piątek, 3 kwietnia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora janka Polloka

 

Ocena rzeczywistości

Felieton do Szkoły Sobotniej na 4 kwietnia 2026

Relacja z Bogiem oraz obraz Boga, jaki człowiek posiada, wpływają na wszystko w życiu: małżeństwo, rodzicielstwo, przyjaźnie, decyzje finansowe, wybór zajęć rekreacyjnych, aspiracje i oczywiście na naszą przyszłość w wieczności. Seria lekcji, którymi będziemy się zajmować w tym kwartale nie została napisana przez biblistę ani teologa, lecz przez pedagoga i matkę, która posiada doświadczenie w tworzeniu programów nauczania religii dla szkół średnich. Dlatego lekcje w tym kwartale nie będą technicznymi studiami biblijnymi, jak to często bywało w przeszłości, lecz będą zajmować się temat budowania więzi od strony praktycznej. Autorka zwróciła uwagę, że temat lekcji w tym kwartale będzie miał charakter osobisty i będzie dotyczyć Boga, który nie tyle domaga się od nas wiary, ile więzi, czyli relacji. Jest to zasadnicza zmiana, ponieważ zachęca nas do wyjścia poza jedynie myślenie o Bogu i do zaangażowania się w relacje z Nim.

Jak opisalibyście swoją więź z Bogiem? Czy jest żywa i mocna? – nie tyle w teorii, ile w praktyce? Czy świadomie ją pielęgnujemy, czy też zakładamy, że istnieje, ponieważ kiedyś istniała?

Relacja z Bogiem może być płynna i dynamiczna. Niektórzy z nas opisują swoją relację z Bogiem jako silną, inni z kolei jako odległą lub jako istniejącą gdzieś pomiędzy. Większość z nas nie żyje w skrajnościach, lecz gdzieś „pomiędzy” – w rytmach, które łatwo mogą stać się rutyną, a nie relacją. Relacja z Bogiem jest kształtowana przez to, kim jesteśmy jako jednostki. Nie ma dwóch osób, które podchodzą do Boga w dokładnie taki sam sposób. Dlatego chociaż rytmy odgrzewają ważną rolę, to jednak zrozumienie naszej relacji z Bogiem wymaga czegoś głębszego.

Wydaje się, że autorka mierzy jakość relacji głównie przez ilość czasu przeznaczonego na lekturę, modlitwę czy dzielenie się ewangelią. Bez wątpienia te czynności mają wielkie znaczenie, ale relacja to również świadomość, zaufanie i obecność. Można przeżywać czas na wykonywaniu duchowych czynności, nie doświadczając jednocześnie bliskości i odwrotnie można być głęboko połączonym z Bogiem pośród zwyczajnego, zabieganego życia. Być może więc pytanie powinno brzmieć nie tylko ile czasu, ale jakiego rodzaju jest to połączenie.

Autorka zabiera nas w podróż do tekstu Apokalipsy 3. „Letni” język w Ap 3 ma pełnić rolę ostrzegawczą. Słowa Jezusa, choć mocne, świadczą o istnieniu więzi. Jezus nie stawia diagnozy z dystansu, lecz mówi jak ktoś, kto zna nas w pełni. Problemem nie jest samo zachowanie, ile raczej odłączenie ukryte pod maską samowystarczalności. Zaproszenie jest uderzające. Jezus nie zawstydza ludzi, lecz oferuje im wymianę. To, czego nam brakuje, On nam dostarcza. To, czego nie możemy wytworzyć sami, On nam daje hojnie. Wezwanie nie polega na tym, by się bardziej starać, ale by stać się bardziej szczerym, bardziej otwartym i bardziej chętnym do przyjmowania.

Być może głębsze zaproszenie w tym tygodniu nie tyle dotyczy oceny naszych relacji z Bogiem ile raczej pytania: W którym miejscu w moim życiu zaakceptowałem coś co nie jest więzią? Co ważniejsze: Czy jestem gotowy pozwolić Bogu spotkać się ze mną nie z potępieniem, ale z taką jego obecnością, która wszystko zmienia? Czy jestem gotowy przestać zachowywać się, tak jakby moja relacja z Bogiem polegała na odhaczaniu kolejnych pozycji na liście rzeczy do zrobienia w danym dniu, a zamiast tego skupić się na rozszerzeniu Jego obecności na wszystkie części mojego dnia? Czy jestem gotowy wyjść poza samo przeżywanie czasu z Bogiem i zacząć pielęgnować prawdziwą świadomość Jego obecności, która kształtuje sposób, w jaki żyję, reaguję i kocham?

Czy jest możliwe, że służymy Bogu ze strachu? Wyobraźmy sobie, że ktoś opisuje swój związek z małżeńskim partnerem w następujący sposób: „Robię to co robię, ponieważ boję się, co mogłoby się stać gdybym tego nie zrobił” lub: „Są zasady, których muszę przestrzegać, bo inaczej…”. Czy taki język jest toksyczny, czy jest obraźliwy? Czy lepiej byłoby, aby taką relację przerwać?

Spróbujmy przenieść te pytania na nasze relacje z Bogiem. Czy jest możliwe, że w taki sposób odnosimy się do Boga i czujemy, że On w taki sposób odnosi się do nas? Czy jest możliwe, że ciągle odczuwamy niepokój, że postępujemy niewłaściwie, lub czy jedna zła decyzja powoduje lęk przed sądem i lęk przed porzuceniem? Czy jest możliwe, że tego rodzaju relacji, które czasami wydają się nam wyrażeniem oddania, są w rzeczywistości przywiązaniem zbudowanym na strachu?

Czy warto zadawać trudne pytania dotyczące jakości naszych przekonań religijnych? Jakie jest nasze zrozumienie Boga i na czym polega nasza intymność z Nim? Jestem głęboko przekonany, że nasza relacja z Bogiem nie może polegać na odhaczaniu kolejnych pozycji na liście praktyk duchowych. Warto zbadać przyczynę naszych lęków, założeń i odziedziczonych przekonań religijnych, które kształtują nasz sposób postrzegania Boga.

Problem „letniości” o który mowa w Ap 3 jest szczególnie aktualny. „Letniość” jest często ujmowana w kategoriach niewystarczającej aktywności duchowej – zbyt małej ilości modlitw, zbyt małej ilości czytania, zbyt małej ilości działania. Czy jest możliwe, że ta definicja jest zbyt wąska? Letniość to nie tylko brak widocznej pobożności. To konflikt w sercu. Letniość wygląda jak nadużywanie imienia Boga. Wygląda jak wyznawanie wiary, a jednocześnie ucieleśnianie wartości, które jej się sprzeciwiają. Wygląda jak hojność w jednej dziedzinie i milczenie w obliczu niesprawiedliwości w innej. To nie tylko zaniedbywanie duchowych nawyków. To udawanie pobożności, a jednocześnie zaprzeczanie jej mocy. To życie w napięciu między tym, co deklarujemy, a tym, co faktycznie wyznajemy. Letniość to moralny i relacyjny dysonans.

W części na poniedziałek autorka napisała: „Jednak ponieważ [Bóg] miłuje nas tak bardzo, karci nas i upomina z powodu naszego obecnego stanu duchowego.” Niestety po raz kolejny pojawił się język, który nawiązuje do przemocy i niezdrowej dynamiki relacji. Mówiąc dokładniej, odwołuje się do logiki relacji kształtowanych przez nierównowagę sił. Według tej koncepcji Bóg koryguje ludzkość według zasady: „On kocha nas tak bardzo, że karci nas w naszym obecnym stanie. Pragnie, abyśmy posiadali silniejszą i głębszą relację z nim”. Według tej koncepcji Bóg karci nas dla naszego dobra.

Takie ujęcie przypomina głos rodziców, który biją swoje dzieci mówiąc: „To boli mnie bardziej niż ciebie” albo „Robię to, bo cię kocham”. Takie sformułowanie może wydawać się głęboko sprzeczne, w momencie, gdy dziecko doświadcza bólu fizycznego, a jednocześnie jego ból jest umniejszany lub traktowany jako słabszy niż odczucia osoby, która go zadaje.

Co więcej, stwierdzenie, że Bóg kocha nas tak bardzo, że karci nas i pragnie o wiele głębszych relacji z nami, brzmi jak język często używany w związkach opartych na przemocy. Ktoś wyrządza krzywdę, uderza partnera, a potem mówi: „Przepraszam. Po prostu tak bardzo cię kocham. Byłem zły. Bałem się, że ciebie stracę”. Gdyby to odnieść do relacji z Bogiem – Bóg nas karci, gani lub karze ponieważ pragnie bliższej relacji – to kto chciałby być w związku z takim partnerem? Bóg, który nie tylko określa standardy dobra i zła, ale także ma moc karania, gdy im nie sprostamy. Jak intymność może rozkwitać w takim środowisku?

Takie rozumienie Boga ułatwia interpretację trudnych momentów życia – okresów cierpienia i smutku, które pojawiają się tylko dlatego, że jesteśmy ludźmi i żyjemy w zepsutym świecie – jako dowodu na to, że zawiedliśmy lub że Bóg jest z nas niezadowolony. Łatwo jest zinterpretować ten ból jako karę boską, zamiast postrzegać cierpienie jako część natury grzesznego świata, w którym żyjemy. Łatwo jest również założyć, że powodzenie i sukces są dowodem boskiej łaski, tak jakby dobrobyt potwierdzał, że zrobiliśmy coś dobrze. Jednak takie wnioski są zbudowane na kontraktowym rozumieniu relacji, a nie na zrozumieniu relacji zakorzenionych w autentycznej miłości.

Znacznie lepiej jest opisać grzech, pokutę a nawet Boże napomnienie w inny sposób: Bóg rozumie, że grzech jest szkodliwy i nas niszczy. Zaburza naszą więź z Bogiem i nasze wzajemne relacje. Greckie słowo tłumaczone jako „pokuta”, zawiera element przemiany umysłu, zawrócenia lub przemyślenia. Boże pragnienie abyśmy pokutowali nie jest zakorzenione w nierównowadze sił ani w chęci kontroli. W związku z tym, nasze dążenie do pokuty nie powinno być motywowane strachem przed karą. Pokuta jest zaproszeniem do zmiany orientacji. Jest przyjęciem Bożego wezwania do odwrócenia się od tego, co nam szkodzi i co oddziela nas od Boga. Pokuta, która nie jest podyktowana strachem, zmienia całkowicie ton relacji. Przechodzi ona od kontroli do zaproszenia, od lęku do zgodności.

W Ap 3:20 Jezus został przedstawiony, gdy stoi u drzwi i czeka, by wejść i spożyć z nami wieczerzę. Obraz Boga pukającego, czekającego i pragnącego bliskości wydaje się spójny z relacją zbudowaną na nieprzymuszonej miłości.

Czy jest możliwe, że niektórzy ludzie tracą wiarę w Boga z powodu języka, którym posługujemy się, aby opisać działanie Boga? Język, który przedstawia Go jako tego który dominuje, kontroluje, a nawet mści się, który karze, aby nas ulepszyć nie otwiera ludzkich serc. Ludzki język używany do opisu charakteru Boga jest ograniczony i jest nacechowany naszymi ludzkimi wyobrażeniami na temat Boga. Warto postawić pytanie czy język używany do opisu Boga byłby akceptowalny w każdej zdrowej relacji międzyludzkiej. Jeśli nie, może to być znak, że powinniśmy na nowo przemyśleć sposób w jaki nauczono nas wyobrażać sobie Boga.

Wiele osób nie tylko zinternalizowało taką wersję Boga, która została zbudowana na strachu, ale także zbudowało wokół takich idei całe systemy, swoją tożsamość, a nawet powołanie. Kiedy taki obraz zostaje zakwestionowany, niektóre osoby mogą odczuwać, że nie jest to tylko teologiczny spór; może to być postrzegane jako zagrożenie dla sensu, stabilności, a nawet pracy, w którą niektórzy zainwestowali całe swoje życie.

W relacjach międzyludzkich, gdy ktoś zaczyna kwestionować niezdrowe wzorce, może to wywołać napięcie – nie dlatego, że nie jest to zgodne z prawda, ale dlatego, że burzy status quo, czyli to, co zostało znormalizowane. Gdy dotyczy to całej społeczności, staje się to jeszcze bardziej złożone. Ludzie nie tylko bronią idei Boga. Często chronią wersję Boga, która nadała sens ich światu, uzasadnia ich doświadczenia lub jest zgodna z tym, jak nauczyli się zarządzać władzą, autorytetem i przynależnością. Dlatego warto postawić pytanie, czy widzimy obraz Boga wyraźnie, czy po prostu powtarzamy coś, czego nauczyli nas ludzie próbujący zrozumieć Boga przez własne, trudne doświadczenia?

Czasami ludzie bardziej bronią modelu Boga stworzonego przez siebie niż samego Boga. Kiedy taki światopogląd obejmuje strach, kontrolę lub brak równowagi, logiczne jest, że ludzie albo mocno się go trzymają, albo zaczynają go poważnie kwestionować. Nasza lekcja stanowi zatem ważne zaproszenie nie tylko do oceny naszych relacji z Bogiem, ale także do zbadania wersji Boga, którą odziedziczyliśmy, uwewnętrzniliśmy, a być może nawet pomogliśmy przekazać ją innym. Jeśli Bóg jest naprawdę dobry, to dążenie do Niego powinno ostatecznie prowadzić do większej wolności, głębszego zaufania i pełniejszej miłości.

W tym tygodniu zwróciliśmy również uwagę na znaczenie ilustracji z Jn 15:1-10 o winnym krzewie i latoroślach. Połączenie latorośli z winnym krzewem jest symbolem życia i produktywności. Bez Chrystusa nic nie możemy uczynić, a duch Boży w nas przynosi życie oraz „owoc”. Tylko do pewnego czasu możemy udawać, że w Nim trwamy, gdy tak naprawdę jesteśmy odłączeni. Jednak z czasem, gdy nie jesteśmy połączeni ze źródłem życia i miłości, nasze czyny to ujawnią.

Autorka lekcji w części na środę napisała: „Trwanie w Jezusie oznacza przestrzeganie Jego przykazań …”. Problem z tym stwierdzeniem polega na tym, że ktoś może przeczytać takie stwierdzenie i zrobić dokładnie to, przed czym ostrzega ta lekcja: pozornie trwać w Bogu, a w rzeczywistości nie mieć kontaktu ze źródłem Bożej łaski oraz z Jego Duchem. Żeby była jasność nie twierdzę, że ludzie nie powinni przestrzegać przykazań. Jednakże teza, że „trwać oznacza przestrzegać przykazań”, może przekonać osoby, dla których wiara jest synonimem aktywności religijnej, że robienie czegoś dla Boga jest cenniejsze niż bycie połączonym z Nim i pozwalanie Mu działać w nas i przez nas. Oczywiście, że można przestrzegać przykazań zewnętrznie, ale jak ostrzegał Jezus w Kazaniu na Górze, najważniejsze jest to, co jest w naszym sercu, czego nikt nie widzi i czego nie możemy zmienić. Jak zauważył Jezus, człowiek może przeżyć swoje życie bez morderstwa, ale nienawiść do kogoś jest równoznaczna z popełnieniem morderstwa.

Być może patrząc szerzej, będziemy mogli zauważyć systemy zbudowane po to, by stworzyć wrażenie trwania w Chrystusie, które, paradoksalnie, używają języka trwania jako środka do kontrolowania ludzi – zwłaszcza tych, którzy rozliczają się z krzywd lub nadużyć popełnionych w systemie lub przez niego. Ludzie, którzy znajdują się na zewnątrz systemów, zwłaszcza religijnych, szybko zauważą, że osoby sprawujące władzę często czują się zobowiązane do definiowania, jak powinno wyglądać i co oznacza trwanie. Czy jest możliwe, że ktoś prawdziwie trwający w Chrystusie może lepiej ocenić które gałęzie powinny zostać wycięte z kościelnych systemów ponieważ reprezentują rzeczy, które nie pochodzą od Boga i które są raczej zgodne z toksycznym obrazem Boga?

Dlatego warto postawić sobie pytanie, czy trwamy w Chrystusie wystarczająco dobrze? Autorka stwierdziła: „Prawda jest taka, że nie jesteśmy w stanie o własnych siłach trwać w Jezusie, podobnie jak gałązka nie jest w stanie sama wszczepić się w krzew. Bóg pierwszy nas umiłował i to od Niego pochodzi inicjatywa. Nasza odpowiedź zawsze jest tylko reakcją na to, co Bóg pierwszy uczynił dla nas.”

W Jer 31:3 Bóg oznajmia: „Miłością wieczną umiłowałem cię, dlatego tak długo okazywałem ci łaskę.”. Prorok mówi nam nie tylko, że Boża miłość obejmuje wszystkie czasy (przeszły, teraźniejszy i przyszły), ale także, że to Bóg okazuje łaskę, bezwarunkową miłość, aby dokonało się coś, co jest całkowicie poza naszym zasięgiem. Możemy odpowiedzieć na tę miłość, która jest ponad czasem, ponad naszymi wadami, ponad naszymi nieudanymi próbami i trwać wciąż na nowo w tej Jego miłości. Tak jak Bóg dał ludzkości przedsmak boskości, stwarzając ludzi na obraz Boży, tak nasze relacje z innymi ludźmi mogą dać nam przedsmak tego, jak wygląda relacja z Bogiem. Namacalna więź międzyludzka oferuje nam bardziej przystępny sposób zrozumienia intymności z nieuchwytnym Bogiem.

Życie z Bogiem nie polega na tym co można zyskać lub stracić. Koncentruje się na radości z przebywania w Bożej obecności po prostu dlatego, że On jest. Kiedy się nad tym zastanawiamy to zauważymy, że nie musimy się zmuszać do przebywania z kimś kogo naprawdę kochamy i przez kogo jesteśmy kochani i w obecności tej osoby czujemy się spełnieni. Gdy jesteśmy z kimś, kogo naprawdę kochamy i kto naprawdę nas kocha nie czujemy, że musimy sobie zasłużyć na prawo do pozostania blisko tej osoby. Jeśli trwanie w Bogu wydaje się trudne, być może dzieje się tak ponieważ nasze rozumienie Boga sprawiło, że bliskość z Nim wydaje się niebezpieczna.

Tak jak winorośl czasami rośnie powoli, tak i nasze relacje z Bogiem mogą rozwijać się powoli. Ten szczegół wnosi ulgę w życiu tych, którzy czują, że ich relacja z Bogiem musi być zawsze liniowa i stale się rozwijać. Jednak takiego procesu nie możemy zaobserwować w żadnej innej relacji w naszym życiu. Przyjaźnie przechodzą przez wzloty i upadki. Rodzice i dzieci przechodzą przez okresy napięcia, małżeństwa przez nieporozumienia i dystans. Czasami pojawia się zamęt. Czasami ból. Wierząca osoba powinna zrozumieć, że takie same realia pojawiają się w naszych relacjach z Bogiem. Odczuwanie napięć i zamętu nie umniejsza Bożej miłości do nas lub zagraża Bożej obietnicy zbawienia.

Faktycznie, gdyby więcej wierzących osób czuło, że ich relacje z Bogiem rozwijają się powoli i nabierają naturalnego kształtu, presja na praktykowanie powierzchownej religijności byłaby znacznie mniejsza. Zaproszenie do trwania w Bogu nie jest kruche. Nie jest warunkowe. Nie zostanie odwołane. Nawet w okresach, kiedy nie przyjmujemy tego zaproszenia w całości, ono zawsze pozostaje. Zawsze jest tutaj i czeka na nas.



DO PRZEMYŚLENIA

Autorka sugeruje, że nasz duchowa podróż to maraton, a nie sprint. Czego możemy się nauczyć z tej analogii?

Co musi się wydarzyć, aby nawiązać z kimś relację? Jak można mieć żywą relację z Bogiem, skoro nie można Go zobaczyć, usłyszeć ani dotknąć?

Co mógłby powiedzieć Jezus, gdyby miał opisał twoją relację z Nim właśnie teraz? Autorka sugeruje, że Ap 3:14-22 (przesłanie do Laodycei) jest istotne w kontekście tego pytania. Jezus opisuje w tym fragmencie stan kościoła w Laodycei. W teologii adwentystycznej rozumiemy, że ten fragment odnosi się do nas. Czy analiza Jezusa jednostki czy instytucji? Czego dotyczy kluczowy temat w tym fragmencie?

Czego dotyczy rada, jakiej udzielił Jezus w Ap 3:18-19?

Ap 3:20. Do czego Jezus zaprasza Kościół i jakie są tego konsekwencje? W jaki sposób można otworzyć duchowe drzwi?

Ap 3:21. Pomimo nędznego stanu, Laodycea otrzymała największą nagrodę z wszystkich które zostały skierowane do siedmiu kościołów. Co mówią autorzy biblijni na temat relacji Boga z ludźmi (Rdz 2:7; 3:8-10; 5:24; 6:13; 12:1-4)? Co jest największą przeszkodą w relacji z Bogiem?

Jn 15:1-11. Co reprezentują gałęzie w tej metaforze? W jaki sposób wersety z Jn 20:29-31 i 17:20 pomagają wyjaśnić ten temat? Jakie konsekwencje wynikają z metafory krzewu winnego oraz gałęzi dla naszej relacji z Bogiem?

Czego mogą dotyczy wydarzenia w twoim życiu, które doprowadziły do letniości w twoich relacjach z Bogiem? Jak do tego doszło i co pomogło ci wyjść z tego stanu?































Przygotował Jan Pollok

piątek, 27 marca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Trwanie we wszystkim co jest wolą Bożą.

Felieton do Szkoły Sobotniej na 28 marca 2026

Czy możemy naprawdę pozostać radośni i wdzięczni w obliczu zniechęcających okoliczności lub cierpienia?

Wielu chrześcijan zmaga się z koncepcją poznania i spełnienia woli Bożej. W jaki sposób zdaniem Pawła naśladowcy Chrystusa mogą zjednoczyć się i żyć zgodnie z wolą Bożą? Według Pawła misja będzie najskuteczniejsza wtedy, gdy ludzie będą żyć i pracować razem: Żydzi i poganie, chrześcijanie o różnym pochodzeniu, mężczyźni i kobiety.

Paweł świadomie budował więzi i jedność między wierzącymi, bez użycia nowoczesnych narzędzi komunikacji. Przez osobiste pozdrowienia i więź oraz docenianie współpracowników, Paweł przypominał Kościołowi, że są częścią czegoś większego niż oni sami. Pragnął, aby zarówno wierzący, którzy pochodzili ze środowiska żydowskiego jak i pogańskiego współpracowali harmonijnie, pokazując, że jedność w Chrystusie może przezwyciężyć podziały. Ogólnie rzecz biorąc, w zakończeniu listu do Kolosan Paweł zwrócił uwagę na znaczenie pielęgnowania jedności w Kościele, zachęcając wierzących do aktywnego działania na rzecz jedności i rozwiązywania podziałów które pojawiały się w lokalnych społecznościach.

Autor podręcznika zwrócił uwagę na szacunkową ilość kilometrów, które przebył Paweł w czasie swojej misji. Myślenie o misji Pawła w tych kategoriach pozwala nam wyobrazić sobie jak wielka musiała być skala jego zaangażowania. Paweł był głęboko oddany sprawie głoszenia ewangelii. Jest coś niezaprzeczalnie pięknego w tym poziomie zaangażowania, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę jak trudno jest dzisiaj uzyskać jakikolwiek poziom zaangażowania.

Autor kończy część lekcji na poniedziałek stwierdzeniem: „Zagrożenia dla jedności Kościoła nie są niczym nowym. W ostatnich latach Kościół adwentystów przeszedł głębokie zmiany w miarę swojego ogólnoświatowego rozwoju, a różnego rodzaju siły przeciwdziałały jego jedności. Ten nacisk może być odczuwalny na każdym poziomie organizacji kościelnej.” Pogląd, że globalne rozprzestrzenianie się adwentyzmu w jakiś sposób zagraża jedności, wydaje się dziwny w przypadku wyznania religijnego, które szczyci się pracą misyjną, którą wykonuje. Zamiast celebrować fakt, dynamicznego rozwoju, który przynosi różnorodność perspektyw i sposobów odnoszenia się do Boga, różnorodność ta została przedstawiana jako coś, czego należy się obawiać. Taka perspektywa sprzyja powstawaniu tzw. bańki informacyjnej, podsyca podejrzliwość, zachęca ludzi do lekceważenia innych kultur i ostatecznie przeczy samemu przesłaniu „dzielenia się dobrą nowiną”.

Osoby z różnych środowisk, które dołączają do naszego Kościoła, często odkrywają po pewnym czasie ograniczenia naszej adwentystycznej kultury. Zaczynają zastanawiać się, czy rzeczywiście mieszczą się w obrębie naszego wyznania wiary. Jak szeroka jest platforma teologiczna na której się znajdują? Tego rodzaju pytania mogą poszerzać zrozumienie i pogłębiać odpowiedzialność, jednak często są określane jako wyraz braku jedności.

W kontekście zacytowanej wyżej wypowiedzi zastanawiam się w jaki sposób autor definiuje pojęcie jedności. Zauważyliśmy już wcześniej w czasie naszych studiów, że odczuwanie zagrożenia jedności w Kościele może faktycznie być oznaką działania ducha Chrystusa. Jedność może być często błędnie rozumiana jako jednolitość, gdzie wszyscy myślą, wierzą i wyrażają wiarę w taki sam sposób. W niektórych środowiskach adwentystycznych jedność może być subtelnie utożsamiana ze zgodą: jesteśmy zjednoczeni, ponieważ wszyscy postrzegamy rzeczy w ten sam sposób. Jednak ten rodzaj jedności jest kruchy, ponieważ jest zbudowany na identyczności, a nie na relacjach. Według Biblii jedność ma swoje korzenie w Chrystusie, a nie w identycznych poglądach. Pawłowy obraz ciała (1 Kor 12) jasno pokazuje, że jedność obejmuje różnorodność. Nawet we wczesnym Kościele możemy zaobserwować szereg różnych nieporozumień, przy równoczesnym, wspólnym zaangażowaniu w misję Chrystusa. Oznacza to, że konflikty są możliwe nawet wtedy, gdy panuje jedność. W rzeczywistości konflikt nie jest wrogiem jedności. Gdy podchodzimy do niego z pokorą, miłością i gotowością słuchania, konflikt może stać się narzędziem, dzięki któremu kształtuje się głębsza jedność, wzajemne zrozumienie i uświadomienie sobie naszych własnych uprzedzeń.

Wspólnota może osiągnąć swego rodzaju „jedność”, ale pod spodem kryje się wymuszona identyczność. Emocje są tłumione, różnice zacierane, a konflikty eliminowane kosztem samej wspólnoty. To, co wygląda na pokój, jest w rzeczywistości kontrolą, a to, co wygląda na jedność, jest w rzeczywistości brakiem prawdziwej relacji, wyboru i empatii. W przeciwieństwie do takiego obrazu, jedność, do której wzywa nas Chrystus, nie unika napięcia, ale się nim zajmuje. Pozwala na odczuwanie, kwestionowanie, a nawet nieporozumienia, pozostając jednocześnie zakorzeniona w miłości i wspólnej przynależności. To przejście od „musimy być tacy sami, aby być razem” do „jesteśmy razem, więc podejmiemy się trudu zrozumienia się nawzajem”.

Co to oznacza w kościele adwentystycznym? Kiedy ktoś ostrzega nas, że jedność jest zagrożona, warto postawić sobie pytanie, jakiego rodzaju jedności bronimy? Jeśli jedność oznacza bycie takim samym, unikanie trudnych rozmów lub uciszanie głosów, które stawiają nam wyzwania, to w takich przypadkach jedność oznacza, obronę komfortowego stanowiska lub przywileju kontrolowania. Jeśli natomiast jedność ma swoje korzenie w Chrystusie, to tworzy przestrzeń dla szczerego dialogu, różnorodnych perspektyw, a nawet napięć, ponieważ ufa, że miłość może nas zjednoczyć pomimo różnic zdań. Prawdziwa jedność nie jest zagrożona przez głębokie, szczere pytania, świadomość kulturową ani odmienne doświadczenia; raczej przeciwnie - jest przez nie wzmacniana.

Paweł zwraca uwagę na znaczenie posiadania jasnego, konkretnego celu w życiu chrześcijańskim. Z Kol 4:12–13 dowiadujemy się, w jaki sposób Epafras definiuje ten cel. Mianowicie modli się on, aby wierzący stali mocno, rozwijali swój charakter i trwali we wszystkim co jest zgodne z wolą Bożą. Oznacza to ugruntowanie w wierze, rozwijanie miłości na wzór Chrystusa i życie z pełnym zaufaniem do Bożych obietnic.

Kluczowe słowa w tym fragmencie to: być doskonałym (dojrzałym, kompletnym) trwać we wszystkim co jest wolą Bożą. Te cechy pokazują, jak wygląda ugruntowane i celowe życie chrześcijańskie. „Stać” oznacza trwać w wierze i wartościach, nawet w obliczu wyzwań. „Doskonałość” wskazuje na duchową dojrzałość wyrażaną w miłości, cierpliwości i łasce wobec innych. Być „doskonałym” oznacza żyć z ufnością i pewnością co do obietnic i wskazówek Boga, a nie z ciągłym zwątpieniem.

Słowo „doskonały” oznacza również dojrzały lub kompletny. W kilku biblijnych fragmentach, na przykład w Księdze Hioba (36:4; 37:16), użyte jest hebrajskie słowo tamim. Nie oznacza ono bezgrzeszności ani nieskazitelności. Wskazuje ono raczej na idę prawości. Ta sama myśl pojawia się w Mt 5:48 (Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest.) Postrzeganie doskonałości jako prawości, a nie bezgrzeszności, przesuwa uwagę od obsesyjnej nieskazitelności w stronę życia, które jest pełne i spójne.

Czynienie „całej woli Bożej” przypomina nam, że wiara powinna być wpleciona w każdy aspekt naszego życia – nasze relacje, decyzje, pracę i codzienne interakcje. Idee Pawła wzywają nas do prowadzenia życia stabilnego, które rozwija się i jest w pełni zgodne z Bożym celem, który polega na odzwierciedlaniu Chrystusa nie tylko w wierze, ale także w sposobie, w jaki żyjemy.

W naszym kościelnym środowisku czasami pojawia się idea bycia w świecie, ale nie z tego świata. Często ta koncepcja sprowadza się do płytkich wyznaczników, takich jak dieta, muzyka czy zewnętrzne zwyczaje. Rzadko jest ona ujmowana w kategoriach charakteru. Rzadko wskazuje na ludzi, którzy kochają głęboko, dążą do sprawiedliwości lub narażają się na ryzyko dla dobra innych. Wiara, która naprawdę „nie jest z tego świata”, charakteryzuje się radykalnym zaangażowaniem w okazywanie miłości i równości. Tego rodzaju świadczenie wyróżnia się o wiele bardziej niż dietetyczne zwyczaje czy typ nabożeństwa. Innymi słowy, jest to zaproszenie do demonstrowania przemienionego sposobu bycia.

Życie ukształtowane przez Chrystusa powinno być najbardziej widoczne w tym, jak kochamy, jak dążymy do sprawiedliwości i jak pomagamy innym, zwłaszcza gdy nas to kosztuje. Takie świadectwo wyróżnia się w sposób, w jaki inne, powierzchowne świadczenie nigdy nie potrafi tego dokonać.

W lekcji położony został również silny nacisk na znaczenie czujności oraz pilności czy rychłości. To prawda, że bycie przygotowanym jest cenne, jednak ciągłe naciskanie na pilność może być paraliżujące. Obietnica powrotu Chrystusa wydaje się mniej związana z pilnością, a bardziej z pewnością. Nie jest to po prostu wezwanie do ciągłego niepokoju czy starania się, ale zaproszenie do zaufania temu, co już zostało zapewnione wcześniej.

Obietnica powrotu Chrystusa powinna nas zakotwiczyć, a nie wyczerpywać. Kiedy ta obietnica przeradza się w nieustanną presję lub niepokój, może zmienić ton wiary z czegoś co jest życiodajne na coś, za czym wciąż próbujemy nadążać. Miłość w sposób naturalny rodzi wierność, a nie zmusza do niej. W ten sposób powstaje relacja a nie ciągłe staranie się.

To ważne, aby ton naszego poselstwa nie był „ciężki”, ale raczej pełen nadziei. Jeśli ewangelia jest dobrą nowiną, powinna tworzyć przestrzeń dla zaufania, a nie tylko dla pilności/rychłości. Ewangelię można przyjąć ze strachu lub z radości. Jest ona zaproszeniem do ponownego skupienia wiary wokół czegoś co umacnia i podtrzymuje - wokół relacji, miłości i pewności tego, kim jest Chrystus i co już dla nas uczynił.

Autor powtarza schemat starania się i niepokoju zwłaszcza w rozważaniach na temat poselstwa do Laodycei i powracającym motywie braku odpowiedzi ze strony wierzących na Boże powołanie. Końcowe pytanie dotyczy tego, co należy czynić, aby pozostać wiernym Bogu. Prawdziwa miłość nie wyraża się w postaci lęku o dochowanie wierności. Osoba, która prawdziwie kocha drugiego człowieka, nie pyta ciągle, jak pozostać wiernym. Wierność staje się naturalnym następstwem tej miłości.

Jeśli Chrystus naprawdę w nas mieszka, to Jego życie prowadzi nas w stronę ludzi, a nie odprowadza nas od nich. Polega to na tym, że stajemy po stronie tych, którzy się boją, słuchamy tych, których głosy są często ignorowane, stawiamy czoła systemom lub postawom, które dehumanizują oraz tworzymy przestrzeń, do której ludzie należą, a nie są wykluczani. Na tym polega życie w relacji z Chrystusem, który przekształca nas w taki sposób, by aktywnie sprzeciwiać się złu w otaczającym nas świecie, w tym również w Kościele.



DO PRZEMYŚLENIA

Paweł nie dzieli się w liście do Kolosan detalami ze swojego życia. Pozostawił to Tychikowi i Onezymowi. Ich zadaniem było poinformowanie kościoła w Kolosach o wszystkim, co się z nim dzieje. Przekażą oni wieści na temat Pawła i opowiedzą o jego nadziei na osobiste spotkanie z nim. W swoich listach oraz w Dziejach, Paweł wspomina ponad 100 chrześcijan, którzy z nim współpracowali. W samym tylko liście do Rzymian 16 wymienia 26 osób. To był również kościół, którego Paweł wcześniej nie odwiedził. Jakie wnioski można z tego wyciągnąć?

Kol 4:10-11. W jaki sposób Paweł zachęcał do budowania więzi? Paweł łączy swoją małą grupę ludzi, którzy go odwiedzali i służyli mu w więzieniu (trzech Żydów i trzech pogan), oraz małą grupę chrześcijan w Kolosach (Nymfa i Archippa). Dlaczego jest to ważne dla nich i dla nas?

Kol 1:7-8; 4:12. Epafras mieszkał w Kolosach, ale pierwotnie musiał usłyszeć ewangelię od Pawła podczas wizyty w Efezie. Został ewangelistą, aby głosić ewangelię swojemu ludowi. Czego możemy się nauczyć z jego modlitwy, aby Kolosanie „byli doskonali i trwali we wszystkim, co jest wolą Bożą”?

Kol 4:14-15. Czego możemy się dowiedzieć o Łukaszu, Demasie i Nimfie? Dlaczego Paweł, który miał moc uzdrawiania, podróżował z lekarzem? Demas jest wspomniany w Biblii trzykrotnie (Flm 24; Kol 4:14; 2 Tm 4:10). Czego możemy się nauczyć z jego biografii?

Nimfa była chrześcijanką i mieszkała, prawdopodobnie w Laodycei lub sąsiednim mieście Kolosy w której domu wierni gromadzili się na nabożeństwie. Okazywała swoją wiarę poprzez praktyczną miłość i gościnność, co było kluczowym aspektem budowania wspólnoty w I wieku n.e.

Warto zwrócić uwagę, że we wczesnym Kościele kobiety odgrywały ważną rolę. Między innymi były uznanymi prorokiniami (córki Filipa Dz 21:9); nauczycielkami (Pryscylla Dz 18,26; „uczące tego co szlachetne” - Tt 2,3); przywódczyniami Kościoła (Rz 16:1.3-5; Flp 4:3; Kol 4:15), a nawet być może apostołkami - Junia (Rz 16:7)? To pokazuje, że w Nowym Testamencie kobietom powierzono posługę głoszenia Słowa.

Kol 4:16-18. Paweł pragnie, aby inne kościoły które były położone w okolicy Kolosów utrzymywały wzajemny kontakt i dzieliły się otrzymanymi listami. Co wynika ze wzmianki o liście do Laodycei? Zarówno list do Laodycejczyków oraz do Kolosan nie dotyczyły tylko jednego kościoła, ale były listami, które należało odczytać w innych wspólnotach. Jaki wniosek wynika z tego w kontekście powstawania kanonu Nowego Testamentu? Z zakończenia listu do Kolosan można wyciągnąć wniosek, że Pawłowi zależało, aby, poszczególne kościoły wzajemnie się wspierały i dzieliły swoją nauką.

W jaki sposób zmienia się nasze życie, gdy wiemy, że ewangelia nie dotyczy abstrakcyjnych, teologicznych idei, ale Boga i ludzi? Jak możemy na nowo docenić Jezusa - Słowo, które stało się ciałem? Jak możemy doświadczyć naszej pełni w Nim?

Nic tak nie pomaga zdrowiu ciała i duszy jak gotowość wdzięczności. Naszym obowiązkiem jest sprzeciwiać się depresji i niezadowoleniu, tak jak obowiązkiem jest modlić się. Jeśli zdążamy do nieba, to czy możemy, idąc do domu Ojca, całą drogę szemrać, utyskiwać i narzekać?” Ellen White, Śladami Wielkiego Lekarza

W codziennym życiu ledwo zdajemy sobie sprawę, że otrzymujemy o wiele więcej, niż dajemy, i że tylko wdzięczność wzbogaca życie. Łatwo zapominamy, że wspólnota chrześcijańskich braci jest darem łaski, darem Królestwa Bożego. Tylko dzięki wdzięczności ta wspólnota staje się tym, czym ma być”. — Dietrich Bonhoeffer, Life Together

Kończąc swój list Paweł wskazuje wierzącym drogę do życia naznaczonego wdzięcznością i zaufaniem. Wdzięczność kształtuje sposób, w jaki Kościół reaguje zarówno na radość, jak i trudności. Życie zgodnie z wolą Bożą przybliża wierzących do głębszej jedności z niebem i ze sobą nawzajem, odzwierciedlając obecność Chrystusa na świecie.

































Przygotował Jan Pollok

piątek, 20 marca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Kanka Polloka

 

Życie we wspólnocie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 21 marca 2026

Czy pokój jest możliwy tylko wtedy, gdy wszyscy się zgadzają?

Nowe życie w Chrystusie, o czym mówiliśmy w ubiegłym tygodniu, ma wpływ na nasze relacje z innymi ludźmi. Autor lekcji rozpoczął od spostrzeżenia, że ludzie, którzy żyją i działają blisko siebie napotykają na różne wyzwania. To prawda, autor zmierza jednak w kierunku retoryki, która zwraca uwagę na znaczenie dobrych relacji z innymi i porównując niektóre z naszych najważniejszych relacji, zwłaszcza te rodzinne, do prowadzenia biznesu. Przedstawianie koncepcji rodziny w kategoriach biznesowych wydaje się nieco chłodne i jałowe. Według autora, zarówno rodzina jak i biznes wymagają ogólnego porozumienia co do wartości, celów i zadań. Wszyscy powinni się ze sobą dogadywać i wykonywać swoją część, aby rzeczy układały gładko. Ten wzorzec jest następnie przeniesiony na relacje w kościele.

Pod pewnymi względami ten wzorzec jest prawidłowy. Wspólne wartości i współpraca z pewnością mogą pomóc w dobrym funkcjonowaniu rodziny. Jednak w tle odczuwamy ukryty subtelny język konformizmu – który zakłada, że zgoda co do wartości jest niezbędnym elementem pokoju.

Co dzieje się jednak, gdy członkowie rodziny nie podzielają tych samych przekonań? Co dzieje się, gdy dziecko dorasta i kwestionuje wartości, w których zostało wychowane? Czy musi tłumić swoje przekonania, aby zachować rodzinną harmonię? Jestem przekonany, że taka rzeczywistość nierzadko ma miejsce w naszych domach. Nasze dorosłe dzieci, które założyły już swoje własne rodziny i mieszkają osobno lub dorastające dzieci, które wciąż mieszkają z nami często mogą posiadać wartości i dokonywać wyborów, które nie są zgodne z naszymi konserwatywnymi poglądami.

Na gruncie kościelnym możemy zauważyć wiele takich tematów, które nie mają nic wspólnego ze zbawieniem, a mogą wywołać wiele sprzeciwów! Na przykład typ muzyki używanej do nabożeństwa, ubiór, dieta, spożywanie mięsa, biżuteria, sposób święcenia Szabatu etc. – żeby wymienić kilka przykładów.

Mogę nie rozumieć drogi innych ludzi, ich perspektywy i wizji świata, ale Bóg ich rozumie i być może przez kontakt z nimi mam okazję, aby poznać ich historię i ich wierzenia, zwłaszcza gdy różnią się od moich.

Nasza lekcja wydaje się utożsamiać „dogadywanie się” ze zgodą. W rzeczywistości jednak rodziny tak nie funkcjonują. Również zdrowe społeczności nie powinny tak funkcjonować. Nieporozumienia są nieuniknione wszędzie tam, gdzie ludzie myślą głęboko i prowadzą swoje własne, autentyczne życie. Obecność napięcia niekoniecznie sygnalizuje dysfunkcję. W wielu przypadkach sygnalizuje rozwój. Zamiast obawiać się nieporozumień, powinniśmy pielęgnować język oraz zwyczaje, które pozwolą nam podchodzić do różnic w sposób uczciwy, zdrowy i pełen szacunku. Kiedy czyjaś perspektywa, historia, wiara, rasa lub tożsamość różnią się od mojej, jest to zaproszenie do poszerzenia mojego rozumienia obrazu Boga w świecie. Moja rola polega na tym, aby zatrzymać się i zadać sobie pytanie, jak mogę lepiej dostrzec obraz Boga w innych zwłaszcza tych z którymi się różnię.

W liście do Kolsan znajduje się jeden z kilku tzw. kodeksów rodzinnych, czyli zbiorów pouczeń dla chrześcijańskich rodzin, które dotyczą między innymi relacji pomiędzy mężem i żoną. Autor próbował skorygować często pojawiające się w różnych dyskusjach założenie, że list do Kolosan przedstawia ścisłą hierarchię, według której żony powinny być uległe swoim mężom i sugeruje, że małżeńskie relacje powinny zawierać elementy wzajemności i wzajemnego budowania.

Niektórzy czytelnicy interpretują sformułowanie „żony, bądźcie uległe mężom” w sposób wybiórczy i wyciągają to sformułowanie z szerszego kontekstu. Często pomijany jest bardzo ważny szczegół, mianowicie, relacja podporządkowania czy uległości żony wobec męża została uwarunkowana stwierdzeniem „jak przystoi w Panu”. Autorzy Nowego Testamentu nie nauczają, że żony mają być bezwzględnie uległe mężom albo że powinny być w służebnej zależności wobec męża. Autor lekcji podkreślił, że żona nie musi ślepo spełniać wszystkich poleceń i życzeń męża. Lojalność żony powinna być przede wszystkim okazana Panu, a nie mężowi, a jej indywidualność nie powinna zaniknąć w małżeństwie. Nacisk został położony na wzajemność, czyli wspólne konsultację oraz wspólne podejmowanie decyzji. Nawet dzieci powinny być włączane do dyskusji, gdy jest to możliwe.

Autor lekcji kończy jednak swój komentarz ciekawym stwierdzeniem: „Jeśli nie mogą dojść do porozumienia, Biblia zaleca, by żona przychyliła się do zdania męża.” Następnie dodaje, że „większość mężów przekonało się, iż dobrze jest usłuchać rady mądrej żony” i kończy konkluzją, że „im lepiej mąż i żona współpracują ze sobą, tym szczęśliwsi są w małżeństwie.”

Paweł wspomina, że poddanie musi być wzajemne dla obu stron, więc zakończenie lekcji stwierdzeniem, że w przypadku impasu należy przyjąć stanowisko męża, jest interesujące i być może ujawnia stronniczość autora. Dlaczego osąd mężczyzny ma być uważany za bardziej wiarygodny w chwilach niezgody? Dlaczego zakładać, że jego perspektywa jest bramą do biblijnego pokoju? Dlaczego zakładać, że to on podejmuje trafniejsze decyzje?

Czy stwierdzenie, że biblijna droga do pokoju i zgody polega na tym, że żona ostatecznie poddaje się osądowi męża, nie podważa w dużej mierze zasady wzajemności, którą autor próbował wcześniej starannie zbudować. Dlaczego rozwiązaniem problemu nie może być modlitwa obojga partnerów i szukanie pomocy psychologicznej, aby dostrzec głębszy sens konfliktu? Stwierdzenie, że mężczyzna mimo wszystko ma rację po ujawnieniu biblijnej metody, wzajemnego poddania się „jak w Panu”, neguje wszystko, na co wskazuje Biblia. Podporządkowanie się osądowi męża tylko dlatego, że jest on mężem, to błędna logika. Subtelnie przywraca koncepcję tej samej hierarchii, którą autor początkowo próbował odrzucać. Nawet ton „słuchania rady mądrej żony” subtelnie sugeruje jej niższość.

Niestety takie założenie w sposób delikatny, otwiera drzwi do utrwalonych wzorców mizoginii, które ukształtowały znaczną część chrześcijańskiej retoryki. Sugeruje to, że osąd mężczyzny jest z natury bardziej wiarygodny, bardziej racjonalny lub bliższy woli Bożej niż osąd kobiety - no chyba, że jest ona mądra. Takie założenia nie są jednak neutralne. To właśnie one są mechanizmami, poprzez które mizoginia historycznie jest obecna w Kościele. Dopóki nie przyjrzymy się tym założeniom uczciwie, będą one nadal kształtować naszą teologię w subtelny, ale silny sposób. Takie założenia udowadniają, że perspektywa kulturowa, często dominuje nad Biblią.

Warto jednak zauważyć, że retoryka dotycząca kobiet i małżeństwa uległa znaczącej zmianie w ostatnich latach. Obecność języka, który opisuje relacje wzajemności i wspólne podejmowanie decyzji świadczą o realnych zmianach i postępie w tym obszarze życia.

W kolejnej części autor zwraca uwagę na ważną rolę dzieci w rodzinie i zachęca rodziców do pielęgnowania wiary przez miłość, przewodnictwo i regularne wspólne nabożeństwa. Paweł wzywa dzieci do okazywania szacunku i posłuszeństwa wobec rodziców (Kol 3:20), a jednocześnie przypomina rodzicom, aby nauczali dróg Bożych przez pouczenia i przykład. Jezus potwierdził wartość dzieci w Królestwie Bożym (Mt 19:14), a Paweł równoważy swoją radę, nawołując rodziców, aby ich nie rozgoryczały swoich dzieci (Kol 3:21). Lekcja wskazuje również, że rodzice, a zwłaszcza ojcowie, odgrywają znaczącą rolę w kształtowaniu życia duchowego swoich dzieci.

Kiedy autor lekcji powołuje się na badania i używa takich sformułowań jak „badania wskazują…”, dobrze byłoby, gdyby je zacytował. Warto wiedzieć kto to powiedział i kto przeprowadził badania? Kiedy przeprowadzono bania i na jakiej grupie ludzi? W przeciwnym przypadku takie stwierdzenia dają posmak naukowości niestety bez pokrycia. Autor zauważył, że „badania wskazują na to, że gdy oboje rodzice uczęszczają na nabożeństwo kościelne, znacznie bardziej prawdopodobne jest, że ich dzieci także będą na nie uczęszczać, niż jeśli tylko jedno z rodziców regularnie uczestniczy w nabożeństwach. Co jeszcze bardziej zaskakuje, że większy pozytywny wpływ na dzieci ma uczęszczanie na nabożeństwo przez ojca niż przez matkę.” Jako pastor chciałbym poznać źródło tego badania, żebym mógł je sprawdzić. Chciałbym dodać do tego badania tezę, że przykład rodziców w codziennym życiu w tym ich relacje ze sobą, z ich dziećmi oraz ze światem mają również duże znaczenie. Chodzenie do kościoła jest wspaniałe, ale bardziej przekonujące może być nasze działanie w ukryciu, gdy nikt na nas nie patrzy.

Kolejnym tematem, którym mieliśmy zajmować się w tym tygodniu były relacje w pracy. Nie wiem, czy tytuł tej części miał być ironiczny, czy poważny, ale lekcja nie miała nic wspólnego ze stosunkami w pracy, poza końcowym pytaniem. Autor bez przeanalizowania biblijnych przykładów niewolnictwa posłużył się cytatem z innego artykułu i stwierdził apologetycznie, że „niewolnictwo w Biblii, choć odrażające w naszym współczesnym rozumieniu, nie przypominało odrażających praktyk niewolnictwa, które obserwowano w świecie zachodnim.”

Sugerowanie, że chociaż biblijne niewolnictwo było złe, ale w jakiś sposób wyraźnie różniło się od współczesnego niewolnictwa, przypomina nam, jak często chrześcijaństwo znieczula ludzi na przemoc, śmierć i ludzkie cierpienie. Widzieliśmy to we wcześniejszych lekcjach o Starym Testamencie, gdzie zagładę innych narodów traktowano jako usankcjonowaną przez Boga karę. Chrześcijanie często mówią tak, jakby byli ludźmi zawsze okazującymi miłość, jednocześnie czują się dziwnie komfortowo, gdy giną inni ludzi, o ile ich śmierć można usprawiedliwić w imię Boga. To, czy niewolnictwo w Nowym Testamencie różniło się od niewolnictwa we współczesnym świecie, jest nieistotne. Nigdy nie powinno być podstaw do jego usprawiedliwiania. Nigdy nie powinno stać się powodem, by uznać jakąkolwiek formę niewolnictwa za akceptowalną lub moralnie tolerowaną w Piśmie Świętym.

Autor lekcji zacytował innego autora, który postawił tezę, że „Kościół musiał działać w granicach państwa rzymskiego, które „…zapewniało niewolnikom znaczne prawa i możliwości…”. Niestety nie wiemy na jakiej podstawie została postawiona taka teza. Następnie napisał on, że gdyby Kościół „próbował obalić tę praktykę [niewolnictwa], mogłoby to zagrozić rozwojowi Ewangelii…”. Ten wniosek jest bardzo niepokojący i odwraca uwagę od stwierdzenia, że niewolnictwo nie było Bożym ideałem. Można by zapytać, jaka ewangelia była dozwolona w imperium rzymskim? Czyż ewangelia nie była ewangelią wyzwolenia, nie tyle umysłu, ale jak przedstawił to Łukasz w 4:18 „uwolnienia uciśnionych”? To jest dokładnie to, po co przyszedł Chrystus – nie tylko aby wyzwolić z grzechu, ale z systemów ucisku i niesprawiedliwości.

Szkoda, że autor lekcji otwarcie nie potępił niewolnictwa. Paweł, choć był apostołem Jezusa, był ukształtowany przez otaczającą go kulturę. Podobnie inni bohaterzy biblijni. Piotr był jawnym rasistą, dopóki Bóg go nie skarcił. Nawet jako uczeń Chrystusa, Piotr wciąż nosił w sobie uprzedzenia swojej kultury. To nie umniejsza przesłania Biblii, ale podkreśla cierpliwość i łaskę Boga działającą poprzez ludzkie ograniczenia. Jezus nauczał za pomocą przypowieści zakorzenionych w otaczającym go świecie, odwołując się do obrazów, zwyczajów i doświadczeń, które były znane ludziom w jego czasach. Objawienie nie przychodzi do nas poza historią czy kulturą. Ono przychodzi do nas poprzez nią. Niestety wielu ludzi uważa, że Biblia dotarła do nas poza historycznym, kulturowym, literackim i intertekstualnym kontekstem lub jak gdyby ludzie, przez których została spisana, nie mogli mieć błędnych przekonań ukształtowanych przez świat który ich otaczał. Wielu chrześcijan tak bardzo stara się bronić autorów biblijnych jako moralnie doskonałych, że nie dostrzegają, jak bardzo umniejsza to Boży wybór, aby działać przez ludzi, którzy są moralnie niedoskonali.

Następnie autor lekcji stwierdził, że w kościele niewolnicy tak jak wszyscy wierzący należą do Pana, i że panowie powinni traktować niewolników sprawiedliwie, tak jak braci. Autor wskazał również, że wszyscy wierzący są nazywani niewolnikami lub sługami Boga. Część na wtorek kończy się dziwnym akapitem, w którym autor stwierdza się, że „nawet jeśli nie podobają nam się okoliczności kulturowe, w jakich powstały teksty biblijne, nadal musimy zaakceptować autorytet samego tekstu. W przeciwnym razie postawilibyśmy siebie i naszą kulturę ponad Biblią.” To stwierdzenie wprowadza zamieszanie, ponieważ czytelnik nie rozumie o co chodzi autorowi. Czy wszystko, co powiedział on przed tym akapitem, jest oparte na Biblii, czy na badaniach epoki, w której powstał list do Kolosan? Na czym jest więc zbudowane zrozumienie tekstu listu do Kolosan: czy na tekście Biblii, czy na interpretacji niewolnictwa? Czyż lepsze zrozumienie epoki, jej historycznego, filozoficznego i socjologicznego kontekstu nie pomaga nam w zrozumieniu tekstu? Czyż nie interpretujemy wszystkich tekstów przez pryzmat naszych uprzedzeń naszego wykształcenia, w tym Biblii? Pozwolenie, aby tekst „przemówił sam za siebie” jest dokładnie tym, co robili właściciele niewolników, utrzymując ludzi w systemach ucisku.

Biblii nie można oddzielić od kultury i historycznego kontekstu, w którym została napisana. Uznanie tego faktu wcale nie umniejsza wartości Biblii, raczej przeciwnie, pogłębia naszą uczciwość w jej odczytywaniu i interpretowaniu. Wiara w Biblię nigdy nie powinna powstrzymywać nas przed kwestionowaniem historii, kultury i człowieczeństwa ludzi, od których pochodzi ten tekst. Autorzy Biblii nie byli bezbłędni. Zostali wybrani w swoim czasie i to powinno uczyć nas pokory, a nie uciszać.

Perspektywa Pawła na temat niewolnictwa nie jest dobra. Na przestrzeni dziejów jego pisma były często interpretowane przez ludzi, którzy chcieli usprawiedliwiać niewolnictwo. Dzisiaj mamy okazję, a także obowiązek, aby kwestionować zarówno pierwotne ujęcie, jak i późniejsze interpretacje, które podtrzymywały ucisk. Taka postawa nie kwestionuje Boga, ale kwestionuje ludzkie ograniczenia, kulturowe założenia i szkodliwe interpretacje, jakie ludzie łączyli z tym tekstem. Jeśli naprawdę wierzymy, że każdy człowiek nosi w sobie obraz Boga, to nasza teologia powinna być kwestionowana za każdym razem, gdy konsekwentnie wyklucza pewne osoby.

Wracając do tytułu części na wtorek, dlaczego nosiła ona tytuł „Relacje w pracy”? Pytanie końcowe krótko zachęca czytelnika do zastanowienia się, jak rady Pawła mogłyby odnosić się do współczesnych relacji w miejscu pracy. Jednak autor lekcji nie rozwija tego tematu. Zamiast tego, większość czasu przeznacza na przedstawienie historycznego kontekstu niewolnictwa w świecie biblijnym. Choć zrozumienie tego kontekstu jest ważne, czytelnik zastanawia się, dlaczego lekcja nie zgłębiła szerzej zasad, na które wskazywał Paweł – uczciwości w pracy, sprawiedliwości w przywództwie i świadomości, że wszyscy ludzie ostatecznie odpowiadają przed tym samym Panem. Nazywanie niewolnictwa „relacją pracy” świadczy o niezdolności do uczciwego spojrzenia na bolesne aspekty historii ludzkości i tradycji chrześcijańskiej.

Jeśli odczytamy słowa Pawła przez taki pryzmat, fragment ten nabiera o wiele większego znaczenia we współczesnym życiu ponieważ pouczenia Pawła zmieniają dynamikę władzy, przypominając pracownikom i przywódcom, że ostatecznie będą musieli się rozliczyć ze swoich działań przed Bogiem. Praca nie jest wyłącznie transakcyjna, a władza nie jest absolutna. Pracodawcy muszą traktować osoby, które zatrudniają, z szacunkiem i godnością, a pracownicy są zachęcani do wypełniania swoich obowiązków ze szczerością i uczciwością.

Kolejnym tematem, który pojawia się w naszej lekcji jest modlitwa. „Modlę się za ciebie” nie zawsze jest najważniejszym słowem, jakie można powiedzieć. Takie zdanie może czasami wydawać się bardzo odległe lub zdawkowe, zwłaszcza gdy nie idzie za nim działanie, empatia ani obecność. Modlitwa ma największe znaczenie, gdy oznacza: „Jestem razem z tobą. Nie zostawiam cię samego w twoim cierpieniu”.

Język kształtuje sposób, w jaki postrzegamy rzeczy. Nigdy nie lekceważyłbym modlitwy, ale myślę, że jej moc jest często źle rozumiana. Modlitwa jest potężna nie tylko dlatego, że zmienia okoliczności lub że umożliwia komunikację z Bogiem w czyimś imieniu, ale także dlatego, że stawia nas w cierpieniu innej osoby. Jest formą wejścia w to cierpienie. To w dużej mierze nadaje sens modlitwie.

W końcu jeszcze raz wracamy do tematu łączącego się z chrześcijańskim domem. Autor sugeruje, że najlepszy chrześcijański dom to taki, w którym panuje spokój, prostota i cicha życzliwość. Czy można powiedzieć, że głośne, ekspresyjne i żywe kultury w jakiś sposób mniej odzwierciedlają Boga? Wydaje mi się, że mamy tutaj do czynienia z subtelnym wywyższaniem pewnych norm kulturowych nad inne. Czy rzeczywiście istnieje tylko jeden akceptowalny sposób bycia? Przecież celem naszej lekcji było pokazanie w jaki sposób możemy żyć we wspólnocie, która jest zróżnicowana.

W Kol 4:6 Pawł napiał: „abyście wiedzieli, jak macie odpowiadać każdemu.” Ten werset często jest sprowadzany do wiedzy, który fragment należy zacytować w dyskusji, ale myślę, że wymaga on czegoś znacznie głębszego niż jedynie dobrania odpowiednich słów. Jak można wiedzieć, jak komuś odpowiedzieć, jeśli nigdy nie próbowało się zrozumieć doświadczenia tego człowieka? Jest to zaproszenie do wyjścia poza własną, przeżywaną rzeczywistość i poznania życia innych. Wiedza o tym, jak odpowiedzieć, polega na pielęgnowaniu postawy zainteresowania i zrozumienia, które wykracza poza samego siebie. Werset wzywa nas do głębszej relacji międzyludzkiej. Wzywa nas, abyśmy wiedzieli, jak odpowiedzieć, ponieważ najpierw troszczyliśmy się, aby zrozumieć drugiego człowieka.

Kiedy Chrystus zostaje przyjęty do naszych serc i domów, nasze domy mogą stać się „małym niebem na ziemi”. Szczęście często buduje się przez drobne uprzejmości, które okazujemy sobie nawzajem – dodając komuś otuchy, odciążając go od ciężaru, czy po prostu okazując współczucie w codziennych chwilach. Te drobne nawyki troski kształtują atmosferę naszych domów i naturalnie wykraczają poza nie. To połączenie wydaje się ważne w świetle obaw poruszonych w tym tygodniu. Jeśli życie chrześcijańskie rzeczywiście cechuje czuła życzliwość, wdzięczność i współczucie dla innych, to te same cechy powinny kształtować sposób, w jaki mówimy o ludziach, kulturach i bolesnych historiach. Miłość, która zaczyna się w naszych domach, nie powinna tam pozostać. Powinna rozprzestrzeniać się na sposób, w jaki angażujemy się w świat i ludzi wokół nas. Jako czytelnicy, jesteśmy zaproszeni do zatrzymania się i zastanowienia czy ton naszych rozmów, interpretacji i odpowiedzi odzwierciedla współczucie i pokorę, do których ucieleśniania wzywa nas Ewangelia. Jeśli drobne akty życzliwości, które kształtują nasze domy, są wystarczająco potężne, by stworzyć „mały raj na ziemi”, to te same cechy powinny znaleźć odzwierciedlenie w naszych działaniach we wszystkich zakątkach świata, w których się znajdujemy.



DO PRZEMYŚLENIA

Jakie są podobieństwa i różnice między prowadzeniem firmy a prowadzeniem gospodarstwa domowego? Jakie są podobieństwa i różnice między prowadzeniem firmy a prowadzeniem kościoła? Jakie są podobieństwa i różnice między prowadzeniem rodziny a prowadzeniem kościoła, „który jest w istocie dużą rodziną”?

Paweł przechodzi od wzniosłego obrazu Kościoła wielbiącego Boga w Kol 3:15-17 do niemal prozaicznych wskazówek w Kol 3:18 – 4:1. W jaki sposób powinniśmy interpretować te domowe zasady? C. S. Lewis napisał: „Jeśli dom ma być narzędziem łaski, musi być miejscem zasad. Przeciwieństwem zasad nie jest wolność, ale (często nieświadoma) tyrania najbardziej samolubnego członka rodziny”. O czym Paweł mówił, a czego nie mówił w „kodeksach domowych”? W jaki sposób powinniśmy rozumieć ideę „podporządkowania” w Kol 3:18-19. Można podporządkować się bez miłości, nie można jednak kochać bez podporządkowania się.

Słowo „zwierzchnictwo/władza” nigdy nie jest używane w Nowym Testamencie do opisania jakiegokolwiek aspektu relacji mąż-żona (z wyjątkiem 1 Kor 7:3-4). Mężowie nigdy nie są pouczani, aby sprawować władzę nad swoimi żonami. Żony nigdy nie są pouczane, aby były bezwolnie podporządkowane władzy męża. Nakazowi, by żony podporządkowywały się mężom, „jak przystoi w Panu”, nigdy nie towarzyszy żadna groźba.

Zasada wzajemnego podporządkowania jest tak radykalna w swoich wymaganiach i tak wszechstronna w swoim zakresie, że „posłuszeństwo wobec władzy” traci na znaczeniu. Paweł jasno stwierdza, że podporządkowanie żon (które w jego czasach było czymś oczywistym i dlatego nie wymagało szczegółowego omówienia) nie może i nie powinno być wykorzystywane przez chrześcijańskich mężów jako okazja do roszczenia sobie lub sprawowania nad nimi władzy.

Kol 3:20-21. Jakie zasady na temat wychowania dzieci oraz rodzinnych relacji wynikają z tego fragmentu? Dlaczego Paweł nie ustanawia żadnej hierarchii w stosunkach między mężem a żoną oraz w relacjach dzieci wobec obojga rodziców? Jakie ma to zastosowanie w rodzinach w których jest tylko jeden rodzic?

Kol 3:20-22. Paweł mówi, aby dzieci były posłuszne rodzicom, jednak nigdy nie mówi, aby żony były posłuszne mężom. Na czym polega różnica? W Nowym Testamencie nakaz „posłuszeństwa” został dany dzieciom i niewolnikom, ale nie żonom. Dlaczego Paweł używa języka władzy w relacjach rodzicielskich, ale celowo unika go w relacjach małżeńskich?

Kol 4:2–4. Paweł zwrócił się z prośbą o modlitwę do Kolosan. Dlaczego było to ważne? W jaki sposób modlitwa łączy więzami wzajemnego zobowiązania? Prawdopodobnie Paweł nigdy nie spotkał się z wierzącymi w Kolosach. Jednak, kiedy modlimy się za kogoś i wiemy, że dana osoba również modli się za nas, powstaje więź, która tworzy relację miłości i zaufania.

Na czym mogło polegać według Pawła, „chodzenie w mądrości”? Na czym dzisiaj polega „chodzenie w mądrości”? Dlaczego Paweł dbał zarówno o podtrzymywanie osobistych relacji z kościołami, jak również zależało mu na nauczaniu głębokiej teologii? Paweł był nie tylko głębokim myślicielem, ale także współczującym pastorem, przyjacielem i towarzyszem w modlitwie. Dlaczego Kościół potrzebuje dzisiaj takich samych postaw jak potrzebował wtedy?

Wielu ludzi poszukuje ucha, które będzie słuchać. Nie znajdują go wśród chrześcijan, ponieważ chrześcijanie mówią tylko, gdzie powinni słuchać. Ten, kto nie potrafi już słuchać brata, wkrótce przestanie słuchać również Boga. To początek śmierci życia duchowego. Ci, którzy nie potrafią słuchać długo i cierpliwie, wkrótce zaczną mówić nie na temat”. — Dietrich Bonhoeffer, Life Together

Paweł przypomina wierzącym, że jedność jest formowana przez codzienne relacje. Uprzejma mowa pielęgnuje zaufanie, łagodzi konflikty i umacnia wspólnotę. Gdy wierzący uczą się mówić mądrze i życzliwie, Kościół staje się miejscem zachęty i pokoju.















Przygotował Jan Pollok

piątek, 13 marca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Życie z Chrystusem

Felieton do Szkoły Sobotniej na 14 marca 2026

Autor naszego podręcznika zaczyna lekcję od stwierdzenia „Powszechnie uważa się, że ludzie, którzy za dużo myślą o niebie, nie nadają się do życia na ziemi.” Jest to fałszywa dychotomia, ponieważ w taki sposób niebiańskie nastawienie jest przedstawione jako przeciwieństwo wykonywania ziemskiego dobra. Te dwie rzeczywistości nie są ze sobą sprzeczne. Nikt nie namawia ludzi, aby nie byli skupieni na niebie. Posiadanie niebiańskiego nastawienia, nie wyklucza uczestnictwa w ziemskim życiu.

Nasz język teologiczny, nasza wiara, a nawet nasze historyczne pochodzenie, są zakorzenione w nadziei na Powtórne Przyjście Jezusa. Adwentyzm zrodził się z wielkiego rozczarowania, które było wynikiem koncentrowania uwagi i spekulacji związanej z wyznaczeniem daty powrotu Chrystusa. Przeciwstawienie zainteresowania niebem zainteresowaniu ziemskim dobrem jest marnowaniem okazji, aby powiedzieć, że ci, którzy są zainteresowani niebem są także zainteresowani obecnym dobrem tu na ziemi i troszczą się o dobro tych, którzy mają zainteresowanie niebiańskimi sprawami. Posiadanie zainteresowań niebiańskimi sprawami oznacza, że troszczymy się również o ludzi, których Bóg pragnie mieć w niebie. Aby naprawdę mieć niebiańską naturę, musimy o nich pamiętać. Założenie, że osoby wierzące powinny troszczyć się przede wszystkim o niebo wydaje się historycznie i kulturowo niezgodne z tym, co przeżyliśmy w przeszłości.

Adwentyzm wyłonił się ze wspólnoty wierzących, którzy organizowali swoje życie wokół przekonania o rychłym powrocie Jezusa. Ruch ten rozwinął się z grupy ludzi, którzy wierzyli, że wiedzą, kiedy Chrystus powróci, mimo że Pismo Święte jasno stwierdza, że nikt nie zna dnia ani godziny. Z tego powodu sformułowanie mówiące o rychłym powrocie Chrystusa i wezwanie do „niebiańskiego nastawienia” nie jest niczym nowym w adwentystycznym słowniku. Stanowi fundament naszej tradycji. Pierwsi adwentyści, którzy byli najbardziej przekonani, że Chrystus powróci wkrótce byli również tymi, którzy zakładali szkoły, szpitale, wydawnictwa i organizacje pomocowe. Ich nadzieja na niebiańską rzeczywistość nie oddzielała ich od świata; wręcz przeciwnie, inspirowała ich do troski o ten świat. W tym sensie prawdziwe „niebiańskie nastawienie” historycznie było motorem czynienia dobra na ziemi, a nie było jego rywalem.

Co więcej, autor lekcji zwraca uwagę, że praktyczne zasady „pochodzą z nieba”. Wskazuje również, że przykazania takie jak „miłujcie nieprzyjaciół waszych” i „błogosławcie tym, którzy was przeklinają”, mogą być zachowane tylko przez tych, którzy zostali „wzbudzeni z Chrystusem”. Wniosek: chrześcijaństwo równa się moralność. Jednak tego rodzaju rozumowanie jest problematyczne z kilku powodów. Po pierwsze, pomija prawdę, że wiele osób z różnych wyznań, a nawet ci, którzy deklarują brak wiary, wykazują bardzo wyraźną wrażliwość moralną, współczucie i poświęcenie. W niektórych przypadkach czynią to skuteczniej niż ci, którzy publicznie twierdzą, że zmartwychwstali z Chrystusem. Sugerowanie, że moralna wrażliwość jest cechą którą posiadają wyłącznie chrześcijanie, nawet jeżeli jest to uczynione podświadomie, jest niebezpieczne i elitarne.

Możemy dostrzec dobroć wyrażaną przez wielu ludzi, którzy działają w ramach różnych kultur i tradycji. Chrześcijańskie rozumienie wykonywania tego co dobre polega na podkreśleniu, że dobro manifestuje się w odzwierciedlaniu obrazu Boga w całej ludzkości i nie jest to cnota zarezerwowana wyłącznie dla chrześcijan. Nawet Jezus stwierdził, że posiada swoich naśladowców, którzy „nie są z tej owczarni” (Jn 10:16). Naśladowanie Chrystusa przemienia źródło naszej etyki. To jest trafne stwierdzenie, niezależnie od tego, czy etyka ta pochodzi od ludzi, którzy są chrześcijanami, czy nie.

Po drugie, według takiej retoryki ci, którzy pochodzą spoza chrześcijańskiej tradycji są „inni”. W ten sposób można łatwo ocenić tych którzy pochodzą spoza chrześcijańskiej tradycji, jako tych, którzy nie posiadają tego co posiadają osoby wierzące w tradycji chrześcijańskiej. Sugerowanie, że standard moralności powinien być definiowany przez jedną wspólnotę, zawiera w sobie ton moralnej wyższości. Takie rozumowanie prowadzi do wspierania różnych ideologicznych przekłamań, takich jak chrześcijański nacjonalizm, który zakłada, że chrześcijanie posiadają wyjątkowe zrozumienie wartości lub sprawiedliwości, czego nie posiadają inne osoby.

Ludzki wysiłek nie przybliża nas do Boga – łaska jest cudem. Dlatego autor lekcji podkreślał potrzebę szukania tego, co w górze. To prawda, że niektóre rzeczy można zrozumieć jedynie przez pryzmat osobistych relacji z Bogiem, ale jak zaznaczono w tekście, zrozumienie tych rzeczy nie jest zbudowane na samowystarczalności ani ludzkim wysiłku, lecz na łasce Bożej, która umożliwia zrozumienie.

Dlatego warto ponownie przemyśleć na czym polega „niebiańskie nastawienie umysłu”? Niebiańskie nastawienie umysłu zwraca naszą uwagę na przyszłą rzeczywistość i kieruje wierzącą osobę w stronę tego, co jeszcze nie nadeszło. W przeciwieństwie do tej koncepcji chrystocentryczne nastawienie umysłu wykracza poza czas. Skupienie uwagi na Chrystusie zakotwicza teraźniejszość, jednocześnie kształtując nadzieję na to, co ma nadejść. Kiedy Bóg znajduje się w centrum, przyszłość nie jest umniejszana, równocześnie teraźniejszość nie jest zaniedbywana.

Wezwanie do kształtowania niebiańskiego nastawienia umysłu może czasem brzmieć jak zaproszenie do życia które polega wyłącznie na spoglądaniu tylko do przodu. Jednak chystocentryczne nastawienie umysłu oznacza zwracanie uwagi na obecność Boga tu i teraz. Chrystus nie jest ograniczony do jakiejś przyszłej ewentualności. Niebo ma sens, ponieważ jest tam Chrystus, ale Chrystus jest również obecny tu i teraz. Jeśli nasza uwaga jest skupiona na Nim, jesteśmy prowadzeni zarówno ku obiecanej przyszłości, jak i do wiernej obecności tu i teraz. W tym sensie naszym celem nie powinno być niebiańskie nastawienie umysłu, lecz nastawienie chrystocentryczne.

Hasła typu „Koniec wojny!” brzmią ironicznie, zwłaszcza gdy jesteśmy świadkami rozpętanej wojny w Iranie i okrucieństw, które od czterech lat dzieją się w Ukrainie a także aktów przemocy w innych częściach świata. Sugestia, że położenie kresu wojnie, sprzeciwianie się wycinkom lasu czy groźbie użycia broni jądrowej jest przejawem „krótkowzrocznego” myślenia w świetle wieczności, jest nie tylko błędna, ale odzwierciedla również niedojrzałą formę chrześcijaństwa. Przyznanie, że ludzkie życie jest mniej cenne niż nadzieja na niebo jest niepokojące. Taka perspektywa odzwierciedla brak empatii dla Boga i brak bliskości z Jego cierpieniem. Zbagatelizowanie obecnego cierpienia jako błahego oznacza ujawnienie obojętności wobec Bożego smutku z powodu ludzkiego cierpienia.

To prawda, że fragmenty takie jak Jn 14:1–3 podkreślają, że nawet Jezus oczekiwał swojego powrotu i z niecierpliwością nadal oczekuje zjednoczenia ludzkości z boskością w wieczności. Biblia bardzo konsekwentnie przedstawia Chrystusa jako Boga, który wkracza w ludzki smutek.

Wyobraźmy sobie, jak okrutnie by to zabrzmiało, gdyby Jezus odmówił pomocy cierpiącym ludziom, ponieważ był skupiony wyłącznie na przyszłości. Nie na tym polegała jego misja. W Ewangeliach Jezus został przedstawiony jako ten, który odpowiada na potrzeby tych, którzy byli głodni, chorzy, pogrążeni w żałobie i uciskani. Według Jezusa, Królestwo Boże rozpoczyna się na ziemi. Kiedy Chrystus uczył swoich uczniów modlitwy: „Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”, modlitwa ta nie pomijała ziemskich spraw. Przeciwnie, potwierdzała, że to, co ma nadejść jest bardzo ważne, ale to, co dzieje się tu i teraz oraz wobec kogo, ma równie duże znaczenie.

Następnie autor lekcji zauważył, że nigdy nie słyszymy haseł takich jak „Koniec ze świeckością!” i że powinniśmy dążyć do realizacji takiego hasła. Autor wyjaśnia, w jaki sposób powinniśmy interpretować „świeckość”, zwracając uwagę na grzeszne zachowania.

Świeckość” można również pokazać w religijnych kontekstach. Według Biblii świeckość polega na kierowaniu się egoistycznymi motywami, takimi jak pycha, dążenie do kontrolowania, poczucie wyższości czy poczucie własnej sprawiedliwości. Jezus sprzeciwiał się takim postawom, szczególnie wtedy, gdy były widoczne wśród przywódców religijnych. Na zewnątrz przedstawiali się oni jako pobożni, ale w rzeczywistości zaniedbywali sprawiedliwości, miłosierdzia i pokory. Takie aspekty „świeckości”, które ujawniają się w kontekstach religijnych, mogą być trudniejsze do rozpoznania, ponieważ są skrywane pod płaszczykiem języka duchowego i są połączone ze społeczną akceptacją.

Ponieważ z Chrystusem zostaliśmy wzbudzeni z martwych, dlatego Jego Duch żyje w nas, abyśmy mogli doświadczyć tej przemiany. Autor lekcji nie rozwija jednak tego tematu tylko odsyła czytelnika do listu do Rzymian 1, wskazując na gniew Boga z powodu nieposłuszeństwa i nieczystości a następnie zupełnie niespodziewanie kieruje tyradę w stronę listu do Rzymian 1:26-27 na temat związków osób tej samej płci, co nie ma nic wspólnego z tekstem listu do Kolosan. Czytelnik może czuć się nieco zagubiony w tym labiryncie wersetów i greckich słów.

Argumentacja autora lekcji jest przykładem jak niebezpieczne może być wyrwanie tekstu z kontekstu i jak bardzo niepoprawna metodologicznie jest taka interpretacja Biblii. Na pierwszy rzut oka ktoś mógłby powiedzieć, że porównywanie Pawła z listu do Kolosan z Pawłem z listu do Rzymian może być pożyteczne. Jeśli jednak sięgamy do listu do Rzymian 1, ważne jest, abyśmy pozwolili, aby list do Rzymian 1 przemawiał w pełnym kontekście. Autor lekcji zwrócił uwagę na fragment listu do Rzymian 1:26–27, który ilustruje nieczystość związków osób tej samej płci. Pomija jednak fakt, że Paweł dalej w kolejnych wersetach prowadzi swoją argumentację, która nie jest już związana z tematem związków jednopłciowych. Paweł mówi dalej o takich rzeczach jak zazdrość, morderstwo, waśnie, podstęp, złośliwość, plotki, oszczerstwa, arogancja, chełpliwość, wymyślanie różnych sposobów czynienia zła, nieposłuszeństwo wobec rodziców, brak miłości i miłosierdzia (Rz 1:29–31). Ponadto zaraz po przedstawieniu tej listy Paweł zwraca się do czytelnika i przestrzega przed osądzaniem: „Nie ma przeto usprawiedliwienia dla ciebie, kimkolwiek jesteś, człowiecze, który sądzisz” (Rz 2:1). Jeśli chcielibyśmy włączyć list do Rzymian do dyskusji o liście do Kolosan, należałoby przedstawić dany fragment w całości wraz z całym jego biblijnym kontekstem. W przeciwnym razie uwaga skupia się tylko na jednym zagadnieniu, do którego Paweł nie ograniczał się w liście do Rzymian. Na tym właśnie polega słabość popularnej w niektórych kręgach tzw. metody tekstów dowodowych. Niestety tekst wyrwany z kontekstu jest pre-tekstem. Kiedy patrzymy na list do Kolosan 3, widzimy, że dotyczy on czegoś znacznie szerszego: porzucenie „starego człowieka”, w tym niemoralności seksualnej, chciwości, gniewu, oszczerstwa i kłamstwa. Paweł nie zatrzymuje się jednak w tym miejscu, ponieważ zwraca uwagę na konieczność rozpoczęcia nowego życia (ubrania nowego człowieka), które jest naznaczone współczuciem, pokorą, łagodnością, cierpliwością i miłością (Kol 3:5–14). Nie warto sięgać do listu do Rzymian, ponieważ w samym liście do Kolosan jest wystarczająco dużo materiału. Jeśli jednak mimo wszystko sięgamy do listu do Rzymian, musimy być uczciwi i uwzględnić cały kontekst tego, o czym Paweł pisał w liście do Rzymian 1. W przeciwnym razie ryzykujemy ujawnienie naszych uprzedzeń, traktując wybiórczo tylko te fragmenty, które pasują do naszej narracji, gdy chcemy pokazać jakie „grzechy” uważamy za najbardziej nieczyste. Grozi to odwróceniem uwagi od głównej tezy listu do Kolosan, na której Paweł skupia uwagę, a mianowicie od kompleksowej przemiany życia w Chrystusie.

Na marginesie naszej dyskusji warto jednak zauważyć w jaki sposób Kościół odnosi się do „niewłaściwych aktów seksualnych”. Uwaga zawsze skupia się na osobach dorosłych, które świadomie wyrażają zgodę na relacje w społeczności LGBT. Oburzenie moralne wydaje się nieproporcjonalnie skierowane przeciwko dobrowolnym relacjom, podczas gdy kościoły często milczą na temat przemocy seksualnej która dzieje się często w kościelnych ławkach, a czasami nawet liderzy kościoła utrwalają szkodliwe zachowania. Nie będę dalej rozwijał tego tematu. Problem na naszym polskim podwórku religijnym jest aż nadto transparentny.

Idea gniewu Bożego zdaje się pociągać wielu wierzących, ponieważ oferuje ona psychologiczne usprawiedliwienie. Jeśli wyobrażamy sobie Boga, który kieruje swój gniew w stronę określonych grup, to unikanie przynależności do tych kategorii staje się sposobem na poczucie moralnej wyższości. Obecność ludzi z marginesu społecznego utwierdza słabo wierzącą osobę w przekonaniu, że należy do „właściwej” grupy. Z tego powodu niektórzy ludzie obawiają się wizji Boga, który na pierwszym miejscu stawia łaskę, miłosierdzie oraz radykalne włączenie do społeczności ludzi, którzy nie są tak „dobrzy” jak my. Bóg, który burzy strukturę podtrzymującą duchową wyższość wydaje się „niesprawiedliwy”. Gdy nie ma grupy, którą można potępić, słabo wierząca osoba traci podstawę, na której może zdefiniować siebie jak lepszą od innych. Taki paradygmat pomaga wyjaśnić, dlaczego ideologie polityczne, takie jak nacjonalizm i supremacja, mogą znaleźć żyzny grunt w niektórych kręgach chrześcijaństwa.

Jak na ironię, język który został zastosowany aby opisać „nowe życie” chrześcijan wykorzystuje takie zwroty takie jak „wybrani” „powołani”, „wybrani przez Boga” i w ten sposób promuje ideę wyższości. Przekonanie, że tylko nieliczni są zdolni do przyjęcia tego elitarnego powołania, wzmocnione frazą „wielu jest powołanych, ale niewielu wybranych”, jeszcze bardziej pogłębia ten podział.

Następnie autor lekcji zawraca uwagę na osiem cech, które wymienia Paweł w 3:12-14. Są to: serdeczne współczucie, dobroć, pokora, łagodność, cierpliwość, przebaczenie, a przede wszystkim miłość. To niewątpliwie piękne ideały. Czy jednak ucieleśniamy te cechy, które celebrujemy?

W jaki sposób język pokory może współistnieć z retoryką, która podkreśla bycie „wybranym” lub „wybrańcem”? W jaki sposób język życzliwości współistnieje z retoryką, która bagatelizuje cierpienie świata a troskę o to cierpienie uznaje jako „krótkowzroczną”? Jak wezwania do czułości współistnieją z surowym i poniżającym językiem, którego używa się w odniesieniu do osób LGBT? Dysonans między celebrowanymi cnotami a praktykowaną postawą jest zdumiewający. Przepaść między deklarowanym współczuciem a żywą wrogością jest jednym z powodów, dla których wielu ludzi we współczesnym świecie nie chce mieć nic wspólnego z chrześcijaństwem.

Ciekawy jest również wątek muzyczny w naszej lekcji. Nacisk jaki został położony na „psalmy, hymny i pieśni duchowe” ma być wskazówką jaką muzykę wykonywać w czasie nabożeństw. Jednak podtekst odzwierciedla adwentystyczne skłonności do marginalizowania kultury. Niektóre style muzyczne są subtelnie wywyższane, podczas gdy inne są bardzo wyraźnie odrzucane i demonizowane. Takie zachowanie doprowadziło do marginalizowania tradycji muzycznych wywodzących się z kultur pozaeuropejskich. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się dyskusją o stylu nabożeństwa, w praktyce staje się formą kulturowego wymazywania.

Przesłanie, które kryje się za tą dyskusją jest takie, że istnieje tylko jeden akceptowalny sposób życia, oddawania czci Bogu i doświadczania Go. Ci, którzy nie spełniają tego oczekiwania, są określani mianem nieświętych, podczas gdy ci, którzy pasują do narzuconego wzorca, są uznawani za tych, którzy należą do „resztki”.

Przykład Jezusa jest bezcenny. Nigdy nie traktował obecnego cierpienia jako czegoś drugorzędnego tylko dlatego, że nadchodziła wspanialsza przyszłość. Wręcz przeciwnie, świadomość Królestwa Bożego sprawiała, że był bardziej wyczulony na ból, który go otaczał. Uzdrawiał ludzi, karmił ich i płakał z nimi. Przykład Jezusa przekonuje mnie, że nadzieja na niebo powinna pogłębiać nasze współczucie dla otaczającego nas świata, a nie je umniejszać. Być ukształtowanym przez Boga oznacza odzwierciedlać Jego charakteru wobec innych zwłaszcza tych, których nie rozumiemy lub z którymi się nie zgadzamy.

Cytat z książki Działalność Apostołów bardzo trafnie puentuje naszą dyskusję: „Gdy Duch Boży panuje w umyśle i sercu, nawrócony człowiek śpiewa nową pieśń, gdyż uświadamia sobie, że spełnia się dla niego Boża obietnica, zgodnie z którą jego przestępstwo zostało przebaczone, a grzech wymazany. Okazał skruchę przed Bogiem za to, że złamał Jego prawo, oraz wiarę w Chrystusa, który umarł dla usprawiedliwienia grzeszników. Usprawiedliwiony z wiary ma pokój ‘z Bogiem prze Pana naszego, Jezusa Chrystusa’”.



DO PRZEMYŚLENIA

W dwóch ostatnich rozdziałach listu do Kolosan Paweł opisał na czym polega praktyczne zastosowanie doktryn, których nauczał w pierwszych dwóch rozdziałach. Nie ma żadnej korzyści z tego, gdy chrześcijanie głoszą i bronią prawdy, ale nie okazują jej w swoim życiu.

Pogańskie religie w czasach Pawła niewiele lub wcale nie mówiły o moralności osobistej. To, w co dana osoba wierzyła, nie miało bezpośredniego związku z jej zachowaniem. Osoba wierząca mogła pokłonić się bożkowi, złożyć ofiarę na ołtarzu i wrócić do dawnego życia.

Dlatego jednym z głównych atutów judaizmu w świecie pogańskim w I n.e. był jego wysoki standard moralny. Ludzie, zmęczeni niemoralnym światem pogaństwa, z radością przyjęli sposób życia, który oferował jasne i czyste zasady. Czuli, że liczne przepisy Tory pomagają im w znalezieniu nowego sposobu życia.

Kol 3:1-2. Co w tym kontekście oznacza wezwanie Pawła: „Myślcie o tym, co w górze, nie o tym, co na ziemi”? Czym różni się to od eskapizmu XIX wieku? Jak wygląda to w życiu codziennym? W jaki sposób nowa droga do autentycznej, satysfakcjonującej świętości wiąże się z nauką myślenia, a nie jedynie podążaniem za nurtem świata lub ślepym podążaniem za „nie rób tego, nie kosztuj tamtego, nie dotykaj tego”?

Kol 3:2-5. Co tak naprawdę oznacza „uśmiercać to co jest ziemskie”, skoro Bóg pewnego dnia napełni wszystko nowym życiem, które obecnie jest ukryte? W jaki sposób „uśmiercamy to, co jest ziemskie w naszej naturze”? W jaki sposób metafora „zrzucenia starego odzienia i włożenia nowego” jest w tym pomocna?

Kol 3:10. Na czym polega „odnawianiem się na obraz Stwórcy”? Jaką rolę odgrywa w tym wiedza? W jaki sposób bycie chrześcijaninem oznacza naukę intensywnego myślenia i zdolność do wyobrażania sobie nowych rzeczy, a nie do wyłączania umysłu i wyobraźni?

Kol 3:12-17. Na czym polega życie nowym życiem? Jaką rolę odgrywają w tym muzyka i uwielbienie? Jak wygląda to w różnych kulturach, skoro czynimy wszystko „w imię Pana Jezusa”? Czy wielbienie i nabożeństwo jest niezależne od kultury?

Kol 3,16. Jak słowo Chrystusa może być żywe we wspólnocie chrześcijańskiej? Co musimy badać i odkrywać? Jaką rolę odgrywają w tym dary duchowe? Jak wydobyć sens i zastosowanie nowego życia w Chrystusie we wszystkich aspektach naszego życia, 24/7, a nie tylko jeden dzień w tygodniu? Jak może to wyglądać w życiu gospodyni domowej, osoby pracującej, emeryta, studenta?





















Przygotował Jan Pollok