piątek, 20 lutego 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Prymat Chrystusa

Felieton do Szkoły Sobotniej na 21 lutego 2026

Termin „prymat”, który pojawia się w tytule naszej lekcji jest terminem teologicznym. Nie jest on używany przez Pawła, ale jest powszechnie stosowany przez biblistów do opisania najwyższej roli Chrystusa w Bożym planie zbawienia. Termin ten oznacza pierwszeństwo lub zwierzchnictwo. Zwięzły opis „prymatu” Chrystusa przedstawił Paweł w Kol 1:15-17.

Dlaczego Paweł niemal od razu na samym początku listu do Kolosan zwrócił uwagę na tożsamość i supremację Jezusa Chrystusa? Jakie nauki przedstawił Paweł wierzącym w Kolosach, mimo że nigdy osobiście nie spotkał się z nimi? Dlaczego należy zwrócić na to uwagę?

Jeśli chcemy zrozumieć, docenić i zastosować list do Kolosan z I wieku n.e., musimy przeprowadzić egzegezę tego tekstu. Przy okazji warto wyjaśnić dwa terminy, które w języku polskim często są stosowane wymiennie, są to egzegeza i hermeneutyka. Oba słowa pochodzą z języka greckiego. Hermeneutyka to ogólna teoria, nauka i metodologia interpretacji, podczas gdy egzegeza to praktyczne zastosowanie tych reguł w celu ustalenia konkretnego, pierwotnego znaczenia tekstu. Hermeneutyka dostarcza zasad (reguł), podczas gdy egzegeza to proces wyciągania znaczenia z konkretnego fragmentu. Hermeneutyka to nauka o zasadach, metodach i regułach interpretacji. Egzegeza to krytyczna, dogłębna analiza konkretnego fragmentu w celu „wydobycia” jego pierwotnego znaczenia. Podstawowe pytania w pracy egzegetycznej to: „Co autor mógł mieć na myśli?”, oraz „Kim byli i jak rozumieli tekst pierwsi adresaci listu? Egzegeza to proces, w którym poszukujemy intencji autora. Jeśli pominiemy ten krok i zaczniemy od pytania: „Co dany tekst oznacza dla nas dzisiaj?” – nieporozumienie jest gwarantowane.

Tak zwana „herezja z Kolosów” jest mieszanką różnych fałszywych nauk, które pojawiły się we wspólnocie wiary w Kolosach w I w. n.e. z którymi polemizował apostoł Paweł w swoim liście. Chociaż Paweł nie opisuje tej herezji w sposób systematyczny, to jednak treść jego ostrzeżeń daje nam wskazówki na czym mogła ona polegać. Fałszywi nauczyciele nie zaprzeczali istnienia Chrystusa i znaczenia Jego misji, ale „detronizowali” Go i pomniejszali znaczenie Jego misji. W ich nauczaniu/filozofii Chrystus był tylko jedną z wielu „emanacji” pochodzących od Boga, dzięki którym ludzie mogli do Niego dotrzeć. Fałszywe nauki dotyczyły również kultu aniołów, praktyk ascetycznych oraz ścisłego przestrzegania żydowskiej tradycji ustnej. Prowadziło to do duchowego elitaryzmu zakorzenionego w „wiedzy tajemnej” i legalistycznej sprawiedliwości.

W jaki sposób życie Jezusa na ziemi objawia nam, kim jest Bóg? Nasza tożsamość ostatecznie znajduje swoje wyrażenie w Chrystusie. Jedynie Chrystus pomaga nam zrozumieć kim jest Bóg i jakie jest znaczenie Jego wielkiego imienia „Jestem”.

Myślenie o Bogu w ten sposób przypomina nam, że jest On obecny w naszej drobnej, codziennej egzystencji. Kiedy wszystko wydaje się przytłaczające i beznadziejne, kiedy czujemy, że jesteśmy całkowicie bezradni wobec cierpienia, które widzimy wokoło nas warto pamiętać jakie jest znaczenie Bożego imienia. Oto kilka przykładów:

Kto jest z dziećmi w obozach dla uchodźców? - JESTEM

Kto wymierzy sprawiedliwość skorumpowanym systemom politycznym? - JESTEM

Kto pociągnie rządy do odpowiedzialności za korupcję, którą usprawiedliwiają? - JESTEM

Kto wymierzy sprawiedliwość ofiarom różnego rodzaju przemocy? - JESTEM

Kto pomoże w wychowaniu naszych dzieci? – JESTEM

Skoro On JEST i moja nadzieja całkowicie skupia się na Nim, czy to oznacza, że mogę zrzucić z siebie odpowiedzialność za zło, które dzieje się wokoło mnie? Skoro Bóg troszczy się o wszystko, czy mogę sobie odpuścić? Wciąż pozostaje niuans: w jaki sposób ufać Mu, że jest Bogiem, ale jednocześnie być Jego rękami i nogami. Jego wielkie imię JESTEM, zawiera moc. On JEST obecny w każdym z nas. Nie daje nam to pretekstu do bierności, ale raczej daje nam siłę, by być obecnym. Jeśli mamy w sobie ducha Bożego, czy nie pyta On, gdzie jesteśmy w sprawie tych najmniejszych? Czego mogą dotyczyć pytania, które Bóg nam stawia? Oto kilka przykładów

Kogo poślę? - Oto JESTEM

Kto tam pójdzie? - Poślij mnie

Kto będzie moim ciałem na ziemi? - Oto JESTEM

Kto będzie sprzeciwiał się niesprawiedliwości? - Oto JESTEM

Kto będzie uczestniczył w cierpieniach innych? - Oto JESTEM

Kto będzie współpracował ze Mną w ucieleśnianiu miłości na świecie? - Oto JESTEM

W tym sensie „JESTEM” staje się deklaracją tożsamości Boga i moralnym kompasem dla nas? Jeśli Bóg odpowiada „JESTEM” w konkretnej sytuacji, czy ja również nie powinienem starać się ucieleśniać Jego obecności w takiej sytuacji?

Czy jest możliwe, aby imię JESTEM było żywym przypomnieniem, że bierzemy udział w ucieleśnianiu Jego królestwa na tej ziemi? Kiedy doświadczamy obecności JESTEM w naszym życiu, to wtedy moc, miłość, nadzieja i pokój tego który JEST emanują z nas w naszych codziennych interakcjach nawet jeśli w danej chwili tego nie dostrzegamy. Wiara nie może być statyczna i oderwana od naszego życia; musi się uwidaczniać w sposobie, w jakim funkcjonujemy w świecie. Podobnie jak zostało to wyrażone w anegdocie, w której dziecko pyta Boga: „Dlaczego nie czynisz świata lepszym?”. Bóg odpowiada: „JESTEM: Stworzyłem cię. Teraz idź i zrób coś z tym!”

Kol 1:15,18. W jaki sposób można zinterpretować stwierdzenie, że Jezus jest „pierworodnym wszelkiego stworzenia”? Tytuł „pierworodny” pojawia się jeszcze w trzech innych miejscach NT w odniesieniu do Jezusa (Rz 8:29; Hbr 1:6; Ap 1:5). Jest to bardzo ważny tytuł chrystologiczny. Z analizy terminu prototokos (pierworodny) i porównania go z takimi wersetami jak Ps 89,20.27; Wj 4,22; Jr 31,9; Hbr 12,23 wynika, że nie tyle wskazuje on, że Jezus był pierwszą stworzoną istotą, lecz raczej świadczy o Jego relacji z Ojcem. W takiej analizie warto zwrócić uwagę na sposób w jaki termin prototkos był używany w kulturze semickiej. Odwołując się do postaci takich jak Jakub, Józef i Dawid, którzy nie byli dosłownymi pierworodnymi synami, ale zajmowali ważne pozycje, należy podkreślić dominację, a nie chronologię. Tytuł „pierworodny” niekoniecznie musi odnosi się do czasu, ale do rangi. Apostoł położył nacisk na status Jezusa i Jego autorytet wynikający z relacji z Ojcem a nie na aspekt chronologiczny.

Paweł przedstawił Chrystusa jako głowę Kościoła. Chrystus jako „głowa” Kościoła zapewnia tym, którzy w Niego wierzą, przywództwo, prowadzenie oraz pokarm, który służy dla rozwoju jedności i wzrostu Kościoła (Kol 2:19). Koncepcja „głowy” wraz z innymi zasadami Pawła dotyczącymi przywództwa często były interpretowane głównie przez pryzmat uległości, kontroli lub utraty tożsamości, szczególnie w debatach na temat relacji pomiędzy mężczyznami i kobietami. Jednak przywództwo oznacza nie tylko zdolność do przewodzenia, ale także odpowiedzialność za kształtowanie charakteru. Głowa karmi, nadaje ton, ustanawia kulturę. To, co wypływa z głowy, kształtuje ciało. Jeśli tożsamość Chrystusa definiuje współczucie, prawdomówność, pokorę i odważną miłość, to Kościół nie może odzwierciedlać czegoś surowszego, bardziej karzącego lub bardziej chroniącego, a jednocześnie twierdzić, że działa zgodnie z Jego wolą.

Głowa każdej organizacji kształtuje jej kulturę. Ton, wartości i zachowania osób na szczycie wpływają na to, co staje się w danym środowisku standardem. Widzimy to wyraźnie w życiu politycznym. Obserwujemy to w różnych instytucjach łącznie z kościołem. Przywództwo nie tylko ma wpływ na zachowanie. Ono definiuje to, co jest normalne. Jeśli Chrystus jest Głową Kościoła, to jego rolą nie jest jedynie wydawanie poleceń. To On ucieleśnia sposób bycia. Jego charakter wyznacza standardy. Jego współczucie, sprawiedliwość, miłosierdzie i pokora ustanawiają wzór, który Kościół powinien odzwierciedlać.

Oddawanie czci Chrystusowi jako głowie nie oznacza jedynie podążania za Jego naukami. Najpierw staramy się zrozumieć, a następnie przyjąć Jego tożsamość, aby stać się do Niego podobnym. Na tym polega różnica między czynami a intencją. Wielu chrześcijan odzwierciedla zewnętrzne przejawy wiary, uczęszczając do kościoła, angażując się w działalność kościelną lub wspierając działalność charytatywną. Na zewnątrz wydają się być wierni. Jednak ich intencje, choć niewidoczne dla ludzkich oczu, są w pełni znane Bogu. Właśnie o tym mówił Jezus w Mt 7:21–23. Ludzie chętnie opowiadają o swoich religijnych dokonaniach: dziełach, które wykonali, służbie, którą pełnili. Jednak odpowiedź Jezusa była otrzeźwiająca do bólu: „Nigdy was nie znałem”. Problemem nie jest aktywność. Chodzi raczej o motywację. Można wykonywać dzieła religijne, równocześnie ucieleśniając ducha obcego Chrystusowi.

Jeśli „JESTEM” jest deklaracją tożsamości, to nasze uczniostwo musi wykraczać poza wykonywanie obowiązków. Uczniostwo dotyczy nie tyle zewnętrznego konformizmu, ile raczej wewnętrznej formacji. Skoro imię Boga objawia, kim On jest, to podążanie za Nim oznacza pozwolenie, aby Jego tożsamość przekształciła naszą. Pozwólmy, aby Jego tożsamość powoli i szczerze przekształcała nas w ten rodzaj ludzi, których życie może odzwierciedlać, chociaż niedoskonale, charakter Tego, który mówi: „JESTEM”.

Dążenie do zrozumienia tego, co Chrystus uczynił i dlaczego to uczynił, oznacza postawienie pytania, co wzbudziło Jego współczucie, co ukształtowało Jego wybory i co utwierdziło Jego przekonania. Bez tego zrozumienia możemy naśladować Jego czyny, nie oddając ich ducha. Nie wystarczy zapytać: „Czy postępuję właściwie?”, ale: „Czy staję się taką osobą jaką jest Chrystus?”

Biblijne słowa „głowa” i „początek” wskazują na rolę Chrystusa jako zarówno stwórcy, jak i inicjatora. W biblijnym kontekście terminy te podkreślają, że Jezus jest nie tylko pierwszy w hierarchii, ale także źródłem i początkiem zarówno stworzenia, jak i Kościoła. Jako stwórca istniał przed wszystkim i podtrzymuje wszystko; jako głowa Kościoła, Jezus zapoczątkował jego egzystencję i podtrzymuje jego istnienie. Przez swoje zmartwychwstanie staje się również inicjatorem nowego stworzenia, pokonując grzech i śmierć oraz zapewniając zmartwychwstanie wszystkim, którzy Mu ufają. Ponieważ Jezus doskonale objawia Boga, słusznie zajmuje pierwsze miejsce jako głowa zarówno ludzkości jak i Kościoła.

Autor lekcji zadał pytanie, Co musisz zmienić, alby lepiej doświadczyć prymatu/pierwszeństwa Chrystusa w swoim życiu? Tak postawione pytanie jest dziwne zważywszy, że uwaga w liście do Kolosan jest zwrócona na Jezusa, który jest głową i inicjatorem. Jeżeli tak jest, to moja rola polega na przyjęciu Jego inicjatywy. Jeśli zaczynam się zastanawiać, co muszę zmienić, aby lepiej doświadczać prymatu Chrystusa, czy nie przejmuję roli inicjatora? Czy nie lepiej zaakceptować prymat Jezusa i Jego przywództwo i uwolnić się od wszelkich presji aby zmieniać samego siebie? Jeśli nie mogę nic zrobić, aby się zmienić, a moc do zmiany pochodzi wyłącznie od Chrystusa, pytanie jest błędne. Jedynie zrozumienie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa może dokonać transformacji w moim życiu.

Niestety wielu chrześcijan wciąż działa na podstawie założenia, że właściwe postępowanie oznacza sprawiedliwość, a nasze postępowanie zapewnia Boże błogosławieństwo i Bożą obecność. W takim sposobie myślenia, posłuszeństwo staje się transakcyjne. Jeśli postępuję właściwie, jestem błogosławiony. Jeśli jestem błogosławiony, to oznacza, że postępowałem właściwie. Otrzymanie Bożej łaski jest uzależnione od naszego działania. Takie myślenie zniekształca również sposób, w jaki postrzegamy innych. Jeśli wierzymy, że na błogosławieństwo trzeba sobie zasłużyć, łatwo jest założyć, że na cierpienie również trzeba sobie zasłużyć. Kiedy spotykamy ludzi uciskanych lub marginalizowanych, możemy subtelnie dojść do wniosku, że ich stan jest wynikiem czegoś, co zrobili lub czego nie zrobili. Takie przekonanie hamuje nasze współczucie, uniemożliwiając nam pełne zaangażowanie. Zamiast solidarnie wychodzić do ludzi, analizujemy ich. Zamiast stawić czoła niesprawiedliwości, racjonalizujemy ją. Transakcyjne spojrzenie na Boga zawęża nasze miłosierdzie wobec innych.

Niestety wiele wierzących osób nie uświadamia sobie, co to znaczy być kochanym po prostu dlatego, że istniejemy i dlatego często zachowujemy się tak, jakby boska bliskość była uzależniona od naszego ciągłego samodoskonalenia.

Brennan Manning napisał: „Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, a nie jakimi powinniśmy być, ponieważ nigdy nie będziemy tacy, jacy powinniśmy być”. „Bóg, który cię kocha, nie czeka, aż staniesz się święty, żeby się w tobie rozkoszować. Kocha cię, gdy pracujesz, gdy się bawisz, gdy odpoczywasz, gdy kochasz i gdy nic nie robisz.”

Idea, która została wyrażona w tych cytatach sprzeciwia się idei wyszukiwania błędów i samokontroli, które kształtują życie wielu wierzących. Jeśli musimy analizować każdy aspekt naszego zachowania, aby upewnić się, że zasługujemy na obecność Boga, to przyjęliśmy wypaczone założenie. Założyliśmy nie tylko, że musimy sami dążyć do Boga, aby otrzymać Jego miłość, ale także, że sami ograniczamy Jego miłość. Ile razy słyszeliśmy, gdy rodzic powtarzał dziecku, Bóg nie będzie ciebie kochać jeżeli będziesz niegrzeczny/a!

Kiedy nasza wiara jest zbudowana na przekonaniu, że musimy wszystko robić dobrze, aby otrzymać Bożą miłości, zaprzeczamy prymatowi Chrystusa. Sugerujemy w ten sposób, że Chrystus nie jest większy od naszych niedoskonałości i dlatego nie jest wszechogarniający. Jeśli Boża miłość zależy od naszej nieskazitelności, to z definicji nie jest już wyrażeniem prymatu Chrystusa. Bożej miłości nie zdobywamy przez uczynki, ale otrzymujemy ją z łaski. Kiedy doświadczamy prymatu Chrystusa wtedy zostajemy przekształceni i wzrastamy. Relacja z Nim poszerza nas, zwiększając naszą zdolność do przyjmowania, ufania i rozumienia. Z każdą chwilą uczymy się rozpoznawać boską miłość, łaskę i odkupieńczą, twórczą moc, która działa w naszym życiu. To, co dziś wydaje się nam pełne, może być jedynie ułamkiem tego, co zrozumiemy jutro. Bóg jest niezmienny w swojej naturze, ale my jesteśmy nieustannie zachęcani do rozwoju naszego zrozumienia.

W Kol 1:19-20 Paweł zwrócił uwagę, że Jezus „pojednał wszystko”. Boża chwała, mądrość i miłość były obecne w Jezusie. Paweł posługuje się słowem pleroma (pełnia) aż osiem razy w tym liście. Owa pleroma zamieszkała w Chrystusie na stałe. Boża pełnia była najwyraźniej widoczna na krzyżu, kiedy miłość zwyciężyła grzech i śmierć. Dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa pojednanie stało się możliwe dla całego kosmosu. Krzyż jest największym objawieniem charakteru Boga i rozwiązuje wielki bój przez ukazanie, że Boża miłość, a nie przymus, jest fundamentem Królestwa Bożego.

Wracając do koncepcji Bożego imienia „Jestem”, Paweł napisał, że Bóg, „tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą. (2Kor 5:21). Dzięki temu, że pełnia Boga zamieszkała w Chrystusie na krzyżu, możemy zobaczyć i zrozumieć co naprawdę oznacza imię „JESTEM”:

JESTEM Bogiem, który pochłania przemoc, zamiast ją stosować.

JESTEM Bogiem, który idzie na wygnanie, aby sprowadzić ciebie do domu.

JESTEM Bogiem, który staje się tym, kim ty jesteś, aby przywrócić ciebie do pierwotnego stanu.

Skoro Jezus złamał uścisk grzechu, grzech nie ma już ostatecznej władzy nad naszym życiem, dlatego nie musimy uczestniczyć w dehumanizacji. Nie musimy chronić władzy kosztem bezbronnych oraz nie musimy usprawiedliwiać niesprawiedliwości jako czegoś co jest nieuniknione. Pokój i miłość Chrystusa są tu i teraz. W naszym spolaryzowany świecie wypełnionym, stresem i niepokojem ta wielka moc, która nosi imię JESTEM jest w nas wszystkich. Ilu z nas trzyma ją zamkniętą w pudełku, czekając, aż inni zrobią to, do czego Chrystus już nas wyposażył?

Kiedy tak wiele naszej energii poświęcamy na monitorowanie i modyfikowanie naszego zachowania, zmniejszamy naszą zdolność do uzewnętrzniania pokoju. Nie możemy stać się pokojem w świecie, jeśli nieustannie dążymy do tego, by zasłużyć na niego u Boga. Piękno prymatu Chrystusa polega na tym, że uwalnia nas od tego dążenia. Jesteśmy zaproszeni do przyjmowania i dzielenia się z innymi tym, co sami otrzymaliśmy.



DO PRZEMYŚLENIA

Co to znaczy, że Jezus jest „obrazem Boga niewidzialnego”, a jednocześnie „pierworodnym wszelkiego stworzenia”?

Kol 1:15. Paweł przedstawił Jezusa jako obraz Boga niewidzialnego. Nikt nigdy nie widział Boga (Jn 1:18), ale w Jezusie Bóg zbliżył się do nas i stał się jednym z nas. W jaki sposób idea obrazu z Rdz 1:26-27 oraz Hbr 1:3 łączy się z koncepcją obrazu, który przedstawił Paweł? W jaki sposób spoglądanie na Jezusa umożliwia poznanie charakteru Boga? W jaki sposób prowadzi to do okazywania wdzięczności (Kol 1:3,12)?

Kol 1:18. Co to znaczy, że Chrystus „jest głową ciała, Kościoła”? Wielu ludzi uważa, że „głowa” oznacza „szefa”, „władcę”. Jednak w języku greckim w kontekście 1 Kor 11:3; Efezjan (1:22; 4:15; 5:23) i Kolosan (1:18; 2:19) jest on „źródłem życia” oraz „zapewnia służbę”. Chrystus jest źródłem spójności Kościoła, ponieważ w Nim „wszystko jest ugruntowane” (Kol 1:17). Jest On źródłem życia Kościoła dzięki swemu zmartwychwstaniu („pierworodny z umarłych”; Kol 1:18). Przywództwo, które „zapewnienia służbę” pojawia się również w Kol 2:19. „Głowa” zapewnia spójność i umożliwia wzrost ciała (wspólnota wierzących).

Paweł przedstawił Jezusa również jako „arche” (początek) stworzenia, Kościoła i zmartwychwstania (nowego stworzenia). Jak te idee się ze sobą łączą? Zwłaszcza w kontekście „kolosowej herezji” według której materia jest zła, a ciało Jezusa nie miało fizycznych właściwości („wydawał się” tylko być człowiekiem).

Kol 1:15-20. Ten hymn daje Kościołowi nie tylko uwznioślony i szerszy obraz Jezusa i ludzkości, ale także Boga i Jego świata. Wszystkie te aspekty trzeba interpretować w odniesieniu do Jezusa Chrystusa. W jaki sposób ten hymn pomaga nam lepiej zrozumieć zadanie Kościoła w świecie? Na czym polega ewangelizacja? Jak możemy pomóc w tworzeniu warunków, aby ludzie i cały świat mogli żyć tak, zgodnie z Bożym planem?

Syn jest obrazem niewidzialnego Boga w tym sensie, że ukazuje Tego, który w przeciwnym razie byłby niewidzialny. W Nim w pełni objawia się natura i charakter Boga. Co więcej, On jest Tym, w którym wszystko ma swoje istnienie, tak że jedność wszechświata zależy od Niego. Zarówno stworzenie, jak i odkupienie znajdują swoją spójność w Chrystusie” — F. F. Bruce, The Epistles to the Colossians, to Philemon, and to the Ephesians

Paweł głosił, że Chrystus jest jednoczącym centrum całej rzeczywistości. Stworzenie, odkupienie i życie Kościoła znajdują w Nim swoją spójność. Kiedy Kościół uznaje prymat Chrystusa, jedność wypływa naturalnie ze wspólnej wierności Temu, który trzyma wszystko razem.

















Przygotował Jan Pollok

piątek, 13 lutego 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Niebiańskie obywatelstwo

Felieton do Szkoły Sobotniej na 14 lutego 2026

W tym tygodniu kończymy studium Listu do Filipian. Paweł wielokrotnie napominał w swoim liście wierzących w Filippi, aby się nie lękali z powodu jego uwięzienia i zbliżającej się rozprawy sądowej, pomimo trudności, z jakimi mogą się borykać. Paweł stanowczo zachęca ich, aby się nie lękali. „Nie powinniśmy pokładać ufności w ziemskich systemach władzy, które regularnie nas rozczarowują”. To przypomnienie jest ważne. Utwierdza nas w przekonaniu, że świat nie jest taki, jaki powinien być i nawet wtedy, gdy czujemy się całkowicie załamani jesteśmy zaproszeni do współpracy z Chrystusem w urzeczywistnianiu Królestwa Bożego tu i teraz.

Apostoł Paweł żył w niemoralnym i złym społeczeństwie, które bardzo często przypomina nam to, w którym my żyjemy. Jaka jest nasza reakcja na zło, które nas otacza? Paweł płakał z powodu obecności „złych wzorców” w Kościele, jednak nie nazwał ich swoimi wrogami, ale raczej „wrogami krzyża Chrystusa”. To jest bardzo ciekawe sformułowanie. Potrzebujemy Zbawiciela i w chwilach, gdy czujemy frustrację z powodu zwycięstwa ciemności nad światłością, musimy pamiętać, że krzyż już pokonał ciemność. Dzięki temu możemy kontynuować walkę o sprawiedliwość i miłość, wiedząc, że bitwa została już wygrana na krzyżu.

Paweł zachęca Filipian do świadomego wyboru wzorców, na których się wzorują, nakłaniając ich do skupienia się na ludziach, których życie odzwierciedla wierność, a nie na tych, którzy sieją podziały. Chociaż Jezus jest jedynym doskonałym wzorem, Paweł przyznaje, że są inni, których styl życia może w znaczący sposób wskazać nam drogę do Chrystusa. Jednocześnie rada Pawła skupia uwagę na nas samych, zachęcając do refleksji nad tym, jaki przykład dajemy i czy nasze życie przybliża innych do Chrystusa, czy ich od niego oddala.

Dlatego musimy postawić sobie pytanie: w obliczu przytłaczającej niesprawiedliwości jaką obserwujemy wokoło nas, milczenia oraz upadku moralnego, kogo chcemy naśladować i jakiego rodzaju świadectwem się stajemy? Jeśli skupimy się na władzy, popularności lub stronniczej lojalności, nieuchronnie będziemy odzwierciedlać takie wartości. Lecz jeśli skupimy się na Chrystusie, wtedy jesteśmy powołani do demonstrowania kosztownej wiary, która płacze, mówi prawdę, chroni bezbronnych i odmawia usprawiedliwiania krzywd – nawet jeśli to narusza nasz komfort lub stanowisko. Wyzwanie, przed którym stoimy, polega na postawieniu pytania, czy nasze życie nosi znamiona krzyża: odwagę bez okrucieństwa, przekonanie bez dehumanizacji oraz nadzieję która nie odwraca wzroku.

Czasami możemy mieć wrażenie, że nie powinniśmy poruszać w czasie naszych religijnych dyskusji spraw „politycznych” i powinniśmy się raczej skupić na studiowaniu Słowa Bożego. Często wydaje nam się, że religia i polityka się wykluczają. Jednak zarówno historycznie jak i biblijnie nie jest to prawdą. W Nowym Testamencie religia i polityka są ze sobą głęboko splecione. W starożytności polityka i religia nigdy nie były traktowane jako odrębne sfery. Władza była skoncentrowana w rękach około 3 procent populacji, podczas gdy pozostałe 97 procent stawiało opór na różne sposoby. Czasami opór ten był jawny i buntowniczy. Innym razem przybierał formę narracji oferującej kontr-ideologię, narracji mającą na celu zakwestionowanie dominującej teologii elit i potwierdzenie godności i równości osób zmarginalizowanych.

Chrystus żył i nauczał w tym świecie. Nawet stosowanie przez Niego przypowieści nie było przypadkowe, lecz miało bulwersujący charakter. Opowiadał historie, które podważały powszechnie przyjęte narracje i demaskowały niesprawiedliwe systemy. Na czym więc polega naśladowanie Chrystusa?

Nasze społeczeństwo wciąż przeżywa szokujące doniesienia, które wynikają z opublikowanych akt Epsteina czy traumę spowodowaną zabójstwem protestujących ludzi w Minneapolis, lub zabójstwem ludzi na plaży w Sydney. Biblia może nie wymieniać tych wydarzeń wprost, ale zdecydowanie wskazuje na wzorce. Mężczyźni, którzy wykorzystali ciało kobiety, by wciągnąć ją w cudzołóstwo, aby zdyskredytować Jezusa, to ci sami mężczyźni, których widzimy w aktach Epsteina. Kiedy Jezus ostrzega w Ewangelii Mateusza 18:6, że każdemu, kto krzywdzi dzieci, lepiej będzie utopić się z kamieniem młyńskim u szyi, nie jest to łagodny język. Jest surowy, bezpośredni i jednoznaczny. Poziom odpowiedzialności, którego Jezus żądał wtedy, jest taki sam, jakiego żądamy teraz.

Wiele innych niesprawiedliwości, z którymi się zmagamy, znajduje również odzwierciedlenie w Piśmie Świętym. Tłum, który krzyczał „ukrzyżuj Go”, znajduje dziś swoje odzwierciedlenie w tych, którzy wykorzystują religię i politykę do usprawiedliwiania nadużyć i nadal wspierają tyranów. Mężczyźni, którzy stali nad martwym ciałem Szczepana, oskarżając go o bluźnierstwo, ponieważ jego słowa obnażyły ich hipokryzję, nie są daleko od tych, którzy stali nad ciałem Alexa Perettiego i uznali go za agitatora, ponieważ nie podobało im się jego stanowisko. Ci którzy strzelali do niewinnych ludzi na plaży Bondi w Sydney są również podobni do tych którzy rzucali kamieniami w stronę Szczepana. To tylko kilka przykładów. Biblia zawiera opisy powtarzających się ludzkich wzorców.

Dla wielu osób dyskomfort związany z tym, że chrześcijaństwo staje się „zbyt polityczne”, wynika z przywileju, a konkretnie z możliwości oddzielenia wiary od doświadczanej niesprawiedliwości. Takie myślenie odzwierciedla niezrozumienie stanowiska Chrystusa w konfrontacji, z systemami które krzywdzą bezbronnych.

Łatwo stracić nadzieję w chwilach, gdy ciemność wydaje się przytłaczająca. Warto jednak pamiętać, że nie jesteśmy tylko ludźmi krzyża, ale ludźmi, którzy pamiętają, że w całej historii jednostki i społeczności stawiały czoła uciskowi i walczyły o słabszych, często za cenę ogromnych poświęceń, i nie czyniły tego na próżno. Sam Chrystus stoi pośród nich.

Autor naszej lekcji zwrócił uwagę na znaczenie nadziei wskazując na Jezusa i niebiańskie obywatelstwo. Byłoby dobrze, gdyby ta koncepcja miała dziś większe znaczenie wśród osób wierzących. Jednak podkreślanie znaczenia pokoju i jedności budzi niepokój i skomplikowane pytania. Czasami to, co nazywamy pokojem, jest w rzeczywistości uprzywilejowanym unikaniem. Jest to umiejętność wyłączenia bieżących wiadomości i dzienników, odcięcia się od rzeczywistości, ucieczki w komfort i udawania, że nie widzi się, iż życie innych ludzi rozpada się na kawałki. W takim sensie pokój może stać się po prostu formą współudziału. Są takie momenty w życiu, kiedy nie powinniśmy czuć spokoju, a raczej nasze serca powinny płonąć oburzeniem. Chrystus był mężem boleści, oswojonym z cierpieniem. Są chwile, kiedy złamane serce jest najwierniejszą reakcją na zło.

Intymność związana z powierzaniem Bogu osobistych lęków i niepokojów ma swoją wartość i daje nam pokój (4:4-7), ale w jaki sposób odnieść ten fragment do globalnej niesprawiedliwości, którą obserwujemy na co dzień? Koncepcja pokoju rzadko daje przestrzeń dla cięższych emocji. Widać to w jednej z idei poruszonych w lekcji, która sugeruje, że „narastające problemy w świecie powinny budzić ufność, że powrót Pana jest bliski.” Czy na pewno? Kiedy ból innych ludzi staje się dowodem na to, że my mamy „rację”, a nie jest dramatycznym wezwaniem do działania, teologiczne spekulacje pozostają bez znaczenia. Jezus nie czekał na nadejście królestwa, ale ucieleśniał je tu i teraz, zwłaszcza wśród tych, których świat starał się ignorować. Zbyt często wezwanie do „pokoju” funkcjonuje jako żądanie milczenia, zwłaszcza ze strony tych, którzy cierpią. Pokój Jezusa nigdy nie był bierny – burzył niesprawiedliwe systemy, podważał autorytety religijne i nie odwracał wzroku od cierpienia.

Paweł opisywał Boży pokój jako aktywną, ochronną siłę, która strzeże naszych serc i umysłów w Chrystusie. Ten wewnętrzny pokój jest ściśle związany z życiem w zgodzie z wolą Bożą i umiłowaniem Jego prawa. Aby pielęgnować pokój, Paweł zachęcał wierzących do świadomego kształtowania swojego życia wewnętrznego poprzez skupianie myśli na tym, co prawdziwe, szlachetne, sprawiedliwe, czyste, miłe i godne podziwu. Autor lekcji wskazuje, że pokój to nie tylko coś, co otrzymujemy, ale coś, co praktykujemy.

Pokój nie oznacza unikania dyskomfortu ani utrzymywania status quo. Jezus, Książę Pokoju, w pewnym momencie przewracał stoły, burzył niesprawiedliwe systemy i odmówił utożsamiania porządku ze sprawiedliwością. Martin Luther King Jr podkreślał, że pokój nie jest brakiem konfliktu, lecz obecnością sprawiedliwości. Konflikt sam w sobie nie jest wrogiem; ale nierozwiązana krzywda jest. Ci, którzy czynią pokój, nie uciszają napięcia, lecz wchodzą w nie z odwagą, prawdą i miłością. To pomaga nam odróżnić utrzymywanie pokoju, które chroni komfort i władzę, od godzenia, które ryzykuje oba, aby uleczyć to, co złamane. W tym świetle działania Jezusa nie były porażką pokoju, ale samym dziełem pokoju, wzywającym nas do wiernego angażowania się w konflikt, a nie do wycofywania się z niego.

Od 1844 roku wielu chrześcijan żyje w przekonaniu, że Jezus przyjdzie wkrótce. Pomyśl o okrucieństwach, które wydarzyły się od tamtego czasu. Ile istnień ludzkich zginęło, ponieważ ludzie wybrali bezczynność, ponieważ cierpienie interpretowano jako prorocze potwierdzenie? Jakże dziwne jest radowanie się ze wzrostu cierpienia, ponieważ wspiera ono teologiczną oś czasu. Jakże egoistyczne jest przekształcanie bólu świata w potwierdzenie własnych przekonań. Ta retoryka paraliżuje wierzących, zamiast ich pobudzać do działania. Musi istnieć bardziej wierna i sprawiedliwa droga do mówienia o Bożym pokoju. Taka, która nie zawstydza lęku, nie usprawiedliwia bierności ani nie myli komfortu przywilejów ze sprawiedliwością.

Pismo Święte nie milczy na temat nadużywania władzy, okrucieństwa ani manipulacji religią w celu usprawiedliwienia krzywdy. Przeciwnie, wielokrotnie wymienia te wzorce. Jednak w naszych czasach i nie tylko widzimy jak biblijny język może być używany do uświęcania tego, co jest głęboko niechrześcijańskie.

Nasza lekcja była także okazją do refleksji o tym jak trudności i dobrobyt ujawniają, co naprawdę liczy się w życiu. Czasy niedostatku często pogłębiają wiarę i wdzięczność, a okresy obfitości przypominają nam, jak kruche jest bezpieczeństwo materialne. Pismo Święte stale zapewnia wierzących, że Bóg zna nasze potrzeby, troszczy się o nas i wiernie dostarcza nam to, co jest niezbędne. Deklaracja Pawła, że może wszystko w Chrystusie, podkreśla poleganie na sile Boga, a nie na samowystarczalności.

Paweł zachęca również wierzących do odważnej modlitwy o to, co jest zgodne z wolą Bożą. W świecie naznaczonym coraz większą przemocą, nadużyciami i wypaczoną władzą, odważna modlitwa musi być konkretna i aktywna. Co może zawierać taka modlitwa? Oto kilka przykładów:

Boże, daj nam odwagę.

Odwagę, aby mówić, wtedy, gdy milczenie jest wygodne i chroni nas przed narażaniem się na niebezpieczeństwo; odwagę by bronić tych, którzy nie mogą mówić sami (Prz 31:8–9).

Odwagę, by przeciwstawiać się rasizmowi, mizoginii i systemom, które faworyzują potężnych kosztem słabych (Iz 1:16–17).

Siłę, by mówić prawdę, nawet gdy wiąże się to z oporem lub kosztami (Dz 4:29).

Boże, daj nam oczy, które widzą wyraźnie.

Oczy, które rozpoznają przemoc, nawet wtedy, gdy kryje się ona za językiem religijnym lub autorytetem (Mt 7:15–20).

Oczy, które pomagają nazywać przemoc po imieniu, zamiast ją uduchowiać lub minimalizować (Ez 34:2–4).

Oczy wolne od zdrady, współudziału i pokusy odwrócenia wzroku (Am 5:12–15).

Boże, ukształtuj nasze serca tak, abyśmy chronili dzieci i osoby skrzywdzone.

Abyśmy potrafili bronić osoby słabe, sieroty oraz ratować uciśnionych (Ps 82:3–4).

Abyśmy potrafili zobowiązać się i byli odpowiedzialni, wiedząc, że nic ukrytego nie pozostanie ukryte (Łk 12:2).

Boże, pomóż nam być uczciwymi, zwłaszcza gdy stoimy w obliczu władzy.

Daj nam pokory, byśmy byli posłuszni Tobie, a nie ludzkiej władzy, gdy te dwie rzeczy stoją w opozycji względem siebie (Dz 5:29).

Daj nam moralną jasność, byśmy odrzucili faworyzowanie i przestali usprawiedliwiać złe postępowanie ze względu na wpływy lub status (Jak 2:1–4).

Boże, naucz nas miłości, która dociera do zmarginalizowanych ludzi.

Miłości do imigrantów i przybyszów, pamiętając, że my też kiedyś byliśmy outsiderami (Kpł 19:33–34).

Miłości, która pamięta o tych, którzy cierpią, tak abyśmy potrafili cierpieć razem z nimi (Hbr 13:3).

Boże, daj nam poczucie czynnej sprawiedliwości, a nie abstrakcyjnej.

Daj nam mądrości abyśmy wiedzieli, jak postępować, a nie tylko w co wierzyć (Jak 1:5).

Wytrwałości, by czynić dobro, nawet gdy praca wydaje się powolna lub niewidoczna (Ga 6:9).

Boże, daj nam wiarę, taką, którą posiadał Chrystus.

Wiarę, która głosi dobrą nowinę ubogim i wolność uciśnionym (Łk 4:18–19).

Wiarę, która nie oddziela duchowości od prawdziwego cierpienia.

Wiarę, która kocha, nie dopuszczając do krzywdy, i przebacza, nie wymazując odpowiedzialności (Jn 8:1–11).

Innymi słowy, odważnie prosimy o to, co Biblia zawsze jasno wskazywała: o ochronę bezbronnych, o ujawnianie niesprawiedliwości, o przeciwstawianie się nadużyciom władzy i o kochanie bliźnich w konkretny, kosztowny sposób. Amen.



DO PRZEMYŚLENIA

Flp 3:17-19. Dlaczego wierzący w Filippi są zaproszeni do naśladowania Pawła? Wcześniej opisał on, dlaczego odrzucił swoje żydowskie przywileje (Flp 3:4-11). Chrześcijanie w Filippi nie mogli dokładnie naśladować Pawła, ponieważ niewielu z nich było Żydami lub obywatelami rzymskimi. Zarówno oni jak i my dzisiaj musimy pokazać na czym polega wierność Jezusowi w odróżnieniu od innych roszczeń do wierności, które są nam narzucane. Ludzie, których zachowanie było uwarunkowane przez ich zmysły, nie byli dla nich dobrymi wzorcami do naśladowania.

Flp 3:20. W jaki sposób sformułowanie „nasza ojczyzna jest w niebie” jest błędnie rozumiane w klasycznym chrześcijaństwie? O czym właściwie mówi tutaj Apostoł? Większość współczesnych chrześcijan uważa, że Paweł mógł mieć na myśli: „czekamy, aż będziemy mogli pójść i zamieszkać w niebie, gdzie jest nasze miejsce”. Taka interpretacja świadczy o niezrozumieniu jak funkcjonowało obywatelstwo rzymskie w placówce granicznej lub w rzymskiej kolonii, takiej jak Filippi. Ten werset nie mówi o pójściu do nieba (choć wierzący będą tam przebywać przez 1000 lat!), ale raczej o źródle naszej pewności, aby żyć na ziemi w sposób odmienny od obecnego upadłego świata (i w konflikcie z nim). W jaki sposób możemy przedstawić tu i teraz życie oraz niebiańskie wartości (wartości Królestwa Bożego)? Chrześcijanie, którzy posiadają niebiańskie obywatelstwo, żyją jak obywatele nieba wszędzie tam, gdzie się znajdują, ponieważ reprezentują wartości królestwa Bożego na ziemi.

Flp 4:1. „Trwajcie w Panu” nie oznaczało jedynie trwania w wierze. Oznaczało bycie lojalnym wobec Jezusa, który jest prawdziwym Panem, a nie wobec Cezara. Paweł nazywa Jezusa prawdziwym „Panem” i „Zbawicielem”, w przeciwieństwie do Cezara (który często był określany tymi tytułami). Pewnego dnia prawdziwy Pan powróci z nieba, aby wyzwolić wszystkich spod władzy wroga i w pełni ustanowić swoje panowanie w koloniach. Mówiąc w kategoriach Modlitwy Pańskiej, kiedy nadejdzie Królestwo Boże, wola Boża będzie spełniana „tak w niebie jak i na ziemi”. Niestety bardzo rzadko czytamy tekst Modlitwy Pańskiej jako tekst eschatologiczny.

Flp 4:4-7. Jaki jest kontekst i znaczenie zwrotu „radujcie się w Panu zawsze”? W kulturze antycznej, w której żył Paweł słowo „radujcie się” (hairo) oznaczało (oprócz poczucia wewnętrznej radości) publiczne świętowanie. W Filippi, Efezie i Koryncie organizowano wielkie igrzyska i widowiska, aby uczcić swoich bogów i swoje miasta, a zwłaszcza samego boskiego Cezara. Dlaczego naśladowcy Jezusa, który jest królem mieliby świętować mniej radośnie? Jednak celebracja nie może przerodzić się w zwykły ekstrawertyczny entuzjazm, który tłumi wrażliwe dusze i obraża tych, którzy z natury są cisi i powściągliwi.

Flp 4:8. Polecenie, aby myśleć o wspaniałych i pięknych rzeczach, stoi w sprzeczności z nawykami myślowymi wpajanymi przez współczesne media.

Flp 4:13. Jaki jest bezpośredni kontekst często cytowanego tekstu: „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie.? Czy w rozdziale 4. Paweł ubiega się o pracę? Czy przygotowuje się do udziału w igrzyskach olimpijskich? Czy jest zainteresowany założeniem firmy? Czy posługuje się tym wyrażeniem w celu zbudowania motywacji do osiągnięcia celu i zdobycia sukcesu i dlatego obiecuje swoim czytelnikom, że mogą osiągnąć każdy cel, jaki sobie wyznaczą?

W rozdziale 4. możemy zobaczyć Pawła jako zwykłego człowieka zmagającego się z trudnościami, który musiał uczyć się wszystkiego na własnej skórze. Możemy zobaczyć Apostoła, który był zadowolony zarówno w chwilach wzlotów ja i upadków, dobrych i złych. Potrafił przeżywać radość niezależnie od tego, czy posiadał wszystko czy nic. Innymi słowy, jego zadowolenie nie było związane z okolicznościami ani nie było przez nie ograniczone.

W jaki sposób możemy zdobyć ten sam rodzaj zadowolenia jaki posiadał Paweł, gdy pisał z więzienia do ludzi, którzy byli na wolności? Takie zadowolenie nie pojawia się automatycznie ani nie jest wynikiem psychologicznych ćwiczeń. Nie da się go wymusić ani udawać. Możemy jednak nauczyć się jak być zadowolonym/ą w każdej sytuacji, pamiętając, że zadowolenie nie jest związane ani ograniczone naszymi okolicznościami. Faktycznie okoliczności nie miały wpływu na zadowolenie i radość Pawła. Prawdziwe zadowolenie można znaleźć tylko w Chrystusie, w wierze w Niego i zaufaniu Mu oraz mocnym trzymaniu się obietnicy ewangelii, która jest życiem wiecznym dla wszystkich, którzy Mu ufają. Ta sama obietnica pomocy z zewnątrz jest dostępna dla każdego, kto jest gotowy pójść do tej samej szkoły i nauczyć się tych samych lekcji co Paweł.

Twierdzenie Pawła, że ‘nasze obywatelstwo jest w niebie’, nie oznacza ucieczki od ziemskich obowiązków. Oznacza raczej, że wierzący żyją na ziemi pod rządami i wartościami innego królestwa. Niebo decyduje o tym, jak żyje się tu i teraz. Wierność Chrystusowi zmienia relacje społeczne, priorytety i życie wspólnotowe”.— Scot McKnight, The Story of God Bible Commentary: Philippians

Paweł przypomina wierzącym, że ich nadrzędnym zobowiązaniem jest Królestwo Boże. Niebiańska tożsamość zmienia sposób, w jaki osoby wierzący żyją, podejmują decyzje i odnoszą się do siebie nawzajem na ziemi. Jedność wzrasta, gdy Kościół uczy się wspólnie żyć niebiańskimi wartościami podczas gdy jest zajęty wykonywaniem codziennych obowiązków.







Przygotował Jan Pollok

piątek, 6 lutego 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Ufność wyłącznie w Chrystusie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 7 lutego 2026

Rytuał obrzezania był postrzegany przez Pawła jako przeszkoda w głoszeniu ewangelii co wydaje się nieco dziwne, ponieważ rytuał ten był nadany Abrahamowi przez Boga. Jednak właśnie z powodu tego nakazu obrzezanie było postrzegane przez Pawła jako najbardziej niebezpieczna podróbka sprawiedliwości, która jest wynikiem przyjęcia Chrystusa przez wiarę. Dlatego Chrystus stał się centralnym punktem listu do Filipian 3:1-16.

Bardzo podoba mi się tytuł lekcji w tym tygodniu: „Ufność tylko w Chrystusie”. To stwierdzenie zwraca uwagę na fakt, że nasze uczynki nas nie zbawiają. Jeśli zaprosiliśmy Boga do naszych serc, to nasze czyny powinny reprezentować działania oraz głos Boga w tym świecie. Prawdziwy chrześcijanin musi ucieleśniać w tym świecie Chrystusa, zwłaszcza w odniesieniu do osób zmarginalizowanych i bezbronnych, pamiętając, że nawet w czasie trudności to Chrystus w nas przekonuje nas, aby tak czynić. Radować się oznacza radować się w Jezusie Chrystusie, pokładając ufność w Jego działaniu w naszym życiu, nawet wtedy, gdy przeżywamy trudne chwile.

Radość z mocy Chrystusa działającej w nas, gdy dzielimy się jego miłością z ludźmi, którzy są wokoło nas jest czymś niezwykle pięknym. W jednej z miejscowości, w której pracuję, istniała w XX wieku spora wspólnota wiary, niestety dzisiaj pozostały tylko budynki. Na jednym z nich na frontowej ścianie wymalowany był olbrzymi mural z napisem: „Jezus przychodzi, czy jesteś gotowy?” Na muralu przedstawione było również stworzenie świata, byli trzej aniołowie, żniwa, snopy, cały szereg różnych wersetów z Apokalipsy. W środku budynku była graciarnia. Gdy w 2021 roku nasza Diecezja dopisała do listy moich obowiązków opiekę nad tym „kościołem”, pomyślałem, że będzie to strata czasu. Jednak przy pomocy grupy woluntariuszy, wysprzątałem, uporządkowałem i nieco zmodernizowałem hall. Zamalowaliśmy olbrzymi mural i w to miejsce na frontowej ścianie umieściliśmy olbrzymie logo ADRA i otworzyliśmy Społeczną Spiżarkę. Początkowo raz w tygodniu otwieraliśmy hall dla ludzi, którzy potrzebowali jedzenia. Dzisiaj hall otwarty jest dwa razy w tygodniu, pracuje w nim 7 woluntariuszy – wszyscy spoza naszego Kościoła. W każdym tygodniu obsługujemy około 60 osób. Nawiązaliśmy kontakty z lokalną szkołą i wspieramy dzieci pochodzące z ubogich rodzin. Obecnie gromadzę fundusze, aby wyremontować drugi budynek, w którym kiedyś był kościół i chcę otworzyć w nim coś co roboczo nazwałem ADRA Chapel. Wśród klientów, którzy przychodzą po jedzenie jest wielu, którzy proszą o modlitwę i wyrażają swoje duchowe potrzeby, dlatego potrzebujemy obecnie otworzyć stary kościół, aby służył duchowym potrzebom ludzi.

W innej miejscowości, gdzie nasz Kościół nie ma żadnej obecności zorganizowałem program dla pracowników sezonowych, którzy przyjeżdżają z Wysp Pacyfiku, aby pracować sezonowo w rolnictwie. Są to głównie młodzi ludzie (21-30). W każdy czwartek przywożę im owoce i warzywa. Śpiewamy piosenki religijne oraz dzielę się z nimi krótkimi rozważaniami na temat Ewangelii Marka. Ta praca rzeczywiście przynosi niezwykłą radość, kiedy możemy spotykać tych ludzi w obszarach, w których mają konkretne potrzeby.

To tylko dwa przykłady tego, co znaczy wykonywać w świecie pracę, którą Bóg w nas wykonał. Jest o wiele więcej podobnych przykładów. Każde środowisko ma inne potrzeby i sztuka polega na tym, aby rozpoznać te potrzeby i spotkać ludzi tam gdzie się znajdują, aby towarzyszyć im w ich duchowym rozwoju. W każdym przypadku, gdy dzielimy się tym co Bóg w nas już wykonał, zapraszamy innych do przyłączenia się do Królestwa, które nie jest z tego świata. Jest to jedna z najbardziej satysfakcjonujących i inspirujących prac, jakie istnieją. W ten sposób możemy powiedzieć, że żyjemy na co dzień Królestwem Bożym i nie ma większej nagrody niż właśnie ta. Tajemnica sukcesu nie polega na tym jak dużo mamy zasobów i jak dużej liczbie osób pomagamy, ale czy wykonujemy tę pracę regularnie. (W moim przypadku od pięciu lat w każdą środę i w każdy czwartek i w każdy piątek!) Zaproszenie innych do Bożego Królestwa nie jest jednorazowym wydarzeniem, ale raczej stylem życia. Ewangelizacja nie polega na przeprowadzeniu „kampanii” lecz praktycznym życiu wśród tych, którzy nas potrzebują.

Poniedziałkowa lekcja rozpoczyna się od stwierdzenia: „w świetle Bożych standardów żaden człowiek – chrześcijanin czy niechrześcijanin – nie jest dobry”. Zastanawiam się, jakiemu celowi służy takie sformułowanie. Czy taki sposób myślenia może ograniczać i hamować działalność i czy może wywoływać strach? W takiej formie, w jakiej zostało to stwierdzenie przedstawione może spełniać dwie funkcje. Po pierwsze, subtelnie wzmacniać ideę, że dobroć jest tym, co zapewnia dostęp do nieba, jednocześnie podkreślając, że nikt nigdy nie może go w pełni osiągnąć. W ten sposób powstaje przekonanie zbudowane na znaczeniu zasług, które jest zakorzenione w lęku, a nie w transformacji. Po drugie, obawiam się, że taka retoryka może paraliżować. Kiedy ludzie są świadkami okrucieństw lub niesprawiedliwości taka teologia może prowadzić do milczenia, ponieważ myślą oni „Ponieważ ja również nie jestem dobry, dlatego nie mam prawa zabierać głosu!” Wskutek takiego myślenia powstaje moralny bezruch i stagnacja. Tak sformułowana teologiczna teza uczy ludzi skupiania się na własnych ograniczeniach i skłonności do zła, zamiast na odpowiedzialności, aby działać z odwagą i współczuciem. Zamiast zachęcać do zaangażowania, uczy powściągliwości, wycofania i nieufności do siebie. W praktyce taki sposób myślenia pozostawia niesprawiedliwość bez odpowiedzi, ponieważ ludzie czują, że nie posiadają prawa, ani możliwości do reagowania na zło, skoro wszyscy są źli. Kiedy wiara jest definiowana głównie w kontekście dyskwalifikacji, może pozbawić ludzi odwagi do mówienia, stawiania oporu lub odważnego kochania w obliczu niesprawiedliwości. Taka teologia nie rodzi pokory, lecz raczej budzi lęk.

Jednak uznawanie siebie za chrześcijanina nie oznacza, że ktoś automatycznie angażuje się w otaczający go świat w zdrowy, hojny i życiodajny sposób. Samo przyjęcie chrześcijańskiej tożsamości nie gwarantuje, że żyjemy w sposób, który oddaje cześć Bogu lub przynosi korzyści innym ludziom. Rozróżnienie między deklarowaniem chrześcijaństwa a byciem ukształtowanym przez Chrystusa zachęca do uczciwego rachunku sumienia, który uosabiał apostoł Paweł.

Paweł zwracał uwagę na różnicę między wierzącymi Żydami, którzy szerzyli fałszywe nauki, a nieobrzezanymi wierzącymi ze środowisk pogańskich którzy całkowicie polegali na Chrystusie. Założenie, że wystarczy być osobą wierzącą nie oznacza, że dana osoba rozwija się w głębokich relacjach z Chrystusem. Bardzo łatwo jest czuć się wygodnie posiadając chrześcijańską tożsamość, ale równocześnie być ślepym i nie zauważać jak często jesteśmy współwinni, ponieważ unikamy sprawiedliwości lub wspieramy systemy, które wyrządzają krzywdę. Nasza chrześcijańska tożsamość nie powinna być źródłem pocieszenia, które ochrania nas przed dokonywaniem samooceny. Prawdziwa chrześcijańska tożsamość stale zaprasza nas do ocenienia stanu naszego serca.

Paweł wymienia również to, co można by uznać za jego duchowe kwalifikacje. Wszystko, co kiedyś wskazywało na jego prawość, wyższość lub szacunek w społeczności, ostatecznie straciło znaczenie. Jego zaszczyty, dyscyplina religijna, hojność i oddanie przestały służyć jako dowód prawości. W jaki sposób odnajdujemy pewność w rytmach i praktykach chrześcijaństwa, a nie w przemianie serca?

Ta refleksja wydaje się szczególnie ważna, w kontekście naszych relacji z systemami, które uciskają marginalizowane społeczności. Czy uczestniczymy w tych systemach, czy też znajdujemy w sobie odwagę, by się im przeciwstawić? Autor lekcji zaprasza wierzących, aby postawili sobie pytanie z czego są dumni i w czym upatrują swoją wartość. Takie zaproszenie stawia wyzwanie wszystkiemu czego nauczyliśmy się bronić, dlatego, że dotyczy rzeczy, które mogą nas w rzeczywistości powstrzymywać lub zaślepiać, podobnie jak zaślepiony był Paweł. Jego gorliwość była prawdziwa, ale jednocześnie była ulokowana w złym miejscu.

Paweł w przeszłości był pewien swoich racji. Kiedy spotkał Chrystusa i kiedy został skonfrontowany z mocą, która podważyła jego dawny sposób życia, zmienił zdanie. Ta gotowość do zmiany jest niezbędna. Prawdziwa przekształcająca moc pojawia się wtedy, gdy potrafimy powiedzieć: „Nie miałem racji, myliłem się. Żałuję i chcę się zmienić.” Taka postawa wydaje się być antidotum na religię zbudowaną na wstydzie i samozadowoleniu z wiary. Jest zaproszeniem do praktykowania chrześcijaństwa, które nas nie ogranicza ani nie paraliżuje, ale które nieustannie wzywa nas do okazywania odwagi, skruchy i głębszej miłości.

Postawa Pawła mobilizuje nas do zbadania, co daje nam pewność w naszej religijności i chrześcijaństwie. Skłania nas do postawienia pytania, w jaki sposób moje źródła pewności mogą nas zaślepiać oraz czy możemy uczciwie poddać je krytyce i zaangażować się w szczerą przemianę.

Paweł był głęboko przekonany, że zbawienie polega na byciu „w Chrystusie”. Opisuje swoje nawrócenie jako wymianę – porzucenie swojej dawnej, zbudowanej na prawie sprawiedliwości, aby zyskać Chrystusa. Bycie „w Chrystusie” oznacza pełne uczestnictwo w Bożym planie zbawienia, który Chrystus realizuje od początku do końca. Paweł przeciwstawia sprawiedliwość, którą sam sobie wypracował, sprawiedliwości, która przychodzi przez wiarę w Chrystusa, przypominając wierzącym, że prawo nie może dać życia. Prawdziwa zbawcza wiara to nie tylko wiara, ale udział w wierności Jezusa, który jako jedyny był w pełni posłuszny. Kiedy Chrystus żyje w nas, wtedy nie polegamy na własnych wysiłkach, lecz żyjemy Jego wiarą, działającą przez nasze zaufanie do Niego. To niezwykle ważny punkt, na którym powinniśmy się bardziej skupić jako wspólnota wiary.

Sednem chrześcijańskiego życia jest prawdziwe poznanie Chrystusa, a nie tylko wiedza o Nim. Poznanie Jezusa dokonuje się przez studiowanie Pisma Świętego, codzienne poleganie na Duchu Świętym oraz żywą relację z Nim. Poznanie Jezusa wnosi moc Jego zmartwychwstania do naszego życia, wskrzeszając nas do nowego życia, a także pogłębia się poprzez wspólnotę cierpienia, gdy trudne doświadczenia i próby pomagają nam lepiej zrozumieć Jego serce i wolę. Zamiast paraliżować się przeszłymi porażkami, wierzący są zaproszeni do patrzenia w przyszłość, żyjąc teraz nadzieją, przemianą i obietnicą daną w Jezusie, jednocześnie stale dążąc do pełnego odrodzenia.

Taka wizja poznania Chrystusa i podążania naprzód powinna bezpośrednio kształtować nasz sposób bycia w świecie. Jeśli poznanie Jezusa oznacza bycie ukształtowanym przez Jego życie, śmierć i zmartwychwstanie, to musi to być widoczne w naszych relacjach i reakcjach, zwłaszcza w chwilach strachu, konfliktów i niesprawiedliwości. W naszych rodzinach może to wyglądać jak wybór cierpliwości zamiast kontroli, obecności zamiast władzy i naprawy zamiast kary. W naszych społecznościach być może wzywa nas to do przeciwstawienia się apatii i do podążania w kierunku cierpienia, a nie unikaniu go, a także nie wyrażania zgody na normalizację krzywdy lub przemocy. Dążenie naprzód w Jezusie oznacza, że nie pozwalamy, aby wyczerpanie, cynizm lub dawne porażki powstrzymały nas przed działaniem z miłością i odwagą tu i teraz, w każdej przestrzeni, w której się znajdujemy.

W czasach narastającej przemocy i autorytaryzmu to wezwanie staje się jeszcze bardziej naglące. Systemy autorytarne zawsze są zbudowane na strachu, konformizmie i milczeniu, ale życie Chrystusa pociąga nas ku prawdzie, współczuciu i moralnej jasności. Udział w „wspólnocie Jego cierpień” nie oznacza gloryfikowania bólu, lecz solidarność z tymi, których ten ból najbardziej dotyka, nawet jeśli wiąże się to z kosztami. Jeśli Jezus jest w „najmniejszych z tych”, którzy doświadczają cierpienia, jesteśmy wezwani, by wejść w te przestrzenie razem z Nim. Jak nazwała go Matka Teresa: „Jezus w Jego najbardziej bolesnym przebraniu”.

Poznanie Boga powinno mieć wpływ na naszą przynależność: nie jesteśmy już zakotwiczeni we władzy, nacjonalizmie ani samozachowawczości, lecz w królestwie naznaczonym sprawiedliwością, miłosierdziem i godnością. Oficjalne stanowisko Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego zostało ostatnio wyrażone w oświadczeniu na temat ludzkiej godności i przyzwoitości, potwierdzając, że adwentyści są powołani do obrony godności, równości i bezpieczeństwa wszystkich ludzi – zwłaszcza imigrantów i uchodźców – bez względu na status prawny lub kraj pochodzenia. Kościół odrzuca wszelkie prawa i praktyki, które dehumanizują, marginalizują lub sprawiają, że rodziny boją się wyznawać swoją religię, uczyć się i żyć swoim życiem. Kościół wzywa swoje zgromadzenia i szkoły, aby były miejscami gościnnymi i wstawiały się za rodzinami imigrantów, jednocześnie apelując do tych którzy stanowią prawo, aby czynili to ze współczuciem, sprawiedliwością i szacunkiem dla wartości człowieka, która została mu nadana przez Boga.

Nasza ostateczna lojalność nie należy się żadnemu narodowi ani systemowi politycznemu, lecz Królestwu Bożemu. Dlatego nie możemy bać się mówić i reprezentować tego Królestwa. Nie oznacza to, że powinniśmy unikać polityki ani nie angażować się w sposób, w jaki głosujemy. Przynależność do Królestwa Bożego ma wpływ na to w jaki sposób przedstawiamy się światu, który jest wokół nas, w jaki sposób głosujemy. Przynależność do Bożego Królestwa zobowiązuje nas do bycia proroczym głosem w otaczającym nas świecie. Jest to szczególnie ważne, gdy widzimy jak niektórzy ludzie w naszej społeczności stracili z oczu to, co znaczy naśladować Jezusa i być Jego rękami i nogami w takich czasach jak obecne.

Życie w spolaryzowanym społeczeństwie w którym polityka dokonała głębokich podziałów, stawia przed nami wyzwanie jak zachować pokój i być błogosławieństwem dla ludzi wokoło nas zwłaszcza tych, którzy myślą i wyrażają swoje idee inaczej. Jeśli czcisz Boga, który utożsamia się z najmniejszymi, jednocześnie dyskredytując, krzywdząc lub stwarzając warunki, w których najmniejsi cierpią… czy nie tęsknisz za pokojem? Jeśli tęsknisz za niebem bez granic, pełnym ludzi z każdego środowiska, wierząc, że teraz tylko niektórzy ludzie przynależą do określonych przestrzeni, … czy nie tęsknisz za wspólnotą? Jeśli masz nadzieję na przyszłość, w której Bóg ociera każdą łzę, ale pozostaje niewzruszony łzami bliźniego, … czy nie tęsknisz za sprawiedliwością?

Cytat który kończy naszą lekcję w tym tygodniu odzwierciedla tę myśl: „Ten, kto pragnie rozwinąć silny i zrównoważony charakter oraz chce być właściwie ukształtowanym chrześcijaninem, musi oddać wszystko i czynić wszystko dla Chrystusa, gdyż Odkupiciel nie przyjmie połowicznej służby” (E. White, Dzieje Apostołów, 274).

Jeśli twierdzisz, że podążasz za Chrystusem, pozwól Mu kształtować sposób, w jaki komunikujesz się z ludźmi każdego dnia. Im dłużej się wahasz, tym dłużej nadaremnie używasz imienia Pana, deklarując, że jesteś chrześcijaninem równocześnie nie odzwierciedlając w niczym Chrystusa. Paweł zwraca uwagę wierzących na słabość koncepcji dotyczącej samowystarczalności i kieruje ich ku głębokiej, żywej relacji z Chrystusem. Poznanie Chrystusa oznacza zarówno udział w mocy Jego zmartwychwstania, jak i chodzenie z Nim przez cierpienie. To wspólne poleganie na Chrystusie jednoczy wierzących, umacniając jedność zakorzenioną nie w sukcesie, lecz w wierności.



DO PRZEMYŚLENIA

Wielu chrześcijan wciąż ma wątpliwości co do zbawienia w Chrystusie tylko „przez wiarę”, poza „uczynkami Prawa”. Z jakiegoś powodu mylimy posłuszeństwo Chrystusowi z uczynkami Prawa, jakby miało ono zapewnić nam zbawienie. Dlatego warto postawić pytanie na czym polega różnica między „zbawieniem z uczynków” a „zbawieniem przez wiarę w Jezusa Chrystusa”.

Jaka jest istotna różnica między „posłuszeństwem”, do którego zachęcał Paweł, a „uczynkami prawa” które odrzucał” (3:9)?

Życie może być bardzo trudne dla nas wszystkich, niezależnie od tego, jak dobrze się teraz układa. Jeśli nawet teraz nie układa się dobrze, z czego możemy i powinniśmy się cieszyć? Co może powstrzymywać nas przed radością w obliczu trudności?

Dlaczego tak ważne jest, aby zawsze mieć przed oczami Pana, Jego dobroć, moc, miłość i zbawienie? W jaki sposób możemy zarówno indywidualnie jak i zbiorowo osiągnąć taki stan mimo nieuniknionych wyzwań codziennego życia? W jaki sposób taki punkt widzenia wzmacnia ideę jedności?

Flp 3:1-3. Dlaczego Paweł zalicza psy, złych pracowników i fanatyków obrzezania do tej samej kategorii? Dlaczego Paweł kontrastuje „radowanie się w Panu” z trzykrotnym „strzeżcie się” w wersecie 2? Do kogo odnosi się zaimek „my” w wersecie 3? Co to znaczy „nie pokładać ufności w ciele”? Nawet jeśli teraz rzeczy nie układają się dobrze w twoim życiu, z czego możesz lub powinieneś się cieszyć?

Flp 3:4-7. Paweł opowiada o kilku epizodach ze swojego dawnego życia, z których kiedyś był dumny. Czego dotyczyły? Czy są takie rzeczy w naszym życiu, z których kiedyś mogliśmy być dumni? Na czym, twoim zdaniem polega różnica, między tymi dwoma sposobami życia?

Flp 3:7 To, czym Paweł wcześniej się szczycił, w rzeczywistości osłabiało jego wiarę w Boga, ponieważ zaślepiało go na potrzebę zbawienia, które Bóg oferował w Chrystusie. Przed nawróceniem myślał o zbawieniu w kategoriach komercyjnych: zysk - strata. Oceniał życie z perspektywy duchowej księgi rachunkowej, licząc swoje aktywa i pasywa, mając nadzieję, że ostatecznie aktywa przewyższą pasywa. Z nowej perspektywy źródło dumy okazało się stratą. Ewangelia wywraca nasze kalkulacje do góry nogami.

Flp 3:8-9. W jaki sposób można zinterpretować wyrażenie „znaleźć się w Nim” - w Chrystusie?

Flp 3:10-16. Na czym polega według Pawła, „bycie w Chrystusie”?

Rz 7:7-12 i Mt 5:21-28. Jaki kluczowy element podkreśla zarówno Paweł jak i Mateusz w odniesieniu do Prawa?

Jn 9:39-41. W jaki sposób ten fragment przedstawia kontrast między sposobem, w jaki Saul z Tarsu postrzegał świat, a sposobem, w jaki postrzegał go apostoł Paweł? W jakim sensie chrześcijański styl życia jest nowym sposobem „widzenia”?

Wiara w Chrystusa przekształca pewność siebie i przekierowuje ją z ludzkich osiągnięć w stronę całkowitego polegania wyłącznie na Chrystusie”. — Douglas J. Moo, The Letters to the Colossians and to Philemon

Pragnienie Pawła, aby „poznać Chrystusa”, nie dotyczyło prywatnej duchowości, lecz powołania, które zostało ukształtowane przez osobisty przykład Mesjasza. Moc zmartwychwstania nie omija cierpienia, lecz działa poprzez nie. Życie wiary jest naznaczone upodobnieniem się do śmierci Chrystusa, aby móc dzielić Jego życie. To jest wzorzec autentycznej chrześcijańskiej egzystencji”. — N. T. Wright, Paul for Everyone: The Prison Letters.





















Przygotował Jan Pollok

piątek, 30 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Świecić jak światła nocą

Felieton do Szkoły Sobotniej na 31 stycznia 2026

Tematem, którym zajmowaliśmy się w minionym tygodniu były rady Pawła, jak członkowie kościoła w Filippi powinni postępować jako naśladowcy Jezusa. Ich reputacja w lokalnym społeczeństwie była ważnym elementem świadczenia o mocy Jezusa Chrystusa.

Po przedstawieniu Jezusa jako doskonałego wzoru pokory i posłuszeństwa (2:5-8), Paweł wezwał Filipian aby zastosowali przykład Jezusa w swoim życiu. Ponadto wezwał ich, aby „sprawowali własne zbawienie” (2,12) i zwrócił uwagę na znaczenie praktykowania wiary w codziennym życiu. Paweł nie zaprzecza w ten sposób idei zbawienia z łaski przez wiarę. Pismo Święte jasno stwierdza, że zbawienie jest w całości dziełem Boga – darem łaski, który stał się możliwy dzięki Chrystusowi i jest aktywowany przez Ducha Świętego, a nie wypracowany przez ludzkie wysiłki. Jednocześnie Duch Boży działa w wierzących, przemieniając ich, wzmacniając ich wolę, kształtując ich wybory oraz wykonując w nich dobre uczynki jako owoc nowego życia.

Wyrażenie „sprawować swoje zbawienie” nie dotyczy sprawiedliwości z uczynków, chociaż być może niektórym osobom może się tak kojarzyć. To wyrażenie wskazuje raczej na to, że jest nam łatwiej przyswajać sobie systemy wierzeń, które są sprzeczne z prawdą o zbawieniu. Sprawowanie zbawienia wymaga nieustannej uwagi, świadomej presji i gotowości do konfrontacji z ideologiami, które ograniczają naszą zdolność do pełnego przyjęcia łaski. Zbawienie jest dane darmo, ale nasze światopoglądy wciąż mogą utrudniać nam jego przyjęcie.

Wezwanie do „wykonywania tego, co Bóg już w nas dokonuje” posiada głębokie znaczenie zwłaszcza w społeczeństwach, gdzie tożsamość chrześcijańska łączy się z tożsamością narodową, jak w przypadku chrześcijańskiego nacjonalizmu. Ewangelia zostaje wypaczona i przekształcona w narzędzie władzy, wykluczenia i kontroli. W takich warunkach różnego rodzaju działania prewencyjne są usprawiedliwiane lub ignorowane w imię porządku, bezpieczeństwa i posłuszeństwa wobec władzy i Boga; nawet jeśli powodują strach, separację rodzin i cierpienie. Wszystko to dzieje się w imię Chrystusa. To nie jest zbawienie „sprawowane” przez pokorę i cześć dla Boga; jest to raczej lojalność skierowana w stronę narodu, systemów i ideologii. To jest bałwochwalstwo.

Słowa Pawła przypominają nam, że zbawienie jest dziełem Boga, a nie naszą bronią, którą możemy stosować w życiu. Jeśli Duch Boży naprawdę działa w nas, owocem będzie współczucie, sprawiedliwość i posłuszeństwo Chrystusowi – a nie lojalność wobec narracji opartej na strachu, uprzedmiotowieniu bezbronnych czy ochronie władzy państwowej. Chrześcijański nacjonalizm staje się formą bałwochwalstwa właśnie dlatego, że zastępuje panowanie Chrystusa autorytetem państwa, żądając od wierzących, by podporządkowali się tożsamości narodowej, a nie przykładowi Jezusa. „Sprawowanie naszego zbawienia” w takim kontekście oznacza zbadanie, czy nasza wiara prowadzi do Chrystusowej solidarności z osobami marginalizowanymi albo czy jest po prostu sposobem na „ochrzczenie” systemów, które przeczą idei Ewangelii. Sprawowanie naszego zbawienia oznacza odmowę milczenia w obliczu niesprawiedliwości.

Nauka Jezusa była całkowicie inna. Pismo Święte konsekwentnie ukazuje Boga, który zbliża się do bezbronnych, chroni obcych i mierzy wierność tym, jak traktowani są najubożsi. W jaki sposób „sprawowanie naszego zbawienia” staje się widzialne w społeczeństwie, w którym żyjemy? Jeśli zbawienie rzeczywiście działa w nas, musi wykraczać poza głoszenie religijnych doktryn i wchodzić w strefę miłości publicznej – kształtując sposób, w jaki reagujemy na cierpienie, jak sprzeciwiamy się krzywdzącym systemom i w jaki sposób solidaryzujemy się z tymi, którzy są najbardziej zagrożeni. Sprawowanie zbawienia, nie wyklucza ani nie oddziela, ale raczej przywraca, gromadzi i stwarza przestrzeń dla rozkwitu ludzkiej godności.

Co powiedziałby Jezus, gdyby głosił chrześcijański nacjonalizm? Jak mogłyby brzmieć Jego błogosławieństwa?

Błogosławione granice, bo one decydują, kto, gdzie należy.

Błogosławieni, którzy poniżają innych, bo zostaną nagrodzeni.

Błogosławieni, którzy zło nazywają dobrem, bo oni przywracają wielkość narodu.

Błogosławieni, którzy wykluczają najmniejszych …

Błogosławieni, którzy porywają i rozdzielają rodziny …

Każda reinterpretacja Błogosławieństw, która faworyzuje ideologie przeciwne pierwotnemu odbiorcy i intencjom ich Autora, zmusza nas wszystkich do zastanowienia się nad tym, komu i czemu dajemy priorytet. Jeśli twierdzimy, że naśladujemy Chrystusa, czy nasze priorytety rzeczywiście odzwierciedlają to stwierdzenie?

To, co jest piękne w Kazaniu na Górze, to nie tylko samo przesłanie, którym dzielił się Chrystus, ale także ludzie, z którymi się nim dzielił. Temat jego kazania był głęboko kontrkulturowy, nie tylko ze względu na to, do czego wzywał wierzących, ale także ze względu na to, na kim się koncentrował. Chrystus dawał siłę ludziom, którzy byli rutynowo omijani, odrzucani i spychani na margines społeczeństwa.

To jest bardzo bolesne, gdy obserwujemy ludzi i kraj który dotychczas stał na straży chrześcijańskich wartości, a obecnie otwarcie posługuje się propagandą niegdyś stosowaną w nazistowskich Niemczech czy przez Ku Klux Klan, aby forsować swoje cele. Taka jest nasza obecna rzeczywistość.

Martin Luther King Jr konsekwentnie podkreślał, że zbawienie i wiara nigdy nie były jedynie prywatną czy wewnętrzną rzeczywistością. Zamiast tego, nasze zbawienie i wiara muszą przybrać publiczny, moralny wymiar. Dla Kinga chrześcijaństwo, które zatrzymuje się na osobistej pobożności, pozostaje współwinne, gdy systemy krzywdzą bezbronnych. Taka pobożność nie jest ewangelią. Kwestionował on pogląd, że wystarczy tylko wierzyć. Twierdził, że wiara musi być kształtowana poprzez sprawiedliwość, solidarność i sprzeciw wobec niesprawiedliwych praw. Słynne jest jego stwierdzenie, że Kościół może stać się „słabym, nieskutecznym głosem”, jeśli przedłoży wygodę i porządek nad wymogi miłości.

Apostoł Paweł napisał, że chrześcijanie mają być światłem w ciemności. Autor naszego podręcznika posłużył się obrazem bezksiężycowej nocy, sugerując, że im ciemniejsze niebo, tym wyraźniej świecą gwiazdy. To wzmacnia powszechne przekonanie, że chrześcijańskie świadectwo staje się bardziej widoczne, w miarę jak świat pogrąża się w moralnym mroku. Jednak patrząc na dzisiejszy świat, czuję się głęboko rozczarowany chrześcijaństwem, a obraz światła, które emanuje, nie jest ani delikatny, ani piękny. Warto postawić sobie pytanie czy przypadkiem nie jesteśmy światłością świata, która jest ukryta pod osłoną?

Chrześcijańskie światło w dzisiejszych czasach przypomina jazdę po ciemnej drodze gdy nadjeżdża samochód z włączonymi „długimi” światłami. Im bardziej się zbliża, tym bardziej człowiek traci orientację. Traci z oczu linie na drodze, a strach przed zboczeniem z kursu narasta. Światło wydaje się ostre, agresywne, a nawet niebezpieczne. Niektórzy ludzie, którzy najgłośniej krzyczą, że są światłością świata, bardziej oślepiają niż zachęcają.

Gdzieś w głębi serca, coraz bardziej opieram się poglądowi, że narastający wokół nas mrok moralny wyostrza chrześcijański przykład. Choć wierzę, że to prawda, moje wahanie wynika z faktu, że granice moralności coraz bardziej się zacierają. Coraz bardziej czuję, że wielu ludzi, którzy twierdzą, że podążają za Bogiem, jest źródłem moralnego mroku. W mojej pracy, która częściowo polega na udzielaniu pomocy humanitarnej, zauważyłem, że bardzo często ludzie, którzy nie identyfikują się jako wierzący, wydają się zachowywać bardziej jak Chrystus niż ci, którzy wierzą.

Autor lekcji zwrócił również uwagę na wpływ współczesnych środków masowego przekazu i stwierdził, że nie słyną one z prezentowania czystych, wzniosłych i inspirujących treści. Język, którym posłużył się autor wydaje mi się bardzo niepokojący. Lekcja wzmacnia przekonanie, że chrześcijanie są prześladowani z powodu swojej wyższości moralnej. Ta retoryka rodzi niezdolność do przyjęcia odpowiedzialności. Pozwala wierzącym postrzegać siebie jako niewinnych, jednocześnie aktywnie uczestnicząc lub umożliwiając krzywdę. Taka retoryka przyczynia się również do tworzenia moralnego martwego punktu. Celebruje odrębność, odrzuca odmienne poglądy jako „światowe” i zachęca do tworzenia „informacyjnych baniek”.

Nasza lekcja zajmowała się również tematem, który poruszał w swoich listach Paweł, mianowicie idą bycia „żywą ofiarą”. Wielu chrześcijan mówi o prześladowaniach, podczas gdy żyją w nieograniczonym komforcie i przywilejach. Może jednak nadejść taki czas, gdy wiara będzie wymagała od nas narażenia naszych ciał na ryzyko. Jednak, póki co, warto nie tylko wizualizować przyszłość wypełnioną prześladowaniami, ile raczej promować ofiarną obecność tu i teraz. Jak na ironię, kiedy myślę o tym, co to znaczy być dziś żywą ofiarą, myślę o protestujących na ulicach. Myślę o ludziach broniących swoich społeczności, podejmujących ryzyko i nieodwracających wzroku. Niestety, nie od razu przychodzą mi na myśl chrześcijanie.

Być może to właśnie ze względu na słowo „ofiara” nasze milczenie jest wyrazem strachu. Strachu przed utratą pozycji w pewnych grupach w imię zabrania głosu w imieniu bezbronnych. Ryzyka utraty darczyńcy, który może wycofać swoje fundusze, jeśli śmiało zaprotestujemy przeciwko złu, które dzieje się w imię Boga. Strachu przed utratą pracy. Strachu przed naznaczeniem etykietką lub niezrozumieniem. Ofiara wydaje się zbyt wysoka. Podczas gdy ciała, rodziny, życie i reputacja ludzi są poświęcane dla wygody naszego milczenia.

Jakie jest zaangażowanie mojego Kościoła w potępienie ekscesów takich jak ten który wydarzył się tydzień temu w USA? Dzisiaj nie wystarczy tylko lakonicznie stwierdzić, że żyjemy w „czasie końca” i że „świat wokoło nas jest zły”. Czy potrafimy publicznie wyrazić nasze oburzenie?

Na koniec autor lekcji zwrócił również uwagę na postać Epafrodyta, wiernego współpracownika Pawła. Epafrodyt był jednym z pierwszych przywódców w kościele w Filippi. Został posłany przez swój kościół, aby opiekować się Pawłem w więzieniu, jak również wykonywać dzieło Chrystusa w Filippi. Został pochwalony za ofiarną służbę, miłość i towarzyszenie innym w cierpieniu. W świecie, w którym niektórzy powołują się na boską władzę, aby usprawiedliwić krzywdę i polityczną władzę, Epafrodyt jest przykładem wiernego świadka. Uosabia on prawdziwą jedność i posłuszeństwo Chrystusowi, które przejawia się w staniu po stronie cierpiących i demonstrowaniu współczucia i sprawiedliwości Jezusa. Nawet gdy może to oznaczać zrezygnowanie z naszego komfortu lub pozycji społecznej a nawet utratę życia.

Cieszę się, że w Szkole Sobotniej możemy tworzyć przestrzeń do rozmów o tym, co naprawdę ważne. Jaki jest bowiem pożytek z naszej wiary, jeśli istnieje ona jedynie po to, aby uprawiać teologiczne dysputy zajmować miejsca w kościelnych ławkach, śpiewać hymny i spożywać wspólne posiłki?

Wracam myślami do historii i przypominam sobie momenty, w których chrześcijanie mogli być siłą dobra w czasach ludobójstwa, czy to w nazistowskich Niemczech, w Rwandzie, czy w Sudanie. Frustrujący jest fakt, jak łatwo nazywamy siebie siłą dobra, jednocześnie milcząc w obliczu cierpienia. Warto jednak przypomnieć, że zawsze istniały wyjątki i takim przykładem jest tzw. Kościół Wyznający (Bekenende Kirche) - niemiecki protestancki ruch oporu w okresie nazistowskim (1933–1945), który sprzeciwiał się próbom reżimu zmierzającym do nazizacji Kościoła. Założony przez teologów takich jak Martin Niemöller i Dietrich Bonhoeffer, podtrzymywał autorytet Biblii nad ideologią państwową.

Wezwanie do bycia światłem w ciemności zmusza nas do postawienia sobie pytania, czego to od nas wymaga? W jaki sposób możemy aktywnie starać się coś zmienić? Nie wystarczy studiować lekcje w Szkole Sobotniej. Słowa muszą zostać zinternalizowane. Muszą nas przemienić. Nie wystarczy mówić o byciu światłem świata. Nie wystarczy, jeśli to światło nie zostanie celowo zaniesione tam, gdzie jest najbardziej potrzebne.



DO PRZEMYŚLENIA

Flp 2:12-30. Chociaż kościół w Filippi posiadał wiele pozytywnych cech, to jednak wydaje się, że zmagał się on z problemem egoizmu i pychy, które prowadziły do rozłamu (Flp 2:1-4). Paweł zachęcał wierzących, aby naśladowali Chrystusa (2:5-8), Pawła (2:12-18), Tymoteusza (2:19-24) i Epafrodyta (2:25-30) w ich gotowości do pokory i stawiania interesów innych ponad własne (2:4,12,17,19-21), w przeciwieństwie do tych, którzy szukali własnych korzyści (2:4, 21).

Po przedstawieniu Jezusa jako doskonałego wzoru pokory i posłuszeństwa (2:5-8), Paweł zwrócił się do Filipian (2:12-30). Pochwalił ich za posłuszeństwo jakie okazali Panu po przyjęciu ewangelii (Dz 16:13-15.32-33) i wezwał ich do trwania w tym posłuszeństwie. W wersetach 12-18 Paweł pokazał w jaki sposób posłuszeństwo działa w praktyce.

Flp 2:12-13. Czego dotyczy „bojaźń i drżenie”? Paweł najpierw mówi „zbawienie swoje sprawujcie(2:12), a następnie dodaje: „albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie(2:13). W jaki sposób można zinterpretować to napięcie? Na czym polega relacja między Bożą mocą i ludzkim wysiłkiem w odniesieniu do posłuszeństwa? W jaki sposób podobny fragment z listu Pawła do Rzymian (Rz 3:23-24, 28) odnosi się do tego samego problemu?

Co Paweł mógł mieć na myśli mówiąc o „dziele Bożym w nas” (2:13) w kontekście jego napomnienia, aby „swoje zbawienie sprawować z bojaźnią i drżeniem” (2:12)?

W jaki sposób nasze posłuszeństwo Chrystusowi wpisuje się w koncepcję „sprawowania naszego zbawienia”, nie popadając przy tym w pułapkę legalizmu?

Flp 2:14-15. Co jest złego w szemraniu i powątpiewaniu we wspólnocie chrześcijańskiej?

Flp 2:15-16. Co Paweł mógł mieć na myśli, mówiąc o byciu „nienagannymi i szczerymi” (2:15) oraz „zachowywaniu słów życia” (2:16)?

W jakim „świecie” Filipianie mieli „świecić jak światła”? W jaki sposób mogli to osiągnąć? Co mogło zakłócić wykonanie tego zadania?

Flp 2:17-18. O jakim rodzaju ofiary mówi tutaj Paweł? Czy może mieć na myśli to samo, co w Rz 12:1-2? Jak rozumiesz pojęcie „ofiary żywej”?

Flp 2:15 Jak to możliwe, aby być, jak napisał Paweł, „dziećmi Bożymi bez skazy”, gdy żyjemy jako autentyczni naśladowcy Jezusa?

Flp 2:19-30. Czego możemy się nauczyć z wypowiedzi Pawła na temat cech dwóch swoich współpracowników, z którymi nigdy się nie „spotkaliśmy”? Dlaczego tego rodzaju materiał w ogóle znajduje się w Biblii? Co mówi nam to na temat Boga?

W 1 Sam 2:30 Bóg powiedział: „tych, którzy mnie czczą, i ja uczczę”. W jaki sposób czcimy Boga, lub jak możemy to robić? Czy jest to to samo, co „oddawanie chwały Bogu” w Ap 14:7?

Kościół nie istnieje po to, by zapewniać etos demokracji lub by wspierać jakikolwiek konkretny porządek społeczny. Kościół istnieje po to, by być wiarogodną wspólnotą, która żyje w sposób, który nie byłby możliwy, gdyby nie historia Jezusa. Ta wiarogodność przejawia się nie tylko w tym, co Kościół głosi, ale także w tym, jak jego członkowie uczą się jak żyć razem. Życie Kościoła samo w sobie jest świadectwem dla świata”. — Stanley Hauerwas, A Community of Character

Paweł przypomina wierzącym, że ich wspólne życie samo w sobie jest świadectwem ewangelii. Jedność wyrażana poprzez cierpliwość, wierność i wzajemny szacunek pozwalają światłu Chrystusa jasno świecić w mrocznym świecie. Kiedy Kościół żyje w harmonii, jego świadectwo staje się widoczne i przekonujące dla tych, którzy obserwują go z zewnątrz.







Przygotował Jan Pollok