piątek, 8 maja 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Wojownicy modlitwy

Felieton do Szkoły Sobotniej na 9 maja 2026

Jakie myśli przychodzą ci do głowy, gdy widzisz lub słyszysz określenie „wojownicy modlitwy”?

W tym tygodniu koncentrowaliśmy naszą uwagę na modlitwie. Autorzy lekcji porównali nasze relacje z Bogiem do relacji międzyludzkich, sugerując, że jeśli rzadko rozmawiamy z bliskim przyjacielem lub współmałżonkiem, relacja ta w końcu się rozpadnie. Mimo, że wykorzystywanie analogii z relacji międzyludzkich może czasami pomóc nam zrozumieć naszą relację z Bogiem, to porównanie w tym przypadku nie do końca jest trafne. Relacje międzyludzkie są zbudowane na wzajemności i obopólnym zaangażowaniu, ale postawa Boga wobec nas nie zmienia się w ten sam sposób.

Nasze poczucie bliskości z Bogiem może się zmieniać i w tym sensie nasza relacja może wydawać się napięta lub chłodna, zwłaszcza gdy komunikacja jest ograniczona. Rzecz ma się inaczej w przypadku osłabienia relacji w stosunkach międzyludzkich. Kiedy relacje międzyludzkie się rozpadają, ludzie rozchodzą się. W przypadku relacji z Bogiem, nawet w okresach dystansu i ciszy, On pozostaje w tym samym miejscu. Jego postawa wobec nas jest niezmienna.

Kiedy nie odzywamy się do Niego, Bóg się nie wycofuje. Nasza świadomość i doświadczenie łączności z Nim stają się mniej bezpośrednie. Jednak nawet wtedy połączenie to nigdy nie jest niedostępne. W chwili, gdy decydujemy się na modlitwę, następuje połączenie. Nie jest potrzebny okres „odbudowy”, aby Bóg mógł nas usłyszeć, ponieważ zaproszenie pozostaje nienaruszone. Bóg przyjmuje modlitwę kogoś, kto nie modlił się od lat, z taką samą otwartością, jak w przypadku kogoś kto modli się codziennie od dziesięcioleci.

Dobrym biblijnym przykładem jest przypowieść o robotnikach w winnicy z Mt 20:1–16. Robotnicy, którzy pracowali cały dzień, otrzymali taką samą zapłatę, jak ci, którzy zostali zaangażowani później. Historia ta podważa tezę, że bliskość lub czas trwania zapewniają większą rangę. Podobnie, regularna modlitwa może nadawać rytm i poczucie wspólnoty, ale jej brak nie umniejsza Bożej gotowości do spotkania się z nami.

W tym tygodniu zwróciliśmy uwagę na kilka osób z Biblii, które się modliły. Daniel z pewnością był zaangażowany w modlitwie i był gotowy zaryzykować dla niej życie. Modlitwa nie była dla niego jedynie liturgicznym aktem. Ukazywała głębię jego relacji z Bogiem. Musimy jednak zachować ostrożność w sposobie w jaki przedstawiamy postać Daniela ponieważ opisy jego mądrości, napełnienie Duchem oraz podkreślanie, że był on bardzo umiłowany może subtelnie sugerować, że był on bardziej faworyzowany ze względu na swoją wierność. Taka interpretacja może zawierać przesłanie, że na miłość Bożą trzeba sobie zasłużyć lub że jest ona rozdzielana nierównomiernie. Taka teza nie jest zgodna z opisem charakteru Boga.

Modlitwa posiada kluczowe znaczenie w życiu wierzącej osoby. Taką samą rolę odgrywa komunikacja we wszystkich relacjach międzyludzkich. Trzeba jednak pamiętać, że nawet w okresach, w których nie byliśmy tak konsekwentni i zaangażowani w modlitwę jak Daniel, bliskość Boga z nami się nie zmieniła. Gdy zaczynamy się modlić, Bóg jest przy nas i jest gotowy, aby nas słuchać. Takie przekonanie przynosi pocieszenie, a nie wstyd z powodu tego, że czasami nasze życie modlitewne może się nam wydawać porażką.

Autorka lekcji stosunkowo dużo czasu przeznaczyła na omówienie postawy modlitewnej zwracając przede wszystkim uwagę jak ważne jest klęczenie. Nie zwróciła jednak uwagi na fakt, że postawa modlitewna jest uwarunkowana kulturowo. Praktyki modlitewne różnią się znacząco w zależności od kultury i rozwijały się z czasem, kształtowane przez konkretne konteksty, w których ludzie się modlili. Postawa podczas modlitwy odzwierciedla głębsze założenia teologiczne i kulturowe, ujawniając, jak społeczności rozumieją swój związek z boskością.

W tekstach biblijnych nie jest wymieniona jedna, konkretna pozycja modlitewna. Najczęściej modlitwa odbywała się na stojąco z rozłożonymi rękami lub uniesionymi w górę a także leżąc z twarzą ku ziemi. Modlący się często zwróceni byli w stronę świątyni jako miejsca zamieszkania Boga, a po jej zburzeniu wierni modlili się zwróceni w stronę Jerozolimy. Zwyczaj klęczenia ze złożonymi rękami rozwinął się szczególnie w kulturze zachodniej jako sposób wyrażenia zależności wasala w stosunku do feudalnego pana. (Podobna motywacja jest charakterystyczna dla postawy modlitewnej w islamie.)

Klęczenie może mieć znaczenie i wartość dla tych, którzy je wybierają, ale nie jest konieczne do poznania Boga. Piotr modlił się, tonąc w czasie burzy, Zacheusz spotkał Boga, wspinając się na drzewo, łotr na krzyżu modlił się, umierając okrutną śmiercią, Jan Chrzciciel modlił się na pustyni.

Ellen White porównuje modlitwę do oddechu i stwierdza: „Pielęgnujcie zwyczaj rozmawiania ze Zbawicielem, gdy jesteście sami, gdy spacerujecie, i gdy jesteście zajęci codzienną pracą. Niech wasze serca stale wznoszą się w cichej prośbie o pomoc, światło, siłę i wiedzę. Niech każde tchnienie będzie modlitwą. (Śladami Wielkiego Lekarza, 381)

Jeśli modlitwa jest porównana do oddechu, dziwne wydaje się, że lekcja tak bardzo podkreśla wagę klęczenia. Czy Bóg słyszy moją modlitwę lepiej, gdy klęczę? Czy klęczenie w jakiś sposób odblokowuje sekretny kod, dzięki któremu Bóg może zdziałać więcej? Takie myślenie może prowadzić w stronę przekształcanie duchowości w formę przesądu lub transakcji. Faktycznie jeden z komentarzy w lekcji moim zdaniem trąci przesądem: „Gdy rano klękamy do modlitwy, to jak gdyby złożenie fizycznej deklaracji mocom ciemności, że tego dnia wybieramy Boga.” Czy Szatan jest w moim pokoju i czeka, czy uklęknę, czy nie? Czy takie stwierdzenie nie łączy mocy z moim własnym aktem klękania, zamiast z potężnymi dłoniami Boga, który ochroni mnie przed mocami ciemności? Postawa klęcząca w naszej kulturze reprezentuje pozycję modlitewną, ale szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby to miało dla Boga jakieś znaczenie. Jeśli w czasie modlitwy martwię się swoją postawą modlitewną, czy rzeczywiście przeżywam autentyczną komunikację z Bogiem?

Drugą postacią, na którą zwróciła uwagę autorka lekcji jest Henoch. Ponieważ Biblia nie zawiera zbyt wielu wersetów na jego temat, autorka zacytowała fragment z książki Ellen White, Patriarchowie i Prorocy, aby pokazać, w jaki sposób Henoch nawiązywał kontakt z Bogiem w samotności. Następnie podkreśliła, że możemy modlić się do Boga zawsze i wszędzie, a także, jeśli to możliwe, aby starać się modlić do Boga na głos, ponieważ modlitwa na głos, lub szeptem, może pomóc nam uniknąć rozproszenia uwagi. Wskazówki takie jak samotność i modlitwa na głos, mogą być pomocne w budowaniu więzi, nie powinny jednak stać się regułami. Historia Henocha opisana w książce Patriarchowie i Prorocy nie może polegać na wskazywaniu jednej konkretnej formuły modlitewnej. Chodzi raczej o pozostawanie blisko Boga w codziennym życiu, w jakiejkolwiek formie. Dla niektórych osób może to oznaczać cichą modlitwę, dla innych rozmowę z Bogiem podczas jazdy samochodem, spaceru, słuchania muzyki, składania prania lub chwili wytchnienia w ciągu pracowitego dnia. Kiedy poświęcamy więcej uwagi właściwemu stosowaniu formy, ryzykujemy, że zamienimy czas naszego nabożeństwa z Bogiem w formę bałwochwalstwa.

Refleksja nad postawą modlitewną nasuwa mi myśl jak kontrolowane i powściągliwe może być adwentystyczne doświadczenie nabożeństwa. Nabożeństwo czasami wydaje się wyreżyserowane i ustrukturyzowane do granic sterylności. Siedzimy, stoimy, klękamy. Jest mało lub wcale nie ma miejsca na indywidualną ekspresję. W moich zborach od kilku lat prowadzimy regularnie cykl zatytułowany „10 Dni Modlitwy”. Piękna inicjatywa, która polega na przeżyciu dziesięciu dni w modlitewnym skupieniu. W tym roku po raz pierwszy program przewidywał nie tylko jedno spotkanie modlitewne wieczorem, ale obejmował cały dzień. Zawierał materiał zarówno dla indywidualnej jak i zbiorowej modlitwy. Zmiana formuły modlitewnej była dla niektórych osób trudna do zaakceptowania. Modlitwa konwersacyjna była przez niektóre osoby postrzegana jako doktrynalne odstępstwo. Modlitwa w czasie spotkań modlitewnych jest czasami wykorzystywana przez niektóre osoby jako okazja do głoszenia kazań i rzadko kiedy jest wypowiadana w 1 osobie liczby pojedynczej.

Trzecią postacią, którą zajmowaliśmy się w tym tygodniu był Mojżesz i jego przywódcza rola w kontekście modlitwy. Mojżesz doświadczył bardzo głębokiej i bezpośredniej komunikacji z Bogiem, od płonącego krzewu po plagi, od brzegu Morza Czerwonego po epifanię na górze Synaj. Jego życie naznaczone było wielkimi spotkaniami z Bogiem. Jednak autorka skupiła się jedynie na wstawiennictwie Mojżesza za jego siostrą Miriam, chociaż była to wspaniała okazja, aby przez pryzmat modlitwy spojrzeć na problem sprawiedliwości, rasizmu, uprzedzeń, odpowiedzialności i odnowy (konflikt Mojżesza z rodzeństwem miał podłoże rasowe!) W kościele wciąż panuje wiele milczenia wokół tych tematów. Wielu ludzi stosuje różnego rodzaju wymówki, takie jak na przykład twierdzenie, że są to tematy polityczne, i uzasadniają w ten sposób, że nie możemy angażować się w takie dyskusje w kościele. Musimy pamiętać, że wszelki ucisk i niesprawiedliwość boleśnie poruszają serce Boga.

Mojżesz jest wyjątkową postacią, która pokazuje, co to znaczy wstawiać się za innymi, zwłaszcza z pozycji przywódcy. Jego wstawiennictwo za cały naród może pomóc nam zastanowić się nad związkiem między sojuszem, orędownictwem a modlitwą. Historia Mojżesza ukazuje Boga jako tego, który słucha i odpowiada. Należy również zauważyć, że Mojżesz nie poprzestał na modlitwie za Izraelitów, ale poświęcił dla nich swoje życie. Jak widać w życiu Mojżesza, prawdziwe wstawiennictwo to nie tylko słowa, ale pobudzenie do działania.

Modlitwa nie jest rytuałem, jest relacją. Bóg zaprasza nas do stałej, bliskiej relacji, w której możemy powiedzieć Mu wszystko. Nic nie jest zbyt duże ani zbyt małe dla Niego. Ellen White przypomina nam, że jest On jednocześnie wystarczająco potężny, by utrzymać wszechświat, i wystarczająco osobisty, by troszczyć się o życie każdego człowieka. Obraz zwrócenia się do Boga tak naturalnie, jak kwiat zwraca się do słońca, oddaje relację, która jest stała, instynktowna i zakorzeniona w zaufaniu. Podkreśla również, że Boża troska odnosi się do każdego człowieka w pełni i osobiście, jak gdyby był jedynym.

W naszej współczesnej zabieganej i skomplikowanej rzeczywistości, gdy czujemy, że musimy ze wszystkim radzić sobie sami albo zanosić do Bogu tylko niektóre sprawy powyższa refleksja przypomina nam, że więź z Bogiem nie musi być zarezerwowana na idealne chwile ani długie modlitwy. Modlitwa może mieć miejsce przez cały dzień, w czasie rzeczywistym, gdziekolwiek się znajdujemy. Obecność Boga nawet w sytuacjach, które możemy uznać za nieistotne, zachęca nas do ponownego przemyślenia naszego podejścia do modlitwy. Musimy porzucić koncepcję używania modlitwy w sposób transakcyjny, a zamiast tego zrozumieć i doświadczyć jej jako prawdziwego, osobistego sposobu bycia z Bogiem we wszystkich wzlotach i upadkach naszego życia.

Na koniec chciałbym ustosunkować się do tytułu lekcji. W angielskim podręczniku do Szkoły Sobotniej tytuł naszej lekcji brzmi „Wojownicy modlitwy”. Chociaż termin „wojownik modlitwy” nie pojawia się w Piśmie Świętym, to jednak funkcjonuje on w środowiskach chrześcijańskich. Koncepcja ta czasami sugeruje, że niektórzy chrześcijanie posiadają szczególne powołanie lub zdolność do modlitwy skuteczniejszej niż inni, mimo że Biblia nigdy nie precyzuje, że niektórzy wierzący powinni modlić się bardziej pilnie lub skuteczniej niż inni. Termin „wojownik modlitwy” niesie ze sobą kilka problemów koncepcyjnych, które mogą podważać autentyczną praktykę duchową.

Jednym z istotnych minusów są wypaczone oczekiwania dotyczące mechanizmów modlitwy. Czasami słyszę, gdy ktoś mówi, „musimy się modlić mocniej”. Co w ogóle oznacza „módl się mocno”? Skoro modlitwa jest potężna dzięki mocy Boga, to w jaki sposób moja „intensywna” modlitwa sprawia, że może być potężniejsza? Kiedy wojownicy modlitwy ujmuje swoją praktykę jako „modlenie się przeciwko” konkretnym celom, modlitwa zaczyna przypominać zaklęcie – formułę, która dokonuje fizycznej pracy siłą samych słów. Taka perspektywa sugeruje, że skuteczność modlitwy zależy od tego, jak mocno, wytrwale lub głośno się modlimy. To „zaklęciowe” podejście bardziej przypomina czary i magię niż biblijną modlitwę. Problem jest tu natury teologicznej: przenosi moc z Boga na słowa i wysiłek modlącego się.

Drugą wadą jest zniechęcenie, jakie wywołuje ten termin wśród zwykłych wierzących, ponieważ stworzył wokół niektórych osób atmosferę celebrytów, co może generować niezamierzone konsekwencje. Określenie „wojownik modlitwy” może wydawać się onieśmielające, skłaniając tych, którzy mają problemy ze skupieniem, czujnością lub wytrwałością w modlitwie, do całkowitego porzucenia tej praktyki, wierząc, że takie praktyki należą jedynie do elitarnej, zaangażowanej garstki. Tworzy to fałszywą hierarchię, która przeczy biblijnej zasadzie, że wszyscy wierzący są powołani do modlitwy. Co ważniejsze, wywyższenie pozycji konkretnych osób, które praktykują modlitwę może w rzeczywistości hamować rozwój duchowy, zniechęcając zwykłych wierzących do modlitwy, prowadząc ich do zanoszenia próśb do „wojowników modlitwy” w ich imieniu.

Trzeci problem dotyczy nierealistycznych gwarancji co do rezultatów. Modlitwa nie daje żadnej gwarancji konkretnych rezultatów – nawet apostoł Paweł, pomimo swojego wyraźnego duchowego zaangażowania, nie mógł uzyskać ulgi od „ciernia w ciele”. Kiedy etykieta „wojownika” sugeruje moc bezpośredniego kontrolowania okoliczności poprzez agresywną modlitwę, naraża wierzących na rozczarowanie i duchowe zagubienie, gdy modlitwy pozostają bez odpowiedzi.

Te wady sugerują, że termin ten zaciemnia prawdziwą naturę modlitwy: nie jest ona narzędziem używanym przez duchową elitę, lecz pokorną prośbą kierowaną do Boga przez wszystkich wierzących, której wartość tkwi w pogłębianiu relacji z Bogiem, a nie w mierzalnych rezultatach.



DO PRZEMYŚLENIA

Ps 116:1-2. Miłuję Pana, gdyż wysłuchał Głosu mego, błagania mego. Nakłonił bowiem ucha swego ku mnie w dniach, gdy go wzywałem. Autor psalmu twierdzi, że Jahwe usłyszał jego głos. Skąd wiesz, że Bóg cię usłyszał? Autorka lekcji stwierdziła: „Jeśli nie modlimy się często i regularnie, prędzej czy później zaczniemy oddalać się od Pana”. Czy zgadzasz się z tym twierdzeniem?

Daniel i jego trzej przyjaciele byli wierni swoim zasadom, gdy przybyli do Babilonu. Autor księgi Daniela stwierdził: „Bóg dał tym czterem młodzieńcom znajomość i rozumienie wszelkiego pisma i mądrości; Daniel zaś znał się na wszelkiego rodzaju widzeniach i snach.” (Dn 1:17). To właśnie Danielowi, Bóg wyjawił tajemnicę snu króla (Dn 2:17-23). Jaka była treść modlitwy Daniela i czego możemy się z niej nauczyć?

Co zrobił Daniel pomimo zaciekłej zazdrości i złowrogich intryg ze strony swoich rówieśników (Dn 6:5-11)? Co byś zrobił w podobnej sytuacji?

Ellen G. White napisała, że: „Modlitwa to otwarcie serca przed Bogiem tak jak przed przyjacielem.” Jaki wpływ ma idea przyjaźni na twoje rozumienie modlitwy? Jaka jest właściwa postawa modlitewna? W jaki sposób zwyczaje kulturowe wpływają na przyjmowanie postaw w czasie modlitwy? Co postawa modlitewna może powiedzieć o naszym obrazie Boga?

Co Twoim zdaniem mógł mieć na myśli Paweł, nawołując Tesaloniczan do „modlenia się bez przystanku” lub Rzymian do bycia „wytrwałym w modlitwie”? Na czym mogło polegać „chodzenie z Bogiem” w przypadku Henocha?

W Biblii zostały opisane liczne rozmowy Mojżesza z Bogiem, z których pierwsza miała miejsce przy płonącym krzewie. Wj 33:9-11. Jaka była relacja między Bogiem a Mojżeszem? Czy jest ona możliwa również dla nas? Wj 33:12-13? Dlaczego Mojżesz rozmawiał z Panem? Wj 33:14-16. Dlaczego Mojżesz tak bardzo nalegał na obecność Boga podczas wędrówki po pustyni? Wj 33:17-23. Jak została zdefiniowana chwała Boża w tym fragmencie?

Wj 32:1-6. Mojżesz wstawiał się w modlitwie za swoim bratem Aaronem. Dlaczego było to ważne zarówno dla Aarona jak i całego ludu w tamtym czasie? Wj 32:7-14. Co by się stało, gdyby Mojżesz nie wstawił się za ludem? Czego dowiadujemy z tego fragmentu na temat relacji między Mojżeszem a Bogiem? Jakie wnioski wynikają z tej historii? Jak Mojżesz interpretował zachowanie Boga w dalszej części tej historii (Pwt 9:19-20)?

Wj 32:31-32. Jak bardzo Mojżesz, wstawiał się za całym narodem? Czy to wstawiennictwo było rzeczywiście konieczne, czy też Bóg próbował czegoś nauczyć Mojżesza?

Które z poniższych spostrzeżeń najbardziej do Ciebie przemawia? Dlaczego?

Możemy trzymać się tak blisko Boga, że w każdej nieoczekiwanej trudności nasze myśli będą zwracały się do Niego tak naturalnie, jak kwiat kieruje się w stronę słońca. … Jego kochające serce dotknięte jest naszym smutkiem tak, jak i jego wyrażeniem. Przynośmy do Niego wszystko, co wprawia nasz umysł w zakłopotanie. Dla Niego nic nie jest zbyt przygniatające, ponieważ utrzymuje całe światy i zarządza wszystkimi sprawami we wszechświecie. Nic, co w jakimkolwiek stopniu dotyczy naszego spokoju, nie jest dla Niego niezauważalne. Żaden rozdział naszego doświadczenia nie jest zbyt mroczny, aby Bóg nie mógł go przeczytać. Dla Niego żaden dylemat nie jest zbyt zagmatwany, aby nie mógł go rozwiązać. Nasz niebiański Ojciec dostrzega i natychmiast wykazuje zainteresowanie każdym nieszczęściem, które spada na najmniejsze z Jego dzieci, każdą trwogą, która opanowuje jego duszę, każdym momentem radości i każdą szczerą modlitwą wychodzącą z jego ust… Związek Boga z każdym człowiekiem jest tak wyłączny i tak pełny, jak gdyby na całym świecie nie było innych ludzi, nad którymi mógłby roztaczać opiekę i za których oddał swojego umiłowanego Syna”. — Ellen G. White, Droga do Chrystusa, s. 99.

Spośród trzech postaci biblijnych omawianych w tym tygodniu, z czyim życiem modlitewnym najbardziej się utożsamiasz i dlaczego?









































Przygotował Jan Pollok

piątek, 1 maja 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Jak studiować Biblię?

Felieton do Szkoły Sobotniej na 2 maja 2026

W relacji z kimś, z kim nie mamy fizycznego kontaktu, rozmowa posiada kluczowe znaczenie dla budowania tej relacji. Na szczęście w Biblii Bóg podjął inicjatywę, aby objawić nam, kim jest. To objawienie w większości jest zbudowane na osobistych świadectwach i doświadczeniach i często jest źle rozumiane. Jednak dzięki cierpliwości i wytrwałemu wysiłkowi możemy poznać kim jest Bóg Biblii. Celem lekcji w tym tygodniu jest zgłębienie roli Biblii w budowaniu żywej relacji z Bogiem.

Autorka naszego podręcznika rozpoczyna lekcję od zwrócenia uwagi na czas. Maluje znajomy obraz: napięty harmonogram zajęć, krótka modlitwa, a następnie szybkie czytanie Pisma Świętego. Podsumowuje ten scenariusz krótkim cytatem z książki Droga do Chrystusa, że pospieszne czytanie Biblii przynosi niewiele korzyści. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to zaproszenie do świadomego, przemyślanego przeżywania czasu z Bogiem. Jednak słowa lekcji sugerują, że wartość studiowania Biblii jest związana z czasem trwania lub metodą, a wszystko inne jest niewystarczające. Myślenie w taki sposób jest zniechęcające, zwłaszcza dla tych, którzy starają się zrobić to, co najlepsze, aby odnaleźć się w trudnym życiu.

Warto pamiętać, że idea powolnej, długiej lektury Słowa Bożego jaką proponowała Ellen White, choć bardzo ważna, wywodzi się ze świata, który już nie istnieje. Rytm życia, który jej towarzyszył nie został ukształtowany przez te same trudności ekonomiczne, ograniczenia czasowe i wymagania społeczne, z którymi wielu ludzi zmaga się dzisiaj. Dla niektórych ludzi zapracowanie nie jest kwestią złej hierarchii priorytetów czy zaspokojenia świeckich pragnień. Jest raczej sprawą dotyczącą przetrwania. Znam rodziców, którzy pracują na kilku etatach, aby zapewnić swoim dzieciom wykształcenie, są osoby, które borykają się z niestabilnością finansową czy dźwigają ciężar opieki nad innymi osobami w systemach, które są ukształtowane przez nierówności społeczne.

Warto pamiętać, że czas jest wartością, do której nie każdy ma równy dostęp. Sugerowanie, że przeznaczanie więcej czasu na studiowanie Biblii jest z natury bardziej wartościowe, grozi utożsamieniem dostępu do czasu jako formy duchowego przywileju. Taka teza może nieumyślnie zawstydzać tych, dla których piętnaście minut z Bogiem jest kosztowne, celowe i szczere.

Można przywołać kilka biblijnych historii, które rzucają inne światło. W historii o ofierze złożonej przez wdowę z Mk 12:41–44, jej skromny dar został doceniony bardziej niż obfitość ze względu na to, co symbolizował. W Mt 14:30, kiedy Piotr zaczął tonąć, jego modlitwa nie była długa ani precyzyjnie skonstruowana - brzmiała po prostu: „Panie, ratuj mnie” - i to wystarczyło.

Takie historie przypominają nam, że znaczenia nie mierzy się długością, lecz szczerością. Nie mylmy ilości z jakością, zakładając, że więcej czasu automatycznie prowadzi do głębszej więzi. Intymność nie powstaje na podstawie pracy zegara. Kształtuje ją raczej obecność, intencja i otwartość. Bóg, który powołał czas do istnienia, nie jest przez niego ograniczony. Skoro światło i życie mogą powstać natychmiast na podstawie Bożego słowa, to Bóg może również nawiązać głęboką więź w jednej chwili.

Warto zastanowić się w jaki sposób myślimy o czasie. Według lekcji czas jest czymś co należy codziennie kształtować w określony sposób. Jednak na czas przeżywany z Bogiem można również spojrzeć w kontekście całego życia. Dlatego ograniczony czas w danym momencie nie oznacza osłabienia więzi. Z drugiej strony, wywoływanie poczucia winy związanej z przeżywaniem czasu z Bogiem może osłabić poczucie intymności.

Autorzy naszego podręcznika oferują trzy praktyczne kroki potrzebne do przeżywania czasu z Bogiem. Po pierwsze, mamy prosić Boga, aby umieścił w naszym sercu pragnienie przeżywania z Nim. Warto pomyśleć nad tym krokiem. W większości znaczących relacji, pragnienie przebywania razem rozwija się naturalnie. Zazwyczaj nie prosimy o miłość do osób, z którymi jesteśmy blisko. Pojawia się ona naturalnie przez wspólne doświadczenia, zaufanie i obecność. Co to znaczy, gdy zauważysz, że „pragnienie” wydaje się nieobecne? Czy tego rodzaju prośba świadczy o tym, że Bóg nie jest kimś, kogo naturalnie kochamy? Czy oznacza to, że miłość do Boga musi być konstruowana, a nie doświadczana?

To są bardzo dobre pytania. Uświadomienie sobie, że nie czujemy w naturalny sposób miłości do Boga, powinno być raczej zachętą do zbadania przyczyna a nie potępieniem. Jeśli pragnienie bycia z Bogiem wydaje się wymuszone, warto zbadać przyczynę. Co miało wpływ na takie postrzeganie Boga? Czy relacja z Nim zbudowana jest bardziej na spełnieniu obowiązku, czy na rzeczywistej potrzebie więzi? Jak inaczej mogłoby wyglądać przeżywanie czasu z Bogiem, gdyby wynikało ono ze szczerego pragnienia, a nie z obowiązku, aby tak robić?

Drugi krok polega na zachęcaniu do podporządkowania naszego czasu Bogu. Chociaż takie sformułowanie może mieć pozytywny wymiar to jednak w praktyce może wydawać się skomplikowane. Są ludzie, którzy są głęboko przekonani, że otrzymali Boże powołanie, jednak to powołanie powoduje, że ich życie jest bardzo schematyczne i roszczeniowe. Weźmy na przykład osoby pracujące w branży medycznej, których harmonogramy wymagają długich, wyczerpujących godzin pracy, albo rodzica opiekującego się noworodkiem, którego czas nie należy już do niego, ponieważ musi być całkowicie dopasowany do potrzeb noworodka. W takich przypadkach wyrażenie, aby podporządkować swój czas Bogu nie tyle jest delikatnym zaproszeniem, ile raczej obciążeniem i może sugerować, że intymność z Bogiem jest czymś ograniczonym do konkretnej, wyodrębnionej części dnia, jakby istniały wyraźne granice tego, co uznajemy za czas z Bogiem, a co nie.

Być może lepszym a zarazem głębszym zaproszeniem nie jest segmentacja naszego życia, ale uświadomienie sobie, że wszystkie nasze działania mogą być przestrzeniami, w których jesteśmy z Bogiem. Być może oddanie całego życia Bogu nie jest językiem poddania się i poświęcenia, ale raczej perspektywą intencjonalności i kreatywności. Bóg chce zbudować rytm, który wpisuje się w rzeczywistość naszego życia z Nim. Relacja z Bogiem nie powinna być postrzegana jako strata. Może być raczej doświadczana jako łączność, która została wpleciona w życie, które już przeżywamy.

Trzeci krok polega na przeżywaniu czasu z Bogiem nawet wtedy, gdy nie mamy na to ochoty. Takie stwierdzenie wydaje się sprzeczne, ponieważ wcześniej dowiedzieliśmy się, że niewiele zyskujemy, gdy pośpiesznie lub nieuważnie czytamy Biblię. Jednak teraz dowiadujemy się, że coś zyskujemy nawet wtedy, gdy nasze zaangażowanie jest wymuszone. Jaki rodzaj relacji tworzymy w ten sposób?

Jeśli czas przeżywany z Bogiem nie wynika z autentycznego pragnienia, istnieje ryzyko, że stanie się on formą utrzymania rutyny, a nie pielęgnowania więzi. Być może zamiast zmuszać się do przeżywania czasu z Bogiem, bardziej wartościowe jest zatrzymanie się i zastanowienie, dlaczego moje pragnienie bycia z Bogiem nie istnieje. Co kryje się za brakiem pragnienia? Być może odczuwamy emocjonalne wyczerpanie. Być może cisza wydaje się przytłaczająca. Być może obraz Boga, który przyjęliśmy przedstawia Go jako tego który jest odległy, wymagający a nawet niebezpieczny. To nie są przeszkody, które trzeba pokonać; są to raczej zaproszenia do głębszego zrozumienia.

Zdrowe relacje charakteryzują się bezpieczeństwem, wzajemnością i chęcią służenia. Jeśli przeżywanie czasu z Bogiem wydaje się ciężarem, to jest to ważny sygnał. Warto zbadać, co jest powodem takiego uczucia. Pomyśl o relacjach jakie posiadasz w swoim życiu, w których obecność wydaje się być czymś naturalnym. Co sprawia, że te związki są bezpieczne i dają życie? Co sprawia, że chcesz w niuch być? Te same pytania mogą być pomocne w refleksji nad twoją relacją z Bogiem.

Wydaje mi się, że wiele naszych relacji z Bogiem byłoby zdrowszych, gdybyśmy zamiast starać się stworzyć idealną lub akceptowalną wersję tego związku, przeznaczyli czas na zastanawianie się, dlaczego czujemy napięcie. Refleksja nad tym stanem również jest rozwojem i przeżywaniem intymności. Jeśli zauważysz, że nie chcesz przeżywać czasu z Bogiem, niech to będzie miejsce zdziwienia, a nie potępienia. Zgłębianie przyczyn tego napięcia samo w sobie jest relacją.

Autorka naszego podręcznika zaprasza czytelników do zwrócenia uwagi na przykład Jezusa, który wstawał przed świtem i udawał się w odosobnione miejsce, aby spotkać się z Ojcem. Tak jak Jezus miał ciche, szczególne miejsce na czas spędzony z Bogiem, tak my również musimy znaleźć nasze ciche miejsce na spotkanie z Bogiem. W miarę jak będziemy odwiedzać to miejsce, stanie się ono dla nas świętą przestrzenią spotkania z Bogiem.

Wierzę, że znalezienie fizycznej przestrzeni na spotkanie z Bogiem może mieć wielkie znaczenie. Nasze ciała zdają się przechowywać w pamięci miejsca, być może nawet bardziej niż sobie to uświadamiamy, więc posiadanie przestrzeni, która daje poczucie bezpieczeństwa i zapewnia chwile ciszy, w której możemy na nowo się „pozbierać”, może mieć pod wieloma względami bardzo korzystny wpływ. Mam takie miejsce w górach, które odwiedzam w każdą niedzielę rano w czasie mojego rutynowego joggingu nad jeziorkiem, które napełnia się wodą tylko w zimie, tam rozważam głębokie i zawiłe sprawy mojego życia. Tam mogę modlić się na głos. Często mój samochód staje się moim miejscem spotkania i rozmowy z Bogiem.

Dlatego w części poświęconej miejscu spotkania z Bogiem być może lepiej byłoby zapytać „Czy masz specjalne miejsce, w którym nawiązujesz kontakt z Bogiem? Dlaczego to miejsce jest ważne dla Ciebie? Jeżeli nie masz jeszcze takiego miejsca czy nie byłoby dobrze znaleźć je?

Wiem, że pod wieloma względami znalezienie takiej przestrzeni jest przywilejem, który nie jest dostępny dla wszystkich. Stabilność, której doświadczamy obecnie w naszym kręgu cywilizacyjnym, nie jest doświadczeniem uniwersalnym.

A co z osobą, która uciekła z domu, w którym panowała przemoc i teraz mieszka w schronisku? A co z osobą, która wróciła z wojny i nosi w sobie traumę, przez którą każda przestrzeń wydaje się niebezpieczna? A co ze studentem zagranicznym, który buduje sobie życie z ograniczonymi środkami i bez poczucia stabilności? Istnieje niezliczona ilość sytuacji, w których stabilność i bezpieczeństwo nie są zagwarantowane. Nawet dostęp do przyrody nie zawsze jest czymś co jest łatwo osiągalne.

W jednej z części lekcji zajmowaliśmy się problemem” głębokiego studiowania Biblii”. Często, gdy słyszymy słowa „głębokie studium Biblii”, czujemy, że nie mamy odpowiednich kwalifikacji ani przygotowania. Podobała mi się prostota, którą zastosowała autorka przedstawiając kilka podstawowych kroków. Mam wrażenie, że tych kilka idei może wykorzystać każdy, niezależnie od swojego etapu na drodze duchowego rozwoju. Oczywiście jest wiele różnych sposobów studiowania Biblii.

Po pierwsze, istnieje sposób, który nazwałbym nabożeństwowym czytaniem Pisma Świętego. Czytamy je, aby pielęgnować naszą wiarę, aby czerpać z niego „codzienną pomoc” w życiu. Odnosimy to, o czym czytamy, do naszych przeszłych wspomnień oraz do naszego obecnego doświadczenia. Czyniąc to, odkrywamy, że istnieją określone fragmenty lub fragmenty księgi, które wywierają szczególne wrażenie i do których stale się odwołujemy. Traktujemy Biblię jako przesłanie od Boga do nas w naszej konkretnej sytuacji, możemy w niej odnaleźć słowo pocieszenia lub odwagi, nagany lub ostrzeżenia – jakiekolwiek inne słowo, które jest dla nas odpowiednie w danej sytuacji. Taką właśnie metodę zaproponowała autorka lekcji i ma ona zastosowanie u każdego, niezależnie od wykształcenia czy wiedzy o Bogu i Biblii.

Drugi sposób możemy nazwać podejściem doktrynalnym. Każda wspólnota chrześcijańska wyznaje określone wierzenia i naucza konkretnych doktryn. Te nauki odróżniają tę wspólnotę od innych. Wiele wspólnot chrześcijańskich twierdzi, że ich nauki są albo bezpośrednio nauczane w Biblii, albo z niej się wywodzą. Twierdzi się, że istnieje związek między doktryną nauczaną przez Kościół a słowami Biblii. Często idą o krok dalej i twierdzą, że nauki Kościoła mają autorytet, ponieważ Biblia, która jest źródłem tych nauk, ma autorytet. Autorytet Biblii jest ich zdaniem przekazywany i reprezentowany w doktrynach. Można też powiedzieć, że nauki reprezentują kościelne rozumienie wiary i życia chrześcijańskiego, zarówno indywidualnego, jak i wspólnotowego, tak jak relacje Nowego Testamentu reprezentują rozumienie wiary i życia w I wieku n.e.

Trzecie podejście to podejście analityczne. W tym przypadku pytania, które stawiamy tekstowi Biblii, mają charakter historyczny i literacki. W jaki sposób pisma przybrały obecny kształt? Jak zostały ułożone? Jak odnoszą się do czasów, w których powstały? W czasie takiej lektury pytamy, kto napisał księgi i kiedy powstały. Chcemy znaleźć odpowiednie dowody, aby udzielić trafnych odpowiedzi na te pytania. Następnie pytamy jak różne pisma są ze sobą powiązane? W szczególności jako chrześcijanie, pytamy: Jak powiązane są Stary i Nowy Testament? Co stanowi jedność Biblii? Takie pytania zakładają, że dysponujemy odpowiednimi metodami udzielania odpowiedzi. To, co odkryjesz, stosując to podejście, będzie miało istotny wpływ na dwa pierwsze podejścia. W jaki sposób wierzący i kaznodzieja czerpią z Biblii zachęcające przesłanie? W jaki sposób Kościół formułuje swoje doktryny, odwołując się do Pisma Świętego? Na czym polega autorytet Pisma?

W końcu mamy czwarte podejście do Pisma Świętego, które polega na wzięciu tekstu i próbie odnalezienia jego znaczenia. Jest to podejście egzegetyczne i różni się ono od pozostałych. Należy je uwzględnić, podsumowując sposób, w jaki Biblia funkcjonuje we wspólnocie chrześcijańskiej. W tym przypadku tekst Pisma Świętego stanowi podstawę wykładni. Wynikające z takiej lektury wnioski służą podtrzymaniu specyficznego stylu życia i rozumienia Kościoła oraz osób wierzących. Zadając pytanie: „Co autorzy Pisma Świętego mogli mieć na myśli pisząc to, co napisali?”, zadaje się pytanie historyczne.

W czasie takiej lektury zadajemy jeszcze inne pytanie: „Co oznaczają słowa Pisma Świętego?” Niektórzy mogą powiedzieć, że gdy już zrozumiemy co oznaczają słowa Biblii to osiągnęliśmy cel. Zadaniem chrześcijanina jest zatem zrozumienie i ukazanie znaczenia biblijnych słów. Inni chrześcijanie mogą się z tym nie zgodzić i powiedzieć, że Biblia jest żywą księgą, a jej interpretacja nadaje nam znaczenie na obecne czasy i że to jest najważniejsze. Z tego punktu widzenia stajemy przed złożonym zadaniem zarówno powiedzenia, co oznaczało Pismo Święte, jak i poszukiwania jego obecnego znaczenia, tego, co oznacza ono teraz. Zadanie zmierzenia się z samym tekstem Pisma Świętego nazywa się egzegezą. Jej celem jest oddanie znaczenia, wyjaśnienie niejasności i przedstawienie przesłania tekstu. Jest to zadanie komentatora. Jako takie należy je odróżnić od pracy nad jednoznaczną konstrukcją teologiczną, która czasami może również odnosić się do tekstu Pisma Świętego.

Nie ma tylko jednego sposobu czytania Biblii. Bardzo podoba mi się stwierdzenie, że „podobnie jak podtrzymujemy przyjaźnie przez różne i nowe wspólne doświadczenia, tak powinniśmy podtrzymywać codzienne spotkanie z Bogiem, stosując różne metody studiowania Biblii.” W tym podejściu widać poczucie inkluzywności. Uznaje ono, że relacje są podtrzymywane przez różnorodność i że może to dotyczyć także relacji z Bogiem.

Żeby wymienić jeszcze kilka innych sposobów patrzenia na Biblię: hermeneutyka niepełnosprawności może zachęcić do refleksji nad tym, w jakiś sposób tekst mówi o niepełnosprawności, zarówno nad założeniami zawartymi w tekście, jak i nad tymi, które sami do niego wnosimy. Spojrzenie feministyczne pozwala czytelnikom spojrzeć na Pismo Święte z perspektywy kobiet. Spojrzenie z perspektywy krajów postkolonialnych pozwala zauważyć rzeczywistość przedstawioną w Biblii oczami ludzi, którzy przez całe pokolenia byli marginalizowani.

Czytelnicy mogą również zaangażować się w krytykę zmysłową, zwracając uwagę na obecność pięciu zmysłów w danym fragmencie tekstu biblijnego. Sztuka wizualna oferuje jeszcze inną ścieżkę, ponieważ artyści na przestrzeni dziejów interpretowali narracje biblijne w sposób pogłębiający osobiste więzi i zrozumienie. Badanie wielu tłumaczeń tekstu biblijnego może być również znaczące, ponieważ różne dobory słów otwierają nowe warstwy znaczeniowe.

Warto również pamiętać, że nasza relacja z Bogiem nie zawsze musi być żywa i nowa. Relacje w naturalny sposób zmieniają się w różnych porach roku. Metafora maratonu użyta w tej lekcji jest pomocna. Pozwala ona dostrzec zmienne tempo, na chwile energii i chwile zmęczenia. Nie każda pora roku będzie dynamiczna i nie oznacza to porażki. To element rozwoju.

Chociaż Pismo Święte zawiera również trudne prawdy, nie powinno być narzędziem krzywdy. Historycznie, często było używane raczej jak bicz niż źródło uzdrowienia. Biblia powinna oferować odpoczynek, łaskę i nadzieję. Powinna pielęgnować i przywracać do życia. Czytanie tekstu powinno kierować nas w stronę życia, a nie ku pogardzie w stosunku do siebie lub dewaluacji innych. Rozdźwięk zawsze tkwi w sposobie interpretacji i nauczania tekstu. Dlatego slogan, którego używam w każdym tygodniu, „Niech Bóg błogosławi Tobie, gdy studiujesz, interpretujesz i przekazujesz Jego Słowo!” ma sens. Jest to wyraźne przypomnienie, że nie możemy zalecić jednego, najlepszego sposobu na spotkanie z Bogiem. To nie nasza sprawa. To sprawa między każdym człowiekiem a Bogiem. Dlatego na zakończenie warto postawić pytanie: Czy przychodzimy do Pisma Świętego abyśmy zostali przeminieni, czy raczej oczekujemy, że potwierdzi ono to, czego już nas nauczono? Czy możliwe jest tak głębokie dziedziczenie wierzeń, tradycji i interpretacji, że zaczynamy czytać Biblię przez ten pryzmat, nawet nie zdając sobie z tego sprawy? Dlatego bądźmy na tyle odważni, aby wziąć do ręki Biblię tacy, jacy jesteśmy, z całym naszym bagażem, z całym naszym brakiem „właściwej drogi do spotkania”, z tym, ile mamy czasu, ile go nie mamy, z tym, ile mamy przestrzeni, ile jej nie mamy aby po prostu pozwolić Słowu Bożemu przemienić nas tam, gdzie jesteśmy.



DO PRZEMYŚLENIA

Jeden z naszych słynnych teologów, Graham Maxwell, zwykł dzielić Biblię na dwa typy literatury: z jednej strony - stwierdzenia lub prawa; z drugiej strony – opowiadania. W jaki sposób zrozumienie tego rozróżnienia wpłynęłoby na sposób czytania Biblii?

Iz 55:11. “Tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem.” Zgodnie z tym tekstem, słowo Boże „spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem”. Jaki jest, twoim zdaniem, cel, tego „to”, dla której Bóg posłał swoje Słowo? Jak można to zdefiniować to własnymi słowami?

Ellen G. White napisała: „Pobieżne czytanie Pisma Świętego przynosi niewielką korzyść”. O czym ona mówi? Jak czytać Biblię wolniej i uważniej, nie ulegając jednocześnie duchowej nudzie? Z pewnością czytanie Biblii w oryginalnych językach spowolniłoby tempo czytania. Czy znasz inne techniki uważnego czytania, które nie wymagają znajomości języków oryginalnych? Jak pogodzić potrzebę powolnego czytania z potrzebą zrozumienia Biblii jako całości?

Jn 15:1-8. Co to znaczy „trwać” lub „pozostawać” w Nim? Jak praktycznie można to zrobić?

Jezus jest doskonałym przykładem we wszystkim. Czego dowiadujemy się z Mk 1:35 na temat religijnego życia Jezusa? Czy są jakieś elementy w zwyczajach Jezusa, które możemy zastosować w naszym życiu?

1 Krn 16:11. „Szukajcie Pana i mocy jego, Rozpytujcie się ustawicznie o oblicze jego!” Co ten werset wnosi do naszego zrozumienia metod studiowania Biblii?

Jaką rolę w pogłębianiu naszego zrozumienia Biblii może odegrać zapisywanie myśli w dzienniku lub pamiętniku? „Gdy lud Boży będzie wzrastał w łasce, coraz głębiej rozumieć będzie Jego Słowo. Odkryje nowe światło i piękno w jego świętych naukach.” (DdC143).

Ps 119:105. Co twoim zdaniem oznacza metafora „lampa dla moich stóp” oraz „światło na ścieżce”?

Istnieje wiele sposobów studiowania Biblii. Można czytać Biblię słowo po słowie i sprawdzać znaczenie każdego słowa w słownikach biblijnych i leksykonach. Można czytać kolejno poszczególne księgi biblijne w całości. Można studiować kolejne rozdziały. Można studiować różne tematy biblijne w poszczególnych księgach lub osobno w ST i NT. Można słuchać lektora, który czyta tekst Biblii podczas spaceru. Jakie są zalety i wady każdej metody? Która z nich jest Twoim ulubionym sposobem studiowania Biblii i dlaczego? Podobnie jak planujemy nowe podróże i spotkania, aby podtrzymywać znajomości i przyjaźnie, co możemy zrobić, aby „ożywić” naszą wędrówkę z Biblią?

Iz 50:4. „Wszechmogący Pan otworzył moje ucho, a ja się nie sprzeciwiłem ani się nie cofnąłem .” Co ten werset mówi nam o relacji z Bogiem? Czy ten werset może dotyczyć każdego? Czy naprawdę istnieje coś takiego jak „osoba poranna” i „osoba wieczorna”?

Ps 119:103-104. W jaki sposób zastosować metaforę „słodszego niż miód” do Biblii? Co Twoim zdaniem autor psalmu mógł mieć na myśli, mówiąc o zdobywaniu zrozumienia przez Boże nakazy? Izajasza 55:1-13. Czego dowiadujesz się o życiu duchowym z tego rozdziału?

W jaki sposób mamy studiować Biblię? Czy powinniśmy ustalić nasze doktryny jedną po drugiej, a następnie starać się, aby całe Pismo Święte potwierdziło nasze ustalone poglądy? Czy też powinniśmy konfrontować nasze idee i poglądy z Biblią i z każdej strony sprawdzać nasze teorie z Biblią, w której jest prawda? Wielu z tych, którzy czytają, a nawet nauczają Biblii, nie rozumieją cennej prawdy, której nauczają lub studiują. […] Wielu nadaje słowom Biblii znaczenie, które odpowiada ich własnym poglądom.” – Ellen G. White, „Counsels to Writers and Editors”, s. 36. Jakie są konsekwencję tego stwierdzenia w twoim własnym studiowaniu Biblii?



Jedną z najlepszych metod studiowania Biblii jest tzw. metoda indukcyjna, która składa się z trzech części:

  1. OBSERWACJA - Co mówi ten tekst?

  2. INTERPRETACJA - Co znaczy ten tekst?

  3. ZASTOSOWANIE – Jakie znaczenie posiada ten tekst w moim życiu u oraz życiu innych ludzi?

Każda z tych części posiada kilka elementów składowych. Poniżej umieściłem fragment mojego konspektu seminarium na temat Indukcyjnej metody studiowania Biblii.

  1. OBSERWACJA danego fragmentu

Zidentyfikuj główne tematy. Jak łączą się one z ogólnymi wątkami Biblii?

Porównaj różne przekłady Biblii.

- Zbadaj kontekst literacki i intertekstualny – zidentyfikuj z jakim gatunkiem tekstu masz do czynienia. Czego dotyczy najbliższy kontekst danego fragmentu.

W jakich innych miejscach Biblii jest cytowany nasz fragment?

Jakie inne fragmenty Biblii oraz innej literatury są cytowane w naszym fragmencie? Czy istnieją fragmenty równoległe (np. ewangelie, księgi Królewskie i Kroniki etc.)

- Zbadaj kontekst historyczny - miejsce, w którym dzieje się dane wydarzenie; miejsce powstania księgi; chronologia, geografia. Gdzie i kiedy rozgrywa się akcja?

- Zbadaj kontekst kulturowy (społeczny) – zwyczaje w danej epoce; tradycje; gospodarka; polityka; kontekst społeczny.

- Zwróć uwagę na główne postacie biblijne i historyczne.



  1. INTERPRETACJA – co znaczy dany tekst?

Dlaczego Bóg umieścił w Piśmie Świętym fragment, który studiujemy?

Co mogli mieć na myśli ludzie, którzy pisali dany tekst?

Jak mogli rozumieć ten tekst pierwsi odbiorcy?

Studiuj ważne słowa i zwroty i powiąż je z resztą Biblii.

Sposoby podejścia do interpretacji:

Autor tekstu ustala jego znaczenie lub czytelnik ustala znaczenie tekstu

Najczęściej w kontekście tekstu biblijnego zadajemy sobie pytanie: „Co ten tekst dla mnie oznacza?” zamiast: „Co autor zamierzał przekazać przez ten fragment?”

Gdzie należy szukać znaczenia danego fragmentu Biblii:

- u autora tekstu (który nie żyje i dlatego jest niedostępny),

- w samym tekście (który podlega wielorakim interpretacjom), czy

- u czytelnika (który posiada własną agendę i kontekst społeczny)?

Gramatyczna interpretacja – morfologia, składnia, etymologia, leksykologia, części mowy, synonimy, antonimy.

W jaki sposób autor posługuje się danym słowem?

Jak wykorzystują to słowo inni autorzy biblijni?

Kontekst – jakie znaczenie posiadają słowa w różnych kontekstach.

Warianty tekstowe.

Uwaga: Osobiste poglądy nie zawsze odzwierciedlają poglądy wyznaniowe.



  1. APLIKACJA

Co ten tekst oznacza w moim życiu i w życiu innych ludzi

Zastosuj fragment do swojego kontekstu.







Przygotował Jan Pollok

wtorek, 28 kwietnia 2026

Adwentyści Dnia Siódmego

Szatan nie sprzeciwia się zdrowym zasadom moralnym i dobrym obyczajom. Sprzeciwia się Jezusowi Chrystusowi.
Przeczytaj to jeszcze raz, ponieważ wielu chrześcijan w ogóle się nad tym nie zastanawia.
Szatanowi nie przeszkadza, że jesteś „dobrym człowiekiem”. Nie dba o to, czy jesteś wolontariuszem w banku żywności, segregujesz śmieci i pomagasz starszym paniom przejść przez ulicę. Nie dba o to, czy jesteś miły, hojny i lubiany przez wszystkich w swojej społeczności.
Dba natomiast o to, żebyś nie ugiął kolan przed Jezusem.
Oto oszustwo, które zwiodło miliony ludzi: Szatan wmówił ludziom, że moralność równa się duchowości; że bycie „dobrym człowiekiem” to to samo, co bycie chrześcijaninem. Że jeśli po prostu żyjesz właściwie, dobrze traktujesz ludzi i unikasz „wielkich grzechów”, to jesteś akceptowany przez Boga.
To kłamstwo !!!
Faryzeusze mieli naganną moralność. Skrupulatnie przestrzegali prawa. Byli szanowani, zdyscyplinowani i ,,religijnie oddani".
Jezus nazwał ich dziećmi diabła. Nie dlatego, że ich moralność była zła, lecz ponieważ ich moralność zastąpiła Chrystusa.
Największą sztuczką szatana nie jest to, że złych ludzi czyni gorszymi. Chodzi o to, by dobrzy ludzie myśleli, że nie potrzebują Zbawiciela.
Pomyśl o tym: Ateista, który karmi bezdomnych, myśli, że jest wystarczająco dobry bez Boga.
Buddysta, który medytuje i praktykuje współczucie, myśli, że jest oświecony bez Chrystusa.
Muzułmanin, który modli się pięć razy dziennie, myśli, że jest sprawiedliwy bez Jezusa.
Moralny chrześcijanin, który chodzi do Kościoła, daje dziesięcinę i unika skandali, myśli, że jest zbawiony bez poddania się Jezusowi.
Wszyscy zmierzają do tego samego miejsca: wiecznego oddzielenia od Boga.
Bo moralność nie zbawia. Jezus zbawia. „Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił”. List do Efezjan 2:8-9
Szatan kocha moralnych ludzi, którzy odrzucają Jezusa. Są oni jego najlepszą reklamą kłamstwa, że można zasłużyć na niebo. Są żywym dowodem na to, że można:
• być życzliwym bez Chrystusa
• być hojnym bez Boga
• być zdyscyplinowanym bez Ducha Świętego
• być szanowanym bez odkupienia
A mimo to zginąć.
Moralność stała się ich bożkiem. Ich dobroć stała się ich bogiem. A Szatan uśmiechnął się, ponieważ osiągnął swój cel: Odwrócił ich od Jezusa.
Oto, czego większość chrześcijan nie rozumie: Szatan nie musi zmuszać cię do robienia złych rzeczy. On po prostu musi powstrzymać cię od zrobienia JEDNEJ rzeczy, która ma ostateczne znaczenie: poddania się Chrystusowi.
Jeśli nakłoni cię, abyś:
• zaufał swojej moralności zamiast ofierze Chrystusa
• polegał na swojej dobroci zamiast na łasce Bożej
• wierzył w swoje uczynki zamiast w dokonane dzieło Jezusa
– wówczas on zwyciężył.
Możesz żyć moralnie i nadal umrzeć jako przegrany. Możesz być dobrym człowiekiem i nadal podlegać osądowi. Możesz unikać wszystkich „wielkich grzechów”, a mimo to na zawsze być oddzielonym od Boga.
Ponieważ głównym grzechem, który potępia cię na wieki, jest odrzucenie Jezusa Chrystusa. „Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; a kto nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży ciąży na nim”. Jana 3:36
Nie morderca, który pokutuje i wierzy w Chrystusa, jest potępiony.
Nie złodziej, który nawraca się do Jezusa na krzyżu, jest potępiony.
Nie prostytutka, która obmywa stopy Jezusa łzami, jest potępiona.
Potępiona jest osoba moralna i religijna, która odrzuca Chrystusa.
Dlatego Szatan kocha moralność bez Jezusa. Wysyła ludzi na wieczna śmierć z uśmiechem na twarzy, przekonanych, że są wystarczająco dobrzy.
Przestań ufać swojej moralności. Zacznij ufać Jezusowi. Twoja dobroć cię nie zbawi. Twoje uczynki cię nie odkupią. Twoja moralność cię nie usprawiedliwi.
Tylko krew Jezusa Chrystusa może obmyć twój grzech i uczynić cię godnym świętego Boga. Wszystko inne to tylko odwracanie uwagi szatana od jedynej rzeczy, która naprawdę się liczy.