piątek, 6 marca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Spełnieni w Chrystusie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 7 marca 2026

Czy zdarzyło się wam, że zostaliście zapytani o powód świętowania Szabatu?

Autor lekcji odwołuje się do listu do Kolosan 2:16–17 który często jest wykorzystywany przeciwko zwyczajowi zachowywania Szabatu i stwierdza, że wersety te nie odnoszą się do czwartego przykazania, lecz są odpowiedzią na fałszywe nauki. Od samego początku autor szybko zmierza do obrony tego wniosku, zamiast przeanalizować dokładnie ten fragment, w którym pojawiają się różne napięcia oraz trudne pytania. Wydaje się, że głównym celem lekcji jest udowodnienie, że Paweł nie mógł tutaj mówić o Szabacie siódmego dnia. Jednak ten fragment listu zachęca do bardziej dociekliwego zaangażowania się w analizę tekstu.

W Kol 2:16 Paweł zwraca uwagę na trzy wyznaczniki dotyczące czasu: święta, nowie księżyca oraz szabaty. Podobny język jest wielokrotnie stosowany w Starym Testamencie. Na przykład: 1 Krn 23:31; 2 Krn 2:4; 2 Krn 31:3; Ez 45:17; Oz 2:11. Takie wyrażenie jest stosowane jako formuła opisująca izraelski kalendarz świąt, który obejmował roczne, miesięczne i tygodniowe święta.

Można wskazać dwie główne interpretacje tego tekstu. Według pierwszej, która została przyjęta w teologii adwentystycznej, Paweł odwołuje się tutaj jedynie do corocznych szabatów, związanych z takimi świętami jak Pascha czy Dzień Pojednania. Te ceremonialne szabaty, związane z systemem ofiarniczym, są rozumiane jako symbole które wskazywały na Chrystusa. Ta interpretacja w dużym stopniu jest zbudowana na wyrażeniu „cień rzeczy przyszłych”, które pojawia się w Kol 2:17. Według tej interpretacji cotygodniowy Szabat ustanowiony w księdze Rodzaju znajduje się poza zakresem rozważań Pawła.

Według drugiej interpretacji sformułowania Pawła odzwierciedlają starotestamentową formułę świątecznego kalendarza. Jeżeli taka formuła była stosowana przez Pawła, to cotygodniowy Szabat musi być włączony do jego argumentacji. Warto pamiętać, że Paweł nie zwracał się do Żydów, lecz do wierzących, którzy pochodzili z pogańskiego środowiska i którzy byli zmuszani do przestrzegania żydowskiego kalendarza świąt. Z perspektywy osoby, która pochodziła ze środowiska pogańskiego, można rozumieć, że ten tekst był zaproszeniem do wyzwolenia. List do Kolosan był skierowany do pogan, którzy próbowali zrozumieć kwestie swojej nowej przynależności i związanych z nią praktyk takich jak ograniczenia dietetyczne, prawa dotyczące obrzezania oraz uroczystości świąteczne. Te restrykcyjne zwyczaje wynikające z religijnej kultury żydowskiej, nieumyślnie lub bezpośrednio, zaczęły wyznaczać granice, które stawiały chrześcijan pogańskiego pochodzenia na uboczu.

Warto również w tym miejscu postawić pytanie, skoro język Pawła wyraźnie zawiera starotestamentową formułę pełnego kalendarza świąt żydowskich wynikających z warunków Przymierza, dlaczego tak szybko zawężamy tę formułę w naszej interpretacji? Co tracimy, gdy uwzględnimy, że Paweł zgodnie z tą formułą mógł mieć na myśli cotygodniowy Szabat?

Nakaz Pawła: „Niech was nikt nie sądzi”, jest radykalny. Jego słowa rozwiązują teologiczną hierarchię. Przesłanie Pawła nie pozwala, by praktyki dotyczące Przymierza, nawet te święte, decydowały o pozycji duchowej. Skoro cotygodniowy Szabat został włączony do jego języka, to Paweł nie wyłącza go z tej formuły, ale pozbawia go mocy jako narzędzia do stanowienia o religijnej wyższości. Jako adwentyści musimy oduczyć się stosowania duchowej wyższości. Stawianie cotygodniowego Szabatu w odpowiedniej perspektywie jest dobrą do tego okazją.

Ironia tego tekstu polega na tym, że Paweł nie nakazuje nikomu zaprzestać świętowania Szabatu. Przeciwstawia się jednak duchowemu elitaryzmowi i próbuje zapobiec blokowaniu dostępu do chrześcijańskiej wspólnoty. Kol 2 zawiera przesłanie dotyczące wolności. Wolności od potępienia, wolności od religijnej hierarchii, wolności od przekonania, że bliskość Boga można zapewnić sobie przez zachowywanie religijnego kalendarza.

Kiedy celem naszej interpretacji staje się ochrona tradycji – Chrystus często zostaje przyćmiony. Ten fragment może być wspaniałą okazją do przedstawienia chrystocentrycznej teologii, w której każdy rytm uwielbienia znajduje swoje miejsce, lub może stać się okazją do praktykowania błędnej egzegezy.

Jako adwentyści, mamy głęboko zakorzenioną potrzebę udowadniania prawdy i dochodzenia do „właściwej odpowiedzi”, zwłaszcza w kwestiach, które postrzegamy jako nasze specyficzne doktryny. Wydaje się, że posiadamy wrodzony lęk, że jeśli nie odpowiemy od razu na pytania dotyczące doktryny, to chybimy celu. Jednak, kiedy przestajemy zadawać trudne pytania, tracimy głębię relacji, które możemy rozwijać po drodze. W pośpiechu, by znaleźć „właściwą odpowiedź”, tracimy osobistą więź, którą można by rozwinąć, gdy poszukujemy odpowiedzi.

Autor lekcji zawraca uwagę na znaczenie mądrości i porządku w nabożeństwie. Podkreśla wartość zdrowego nauczania, sugerując, że prawidłowa doktryna prowadzi do stabilnej wiary i chroni wierzących przed fałszywymi naukami. Czy rzeczywiście tak jest?

Adwentyzm jest niewątpliwie intelektualną doktryną. Ceni studiowanie, strukturę, spójność oraz doktrynalną jasność. Jest w tym prawdziwe piękno, ale wiara może stopniowo zacząć się koncentrować na umyśle, a nie na autentycznym spotkaniu z Bogiem. Nacisk na „poprawne nauczanie” które prowadzi do niezachwianej wiary sprawia, że musimy zdefiniować co oznacza słowo „poprawne”? Kiedy twierdzimy, że poprawne nauczanie chroni nas przed błędem, czy w ten sposób zachęcamy do głębokiego studiowania Pisma Świętego, czy raczej wzmacniamy zaufanie do ugruntowanych ram teologicznych i światopoglądów?

Taka perspektywa jest przykładem, że nawet sam Chrystus nie mógł spełnić kryteriów „poprawnej nauki”. Chociaż Jezus chodził do synagogi jako dziecko i znał dogłębnie Pismo Święte, znaczna część jego misji polegała na konfrontacji z obowiązującymi w tamtym czasie interpretacjami. W rzeczywistości, dzięki swojej niezłomności, skończył swoje ziemskie życie na krzyżu.

Religijna apologetyka, czyli poszukiwanie sposobów potwierdzania swoich przyjętych wcześniej przekonań religijnych może być niebezpieczna, ponieważ nie tyle chroni Ewangelię, ile raczej zachęca do jej bezkrytycznego przestrzegania. Paweł w Kol 2 zwraca uwagę na ideę zakorzenienia i budowania w Chrystusie. Jeżeli nie jesteśmy zakorzenieni w Chrystusie, możemy stać się „sztuczną rośliną”. Metafora sztucznej rośliny została wykorzystana w naszej lekcji w kontekście Kol 2:8 gdzie osoby wierzące zostały ostrzeżone, aby nie zostały oszukane przez filozofię i czcze urojenie, oparte na podaniach ludzkich i na żywiołach świata”.

Sztuczna roślina zawsze wygląda na zieloną. Sprawia wrażenie, że jest żywa. Jeżeli umieścimy ją w pokoju, pozostanie idealnie zaaranżowana bez przycinania, podlewania czy nawożenia. Nie wymaga pielęgnacji, ponieważ nie jest żywa. Idea chrześcijańskiego życia, które przypomina plastikową roślinę jest niepokojąca. Ta refleksja powinna naruszyć nasz komfort. Wiara, która zachowuje pozory witalności bez wzrostu, jest jedynie spektaklem.

W jaki sposób można rozpoznać „czcze urojenie” oraz „ludzką tradycję” oraz czy może się wydawać, że te rzeczy mogą pochodzić od Boga, podobnie jak w przypadku fałszywej rośliny? Wydaje się, że lekcja na wtorek odpowiada na to pytanie, ale w zaskakujący sposób.

W Kol 2:11-15 pojawia się stwierdzenie, że prawo zostało „przybite do krzyża” ale od razu została zwrócona uwaga, że nie dotyczy to Szabatu. Autor lekcji bardzo szybko przechodzi do wyjaśniania przy pomocy tekstów dowodowych, że prawo, które zostało przybite do krzyża, było prawem ceremonialnym i że każdy, kto posługuje się tym tekstem, aby twierdzić, że Szabat został zmieniony na niedzielę, jest w błędzie. W pośpiechu, pominięte zostało pytanie jakie inne „prawa” mogłyby zostać przybite do krzyża. Zwłaszcza w odniesieniu do ilustracji o „sztucznej roślinie” oraz jak możemy być zwiedzeni przez „tradycje i filozofie”? Czy jest możliwe, że również dzisiaj istnieją takie tradycje i filozofie, które należałoby przybić do krzyża?

Pomyślmy o tym jak odpowiedzieć na to pytanie z perspektywy adwentystycznej. Jakie tradycje i filozofie sprawiają, że wyglądamy jak sztuczne rośliny? Czy oddalają nas od Jezusa, a przez to są fałszywe? Być może niektóre z nich to debaty na temat diety, rodzajów i stylów oddawania czci Bogu, ordynacji kobiet, tego, co można, a czego nie można robić w Szabat, ubioru – żeby wymienić tylko kilka.

Czy niektórzy z nas powinni przybić do krzyża „dietetyczną sprawiedliwość”? Gdy utożsamiamy konkretny styl muzyczny ze świętością lub konkretną estetykę z wiernością, czy istnieje ryzyko, że możemy pomylić nasze preferencje z zasadami? Być może do krzyża powinna zostać przybita idea, według której Bóg preferuje tylko jedną kulturę i jeden sposób wielbienia Go? Czy w kontekście debaty na temat ordynacji kobiet, tym, co może wymagać ukrzyżowania, jest strach przed dzieleniem się władzą? Czy jest możliwe, że kiedy Szabat staje się listą nakazów i zakazów, zamieniamy prawdziwy odpoczynek na coś, co wywołuje niepokój, stymuluje inwigilację lub jest miarą duchowego rozliczania? Czy jest możliwe, że w ten sposób pozbawiamy Szabat jego regenerującej funkcji? Musimy przybić do krzyża tradycjonalizm i metodę testów dowodowych przy pomocy których zniekształciliśmy odkupieńczy charakter Szabatu jako odpoczynku w Chrystusie, który zawisł na krzyżu abyśmy mogli być wolni i abyśmy mogli doświadczyć prawdziwego odpoczynku.

Idąc jeszcze dalej, czy rzeczy które powinny być przybite do krzyża to nie tylko konkretne praktyki, ale przede wszystkim postawy, które się za nimi kryją? Poczucie wyższości. Kontrolowanie. Instytucjonalna samoobrona. Duchowy niepokój. Wyznaniowe systemy kastowe. Duma we wszystkich jej formach. Krzyż najpierw demontuje dumę, zanim zdemontuje przepisy. Krzyż odsłania autentyczność, którą tradycja może zniekształcić. Krzyż uwalnia nas z niewoli. Krzyż jest miejscem, w którym poddajemy wszystkie sztuczne formy i wersje samych siebie — nasze uczynki, nasze dekoracje, wyższość, teksty dowodowe, wszystkie kruche rzeczy, którymi próbowaliśmy siebie zbawić. Przybijając te rzeczy do krzyża, stajemy się wolni, by żyć prawdziwie, autentycznie zakorzenieni i ugruntowani w tym, co prawdziwe. Na tym polega prawdziwy Szabat.

Jak zachowywał się Chrystus, gdy przebywał na ziemi? Czy utożsamiał się z praktykowaniem odziedziczonych idei tylko dlatego, że były mu znane? Czy sprzeciwiał się wzorcom, które czyniły z ludzi duchowe ornamenty? Jego misja stawiała wyzwanie systemom, które ceniły zewnętrzną poprawność bardziej niż wewnętrzną przemianę. Kwestionował granice, które zdaniem niektórych ludzi chroniły świętość. Faktycznie wiele religijnych granic, które budujemy w imię wierności i na rzecz ochrony wiary, ostatecznie odsuwają Chrystusa od nas, zamiast Go przyjmować. Jak Jezus zachowywał Szabat? Uzdrawiał, pozwalał uczniom zrywać kłosy, posługiwał się analogią do ratowania zwierzęcia, które wpadło do studni. W każdym z tych przypadków pokazywał, że Szabat nigdy nie miał przyćmiewać miłosierdzia. Nie zniósł go, ale równocześnie nie pozwolił, aby Szabat stał się bożkiem.

Niechęć do kwestionowania sposobu, w jaki Szabat funkcjonuje w ramach naszej adwentystycznej tożsamości, jest wymowna. Wydaje się, że Szabat jest szczególnie chroniony, ponieważ leży w centrum naszej religijnej tożsamości. Dla nas Szabat to coś więcej niż doktryna, ponieważ jest wpleciony w naszą wiarę. Jest jak luźna nić, która, jeśli zostanie pociągnięta, może rozplątać o wiele więcej niż tylko jedną doktrynę, potencjalnie podważając wiele głęboko zakorzenionych przekonań religijnych. W takim sensie ochrona Szabatu staje się mniej sprawą dotyczącą społeczności z Bogiem, a bardziej sprawą związaną z zachowaniem systemu. Przestaje być przestrzenią relacji, a staje się wyznacznikiem poprawności. Szabat jest najbezpieczniejszy nie wtedy, gdy go bronimy, lecz gdy przeżywamy go w sposób odzwierciedlający serce Boga.

Może powinniśmy zadać sobie pytanie, czy Chrystus rzeczywiście spaja naszą doktrynalną tkaninę, czy też są to jedynie nasze tradycje dotyczące tego, co naszym zdaniem ona oznacza. Jeśli nasza wiara nie przetrwa trudnych, szczerych pytań, to prawdopodobnie spoczywa na czymś bardziej kruchym, niż nam się wydawało. Duch Święty nie jest zagrożony przez uważne myślenie ani kwestionowanie. Wręcz przeciwnie, tego rodzaju zmagania mogą pogłębić miłość i autentyczność.

Niestety w naszej lekcji triumfowała apologetyka ponieważ uwaga została skupiona na zachowaniu dnia, a nie na wywyższeniu osoby, na którą dzień ten wskazuje. Trudno zignorować ironię. Lekcja koncentrowała się bardziej na Szabacie niż na samym Chrystusie. Znacznie łatwiej jest przedstawiać religię jako miejsca, gdzie ktoś mówi nam, co jest prawdą i zapewnia nas, że przestrzeganie tej prawdy jest gwarancją zbawienia. Trudniej jest przedstawiać prawdy Pisma Świętego bez potrzeby bronienia naszych wcześniejszych pewników, ponieważ wymaga to autentycznego, osobistego świadectwa.

W podsumowaniu umieszczonym w części na czwartek autor stwierdził, że „w dziejach chrześcijaństwa bibliści ulegali pokusie formułowania religijnych orzeczeń, uzurpując sobie w ten sposób funkcję Ducha Świętego kierującego wierzących ku właściwemu zrozumieniu Słowa Bożego.” To jest bardzo mocne twierdzenie. Równocześnie jest to wyznanie, ponieważ jako adwentyści konsekwentnie jesteśmy winni stawiania na piedestale „uzurpowania sobie roli Ducha Świętego”. Ponieważ istnieje dysonans w ostrzeganiu przed arogancją interpretacyjną innych ludzi, a jednocześnie mówieniu z absolutną pewnością o własnych przekonaniach.

Podsumowanie: Czy pozwalamy aby Biblii pozostawała żywym, napełnionym Duchem głosem w naszym życiu? Czy kiedykolwiek broniliśmy autorytetu Pisma Świętego, jednocześnie opierając się jego przekształcającemu wpływowi? Czy strzegliśmy doktryn bardziej zaciekle niż charakteru Chrystusa w nas? Jeśli Biblia staje się, jak ostrzega Ellen White, „lampą bez oliwy”, czy może to być spowodowane tym, że bronimy wniosków, zamiast szukać wspólnoty?

Prawdziwe pytanie, które kryje się za tym wszystkim, nie tyle dotyczy tego czy Szabat jest biblijny, lecz: czy sposób, w jaki go zachowujemy, czyni nas podobnymi do Chrystusa? Czy czyni nas bardziej miłosiernymi? Bardziej wolnymi? Bardziej uważnymi na potrzeby osób bezbronnych? Jeśli nie, to coś w naszej postawie wymaga dopracowania, nawet jeśli sama doktryna pozostaje niezmienna.



DO PRZEMYŚLENIA

Przeciwstawiając się wczesnym formom gnostyckiego dualizmu, który dewaluował świat materialny i kładł nacisk na wiedzę tajemną, Paweł zachęcał, aby jego czytelnicy zdążali do wszelkiego bogactwa pełnego zrozumienia, do poznania tajemnicy Bożej, to jest Chrystusa (Col 2:3). Pragnął, aby wierzący w Kolosach zostali „pocieszeni” lub „umocnieni” (Kol 2:2), a nie zwiedzeni rzekomo słusznymi argumentami (Kol 2:4) ani sprowadzeni na manowce filozofią lub urojeniem (Kol 2:8). W jaki sposób podobne tendencje są obecne we współczesnym społeczeństwie? Co możemy zrobić, aby nie dać się zniewolić i w jaki sposób możemy pomóc innym?

Kol 2,6-7. Bycie chrześcijaninem jest jak jazda na rowerze: jeśli nie posuwasz się naprzód, to spadasz. W jaki sposób Paweł podsumowuje to, co do tej pory napisał? Jakich metafor używa? Jaki jest związek między „chodzeniem” a byciem „zakorzenionym” jak drzewo w dobrej glebie i „budowanym” jak solidny dom, cegła po cegle, na solidnym fundamencie? Jakie wnioski można wyciągnąć z tych metafor?

Kol 2:8-10. Jeśli w Chrystusie „mieszka cieleśnie cała pełnia boskości”, wierzący nie muszą być „sprowadzeni na manowce/zniewoleni” przez „filozofię i czcze urojenie, opartych na podaniach ludzkich i na żywiołach świata”. Każdy wierzący ma udział w pełni Chrystusa. Zatem wzrost chrześcijański nie polega na dodawaniu, lecz na odżywianiu. Niczego nie trzeba dodawać do Chrystusa, ponieważ On sam jest pełnią Boga. W chrześcijaństwie zbawienie, które mamy w Jezusie zamyka się w formule „Jezus + nic więcej”.

Kol 2:14. „List dłużny/lista długów” (cheirographon), który był skierowany „przeciwko nam/który nas obciążał” z jego wymaganiami prawa/przepisami (dogmasin), został zniesiony lub unieważniony; nadziemskie władze i zwierzchności zostały rozbrojone. Jak powinniśmy to rozumieć? Która interpretacja jest najbardziej wierna kontekstowi?

Kol 2:16 wymienia szereg tradycyjnych praktyk żydowskich, które prawdopodobnie były stosowane przez chrześcijan, którzy pochodzili ze środowiska żydowskiego. Paweł doradzał chrześcijanom w Kolosa: „Nie zadowalajcie się życiem według planu „Jezus + coś jeszcze”. Paweł identyfikuje kalendarz świąt żydowskich i przekonuje swoich czytelników, aby nie pozwolili się osądzać przez zwolenników teologii „Jezus + coś jeszcze”. Ta filozofia nadal może mieć wpływ na nasze życie duchowe, jeśli nie będziemy ostrożni.

Kol 2:21-22. W wersecie 21 Paweł wymienia szczególne zachowania: „nie dotykaj”. „nie kosztuj”. „nie ruszaj”. Ten plan możemy zdefiniować jako: „Jezus + zachowanie”. Paweł pisze, że „są to tylko przykazania i nauki ludzkie.” Rzeczywistość jednak znajduje się tylko w Chrystusie.

W rozdziale drugim Paweł pokazuje, jak prymat i supremacja Jezusa Chrystusa są Bożą odpowiedzią na legalizm, mistycyzm i ascetyzm. Odpowiedzią na legalizm jest duchowa wolność, którą mamy w Chrystusie. Odpowiedzią na mistycyzm jest duchowe zjednoczenie z Chrystusem, Głową Kościoła. Odpowiedzią na ascetyzm jest nasza duchowa pozycja w Chrystusie, Jego śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie.

W jaki sposób możemy doświadczyć poczucia ulgi, że jesteśmy spełnieni w Chrystusie i niczego więcej nie potrzebujemy? Jak możemy pomóc innym doświadczyć tej ekscytującej wolności?



















Przygotował Jan Pollok

piątek, 27 lutego 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Pojednanie i nadzieja

Felieton do Szkoły Sobotniej na 28 lutego 2026

W tym tygodniu tematem przewodnim była idea pojednania, którą Paweł przedstawił w liście do Kolosan 1. Pojednanie jest możliwe jedynie dzięki śmierci Chrystusa. Apostoł zwrócił uwagę, że celem pojednania było przedstawienie chrześcijan jako świętych, niepokalanych i nienagannych. Szczególnie interesujące jest słowo „nieskalany” (amomos).

W wielu przypadkach słowo to jest stosowane w taki sposób, który wypacza jego znacznie. W przestrzeni chrześcijańskiej słowo „nieskalany” niesie w sobie wiele znaczeń. Zamiast podkreślać, że Chrystus ukazuje nas jako nieskalanych dzięki swojej ofierze, w niektórych kręgach chrześcijańskich nacisk jest położony na naszą potrzebę stania się bezgrzesznymi. Wydaje się, że czasami pojawia się nawet nieśmiała tendencja do romantyzowania doskonałości, tak, jak gdyby moralna nieskazitelność była zarówno celem, jak i osiągalnym standardem chrześcijańskiego życia. Jednak taki sposób myślenia umniejsza ofiarę Chrystusa, a wywyższa ludzkie osiągnięcia.

Czy moralna doskonałość jest osiągalna? Czy powinna być celem naszych starań? Moim zdaniem celem chrześcijańskiego życia nie jest nieskazitelne postępowanie, ale bliskie i zażyłe relacje z Bogiem. Właśnie dzięki tym relacjom jesteśmy przemieniani, „z chwały w chwałę”.

Spróbujmy wykorzystać prosty przykład. Niektóre siłownie oferują swoim klientom specjalne karnety, które umożliwiają im wprowadzenie osoby towarzyszącej. Osoba ta wchodzi bez płacenia i może korzystać z całego sprzętu w siłowni. Dla tej osoby wstęp jest całkowicie bezpłatny, ale tak naprawdę nie jest on całkowicie bezpłatny, ponieważ osoba, która jest klientem siłowni już zapłaciła za osobę towarzyszącą. Osoba towarzysząca nie może wejść do siłowni sama. Jej wstęp jest związany z osobą, która jest stałym klientem. Dopóki będzie osobą towarzyszącą, będzie mogła korzystać z siłowni, ponieważ opłata już została uiszczona.

Wyobraźmy sobie, że osoba towarzysząca nie tylko nie posiada członkostwa, ale także nie stać ją na zakup karnetu. Problem nie polega na tym, że osoba ta nie zapłaciła, ale dlatego że nie może zapłacić za karnet. Członkostwo stałego klienta oraz jego zdolność do pokrycia kosztów jest warunkiem, który umożliwia osobie towarzyszącej wejść do siłowni. Podobnie, jest w przypadku nieskazitelności. Nie otrzymujemy jej dlatego, że na nią zasłużyliśmy. Wchodzimy, ponieważ to Chrystus zapłacił za nasze wejście. Nie mamy środków, aby sami oczyścić się z grzechu. Chrystus je ma. Jego ofiara zapewnia dostęp. Dla nas jest ona za darmo, ale dla Niego jest niezwykle kosztowna.

W siłowni nie ma ograniczeń co do tego, jaka osoba towarzysząca może wejść. Każdego dnia może tam wejść inna osoba, ilekroć jest ona w towarzystwie osoby, która ją wprowadza. Jedynym ograniczeniem jest obecność osoby sponsorującej. Te dwie osoby muszą wejść do siłowni razem. Podobnie jest z nieskazitelnością, nie osiąga się jej przez moralną doskonałość. Stajemy się doskonali na podstawie relacji z Jezusem. Nie jest to odznaka, którą otrzymujemy za nasze zasługi, ale pozycja, którą zajmujemy dzięki zjednoczeniu z Chrystusem. Jedyną barierą jest odległość pomiędzy nami. Dopóki jesteśmy razem z Nim – należymy do Niego, i to co należy do Niego jest równocześnie nasze.

Niektórzy mogą zapytać: jeżeli nie dążymy do doskonałości, to właściwie co jest naszym celem? To prawda, że dążenie do doskonałości daje nam coś co jest widoczne, do czego możemy dążyć. Oferuje mierzalny standard. Zawsze możemy znaleźć kolejny nawyk do udoskonalenia, kolejną wadę do wyeliminowania, kolejną duchową dyscyplinę do opanowania. Jednak ewangelia zmienia kierunek takiego dążenia.

W przykładzie z siłownią, osoba towarzysząca nie próbuje sama zdobyć karnetu. Nie szuka środków na samodzielny zakup wejściówki. Po prostu przyjmuje zaproszenie sponsora i wchodzi do siłowni razem z nim. Jej wejście do siłowni jest połączone z relacją jaką posiada ze swoim sponsorem.

Co więcej, gdyby osoba towarzysząca miała środki, by wykupić sobie członkostwo w siłowni, w ogóle nie potrzebowałaby sponsora. Ten szczegół ma znaczenie. Jak wiemy, bezgrzeszne i nieskalane życie Chrystusa było niezbędne, aby mogło dokonać się zbawienie. Jego nieskazitelność nie była symboliczna. Była niezbędna do pokonania grzechu. Gdyby ludzie byli zdolni do osiągnięcia takiej nieskazitelności o własnych siłach, nie potrzebna byłaby inkarnacja, Chrystus nie musiałby przybierać ludzkiej postaci. Doskonałość, do której dążymy, sprawiłaby, że byłby on zbędny. Dlatego dążenie do doskonałości ponad relacją z Bogiem jest nie tylko daremne, ale wręcz subtelnie zastępuje rolę Boga.

Takie zdefiniowanie problemu nie eliminuje potrzeby wzrostu ani transformacji w naszym życiu. Takie zdefiniowanie poprawnie porządkuje przebieg relacji. Życie chrześcijańskie nie jest drogą do moralnej nieskazitelności. To budowanie więzi z Chrystusem. Nie zabiegamy o dostęp do Jego królestwa, ale uczymy się trwać w nim.

Bóg pojednał nas ze sobą ze względu na to, kim jest. Ewangelia kładzie nacisk nie na naszą bezwartościowość, ale na Jego niezłomne zaangażowanie. Spójrzmy na analogię rodzic-dziecko. Jeśli dziecko prowadzi samochód i spowoduje wypadek pojawią się konsekwencje. Dziecko może stracić prawo prowadzenia pojazdu. Zaufanie w kontekście prowadzenia pojazdu może wymagać odbudowy. Jednak bycie rodzicem polega na wzięciu odpowiedzialności i pomoc w naprawie tego, czego dziecko nie jest w stanie naprawić samo. Rodzic dzwoni do ubezpieczyciela i szkoda zostaje naprawiona, ponieważ dziecko należy do rodziców.

W Biblii Bóg często jest nazywany Ojcem. Ten język nie tylko wyraża sentyment relacyjny, ale także mówi coś na temat tożsamości. Ojcostwo niesie ze sobą troskę, zaangażowanie i odpowiedzialność. Dlatego możemy spodziewać się od Boga pewnego stopnia troski, nie tylko w przypadku wielkiej historii pojednania, ale także w codziennym życiu. To oczekiwanie ma swoje korzenie w zrozumieniu tożsamości Boga. Wypływa z tego, kim Bóg jest i w jaki sposób się nam objawił.

Bóg, który stwarza, nie porzuca stworzenia. Bóg, który nazywa siebie Ojcem, nie oddala się od swoich dzieci. Tak jak dobry rodzic nie zostawia dziecka samego w kryzysie, tak Bóg nie pozostawia nas samych, abyśmy sami sterowali w stronę katastrofy.

Kiedy przedstawiamy zbawienie w kontekście tego jak bardzo jesteśmy źli, Boża dobroć zostaje przyćmiona. Grzech zostaje zredukowany do historii o ludzkim zepsuciu, i w ten sposób tracimy głębszą prawdę, która mówi nam o tym, że jesteśmy kochani. Krzyż nie tylko obnaża ludzkie błędy i porażki, ale pokazuje również Boże zaangażowanie.

W Kol 1:23 Paweł buduje zdanie warunkowe zaczynające się od słowa „jeśli” (ei). Zakłada, że warunek jest prawdziwy, to znaczy, że Paweł zapewnia swoich czytelników, iż wytrwają w wierze. W niektórych tłumaczeniach w ogóle nie pojawia się słowo „jeśli” – np. w NLT (angielski dynamiczny przekład). „Ale wy musicie nadal wierzyć w tę prawdę i mocno w niej trwać. Nie odchodźcie od pewności, którą otrzymaliście, gdy usłyszeliście Dobrą Nowinę.” Paweł ostrzega przed dryfowaniem w kierunku koncepcji zbudowanych na ludzkich wysiłkach zdobycia zbawienia i wzywa wierzących, aby byli „ugruntowani” na solidnym fundamencie zakorzenionym w Słowie Bożym i byli „niewzruszeni”, jak stabilna budowla, która nie może się zachwiać oraz aby nie stracili nadziei ewangelii.

Paweł pisał list do Kolosan w areszcie domowym w Rzymie. Jego głębokie cierpienie było prawdopodobnie spowodowane brakiem możliwości podróżowania i świadczenia z taką swobodą, jak kiedyś. Interpretował on jednak swoją udrękę w świetle wieczności. Był przekonany, że cierpienie, które przeżywa obecne jest niczym w porównaniu z przyszłą chwałą. Cieszył się nawet z tego, że jego trudności mogą służyć duchowemu dobru innych. W Kol 1:25 opisuje swoją rolę, używając słowa oikonomia, które oznacza zarządzanie lub stan uporządkowania, który wskazuje na boski plan sięgający początków świata. Paweł rozumiał swoją służbę, podobnie jak służbę apostołów i proroków przed nim, jako część tego rozwijającego się, dalekosiężnego planu, który miał na celu wypełnienie słowa Bożego.

W tym kontekście, autor lekcji stawia pytanie „W jaki sposób można interpretować podejmowane przez nas decyzje, zarówno te małe jak i wielkie w świetle większego planu Boga?” Sedno sprawy stanowią właśnie te „drobne” rzeczy. Mamy tendencję, aby kategoryzować nasze wybory zakładając, że tylko te dramatyczne i wielkie, widzialne decyzje mają znaczenie. Jednak Biblia konsekwentnie pokazuje, że to, co wydaje się zwyczajne lub nieistotne w danej chwili, może mieć dalekosiężne konsekwencje w ramach większego planu Boga. Paweł prawdopodobnie uważał, że pisanie listów w areszcie domowym jest ograniczeniem. Okazało się jednak, że te „ograniczenia” będą w przyszłości inspirować i kształtować całe pokolenia. Wielka nadzieja tkwi w tym, że to, co nazywamy małym, może należeć do o wiele większej historii, niż jesteśmy w stanie dostrzec w danej chwili. Zasada ta działa w obie strony. Drobne akty dobroci kształtują życie, ale drobne akty obojętności, okrucieństwa czy zaniedbania również.

W tym tygodniu zajmowaliśmy się również refleksją dotyczącą pojęcia „tajemnica”. Zdaniem autora lekcji pytanie, „Dlaczego Bóg kocha nas tak bardzo, że dał Jezusa, bezcenny skarb Nieba dla naszego zbawienia, będzie przedmiotem naszych rozważań przez całą wieczność”. W tym stwierdzeniu wyczuwa się nutę niedowierzania w wartość człowieka, o czym mówiliśmy już w ubiegłym tygodniu. To tak, jak gdyby Boże miłość do nas wymagała usprawiedliwienia.

Nie jestem przekonany, że wieczność przeżyjemy, pytając: „Dlaczego Bóg nas kocha?”. To tak, jak gdyby dziecko prosiło rodzica o wyjaśnienie jego miłości. Miłość, w najlepszym wydaniu, nie wymaga ciągłego uzasadniania. Doświadczanie miłości jest ważniejsze niż jej analizowanie. Nie wyobrażam sobie, że wieczność będzie polegać na analizowaniu, dlaczego Chrystus umarł za nas. Przeciwnie, będziemy doświadczać, zgłębiać i trwać w dowodach Bożej miłości. Ta rzeczywistość jest naprawdę niewyczerpana. Czy jest możliwe, że uparcie pytając, dlaczego Bóg kocha kogoś takiego jak my, ryzykujemy utratę okazji, by żyć w tej miłości? Być może głębsza tajemnica nie jest zawarta w pytaniu: „Dlaczego Bóg nas kocha?”, ale: „Co może się stać, gdy w końcu zaufamy, że naprawdę jesteśmy kochani?”

Czwartkowa lekcja powraca ponownie do tematu dotyczącego nieskazitelności i doskonałości tym razem w odniesieniu do Ef 5:27 „… aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany.” Uzyskanie stanu nieskazitelności zostało przedstawione jako warunek zbawienia. W lekcji dojrzałość została przestawiona jako surowsze posłuszeństwo i bardziej staranne przestrzeganie zasad, a nie pogłębiona relacja z Chrystusem.

Kiedy chrześcijańska dojrzałość sprowadza się do większego podporządkowania się zasadom, a nie do głębszej więzi i zrozumienia charakteru Chrystusa, legalizm jest nieunikniony. Kiedy dojrzałość jest pojmowana przede wszystkim jako bardziej rygorystyczne posłuszeństwo lub bardziej wyrafinowane przestrzeganie zasad, wtedy nasza wyobraźnia w subtelny sposób skłania się w stronę uległości a nie w kierunku komunii, czyli wspólnoty. Jeżeli świętość jest utożsamiana z konformizmem, wtedy zadawanie pytań staje się podejrzane. A kiedy stawianie pytań staje się podejrzane, powstają „bańki informacyjne”.

Jezus nie bał się pytań. Aby pogłębić wiarę, przełamywał sztywne ramy interpretacyjne! W każdym razie historia ewangelii ostrzega nas, że kiedy język religijny staje się sztywny i defensywny, może nas zaślepić na tego samego Boga, któremu rzekomo służymy.

Jak często taki język kształtował wyobraźnię Kościoła i miał wpływ na kreowanie wzorców które wykraczały poza teologię i wciąż wpływa na sposób w jaki postrzegamy społeczeństwo i władzę. Dlaczego niektórzy ludzie nie potrafią dostrzec, że pewne ideologie lub systemy wspierają krzywdę. Niestety w dużej mierze jest to zasługa języka, którego używamy, aby zrozumieć Boga i Jego charakter.

Być może refleksja nad listem do Kolosan 1 jest zaproszeniem do ponownego przemyślenia tajemnicy, posłuszeństwa i świętości; tajemnicy jako autentycznego przeżycia, a nie ciągłego zwątpienia; dojrzałości jako głębi relacji, a nie intensyfikacji reguł; czy świętości jako zgodności z charakterem Chrystusa, a nie konformizmu instytucjonalnego.

W czasach Jezusa, głęboko zakorzenione religijne bańki informacyjne przyczyniły się do Jego ukrzyżowania. W naszych czasach podobna dynamika może kształtować zarówno Kościół, jak i społeczeństwo. Bańka informacyjna to środowisko, w którym dana osoba napotyka wyłącznie informacje lub opinie, które odzwierciedlają i wzmacniają jej własne, tworząc samonapędzający się cykl przekonań. Bardzo trudno jest w ramach ściśle ukształtowanych ram teologicznych, rozpoznać ich ograniczenia. Dlatego konieczna jest ciągła analiza języka teologicznego który odziedziczyliśmy i którym ciągle się posługujemy czy to przez wykorzystywanie różnych tłumaczeń Biblii a także poddawanie analizie założeń, które kiedyś przyjęliśmy.

W podsumowaniu warto zwrócić uwagę na trzy rzeczy. Nasza nadzieja nie leży w doskonałym przestrzeganiu zasad ani w sprawiedliwości, którą sami sobie stworzyliśmy, ale w sprawiedliwości, którą możemy otrzymać jedynie od Chrystusa. Jedynie Duch Święty może nas przemienić od wewnątrz. Prawdziwa wiara nie jest ślepym dostosowywaniem się, ale inteligentnym, przemyślanym uchwyceniem prawdy, która utrzymuje nas w pokorze, ugruntowaniu i ciągłym wzroście w autentycznej relacji z Chrystusem i innymi.



DO PRZEMYŚLENIA

Kol 1:21-29. Po imponującym poemacie na temat wyższości Chrystusa, chrześcijanin może zapytać: „Jaki to ma związek ze mną?”.

Kol 1:21-22. Do czego Paweł nawiązuje, odnosząc się do alienacji i bycia wrogami? W jaki sposób śmierć Chrystusa zmieniła ten stan? Poganie w Kolosach byli oddzieleni od Boga, „ale teraz” zostali pojednani w wyniku śmierci Jezusa – Bóg i ludzkość zostały połączone. Paweł nie wyjaśnia szczegółowo, w jaki sposób się to dokonało, ale rezultatem jest „pojednanie”.

Jednak skutki tego pojednania nie następują automatycznie. Co to znaczy, że chrześcijanie muszą teraz „trwać mocno” lub pozostać „ugruntowani i stali” w wierze? W jaki sposób możemy wziąć odpowiedzialność za własny wzrost w wierze? Czy to napomnienie jest nadal aktualne? Jeśli tak, to dlaczego? Jeśli nie, to dlaczego? W jaki sposób to nauczanie odnosi się do popularnego przekonania, że „raz zbawiony, jest na zawsze zbawiony”? Kolosanie akceptowali ludzkie sposoby zbawienia, zamiast trzymać się mocno nadziei oferowanej przez ewangelię i być „ugruntowanymi” i „stałymi”. Czy podobne niebezpieczeństwo zagraża współczesnym chrześcijanom?

Kol 1:24. Czy kiedy Paweł mówi, że „dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest Kościół”, dodaje coś do tego co zostało osiągnięte na Golgocie? Nie jest to „dodatek” do cierpień Jezusa. Jest to raczej ich „rozszerzenie”.

Kol 1:26-27. Czym jest tajemnica Boga, o której Paweł wspomina tutaj dwukrotnie, a która została już objawiona? Słowo „tajemnica” często oznacza coś co jest pełne grozy, zagadkowe lub paradoksalne. W jaki sposób religie misteryjne tamtej epoki pomagają nam zrozumieć znaczenie tego słowa? Dla Pawła tajemnicą nie jest plan misteryjnych wtajemniczeń (religie misteryjne), ale osoba. Boże plany nie ograniczają się do Żydów, lecz obejmują cały świat. Jakie znaczenie posiada wyrażenie „Chrystus w was” zarówno w wymiarze jednostkowym jak i zbiorowym?

Ewangelia” Jezusa posiada niezrównaną wielkość, którą Paweł określa mianem „tajemnicy” i mówi wierzącym o „tajemnicy ukrytej od wieków i pokoleń”. Czym jest ta tajemnica i co ona oznacza – dla jednostki i dla wszechświata? Jak ta „tajemnica” odnosi się do ewangelii, którą Paweł tak żarliwie głosił?

Kol 1:28-29. Czego dotyczy stwierdzenie, że Paweł koncentruje się na tym, aby „stawić [każdego człowieka] doskonałym w Chrystusie Jezusie;W języku greckim wyrażenie panta antropon (każdego człowieka) powtarza się w wersecie 28 aż trzy razy? Dlaczego?

Wcześniej poznaliśmy Pawła - kaznodzieję głoszącego Ewangelię oraz Pawła - więźnia cierpiącego za pogan. Teraz spotykamy Pawła - wojownika modlitwy, który modli się za poszczególnych ludzi, aby mogli dojrzewać w wierze. Jeśli celem wszelkiego głoszenia, ostrzegania i nauczania jest doprowadzenie ludzi do dojrzałości, to dlaczego badania George’a Barna pokazują, że 85% amerykańskich chrześcijan to początkujący wierzący? Jaki może być tego powód? Szkoda, że nie posiadamy badań naszej populacji, ale podejrzewam, że wynik byłby podobny.

Droga do dojrzałości prowadzi przez nauczanie połączone z chęcią rozwoju. Jak możemy osiągnąć dojrzałość? (nie chodzi tu o „doskonałość” w sensie bezgrzeszności, jak to jasno wynika z Flp 3:13-14)? W jaki sposób każdy z nas może służyć przy pomocy swoich darów?

Skoro Paweł mówi o odkupieńczej mocy Chrystusa nad grzechem okazanej w naszym imieniu, jak wierzący mają reagować na cudowny akt „łaski” Boga wobec nas? Co mógł mieć na myśli Paweł, gdy mówił o naszym „wzrastaniu w poznawaniu Boga” (1:10)? Czy miał na myśli „informację”, czy coś znacznie głębszego niż fakty?

Pojednanie u Pawła nie jest jedynie kwestią indywidualnego przebaczenia, ale odbudowy zerwanych relacji. Działanie Boga w Chrystusie jest Jego odpowiedzią na głęboką przepaść między Bogiem a ludzkością i równocześnie głęboką przepaść między ludźmi. Krzyż jest miejscem, gdzie ta naprawa dokonuje się ostatecznie. Dlatego pojednanie posiada wspólnotowy i kosmiczny wymiar.” — Beverly Roberts Gaventa, Our Mother Saint Paul

Przez ofiarną śmierć Chrystusa Bóg przywraca zerwane relacje i oferuje nową nadzieję. Dzięki pojednaniu wierzący są zaproszeni do odnowienia wspólnoty z Bogiem i ze sobą nawzajem. Gdy Kościół żyje tą pojednawczą łaską, jedność staje się widzialnym znakiem przemieniającej mocy Ewangelii.















Przygotował Jan Pollok

piątek, 20 lutego 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Prymat Chrystusa

Felieton do Szkoły Sobotniej na 21 lutego 2026

Termin „prymat”, który pojawia się w tytule naszej lekcji jest terminem teologicznym. Nie jest on używany przez Pawła, ale jest powszechnie stosowany przez biblistów do opisania najwyższej roli Chrystusa w Bożym planie zbawienia. Termin ten oznacza pierwszeństwo lub zwierzchnictwo. Zwięzły opis „prymatu” Chrystusa przedstawił Paweł w Kol 1:15-17.

Dlaczego Paweł niemal od razu na samym początku listu do Kolosan zwrócił uwagę na tożsamość i supremację Jezusa Chrystusa? Jakie nauki przedstawił Paweł wierzącym w Kolosach, mimo że nigdy osobiście nie spotkał się z nimi? Dlaczego należy zwrócić na to uwagę?

Jeśli chcemy zrozumieć, docenić i zastosować list do Kolosan z I wieku n.e., musimy przeprowadzić egzegezę tego tekstu. Przy okazji warto wyjaśnić dwa terminy, które w języku polskim często są stosowane wymiennie, są to egzegeza i hermeneutyka. Oba słowa pochodzą z języka greckiego. Hermeneutyka to ogólna teoria, nauka i metodologia interpretacji, podczas gdy egzegeza to praktyczne zastosowanie tych reguł w celu ustalenia konkretnego, pierwotnego znaczenia tekstu. Hermeneutyka dostarcza zasad (reguł), podczas gdy egzegeza to proces wyciągania znaczenia z konkretnego fragmentu. Hermeneutyka to nauka o zasadach, metodach i regułach interpretacji. Egzegeza to krytyczna, dogłębna analiza konkretnego fragmentu w celu „wydobycia” jego pierwotnego znaczenia. Podstawowe pytania w pracy egzegetycznej to: „Co autor mógł mieć na myśli?”, oraz „Kim byli i jak rozumieli tekst pierwsi adresaci listu? Egzegeza to proces, w którym poszukujemy intencji autora. Jeśli pominiemy ten krok i zaczniemy od pytania: „Co dany tekst oznacza dla nas dzisiaj?” – nieporozumienie jest gwarantowane.

Tak zwana „herezja z Kolosów” jest mieszanką różnych fałszywych nauk, które pojawiły się we wspólnocie wiary w Kolosach w I w. n.e. z którymi polemizował apostoł Paweł w swoim liście. Chociaż Paweł nie opisuje tej herezji w sposób systematyczny, to jednak treść jego ostrzeżeń daje nam wskazówki na czym mogła ona polegać. Fałszywi nauczyciele nie zaprzeczali istnienia Chrystusa i znaczenia Jego misji, ale „detronizowali” Go i pomniejszali znaczenie Jego misji. W ich nauczaniu/filozofii Chrystus był tylko jedną z wielu „emanacji” pochodzących od Boga, dzięki którym ludzie mogli do Niego dotrzeć. Fałszywe nauki dotyczyły również kultu aniołów, praktyk ascetycznych oraz ścisłego przestrzegania żydowskiej tradycji ustnej. Prowadziło to do duchowego elitaryzmu zakorzenionego w „wiedzy tajemnej” i legalistycznej sprawiedliwości.

W jaki sposób życie Jezusa na ziemi objawia nam, kim jest Bóg? Nasza tożsamość ostatecznie znajduje swoje wyrażenie w Chrystusie. Jedynie Chrystus pomaga nam zrozumieć kim jest Bóg i jakie jest znaczenie Jego wielkiego imienia „Jestem”.

Myślenie o Bogu w ten sposób przypomina nam, że jest On obecny w naszej drobnej, codziennej egzystencji. Kiedy wszystko wydaje się przytłaczające i beznadziejne, kiedy czujemy, że jesteśmy całkowicie bezradni wobec cierpienia, które widzimy wokoło nas warto pamiętać jakie jest znaczenie Bożego imienia. Oto kilka przykładów:

Kto jest z dziećmi w obozach dla uchodźców? - JESTEM

Kto wymierzy sprawiedliwość skorumpowanym systemom politycznym? - JESTEM

Kto pociągnie rządy do odpowiedzialności za korupcję, którą usprawiedliwiają? - JESTEM

Kto wymierzy sprawiedliwość ofiarom różnego rodzaju przemocy? - JESTEM

Kto pomoże w wychowaniu naszych dzieci? – JESTEM

Skoro On JEST i moja nadzieja całkowicie skupia się na Nim, czy to oznacza, że mogę zrzucić z siebie odpowiedzialność za zło, które dzieje się wokoło mnie? Skoro Bóg troszczy się o wszystko, czy mogę sobie odpuścić? Wciąż pozostaje niuans: w jaki sposób ufać Mu, że jest Bogiem, ale jednocześnie być Jego rękami i nogami. Jego wielkie imię JESTEM, zawiera moc. On JEST obecny w każdym z nas. Nie daje nam to pretekstu do bierności, ale raczej daje nam siłę, by być obecnym. Jeśli mamy w sobie ducha Bożego, czy nie pyta On, gdzie jesteśmy w sprawie tych najmniejszych? Czego mogą dotyczyć pytania, które Bóg nam stawia? Oto kilka przykładów

Kogo poślę? - Oto JESTEM

Kto tam pójdzie? - Poślij mnie

Kto będzie moim ciałem na ziemi? - Oto JESTEM

Kto będzie sprzeciwiał się niesprawiedliwości? - Oto JESTEM

Kto będzie uczestniczył w cierpieniach innych? - Oto JESTEM

Kto będzie współpracował ze Mną w ucieleśnianiu miłości na świecie? - Oto JESTEM

W tym sensie „JESTEM” staje się deklaracją tożsamości Boga i moralnym kompasem dla nas? Jeśli Bóg odpowiada „JESTEM” w konkretnej sytuacji, czy ja również nie powinienem starać się ucieleśniać Jego obecności w takiej sytuacji?

Czy jest możliwe, aby imię JESTEM było żywym przypomnieniem, że bierzemy udział w ucieleśnianiu Jego królestwa na tej ziemi? Kiedy doświadczamy obecności JESTEM w naszym życiu, to wtedy moc, miłość, nadzieja i pokój tego który JEST emanują z nas w naszych codziennych interakcjach nawet jeśli w danej chwili tego nie dostrzegamy. Wiara nie może być statyczna i oderwana od naszego życia; musi się uwidaczniać w sposobie, w jakim funkcjonujemy w świecie. Podobnie jak zostało to wyrażone w anegdocie, w której dziecko pyta Boga: „Dlaczego nie czynisz świata lepszym?”. Bóg odpowiada: „JESTEM: Stworzyłem cię. Teraz idź i zrób coś z tym!”

Kol 1:15,18. W jaki sposób można zinterpretować stwierdzenie, że Jezus jest „pierworodnym wszelkiego stworzenia”? Tytuł „pierworodny” pojawia się jeszcze w trzech innych miejscach NT w odniesieniu do Jezusa (Rz 8:29; Hbr 1:6; Ap 1:5). Jest to bardzo ważny tytuł chrystologiczny. Z analizy terminu prototokos (pierworodny) i porównania go z takimi wersetami jak Ps 89,20.27; Wj 4,22; Jr 31,9; Hbr 12,23 wynika, że nie tyle wskazuje on, że Jezus był pierwszą stworzoną istotą, lecz raczej świadczy o Jego relacji z Ojcem. W takiej analizie warto zwrócić uwagę na sposób w jaki termin prototkos był używany w kulturze semickiej. Odwołując się do postaci takich jak Jakub, Józef i Dawid, którzy nie byli dosłownymi pierworodnymi synami, ale zajmowali ważne pozycje, należy podkreślić dominację, a nie chronologię. Tytuł „pierworodny” niekoniecznie musi odnosi się do czasu, ale do rangi. Apostoł położył nacisk na status Jezusa i Jego autorytet wynikający z relacji z Ojcem a nie na aspekt chronologiczny.

Paweł przedstawił Chrystusa jako głowę Kościoła. Chrystus jako „głowa” Kościoła zapewnia tym, którzy w Niego wierzą, przywództwo, prowadzenie oraz pokarm, który służy dla rozwoju jedności i wzrostu Kościoła (Kol 2:19). Koncepcja „głowy” wraz z innymi zasadami Pawła dotyczącymi przywództwa często były interpretowane głównie przez pryzmat uległości, kontroli lub utraty tożsamości, szczególnie w debatach na temat relacji pomiędzy mężczyznami i kobietami. Jednak przywództwo oznacza nie tylko zdolność do przewodzenia, ale także odpowiedzialność za kształtowanie charakteru. Głowa karmi, nadaje ton, ustanawia kulturę. To, co wypływa z głowy, kształtuje ciało. Jeśli tożsamość Chrystusa definiuje współczucie, prawdomówność, pokorę i odważną miłość, to Kościół nie może odzwierciedlać czegoś surowszego, bardziej karzącego lub bardziej chroniącego, a jednocześnie twierdzić, że działa zgodnie z Jego wolą.

Głowa każdej organizacji kształtuje jej kulturę. Ton, wartości i zachowania osób na szczycie wpływają na to, co staje się w danym środowisku standardem. Widzimy to wyraźnie w życiu politycznym. Obserwujemy to w różnych instytucjach łącznie z kościołem. Przywództwo nie tylko ma wpływ na zachowanie. Ono definiuje to, co jest normalne. Jeśli Chrystus jest Głową Kościoła, to jego rolą nie jest jedynie wydawanie poleceń. To On ucieleśnia sposób bycia. Jego charakter wyznacza standardy. Jego współczucie, sprawiedliwość, miłosierdzie i pokora ustanawiają wzór, który Kościół powinien odzwierciedlać.

Oddawanie czci Chrystusowi jako głowie nie oznacza jedynie podążania za Jego naukami. Najpierw staramy się zrozumieć, a następnie przyjąć Jego tożsamość, aby stać się do Niego podobnym. Na tym polega różnica między czynami a intencją. Wielu chrześcijan odzwierciedla zewnętrzne przejawy wiary, uczęszczając do kościoła, angażując się w działalność kościelną lub wspierając działalność charytatywną. Na zewnątrz wydają się być wierni. Jednak ich intencje, choć niewidoczne dla ludzkich oczu, są w pełni znane Bogu. Właśnie o tym mówił Jezus w Mt 7:21–23. Ludzie chętnie opowiadają o swoich religijnych dokonaniach: dziełach, które wykonali, służbie, którą pełnili. Jednak odpowiedź Jezusa była otrzeźwiająca do bólu: „Nigdy was nie znałem”. Problemem nie jest aktywność. Chodzi raczej o motywację. Można wykonywać dzieła religijne, równocześnie ucieleśniając ducha obcego Chrystusowi.

Jeśli „JESTEM” jest deklaracją tożsamości, to nasze uczniostwo musi wykraczać poza wykonywanie obowiązków. Uczniostwo dotyczy nie tyle zewnętrznego konformizmu, ile raczej wewnętrznej formacji. Skoro imię Boga objawia, kim On jest, to podążanie za Nim oznacza pozwolenie, aby Jego tożsamość przekształciła naszą. Pozwólmy, aby Jego tożsamość powoli i szczerze przekształcała nas w ten rodzaj ludzi, których życie może odzwierciedlać, chociaż niedoskonale, charakter Tego, który mówi: „JESTEM”.

Dążenie do zrozumienia tego, co Chrystus uczynił i dlaczego to uczynił, oznacza postawienie pytania, co wzbudziło Jego współczucie, co ukształtowało Jego wybory i co utwierdziło Jego przekonania. Bez tego zrozumienia możemy naśladować Jego czyny, nie oddając ich ducha. Nie wystarczy zapytać: „Czy postępuję właściwie?”, ale: „Czy staję się taką osobą jaką jest Chrystus?”

Biblijne słowa „głowa” i „początek” wskazują na rolę Chrystusa jako zarówno stwórcy, jak i inicjatora. W biblijnym kontekście terminy te podkreślają, że Jezus jest nie tylko pierwszy w hierarchii, ale także źródłem i początkiem zarówno stworzenia, jak i Kościoła. Jako stwórca istniał przed wszystkim i podtrzymuje wszystko; jako głowa Kościoła, Jezus zapoczątkował jego egzystencję i podtrzymuje jego istnienie. Przez swoje zmartwychwstanie staje się również inicjatorem nowego stworzenia, pokonując grzech i śmierć oraz zapewniając zmartwychwstanie wszystkim, którzy Mu ufają. Ponieważ Jezus doskonale objawia Boga, słusznie zajmuje pierwsze miejsce jako głowa zarówno ludzkości jak i Kościoła.

Autor lekcji zadał pytanie, Co musisz zmienić, alby lepiej doświadczyć prymatu/pierwszeństwa Chrystusa w swoim życiu? Tak postawione pytanie jest dziwne zważywszy, że uwaga w liście do Kolosan jest zwrócona na Jezusa, który jest głową i inicjatorem. Jeżeli tak jest, to moja rola polega na przyjęciu Jego inicjatywy. Jeśli zaczynam się zastanawiać, co muszę zmienić, aby lepiej doświadczać prymatu Chrystusa, czy nie przejmuję roli inicjatora? Czy nie lepiej zaakceptować prymat Jezusa i Jego przywództwo i uwolnić się od wszelkich presji aby zmieniać samego siebie? Jeśli nie mogę nic zrobić, aby się zmienić, a moc do zmiany pochodzi wyłącznie od Chrystusa, pytanie jest błędne. Jedynie zrozumienie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa może dokonać transformacji w moim życiu.

Niestety wielu chrześcijan wciąż działa na podstawie założenia, że właściwe postępowanie oznacza sprawiedliwość, a nasze postępowanie zapewnia Boże błogosławieństwo i Bożą obecność. W takim sposobie myślenia, posłuszeństwo staje się transakcyjne. Jeśli postępuję właściwie, jestem błogosławiony. Jeśli jestem błogosławiony, to oznacza, że postępowałem właściwie. Otrzymanie Bożej łaski jest uzależnione od naszego działania. Takie myślenie zniekształca również sposób, w jaki postrzegamy innych. Jeśli wierzymy, że na błogosławieństwo trzeba sobie zasłużyć, łatwo jest założyć, że na cierpienie również trzeba sobie zasłużyć. Kiedy spotykamy ludzi uciskanych lub marginalizowanych, możemy subtelnie dojść do wniosku, że ich stan jest wynikiem czegoś, co zrobili lub czego nie zrobili. Takie przekonanie hamuje nasze współczucie, uniemożliwiając nam pełne zaangażowanie. Zamiast solidarnie wychodzić do ludzi, analizujemy ich. Zamiast stawić czoła niesprawiedliwości, racjonalizujemy ją. Transakcyjne spojrzenie na Boga zawęża nasze miłosierdzie wobec innych.

Niestety wiele wierzących osób nie uświadamia sobie, co to znaczy być kochanym po prostu dlatego, że istniejemy i dlatego często zachowujemy się tak, jakby boska bliskość była uzależniona od naszego ciągłego samodoskonalenia.

Brennan Manning napisał: „Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, a nie jakimi powinniśmy być, ponieważ nigdy nie będziemy tacy, jacy powinniśmy być”. „Bóg, który cię kocha, nie czeka, aż staniesz się święty, żeby się w tobie rozkoszować. Kocha cię, gdy pracujesz, gdy się bawisz, gdy odpoczywasz, gdy kochasz i gdy nic nie robisz.”

Idea, która została wyrażona w tych cytatach sprzeciwia się idei wyszukiwania błędów i samokontroli, które kształtują życie wielu wierzących. Jeśli musimy analizować każdy aspekt naszego zachowania, aby upewnić się, że zasługujemy na obecność Boga, to przyjęliśmy wypaczone założenie. Założyliśmy nie tylko, że musimy sami dążyć do Boga, aby otrzymać Jego miłość, ale także, że sami ograniczamy Jego miłość. Ile razy słyszeliśmy, gdy rodzic powtarzał dziecku, Bóg nie będzie ciebie kochać jeżeli będziesz niegrzeczny/a!

Kiedy nasza wiara jest zbudowana na przekonaniu, że musimy wszystko robić dobrze, aby otrzymać Bożą miłości, zaprzeczamy prymatowi Chrystusa. Sugerujemy w ten sposób, że Chrystus nie jest większy od naszych niedoskonałości i dlatego nie jest wszechogarniający. Jeśli Boża miłość zależy od naszej nieskazitelności, to z definicji nie jest już wyrażeniem prymatu Chrystusa. Bożej miłości nie zdobywamy przez uczynki, ale otrzymujemy ją z łaski. Kiedy doświadczamy prymatu Chrystusa wtedy zostajemy przekształceni i wzrastamy. Relacja z Nim poszerza nas, zwiększając naszą zdolność do przyjmowania, ufania i rozumienia. Z każdą chwilą uczymy się rozpoznawać boską miłość, łaskę i odkupieńczą, twórczą moc, która działa w naszym życiu. To, co dziś wydaje się nam pełne, może być jedynie ułamkiem tego, co zrozumiemy jutro. Bóg jest niezmienny w swojej naturze, ale my jesteśmy nieustannie zachęcani do rozwoju naszego zrozumienia.

W Kol 1:19-20 Paweł zwrócił uwagę, że Jezus „pojednał wszystko”. Boża chwała, mądrość i miłość były obecne w Jezusie. Paweł posługuje się słowem pleroma (pełnia) aż osiem razy w tym liście. Owa pleroma zamieszkała w Chrystusie na stałe. Boża pełnia była najwyraźniej widoczna na krzyżu, kiedy miłość zwyciężyła grzech i śmierć. Dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa pojednanie stało się możliwe dla całego kosmosu. Krzyż jest największym objawieniem charakteru Boga i rozwiązuje wielki bój przez ukazanie, że Boża miłość, a nie przymus, jest fundamentem Królestwa Bożego.

Wracając do koncepcji Bożego imienia „Jestem”, Paweł napisał, że Bóg, „tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą. (2Kor 5:21). Dzięki temu, że pełnia Boga zamieszkała w Chrystusie na krzyżu, możemy zobaczyć i zrozumieć co naprawdę oznacza imię „JESTEM”:

JESTEM Bogiem, który pochłania przemoc, zamiast ją stosować.

JESTEM Bogiem, który idzie na wygnanie, aby sprowadzić ciebie do domu.

JESTEM Bogiem, który staje się tym, kim ty jesteś, aby przywrócić ciebie do pierwotnego stanu.

Skoro Jezus złamał uścisk grzechu, grzech nie ma już ostatecznej władzy nad naszym życiem, dlatego nie musimy uczestniczyć w dehumanizacji. Nie musimy chronić władzy kosztem bezbronnych oraz nie musimy usprawiedliwiać niesprawiedliwości jako czegoś co jest nieuniknione. Pokój i miłość Chrystusa są tu i teraz. W naszym spolaryzowany świecie wypełnionym, stresem i niepokojem ta wielka moc, która nosi imię JESTEM jest w nas wszystkich. Ilu z nas trzyma ją zamkniętą w pudełku, czekając, aż inni zrobią to, do czego Chrystus już nas wyposażył?

Kiedy tak wiele naszej energii poświęcamy na monitorowanie i modyfikowanie naszego zachowania, zmniejszamy naszą zdolność do uzewnętrzniania pokoju. Nie możemy stać się pokojem w świecie, jeśli nieustannie dążymy do tego, by zasłużyć na niego u Boga. Piękno prymatu Chrystusa polega na tym, że uwalnia nas od tego dążenia. Jesteśmy zaproszeni do przyjmowania i dzielenia się z innymi tym, co sami otrzymaliśmy.



DO PRZEMYŚLENIA

Co to znaczy, że Jezus jest „obrazem Boga niewidzialnego”, a jednocześnie „pierworodnym wszelkiego stworzenia”?

Kol 1:15. Paweł przedstawił Jezusa jako obraz Boga niewidzialnego. Nikt nigdy nie widział Boga (Jn 1:18), ale w Jezusie Bóg zbliżył się do nas i stał się jednym z nas. W jaki sposób idea obrazu z Rdz 1:26-27 oraz Hbr 1:3 łączy się z koncepcją obrazu, który przedstawił Paweł? W jaki sposób spoglądanie na Jezusa umożliwia poznanie charakteru Boga? W jaki sposób prowadzi to do okazywania wdzięczności (Kol 1:3,12)?

Kol 1:18. Co to znaczy, że Chrystus „jest głową ciała, Kościoła”? Wielu ludzi uważa, że „głowa” oznacza „szefa”, „władcę”. Jednak w języku greckim w kontekście 1 Kor 11:3; Efezjan (1:22; 4:15; 5:23) i Kolosan (1:18; 2:19) jest on „źródłem życia” oraz „zapewnia służbę”. Chrystus jest źródłem spójności Kościoła, ponieważ w Nim „wszystko jest ugruntowane” (Kol 1:17). Jest On źródłem życia Kościoła dzięki swemu zmartwychwstaniu („pierworodny z umarłych”; Kol 1:18). Przywództwo, które „zapewnienia służbę” pojawia się również w Kol 2:19. „Głowa” zapewnia spójność i umożliwia wzrost ciała (wspólnota wierzących).

Paweł przedstawił Jezusa również jako „arche” (początek) stworzenia, Kościoła i zmartwychwstania (nowego stworzenia). Jak te idee się ze sobą łączą? Zwłaszcza w kontekście „kolosowej herezji” według której materia jest zła, a ciało Jezusa nie miało fizycznych właściwości („wydawał się” tylko być człowiekiem).

Kol 1:15-20. Ten hymn daje Kościołowi nie tylko uwznioślony i szerszy obraz Jezusa i ludzkości, ale także Boga i Jego świata. Wszystkie te aspekty trzeba interpretować w odniesieniu do Jezusa Chrystusa. W jaki sposób ten hymn pomaga nam lepiej zrozumieć zadanie Kościoła w świecie? Na czym polega ewangelizacja? Jak możemy pomóc w tworzeniu warunków, aby ludzie i cały świat mogli żyć tak, zgodnie z Bożym planem?

Syn jest obrazem niewidzialnego Boga w tym sensie, że ukazuje Tego, który w przeciwnym razie byłby niewidzialny. W Nim w pełni objawia się natura i charakter Boga. Co więcej, On jest Tym, w którym wszystko ma swoje istnienie, tak że jedność wszechświata zależy od Niego. Zarówno stworzenie, jak i odkupienie znajdują swoją spójność w Chrystusie” — F. F. Bruce, The Epistles to the Colossians, to Philemon, and to the Ephesians

Paweł głosił, że Chrystus jest jednoczącym centrum całej rzeczywistości. Stworzenie, odkupienie i życie Kościoła znajdują w Nim swoją spójność. Kiedy Kościół uznaje prymat Chrystusa, jedność wypływa naturalnie ze wspólnej wierności Temu, który trzyma wszystko razem.

















Przygotował Jan Pollok

piątek, 13 lutego 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Niebiańskie obywatelstwo

Felieton do Szkoły Sobotniej na 14 lutego 2026

W tym tygodniu kończymy studium Listu do Filipian. Paweł wielokrotnie napominał w swoim liście wierzących w Filippi, aby się nie lękali z powodu jego uwięzienia i zbliżającej się rozprawy sądowej, pomimo trudności, z jakimi mogą się borykać. Paweł stanowczo zachęca ich, aby się nie lękali. „Nie powinniśmy pokładać ufności w ziemskich systemach władzy, które regularnie nas rozczarowują”. To przypomnienie jest ważne. Utwierdza nas w przekonaniu, że świat nie jest taki, jaki powinien być i nawet wtedy, gdy czujemy się całkowicie załamani jesteśmy zaproszeni do współpracy z Chrystusem w urzeczywistnianiu Królestwa Bożego tu i teraz.

Apostoł Paweł żył w niemoralnym i złym społeczeństwie, które bardzo często przypomina nam to, w którym my żyjemy. Jaka jest nasza reakcja na zło, które nas otacza? Paweł płakał z powodu obecności „złych wzorców” w Kościele, jednak nie nazwał ich swoimi wrogami, ale raczej „wrogami krzyża Chrystusa”. To jest bardzo ciekawe sformułowanie. Potrzebujemy Zbawiciela i w chwilach, gdy czujemy frustrację z powodu zwycięstwa ciemności nad światłością, musimy pamiętać, że krzyż już pokonał ciemność. Dzięki temu możemy kontynuować walkę o sprawiedliwość i miłość, wiedząc, że bitwa została już wygrana na krzyżu.

Paweł zachęca Filipian do świadomego wyboru wzorców, na których się wzorują, nakłaniając ich do skupienia się na ludziach, których życie odzwierciedla wierność, a nie na tych, którzy sieją podziały. Chociaż Jezus jest jedynym doskonałym wzorem, Paweł przyznaje, że są inni, których styl życia może w znaczący sposób wskazać nam drogę do Chrystusa. Jednocześnie rada Pawła skupia uwagę na nas samych, zachęcając do refleksji nad tym, jaki przykład dajemy i czy nasze życie przybliża innych do Chrystusa, czy ich od niego oddala.

Dlatego musimy postawić sobie pytanie: w obliczu przytłaczającej niesprawiedliwości jaką obserwujemy wokoło nas, milczenia oraz upadku moralnego, kogo chcemy naśladować i jakiego rodzaju świadectwem się stajemy? Jeśli skupimy się na władzy, popularności lub stronniczej lojalności, nieuchronnie będziemy odzwierciedlać takie wartości. Lecz jeśli skupimy się na Chrystusie, wtedy jesteśmy powołani do demonstrowania kosztownej wiary, która płacze, mówi prawdę, chroni bezbronnych i odmawia usprawiedliwiania krzywd – nawet jeśli to narusza nasz komfort lub stanowisko. Wyzwanie, przed którym stoimy, polega na postawieniu pytania, czy nasze życie nosi znamiona krzyża: odwagę bez okrucieństwa, przekonanie bez dehumanizacji oraz nadzieję która nie odwraca wzroku.

Czasami możemy mieć wrażenie, że nie powinniśmy poruszać w czasie naszych religijnych dyskusji spraw „politycznych” i powinniśmy się raczej skupić na studiowaniu Słowa Bożego. Często wydaje nam się, że religia i polityka się wykluczają. Jednak zarówno historycznie jak i biblijnie nie jest to prawdą. W Nowym Testamencie religia i polityka są ze sobą głęboko splecione. W starożytności polityka i religia nigdy nie były traktowane jako odrębne sfery. Władza była skoncentrowana w rękach około 3 procent populacji, podczas gdy pozostałe 97 procent stawiało opór na różne sposoby. Czasami opór ten był jawny i buntowniczy. Innym razem przybierał formę narracji oferującej kontr-ideologię, narracji mającą na celu zakwestionowanie dominującej teologii elit i potwierdzenie godności i równości osób zmarginalizowanych.

Chrystus żył i nauczał w tym świecie. Nawet stosowanie przez Niego przypowieści nie było przypadkowe, lecz miało bulwersujący charakter. Opowiadał historie, które podważały powszechnie przyjęte narracje i demaskowały niesprawiedliwe systemy. Na czym więc polega naśladowanie Chrystusa?

Nasze społeczeństwo wciąż przeżywa szokujące doniesienia, które wynikają z opublikowanych akt Epsteina czy traumę spowodowaną zabójstwem protestujących ludzi w Minneapolis, lub zabójstwem ludzi na plaży w Sydney. Biblia może nie wymieniać tych wydarzeń wprost, ale zdecydowanie wskazuje na wzorce. Mężczyźni, którzy wykorzystali ciało kobiety, by wciągnąć ją w cudzołóstwo, aby zdyskredytować Jezusa, to ci sami mężczyźni, których widzimy w aktach Epsteina. Kiedy Jezus ostrzega w Ewangelii Mateusza 18:6, że każdemu, kto krzywdzi dzieci, lepiej będzie utopić się z kamieniem młyńskim u szyi, nie jest to łagodny język. Jest surowy, bezpośredni i jednoznaczny. Poziom odpowiedzialności, którego Jezus żądał wtedy, jest taki sam, jakiego żądamy teraz.

Wiele innych niesprawiedliwości, z którymi się zmagamy, znajduje również odzwierciedlenie w Piśmie Świętym. Tłum, który krzyczał „ukrzyżuj Go”, znajduje dziś swoje odzwierciedlenie w tych, którzy wykorzystują religię i politykę do usprawiedliwiania nadużyć i nadal wspierają tyranów. Mężczyźni, którzy stali nad martwym ciałem Szczepana, oskarżając go o bluźnierstwo, ponieważ jego słowa obnażyły ich hipokryzję, nie są daleko od tych, którzy stali nad ciałem Alexa Perettiego i uznali go za agitatora, ponieważ nie podobało im się jego stanowisko. Ci którzy strzelali do niewinnych ludzi na plaży Bondi w Sydney są również podobni do tych którzy rzucali kamieniami w stronę Szczepana. To tylko kilka przykładów. Biblia zawiera opisy powtarzających się ludzkich wzorców.

Dla wielu osób dyskomfort związany z tym, że chrześcijaństwo staje się „zbyt polityczne”, wynika z przywileju, a konkretnie z możliwości oddzielenia wiary od doświadczanej niesprawiedliwości. Takie myślenie odzwierciedla niezrozumienie stanowiska Chrystusa w konfrontacji, z systemami które krzywdzą bezbronnych.

Łatwo stracić nadzieję w chwilach, gdy ciemność wydaje się przytłaczająca. Warto jednak pamiętać, że nie jesteśmy tylko ludźmi krzyża, ale ludźmi, którzy pamiętają, że w całej historii jednostki i społeczności stawiały czoła uciskowi i walczyły o słabszych, często za cenę ogromnych poświęceń, i nie czyniły tego na próżno. Sam Chrystus stoi pośród nich.

Autor naszej lekcji zwrócił uwagę na znaczenie nadziei wskazując na Jezusa i niebiańskie obywatelstwo. Byłoby dobrze, gdyby ta koncepcja miała dziś większe znaczenie wśród osób wierzących. Jednak podkreślanie znaczenia pokoju i jedności budzi niepokój i skomplikowane pytania. Czasami to, co nazywamy pokojem, jest w rzeczywistości uprzywilejowanym unikaniem. Jest to umiejętność wyłączenia bieżących wiadomości i dzienników, odcięcia się od rzeczywistości, ucieczki w komfort i udawania, że nie widzi się, iż życie innych ludzi rozpada się na kawałki. W takim sensie pokój może stać się po prostu formą współudziału. Są takie momenty w życiu, kiedy nie powinniśmy czuć spokoju, a raczej nasze serca powinny płonąć oburzeniem. Chrystus był mężem boleści, oswojonym z cierpieniem. Są chwile, kiedy złamane serce jest najwierniejszą reakcją na zło.

Intymność związana z powierzaniem Bogu osobistych lęków i niepokojów ma swoją wartość i daje nam pokój (4:4-7), ale w jaki sposób odnieść ten fragment do globalnej niesprawiedliwości, którą obserwujemy na co dzień? Koncepcja pokoju rzadko daje przestrzeń dla cięższych emocji. Widać to w jednej z idei poruszonych w lekcji, która sugeruje, że „narastające problemy w świecie powinny budzić ufność, że powrót Pana jest bliski.” Czy na pewno? Kiedy ból innych ludzi staje się dowodem na to, że my mamy „rację”, a nie jest dramatycznym wezwaniem do działania, teologiczne spekulacje pozostają bez znaczenia. Jezus nie czekał na nadejście królestwa, ale ucieleśniał je tu i teraz, zwłaszcza wśród tych, których świat starał się ignorować. Zbyt często wezwanie do „pokoju” funkcjonuje jako żądanie milczenia, zwłaszcza ze strony tych, którzy cierpią. Pokój Jezusa nigdy nie był bierny – burzył niesprawiedliwe systemy, podważał autorytety religijne i nie odwracał wzroku od cierpienia.

Paweł opisywał Boży pokój jako aktywną, ochronną siłę, która strzeże naszych serc i umysłów w Chrystusie. Ten wewnętrzny pokój jest ściśle związany z życiem w zgodzie z wolą Bożą i umiłowaniem Jego prawa. Aby pielęgnować pokój, Paweł zachęcał wierzących do świadomego kształtowania swojego życia wewnętrznego poprzez skupianie myśli na tym, co prawdziwe, szlachetne, sprawiedliwe, czyste, miłe i godne podziwu. Autor lekcji wskazuje, że pokój to nie tylko coś, co otrzymujemy, ale coś, co praktykujemy.

Pokój nie oznacza unikania dyskomfortu ani utrzymywania status quo. Jezus, Książę Pokoju, w pewnym momencie przewracał stoły, burzył niesprawiedliwe systemy i odmówił utożsamiania porządku ze sprawiedliwością. Martin Luther King Jr podkreślał, że pokój nie jest brakiem konfliktu, lecz obecnością sprawiedliwości. Konflikt sam w sobie nie jest wrogiem; ale nierozwiązana krzywda jest. Ci, którzy czynią pokój, nie uciszają napięcia, lecz wchodzą w nie z odwagą, prawdą i miłością. To pomaga nam odróżnić utrzymywanie pokoju, które chroni komfort i władzę, od godzenia, które ryzykuje oba, aby uleczyć to, co złamane. W tym świetle działania Jezusa nie były porażką pokoju, ale samym dziełem pokoju, wzywającym nas do wiernego angażowania się w konflikt, a nie do wycofywania się z niego.

Od 1844 roku wielu chrześcijan żyje w przekonaniu, że Jezus przyjdzie wkrótce. Pomyśl o okrucieństwach, które wydarzyły się od tamtego czasu. Ile istnień ludzkich zginęło, ponieważ ludzie wybrali bezczynność, ponieważ cierpienie interpretowano jako prorocze potwierdzenie? Jakże dziwne jest radowanie się ze wzrostu cierpienia, ponieważ wspiera ono teologiczną oś czasu. Jakże egoistyczne jest przekształcanie bólu świata w potwierdzenie własnych przekonań. Ta retoryka paraliżuje wierzących, zamiast ich pobudzać do działania. Musi istnieć bardziej wierna i sprawiedliwa droga do mówienia o Bożym pokoju. Taka, która nie zawstydza lęku, nie usprawiedliwia bierności ani nie myli komfortu przywilejów ze sprawiedliwością.

Pismo Święte nie milczy na temat nadużywania władzy, okrucieństwa ani manipulacji religią w celu usprawiedliwienia krzywdy. Przeciwnie, wielokrotnie wymienia te wzorce. Jednak w naszych czasach i nie tylko widzimy jak biblijny język może być używany do uświęcania tego, co jest głęboko niechrześcijańskie.

Nasza lekcja była także okazją do refleksji o tym jak trudności i dobrobyt ujawniają, co naprawdę liczy się w życiu. Czasy niedostatku często pogłębiają wiarę i wdzięczność, a okresy obfitości przypominają nam, jak kruche jest bezpieczeństwo materialne. Pismo Święte stale zapewnia wierzących, że Bóg zna nasze potrzeby, troszczy się o nas i wiernie dostarcza nam to, co jest niezbędne. Deklaracja Pawła, że może wszystko w Chrystusie, podkreśla poleganie na sile Boga, a nie na samowystarczalności.

Paweł zachęca również wierzących do odważnej modlitwy o to, co jest zgodne z wolą Bożą. W świecie naznaczonym coraz większą przemocą, nadużyciami i wypaczoną władzą, odważna modlitwa musi być konkretna i aktywna. Co może zawierać taka modlitwa? Oto kilka przykładów:

Boże, daj nam odwagę.

Odwagę, aby mówić, wtedy, gdy milczenie jest wygodne i chroni nas przed narażaniem się na niebezpieczeństwo; odwagę by bronić tych, którzy nie mogą mówić sami (Prz 31:8–9).

Odwagę, by przeciwstawiać się rasizmowi, mizoginii i systemom, które faworyzują potężnych kosztem słabych (Iz 1:16–17).

Siłę, by mówić prawdę, nawet gdy wiąże się to z oporem lub kosztami (Dz 4:29).

Boże, daj nam oczy, które widzą wyraźnie.

Oczy, które rozpoznają przemoc, nawet wtedy, gdy kryje się ona za językiem religijnym lub autorytetem (Mt 7:15–20).

Oczy, które pomagają nazywać przemoc po imieniu, zamiast ją uduchowiać lub minimalizować (Ez 34:2–4).

Oczy wolne od zdrady, współudziału i pokusy odwrócenia wzroku (Am 5:12–15).

Boże, ukształtuj nasze serca tak, abyśmy chronili dzieci i osoby skrzywdzone.

Abyśmy potrafili bronić osoby słabe, sieroty oraz ratować uciśnionych (Ps 82:3–4).

Abyśmy potrafili zobowiązać się i byli odpowiedzialni, wiedząc, że nic ukrytego nie pozostanie ukryte (Łk 12:2).

Boże, pomóż nam być uczciwymi, zwłaszcza gdy stoimy w obliczu władzy.

Daj nam pokory, byśmy byli posłuszni Tobie, a nie ludzkiej władzy, gdy te dwie rzeczy stoją w opozycji względem siebie (Dz 5:29).

Daj nam moralną jasność, byśmy odrzucili faworyzowanie i przestali usprawiedliwiać złe postępowanie ze względu na wpływy lub status (Jak 2:1–4).

Boże, naucz nas miłości, która dociera do zmarginalizowanych ludzi.

Miłości do imigrantów i przybyszów, pamiętając, że my też kiedyś byliśmy outsiderami (Kpł 19:33–34).

Miłości, która pamięta o tych, którzy cierpią, tak abyśmy potrafili cierpieć razem z nimi (Hbr 13:3).

Boże, daj nam poczucie czynnej sprawiedliwości, a nie abstrakcyjnej.

Daj nam mądrości abyśmy wiedzieli, jak postępować, a nie tylko w co wierzyć (Jak 1:5).

Wytrwałości, by czynić dobro, nawet gdy praca wydaje się powolna lub niewidoczna (Ga 6:9).

Boże, daj nam wiarę, taką, którą posiadał Chrystus.

Wiarę, która głosi dobrą nowinę ubogim i wolność uciśnionym (Łk 4:18–19).

Wiarę, która nie oddziela duchowości od prawdziwego cierpienia.

Wiarę, która kocha, nie dopuszczając do krzywdy, i przebacza, nie wymazując odpowiedzialności (Jn 8:1–11).

Innymi słowy, odważnie prosimy o to, co Biblia zawsze jasno wskazywała: o ochronę bezbronnych, o ujawnianie niesprawiedliwości, o przeciwstawianie się nadużyciom władzy i o kochanie bliźnich w konkretny, kosztowny sposób. Amen.



DO PRZEMYŚLENIA

Flp 3:17-19. Dlaczego wierzący w Filippi są zaproszeni do naśladowania Pawła? Wcześniej opisał on, dlaczego odrzucił swoje żydowskie przywileje (Flp 3:4-11). Chrześcijanie w Filippi nie mogli dokładnie naśladować Pawła, ponieważ niewielu z nich było Żydami lub obywatelami rzymskimi. Zarówno oni jak i my dzisiaj musimy pokazać na czym polega wierność Jezusowi w odróżnieniu od innych roszczeń do wierności, które są nam narzucane. Ludzie, których zachowanie było uwarunkowane przez ich zmysły, nie byli dla nich dobrymi wzorcami do naśladowania.

Flp 3:20. W jaki sposób sformułowanie „nasza ojczyzna jest w niebie” jest błędnie rozumiane w klasycznym chrześcijaństwie? O czym właściwie mówi tutaj Apostoł? Większość współczesnych chrześcijan uważa, że Paweł mógł mieć na myśli: „czekamy, aż będziemy mogli pójść i zamieszkać w niebie, gdzie jest nasze miejsce”. Taka interpretacja świadczy o niezrozumieniu jak funkcjonowało obywatelstwo rzymskie w placówce granicznej lub w rzymskiej kolonii, takiej jak Filippi. Ten werset nie mówi o pójściu do nieba (choć wierzący będą tam przebywać przez 1000 lat!), ale raczej o źródle naszej pewności, aby żyć na ziemi w sposób odmienny od obecnego upadłego świata (i w konflikcie z nim). W jaki sposób możemy przedstawić tu i teraz życie oraz niebiańskie wartości (wartości Królestwa Bożego)? Chrześcijanie, którzy posiadają niebiańskie obywatelstwo, żyją jak obywatele nieba wszędzie tam, gdzie się znajdują, ponieważ reprezentują wartości królestwa Bożego na ziemi.

Flp 4:1. „Trwajcie w Panu” nie oznaczało jedynie trwania w wierze. Oznaczało bycie lojalnym wobec Jezusa, który jest prawdziwym Panem, a nie wobec Cezara. Paweł nazywa Jezusa prawdziwym „Panem” i „Zbawicielem”, w przeciwieństwie do Cezara (który często był określany tymi tytułami). Pewnego dnia prawdziwy Pan powróci z nieba, aby wyzwolić wszystkich spod władzy wroga i w pełni ustanowić swoje panowanie w koloniach. Mówiąc w kategoriach Modlitwy Pańskiej, kiedy nadejdzie Królestwo Boże, wola Boża będzie spełniana „tak w niebie jak i na ziemi”. Niestety bardzo rzadko czytamy tekst Modlitwy Pańskiej jako tekst eschatologiczny.

Flp 4:4-7. Jaki jest kontekst i znaczenie zwrotu „radujcie się w Panu zawsze”? W kulturze antycznej, w której żył Paweł słowo „radujcie się” (hairo) oznaczało (oprócz poczucia wewnętrznej radości) publiczne świętowanie. W Filippi, Efezie i Koryncie organizowano wielkie igrzyska i widowiska, aby uczcić swoich bogów i swoje miasta, a zwłaszcza samego boskiego Cezara. Dlaczego naśladowcy Jezusa, który jest królem mieliby świętować mniej radośnie? Jednak celebracja nie może przerodzić się w zwykły ekstrawertyczny entuzjazm, który tłumi wrażliwe dusze i obraża tych, którzy z natury są cisi i powściągliwi.

Flp 4:8. Polecenie, aby myśleć o wspaniałych i pięknych rzeczach, stoi w sprzeczności z nawykami myślowymi wpajanymi przez współczesne media.

Flp 4:13. Jaki jest bezpośredni kontekst często cytowanego tekstu: „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie.? Czy w rozdziale 4. Paweł ubiega się o pracę? Czy przygotowuje się do udziału w igrzyskach olimpijskich? Czy jest zainteresowany założeniem firmy? Czy posługuje się tym wyrażeniem w celu zbudowania motywacji do osiągnięcia celu i zdobycia sukcesu i dlatego obiecuje swoim czytelnikom, że mogą osiągnąć każdy cel, jaki sobie wyznaczą?

W rozdziale 4. możemy zobaczyć Pawła jako zwykłego człowieka zmagającego się z trudnościami, który musiał uczyć się wszystkiego na własnej skórze. Możemy zobaczyć Apostoła, który był zadowolony zarówno w chwilach wzlotów ja i upadków, dobrych i złych. Potrafił przeżywać radość niezależnie od tego, czy posiadał wszystko czy nic. Innymi słowy, jego zadowolenie nie było związane z okolicznościami ani nie było przez nie ograniczone.

W jaki sposób możemy zdobyć ten sam rodzaj zadowolenia jaki posiadał Paweł, gdy pisał z więzienia do ludzi, którzy byli na wolności? Takie zadowolenie nie pojawia się automatycznie ani nie jest wynikiem psychologicznych ćwiczeń. Nie da się go wymusić ani udawać. Możemy jednak nauczyć się jak być zadowolonym/ą w każdej sytuacji, pamiętając, że zadowolenie nie jest związane ani ograniczone naszymi okolicznościami. Faktycznie okoliczności nie miały wpływu na zadowolenie i radość Pawła. Prawdziwe zadowolenie można znaleźć tylko w Chrystusie, w wierze w Niego i zaufaniu Mu oraz mocnym trzymaniu się obietnicy ewangelii, która jest życiem wiecznym dla wszystkich, którzy Mu ufają. Ta sama obietnica pomocy z zewnątrz jest dostępna dla każdego, kto jest gotowy pójść do tej samej szkoły i nauczyć się tych samych lekcji co Paweł.

Twierdzenie Pawła, że ‘nasze obywatelstwo jest w niebie’, nie oznacza ucieczki od ziemskich obowiązków. Oznacza raczej, że wierzący żyją na ziemi pod rządami i wartościami innego królestwa. Niebo decyduje o tym, jak żyje się tu i teraz. Wierność Chrystusowi zmienia relacje społeczne, priorytety i życie wspólnotowe”.— Scot McKnight, The Story of God Bible Commentary: Philippians

Paweł przypomina wierzącym, że ich nadrzędnym zobowiązaniem jest Królestwo Boże. Niebiańska tożsamość zmienia sposób, w jaki osoby wierzący żyją, podejmują decyzje i odnoszą się do siebie nawzajem na ziemi. Jedność wzrasta, gdy Kościół uczy się wspólnie żyć niebiańskimi wartościami podczas gdy jest zajęty wykonywaniem codziennych obowiązków.







Przygotował Jan Pollok