piątek, 24 lipca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Grzech w Kościele

Felieton do Szkoły Sobotniej na 25 lipca 2026

Co powinniśmy zrobić, gdy w kościele odkryjemy rażący grzech? Jak reagować w sytuacjach, w których istnieje różnica między tym, co się deklaruje, a tym, co okazuje się praktyką?

Przedmiotem naszych studiów w tym tygodniu były rozdziały 5-7 pierwszego listu do Koryntian. Nawet pobieżna lektura listów Pawła do Koryntian pokazuje, że wczesny kościół borykał się z wieloma problemami. Jednym z nich był rażący przypadek niemoralności seksualnej: mężczyzna współżyjący z żoną swojego ojca. Zdaniem Pawła ten związek był tak niemoralny seksualnie, że nawet poganie uważali go za niedopuszczalny. W starożytności kazirodztwo było zakazane, tak jak obecnie. Problemem nie była tylko sama relacja, ale także fakt, że to, co się działo, było najwyraźniej akceptowane przez kościół i jego członków. Kiedy Paweł usłyszał o tej sytuacji, nie szczędził słów, nakazując kościołowi nie tylko usunięcie mężczyzny ze wspólnoty, ale oddanie go Szatanowi, a następnie nawet zakazał spożywania z nim posiłków!

Autor lekcji opisuje to jako kazirodztwo i w świetle ówczesnych ram prawnych i moralnych określenie to jest właściwe. Warto jednak dodać drobne wyjaśnienie. Tekst niekoniecznie sugeruje, że mężczyzna sypiał ze swoją biologiczną matką. Określenie „żona jego ojca” bardziej naturalnie wskazuje, że chodziło tutaj o jego macochę, co jest zgodne z językiem użytym w Kpł 18:8 i 20:11. Niezależnie od tego, czy była to jego matka, czy macocha, związek ten uznawano za seksualnie niemoralny.

Bardziej interesujące wydaje się jednak to, w jaki sposób Kościół zmaga się często z dyskusją nad sprawami związanymi z seksualnością lub niemoralnością seksualną. Wyjaśnienie, które zostało umieszczone w naszym podręczniku, dlaczego ten akt był niepokojący skupia się niemal wyłącznie na identyfikacji samego aktu seksualnego, co wydaje się być redukcyjne. Dyskusję dotyczącą niemoralności seksualnej trzeba rozwinąć poza wskazanie jedynie zabronionego czynu. Niestety w kościele dyskusja na temat niemoralności seksualnej najczęściej redukowana jest do seksu pozamałżeńskiego. Formy wykorzystywania seksualnego, gwałt, napaść lub przymus są często marginalizowane a nawet niezauważane.

W naszej kulturze religijnej często obawiamy się rozmów na temat seksu i seksualności. Rzadko nauczamy na ten temat w zdrowy, holistyczny sposób. Zamiast tego, religijne przesłanie zazwyczaj sprowadza się do jednego nakazu: nie można współżyć seksualnie przed ślubem. Byłoby dobrze, gdyby nasz język dotyczący seksualności i niemoralności seksualnej wykraczał poza sam akt. Seks nie jest z natury dobry ani zły w oderwaniu od jego kontekstu. To właśnie kontekst i relacje, które wynikają z tego aktu decydują o tym, czy stanie się on życiodajny, czy destrukcyjny.

Język niemoralności seksualnej niezmiennie koncentruje się na seksie pozamałżeńskim za obopólną zgodą, ale już nie na gwałcie pozamałżeńskim, gwałcie w małżeństwie, napaści w małżeństwie, czy wykorzystywaniu małżeństwa do usprawiedliwiania uprawnień seksualnych albo prób kontrolowania ciała innej osoby, zwłaszcza ciała kobiety. Dyskusja często jest ograniczana do bardzo wąskiej



2


definicji. Niestety często nie przygotowujemy młodych ludzi do realiów, z którymi przyjdzie im się zmierzyć. Rzadko rozmawiamy na temat znaczenia zgody, mimo że jej brak ma brutalne i głęboko destrukcyjne konsekwencje. Często nieświadomie sugerujemy, że wartość człowieka jest związana z jego dziewictwem lub oddaniem się po raz pierwszy małżonkowi. Czy naprawdę wartość człowieka zależy od tego, czy uprawiał seks, czy nie?

Niestety często zapominamy, że tak jak nasze dusze pragną intymności, tak samo pragną jej nasze ciała. Pragnienie intymności nie jest czymś, czego należy się wstydzić. Funkcji naszego umysłu i ciała nie należy się wstydzić; należy je zrozumieć. Seks jest aspektem naszego człowieczeństwa, którym można zarządzać w sposób, który szanuje nasze człowieczeństwo. Intymność nigdy nie powinna stać się czymś, o co się targujemy, aby zdobyć miłość lub przynależność. W zależności od naszego podejścia, intymność seksualna może stać się wyrazem wzajemnej miłości i troski albo aktem zdrady innej osoby, a nawet zdrady samego siebie. Wstyd, który obecnie wiąże się z seksem, nie powstrzymuje ludzi przed seksem. Wręcz przeciwnie, zasiewa głęboko w sercach ludzi dezinformację na temat Bożego planu wobec relacji międzyludzkich.

Wracając do problemu opisanego przez Pawła dotyczącego sypiania mężczyzny z żoną ojca, najbardziej uderzającym faktem jest zdrada wspólnoty. Niezależnie od tego, czy ojciec żył, czy nie, relacja ta jest wyrażeniem głębokiego braku szacunku wobec więzi między ojcem a synem. Narusza ona relacje, które powinny być chronione. Biorąc pod uwagę szeroki kontekst troski Pawła o zdrowie i odnowę wspólnoty chrześcijańskiej w Koryncie, podejrzewam, że odnosił się on do czegoś więcej niż tylko do samego aktu seksualnego. Mówił o tym, jak nasze wybory oddziałują na zewnątrz, kształtując życie wszystkich osób z nami związanych. Grzech rzadko występuje w izolacji. Jego skutki rozprzestrzeniają się przez rodziny, przyjaźnie, kościoły i społeczności. Bliskość jest wpleciona w tkankę wspólnoty, a wspólnota leży u podstaw ewangelii. Wyzwanie jakie stawia Paweł pozostaje aktualne do dziś. Kondycja danej społeczności jest mierzona tym, jak chroni ona swoich najsłabszych członków i reaguje na nadużycia zaufania. Szkoda, że nie mamy odpowiedzi na pytanie dlaczego temu człowiekowi pozwolono trwać w tak rażącej niemoralności seksualnej. Sugestia, że być może jego bogactwo, wpływy lub pozycja społeczna mogły przyczynić się do milczenia Kościoła, wydaje się trafna.

Niestety wciąż jesteśmy świadkami wykorzystywania seksualnego innych osób. Seksualni drapieżnicy unikają odpowiedzialności z powodu posiadanej władzy, czy to w kościołach, rządach, korporacjach, czy innych instytucjach. Kiedy wpływy stają się ważniejsze niż ochrona ludzi, sama społeczność zostaje zraniona. Niemoralność seksualna nigdy nie powinna być jedynie rozumiana jako zaangażowanie się w zabroniony czyn. Należy ją również oceniać przez pryzmat szkód jakie wyrządza, zaufania, które narusza, społeczności, które rozbija, i ludzi, którzy posiadają rany na długo po zakończeniu czynu.

Paweł wzywa Kościół do zastosowania dyscypliny wobec człowieka który dopuścił się niemoralnego czynu. Nakazywał Koryntianom, aby usunęli mężczyznę ze wspólnoty, uznając, że taki grzech szkodzi zarówno jednostce, jak i społeczności. Autor lekcji zauważył, że wyrażenie „oddajcie takiego Szatanowi” można rozumieć jako „niech poniesie konsekwencje swoich decyzji.” Jednak dyscyplina musi mieć charakter resocjalizacyjny, a nie jedynie karzący. Jej celem nie jest wykluczenie dla



3


samego wykluczenia, ale skrucha, uzdrowienie i ostateczne ponowne włączenie do społeczności Kościoła. Paweł miał nadzieję, że ta osoba zostanie przywrócona do społeczności Kościoła. Niektórzy badacze sugerują, że skruszony człowiek wspomniany w 2 Kor 2:5-10 może być tym samym człowiekiem, który został ukarany w 1 Kor 5. Warto zastanowić się również, jak przedstawiona historia mogłaby wyglądać, gdybyśmy spojrzeli na nią przez pryzmat władzy i bezbronności. Paweł mówi o niemoralnym związku seksualnym, ale tekst niewiele nam mówi o kobiecie, która była w niego zaangażowana. Nie znamy jej historii ani tego, czy dobrowolnie weszła w ten związek. Biorąc pod uwagę ograniczoną pozycję społeczną, prawną i ekonomiczną wielu kobiet w świecie antyku, te pytania nie są bezpodstawne.

Jaką odpowiedzialność ponosi Kościół, gdy ujawniona zostaje krzywda seksualna, nadużycie lub wykorzystywanie, zwłaszcza gdy w grę wchodzi osoba wpływowa lub posiadająca autorytet? Najostrzejsze napomnienie Pawła skierowane jest nie tylko do mężczyzny, ale także do Kościoła, który tolerował to, co się działo. We współczesnym kontekście, czy nie należałoby zastosować zasady, że Kościół nigdy nie powinien milczeć, gdy zagrożone są osoby bezbronne. Kościół często chronił reputację, stanowiska lub instytucje, podczas gdy ci, którzy zostali skrzywdzeni, ponosili ciężar konsekwencji. Być może troska Pawła o zdrowie ciała wzywa nas do czegoś innego: wspólnoty, która ma odwagę mówić prawdę, chronić osoby bezbronne, pociągać ludzi do odpowiedzialności i dążyć do naprawy, obejmującej wszystkich dotkniętych krzywdą, a nie tylko tego, kto ją wyrządził. „Trochę zakwasu zakwasza cały zaczyn”. Tolerowana krzywda rozprzestrzenia się, podczas gdy osoby sprawujące władzę nie ponoszą odpowiedzialności.

Kolejna sprawa którą zajmował się Paweł w liście do Koryntian dotyczyła sporów miedzy wierzącymi. Zamiast pozywać się nawzajem przed sądy świeckie w sprawach wewnętrznych, Paweł wzywa Koryntian do rozwiązywania konfliktów wewnątrz wspólnoty chrześcijańskiej. Autor lekcji wyjaśnia, że Paweł mógł odnosić się do sporów cywilnych, a nie karnych i nie negował prawowitej roli władzy w sprawach dotyczących sprawiedliwości (Rz 13:1–5). Paweł prawdopodobnie nie chciał, aby chrześcijanie pozwalali, aby ich konflikty były przedmiotem publicznego widowiska i były rozstrzygane przez systemy prawne, które często faworyzowały bogatych i tych, którzy mieli polityczne powiązania. Zamiast tego Paweł wzywa kościół do ucieleśniania wartości Chrystusa poprzez mądre, uczciwe i sprawiedliwe rozwiązywanie sporów w sposób odzwierciedlający ich tożsamość jako Ciała Chrystusa. Język, który zwraca uwagę na ochronę tożsamości Kościoła może sprzyjać milczeniu. Tworzy to atmosferę, w której ludzie pozostają w domach, w których dochodzi do przemocy, ponieważ uważają, że nie powinni kierować spraw do sądu ani „prać brudów” na zewnątrz domu. Pozwala to osobom, które wyrządziły krzywdę, zachować władzę, ponieważ ich działania pozostają ukryte w Kościele. Mówiąc wprost, język wtorkowej lekcji może być niebezpieczny.

Dlaczego Paweł przechodzi bezpośrednio od przypadku niemoralności seksualnej w rozdziale 5 do pozwów sądowych w rozdziale 6. Czy był to po prostu kolejny temat na liście problemów do rozwiązania, czy też istnieje jakiś związek z historią opisaną w rozdziale 5? Autor lekcji stwierdził, że Paweł odnosił się tutaj do sporów cywilnych, a nie karnych, co jest istotne. Zdarzają się jednak sytuacje, w których członkowie Kościoła mogli przedstawiać swoje spory i skargi władzom cywilnym. Wiele osób zwraca się najpierw ze swoimi problemami do Kościoła, jednak często są one



4


bagatelizowane lub po cichu zamiatane pod dywan. W takich sytuacjach angażowanie władz cywilnych nie jest oznaką braku wiary, lecz koniecznym krokiem w kierunku ochrony osób bezbronnych i dążenia do sprawiedliwości. W Prawie Zborowym znajduje się bardzo ciekawa rada. Czytamy tam:

„Jeśli Kościół nie zareaguje na prośbę o pomoc w rozwiązywaniu sporu lub też uzna, że sprawa wykracza poza granice jego kompetencji, należy przyjąć, że dany wyznawca wyczerpał wszystkie środki pojednawcze oparte na Biblii. W takiej sytuacji cokolwiek wyznawca uczyni, jest już sprawą jego własnego sumienia.” (s.70).

Jest to bardzo mocny cytat, który niestety jest nieznany wielu osobom. W rzeczywistości ludzie pracujący w strukturach hierarchii kościelnej często zniechęcali osoby, które nie miały innego wyjścia, jak tylko skierować swoje skargi do sądu. Niestety, normą wydaje się być uciszanie skarg. Wielu członków nie zdaje sobie sprawy, że wniesienie sprawy do sądu cywilnego jest możliwe, ponieważ Podręcznik Prawa Zborowego stanowi: „wyznawca wyczerpał wszystkie środki pojednawcze oparte na Biblii. W takiej sytuacji cokolwiek wyznawca uczyni, jest już sprawą jego własnego sumienia.”

Jeśli odnowa jest prawdziwym celem w Kościele, milczenie nigdy nie będzie drogą do uzdrowienia. Odnowa wymaga prawdy, odpowiedzialności, ochrony dla skrzywdzonych oraz społeczności, które są gotowe stawić czoła trudnej rzeczywistości, zamiast ją ukrywać. Czasami najbardziej odpowiednią rzeczą, jaką może zrobić Kościół, jest współpraca z wymiarem sprawiedliwości, kontynuując jednocześnie duchowe dzieło opieki, pokuty i uzdrowienia. Te dwie powinności nie muszą się ze sobą kłócić; razem mogą stać się częścią Bożego dzieła odnowy tego, co zostało złamane.

Jako „antidotum na niemoralność seksualną” (taki jest tytuł oryginalny) autor lekcji przedstawia kilka fragmentów Biblii. Czy można jednak nazwać kilka cytatów Biblii antidotum na niemoralność seksualną. Czy „antidotum” jest właściwym słowem? Pismo Święte z pewnością oferuje mądrość i wskazówki, ale jego głównym celem jest zaproszenie nas do przemienionych relacji z Bogiem, z samym sobą i ze sobą nawzajem. Jeśli głębszym problemem jest nieuporządkowana miłość lub niespełnione tęsknoty, to odpowiedzią jest powolny proces uzdrawiania, odnowy i uczenia się, jak naprawdę wygląda zdrowa intymność. Ludzie potrzebują zrozumienia tego, co napędza ich seksualne pragnienia. Zamiast sprowadzać wszystko do moralności, może powinniśmy najpierw szukać zrozumienia.

Lekcja kończy się refleksją nad seksem, małżeństwem i stanem wolnym. Wiele osób, które głęboko wstydzą się seksualności, zaczyna postrzegać małżeństwo jako rozwiązanie. Nigdy nie nauczyli się rozumieć ani kierować swoimi pragnieniami. Po prostu zaakceptowali, że seks stanie się akceptowalny, gdy tylko zawrą związek małżeński. Gdy pojawiło się małżeństwo, nic wewnętrznie się nie zmieniło. Pragnienia pozostały. Brak samoświadomości pozostał. Jedyną różnicą jest to, że teraz w małżeństwie oczekuje się, że inna osoba, zazwyczaj żona, stanie się rozwiązaniem na pragnienia, które nigdy wcześniej nie były zrozumiane. Ta retoryka zamienia seks w obowiązek. Zamienia intymność w obowiązek. Przekształca coś, co miało być wzajemne i życiodajne, w transakcję. W takiej perspektywie seks staje formą relacyjnego i społecznego legalizmu. Obiecuje nagrodę za robienie tego, co



5


słuszne, za przestrzeganie określonych zasad dokładnie tak, jak są one zdefiniowane. Podobnie jak legalizm osłabia naszą zdolność do nawiązywania relacji z Bogiem poprzez intymność i autentyczną więź, tak relacyjny legalizm czyni to samo w naszych relacjach międzyludzkich. Zamiast kultywować wolność i wzajemną wrażliwość, rodzi strach i zobowiązanie.

Często zdajemy pytanie: „Jak powstrzymać niemoralność seksualną?” Może warto jednak zanim odpowiemy na to pytania zadać inne: „Co ją napędza?”. To przejście od osądu do ciekawości przypomina nam, jak często Jezus angażował ludzi. Nie ignorował grzechu, ale zaglądał pod spód zachowania, na rany, tęsknoty, izolację i złamanie, które je ukształtowały. Zrozumienie „dlaczego” stojące za naszymi wyborami nie usprawiedliwia krzywdy, ale może stworzyć warunki do prawdziwego uzdrowienia, a nie tylko do zmiany zachowania.

Na koniec autor zwrócił uwagę że Paweł łączy niemoralność seksualną z bałwochwalstwem, pijaństwem i obżarstwem, ponieważ zachowania te zazwyczaj wynikają z tego samego, podstawowego problemu: niewłaściwego kultu i nieuporządkowanych pragnień. W Koryncie bałwochwalcze uczty często wiązały się z nadmiernym jedzeniem, piciem i niemoralnością seksualną, co ilustruje, jak jedna forma samouwielbienia może prowadzić do kolejnej. Ellen White argumentuje, że prawdziwa przemiana polega na wyzbyciu się fałszywych bogów, aby Duch Chrystusa mógł nas napełnić, przekształcić nasze pragnienia i przywrócić nam pełnię zamierzoną przez Boga. Być może wspólnym mianownikiem nie jest sama seksualność, ale kwestia ostatecznej przynależności. Wszyscy szukamy tożsamości, bezpieczeństwa, komfortu i przynależności. Dla niektórych może to być seks; dla innych osiągnięcia, służba, produktywność lub potrzeba bycia niezastąpionym. Nawet we wspólnotach chrześcijańskich możemy stać się pracoholikami „dla Jezusa”, wierząc, że nieustanna służba dowodzi naszej wierności, jednocześnie zaniedbując relacje, zdrowie lub własne dusze. Być może jest to dla nas zaproszenie do zadania sobie głębszego pytania: Co chciałbym, aby dała mi dana osoba, relacja, służba lub osiągnięcie, a co ostatecznie może zapewnić tylko Bóg?


DO PRZEMYŚLENIA

1 Kor 5:1-5. Dlaczego Kościół przynajmniej milcząco akceptował nieodpowiednie relacje w swoim gronie? Dlaczego nikt wcześniej nie zareagował? Dlaczego Kościół „wzbił się w pychę” z tego powodu? Co Paweł mógł mieć na myśli, gdy polecił, aby wydać takiego człowieka Szatanowi? Jaką rolę powinna odgrywać w takich sytuacjach zewnętrzna opinia publiczna? Dlaczego kazirodztwo jest niemal powszechnie potępiane?

W tym przypadku musimy zmierzyć si z problemem tolerancji który łatwo możemy tutaj zauważyć. Co można tolerować, a czego nie wolno tolerować? Istnieje stare powiedzenie, że „tolerancja to coś, co propagują ci, którzy nie mają zasad moralnych!” Jakie jest twoje zdanie?

W jaki sposób zinterpretować komentarz Pawła, że nasze ciała są świątynią Ducha Świętego?

Obecnie niewiele mówi się na temat kościelnej dyscypliny. Bardzo rzadko o ile w ogóle ją stosujemy. Często mówi się o dyscyplinie, że jest formą osądzania i dlatego



6


jest potępiana. Jakie są niektóre „słuszne i niesłuszne” aspekty dyscypliny kościelnej?

W jaki sposób możemy okazać działanie odkupieńcze, gdy w kościele stajemy w obliczu grzechu? Pomyśl o spustoszeniu, jakie w relacjach międzyludzkich wyrządziły niekontrolowane pragnienia seksualne.

Dlaczego grzechy seksualne są tak konsekwentnie piętnowane w Biblii? Dlaczego grzechy seksualne są gorsze od innych grzechów? A może jednak nie?

Jedną z rzeczy, o które troszczy się Paweł jest ochrona reputacji kościelnej wspólnoty. Czy jest to konieczne? Jeśli tak, to jaki jest najlepszy sposób na ochronę reputacji kościoła?

Nasze mózgi są jak gąbki: wszystko, co dociera do nich poprzez zmysły, pozostaje w nich. Całe nasze przeszłe doświadczenia są w nich obecne i w pewnym stopniu, wpływają na wszystko, co czujemy, myślimy i robimy. Dlatego chrześcijanie muszą się liczyć z myślą, że są pod wpływem zła, które ich otacza. Z czasem wspólnota chrześcijańska może zacząć dryfować. W jaki sposób ma to wpływ na to, co jest akceptowalne we wspólnocie religijnej, a co nie. Jak zapobiegać tego rodzaju negatywnemu dryfowi?

Paweł proponuje antidotum na niemoralność. Chodzi o to, by być napełnionym Duchem. Kiedy człowiek zostaje obmyty i usprawiedliwiony, wchodząc tym samym do rodziny Bożej, Duch, jeśli mu na to pozwoli, wypędza niektóre stare nawyki i idee. Kluczem jest pozwalanie, aby ten proces trwał.

1 Kor 6:1-11. Jaką sprawę sądową mógł mieć na myśli Paweł? Czy mogła to być sprawa karna czy cywilna? Na czym polega różnica między tymi dwoma typami procesu sądowego? Jeśli Koryntianie posiadali dar rozeznania i osądu, dlaczego z niego nie skorzystali? Dlaczego ludzie, którzy praktykują zwyczaje wymienione w wersetach 9–10, mają być wykluczeni z kościoła?

1 Kor 6:12-20. Kiedy autor biblijny mówi o wolności, wydaje się, że chodzi o wolność w pewnych granicach. Dlaczego prawdziwa wolność wymaga ograniczeń? Jakie szkody pozostawiają po sobie grzechy seksualne?

1 Kor 7:1-9. W tym fragmencie Paweł wprowadza temat dotyczący życia w małżeństwie oraz w stanie wolnym. W jaki sposób Paweł rozwija swoje napomnienie, dotyczące „uciekania przed wszeteczeństwem” (6:18)? Dlaczego autorzy biblijni ograniczają ludzi do jednego partnera w kontekście seksualności?

1 Kor 7:17-20. Co Paweł mógł mieć na myśli, gdy napisał: „Niech każdy żyje tak jak mu wyznaczył Pan”?

W czasach, gdy wiele osób uważa że małżeństwo jest związkiem staroświeckim, w jaki sposób możemy pokazać światu, że małżeństwo jest naprawdę darem od Boga?








7








Przygotował Jan Pollok

piątek, 17 lipca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej

Jedność w Chrystusie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 18 lipca 2026

W jaki sposób ludzie o często odmiennych przekonaniach mogą zachować jedność w kościele?

Na samym początku autor lekcji zauważa, że zarówno świat zwierząt, jak i świat ludzi w naturalny sposób organizuje się w grupy. Jednak grupy czasami przeżywają wewnętrzne konflikty i często popadają w konflikty z innymi grupami. Zrozumienie w jaki sposób napięcia powstają w grupach i społecznościach pomaga nam lepiej zrozumieć, to, co Paweł przeżył w Koryncie.

Niestety autor lekcji nie przeznaczył wiele czasu na zgłębianie rozwiązań problemów związanych z istnieniem stronnictw we wspólnocie pierwszych chrześcijan w Koryncie i uwypukl jedynie rzeczywistość konfliktów, które istniały w Kościele. Biorąc pod uwagę status społeczno-ekonomiczny wielu mieszkańców Koryntu, być może można postawić tezę, że bogactwo i wpływy przyczyniły się do powstania tych podziałów. Osoby, które zajmują uprzywilejowane stanowiska mogą czasami rozwijać poczucie pewności siebie lub wyższości, co utrudnia jedność. Jest to ważny temat, ponieważ podziały i stronnictwa nie omijają również współczesnego Kościoła. Widzimy podziały polityczne, płciowe, społeczno-ekonomiczne i rasowe. Dlatego przesłanie dotyczące jedności w obliczu podziałów i polaryzacji jest dziś równie potrzebne, jak w czasach pierwszego Kościła.

Problem w kościele korynckim nie polegał jedynie na tym, że Koryntianie byli kłótliwi czy rywalizowali ze sobą. Taki wniosek wydaje się być zbyt uproszczony. Prawdziwy problem polegał na tym, że identyfikowali się ze swoimi przywódcami: „Ja jestem zwolennikiem Pawła”, „Ja naśladuję Apollosa”, „Ja wolę Kefasa, „A ja naśladuję Chrystusa”. Reakcja Pawła była przenikliwa: „Czy Chrystus jest podzielony?”.

W naszym współczesnym kontekście brzmi to jak stwierdzenie: „Jestem konserwatystą”, „Jestem zwolennikiem liberalnego myślenia”, „W moim kościele nie ma perkusji”, „Słucham tylko współczesnej muzyki religijnej” lub „Jestem zwolennikiem tego pastora, a nie tamtego”. Możemy dzisiaj zaobserwować tendencję do wyrażania przekonania, że jeden przywódca, jedno wyznanie, jedna tradycja teologiczna lub jeden sposób artykułowania wary zawiera większą prawdę i jest najlepszy.

Również w naszym Kościele możemy dostrzec kilka bardzo realnych podziałów. Na przykład posiadamy w naszych kręgach stronnictwa, które różnią się w takich sprawach jak styl nabożeństw, dieta i poglądy na temat ordynacji kobiet, scenariusze eschatologiczne, żeby wymienić tylko kilka. Zastanawiam się, czy największym zagrożeniem dla Kościoła nie jest to, że jesteśmy tak przekonani, że nasza szczególna teologiczna perspektywa jest jedyną prawdą, że przestajemy słuchać siebie nawzajem i ślubujemy wierność własnej interpretacji naszej perspektywy, a nie Chrystusowi. Jednolitość nigdy nie była celem ewangelii; jedność jest. Jedność nie wymaga od nas zacierania różnic, ale uczenia się, jak kochać się nawzajem w jednym Kościele.

Pytanie Pawła: „Czy Chrystus jest podzielony?” sięga sedna czegoś znacznie głębszego niż ziemska kultura czy zwykłe nieporozumienie. Prawdziwe wyzwanie jest następujące: Jak możemy twierdzić, że naśladujemy Chrystusa, i jednocześnie



2


dzielić się na frakcje? Czy jest możliwe, że problem w gminie korynckiej nie polegał na przynależności ludzi do różnych grup, ale na tym, że zaczęli oni czerpać swoją tożsamość z tych grup. Pytanie Pawła: „Czy Chrystus jest podzielony?” wydaje się równie aktualne dzisiaj, ponieważ nadal mamy tendencję do definiowania siebie przez pryzmat poglądów politycznych, rasy, wyznania, obozu teologicznego, klasy społecznej lub ulubionego przywódcy, zanim zdefiniujemy się przez pryzmat Chrystusa.

Zastanawiam się, czy stronnictwa nie są przejawem głębokiego pragnienia przynależności. W naturalny sposób szukamy ludzi, którzy myślą podobnie jak my, organizują nabożeństwa podobnie jak my, głosują podobnie jak my lub mają podobne doświadczenia. Nie ma w tym nic złego, z wyjątkiem sytuacji, gdy zaczynamy wykluczać innych lub przekształcać Chrystusa na swój obraz, zgodny z naszym potencjalnie zdeformowany światopoglądem. Wyzwanie pojawia się, gdy przynależność do grupy staje się ważniejsza niż przynależność do Chrystusa. Być może Paweł zachęcał nas do nieustannego zastanawiania się, czy nasza tożsamość jest głębiej zakorzeniona w naszych różnych stronnictwach niż w Tym, który wzywa nas wszystkich abyśmy usiedli do jednego stołu. Tworzenie stronnictw skupionych wokół przywódców ostatecznie odsuwa naszą lojalność od Chrystusa. Kościół nigdy nie miał skupiać się na osobistościach, preferencjach czy frakcjach, ale na Tym, który został za nas ukrzyżowany. Posługując się obrazem ciała, Paweł przypomina wierzącym, że tak jak każda część ciała ma swoją unikalną funkcję, tak Kościół umacnia się dzięki swojej różnorodności.

Apostoł wzywał Koryntian, aby byli „zespoleni jednością myśli i jednością zdania” (1:10). Grecki czasownik przetłumaczony jako ‘zespoleni’ to katarizō. Nie oznacza on jednie zgody lub braku konfliktu, ale oznacza przywrócenie, naprawienie, lub doprowadzenie czegoś do właściwego stanu. To słowo zawiera o wiele bogatszy obraz pojednania. Kiedy relacje ulegają rozpadowi, niektórzy reagują, zakładając, że jedność osiąga się udając, że nic się nie stało, lub prosząc wszystkich, aby po prostu „poszli dalej”. Jednak ten werset pokazuje, że prawdziwa jedność wymaga aktywnej odbudowy.

Zamiast domagać się konformizmu, Paweł wzywa Kościół do odbudowy zerwanych relacji i przywrócenia im pełni, jaką zamierzył Bóg. Kazu Haga w książce Healing Resistance A Radically Different Response to Harm, zauważył, że prawdziwy pokój polega na uzdrawianiu relacji i usuwaniu pierwotnych przyczyn szkód, a nie jedynie na zakończeniu konfliktu. Kiedy krzywda zostanie wyrządzona, celem jest przywrócenie zaufania, godności oraz relacji. Może to oznaczać słuchanie, przyznanie się do krzywdy, zadośćuczynienie, demontaż zepsutych systemów, które nadal szkodzą, i tworzenie nowych sposobów wspólnego życia. Użycie przez Pawła słowa katartizō zdaje się wskazywać na ten sam kierunek. Zamiast prosić Koryntian o ignorowanie lub przezwyciężanie podziałów, Paweł wzywa ich do wytężonej pracy nad naprawą tego, co zostało zerwane. Wzywa do aktywnej odnowy. „Pokój” to nie tylko przerwanie konfliktu. Niestety czasami tylko tak go pojmujemy podczas gdy katartizō sugeruje coś znacznie głębszego: naprawione relacje, uzdrowione społeczności i ludzi gotowych podjąć się trudnego dzieła uzdrowienia, zamiast po prostu unikać dyskomfortu.

Paweł wyjaśnia, że źle pojęta lojalność wobec przywódców prowadzi do rywalizacji w kościele. Koryntianie zachowywali się jak duchowe niemowlęta, ponieważ



3


definiowali siebie przez identyfikację z przywódcami – „Ja idę za Pawłem” lub „Ja idę za Apollosem” – zamiast odnaleźć swoją tożsamość w Jezusie. Paweł przeciwstawia tę niedojrzałość prawdziwej duchowej dojrzałości, która wynika z przyjęcia Bożej, a nie ludzkiej mądrości. Boża mądrość objawia się najwyraźniej w krzyżu Chrystusa. Dojrzali chrześcijanie uznają, że wszyscy przywódcy są po prostu współpracownikami w służbie dla Boga, podczas gdy sam kościół należy do Chrystusa. Identyfikacja z duchowymi autorytetami może czasami prowadzić do rozczarowania. W życiu osoby wierzącej rozczarowanie ludźmi może pogłębić cynizm lub pogłębić zależność od Boga. Kiedy ktoś, kogo podziwialiśmy, zawiódł, naszą pierwszą reakcją często jest kwestionowanie nie tylko tej osoby, ale wszystkiego, co reprezentowała. Niestety rozczarowanie jest niemal nieuniknione, gdy stawiamy drugiego człowieka na piedestale. Nikt z nas nie został stworzony, by dźwigać ciężar bycia czyimś zbawcą. Wszyscy jesteśmy skończeni, ułomni i sami potrzebujemy łaski.

Tendencja do stawiania liderów na piedestale i budowania wokół nich naszej tożsamości wyraża się nie tylko podziwem, ale także rozczarowaniem. Kiedy stawiamy lidera na piedestale, podążając za nim zamiast za Chrystusem, zaczynamy umiejscawiać naszą tożsamość w relacji z tym liderem, a nie w tym, kim według Chrystusa jesteśmy. Dopóki lider zachowuje się w sposób, który jest dla nas komfortowy, podążamy za nim z entuzjazmem, ale kiedy nas rozczarowuje, czujemy się zmuszeni do odejścia. Kiedy zakorzeniamy naszą tożsamość w ludzkim liderze, jego porażka może sprawić, że poczujemy się duchowo bezdomni, jakbyśmy stracili swoje miejsce w sercu Chrystusa. Problem Koryntian nie polegał na tym, że bardziej cenili Pawła, Apollosa lub Kefasa, ale na tym, że ich tożsamość była uzależniona od tych przywódców, a nie od Tego, na którego owi przywódcy wskazywali. Być może rozczarowanie, choć bolesne, może stać się zachętą do zastanowienia się, gdzie pokładamy naszą ufność. Niestety wiele naszych problemów w kościele wynika z wadliwego zrozumienia tożsamości i sprowadza się to do tego, gdzie umiejscawiamy naszą tożsamość, gdzie odnajdujemy swoją wartość oraz do naszego instynktownego pragnienia ochrony tego, co wydaje się nam, że jest bezpieczne i znajome.

Warto zwrócić również uwagę, że napomnienie jakie skierował Paweł do Koryntian nie dotyczy tylko zwolenników danych przywódców ale także samych przywódców. Skoro katartizō oznacza naprawiać, lub przywracać coś do właściwego stanu, to może przywództwo nie polega tylko na nauczaniu, kreowaniu wizji czy gromadzeniu zwolenników. Przywództwo polega również na tworzeniu wspólnoty, w której ludzie mogą szczerze i otwarcie dyskutować, naprawiać to, co zostało zepsute, i wspólnie się rozwijać. Miarą przywództwa nie jest liczba osób, które za nami podążają, ale to, czy ludzie wokół nas rozwijają się, rozkwitają i stają się zdrowsi dzięki naszemu wpływowi. Taka była wizja Pawła na temat Kościoła jako wspólnoty, w której nie ma hierarchii, a ludzie nieustannie wspólnie odnawiają się w Chrystusie.

Autor lekcji zwracał uwagę na znaczenie służby na wzór Chrystusa. Jego głównym argumentem było to, że naśladowanie Chrystusa oznacza stawianie innych ponad sobą i przyjęcie postawy poświęcenia. Powstawanie stronnictw było dowodem duchowej niedojrzałości i tego, że Kościół w Koryncie przyjął świeckie standardy. Wniosek: służba na wzór Chrystusa wymaga śmierci dla siebie i porzucenia egoistycznych ambicji. Niestety taka retorka, często może być bardzo szkodliwa.



4


Teza, że stronnictwa powstają wskutek duchowej niedojrzałości nie jest do końca prawdziwa. Dojrzałość duchowa z pewnością może pomóc nam dostrzec równość i godność wszystkich ludzi. Jednak sprowadzanie powstania stronnictwa do duchowej niedojrzałości nadmiernie upraszcza coś znacznie bardziej złożonego. Jako ludzie posiadamy wrodzoną potrzebę przynależności. Kościoły często nie zapewniają głębokiego poczucia przynależności, podczas gdy mniejsze społeczności w obrębie kościoła często to robią. Mówię to na podstawie pracy w środowiskach etnicznych Polaków, Latynosów czy ludności o ciemnej karnacji skóry. Środowisko etniczne często daje natychmiastowe poczucie zrozumienia. Niekoniecznie chodzi o tworzenie stronnictwa. To głębszy poziom więzi, zbudowany na podstawie wspólnych doświadczeń. Definiowanie stronnictwa jako środowiska powstającego wskutek duchowego deficytu powoduje, że automatycznie rezygnujemy z głębszego wnikania. Pragnienie posiadania mocnych więzi jest wplecione w tkankę naszego człowieczeństwa. Oczywiście, to pragnienie może stać się niezdrowe lub wykluczające, ale określanie go jako duchowej niedojrzałości uniemożliwia nam głębsze zrozumienie ludzi.

Drugi problem dotyczy nacisku jaki został położony na postawę poświęcenia. Chociaż poświęcenie z pewnością ma swoje ważne miejsce w życiu chrześcijańskim, to jednak w historii było wielokrotnie wykorzystywane jako oręż. Zbyt często „robienie czegoś dla Jezusa” staje się powodem, dla którego ludzie ignorują własne ograniczenia fizyczne, emocjonalne lub duchowe. Pracujemy dłużej, tolerujemy niezdrowe środowisko, milczymy na temat szkodliwych sytuacji lub dźwigamy ciężary, które nigdy nie były nasze – wszystko w imię Boga. Jak często wzywamy imienia Boga, aby usprawiedliwić rzeczy, które w rzeczywistości zasmucają Jego serce? Przykazanie, by nie używać imienia Pana nadaremno, nie dotyczy tylko bluźnierstw. Dotyczy ono również sposobów, kiedy przywiązujemy autorytet Boga do oczekiwań, których nigdy od nas nie żądał. Zaproszenie do służenia Bogu może stać się subtelną formą presji, a nawet prowadzić do pracoholizmu, rozbicia relacji rodzinnych, komplikacji zdrowotnych, a nawet śmierci. Wszystko w imię Jezusa. Retoryka poświęcenia była wykorzystywana do przekonywania uciskanych społeczności do cichego znoszenia niesprawiedliwości dla tak zwanego większego dobra. Uczyła kobiety pozostawania w domach, w których dochodzi do przemocy, ponieważ cierpienie jest rzekomo cnotliwe. Zachęcała ofiary do milczenia, podczas gdy ich oprawcy nadal głoszą z ambony, ponieważ otwarcie się na ten temat mogłoby zdestabilizować Kościół.

Jest coś niezaprzeczalnie pięknego w służeniu innym, współpracowaniu z innymi oraz stawianiu ich potrzeb na równi z naszymi własnymi. Jednak poświęcenie, tak jak jest często przedstawiane, implikuje, że dla przetrwania instytucji należy się spodziewać osobistej straty. Historycznie rzecz biorąc, jak na ironię osoby domagające się poświęcenia rzadko je składały. Osoby sprawujące władzę często korzystały z poświęceń osób im podległych. Nie twierdzę, że poświęcenie nigdy nie jest konieczne, ale używanie takiego języka wymaga szczególnej ostrożności i uwagi, ponieważ bardzo łatwo jest wykorzystać taką retorykę jako broń. Równocześnie trzeba podkreślić, że każda szczera rozmowa o służbie na wzór Chrystusa musi uwzględniać ten fakt.

Zdrowe organizacje tworzą środowiska, w których ludzie czują się bezpiecznie, zadając trudne pytania, przyznając się do błędów i zgłaszając wątpliwości bez



5


obawy przed odwetem lub zażenowaniem. Kościół powinien być jednym z najbezpieczniejszych miejsc na świecie, w których można prowadzić tego rodzaju szczere rozmowy. Przywódcy nie muszą zakładać, że każde trudne pytanie jest atakiem lub próbą podważenia ich autorytetu. Niektóre z najważniejszych pytań pochodzą od ludzi, którym głęboko leży na sercu dobro Kościoła i którzy pragną, aby stał się on zdrowszy.

Przywódcy muszą zastanawiać się, czy ich reakcje polegają na tworzeniu przestrzeni do odbudowy, czy też służą ochronie swoich pozycji, tytułu, czy też zachowaniu norm instytucjonalnych. Gdy obecna jest prawda i pokora, odpowiedzialność staje się mniej związana z wygrywaniem, a bardziej z uczestnictwem w trwającym dziele Boga, jakim jest budowanie Ciała Chrystusa. Niestety, na wielu stanowiskach kierowniczych ludzie wciąż wybierają milczenie lub bezczynność zamiast rozwiązywania trudnych problemów lub zmiany systemów, które należy zburzyć. Czy może to być jeden z powodów, dla których niektórzy ludzie ostatecznie odchodzą z Kościoła, ponieważ stracili nadzieję, że odpowiedzialność, uzdrowienie i zdrowa zmiana są w nim rzeczywiście możliwe.

Lekcja na czwartek miała na celu wprowadzenie pewnej korekty kursu, podkreślając, że chociaż nie powinniśmy tworzyć stronnictw wokół przywódców, nadal powinniśmy wspierać i doceniać tych, którzy przewodzą Kościołowi. Jest to bardzo delikatny temat. Moim zdaniem docenianie nie jest czymś, do czego ktokolwiek ma prawo in blanco, podobnie jak szacunek - z wyjątkiem struktur militarnych i paramilitarnych.

Autor lekcji dowodzi, że przywódcy Kościoła, których życie odzwierciedla uległość reprezentowaną przez krzyż, zasługują na to, by ich słuchano i naśladowano. Takie sformułowanie jest niepokojące, ponieważ jest zbudowane na tym samym schemacie, według którego osobiste poświęcenie szeregowego żołnierza oraz wspieranie przywódców jest obowiązkiem a nie czymś co w naturalny sposób rozwija się wskutek autentycznego zaufania.

Autor w długim wywodzie ostrzega przed stawianiem przywódców na piedestale, a następnie przechodzi do przypomnienia czytelnikom, że przywódcy zasługują na wsparcie. Można odnieść wrażenie, jak gdyby krył się za tym jakiś ukryty cel. Kiedy ludzie są mobilizowani do automatycznego szanowania osób sprawujących władzę, istniejące struktury władzy są w ten sposób chronione, pozwalając niektórym przywódcom realizować własne cele, jednocześnie twierdząc, że działają w imieniu Chrystusa. Na szacunek trzeba zapracować tak samo, jak na zaufanie. Tytuł pastora nigdy nie powinien automatycznie przyznawać komuś niekwestionowanej wiarygodności. Historia uczy nas, aby być ostrożnym w stosunku do przywódców, ponieważ przywódcy często zdradzali ludzi, którym pierwotnie mili służyć.

Moim zdaniem to właśnie przywódcy powinni ponosić najwyższą odpowiedzialność. Powinni udowodnić przez konsekwentne działanie, że są bezpieczni, uczciwi i zasługują na szacunek, zanim zostaną obdarzeni zaufaniem społecznym. Co ważniejsze, zaufania nigdy nie należy postrzegać jako czegoś, co raz zdobyte obowiązuje na zawsze. Dopóki ktoś pozostaje na stanowisku kierowniczym, powinien stale potwierdzać swoją wiarygodność poprzez sposób, w jaki przewodzi i troszczy się o swoją społeczność. Jestem również głęboko przekonany, że przywódca, który służył wiernie przez wiele lat, ale ostatecznie dopuścił się nadużycia, powinien być oceniany na podstawie tego czynu, a nie chroniony przez



6


swoje poprzednie osiągnięcia. Historia dobrego przywództwa nigdy nie powinna stać się obroną przed obecnymi nadużyciami. Wiarygodność nie jest stanem trwałym, nabytym dzięki wieloletniej służbie. To coś, co przywódcy muszą nieustannie okazywać.

Lekcja kończy się cytatem Ellen White, „Ten proces ma na celu oczyszczenie Kościoła z wszelkiej nieprawości oraz ducha niezgody i sporów, aby wyznawcy mogli budować, zamiast burzyć, i skupiać swoje siły na wielkim dziele, jakie mają przed sobą.” Zastanawiam się, co tak naprawdę w tym kontekście znaczy słowo „budować”? Budowanie obejmuje trudne rozmowy, a może także cierpliwą pracę nad demontażem systemów, które są szkodliwe i muszą zostać zburzone, aby mogło powstać coś zdrowego. Jedności nie da się zachować, uciszając trudne pytania ani oczekując bezwarunkowej lojalności wobec przywódców. Nie wzmacnia jej też krytyka, której jedynym celem jest dokonanie podziału lub udowodnienie komuś, że się myli. Jedność, o którą modlił się Chrystus, ma swoje korzenie w prawdzie, pokorze, miłości i wspólnej gotowości do nieustannego, wspólnego doskonalenia. Być może to jest zaproszenie dla nas wszystkich. Niezależnie od tego, czy jesteśmy liderami, czy zwykłymi członkami, czy zadajemy trudne pytania, czy je otrzymujemy, każda interakcja staje się okazją do zadania pytań: Czy to co robię pomaga przywrócić zaufanie, godność i relacje? Czy to co robię buduje ciało Chrystusa, czy po prostu chroni moją pozycję, moją pewność siebie, czy chroni systemy, które szkodzą innym, ale przynoszą korzyść dla mnie? Czy to co robię chroni moją własną potrzebę bycia w porządku? Myślę, że te pytania warto ze sobą nosić na długo po zakończeniu tej lekcji.


DO PRZEMYŚLENIA

W tym tygodniu zajmowaliśmy się 1 Kor 1-4, gdzie apostoł Paweł porusza problem kłótni w kościele i sposobami ich rozwiązywania.

1 Kor 1:12-17. W jaki sposób Paweł opisuje absurdalność podziałów w lokalnym kościele? Jak powstają stronnictwa?

1 Kor 1:10. Ten werset wydaje się wyrażać główny temat pierwszego listu do Koryntian. Czy jest jakaś granica która określa jak daleko można się posunąć w określaniu jedności umysłu i osądu? Czy można przekroczyć tę granicę?

1 Kor 3:3. Jakie dwa słowa wyrażają podstawowe przyczyny podziałów w Kościele?

1 Kor 1:2-10. Jaka była recepta Pawła na rozwiązanie podziałów Koryncie? Jakie znaczenie miało wielokrotne powtarzanie przez Apostoła wyrażenia „Pan Jezus Chrystus? W jaki sposób Jezus określał istotę prawdziwego chrześcijańskiego przywództwa (Mt 20:25-28)? W jaki sposób wpisuje się ta zasada w listy Pawła do Koryntian (2 Kor 3:18)?

1 Koryntian 3:1-4. Co, według Pawła, jest prawdziwym źródłem podziałów w kościele w Koryncie? Czy kiedykolwiek byłeś rozczarowany kimś, kogo bardzo podziwiałeś?

Dlaczego jedność w Chrystusie jest silnym argumentem który przemawia na rzecz prawdy? Dlaczego brak jedności stanowi poważną przeszkodę w misji Kościoła?

Na czym polega różnica pomiędzy stronnictwem i małą grupą? W jaki sposób mała



7


grupa może uniknąć przekształcenia się w stronnictwo?

1 Koryntian 4:16. Paweł zachęca Kościół w Koryncie do naśladowania go. Jak można naśladować ludzkiego przywódcę, nie stawiając go na piedestale?


Przygotował Jan Pollok