piątek, 20 marca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Kanka Polloka

 

Życie we wspólnocie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 21 marca 2026

Czy pokój jest możliwy tylko wtedy, gdy wszyscy się zgadzają?

Nowe życie w Chrystusie, o czym mówiliśmy w ubiegłym tygodniu, ma wpływ na nasze relacje z innymi ludźmi. Autor lekcji rozpoczął od spostrzeżenia, że ludzie, którzy żyją i działają blisko siebie napotykają na różne wyzwania. To prawda, autor zmierza jednak w kierunku retoryki, która zwraca uwagę na znaczenie dobrych relacji z innymi i porównując niektóre z naszych najważniejszych relacji, zwłaszcza te rodzinne, do prowadzenia biznesu. Przedstawianie koncepcji rodziny w kategoriach biznesowych wydaje się nieco chłodne i jałowe. Według autora, zarówno rodzina jak i biznes wymagają ogólnego porozumienia co do wartości, celów i zadań. Wszyscy powinni się ze sobą dogadywać i wykonywać swoją część, aby rzeczy układały gładko. Ten wzorzec jest następnie przeniesiony na relacje w kościele.

Pod pewnymi względami ten wzorzec jest prawidłowy. Wspólne wartości i współpraca z pewnością mogą pomóc w dobrym funkcjonowaniu rodziny. Jednak w tle odczuwamy ukryty subtelny język konformizmu – który zakłada, że zgoda co do wartości jest niezbędnym elementem pokoju.

Co dzieje się jednak, gdy członkowie rodziny nie podzielają tych samych przekonań? Co dzieje się, gdy dziecko dorasta i kwestionuje wartości, w których zostało wychowane? Czy musi tłumić swoje przekonania, aby zachować rodzinną harmonię? Jestem przekonany, że taka rzeczywistość nierzadko ma miejsce w naszych domach. Nasze dorosłe dzieci, które założyły już swoje własne rodziny i mieszkają osobno lub dorastające dzieci, które wciąż mieszkają z nami często mogą posiadać wartości i dokonywać wyborów, które nie są zgodne z naszymi konserwatywnymi poglądami.

Na gruncie kościelnym możemy zauważyć wiele takich tematów, które nie mają nic wspólnego ze zbawieniem, a mogą wywołać wiele sprzeciwów! Na przykład typ muzyki używanej do nabożeństwa, ubiór, dieta, spożywanie mięsa, biżuteria, sposób święcenia Szabatu etc. – żeby wymienić kilka przykładów.

Mogę nie rozumieć drogi innych ludzi, ich perspektywy i wizji świata, ale Bóg ich rozumie i być może przez kontakt z nimi mam okazję, aby poznać ich historię i ich wierzenia, zwłaszcza gdy różnią się od moich.

Nasza lekcja wydaje się utożsamiać „dogadywanie się” ze zgodą. W rzeczywistości jednak rodziny tak nie funkcjonują. Również zdrowe społeczności nie powinny tak funkcjonować. Nieporozumienia są nieuniknione wszędzie tam, gdzie ludzie myślą głęboko i prowadzą swoje własne, autentyczne życie. Obecność napięcia niekoniecznie sygnalizuje dysfunkcję. W wielu przypadkach sygnalizuje rozwój. Zamiast obawiać się nieporozumień, powinniśmy pielęgnować język oraz zwyczaje, które pozwolą nam podchodzić do różnic w sposób uczciwy, zdrowy i pełen szacunku. Kiedy czyjaś perspektywa, historia, wiara, rasa lub tożsamość różnią się od mojej, jest to zaproszenie do poszerzenia mojego rozumienia obrazu Boga w świecie. Moja rola polega na tym, aby zatrzymać się i zadać sobie pytanie, jak mogę lepiej dostrzec obraz Boga w innych zwłaszcza tych z którymi się różnię.

W liście do Kolsan znajduje się jeden z kilku tzw. kodeksów rodzinnych, czyli zbiorów pouczeń dla chrześcijańskich rodzin, które dotyczą między innymi relacji pomiędzy mężem i żoną. Autor próbował skorygować często pojawiające się w różnych dyskusjach założenie, że list do Kolosan przedstawia ścisłą hierarchię, według której żony powinny być uległe swoim mężom i sugeruje, że małżeńskie relacje powinny zawierać elementy wzajemności i wzajemnego budowania.

Niektórzy czytelnicy interpretują sformułowanie „żony, bądźcie uległe mężom” w sposób wybiórczy i wyciągają to sformułowanie z szerszego kontekstu. Często pomijany jest bardzo ważny szczegół, mianowicie, relacja podporządkowania czy uległości żony wobec męża została uwarunkowana stwierdzeniem „jak przystoi w Panu”. Autorzy Nowego Testamentu nie nauczają, że żony mają być bezwzględnie uległe mężom albo że powinny być w służebnej zależności wobec męża. Autor lekcji podkreślił, że żona nie musi ślepo spełniać wszystkich poleceń i życzeń męża. Lojalność żony powinna być przede wszystkim okazana Panu, a nie mężowi, a jej indywidualność nie powinna zaniknąć w małżeństwie. Nacisk został położony na wzajemność, czyli wspólne konsultację oraz wspólne podejmowanie decyzji. Nawet dzieci powinny być włączane do dyskusji, gdy jest to możliwe.

Autor lekcji kończy jednak swój komentarz ciekawym stwierdzeniem: „Jeśli nie mogą dojść do porozumienia, Biblia zaleca, by żona przychyliła się do zdania męża.” Następnie dodaje, że „większość mężów przekonało się, iż dobrze jest usłuchać rady mądrej żony” i kończy konkluzją, że „im lepiej mąż i żona współpracują ze sobą, tym szczęśliwsi są w małżeństwie.”

Paweł wspomina, że poddanie musi być wzajemne dla obu stron, więc zakończenie lekcji stwierdzeniem, że w przypadku impasu należy przyjąć stanowisko męża, jest interesujące i być może ujawnia stronniczość autora. Dlaczego osąd mężczyzny ma być uważany za bardziej wiarygodny w chwilach niezgody? Dlaczego zakładać, że jego perspektywa jest bramą do biblijnego pokoju? Dlaczego zakładać, że to on podejmuje trafniejsze decyzje?

Czy stwierdzenie, że biblijna droga do pokoju i zgody polega na tym, że żona ostatecznie poddaje się osądowi męża, nie podważa w dużej mierze zasady wzajemności, którą autor próbował wcześniej starannie zbudować. Dlaczego rozwiązaniem problemu nie może być modlitwa obojga partnerów i szukanie pomocy psychologicznej, aby dostrzec głębszy sens konfliktu? Stwierdzenie, że mężczyzna mimo wszystko ma rację po ujawnieniu biblijnej metody, wzajemnego poddania się „jak w Panu”, neguje wszystko, na co wskazuje Biblia. Podporządkowanie się osądowi męża tylko dlatego, że jest on mężem, to błędna logika. Subtelnie przywraca koncepcję tej samej hierarchii, którą autor początkowo próbował odrzucać. Nawet ton „słuchania rady mądrej żony” subtelnie sugeruje jej niższość.

Niestety takie założenie w sposób delikatny, otwiera drzwi do utrwalonych wzorców mizoginii, które ukształtowały znaczną część chrześcijańskiej retoryki. Sugeruje to, że osąd mężczyzny jest z natury bardziej wiarygodny, bardziej racjonalny lub bliższy woli Bożej niż osąd kobiety - no chyba, że jest ona mądra. Takie założenia nie są jednak neutralne. To właśnie one są mechanizmami, poprzez które mizoginia historycznie jest obecna w Kościele. Dopóki nie przyjrzymy się tym założeniom uczciwie, będą one nadal kształtować naszą teologię w subtelny, ale silny sposób. Takie założenia udowadniają, że perspektywa kulturowa, często dominuje nad Biblią.

Warto jednak zauważyć, że retoryka dotycząca kobiet i małżeństwa uległa znaczącej zmianie w ostatnich latach. Obecność języka, który opisuje relacje wzajemności i wspólne podejmowanie decyzji świadczą o realnych zmianach i postępie w tym obszarze życia.

W kolejnej części autor zwraca uwagę na ważną rolę dzieci w rodzinie i zachęca rodziców do pielęgnowania wiary przez miłość, przewodnictwo i regularne wspólne nabożeństwa. Paweł wzywa dzieci do okazywania szacunku i posłuszeństwa wobec rodziców (Kol 3:20), a jednocześnie przypomina rodzicom, aby nauczali dróg Bożych przez pouczenia i przykład. Jezus potwierdził wartość dzieci w Królestwie Bożym (Mt 19:14), a Paweł równoważy swoją radę, nawołując rodziców, aby ich nie rozgoryczały swoich dzieci (Kol 3:21). Lekcja wskazuje również, że rodzice, a zwłaszcza ojcowie, odgrywają znaczącą rolę w kształtowaniu życia duchowego swoich dzieci.

Kiedy autor lekcji powołuje się na badania i używa takich sformułowań jak „badania wskazują…”, dobrze byłoby, gdyby je zacytował. Warto wiedzieć kto to powiedział i kto przeprowadził badania? Kiedy przeprowadzono bania i na jakiej grupie ludzi? W przeciwnym przypadku takie stwierdzenia dają posmak naukowości niestety bez pokrycia. Autor zauważył, że „badania wskazują na to, że gdy oboje rodzice uczęszczają na nabożeństwo kościelne, znacznie bardziej prawdopodobne jest, że ich dzieci także będą na nie uczęszczać, niż jeśli tylko jedno z rodziców regularnie uczestniczy w nabożeństwach. Co jeszcze bardziej zaskakuje, że większy pozytywny wpływ na dzieci ma uczęszczanie na nabożeństwo przez ojca niż przez matkę.” Jako pastor chciałbym poznać źródło tego badania, żebym mógł je sprawdzić. Chciałbym dodać do tego badania tezę, że przykład rodziców w codziennym życiu w tym ich relacje ze sobą, z ich dziećmi oraz ze światem mają również duże znaczenie. Chodzenie do kościoła jest wspaniałe, ale bardziej przekonujące może być nasze działanie w ukryciu, gdy nikt na nas nie patrzy.

Kolejnym tematem, którym mieliśmy zajmować się w tym tygodniu były relacje w pracy. Nie wiem, czy tytuł tej części miał być ironiczny, czy poważny, ale lekcja nie miała nic wspólnego ze stosunkami w pracy, poza końcowym pytaniem. Autor bez przeanalizowania biblijnych przykładów niewolnictwa posłużył się cytatem z innego artykułu i stwierdził apologetycznie, że „niewolnictwo w Biblii, choć odrażające w naszym współczesnym rozumieniu, nie przypominało odrażających praktyk niewolnictwa, które obserwowano w świecie zachodnim.”

Sugerowanie, że chociaż biblijne niewolnictwo było złe, ale w jakiś sposób wyraźnie różniło się od współczesnego niewolnictwa, przypomina nam, jak często chrześcijaństwo znieczula ludzi na przemoc, śmierć i ludzkie cierpienie. Widzieliśmy to we wcześniejszych lekcjach o Starym Testamencie, gdzie zagładę innych narodów traktowano jako usankcjonowaną przez Boga karę. Chrześcijanie często mówią tak, jakby byli ludźmi zawsze okazującymi miłość, jednocześnie czują się dziwnie komfortowo, gdy giną inni ludzi, o ile ich śmierć można usprawiedliwić w imię Boga. To, czy niewolnictwo w Nowym Testamencie różniło się od niewolnictwa we współczesnym świecie, jest nieistotne. Nigdy nie powinno być podstaw do jego usprawiedliwiania. Nigdy nie powinno stać się powodem, by uznać jakąkolwiek formę niewolnictwa za akceptowalną lub moralnie tolerowaną w Piśmie Świętym.

Autor lekcji zacytował innego autora, który postawił tezę, że „Kościół musiał działać w granicach państwa rzymskiego, które „…zapewniało niewolnikom znaczne prawa i możliwości…”. Niestety nie wiemy na jakiej podstawie została postawiona taka teza. Następnie napisał on, że gdyby Kościół „próbował obalić tę praktykę [niewolnictwa], mogłoby to zagrozić rozwojowi Ewangelii…”. Ten wniosek jest bardzo niepokojący i odwraca uwagę od stwierdzenia, że niewolnictwo nie było Bożym ideałem. Można by zapytać, jaka ewangelia była dozwolona w imperium rzymskim? Czyż ewangelia nie była ewangelią wyzwolenia, nie tyle umysłu, ale jak przedstawił to Łukasz w 4:18 „uwolnienia uciśnionych”? To jest dokładnie to, po co przyszedł Chrystus – nie tylko aby wyzwolić z grzechu, ale z systemów ucisku i niesprawiedliwości.

Szkoda, że autor lekcji otwarcie nie potępił niewolnictwa. Paweł, choć był apostołem Jezusa, był ukształtowany przez otaczającą go kulturę. Podobnie inni bohaterzy biblijni. Piotr był jawnym rasistą, dopóki Bóg go nie skarcił. Nawet jako uczeń Chrystusa, Piotr wciąż nosił w sobie uprzedzenia swojej kultury. To nie umniejsza przesłania Biblii, ale podkreśla cierpliwość i łaskę Boga działającą poprzez ludzkie ograniczenia. Jezus nauczał za pomocą przypowieści zakorzenionych w otaczającym go świecie, odwołując się do obrazów, zwyczajów i doświadczeń, które były znane ludziom w jego czasach. Objawienie nie przychodzi do nas poza historią czy kulturą. Ono przychodzi do nas poprzez nią. Niestety wielu ludzi uważa, że Biblia dotarła do nas poza historycznym, kulturowym, literackim i intertekstualnym kontekstem lub jak gdyby ludzie, przez których została spisana, nie mogli mieć błędnych przekonań ukształtowanych przez świat który ich otaczał. Wielu chrześcijan tak bardzo stara się bronić autorów biblijnych jako moralnie doskonałych, że nie dostrzegają, jak bardzo umniejsza to Boży wybór, aby działać przez ludzi, którzy są moralnie niedoskonali.

Następnie autor lekcji stwierdził, że w kościele niewolnicy tak jak wszyscy wierzący należą do Pana, i że panowie powinni traktować niewolników sprawiedliwie, tak jak braci. Autor wskazał również, że wszyscy wierzący są nazywani niewolnikami lub sługami Boga. Część na wtorek kończy się dziwnym akapitem, w którym autor stwierdza się, że „nawet jeśli nie podobają nam się okoliczności kulturowe, w jakich powstały teksty biblijne, nadal musimy zaakceptować autorytet samego tekstu. W przeciwnym razie postawilibyśmy siebie i naszą kulturę ponad Biblią.” To stwierdzenie wprowadza zamieszanie, ponieważ czytelnik nie rozumie o co chodzi autorowi. Czy wszystko, co powiedział on przed tym akapitem, jest oparte na Biblii, czy na badaniach epoki, w której powstał list do Kolosan? Na czym jest więc zbudowane zrozumienie tekstu listu do Kolosan: czy na tekście Biblii, czy na interpretacji niewolnictwa? Czyż lepsze zrozumienie epoki, jej historycznego, filozoficznego i socjologicznego kontekstu nie pomaga nam w zrozumieniu tekstu? Czyż nie interpretujemy wszystkich tekstów przez pryzmat naszych uprzedzeń naszego wykształcenia, w tym Biblii? Pozwolenie, aby tekst „przemówił sam za siebie” jest dokładnie tym, co robili właściciele niewolników, utrzymując ludzi w systemach ucisku.

Biblii nie można oddzielić od kultury i historycznego kontekstu, w którym została napisana. Uznanie tego faktu wcale nie umniejsza wartości Biblii, raczej przeciwnie, pogłębia naszą uczciwość w jej odczytywaniu i interpretowaniu. Wiara w Biblię nigdy nie powinna powstrzymywać nas przed kwestionowaniem historii, kultury i człowieczeństwa ludzi, od których pochodzi ten tekst. Autorzy Biblii nie byli bezbłędni. Zostali wybrani w swoim czasie i to powinno uczyć nas pokory, a nie uciszać.

Perspektywa Pawła na temat niewolnictwa nie jest dobra. Na przestrzeni dziejów jego pisma były często interpretowane przez ludzi, którzy chcieli usprawiedliwiać niewolnictwo. Dzisiaj mamy okazję, a także obowiązek, aby kwestionować zarówno pierwotne ujęcie, jak i późniejsze interpretacje, które podtrzymywały ucisk. Taka postawa nie kwestionuje Boga, ale kwestionuje ludzkie ograniczenia, kulturowe założenia i szkodliwe interpretacje, jakie ludzie łączyli z tym tekstem. Jeśli naprawdę wierzymy, że każdy człowiek nosi w sobie obraz Boga, to nasza teologia powinna być kwestionowana za każdym razem, gdy konsekwentnie wyklucza pewne osoby.

Wracając do tytułu części na wtorek, dlaczego nosiła ona tytuł „Relacje w pracy”? Pytanie końcowe krótko zachęca czytelnika do zastanowienia się, jak rady Pawła mogłyby odnosić się do współczesnych relacji w miejscu pracy. Jednak autor lekcji nie rozwija tego tematu. Zamiast tego, większość czasu przeznacza na przedstawienie historycznego kontekstu niewolnictwa w świecie biblijnym. Choć zrozumienie tego kontekstu jest ważne, czytelnik zastanawia się, dlaczego lekcja nie zgłębiła szerzej zasad, na które wskazywał Paweł – uczciwości w pracy, sprawiedliwości w przywództwie i świadomości, że wszyscy ludzie ostatecznie odpowiadają przed tym samym Panem. Nazywanie niewolnictwa „relacją pracy” świadczy o niezdolności do uczciwego spojrzenia na bolesne aspekty historii ludzkości i tradycji chrześcijańskiej.

Jeśli odczytamy słowa Pawła przez taki pryzmat, fragment ten nabiera o wiele większego znaczenia we współczesnym życiu ponieważ pouczenia Pawła zmieniają dynamikę władzy, przypominając pracownikom i przywódcom, że ostatecznie będą musieli się rozliczyć ze swoich działań przed Bogiem. Praca nie jest wyłącznie transakcyjna, a władza nie jest absolutna. Pracodawcy muszą traktować osoby, które zatrudniają, z szacunkiem i godnością, a pracownicy są zachęcani do wypełniania swoich obowiązków ze szczerością i uczciwością.

Kolejnym tematem, który pojawia się w naszej lekcji jest modlitwa. „Modlę się za ciebie” nie zawsze jest najważniejszym słowem, jakie można powiedzieć. Takie zdanie może czasami wydawać się bardzo odległe lub zdawkowe, zwłaszcza gdy nie idzie za nim działanie, empatia ani obecność. Modlitwa ma największe znaczenie, gdy oznacza: „Jestem razem z tobą. Nie zostawiam cię samego w twoim cierpieniu”.

Język kształtuje sposób, w jaki postrzegamy rzeczy. Nigdy nie lekceważyłbym modlitwy, ale myślę, że jej moc jest często źle rozumiana. Modlitwa jest potężna nie tylko dlatego, że zmienia okoliczności lub że umożliwia komunikację z Bogiem w czyimś imieniu, ale także dlatego, że stawia nas w cierpieniu innej osoby. Jest formą wejścia w to cierpienie. To w dużej mierze nadaje sens modlitwie.

W końcu jeszcze raz wracamy do tematu łączącego się z chrześcijańskim domem. Autor sugeruje, że najlepszy chrześcijański dom to taki, w którym panuje spokój, prostota i cicha życzliwość. Czy można powiedzieć, że głośne, ekspresyjne i żywe kultury w jakiś sposób mniej odzwierciedlają Boga? Wydaje mi się, że mamy tutaj do czynienia z subtelnym wywyższaniem pewnych norm kulturowych nad inne. Czy rzeczywiście istnieje tylko jeden akceptowalny sposób bycia? Przecież celem naszej lekcji było pokazanie w jaki sposób możemy żyć we wspólnocie, która jest zróżnicowana.

W Kol 4:6 Pawł napiał: „abyście wiedzieli, jak macie odpowiadać każdemu.” Ten werset często jest sprowadzany do wiedzy, który fragment należy zacytować w dyskusji, ale myślę, że wymaga on czegoś znacznie głębszego niż jedynie dobrania odpowiednich słów. Jak można wiedzieć, jak komuś odpowiedzieć, jeśli nigdy nie próbowało się zrozumieć doświadczenia tego człowieka? Jest to zaproszenie do wyjścia poza własną, przeżywaną rzeczywistość i poznania życia innych. Wiedza o tym, jak odpowiedzieć, polega na pielęgnowaniu postawy zainteresowania i zrozumienia, które wykracza poza samego siebie. Werset wzywa nas do głębszej relacji międzyludzkiej. Wzywa nas, abyśmy wiedzieli, jak odpowiedzieć, ponieważ najpierw troszczyliśmy się, aby zrozumieć drugiego człowieka.

Kiedy Chrystus zostaje przyjęty do naszych serc i domów, nasze domy mogą stać się „małym niebem na ziemi”. Szczęście często buduje się przez drobne uprzejmości, które okazujemy sobie nawzajem – dodając komuś otuchy, odciążając go od ciężaru, czy po prostu okazując współczucie w codziennych chwilach. Te drobne nawyki troski kształtują atmosferę naszych domów i naturalnie wykraczają poza nie. To połączenie wydaje się ważne w świetle obaw poruszonych w tym tygodniu. Jeśli życie chrześcijańskie rzeczywiście cechuje czuła życzliwość, wdzięczność i współczucie dla innych, to te same cechy powinny kształtować sposób, w jaki mówimy o ludziach, kulturach i bolesnych historiach. Miłość, która zaczyna się w naszych domach, nie powinna tam pozostać. Powinna rozprzestrzeniać się na sposób, w jaki angażujemy się w świat i ludzi wokół nas. Jako czytelnicy, jesteśmy zaproszeni do zatrzymania się i zastanowienia czy ton naszych rozmów, interpretacji i odpowiedzi odzwierciedla współczucie i pokorę, do których ucieleśniania wzywa nas Ewangelia. Jeśli drobne akty życzliwości, które kształtują nasze domy, są wystarczająco potężne, by stworzyć „mały raj na ziemi”, to te same cechy powinny znaleźć odzwierciedlenie w naszych działaniach we wszystkich zakątkach świata, w których się znajdujemy.



DO PRZEMYŚLENIA

Jakie są podobieństwa i różnice między prowadzeniem firmy a prowadzeniem gospodarstwa domowego? Jakie są podobieństwa i różnice między prowadzeniem firmy a prowadzeniem kościoła? Jakie są podobieństwa i różnice między prowadzeniem rodziny a prowadzeniem kościoła, „który jest w istocie dużą rodziną”?

Paweł przechodzi od wzniosłego obrazu Kościoła wielbiącego Boga w Kol 3:15-17 do niemal prozaicznych wskazówek w Kol 3:18 – 4:1. W jaki sposób powinniśmy interpretować te domowe zasady? C. S. Lewis napisał: „Jeśli dom ma być narzędziem łaski, musi być miejscem zasad. Przeciwieństwem zasad nie jest wolność, ale (często nieświadoma) tyrania najbardziej samolubnego członka rodziny”. O czym Paweł mówił, a czego nie mówił w „kodeksach domowych”? W jaki sposób powinniśmy rozumieć ideę „podporządkowania” w Kol 3:18-19. Można podporządkować się bez miłości, nie można jednak kochać bez podporządkowania się.

Słowo „zwierzchnictwo/władza” nigdy nie jest używane w Nowym Testamencie do opisania jakiegokolwiek aspektu relacji mąż-żona (z wyjątkiem 1 Kor 7:3-4). Mężowie nigdy nie są pouczani, aby sprawować władzę nad swoimi żonami. Żony nigdy nie są pouczane, aby były bezwolnie podporządkowane władzy męża. Nakazowi, by żony podporządkowywały się mężom, „jak przystoi w Panu”, nigdy nie towarzyszy żadna groźba.

Zasada wzajemnego podporządkowania jest tak radykalna w swoich wymaganiach i tak wszechstronna w swoim zakresie, że „posłuszeństwo wobec władzy” traci na znaczeniu. Paweł jasno stwierdza, że podporządkowanie żon (które w jego czasach było czymś oczywistym i dlatego nie wymagało szczegółowego omówienia) nie może i nie powinno być wykorzystywane przez chrześcijańskich mężów jako okazja do roszczenia sobie lub sprawowania nad nimi władzy.

Kol 3:20-21. Jakie zasady na temat wychowania dzieci oraz rodzinnych relacji wynikają z tego fragmentu? Dlaczego Paweł nie ustanawia żadnej hierarchii w stosunkach między mężem a żoną oraz w relacjach dzieci wobec obojga rodziców? Jakie ma to zastosowanie w rodzinach w których jest tylko jeden rodzic?

Kol 3:20-22. Paweł mówi, aby dzieci były posłuszne rodzicom, jednak nigdy nie mówi, aby żony były posłuszne mężom. Na czym polega różnica? W Nowym Testamencie nakaz „posłuszeństwa” został dany dzieciom i niewolnikom, ale nie żonom. Dlaczego Paweł używa języka władzy w relacjach rodzicielskich, ale celowo unika go w relacjach małżeńskich?

Kol 4:2–4. Paweł zwrócił się z prośbą o modlitwę do Kolosan. Dlaczego było to ważne? W jaki sposób modlitwa łączy więzami wzajemnego zobowiązania? Prawdopodobnie Paweł nigdy nie spotkał się z wierzącymi w Kolosach. Jednak, kiedy modlimy się za kogoś i wiemy, że dana osoba również modli się za nas, powstaje więź, która tworzy relację miłości i zaufania.

Na czym mogło polegać według Pawła, „chodzenie w mądrości”? Na czym dzisiaj polega „chodzenie w mądrości”? Dlaczego Paweł dbał zarówno o podtrzymywanie osobistych relacji z kościołami, jak również zależało mu na nauczaniu głębokiej teologii? Paweł był nie tylko głębokim myślicielem, ale także współczującym pastorem, przyjacielem i towarzyszem w modlitwie. Dlaczego Kościół potrzebuje dzisiaj takich samych postaw jak potrzebował wtedy?

Wielu ludzi poszukuje ucha, które będzie słuchać. Nie znajdują go wśród chrześcijan, ponieważ chrześcijanie mówią tylko, gdzie powinni słuchać. Ten, kto nie potrafi już słuchać brata, wkrótce przestanie słuchać również Boga. To początek śmierci życia duchowego. Ci, którzy nie potrafią słuchać długo i cierpliwie, wkrótce zaczną mówić nie na temat”. — Dietrich Bonhoeffer, Life Together

Paweł przypomina wierzącym, że jedność jest formowana przez codzienne relacje. Uprzejma mowa pielęgnuje zaufanie, łagodzi konflikty i umacnia wspólnotę. Gdy wierzący uczą się mówić mądrze i życzliwie, Kościół staje się miejscem zachęty i pokoju.















Przygotował Jan Pollok

piątek, 13 marca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Życie z Chrystusem

Felieton do Szkoły Sobotniej na 14 marca 2026

Autor naszego podręcznika zaczyna lekcję od stwierdzenia „Powszechnie uważa się, że ludzie, którzy za dużo myślą o niebie, nie nadają się do życia na ziemi.” Jest to fałszywa dychotomia, ponieważ w taki sposób niebiańskie nastawienie jest przedstawione jako przeciwieństwo wykonywania ziemskiego dobra. Te dwie rzeczywistości nie są ze sobą sprzeczne. Nikt nie namawia ludzi, aby nie byli skupieni na niebie. Posiadanie niebiańskiego nastawienia, nie wyklucza uczestnictwa w ziemskim życiu.

Nasz język teologiczny, nasza wiara, a nawet nasze historyczne pochodzenie, są zakorzenione w nadziei na Powtórne Przyjście Jezusa. Adwentyzm zrodził się z wielkiego rozczarowania, które było wynikiem koncentrowania uwagi i spekulacji związanej z wyznaczeniem daty powrotu Chrystusa. Przeciwstawienie zainteresowania niebem zainteresowaniu ziemskim dobrem jest marnowaniem okazji, aby powiedzieć, że ci, którzy są zainteresowani niebem są także zainteresowani obecnym dobrem tu na ziemi i troszczą się o dobro tych, którzy mają zainteresowanie niebiańskimi sprawami. Posiadanie zainteresowań niebiańskimi sprawami oznacza, że troszczymy się również o ludzi, których Bóg pragnie mieć w niebie. Aby naprawdę mieć niebiańską naturę, musimy o nich pamiętać. Założenie, że osoby wierzące powinny troszczyć się przede wszystkim o niebo wydaje się historycznie i kulturowo niezgodne z tym, co przeżyliśmy w przeszłości.

Adwentyzm wyłonił się ze wspólnoty wierzących, którzy organizowali swoje życie wokół przekonania o rychłym powrocie Jezusa. Ruch ten rozwinął się z grupy ludzi, którzy wierzyli, że wiedzą, kiedy Chrystus powróci, mimo że Pismo Święte jasno stwierdza, że nikt nie zna dnia ani godziny. Z tego powodu sformułowanie mówiące o rychłym powrocie Chrystusa i wezwanie do „niebiańskiego nastawienia” nie jest niczym nowym w adwentystycznym słowniku. Stanowi fundament naszej tradycji. Pierwsi adwentyści, którzy byli najbardziej przekonani, że Chrystus powróci wkrótce byli również tymi, którzy zakładali szkoły, szpitale, wydawnictwa i organizacje pomocowe. Ich nadzieja na niebiańską rzeczywistość nie oddzielała ich od świata; wręcz przeciwnie, inspirowała ich do troski o ten świat. W tym sensie prawdziwe „niebiańskie nastawienie” historycznie było motorem czynienia dobra na ziemi, a nie było jego rywalem.

Co więcej, autor lekcji zwraca uwagę, że praktyczne zasady „pochodzą z nieba”. Wskazuje również, że przykazania takie jak „miłujcie nieprzyjaciół waszych” i „błogosławcie tym, którzy was przeklinają”, mogą być zachowane tylko przez tych, którzy zostali „wzbudzeni z Chrystusem”. Wniosek: chrześcijaństwo równa się moralność. Jednak tego rodzaju rozumowanie jest problematyczne z kilku powodów. Po pierwsze, pomija prawdę, że wiele osób z różnych wyznań, a nawet ci, którzy deklarują brak wiary, wykazują bardzo wyraźną wrażliwość moralną, współczucie i poświęcenie. W niektórych przypadkach czynią to skuteczniej niż ci, którzy publicznie twierdzą, że zmartwychwstali z Chrystusem. Sugerowanie, że moralna wrażliwość jest cechą którą posiadają wyłącznie chrześcijanie, nawet jeżeli jest to uczynione podświadomie, jest niebezpieczne i elitarne.

Możemy dostrzec dobroć wyrażaną przez wielu ludzi, którzy działają w ramach różnych kultur i tradycji. Chrześcijańskie rozumienie wykonywania tego co dobre polega na podkreśleniu, że dobro manifestuje się w odzwierciedlaniu obrazu Boga w całej ludzkości i nie jest to cnota zarezerwowana wyłącznie dla chrześcijan. Nawet Jezus stwierdził, że posiada swoich naśladowców, którzy „nie są z tej owczarni” (Jn 10:16). Naśladowanie Chrystusa przemienia źródło naszej etyki. To jest trafne stwierdzenie, niezależnie od tego, czy etyka ta pochodzi od ludzi, którzy są chrześcijanami, czy nie.

Po drugie, według takiej retoryki ci, którzy pochodzą spoza chrześcijańskiej tradycji są „inni”. W ten sposób można łatwo ocenić tych którzy pochodzą spoza chrześcijańskiej tradycji, jako tych, którzy nie posiadają tego co posiadają osoby wierzące w tradycji chrześcijańskiej. Sugerowanie, że standard moralności powinien być definiowany przez jedną wspólnotę, zawiera w sobie ton moralnej wyższości. Takie rozumowanie prowadzi do wspierania różnych ideologicznych przekłamań, takich jak chrześcijański nacjonalizm, który zakłada, że chrześcijanie posiadają wyjątkowe zrozumienie wartości lub sprawiedliwości, czego nie posiadają inne osoby.

Ludzki wysiłek nie przybliża nas do Boga – łaska jest cudem. Dlatego autor lekcji podkreślał potrzebę szukania tego, co w górze. To prawda, że niektóre rzeczy można zrozumieć jedynie przez pryzmat osobistych relacji z Bogiem, ale jak zaznaczono w tekście, zrozumienie tych rzeczy nie jest zbudowane na samowystarczalności ani ludzkim wysiłku, lecz na łasce Bożej, która umożliwia zrozumienie.

Dlatego warto ponownie przemyśleć na czym polega „niebiańskie nastawienie umysłu”? Niebiańskie nastawienie umysłu zwraca naszą uwagę na przyszłą rzeczywistość i kieruje wierzącą osobę w stronę tego, co jeszcze nie nadeszło. W przeciwieństwie do tej koncepcji chrystocentryczne nastawienie umysłu wykracza poza czas. Skupienie uwagi na Chrystusie zakotwicza teraźniejszość, jednocześnie kształtując nadzieję na to, co ma nadejść. Kiedy Bóg znajduje się w centrum, przyszłość nie jest umniejszana, równocześnie teraźniejszość nie jest zaniedbywana.

Wezwanie do kształtowania niebiańskiego nastawienia umysłu może czasem brzmieć jak zaproszenie do życia które polega wyłącznie na spoglądaniu tylko do przodu. Jednak chystocentryczne nastawienie umysłu oznacza zwracanie uwagi na obecność Boga tu i teraz. Chrystus nie jest ograniczony do jakiejś przyszłej ewentualności. Niebo ma sens, ponieważ jest tam Chrystus, ale Chrystus jest również obecny tu i teraz. Jeśli nasza uwaga jest skupiona na Nim, jesteśmy prowadzeni zarówno ku obiecanej przyszłości, jak i do wiernej obecności tu i teraz. W tym sensie naszym celem nie powinno być niebiańskie nastawienie umysłu, lecz nastawienie chrystocentryczne.

Hasła typu „Koniec wojny!” brzmią ironicznie, zwłaszcza gdy jesteśmy świadkami rozpętanej wojny w Iranie i okrucieństw, które od czterech lat dzieją się w Ukrainie a także aktów przemocy w innych częściach świata. Sugestia, że położenie kresu wojnie, sprzeciwianie się wycinkom lasu czy groźbie użycia broni jądrowej jest przejawem „krótkowzrocznego” myślenia w świetle wieczności, jest nie tylko błędna, ale odzwierciedla również niedojrzałą formę chrześcijaństwa. Przyznanie, że ludzkie życie jest mniej cenne niż nadzieja na niebo jest niepokojące. Taka perspektywa odzwierciedla brak empatii dla Boga i brak bliskości z Jego cierpieniem. Zbagatelizowanie obecnego cierpienia jako błahego oznacza ujawnienie obojętności wobec Bożego smutku z powodu ludzkiego cierpienia.

To prawda, że fragmenty takie jak Jn 14:1–3 podkreślają, że nawet Jezus oczekiwał swojego powrotu i z niecierpliwością nadal oczekuje zjednoczenia ludzkości z boskością w wieczności. Biblia bardzo konsekwentnie przedstawia Chrystusa jako Boga, który wkracza w ludzki smutek.

Wyobraźmy sobie, jak okrutnie by to zabrzmiało, gdyby Jezus odmówił pomocy cierpiącym ludziom, ponieważ był skupiony wyłącznie na przyszłości. Nie na tym polegała jego misja. W Ewangeliach Jezus został przedstawiony jako ten, który odpowiada na potrzeby tych, którzy byli głodni, chorzy, pogrążeni w żałobie i uciskani. Według Jezusa, Królestwo Boże rozpoczyna się na ziemi. Kiedy Chrystus uczył swoich uczniów modlitwy: „Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”, modlitwa ta nie pomijała ziemskich spraw. Przeciwnie, potwierdzała, że to, co ma nadejść jest bardzo ważne, ale to, co dzieje się tu i teraz oraz wobec kogo, ma równie duże znaczenie.

Następnie autor lekcji zauważył, że nigdy nie słyszymy haseł takich jak „Koniec ze świeckością!” i że powinniśmy dążyć do realizacji takiego hasła. Autor wyjaśnia, w jaki sposób powinniśmy interpretować „świeckość”, zwracając uwagę na grzeszne zachowania.

Świeckość” można również pokazać w religijnych kontekstach. Według Biblii świeckość polega na kierowaniu się egoistycznymi motywami, takimi jak pycha, dążenie do kontrolowania, poczucie wyższości czy poczucie własnej sprawiedliwości. Jezus sprzeciwiał się takim postawom, szczególnie wtedy, gdy były widoczne wśród przywódców religijnych. Na zewnątrz przedstawiali się oni jako pobożni, ale w rzeczywistości zaniedbywali sprawiedliwości, miłosierdzia i pokory. Takie aspekty „świeckości”, które ujawniają się w kontekstach religijnych, mogą być trudniejsze do rozpoznania, ponieważ są skrywane pod płaszczykiem języka duchowego i są połączone ze społeczną akceptacją.

Ponieważ z Chrystusem zostaliśmy wzbudzeni z martwych, dlatego Jego Duch żyje w nas, abyśmy mogli doświadczyć tej przemiany. Autor lekcji nie rozwija jednak tego tematu tylko odsyła czytelnika do listu do Rzymian 1, wskazując na gniew Boga z powodu nieposłuszeństwa i nieczystości a następnie zupełnie niespodziewanie kieruje tyradę w stronę listu do Rzymian 1:26-27 na temat związków osób tej samej płci, co nie ma nic wspólnego z tekstem listu do Kolosan. Czytelnik może czuć się nieco zagubiony w tym labiryncie wersetów i greckich słów.

Argumentacja autora lekcji jest przykładem jak niebezpieczne może być wyrwanie tekstu z kontekstu i jak bardzo niepoprawna metodologicznie jest taka interpretacja Biblii. Na pierwszy rzut oka ktoś mógłby powiedzieć, że porównywanie Pawła z listu do Kolosan z Pawłem z listu do Rzymian może być pożyteczne. Jeśli jednak sięgamy do listu do Rzymian 1, ważne jest, abyśmy pozwolili, aby list do Rzymian 1 przemawiał w pełnym kontekście. Autor lekcji zwrócił uwagę na fragment listu do Rzymian 1:26–27, który ilustruje nieczystość związków osób tej samej płci. Pomija jednak fakt, że Paweł dalej w kolejnych wersetach prowadzi swoją argumentację, która nie jest już związana z tematem związków jednopłciowych. Paweł mówi dalej o takich rzeczach jak zazdrość, morderstwo, waśnie, podstęp, złośliwość, plotki, oszczerstwa, arogancja, chełpliwość, wymyślanie różnych sposobów czynienia zła, nieposłuszeństwo wobec rodziców, brak miłości i miłosierdzia (Rz 1:29–31). Ponadto zaraz po przedstawieniu tej listy Paweł zwraca się do czytelnika i przestrzega przed osądzaniem: „Nie ma przeto usprawiedliwienia dla ciebie, kimkolwiek jesteś, człowiecze, który sądzisz” (Rz 2:1). Jeśli chcielibyśmy włączyć list do Rzymian do dyskusji o liście do Kolosan, należałoby przedstawić dany fragment w całości wraz z całym jego biblijnym kontekstem. W przeciwnym razie uwaga skupia się tylko na jednym zagadnieniu, do którego Paweł nie ograniczał się w liście do Rzymian. Na tym właśnie polega słabość popularnej w niektórych kręgach tzw. metody tekstów dowodowych. Niestety tekst wyrwany z kontekstu jest pre-tekstem. Kiedy patrzymy na list do Kolosan 3, widzimy, że dotyczy on czegoś znacznie szerszego: porzucenie „starego człowieka”, w tym niemoralności seksualnej, chciwości, gniewu, oszczerstwa i kłamstwa. Paweł nie zatrzymuje się jednak w tym miejscu, ponieważ zwraca uwagę na konieczność rozpoczęcia nowego życia (ubrania nowego człowieka), które jest naznaczone współczuciem, pokorą, łagodnością, cierpliwością i miłością (Kol 3:5–14). Nie warto sięgać do listu do Rzymian, ponieważ w samym liście do Kolosan jest wystarczająco dużo materiału. Jeśli jednak mimo wszystko sięgamy do listu do Rzymian, musimy być uczciwi i uwzględnić cały kontekst tego, o czym Paweł pisał w liście do Rzymian 1. W przeciwnym razie ryzykujemy ujawnienie naszych uprzedzeń, traktując wybiórczo tylko te fragmenty, które pasują do naszej narracji, gdy chcemy pokazać jakie „grzechy” uważamy za najbardziej nieczyste. Grozi to odwróceniem uwagi od głównej tezy listu do Kolosan, na której Paweł skupia uwagę, a mianowicie od kompleksowej przemiany życia w Chrystusie.

Na marginesie naszej dyskusji warto jednak zauważyć w jaki sposób Kościół odnosi się do „niewłaściwych aktów seksualnych”. Uwaga zawsze skupia się na osobach dorosłych, które świadomie wyrażają zgodę na relacje w społeczności LGBT. Oburzenie moralne wydaje się nieproporcjonalnie skierowane przeciwko dobrowolnym relacjom, podczas gdy kościoły często milczą na temat przemocy seksualnej która dzieje się często w kościelnych ławkach, a czasami nawet liderzy kościoła utrwalają szkodliwe zachowania. Nie będę dalej rozwijał tego tematu. Problem na naszym polskim podwórku religijnym jest aż nadto transparentny.

Idea gniewu Bożego zdaje się pociągać wielu wierzących, ponieważ oferuje ona psychologiczne usprawiedliwienie. Jeśli wyobrażamy sobie Boga, który kieruje swój gniew w stronę określonych grup, to unikanie przynależności do tych kategorii staje się sposobem na poczucie moralnej wyższości. Obecność ludzi z marginesu społecznego utwierdza słabo wierzącą osobę w przekonaniu, że należy do „właściwej” grupy. Z tego powodu niektórzy ludzie obawiają się wizji Boga, który na pierwszym miejscu stawia łaskę, miłosierdzie oraz radykalne włączenie do społeczności ludzi, którzy nie są tak „dobrzy” jak my. Bóg, który burzy strukturę podtrzymującą duchową wyższość wydaje się „niesprawiedliwy”. Gdy nie ma grupy, którą można potępić, słabo wierząca osoba traci podstawę, na której może zdefiniować siebie jak lepszą od innych. Taki paradygmat pomaga wyjaśnić, dlaczego ideologie polityczne, takie jak nacjonalizm i supremacja, mogą znaleźć żyzny grunt w niektórych kręgach chrześcijaństwa.

Jak na ironię, język który został zastosowany aby opisać „nowe życie” chrześcijan wykorzystuje takie zwroty takie jak „wybrani” „powołani”, „wybrani przez Boga” i w ten sposób promuje ideę wyższości. Przekonanie, że tylko nieliczni są zdolni do przyjęcia tego elitarnego powołania, wzmocnione frazą „wielu jest powołanych, ale niewielu wybranych”, jeszcze bardziej pogłębia ten podział.

Następnie autor lekcji zawraca uwagę na osiem cech, które wymienia Paweł w 3:12-14. Są to: serdeczne współczucie, dobroć, pokora, łagodność, cierpliwość, przebaczenie, a przede wszystkim miłość. To niewątpliwie piękne ideały. Czy jednak ucieleśniamy te cechy, które celebrujemy?

W jaki sposób język pokory może współistnieć z retoryką, która podkreśla bycie „wybranym” lub „wybrańcem”? W jaki sposób język życzliwości współistnieje z retoryką, która bagatelizuje cierpienie świata a troskę o to cierpienie uznaje jako „krótkowzroczną”? Jak wezwania do czułości współistnieją z surowym i poniżającym językiem, którego używa się w odniesieniu do osób LGBT? Dysonans między celebrowanymi cnotami a praktykowaną postawą jest zdumiewający. Przepaść między deklarowanym współczuciem a żywą wrogością jest jednym z powodów, dla których wielu ludzi we współczesnym świecie nie chce mieć nic wspólnego z chrześcijaństwem.

Ciekawy jest również wątek muzyczny w naszej lekcji. Nacisk jaki został położony na „psalmy, hymny i pieśni duchowe” ma być wskazówką jaką muzykę wykonywać w czasie nabożeństw. Jednak podtekst odzwierciedla adwentystyczne skłonności do marginalizowania kultury. Niektóre style muzyczne są subtelnie wywyższane, podczas gdy inne są bardzo wyraźnie odrzucane i demonizowane. Takie zachowanie doprowadziło do marginalizowania tradycji muzycznych wywodzących się z kultur pozaeuropejskich. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się dyskusją o stylu nabożeństwa, w praktyce staje się formą kulturowego wymazywania.

Przesłanie, które kryje się za tą dyskusją jest takie, że istnieje tylko jeden akceptowalny sposób życia, oddawania czci Bogu i doświadczania Go. Ci, którzy nie spełniają tego oczekiwania, są określani mianem nieświętych, podczas gdy ci, którzy pasują do narzuconego wzorca, są uznawani za tych, którzy należą do „resztki”.

Przykład Jezusa jest bezcenny. Nigdy nie traktował obecnego cierpienia jako czegoś drugorzędnego tylko dlatego, że nadchodziła wspanialsza przyszłość. Wręcz przeciwnie, świadomość Królestwa Bożego sprawiała, że był bardziej wyczulony na ból, który go otaczał. Uzdrawiał ludzi, karmił ich i płakał z nimi. Przykład Jezusa przekonuje mnie, że nadzieja na niebo powinna pogłębiać nasze współczucie dla otaczającego nas świata, a nie je umniejszać. Być ukształtowanym przez Boga oznacza odzwierciedlać Jego charakteru wobec innych zwłaszcza tych, których nie rozumiemy lub z którymi się nie zgadzamy.

Cytat z książki Działalność Apostołów bardzo trafnie puentuje naszą dyskusję: „Gdy Duch Boży panuje w umyśle i sercu, nawrócony człowiek śpiewa nową pieśń, gdyż uświadamia sobie, że spełnia się dla niego Boża obietnica, zgodnie z którą jego przestępstwo zostało przebaczone, a grzech wymazany. Okazał skruchę przed Bogiem za to, że złamał Jego prawo, oraz wiarę w Chrystusa, który umarł dla usprawiedliwienia grzeszników. Usprawiedliwiony z wiary ma pokój ‘z Bogiem prze Pana naszego, Jezusa Chrystusa’”.



DO PRZEMYŚLENIA

W dwóch ostatnich rozdziałach listu do Kolosan Paweł opisał na czym polega praktyczne zastosowanie doktryn, których nauczał w pierwszych dwóch rozdziałach. Nie ma żadnej korzyści z tego, gdy chrześcijanie głoszą i bronią prawdy, ale nie okazują jej w swoim życiu.

Pogańskie religie w czasach Pawła niewiele lub wcale nie mówiły o moralności osobistej. To, w co dana osoba wierzyła, nie miało bezpośredniego związku z jej zachowaniem. Osoba wierząca mogła pokłonić się bożkowi, złożyć ofiarę na ołtarzu i wrócić do dawnego życia.

Dlatego jednym z głównych atutów judaizmu w świecie pogańskim w I n.e. był jego wysoki standard moralny. Ludzie, zmęczeni niemoralnym światem pogaństwa, z radością przyjęli sposób życia, który oferował jasne i czyste zasady. Czuli, że liczne przepisy Tory pomagają im w znalezieniu nowego sposobu życia.

Kol 3:1-2. Co w tym kontekście oznacza wezwanie Pawła: „Myślcie o tym, co w górze, nie o tym, co na ziemi”? Czym różni się to od eskapizmu XIX wieku? Jak wygląda to w życiu codziennym? W jaki sposób nowa droga do autentycznej, satysfakcjonującej świętości wiąże się z nauką myślenia, a nie jedynie podążaniem za nurtem świata lub ślepym podążaniem za „nie rób tego, nie kosztuj tamtego, nie dotykaj tego”?

Kol 3:2-5. Co tak naprawdę oznacza „uśmiercać to co jest ziemskie”, skoro Bóg pewnego dnia napełni wszystko nowym życiem, które obecnie jest ukryte? W jaki sposób „uśmiercamy to, co jest ziemskie w naszej naturze”? W jaki sposób metafora „zrzucenia starego odzienia i włożenia nowego” jest w tym pomocna?

Kol 3:10. Na czym polega „odnawianiem się na obraz Stwórcy”? Jaką rolę odgrywa w tym wiedza? W jaki sposób bycie chrześcijaninem oznacza naukę intensywnego myślenia i zdolność do wyobrażania sobie nowych rzeczy, a nie do wyłączania umysłu i wyobraźni?

Kol 3:12-17. Na czym polega życie nowym życiem? Jaką rolę odgrywają w tym muzyka i uwielbienie? Jak wygląda to w różnych kulturach, skoro czynimy wszystko „w imię Pana Jezusa”? Czy wielbienie i nabożeństwo jest niezależne od kultury?

Kol 3,16. Jak słowo Chrystusa może być żywe we wspólnocie chrześcijańskiej? Co musimy badać i odkrywać? Jaką rolę odgrywają w tym dary duchowe? Jak wydobyć sens i zastosowanie nowego życia w Chrystusie we wszystkich aspektach naszego życia, 24/7, a nie tylko jeden dzień w tygodniu? Jak może to wyglądać w życiu gospodyni domowej, osoby pracującej, emeryta, studenta?





















Przygotował Jan Pollok

piątek, 6 marca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Spełnieni w Chrystusie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 7 marca 2026

Czy zdarzyło się wam, że zostaliście zapytani o powód świętowania Szabatu?

Autor lekcji odwołuje się do listu do Kolosan 2:16–17 który często jest wykorzystywany przeciwko zwyczajowi zachowywania Szabatu i stwierdza, że wersety te nie odnoszą się do czwartego przykazania, lecz są odpowiedzią na fałszywe nauki. Od samego początku autor szybko zmierza do obrony tego wniosku, zamiast przeanalizować dokładnie ten fragment, w którym pojawiają się różne napięcia oraz trudne pytania. Wydaje się, że głównym celem lekcji jest udowodnienie, że Paweł nie mógł tutaj mówić o Szabacie siódmego dnia. Jednak ten fragment listu zachęca do bardziej dociekliwego zaangażowania się w analizę tekstu.

W Kol 2:16 Paweł zwraca uwagę na trzy wyznaczniki dotyczące czasu: święta, nowie księżyca oraz szabaty. Podobny język jest wielokrotnie stosowany w Starym Testamencie. Na przykład: 1 Krn 23:31; 2 Krn 2:4; 2 Krn 31:3; Ez 45:17; Oz 2:11. Takie wyrażenie jest stosowane jako formuła opisująca izraelski kalendarz świąt, który obejmował roczne, miesięczne i tygodniowe święta.

Można wskazać dwie główne interpretacje tego tekstu. Według pierwszej, która została przyjęta w teologii adwentystycznej, Paweł odwołuje się tutaj jedynie do corocznych szabatów, związanych z takimi świętami jak Pascha czy Dzień Pojednania. Te ceremonialne szabaty, związane z systemem ofiarniczym, są rozumiane jako symbole które wskazywały na Chrystusa. Ta interpretacja w dużym stopniu jest zbudowana na wyrażeniu „cień rzeczy przyszłych”, które pojawia się w Kol 2:17. Według tej interpretacji cotygodniowy Szabat ustanowiony w księdze Rodzaju znajduje się poza zakresem rozważań Pawła.

Według drugiej interpretacji sformułowania Pawła odzwierciedlają starotestamentową formułę świątecznego kalendarza. Jeżeli taka formuła była stosowana przez Pawła, to cotygodniowy Szabat musi być włączony do jego argumentacji. Warto pamiętać, że Paweł nie zwracał się do Żydów, lecz do wierzących, którzy pochodzili z pogańskiego środowiska i którzy byli zmuszani do przestrzegania żydowskiego kalendarza świąt. Z perspektywy osoby, która pochodziła ze środowiska pogańskiego, można rozumieć, że ten tekst był zaproszeniem do wyzwolenia. List do Kolosan był skierowany do pogan, którzy próbowali zrozumieć kwestie swojej nowej przynależności i związanych z nią praktyk takich jak ograniczenia dietetyczne, prawa dotyczące obrzezania oraz uroczystości świąteczne. Te restrykcyjne zwyczaje wynikające z religijnej kultury żydowskiej, nieumyślnie lub bezpośrednio, zaczęły wyznaczać granice, które stawiały chrześcijan pogańskiego pochodzenia na uboczu.

Warto również w tym miejscu postawić pytanie, skoro język Pawła wyraźnie zawiera starotestamentową formułę pełnego kalendarza świąt żydowskich wynikających z warunków Przymierza, dlaczego tak szybko zawężamy tę formułę w naszej interpretacji? Co tracimy, gdy uwzględnimy, że Paweł zgodnie z tą formułą mógł mieć na myśli cotygodniowy Szabat?

Nakaz Pawła: „Niech was nikt nie sądzi”, jest radykalny. Jego słowa rozwiązują teologiczną hierarchię. Przesłanie Pawła nie pozwala, by praktyki dotyczące Przymierza, nawet te święte, decydowały o pozycji duchowej. Skoro cotygodniowy Szabat został włączony do jego języka, to Paweł nie wyłącza go z tej formuły, ale pozbawia go mocy jako narzędzia do stanowienia o religijnej wyższości. Jako adwentyści musimy oduczyć się stosowania duchowej wyższości. Stawianie cotygodniowego Szabatu w odpowiedniej perspektywie jest dobrą do tego okazją.

Ironia tego tekstu polega na tym, że Paweł nie nakazuje nikomu zaprzestać świętowania Szabatu. Przeciwstawia się jednak duchowemu elitaryzmowi i próbuje zapobiec blokowaniu dostępu do chrześcijańskiej wspólnoty. Kol 2 zawiera przesłanie dotyczące wolności. Wolności od potępienia, wolności od religijnej hierarchii, wolności od przekonania, że bliskość Boga można zapewnić sobie przez zachowywanie religijnego kalendarza.

Kiedy celem naszej interpretacji staje się ochrona tradycji – Chrystus często zostaje przyćmiony. Ten fragment może być wspaniałą okazją do przedstawienia chrystocentrycznej teologii, w której każdy rytm uwielbienia znajduje swoje miejsce, lub może stać się okazją do praktykowania błędnej egzegezy.

Jako adwentyści, mamy głęboko zakorzenioną potrzebę udowadniania prawdy i dochodzenia do „właściwej odpowiedzi”, zwłaszcza w kwestiach, które postrzegamy jako nasze specyficzne doktryny. Wydaje się, że posiadamy wrodzony lęk, że jeśli nie odpowiemy od razu na pytania dotyczące doktryny, to chybimy celu. Jednak, kiedy przestajemy zadawać trudne pytania, tracimy głębię relacji, które możemy rozwijać po drodze. W pośpiechu, by znaleźć „właściwą odpowiedź”, tracimy osobistą więź, którą można by rozwinąć, gdy poszukujemy odpowiedzi.

Autor lekcji zawraca uwagę na znaczenie mądrości i porządku w nabożeństwie. Podkreśla wartość zdrowego nauczania, sugerując, że prawidłowa doktryna prowadzi do stabilnej wiary i chroni wierzących przed fałszywymi naukami. Czy rzeczywiście tak jest?

Adwentyzm jest niewątpliwie intelektualną doktryną. Ceni studiowanie, strukturę, spójność oraz doktrynalną jasność. Jest w tym prawdziwe piękno, ale wiara może stopniowo zacząć się koncentrować na umyśle, a nie na autentycznym spotkaniu z Bogiem. Nacisk na „poprawne nauczanie” które prowadzi do niezachwianej wiary sprawia, że musimy zdefiniować co oznacza słowo „poprawne”? Kiedy twierdzimy, że poprawne nauczanie chroni nas przed błędem, czy w ten sposób zachęcamy do głębokiego studiowania Pisma Świętego, czy raczej wzmacniamy zaufanie do ugruntowanych ram teologicznych i światopoglądów?

Taka perspektywa jest przykładem, że nawet sam Chrystus nie mógł spełnić kryteriów „poprawnej nauki”. Chociaż Jezus chodził do synagogi jako dziecko i znał dogłębnie Pismo Święte, znaczna część jego misji polegała na konfrontacji z obowiązującymi w tamtym czasie interpretacjami. W rzeczywistości, dzięki swojej niezłomności, skończył swoje ziemskie życie na krzyżu.

Religijna apologetyka, czyli poszukiwanie sposobów potwierdzania swoich przyjętych wcześniej przekonań religijnych może być niebezpieczna, ponieważ nie tyle chroni Ewangelię, ile raczej zachęca do jej bezkrytycznego przestrzegania. Paweł w Kol 2 zwraca uwagę na ideę zakorzenienia i budowania w Chrystusie. Jeżeli nie jesteśmy zakorzenieni w Chrystusie, możemy stać się „sztuczną rośliną”. Metafora sztucznej rośliny została wykorzystana w naszej lekcji w kontekście Kol 2:8 gdzie osoby wierzące zostały ostrzeżone, aby nie zostały oszukane przez filozofię i czcze urojenie, oparte na podaniach ludzkich i na żywiołach świata”.

Sztuczna roślina zawsze wygląda na zieloną. Sprawia wrażenie, że jest żywa. Jeżeli umieścimy ją w pokoju, pozostanie idealnie zaaranżowana bez przycinania, podlewania czy nawożenia. Nie wymaga pielęgnacji, ponieważ nie jest żywa. Idea chrześcijańskiego życia, które przypomina plastikową roślinę jest niepokojąca. Ta refleksja powinna naruszyć nasz komfort. Wiara, która zachowuje pozory witalności bez wzrostu, jest jedynie spektaklem.

W jaki sposób można rozpoznać „czcze urojenie” oraz „ludzką tradycję” oraz czy może się wydawać, że te rzeczy mogą pochodzić od Boga, podobnie jak w przypadku fałszywej rośliny? Wydaje się, że lekcja na wtorek odpowiada na to pytanie, ale w zaskakujący sposób.

W Kol 2:11-15 pojawia się stwierdzenie, że prawo zostało „przybite do krzyża” ale od razu została zwrócona uwaga, że nie dotyczy to Szabatu. Autor lekcji bardzo szybko przechodzi do wyjaśniania przy pomocy tekstów dowodowych, że prawo, które zostało przybite do krzyża, było prawem ceremonialnym i że każdy, kto posługuje się tym tekstem, aby twierdzić, że Szabat został zmieniony na niedzielę, jest w błędzie. W pośpiechu, pominięte zostało pytanie jakie inne „prawa” mogłyby zostać przybite do krzyża. Zwłaszcza w odniesieniu do ilustracji o „sztucznej roślinie” oraz jak możemy być zwiedzeni przez „tradycje i filozofie”? Czy jest możliwe, że również dzisiaj istnieją takie tradycje i filozofie, które należałoby przybić do krzyża?

Pomyślmy o tym jak odpowiedzieć na to pytanie z perspektywy adwentystycznej. Jakie tradycje i filozofie sprawiają, że wyglądamy jak sztuczne rośliny? Czy oddalają nas od Jezusa, a przez to są fałszywe? Być może niektóre z nich to debaty na temat diety, rodzajów i stylów oddawania czci Bogu, ordynacji kobiet, tego, co można, a czego nie można robić w Szabat, ubioru – żeby wymienić tylko kilka.

Czy niektórzy z nas powinni przybić do krzyża „dietetyczną sprawiedliwość”? Gdy utożsamiamy konkretny styl muzyczny ze świętością lub konkretną estetykę z wiernością, czy istnieje ryzyko, że możemy pomylić nasze preferencje z zasadami? Być może do krzyża powinna zostać przybita idea, według której Bóg preferuje tylko jedną kulturę i jeden sposób wielbienia Go? Czy w kontekście debaty na temat ordynacji kobiet, tym, co może wymagać ukrzyżowania, jest strach przed dzieleniem się władzą? Czy jest możliwe, że kiedy Szabat staje się listą nakazów i zakazów, zamieniamy prawdziwy odpoczynek na coś, co wywołuje niepokój, stymuluje inwigilację lub jest miarą duchowego rozliczania? Czy jest możliwe, że w ten sposób pozbawiamy Szabat jego regenerującej funkcji? Musimy przybić do krzyża tradycjonalizm i metodę testów dowodowych przy pomocy których zniekształciliśmy odkupieńczy charakter Szabatu jako odpoczynku w Chrystusie, który zawisł na krzyżu abyśmy mogli być wolni i abyśmy mogli doświadczyć prawdziwego odpoczynku.

Idąc jeszcze dalej, czy rzeczy które powinny być przybite do krzyża to nie tylko konkretne praktyki, ale przede wszystkim postawy, które się za nimi kryją? Poczucie wyższości. Kontrolowanie. Instytucjonalna samoobrona. Duchowy niepokój. Wyznaniowe systemy kastowe. Duma we wszystkich jej formach. Krzyż najpierw demontuje dumę, zanim zdemontuje przepisy. Krzyż odsłania autentyczność, którą tradycja może zniekształcić. Krzyż uwalnia nas z niewoli. Krzyż jest miejscem, w którym poddajemy wszystkie sztuczne formy i wersje samych siebie — nasze uczynki, nasze dekoracje, wyższość, teksty dowodowe, wszystkie kruche rzeczy, którymi próbowaliśmy siebie zbawić. Przybijając te rzeczy do krzyża, stajemy się wolni, by żyć prawdziwie, autentycznie zakorzenieni i ugruntowani w tym, co prawdziwe. Na tym polega prawdziwy Szabat.

Jak zachowywał się Chrystus, gdy przebywał na ziemi? Czy utożsamiał się z praktykowaniem odziedziczonych idei tylko dlatego, że były mu znane? Czy sprzeciwiał się wzorcom, które czyniły z ludzi duchowe ornamenty? Jego misja stawiała wyzwanie systemom, które ceniły zewnętrzną poprawność bardziej niż wewnętrzną przemianę. Kwestionował granice, które zdaniem niektórych ludzi chroniły świętość. Faktycznie wiele religijnych granic, które budujemy w imię wierności i na rzecz ochrony wiary, ostatecznie odsuwają Chrystusa od nas, zamiast Go przyjmować. Jak Jezus zachowywał Szabat? Uzdrawiał, pozwalał uczniom zrywać kłosy, posługiwał się analogią do ratowania zwierzęcia, które wpadło do studni. W każdym z tych przypadków pokazywał, że Szabat nigdy nie miał przyćmiewać miłosierdzia. Nie zniósł go, ale równocześnie nie pozwolił, aby Szabat stał się bożkiem.

Niechęć do kwestionowania sposobu, w jaki Szabat funkcjonuje w ramach naszej adwentystycznej tożsamości, jest wymowna. Wydaje się, że Szabat jest szczególnie chroniony, ponieważ leży w centrum naszej religijnej tożsamości. Dla nas Szabat to coś więcej niż doktryna, ponieważ jest wpleciony w naszą wiarę. Jest jak luźna nić, która, jeśli zostanie pociągnięta, może rozplątać o wiele więcej niż tylko jedną doktrynę, potencjalnie podważając wiele głęboko zakorzenionych przekonań religijnych. W takim sensie ochrona Szabatu staje się mniej sprawą dotyczącą społeczności z Bogiem, a bardziej sprawą związaną z zachowaniem systemu. Przestaje być przestrzenią relacji, a staje się wyznacznikiem poprawności. Szabat jest najbezpieczniejszy nie wtedy, gdy go bronimy, lecz gdy przeżywamy go w sposób odzwierciedlający serce Boga.

Może powinniśmy zadać sobie pytanie, czy Chrystus rzeczywiście spaja naszą doktrynalną tkaninę, czy też są to jedynie nasze tradycje dotyczące tego, co naszym zdaniem ona oznacza. Jeśli nasza wiara nie przetrwa trudnych, szczerych pytań, to prawdopodobnie spoczywa na czymś bardziej kruchym, niż nam się wydawało. Duch Święty nie jest zagrożony przez uważne myślenie ani kwestionowanie. Wręcz przeciwnie, tego rodzaju zmagania mogą pogłębić miłość i autentyczność.

Niestety w naszej lekcji triumfowała apologetyka ponieważ uwaga została skupiona na zachowaniu dnia, a nie na wywyższeniu osoby, na którą dzień ten wskazuje. Trudno zignorować ironię. Lekcja koncentrowała się bardziej na Szabacie niż na samym Chrystusie. Znacznie łatwiej jest przedstawiać religię jako miejsca, gdzie ktoś mówi nam, co jest prawdą i zapewnia nas, że przestrzeganie tej prawdy jest gwarancją zbawienia. Trudniej jest przedstawiać prawdy Pisma Świętego bez potrzeby bronienia naszych wcześniejszych pewników, ponieważ wymaga to autentycznego, osobistego świadectwa.

W podsumowaniu umieszczonym w części na czwartek autor stwierdził, że „w dziejach chrześcijaństwa bibliści ulegali pokusie formułowania religijnych orzeczeń, uzurpując sobie w ten sposób funkcję Ducha Świętego kierującego wierzących ku właściwemu zrozumieniu Słowa Bożego.” To jest bardzo mocne twierdzenie. Równocześnie jest to wyznanie, ponieważ jako adwentyści konsekwentnie jesteśmy winni stawiania na piedestale „uzurpowania sobie roli Ducha Świętego”. Ponieważ istnieje dysonans w ostrzeganiu przed arogancją interpretacyjną innych ludzi, a jednocześnie mówieniu z absolutną pewnością o własnych przekonaniach.

Podsumowanie: Czy pozwalamy aby Biblii pozostawała żywym, napełnionym Duchem głosem w naszym życiu? Czy kiedykolwiek broniliśmy autorytetu Pisma Świętego, jednocześnie opierając się jego przekształcającemu wpływowi? Czy strzegliśmy doktryn bardziej zaciekle niż charakteru Chrystusa w nas? Jeśli Biblia staje się, jak ostrzega Ellen White, „lampą bez oliwy”, czy może to być spowodowane tym, że bronimy wniosków, zamiast szukać wspólnoty?

Prawdziwe pytanie, które kryje się za tym wszystkim, nie tyle dotyczy tego czy Szabat jest biblijny, lecz: czy sposób, w jaki go zachowujemy, czyni nas podobnymi do Chrystusa? Czy czyni nas bardziej miłosiernymi? Bardziej wolnymi? Bardziej uważnymi na potrzeby osób bezbronnych? Jeśli nie, to coś w naszej postawie wymaga dopracowania, nawet jeśli sama doktryna pozostaje niezmienna.



DO PRZEMYŚLENIA

Przeciwstawiając się wczesnym formom gnostyckiego dualizmu, który dewaluował świat materialny i kładł nacisk na wiedzę tajemną, Paweł zachęcał, aby jego czytelnicy zdążali do wszelkiego bogactwa pełnego zrozumienia, do poznania tajemnicy Bożej, to jest Chrystusa (Col 2:3). Pragnął, aby wierzący w Kolosach zostali „pocieszeni” lub „umocnieni” (Kol 2:2), a nie zwiedzeni rzekomo słusznymi argumentami (Kol 2:4) ani sprowadzeni na manowce filozofią lub urojeniem (Kol 2:8). W jaki sposób podobne tendencje są obecne we współczesnym społeczeństwie? Co możemy zrobić, aby nie dać się zniewolić i w jaki sposób możemy pomóc innym?

Kol 2,6-7. Bycie chrześcijaninem jest jak jazda na rowerze: jeśli nie posuwasz się naprzód, to spadasz. W jaki sposób Paweł podsumowuje to, co do tej pory napisał? Jakich metafor używa? Jaki jest związek między „chodzeniem” a byciem „zakorzenionym” jak drzewo w dobrej glebie i „budowanym” jak solidny dom, cegła po cegle, na solidnym fundamencie? Jakie wnioski można wyciągnąć z tych metafor?

Kol 2:8-10. Jeśli w Chrystusie „mieszka cieleśnie cała pełnia boskości”, wierzący nie muszą być „sprowadzeni na manowce/zniewoleni” przez „filozofię i czcze urojenie, opartych na podaniach ludzkich i na żywiołach świata”. Każdy wierzący ma udział w pełni Chrystusa. Zatem wzrost chrześcijański nie polega na dodawaniu, lecz na odżywianiu. Niczego nie trzeba dodawać do Chrystusa, ponieważ On sam jest pełnią Boga. W chrześcijaństwie zbawienie, które mamy w Jezusie zamyka się w formule „Jezus + nic więcej”.

Kol 2:14. „List dłużny/lista długów” (cheirographon), który był skierowany „przeciwko nam/który nas obciążał” z jego wymaganiami prawa/przepisami (dogmasin), został zniesiony lub unieważniony; nadziemskie władze i zwierzchności zostały rozbrojone. Jak powinniśmy to rozumieć? Która interpretacja jest najbardziej wierna kontekstowi?

Kol 2:16 wymienia szereg tradycyjnych praktyk żydowskich, które prawdopodobnie były stosowane przez chrześcijan, którzy pochodzili ze środowiska żydowskiego. Paweł doradzał chrześcijanom w Kolosa: „Nie zadowalajcie się życiem według planu „Jezus + coś jeszcze”. Paweł identyfikuje kalendarz świąt żydowskich i przekonuje swoich czytelników, aby nie pozwolili się osądzać przez zwolenników teologii „Jezus + coś jeszcze”. Ta filozofia nadal może mieć wpływ na nasze życie duchowe, jeśli nie będziemy ostrożni.

Kol 2:21-22. W wersecie 21 Paweł wymienia szczególne zachowania: „nie dotykaj”. „nie kosztuj”. „nie ruszaj”. Ten plan możemy zdefiniować jako: „Jezus + zachowanie”. Paweł pisze, że „są to tylko przykazania i nauki ludzkie.” Rzeczywistość jednak znajduje się tylko w Chrystusie.

W rozdziale drugim Paweł pokazuje, jak prymat i supremacja Jezusa Chrystusa są Bożą odpowiedzią na legalizm, mistycyzm i ascetyzm. Odpowiedzią na legalizm jest duchowa wolność, którą mamy w Chrystusie. Odpowiedzią na mistycyzm jest duchowe zjednoczenie z Chrystusem, Głową Kościoła. Odpowiedzią na ascetyzm jest nasza duchowa pozycja w Chrystusie, Jego śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie.

W jaki sposób możemy doświadczyć poczucia ulgi, że jesteśmy spełnieni w Chrystusie i niczego więcej nie potrzebujemy? Jak możemy pomóc innym doświadczyć tej ekscytującej wolności?



















Przygotował Jan Pollok

piątek, 27 lutego 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Pojednanie i nadzieja

Felieton do Szkoły Sobotniej na 28 lutego 2026

W tym tygodniu tematem przewodnim była idea pojednania, którą Paweł przedstawił w liście do Kolosan 1. Pojednanie jest możliwe jedynie dzięki śmierci Chrystusa. Apostoł zwrócił uwagę, że celem pojednania było przedstawienie chrześcijan jako świętych, niepokalanych i nienagannych. Szczególnie interesujące jest słowo „nieskalany” (amomos).

W wielu przypadkach słowo to jest stosowane w taki sposób, który wypacza jego znacznie. W przestrzeni chrześcijańskiej słowo „nieskalany” niesie w sobie wiele znaczeń. Zamiast podkreślać, że Chrystus ukazuje nas jako nieskalanych dzięki swojej ofierze, w niektórych kręgach chrześcijańskich nacisk jest położony na naszą potrzebę stania się bezgrzesznymi. Wydaje się, że czasami pojawia się nawet nieśmiała tendencja do romantyzowania doskonałości, tak, jak gdyby moralna nieskazitelność była zarówno celem, jak i osiągalnym standardem chrześcijańskiego życia. Jednak taki sposób myślenia umniejsza ofiarę Chrystusa, a wywyższa ludzkie osiągnięcia.

Czy moralna doskonałość jest osiągalna? Czy powinna być celem naszych starań? Moim zdaniem celem chrześcijańskiego życia nie jest nieskazitelne postępowanie, ale bliskie i zażyłe relacje z Bogiem. Właśnie dzięki tym relacjom jesteśmy przemieniani, „z chwały w chwałę”.

Spróbujmy wykorzystać prosty przykład. Niektóre siłownie oferują swoim klientom specjalne karnety, które umożliwiają im wprowadzenie osoby towarzyszącej. Osoba ta wchodzi bez płacenia i może korzystać z całego sprzętu w siłowni. Dla tej osoby wstęp jest całkowicie bezpłatny, ale tak naprawdę nie jest on całkowicie bezpłatny, ponieważ osoba, która jest klientem siłowni już zapłaciła za osobę towarzyszącą. Osoba towarzysząca nie może wejść do siłowni sama. Jej wstęp jest związany z osobą, która jest stałym klientem. Dopóki będzie osobą towarzyszącą, będzie mogła korzystać z siłowni, ponieważ opłata już została uiszczona.

Wyobraźmy sobie, że osoba towarzysząca nie tylko nie posiada członkostwa, ale także nie stać ją na zakup karnetu. Problem nie polega na tym, że osoba ta nie zapłaciła, ale dlatego że nie może zapłacić za karnet. Członkostwo stałego klienta oraz jego zdolność do pokrycia kosztów jest warunkiem, który umożliwia osobie towarzyszącej wejść do siłowni. Podobnie, jest w przypadku nieskazitelności. Nie otrzymujemy jej dlatego, że na nią zasłużyliśmy. Wchodzimy, ponieważ to Chrystus zapłacił za nasze wejście. Nie mamy środków, aby sami oczyścić się z grzechu. Chrystus je ma. Jego ofiara zapewnia dostęp. Dla nas jest ona za darmo, ale dla Niego jest niezwykle kosztowna.

W siłowni nie ma ograniczeń co do tego, jaka osoba towarzysząca może wejść. Każdego dnia może tam wejść inna osoba, ilekroć jest ona w towarzystwie osoby, która ją wprowadza. Jedynym ograniczeniem jest obecność osoby sponsorującej. Te dwie osoby muszą wejść do siłowni razem. Podobnie jest z nieskazitelnością, nie osiąga się jej przez moralną doskonałość. Stajemy się doskonali na podstawie relacji z Jezusem. Nie jest to odznaka, którą otrzymujemy za nasze zasługi, ale pozycja, którą zajmujemy dzięki zjednoczeniu z Chrystusem. Jedyną barierą jest odległość pomiędzy nami. Dopóki jesteśmy razem z Nim – należymy do Niego, i to co należy do Niego jest równocześnie nasze.

Niektórzy mogą zapytać: jeżeli nie dążymy do doskonałości, to właściwie co jest naszym celem? To prawda, że dążenie do doskonałości daje nam coś co jest widoczne, do czego możemy dążyć. Oferuje mierzalny standard. Zawsze możemy znaleźć kolejny nawyk do udoskonalenia, kolejną wadę do wyeliminowania, kolejną duchową dyscyplinę do opanowania. Jednak ewangelia zmienia kierunek takiego dążenia.

W przykładzie z siłownią, osoba towarzysząca nie próbuje sama zdobyć karnetu. Nie szuka środków na samodzielny zakup wejściówki. Po prostu przyjmuje zaproszenie sponsora i wchodzi do siłowni razem z nim. Jej wejście do siłowni jest połączone z relacją jaką posiada ze swoim sponsorem.

Co więcej, gdyby osoba towarzysząca miała środki, by wykupić sobie członkostwo w siłowni, w ogóle nie potrzebowałaby sponsora. Ten szczegół ma znaczenie. Jak wiemy, bezgrzeszne i nieskalane życie Chrystusa było niezbędne, aby mogło dokonać się zbawienie. Jego nieskazitelność nie była symboliczna. Była niezbędna do pokonania grzechu. Gdyby ludzie byli zdolni do osiągnięcia takiej nieskazitelności o własnych siłach, nie potrzebna byłaby inkarnacja, Chrystus nie musiałby przybierać ludzkiej postaci. Doskonałość, do której dążymy, sprawiłaby, że byłby on zbędny. Dlatego dążenie do doskonałości ponad relacją z Bogiem jest nie tylko daremne, ale wręcz subtelnie zastępuje rolę Boga.

Takie zdefiniowanie problemu nie eliminuje potrzeby wzrostu ani transformacji w naszym życiu. Takie zdefiniowanie poprawnie porządkuje przebieg relacji. Życie chrześcijańskie nie jest drogą do moralnej nieskazitelności. To budowanie więzi z Chrystusem. Nie zabiegamy o dostęp do Jego królestwa, ale uczymy się trwać w nim.

Bóg pojednał nas ze sobą ze względu na to, kim jest. Ewangelia kładzie nacisk nie na naszą bezwartościowość, ale na Jego niezłomne zaangażowanie. Spójrzmy na analogię rodzic-dziecko. Jeśli dziecko prowadzi samochód i spowoduje wypadek pojawią się konsekwencje. Dziecko może stracić prawo prowadzenia pojazdu. Zaufanie w kontekście prowadzenia pojazdu może wymagać odbudowy. Jednak bycie rodzicem polega na wzięciu odpowiedzialności i pomoc w naprawie tego, czego dziecko nie jest w stanie naprawić samo. Rodzic dzwoni do ubezpieczyciela i szkoda zostaje naprawiona, ponieważ dziecko należy do rodziców.

W Biblii Bóg często jest nazywany Ojcem. Ten język nie tylko wyraża sentyment relacyjny, ale także mówi coś na temat tożsamości. Ojcostwo niesie ze sobą troskę, zaangażowanie i odpowiedzialność. Dlatego możemy spodziewać się od Boga pewnego stopnia troski, nie tylko w przypadku wielkiej historii pojednania, ale także w codziennym życiu. To oczekiwanie ma swoje korzenie w zrozumieniu tożsamości Boga. Wypływa z tego, kim Bóg jest i w jaki sposób się nam objawił.

Bóg, który stwarza, nie porzuca stworzenia. Bóg, który nazywa siebie Ojcem, nie oddala się od swoich dzieci. Tak jak dobry rodzic nie zostawia dziecka samego w kryzysie, tak Bóg nie pozostawia nas samych, abyśmy sami sterowali w stronę katastrofy.

Kiedy przedstawiamy zbawienie w kontekście tego jak bardzo jesteśmy źli, Boża dobroć zostaje przyćmiona. Grzech zostaje zredukowany do historii o ludzkim zepsuciu, i w ten sposób tracimy głębszą prawdę, która mówi nam o tym, że jesteśmy kochani. Krzyż nie tylko obnaża ludzkie błędy i porażki, ale pokazuje również Boże zaangażowanie.

W Kol 1:23 Paweł buduje zdanie warunkowe zaczynające się od słowa „jeśli” (ei). Zakłada, że warunek jest prawdziwy, to znaczy, że Paweł zapewnia swoich czytelników, iż wytrwają w wierze. W niektórych tłumaczeniach w ogóle nie pojawia się słowo „jeśli” – np. w NLT (angielski dynamiczny przekład). „Ale wy musicie nadal wierzyć w tę prawdę i mocno w niej trwać. Nie odchodźcie od pewności, którą otrzymaliście, gdy usłyszeliście Dobrą Nowinę.” Paweł ostrzega przed dryfowaniem w kierunku koncepcji zbudowanych na ludzkich wysiłkach zdobycia zbawienia i wzywa wierzących, aby byli „ugruntowani” na solidnym fundamencie zakorzenionym w Słowie Bożym i byli „niewzruszeni”, jak stabilna budowla, która nie może się zachwiać oraz aby nie stracili nadziei ewangelii.

Paweł pisał list do Kolosan w areszcie domowym w Rzymie. Jego głębokie cierpienie było prawdopodobnie spowodowane brakiem możliwości podróżowania i świadczenia z taką swobodą, jak kiedyś. Interpretował on jednak swoją udrękę w świetle wieczności. Był przekonany, że cierpienie, które przeżywa obecne jest niczym w porównaniu z przyszłą chwałą. Cieszył się nawet z tego, że jego trudności mogą służyć duchowemu dobru innych. W Kol 1:25 opisuje swoją rolę, używając słowa oikonomia, które oznacza zarządzanie lub stan uporządkowania, który wskazuje na boski plan sięgający początków świata. Paweł rozumiał swoją służbę, podobnie jak służbę apostołów i proroków przed nim, jako część tego rozwijającego się, dalekosiężnego planu, który miał na celu wypełnienie słowa Bożego.

W tym kontekście, autor lekcji stawia pytanie „W jaki sposób można interpretować podejmowane przez nas decyzje, zarówno te małe jak i wielkie w świetle większego planu Boga?” Sedno sprawy stanowią właśnie te „drobne” rzeczy. Mamy tendencję, aby kategoryzować nasze wybory zakładając, że tylko te dramatyczne i wielkie, widzialne decyzje mają znaczenie. Jednak Biblia konsekwentnie pokazuje, że to, co wydaje się zwyczajne lub nieistotne w danej chwili, może mieć dalekosiężne konsekwencje w ramach większego planu Boga. Paweł prawdopodobnie uważał, że pisanie listów w areszcie domowym jest ograniczeniem. Okazało się jednak, że te „ograniczenia” będą w przyszłości inspirować i kształtować całe pokolenia. Wielka nadzieja tkwi w tym, że to, co nazywamy małym, może należeć do o wiele większej historii, niż jesteśmy w stanie dostrzec w danej chwili. Zasada ta działa w obie strony. Drobne akty dobroci kształtują życie, ale drobne akty obojętności, okrucieństwa czy zaniedbania również.

W tym tygodniu zajmowaliśmy się również refleksją dotyczącą pojęcia „tajemnica”. Zdaniem autora lekcji pytanie, „Dlaczego Bóg kocha nas tak bardzo, że dał Jezusa, bezcenny skarb Nieba dla naszego zbawienia, będzie przedmiotem naszych rozważań przez całą wieczność”. W tym stwierdzeniu wyczuwa się nutę niedowierzania w wartość człowieka, o czym mówiliśmy już w ubiegłym tygodniu. To tak, jak gdyby Boże miłość do nas wymagała usprawiedliwienia.

Nie jestem przekonany, że wieczność przeżyjemy, pytając: „Dlaczego Bóg nas kocha?”. To tak, jak gdyby dziecko prosiło rodzica o wyjaśnienie jego miłości. Miłość, w najlepszym wydaniu, nie wymaga ciągłego uzasadniania. Doświadczanie miłości jest ważniejsze niż jej analizowanie. Nie wyobrażam sobie, że wieczność będzie polegać na analizowaniu, dlaczego Chrystus umarł za nas. Przeciwnie, będziemy doświadczać, zgłębiać i trwać w dowodach Bożej miłości. Ta rzeczywistość jest naprawdę niewyczerpana. Czy jest możliwe, że uparcie pytając, dlaczego Bóg kocha kogoś takiego jak my, ryzykujemy utratę okazji, by żyć w tej miłości? Być może głębsza tajemnica nie jest zawarta w pytaniu: „Dlaczego Bóg nas kocha?”, ale: „Co może się stać, gdy w końcu zaufamy, że naprawdę jesteśmy kochani?”

Czwartkowa lekcja powraca ponownie do tematu dotyczącego nieskazitelności i doskonałości tym razem w odniesieniu do Ef 5:27 „… aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany.” Uzyskanie stanu nieskazitelności zostało przedstawione jako warunek zbawienia. W lekcji dojrzałość została przestawiona jako surowsze posłuszeństwo i bardziej staranne przestrzeganie zasad, a nie pogłębiona relacja z Chrystusem.

Kiedy chrześcijańska dojrzałość sprowadza się do większego podporządkowania się zasadom, a nie do głębszej więzi i zrozumienia charakteru Chrystusa, legalizm jest nieunikniony. Kiedy dojrzałość jest pojmowana przede wszystkim jako bardziej rygorystyczne posłuszeństwo lub bardziej wyrafinowane przestrzeganie zasad, wtedy nasza wyobraźnia w subtelny sposób skłania się w stronę uległości a nie w kierunku komunii, czyli wspólnoty. Jeżeli świętość jest utożsamiana z konformizmem, wtedy zadawanie pytań staje się podejrzane. A kiedy stawianie pytań staje się podejrzane, powstają „bańki informacyjne”.

Jezus nie bał się pytań. Aby pogłębić wiarę, przełamywał sztywne ramy interpretacyjne! W każdym razie historia ewangelii ostrzega nas, że kiedy język religijny staje się sztywny i defensywny, może nas zaślepić na tego samego Boga, któremu rzekomo służymy.

Jak często taki język kształtował wyobraźnię Kościoła i miał wpływ na kreowanie wzorców które wykraczały poza teologię i wciąż wpływa na sposób w jaki postrzegamy społeczeństwo i władzę. Dlaczego niektórzy ludzie nie potrafią dostrzec, że pewne ideologie lub systemy wspierają krzywdę. Niestety w dużej mierze jest to zasługa języka, którego używamy, aby zrozumieć Boga i Jego charakter.

Być może refleksja nad listem do Kolosan 1 jest zaproszeniem do ponownego przemyślenia tajemnicy, posłuszeństwa i świętości; tajemnicy jako autentycznego przeżycia, a nie ciągłego zwątpienia; dojrzałości jako głębi relacji, a nie intensyfikacji reguł; czy świętości jako zgodności z charakterem Chrystusa, a nie konformizmu instytucjonalnego.

W czasach Jezusa, głęboko zakorzenione religijne bańki informacyjne przyczyniły się do Jego ukrzyżowania. W naszych czasach podobna dynamika może kształtować zarówno Kościół, jak i społeczeństwo. Bańka informacyjna to środowisko, w którym dana osoba napotyka wyłącznie informacje lub opinie, które odzwierciedlają i wzmacniają jej własne, tworząc samonapędzający się cykl przekonań. Bardzo trudno jest w ramach ściśle ukształtowanych ram teologicznych, rozpoznać ich ograniczenia. Dlatego konieczna jest ciągła analiza języka teologicznego który odziedziczyliśmy i którym ciągle się posługujemy czy to przez wykorzystywanie różnych tłumaczeń Biblii a także poddawanie analizie założeń, które kiedyś przyjęliśmy.

W podsumowaniu warto zwrócić uwagę na trzy rzeczy. Nasza nadzieja nie leży w doskonałym przestrzeganiu zasad ani w sprawiedliwości, którą sami sobie stworzyliśmy, ale w sprawiedliwości, którą możemy otrzymać jedynie od Chrystusa. Jedynie Duch Święty może nas przemienić od wewnątrz. Prawdziwa wiara nie jest ślepym dostosowywaniem się, ale inteligentnym, przemyślanym uchwyceniem prawdy, która utrzymuje nas w pokorze, ugruntowaniu i ciągłym wzroście w autentycznej relacji z Chrystusem i innymi.



DO PRZEMYŚLENIA

Kol 1:21-29. Po imponującym poemacie na temat wyższości Chrystusa, chrześcijanin może zapytać: „Jaki to ma związek ze mną?”.

Kol 1:21-22. Do czego Paweł nawiązuje, odnosząc się do alienacji i bycia wrogami? W jaki sposób śmierć Chrystusa zmieniła ten stan? Poganie w Kolosach byli oddzieleni od Boga, „ale teraz” zostali pojednani w wyniku śmierci Jezusa – Bóg i ludzkość zostały połączone. Paweł nie wyjaśnia szczegółowo, w jaki sposób się to dokonało, ale rezultatem jest „pojednanie”.

Jednak skutki tego pojednania nie następują automatycznie. Co to znaczy, że chrześcijanie muszą teraz „trwać mocno” lub pozostać „ugruntowani i stali” w wierze? W jaki sposób możemy wziąć odpowiedzialność za własny wzrost w wierze? Czy to napomnienie jest nadal aktualne? Jeśli tak, to dlaczego? Jeśli nie, to dlaczego? W jaki sposób to nauczanie odnosi się do popularnego przekonania, że „raz zbawiony, jest na zawsze zbawiony”? Kolosanie akceptowali ludzkie sposoby zbawienia, zamiast trzymać się mocno nadziei oferowanej przez ewangelię i być „ugruntowanymi” i „stałymi”. Czy podobne niebezpieczeństwo zagraża współczesnym chrześcijanom?

Kol 1:24. Czy kiedy Paweł mówi, że „dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest Kościół”, dodaje coś do tego co zostało osiągnięte na Golgocie? Nie jest to „dodatek” do cierpień Jezusa. Jest to raczej ich „rozszerzenie”.

Kol 1:26-27. Czym jest tajemnica Boga, o której Paweł wspomina tutaj dwukrotnie, a która została już objawiona? Słowo „tajemnica” często oznacza coś co jest pełne grozy, zagadkowe lub paradoksalne. W jaki sposób religie misteryjne tamtej epoki pomagają nam zrozumieć znaczenie tego słowa? Dla Pawła tajemnicą nie jest plan misteryjnych wtajemniczeń (religie misteryjne), ale osoba. Boże plany nie ograniczają się do Żydów, lecz obejmują cały świat. Jakie znaczenie posiada wyrażenie „Chrystus w was” zarówno w wymiarze jednostkowym jak i zbiorowym?

Ewangelia” Jezusa posiada niezrównaną wielkość, którą Paweł określa mianem „tajemnicy” i mówi wierzącym o „tajemnicy ukrytej od wieków i pokoleń”. Czym jest ta tajemnica i co ona oznacza – dla jednostki i dla wszechświata? Jak ta „tajemnica” odnosi się do ewangelii, którą Paweł tak żarliwie głosił?

Kol 1:28-29. Czego dotyczy stwierdzenie, że Paweł koncentruje się na tym, aby „stawić [każdego człowieka] doskonałym w Chrystusie Jezusie;W języku greckim wyrażenie panta antropon (każdego człowieka) powtarza się w wersecie 28 aż trzy razy? Dlaczego?

Wcześniej poznaliśmy Pawła - kaznodzieję głoszącego Ewangelię oraz Pawła - więźnia cierpiącego za pogan. Teraz spotykamy Pawła - wojownika modlitwy, który modli się za poszczególnych ludzi, aby mogli dojrzewać w wierze. Jeśli celem wszelkiego głoszenia, ostrzegania i nauczania jest doprowadzenie ludzi do dojrzałości, to dlaczego badania George’a Barna pokazują, że 85% amerykańskich chrześcijan to początkujący wierzący? Jaki może być tego powód? Szkoda, że nie posiadamy badań naszej populacji, ale podejrzewam, że wynik byłby podobny.

Droga do dojrzałości prowadzi przez nauczanie połączone z chęcią rozwoju. Jak możemy osiągnąć dojrzałość? (nie chodzi tu o „doskonałość” w sensie bezgrzeszności, jak to jasno wynika z Flp 3:13-14)? W jaki sposób każdy z nas może służyć przy pomocy swoich darów?

Skoro Paweł mówi o odkupieńczej mocy Chrystusa nad grzechem okazanej w naszym imieniu, jak wierzący mają reagować na cudowny akt „łaski” Boga wobec nas? Co mógł mieć na myśli Paweł, gdy mówił o naszym „wzrastaniu w poznawaniu Boga” (1:10)? Czy miał na myśli „informację”, czy coś znacznie głębszego niż fakty?

Pojednanie u Pawła nie jest jedynie kwestią indywidualnego przebaczenia, ale odbudowy zerwanych relacji. Działanie Boga w Chrystusie jest Jego odpowiedzią na głęboką przepaść między Bogiem a ludzkością i równocześnie głęboką przepaść między ludźmi. Krzyż jest miejscem, gdzie ta naprawa dokonuje się ostatecznie. Dlatego pojednanie posiada wspólnotowy i kosmiczny wymiar.” — Beverly Roberts Gaventa, Our Mother Saint Paul

Przez ofiarną śmierć Chrystusa Bóg przywraca zerwane relacje i oferuje nową nadzieję. Dzięki pojednaniu wierzący są zaproszeni do odnowienia wspólnoty z Bogiem i ze sobą nawzajem. Gdy Kościół żyje tą pojednawczą łaską, jedność staje się widzialnym znakiem przemieniającej mocy Ewangelii.















Przygotował Jan Pollok