niedziela, 30 sierpnia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Służba motywowana miłością

Felieton do Szkoły Sobotniej na 29 sierpnia 2026

Jak wiele cierpienia byłbyś w stanie znieść, realizując wybraną misję?

W tym tygodniu przyglądaliśmy się kilku bardzo interesującym fragmentom z listów Pawła do Koryntian, które opisują trudności, jakich doświadczył, podróżując i głosząc ewangelię. W pewnym momencie Paweł zauważa, że był dręczony ponad miarę, do tego stopnia, że myślał, iż czeka go śmierć. Jednak Bóg wybawił go. Cierpienie Pawła często jest przywoływane nie tylko jako dowód jego oddania Chrystusowi, ale jako standard chrześcijańskiego zaangażowania w ogóle. Często przyjmuje się ukryte założenie, że autentyczną służbę dla Boga mierzy się stopniem trudności, jakie dana osoba znosi. Z pewnością cierpienie jest częścią służby, tak samo jak jest częścią ludzkiego doświadczenia. Jednak życie Pawła jest często przedstawiane jako wzór, który każdy wierzący powinien starać się naśladować. Jesteśmy zachęcani, abyśmy znosili obrażenia ciała, wyrzekali się wszelkiej wygody i wyrzekali się autonomii na rzecz Chrystusa, tak jakby te doświadczenia były wyznacznikami wierności.

To, co czyni historię Pawła inspirującą i równocześnie wyjątkową, to fakt, że choć jego wytrwałość jest godna podziwu, nie powinna być interpretowana jako uniwersalny wymóg dla wszystkich chrześcijan. Jego miłość do Boga i bliźnich wyrażała się w niezwykłym poświęceniu, ale życie Pawła było również wyjątkowe i niepowtarzalne. Nie miał współmałżonka ani dzieci. Posiadał wykształcenie, obywatelstwo i przywileje, które ukształtowały jego możliwości i powołanie. Dokonywane przez niego wybory odzwierciedlały życie, do którego powołał go Bóg, a nie wzór, który jest obowiązkowy dla każdego chrześcijanina. Jeśli mamy się czegoś uczyć od Pawła, to być może najważniejszą lekcją nie jest naśladowanie go w jego trudnościach, ale naśladowanie jego wierności. Paweł rozumiał swoje powołanie, swoje przekonania i szczególne życie, do którego powołał go Pan. Podobnie, wierna służba wymaga zarówno poznania Boga jak i siebie samego oraz rozpoznania granic, w których Bóg powołał nas do służby.

Bycie wiernym wyznawcą nie wymaga powielania cierpień Pawła. Nie ma potrzeby czuć się zobowiązanym do szukania cierpienia ani interpretowania trudności jako dowodu na to, że naprawdę kochamy lud Boży. Cierpienie jest wplecione w tkankę ludzkiej egzystencji. Nie ma żadnej duchowej cnoty w powiększaniu cierpienia lub traktowania go jako rytuału, który udowadnia autentyczną służbę. Nawet jeśli poszerzymy tę dyskusję o męczeństwo, Pismo Święte przypomina nam, że lud Boży czcił Boga na wiele różnych sposobów. Niektórzy umierali za wiarę. Inni wielbili Boga życiem pełnym wiernej służby, gościnności, hojności czy zachęty. To, że miłość Pawła wyrażała się w niezwykłym cierpieniu, nie oznacza, że niezwykłe cierpienie jest warunkiem koniecznym, aby udowodnić niezwykłą miłość.

Ciekawa jest również relacja między miłością a poświęceniem. W kulturze chrześcijańskiej często przypomina się, że miłość w naturalny sposób prowadzi do nawracania innych. Jednak w to co wyróżnia się w misji Pawła to fakt, że nigdy nie wymagał on od Koryntian tego, aby znosili to, co on znosił. Sam wziął na siebie ten ciężar.

Kochanie ludzi nie polega na wymaganiu czegoś od nich. Miłość szczerze rozeznaje, co jesteśmy gotowi ofiarować z własnego życia. Miłość nie wymusza przemiany ze strony drugiej osoby. Przeciwnie, akceptuje wszelkie trudności, wiernie dając świadectwo prawdzie. Miłość może prowadzić do wytrwania w cierpieniu, ale cierpienie nie jest czymś co uwiarygodnia miłość. Miłość chętnie akceptuje poświęcenie, gdy jest to konieczne, ale samo poświęcenie nie jest miarą miłości. Spojrzenie na życie Pawła z tej perspektywy pozwala nam wykonywać służbę w sposób wierny i zdrowy, zbudowany na autentycznej miłości.

Chrześcijanie często romantyzowali cierpienie Pawła do tego stopnia, że sama wytrwałość była traktowana jako dowód duchowej dojrzałości. Wierność może wyglądać zupełnie inaczej w życiu różnych osoby. Czasami miłość wymaga od nas poświęcenia, ale wierność może oznaczać wyznaczenie granic, odpoczynek, dbanie o nasze ciała, bycie obecnym z rodziną lub powiedzenie „nie” czemuś, co faktycznie możemy zrobić.

Autor lekcji zwraca również uwagę na element dziękczynienia. Podkreśla on znaczenie wdzięczności za otrzymane pocieszenie, jakie zapewnia Bóg w chwilach cierpienia i stwierdza, że ci, którzy otrzymują Boże pocieszenie w cierpieniu, są w stanie pocieszać innych. Szczególnie intrygujący jest werset szósty z 2 Kor 1: „Jeśli tedy utrapienie nas spotyka, jest to dla waszego pocieszenia i zbawienia” ponieważ może on być błędnie interpretowany, a nawet używany jako broń. Werset ten może subtelnie sugerować, że cierpienie jest zaplanowane przez Boga dla osiągnięcia jakiegoś wyższego celu, i zachęcać do interpretowania bólu przede wszystkim przez pryzmat jego ostatecznej użyteczności. Postępując w ten sposób, może rozwinąć niezdrową koncepcję samego cierpienia. To łączy się z tym, o czym rozmawialiśmy w zeszłym tygodniu. Zbyt często spieszymy się, aby ominąć „grób” i dotrzeć do „zmartwychwstania”. Podobnie, spieszymy się, aby ominąć cierpienie i szybko dotrzeć do pocieszenia. Pocieszenie staje się celem, podczas gdy ból staje się jedynie przeszkodą stojącą między nami a zamierzonym przez Boga celem. W rezultacie nigdy nie uczymy się, jak przeżywać żal, rozczarowanie, frustrację czy smutek. Szybko przypisujemy znaczenie cierpieniu, zanim szczerze go doświadczymy. Często zakładamy, że skoro cierpienie w jakiś sposób przyczynia się do zbawienia lub naszej służby dla Boga, powinniśmy natychmiast wyjść poza ból, zamiast go przyjąć. Z całą pewnością trudności mogą pogłębić naszą zdolność do udzielania pocieszania innym, jednak nie czuję się dobrze, gdy cierpienie jest przedstawiane jako przygotowanie do uzyskania przez kogoś korzyści. Nasza uwaga zostaje w ten sposób skierowana na zewnątrz, a nie do wewnątrz. Ból musi zostać doświadczony, zanim zostanie zinterpretowany.

Nasze rozumienie Boga kształtuje się również w subtelny sposób. Zaczynamy oczekiwać, że Bóg jest przede wszystkim tym który pociesza. Jednak nawet Chrystus doświadczał chwil, w których pocieszenia brakowało. Wisząc na krzyżu, wołał do Ojca. Obecność Boga nie opuściła Jezusa, jednak pocieszenie, tak jak je potocznie definiujemy, nie było tym, czego doświadczył w tamtej chwili. Ostateczne zwycięstwo Boga jest pewne. Jednak ten zwycięski Bóg nie zawsze jest Bogiem pocieszenia w bezpośrednim tego słowa znaczeniu. Co z tymi, którzy zostali spaleni na stosie za wiarę? Co z tymi, którzy doświadczyli ludobójstwa, niewolnictwa lub niewyobrażalnych okrucieństw? Gdzie było ich ziemskie pocieszenie? Czy Bóg był mniej wierny, ponieważ pocieszenie nigdy nie nadeszło w sposób, w jaki byśmy tego oczekiwali? Być może świadectwo Pawła zaprasza nas do czegoś bogatszego. Miłość jest gotowa do poświęceń, ale poświęcenie nie jest miarą miłości. Bóg pociesza, ale pocieszenie nie jest jedynym dowodem Jego obecności. Miłość może być wyrażona przez pocieszenie, ale może być również wyrażona przez uczciwość.

Niektórzy członkowie kościoła w Koryncie kwestionowali charakter Pawła i oskarżali go o niekonsekwencję lub niezdecydowanie. Paweł odpowiedział im, opisując sposób, w jaki pracował wraz ze swoimi współpracownikami - w „prostocie” i „szczerości”. Oba słowa wskazują na uczciwość, przejrzystość i czystość motywów. Paweł podkreślał, że za jego słowami i czynami nie krył się żaden ukryty cel, a uczciwość była rezultatem łaski Bożej. Uczciwość jest wyrazem miłości. Kochanie ludzi nie oznacza jedynie pocieszania ich czy poświęcania się dla nich. Musimy być szczerzy co do naszych motywów, pozwalać, by nasze słowa i czyny były spójne i nie manipulować ludźmi dla własnych celów. Paweł nie miał wpływu na to w jaki sposób Koryntianie interpretowali jego działalność. Niektórzy najwyraźniej źle go rozumieli lub kwestionowali jego motywy. On jednak okazywał uczciwość i wierzył, że prawda dotycząca jego intencji ostatecznie wyjdzie na jaw. Uczciwość zaprasza nas do poznania pełni. Wzywa nas do zaakceptowania różnorodności i wyjątkowości, które Bóg wplótł w każdego z nas, zamiast porzucać je w pogoni za dopasowaniem i całkowitą zgodnością.

Uczciwość jest również odmową wtopienia się w narracje, które nam przekazano. Odrzuca pogląd, że wierność wymaga porzucenia naszej indywidualności, a świętość jest synonimem jednolitości. Zamiast tego, uczciwość jest czymś więcej niż aktem moralnym. Staje się aktem głębokiej więzi z samym sobą i z Bogiem.

Szczególnie podoba mi się definiowanie uczciwości jako miłości, ponieważ wykracza ona poza robienie tego, co słuszne. To prawda, uczciwość oznacza dotrzymywanie zobowiązań, uczciwe życie i dążenie do odzwierciedlania serca Boga, ale oznacza również bycie tym, kim zostaliśmy stworzeni. Dlatego uczciwość jest pięknym wyrazem miłości. Pielęgnujemy to, co kochamy, a uczciwość to codzienna praca nad pielęgnowaniem duszy, którą Bóg nam powierzył.

Spróbujmy spojrzeć jeszcze inaczej na problem bycia niezrozumianym. Czy jest możliwe, że bycie niezrozumianym może być również darem? Kiedy przeżywamy taką sytuację, zmusza nas ona do zadania sobie kilku trudnych pytań. Czy działam pod wpływem ego, strachu, potrzeby aprobaty, czy też pragnienia udowodnienia czegoś? A może naprawdę żyję zgodnie ze swoimi przekonaniami i powołaniem, które, jak wierzę, Bóg powierzył mi w życiu? Czy potrafię szczerze odpowiedzieć sobie na te pytania? Uczciwość nie gwarantuje, że wszyscy nas zrozumieją i poprawnie ocenią nasze motywy, ale pozwala nam spokojnie położyć się wieczorem spać, wiedząc, kim naprawdę jesteśmy. Być może jest to właśnie wynikiem tego co mówi nam Paweł. Nie mógł kontrolować tego, co Koryntianie myśleli na jego temat, był jednak świadomy swojej uczciwości, którą kierował się w życiu i ostatecznie mógł resztę powierzyć Bogu. Być może świadomość niezrozumienia nas przez innych skłania nas do większej ostrożności, gdy chcemy interpretować motywy innych osób. Potrafimy ocenić zachowanie. Potrafimy mówić o wpływie. Potrafimy rozpoznawać niezdrowe wzorce i pociągać ludzi do odpowiedzialności. Ale motywy innej osoby należą do wewnętrznego świata, którego nie jesteśmy w stanie w pełni dostrzec. Kiedy inni oceniają mnie i komentują moje decyzje to sprawia, że chcę zostawić sobie więcej miejsca na ciekawość, zanim zrobię to samo komuś innemu.

Niektórzy Koryntianie kwestionowali uczciwość Pawła. Jednym z powodów mogła być zmiana planów podróży. Paweł pierwotnie planował przejechać przez Macedonię, i przeżyć jakiś czas w Koryncie, a następnie udać się do Judei. Kiedy usłyszał o problemach w Koryncie, zmienił plan podróży i odwiedził ich wcześniej. Ta wizyta najwyraźniej nie powiodła się, więc zamiast natychmiast wrócić i potencjalnie narazić się na jeszcze większe cierpienie, Paweł wrócił do Efezu i napisał do nich list. Niektórzy interpretowali te zmiany jako dowód na to, że Paweł był niewiarygodny lub że tak naprawdę nie zależało mu na nich. Paweł wyjaśnił, że było odwrotnie. Jego plany uległy zmianie dlatego, że zależało mu na dobrych relacjach. Wierzył, że kolejna natychmiastowa wizyta mogłaby pogorszyć i tak już napiętą sytuację, dlatego postanowił dać wszystkim trochę przestrzeni i komunikować się za pomocą listu. Wskazał im na wierność Boga w Chrystusie: Boże obietnice są na „Tak” w Chrystusie, aby pokazać, że zmiana planów nie musi oznaczać braku uczciwości. Czasami uczciwość wymaga zmiany kursu, który zmienia się z powodu różnych okoliczności. Jak na ironię, Koryntianie dostrzegali zmianę w zachowaniu Pawła, ale nie dostrzegali stojącej za nim miłości i rozeznania, co bardzo dobrze łączy się z wcześniejszą dyskusją na temat tego, jak łatwo możemy interpretować czyjeś działania, a następnie zakładać, że znamy ich motywy. Wzajemne relacje ucierpiały, ponieważ ludzie interpretowali działania Pawła, nie znając całej historii. Paul zmienił plany, ale jego wyjaśnienia wskazują, że zmiana wynikała z chęci uniknięcia dalszych szkód. Zastanawiam się, jak często tworzymy kompletną narrację o kimś na podstawie dostępnych nam informacji, a następnie z trudem ją korygujemy, gdy dowiadujemy się więcej. W jaki sposób nauczyć się trzymać nasze interpretacje ludzi na tyle luźno, aby nowe informacje mogły zmienić historię, którą już o nich napisaliśmy?

Kolejnym tematem, którym zajmowaliśmy się w tym tygodniu była pokuta i dyscyplina kościelna. Muszę przyznać, że z niepokojem czytam stwierdzenia, które wzywają do „popierania naszych przywódców”. Tego rodzaju stwierdzenia wymagają przedstawienia kontekstu. Bezwarunkowe popieranie przywódców może w niektórych sytuacjach przyćmiewać osobiste sumienie, a nawet osobistą moralność, a lojalność może stawać się ważniejsza niż prawda. Dlatego ogólnikowe apele o „wspieranie naszych przywódców” mogą być mniej biblijnymi radami, a bardziej wymaganiami bezwarunkowej lojalności. Kiedy posłuszeństwo wobec autorytetu staje się tak uduchowione, że kwestionowanie przywództwa staje się równoznaczne z kwestionowaniem Boga, jak odróżnić głos Boga od głosów tych, którzy rościli sobie prawo do mówienia w Jego imieniu? Musimy wciąż przypominać sobie, że Chrystus jest Głową Kościoła, a nie przywódcą, instytucją czy hierarchią. Duch Boży może swobodnie poruszać się i przemawiać przez każdego z nas.

Kiedy i jak należy stosować dyscyplinę w kościele? Wydaje się, że najczęściej dyscyplina w kościele jest skupiona przede wszystkim na widocznych grzechach, czyli na zachowaniu, które można łatwo zidentyfikować i skorygować. Zbyt często dyscyplina kościelna sprowadza się jedynie do modyfikacji zachowania. Historycznie rzecz biorąc, kościół chętnie konfrontował się z takimi problemami, jak ubiór, biżuteria, dieta czy inne zewnętrzne praktyki, jednocześnie milcząc na temat rasizmu, mizoginii, faworyzowania, elitaryzmu, nadużywania władzy czy niesprawiedliwości. Te „głębsze” grzechy niszczą społeczności, wypaczają obraz Boga i podważają świadectwo Kościoła, a mimo to często poświęca się im znacznie mniej uwagi. Dlatego tęsknię za kościołem, w którym dyscyplina nie koncentruje się przede wszystkim na wyglądzie, ale na przemianie serca. Tęsknię za odpowiedzialnością, która rzuca wyzwanie uprzedzeniom, pysze i uciskowi z taką samą pilnością, z jaką rzuca wyzwanie widocznym zachowaniom.

W 2 Kor 2:14 Paweł napisał, że Bóg „zawsze daje nam zwycięstwo w Chrystusie” (SNPL) i następnie dodaje „że woń Jego poznania rozchodzi się przez nas wszędzie”. Język triumfu często był oddzielany od języka woni. W historii chrześcijaństwa ludzie wykorzystywali triumf Boga do usprawiedliwiania podbojów, kolonizacji, dominacji i przemocy. Sukces często interpretowano jako dowód boskiej aprobaty. Całe narody zakładały, że skoro odniosły zwycięstwo, Bóg musiał być po ich stronie. Dlatego druga część wypowiedzi Pawła jest bardzo ważna, ponieważ pomaga dostrzec, że triumf Boga jest nierozerwalnie związany z rozprzestrzenianiem się Jego woni. Zapach sugeruje coś pięknego, życiodajnego i pociągającego. Przyciąga ludzi, a nie odpycha. Odzwierciedla słodycz charakteru Boga i piękno Jego miłości. Ten obraz wyznacza granice tego, co powinniśmy nazwać triumfem. Jeśli zwycięstwo niszczy ludzi, wymazuje kultury, dehumanizuje społeczności lub pozostawia po sobie spustoszenie, nie można go nazwać triumfem Boga, ponieważ przeczy ono zapachowi, który według Pawła towarzyszy obecności Boga. Chrześcijański triumf nigdy nie dotyczył zwyciężania. Zawsze polegał na objawianiu charakteru Chrystusa.

Jak łatwo ludzkie zwycięstwa usprawiedliwia się boskim językiem? Zasoby, siła militarna, władza polityczna i ekspansja terytorialna są interpretowane jako dowód, że Bóg błogosławi danej sprawie. Nadal to czynimy, nawet w kościelnej służbie. Czasami naszym celem nie jest służenie ludziom, lecz przekształcanie ich na nasze podobieństwo. Zamiast pielęgnować to, co już odzwierciedla Bożą dobroć w danej kulturze, próbujemy to wymazać. Dlatego druga połowa wersetu 2:14 jest moim zdaniem ważniejsza niż pierwsza. Czy Boża wiedza i Boża miłość przenikają nas niczym słodka woń? Jeśli ta woń jest nieobecna, to to, co pozostaje, jest jedynie formą osobistego podboju przebranego za duchowe zwycięstwo. Jeśli posuwamy się naprzód, wygrywamy, naprawiamy błędy lub osiągamy coś, do czego, jak wierzymy, powołał nas Bóg, jaki ślad zostawiamy za sobą? Czy ludzie są bardziej zranieni, pomniejszeni, wyobcowani lub uciszeni z powodu sposobu, w jaki dążymy do naszego „zwycięstwa”? A może, jak to ujmuje Ellen White, za nami pozostaje ślad światła? W świecie, w którym chrześcijaństwo wciąż może splatać się z władzą, polityką, ochroną instytucji i pewnością, że nasza strona posiada prawdę, być może jednym z najwyraźniejszych mierników wpływu Chrystusa nie jest to, jak skutecznie pokonaliśmy opozycję, ale to, co stało się z ludźmi, których spotkaliśmy na swojej drodze. Może to być trudne dla tych z nas, którzy dorastali w wyznaniu, które pod wieloma względami było zbudowane na fundamencie wygrywania debat teologicznych i posiadania tekstów dowodowych na wszystko. Dlatego tak ważne jest poddanie się mocy Ducha Świętego, aby w końcu zacząć rozumieć, na czym tak naprawdę polega prawdziwy triumf.



DO PRZEMYŚLENIA

Drugi list do Koryntian jest bardzo osobistym listem Pawła, w którym otwiera on swoje serce i dzieli się swoimi najgłębszymi radościami i smutkami. Bycie chrześcijaninem nie zmienia faktu, że wszyscy jesteśmy ludźmi i musimy być otwarci na sposób w jaki wyrażamy nasze uczucia.

2 Kor 1:3-11. Co jest podstawą dziękczynienia? Z jakiego powodu Paweł wyraża swoje dziękczynienie?

2 Kor 1. Jednym z kluczowych słów w 2 Kor jest słowo paraklesis (pocieszenie), które pojawia się w różnych formach aż dwadzieścia dziewięć razy. Chrześcijanie potrzebują pocieszenia (wersety 8-9), otrzymują pocieszenie (wersety 3; 18-20) i dzielą się pocieszeniem (12-24). W rzeczywistości słowo paraklesis użyte przez Pawła posiada więcej znaczeń niż jedynie „pocieszenie”. Może oznaczać „zachęta”, „nawoływanie”, „udogodnienie”, ale także „odwołanie”, „apelowanie”. Sens tego słowa polega na tym, że dana osoba jest z drugą i dodaje jej odwagi, nowej nadziei, nowego kierunku, nowego spojrzenia, które zmienią sposób, w jaki stawi czoła kolejnym wyzwaniom w życiu.

Bóg pociesza nas nie po to, abyśmy poczuli się komfortowo, ale po to abyśmy stali się pocieszycielami dla innych. Kiedy Paweł cierpi, kościoły doznają pocieszenia; kiedy on jest pocieszony, to pocieszenie jest przekazywane również dla innych. Idea o odizolowanej jednostce, która żyje własnym życiem w odizolowanej od reszty świata przestrzeni, jest Pawłowi całkowicie obca.

2 Kor 1:12-14. Paweł jest szczery w swoich relacjach z Koryntianami. Jeśli ktokolwiek wzbudzał podejrzenia wobec Pawła, jego oskarżenia były bezpodstawne. W 2:17 mówi, że nie jest jak handlarz uliczny który chce zarobić jak najwięcej i nie przejmuje się zbytnio jakością tego, co oferuje.

2 Kor 1:15 – 2:4. Paweł opisuje swoją służbę i wyjaśnia dlaczego zmienił plany dotyczące wizyty w Koryncie (rozdz. 1-7). Chociaż miał ku temu dobre powody (1:23), niektórzy Koryntianie uważali, że Paweł miał złe intencje. W jaki sposób Paweł przechodzi od zdziwienia Koryntian dotyczącego jego planów podróży do samego sedna ewangelii i nadziei, jaką ona niesie?

Zmiana planu podróży przez Pawła świadczy o konieczności elastyczności w życiu i służbie chrześcijańskiej? Dlaczego ważne jest, aby być otwartym na zmiany, gdy są potrzebne?

2 Kor 2:3,4; 7:8,12. Jakie wnioski ma temat powstania kanonu pism Nowego Testamentu, można wyciągnąć z faktu, że nie zachował się list Pawła tzw. „list pisany ze łzami”?

2 Kor 7:5-13. Jaki był skutek tego, co napisał Paweł? Jak zareagował Paweł na rezultaty swojego listu?

2 Koryntian 2:5-11. Czego możemy się nauczyć na temat dyscypliny kościelnej? Jaki jest jej cel? Każdy przypadek zastosowania dyscypliny w kościele jest świadectwem jaki obraz Boga przekazujemy światu, co czyni Bóg w tej wspólnocie i poprzez nią w świecie. Jak postrzegasz to w kontekście konfliktu kosmicznego?

W konflikcie kosmicznym celem Boga nie jest odpłata, lecz odnowa. Umieszczenie tego listu w takim kontekście powoduje, że staje się on czymś więcej niż tylko pastoralnym „poradnikiem”. Taka perspektywa teologiczna pokazuje w jaki sposób Kościół uczestniczy w zwycięstwie Boga.

Kościół ukształtowany przez Ewangelię nie jest ani łagodny wobec grzechu, ani surowy wobec grzeszników. Jego działanie jest jasne i życzliwe – taka perspektywa oznacza odmowę definiowania człowieka przez pryzmat jego najgorszego momentu. Staje się publicznym odwróceniem narracji Oskarżyciela. Wspólnota, która potrafi zarówno stawić czoła złu, jak i przywrócić skruszonego, staje się potężnym świadkiem i ukazuje charakter Boga w opozycji do karykatury wroga.

2 Koryntian 2:12-17. Jaki kulturowy obraz kryje się za wizerunkiem handlarza? Jak rozumiesz stwierdzenie, że „Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie” (w.14)? Jakie jest znaczenie metafory zapachu?

Obraz triumfalnego zwycięstwa z wersetu 14 mówi: ewangelia nie jest prywatną duchowością – zwycięstwo Kościoła świadczy o tym, że Chrystus już zwyciężył. Szokujący zwrot (typowo Pawłowy) polega na tym, że w przeciwieństwie do Cesarza, zwycięstwo Boga ukazuje się za pośrednictwem apostołów (i wierzących), którzy wyglądają na słabych, poddanych presji i udręczonych. Kosmiczny konflikt wygrywa się nie przymusem, lecz miłością w kształcie krzyża – mocą Boga uzewnętrznioną przez ofiarowanie siebie.

Metafora zapachu pokazuje nam, że ten sam aromat jest odbierany przez jednych jako życie, a przez innych jako śmierć. W perspektywie kosmicznego konfliktu nie jest to arbitralne rozstrzygnięcie; odzwierciedla fakt, że ewangelia demaskuje rywalizujące lojalności. Panowanie Chrystusa uzdrawia tych, którzy się jemu poddają, ale zagraża systemom zbudowanym na pysze, kontroli lub samo-zbawieniu.

Kiedy Kościół przekształca ewangelię w produkt, markę lub narzędzie zysku, przestaje pachnieć Chrystusem, a zaczyna pachnieć rynkiem. W kosmicznym konflikcie liczy się wierność i prawość. Ponieważ wróg handluje „podróbkami”, Kościół, aby chronić świadectwo Chrystusa, musi zawsze pokazywać transparentne motywy, odpowiedzialność i odmawiać manipulacji.







Przygotował Jan Pollok

piątek, 24 lipca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Grzech w Kościele

Felieton do Szkoły Sobotniej na 25 lipca 2026

Co powinniśmy zrobić, gdy w kościele odkryjemy rażący grzech? Jak reagować w sytuacjach, w których istnieje różnica między tym, co się deklaruje, a tym, co okazuje się praktyką?

Przedmiotem naszych studiów w tym tygodniu były rozdziały 5-7 pierwszego listu do Koryntian. Nawet pobieżna lektura listów Pawła do Koryntian pokazuje, że wczesny kościół borykał się z wieloma problemami. Jednym z nich był rażący przypadek niemoralności seksualnej: mężczyzna współżyjący z żoną swojego ojca. Zdaniem Pawła ten związek był tak niemoralny seksualnie, że nawet poganie uważali go za niedopuszczalny. W starożytności kazirodztwo było zakazane, tak jak obecnie. Problemem nie była tylko sama relacja, ale także fakt, że to, co się działo, było najwyraźniej akceptowane przez kościół i jego członków. Kiedy Paweł usłyszał o tej sytuacji, nie szczędził słów, nakazując kościołowi nie tylko usunięcie mężczyzny ze wspólnoty, ale oddanie go Szatanowi, a następnie nawet zakazał spożywania z nim posiłków!

Autor lekcji opisuje to jako kazirodztwo i w świetle ówczesnych ram prawnych i moralnych określenie to jest właściwe. Warto jednak dodać drobne wyjaśnienie. Tekst niekoniecznie sugeruje, że mężczyzna sypiał ze swoją biologiczną matką. Określenie „żona jego ojca” bardziej naturalnie wskazuje, że chodziło tutaj o jego macochę, co jest zgodne z językiem użytym w Kpł 18:8 i 20:11. Niezależnie od tego, czy była to jego matka, czy macocha, związek ten uznawano za seksualnie niemoralny.

Bardziej interesujące wydaje się jednak to, w jaki sposób Kościół zmaga się często z dyskusją nad sprawami związanymi z seksualnością lub niemoralnością seksualną. Wyjaśnienie, które zostało umieszczone w naszym podręczniku, dlaczego ten akt był niepokojący skupia się niemal wyłącznie na identyfikacji samego aktu seksualnego, co wydaje się być redukcyjne. Dyskusję dotyczącą niemoralności seksualnej trzeba rozwinąć poza wskazanie jedynie zabronionego czynu. Niestety w kościele dyskusja na temat niemoralności seksualnej najczęściej redukowana jest do seksu pozamałżeńskiego. Formy wykorzystywania seksualnego, gwałt, napaść lub przymus są często marginalizowane a nawet niezauważane.

W naszej kulturze religijnej często obawiamy się rozmów na temat seksu i seksualności. Rzadko nauczamy na ten temat w zdrowy, holistyczny sposób. Zamiast tego, religijne przesłanie zazwyczaj sprowadza się do jednego nakazu: nie można współżyć seksualnie przed ślubem. Byłoby dobrze, gdyby nasz język dotyczący seksualności i niemoralności seksualnej wykraczał poza sam akt. Seks nie jest z natury dobry ani zły w oderwaniu od jego kontekstu. To właśnie kontekst i relacje, które wynikają z tego aktu decydują o tym, czy stanie się on życiodajny, czy destrukcyjny.

Język niemoralności seksualnej niezmiennie koncentruje się na seksie pozamałżeńskim za obopólną zgodą, ale już nie na gwałcie pozamałżeńskim, gwałcie w małżeństwie, napaści w małżeństwie, czy wykorzystywaniu małżeństwa do usprawiedliwiania uprawnień seksualnych albo prób kontrolowania ciała innej osoby, zwłaszcza ciała kobiety. Dyskusja często jest ograniczana do bardzo wąskiej



2


definicji. Niestety często nie przygotowujemy młodych ludzi do realiów, z którymi przyjdzie im się zmierzyć. Rzadko rozmawiamy na temat znaczenia zgody, mimo że jej brak ma brutalne i głęboko destrukcyjne konsekwencje. Często nieświadomie sugerujemy, że wartość człowieka jest związana z jego dziewictwem lub oddaniem się po raz pierwszy małżonkowi. Czy naprawdę wartość człowieka zależy od tego, czy uprawiał seks, czy nie?

Niestety często zapominamy, że tak jak nasze dusze pragną intymności, tak samo pragną jej nasze ciała. Pragnienie intymności nie jest czymś, czego należy się wstydzić. Funkcji naszego umysłu i ciała nie należy się wstydzić; należy je zrozumieć. Seks jest aspektem naszego człowieczeństwa, którym można zarządzać w sposób, który szanuje nasze człowieczeństwo. Intymność nigdy nie powinna stać się czymś, o co się targujemy, aby zdobyć miłość lub przynależność. W zależności od naszego podejścia, intymność seksualna może stać się wyrazem wzajemnej miłości i troski albo aktem zdrady innej osoby, a nawet zdrady samego siebie. Wstyd, który obecnie wiąże się z seksem, nie powstrzymuje ludzi przed seksem. Wręcz przeciwnie, zasiewa głęboko w sercach ludzi dezinformację na temat Bożego planu wobec relacji międzyludzkich.

Wracając do problemu opisanego przez Pawła dotyczącego sypiania mężczyzny z żoną ojca, najbardziej uderzającym faktem jest zdrada wspólnoty. Niezależnie od tego, czy ojciec żył, czy nie, relacja ta jest wyrażeniem głębokiego braku szacunku wobec więzi między ojcem a synem. Narusza ona relacje, które powinny być chronione. Biorąc pod uwagę szeroki kontekst troski Pawła o zdrowie i odnowę wspólnoty chrześcijańskiej w Koryncie, podejrzewam, że odnosił się on do czegoś więcej niż tylko do samego aktu seksualnego. Mówił o tym, jak nasze wybory oddziałują na zewnątrz, kształtując życie wszystkich osób z nami związanych. Grzech rzadko występuje w izolacji. Jego skutki rozprzestrzeniają się przez rodziny, przyjaźnie, kościoły i społeczności. Bliskość jest wpleciona w tkankę wspólnoty, a wspólnota leży u podstaw ewangelii. Wyzwanie jakie stawia Paweł pozostaje aktualne do dziś. Kondycja danej społeczności jest mierzona tym, jak chroni ona swoich najsłabszych członków i reaguje na nadużycia zaufania. Szkoda, że nie mamy odpowiedzi na pytanie dlaczego temu człowiekowi pozwolono trwać w tak rażącej niemoralności seksualnej. Sugestia, że być może jego bogactwo, wpływy lub pozycja społeczna mogły przyczynić się do milczenia Kościoła, wydaje się trafna.

Niestety wciąż jesteśmy świadkami wykorzystywania seksualnego innych osób. Seksualni drapieżnicy unikają odpowiedzialności z powodu posiadanej władzy, czy to w kościołach, rządach, korporacjach, czy innych instytucjach. Kiedy wpływy stają się ważniejsze niż ochrona ludzi, sama społeczność zostaje zraniona. Niemoralność seksualna nigdy nie powinna być jedynie rozumiana jako zaangażowanie się w zabroniony czyn. Należy ją również oceniać przez pryzmat szkód jakie wyrządza, zaufania, które narusza, społeczności, które rozbija, i ludzi, którzy posiadają rany na długo po zakończeniu czynu.

Paweł wzywa Kościół do zastosowania dyscypliny wobec człowieka który dopuścił się niemoralnego czynu. Nakazywał Koryntianom, aby usunęli mężczyznę ze wspólnoty, uznając, że taki grzech szkodzi zarówno jednostce, jak i społeczności. Autor lekcji zauważył, że wyrażenie „oddajcie takiego Szatanowi” można rozumieć jako „niech poniesie konsekwencje swoich decyzji.” Jednak dyscyplina musi mieć charakter resocjalizacyjny, a nie jedynie karzący. Jej celem nie jest wykluczenie dla



3


samego wykluczenia, ale skrucha, uzdrowienie i ostateczne ponowne włączenie do społeczności Kościoła. Paweł miał nadzieję, że ta osoba zostanie przywrócona do społeczności Kościoła. Niektórzy badacze sugerują, że skruszony człowiek wspomniany w 2 Kor 2:5-10 może być tym samym człowiekiem, który został ukarany w 1 Kor 5. Warto zastanowić się również, jak przedstawiona historia mogłaby wyglądać, gdybyśmy spojrzeli na nią przez pryzmat władzy i bezbronności. Paweł mówi o niemoralnym związku seksualnym, ale tekst niewiele nam mówi o kobiecie, która była w niego zaangażowana. Nie znamy jej historii ani tego, czy dobrowolnie weszła w ten związek. Biorąc pod uwagę ograniczoną pozycję społeczną, prawną i ekonomiczną wielu kobiet w świecie antyku, te pytania nie są bezpodstawne.

Jaką odpowiedzialność ponosi Kościół, gdy ujawniona zostaje krzywda seksualna, nadużycie lub wykorzystywanie, zwłaszcza gdy w grę wchodzi osoba wpływowa lub posiadająca autorytet? Najostrzejsze napomnienie Pawła skierowane jest nie tylko do mężczyzny, ale także do Kościoła, który tolerował to, co się działo. We współczesnym kontekście, czy nie należałoby zastosować zasady, że Kościół nigdy nie powinien milczeć, gdy zagrożone są osoby bezbronne. Kościół często chronił reputację, stanowiska lub instytucje, podczas gdy ci, którzy zostali skrzywdzeni, ponosili ciężar konsekwencji. Być może troska Pawła o zdrowie ciała wzywa nas do czegoś innego: wspólnoty, która ma odwagę mówić prawdę, chronić osoby bezbronne, pociągać ludzi do odpowiedzialności i dążyć do naprawy, obejmującej wszystkich dotkniętych krzywdą, a nie tylko tego, kto ją wyrządził. „Trochę zakwasu zakwasza cały zaczyn”. Tolerowana krzywda rozprzestrzenia się, podczas gdy osoby sprawujące władzę nie ponoszą odpowiedzialności.

Kolejna sprawa którą zajmował się Paweł w liście do Koryntian dotyczyła sporów miedzy wierzącymi. Zamiast pozywać się nawzajem przed sądy świeckie w sprawach wewnętrznych, Paweł wzywa Koryntian do rozwiązywania konfliktów wewnątrz wspólnoty chrześcijańskiej. Autor lekcji wyjaśnia, że Paweł mógł odnosić się do sporów cywilnych, a nie karnych i nie negował prawowitej roli władzy w sprawach dotyczących sprawiedliwości (Rz 13:1–5). Paweł prawdopodobnie nie chciał, aby chrześcijanie pozwalali, aby ich konflikty były przedmiotem publicznego widowiska i były rozstrzygane przez systemy prawne, które często faworyzowały bogatych i tych, którzy mieli polityczne powiązania. Zamiast tego Paweł wzywa kościół do ucieleśniania wartości Chrystusa poprzez mądre, uczciwe i sprawiedliwe rozwiązywanie sporów w sposób odzwierciedlający ich tożsamość jako Ciała Chrystusa. Język, który zwraca uwagę na ochronę tożsamości Kościoła może sprzyjać milczeniu. Tworzy to atmosferę, w której ludzie pozostają w domach, w których dochodzi do przemocy, ponieważ uważają, że nie powinni kierować spraw do sądu ani „prać brudów” na zewnątrz domu. Pozwala to osobom, które wyrządziły krzywdę, zachować władzę, ponieważ ich działania pozostają ukryte w Kościele. Mówiąc wprost, język wtorkowej lekcji może być niebezpieczny.

Dlaczego Paweł przechodzi bezpośrednio od przypadku niemoralności seksualnej w rozdziale 5 do pozwów sądowych w rozdziale 6. Czy był to po prostu kolejny temat na liście problemów do rozwiązania, czy też istnieje jakiś związek z historią opisaną w rozdziale 5? Autor lekcji stwierdził, że Paweł odnosił się tutaj do sporów cywilnych, a nie karnych, co jest istotne. Zdarzają się jednak sytuacje, w których członkowie Kościoła mogli przedstawiać swoje spory i skargi władzom cywilnym. Wiele osób zwraca się najpierw ze swoimi problemami do Kościoła, jednak często są one



4


bagatelizowane lub po cichu zamiatane pod dywan. W takich sytuacjach angażowanie władz cywilnych nie jest oznaką braku wiary, lecz koniecznym krokiem w kierunku ochrony osób bezbronnych i dążenia do sprawiedliwości. W Prawie Zborowym znajduje się bardzo ciekawa rada. Czytamy tam:

„Jeśli Kościół nie zareaguje na prośbę o pomoc w rozwiązywaniu sporu lub też uzna, że sprawa wykracza poza granice jego kompetencji, należy przyjąć, że dany wyznawca wyczerpał wszystkie środki pojednawcze oparte na Biblii. W takiej sytuacji cokolwiek wyznawca uczyni, jest już sprawą jego własnego sumienia.” (s.70).

Jest to bardzo mocny cytat, który niestety jest nieznany wielu osobom. W rzeczywistości ludzie pracujący w strukturach hierarchii kościelnej często zniechęcali osoby, które nie miały innego wyjścia, jak tylko skierować swoje skargi do sądu. Niestety, normą wydaje się być uciszanie skarg. Wielu członków nie zdaje sobie sprawy, że wniesienie sprawy do sądu cywilnego jest możliwe, ponieważ Podręcznik Prawa Zborowego stanowi: „wyznawca wyczerpał wszystkie środki pojednawcze oparte na Biblii. W takiej sytuacji cokolwiek wyznawca uczyni, jest już sprawą jego własnego sumienia.”

Jeśli odnowa jest prawdziwym celem w Kościele, milczenie nigdy nie będzie drogą do uzdrowienia. Odnowa wymaga prawdy, odpowiedzialności, ochrony dla skrzywdzonych oraz społeczności, które są gotowe stawić czoła trudnej rzeczywistości, zamiast ją ukrywać. Czasami najbardziej odpowiednią rzeczą, jaką może zrobić Kościół, jest współpraca z wymiarem sprawiedliwości, kontynuując jednocześnie duchowe dzieło opieki, pokuty i uzdrowienia. Te dwie powinności nie muszą się ze sobą kłócić; razem mogą stać się częścią Bożego dzieła odnowy tego, co zostało złamane.

Jako „antidotum na niemoralność seksualną” (taki jest tytuł oryginalny) autor lekcji przedstawia kilka fragmentów Biblii. Czy można jednak nazwać kilka cytatów Biblii antidotum na niemoralność seksualną. Czy „antidotum” jest właściwym słowem? Pismo Święte z pewnością oferuje mądrość i wskazówki, ale jego głównym celem jest zaproszenie nas do przemienionych relacji z Bogiem, z samym sobą i ze sobą nawzajem. Jeśli głębszym problemem jest nieuporządkowana miłość lub niespełnione tęsknoty, to odpowiedzią jest powolny proces uzdrawiania, odnowy i uczenia się, jak naprawdę wygląda zdrowa intymność. Ludzie potrzebują zrozumienia tego, co napędza ich seksualne pragnienia. Zamiast sprowadzać wszystko do moralności, może powinniśmy najpierw szukać zrozumienia.

Lekcja kończy się refleksją nad seksem, małżeństwem i stanem wolnym. Wiele osób, które głęboko wstydzą się seksualności, zaczyna postrzegać małżeństwo jako rozwiązanie. Nigdy nie nauczyli się rozumieć ani kierować swoimi pragnieniami. Po prostu zaakceptowali, że seks stanie się akceptowalny, gdy tylko zawrą związek małżeński. Gdy pojawiło się małżeństwo, nic wewnętrznie się nie zmieniło. Pragnienia pozostały. Brak samoświadomości pozostał. Jedyną różnicą jest to, że teraz w małżeństwie oczekuje się, że inna osoba, zazwyczaj żona, stanie się rozwiązaniem na pragnienia, które nigdy wcześniej nie były zrozumiane. Ta retoryka zamienia seks w obowiązek. Zamienia intymność w obowiązek. Przekształca coś, co miało być wzajemne i życiodajne, w transakcję. W takiej perspektywie seks staje formą relacyjnego i społecznego legalizmu. Obiecuje nagrodę za robienie tego, co



5


słuszne, za przestrzeganie określonych zasad dokładnie tak, jak są one zdefiniowane. Podobnie jak legalizm osłabia naszą zdolność do nawiązywania relacji z Bogiem poprzez intymność i autentyczną więź, tak relacyjny legalizm czyni to samo w naszych relacjach międzyludzkich. Zamiast kultywować wolność i wzajemną wrażliwość, rodzi strach i zobowiązanie.

Często zdajemy pytanie: „Jak powstrzymać niemoralność seksualną?” Może warto jednak zanim odpowiemy na to pytania zadać inne: „Co ją napędza?”. To przejście od osądu do ciekawości przypomina nam, jak często Jezus angażował ludzi. Nie ignorował grzechu, ale zaglądał pod spód zachowania, na rany, tęsknoty, izolację i złamanie, które je ukształtowały. Zrozumienie „dlaczego” stojące za naszymi wyborami nie usprawiedliwia krzywdy, ale może stworzyć warunki do prawdziwego uzdrowienia, a nie tylko do zmiany zachowania.

Na koniec autor zwrócił uwagę że Paweł łączy niemoralność seksualną z bałwochwalstwem, pijaństwem i obżarstwem, ponieważ zachowania te zazwyczaj wynikają z tego samego, podstawowego problemu: niewłaściwego kultu i nieuporządkowanych pragnień. W Koryncie bałwochwalcze uczty często wiązały się z nadmiernym jedzeniem, piciem i niemoralnością seksualną, co ilustruje, jak jedna forma samouwielbienia może prowadzić do kolejnej. Ellen White argumentuje, że prawdziwa przemiana polega na wyzbyciu się fałszywych bogów, aby Duch Chrystusa mógł nas napełnić, przekształcić nasze pragnienia i przywrócić nam pełnię zamierzoną przez Boga. Być może wspólnym mianownikiem nie jest sama seksualność, ale kwestia ostatecznej przynależności. Wszyscy szukamy tożsamości, bezpieczeństwa, komfortu i przynależności. Dla niektórych może to być seks; dla innych osiągnięcia, służba, produktywność lub potrzeba bycia niezastąpionym. Nawet we wspólnotach chrześcijańskich możemy stać się pracoholikami „dla Jezusa”, wierząc, że nieustanna służba dowodzi naszej wierności, jednocześnie zaniedbując relacje, zdrowie lub własne dusze. Być może jest to dla nas zaproszenie do zadania sobie głębszego pytania: Co chciałbym, aby dała mi dana osoba, relacja, służba lub osiągnięcie, a co ostatecznie może zapewnić tylko Bóg?


DO PRZEMYŚLENIA

1 Kor 5:1-5. Dlaczego Kościół przynajmniej milcząco akceptował nieodpowiednie relacje w swoim gronie? Dlaczego nikt wcześniej nie zareagował? Dlaczego Kościół „wzbił się w pychę” z tego powodu? Co Paweł mógł mieć na myśli, gdy polecił, aby wydać takiego człowieka Szatanowi? Jaką rolę powinna odgrywać w takich sytuacjach zewnętrzna opinia publiczna? Dlaczego kazirodztwo jest niemal powszechnie potępiane?

W tym przypadku musimy zmierzyć si z problemem tolerancji który łatwo możemy tutaj zauważyć. Co można tolerować, a czego nie wolno tolerować? Istnieje stare powiedzenie, że „tolerancja to coś, co propagują ci, którzy nie mają zasad moralnych!” Jakie jest twoje zdanie?

W jaki sposób zinterpretować komentarz Pawła, że nasze ciała są świątynią Ducha Świętego?

Obecnie niewiele mówi się na temat kościelnej dyscypliny. Bardzo rzadko o ile w ogóle ją stosujemy. Często mówi się o dyscyplinie, że jest formą osądzania i dlatego



6


jest potępiana. Jakie są niektóre „słuszne i niesłuszne” aspekty dyscypliny kościelnej?

W jaki sposób możemy okazać działanie odkupieńcze, gdy w kościele stajemy w obliczu grzechu? Pomyśl o spustoszeniu, jakie w relacjach międzyludzkich wyrządziły niekontrolowane pragnienia seksualne.

Dlaczego grzechy seksualne są tak konsekwentnie piętnowane w Biblii? Dlaczego grzechy seksualne są gorsze od innych grzechów? A może jednak nie?

Jedną z rzeczy, o które troszczy się Paweł jest ochrona reputacji kościelnej wspólnoty. Czy jest to konieczne? Jeśli tak, to jaki jest najlepszy sposób na ochronę reputacji kościoła?

Nasze mózgi są jak gąbki: wszystko, co dociera do nich poprzez zmysły, pozostaje w nich. Całe nasze przeszłe doświadczenia są w nich obecne i w pewnym stopniu, wpływają na wszystko, co czujemy, myślimy i robimy. Dlatego chrześcijanie muszą się liczyć z myślą, że są pod wpływem zła, które ich otacza. Z czasem wspólnota chrześcijańska może zacząć dryfować. W jaki sposób ma to wpływ na to, co jest akceptowalne we wspólnocie religijnej, a co nie. Jak zapobiegać tego rodzaju negatywnemu dryfowi?

Paweł proponuje antidotum na niemoralność. Chodzi o to, by być napełnionym Duchem. Kiedy człowiek zostaje obmyty i usprawiedliwiony, wchodząc tym samym do rodziny Bożej, Duch, jeśli mu na to pozwoli, wypędza niektóre stare nawyki i idee. Kluczem jest pozwalanie, aby ten proces trwał.

1 Kor 6:1-11. Jaką sprawę sądową mógł mieć na myśli Paweł? Czy mogła to być sprawa karna czy cywilna? Na czym polega różnica między tymi dwoma typami procesu sądowego? Jeśli Koryntianie posiadali dar rozeznania i osądu, dlaczego z niego nie skorzystali? Dlaczego ludzie, którzy praktykują zwyczaje wymienione w wersetach 9–10, mają być wykluczeni z kościoła?

1 Kor 6:12-20. Kiedy autor biblijny mówi o wolności, wydaje się, że chodzi o wolność w pewnych granicach. Dlaczego prawdziwa wolność wymaga ograniczeń? Jakie szkody pozostawiają po sobie grzechy seksualne?

1 Kor 7:1-9. W tym fragmencie Paweł wprowadza temat dotyczący życia w małżeństwie oraz w stanie wolnym. W jaki sposób Paweł rozwija swoje napomnienie, dotyczące „uciekania przed wszeteczeństwem” (6:18)? Dlaczego autorzy biblijni ograniczają ludzi do jednego partnera w kontekście seksualności?

1 Kor 7:17-20. Co Paweł mógł mieć na myśli, gdy napisał: „Niech każdy żyje tak jak mu wyznaczył Pan”?

W czasach, gdy wiele osób uważa że małżeństwo jest związkiem staroświeckim, w jaki sposób możemy pokazać światu, że małżeństwo jest naprawdę darem od Boga?








7








Przygotował Jan Pollok