Grzech, ewangelia i prawo
Felieton do Szkoły Sobotniej na 30 maja 2026
Temat grzechu często pojawia się w naszych dyskusjach. Problem w tym, że nie zawsze potrafimy prawidłowo zdefiniować grzech. Boimy się grzeszyć zwłaszcza wtedy, gdy nie jesteśmy tego świadomi. Autorka lekcji napisała: „…W ludzkiej naturze leży uleganie pokusie przyjemności. Czy jest możliwe, że bagatelizujemy grzech, ponieważ nasze społeczeństwo tak bardzo się z nim oswoiło? Możemy „obchodzić” temat grzechu „na palcach”, obawiając się, że kogoś urazimy, jeśli nazwiemy grzech po imieniu, ale ostatecznie im bardziej przyzwyczajamy się do życia w grzechu, tym bardziej oddalamy się od zdrowej relacji z Bogiem”.
Pytanie, które musimy zadać po przeczytaniu powyższego cytatu jest następujące: w jaki sposób możemy zdefiniować grzech? Czy grzech to „przyjemność”? W Psalmach czytamy, że Bóg zawsze będzie nam sprawiał przyjemności. „Nasze społeczeństwo tak bardzo się z nim oswoiło” – to znaczy z czym? Jakie społeczeństwo? – kościół, supremacja białego człowieka, chrześcijański nacjonalizm? W około czego „chodzimy na palcach”? – nasze ego, nasze status, nasza pozycja w społeczeństwie? A może jest to nasze zachowanie, które tak często definiujemy jako grzech?
Jedną z najlepszych definicji grzechu jakie spotkałem pochodzi z książki Morrisa Vendena, To Know God (polski tytuł „Aby poznać Boga”). Grzech jest stanem odłączenia od Boga lub „życiem z dala od Boga”. Ta definicja wyjaśnia wiele. Mogę wykonywać wszystko co w mojej mocy, aby prowadzić życie w łączności z Bogiem, ale jeżeli robię to w separacji od Chrystusa, żyję w grzechu.
Niestety bardzo często skupiamy uwagę na grzechach, które są skutkiem życia z dala od Boga. Grzechy można zdefiniować na podstawie zachowania oraz zewnętrznych objawów rzeczy, które uważamy za „złe”. Jednak postrzeganie grzechu jako życia z dala od Boga sięga sedna problemu i pomija czynniki rozpraszające.
Bardzo często próbujemy uporządkować bałagan w naszym życiu, czyli próbujemy zaprzestać życia w grzechu przez korektę naszego zachowania. Nie potrafimy i nie możemy tego dokonać sami a próba zrobienia tego z dala od Chrystusa jest, paradoksalnie, życiem w grzechu (życiem z dala od Boga). Tylko wtedy, gdy docieramy do źródła (usprawiedliwienie przez wiarę) i zaczynamy prowadzić życie z Bogiem, nasze życie zaczyna być wolne od bałaganu (proces uświęcenia) będącego skutkiem grzechu. Zostajemy przemienieni przez życie z Tym który jedynie jest Święty. Ciągłe skupianie uwagi na zachowaniu jest daremne.
Grzech posiada wymiar kosmiczny. Jednak wielki bój między dobrem a złem to nie tylko kosmiczna bitwa, ale coś, co wpływa na nasze codzienne życie i relacje z Bogiem. Problemy z którymi zmagamy się codziennie – zakłócenie spokoju, konsumeryzm, zapracowanie i samowystarczalność mogą powoli odciągać nas od więzi jaką mamy z Bogiem. Jednak nawet w samym centrum wiru życia, świadome przeżywanie czasu z Bogiem przynosi siłę, jasność umysłu i wytrwałość. Szatan również często atakuje i uderza w nasze słabe punkty, wytwarza poczucie winy oraz niegodności, aby oddalić nas od Boga. Nasza wiara, która jest Bożym darem umacnia się, gdy pozostajemy w osobistym kontakcie z Nim przez modlitwę oraz obietnice Jego Słowa.
Warto pomyśleć w jaki sposób słowa takie jak „rozproszenie”, „konsumeryzm”, „zapracowanie” i „samowystarczalność” pojawiają się w przestrzeniach religijnych. Czy jest możliwe, że możemy być tak rozproszeni i zajęci „dziełem Pana”, że zapominamy o Panu. Rzeczywiście możemy żyć z dala od Boga, równocześnie próbując Mu służyć. Nasze czyny mogą być nadal zakorzenione w pysze, strachu, ego lub samowystarczalności, a nie w bliskości z Bogiem.
Chciałbym jeszcze powrócić do kwestii „przyjemności”, która bardzo często pojawia się w dyskusjach dotyczących grzechu. Grzech w naszej kulturze bardzo często jest wyrażany przy pomocy języka przyjemności. Warto przypomnieć sobie na ile sposobów przyjemność była minimalizowana, demonizowana, a ostatecznie wykorzystywana jako broń.
W kulturze chrześcijańskiej oddawanie się przyjemnościom często jest definiowane jako grzech i zazwyczaj pojawia się w dyskursie dotyczącym seksu i seksualności. Pożądanie seksualne poza małżeństwem jest demonizowane i przedstawiane jako moralna porażka. Pożądanie seksualne kobiet, a raczej jego brak, jest minimalizowane i traktowane jako kwestia czystości. Gdy mężczyźni wchodzą w związki z kobietami, pożądanie seksualne i przyjemność są często wykorzystywane jako broń, ponieważ kultura nauczyła mężczyzn, że obowiązkiem i odpowiedzialnością kobiety jest zaspokajanie potrzeb męża. Takie rozumowanie tworzy cykl zdeformowanych emocjonalnie jednostek i kładzie podwaliny pod wykorzystywanie seksualne. W niektórych przypadkach daje to żonatym mężczyznom przyzwolenie na żądanie intymności od swoich żon, ponieważ nie jest to postrzegane jako oddawanie się przyjemności, ale jako wypełnienie małżeńskiego obowiązku. Może to prowadzić do przekonania, że małżeństwo daje mężczyznom prawo własności do kobiecego ciała.
Wiele osób po prostu uczy się, że pożądanie seksualne jest złe i należy je tłumić, a nie rozumieć, kwestionować, dyscyplinować i odpowiednio nim kierować. Przedstawianie pożądania jako czegoś co jest fundamentalnie destrukcyjne dla relacji z Bogiem stawia je również w opozycji do ludzkiego doświadczenia, zamiast uczyć ludzi, jak podążać z Bogiem przez swoje pragnienia. Niestety bardzo rzadko ludzie w kościele mogą usłyszeć coś na temat emocjonalnej inteligencji czy zdrowych ram dla pożądania. Zamiast tego często są nauczani w jaki sposób należy unikać pożądania oraz lęku przed nim. Szkoda, że w kulturze chrześcijańskiej emocje są często traktowane jako duchowe problemy, zamiast uznać je za część człowieczeństwa i zaproszenie do głębszej szczerości, uzdrowienia i samoświadomości.
W naszej adwentystycznej kulturze kolejnym aspektem, w którym niechęć do przyjemności odgrywa istotną rolę, jest rozrywka i sztuka zwłaszcza wizualna. W innych tradycjach religijnych takich jak chociażby katolicyzm lub prawosławie, percepcja sztuki wizualnej jest powszechna. Sztuka i architektura są wplecione w te systemy teologiczne oraz język kultu. Jednak w kulturze adwentystycznej rozrywka i sztuka często są demonizowane. Być może wynika to częściowo z przekonania, że angażowanie się w te rzeczy jest oddawaniem się przyjemności. Niestety w ten sposób osłabiamy naszą zdolność rozumienia, że Bóg objawia się przy pomocy piękna i radości, a to obejmuje również sztukę i rozrywkę.
Czy jest możliwe, że w naszej adwentystycznej kulturze przyjemność została zdemonizowana przez dietę oraz poselstwo zdrowia. Według retoryki stosowanej w niektórych kręgach, jedzenie nie powinno być przesadnie przyprawione, słone, ostre ani aromatyczne. Pamiętam jako dziecko instrukcje dotyczące spożywania świeżego pieczywa, które rzekomo miało być „niezdrowe” jako świeże i powinno być spożywane dopiero w następnych dniach po upieczeniu. Przyjemność jedzenia była i jest czasami traktowana jako coś z natury podejrzanego lub niebezpiecznego. Adwentyzm często przedstawia te idee tak, jak gdyby były boskie i pochodziły prosto z serca Boga, nie dostrzegając, że wiele z tych zasad zostało odziedziczonych po wcześniejszych ruchach religijnych. Na przykład w czasach późnej starożytności oraz Średniowieczu monastycyzm stał się ważną częścią chrześcijaństwa, a jego istotną częścią było przywiązanie do ascetyzmu. Wielu głęboko wierzących ludzi szczerze wierzyło, że sposobem na zbliżenie się do Boga jest unikanie wszystkiego, co przynosi przyjemność.
Co mogłoby się stać, gdyby chrześcijanie zrozumieli, że mają prawo odnajdywać Boga w swoich przyjemnościach. W jaki sposób zmieniliby się, gdyby nauczyli się postrzegać przyjemność jako jeden ze sposobów, w jaki Bóg wplata radość w życie? Oczywiście, że trzeba zachować równowagę, ale o ileż bardziej satysfakcjonujące i obfite byłoby nasze życie, gdybyśmy zrozumieli, że możemy spotkać Boga poprzez rzeczy, które przynoszą nam radość?
Chciałbym również zwrócić uwagę na sposób w jaki została zbudowana część na poniedziałek. Jest to zbiór różnych fragmentów. Zaczyna się od 1 Kor 10:12 który został połączony z historią Samsona i samowystarczalnością. Następnie pojawia się Mt 6:2 na temat pokory i publicznego demonstrowania sprawiedliwości. Potem zostaje przywołany tekst z Mt 5:28 na temat pożądania; Mt 7:1-2 na temat sądu; Mt 5:44 na temat miłowania nieprzyjaciół; i na końcu Mt 5:22 na temat gniewu. Przedstawione idee same w sobie nie są błędne, ale zostały ze sobą luźno powiązane, bez głębszej, teologicznej struktury, która by je łączyła.
Autorka naszego podręcznika w części dotyczącej prawa ponownie ujmuje grzech przede wszystkim jako wykroczenie i pomija głębszy sens grzechu, ponieważ jest on przedstawiany niemal wyłącznie jako zachowanie, a nie jako relacja, a raczej jej brak. Nawet teologiczną tezę, że grzech jest wpisany w naturę ludzką, można zrozumieć w kontekście relacji. Ludzka natura jest naznaczona dystansem do Boga, ponieważ intymność, którą niegdyś posiadał człowiek z Bogiem, została zerwana. Grzech nie dotyczy jedynie czynów, ale jest stanem separacji, oddzielenia od Boga. Dlatego tak znamienna jest religijna postawa faryzeuszy. Byli to ludzie głęboko religijni, którzy skrupulatnie przestrzegali prawo, a mimo tego nie zrozumieli na czym polega intymna relacja z Bogiem. Byli posłuszni na zewnątrz, jednocześnie zachowując wewnętrzny dystans w relacjach.
Warto podkreślić, że prawo Boże nie reprezentuje pełni Boga ani nie wyraża w pełni głębi Jego charakteru. Boże prawa są parametrami i ścieżkami, które pozwalają ludziom zrozumieć Boga na tyle dobrze, aby mogli dokonać wyboru, czy pragną być z Nim w wieczności. Prawo jest ważne, ponieważ objawia charakter i wyznacza granice Boga. Dostarcza struktury i przedstawia Bożą mądrość. Jednak samo prawo nie może stworzyć intymności.
Jezus nie przyszedł, aby znieść prawo Boże, lecz by je w pełni wypełnić i podtrzymać. Prawo Boże odzwierciedla Jego charakter i ma chronić nasze relacje zarówno z Bogiem, jak i z innymi ludźmi. Posłuszeństwo prawu nie może wynikać ze strachu czy obowiązku, lecz z autentycznej miłości do Jezusa. Prawo nie może nas ani zbawić, ani przebaczyć, ani usprawiedliwić. Prawo ukazuje nam potrzebę łaski, a Ewangelia i ofiara Chrystusa zapewniają przebaczenie i odnowę, których samo prawo nigdy nie może zapewnić.
Wiedza o Bogu nie jest tym samym, co prawdziwe poznanie Boga. Jezus nauczał, że autentyczna relacja z Bogiem odzwierciedla się nie tylko w słowach czy wiedzy religijnej, ale w życiu przemienionym przez miłość, zaufanie i pragnienie życia zgodnie z Bożą wolą. Prawda biblijna ma pogłębiać naszą więź z Bogiem i kształtować nasze życie. Silny fundament duchowy pochodzi ze słuchania Jego słów i rzeczywistego ich przeżywania przez wiarę i relację z Nim. Można znać całą teologię i terminologię, ale sama wiedza nie wystarczy. Można znać wersety biblijne i religijny język, równocześnie nie pozwalając, by te prawdy kształtowały nasz sposób kochania, przebaczania, służenia i życia. Jezus zdaje się ostrzegać przed wiarą, która pozostaje intelektualna lub performatywna, ale nigdy nie staje się relacyjna i przemieniająca. Jest to szczególnie istotne dzisiaj, w świecie, w którym informacja jest wszechobecna. Możemy pochłaniać niezliczone kazania, podcasty, nabożeństwa i debaty teologiczne, a mimo to pozostać odcięci od Boga, siebie i innych. Wiara polega na tym, by pozwolić, aby to, co wiemy, zmiękczyło nas, rzuciło nam wyzwanie i ucieleśniło się w tym, jak żyjemy tą wiarą w naszym codziennym życiu.
Kiedy zaczynamy postrzegać prawo przez pryzmat Jezusa, rozmowa wykracza poza zewnętrzne przestrzeganie zasad i wkracza w głębszą rzeczywistość relacji i charakteru. Prawo ujawnia, czy nasza wiara jest jedynie intelektualna, czy też rzeczywiście kształtuje nasze serca i czyny. Można dobrze znać Pismo Święte i doktrynę, ale jeśli ta wiedza nigdy nie zmieni sposobu, w jaki kochamy, przebaczamy, okazujemy współczucie, dążymy do sprawiedliwości lub traktujemy ludzi, to tracimy głębsze sedno prawa i w rezultacie żyjemy w „bezprawiu”.
W podsumowaniu lekcji autorka stwierdziła, że „Szatana rzucił wyzwanie Bogu właśnie w kwestii Jego prawa”. Moim zdaniem nie jest to poprawne stwierdzenie. Konflikt między Szatanem a Bogiem nie dotyczył prawa. Prawo, jakie znamy, nie istniało, gdy Szatan rozpoczął bunt. Wyzwanie jakie Szatan postawił Bogu, dotyczyło charakteru Boga. Warto pamiętać, że choć prawo odzwierciedla charakter Boga, to nie jest samym charakterem Boga. Prawo jest środkiem komunikacji między Bogiem a ludzkością. Daje ludziom kryteria, które pomagają nam Go zrozumieć, oraz wskazówki, jak żyć w sposób, który to odzwierciedla, ale nie jest pełnią tego, kim jest Bóg. W niebie Szatan wysuwał rażące oskarżenia pod adresem intencji, uczciwości i serca Boga. To samo uczynił w ogrodzie Eden.
Dopóki żyjemy na Ziemi, Boże prawo jest najwyraźniejszym punktem odniesienia dla zrozumienia i określenia natury Boga. Prawo wyłania się z charakteru Boga i jest w nim zakorzenione, a jednocześnie jest dostosowane do ludzkiej narracji. Zmiana prawa odzwierciedlałaby albo zmianę charakteru, z którego ono wynika, albo zmianę samej natury człowieczeństwa. Żaden z tych warunków nie jest obecnie możliwy.
DO PRZEMYŚLENIA
Jakiej lekcji z życia Samsona możemy nauczyć się na temat nieuwagi i pokus? (Sdz rozdz. 14 i 16:1.4.16.17). Samson został powołany przez Boga do wykonania szczególnego zadania, służył Bogu chociaż ulegał pokusom. Jaki jest związek między uzdolnieniami a charakterem?
Mk 9:42–48. Co umożliwia i ułatwia zbudowanie relacji z Bogiem, a jakie bariery uniemożliwiają wzrastanie w Chrystusie? Co zdaniem Jezusa prowadzi nas do grzechu? Dlaczego powinniśmy być gotowi odrzucić coś, co jest dobre i dane nam przez Boga – jak na przykład ręce, stopy i oczy – ale co może nas prowadzić na złą drogę?
Jaką funkcję spełnia prawo Boga? (Rz 3:20 i 1 Jn 3:4) W jaki sposób możemy zmienić nasz stosunek do prawa, aby nie postrzegać go jako czegoś, co nas ogranicza, lecz jako coś, co nas wzmacnia?
W jaki sposób prawo było nadużywane na przestrzeni wieków? Jaki jest związek między prawem a ewangelią? W jaki sposób można rozumieć słowa Jezusa z Mt 5:17-18 – nie przyszedłem rozwiązać prawo, ale je wypełnić?
Jan Wesley zwracał uwagę, że uświęcenie jest drugim dziełem Bożej łaski. Dlaczego w metodyzmie nacisk na uświęcenie nie doprowadził do powszechnego legalizmu, podczas gdy w adwentyzmie tak? Jaki ma to związek z naszą doktryną sądu?
Jakie są Twoje odczucia na temat bycia rządzonym przez prawo? Jakie dobre rzeczy mogą się wydarzyć dzięki temu, że jesteśmy rządzeni przez prawo? Jakie zagrożenia mogą się pojawić dzięki temu, że jesteśmy rządzeni przez prawo?
Na czym polega wyzwanie, jakie postawił Jezus swoim słuchaczom na zakończenie Kazania na Górze? (Mt 7:24–29) Dlaczego Jezus podkreślał, że Jego słuchacze będą sądzeni na podstawie tego, czy słuchają Jego słów i stosują się do nich? Kluczem, od którego zależy, czy dom przetrwa burzę, czy nie, jest czynienie tego, co mówi Jezus, lub nieczynienie tego.
W jaki sposób idea dotycząca przetrwania bądź upadku domu wiąże się z metaforą skały z Mt 16:18 i Domem Bożym, który chociaż został zbudowany na skale, runął w Mt 24? W jaki sposób możemy budować nasze życie na nauce Jezusa, aby być częścią „domu”, który trwa wiecznie? W jaki sposób „wypełniamy” słowa Boże w naszych czasach?
„A gdy Jezus dokończył tych słów, zdumiewały się tłumy nad nauką jego. …” (Mt 7:28). Wszyscy byli zdumieni, ale Jezus nie był zainteresowany zdumiewaniem tłumów. Nigdy nie mówił do ludzi: „Podziwiajcie mnie”, ale raczej, „Pójdźcie za Mną”. Jezus chce mieć naśladowców, a nie wielbicieli. Jego powołanie, aby być uczniem, wykracza poza zwyczajowe lub kulturowe chrześcijaństwo.
Nie oznacza to jednak, że Jego naśladowcy są doskonali; wręcz przeciwnie, nawet gdy się potkniemy, wezwanie jest skierowane do ponownego zaangażowania i polegania na Bożej pomocy. Metafora ta nie staje się legalistycznym testem osiągnięć, lecz łaskawym zaproszeniem do pełnego uczniostwa. Jak możemy to odzwierciedlić jako jednostki i jako wspólnota wiary?
W jedynym z Dialogów Platona - Eutyfron, Sokrates pyta Eutyfrona: „Czy czyn jest słuszny, ponieważ nakazują go bogowie, czy też bogowie nakazują go, ponieważ jest słuszny?” Spróbuj odpowiedzieć na pytania wynikające z tzw. dylematu Eutyfrona
A. Czy moralnie dobre czyny są moralnie dobre po prostu dlatego, że Bóg je wybiera?
B. A może Bóg ich wybiera, ponieważ są – niezależnie od Jego wyboru – moralnie dobre?
C. Coś innego niż opcja a i b?