piątek, 3 lipca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Działalność Pawła w Koryncie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 4 lipca 2026

W tym kwartale skupimy się na Pierwszym i Drugim Liście do Koryntian. Bardzo lubię studiować poszczególne księgi biblijne przez pryzmat teologii biblijnej a nie teologii systematycznej. Lektura danej księgi biblijnej w jej oryginalnym kontekście pozwala poznać ją i zrozumieć tak jak zamierzał to uczynić autor księgi. Wiele wyzwań stojących przed Kościołem w czasach Pawła nie różni się wiele od wyzwań, z którymi Kościół zmaga się dzisiaj.

Paweł rozpoczyna List do Koryntian, przedstawiając się jako „apostoł Jezusa Chrystusa, powołany z woli Boga”. Autor lekcji zawraca uwagę, że przekonanie Pawła co do powołania przez Boga były tak silne, że większość swoich listów rozpoczynał właśnie w ten sposób. O Pawle często mówi się i interpretuje jego działalność w sposób heroiczny. Wielu przywódców religijnych przedstawia go jako ideał, jako płodnego pisarza, obdarzonego intelektem, charyzmatycznego, wpływowego i uprzywilejowanego. Jednak, kiedy myślimy o Pawle jako pisarzu, a zwłaszcza o jego wstępach do listów, nie sposób pominąć refleksji na temat jego historii. Po pierwsze, pewność, z jaką Paweł mówi o powołaniu przez Chrystusa, jest tą samą pewnością, z jaką uczestniczył w prześladowaniach i mordowaniu chrześcijan. Był wtedy pewien, że czyni to, do czego powołał go Bóg. Jaką osobą tak naprawdę był Paweł?

Oczywiście nie chcę umniejszać historii i szczerości nawrócenia Pawła. Wręcz przeciwnie, jest coś pięknego w przemianie, jaka dokonała się w jego życiu. Jednak nie można pominąć refleksji na temat ciągłości jego charakteru. Paweł posiadał zarówno zdolność, jak i przyzwolenie, by iść przez życie z pewnością siebie, niezależnie od tego, czy miał rację, czy się mylił. Ten sam Paweł, który z przekonaniem głosił swoje apostolstwo, był kiedyś przekonany, że prześladowanie chrześcijan jest słuszne. To nie umniejsza jego powołania, ale przypomina nam, że sama pewność nie jest dowodem prawdy.

Paweł przekazał potężne świadectwo, gdy spotkał Boga i zdecydował się, aby wybrać nową drogę. Jednocześnie warto pamiętać, że towarzyszyły mu różne przywileje w jego świecie. Prawdopodobnie dzisiaj Paweł również byłby uważany za uprzywilejowanego człowieka. Dlatego, rozpoczynając studiowanie Listu do Koryntian, warto pamiętać o Pawle nie tylko jako o bohaterze lub tytanie pracy i misji, ale także jako o człowieku, o jego ograniczeniach, przekonaniach, słabych i mocnych stronach oraz o tym jak kształtowały one sposób, w jaki Paweł rozumiał Boga i otaczający go świat.

Jedną z wielkich zalet Biblii jest ta, że nie została on spisana za pośrednictwem autorów, którzy nie byli ludźmi bez skazy. Bóg zawsze posługiwał się ludźmi takimi jakimi oni byli i którzy nieśli ze sobą zarówno mądrość, jak i słabości, pewność i rozwój, przemianę i nieustanną walkę. Czytelnicy Biblii bardzo często idealizują zarówno bohaterów jak również autorów biblijnych.

W tym kwartale spróbujemy spojrzeć na Pawła z innej perspektywy: z perspektywy Kościoła w Koryncie i wyzwań, przed którymi stała tamta wspólnota wiary, która próbowała wyznawać chrześcijaństwo w skomplikowanym świecie.

Lekcja rozpoczyna się od opisu działalności Pawła w Atenach i Koryncie podczas



2


jego drugiej podróży misyjnej. Czekając na Sylasa i Tymoteusza w Atenach, Paweł rozmawiał z ludźmi w synagodze, na agorze oraz Areopagu, dzieląc się historią o Jezusie z każdym, kto chciał go słuchać. Po przybyciu do Koryntu stosował ten sam zwyczaj rozpoczynając najpierw od synagogi, nauczając i przemawiając do Żydów, a następnie do pogan. Gdy Sylas i Tymoteusz dołączyli do niego, Paweł poświęcił się całkowicie głoszeniu Ewangelii.

Korynt był bogatym, strategicznie położonym miastem, które było jednym z głównych ośrodków handlu w świecie rzymskim. Miasto posiadało dwa porty, tutaj krzyżowały się główne szlaki handlowe umożliwiając wymianę kulturową. Prawdopodobnie był to jeden z powodów, dla których Paweł wybrał właśnie to miasto jako bazę dla swojej działalności. Korynt charakteryzował się różnorodnością religijną. Ludzie czcili wielu różnych bogów. Bałwochwalstwo, konkurujące systemy wierzeń, ambicje ekonomiczne i pytania o etykę były nieodłączną częścią codziennego życia, a niemoralność seksualna była wpleciona w jego kulturę. To właśnie w takim środowisku Paweł przeżył półtora roku, budując relacje, utrzymując się z produkcji namiotów i dzieląc się historią o Jezusie. Autor lekcji zwrócił uwagę, że wiele wyzwań, z którymi mierzył się Paweł, prawdopodobnie nie różni się od tych, z którymi mierzymy się dzisiaj. Paweł był gotowy, aby wykorzystać każdą okazję do dzielenia się swoją wiarą i kreatywnego myślenia o tym, jak przekazywać ewangelię w trudnych warunkach.

Korynt był dynamicznym miastem napędzanym przez handel, status, wpływy, przyjemności oraz konkurujące światopoglądy. Dzisiaj, przynajmniej w świecie zachodnim żyjemy w kulturze ukształtowanej przez bardzo podobne czynniki. Zamiast świątyń Afrodyty mamy algorytmy mediów społecznościowych, które przyciągają naszą uwagę i pożądanie. Zamiast świątyń dla różnych bogów, angażujemy się w społeczne i polityczne ideologie. Przeznaczamy czas na robienie kariery, zdobywanie bogactwa i sukcesów oraz budowanie pewności siebie. Żyjemy w świecie, w którym każdy zdaje się głosić inną prawdę o tym, co znaczy być człowiekiem i jak powinno się żyć.

W roku 2026 szczególnie istotna wydaje się rosnąca wokół nas polaryzacja. Niezależnie od tego, czy chodzi o politykę, religię, rasę, płeć, edukację, czy konflikty międzynarodowe, ludzie coraz częściej zamykają się w swoich obozach i informacyjnych bańkach. Wydaje się, że Korynt również był spolaryzowanym miastem, a jednym z największych wyzwań Pawła było nauczenie ludzi, jak żyć razem pomimo różnic. Być może jedną z najbardziej aktualnych lekcji płynących z Listu do Koryntian jest wyzwanie, jak ucieleśniać Chrystusa w kulturze, która nagradza oburzenie, pewność siebie i podziały.

Narastające rozczarowanie religijne powoduje, że wielu ludzi nie tyle odrzuca dzisiaj Boga, ile raczej kwestionuje instytucje, przywódców i systemy, które ich zawiodły. W takim kontekście problemy korynckiego społeczeństwa wydają się być zaskakująco „współczesne”. Paweł głosił ludziom, którzy dźwigali bagaż doświadczeń, konkurencyjne przekonania religijne, złożoność moralną oraz głębokie pytania o to, jak żyć. Czy nie są oni bardzo podobni do ludzi, którzy spożywają swoje posiłki i siedzą razem z nami przy stole, którzy pracują obok nas i mieszkają po sąsiedzku. Być może List do Koryntian ma nam do powiedzenia więcej niż nam się wydaje.

Warto zwrócić uwagę na kontekst społeczny Koryntu. Fakt, że to miasto



3


charakteryzowało się dobrobytem, jest szczegółem, którego nie należy pomijać, ponieważ posiada on znaczenie również dzisiaj. W mojej pracy na różnych kontynentach zauważyłem, że Bóg, który pojawia się w każdej wspólnocie, często wygląda zupełnie inaczej

Na przykład adwentyzm, który obserwowałem w Stanach Zjednoczonych różni się od adwentyzmu, którego doświadczyłem w Australii czy w Europie. Sposób, w jaki Bóg jest pojmowany w społeczności adwentystów czarnoskórych, historie, które są tam podkreślane, sposób egzegezy tekstów biblijnych oraz sposób, w jakie ludzie odnoszą się do Boga, znacząco różnią się od nabożeństw zdominowanych przez ludzi białych lub społeczności wielokulturowe.

Nie chcę przez to powiedzieć, że Bóg się zmienia. Raczej, Bóg jest przedstawiany inaczej w zależności od tego, kto kształtuje narrację. Dlatego świadomość, że Korynt był nie tylko miastem naznaczonym podziałami, ale także dobrobytem, pomaga nam lepiej zrozumieć tak wiele z tego, o czym Paweł pisze w obu swoich listach do Koryntian. Kontekst ma znaczenie, ponieważ kształtuje pytania zadawane przez ludzi, kształtuje bożki, których się kurczowo trzymają, i założenia, które wnoszą do wiary.

Czy zamożność mieszkańców Koryntu odegrała rolę w powstawaniu podziałów w kościele? Być może bogactwo, wykształcenie, wpływy lub status społeczny wzmacniały pewność siebie, która pozwalała ludziom popierać konkretnych przywódców. Być może członkowie społeczności poruszali się pewnie i śmiało ze względu na pozycję, jaką zajmowali w swoim świecie. Być może ich pozycja w społeczeństwie ułatwiała im definiowanie siebie poprzez grupy, do których należeli i głosy, za którymi podążali.

Jako ludzie ciągle się rozwijamy, zdobywamy nowe doświadczenia w różnych obszarach naszego życia. Temu rozwojowi niestety nie zawsze towarzyszy rozwój sfery religijnej i naszego wyobrażenia, kim jest Bóg. To powoduje, że dany system religijny staje się ciasny, ponieważ nie udziela odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Dlatego niektórzy ludzie zwłaszcza młodzież, odchodzą od kościoła, nie dlatego że odrzucają Boga, ale wersja Boga, której zostali nauczeni nie zaspokaja ich intelektualnego głodu. Być może zmiana miejsca w którym przeżywamy nabożeństwa, czytanie innych autorów, słuchanie innych głosów lub doświadczanie wiary w innej społeczności może pomóc odkryć, że Bóg, który kiedyś wydawał się tak odległy, faktycznie nigdy nie był mały. To narracja wokół Boga była zbyt mała. Czasami rozszerzenie głosów, którym pozwalamy przemówić w naszej wierze, poszerza naszą zdolność dostrzeżenia Boga, który był i jest z nami przez cały czas. Bóg się nie zmienia, ale sposób, w jaki jest przedstawiany, często się zmienia. To stwierdzenie jest prawdziwe, nie tylko w różnych kulturach, kościołach, ale nawet poszczególnych rodzinach. Ilu z nas przez całe lata, przyjmowało lub odrzucało obraz Boga, który został ukształtowany bardziej przez otaczających nas ludzi niż przez spotkanie z samym Chrystusem.

Paweł nie został przyjęty w Koryncie przez Żydów tak dobrze, jak się spodziewał. Co to znaczy, że Paweł chciał być dobrze przyjęty? Dlaczego czuł się rozczarowany? Czy był w tym element poczucia wyższości? A może był to skutek uboczny strachu? Być może Paweł zdawał sobie sprawę z ciężaru swojej przeszłości. Być może nosił w sobie głębokie poczucie wstydu lub to, co gdzie indziej opisał jako cierń w ciele.



4


Być może zmagał się z lękiem społecznym lub martwił się o to, jak jest postrzegany. Możliwe też, że przyzwyczaił się do bycia przekonującym i szanowanym, przez co odrzucenie było dla niego szczególnie bolesne, zwłaszcza po tym co przeżył nieco wcześniej w Atenach. Pismo Święte nie mówi nam dokładnie, co Paweł czuł, ale mówi nam, że Bóg spotkał się z nim w tamtej chwili.

Niezależnie od emocji które były przyczyną zniechęcenia, Bóg uspokoił Pawła. Moim zdaniem uspokojenie nie polegało jedynie na tym, że Bóg pomógł Pawłowi stać się lepszym kaznodzieją. Bóg po prostu zainwestował w głębszą relację z Pawłem. Często patrzymy na ludzi, których uważamy za filary w służbie dla Pana, takich jak Paweł, i zakładamy, że ich najwyższym powołaniem jest praca dla innych. Ważne jest jednak, aby pamiętać, że zapraszanie ludzi do relacji z Bogiem nie jest ważniejsze niż nasza własna relacja z Nim. To prawda, że Paweł głosił ewangelię, zakładał kościoły i nauczał, ale wszystko to byłoby puste, gdyby nie pogłębiał swojej więzi z Bogiem.

Chwile takie jak ta, w których głęboko ludzkie doświadczenie odrzucenia spotyka się z czułością Bożego pocieszenia, przypominają nam, że wciąż potrzebujemy mocnych, osobistych relacji z Bogiem. Mimo wszystkich sposobów, które wykorzystywał Paweł, aby prowadzić innych do Chrystusa, sam nadal potrzebował Chrystusa, który go wspierał. Żadna służba nie zastąpi potrzeby bycia osobiście znanym i kochanym przez Boga. To skłania mnie do postawienia jeszcze innego pytania, jak często patrzymy na świat i ludzi wokół przez pryzmat frustracji, a nie współczucia. W czasach, gdy łatwo jest definiować ludzi na podstawie ich poglądów politycznych, przekonań, stylu życia czy postów w mediach społecznościowych, być może Bóg zaprasza nas, abyśmy spojrzeli poza etykiety i przypomnieli sobie, że każdy człowiek jest kimś, kogo On głęboko kocha.

Zazwyczaj czytamy Pawła przede wszystkim jako teologa, ale zanim zaczął pisać listy, był duszpasterzem. Kiedy Bóg powiedział do Pawła: „Nie bój się bo mam wielu wiernych w tym mieście”, nie słyszę Boga po prostu zachęcającego Pawła do cięższej pracy. Słyszę Boga troszczącego się o Pawła w jego zniechęceniu. Przypomina mi to, że nawet ktoś tak wpływowy jak Paweł nigdy nie wyrósł z własnej potrzeby, bliskiej, intymnej relacji z Bogiem.

Historia Pawła przypomina nam, że zniechęcenie nie jest przeciwieństwem wierności. Nawet jeden z największych misjonarzy chrześcijaństwa chciał zrezygnować. Są chwile, kiedy służba, relacje, praca, rodzicielstwo, a nawet po prostu staranie się postępować właściwie, mogą być wyczerpujące. Czasami Bóg wzywa nas do wytrwałości, ponieważ wciąż jest praca do wykonania, której jeszcze nie dostrzegamy. Innym razem mądrość wzywa nas do odejścia od niezdrowych sytuacji. Obyśmy mieli boskie rozeznanie, by odróżnić jedno od drugiego.


DO PRZEMYŚLENIA

Dlaczego ludzie piszą listy? Dlaczego w dzisiejszym społeczeństwie ludzie piszą e-maile i SMS-y?

Dz 18:1-3. W czasie pobytu w Koryncie Paweł pracował u Akwili i Pryscylli, przy produkcji namiotów. Produkcja namiotów w I wieku n.e. opierała się głównie na produktach pochodzenia zwierzęcego. Rzemieślnicy pracowali z cilicium (trwałą,



5


wodoodporną tkaniną z koziej sierści) lub grubymi, natłuszczonymi skórami, takimi jak skóra cielęca i kozia. Materiały te pocięte na standardowe panele, nakładano na siebie i zszywano ze sobą za pomocą szydeł i grubych nici. Czy twoim zdaniem praca zarobkowa Pawła była zaletą jego misyjnej działalności czy raczej przeszkodą?

1 Kor 5:9-11; 8:4. Co możemy wywnioskować z tych tekstów na temat gospodarki, moralności i życia religijnego w Koryncie? Paweł stanął przed wyzwaniem, jakie stanowiło bałwochwalcze i rozwiązłe społeczeństwo. Jakie wyzwania współczesnej kultury utrudniają dzielenie się ewangelią?

1 Kor 16:5-9; 1:11-13; 7:1; 2 Kor 10:9. Co te wersety mówią nam o sytuacji w Koryncie i dlaczego Paweł napisał ten list?

Dz 17:16-34. Gdzie był Paweł przed przybyciem do Koryntu i co tam robił? Czym jego kazanie w Atenach różni się od tego, które wygłosił w Tesalonikach (Dz 17:1-3)?

Dz 18:4-11. Na czym polegała praca misyjna Pawła w Koryncie? Czego możemy się nauczyć z działalności misyjnej Pawła w Atenach i Koryncie na temat wykorzystywania różnych okazji do głoszenia ewangelii?

1 Kor 1:1; 2 Kor 1:1. Jakie dwa elementy służby Pawła zostały podkreślone w tych fragmentach? Jak rozpoznać, czy jesteś powołany przez Boga, czy przez innych ludzi? Jaki jest związek między tymi dwoma rodzajami powołań? Dlaczego Bóg powołuje daną osobę, a nie inną? Jakie jest twoje powołanie i skąd wiesz, że jest to właśnie twoje powołanie?

Dz 18:4-8. Jakie były rezultaty pracy Pawła w Koryncie?

Dz 18:9-10. W jaki sposób wyzwania, przed którymi stanął Paweł w Koryncie wpłynęły na jego samopoczucie? Co zrobił Bóg, aby zmienić jego nastawienie? Czy zdarzały się w Twoim życiu chwile, kiedy rozczarowanie i zniechęcenie były faktycznie wskazówkami, aby dokonać pozytywnej zmiany?

Paweł był przekonany, że jest apostołem Jezusa i że jego powołanie pochodzi od Boga. Jak ważne jest twoje osobiste przekonanie, o tym kim jesteś i gdzie możesz najlepiej służyć?

Kultura jak panowała w Koryncie miała wpływ na wierzące osoby, które tam mieszkały. Czy można być w świecie i jednocześnie nie ulegać wpływom świata?

Członkowie kościoła w Koryncie byli pod silnym wpływem otaczającej kultury. Czy można żyć w świecie, a jednocześnie nie ulegać jego wpływowi?

Zdumiewające jest, że Paweł nazywa wierzących w Koryncie, pomimo wszystkich ich problemów i nieszczęść, „świętymi”. W świetle tego, jak zdefiniować, kim jest święty?

W którym momencie kościół przestaje być kościołem chrześcijańskim? Czy uważasz, że kościół w Koryncie, gdyby istniał dzisiaj, zostałby przyjęty do wspólnoty kościołów chrześcijańskich, czy też zostałby rozwiązany, ponieważ nie można go już nazwać chrześcijańskim?





6




piątek, 26 czerwca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Ku wieczności

Felieton do Szkoły Sobotniej na 27 czerwca 2026

W ubiegłym tygodniu zajmowaliśmy się problemem świadczenia o Jezusie, na czym ono polega i jaki jest jego skutek. Zwróciliśmy uwagę na to, jak łatwo jest uczynić służbę i świadczenie miarą naszej duchowej wartości. Wielu ludzi wciąż uważa, że więcej służby, więcej głoszenia, więcej poświęcenia lub więcej aktywności zbliży ich do Boga. Warto jednak mocno podkreślić jak ważne jest rozróżnienie, czy nasze świadczenie i służba są korzeniem naszej relacji z Bogiem czy też jej owocem. Jeśli służba staje się sposobem na zdobycie akceptacji, szybko staje się uciążliwa i transakcyjna. Natomiast jeśli służba wyrasta ze świadomości, że już jesteśmy kochanymi, akceptowanymi i umiłowanymi dziećmi Boga, to staje się czymś zupełnie innym. Służba nie tyle staje się okazją do udowodnienia Bogu jak bardzo się staramy, ale jest raczej uczestniczeniem w miłości, którą już otrzymaliśmy.

Autorka lekcji podkreślała mocno fakt, że żyjemy w świecie naznaczonym niepewnością, cierpieniem i znakami końca, dlatego zachęcała nas do wzmocnienia relacji z Bogiem w kontekście zarówno kruchość życia, jak i ciągłej potrzeby Bożej łaski i podkreślała wagę dbania o to, by nasza relacja z Bogiem była silna. Choć na pierwszy rzut oka brzmi to rozsądnie, równocześnie jednak przenosi uwagę z wierności Boga na nasze działanie. Zaczynam się zastanawiać: skąd mam wiedzieć, czy moja relacja z Bogiem jest wystarczająco silna? Wystarczająco silna - na co? Na czasy ostateczne? Na zbawienie? Na trudne okoliczności? Wystarczająco silna - dla kogo? Boga? Dla mnie? Kiedy te pytania pojawiają się w naszych dyskusjach, wiele osób zaczyna oceniać siebie. Czy modlę się wystarczająco dużo? Czy czytam wystarczająco dużo? Czy ufam wystarczająco mocno? Czy jestem wystarczająco nowonarodzoną osobą? Nagle akcent subtelnie przesuwa się z „pochwycenia nas” przez Boga na nasze uchwycenie Boga. Taka perspektywa budzi raczej niepewność i niepokój niż poczucie bezpieczeństwa. Lęk wynikający z próby bycia wystarczająco silnym, by zasłużyć na Bożą łaskę, jest niepotrzebnym i narzuconym sobie ciężarem. Próba bycia wystarczająco silnym, by zapewnić sobie zbawienie lub niebo, powoduje, że całe nasze życie staje się okresem zmagań, ponieważ te cele są ostatecznie nieosiągalne. Gdyby były to zadania, które moglibyśmy wykonać sami, nie potrzebowalibyśmy Chrystusa, który musiał przyjść i umrzeć za nasze grzechy.

Ożywienie w naszym duchowym życiu jest piękną koncepcją, niestety często jest przedstawiane jako coś, co my musimy wykonać lub co musimy utrzymywać. Wiele biblijnych przykładów pokazuje jednak, że to Bóg jest inicjatorem przebudzenia i ożywienia. W księdze Jeremiasza 31, Bóg nie mówi: „Upewnij się, że trzymasz się Mnie wystarczająco mocno”. Mówi raczej :Miłością wieczną umiłowałem cię, dlatego tak długo okazywałem ci łaskę.” Podstawą naszych relacji jest Boża inicjatywa, a nie nasza stałość.

Co to znaczy mieć „silną więź” z Bogiem. Czy mierzona jest ona liczbą godzin poświęconych nabożeństwu; pewnością wiary; bliskością emocjonalną; uczęszczaniem do kościoła? Refleksja nad tymi pytaniami może prowadzić do wyidealizowanego obrazu duchowości, który prowadzi do poczucia nieadekwatności. Niektóre z najsilniejszych relacji z Bogiem opisane w Biblii miały miejsce w okresach zwątpienia, żalu, wątpliwości i zmagań. Historia Hioba, Dawida, Jeremiasza, a nawet Jezusa w Getsemane niekoniecznie pasuje do naszego



2


współczesnego wyobrażenia osoby, która czuje się duchowo silna.

Być może lepszym pytaniem byłoby: „Czy ufam relacji jaką Bóg posiada ze mną?”. Pytania dotyczące naszych relacji z Bogiem mogą dotyczyć albo ludzkiego wysiłku związanego z budowaniem tych relacji lub nacisk może być położony na rolę Bożego charakteru w naszych relacjach z Nim. Wracając do fragmentu z księgi Jeremiasza, to Bóg jest tym, który okazuje inicjatywę. Nasza rola polega na odpowiedzeniu na Jego inicjatywę. Dlatego Psalm 80 jest piękną modlitwą zaufania: „Odnów nas i rozjaśnij oblicze swoje”. Autor Psalmu nie próbuje stworzyć ożywienia, lecz prosi Boga, aby to On się objawił. To stanowi zasadniczą różnicę.

Jak na ironię, kiedy jesteśmy zajęci utrzymywaniem silnej relacji z Bogiem, zaczynamy skupiać się na sobie i wpadamy w pułapkę bałwochwalstwa, mimo że wszystko dotyczy czasu poświęconego dla Boga. Kiedy skupiamy się na wierności Boga, Jego miłości, Jego pragnieniu i Jego łasce, autentyczna relacja pogłębia się w sposób naturalny. Właśnie w tej autentycznej przestrzeni budowane są silne relacje. Należy podkreślić, że autentyczność oznacza szczerość i pokazywanie siebie takimi jakimi jesteśmy. Jeśli Ten, który nas poszukuje, już zainicjował ten proces, nasze „zadanie” polega na tym, aby przyjąć Jego ofertę i odpocząć w tym, że nazwał nas „umiłowanymi”.

Czasami można mieć wrażenie, że chrześcijańska kultura nie zapewnia przestrzeni, w której istnieje prawdziwy pokój i zadowolenie. Wiele elementów języka, którym posługuje się chrześcijaństwo nie pozwala nam po prostu istnieć w obecności Boga. Zawsze jest jakiś ruch, jakieś zmaganie, zarabianie, praca i doskonalenie. Zawsze jest w nas coś, co wymaga naprawy, coś czym trzeba się zająć lub przeorganizować. Nieustannie staramy się coś udowodnić Bogu, naszym społecznościom i sobie samym. Ciągle pojawiają się kolejne wezwania do odnowy i reformacji. Czy nie jest to sprzeczne z zamysłem Boga, który przekazuje nam swoje idee od samego początku? W czasie stwarzania Bóg ustanowił obfitość i odpoczynek. Przekaz o stworzeniu przedstawia Boga, który odpoczywa siódmego dnia. Można więc zapytać: Co dokładnie wykonali Adam i Ewa, co wymagało odpoczynku? Przecież dopiero zostali stworzeni. Praca została dla nich wykonana. Jednak odpoczynek był tak ważny, że autor biblijny postanowił wpleść go w pierwsze doświadczenie człowieka. We współczesnej kulturze chrześcijańskiej dzieje się coś dokładnie przeciwnego - za wszelką cenę unikamy odpoczynku. W kulturze chrześcijańskiej osoby wierzące utrzymywane są w stanie ciągłego duchowego alertu.

Jak to będzie, gdy w końcu staniemy twarzą w twarz z Chrystusem w przyszłości. Warto pomyśleć, czy rozpoznalibyśmy Go, gdybyśmy spotkali Go twarzą w twarz dzisiaj. Czy bylibyśmy jak Marta tak zajęci pracą i służbą, że przegapilibyśmy zaproszenie, aby po prostu być z nim? Może bylibyśmy w stanie rozpoznać, kim on jest i usiąść u jego stóp, tak jak uczyniła to Maria? Co ważniejsze, czy rzeczywiście poznałem osobiście, kim jest Chrystus, czy też dowiedziałem się o Nim jedynie przez pryzmat Ellen White, adwentystycznej doktryny lub interpretacji, które pochodzą od innych osób?

Czy jest możliwe, że Bóg przeszedłby obok mnie, a ja byłbym nieświadomy tego faktu? Czy czułbym się niekomfortowo ze względu na sposób, w jaki podchodzi on do wiary i religii? Czy miałbym trudności z rozpoznaniem go, ponieważ nie pasuje idealnie do moich oczekiwań i założeń, które na jego temat zbudowałem? Takie



3


pytania skłaniają mnie do zastanowienia się, czy jest możliwe, że wielu wierzących przygotowuje się na spotkanie z Bogiem pewnego dnia w przyszłości, nie ucząc się Go rozpoznawać dzisiaj. Istnieje różnica między wiedzą o tym, co inni powiedzieli o Bogu i Jezusie, a poznaniem Go osobiście. Gdy bliżej przyjrzymy się Ewangeliom, to zauważymy, że ludzie, którzy mieli największe trudności z rozpoznaniem Jezusa, często byli najbardziej pewni, że już Go rozumieją.

Niepokoi mnie język który pojawia się w części na wtorek: „Ludzki język nie jest w stanie opisać zapłaty sprawiedliwych.” Takie sformułowanie może brzmieć jak język ludzkich osiągnięć. Zrobiłeś wszystko, co trzeba i teraz otrzymujesz nagrodę. Taki język może czasami sprawiać wrażenie transakcyjnego, jak gdyby sprawiedliwość była walutą, za którą można kupić wieczność. W teologii biblijnej zbawienie zawsze jest darem, nigdy nie jest zapłatą.

Obraz Oblubienicy jest piękny właśnie dlatego że zdrowe relacje nie są zbudowane na tym, co ludzie dla siebie robią. Istnieją, ponieważ dwoje ludzi znają się nawzajem na bardzo głębokim poziomie. Dlatego punktem kulminacyjnym zdrowych relacji nie jest niebo ani Nowa Ziemia. Te rzeczy są drugorzędne. Najpiękniejszym elementem dojrzalej relacji jest nieograniczona intymność z Bogiem w świecie, w którym grzech nie oddziela już ludzkości od Stwórcy. Tak jak dzień ślubu nie jest szczytem zdrowego małżeństwa, tak niebo nie jest szczytem naszej relacji z Bogiem. Ślub to piękna deklaracja, ale prawdziwym darem jest to, co przychodzi później: możliwość przeżywania razem całego życia. Podobnie, największym darem wieczności nie jest miejsce, w którym będziemy mieszkać, lecz to, z kim ostatecznie będziemy. W każdej zdrowej relacji nie chodzi o wymienianie prezentów ani o otoczenie, w którym się one odbywają, ale o samą relację. Piękno Nowej Ziemi nie polega jedynie na tym, że kończy się cierpienie i zostaje przywrócony raj. Chodzi o to, że zostaną usunięte wszelkie bariery, które uniemożliwiają intymne relacje z Bogiem.

W Jn 17:3. Jezus powiedział, że życie wieczne to poznanie Boga. Jeśli to prawda, to być może celem nie jest przygotowanie się na spotkanie z Bogiem w przyszłości, ale nauczenie się rozpoznawania Go tu i teraz – w obcym człowieku, w zmarginalizowanych grupach ludzi, w wątpliwościach i pytaniach które powstają w naszych umysłach, w chwilach łaski i w nieoczekiwanych miejscach, gdzie Chrystus może się pojawić. Ironia tkwi w tym, że ludzie najbardziej przygotowani na spotkanie z Bogiem twarzą w twarz w wieczności to ci, którzy uczą się rozpoznawać Go twarzą w twarz dzisiaj. Jeśli pragniemy podążać za Barankiem w przyszłości, jesteśmy wezwani, aby zacząć podążać za Nim dzisiaj, pozwalając, aby nasze życie kształtowała Jego miłość, charakter i obecność.

Jego zaproszenie aby „przyjść do Niego” wskazuje, że Bóg aktywnie przyciąga ludzi do siebie przez łaskę i oferuje odpoczynek, życie i trwałą relację. Nikt, kto przychodzi do Jezusa, nie zostanie odrzucony, bez względu na to jak niegodnym się czuje. Przyjęcia zaproszenia Jezusa łączy się z przekazywaniem go innym o czym mówiliśmy szerzej w ubiegłym tygodniu.

Bóg, z którym mamy nadzieję żyć w wieczności, to ten sam Bóg, który zaprasza nas dzisiaj do umacniania z Nim więzi. Czy jest możliwe, że w Bożym zaproszeniu do przyjścia kryje się coś więcej. Często odczytujemy zaproszenie Jezusa do „przyjścia” jako osobiste, indywidualne wezwanie do modlitwy, pobożności lub zbawienia. Z pewnością obejmuje ono te elementy. Jednak w Ewangeliach Jezus często spotykał



4


ludzi, aby zaspokoić ich potrzeby: niewidomy mężczyzna wołający na poboczu drogi; kobieta cierpiąca na krwotok; głodne tłumy; trędowaty; Samarytanka.

Zaproszenie Jezusa, aby „przyjść” do niego może być również zaproszeniem do wejścia w miejsca, w których On już działa. Dlatego relacji z Bogiem nie da się oddzielić od relacji z ludźmi. Im częściej przychodzimy do Chrystusa, tym bardziej zaczynamy Go dostrzegać w innych. Czasami, służąc, kochając i towarzysząc innym, odkrywamy, że Chrystus był tam obecny, podobnie jak jest obecny w ciszy indywidualnego nabożeństwa.

Jeśli niebo ostatecznie oznacza bycie z Bogiem, to być może częścią przygotowań do nieba jest nauka rozpoznawania Bożej obecności tu i teraz. Nie tylko w naszym życiu religijnym, ale także w historiach, zmaganiach i potrzebach ludzi wokół nas. Jak sugeruje Jezus w Ewangelii Mateusza 25, „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnie uczyniliście.”

Wieczność nie jest ograniczona czasem. Nie ma prawdziwego początku ani prawdziwego końca. Granice między tym, co uważamy za początek wieczności, a jej końcem, są niedostrzegalne. W tym sensie uczestniczymy w wieczności już teraz. Poznanie Boga teraz jest samo w sobie częścią poznawania Go przez całą wieczność. Życie wieczne to nie tylko przyszła rzeczywistość. To trwająca relacja z Bogiem, która zaczyna się w teraźniejszości.

Bóg nie wymusza intymności. Kiedy mówi, „Nigdy was nie znałem”, nie deklaruje braku poznania. Raczej opisuje brak wzajemności. To właśnie czyni odkupienie tak pięknym. Bóg nie oczekuje jedynie naszego posłuszeństwa czy zgody. On poszukuje relacji, czyli więzi. Celem zbawienia jest nawiązanie wzajemnej, pełnej miłości relacji z Tym, który zawsze pragnął nas poznać. Jeśli nigdy nie zostanie podjęta decyzja o poznaniu Boga tu i teraz, to zmuszanie kogoś do przeżywania z Nim wieczności nie byłoby miłością - byłoby przymusem i przemocą. Taka relacja wbrew jego woli byłaby sprzeczna z samym charakterem Boga. Dlatego pytanie o to, czy przyjmujemy Boga, leży u podstaw wieczności. Jeśli nie znamy Boga teraz, jeśli nie chcemy Go teraz poznać, to wieczność również nie jest czymś, czego naprawdę pragniemy. Ponieważ Bóg jest miłością, dlatego nie chce nam narzucić wieczności. Być może życie wieczne najlepiej rozumieć jako nieustanne doświadczenie wzajemnego poznawania. Bóg zna nas w pełni, a my przeżywamy wieczność odpowiadając na tę miłość, poznając Go jeszcze głębiej.


DO PRZEMYŚLENIA

1Jn 3:2. Co chciał przekazać Jan swoim słuchaczom? W teologii adwentystycznej ten werset jest wykorzystywany, aby przekazać ostrzeżenie przed odstępstwem i szerzeniem wątpliwości odnośnie naszego teologicznego stanowiska? W jaki sposób można temu zaradzić?

Psalm 80. wyraża ufne przekonanie, że Bóg, który sądzi, jest Bogiem, który zbawi! Na jakim etapie wiary, Twoim zdaniem, znajduje się autor psalmu?

Ap 21:9–11. Jaka metafora została użyta w tym fragmencie i dlaczego? Dzień ślubu to punkt zwrotny w nowym, wspólnym życiu panny młodej i pana młodego. Jeśli oblubienica jest zbiorowością, a nie jednostką, w jakim sensie odnosi się to do naszej relacji z Bogiem w czasie Jego Powtórnego Przyjścia?



5


Iz 25:8; Ap 7:17; 21:4. Jakich błogosławieństw możemy oczekiwać w wieczności? Co to znaczy „podążać za Barankiem, dokądkolwiek idzie” (Ap 14:4)?

Cały kwartał poświęcony był „wzrastaniu w relacji z Bogiem”. W jaki sposób wydarzenia „Dnia Pańskiego” pomagają nam spojrzeć z nowej perspektywy na charakter Boga?

„Dzień Pański” to proces, a nie jednorazowy wybuch gniewu Bożego. Sąd jest przede wszystkim objawieniem prawdy, a nie mechanicznym podziałem ludzi na dwie grupy: dobrych i złych bez kontekstu. Kosmiczny konflikt pokazuje, że te wydarzenia nie dotyczą jedynie naszego osobistego przeznaczenia, ale demonstracji prawdziwego charakteru Boga przed całym wszechświatem.

Dlaczego łzy zostaną otarte dopiero pod koniec Millennium, a nie podczas Drugiego Przyjścia, kiedy „wszyscy pójdziemy do nieba” i ujrzymy Jezusa? Skoro Biblia mówi o zmartwychwstaniu ciała, odkupieni muszą na nowo połączyć umysł, emocje, relacje i duchowość. Wymaga to procesu, którego nie da się przeprowadzić szybko. W poważnym konflikcie należy działać powoli i dać Bogu przestrzeń do działania w sercu każdego człowieka.

Rezultatem tego będzie nowe zrozumienie siebie (uzdrawianie), empatia okazana innym ludziom i wzajemna łączność (ciało zbiorowe - panna młoda). Tam, gdzie jest integracja, jest zdrowie; tam, gdzie jej brakuje, panuje chaos lub sztywność.

Rdz 42-45. Pomyśl o Józefie i skomplikowanym procesie, pojednania z braćmi, który musiał nastąpić, aby umożliwić zagojenie starych ran, dokonać nowych, lepszych wyborów i stworzyć nową rzeczywistość. Uzdrowienie nie jest magią; odpowiednie tempo jest częścią uzdrowienia. Dobre przeprowadzenie tego procesu pokazuje, że rodzina Józefa była gotowa na kolejny rozdział w historii.

Podobnie, Bóg ma do rozwiązania problem obejmujący cały wszechświat, a nie tylko problemy poszczególnych grzeszników. Bóg musi uzdrowić jednostki, rodziny i całe społeczności. Przebaczenie musi funkcjonować bez naiwności, a łaska bez zaprzeczania rzeczywistości.

Jeśli pragniesz Boga, prawdy, dobra, piękna; jeśli naprawdę chcesz z Nim, bez względu na cenę, to Bóg oferuje wiecznie rozwijającą się relację i nową wspólnotę, Niebo nie jest nagrodą dodatkową, ale pełną rozkwitu transformacją. Taki Bóg jest atrakcyjny nawet dla ludzi, którzy instynktownie odrzucają manipulacyjną lub przymusową religię.

Co możesz zrobić, aby zapoczątkować głębszą i coraz bardziej rozwijającą się relację z Bogiem zarówno indywidualnie jak i zbiorowo?










6




Przygotował Jan Pollok