piątek, 6 lutego 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Ufność wyłącznie w Chrystusie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 7 lutego 2026

Rytuał obrzezania był postrzegany przez Pawła jako przeszkoda w głoszeniu ewangelii co wydaje się nieco dziwne, ponieważ rytuał ten był nadany Abrahamowi przez Boga. Jednak właśnie z powodu tego nakazu obrzezanie było postrzegane przez Pawła jako najbardziej niebezpieczna podróbka sprawiedliwości, która jest wynikiem przyjęcia Chrystusa przez wiarę. Dlatego Chrystus stał się centralnym punktem listu do Filipian 3:1-16.

Bardzo podoba mi się tytuł lekcji w tym tygodniu: „Ufność tylko w Chrystusie”. To stwierdzenie zwraca uwagę na fakt, że nasze uczynki nas nie zbawiają. Jeśli zaprosiliśmy Boga do naszych serc, to nasze czyny powinny reprezentować działania oraz głos Boga w tym świecie. Prawdziwy chrześcijanin musi ucieleśniać w tym świecie Chrystusa, zwłaszcza w odniesieniu do osób zmarginalizowanych i bezbronnych, pamiętając, że nawet w czasie trudności to Chrystus w nas przekonuje nas, aby tak czynić. Radować się oznacza radować się w Jezusie Chrystusie, pokładając ufność w Jego działaniu w naszym życiu, nawet wtedy, gdy przeżywamy trudne chwile.

Radość z mocy Chrystusa działającej w nas, gdy dzielimy się jego miłością z ludźmi, którzy są wokoło nas jest czymś niezwykle pięknym. W jednej z miejscowości, w której pracuję, istniała w XX wieku spora wspólnota wiary, niestety dzisiaj pozostały tylko budynki. Na jednym z nich na frontowej ścianie wymalowany był olbrzymi mural z napisem: „Jezus przychodzi, czy jesteś gotowy?” Na muralu przedstawione było również stworzenie świata, byli trzej aniołowie, żniwa, snopy, cały szereg różnych wersetów z Apokalipsy. W środku budynku była graciarnia. Gdy w 2021 roku nasza Diecezja dopisała do listy moich obowiązków opiekę nad tym „kościołem”, pomyślałem, że będzie to strata czasu. Jednak przy pomocy grupy woluntariuszy, wysprzątałem, uporządkowałem i nieco zmodernizowałem hall. Zamalowaliśmy olbrzymi mural i w to miejsce na frontowej ścianie umieściliśmy olbrzymie logo ADRA i otworzyliśmy Społeczną Spiżarkę. Początkowo raz w tygodniu otwieraliśmy hall dla ludzi, którzy potrzebowali jedzenia. Dzisiaj hall otwarty jest dwa razy w tygodniu, pracuje w nim 7 woluntariuszy – wszyscy spoza naszego Kościoła. W każdym tygodniu obsługujemy około 60 osób. Nawiązaliśmy kontakty z lokalną szkołą i wspieramy dzieci pochodzące z ubogich rodzin. Obecnie gromadzę fundusze, aby wyremontować drugi budynek, w którym kiedyś był kościół i chcę otworzyć w nim coś co roboczo nazwałem ADRA Chapel. Wśród klientów, którzy przychodzą po jedzenie jest wielu, którzy proszą o modlitwę i wyrażają swoje duchowe potrzeby, dlatego potrzebujemy obecnie otworzyć stary kościół, aby służył duchowym potrzebom ludzi.

W innej miejscowości, gdzie nasz Kościół nie ma żadnej obecności zorganizowałem program dla pracowników sezonowych, którzy przyjeżdżają z Wysp Pacyfiku, aby pracować sezonowo w rolnictwie. Są to głównie młodzi ludzie (21-30). W każdy czwartek przywożę im owoce i warzywa. Śpiewamy piosenki religijne oraz dzielę się z nimi krótkimi rozważaniami na temat Ewangelii Marka. Ta praca rzeczywiście przynosi niezwykłą radość, kiedy możemy spotykać tych ludzi w obszarach, w których mają konkretne potrzeby.

To tylko dwa przykłady tego, co znaczy wykonywać w świecie pracę, którą Bóg w nas wykonał. Jest o wiele więcej podobnych przykładów. Każde środowisko ma inne potrzeby i sztuka polega na tym, aby rozpoznać te potrzeby i spotkać ludzi tam gdzie się znajdują, aby towarzyszyć im w ich duchowym rozwoju. W każdym przypadku, gdy dzielimy się tym co Bóg w nas już wykonał, zapraszamy innych do przyłączenia się do Królestwa, które nie jest z tego świata. Jest to jedna z najbardziej satysfakcjonujących i inspirujących prac, jakie istnieją. W ten sposób możemy powiedzieć, że żyjemy na co dzień Królestwem Bożym i nie ma większej nagrody niż właśnie ta. Tajemnica sukcesu nie polega na tym jak dużo mamy zasobów i jak dużej liczbie osób pomagamy, ale czy wykonujemy tę pracę regularnie. (W moim przypadku od pięciu lat w każdą środę i w każdy czwartek i w każdy piątek!) Zaproszenie innych do Bożego Królestwa nie jest jednorazowym wydarzeniem, ale raczej stylem życia. Ewangelizacja nie polega na przeprowadzeniu „kampanii” lecz praktycznym życiu wśród tych, którzy nas potrzebują.

Poniedziałkowa lekcja rozpoczyna się od stwierdzenia: „w świetle Bożych standardów żaden człowiek – chrześcijanin czy niechrześcijanin – nie jest dobry”. Zastanawiam się, jakiemu celowi służy takie sformułowanie. Czy taki sposób myślenia może ograniczać i hamować działalność i czy może wywoływać strach? W takiej formie, w jakiej zostało to stwierdzenie przedstawione może spełniać dwie funkcje. Po pierwsze, subtelnie wzmacniać ideę, że dobroć jest tym, co zapewnia dostęp do nieba, jednocześnie podkreślając, że nikt nigdy nie może go w pełni osiągnąć. W ten sposób powstaje przekonanie zbudowane na znaczeniu zasług, które jest zakorzenione w lęku, a nie w transformacji. Po drugie, obawiam się, że taka retoryka może paraliżować. Kiedy ludzie są świadkami okrucieństw lub niesprawiedliwości taka teologia może prowadzić do milczenia, ponieważ myślą oni „Ponieważ ja również nie jestem dobry, dlatego nie mam prawa zabierać głosu!” Wskutek takiego myślenia powstaje moralny bezruch i stagnacja. Tak sformułowana teologiczna teza uczy ludzi skupiania się na własnych ograniczeniach i skłonności do zła, zamiast na odpowiedzialności, aby działać z odwagą i współczuciem. Zamiast zachęcać do zaangażowania, uczy powściągliwości, wycofania i nieufności do siebie. W praktyce taki sposób myślenia pozostawia niesprawiedliwość bez odpowiedzi, ponieważ ludzie czują, że nie posiadają prawa, ani możliwości do reagowania na zło, skoro wszyscy są źli. Kiedy wiara jest definiowana głównie w kontekście dyskwalifikacji, może pozbawić ludzi odwagi do mówienia, stawiania oporu lub odważnego kochania w obliczu niesprawiedliwości. Taka teologia nie rodzi pokory, lecz raczej budzi lęk.

Jednak uznawanie siebie za chrześcijanina nie oznacza, że ktoś automatycznie angażuje się w otaczający go świat w zdrowy, hojny i życiodajny sposób. Samo przyjęcie chrześcijańskiej tożsamości nie gwarantuje, że żyjemy w sposób, który oddaje cześć Bogu lub przynosi korzyści innym ludziom. Rozróżnienie między deklarowaniem chrześcijaństwa a byciem ukształtowanym przez Chrystusa zachęca do uczciwego rachunku sumienia, który uosabiał apostoł Paweł.

Paweł zwracał uwagę na różnicę między wierzącymi Żydami, którzy szerzyli fałszywe nauki, a nieobrzezanymi wierzącymi ze środowisk pogańskich którzy całkowicie polegali na Chrystusie. Założenie, że wystarczy być osobą wierzącą nie oznacza, że dana osoba rozwija się w głębokich relacjach z Chrystusem. Bardzo łatwo jest czuć się wygodnie posiadając chrześcijańską tożsamość, ale równocześnie być ślepym i nie zauważać jak często jesteśmy współwinni, ponieważ unikamy sprawiedliwości lub wspieramy systemy, które wyrządzają krzywdę. Nasza chrześcijańska tożsamość nie powinna być źródłem pocieszenia, które ochrania nas przed dokonywaniem samooceny. Prawdziwa chrześcijańska tożsamość stale zaprasza nas do ocenienia stanu naszego serca.

Paweł wymienia również to, co można by uznać za jego duchowe kwalifikacje. Wszystko, co kiedyś wskazywało na jego prawość, wyższość lub szacunek w społeczności, ostatecznie straciło znaczenie. Jego zaszczyty, dyscyplina religijna, hojność i oddanie przestały służyć jako dowód prawości. W jaki sposób odnajdujemy pewność w rytmach i praktykach chrześcijaństwa, a nie w przemianie serca?

Ta refleksja wydaje się szczególnie ważna, w kontekście naszych relacji z systemami, które uciskają marginalizowane społeczności. Czy uczestniczymy w tych systemach, czy też znajdujemy w sobie odwagę, by się im przeciwstawić? Autor lekcji zaprasza wierzących, aby postawili sobie pytanie z czego są dumni i w czym upatrują swoją wartość. Takie zaproszenie stawia wyzwanie wszystkiemu czego nauczyliśmy się bronić, dlatego, że dotyczy rzeczy, które mogą nas w rzeczywistości powstrzymywać lub zaślepiać, podobnie jak zaślepiony był Paweł. Jego gorliwość była prawdziwa, ale jednocześnie była ulokowana w złym miejscu.

Paweł w przeszłości był pewien swoich racji. Kiedy spotkał Chrystusa i kiedy został skonfrontowany z mocą, która podważyła jego dawny sposób życia, zmienił zdanie. Ta gotowość do zmiany jest niezbędna. Prawdziwa przekształcająca moc pojawia się wtedy, gdy potrafimy powiedzieć: „Nie miałem racji, myliłem się. Żałuję i chcę się zmienić.” Taka postawa wydaje się być antidotum na religię zbudowaną na wstydzie i samozadowoleniu z wiary. Jest zaproszeniem do praktykowania chrześcijaństwa, które nas nie ogranicza ani nie paraliżuje, ale które nieustannie wzywa nas do okazywania odwagi, skruchy i głębszej miłości.

Postawa Pawła mobilizuje nas do zbadania, co daje nam pewność w naszej religijności i chrześcijaństwie. Skłania nas do postawienia pytania, w jaki sposób moje źródła pewności mogą nas zaślepiać oraz czy możemy uczciwie poddać je krytyce i zaangażować się w szczerą przemianę.

Paweł był głęboko przekonany, że zbawienie polega na byciu „w Chrystusie”. Opisuje swoje nawrócenie jako wymianę – porzucenie swojej dawnej, zbudowanej na prawie sprawiedliwości, aby zyskać Chrystusa. Bycie „w Chrystusie” oznacza pełne uczestnictwo w Bożym planie zbawienia, który Chrystus realizuje od początku do końca. Paweł przeciwstawia sprawiedliwość, którą sam sobie wypracował, sprawiedliwości, która przychodzi przez wiarę w Chrystusa, przypominając wierzącym, że prawo nie może dać życia. Prawdziwa zbawcza wiara to nie tylko wiara, ale udział w wierności Jezusa, który jako jedyny był w pełni posłuszny. Kiedy Chrystus żyje w nas, wtedy nie polegamy na własnych wysiłkach, lecz żyjemy Jego wiarą, działającą przez nasze zaufanie do Niego. To niezwykle ważny punkt, na którym powinniśmy się bardziej skupić jako wspólnota wiary.

Sednem chrześcijańskiego życia jest prawdziwe poznanie Chrystusa, a nie tylko wiedza o Nim. Poznanie Jezusa dokonuje się przez studiowanie Pisma Świętego, codzienne poleganie na Duchu Świętym oraz żywą relację z Nim. Poznanie Jezusa wnosi moc Jego zmartwychwstania do naszego życia, wskrzeszając nas do nowego życia, a także pogłębia się poprzez wspólnotę cierpienia, gdy trudne doświadczenia i próby pomagają nam lepiej zrozumieć Jego serce i wolę. Zamiast paraliżować się przeszłymi porażkami, wierzący są zaproszeni do patrzenia w przyszłość, żyjąc teraz nadzieją, przemianą i obietnicą daną w Jezusie, jednocześnie stale dążąc do pełnego odrodzenia.

Taka wizja poznania Chrystusa i podążania naprzód powinna bezpośrednio kształtować nasz sposób bycia w świecie. Jeśli poznanie Jezusa oznacza bycie ukształtowanym przez Jego życie, śmierć i zmartwychwstanie, to musi to być widoczne w naszych relacjach i reakcjach, zwłaszcza w chwilach strachu, konfliktów i niesprawiedliwości. W naszych rodzinach może to wyglądać jak wybór cierpliwości zamiast kontroli, obecności zamiast władzy i naprawy zamiast kary. W naszych społecznościach być może wzywa nas to do przeciwstawienia się apatii i do podążania w kierunku cierpienia, a nie unikaniu go, a także nie wyrażania zgody na normalizację krzywdy lub przemocy. Dążenie naprzód w Jezusie oznacza, że nie pozwalamy, aby wyczerpanie, cynizm lub dawne porażki powstrzymały nas przed działaniem z miłością i odwagą tu i teraz, w każdej przestrzeni, w której się znajdujemy.

W czasach narastającej przemocy i autorytaryzmu to wezwanie staje się jeszcze bardziej naglące. Systemy autorytarne zawsze są zbudowane na strachu, konformizmie i milczeniu, ale życie Chrystusa pociąga nas ku prawdzie, współczuciu i moralnej jasności. Udział w „wspólnocie Jego cierpień” nie oznacza gloryfikowania bólu, lecz solidarność z tymi, których ten ból najbardziej dotyka, nawet jeśli wiąże się to z kosztami. Jeśli Jezus jest w „najmniejszych z tych”, którzy doświadczają cierpienia, jesteśmy wezwani, by wejść w te przestrzenie razem z Nim. Jak nazwała go Matka Teresa: „Jezus w Jego najbardziej bolesnym przebraniu”.

Poznanie Boga powinno mieć wpływ na naszą przynależność: nie jesteśmy już zakotwiczeni we władzy, nacjonalizmie ani samozachowawczości, lecz w królestwie naznaczonym sprawiedliwością, miłosierdziem i godnością. Oficjalne stanowisko Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego zostało ostatnio wyrażone w oświadczeniu na temat ludzkiej godności i przyzwoitości, potwierdzając, że adwentyści są powołani do obrony godności, równości i bezpieczeństwa wszystkich ludzi – zwłaszcza imigrantów i uchodźców – bez względu na status prawny lub kraj pochodzenia. Kościół odrzuca wszelkie prawa i praktyki, które dehumanizują, marginalizują lub sprawiają, że rodziny boją się wyznawać swoją religię, uczyć się i żyć swoim życiem. Kościół wzywa swoje zgromadzenia i szkoły, aby były miejscami gościnnymi i wstawiały się za rodzinami imigrantów, jednocześnie apelując do tych którzy stanowią prawo, aby czynili to ze współczuciem, sprawiedliwością i szacunkiem dla wartości człowieka, która została mu nadana przez Boga.

Nasza ostateczna lojalność nie należy się żadnemu narodowi ani systemowi politycznemu, lecz Królestwu Bożemu. Dlatego nie możemy bać się mówić i reprezentować tego Królestwa. Nie oznacza to, że powinniśmy unikać polityki ani nie angażować się w sposób, w jaki głosujemy. Przynależność do Królestwa Bożego ma wpływ na to w jaki sposób przedstawiamy się światu, który jest wokół nas, w jaki sposób głosujemy. Przynależność do Bożego Królestwa zobowiązuje nas do bycia proroczym głosem w otaczającym nas świecie. Jest to szczególnie ważne, gdy widzimy jak niektórzy ludzie w naszej społeczności stracili z oczu to, co znaczy naśladować Jezusa i być Jego rękami i nogami w takich czasach jak obecne.

Życie w spolaryzowanym społeczeństwie w którym polityka dokonała głębokich podziałów, stawia przed nami wyzwanie jak zachować pokój i być błogosławieństwem dla ludzi wokoło nas zwłaszcza tych, którzy myślą i wyrażają swoje idee inaczej. Jeśli czcisz Boga, który utożsamia się z najmniejszymi, jednocześnie dyskredytując, krzywdząc lub stwarzając warunki, w których najmniejsi cierpią… czy nie tęsknisz za pokojem? Jeśli tęsknisz za niebem bez granic, pełnym ludzi z każdego środowiska, wierząc, że teraz tylko niektórzy ludzie przynależą do określonych przestrzeni, … czy nie tęsknisz za wspólnotą? Jeśli masz nadzieję na przyszłość, w której Bóg ociera każdą łzę, ale pozostaje niewzruszony łzami bliźniego, … czy nie tęsknisz za sprawiedliwością?

Cytat który kończy naszą lekcję w tym tygodniu odzwierciedla tę myśl: „Ten, kto pragnie rozwinąć silny i zrównoważony charakter oraz chce być właściwie ukształtowanym chrześcijaninem, musi oddać wszystko i czynić wszystko dla Chrystusa, gdyż Odkupiciel nie przyjmie połowicznej służby” (E. White, Dzieje Apostołów, 274).

Jeśli twierdzisz, że podążasz za Chrystusem, pozwól Mu kształtować sposób, w jaki komunikujesz się z ludźmi każdego dnia. Im dłużej się wahasz, tym dłużej nadaremnie używasz imienia Pana, deklarując, że jesteś chrześcijaninem równocześnie nie odzwierciedlając w niczym Chrystusa. Paweł zwraca uwagę wierzących na słabość koncepcji dotyczącej samowystarczalności i kieruje ich ku głębokiej, żywej relacji z Chrystusem. Poznanie Chrystusa oznacza zarówno udział w mocy Jego zmartwychwstania, jak i chodzenie z Nim przez cierpienie. To wspólne poleganie na Chrystusie jednoczy wierzących, umacniając jedność zakorzenioną nie w sukcesie, lecz w wierności.



DO PRZEMYŚLENIA

Wielu chrześcijan wciąż ma wątpliwości co do zbawienia w Chrystusie tylko „przez wiarę”, poza „uczynkami Prawa”. Z jakiegoś powodu mylimy posłuszeństwo Chrystusowi z uczynkami Prawa, jakby miało ono zapewnić nam zbawienie. Dlatego warto postawić pytanie na czym polega różnica między „zbawieniem z uczynków” a „zbawieniem przez wiarę w Jezusa Chrystusa”.

Jaka jest istotna różnica między „posłuszeństwem”, do którego zachęcał Paweł, a „uczynkami prawa” które odrzucał” (3:9)?

Życie może być bardzo trudne dla nas wszystkich, niezależnie od tego, jak dobrze się teraz układa. Jeśli nawet teraz nie układa się dobrze, z czego możemy i powinniśmy się cieszyć? Co może powstrzymywać nas przed radością w obliczu trudności?

Dlaczego tak ważne jest, aby zawsze mieć przed oczami Pana, Jego dobroć, moc, miłość i zbawienie? W jaki sposób możemy zarówno indywidualnie jak i zbiorowo osiągnąć taki stan mimo nieuniknionych wyzwań codziennego życia? W jaki sposób taki punkt widzenia wzmacnia ideę jedności?

Flp 3:1-3. Dlaczego Paweł zalicza psy, złych pracowników i fanatyków obrzezania do tej samej kategorii? Dlaczego Paweł kontrastuje „radowanie się w Panu” z trzykrotnym „strzeżcie się” w wersecie 2? Do kogo odnosi się zaimek „my” w wersecie 3? Co to znaczy „nie pokładać ufności w ciele”? Nawet jeśli teraz rzeczy nie układają się dobrze w twoim życiu, z czego możesz lub powinieneś się cieszyć?

Flp 3:4-7. Paweł opowiada o kilku epizodach ze swojego dawnego życia, z których kiedyś był dumny. Czego dotyczyły? Czy są takie rzeczy w naszym życiu, z których kiedyś mogliśmy być dumni? Na czym, twoim zdaniem polega różnica, między tymi dwoma sposobami życia?

Flp 3:7 To, czym Paweł wcześniej się szczycił, w rzeczywistości osłabiało jego wiarę w Boga, ponieważ zaślepiało go na potrzebę zbawienia, które Bóg oferował w Chrystusie. Przed nawróceniem myślał o zbawieniu w kategoriach komercyjnych: zysk - strata. Oceniał życie z perspektywy duchowej księgi rachunkowej, licząc swoje aktywa i pasywa, mając nadzieję, że ostatecznie aktywa przewyższą pasywa. Z nowej perspektywy źródło dumy okazało się stratą. Ewangelia wywraca nasze kalkulacje do góry nogami.

Flp 3:8-9. W jaki sposób można zinterpretować wyrażenie „znaleźć się w Nim” - w Chrystusie?

Flp 3:10-16. Na czym polega według Pawła, „bycie w Chrystusie”?

Rz 7:7-12 i Mt 5:21-28. Jaki kluczowy element podkreśla zarówno Paweł jak i Mateusz w odniesieniu do Prawa?

Jn 9:39-41. W jaki sposób ten fragment przedstawia kontrast między sposobem, w jaki Saul z Tarsu postrzegał świat, a sposobem, w jaki postrzegał go apostoł Paweł? W jakim sensie chrześcijański styl życia jest nowym sposobem „widzenia”?

Wiara w Chrystusa przekształca pewność siebie i przekierowuje ją z ludzkich osiągnięć w stronę całkowitego polegania wyłącznie na Chrystusie”. — Douglas J. Moo, The Letters to the Colossians and to Philemon

Pragnienie Pawła, aby „poznać Chrystusa”, nie dotyczyło prywatnej duchowości, lecz powołania, które zostało ukształtowane przez osobisty przykład Mesjasza. Moc zmartwychwstania nie omija cierpienia, lecz działa poprzez nie. Życie wiary jest naznaczone upodobnieniem się do śmierci Chrystusa, aby móc dzielić Jego życie. To jest wzorzec autentycznej chrześcijańskiej egzystencji”. — N. T. Wright, Paul for Everyone: The Prison Letters.





















Przygotował Jan Pollok

piątek, 30 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Świecić jak światła nocą

Felieton do Szkoły Sobotniej na 31 stycznia 2026

Tematem, którym zajmowaliśmy się w minionym tygodniu były rady Pawła, jak członkowie kościoła w Filippi powinni postępować jako naśladowcy Jezusa. Ich reputacja w lokalnym społeczeństwie była ważnym elementem świadczenia o mocy Jezusa Chrystusa.

Po przedstawieniu Jezusa jako doskonałego wzoru pokory i posłuszeństwa (2:5-8), Paweł wezwał Filipian aby zastosowali przykład Jezusa w swoim życiu. Ponadto wezwał ich, aby „sprawowali własne zbawienie” (2,12) i zwrócił uwagę na znaczenie praktykowania wiary w codziennym życiu. Paweł nie zaprzecza w ten sposób idei zbawienia z łaski przez wiarę. Pismo Święte jasno stwierdza, że zbawienie jest w całości dziełem Boga – darem łaski, który stał się możliwy dzięki Chrystusowi i jest aktywowany przez Ducha Świętego, a nie wypracowany przez ludzkie wysiłki. Jednocześnie Duch Boży działa w wierzących, przemieniając ich, wzmacniając ich wolę, kształtując ich wybory oraz wykonując w nich dobre uczynki jako owoc nowego życia.

Wyrażenie „sprawować swoje zbawienie” nie dotyczy sprawiedliwości z uczynków, chociaż być może niektórym osobom może się tak kojarzyć. To wyrażenie wskazuje raczej na to, że jest nam łatwiej przyswajać sobie systemy wierzeń, które są sprzeczne z prawdą o zbawieniu. Sprawowanie zbawienia wymaga nieustannej uwagi, świadomej presji i gotowości do konfrontacji z ideologiami, które ograniczają naszą zdolność do pełnego przyjęcia łaski. Zbawienie jest dane darmo, ale nasze światopoglądy wciąż mogą utrudniać nam jego przyjęcie.

Wezwanie do „wykonywania tego, co Bóg już w nas dokonuje” posiada głębokie znaczenie zwłaszcza w społeczeństwach, gdzie tożsamość chrześcijańska łączy się z tożsamością narodową, jak w przypadku chrześcijańskiego nacjonalizmu. Ewangelia zostaje wypaczona i przekształcona w narzędzie władzy, wykluczenia i kontroli. W takich warunkach różnego rodzaju działania prewencyjne są usprawiedliwiane lub ignorowane w imię porządku, bezpieczeństwa i posłuszeństwa wobec władzy i Boga; nawet jeśli powodują strach, separację rodzin i cierpienie. Wszystko to dzieje się w imię Chrystusa. To nie jest zbawienie „sprawowane” przez pokorę i cześć dla Boga; jest to raczej lojalność skierowana w stronę narodu, systemów i ideologii. To jest bałwochwalstwo.

Słowa Pawła przypominają nam, że zbawienie jest dziełem Boga, a nie naszą bronią, którą możemy stosować w życiu. Jeśli Duch Boży naprawdę działa w nas, owocem będzie współczucie, sprawiedliwość i posłuszeństwo Chrystusowi – a nie lojalność wobec narracji opartej na strachu, uprzedmiotowieniu bezbronnych czy ochronie władzy państwowej. Chrześcijański nacjonalizm staje się formą bałwochwalstwa właśnie dlatego, że zastępuje panowanie Chrystusa autorytetem państwa, żądając od wierzących, by podporządkowali się tożsamości narodowej, a nie przykładowi Jezusa. „Sprawowanie naszego zbawienia” w takim kontekście oznacza zbadanie, czy nasza wiara prowadzi do Chrystusowej solidarności z osobami marginalizowanymi albo czy jest po prostu sposobem na „ochrzczenie” systemów, które przeczą idei Ewangelii. Sprawowanie naszego zbawienia oznacza odmowę milczenia w obliczu niesprawiedliwości.

Nauka Jezusa była całkowicie inna. Pismo Święte konsekwentnie ukazuje Boga, który zbliża się do bezbronnych, chroni obcych i mierzy wierność tym, jak traktowani są najubożsi. W jaki sposób „sprawowanie naszego zbawienia” staje się widzialne w społeczeństwie, w którym żyjemy? Jeśli zbawienie rzeczywiście działa w nas, musi wykraczać poza głoszenie religijnych doktryn i wchodzić w strefę miłości publicznej – kształtując sposób, w jaki reagujemy na cierpienie, jak sprzeciwiamy się krzywdzącym systemom i w jaki sposób solidaryzujemy się z tymi, którzy są najbardziej zagrożeni. Sprawowanie zbawienia, nie wyklucza ani nie oddziela, ale raczej przywraca, gromadzi i stwarza przestrzeń dla rozkwitu ludzkiej godności.

Co powiedziałby Jezus, gdyby głosił chrześcijański nacjonalizm? Jak mogłyby brzmieć Jego błogosławieństwa?

Błogosławione granice, bo one decydują, kto, gdzie należy.

Błogosławieni, którzy poniżają innych, bo zostaną nagrodzeni.

Błogosławieni, którzy zło nazywają dobrem, bo oni przywracają wielkość narodu.

Błogosławieni, którzy wykluczają najmniejszych …

Błogosławieni, którzy porywają i rozdzielają rodziny …

Każda reinterpretacja Błogosławieństw, która faworyzuje ideologie przeciwne pierwotnemu odbiorcy i intencjom ich Autora, zmusza nas wszystkich do zastanowienia się nad tym, komu i czemu dajemy priorytet. Jeśli twierdzimy, że naśladujemy Chrystusa, czy nasze priorytety rzeczywiście odzwierciedlają to stwierdzenie?

To, co jest piękne w Kazaniu na Górze, to nie tylko samo przesłanie, którym dzielił się Chrystus, ale także ludzie, z którymi się nim dzielił. Temat jego kazania był głęboko kontrkulturowy, nie tylko ze względu na to, do czego wzywał wierzących, ale także ze względu na to, na kim się koncentrował. Chrystus dawał siłę ludziom, którzy byli rutynowo omijani, odrzucani i spychani na margines społeczeństwa.

To jest bardzo bolesne, gdy obserwujemy ludzi i kraj który dotychczas stał na straży chrześcijańskich wartości, a obecnie otwarcie posługuje się propagandą niegdyś stosowaną w nazistowskich Niemczech czy przez Ku Klux Klan, aby forsować swoje cele. Taka jest nasza obecna rzeczywistość.

Martin Luther King Jr konsekwentnie podkreślał, że zbawienie i wiara nigdy nie były jedynie prywatną czy wewnętrzną rzeczywistością. Zamiast tego, nasze zbawienie i wiara muszą przybrać publiczny, moralny wymiar. Dla Kinga chrześcijaństwo, które zatrzymuje się na osobistej pobożności, pozostaje współwinne, gdy systemy krzywdzą bezbronnych. Taka pobożność nie jest ewangelią. Kwestionował on pogląd, że wystarczy tylko wierzyć. Twierdził, że wiara musi być kształtowana poprzez sprawiedliwość, solidarność i sprzeciw wobec niesprawiedliwych praw. Słynne jest jego stwierdzenie, że Kościół może stać się „słabym, nieskutecznym głosem”, jeśli przedłoży wygodę i porządek nad wymogi miłości.

Apostoł Paweł napisał, że chrześcijanie mają być światłem w ciemności. Autor naszego podręcznika posłużył się obrazem bezksiężycowej nocy, sugerując, że im ciemniejsze niebo, tym wyraźniej świecą gwiazdy. To wzmacnia powszechne przekonanie, że chrześcijańskie świadectwo staje się bardziej widoczne, w miarę jak świat pogrąża się w moralnym mroku. Jednak patrząc na dzisiejszy świat, czuję się głęboko rozczarowany chrześcijaństwem, a obraz światła, które emanuje, nie jest ani delikatny, ani piękny. Warto postawić sobie pytanie czy przypadkiem nie jesteśmy światłością świata, która jest ukryta pod osłoną?

Chrześcijańskie światło w dzisiejszych czasach przypomina jazdę po ciemnej drodze gdy nadjeżdża samochód z włączonymi „długimi” światłami. Im bardziej się zbliża, tym bardziej człowiek traci orientację. Traci z oczu linie na drodze, a strach przed zboczeniem z kursu narasta. Światło wydaje się ostre, agresywne, a nawet niebezpieczne. Niektórzy ludzie, którzy najgłośniej krzyczą, że są światłością świata, bardziej oślepiają niż zachęcają.

Gdzieś w głębi serca, coraz bardziej opieram się poglądowi, że narastający wokół nas mrok moralny wyostrza chrześcijański przykład. Choć wierzę, że to prawda, moje wahanie wynika z faktu, że granice moralności coraz bardziej się zacierają. Coraz bardziej czuję, że wielu ludzi, którzy twierdzą, że podążają za Bogiem, jest źródłem moralnego mroku. W mojej pracy, która częściowo polega na udzielaniu pomocy humanitarnej, zauważyłem, że bardzo często ludzie, którzy nie identyfikują się jako wierzący, wydają się zachowywać bardziej jak Chrystus niż ci, którzy wierzą.

Autor lekcji zwrócił również uwagę na wpływ współczesnych środków masowego przekazu i stwierdził, że nie słyną one z prezentowania czystych, wzniosłych i inspirujących treści. Język, którym posłużył się autor wydaje mi się bardzo niepokojący. Lekcja wzmacnia przekonanie, że chrześcijanie są prześladowani z powodu swojej wyższości moralnej. Ta retoryka rodzi niezdolność do przyjęcia odpowiedzialności. Pozwala wierzącym postrzegać siebie jako niewinnych, jednocześnie aktywnie uczestnicząc lub umożliwiając krzywdę. Taka retoryka przyczynia się również do tworzenia moralnego martwego punktu. Celebruje odrębność, odrzuca odmienne poglądy jako „światowe” i zachęca do tworzenia „informacyjnych baniek”.

Nasza lekcja zajmowała się również tematem, który poruszał w swoich listach Paweł, mianowicie idą bycia „żywą ofiarą”. Wielu chrześcijan mówi o prześladowaniach, podczas gdy żyją w nieograniczonym komforcie i przywilejach. Może jednak nadejść taki czas, gdy wiara będzie wymagała od nas narażenia naszych ciał na ryzyko. Jednak, póki co, warto nie tylko wizualizować przyszłość wypełnioną prześladowaniami, ile raczej promować ofiarną obecność tu i teraz. Jak na ironię, kiedy myślę o tym, co to znaczy być dziś żywą ofiarą, myślę o protestujących na ulicach. Myślę o ludziach broniących swoich społeczności, podejmujących ryzyko i nieodwracających wzroku. Niestety, nie od razu przychodzą mi na myśl chrześcijanie.

Być może to właśnie ze względu na słowo „ofiara” nasze milczenie jest wyrazem strachu. Strachu przed utratą pozycji w pewnych grupach w imię zabrania głosu w imieniu bezbronnych. Ryzyka utraty darczyńcy, który może wycofać swoje fundusze, jeśli śmiało zaprotestujemy przeciwko złu, które dzieje się w imię Boga. Strachu przed utratą pracy. Strachu przed naznaczeniem etykietką lub niezrozumieniem. Ofiara wydaje się zbyt wysoka. Podczas gdy ciała, rodziny, życie i reputacja ludzi są poświęcane dla wygody naszego milczenia.

Jakie jest zaangażowanie mojego Kościoła w potępienie ekscesów takich jak ten który wydarzył się tydzień temu w USA? Dzisiaj nie wystarczy tylko lakonicznie stwierdzić, że żyjemy w „czasie końca” i że „świat wokoło nas jest zły”. Czy potrafimy publicznie wyrazić nasze oburzenie?

Na koniec autor lekcji zwrócił również uwagę na postać Epafrodyta, wiernego współpracownika Pawła. Epafrodyt był jednym z pierwszych przywódców w kościele w Filippi. Został posłany przez swój kościół, aby opiekować się Pawłem w więzieniu, jak również wykonywać dzieło Chrystusa w Filippi. Został pochwalony za ofiarną służbę, miłość i towarzyszenie innym w cierpieniu. W świecie, w którym niektórzy powołują się na boską władzę, aby usprawiedliwić krzywdę i polityczną władzę, Epafrodyt jest przykładem wiernego świadka. Uosabia on prawdziwą jedność i posłuszeństwo Chrystusowi, które przejawia się w staniu po stronie cierpiących i demonstrowaniu współczucia i sprawiedliwości Jezusa. Nawet gdy może to oznaczać zrezygnowanie z naszego komfortu lub pozycji społecznej a nawet utratę życia.

Cieszę się, że w Szkole Sobotniej możemy tworzyć przestrzeń do rozmów o tym, co naprawdę ważne. Jaki jest bowiem pożytek z naszej wiary, jeśli istnieje ona jedynie po to, aby uprawiać teologiczne dysputy zajmować miejsca w kościelnych ławkach, śpiewać hymny i spożywać wspólne posiłki?

Wracam myślami do historii i przypominam sobie momenty, w których chrześcijanie mogli być siłą dobra w czasach ludobójstwa, czy to w nazistowskich Niemczech, w Rwandzie, czy w Sudanie. Frustrujący jest fakt, jak łatwo nazywamy siebie siłą dobra, jednocześnie milcząc w obliczu cierpienia. Warto jednak przypomnieć, że zawsze istniały wyjątki i takim przykładem jest tzw. Kościół Wyznający (Bekenende Kirche) - niemiecki protestancki ruch oporu w okresie nazistowskim (1933–1945), który sprzeciwiał się próbom reżimu zmierzającym do nazizacji Kościoła. Założony przez teologów takich jak Martin Niemöller i Dietrich Bonhoeffer, podtrzymywał autorytet Biblii nad ideologią państwową.

Wezwanie do bycia światłem w ciemności zmusza nas do postawienia sobie pytania, czego to od nas wymaga? W jaki sposób możemy aktywnie starać się coś zmienić? Nie wystarczy studiować lekcje w Szkole Sobotniej. Słowa muszą zostać zinternalizowane. Muszą nas przemienić. Nie wystarczy mówić o byciu światłem świata. Nie wystarczy, jeśli to światło nie zostanie celowo zaniesione tam, gdzie jest najbardziej potrzebne.



DO PRZEMYŚLENIA

Flp 2:12-30. Chociaż kościół w Filippi posiadał wiele pozytywnych cech, to jednak wydaje się, że zmagał się on z problemem egoizmu i pychy, które prowadziły do rozłamu (Flp 2:1-4). Paweł zachęcał wierzących, aby naśladowali Chrystusa (2:5-8), Pawła (2:12-18), Tymoteusza (2:19-24) i Epafrodyta (2:25-30) w ich gotowości do pokory i stawiania interesów innych ponad własne (2:4,12,17,19-21), w przeciwieństwie do tych, którzy szukali własnych korzyści (2:4, 21).

Po przedstawieniu Jezusa jako doskonałego wzoru pokory i posłuszeństwa (2:5-8), Paweł zwrócił się do Filipian (2:12-30). Pochwalił ich za posłuszeństwo jakie okazali Panu po przyjęciu ewangelii (Dz 16:13-15.32-33) i wezwał ich do trwania w tym posłuszeństwie. W wersetach 12-18 Paweł pokazał w jaki sposób posłuszeństwo działa w praktyce.

Flp 2:12-13. Czego dotyczy „bojaźń i drżenie”? Paweł najpierw mówi „zbawienie swoje sprawujcie(2:12), a następnie dodaje: „albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie(2:13). W jaki sposób można zinterpretować to napięcie? Na czym polega relacja między Bożą mocą i ludzkim wysiłkiem w odniesieniu do posłuszeństwa? W jaki sposób podobny fragment z listu Pawła do Rzymian (Rz 3:23-24, 28) odnosi się do tego samego problemu?

Co Paweł mógł mieć na myśli mówiąc o „dziele Bożym w nas” (2:13) w kontekście jego napomnienia, aby „swoje zbawienie sprawować z bojaźnią i drżeniem” (2:12)?

W jaki sposób nasze posłuszeństwo Chrystusowi wpisuje się w koncepcję „sprawowania naszego zbawienia”, nie popadając przy tym w pułapkę legalizmu?

Flp 2:14-15. Co jest złego w szemraniu i powątpiewaniu we wspólnocie chrześcijańskiej?

Flp 2:15-16. Co Paweł mógł mieć na myśli, mówiąc o byciu „nienagannymi i szczerymi” (2:15) oraz „zachowywaniu słów życia” (2:16)?

W jakim „świecie” Filipianie mieli „świecić jak światła”? W jaki sposób mogli to osiągnąć? Co mogło zakłócić wykonanie tego zadania?

Flp 2:17-18. O jakim rodzaju ofiary mówi tutaj Paweł? Czy może mieć na myśli to samo, co w Rz 12:1-2? Jak rozumiesz pojęcie „ofiary żywej”?

Flp 2:15 Jak to możliwe, aby być, jak napisał Paweł, „dziećmi Bożymi bez skazy”, gdy żyjemy jako autentyczni naśladowcy Jezusa?

Flp 2:19-30. Czego możemy się nauczyć z wypowiedzi Pawła na temat cech dwóch swoich współpracowników, z którymi nigdy się nie „spotkaliśmy”? Dlaczego tego rodzaju materiał w ogóle znajduje się w Biblii? Co mówi nam to na temat Boga?

W 1 Sam 2:30 Bóg powiedział: „tych, którzy mnie czczą, i ja uczczę”. W jaki sposób czcimy Boga, lub jak możemy to robić? Czy jest to to samo, co „oddawanie chwały Bogu” w Ap 14:7?

Kościół nie istnieje po to, by zapewniać etos demokracji lub by wspierać jakikolwiek konkretny porządek społeczny. Kościół istnieje po to, by być wiarogodną wspólnotą, która żyje w sposób, który nie byłby możliwy, gdyby nie historia Jezusa. Ta wiarogodność przejawia się nie tylko w tym, co Kościół głosi, ale także w tym, jak jego członkowie uczą się jak żyć razem. Życie Kościoła samo w sobie jest świadectwem dla świata”. — Stanley Hauerwas, A Community of Character

Paweł przypomina wierzącym, że ich wspólne życie samo w sobie jest świadectwem ewangelii. Jedność wyrażana poprzez cierpliwość, wierność i wzajemny szacunek pozwalają światłu Chrystusa jasno świecić w mrocznym świecie. Kiedy Kościół żyje w harmonii, jego świadectwo staje się widoczne i przekonujące dla tych, którzy obserwują go z zewnątrz.







Przygotował Jan Pollok

piątek, 23 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Jedność przez pokorę

Felieton do Szkoły Sobotniej na 24 stycznia 2026

W tym tygodniu nadal zajmowaliśmy się problemem jedności a zwłaszcza jednomyślności. Położenie nacisku „jedność” jako „jednomyślność” wydaje się promować ideę dochodzenia do takich samych wniosków, wykorzystywanie takiego samego procesu myślowego lub posiadanie takiego samego stylu życia i zachowania. Jednak czy pojęcie jedności i jednomyślności może wskazywać na wspólne wartości, współczucie i zaangażowanie w szczerzenie sprawiedliwości? Są to bardzo różne formy jedności. Niestety bardzo często interpretacja tego pojęcia promuje takie idee jak: syndrom grupowego myślenia, bańka informacyjna czy „mentalność roju”.

Kolejnym niepokojącym tematem był sposób, w jaki duma jest rozumiana i analizowana. Duma stała się synonimem wiary we własne możliwości. Warto jednak oduczyć się tego skojarzenia, szczególnie w odniesieniu do wykonywania czegoś, co posiada najlepszą jakość lub w stosunku do rozwoju. Nawet nadzieja na wykonywanie ważnej lub znaczącej pracy może wywołać w niektórych kręgach wewnętrzne ostrzeżenie: „to jest duma”. Poczucie indywidualności często bywa określana mianem dumy, podczas gdy w rzeczywistości oznacza świadomość własnej tożsamości i gotowość do uszanowania powołania, jakie narzuca nam życie.

Ironia polega na tym, że dokładnie takim był Chrystus. Jako młody człowiek Jezus był niezależny i niezachwiany w dążeniu do realizowania woli Ojca, niezależnie od religijnych autorytetów czy opinii publicznej. Co więcej, język, którym chrześcijanie wyrażają dezaprobatę w stosunku do siebie aby w ten sposób zasygnalizować dążenie do pokory, wcale nie był językiem, którego używał Chrystus. Kiedy dokonywał cudów, jego język wyrażał pewność. Niezależnie od tego, czy Chrystus uciszał wzburzone jezioro, czy przywracał życie lub gdy określał siebie jako Syna Bożego, w Jego przekazie dominowała zdumiewająca pewność. We współczesnym świecie Chrystus prawdopodobnie byłby określony jako arogancki. Z perspektywy przywódców żydowskich Jezus był postrzegany jako ten który przynosił podziały. Jezus nie dążył za wszelką cenę do jednoczenia ludzi w atmosferze pocieszenia czy zgody. Wymagał odpowiedzialności od tych, którzy nosili Jego imię. W tym sensie wielokrotne podkreślanie przez Pawła idei jedności może wydawać się, że jest zaprzeczeniem doświadczenia samego Jezusa. Musimy zauważyć, że Paweł wyraźnie cenił strukturę, porządek, a czasami również konformizm.

Autor podręcznika rozpoczyna lekcję od stwierdza, że Paweł musiał się czuć bardzo rozczarowany tym, że w kościele, który założył, szerzyły się rywalizacja i spory. Możemy sobie wyobrazić ból bycia świadkiem podziałów. Odczuwamy to szczególnie dotkliwie obecnie w spolaryzowanym społeczeństwie. Jednak język, który przedstawia Pawła jako tego, który „założył” Kościół wzmacnia hierarchiczną koncepcję Kościoła. Założycielem Kościoła jest Chrystus. Niestety, tego rodzaju język często możemy obserwować wewnątrz naszej wspólnoty wiary, gdzie często osoby posiadające status, tytuły czy instytucjonalną władzę są traktowane priorytetowo.

Jako rodzic cieszę się, gdy moje dzieci są dumne z siebie i swoich osiągnięć. Jestem zadowolony, gdy ciężko pracują nad czymś, co może być trudne albo stają w obronie swoich przyjaciół. Duma z osiągnięć nie jest niczym złym i byłoby bardzo niedobrze, gdyby zamiast tego pomniejszały znaczenie swojej pracy, by uchodzić za skromne. Postępując w ten sposób, pomniejszałyby siebie i swoje talenty. Uważam, że niezwykle ważne jest, aby odróżnić dumę od ego, ponieważ ego to wskazywanie na siebie jako kogoś, kto jest lepszy lub ważniejszy od innych. Duma z osiągnięć to zdrowa pewność siebie i świętowanie sukcesu w miarę dorastania.

Paweł, Ellen White, Prezydent Generalnej Konferencji, przewodniczący, pastorzy są często stawiani na piedestale, jak gdyby posiadanie autorytetu nadawało im większą świętość lub przyzwolenie na definiowanie prawdy. Przedstawiona tutaj koncepcja jedności nie wydaje się brać pod uwagę ludzi marginalizowanych, pomijanych czy najmniej ważnych. Wydaje się, że taka koncepcja nie uwzględnia doświadczeń tych ludzi, aby zrozumieć ich światopogląd. Jedność jest przedstawiona jako ta, która spływa z góry i pochodzi od tych, którzy są na szczycie. To najwyżsi przywódcy definiują czym jest adwentyzm i ich wizja jest następnie przekazywana w dół.

Taka perspektywa sprzeciwia się metodzie stosowanej przez Chrystusa. Jego przyjście na tę ziemię wiązało się ze staniem się człowiekiem, aby w pełni zrozumieć ludzkie doświadczenie. Nawet będąc na ziemi, Chrystus konsekwentnie utożsamiał się z najmniejszymi z ludzi. Kiedy lekcja Szkoły Sobotniej przedstawia „zgodę” i „jednomyślność” jako wymóg poddania się tym, którzy sprawują władzę, odchodzi od wzorca, który przedstawił Chrystus. Jezus mówił i działał z pewnością siebie, a nie z wyrzeczeniem się siebie. Pewność Jezusa nie była arogancją, lecz spójnością. W wielu współczesnych przestrzeniach religijnych ten rodzaj ugruntowanej pewności siebie zostałby błędnie nazwany dumą, zwłaszcza gdy podważa autorytet lub zakłóca komfort. W przeciwieństwie do sposobu, w jaki pokora jest przedstawiana w kulturze chrześcijańskiej, Jezus nie umniejszał samego siebie. Jego pewność siebie wynikała z tożsamości, a nie z ego. Wydaje mi się, że łatwiej jest udawać pokorę, minimalizując siebie, niż w pełni przyjąć to, do czego wzywa nas Bóg.

Być może warto zakwestionować sposób, w jaki mówimy o pokorze. Zbyt często staje się on powierzchowną formą modyfikacji zachowania. Ludzie mogą sprawiać wrażenie pokornych, jednocześnie skrywając głęboką niepewność lub poczucie braku własnej wartości. W praktyce taka wersja pokory prowadzi do uległości, chęci dogadzania innym i zaniżonego poczucia wartości, a nie do prawdziwej przemiany. Kiedy status jest traktowany jako boskie uwierzytelnienie, a członkowie są zmuszani do zastosowania zasad jedności, przywódcy są wyniesieni do rangi papieskiej.

Musimy uczyć się przez całe życie. Nawet twierdząc, że posiadamy prawdę lub należymy do biblijnej Resztki, powinniśmy mieć miejsce na stwierdzenie, że wciąż jeszcze musimy się wiele nauczyć i poznać. W rzeczywistości przyznanie się, że nie potrafimy odpowiedzieć na wiele pytań jest bardziej przejawem autentycznej pokory niż wyprodukowana sztuczna skromność. Zbyt często chrześcijańska pokora jest przedstawiana jako sztuczna skromność, poniżanie siebie, lub podejrzliwość wobec pewności siebie. Prawdziwa pokora polega na demonstrowaniu tego, kim Bóg nas stworzył. Pokora zakorzeniona w Chrystusie nie polega na zaprzeczaniu uzdolnieniom czy doskonałości, ale na właściwym umiejscowieniu ich w Bogu, a nie w strachu czy naszych ludzkich osiągnięciach.

Innym ciekawym wątkiem jest refleksja na temat „samolubnej ambicji” (gr. eritheia – knowania, spory, rywalizacja), która jest wymieniona w katalogu uczynków ciała w Ga 5:20. Czym jest samolubna lub egoistyczna ambicja? Czy dotyczy ona jedynie płytkich, zewnętrznych wskaźników takich jak bogactwo, status, czy sukces materialny?

A może ta cecha wskazuje na coś o wiele bardziej podstępnego? Samolubna ambicja może wyglądać jak wykorzystywanie chrześcijaństwa jako broni do uzasadniania osobistych uprzedzeń. Może być tak ściśle powiązana z ideologią, że wiara staje się tożsamością, skłaniając ludzi do obrony idei za wszelką cenę, nawet do usprawiedliwiania utraty życia niewinnych ludzi. Samolubna ambicja może przybrać formę mizoginii, która postrzega kobiety jako nieposiadające niższy status. Może się ona przejawiać w wykorzystywaniu Biblii do wspierania hierarchii rasowej lub prowadzić do zarozumiałości konfesyjnej. Skupiając się na zewnętrznych wskaźnikach, ignorujemy fakt, że wiele biblijnych zasad odnosi się przede wszystkim do stanu serca.

Intersujący jest zestaw sześciu sposobów rozwiązywania braku jedności: zachęta w Chrystusie, pocieszenie płynące z miłości, wspólnota Ducha, współczucie, miłosierdzie i zgoda. To ważne zasady. Gdyby zostały naprawdę ucieleśnione, świat byłby zupełnie innym miejscem, a dokładniej, Kościół byłby innym miejscem. To ponadczasowe prawdy, które można i należy zastosować do rzeczywistości, w której wszyscy dziś się znajdujemy. Warto wyobrazić sobie Kościół, w którym jedność nie jest narzucana z góry, lecz pielęgnowana przez pokorę, słuchanie i gotowość do skupienia się na tych, którzy zbyt często byli pomijani. Taka wizja wydaje się o wiele bliższa jedności, o którą modlił się Chrystus.

W Flp 2 Paweł wielokrotnie powtarzał wezwanie do jedności, aby podkreślić jej znaczenie. Zwracał uwagę na naukę Jezusa, że prawdziwa wiara objawia się tym, co pochodzi z serca. Paweł wzywał wierzących do praktykowania pokory aby w ten sposób cenić innych bardziej niż siebie, zwracać uwagę na potrzeby i interesy innych oraz przeciwstawiać się egocentryzmowi. W praktyce ten rodzaj jedności pielęgnuje się przez słuchanie i zrozumienie, a nie przez udzielanie odpowiedzi. Paweł był przekonany, że wiele konfliktów wynika z niezrozumienia, a nie z powodu złych zamiarów. Taka jedność jest ostatecznie dziełem Ducha Świętego, który przynosi pokój i harmonię, gdy wierzący wspólnie wzrastają w wierze i w poznawaniu Chrystusa. Apostoł wzywał każdego do codziennego „umierania dla samego siebie”, gdyż tylko taka postawa prowadzi zarówno do przemiany indywidualnych relacji jak i życia całej wspólnoty.

Bardzo cenna jest uwaga w lekcji na poniedziałek: „Często nawet w rozmowie skupiamy się przede wszystkim na naszych odpowiedziach na to, co zostało powiedziane, zamiast skupić si na tym, co mówią inni i wysłuchać ich ze zrozumieniem, aby spojrzeć na daną kwestię z ich punktu widzenia. Nierzadko spór zaczyna się od zwykłego nieporozumienia, którego można by uniknąć po prostu przez aktywne słuchanie. Nie musimy zgadzać się ze wszystkimi, al. Słuchanie i próba zrozumienia stanowiska innych ludzi to pierwszy krok do zdrowej komunikacji między ludzkiej i zaufania.” (32)

Słuchanie wymaga zwolnienia tempa, odłożenia na bok swojego ego i prawdziwego zrozumienia, co druga osoba ma na myśli i dlaczego jest to ważne. Większość konfliktów nie wynika ze złych zamiarów, lecz z niezaspokojonych potrzeb i braku prawdziwego słuchania drugiej osoby. Aby tak się stało należy zwolnić tempo, powstrzymać się od dokonywania oceny i dążyć do zrozumienia uczuć i potrzeb kryjących się za czyimiś słowami. Zgoda nie jest niezbędna do budowania relacji. Zaufanie i pokój budują się nie przez wygrywanie kłótni, ale przez uznanie perspektywy drugiej osoby jako realnej i godnej uwagi. Paweł wzywa, aby osoby wierzące pielęgnowały postawę Jezusa i miały duchowe nastawienie oraz przyjęły nauczanie Ducha Świętego. Prawdziwa przemiana, nie dokonuje się dzięki wysiłkom człowieka, ale wymaga obecności Ducha Świętego, który może odnowić umysł i przemienić serce przez Słowo Boże.

Ludzkie umysły są coraz bardziej kształtowane przez wpływy zewnętrzne, zwłaszcza współczesne media. Chociaż szybko rozwijająca się technologia, która umożliwia dzisiaj bezpośrednią komunikację mózgu z komputerem może przynosić korzyści medyczne, to jednak jak zauważył autor lekcji ciągłe oddziaływanie mediów wpływa na sposób myślenia ludzi, subtelnie kształtując wartości, pragnienia i zachowania. Autor lekcji stwierdził: „Gdy chłoniemy przesłania środków masowego przekazu, świecki sposób myślenia odciska piętno na naszym umyśle i zaczynamy myśleć podobnie.” Taka teza jest jednak problematyczna. Problemem nie są same media, ale brak konkretów w tej lekcji o jakie media chodzi. „Media” zostały przedstawione jako pojedyncza, niebezpieczna siła. W rzeczywistości termin „media” obejmuje wszystko, począwszy od mediów społecznościowych, wiadomości po filmy dokumentalne, sztukę, muzykę, edukację, a nawet treści religijne. Media, w swej istocie, to po prostu komunikacja masowa. Krytykowana forma nie różni się zasadniczo od Jezusa przemawiającego do tłumów na zboczu wzgórza, z tą różnicą, że dziś dysponujemy technologią, która poszerza zasięg.

Czy wszystkie media są rzeczywiście szkodliwe? Oczywiście, że nie. Niektóre media informują, stawiają wyzwanie niesprawiedliwości, wzmacniają głosy ludzi zmarginalizowanych, sprzyjają empatii i pomagają ludziom myśleć bardziej krytycznie. Nie informując jakie media ma na myśli, autor zamienia problem pełen niuansów w niejasne ostrzeżenie moralne. Bardzo szeroko definiuje media i subtelnie wzmacnia fałszywy podział na „media światowe” czyli złe i dobre „wartości duchowe”– bez uwzględniania faktu, że kościoły również wykorzystują media, a przekazy religijne mogą kształtować umysły równie silnie, a czasem nawet w szkodliwy sposób. Prawdziwe pytanie nie brzmi zatem, czy media są złe, ale raczej w jaki sposób są wykorzystywane. Kto je kontroluje? Czyje głosy są w centrum uwagi? Czy prowadzą nas ku prawdzie, współczuciu i sprawiedliwości, czy ku strachowi, konformizmowi i kontroli? Bez tego rozróżnienia ostrzeżenia przed mediami mogą szerzyć strach a nie mądrość i powodują, że zrezygnujemy z cięższej pracy, jaką jest badanie, które wpływy – zarówno świeckie jak i religijne – faktycznie kształtują nas na podobieństwo Chrystusa. Tak ogólna ocena mediów, bez niuansów i zastrzeżeń, jest niebezpieczna, ponieważ przygotowuje ludzi do jeszcze głębszej izolacji. Taka postawa nawiązuje do starego adwentystycznego impulsu do wycofania się, w tym do znanego wezwania do opuszczenia miast i udania się na wieś.

Paweł przedstawił pokorę Chrystusa jako fundament autentycznej jedności wśród wierzących. Gotowość Jezusa do wyrzeczenia się przywilejów ukazuje serce Boga i ustanawia wzór wspólnego życia w Kościele. Jedność jest osiągnięta nie siłą lub uniformizacją, lecz przez pokorę ukształtowaną dzięki ofiarnej miłości Chrystusa.

W podsumowaniu, cytat z książki Michael’a J. Gorman’a Inhabiting the Cruciform God: „Wyrzeczenie się siebie przez Chrystusa ukazuje pełnię tożsamości Boga jako Tego, który daje, a nie zawłaszcza. Posiadanie „usposobienia Chrystusa” oznacza uczestniczenie w życiu którego wzorcem jest krzyż. Takie uczestnictwo jest podstawą autentycznej jedności we wspólnocie ukształtowanej przez krzyż”.



DO PRZEMYŚLENIA

W tym tygodniu przyglądaliśmy się biblijnym podstawom jedności w Kościele. Jedność to siła, jednak świadomość tego faktu nie oznacza, że jedność jest realizowana. Czym jest więc jedność? W jaki sposób Kościół może ją osiągnąć? Łk 12:51-53. Jak pogodzić słowa Jezusa z napomnieniem Pawła które wyartykułował w liście do Filipian 2?

W Flp 2 Paweł kładł szczególny nacisk na jedność wierzących przez oddanie się Jezusowi Chrystusowi. W tym celu Paweł posłużył się wczesnochrześcijańskim hymnem, aby opisać pokorę lub usposobienie jakie posiadał Jezus które jest wzorem do osiągnięcia jedności przez wierzących, którzy są Jego naśladowcami.

Filipian 2:1 W jaki sposób doktryna o „Trójcy” stanowi punkt wyjścia do zrozumienia apelu Pawła o jedność wśród naśladowców Jezusa („wspólnota Ducha”)?

Flp 2:1-3. Jakie czynniki, zdaniem Pawła, prowadzą do rozłamu w Kościele? Jakie rozwiązanie proponuje Paweł? Czy diagnoza Pawła wciąż jest aktualna?

Jakie praktyczne kroki proponuje Paweł, aby wprowadzić miłość i pokorę w Kościele? Jakich rad udzielił w tej sprawie Jezus (J 13,34-35)? W jaki sposób Jezus wyraził swoją miłość do nas? W jakiś sposób „śmierć dla własnego ja” może odegrać rolę w doprowadzeniu nas do miłości, jaką okazywał Jezus?

Flp 2:5-11 Jakie znaczenie posiada poetycki opis charakteru Jezusa? Dlaczego Paweł wykorzystał ten model jako wzór pokory?

Kiedy Jezus mówił o sobie jako o „Dobrym Pasterzu”, przed jakim niebezpieczeństwem chciał ochronić swoich naśladowców? Czy to ostrzeżenie jest nadal aktualne?

W jaki sposób technologia kształtuje nasze umysły we współczesnym świecie? Jakiej rady w tej sprawie mógłby nam udzielić Paweł? Flp 2:5. Jakie usposobienie miał Jezus? Co to znaczy mieć „usposobienie Chrystusa”? Paweł opisał pokorę Chrystusa/Boga. Czy w Bogu istnieje napięcie między pokorą a posiadaniem nieskończonej mocy?

Flp 2:5-8. Jest to piękny opis „usposobienia Chrystusa”. Jakie są rezultaty wprowadzenia tego modelu do naszego umysłu i do naszych procesów myślowych? Co powiedział na ten temat Jezus? (Mt 23:11-12)?

1 Kor 8:2 Co ten werset mówi ludziom wykształconym, którzy są dumni ze swojego poziomu wiedzy?

Czym różni się zdrowe poczucie wartości od pychy?

Jakie są rezultaty braku jedności wśród wyznawców Chrystusa? W jakiś sposób Kościół powinien znaleźć rozwiązanie problemów, gdy pojawiają się nieporozumienia?









Przygotował Jan Pollok

piątek, 16 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Życie i śmierć

Felieton do Szkoły Sobotniej na 17 stycznia 2026

Być może jednym z najbardziej zagadkowych stwierdzeń Pawła na temat duchowego rozwoju w naśladowaniu Jezusa jest tekst z Flp 1:21 „Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem.”. W tym tygodniu stanęliśmy w obliczu tego paradoksu życia duchowego: jak „żyć”, skoro jesteśmy „umarli”?

Autor podręcznika rozpoczyna lekcję w tym tygodniu od filozoficznego stwierdzenia, że śmierć jest wrogiem życia. Jednak takie ujęcie wydaje się płytkie. Śmierć jest z pewnością częścią życia. W rzeczywistości jest nieodłącznym aspektem życia w świecie ukształtowanym przez grzech. Śmierć jest częścią ludzkiej historii, nawet jeśli stanowi zakończenie przeżytego życia. Przez takie stwierdzenie autor chciał pokazać gotowość Pawła do życia i śmierci dla Chrystusa oraz zwrócił uwagę na uwięzienie i cierpienie Pawła, który mimo tortur, fałszywych oskarżeń i trudności troszczył się o Kościół. Opisał Apostoła jako tego, który podobnie jak Jezus był gotowy, aby poświęcić się dla innych.

Warto zastanowić się dlaczego w teologicznej refleksji autora naszej lekcji, cierpienie Pawła jest uświęcone, podczas gdy cierpienia zniewolonych i uciskanych ludzi na przestrzeni dziejów jest minimalizowane lub całkowicie pominięte. Miliony ludzi doświadczyły bicia, uwięzienia i odczłowieczenia, a ich ból nie został zdefiniowany jako święty ani odkupieńczy. Jednak cierpienie Pawła jest wywyższane jako wyjątkowo znaczące. Ponadto nasza lekcja wzmacnia ideę, że życie człowieka zyskuje na wartości dzięki poświęceniu i wytrwałości, a nie dzięki temu, że życie każdego człowieka samo w sobie jest wartością wrodzoną. Porównywanie Pawła do Jezusa w takim kontekście, niesie w sobie sugestię, że poświęcenie się dla innych jest największą miarą wierności. Taką narrację wielu z nas poznaje dopiero teraz i uczy się w jaki sposób zdystansować się do niej.

Autor podkreślił, że cierpliwość i radość Pawła podczas niesprawiedliwego uwięzienia były formą kazania. Taka teza stawia nam poważne pytania etyczne. Co to oznacza w odniesieniu do milionów ludzi niesłusznie uwięzionych, zwłaszcza w systemie więziennictwa ukształtowanym przez rasizm i marginalizację? Czy cierpienie tych ludzi jest również kazaniem? Czy bicie ich jest szlachetne? Czy prześladowanie jest okazją do celebracji tylko wtedy, gdy jesteśmy prześladowani z powodu Chrystusa? Jak zinterpretować cierpienia tych, którzy byli maltretowani ze względu na kolor skóry, płeć czy poglądy? Co z niewolnikami, którzy śpiewali pieśni religijne – negro spirituals - gdy odbierano im dzieci i byli torturowani? Dlaczego cierpienie Pawła jest wyolbrzymione, a cierpienia tamtych ludzi są pomijane?

Ten kontrast ukazuje, jak łatwo można romantyzować prześladowanie, gdy dotyczy kogoś, kogo uważamy za godnego. Właśnie tutaj mentalność prześladowcza staje się szczególnie niebezpieczna: kiedy zaczynamy zakładać, że wszelkie cierpienie jest dowodem wierności lub boskiej łaski, samo cierpienie staje się swego rodzaju duchową walutą. Ból jest mylony z dowodem świętości, a wytrwałość staje się substytutem sprawiedliwości.

Czy powinniśmy gloryfikować prześladowania Pawła? Jego wiara i wytrwałość posiadają wielkie znaczenie, jednak same prześladowania nie robią wrażenia ani nie są z natury chrześcijańskie. Wierności nie mierzy się cierpieniem, którego się doświadcza. Gdyby cierpienie było dowodem świętości, historia wyglądałaby zupełnie inaczej. Idea męczeństwa i kultu męczeństwa w kościele chrześcijańskim posiada głębokie korzenie i doprowadziła do powstania kultu męczenników. Kiedy postawimy cierpienie na piedestale, ryzykujemy, że ochrzcimy krzywdę i stracimy z oczu Chrystusa, który nigdy nie utożsamiał bólu ze świętością i nigdy nie mierzył wartości tym, ile ktoś potrafi „wytrzymać”.

Autor lekcji zwrócił uwagę, że wszyscy wierzący żyją w rzeczywistości wielkiego boju, który dotyczy umysłu, gdzie walka nie toczy się zbrojnie, przy pomocy siły, ale związana jest ze słowami, ideami, wartościami i charakterem. Podczas gdy zło posługuje się strachem, presją, krytyką i manipulacją, chrześcijanie są wezwani do walki w inny sposób, posługując się miłością, cierpliwością, wiernością, uprzejmością, dobrocią, łagodnością, samokontrolą, a przede wszystkim Słowem Bożym, kierowanym przez Ducha Świętego. Słowa Pawła w Liście do Filipian pokazują, że ponieważ Chrystus odniósł już decydujące zwycięstwo na krzyżu, wierzący mogą żyć bez lęku, nawet w cierpieniu czy śmierci.

Jednak język, którym posługuje się autor lekcji gdy mówi o poddaniu się woli Bożej wydaje się niejasny, bez pytania o to, kto definiuje tę wolę ani w jaki sposób ten język był historycznie używany do uciszania głosów ludzi, którzy byli marginalizowani i często służył do ochrony niesprawiedliwych struktur. Cierpienia Pawła zostały wyidealizowane bez zwrócenia wystarczającej uwagi na to, jak wezwania do wytrwałości mogą być zrozumiane przez tych, którzy już znoszą nieproporcjonalne cierpienie. Zwycięstwo Chrystusa na krzyżu zostało w naszej lekcji podkreślane w sposób, który grozi minimalizowaniem trwającej krzywdy lub zniechęceniem do protestu i rozliczania krzywd. Postępując w ten sposób, możemy stracić okazję, by zaangażować się w wielkim boju w taki sposób, który nie tylko wymaga wierności i zaufania, ale także rozeznania, oporu i zwalczania zła wszędzie tam, gdzie się ono zakorzeni, w tym także w instytucjach religijnych.

Kiedy Paweł mówi, że „rozstanie się z życiem i bycie z Chrystusem” jest „o wiele lepsze”, nie naucza, że wierzące osoby po śmierci idą natychmiast do nieba. Paweł rozumie śmierć jako sen, bez świadomości, aż do zmartwychwstania przy powrocie Chrystusa. Autor lekcji zwraca uwagę, że z perspektywy Pawła umieranie oznacza odpoczynek w grobie, po którym nastąpi spotkanie z Jezusem w czasie zmartwychwstania – właśnie na tym polega znaczenie wyrażenia, że „bycie z Chrystusem jest o wiele lepsze”, ponieważ cierpienie i walka się kończą. Jednocześnie Paweł uznaje, że pozostanie przy życiu jest bardziej korzystne dla Filipian, ponieważ pozwala mu nadal ich zachęcać i umacniać. Jego pewność w obu przypadkach jest zbudowana na przynależności do Chrystusa: życie oznacza owocną służbę, a umieranie oznacza spokojny odpoczynek aż do powrotu Chrystusa.

Autor lekcji świadomie wyeksponował adwentystyczną doktrynę na temat śmierci, wykorzystując metodę dowodzenia wersetami biblijnymi przy jednoczesnym, prawdopodobnie nieumyślnym, pominięciu miejsca, w którym moglibyśmy być świadkami niektórych emocji Pawła wyrażonych w formie pisemnej. Czujemy w tym miejscu brak emocjonalnego ciężaru słów Pawła. Autor wyjaśnia, w co Paweł wierzył, ale bardzo szybko pomija to, jak Paweł się czuł. Paweł nie pisze jako systematyczny teolog, spokojnie rozważający doktryny dotyczące śmierci i zmartwychwstania; pisze jak znużony, uwięziony człowiek, który głęboko kocha tę wspólnotę i odczuwa rozdarcie spowodowane z jednej strony tęsknotą za odpoczynkiem a z drugiej, pragnieniem pozostania razem ze wspólnotą wiernych. Gdy skupimy się jedynie na „poprawnym” wyeksponowaniu teologicznej idei, ryzykujemy, że ludzkie pragnienie/emocje, stają się jedynie abstrakcyjnym ćwiczeniem. Właśnie często w takim momencie popełniamy błąd, gdyż stajemy się zbyt „teologiczni”. W naszym wysiłku, by prawidłowo wyeksponować biblijną prawdę, pomijamy element człowieczeństwa Pawła. Nie widzimy jego wyczerpania, czułości, bólu miłości, który sprawia, że przeżywa dylemat wyboru. Właśnie w tym miejscu Paweł mówi o ofiarnej miłości, emocjonalnym zmęczeniu i kosztownej wierności. Czytając Pawła wyłącznie przez pryzmat doktryny, spłaszczamy go. Dopuszczenie jego człowieczeństwa do głosu nie osłabia wiary; wręcz przeciwnie, pogłębia ją, ponieważ przypomina nam, że wiara jest przeżywana w prawdziwym życiu, prawdziwych relacjach i prawdziwym cierpieniu, a nie tylko w poprawnych wyjaśnieniach.

Kolejnym tematem, którym zajmowaliśmy się w tym tygodniu była koncepcję jedności. Autor lekcji zestawił dwa fragmenty z Flp 1:27 oraz z Jn 17:17-19. Jednak promowanej przez niego koncepcji jedności, nie można nazwać jednością, lecz konformizmem. Jest to jedność w wierzeniach i stylu życia, ale nie jedność, która dopuszcza różnice. Tak zinterpretowana jedność nie jest jednością w Chrystusie, która zaprasza ludzi do Chrystusa, ale jednością definiowaną przez przestrzeganie określonych zasad, praktyk i interpretacji.

Nasza lekcja wzmacnia również przekonanie, że bycie dobrym człowiekiem prowadzi czasami do negatywnych reakcji i nienawiści. Z pewnością jest w tym stwierdzeniu ziarno prawdy, warto jednak głębiej je przeanalizować. Według wszelkich logicznych kryteriów Jezus był dobrym człowiekiem i wiemy, że był znienawidzony. Jednak nie tyle był on znienawidzony przez „świat”, ile przez wierzących. Jego odrzucenie nie było spowodowane cechami jego charakteru. Przyczyną nienawiści był fakt, że zburzył on istniejące wcześniej systemy, które zbudowane były na ucisku, wykluczaniu i krzywdzie.

Autentyczna „dobroć” nieuchronnie prowadzi do oporu wobec systemów, które dehumanizują ludzi. Prawdziwe dążenie do dobra niesie ze sobą odwagę kwestionowania szkodliwych wzorców, podważania odziedziczonych przekonań oraz demaskowania praktyk powodujących cierpienie. Ten rodzaj oporu jest często definiowany jako przynoszący podziały lub niebezpieczny, zwłaszcza przez osoby uwikłane w systemy, którym się sprzeciwia. W tym sensie dobroć, która walczy o ludzi, zawsze będzie odrzucana przez tych, którzy czerpią korzyści z utrzymywania władzy, tradycji i kontroli.

Dobroć nie odrzuca ludzi. Odrzuca ich okrucieństwo, które podszywa się pod cnotę. Przedstawianie prześladowań jako nieuniknionego skutku dobroci subtelnie indoktrynuje wierzących, prowadząc ich do pomylenia odpowiedzialności z uciskiem/prześladowaniem. Powstaje w ten sposób narracja, w której bycie kwestionowanym, korygowanym lub wzywanym do krytycznej samooceny jest błędnie interpretowane jako prześladowanie, a nie jako zaproszenie do okazania uczciwości. Jezus został odrzucony nie dlatego, że był dobry, ale dlatego, że sprzeciwiał się systemom, które dehumanizowały innych. Ci, którzy Go odrzucili, bronili swojego autorytetu i wąskiej definicji sprawiedliwości.

Czwartkowa lekcja dodatkowo wzmacnia przesłanie dotyczące jedności. Autor stwierdza, że brak jedności jest zgubny, i powołuje się na słowa Jezusa z Mk 3:25 „Jeśliby dom sam w sobie był rozdwojony, to taki dom nie będzie mógł się ostać.” (BW). Po raz kolejny mowa tu nie o jedności, lecz o konformizmie. Niebezpieczeństwo tego języka jest subtelne i właśnie dlatego tak dobrze prosperują różnego rodzaju bańki informacyjne. Uczą one ludzi, że kwestionowanie, podważanie lub wątpienie uwłacza Bogu, zamiast uznawać te praktyki jako niezbędne do budowania wiary na uczciwym gruncie.

Zawsze zachowuję ostrożność, gdy środowiska religijne używają języka, którym próbują zdefiniować, czym jest jedność. Taki język bardzo często służy do definiowania doktryny i udzielania odpowiedzi na pytania, a nie do pogłębiania wiary. Religijne instytucje często manipulowały programami, definiując pewne priorytety jako istotne dla zachowania „jedności”, zwłaszcza wtedy, gdy pojawiały się obawy, żale lub trudne pytania dotyczące szkodliwych praktyk lub niesprawiedliwych decyzji. Taki język był czasami używany, aby usprawiedliwić duchową przemoc oraz tworzenie niezdrowego środowiska. W takich sytuacjach język jedności może zmienić się na przymusowy, a ludzie, którzy go używają kładą nacisk na milczenie, zniechęcają do badania i określają różnicę zdań jako nielojalność, a nawet jako coś, co jest duchowo niebezpieczne. Ci którzy są na tyle odważni, że potrafią zadać trudne pytania są unikani, a teza o zagrożeniu jedności jest pretekstem do pozbycia się czarnej owcy, która powoduje „podział”. Kiedy koncepcja jedności, przekazywane poselstwo oraz misja są tak ściśle ze sobą splecione, że kwestionowanie któregokolwiek z nich jest traktowane jako podział, jedność staje się nieodróżnialna od konformizmu. Nacisk na prześladowania i cierpienie dodatkowo komplikuje tę dynamikę, ponieważ może spowodować, że osoby wierzące będą interpretować stawianie oporu, rozliczanie lub korektę jako ataki na wiarę, a nie jako zachętę do uczciwości i zdrowia wspólnoty.

Kiedy krytykę, opór lub odpowiedzialność określa się jako „podział”, a nie jako niezbędny wyraz wspólnego człowieczeństwa, rany pozostają otwarte, a cierpienie staje się niewidoczne. Dzieje się tak zarówno świecie polityki jak i w naszych instytucjach religijnych. Kiedy ludzie zadają trudne pytania, nie odrzucają w ten sposób ani jedności ani miłości. W ten sposób wzywają ludzkość do bycia lepszą – wzywają do prawdziwej jedności w naszej różnorodności. Dotyczy to nie tylko życia obywatelskiego, ale także kościołów. Prawdziwa jedność odrzuca konformizm wobec systemów, które powodują powtarzające się szkody. Autorzy biblijni konsekwentnie ujmują jedność jako coś zakorzenionego w miłości, prawdzie i wzajemnej godności, a nie w milczeniu czy przymusie (Jn 17,21–23; Ef 4,1–3). Ten rodzaj jedności nie chroni władzy dla niej samej, ale dąży do wierności Chrystusowi poprzez odmowę zagłuszania prawdy w imię stabilności i odmowę poświęcenia ludzkiej godności dla pozoru pokoju.

Wezwanie do jedności w Kościele nigdy nie oznaczało uniformizacji i nigdy nie było proste. Ellen White ujęła to w następujący sposób: „Chrześcijaństwo nigdy nie było podzielone na różne wyznania, tak jak obecnie. Skoro dary duchowe [apostołowie, prorocy, ewangeliści, pastorzy i nauczyciele (Ef 4:11-13)] były niezbędne do zachowania jedności Kościoła wczesnochrześcijańskiego o ileż bardziej są konieczne, by przywrócić jedność dzisiaj! (Early Writings, 140). Jest to bardzo mocne przypomnienie, że aby jedność miała sens, musi akceptować pełną różnorodność Ciała Chrystusa. Ta różnorodność może na pierwszy rzut oka wydawać się przyczyną podziałów, ale różnice są kluczowe. Sam Chrystus jest głową, my jesteśmy ciałem, a wszystkie części ciała wyglądają i funkcjonują inaczej. Jak przypomina nam Paweł w 1 Koryntian 12, gdybyśmy wszyscy byli jedną częścią ciała, ciało nie byłoby ani kompletne, ani funkcjonalne.



DO PRZEMYŚLENIA

Co Paweł mógł mieć na myśli, wypowiadając stwierdzenie Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem(1:21)? Czego dowiadujemy się z takiej koncepcji na temat „jedności” między niebem a ziemią? Dlaczego Paweł zdecydował się, aby przedstawić ten paradoks w swoim liście do wierzących w Filippi? Jakie znaczenie posiadają te słowa w kontekście kosmicznego konfliktu? Jak pogodzić stwierdzenie Pawła dotyczące bycia z Chrystusem w chwili śmierci z adwentystycznym poglądem na śmierć? Jakie praktyczne znaczenie posiada adwentystyczny pogląd na śmierć?

Wydaje się, że Paweł mniej przejmował się wynikiem swojego procesu przed sądem rzymskim, a bardziej tym, co w razie jego śmierci stanie się z jego kościołem. Czy taka teza ma uzasadnienie? Czy taka koncepcja mogła dodać otuchy, czy zniechęcała członków kościoła w Filippi? Dlaczego tak lub dlaczego nie? Dlaczego Pawłowi zależy na wywyższaniu Chrystusa, a nie Ojca? Jak „wywyższać Chrystusa” w dzisiejszym świecie?

W jaki sposób śmierć Pawła z powodu głoszenie zmartwychwstania Jezusa miałaby pomóc w wyjaśnieniu „jedności” między ziemią a niebem do której dąży Bóg? Innymi słowy, w jaki sposób paradoks, który Paweł opisał w Flp 1:21, wzmacnia ideę „jedności” między niebem a ziemią?

Autor lekcje podkreślał, że „prawda” jest niezbędna do zachowania jedności w Kościele. W jaki sposób „prawda” wpływa na jednostki i społeczności, które są zjednoczone w wierze? Czy sama prawda przygotowuje wierzących na powrót Jezusa?

2 Kor 11:23-28. Uwięzienie w Filippi nie było pierwszym w życiu Pawła? Dlaczego Paweł wspomina o swoim cierpieniu? Paweł jest przykładem ważności tezy, że „wszyscy, którzy żyją pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą” (2 Tm 3:12). W jaki sposób Mt 5:43-48 pomaga wyjaśnić ideę o pozytywny nastawieniu do tych, którzy prześladują wierzących?

2 Kor 10:3-5. W jaki sposób ten fragment pomaga wyjaśnić szersze tło związane z konfliktem kosmicznym? Czy posiadasz osobiste doświadczenia związane z konfliktem kosmicznym?

Flp 1:25-27. Jakie jest znaczenie wezwania Pawła do bycia „godnymi Ewangelii”? Jakie cechy posiadają obywatele Bożego królestwa przedstawiony przez Jezusa w Mt 5:3-10? W jaki sposób takie cechy sprzyjają jedności Kościoła (Ef 1:9-10)? Dlaczego czasami czujemy urazę do ludzi, którzy wydają się „zbyt dobrzy”?

Flp 1:28-30. W jaki sposób brak lęku w życiu wierzącej osoby jest znakiem jej zbawienia i znakiem zniszczenia jej przeciwników?

W jaki sposób wyjaśnić biblijną naukę o śmierci komuś, kto wierzy, że Paweł i inni zmarli chrześcijanie są już teraz „z Chrystusem” w niebie?

Paweł oddaje zarówno swoje życie, jak i śmierć pod panowanie Chrystusa. Życie nabiera sensu przez wierną służbę, podczas gdy śmierć traci swoją przerażającą moc, ponieważ prowadzi do obecności Chrystusa. Ta chrystocentryczna wizja jednoczy niebo i ziemię, i zakotwicza nadzieję ponad okolicznościami w danej chwili. Wierzący, którzy podzielają tę perspektywę, są wolni, by żyć razem odważnie i ofiarnie.

Przygotował Jan Pollok