzieci tej ziemi... I w tym grzesznym ciele, boski Potomek mógł zamanifestować chwałę Boga, nawet z całkowitym i doskonałym zwycięstwem nad tendencjami tego ciała".
Kolejny cytat pochodzi z książki "Bible Redings for the Home" – bardzo wyczerpującego podręcznika, omawiającego poszczególne prawdy biblijne. Książka ta wydana została w 1915 roku, a po jej przeczytaniu ochrzciło się najwięcej osób.
Na 115 stronie oryginalnego opracowania (w 1946 roku fragment ten został usunięty), autorzy w jednoznaczny sposób wyrazili pogląd, jaki na temat wcielenia Syna Bożego reprezentował w tamtym czasie Kościół Adwentystów: "W swoim człowieczeństwie Chrystus miał udział w naszej grzesznej, upadłej naturze... Pogląd, jakoby Chrystus narodził się z niepokalanej lub bezgrzesznej matki, oraz że nie odziedziczył żadnych tendencji do grzechu i dlatego nie zgrzeszył, usuwa Go z terytorium upadłego świata, czyli z miejsca, gdzie potrzebna jest pomoc. Po swojej ludzkiej stronie, Chrystus odziedziczył to, co dziedziczy każde dziecko Adama - grzeszną naturę".
W swoich chrystologicznych wypowiedziach Ellen White wielokrotnie daje do zrozumienia, że Chrystus musiał walczyć z charakterystycznymi dla naszej natury skłonnościami do grzechu: "Chociaż posiadał On całą moc pasji człowieczeństwa, to nigdy nie poddał się, aby dopuścić się choćby jednego czynu, który nie byłby czysty". (HP 155)
"Adam kuszony był przez wroga, ale to nie mieszkający w nim grzech spowodował upadek, bo Bóg uczynił go czystym i prawym na swoje własne podobieństwo. Nie było w nim żadnych zepsutych zasad, żadnych tendencji do zła.  Ale kiedy Chrystus przyszedł spotkać się z pokusami szatana, niósł to podobieństwo grzesznego ciała". (ST 10,17 1900) "Z doświadczenia Chrystus wie, czym są słabości człowieczeństwa, jego potrzeby i gdzie leży siła ich pokus; bo On był kuszony we wszystkim tak jak my z wyjątkiem grzechu". (MS. 15. 1897)
 "Chrystus wie na czym polega zmaganie grzesznika. Zna jego pokusy. On wziął na siebie naszą naturę. Najsilniejsze pokusy chrześcijanina pochodzą od wewnątrz, bo musi on walczyć przeciwko naturalnym skłonnościom serca. Pan zna nasze słabości". (Christ Tempted as We are, 1894, ks. 1888 Message)
Kolejną, bardzo interesującą wypowiedź autorstwa E. White znalazłem w "Słudze Zboru" z 1962 r: "Jego duszę uciskał ciężar grzechów świata... Rozumiał siłę zepsutego apetytu oraz nieświętej żądzy, która sprawuje kontrolę nad światem". (RH, 4 SIERPIEŃ 1874) (org: “He realized the strength of indulged appetite and of unholy passion that controlled the world…")
Powyższe wypowiedzi są niepodważalnym dowodem na to, że Ellen White wielokrotnie i jednoznacznie wyrażała swoją wiarę w to, że wcielenie Syna Bożego miało związek z przyjęciem przez Niego nie bezgrzesznego, ale grzesznego człowieczeństwa.
Jak zatem zrozumieć to, że choć z jednej strony napisała ona, iż Chrystus nie miał "złych skłonności", to z drugiej wyjaśnia, że był "poddany wszystkim dziedziczonym przez człowieka złym skłonnościom"?
Problem tych pozornych sprzeczności możemy rozwiązać tylko wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę to, że istnieją "złe" lub "grzeszne skłonności", które już są grzechem i takie, które - jak to ujmuje Jakub w swoim liście -  jeszcze nie "poczęły" i nie "zrodziły grzechu": "... gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech...". (Jak. 1:15)
Choć występujące tu słowo "pożądliwość" może kojarzyć się z grzechem, to według tego tekstu, istnieje też pożądliwość (skłonność), która nie jest jeszcze grzechem, ale znaną nam wszystkim dobrze wewnętrzną siłą, która nadaje pokusie większej mocy i sprawia, że kiedy ją odpieramy, nasze "grzeszne ciało" cierpi.  Sama jednak pożądliwość w tym znaczeniu, nie jest jeszcze - według Słowa Bożego - grzechem, ale staje się nim dopiero wtedy, gdy "pocznie", czyli gdy człowiek ulegnie tej pożądliwości.
Z drugiej jednak strony, zdajemy sobie sprawę, że istnieją też "grzeszne pożądliwości", i "skłonności", takie jak na przykład niemoralne myśli, albo złe skłonności wynikające z pobłażania grzechowi.
Tego typu pożądliwości, same w sobie są już grzeszne, i dlatego takich złych skłonności, ani grzesznych pożądliwości Pan Jezus bez najmniejszych wątpliwości nie posiadał, choćby dlatego, że nigdy nie pobłażał grzechowi.
Nie oznacza to jednak, że nie mógł On zmagać się ze skłonnościami i pożądliwościami, które w umyśle nie zostały jeszcze zaakceptowane, dzięki czemu nie przerodziły się w grzech. One tylko do grzechu nakłaniały, ale Pan Jezus nigdy im nie uległ nawet w najmniejszym stopniu.
Znany adwentystyczny teolog - Herbert Douglass w 1983 roku w magazynie "Ministry", w interesujący sposób wyjaśnił, dlaczego Chrystus nigdy nie miał złych skłonności, pomimo tego, że walczył ze skłonnościami naszej natury: "Nasz Pan zmagał się z autentycznymi pokusami, z tymi, które naprawdę nęcą, aby usatysfakcjonować nasze nawet szlachetne pragnienia, ale w samolubny sposób. Jednak nawet na chwilę Jezus nie pozwolił, by te pokusy poczęły i zrodziły grzech.  On również staczał ciężkie bitwy z samym sobą i przeciwko dziedzicznym tendencjom, ale nigdy nie dopuścił do tego, aby jakakolwiek skłonność stała się grzeszną skłonnością (patrz Jak. 1,14-15).  On zawsze mówił nie, podczas gdy wszyscy pozostali ludzie powiedzieli tak.. I dlatego możemy powiedzieć, że Jezus nigdy nie miał złych skłonności, ponieważ nigdy nie zgrzeszył". (Adventist Review 29. Dec.)
Podobny pogląd reprezentował inny znany adwentystyczny teolog J. H. Durland, który w 1895 roku napisał: "Chrystus nie przyjął natury aniołów ani też ludzkiej natury sprzed upadku... Gdyby przyjął bezgrzeszną naturę Adama, nie mógłby znaleźć się pod wyrokiem śmierci, który dotknął wszystkich ludzi... On nie posiadał żądz naszej opanowanej przez grzech upadłej natury. Jednak ciało, które przyjął, szybko stałoby się siedliskiem wszelkich żądz, jakie grzech sprowadził na nas, gdyby choć raz im uległ. On zmagał się z pokusami w słabym, grzesznym ciele... Przyjął grzeszne ciało, aby mógł zwyciężyć zepsucie naszej starej natury."  (10. 10. 1895, BV 245, str. 5)
Adwentystyczny magazyn “Ministry", w grudniu 1985 roku zamieścił interesującą wypowiedź na temat różnicy pomiędzy złymi a  naturalnymi skłonnościami. Autorem tej wypowiedzi  był  Joe Crews: “Nie można mylić złych skłonności z naturalnymi skłonnościami.  Niektórzy twierdzą, że Jezus nie mógł posiadać złych skłonności, gdyż sprawiają one, iż człowiek lgnie do grzechu...  Jezus posiadał jednak naturalne skłonności, czyli takie, które my wszyscy posiadamy, dlatego że On - podobnie jak każdy z nas - urodził się z upadłą naturą.
Złe skłonności, są tym, co sprawia, że człowiek poddaje się grzechowi i lgnie do niego, dlatego, że były one pielęgnowane i rozwijane przez ciągłe pobłażanie grzechowi.  Naturalne zaś skłonności są tymi, które zostały odziedziczone.  W przeciwieństwie do tych pierwszych, drugim nie towarzyszy wina. Nie są one grzesznymi skłonnościami, dopóki ten, kto je posiada im nie ulegnie". (Joe E. Crews, Ministry, December 1985)
Pogląd, jaki wyraził tu Joe Crews wydaje się być zgodny ze stanowiskiem Ellen White, gdyż napisała ona, że “(Chrystus) wie jak silne są naturalne (czyli dziedziczone) skłonności (inclinations) serca". (Testimonies for the Church, vol. 5, p. 177)
Istotnym uściśleniem powyższej wypowiedzi mogą być inne bardzo ważne cytaty, również zaczerpnięte z pism Ellen White : “Nie wolno nam myśleć, że skłonność Chrystusa do tego, by ulegać pokusom spowodowała degradację Jego człowieczeństwa, i że posiadał On przez to takie same zepsute skłonności jak człowiek... Chrystus wziął naszą naturę - upadłą, ale nie zepsutą" .  (2x!)  (Manuscript, 57, 1890)
Jest to bardzo ważny cytat, gdyż: - Po pierwsze: Wynika z niego, że Chrystus posiadał skłonność do ulegania pokusie. - Po drugie: Skłonność ta nie spowodowała jednak degradacji jego człowieczeństwa. - Po trzecie: Fakt, że Chrystus zmagał się ze skłonnością do ulegania pokusom, nie oznacza, że posiadał zepsute skłonności. - Po czwarte: Z fragmentu tego wynika, że Chrystus posiadał "naturę UPADŁĄ, ale nie ZEPSUTĄ".
Jeśli jednak nadal mamy wątpliwości odnośnie tego, czy według Ellen White Pan Jezus faktycznie mógł być kuszony tak jak my, to następna jej wypowiedź powinna te wątpliwości rozwiać: “Pokusa odparta zostaje wówczas, gdy człowiek, pomimo tego, że odczuwa silny nakłaniający  go do popełnienia złego czynu wpływ, przez wiarę stawia opór, niezachwianie polegając na boskiej mocy.
Tak wyglądała udręka, przez którą przeszedł Chrystus". (2x) (Youth’s Instructor, July 20, 1899)
Biorąc pod uwagę powyższe wypowiedzi, możemy teraz zrozumieć, dlaczego w jednym miejscu Ellen White dała do zrozumienia, że Chrystus nie miał "złych skłonności", a w innym napisała, iż był nimi obarczony. Zapewne miała na myśli to, że chociaż z jednej strony Zbawiciel nie posiadał "złych skłonności", czyli "pożądliwości", które już "poczęły", "rodząc" w ten sposób "grzech", to z drugiej strony, zmagał się z tymi "złymi (naturalnymi) skłonnościami", które jeszcze nie "poczęły" i nie przerodziły się w grzech.
Możemy więc śmiało pokusić się o stwierdzenie, że Pan Jezus, podobnie jak "bracia" czyli "potomstwo Abrahama", jak my wszyscy, kuszony był też wewnętrznie.
Takie zdanie miał np. Herbert Douglass, który w 1983 roku na łamach "Adventist Review" napisał: "Ellen White wyraża się jasno, pisząc że upadła, zdegradowana ludzka natura nie zdołała zmusić Chrystusa do grzechu, zarówno w czynie, jak i w myślach. Pozostał On nieskażony i czysty, pomimo tego, że był  kuszony nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie". (Adventist Review 29. Dec. 1983)
O tym, w jaki sposób Chrystus mógł być “kuszony we wszystkim tak jak my, z wyjątkiem grzechu", w interesujący sposób próbuje wyjaśnić Jack Sequeira w swojej, wydanej przez adwentystyczne wydawnictwo "PACIFIC PRESS" książce “Beyond Belief":
"Musimy pamiętać o tym, że Syn Boży już w łonie Marii narodził się z Ducha (Łuk. 1, 35).  Dlatego, od samego początku ziemskiej egzystencji Chrystusa, Jego umysł (dusza) znajdował się pod stałą kontrolą Ducha Świętego, który zamieszkiwał Jego ludzką duchową naturę: A dzieciątko rosło, i umacniało się w Duchu (Łuk. 2:40 BG).
Pokusy docierały do Chrystusa w taki sam sposób jak to jest w naszym przypadku, czyli przez grzeszne i egocentryczne pragnienia ciała. To właśnie poprzez pragnienia ciała szatan kusił Jezusa na pustyni, próbując nakłonić Go do tego, by użył swej boskiej mocy w celu zaspokojenia własnych potrzeb, niezależnie od woli Ojca (Łuk.4,2-4)...
Jednakże te egocentryczne pragnienia ciała nie mogą być zaspokojone, jeśli nie zostaną zaakceptowane przez umysł. Sama pokusa nigdy nie staje się grzechem dopóki nie ulegniemy jej w swoim umyśle: Gdy pożądliwość pocznie (w umyśle), rodzi grzech (Jak. 1:15). A ponieważ umysł Chrystusa znajdował się pod stałą kontrolą Ducha Świętego, Jego odpowiedź na każdą pokusę brzmiała: nie!  I dlatego, w życiu Chrystusa grzech nie miał nic do powiedzenia i został potępiony w Jego ciele (Rzym. 8,3)".    (Jack Sequeira, “Beyond Belief", str. 146-148)

PODSTAWA POSELSTWA Z MINNEAPOLIS  (POGLĄDY WAGGONERA)

Ponieważ wcielenie Syna Bożego faktycznie jest dla nas "wszystkim", właśnie dlatego również  podczas konferencji w Minneapolis w 1888 roku, człowieczeństwo Jezusa Chrystusa było jednym z najważniejszych aspektów głoszonego tam poselstwa. Zwróćmy więc teraz uwagę na to, jakie zrozumienie tego zagadnienia miał w tamtym czasie Waggoner.
Zaledwie kilka miesięcy po konferencji w Minneapolis, Waggoner napisał na łamach "Signs of the Times" cykl artykułów na temat człowieczeństwa Chrystusa, których treść została potem zamieszczona również w książce "Christ Our Righteousness". Oto kilka wyjątków zaczerpniętych z tych artykułów: "To musiał być grzeszny człowiek, na podobieństwo którego (Chrystus) został uczyniony, bo przyszedł on, aby odkupić grzesznego człowieka... Chrystus przyjął ciało nie bezgrzesznej istoty, ale grzesznego człowieka, czyli ciało, które posiadało wszystkie słabości i grzeszne tendencje, którym poddana jest ludzka natura. Fakt ten przedstawiony jest w oświadczeniu, że Chrystus według ciała uczyniony został z nasienia Dawida". (E. J. Waggoner - Christ Our Righteousness, p. 26-30, 1890)
Bardzo interesujący jest też komentarz Waggonera do 1 Piotr. 2:24, czyli do fragmentu, który mówi, że Chrystus "grzechy nasze sam na (org. i ang. "w") ciele swoim poniósł na drzewo": "Nasze grzechy nie zostały jedynie symbolicznie złożone na Niego, ale znajdowały się w Jego własnym ciele. On stał się za nas przekleństwem, uczyniony został grzechem i w konsekwencji tego wycierpiał dla nas śmierć... Ten sam tekst, który mówi, że On grzechy nasze sam w ciele swoim poniósł na drzewo, pokazuje nam, że Chrystus nie popełnił grzechu. On został dla nas uczyniony grzechem, ale sam grzechu nie popełnił". Warto jeszcze wspomnieć o tym, że jeśli chodzi o to, czego Waggoner nauczał na temat wcielenia Chrystusa, zarówno przed, jak i po konferencji w Minneapolis, było zgodne z tym, w co wierzyli inni adwentyści i przywódcy Kościoła.
Niesłuszna opozycja w stosunku do tego, co głosił spowodowana była początkowo jedynie niewłaściwym zrozumieniem jego interpretacji dotyczącej prawa w liście do Galacjan.
Najlepszym dowodem tego, że jego poglądy na temat człowieczeństwa Chrystusa harmonizowały z tym czego wówczas nauczał na ten temat nasz Kościół oraz Ellen White, jest to, że po Minneapolis aż trzykrotnie Waggoner był zapraszany do wzięcia czynnego udziału w obradach Generalnej Konferencji i za każdym razem dotykał również zagadnień związanych z ludzką naturą Zbawiciela. I tak, podczas Generalnej Konferencji w 1891 roku (3 lata po Minneapolis), przedstawił 16 kazań poświęconych treści listu do Rzymian, ponownie wyrażając pogląd, iż Jezus przyjął upadłe człowieczeństwo.
Następnie, w 1897 roku, zaproszono go, aby w czasie sesji Generalnej Konferencji przedstawił 19 kazań na podstawie tych rozdziałów listu do Hebrajczyków, które mówią na temat wcielenia Syna Bożego. Po raz kolejny Waggoner miał możliwość mówić na temat człowieczeństwa Chrystusa, co spotkało się z uznaniem i aprobatą delegatów. Gdyby tak nie było, z pewnością nie zaproszonoby go do tego, by przemierzył daleką drogę z Anglii do Stanów Zjednoczonych. 
Po raz kolejny, komitet Generalnej Konferencji zaprosił Waggonera do udziału w obradach w 1901 roku, aby wraz z Ellen White podjął się obalenia "dziwnej doktryny" związanej z ruchem "świętego ciała", doktryny która odrzucała możliwość przyjęcia przez Chrystusa grzesznego człowieczeństwa.
Z tego właśnie powodu, 16 kwietnia 1901 roku w obecności Ellen White oraz delegatów Waggoner przedstawił cały długi wykład, wykazując, że Chrystus nie miał "świętego ciała", czyli nie przyjął natury Adama sprzed upadku. 
Ruch "świętego ciała" powstał około roku 1898 i jego zwolennicy - w przeciwieństwie do powszechnie przyjętego przez adwentystów w tamtym czasie poglądu - nauczali, że Chrystus przyjął naturę Adama sprzed upadku, i dlatego posiadł "święte ciało". Pogląd ten dał podstawę, by twierdzić, że to samo "święte ciało" może stać się udziałem wierzących poprzez naśladowanie doświadczenia, które przeżył Chrystus w Getsemane.
W ten sposób ci, którzy naśladowali Chrystusa mogli osiągnąć podobny stan, nawet fizycznej bezgrzeszności i doznać "przemienienia" na wzór Enocha czy Eliasza.
Oto fragment adresowanego do Ellen White listu Haskela, w którym informuje on ją o fanatycznych poglądach zwolenników tej grupy, opartych na doktrynie o bezgrzesznym człowieczeństwie Chrystusa: "Gdy wyraziliśmy swoją wiarę w to, że Chrystus urodził się w upadłym człowieczeństwie, wówczas oni uważali nas za osoby, które wierzą, że Chrystus zgrzeszył.  Było tak pomimo tego, że tak jasno przedstawiliśmy nasz pogląd, iż nikt nie powinien nas niewłaściwie zrozumieć...
Wierzą oni, że Chrystus przyjął naturę Adama sprzed upadku, i dlatego Jego człowieczeństwo było święte. W związku z tym twierdzą, że teraz nastał również dla nas ten szczególny czas na to, byśmy stali się święci na takiej samej zasadzie, i abyśmy posiedli wiarę przemienienia i nigdy nie doświadczyli śmierci ". (List Haskela do E. White, 25 Sept. 1900) A oto interesujący fragment odpowiedzi, jakiej udzieliła Haskelowi Ellen White w związku z herezją świętego ciała, której podstawą była wiara w bezgrzeszne człowieczeństwo Chrystusa:
"Poselstwo trzeciego anioła musi być wolne od wszelkich bezwartościowych, marnych i wymyślonych przez człowieka teorii, przygotowanych przez ojca kłamstwa i zamaskowanych na wzór lśniącego węża, którego szatan użył jako medium, by zwieść pierwszych rodziców". (Selected Messages, tom 2, str. 37)
A zatem, na podstawie wypowiedzi Waggonera możemy jednoznacznie stwierdzić, że według poselstwa z Minneapolis, człowieczeństwo, którym obarczony był Chrystus musiało być naszym grzesznym człowieczeństwem. 
Zgodnie zaś ze świadectwem Ellen White, poselstwo z Minneapolis, którego podstawą było wcielenie Syna Bożego, było od Boga, miało przynieść owoc w postaci wylania Ducha Świętego i było poselstwem trzeciego anioła z Obj.18,1. 
Bardzo mocnym i niepodważalnym argumentem jest to, że prawda o przyjęciu przez Chrystusa upadłego człowieczeństwa stanowiła bardzo ważna cześć poselstwa z Minneapolis. O poselstwie z Minneapolis zaś, siostra White napisała, że pochodziło ono od Boga, i że było tak, nawet jeśli w późniejszym czasie Waggoner i Jones ulegli zwiedzeniu. Skoro zaś mamy świadectwo, że Pan dal nam to poselstwo, to jak można pogodzą się z twierdzeniem, że jedno z jego podstawowych elementów mogło być niezgodne z prawdą?
Skoro sama E. White napisała, że wcielenie Chrystusa jest tak ważnym i świętym tematem, że jest dla nas "wszystkim", to jak można sądzić, że wiedza, jaką Bóg w tym względzie obdarzył Waggonera i Jonesa była błędna? Ktoś może powiedzieć, że w przypadku Minneapolis było podobnie jak na początku historii Ruchu Adwentowego, tzn. Bóg powierzył tym kaznodziejom tylko cześć prawdy, żeby potem z czasem ja rozwinąć, pokazując nowe prawdy i usuwając błędy. Jednak taki argument w odniesieniu do poselstwa z 1888 roku nie ma racji bytu, gdyż ze świadectw E. White wynika, ze gdyby Kościół w pełni zaakceptował to, co głosił wtedy Waggoner i Jones, to niedługo potem nastąpiłby koniec. Pięć lat po Minneapolis E. White napisała, że gdyby prawda ta spotkała się z należytym przyjęciem, wówczas do tamtej pory nastąpiłoby powtórne przyjście Chrystusa! A skoro tak, to z pewnością podstawa tego poselstwa, jaką była prawda o wcieleniu Chrystusa nie mogła już wymagać żadnej korekty. Może Waggoner czy Jones popełniali jakieś inne błędy, ale nauka o człowieczeństwie Chrystusa była i jest dla samego Chrystusa i dla Boga zbyt święta i drogocenna, by w tym ostatnim poselstwie, jakim Pan miał obdarzyć swój lud prawda ta skażona była jakimś fałszem!!! 
Czy Bóg powierzyłby swemu ludowi ostatnie poselstwo, którego jedna z najważniejszych nauk byłaby niezgodna z prawdą? To tylko jedno z wielu pytań, na które jak dotąd nikt nie udzielił mi odpowiedzi.

CZY CHRYSTUS STAŁBY SIĘ GRZESZNĄ ISTOTĄ PRZYJMUJĄC NASZĄ UPADŁĄ NATURĘ?

Najczęściej chyba powtarzanym przez zwolenników przyjęcia przez Chrystusa bezgrzesznego człowieczeństwa argumentem jest twierdzenie mówiące o tym, że gdyby udziałem Syna Bożego stała się nasza upadła natura, to wtedy stałby się On istotą grzeszną i sam potrzebowałby zbawiciela.
Jednak musimy pamiętać o tym, że choć w naszym przypadku posiadanie upadłej natury sprawia, że faktycznie jesteśmy grzeszni, to w przypadku Chrystusa tak nie było, gdyż w Nim ta upadła ludzka natura w tajemniczy sposób została zjednoczona z Jego boską naturą.
W taki też sposób wyjaśnia to Ellen White, pisząc że tak jak w wyniku dotknięcia trędowatego Chrystus nie doznał skażenia, tak też pomimo przyjęcia upadłego człowieczeństwa nie stał się nieczystym, właśnie dzięki temu, że w przeciwieństwie do nas posiadał boską naturę: "Uczniowie starali się ostrzec Mistrza przed dotknięciem trędowatego, bo ten, kto go dotknął stawał się nieczystym.
Jednak Jezus, kładąc rękę na trędowatym nie doznał skażenia... Tak też jest z trądem grzechu... Jezus nie doznał żadnego skażenia, gdy przyszedł, aby zamieszkać w człowieczeństwie". (Ministry of Healing p.70) I właśnie dlatego siostra White mogła również napisać, że "Biorąc na Siebie naturę ludzką w jej upadłym stanie, Chrystus w najmniejszym stopniu nie uczestniczył w jej grzechu". (E. White Bible Commentary to Hebr. 4,15)
Dla lepszego zobrazowania tego problemu posłużmy się cyframi i powiedzmy, że Syn Boży przyszedł na nasz świat jako symboliczna Siódemka, wyrażająca Jego doskonałą boską naturę. Następnie jako Siódemka wszedł On w zero, czyli grzeszne ludzkie ciało. Fakt ten jednak, w najmniejszym stopniu nie zdegradował Jego świętości, gdyż  7 + 0 =  nie 0, nie 1, 3 czy nawet 6, ale nadal 7!
Możemy zatem powiedzieć, że to "ciało grzechu", które Chrystus przyjął nie zdołało niczego ująć z Jego świętości, gdyż w przeciwieństwie do nas, posiadał On również boską naturę ("siódemkę"). Znany na świecie protestancki teolog - C.E.B. Cranfield – profesor teologii na Uniwersytecie w Durham, w następujący sposób wyjaśnia ten problem, komentując użyty przez Pawła w Rzym. 8, 3 zwrot mówiący o tym, że Chrystus przyszedł "w podobieństwie grzesznego ciała": "Intencją Pawła nie było tu podważenie autentyczności grzesznego ciała Chrystusa, stara się on tylko zwrócić uwagę na fakt, że chociaż Syn Boży prawdziwie przyjął to grzeszne ciało, to nigdy nie stał się grzesznym ciałem...
Używając słów w podobieństwie, Paweł miał na myśli to, że chociaż Chrystus przyjął tę samą upadłą naturę, która jest naszym udziałem, to w przeciwieństwie do nas nie stanowiła ona wszystkiego, co posiadał.  On nigdy nie przestał być także Wiecznym Synem Bożym". (C. E. B.  Cranfield, The Epistle to the Romans, International Critical Commentary, vol. 1, p. 379)
Bardzo dobrym przykładem tego, że przyjęcie przez Chrystusa naszej upadłej natury nie sprawiło, że stał się On grzeszną istotą jest Biblia. Faktycznie, sam Jezus nazwany jest w pierwszym rozdziale ewangelii Jana "Słowem": Jan. 1:1,14 1. Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo.    ... 14. A  Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas... Słowo Boże, które jest symbolem samego Chrystusa, pisane było przez wierzących, ale grzesznych i posiadających upadłe natury ludzi. Czy jednak ten fakt sprawił, że możemy określać Biblię mianem grzesznej i niedoskonałej księgi? Nie! Dlaczego?
Nie mówimy o Biblii, że jest niedoskonałą i grzeszną księgą, dlatego że chociaż pisali ją grzeszni ludzie, to zostali oni natchnieni przez Ducha Świętego. Z tego powodu o księdze tej mówimy "Pismo ŚWIĘTE", a nie "grzeszne"!
Jest tak właśnie dlatego, że choć Słowo Boże pisane było przez grzesznych ludzi, to zostało też "uświęcone" i "ożywione" przez Ducha Świętego. Było to możliwe dzięki temu, że w Piśmie Świętym (Słowie Bożym), tak jak w Chrystusie, to co ludzkie i grzeszne  połączyło się z tym co boskie i święte.
Chrystus zatem, pomimo przyjęcia naszej upadłej natury, nie zasługuje na miano grzesznego człowieka, a to dlatego, że w Nim, grzeszne człowieczeństwo spotkało się ze świętą boską naturą i zostało ożywione i uświęcone obecnością Ducha Świętego.
Powiedzmy, że do Biblii, która symbolizuje Chrystusa, włożymy kartkę, która przedstawiać będzie nas – grzesznych ludzi. Następnie, ta Biblia z kartką, która w niej się znajduje zostaje wysłana do Chin. Chiny niestety nadal są krajem komunistycznym, więc kiedy urzędnik na poczcie w Chinach zauważa, że to Biblia, natychmiast nakazuje ją spalić. A kiedy Biblia zostaje spalona, razem z nią spalona zostaje kartka. I dokładnie w taki sam sposób Bóg dokonał w Chrystusie naszego zbawienia. Dzięki temu, że Chrystus utożsamił się z naszym zjednoczonym człowieczeństwem, Bóg jakby umieścił nas w Nim i w Nim byliśmy doskonale posłuszni prawu, w Nim też ponieśliśmy karę za grzech, czyli śmierć.

UCZESTNICY BOSKIEJ NATURY

Kolejnym interesującym argumentem, świadczącym o tym, że przyjęcie przez Chrystusa upadłej natury nie zdegradowało Jego świętości jest to, co napisał apostoł Piotr w  2Piotr. 1:4. Według tego fragmentu, wierzący człowiek z chwilą nowonarodzenia staje się "uczestnikiem boskiej natury". 
Również siostra White napisała, że “człowiek musi stać się uczestnikiem boskiej natury" (Selected Messages, book 1, 408).
Pomimo jednak tego faktu, nikt z nas nie może powiedzieć, że skoro wierzący człowiek jest "uczestnikiem boskiej natury", to tym samym automatycznie staje się istotą bezgrzeszną i bogiem. Podobnie też, nikt z nas nie powinien mówić, że skoro Chrystus stał się uczestnikiem naszej upadłej natury, to stał się grzesznym człowiekiem.

CZŁOWIECZŃSTWO CHRYSTUSA A DOTRYNA O NIEPOKALANYM POCZĘCIU MARII

Omawiając temat związany z wcieleniem Syna Bożego, należy również zwrócić uwagę na to, że przyjęcie doktryny o bezgrzesznym człowieczeństwie Chrystusa, zostało wykorzystane przez wroga ewangelii do tego, by zniekształcić prawdę o zbawieniu wyłącznie przez wiarę w Chrystusa.
21 grudnia 1905 roku, na łamach "Review and Herald", ukazała się odpowiedź redakcyjna na pytanie jednego z czytelników, który wyraził swoje wątpliwości odnośnie tego, czy Chrystus będąc w "grzesznym ciele" mógł pozostać świętym.
Czytelnik sugerował też, że Biblia nie mówi, iż Bóg posłał swego Syna "w grzesznym ciele", ale "w podobieństwie grzesznego ciała". Oto fragment odpowiedzi, jakiej na te pytania udzielili ówcześni redaktorzy "RH": "Jeśli Syn Boży, przychodząc na ten świat, nie zamieszkał w grzesznym ciele, wówczas drabina z nieba nie dosięgłaby ziemi i przepaść pomiędzy świętym Bogiem a upadłym człowiekiem nadal pozbawiona byłaby pomostu.
W takiej sytuacji zaistniałaby konieczność uzupełnienia tych brakujących szczebli, co zapewniłoby kontakt pomiędzy świętym Bogiem i grzesznym człowiekiem.
I dokładnie w ten sposób postąpił Kościół Katolicki, wprowadzając doktrynę o niepokalanym poczęciu Marii, według której matka Jezusa została szczególnie uprzywilejowana i zachowana jako niepokalana, tzn. wolna od grzechu pierworodnego. A ponieważ jako matka była zupełnie inna od pozostałych kobiet, dlatego też ciało, które przejął od niej Jezus różniło się od ciała pozostałych ludzi.
Tym sposobem jednak, nadal istniałaby przepaść pomiędzy Jezusem i człowiekiem w grzesznym ciele. I dlatego, Kościół Rzymski wprowadził system pośrednictwa pomiędzy Synem Bożym i człowiekiem w grzesznym ciele.
Pierwszym ogniwem są na ziemi kapłani, którzy posiadają grzeszne ciała; potem ci, którzy kiedyś żyli w grzesznym ciele, ale potem zostali kanonizowani przez Kościół i uznani w niebie za świętych; a następnie aniołowie.
Ostatnim zaś ogniwem łączącym grzesznego człowieka z Chrystusem ustanowiono Marię.
Ta katolicka doktryna, wynikająca z przyjęcia przez Chrystusa bezgrzesznej natury, jest bardzo niebezpieczna i godzi bezpośrednio w naukę o usprawiedliwieniu wyłącznie przez wiarę w Chrystusa, gdyż przyjęcie tej fałszywej nauki równoznaczne jest z tym, że drzwi do nieba stanowi nie Jezus, ale Kościół.
Do otwarcia zaś tych drzwi wystarczy (według tej katolickiej doktryny) cena, którą grzesznik lub jego bliscy są w stanie zapłacić.   Tak wyglądają konsekwencje doktryny, która mówi o tym, że Chrystus nie miał udziału w grzesznym ciele.... Ufamy, że żaden z naszych czytelników nie przyjmie tej fałszywej papieskiej doktryny, tylko dlatego, że nie jest w stanie zrozumieć tego, co Biblia określa mianem tajemnicy pobożności. Bezpiecznie jest wierzyć jasnym naukom Pisma Świętego".

NATURA GRZESZNA, ALE DUCHOWO OŻYWIONA

Nie wykluczone, że toczący się od dawna spór o to, jakie człowieczeństwo było udziałem Chrystusa mógłby przybrać łagodniejszy charakter, gdybyśmy wszyscy zadali sobie trud i z pokorą oraz modlitwą na ustach znaleźli odpowiedź na pytanie:
Na jakiej płaszczyźnie Chrystus przyjął naszą naturę?   Czy nasze grzeszne człowieczeństwo stało się Jego udziałem na płaszczyźnie fizycznej, moralnej, czy duchowej?   Jeden z najbardziej popularnych wśród chrześcijan poglądów, polega na tym, że Chrystus związał się wprawdzie z naszym upadłym człowieczeństwem, ale jedynie w sferze fizycznej. To znaczy, że tak jak my mógł odczuwać zmęczenie, ból czy skutki starzenia się. Jednakże, nigdzie w Piśmie Świętym nie znajdziemy uzasadnienia takiego poglądu, tym bardziej, że Słowo Boże mówi o potrzebie zbawienia całego człowieka, a nie jedynie jego fizycznego ciała.
A oto, co na ten temat napisał wybitny protestancki teolog - Thomas F. Torrance: “Inkarnacja powinna być rozumiana jako przyjęcie na Siebie przez Boga naszej natury, naszej obarczonej grzechem i winą rzeczywistej ludzkiej egzystencji. Doktryna ta, na przestrzeni pierwszych pięciu wieków, akceptowana była wszędzie przez wczesny Kościół Chrześcijański. Stale powtarzano wtedy, że jeśli cały człowiek miał być zbawiony, to Chrystus musiał przyjąć całe człowieczeństwo, gdyż to, czego nie przyjął nie mogło być uzdrowione ani zbawione". (Thomas F. Torrance, The Meditation of Christ, pp. 48, 49)
Podobnie w pismach Ellen White, nigdzie nie znajdziemy fragmentu, w którym sugerowałaby ona, że Syn Boży przyjął nasze człowieczeństwo jedynie na płaszczyźnie fizycznej. Jej zdaniem, wcielenie Chrystusa polegało na przyjęciu nie tylko "postaci", czyli ciała fizycznego, ale i "natury upadłego człowieka": “Chrystus wziął na siebie  postać  i  naturę  upadłego człowieka  tak, aby przez cierpienie mógł zostać uczyniony doskonałym i znieść siłę pokus szatana, ażeby mógł jeszcze lepiej zrozumieć to, jak pomóc tym, którzy są kuszeni". (Spiritual Gifts, vol. 4, pp. 115, 116)
Gdyby E. White uważała, że Pan Jezus przyjął jedynie naszą fizyczną upadłą naturę, to z pewnością napisałaby o tym, gdyż doskonale wiedziała, iż człowiek składa się z natury między innymi fizycznej i moralnej, o czym świadczy choćby następująca jej wypowiedź: “Istnieje ścisły związek pomiędzy fizyczną i moralną naturą" {TSDF 37.6}
Pomimo tego jednak, że doskonale wiedziała o istnieniu upadłej natury w sensie fizycznym i moralnym czy duchowym to nigdy nie napisała, że udziałem Chrystusa stała się nasza jedynie fizyczna grzeszna natura. Doskonałym potwierdzeniem tego może być choćby jej wypowiedź z książki Życie Jezusa, s. 56:
"Chrystus przyszedł na świat aby odkupić grzech Adama. Lecz kiedy Adam osaczony był przez kusiciela, nie ciążył na nim żaden skutek grzechu... Jezus był w innej sytuacji, gdy przyszedł na pustynię, aby stoczyć walkę z szatanem. Przez cztery tysiące lat siła fizyczna, moc umysłu oraz wartość moralna ulegały degradacji, a Chrystus przyjął na Siebie te słabości zdegenerowanej ludzkości, gdyż tylko w ten sposób mógł wybawić człowieka z najgłębszego upadku".  (Życie Jezusa, 56, 57) Ani tutaj, ani w żadnym innym miejscu autorka nie napisała, że Chrystus przyjął jedynie słabości natury fizycznej, ale po wyszczególnieniu słabości fizycznych i moralnych, wyjaśnia, że Chrystus "przyjął te (tzn. wcześniej wyszczególnione) słabości zdegenerowanej ludzkości", czyli wszystkie słabości związane z grzeszną ludzką natura w każdym jej aspekcie.
Zresztą, nasza upadła natura składa się z trzech nierozłącznych elementów i nie można ich od siebie oddzielać, ale należy traktować jako jedną całość. Wynika to między innymi z wypowiedzi, którą brat Zachariasz Łyko zamieścił w książce "NAUKI PISMA ŚWIĘTEGO", na str. 500: "Pojęcie cielesności, które równoznaczne jest z pojęciem grzeszności, nie ogranicza się wyłącznie do ciała, czyli fizycznej strony istoty ludzkiej, lecz obejmuje także jej sferę duchową – jej psychikę, całą osobowość".
Przeciwieństwem poglądu, według którego udziałem Chrystusa stało się jedynie "grzeszne ciało" w sensie fizycznym, jest wiara w to, że Chrystus przyjął całą naszą upadłą naturę, nie tylko w sferze fizycznej, ale także moralnej oraz duchowej. Ten drugi pogląd również z pewnych ważnych powodów, o których sobie powiemy, wymaga sprostowania.
Najbliższy prawdy zdaje się być bardzo ciekawy pogląd reprezentowany obecnie przez coraz większe grono teologów. Jednym z nich jest np. Thomas A. Davis – znany adwentystyczny teolog, według którego, ludzka natura Chrystusa była taka jak Adama po upadku, z jedną bardzo ważną różnicą; Od początku człowieczeństwo Chrystusa było ożywione przez Ducha Świętego, czyli takie, jakie może posiadać jedynie nawrócony człowiek.
Poniższy cytat z 1979 roku, stanowi fragment książki autorstwa Davisa zatytułowanej “Was Jesus Really Like Us?" (“Czy Naprawdę Jezus Był Taki Jak My?"): "Natura, którą przyjął Chrystus nie była do końca taka sama jak natura nienawróconego grzesznika. Jego człowieczeństwo mogło być tylko takie, jakie jest udziałem tych, którzy doświadczyli duchowego odrodzenia (a ci nadal posiadają upadłą naturę, ale duchowo ożywioną). Jego upadła ludzka natura sprawiała mu takie same kłopoty, z jakimi musi borykać się nawrócony człowiek. Nie do przyjęcia jest więc twierdzenie, że Jego człowieczeństwo było niższej kategorii niż nawróconego człowieka, i podobnie nie do pomyślenia jest, aby Jego natura przewyższała naturę nowonarodzonej osoby.
Jezus nie mógł posiadać najmniejszej przewagi nad jakimkolwiek nawróconym człowiekiem, gdyż nowonarodzenie jest najwyższym duchowym stopniem, który może osiągnąć człowiek w tym doczesnym życiu...  Jezus był człowiekiem z upadłą ludzką naturą, która posiadała te same mentalne i fizyczne skłonności, które są udziałem grzesznego człowieka. Był jednak bezgrzeszny i niewinny. Jego wola była zawsze niezmiennie zgodna z wolą Jego Ojca ". (Davis, “Was Jesus Really Like Us?", s. 32-97)
W cytowanym przed chwilą fragmencie, Davis napisał, że "Jezus był człowiekiem z upadłą ludzką naturą, która... posiadała te same mentalne i fizyczne skłonności". Interesujące jest to, że tego samego zwrotu użyła też Ellen White: “W niedzielę po południu przemawiałam do zgromadzenia, które słuchało mnie z najwyższą uwagą. Czułam wolność oraz moc, przedstawiając Jezusa, który wziął na siebie słabości i udręki człowieczeństwa i odniósł zwycięstwo w naszym imieniu.
On musiał we wszystkim upodobnić się do braci, z tymi samymi mentalnymi oraz fizycznymi skłonnościami (susceptibilities).  Kuszony był we wszystkim tak jak my, ale bez grzechu i wie, jak dopomóc tym, którzy są kuszeni. Czy jesteście znękani i zmartwieni? Tak samo było z Jezusem. Czy potrzebujecie zachęty?  On też odczuwał taką potrzebę. Tak jak szatan kusi was, tak samo kusił Majestat Niebios. Jednak Jezus – wasz reprezentant i zastępca, nigdy nie poddał się w tym konflikcie, a w Jego mocy również i wy możecie dać opór i zwyciężyć". (RH, 10 luty 1885 par. 7)
Z wypowiedzi tej ponad wszelką wątpliwość wynika, że według E. White, udziałem Chrystusa nie stała się jedynie nasza fizyczna upadła natura, dlatego że napisała ona, iż Pan Jezus "musiał we wszystkim (czyli w każdej sferze ludzkiej natury) upodobnić się do braci, z tymi samymi (nie tylko) fizycznymi, ale i mentalnymi skłonnościami)!

LATARKA

Żebyśmy mogli lepiej zrozumieć to zagadnienie, posłużmy się obrazowym przykładem związanym z budową i funkcjonowaniem latarki. Latarka, podobnie jak człowiek, składa się z trzech podstawowych części: 1.    obudowy, która może być odpowiednikiem fizycznego ciała człowieka; 2.    żarówki, która może oznaczać sferę moralną ludzkiej natury;       3. baterii, a jeszcze lepiej akumulatorka, którego   odpowiednikiem niech będzie nasza  natura na płaszczyźnie  duchowej.
Używając symbolicznego języka, możemy powiedzieć, że zgodnie z tym, co mówi Słowo Boże, my wszyscy przyszliśmy na ten świat jako "latarki" z "obudową" (fizyczną naturą), która może się zużywać, z "żarówką" (moralną naturą), która może ulegać stopniowej degradacji, i co najgorsze z całkowicie rozładowanymi "akumulatorkami", czyli z duchowo martwą naturą, pozbawieni wewnętrznej obecności Ducha Świętego i miłości Agape.   
Ponieważ w wyniku wrodzonego braku Ducha Świętego i Bożej miłości "akumulatorki" były całkowicie "rozładowane", możemy powiedzieć, że przyszliśmy na ten świat jako "ciemność" , jako "latarki", które nie mogły świecić.
I dokładnie w ten sam sposób naszą sytuację przed nawróceniem przedstawił apostoł Paweł, pisząc: "Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu" (Efez. 5:8).
I bez względu na to, jak bardzo pragnęliśmy "świecić", to bez naładowanych "akumulatorków", czyli bez Ducha Świętego, nie mogliśmy stać się "światłością". Próbowaliśmy włączyć "latarkę", ale nigdy nie pojawiło się "światło", bo "akumulatorki" były całkowicie rozładowane, bo od urodzenia i z natury nie posiadaliśmy Ducha Świętego.
Pamiętając o tym, musimy postawić sobie bardzo ważne pytanie: Czy Syn Boży, przychodząc na nasz świat jako człowiek, jako ta symboliczna "latarka", również, tak jak my, przyszedł z całkowicie rozładowanym "akumulatorkiem", z martwą duchowo naturą, bez wewnętrznej obecności Ducha Świętego i miłości Agape? Czy przyszedł jako "ciemność", czy jako "światłość"? Oczywiście, że jako "światłość"! Jan. 1:9: "Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat".
W przypadku Chrystusa, "obudowa latarki", czyli Jego fizyczna natura, podobnie jak nasza, mogła się zużywać i starzeć; Jego moralna natura, symbolizowana tu przez "żarówkę" również była naturą odziedziczoną po jego ziemskich przodkach i została osłabiona grzechami wcześniejszych pokoleń; Ale jeśli chodzi o "akumulatorek", czyli duchową naturę, to w przypadku Chrystusa nie mógł on być rozładowany, gdyż to oznaczałoby, że Jezus nie posiadał Ducha Świętego i miłości Agape, a tym samym stałby się "ciemnością" i grzeszną istotą. 
Czy fakt ten jednak oznacza, że Pan Jezus miał nad nami przewagę w walce z grzechem? Nie, dlatego że jego moralna natura była taka sama jak nasza i przez to mógł być kuszony wewnętrznie oraz zmagać się ze skłonnościami tej natury.
Chrystus przyjął upadłą ludzką naturę, z tą tylko różnicą, że od poczęcia była ona duchowo ożywiona, czyli taka, jaką posiada nawrócony człowiek. A nawrócona osoba nadal posiada grzeszną naturę. Różnica polega jedynie na tym, że wierzący człowiek, który przeszedł doświadczenie nowonarodzenia może cieszyć się obecnością Ducha Świętego i dzięki temu "ma upodobanie w zakonie Bożym" (Rzym.7,22). Nadal jednak musi zmagać się z tymi samymi skłonnościami, z którymi walczył przed nawróceniem.
Teraz jednak, Duch Święty uzdalnia go do postępowania zgodnego z Bożym Prawem tak, że jest w stanie "poddać wszelką myśl w posłuszeństwo Chrystusowi" (2Kor.10,5).
Fakt ten pomaga nam lepiej zrozumieć to, w jaki sposób Jezus mógł odeprzeć pokusy, nawet w okresie dziecięcym, pomimo tego, że nie korzystał ze swojej boskiej mocy i posiadał upadłą ludzką naturę. Było tak właśnie dlatego, że w przeciwieństwie do nas, już od urodzenia Jego człowieczeństwo było "ożywione" obecnością Ducha Świętego, który sprawował kontrolę nad Jego umysłem.
Również z wypowiedzi Ellen White wynika, że jako dziecko, Jezus nigdy nie zgrzeszył, pomimo tego, że już wtedy posiadał upadłą naturę i był kuszony tak samo, jak wszystkie inne dzieci: "Czy Chrystus nie zasłużył na naszą miłość?...  On wziął na siebie naszą upadłą naturę i był poddany tym samym pokusom, którym człowiek jest poddany. Nawet jako dziecko był często kuszony. Jednak, podczas swego życia nigdy nie poddał się wszystkim tym powabom, które nakłaniały Go do grzechu.  Gdy w latach młodości, Jego rówieśnicy próbowali nakłonić Go do czynienia zła, wtedy zaczynał śpiewać jakąś słodką melodię, a po chwili Jego towarzysze zauważali, że sami jednoczą się z Nim w śpiewie. Ujął ich Swoim Duchem i wróg został pokonany. O, moi drodzy, Chrystus jest najwyższy wśród tysięcy! Chwalcie imię Pana!". (2SAT.235.00)
"Jezus przyjął ludzką naturę i w naturze tej żył jako niemowlę, dziecko oraz młodzieniec. Dzięki temu może współczuć ludziom w każdym wieku i stanowić przykład dla dzieci i młodzieży. On zna dziecięce pokusy i słabości". (Youth’s Instructor, Sept. 1, 1873) Wiedząc jednak o tym, że pomimo posiadania naszej natury Chrystus nigdy nie poddał się pokusie, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie:
Dlaczego w takim razie my upadamy, nawet jeśli podobnie jak On jesteśmy duchowo ożywieni w wyniku nowonarodzenia? Dlaczego my grzeszymy, a Chrystus nigdy nie poddał się pokusie? Nie było tak, dlatego że miał nad nami przewagę, albo z tego powodu, iż wykorzystywał swoją boską moc.
Pan Jezus podczas swojej ziemskiej pielgrzymki zawsze był "światłością" i nigdy nie przestał "świecić", gdyż w przeciwieństwie do nas, nigdy nie zaniedbał ładowania "akumulatorka". Nigdy, nawet na chwilę nie stracił łączności ze swoim Ojcem i Duchem Świętym, który uzdalniał Go do tego, by nieustannie przezwyciężał pokusy w Swoim umyśle. Doskonałym tego przykładem może być kontrast pomiędzy postawą Chrystusa i uczniów w Getsemane: Mat. 26:41 "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie; duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe". Jezus, chociaż tak samo jak uczniowie posiadał "mdłe ciało", nigdy nie przestał "czuwać i modlić się". Nieprzerwanie trwał w społeczności ze swoim Ojcem, dzięki czemu zawsze posiadał moc Ducha Świętego, by móc odeprzeć pokusy i odnieść doskonałe zwycięstwo nad grzechem. "Życie Jezusa", s. 14: "Szatan przedstawia Boże Prawo miłości jako prawo egoistyczne i głosi, że posłuszeństwo wobec jego przepisów jest dla nas rzeczą niemożliwą... (nawet wśród wierzących są tacy, którzy powtarzają te zwodnicze słowa!) 
W tym celu (Chrystus) ... musiał we wszystkim upodobnić się do braci... kuszony był we wszystkim tak jak my... Nie korzystał z żadnej mocy, która nie byłaby dostępna również dla nas. Jako człowiek napotykał pokusy i pokonywał je mocą udzieloną Mu od Boga... Swoim życiem udowodnił, że i dla nas jest możliwe przestrzeganie prawa Bożego".
Wiele bardzo ważnych i dotyczących wcielenia Syna Bożego myśli zawartych zostało w opracowaniach, których autorem jest popularny adwentystyczny teolog – Jack Sequeira.   Według niego, ludzka natura Chrystusa na płaszczyźnie fizycznej i moralnej była dokładnie taka sama jak nasza wrodzona natura. Różnica dotyczyła sfery duchowej. W następujący sposób Sequeira wyjaśnia to w książce "Saviour of Every Man" ("Zbawiciel Wszystkich Ludzi"): "ASPEKT DUCHOWY:  Gdy Adam zbuntował się przeciwko Bogu, Duch Święty opuścił go. W ten sposób wypełniło się ostrzeżenie dane naszym pierwszym rodzicom: dnia, którego jeść będziesz z niego, śmiercią umrzesz (1Moj. 2:17 BG).
Natychmiastowym wynikiem upadku Adama i Ewy była ich duchowa śmierć, która potem dotknęła wszystkich ludzi. Dlatego też, wszyscy ludzie przychodzą na ten świat jako istoty duchowo martwe (pozbawione wewnętrznej obecności Ducha Świętego) (Efez. 2:1,5)  i odłączone od Boga (Izaj. 59:2).
Z tego powodu, człowieczeństwo, które otrzymał Chrystus przez Marię również musiało być duchowo martwe. Należy tu jednak pamiętać o czymś niezwykle istotnym, a mianowicie, że ta duchowo martwa ludzka natura Chrystusa, w chwili poczęcia została w tajemniczy sposób zjednoczona z Jego boską naturą, poprzez związek z obecnym w Chrystusie od samego poczęcia Duchem Świętym (Łuk.1:35). Dzięki temu, to upadłe człowieczeństwo zostało duchowo ożywione i już od chwili poczęcia, upadła ludzka natura Chrystusa była tą samą, która staje się udziałem wierzącego człowieka w chwili nowonarodzenia. To nowonarodzenie, które Paweł nazywa zaczątkiem Ducha (Rzym. 8:23) jest tym, co zmienia położenie wierzącego tak, że teraz święte życie i przestrzeganie prawa stają się częścią jego pragnień (Hebr. 8:10). 
ASPEKT MORALNY:  Na skutek upadku, bezgrzeszna natura Adama uległa zepsuciu - również w sferze moralnej, w wyniku czego została zdominowana przez prawo samolubnej miłości.
Kiedy Chrystus przyjął nasze człowieczeństwo, to chociaż już od poczęcia było ono duchowo ożywione, Jego moralna natura nadal posiadała wrodzoną sobie skłonność do przesadnego koncentrowania się na sobie i znajdowała się pod presją prawa grzechu.
Podobnie jest też w przypadku nawróconego człowieka, gdyż to, że stał się on duchowo ożywiony nie oznacza jeszcze, że jego natura doznała zmiany również w sferze moralnej.  Przyjęcie przez Syna Bożego naszej upadłej - również na płaszczyźnie moralnej - natury, było głównym powodem tego, że święte życie Chrystusa zawsze wymagało zmagania się z charakterystycznym dla upadłej natury prawem grzechu.
Chociaż Jego umysł był w pełni poddany woli Bożej tak, że żadna grzeszna inklinacja czy zła skłonność nie była w stanie zadomowić się tam, to Jego ludzka natura zdominowana była zasadą, która obejmuje cały rodzaj ludzki - zasadą skłonności do miłowania własnego ja. Oznacza to, że w przypadku Chrystusa, święte życie nie było jedynie naśladowaniem naturalnych skłonności, tak jak to było w przypadku bezgrzesznego Adama, ale wymagało stałej walki z pożądliwością ciała, pożądliwością oczu i pychą żywota.
ASPEKT FIZYCZNY: Przyjmując nasze grzeszne człowieczeństwo Syn Boży zidentyfikował się nie tylko z naszymi słabościami moralnymi, ale także fizycznymi. To właśnie dlatego był On podatny na zmęczenie, starzenie się czy śmierć. Ale kiedy już Pan Jezus odkupił i oczyścił na krzyżu nasze grzeszne człowieczeństwo, wtedy powstał z martwych w przemienionym ciele. Było to ciało przemienione zarówno moralnie jak i fizycznie. Następnie to uwielbione i doskonałe pod każdym względem ciało, zabrał do nieba, gdzie zarezerwowane jest ono dla nas do czasu Jego chwalebnego powrotu". (Jack Sequeira "Saviour of Every Man", str. 39)

STANOWISKO PRESCOTA

W niedzielę wieczorem, 31 października 1895 roku, podczas zgromadzenia namiotowego w Armdale w Australii, niezwykle interesujące kazanie na temat wcielenia Syna Bożego wygłosił, cieszący się wśród adwentystów szczególnym uznaniem, doświadczony kaznodzieja brat  W. Prescot.
Kazania tego oraz kolejnych wystąpień Prescota słuchała także Ellen White i była tym tak poruszona, że w swoich adresowanych do różnych osób listach dała temu wyraz w bardzo ciepłych i entuzjastycznych słowach:
Pan nawiedził brata Prescota w szczególny sposób i dał mu specjalne poselstwo dla ludzi... Na brata Prescota wylany został Duch Święty.
Rozpoznaliśmy w nim głos prawdziwego Pasterza. Prawda płynęła z jego ust tak, że nigdy wcześniej ludzie czegoś takiego nie doświadczyli... Prawda została oddzielona od błędu". (Ms. 19,23,47,52, 1895:  Letter W- 25,32,83,84, 1895:  RH jan. 6, 1896)
Zwróćmy zatem uwagę na fragment kazania Prescota, w którym mówił on na temat człowieczeństwa Chrystusa: "Chrystus był naszym reprezentantem, dzięki temu, że stał się ciałem, stał się nami. Oznacza to, że wszystko, co uczynił Chrystus jest udziałem każdego, kto wiąże się z tą rodziną, gdyż to, co uczynił Chrystus, każdy członek tej rodziny uczynił w Nim. Gdy przyszedł On na ten świat, żył w ciele grzechu i umarł dla grzechu. Umierając uwolnił się od tego ciała grzechu i zmartwychwstał w przemienionym ciele. Zamieszkanie w tym grzesznym ciele, umożliwiła Mu jego świętość.  
Po oczyszczeniu tego grzesznego ciała - czego Chrystus dokonał poprzez swoją w nim obecność - teraz Jego celem jest oczyszczenie grzesznego ciała w nas, również poprzez Jego obecność w nas, a następnie jego przemienienie (uwielbienie) przy swoim powtórnym przyjściu.  Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat. Po tym poznawajcie Ducha Bożego: Wszelki duch, który wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, z Boga jest. Wszelki zaś duch, który nie wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, nie jest z Boga. Jest to duch antychrysta, o którym słyszeliście, że ma przyjść, i teraz już jest na świecie (1 Jan. 4:1-3). 
To, co mówi tu Jan, nie może jedynie odnosić się do faktu, że Jezus Chrystus przebywał na ziemi i miał (fizyczne) ciało. Nawet demony o tym wiedziały i uznawały fakt, że Syn Boży przyszedł w takim ciele. Jednakże wiara, której inspiratorem jest Duch Boży, zachęca nas do uznania prawdy o tym, że Jezus Chrystus żył w naszym ciele i teraz może żyć w moim ciele, dzięki temu, że Go przyjąłem".

PODSUMOWANIE

Podsumowując te wszystkie fragmenty Słowa Bożego, wypowiedzi Ducha Proroctwa oraz komentarze znanych adwentystycznych i protestanckich teologów, możemy śmiało wyrazić prawdę o wcieleniu Syna Bożego w następujący sposób:
1.    Jezus Chrystus przyszedł na ten świat "w postaci grzesznego ciała", co nie oznacza, że jego ludzka natura była inna niż nasza, ale że w naturze tej nigdy nie zgrzeszył.
2.    Był kuszony we wszystkim tak jak my, co oznacza, że chociaż nie posiadał złych tendencji, które już są grzechem, to jego udziałem były naturalne, dziedziczone  tendencje upadłej natury.
3.    Jezus Chrystus "pokonał grzech w ciele", czyli odniósł zwycięstwo nad grzechem w upadłej ludzkiej naturze i nigdy w swoim umyśle nie uległ pokusie.
4.    Pomimo przyjęcia naszej upadłej natury Chrystus nie stał się istotą grzeszną, ponieważ przyjął nasze człowieczeństwo na swoją boską naturę.
5.    Dzięki przyjęciu naszej upadłej natury uzyskał prawo, by móc reprezentować upadły rodzaj ludzki (a nie bezgrzeszny), a następnie zanieść ludzkość na krzyż, gdzie została ona w Chrystusie ukarana i legalnie odkupiona.
6.    Człowieczeństwo Chrystusa było dokładnie takie jak nasze, z tą jedynie różnicą, że Jego natura w sferze duchowej już od poczęcia była ożywiona i zamieszkała przez Ducha Świętego, który sprawował kontrolę nad jego umysłem. Z tego powodu, człowieczeństwo Chrystusa było podobne do tego jakie posiada człowiek, ale nawrócony. Jego ludzka natura nigdy nie była duchowo martwa.
7.    Dzięki temu, że Chrystus utożsamił się z naszą upadłą naturą może być naszym sędzią i jedynym pośrednikiem między grzesznym człowiekiem a świętym Bogiem. To tylko niektóre z bezcennych błogosławieństw, jakimi Bóg obdarował nas przez to, że posłał Swego Syna na ten świat "w postaci grzesznego ciała". Teraz chyba już znacznie lepiej rozumiemy to, dlaczego siostra White napisała, że "człowieczeństwo Chrystusa jest dla nas wszystkim". Sprawca zła z pewnością nie chce, abyśmy tę prawdę należycie zrozumieli i docenili, gdyż wie, że jeśli przyjmujemy, iż człowieczeństwo Chrystusa było takie jak nasze, wówczas nasze serca będą poruszone i zapragniemy oddać je Panu Jezusowi bez reszty.
O tym, jakie znaczenie powinna mieć dla nas ta prawda w pięknych słowach napisał  brat Prescot: "Cudowną prawdą jest to, że słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami.  W słowach tych ukryte jest nasze zbawienie. Oby ta zadziwiająca prawda stała się źródłem nowego światła w naszych duszach i pozwoliła nam lepiej zrozumieć to, jak niezwykłą miłością obdarzył nas Bóg". 
I to właśnie dlatego, że przyjęcie przez Chrystusa nie natury Adama sprzed upadku, ale naszej grzesznej natury najlepiej świadczy o tym jak bardzo umiłował nas Bóg, sprawca zła robi wszystko, abyśmy tę prawdę, niewłaściwie rozumieli i niedoceniali jej wyjątkowego znaczenia. Siostra White była osobą, która doskonale rozumiała to jak wielką i bezcenną wartość ma dla nas fakt, że Syn Boży przyszedł na ten świat "w postaci grzesznego ciała", i że "we wszystkim upodobnił się do braci".
To właśnie dlatego w końcówce 4 rozdziału książki "ŻYCIE JEZUSA", sugeruje ona, że Bóg tak bardzo nas umiłował, iż zezwalając, aby Jego Syn przyszedł  na ten grzeszny świat jako istota związana z naszym upadłym człowieczeństwem, wystawił Go na niebezpieczeństwo upadku i wiecznego zatracenia". Wysłuchajmy teraz z uwagą tego wzruszającego fragmentu, który w piękny sposób wyraża niezwykłą miłość Boga do upadłego świata i tym cytatem chciałbym zakończyć to krótkie studium na temat wcielenia Syna Bożego:
Szatan nienawidził Chrystusa w niebie za Jego miejsce w królestwie Bożym. Znienawidził Go jeszcze bardziej, gdy sam strącony został z nieba. Nienawidził Go za to, że przyrzekł odkupić upadły rodzaj ludzki.
I oto Bóg zezwolił, aby na ten świat, do którego władania porwał się szatan, przyszedł Jego Syn, jako nieporadne dziecię, podległe wszelkim ludzkim słabościom.
Zezwolił na to, aby stanął wobec wszelkiego niebezpieczeństwa, na jakie jest wystawiona każda dusza ludzka, aby stoczył bitwę jaką musi stoczyć każdy syn człowieczy; wystawił Go na niebezpieczeństwo upadku i wiecznego zatracenia.
Serce ludzkiego ojca martwi się o przyszłość syna. Spogląda na dziecko i drży na myśl o niebezpieczeństwie, jakie niesie życie. Chciałby tę najdroższą istotę obronić przed mocą szatana, chciałby ją utrzymać z dala od pokus i konfliktów.
A Bóg dał Swego jedynego Syna i sprawił, że zetknął się On z jeszcze bardziej przerażającym konfliktem i naraził się na jeszcze straszniejsze ryzyko, aby dla naszych dzieci uczynić drogę życia pewną i bezpieczną. Oto jest miłość! - Podziwiajcie, o niebiosa i dziw się, ziemio!". ("ŻYCIE JEZUSA", ostatnie dwa akapity 4 rozdziału) Amen
Plik "Człowieczeństwo Jezusa Chrystusa - "wcielenie" w innych formatach do pobrania i wydruku:
Szablon: flankerds.com

PIERWSZY I DRUGI ADAM


PIERWSZY I DRUGI ADAM

Sławomir Gromadzki

 

STUDIUM BIBLIJNE NA PODSTAWIE Rzym. 5, 12-21

Ta cześć listu do Rzymian, w której Paweł omawia nasze położenie w Adamie i Chrystusie uznawana jest przez wielu teologów za jeden z najistotniejszych fragmentów Pisma Świętego. Jest to klucz do zrozumienia Ewangelii i nauki o usprawiedliwieniu przez wiarę. Bez należytego zrozumienia tego, co Paweł miał na myśli w tej drugiej części 5-go rozdziału listu do Rzymian niemożliwe jest zrozumienie serca Ewangelii, czyli 6, 7 i 8 rozdziału tego listu, które bez wahania można uznać najważniejszymi rozdziałami w całej Biblii.
Zatem, temat ten ma dla nas ogromne i bezcenne znaczenie, dlatego należy tak dokładnie i uważnie przeanalizować treść tego fragmentu, jak to tylko możliwe.
A oto, co na temat tej części listu do Rzymian napisał znany szwedzki teolog - Anders Nygren - autor wspaniałej książki pt. "Agape i Eros" oraz bardzo popularnego komentarza do listu do Rzymian. Doktor Froom, jeden z adwentystycznych profesorów teologii, w książce pt. "Ruch Przeznaczenia" napisał o tym szwedzkim teologu, że jest jednym z niewielu nieadwentystycznych teologów nauczających tego samego poselstwa Ewangelii, które głoszone było przez Waggonera, Jonesa i E. White. Oto co Anders Nygren napisał na temat wspomnianego fragmentu listu do Rzymian:
"Najlepszym miejscem, od którego należy zacząć, aby uchwycić właściwy obraz listu do Rzymian jest część piątego rozdziału porównująca Adama do Chrystusa. Jest to klucz do zrozumienia całego listu. Jeśli właściwie zrozumiemy tę część, wówczas wszystko, co poprzedza ten rozdział i to, co następuje po nim objawi się nam jako jedna harmonijna całość".
Jeśli uda nam się uchwycić znaczenie tej części listu do Rzymian, to zrozumiemy też całą Ewangelię i naukę o usprawiedliwieniu z wiary.
Nie ulega też wątpliwości, że jest to bardzo trudny fragment i może spowodować duchową niestrawność, ponieważ to, co przedstawia tu Paweł jest sprzeczne z mentalnością dzisiejszego człowieka. Jeśli więc chcemy poprawnie zrozumieć ten rozdział musimy zmienić swój sposób myślenia i zacząć myśleć tak jak Paweł, a nie starać się zmieniać jego sposobu rozumowania!
Rozpocznijmy od Rzym. 5,12:
"Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli".
Paweł mówi tu, że: "grzech wszedł na świat" przez ilu ludzi?
Przez "jednego człowieka", czyli Adama.
Dalej jednak, autor wyraźnie sugeruje coś z czym współczesnemu człowiekowi trudno się pogodzić, a mianowicie, że kiedy Adam zgrzeszył, to i kto zgrzeszył?
Każdy człowiek, my wszyscy.
To jednak jeszcze nie wszystko, gdyż Paweł wyraźnie sugeruje, że właśnie ten grzech, grzech, jaki każdy z nas popełnił w Adamie jest głównym powodem tego, że jesteśmy skazani na śmierć.
Niestety, to ostatnie wyrażenie w Rzym.5,12: "wszyscy zgrzeszyli" nie zostało przez Pawła dokończone i dzisiaj jest powodem nieporozumień. Wielu teologów spiera się o to, czy autor miał tu na myśli, że wszyscy musimy umrzeć, bo zgrzeszyliśmy w Adamie i jego grzech stał się naszym udziałem, czy może Paweł miał na myśli to, że wszyscy musimy umrzeć, ponieważ zgrzeszyliśmy tak jak Adam, czyli w wyniku swoich własnych grzechów?
Wierzę, że gdybyśmy mogli dzisiaj zadać to pytanie samemu Pawłowi, wówczas zdziwiony zapytałby nas "dlaczego nie zwróciliście uwagi na kontekst, czyli na to, co napisałem dalej?".
Przeczytajmy zatem uważnie kontekst, czyli wiersze 13 i 14 piątego rozdziału, a z pewnością pomogą nam one rozwiązać tę zagadkę:
Rzym. 5:13-14
13. Albowiem już przed zakonem grzech był na świecie, ale grzechu się nie liczy, gdy zakonu nie ma;
14. Lecz śmierć panowała od Adama aż do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie popełnili takiego przestępstwa jak Adam, będący obrazem tego, który miał przyjść.
Niejedna osoba po przeczytaniu tego fragmentu doszła do wniosku, że trzeba byłoby być aniołem, żeby zrozumieć, czego właściwie Paweł próbuje tu dowieść. Możemy być jednak pewni, że właśnie w tych wersetach wyjaśnia on, co miał na myśli w końcówce wiersza 12. Tak więc, w wierszu 13 oraz 14 musimy znaleźć odpowiedź na pytanie, czy umieramy, dlatego że zgrzeszyliśmy w Adamie czy może jesteśmy skazani na śmierć w wyniku własnych grzechów.
Przeczytajmy zatem jeszcze raz wiersz 13:
"Albowiem już przed zakonem grzech był na świecie, ale grzechu się nie liczy, gdy zakonu nie ma".
Z wiersza 13 wynika, że według Pawła na ziemi był taki okres, kiedy nie było prawa. Oczywiście prawdą jest to, że przykazania mogły istnieć, na takiej zasadzie, że były przekazywane z ust do ust. Paweł jednak ma tu na myśli to, że "od Adama do Mojżesza", czyli do czasu nadania prawa na górze Synaj, prawo to nie istniało jeszcze wtedy jako legalny kodeks prawny. Do tamtego czasu nie było jeszcze prawa w formie pisanej, czarno na białym.
Ale czy to, że prawo nie było jeszcze wtedy oficjalnie ogłoszone oznacza, że ci ludzie byli bez grzechu?
Oczywiście, że nie!
Dlatego na początku wiersza 13 Paweł napisał:
"przed zakonem (przed nadaniem prawa w formie pisanej na Synaju) grzech był na świecie".
Dalej jednak, w tym samym 13 wierszu wyjaśnia, że grzechy ludzi żyjących przed oficjalnym ogłoszeniem prawa na górze Synaj nie mogły legalnie skazać ich na śmierć, bo nie było jeszcze wówczas przykazań w formie pisanej. Inaczej mówiąc, Bóg nie mógłby pozostać sprawiedliwym, gdyby ukarał wówczas grzeszników śmiercią za łamanie przykazań, kiedy tych przykazań jeszcze oficjalnie nie ogłosił.
Powiedzmy, że właśnie podróżuję samochodem i słuchając radia dowiaduję się, że na autostradzie, którą jadę zmieniono ograniczenie prędkości ze 120 do 100 km/godz. Czy jakikolwiek policjant będzie miał prawo ukarać mnie mandatem, jeśli nie zmieniono także informacji na znakach drogowych dotyczących zmiany ograniczenia prędkości? Oczywiście, że nie! Dlaczego żaden policjant nie miałby prawa ukarać mnie za jazdę z prędkością ponad 100 km/h, pomimo tego że media podały już informacje o tej zmianie? Dlatego, że prawo to nie zostało jeszcze wprowadzone legalnie, bo nie dokonano zmiany informacji widniejącej na znakach.
Na takiej samej zasadzie Bóg byłby niesprawiedliwy, gdyby tych którzy zgrzeszyli przed nadaniem prawa na górze Synaj ukarał śmiercią z powodu ich własnych grzechów, dlatego że Prawo nie było jeszcze wtedy oficjalnie nadane, i dlatego że "bez zakonu grzech się nie liczy" (Rzym. 5.13).
Jednakże, chociaż Paweł dał tu do zrozumienia, że grzechy przed Synajem nie mogły dać prawa do tego, by skazać grzesznika na śmierć, bo było to przed nadaniem zakonu, to pomimo tego – jak dalej wyjaśnia w wierszu 14 – ci grzesznicy już wtedy umierali ("śmierć panowała od Adama do Mojżesza"):
14. Lecz śmierć panowała od Adama aż do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie popełnili takiego przestępstwa jak Adam, będący obrazem tego, który miał przyjść.
Więc jakim prawem umierali, skoro jeszcze wtedy nie mogli być legalnie skazani na śmierć z powodu własnych grzechów?
Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: Skoro powodem ich śmierci nie były ich własne grzechy, to dlaczego umierali?
Umierali, bo zgrzeszyli w Adamie!
Nie ma tu żadnej innej możliwości prawidłowej interpretacji tego fragmentu i tylko to mógł mieć tu na myśli Paweł.
A zatem, kontekst wiersza 12, jednoznacznie wskazuje na to, że apostoł Paweł w wierszu tym musiał mieć na myśli to, że wszyscy umierają, bo zgrzeszyli w Adamie, a nie jak Adam.
Bardzo pomocny w zrozumieniu tego tematu może być fragment 7 rozdziału listu do Hebrajczyków, w którym Paweł napisał o tym, że Lewi złożył dziesięcinę w Abrahamie:
Hebr. 7:9-10 (BG)
9. I jeśli tak można powiedzieć, sam Lewi, który dziesięciny bierze, dał w Abrahamie dziesięcinę.
10. Albowiem jeszcze był w biodrach ojcowskich, gdy wyszedł przeciwko niemu Melchisedek.
Chociaż w czasie, gdy Abraham składał dziesięcinę Melchisedekowi Lewiego nie było jeszcze na świecie, to Paweł wyjaśnia tu, że Lewi też złożył wtedy dziesięcinę Melchisedekowi, bo był w Abrahamie, w jego biodrach.
Używając zatem tego samego zwrotu, my również możemy powiedzieć, że pomimo tego, iż nie było nas jeszcze na świecie, gdy Adam popełnił grzech, to my też zgrzeszyliśmy, bo byliśmy w nim, w jego biodrach i z tego także powodu musimy umrzeć.
To, iż nieprawdą jest, że wszyscy muszą umrzeć, bo wszyscy zgrzeszyli tak jak Adam, czyli z powodu swoich własnych grzechów, a nie z powodu grzechu w Adamie można wyjaśnić na prostym przykładzie:
Czy niemowlęta grzeszą tak jak Adam, albo mówiąc inaczej, czy mają swoje własne grzechy?
Nie.
A czy niemowlęta umierają, pomimo tego, że nie posiadają jeszcze swoich własnych grzechów?
Tak.
To z jakiego w takim razie powodu umierają, jeśli nie mają jeszcze własnych grzechów, i skoro śmierć jest zapłatą za grzech? Jeżeli nie mają własnych grzechów i żadnego innego grzechu, to nie powinny umierać, bo przecież śmierć jest jedynie wynikiem grzechu.
Jest tylko jedna możliwość prawidłowej odpowiedzi: Umierają, bo zgrzeszyły w Adamie!
Ps. 51:7:
"Oto urodziłem się w przewinieniu i w grzechu poczęła mnie matka moja".
Z tego powodu, jeśli jakiekolwiek niemowlę znajdzie się w niebie, to z pewnością nie dzięki bezgrzeszności, gdyż zgrzeszyło w Adamie, ale wyłącznie dzięki temu czego dokonał Chrystus.
Kolejnym niepodważalnym argumentem świadczącym o tym, że w 12 wierszu Paweł miał na myśli to, iż musimy umrzeć, bo zgrzeszyliśmy w Adamie jest gramatyka, a konkretnie czas, jakiego autor użył dla wyrażenia zwrotu "bo wszyscy zgrzeszyli" (końcówka 12 wiersza):
Rzym. 5:12
"Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli".
To ostatnie znajdujące się w tym 12 wierszu stwierdzenie "wszyscy zgrzeszyli" świadomie zostało napisane przez natchnionego Pawła w czasie przeszłym dokonanym - AORYST. W greckiej gramatyce czas ten określa coś, co wydarzyło się w jakiejś dalekiej przeszłości raz na zawsze i należy do historii.
Kiedy to zgrzeszyliśmy w przeszłości raz na zawsze?
Oczywiście w Adamie!
Tego samego zaprzeszłego czasu AORYST użył Paweł w Rzym. 3,23, pisząc:
"Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej".
Zwrot "WSZYSCY ZGRZESZYLI" również został napisany w czasie aoryst, co sugeruje, że wszyscy zgrzeszyli w Adamie. Jednak autor na tym nie kończy, lecz dodaje "i brak im chwały Bożej".
Ciekawe jest to, że to drugie stwierdzenie odnoszące się już do naszych osobistych grzechów i niedoskonałości zostało napisane w czasie teraźniejszym ciągłym.
Tak więc, Paweł zapewnia nas, że znaleźliśmy się w beznadziejnej sytuacji, a to dlatego, że nie dość, iż wszyscy zgrzeszyliśmy w dalekiej przeszłości w Adamie, to dodajemy do tego jeszcze swoje własne grzechy, które popełniamy w trakcie całego naszego życia.
Prawdziwą jednak przyczyną tego, że wszyscy musimy umrzeć jest grzech, jaki popełniliśmy w Adamie, a nasze osobiste grzechy są tylko owocem tego grzechu, który popełniliśmy w nim.
Dawniej nikt nie miałby większych problemów ze zrozumieniem faktu, że musi umrzeć, ponieważ zgrzeszył w Adamie, gdyż wszystko dziedziczono z pokolenia w pokolenie. Jeśli dziadek był np. kowalem, to syn i wnuk byli kowalami i wszyscy mogli nawet nosić to samo nazwisko, np. Kowalski. Z pokolenia w pokolenie dziedziczono nie tylko zawód, nazwisko i majątek, ale także długi po swoich przodkach i było to czymś normalnym i zrozumiałym. Nam jednak o wiele trudniej jest pogodzić się z tym, że dziedziczymy po naszym praojcu – Adamie wszystko, włącznie z długiem czyli śmiercią, która jest zapłatą za grzech. Powodem tego jest to, że żyjemy obecnie w innej kulturze i nasz sposób myślenia jest odmienny.
Ale, pomimo upływu lat, nawet w dzisiejszych czasach stosuje się jeszcze czasami taką zbiorową odpowiedzialność. Najlepszym przykładem jest wojsko. Sam doskonale pamiętam, jak odbywając służbę wojskową karano całą naszą drużynę czy kompanię, pomimo tego, że zawinił tylko jeden żołnierz. Podobnie przestępstwo, które popełnił Adam, pociąga za sobą swego rodzaju zbiorową odpowiedzialność wszystkich ludzi.
Jeśli jednak nadal będziemy upierać się przy tym, że nie mamy nic wspólnego z Adamem, to warto byłoby zapytać, co stałoby się z nami, gdyby Adam zmarł tego samego dnia, w którym zgrzeszył? Bo musimy pamiętać, że według oryginalnego tekstu hebrajskiego z 1Moj.2:17 Adam powinien był umrzeć w dniu, w którym zgrzeszył:
1Moj.2:17 (BG)
"Ale z drzewa wiadomości dobrego i złego jeść nie będziesz; albowiem dnia, którego jeść będziesz z niego, śmiercią umrzesz".
Czy Adam zmarł tego samego dnia, w którym zgrzeszył?
W pewnym sensie tak, ponieważ wraz z upadkiem Adam został pozbawiony Ducha Świętego, który w nim mieszkał oraz Bożej miłości Agape. Możemy więc powiedzieć, że tego dnia nastąpiła jego duchowa śmierć.
Bóg jednak już wtedy miał przygotowany plan zbawienia i tylko dzięki temu, że "Baranek zabity był od założenia świata." (Obj.13,8) Adam tego dnia nie doznał śmierci na płaszczyźnie fizycznej i psychicznej. Dzięki temu zarówno jemu, jak i jego potomkom dana została możliwość nawrócenia się i odzyskania Ducha Świętego i miłości Agape.
Co jednak stałoby się z każdym z nas, gdyby Syn Boży nie zdecydował się ponieść konsekwencji grzechu Adama, i gdyby Adam zginął drugą śmiercią tego samego dnia, w którym zgrzeszył?
Co stałby się wtedy z nami?
Wszyscy umarlibyśmy w Adamie i nikt z nas nie mógłby się nawet urodzić.
Niedorzecznością jest więc twierdzenie, że nie mamy nic wspólnego z Adamem i historią jego życia.
To, że jesteśmy skazani na śmierć z powodu grzechu w Adamie może kojarzyć się z katolicką doktrynę o GRZECHU PIERWORODNYM, która nie do końca jest zgodna z prawdą.
Różnica pomiędzy tym, czego naucza ta doktryna, a prawdą zawartą w 5 rozdziale listu do Rzymian polega na tym, że według Pawła skazani jesteśmy na śmierć w Adamie nie dlatego, że Bóg przeniósł na nas grzech Adama, ale ponieważ my faktycznie mieliśmy udział w grzechu Adama, bo byliśmy w nim.
Wszyscy chrześcijanie muszą zgodzić się z tym, że grzech Adama dotknął nas wszystkich, ale w jakim sensie? Czy Bóg uznaje nas winnymi z powodu grzechu Adama? Oczywiście, że nie! My po prostu byliśmy "w biodrach" Adama, gdy on zgrzeszył i dziedziczymy konsekwencje tego grzechu w postaci potępienia, grzesznej natury i śmierci, ale nie winy.
Powiedzmy, że znajdująca się w ciąży kobieta pali dużo papierosów, nie dba o zdrowie i umiera z powodu raka płuc, a wraz z nią ginie też znajdujący się w jej łonie płód. Czy ten płód był winny temu, że matka paliła papierosy wywołując śmiertelną chorobę? Oczywiście, że nie! Jednak to nienarodzone dziecko spotkał ten sam los i musiało ponieść konsekwencje tego, co uczyniła matka, gdyż znajdowało się w jej łonie.
Podobnie jest w naszym przypadku. Bóg nie przenosi na nas winy Adama, ale ponieważ znajdowaliśmy się w jego "biodrach", więc musimy też razem z nim ponieść tego konsekwencje w postaci przejęcia po nim upadłej natury, potępienia i śmierci.
Również wypowiedzi Ellen White w pełni harmonizują z tym, że nasza śmierć jest przede wszystkim konsekwencją grzechu w Adamie:
"Adam zgrzeszył a dzieci Adama (wszyscy ludzie) dzielą jego winę i jej konsekwencje (śmierć). Ale Jezus poniósł winę Adama i wszystkie dzieci Adama, które uciekną do Chrystusa - Drugiego Adama, mogą uniknąć kary za przestępstwo". ("Faith and Works" 86)
"Człowiek otrzymał od niego (Adama) nic innego tylko WINĘ i KARĘ ŚMIERCI" ("CBC 1074)
"Błogosławiona dusza, która może powiedzieć: Jestem winna przed Bogiem, ale Chrystus jest moim obrońcą... Jestem ZGUBIONA W ADAMIE, ale OCALONA W CHRYSTUSIE". ("Sons and Doughters", 120)
Zatem nie ma wątpliwości, że siostra White zgadzała się ze stwierdzeniem że wszyscy muszą umrzeć, bo zgrzeszyli w Adamie.
Zwróćmy teraz uwagę na kolejny niezwykle ważny powód, dla którego w wierszu 12 Paweł musiał mieć na myśli to, że skazani jesteśmy na śmierć przede wszystkim w wyniku grzechu w Adamie.
W Rzym. 5,14 czytamy, że Adam jest "OBRAZEM CHRYSTUSA".
Inaczej mówiąc, ap. Paweł chce dać nam do zrozumienia, że tak jak to, co zrobił Adam jest udziałem nas wszystkich, tak też to czego dokonał II Adam - Chrystus jest również naszym udziałem.
I dlatego, zgodnie z teologią Pawła, jesteśmy skazani na śmierć, bo zgrzeszyliśmy w Adamie, a zostaliśmy usprawiedliwieni, bo byliśmy posłuszni i doskonali w Chrystusie.
PRAWDA:
ZGRZESZYLIŚMY w ADAMIE = ŚMIERĆ
BYLIŚMY POSŁUSZNI w CHRYSTUSIE = USPRAWIEDLIWIENIE
Jeśli jednak powiemy, że umieramy, bo zgrzeszyliśmy tak jak Adam, to zgodnie z użytym przez Pawła wzorem, musimy też powiedzieć, że wszyscy jesteśmy usprawiedliwieni, ponieważ byliśmy posłuszni i doskonali tak jak Chrystus. Takie zaś twierdzenie jest nie do przyjęcia i byłoby herezją, gdyż w ten sposób nauczalibyśmy, że zbawienie jest z uczynków.
FAŁSZ:
ZGRZESZYLIŚMY jak ADAM = ŚMIERĆ
BYLIŚMY POSŁUSZNI jak CHRYSTUS = USPRAWIEDLIWIENIE
Czy ktokolwiek z nas może być posłuszny, doskonały jak Chrystus?
Nie!
Dlatego według tej zasady, tego zestawienia, żaden człowiek nie mógłby być zbawiony.
Zatem podgląd, że wszyscy musimy umrzeć, bo zgrzeszyliśmy jak Adam, czyli w wyniku swoich osobistych grzechów a nie grzechu w Adamie uczyniłby zbawienie niemożliwym do zrealizowania, gdyż wtedy musielibyśmy być posłuszni jak Chrystus – drugi Adam.
Jeśli jednak nadal mamy wątpliwości, co do tego, że wszyscy musimy umrzeć bo zgrzeszyliśmy w Adamie, to Paweł rozwiewa te wątpliwości w kolejnych wersetach 5 rozdziału listu do Rzymian:
Wiersze od 15 do 19 stanowią dalszy kontekst wiersza 12. W każdym z tych wierszy - w sumie aż 5 razy - autor zapewnia, że wszyscy musimy umrzeć, jesteśmy osądzeni i potępieni z powodu grzechu Adama a nie swoich osobistych grzechów:
Rzym. 5:15-19
15. Lecz nie tak jak z upadkiem ma się sprawa z łaską; albowiem jeśli przez upadek jednego człowieka umarło wielu, to daleko obfitsza okazała się dla wielu łaska Boża i dar przez łaskę jednego człowieka, Jezusa Chrystusa.
16. I nie tak ma się sprawa z darem, jak ze skutkiem grzechu jednego człowieka; albowiem wyrok za jeden upadek przyniósł potępienie, ale dar łaski przynosi usprawiedliwienie z wielu upadków.
17. Albowiem jeśli przez upadek jednego człowieka śmierć zapanowała przez jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru usprawiedliwienia, królować będą w życiu przez jednego, Jezusa Chrystusa.
18. A zatem, jak przez upadek jednego człowieka przyszło potępienie na wszystkich ludzi, tak też przez dzieło usprawiedliwienia jednego przyszło dla wszystkich ludzi usprawiedliwienie ku żywotowi.
19. Bo jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami, tak też przez posłuszeństwo jednego wielu dostąpi usprawiedliwienia.
Łącznie z wierszem 12, w tej drugiej części 5 rozdziału ap. Paweł aż 6 razy powtarza jedno i to samo!
Jest to jedyny taki fragment biblijny, w którym autor powtarza to samo stwierdzenie aż 6 razy!
O czym to może świadczyć?
Dlaczego natchniony przez Ducha Świętego Paweł dokonał tek wielu powtórzeń stwierdzenia mówiącego o tym, że jak w jednym, czyli pierwszym Adamie mamy grzech i śmierć, tak też w jednym, czyli Chrystusie (drugim Adamie) mamy doskonałość, sprawiedliwość i życie?
Skoro tak często tę prawdę powtarza, to musi to oznaczać, że ma to dla nas i naszego zbawienia jakieś nieprawdopodobnie wielkie znaczenie!
Wyrażone tu aż sześciokrotnie przez Pawła stwierdzenie mówiące o tym, że w Adamie zgrzeszyliśmy i umieramy, a w Chrystusie (drugim Adamie) byliśmy sprawiedliwi i mamy życie jest niezwykle istotne, gdyż ukryta jest tu kluczowa zasada zbawienia.
Dlaczego Pawłowi tak bardzo zależy na tym, żebyśmy zrozumieli i zgodzili się z tym, że musimy umrzeć, ponieważ solidarnie zgrzeszyliśmy w jednym człowieku – Adamie?
Dlaczego autor listu do Rzymian chce przekonać nas o tym, że w Adamie skupiony był cały Rodzaj Ludzki, i że Adam był odpowiedzialny za los całej ludzkości.
Dlaczego jest to aż tak istotne?
Fakt ten ma tak wielkie znaczenie, właśnie dlatego, że skoro uznamy, iż wszyscy zgrzeszyliśmy w jednym człowieku – Adamie i z tego powodu musimy umrzeć, to dzięki temu Bóg może i ma prawo na takiej samej zasadzie odwrócić tę tragiczną sytuację i ocalić nas wszystkich również przez jednego człowieka – Jezusa Chrystusa.
Jest niezwykle ważne, abyśmy pamiętali, że w języku hebrajskim słowo "Adam" oznacza "RODZAJ LUDZKI"! Wynika z tego, że kiedy Bóg stworzył Adama, w nim też stworzył całą ludzkość. Adam był NAMI, naszym REPREZENTANTEM a my znajdowaliśmy się w jego biodrach.
Według autorów "Małej Encyklopedii Biblijnej", słowo "Adam" oznacza "pierwotne imię rodowe dla mężczyzny lub całej ludzkości".
W 1Moj.2:7 napisano, że Bóg
"ukształtował człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego tchnienie życia". (BT)
Niezwykle interesujące jest to, że znajdujący się w tym fragmencie zwrot "tchnienie życia" w oryginale, czyli w języku hebrajskim napisany został w liczbie mnogiej, co również może oznaczać, że w Adamie Bóg stworzył wszystkich ludzi.
Pamiętając o tym, że słowo Adam oznacza "rodzaj ludzki", i że w Adamie Bóg stworzył wszystkich ludzi, i że Adam był reprezentantem nas wszystkich, należy zwrócić uwagę na to, że Jezus Chrystus nazwany jest w Piśmie Świętym mianem "ostatniego Adama":
1 Kor. 15:45
"Tak też napisano: Pierwszy człowiek Adam stał się istotą żywą, ostatni Adam stał się duchem ożywiającym".
Dlaczego Chrystus nazwany jest w Biblii "ostatnim Adamem"?
Jest to niezwykle ważne pytanie. Znalezienie zaś prawidłowej odpowiedzi na to kluczowe pytanie pozwoli nam zrozumieć podstawową zasadę Ewangelii i sposobu zbawienia ludzkości.
Chrystus nazwany został "ostatnim Adamem", bo słowo Adam oznacza w jęz. hebr. "RODZAJ LUDZKI", dzięki czemu Syn Boży mógł stać się przedstawicielem całej ludzkości. I tak jak pierwszy Adam reprezentował cały rodzaj ludzki, tak i Chrystus jako "ostatni Adam" również uosabiał wszystkich ludzi.
ŻYCIE JEZUSA, 588:
"Chrystus uosabiający ludzkość miał cierpieć poza granicami Jerozolimy".
ŻYCIE JEZUSA, wyd. VII, str. 74:
"Spojrzenie Zbawiciela zdawało się przenikać niebo, kiedy dusza roztapiała się w modlitwie... W czasie tej modlitwy Jezus prosił Ojca o świadectwo, że w Osobie Swojego Syna przyjmuje na swoje łono rodzaj ludzki".
Omawiając nasza sytuację w Adamie i Chrystusie, musimy też zwrócić uwagę na kolejną bardzo ważną sprawę, a mianowicie, że Pan Jezus mógł prawnie reprezentować upadłą ludzkość jedynie poprzez przyjęcie naszej grzesznej natury.
Gdyby Jego udziałem stała się jedynie bezgrzeszna natura Adama sprzed upadku, wówczas Syn Boży mógłby reprezentować w swoim życiu i na krzyżu jedynie bezgrzesznego Adama, który jako doskonała istota nie potrzebował odkupienia. Dlatego, aby Chrystus mógł stać się reprezentantem upadłej rasy ludzkiej, aby mógł jako my doskonale wypełnić Prawo i zabrać nas na krzyż, abyśmy tam w Nim zostali ukarani drugą śmiercią, musiał przyjąć takie człowieczeństwo, jakie stało się udziałem człowieka po upadku, gdyż tylko upadły człowiek potrzebuje odkupienia. Tylko w taki sposób doskonałość Chrystusa oraz jego śmierć może stać się prawnie naszym udziałem.
Z tego właśnie powodu także siostra White uważała, że Chrystus mógł być naszym reprezentantem właśnie dzięki temu, że utożsamił się z naszą upadłą naturą:
RH, May 6, 1875 par.11:
Chrystus stał się grzechem dla upadłej rasy (2Kor.5,21). Stanął na czele ludzkości jako jej reprezentant. W postaci grzesznego ciała potępił grzech w ciele (Rzym.8,3)".
ŻYCIE JEZUSA, wyd. VII, str.74:
"Pomimo tego, że grzechy występnego świata przerzucano na barki Chrystusa, pomimo upokorzenia wynikającego z przyjęcia naszej upadłej natury, głos z nieba dał świadectwo temu, że jest On Synem Wiekuistego... Słowa wypowiedziane do Jezusa nad Jordanem Ten jest On, Syn mój miły, w którym mi się upodobało dotyczą całej ludzkości. Bóg mówił do Jezusa, jako do naszego przedstawiciela".
Uważna analiza tego tekstu jednoznacznie świadczy o tym, że przyjęcie przez Chrystusa naszej upadłej natury dało Mu możliwość reprezentowania całej grzesznej ludzkości.
W. W. PRESCOT:
"Zbawiciel skupił w sobie całą ludzkość, obejmując ją swoim nieskończonym umysłem i stanął jako reprezentant całej ludzkiej rodziny. On przyszedł, aby odkupić tę rodzinę, jednocząc boskość z ciałem grzechu i potępiając grzech w ciele.
Każdy z nas reprezentowany był w Chrystusie poprzez Jego wcielenie, kiedy "Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami". My wszyscy zostaliśmy skupieni w Jezusie Chrystusie, tak samo jak wszyscy według ciała zgromadzeni zostaliśmy w Adamie, który nas reprezentował".
Fakt, że Syn Boży uosabiał nas wszystkich, ma dla upadłego i znajdującego się w beznadziejnej sytuacji Rodzaju Ludzkiego bezcenne, niewyobrażalnie wielkie i zbawienne znaczenie, gdyż to właśnie dzięki temu, że Chrystus mógł wystąpić w roli drugiego Adama, czyli drugiego reprezentanta ludzkości, Bóg był w stanie przygotować taki plan zbawienia, który pozwolił ocalić nas zgodnie z wymaganiami Prawa.
Jeśli zatem akceptujemy ten pozornie niesprawiedliwy fakt, iż musimy umrzeć w wyniku grzechu jednego człowieka – Adama, gdyż w nim się znajdowaliśmy, i dlatego że on był nami, to teraz na takiej samej zasadzie, Bóg ma dla nas cudowną, wspaniałą nowinę, która mówi o tym, że możemy być uznani za świętych, doskonałych oraz sprawiedliwych i możemy odzyskać utraconą nieśmiertelność, dlatego że wszyscy byliśmy w Chrystusie – drugim Adamie i wszystko czego On jako nasz reprezentant i jako "rodzaj ludzki" dokonał w świętej historii swojego życia i śmierci stało się naszym udziałem!
Mówiąc krótko, ponieważ umieramy z powodu reprezentacyjnego grzechu jednego człowieka - Adama, to tak samo zostajemy usprawiedliwieni i mamy życie wieczne dzięki reprezentacyjnej sprawiedliwości i śmierci także jednego człowieka – Jezusa Chrystusa.
Rzym. 5:18
"A zatem, jak przez upadek jednego człowieka przyszło potępienie na wszystkich ludzi, tak też przez dzieło usprawiedliwienia jednego przyszło dla wszystkich ludzi usprawiedliwienie ku żywotowi".
1 Kor. 15:21-22
21. Skoro bowiem przyszła przez człowieka śmierć, przez człowieka też przyszło zmartwychwstanie.
22. Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni.
Paweł zatem, sugeruje nam, że tak jak mieliśmy udział w grzechu Adama - podobnie też mamy udział w doskonałym posłuszeństwie, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, bo on był drugim Adamem, był nami i my wszyscy znajdowaliśmy się w NIM! I dlatego, to, czego On dokonał, tego dokonał każdy z nas w Nim!
Ta niepodważalna Prawda prowadzi do kolejnego niezwykle ważnego wniosku, a mianowicie, że w takim razie Syn Boży nie mógł żyć sprawiedliwie i umierać ZAMIAST NAS, ale raczej JAKO MY!
Oczywiście, w pewnym sensie możemy też powiedzieć, że Chrystus zmarł zamiast nas, ale biorąc pod uwagę wymagania niezmiennego Bożego prawa, które wymaga śmierci od grzesznika a nie od sprawiedliwego, Chrystus musiał umrzeć nie zamiast nas, ale jako my!
On był drugim Adamem czyli drugim rodzajem ludzkim, naszym reprezentantem, On był nami a my znajdowaliśmy się w Nim. Tak więc, kiedy On umierał, to i my wszyscy umieraliśmy w Nim! (Gal.2,20; Rzym.6.6,8; 2 Kor.5.14).
Pastor Sequeira opowiadał, jak któregoś razu, gdy jeszcze pracował w Afryce, podszedł do niego pewien młody człowiek i myśląc, że brat Sequeira był wyznawcą Islamu zapytał: "Czy jesteś zbawiony?"
Wtedy pastor Sequeira, domyślając się, że był to zielonoświątkowiec zapytał: "Zbawiony od czego? Od winy, kary za grzech, od obecności grzechu czy może od jego mocy? Co masz na myśli?"
Gdy ten młody człowiek usłyszał to pytanie, zaskoczony powiedział: "Mówisz jak pastor...".
- "Masz rację" – odparł brat Sequeira i dodał: "A czy ja mogę zadać ci pytanie?"
- "Tak".
- "Powiedz mi w takim razie, czy ty jesteś zbawiony?"
W odpowiedzi na to pytanie, ten młody człowiek podniósł rękę i z entuzjazmem powiedział: "Bracie! Chwała Panu! Zostałem zbawiony trzy miesiące temu!"
- "To w takim razie, co tu jeszcze robisz na ziemi?" – zapytał pastor i wyjasnił mu, że zbawiony został dwa tysiące lat temu, a trzy miesiące wcześniej to zbawienie jedynie zaakceptował, i że sama wiara nie może być środkiem zbawiennym. Wiara nie zbawia, ale czyni skutecznym, to co już się stało w Chrystusie.
- "Poza tym," – dalej ciągnął pastor - "skoro jesteś zbawiony, to dlaczego czuję od ciebie zapach piwa?"
- "Bracie!" – odparł ten młody zielonoświątkowiec – "Nie wiesz tego? Zostałem zbawiony z łaski i Chrystus zmarł zamiast mnie!"
- "Tak?" – powiedział udając zdziwienie pastor Sequeira – "To w takim razie, przyjmując twój sposób rozumowania oraz rozumując zgodnie z zasadą jaką posługuje się apostoł Paweł, skoro Chrystus zmarł zamiast ciebie, to również do nieba udał się zamiast ciebie".
Kościół chrześcijański powszechnie naucza, że jeden człowiek (Chrystus) zmarł na miejscu, albo zamiast wszystkich ludzi.
Ewangelia natomiast uczy, że wszyscy ludzie zmarli w jednym człowieku – Chrystusie.
Prawdziwa, bliblijna definicja zastępczej ofiary Chrystusa nie mówi, że jeden zmarł zamiast wszystkich, ale że wszyscy zmarli w jednym.
Już od czasów reformacji Kościół chrześcijański oskarżany był przez kościoły niechrześcijańskie i Kościół katolicki o głoszenie NIEETYCZNEJ EWANGELII.
Oskarżano chrześcijan, że nauczają czegoś do czego nie dopuszcza żadne prawo. Według nich ta błędna nauka polega na tym, że chrześcijanie niesłusznie nauczają, iż nasza wina została PRZENIESIONA na Chrystusa i że sprawiedliwy Chrystus zmarł ZAMIAST niesprawiedliwych grzeszników. Według nich coś takiego jest nie do przyjęcia i nazwali to "prawną fikcją", gdyż żadne prawo, a szczególnie Boże nie daje takiej możliwości. Wysuwając te oskarżenia, słusznie powołują się na to, co sam Bóg powiedział na ten temat w Swoim Słowie, a mianowicie, że nie można przenieść winy z jednej osoby na drugą:
2Król.14,6; 5Mój.24,16; Ezech.18,5,20; 2Mojż.32.31-33.
Podczas jednego ze swoich wykładów, pastor Sequeira opowiadał również o tym, jak to w 1980 roku pewien amerykański statek zatrzymał się w Mombasie - porcie znajdującym się we wschodniej Afryce. Kilku marynarzy z tego statku udało się wieczorem do klubu nocnego, żeby się trochę rozerwać. Jednak, gdy pod wpływem alkoholu zaczęli się awanturować, doszło do tragedii. Jeden z nich pobił na śmierć kobietę, która była Kenijką. Marynarz ten został zatrzymany przez policję i osadzony w areszcie. Ale, kiedy dowiedziała się o tym jego matka, udała się do senatora stanu Nowy Jork, błagając go o próbę ratowania jej syna. I senator zdołał przywrócić mu wolność, wykorzystując przyjazne stosunki, jakie w tamtym czasie panowały pomiędzy Kenią i Stanami Zjednoczonymi. Dzięki temu, marynarz ten wrócił bezkarnie do domu, jako wolny człowiek. Ale kiedy dowiedzieli się o tym Kenijczycy, wpadli we wściekłość. Pastor Sequeira w tamtym czasie pracował akurat w Kenii na uniwersytecie w Nairobi i osobiście był świadkiem tego, jak pewien profesor prawa, który był wyznawcą Islamu stanął przed zgromadzeniem liczącym 15 tysięcy studentów i powiedział: "Kenia całkowicie zatraciła poczucie sprawiedliwości! I nie winię za to ani rządu Kenii, ani rządu Wielkiej Brytanii, od którego Kenia przejęła system prawny. Obwiniam za to kościół chrześcijański! Bo to chrześcijaństwo naucza, że można grzeszyć, a następnie ten grzech oraz winę przenieść na niewinnego człowieka zwanego Chrystusem, który został zabity zamiast winnych grzeszników, dzięki czemu ci winni grzesznicy są wolni! Nie dopuszcza do tego żadne prawo, i dlatego jest to najbardziej nieetyczna religia na świecie!" I gdy ten profesor skończył przemówienie, nikt spośród obecnych tam licznych chrześcijan nie wiedział co powiedzieć w obronie chrześcijaństwa i prawdy. Nie mogli tego uczynić, ponieważ wszyscy oni wychowali się na bazie nauki o zastępczej ofierze Chrystusa. Dlatego dopóki nie rozwiążemy tego problemu zawsze będziemy stykać się z podobną krytyką ewangelii. To właśnie dlatego, Bóg dał nam poselstwo zwiastowane w 1888 roku, gdyż ono przyniosło rozwiązanie tego problemu na podstawie listów do Galacjan i Rzymian.
Ewangelia nie jest "prawną fikcją", bo według Biblii Chrystus umierał nie tylko ZAMIAST nas, ale JAKO MY! Każdy grzeszny człowiek, każdy przestępca prawa, został w Chrystusie ukarany śmiercią. Plan zbawienia zatem został zrealizowany zgodnie z Prawem, które mówi "dusza która grzeszy musi umrzeć". Jest wiele tekstów biblijnych, które mówią o tym, że umarliśmy w Chrystusie:
2 Kor. 5:14
"Bo miłość Chrystusowa ogarnia nas, którzy doszliśmy do tego przekonania, że jeden za wszystkich umarł; a zatem wszyscy umarli".
Wiersz ten nie poprzestaje tylko na stwierdzeniu, że jeden - "Chrystus umarł za wszystkich", ale mówi dalej, że też "WSZYSCY UMARLI" w jednym - w Chrystusie.
A oto, jakim komentarzem opatrzyli tę niezwykle ważną biblijną wypowiedź apostoła Pawła, nasi adwentystyczni teolodzy w SDA BIBLE COMMENTARY (koment. do 2 Kor. 5,14):
"Zajmując miejsce Adama (1 Kor. 5, 22, 45) Chrystus stał się głową upadłej rasy ludzkiej i zmarł na krzyżu jako jej Reprezentant.
A zatem, kiedy On umierał, cały rodzaj ludzki umierał w Nim. Jego śmierć uosabia śmierć wszystkich, jako że reprezentował On wszystkich ludzi. W Nim umarli wszyscy ludzie. W ten sposób w pełni zadośćuczynił On wymaganiom prawa".
W Nowym Testamencie istnieją dwa podstawowe słowa, które w polskich przekładach tłumaczone są jako "zamiast" lub "za". Jednym z nich jest słowo "huper", które – zgodnie z informacją, jaka znalazłem w słowniku – równie dobrze może oznaczać "na korzyść kogoś" lub "w (czyimś) imieniu".
Słowo to występuje np. w 2 Kor. 5, 20. Oto jak fragment ten został oddany w przekładzie Biblii Warszawskiej:
"Dlatego w miejsce Chrystusa poselstwo sprawujemy...". (BW)
A teraz posłuchajmy, jak ten sam fragment brzmi w przakładzie Biblii Tysiaclecia:
2 Kor 5:20
"Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego...". (BT)
Podobnie, w wiodących biblijnych przekładach w języku angielskim, ten sam zwrot został przetłumaczony jako "w imieniu", a nie "w miejscu".
To samo greckie słowo "huper" występuje w 2 Kor. 5,14, gdzie apostoł Paweł napisał:
"Bo miłość Chrystusowa ogarnia nas, którzy doszliśmy do tego przekonania, że jeden za (huper) wszystkich umarł; a zatem wszyscy umarli". (BW)
Równie dobrze tekst ten moglibyśmy przetłumaczyć w nastepujący sposób:
"Bo miłość Chrystusowa ogarnia nas, którzy doszliśmy do tego przekonania, że jeden w imieniu (huper) wszystkich umarł; a zatem wszyscy umarli". (BW)
Takie tłumaczenie pozwala lepiej zrozumieć to, ze Chrystus umierał nie tyle zamiast nas ile jako my, jako nasz reprezentant, że żył i umierał w naszym imieniu.
Drugie greckie słowo tłumaczone zwykle jako "za", to "anti". Jednak również to słowo – tak samo jak poprzednie – może oznaczać "w imieniu".
Słowo to zostało użyte np. w Mat. 20,28, gdzie czytamy o Chrystusie, który
"... oddał życie na okup za (anti) wielu".
Jednak nie byłoby błędem, gdybyśmy przeczytali, że Chrystus
"... oddał swoje życie na okup w imieniu (jako reprezentant) wielu".
Oznacza to, że możemy powiedzieć, iż Chrystus żył i umierał za nas, ale nie w takim znaczeniu, jakoby czynił to zamiast nas czy na naszym miejscu, lecz jako my, albo w naszym imieniu, gdyż tylko takie rozumowanie jest zgodne z prawdą ewangelii i teologią zawartą w listach apostoła Pawła.
O tym, że śmierć Chrystusa była reprezentacyjną śmiercią nas wszystkich bardzo wyraźnie mówi apostoł Paweł również w 6 r. listu do Rzymian:
Rzym. 6:6-8
6. Wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione,
7. Kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu.
8. Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy.
Rzym. 7:4
"Przeto, bracia moi, i wy umarliście dla zakonu przez ciało Chrystusowe".
Słynny, młody i niezwykle utalentowany niemiecki teolog – Dietrich Bonhoeffer, był jednym z tych teologów, którzy doskonale rozumieli prawdę, która jest w Chrystusie i znaczenie słów, które przed chwilą czytaliśmy. Bonhoeffer nie miał wątpliwości, co do tego, że wraz z Chrystusem nie umarło prawo, ale my. To właśnie on wynalazł tak popularne obecnie w środowisku chrześcijańskim powiedzenie "TANIA ŁASKA", przez co wyraził swoją dezaprobatę dla twierdzenia, że w nowym przymierzu wierzący człowiek został zwolniony od przestrzegania przykazań.
O tym, że Bonhoeffer rzeczywiście wierzył w to, iż umarliśmy w Chrystusie świadczy jego postawa w obliczu zagrażającego życiu niebezpieczeństwa, jakie w czasie wojny groziło mu ze strony Hitlera. Podczas wojny Bonhoeffer, jako młody i utalentowany wykładowca i teolog prowadził wykłady na amerykańskich uniwersytetach. Jednak, w pewnym momencie odniósł wrażenie, że powinien wrócić do ojczyzny, by wspierać antyhitlerowskie organizacje. Ale kiedy jego przyjaciele w Stanach Zjednoczonych dowiedzieli się o tym, przestrzegali go przed tym, mówiąc, ze Hitler go zabije jak tylko dowie się, że znajduje się w Niemczech. Wtedy Bonhoeffer odpowiedział: "Co może uczynić mi Hitler? Ja już umarłem, umarłem w Chrystusie dwa tysiące lat temu! Hitler może najwyżej zabić to ciało, które i tak zostanie unicestwione.
Tak więc, Bonhoeffer wrócił do Niemiec i w 1943 roku został zamknięty w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. I zaledwie trzy miesiące przed końcem wojny, gdy miał 39 lat, został powieszony z rozkazu Hitlera. Lekarz, który był świadkiem tej egzekucji był pod wielkim wrażeniem tego, co zobaczył i powiedział: "Widziałem wielu umierających ludzi, ale nigdy nie widziałem człowieka, który umierałby w taki sposób! Nie widziałem jeszcze nikogo, kto umierałby z takim spokojem i bez najmniejszych oznak lęku".
Dlaczego, ten młody niemiecki teolog umierał w ogóle nie bojąc się śmierci?
Z pewnością najlepszą odpowiedzią na to pytanie będzie jego własna wypowiedź, która stanowi komentarz do cytowanych wcześniej wersetów z 6 rozdziału listu do Rzymian:
"Kiedy Syn Boży przywdział ciało... wziął na siebie nasze jestestwo, naszą naturę, wziął nas... Nawet teraz, my nadal jesteśmy w Nim. Tam, gdzie On jest, my również jesteśmy. Byliśmy w Nim przy wcieleniu, na krzyżu i przy zmartwychwstaniu. My należymy do Niego, bo jesteśmy w Nim. To dlatego Pismo nazywa nas ciałem Chrystusa".
Niestety dzisiaj wielu teologów nie zgadza się z tym, że Chrystus był reprezentantem upadłej ludzkości, umarł jako my, i że my wszyscy - grzeszni ludzie - umarliśmy w Chrystusie, ponieważ musieliby też przyznać, że CZŁOWIECZEŃSTWO, które przywdział na siebie Syn Boży było człowieczeństwem potrzebującym odkupienia, a więc grzesznym.
Interesującym przykładem takiej wypowiedzi, która zaprzecza temu, co apostoł Paweł stara się usilnie wykazać w 5 rozdziale listu do Rzymian może być fragment pochodzący z Lekcji Biblijnych na III kwartał 1996 roku, których autorem był Norman Gulley:
"Tak jak nie byliśmy w Adamie, gdy zgrzeszył, tak nie byliśmy w Chrystusie, gdy umarł. Chrystus umarł za nas i my nie umarliśmy, gdy On umarł: umieramy jednak dla grzechu, gdy przyjmujemy Jego cierpienie na krzyżu jako karę za nasze grzechy".
Również Raul Dederen – DZIEKAN WYDZIAŁU TEOLOGII NA UNIWERSYTECIE ANDREWSA, podczas wygłoszonych w Podkowie Leśnej wykładów, powiedział:
"Niektórzy twierdzą, że my byliśmy w Adamie, i dlatego kiedy on zgrzeszył, to i my zgrzeszyliśmy... My nie wierzymy, że zgrzeszyliśmy w Adamie. Wierzymy, że stajemy się grzeszni, gdy sami zaczynamy grzeszyć. Nie musimy być ukarani za grzech Adama, ale nasze własne grzechy". (końcówka kasety nr. 1)
Dokładnym przeciwieństwem tej wypowiedzi jest to, co na łamach "Głosu Adwentu" napisał w 1993 roku – Robert Folkenberg. Fragment ten pochodzi ze wstępu do czytanek na tydzień modlitwy (XI 1993):
"Bycie w Chrystusie to drogocenna prawda, powtarzająca się wielokrotnie w Piśmie Świętym.
Biblia wskazuje na dwie osoby, które symbolizują wszystkich ludzi, jacy kiedykolwiek żyli na ziemi – Adama i Chrystusa (1Kor.15,22).
My wszyscy jesteśmy "w Adamie" z powodu naszego urodzenia w nim – skazani na grzech i śmierć.
Jednakże wspaniałą prawdą ewangelii jest to, że Chrystus umarł za nas wszystkich: my byliśmy w Nim na krzyżu! W Chrystusie mamy sprawiedliwość i życie".
Ponieważ prawda ta jest niezwykle ważna i bez niej nie można należycie zrozumieć ewangelii, jeszcze raz przeczytajmy, jakie zdanie na ten temat wyrazili adwentystyczni teolodzy w wydanym przez Review and Herald popularnym wielotomowym komentarzu bilblijnym: 
"Zajmując miejsce Adama (1 Kor. 5, 22, 45) Chrystus stał się głową upadłej rasy ludzkiej i zmarł na krzyżu jako jej Reprezentant.
A zatem, kiedy On umierał, cały rodzaj ludzki umierał w Nim. Jego śmierć uosabia śmierć wszystkich, jako że reprezentował On wszystkich ludzi. W Nim umarli wszyscy ludzie. W ten sposób w pełni zadośćuczynił On wymaganiom prawa". SDA BIBLE COMMENTARY (koment. do 2 Kor. 5,14):
W niedzielę wieczorem, 31 października 1895 roku, podczas zgromadzenia namiotowego w Armdale w Australii, niezwykle interesujące kazanie na temat "PRAWDY, KTÓRA JEST W CHRYSTUSIE" wygłosił, cieszący się wśród adwentystów szczególnym uznaniem, doświadczony kaznodzieja brat W. Prescot. Kazania tego oraz kolejnych wystąpień Prescota słuchała także Ellen White i była tym tak poruszona, że w swoich adresowanych do różnych osób listach dała temu wyraz w bardzo ciepłych i entuzjastycznych słowach:
"Pan nawiedził brata Prescota w szczególny sposób i dał mu specjalne poselstwo dla ludzi... Na brata Prescota wylany został Duch Święty. Rozpoznaliśmy w nim głos prawdziwego Pasterza. Prawda płynęła z jego ust tak, że nigdy wcześniej ludzie czegoś takiego nie doświadczyli... Prawda została oddzielona od błędu". (Ms. 19,23,47,52, 1895: Letter W- 25,32,83,84, 1895: RH jan. 6, 1896)
Oto fragment tego unikalnego kazania:
"Chrystus nie jest reprezentantem człowieka jedynie zewnętrznie i zastępczo, ale tak jak Lewi zapłacił dziesięcinę w Abrahamie, tak każdy kto narodził się w tej duchowej rodzinie, dokonał tego, czego Chrystus dokonał, dzięki obecności w Nim.
Czy rozumiemy, co to oznacza w odniesieniu do zastępczych cierpień Zbawiciela?
To nie było tak, że Chrystus przyszedł z zewnątrz i po prostu stanął na naszym miejscu jako ktoś obcy, ale jednocząc się z nami poprzez swoje narodzenie się w ciele, Jezus sprawił, że cała ludzkość została skupiona w Jego boskiej głowie.
On cierpiał na krzyżu, a zatem można powiedzieć, że cała ludzkość została w Nim ukrzyżowana.
Tym czego najbardziej potrzebujemy w naszym chrześcijańskim doświadczeniu jest uznanie faktu, że my rzeczywiście umarliśmy w Nim".
Podobne zrozumienie tego zagadnienia miało i ma wielu uznanych protestanckich teologów. Jednym z nich jest słynny grecki teolog Brook Foss Westcott (1825-1903). Oto, co napisał on na ten temat:
Biorąc na Siebie nasze człowieczeństwo, Chrystus nie przyjął natury jednego, ale wszystkich. Nie był On jednym człowiekiem pośród wielu ludzi, ale w Nim skupiona została cała ludzkość. W ten sposób rodzaj ludzki został w Nim zjednoczony na zawsze. Jego czyny są faktycznie naszymi czynami, Jego śmierć jest naszą śmiercią i Jego zmartwychwstanie naszym zmartwychwstaniem".
Dokładnie takie samo zrozumienie reprezentacyjnej sprawiedliwości i śmierci Chrystusa miała E. White, o czym jednoznacznie świadczą jej wcześniej cytowane wypowiedzi, ale w 1 tomie WYBRANYCH POSELSTW, na str. 250 znalazłem jeszcze jeden bardzo interesujący komentarz jej autorstwa:
Chrystus przygotował zbawienie dla ludzi przez swoje posłuszeństwo w stosunku do wszystkich Bożych przykazań. Nie dokonał tego wychodząc z Siebie i wchodząc w kogoś innego, ale umieszczając ludzkość w sobie. W ten sposób dał ludziom życie przez siebie. Dzieło odkupienia polega na umieszczeniu ludzkości w Chrystusie i zjednoczeniu upadłej rasy z boskością. Chrystus przyjął ludzką naturę, aby ludzie mogli być z Nim jedno, tak jak On jest jedno z Ojcem, aby człowiek mógł stać się uczestnikiem boskiej natury i mieć pełnię w Nim". (1SM 250, 251)
Czytając listy ap. Pawła możemy zauważyć, jak często używa on zwrotu "w Chrystusie".
Jest tak, ponieważ Paweł rozumiał i wiedział, że my wszyscy byliśmy w Chrystusie kiedy żył On doskonałym życiem i kiedy umierał na krzyżu, i że ten historyczny fakt jest naszym udziałem, jeśli tylko to akceptujemy.
Bóg wziął nas wszystkich, zjednoczył cały rodzaj ludzki i umieścił nas w swoim Synu i sprawił, że święta historia życia i śmierci jego Syna stała się prawnie NASZĄ HISTORIĄ. W historii tej mamy pełne, legalne i bezwarunkowe zbawienie.
Żebyśmy mogli dostąpić zbawienia, musieliśmy spełnić dwa podstawowe warunki. Pierwszym z nich jest doskonałość, a drugim śmierć.
Warunki te mogliśmy spełnić wyłącznie w Chrystusie, gdyż sami w żaden sposób nie mogliśmy stać się istotami doskonałymi w obliczu prawa, ani też nie mogliśmy sami ponieść kary za grzech, czyli drugiej śmierci i żyć. Było to możliwe wyłącznie dzięki temu, że Pan Jezus przyszedł na ten świat jako nasz reprezentant w walce z grzechem i śmiercią. W naszym imieniu pokonał grzech i śmierć i Jego zwycięstwo jest naszym udziałem.
Gdy reprezentacja Polski np. w piłce nożnej wygrywa mecz z inną drużyną, to jakich wyrażeń w nawiązaniu do tego zwycięstwa używają nasi kibice?
Kibice mówią wtedy zwykle: "Wygraliśmy!", albo: "Aleśmy im dołożyli!"
Dlaczego i jakim prawem ci kibice tak mówią, skoro tak naprawdę to nie oni, ale piłkarze odnieśli zwycięstwo?
Chociaż fizycznie kibice ci nie znajdowali się na boisku i osobiście nie brali czynnego udziału w tym meczu, to mają prawo powiedzieć "wygraliśmy", gdyż ci piłkarze reprezentowali cały naród! I zwycięstwo tych piłkarzy, zwycięstwo reprezentacji kraju stanowi zwycięstwo całego narodu. To właśnie dlatego tak bardzo cieszymy się, gdy nasi sportowcy, jak na przykład Adam Małysz, odnoszą sukces.
W nawiązaniu do tego, możemy powiedzieć, że kiedy Bóg posłał na naszą planetę swojego Syna "w postaci grzesznego ciała", to uczynił Go naszym reprezentantem. Ustanowił Go reprezentantem całego grzesznego rodzaju ludzkiego w wielkim meczu, meczu na śmierć i życie z diabłem i jego drużyną, czyli grzechem i śmiercią.
W pierwszej połowie tego meczu, Pan Jezus w naszym imieniu pokonał grzech, bo choć był "w ciele" "kuszony tak jak my", to nigdy w swoim umyśle w najmniejszym nawet stopniu nie uległ pokusie, dzięki czemu do przerwy grzeszna ludzkość prowadziła w tym meczu w Chrystusie jeden do zera.
W drugiej odsłonie, Syn Boży i Syn Człowieczy jako nasz reprezentant, kosztem niewyobrażalnych cierpień pokonał śmierć, która stanowi karę za grzech. Dzięki temu ustalił wynik meczu z diabłem i jego drużyną na dwa do zera na korzyść upadłej ludzkości. A w tym samym momencie, nie tylko ziemia, ale i cały wszechświat mógł odetchnąć z ulgą i wydać radosny okrzyk zwycięstwa. A ponieważ w meczu tym Pan Jezus był reprezentantem nas wszystkich, to i my też, podobnie jak kibice reprezentacji Polski, możemy powiedzieć: "Aleśmy im dołożyli!", gdyż zwycięstwo Chrystusa jest naszym zwycięstwem! Jego doskonałość naszą doskonałością, Jego sprawiedliwość naszą sprawiedliwością i jego śmierć naszą śmiercią!
Gdyby jednak Pan Jezus w meczu tym popełnił choćby jeden błąd i pozwolił przeciwnikowi zdobyć choćby jedną bramkę, sam byłby zgubiony, a my razem z Nim, bo tak jak Jego zwycięstwo jest naszym udziałem, tak i porażka stałaby się na zawsze naszą klęską.
W Chrystusie mamy wszystko, co jest potrzebne do zbawienia. Wierząc w Jego reprezentacyjną sprawiedliwość i śmierć już teraz jesteśmy w Nim na "zawsze uświęceni" (Święci) i "doskonali". Ta cudowna prawda została wyrażona przez Pawła w Hebr. 10:10 i 14 w następujący sposób:
10. Mocą tej woli jesteśmy uświęceni przez ofiarowanie ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze.
14. Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni.
W Chrystusie więc, raz na zawsze jesteśmy uświęceni, a jeśli uświęceni to i na zawsze doskonali przez wiarę. Jest tylko jeden warunek jaki musimy spełnić, tym warunkiem jest czynna w miłości wiara, w której musimy też wytrwać do końca życia.
Abyśmy mogli nieco lepiej zrozumieć to, w jaki sposób Bóg nas zbawił, posłużmy się cyframi. Gdy na początku Bóg stworzył Adama, to uczynił go istotą pod każdym względem doskonałą i cieszącą się wewnętrznym udziałem Ducha Świętego, a tym samym posiadającą miłość agape. Możemy zatem, używając symbolicznego języka powiedzieć, że Adam był wtedy siódemką, która w Biblii symbolizuje doskonałość. Ale kiedy Adam zgrzeszył, wtedy zgodnie z obietnicą, nastąpiła jego duchowa śmierć, co równoznaczne jest z tym, że przestał w nim mieszkać Duch Święty, a przez to zniknęła również miłość agape, a jej miejsce zajął egoizm, czyli przesadna miłość do samego siebie. Zgodnie zaś z tym, że jak napisał Paweł w 1 Kor. 13:2, a mianowicie, że bez Bożej miłości Agape jesteśmy "niczym", możemy powiedzieć, że grzech spowodował, iż również Adam stał się "niczym", czyli zerem, które jest liczbowym odpowiednikiem słowa "nic".
Następnie, na ten upadły świat przyszły całe pokolenia grzesznych pozbawionych Ducha Świętego i miłości agape ludzkich istot, czyli miliardy potomków Adama, albo inaczej symbolicznych zer. Ale nawet gdybyśmy te wszystkie zera ustawili w jednym rzędzie i spróbowali je zsumować i policzyć ich łączną wartość, to uzyskany wynik nigdy nie wyniósłby więcej niż zero. Jest tak, gdyż 0 + 0 + 0, a nawet 0 x 0 + 0 itd. zawsze będzie równać się zero! I bez względu na to ja wiele miliardów zer będziemy dodawać, to zawsze ich łączna wartość wynosić będzie zero. Z tego powodu, zarówno świętym aniołom, jak i mieszkańcom nieupadłych światów wydawało się, że nie ma żadnego ratunku dla znajdującej się w beznadziejnym położeniu grzesznej ludzkości.
Jednak Bóg jest na szczęście doskonałym i cudownym "Matematykiem" i zdołał znaleźć cudowne rozwiązanie tego wydawałoby się nierozwiązywalnego zadania. Ale, żeby je rozwiązać musiał podjąć się wielkiego ryzyka oraz zgodzić się na niepojęte cierpienia.
Bóg posłał na ten grzeszny świat swojego jedynego Syna, który był uosobieniem doskonałej miłości. Posłał Go na ziemię jako symboliczną siódemkę, oznaczającą pełnię i doskonałość. Następnie tę siódemkę, czyli swojego Syna Bóg umieścił w jednym z miliardów zer, czyli w grzesznym ludzkim ciele (Rzym. 8:3). Tym sposobem, boskość, czyli siódemka zjednoczyła się z ciałem grzechu (zerem), ale pomimo tego Syn Boży nie stał się grzeszną istotą i chociaż związał się z grzeszną ludzką naturą, w najmniejszym stopniu nie został ograbiony ze swojej świętości, tak samo jak połączenie 7 z 0 niczego nie ujmuje z wartości 7.
Bardzo ważne jest też i to, abyśmy przy tym pamiętali, iż w przypadku Chrystusa, "zero" (człowieczeństwo) nie korzystało z mocy "siódemki" (boskiej natury), aby nigdy nie upaść i zachować doskonałe posłuszeństwo, gdyż wtedy Pan Jezus faktycznie miałby nad nami przewagę walcząc z grzechem. Ta "siódemka" sprawiła tylko, że "zero" nie zdołało sprowadzić Chrystusa do poziomu grzesznej istoty. Inaczej mówiąc "siódemka" jedynie uświęciła "zero", czyli Jego upadłe człowieczeństwo.
Musimy też zgodzić się co do tego, że gdyby Chrystus przyszedł na nasz grzeszny świat jedynie jako 7, wówczas mógłby wystąpić co najwyżej w roli reprezentanta bezgrzesznego Adama. Jednak treść Słowa Bożego wyraźnie świadczy o tym, że Syn Boży pojawił się wśród nas jako przedstawiciel grzesznej ludzkości, a prawo do tego, by nas reprezentować uzyskał właśnie dzięki temu, że jako 7 związał się z 0, czyli upadłym człowieczeństwem.
Następnie, jako "siódemka w zerze", Chrystus doskonale pokonał grzech, gdyż pomimo tego, że "był kuszony we wszystkim tak, jak my", to nigdy nie uległ pokusie, nawet w swoim umyśle (Hebr. 4:15). A ponieważ był naszym Przedstawicielem, to i my, jako to związane z Nim reprezentacyjne zero, byliśmy doskonale posłuszni i odnieśliśmy w Nim zwycięstwo nad grzechem. W ten sposób spełniliśmy w Chrystusie pierwszy warunek konieczny do zbawienia, którym była doskonałość. 
Ale ponieważ faktycznie byliśmy już grzeszni, musieliśmy też spełnić drugi warunek, jakim była śmierć, będąca zapłatą za grzech. I ten drugi warunek również spełniliśmy w Chrystusie, wówczas gdy jako siódemka zabrał On to reprezentacyjne zero (nas wszystkich) na "drzewo". I właśnie tam, na krzyżu Golgoty w Chrystusie cała grzeszna ludzkość spełniła drugi warunek konieczny do zbawienia. Warunek ten został spełniony, gdy to symboliczne zero, wyobrażające nasza upadłą reprezentacyjną naturę, zostało raz na zawsze uśmiercone w Chrystusie, ponosząc drugą, wieczną śmierć (Gal. 3:13).
To nie boska, ale jedynie ludzka natura Chrystusa mogła umrzeć i umarła, dzięki czemu Chrystus zadośćuczynił słusznym wymaganiom prawa w stosunku do nas. Następnie, gdy trzeciego dnia po śmierci Chrystus zmartwychwstał, to ponownie powstał do życia jak przedstawiciel ludzkości, ale już w uwielbionym, przemienionym i doskonałym ciele. Następnie, jako siódemka Zbawiciel stanął na czele tych wszystkich znajdujących się w rzędzie miliardów bezwartościowych zer, przez co nabrały one nieprawdopodobnej wartości.
7 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 00 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 00 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 0 0 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 00 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 00 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000...
Jednak, tę olbrzymią wartość zera te mają tylko wtedy, gdy stoją w rzędzie za siódemką (za Chrystusem), a gdy którekolwiek z tych zer wychodzi z tego rzędu, ponownie przestaje mieć jakąkolwiek wartość.
700000 000000000000000000000000000000000000
To dlatego w Jan. 8:12 Chrystus powiedział:
"Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota".
Oznacza to, że przestajemy być zerami i mamy olbrzymią wartość tylko wtedy, gdy stoimy za Jezusem, gdyż On jako Drugi Adam, w naszym imieniu i "w postaci grzesznego ciała" pokonał grzech i śmierć, a ponieważ my znajdowaliśmy się w Jego "biodrach", to Jego historia staje się naszą historią, ale pod warunkiem, że stoimy w rzędzie za Nim, czyli pod warunkiem, że w to wierzymy.
To jednak jeszcze nie wszystko, gdyż teraz, kiedy już Chrystus nas legalnie usprawiedliwił i odkupił, chce ponownie - tym razem w naszych grzesznych ciałach - żyć tym samym umotywowanym niesamolubną miłością agape uświęconym życiem, jakim żył dwa tysiące lat temu. Jednak nie wolno nam zapominać o tym, że Zbawiciel pragnie żyć w nas już nie po to, by nas zbawić, gdyż dzieło zbawienia ludzkości już się dokonało. Lecz teraz, chce znaleźć się w nas, ażeby przez nas objawić światu swoją miłość agape, by stać się w nas "światłością świata" i zademonstrować przeobrażającą grzeszne ludzkie życie moc ewangelii i zaprzeczyć oskarżeniom diabła, który twierdzi, że człowiek nie jest w stanie żyć zgodnie z Bożą wolą wyrażoną w przykazaniach .
Dokładnie to miał na myśli Pan Jezus, gdy w Ew. Jana 17:26 powiedział:
"I objawiłem im imię twoje, i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była, i Ja w nich".
Również apostoł Paweł doskonale znał tę niezwykłą tajemnicę, gdy w Gal. 2:20 pisał:
"Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus...".
Pan Jezus jednak ma prawo, by mieszkać w naszych grzesznych ciałach, tylko dzięki temu, że już kiedyś żył w grzesznym ciele i odniósł w nim zwycięstwo. Dzięki temu posiadł legalne prawo, by teraz móc zamieszkać w tych wszystkich, którzy w Niego uwierzą i zechcą związać się z Nim, stając się przy tym "uczestnikami boskiej natury", zgodnie z tym, co wyraził Piotr w 2 Piotr. 1:4, pisząc:
"Przez które darowane nam zostały drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury...".
Dodatkowo, ponieważ nawet jako wierzące i nawrócenie osoby nadal posiadamy upadłe natury, i dlatego, że od chwili nawrócenia nasza wiara nie jest od razu doskonała, ale rozwija się, to zdarza się, że nawet jako chrześcijanie jeszcze upadamy. I właśnie dlatego Pan Jezus ciągle jako nasz reprezentant i Syn Człowieczy, w przemienionym już ludzkim ciele wstąpił do miejsca najświętszego świątyni niebieskiej. Znalazł się tam między innymi po to, aby Bóg patrząc na Niego jako naszego doskonałego Przedstawiciela, widział nas takimi, jakbyśmy nigdy nie zgrzeszyli, zapewniając nam w ten sposób trwały wewnętrzny pokój jeszcze w tym doczesnym życiu.
Cudowną prawdą ewangelii jest to, że WSZYSCY ludzie zostali odkupieni w Chrystusie. Nie oznacza to jednak, że wszyscy będą zbawieni. Jest tak, ponieważ grzech Adama włącznie z zapłatą za ten grzech, czyli śmiercią, stanowi nasze naturalne dziedzictwo, to zaś, czego dokonał dla nas Chrystus jest darem (Rzym.5,15), a z darem jest tak, że staje się on naszą własnością dopiero wtedy, gdy go przyjmiemy. Niestety, smutną i niepojętą prawdą jest to, że nie wszyscy akceptują ten cudowny dar, który jest w Chrystusie.
Pomimo też tak wielu objawów niezwykłej Bożej miłości, nawet wśród chrześcijan jest wiele takich osób, które ciągle powątpiewają w Bożą miłość i sprawiedliwość, narzekając i stale pytając, dlaczego Bóg dopuścił do grzechu Adama.
Bóg z pewnością nie jest odpowiedzialny za to, że Adam Go nie usłuchał i większym zaufaniem obdarzył sprawcę zła, ale nawet jeśli tego do końca nie rozumiemy, to nie narzekajmy, gdyż zgodnie z tym, co napisał Paweł, teraz w Chrystusie mamy o wiele więcej niż straciliśmy w Adamie.
W 5 rozdziale listu do Rzymian, w wierszach 15 i 17 w odniesieniu do tego czego dokonał dla nas Chrystus, Paweł używa takich zwrotów jak: "daleko obfitsza okazała się łaska" czy "o ileż bardziej". Co autor chciał w ten sposób wyrazić?
Używając tych zwrotów Paweł chce dać do zrozumienia, że w Chrystusie otrzymaliśmy o wiele więcej niż straciliśmy w Adamie.
Gdyby Bóg przywrócił nam tylko to co straciliśmy w Adamie, to i tak byłoby to cudowne, ale On w Chrystusie daje nam o wiele więcej od tego co straciliśmy w Adamie.
Według Hebr. 2, 6-7, Bóg stworzył nas w Adamie jako obywateli 3 klasy we wszechświecie. Na pierwszym miejscu w hierarchii znajdował się Bóg, następnie aniołowie a potem my łącznie ze wszystkimi stworzonymi przez Boga istotami. Grzech jednak sprawił, że upadliśmy znacznie niżej i staliśmy się niewolnikami grzechu i śmierci. Ale Bóg w swojej bezkresnej miłości opracował dla nas tak cudowny plan zbawienia, że teraz w Chrystusie Bóg nieprawdopodobnie nas wywyższa, ustanawiając nas nawet ponad aniołami ustanawiając nas "królewskim kapłaństwem" i dzieląc z nami swój tron!
Rzym. 5:17:
"Albowiem jeśli przez upadek jednego człowieka śmierć zapanowała przez jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru usprawiedliwienia, królować będą w życiu przez jednego, Jezusa Chrystusa.
Obj. 20:6
"Błogosławiony i święty ten, który ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu; nad nimi druga śmierć nie ma mocy, lecz będą kapłanami Boga i Chrystusa i panować z nim będą przez tysiąc lat".
Czytając ten fragment, ktoś mógłby dojść do wniosku, że zbawieni będą panować, ale jedynie nad ziemią, a nie całym wszechświatem.
Ale taki pogląd z pewnością jest daleki od prawdy, choćby z tego powodu, ze przecież w okresie tysiąclecia, ziemia pędzie pustkowiem, więc nad kim mieliby w tym czasie panować wraz z Chrystusem odkupieni? Nad pustynią?
Fragment te mówi również, że mamy panować z Chrystusem, ale tylko przez jak długi okres?
Jedynie przez tysiąc lat, a po upływie tysiąca lat nastąpi detronizacja?
Z pewnością tak nie będzie, ale po okresie tysiąclecia nastąpi jedynie przeniesienie tronu z "okręgów niebieskich" (Ef.2,6) na ziemię, skąd będziemy królować wraz z Chrystusem w nieskończoność i to nad całym wszechświatem:
Obj. 22:5
"I nocy już nie będzie, i nie będą już potrzebowali światła lampy ani światła słonecznego, gdyż Pan, Bóg, będzie im świecił i panować będą na wieki wieków".
Dlaczego rodzaj ludzki zostanie tak bardzo wywyższony?
Niewątpliwie będzie tak, dlatego że Jezus, czyli "Słowo", które "było Bogiem, ciałem się stało i zamieszkało wśród nas".
Ta mała upadła planeta, zostanie nieprawdopodobnie wywyższona, ponieważ nie mający początku istnienia i równy swemu Ojcu Bóg – Chrystus – wziął na siebie nasze człowieczeństwo, stał się jednym z nas, naszym przyjacielem, bratem i Synem Człowieczym i pozostanie nim na zawsze.
DROGA DO CHRYSTUSA, wyd. X, str. 15:
"Ten, który był jedno z Ojcem, złączył się z ludźmi węzłem, który nigdy nie będzie rozerwany. Z tego powodu nie wstydzi się nazywać ich braćmi (Hebr.2,11).
Stał się ofiarą za nas, Orędownikiem, Bratem, tym, który niesie nasze człowieczeństwo przed tron Ojca i przez wieczność pozostanie jedno z tym, którego odkupił - z człowiekiem".
A zatem, nigdy nie narzekajmy i nie pytajmy, dlaczego Bóg dopuścił do grzechu Adama. On w najmniejszym nawet stopniu nie jest za to odpowiedzialny, ale jeśli nawet tego nie rozumiemy, to nie narzekajmy, bo w Chrystusie mamy O WIELE WIĘCEJ niż straciliśmy w Adamie.
Powiedzmy, że zgubiłem tysiąc złotych, i bardzo narzekałbym z tego powodu, ale ktoś z moich przyjaciół dowiedziałby się o tym, przyszedł do mnie i powiedział: "Słyszałem, ze zgubiłeś tysiąc złotych, masz tu dziesięć tysięcy, żebyś się nie przejmował".
Gdyby tak się stało, wówczas nie pozostałoby mi nic innego, jak tylko przestać narzekać i z radością powiedzieć: "Chwała Panu, że zgubiłem te tysiąc złotych!".
Znam nawet takiego człowieka, który po uświadomieniu sobie tego, jak wspaniałymi i niewyobrażalnymi błogosławieństwami Bóg obdarzył nas w Chrystusie, powiedział że byłby nawet skłonny, by w niebie podziękować Adamowi za to, ze zgrzeszył, bo teraz w Chrystusie mamy nieporównywalnie więcej.
Prawda mówiąca o tym, ze my byliśmy w Chrystusie, i że dzięki temu wszystko czego On dokonał stało się też naszym udziałem może się komuś wydać nową nauką, ale pogląd taki jest daleki od prawdy. Prawdę tę doskonale znała siostra White. Żeby się o tym przekonać wystarczy przeczytać rozdział o chrzcie Chrystusa z książki "Życie Jezusa".
Poselstwo to doskonale znali i rozumieli także, nie tylko Waggoner i Jones, ale było ono jednym z ulubionych tematów kazań wygłaszanych przez brata W. W. Prescotta. Świadczy o tym choćby treść kazania, które wygłosił on swego czasu w Armdale w Australii. Kazania tego słuchała również między innymi Ellen White i potem o jego treści wyrażała się w samych superlatywach.
Posłuchajmy zatem fragmentu tego kazania, w którym brat Prescott mówił o czymś dla nas cudownym, a mianowicie o tym, że Pan Jezus był naszym reprezentantem, nie tylko tu na ziemi, ale jest nim nadal w niebieskiej świątyni, dzięki czemu Bóg może patrzeć na nas przez pryzmat sprawiedliwości swojego Syna i widzieć nas doskonałymi:
"Dzieło Chrystusa polega na odnowieniu w nas Bożego charakteru. Zanim jednak dzieło to zostanie ukończone, Bóg patrzy na Swojego Syna, widząc w Nim również i nas.
W Chrystusie Bóg widzi nas jako istoty doskonałe, chociaż faktycznie nasz charakter jest nadal grzeszny i daleki od doskonałości.
Jest tak dzięki temu, że Syn Boży ciągle jest naszym reprezentantem. Gdy tylko wierzymy w Niego i uznajemy Go swoim Zbawicielem, wtedy Bóg naprawdę patrzy na Niego jako na naszego przedstawiciela i nie widzi nas oraz naszych grzechów, ale widzi Chrystusa.
Jest teraz w niebie pewien Człowiek, który nadal nosi naszą ludzką naturę. Człowiekiem tym jest Jezus Chrystus. Ale ciało, które teraz nosi, nie jest już ciałem grzechu, lecz uwielbionym". (W. W. PRESCOTT)
AMEN!
Plik "Pierwszy i drugi Adam" w innych formatach do pobrania i wydruku:
Szablon: flankerds.com