piątek, 5 czerwca 2026

Koetarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Pokuta i przebaczenie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 6 czerwca 2026

Historia Izraelitów pokazuje, że gdy stracili z oczu charakter Boga natychmiast zaczynali odczuwać brak Jego obecności. Nawet po tym, jak byli świadkami cudów oraz wyzwolenia z niewoli a także obietnic przymierza przeżywali strach, niepewność. Wszystko to sprawiło, że stworzyli na swój użytek wersję Boga, którą mogli kontrolować i widzieć. Pod wieloma względami ukazuje to, jak bardzo nasze zrozumienie charakteru Boga kształtuje naszą reakcję na oczekiwanie, niepewność i porażkę. Kiedy stracimy z oczu to, kim jest Bóg, często zwracamy się ku substytutom – rzeczom, które wydają się bardziej namacalne, przewidywalne lub łatwiejsze do opanowania. Może to nawet wpłynąć na to, jak interpretujemy Jego prawo miłości i przekształcamy je według własnego uznania. Dlatego wielokrotnie jesteśmy wzywani do pokuty czyli powrotu do Boga, którego charakter można zdefiniować jako miłość.

Autorka podręcznika opowiedziała historię kobiety, która kochała Szabat, ale była tak pochłonięta obowiązkami domowymi, że zdała sobie sprawę, że straciła z oczu głębszy cel — zbliżenie się do Boga. Analizując historię Marii i Marty, uświadomiła sobie, jak łatwo nawet rzeczy dobre i konieczne mogą odwrócić uwagę od relacji z Bogiem. Autorka we wniosku końcowym podkreśliła, że celem zajęć w Szabat nie jest sztywne przestrzeganie zasad, ale uświadomienie sobie rzeczy, które powoli osłabiają nasze połączenie z Bogiem. Przypomina nam, że kiedy rozpoznamy swoją potrzebę i zwrócimy się do Niego w pokucie, Bóg okaże nam łaskę, przebaczenie i odnowienie.

Chociaż historia ta ma sens i skupia naszą uwagę na Szabacie, pokucie oraz na znaczeniu opieki nad innymi to jednak stwarza scenariusz trudny do zinterpretowania. Połączenie tej historii bezpośrednio z Szabatem stanowi wyzwanie, które polega na tym, że może ona nieumyślnie zinterpretować Szabat jako test tego co wolno lub nie wolno robić w Szabat, a nie jako dar łaski i odpoczynek. Zamiast zapraszać ludzi do głębszej więzi z Bogiem, może sprawić, że będą oni z niepokojem monitorować swoje zachowanie, zastanawiając się, czy „wystarczająco dobrze przestrzegają Szabat”. Dla wielu ludzi – zwłaszcza rodziców, opiekunów oraz osób, które wykonują bardzo ważne prace w tle – takie ujęcie może wywoływać poczucie winy związane z wykonywaniem zwykłych aktów opieki i niezbędnych czynności związanych z codziennym życiem. Morał tej historii może zawierać subtelne przesłanie: Gdybyś był/a bardziej skoncentrowany/a na sprawach duchowych, nie rozpraszałyby ciebie takie rzeczy. Jednakże takie podejście grozi oddzieleniem Boga od realiów codziennego życia, tak, jak gdyby Bóg był oddzielony od tych zadań.

Taka interpretacja tworzy również fałszywy podział między tym co „święte” a „nie święte czyli zwykłe”, jak gdyby składanie prania, opieka nad chorym dzieckiem czy karmienie rodziny nie mogły być jednocześnie przestrzeniami, w których istnieje miłość, obecność, a nawet więź z Bogiem. Łaska sugeruje, że Bóg spotyka nas w naszym człowieczeństwie, nie tylko w chwilach, gdy życie jest idealnie ciche i duchowo skoncentrowane. Być może niektóre najświętsze duchowo chwile mają miejsce właśnie wtedy, gdy opiekujemy się innymi. Jestem przekonany, że można być Marią wykonując obowiązki Marty. Problemem Marty nie było to, że usługiwała,



2


sprzątała, przygotowywała posiłek czy opiekowała się gośćmi. Te rzeczy miały znaczenie i były aktami gościnności i miłości. Być może głębszy problem polegał na tym, że w trakcie tego wszystkiego stała się niespokojna, przytłoczona, pełna urazy i emocjonalnie odłączona.

Być może lepiej byłoby skupić się nie tyle na samych obowiązkach, ile raczej na emocjonalnym lub relacyjnym rozproszeniu. Ktoś może przeżyć cały Szabat w kościele, podczas gdy wewnętrznie trawi go gorycz, niepokój, porównywanie się, troska o swój wizerunek lub przewijanie ekranu telefonu. Na zewnątrz można „przestrzegać Szabat”, ale w głębi można być odłączonym od siebie, innych i Boga. To właśnie na kondycji serca i jakości relacji skupiał uwagę Jezus.

W kulturowym kontekście Nowego Testamentu oczekiwano, że kobiety będą służyć tak jak Marta. Wypełniała ona przypisaną jej rolę społeczną. Jezus nie upominał Marty, ponieważ była zajęta lub że sama praca była czymś złym. Pod wieloma względami Jezus oferował Marcie odpoczynek od tego, czego od niej oczekiwano. Nie chodziło tylko o to, że Marta pracowała, ale o to, dlaczego pracowała. Jak w przypadku większości rzeczy w naszej relacji z Bogiem, liczy się nie tylko to, co robimy, ale dlaczego to robimy. Co kieruje tymi działaniami? Jakie lęki, oczekiwania lub założenia je kształtują? Myślę, że to właśnie Chrystus nieustannie kwestionuje.

W kontekście dyskusji nad doskonałością istnieją dwa główne momenty, w których Boży charakter został źle zrozumiany i zinterpretowany. Zgodnie z narracją o wielkim boju, wojna w niebie rozpoczęła się od niezrozumienia charakteru Boga przez Lucyfera. Następnie, w historii Adama i Ewy, człowiek źle zrozumiał charakter Boga w scenerii ogrodu Eden, co doprowadziło do pojawienia się grzechu na świecie.

Jeżeli wyżej wymienione istoty mogły źle zrozumieć charakter Boga w doskonałych warunkach, jakie jest prawdopodobieństwo, że my również możemy źle rozumieć charakter Boga? Czy Bóg wie, że niezrozumienie jest skutkiem ubocznym wolnej woli, rzeczywistością, którą nie tylko możemy kwestionować, ale także odrzucać. Skoro pierwszy człowiek mógł zgrzeszyć w doskonałym świecie, a Lucyfer mógł zgrzeszyć w wiecznej doskonałości, być może wątpliwości, które tak desperacko próbujemy stłumić, są jedynie przypomnieniem, że drzwi są zawsze otwarte i zawsze jesteśmy zaproszeni.

Nie uważam, że Bóg wymaga od nas abyśmy we wszystkich przypadkach posiadali perfekcyjne zrozumienie wszystkiego. Mamy nadzieję, że tak jak Bóg kroczył z Izraelitami przez pustynię, tak my nadal kroczymy z Nim przez naszą emocjonalną i mentalną pustynię. Co więcej, sprowadzanie obecności Boga jedynie do cudów których dokonał wydaje mi się nieco spłaszczone. Intymne relacje nie polegają na kochaniu Boga za to, co czyni, ale za to, kim jest.

Autorka naszego podręcznika zwróciła uwagę, że smutek, który pojawia się z powodu nieprzyjemnych konsekwencji nie jest tym samym, co skrucha. Widzimy to na co dzień w naszym społeczeństwie. Często to, co ludzie nazywają skruchą, jest po prostu przyznaniem się do winy po ujawnieniu. Widzimy to w systemie sądowniczym, w polityce i w relacjach międzyludzkich. Wyrzuty sumienia często pojawiają się, gdy ktoś zostanie złapany.

Jednak prawdziwa skrucha to nie tylko przeprosiny, gdy grzech staje się widoczny. Pokuta wymaga przemiany serca. Dlatego też modlitwy „na pokaz” i publiczne okazywanie skruchy przez faryzeuszy znaczyły tak niewiele. Nie wiązała się z nimi



3


żadna wewnętrzna przemiana.

„Żadna pokuta nie jest prawdziwa, jeśli nie prowadzi do odnowy”. Pokuta to nie tylko prośba o przebaczenie lub słowne przyznanie się do winy. To, z Bożą pomocą uświadomienie sobie, co spowodowało dystans, co spowodowało działanie, co spowodowało wybór. Pokuta to pozwolenie Bogu, aby poprowadził nas w stronę przemiany abyśmy stali się ludźmi, którzy nie dokonaliby ponownie tego samego wyboru. Prawdziwa pokuta obejmuje pojednanie. Obejmuje świadomość, transformację i zmianę. Bez tej głębszej refleksji łatwo jest, aby pokuta stała się czymś performatywnym, a nie transformacyjnym.

Prawdziwy żal za grzechy jest dziełem Ducha Świętego. Pokuta zaczyna się, gdy szczerze uznajemy swoją potrzebę i pozwalamy Duchowi Świętemu prowadzić nas z powrotem do Boga. Jeśli pomyślimy o bliskiej przyjaźni lub partnerstwie zbudowanym na głębokiej miłości, pokój pojawia się, gdy obie strony zgadzają się ze sobą, komunikują się szczerze i zbliżają do siebie w zdrowy sposób. To samo dotyczy duchowości. Kiedy czujemy, że jesteśmy oddaleni od Boga lub gdy podejmujemy decyzje, które zakłócają naszą zdolność do kochania Boga, siebie lub innych ludzi, odczuwamy, że coś jest nie tak. Pojawia się poczucie dystansu, które rodzi pragnienie pojednania. Nie tylko dlatego, że boimy się konsekwencji, ale dlatego, że intymność została zakłócona.

Jednak opis Boga przestawiony w księdze Wyjścia 34, pokazuje Go jako miłosiernego, łaskawego, cierpliwego i przepełnionego niezachwianą miłością. Dzięki śmierci Chrystusa przebaczenie i odnowa są zawsze dostępne. A kiedy przynosimy Mu nasze brzemiona, porażki i grzechy, On zamienia je na swoją sprawiedliwość. Autorka wskazywała również na wszechogarniającą naturę Bożej łaski: życie wieczne jest darem, łaska jest większa niż grzech, a Boża miłość dociera do nas, zanim jeszcze wszystko poukładamy.

Z kolei przypowieść o uczcie weselnej przypomina nam, że nasza prawdziwa tożsamość nie tkwi w statusie, wyglądzie czy naszych osiągnięciach, ale w Chrystusie. Tak jak gość, który został zaproszony na wesele, ale postanowił nie założyć przygotowanej dla niego szaty, tak lekcja sugeruje, że Bóg ofiarowuje każdemu z nas dar sprawiedliwości Chrystusa, musimy jednak sami zdecydować się na jej przyjęcie. Wykorzystując historię Adama i Ewy, autorka naszego podręcznika kontrastuje ludzkie próby zakrycia własnego defektu z Bożym zapewnieniem zakrycia tego defektu przez ofiarę. Centralnym przesłaniem jest to, że nie możemy i nie potrafimy sami zapracować ani wytworzyć sprawiedliwości; jest to dar łaski, który przychodzi przez wiarę w Chrystusa, którego miłość i charakter zakrywają nasz wstyd i przywracają naszą relację z Bogiem.

Zdumiewające jest to, jak wciąż łatwo jest przeżyć całe życie na splataniu współczesnych listków figowych. Możemy próbować ukryć się za osiągnięciami, sukcesami w służbie, wiedzą, reputacją, zapracowaniem, moralnością, poglądami politycznymi, a nawet byciem „dobrymi chrześcijanami”. Budujemy swoją tożsamość wokół tego, co robimy, co inni o nas myślą lub jak dobrze sobie radzimy. Jednak pod tym wszystkim wielu z nas wciąż zmaga się z tymi samymi pytaniami, z którymi mierzyli się Adam i Ewa: Czy jestem wystarczająco dobry? Czy jestem akceptowany? Czy jestem kochany?

W przypowieści o uczcie weselnej szczególnie piękne jest to, że kiedy król zwraca



4


się do człowieka bez szaty weselnej, nazywa go „przyjacielem”. Nawet w chwili, którą wielu może odczytać jako wykonanie sądu, pierwsze słowo odnosi się do relacji. Ten szczegół świadczy o tym, że nasze błędy nie zrywają relacji między Bogiem a nami. Nie zmieniają Jego postrzegania nas. Mogą osłabiać naszą zdolność do jasnego postrzegania Boga, ale Jego miłość pozostaje niezmienna. Do człowieka nie zwraca się jak do wroga czy wyrzutka, lecz jak do przyjaciela. Te słowa przypominają nam, że postawa Boga wobec nas jest przede wszystkim zaproszeniem, zanim stanie się czymkolwiek innym. Bóg pragnie relacji.

Pytanie, które Bóg zadał pierwszemu człowiekowi: „Kto ci powiedział, że jesteś nagi?”, nie było próbą zignorowania grzechu, który Adam i Ewa właśnie popełnili. Czy w tym pytaniu można znaleźć potwierdzenie, że pomimo ich grzechu, Jego miłość do nich się nie zmieniła? Wstyd, który skłonił ich do ukrycia się, nie był wstydem, jaki odczuwał wobec nich Bóg.

Wierzę, że jednym z powodów, dla których Chrystus przyszedł, aby uporządkować relację wierzących z prawem, było to, że ludzie zaczęli koncentrować się na własnych wadach i niedociągnięciach, których Bóg nie postrzegał w taki sam sposób. Stworzyli dodatkowe zasady i granice, których sam Bóg ani nie wymagał, ani nie uznał za konieczne. Pod wieloma względami zaczęli próbować rozwiązać problem, którego rozwiązania Bóg od nich nie wymagał. Przychodzi mi na myśl biblijna opowieść z księgi Sedziów11. Jefte złożył pochopną przysięgę, że jeśli Bóg zapewni mu zwycięstwo, złoży w ofierze wszystko co jako pierwszy wyjdzie z jego domu, by go powitać. Tragedia tej historii polega na tym, że Bóg nigdy nie żądał takiej ofiary. Jefte stracił coś cennego z powodu niepotrzebnego ślubu i niepotrzebnej ofiary.

Na tym polega natura legalizmu. Tworzymy sztywne zasady i składamy ofiary, o które Bóg nigdy nie prosił, i ponosimy ofiary, których nigdy nie potrzebował. Rozpaczliwie okrywamy się w poczuciem spełnienia, sukcesu, reputacji i posłuszeństwa, starając się udowodnić coś, czego nigdy nie trzeba było udowadniać. Pod wieloma względami legalizm jest zbudowany na założeniu, że wiemy, czego Bóg chce, lepiej niż On sam. W swojej istocie legalizm to próba udowodnienia, że jesteśmy godni przed Bogiem, który nigdy nie kwestionował wartości naszej miłości.

Dlatego pytanie Boga pozostaje wciąż tak ważne: „Kto ci powiedział, że jesteś nagi?”. Wydaje się, że zawiera ono przesłanie: „Tak, grzech wkroczył na świat i wszystko się zmieniło. Jednak nawet teraz, gdy stoisz przede mną złamany, wciąż jesteś kochany”. Konsekwencje grzechu mogą zmienić dynamikę relacji, ale nie zmieniają serca Boga. Jego miłość pozostaje niezmienna. Liście figowe były niepotrzebne, ponieważ ludzie, którzy je nosili, nigdy nie byli niekochani. To daje poczucie wolności. To tak, jakby Bóg mówił: „Przestań próbować zasłużyć na to, co już zostało ci darmo dane. Przestań próbować stać się tym, kim zawsze byłeś dla mnie: moim ukochanym”.

Każdy z nas musi postawić sobie pytanie, które jest zarazem wyzwaniem: Czym dzisiaj otulam swoją tożsamość? Czy moimi osiągnięciami, porażkami, moją reputacją, moją pozycją, czy też moja tożsamość jest w Chrystusie i w byciu Jego ukochanym? Kiedy moja tożsamość jest otulona czymkolwiek innym niż Bożą miłością, nieustannie zmagam się, aby udowodnić sobie i ochronić się. Jednak, kiedy spoczywam w rzeczywistości, że jestem już kochany, już nazwany



5


przyjacielem i już zaproszony do stołu, jestem wolny, by żyć, służyć i rozwijać się w poczuciu bezpieczeństwa, a nie strachu.

W podsumowaniu autorka lekcji stwierdziła: „Przyznanie się do naszych grzechów w odpowiedzi na natchnienia Ducha Świętego i poddanie się im w pokucie są kluczowymi elementami rozwijającej się relacji z Bogiem”. Relacja z Bogiem pozwala nam zidentyfikować te części nas samych, które nie są zgodne z tym, kim jest Bóg. Dotyczy to każdej relacji. Zdrowe relacje wymagają pewnego stopnia spójności: wspólnych wartości, wspólnych pragnień i wspólnej wizji tego, jak powinno wyglądać życie. Nasza relacja z Bogiem nie jest inna. Nie chodzi o to, że identyfikacja naszych grzechów zbliża nas do Boga. Raczej, ponieważ zbliżamy się do Niego, uświadamiamy sobie te części nas samych, które są od Niego odmienne. To właśnie grzechy, które identyfikujemy. Umieszczenie identyfikacji grzechu przed relacją przesuwa punkt ciężkości w kierunku pracy.


DO PRZEMYŚLENIA

Każdy z nas zauważa i odczuwa pęd życia. Bardzo łatwo gubimy koncentrację i ulegamy rozproszeniu. Taki styl życia osłabia lub niszczy naszą relację z Bogiem. Jaką prawdę na temat sprawiedliwości Chrystusa możemy zauważyć w Iz 61:10; 64:6 oraz Za 3:4? Co to znaczy, że „zawsze musimy gorliwie trzymać się tego co nam obiecano”?

Jedną z ról Ducha Świętego jest „przekonywanie świata o grzechu” (Jn 16:7-8). Jak to się wiąże ze sprawiedliwością i sądem (8-11)? Co szczególnego dostrzegasz w opisie w Oz 6 na temat sposobu w jaki Bóg został przedstawiony, gdy wzywa ludzi do pokuty?

Dz 3:18-19 Dlaczego pokuta jest tak ważna w procesie duchowego rozwoju? Czym jest czas „ochłody”? Jak możemy się upewnić, że pokuta prowadzi do życia (Dz 11:18) i żywej relacji z Bogiem, a nie do patologicznej obsesji na punkcie siebie i swoich niepowodzeń?

Wj 34:1-10 Jakich kluczowych prawd o pokucie i charakterze Boga możemy się nauczyć z tego fragmentu? W jaki sposób możemy lepiej zrozumieć rozmiar Bożej łaski? W jaki sposób Jonasz błędnie zacytował ten tekst (Jon 4:2-3)? Czy jest to możliwe, że Boże miłosierdzie i hojność zawsze będą nas niepokoić?

Mt 22:1-14 Jakie przesłanie zostało umieszczone w przypowieści Jezusa o uczcie weselnej? Wielka i głęboka tajemnica Bożego przebaczenia nie jest tym samym, co stwierdzenie, że cokolwiek robimy, nie jest tak naprawdę ważne, ponieważ i tak w końcu wszystko się jakoś ułoży.

„Powinniśmy codziennie przyodziewać się w szatę sprawiedliwości Jezusa. Co to tak naprawdę oznacza i jak to czynić?” W jaki sposób rozumiesz metaforę szaty? Jaki jest cel, dla którego Bóg zapewnia tę „najdroższą szatę”?

W jaki sposób dzielić się przesłaniem, że Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, a jednocześnie nie chce, abyśmy pozostali tacy, jacy jesteśmy? Jego miłość dociera do nas tam, gdzie jesteśmy, ale nie pozwala nam pozostać takimi, jakimi jesteśmy. Miłość pragnie jak najlepiej dla ukochanej osoby. Dlatego gdziekolwiek przychodzi Jezus, życie zostaje przemienione, uzdrowione, odmienione. Rezultatem



6


przemieniającej łaski Bożej jest nie tylko zbawienie, ale także uświęcenie i pełna współczucia służba innym. Dlatego powinniśmy postrzegać pokutę jako dar życia, a nie powód do poczucia winy.

Pokuta (metanoia - zmiana umysłu i sposobu myślenia) leży u podstaw wiary chrześcijańskiej, ale łatwo ją wypaczyć, jeśli zbytnio przechylimy się w jedną stronę. Pokuta to droga powrotu – to zwrócenie się ku Bogu, a nie tylko odwrócenie się od grzechu. Dlatego zawsze musi być przedstawiana jako relacyjna, a nie tylko moralna.

Pokuta nie jest jednorazowym aktem, ale trwa przez całe życie. Zapobiega pysze, zachęca do ciągłego rozwoju i sprawia, że nasze serca są wrażliwe przed Bogiem, pokorne i zależne od Niego. Jak możemy być wzorem prawdziwej pokuty w naszych czasach i w miejscu gdzie żyjemy? Jak możemy lepiej docenić to, co Duch Święty czyni dla świata, jednostek i społeczności?











Przygotował Jan Pollok

piątek, 29 maja 2026

Komentar do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Grzech, ewangelia i prawo

Felieton do Szkoły Sobotniej na 30 maja 2026

Temat grzechu często pojawia się w naszych dyskusjach. Problem w tym, że nie zawsze potrafimy prawidłowo zdefiniować grzech. Boimy się grzeszyć zwłaszcza wtedy, gdy nie jesteśmy tego świadomi. Autorka lekcji napisała: „…W ludzkiej naturze leży uleganie pokusie przyjemności. Czy jest możliwe, że bagatelizujemy grzech, ponieważ nasze społeczeństwo tak bardzo się z nim oswoiło? Możemy „obchodzić” temat grzechu „na palcach”, obawiając się, że kogoś urazimy, jeśli nazwiemy grzech po imieniu, ale ostatecznie im bardziej przyzwyczajamy się do życia w grzechu, tym bardziej oddalamy się od zdrowej relacji z Bogiem”.

Pytanie, które musimy zadać po przeczytaniu powyższego cytatu jest następujące: w jaki sposób możemy zdefiniować grzech? Czy grzech to „przyjemność”? W Psalmach czytamy, że Bóg zawsze będzie nam sprawiał przyjemności. „Nasze społeczeństwo tak bardzo się z nim oswoiło” – to znaczy z czym? Jakie społeczeństwo?  – kościół, supremacja białego człowieka, chrześcijański nacjonalizm? W około czego „chodzimy na palcach”? – nasze ego, nasze status, nasza pozycja w społeczeństwie? A może jest to nasze zachowanie, które tak często definiujemy jako grzech?

Jedną z najlepszych definicji grzechu jakie spotkałem pochodzi z książki Morrisa Vendena, To Know God (polski tytuł „Aby poznać Boga”). Grzech jest stanem odłączenia od Boga lub „życiem z dala od Boga”. Ta definicja wyjaśnia wiele. Mogę wykonywać wszystko co w mojej mocy, aby prowadzić życie w łączności z Bogiem, ale jeżeli robię to w separacji od Chrystusa, żyję w grzechu. 

Niestety bardzo często skupiamy uwagę na grzechach, które są skutkiem życia z dala od Boga. Grzechy można zdefiniować na podstawie zachowania oraz zewnętrznych objawów rzeczy, które uważamy za „złe”. Jednak postrzeganie grzechu jako życia z dala od Boga sięga sedna problemu i pomija czynniki rozpraszające.

Bardzo często próbujemy uporządkować bałagan w naszym życiu, czyli próbujemy zaprzestać życia w grzechu przez korektę naszego zachowania. Nie potrafimy i nie możemy tego dokonać sami a próba zrobienia tego z dala od Chrystusa jest, paradoksalnie, życiem w grzechu (życiem z dala od Boga). Tylko wtedy, gdy docieramy do źródła (usprawiedliwienie przez wiarę) i zaczynamy prowadzić życie z Bogiem, nasze życie zaczyna być wolne od bałaganu (proces uświęcenia) będącego skutkiem grzechu. Zostajemy przemienieni przez życie z Tym który jedynie jest Święty. Ciągłe skupianie uwagi na zachowaniu jest daremne.

Grzech posiada wymiar kosmiczny. Jednak wielki bój między dobrem a złem to nie tylko kosmiczna bitwa, ale coś, co wpływa na nasze codzienne życie i relacje z Bogiem. Problemy z którymi zmagamy się codziennie – zakłócenie spokoju, konsumeryzm, zapracowanie i samowystarczalność mogą powoli odciągać nas od więzi jaką mamy z Bogiem. Jednak nawet w samym centrum wiru życia, świadome przeżywanie czasu z Bogiem przynosi siłę, jasność umysłu i wytrwałość. Szatan również często atakuje i uderza w nasze słabe punkty, wytwarza poczucie winy oraz niegodności, aby oddalić nas od Boga. Nasza wiara, która jest Bożym darem umacnia się, gdy pozostajemy w osobistym kontakcie z Nim przez modlitwę oraz obietnice Jego Słowa. 

Warto pomyśleć w jaki sposób słowa takie jak „rozproszenie”, „konsumeryzm”, „zapracowanie” i „samowystarczalność” pojawiają się w przestrzeniach religijnych. Czy jest możliwe, że możemy być tak rozproszeni i zajęci „dziełem Pana”, że zapominamy o Panu. Rzeczywiście możemy żyć z dala od Boga, równocześnie próbując Mu służyć. Nasze czyny mogą być nadal zakorzenione w pysze, strachu, ego lub samowystarczalności, a nie w bliskości z Bogiem.

Chciałbym jeszcze powrócić do kwestii „przyjemności”, która bardzo często pojawia się w dyskusjach dotyczących grzechu. Grzech w naszej kulturze bardzo często jest wyrażany przy pomocy języka przyjemności. Warto przypomnieć sobie na ile sposobów przyjemność była minimalizowana, demonizowana, a ostatecznie wykorzystywana jako broń.

W kulturze chrześcijańskiej oddawanie się przyjemnościom często jest definiowane jako grzech i zazwyczaj pojawia się w dyskursie dotyczącym seksu i seksualności. Pożądanie seksualne poza małżeństwem jest demonizowane i przedstawiane jako moralna porażka. Pożądanie seksualne kobiet, a raczej jego brak, jest minimalizowane i traktowane jako kwestia czystości. Gdy mężczyźni wchodzą w związki z kobietami, pożądanie seksualne i przyjemność są często wykorzystywane jako broń, ponieważ kultura nauczyła mężczyzn, że obowiązkiem i odpowiedzialnością kobiety jest zaspokajanie potrzeb męża. Takie rozumowanie tworzy cykl zdeformowanych emocjonalnie jednostek i kładzie podwaliny pod wykorzystywanie seksualne. W niektórych przypadkach daje to żonatym mężczyznom przyzwolenie na żądanie intymności od swoich żon, ponieważ nie jest to postrzegane jako oddawanie się przyjemności, ale jako wypełnienie małżeńskiego obowiązku. Może to prowadzić do przekonania, że małżeństwo daje mężczyznom prawo własności do kobiecego ciała. 

Wiele osób po prostu uczy się, że pożądanie seksualne jest złe i należy je tłumić, a nie rozumieć, kwestionować, dyscyplinować i odpowiednio nim kierować. Przedstawianie pożądania jako czegoś co jest fundamentalnie destrukcyjne dla relacji z Bogiem stawia je również w opozycji do ludzkiego doświadczenia, zamiast uczyć ludzi, jak podążać z Bogiem przez swoje pragnienia. Niestety bardzo rzadko ludzie w kościele mogą usłyszeć coś na temat emocjonalnej inteligencji czy zdrowych ram dla pożądania. Zamiast tego często są nauczani w jaki sposób należy unikać pożądania oraz lęku przed nim. Szkoda, że w kulturze chrześcijańskiej emocje są często traktowane jako duchowe problemy, zamiast uznać je za część człowieczeństwa i zaproszenie do głębszej szczerości, uzdrowienia i samoświadomości. 

W naszej adwentystycznej kulturze kolejnym aspektem, w którym niechęć do przyjemności odgrywa istotną rolę, jest rozrywka i sztuka zwłaszcza wizualna. W innych tradycjach religijnych takich jak chociażby katolicyzm lub prawosławie, percepcja sztuki wizualnej jest powszechna. Sztuka i architektura są wplecione w te systemy teologiczne oraz język kultu. Jednak w kulturze adwentystycznej rozrywka i sztuka często są demonizowane. Być może wynika to częściowo z przekonania, że angażowanie się w te rzeczy jest oddawaniem się przyjemności. Niestety w ten sposób osłabiamy naszą zdolność rozumienia, że Bóg objawia się przy pomocy piękna i radości, a to obejmuje również sztukę i rozrywkę.

Czy jest możliwe, że w naszej adwentystycznej kulturze przyjemność została zdemonizowana przez dietę oraz poselstwo zdrowia. Według retoryki stosowanej w niektórych kręgach, jedzenie nie powinno być przesadnie przyprawione, słone, ostre ani aromatyczne. Pamiętam jako dziecko instrukcje dotyczące spożywania świeżego pieczywa, które rzekomo miało być „niezdrowe” jako świeże i powinno być spożywane dopiero w następnych dniach po upieczeniu. Przyjemność jedzenia była i jest czasami traktowana jako coś z natury podejrzanego lub niebezpiecznego. Adwentyzm często przedstawia te idee tak, jak gdyby były boskie i pochodziły prosto z serca Boga, nie dostrzegając, że wiele z tych zasad zostało odziedziczonych po wcześniejszych ruchach religijnych. Na przykład w czasach późnej starożytności oraz Średniowieczu monastycyzm stał się ważną częścią chrześcijaństwa, a jego istotną częścią było przywiązanie do ascetyzmu. Wielu głęboko wierzących ludzi szczerze wierzyło, że sposobem na zbliżenie się do Boga jest unikanie wszystkiego, co przynosi przyjemność.

Co mogłoby się stać, gdyby chrześcijanie zrozumieli, że mają prawo odnajdywać Boga w swoich przyjemnościach. W jaki sposób zmieniliby się, gdyby nauczyli się postrzegać przyjemność jako jeden ze sposobów, w jaki Bóg wplata radość w życie? Oczywiście, że trzeba zachować równowagę, ale o ileż bardziej satysfakcjonujące i obfite byłoby nasze życie, gdybyśmy zrozumieli, że możemy spotkać Boga poprzez rzeczy, które przynoszą nam radość?

Chciałbym również zwrócić uwagę na sposób w jaki została zbudowana część na poniedziałek. Jest to zbiór różnych fragmentów. Zaczyna się od 1 Kor 10:12 który został połączony z historią Samsona i samowystarczalnością. Następnie pojawia się Mt 6:2 na temat pokory i publicznego demonstrowania sprawiedliwości. Potem zostaje przywołany tekst z Mt 5:28 na temat pożądania; Mt 7:1-2 na temat sądu; Mt 5:44 na temat miłowania nieprzyjaciół; i na końcu Mt 5:22 na temat gniewu. Przedstawione idee same w sobie nie są błędne, ale zostały ze sobą luźno powiązane, bez głębszej, teologicznej struktury, która by je łączyła.

Autorka naszego podręcznika w części dotyczącej prawa ponownie ujmuje grzech przede wszystkim jako wykroczenie i pomija głębszy sens grzechu, ponieważ jest on przedstawiany niemal wyłącznie jako zachowanie, a nie jako relacja, a raczej jej brak. Nawet teologiczną tezę, że grzech jest wpisany w naturę ludzką, można zrozumieć w kontekście relacji. Ludzka natura jest naznaczona dystansem do Boga, ponieważ intymność, którą niegdyś posiadał człowiek z Bogiem, została zerwana. Grzech nie dotyczy jedynie czynów, ale jest stanem separacji, oddzielenia od Boga. Dlatego tak znamienna jest religijna postawa faryzeuszy. Byli to ludzie głęboko religijni, którzy skrupulatnie przestrzegali prawo, a mimo tego nie zrozumieli na czym polega intymna relacja z Bogiem. Byli posłuszni na zewnątrz, jednocześnie zachowując wewnętrzny dystans w relacjach.

Warto podkreślić, że prawo Boże nie reprezentuje pełni Boga ani nie wyraża w pełni głębi Jego charakteru. Boże prawa są parametrami i ścieżkami, które pozwalają ludziom zrozumieć Boga na tyle dobrze, aby mogli dokonać wyboru, czy pragną być z Nim w wieczności. Prawo jest ważne, ponieważ objawia charakter i wyznacza granice Boga. Dostarcza struktury i przedstawia Bożą mądrość. Jednak samo prawo nie może stworzyć intymności. 

Jezus nie przyszedł, aby znieść prawo Boże, lecz by je w pełni wypełnić i podtrzymać. Prawo Boże odzwierciedla Jego charakter i ma chronić nasze relacje zarówno z Bogiem, jak i z innymi ludźmi. Posłuszeństwo prawu nie może wynikać ze strachu czy obowiązku, lecz z autentycznej miłości do Jezusa. Prawo nie może nas ani zbawić, ani przebaczyć, ani usprawiedliwić. Prawo ukazuje nam potrzebę łaski, a Ewangelia i ofiara Chrystusa zapewniają przebaczenie i odnowę, których samo prawo nigdy nie może zapewnić.

Wiedza o Bogu nie jest tym samym, co prawdziwe poznanie Boga. Jezus nauczał, że autentyczna relacja z Bogiem odzwierciedla się nie tylko w słowach czy wiedzy religijnej, ale w życiu przemienionym przez miłość, zaufanie i pragnienie życia zgodnie z Bożą wolą. Prawda biblijna ma pogłębiać naszą więź z Bogiem i kształtować nasze życie. Silny fundament duchowy pochodzi ze słuchania Jego słów i rzeczywistego ich przeżywania przez wiarę i relację z Nim. Można znać całą teologię i terminologię, ale sama wiedza nie wystarczy. Można znać wersety biblijne i religijny język, równocześnie nie pozwalając, by te prawdy kształtowały nasz sposób kochania, przebaczania, służenia i życia. Jezus zdaje się ostrzegać przed wiarą, która pozostaje intelektualna lub performatywna, ale nigdy nie staje się relacyjna i przemieniająca. Jest to szczególnie istotne dzisiaj, w świecie, w którym informacja jest wszechobecna. Możemy pochłaniać niezliczone kazania, podcasty, nabożeństwa i debaty teologiczne, a mimo to pozostać odcięci od Boga, siebie i innych. Wiara polega na tym, by pozwolić, aby to, co wiemy, zmiękczyło nas, rzuciło nam wyzwanie i ucieleśniło się w tym, jak żyjemy tą wiarą w naszym codziennym życiu.

Kiedy zaczynamy postrzegać prawo przez pryzmat Jezusa, rozmowa wykracza poza zewnętrzne przestrzeganie zasad i wkracza w głębszą rzeczywistość relacji i charakteru. Prawo ujawnia, czy nasza wiara jest jedynie intelektualna, czy też rzeczywiście kształtuje nasze serca i czyny. Można dobrze znać Pismo Święte i doktrynę, ale jeśli ta wiedza nigdy nie zmieni sposobu, w jaki kochamy, przebaczamy, okazujemy współczucie, dążymy do sprawiedliwości lub traktujemy ludzi, to tracimy głębsze sedno prawa i w rezultacie żyjemy w „bezprawiu”.

W podsumowaniu lekcji autorka stwierdziła, że „Szatana rzucił wyzwanie Bogu właśnie w kwestii Jego prawa”. Moim zdaniem nie jest to poprawne stwierdzenie. Konflikt między Szatanem a Bogiem nie dotyczył prawa. Prawo, jakie znamy, nie istniało, gdy Szatan rozpoczął bunt. Wyzwanie jakie Szatan postawił Bogu, dotyczyło charakteru Boga. Warto pamiętać, że choć prawo odzwierciedla charakter Boga, to nie jest samym charakterem Boga. Prawo jest środkiem komunikacji między Bogiem a ludzkością. Daje ludziom kryteria, które pomagają nam Go zrozumieć, oraz wskazówki, jak żyć w sposób, który to odzwierciedla, ale nie jest pełnią tego, kim jest Bóg. W niebie Szatan wysuwał rażące oskarżenia pod adresem intencji, uczciwości i serca Boga. To samo uczynił w ogrodzie Eden.

Dopóki żyjemy na Ziemi, Boże prawo jest najwyraźniejszym punktem odniesienia dla zrozumienia i określenia natury Boga. Prawo wyłania się z charakteru Boga i jest w nim zakorzenione, a jednocześnie jest dostosowane do ludzkiej narracji. Zmiana prawa odzwierciedlałaby albo zmianę charakteru, z którego ono wynika, albo zmianę samej natury człowieczeństwa. Żaden z tych warunków nie jest obecnie możliwy.

DO PRZEMYŚLENIA

Jakiej lekcji z życia Samsona możemy nauczyć się na temat nieuwagi i pokus? (Sdz rozdz. 14 i 16:1.4.16.17). Samson został powołany przez Boga do wykonania szczególnego zadania, służył Bogu chociaż ulegał pokusom. Jaki jest związek między uzdolnieniami a charakterem?

Mk 9:42–48. Co umożliwia i ułatwia zbudowanie relacji z Bogiem, a jakie bariery uniemożliwiają wzrastanie w Chrystusie? Co zdaniem Jezusa prowadzi nas do grzechu? Dlaczego powinniśmy być gotowi odrzucić coś, co jest dobre i dane nam przez Boga – jak na przykład ręce, stopy i oczy – ale co może nas prowadzić na złą drogę?

Jaką funkcję spełnia prawo Boga? (Rz 3:20 i 1 Jn 3:4) W jaki sposób możemy zmienić nasz stosunek do prawa, aby nie postrzegać go jako czegoś, co nas ogranicza, lecz jako coś, co nas wzmacnia?

W jaki sposób prawo było nadużywane na przestrzeni wieków? Jaki jest związek między prawem a ewangelią? W jaki sposób można rozumieć słowa Jezusa z Mt 5:17-18 – nie przyszedłem rozwiązać prawo, ale je wypełnić?

Jan Wesley zwracał uwagę, że uświęcenie jest drugim dziełem Bożej łaski. Dlaczego w metodyzmie nacisk na uświęcenie nie doprowadził do powszechnego legalizmu, podczas gdy w adwentyzmie tak? Jaki ma to związek z naszą doktryną sądu?

Jakie są Twoje odczucia na temat bycia rządzonym przez prawo? Jakie dobre rzeczy mogą się wydarzyć dzięki temu, że jesteśmy rządzeni przez prawo? Jakie zagrożenia mogą się pojawić dzięki temu, że jesteśmy rządzeni przez prawo?

Na czym polega wyzwanie, jakie postawił Jezus swoim słuchaczom na zakończenie Kazania na Górze? (Mt 7:24–29) Dlaczego Jezus podkreślał, że Jego słuchacze będą sądzeni na podstawie tego, czy słuchają Jego słów i stosują się do nich? Kluczem, od którego zależy, czy dom przetrwa burzę, czy nie, jest czynienie tego, co mówi Jezus, lub nieczynienie tego.

W jaki sposób idea dotycząca przetrwania bądź upadku domu wiąże się z metaforą skały z Mt 16:18 i Domem Bożym, który chociaż został zbudowany na skale, runął w Mt 24? W jaki sposób możemy budować nasze życie na nauce Jezusa, aby być częścią „domu”, który trwa wiecznie? W jaki sposób „wypełniamy” słowa Boże w naszych czasach?

A gdy Jezus dokończył tych słów, zdumiewały się tłumy nad nauką jego. …” (Mt 7:28). Wszyscy byli zdumieni, ale Jezus nie był zainteresowany zdumiewaniem tłumów. Nigdy nie mówił do ludzi: „Podziwiajcie mnie”, ale raczej, „Pójdźcie za Mną”. Jezus chce mieć naśladowców, a nie wielbicieli. Jego powołanie, aby być uczniem, wykracza poza zwyczajowe lub kulturowe chrześcijaństwo.

Nie oznacza to jednak, że Jego naśladowcy są doskonali; wręcz przeciwnie, nawet gdy się potkniemy, wezwanie jest skierowane do ponownego zaangażowania i polegania na Bożej pomocy. Metafora ta nie staje się legalistycznym testem osiągnięć, lecz łaskawym zaproszeniem do pełnego uczniostwa. Jak możemy to odzwierciedlić jako jednostki i jako wspólnota wiary?

W jedynym z Dialogów Platona - Eutyfron, Sokrates pyta Eutyfrona: „Czy czyn jest słuszny, ponieważ nakazują go bogowie, czy też bogowie nakazują go, ponieważ jest słuszny?” Spróbuj odpowiedzieć na pytania wynikające z tzw. dylematu Eutyfrona

A. Czy moralnie dobre czyny są moralnie dobre po prostu dlatego, że Bóg je wybiera?

B. A może Bóg ich wybiera, ponieważ są – niezależnie od Jego wyboru – moralnie dobre?

C. Coś innego niż opcja a i b?

piątek, 22 maja 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Mieć wiarę

Felieton do Szkoły Sobotniej na 23 maja 2026

Być może lepszym tytułem dla lekcji w tym tygodniu byłoby stwierdzenie „Okazywanie wiary” ponieważ sami nigdy jej nie wytwarzamy. Jak czytamy w naszym podręczniku: „Wiara nie jest czymś, co sami możemy wytworzyć, ponieważ „Bóg każdemu dał miarę wiary” (Rz 12:3) i wiara jest darem od Boga (Ef 2:8-9).”

Okazywanie wiary nie jest jedynie mentalną akceptacją doktryny lub grupy doktryn, ani nawet istnienia Boga/Jezusa/Ducha. Wiara, która zbawia, to szczere zaufanie Panu. Niestety autorka podręcznika przedstawia wiarę w bardzo uproszczony sposób jako przeciwieństwo do wątpliwości i zdaje się sugerować, że jeśli doświadczamy czegoś, co zaburza naszą relację z Bogiem lub pozostawia nas w niepewności, co do tego jak iść naprzód, to nasza wiara jest w jakiś sposób niepełna lub słaba.

Jeżeli wiara rzeczywiście jest darem od Boga, to dlaczego Bóg nie może przeprowadzić człowieka przez okresy, w których jego wiara jest krucha lub niepewna? Autorka naszej lekcji zdaje się wymagać, aby w jakiś sposób samemu podtrzymywać wiarę, jednocześnie uznając, że sama wiara nie pochodzi od nas. Wiara to coś więcej niż koncepcja, która została przedstawiona w lekcji.

Zacznijmy jednak od początku, Jak zdefiniować wątpliwości? Kiedy pojawiają się wątpliwość? W języku teologicznym, wątpliwości są granicą tego, co obecnie wiemy na temat Boga. Wątpliwości są często naturalnym efektem ubocznym dotarcia do granic naszego zrozumienia. Podobnie jak odkrywca, który wkracza na nieznane terytorium, przeżywa lęk, niepewność i czasami dezorientację. Zamiast jednak zawracać ku temu, co wydaje się znajome i pewne pojawia się w tym momencie możliwość pójścia naprzód i rozwinięcia głębszego zrozumienia kim jest Bóg.

Wątpliwość to po prostu pytanie, na które nie ma jeszcze odpowiedzi. Ludzie mają tendencję do przywiązywania zbyt dużej wagi do wątpliwości, a czasami nawet wstydu spowodowanego wątpieniem. Zwłaszcza w środowiskach religijnych ci, którzy wątpią są czasami stygmatyzowani wstydem. Jednak jeśli nasza relacja z Bogiem jest zbudowana na autentycznej komunikacji, a Jego miłość jest bezwarunkowa, możemy zwrócić się do Niego z naszymi wątpliwościami, lękami i najgłębszymi pytaniami. Czujemy ulgę, wiedząc, że jest On wystarczająco wielki, by to wszystko przyjąć. Nie musimy udawać, żeby to zrobić. Kiedy traktujemy wątpliwości jako pytanie, na które nie ma jeszcze odpowiedzi, nasze doświadczenie wiary może przekształcić się w coś w rodzaju przygody.

Wątpliwość nie zawsze oznacza brak wiary. Czasami jest zaproszeniem do wejścia w głębszą relację z Bogiem. Co więcej, konfrontacja z wątpliwościami, zmaganie się z nimi i szczere trwanie w nich nie jest przeciwieństwem wiary. Kiedy jesteśmy gotowi aby przyznać się do swoich wątpliwości, a nawet postawić im wyzwanie, ujawniamy w ten sposób, że jesteśmy przekonani, że warto zmagać się o zrozumienie tego kim jest Bóg i jak działa w naszym życiu.

Autorka lekcji pyta, dlaczego łatwiej jest mieć wiarę teraz niż w czasach biblijnych i odpowiada, że posiadamy Pismo Święte i znamy długą historię świata, którą możemy przeanalizować. Jednak to pytanie wydaje się płytkie, ponieważ choć Izraelici nie mieli Pisma Świętego, które mamy dzisiaj, to nie żyli w systemach ukształtowanych przez media społecznościowe, kapitalizm, przeciążenie technologiczne ani nie przeżywali życia w takim tempie jak współczesny człowiek. To prawda, że posiadamy więcej zapisanych relacji niż Izraelici. Mamy świadectwa dotyczące uzdrowień, uwolnienia od demonów oraz historie opisujące Bożą opatrzność. Równocześnie jednak posiadamy więcej przykładów ludzkiego okrucieństwa, cierpienia i strat. Dlatego porównywanie czasów biblijnych z naszymi nie wydaje mi się w pełni trafne.

Biblia jest bardzo ważna, ponieważ daje nam wgląd w jaki sposób ludzie w tamtych czasach zmagali się z problemami, wątpili, ufali, ponosili porażki, cierpieli oraz spotykali Boga na przestrzeni dziejów. Z całą pewnością warto powracać do świadectw ludzi, którzy żyli w minionych wiekach, to jednak musimy pamiętać, że ostatecznie wiara ma swoje korzenie w intymnej relacji z Bogiem i zaufaniu, jakie osobiście pokładamy w Jego charakterze. Żadne powtarzanie historii innej osoby nie może zastąpić potrzeby naszego osobistego doświadczenia Boga.

Możemy przyjść do Jezusa takimi, jakimi jesteśmy, niezależnie od tego, jak silna jest nasza wiara. Ojciec, który przyprowadził swojego syna, aby Jezus go uzdrowił miał jedynie tyle wiary aby powiedzieć „Panie, pomóż niedowiarstwu memu!” W jaki sposób zatem zdefiniować wiarę? Czym jest wiara?

Wiara jest trwałą relacją z Bogiem. Jak zauważył Jakub, chrześcijańska wiara jest czymś więcej niż tylko przekonaniem, że Bóg istnieje (diabły również wierzą i drżą). Odwołując się do bardzo starej metafory, wiara jest jak krzesło. Nie wystarczy jedynie mówić o krześle, czy wskazywać na jego istnienie. Wiara to siedzenie na krześle i pozwolenie Temu, który utrzymuje wszystko, trzymać również mnie.

Jeżeli założymy, że wątpliwość jest pytaniem to możemy jeszcze inaczej spojrzeć na naszą metaforę wiary jako krzesła. Mogę zapytać: „Czy krzesło mnie utrzyma?”. Mogę dotknąć krzesła, przyjrzeć się mu, lekko na nim usiąść, aby zaufać, że jest bezpiecznym przedmiotem i w końcu, gdy przeznaczę więcej czasu i lepiej je zrozumiem usiąść na nim z pełnym ciężarem mojego ciała. Wątpliwości są po prostu częścią procesu poznawania i ufania, czy Bóg jest godny zaufania. Kiedy poznaję i doświadczam Go wtedy bardziej ufam i znajduję odpowiedzi na moje pytania. Gdy stajemy w obliczu nowych prób w życiu, cały proces może mieć następujący przebieg: czy krzesło (Bóg) jest w stanie mnie podtrzymać? Kiedy spoglądam wstecz na moje przeszłe pytania (wątpliwości), na które otrzymałem odpowiedź, jestem w stanie mieć trochę więcej wiary niż ostatnio. Dlatego wiara nie jest jednorazowym aktem, ale procesem trwania.

W lekcji zwrócono również uwagę, że wiara nie jest uczuciem. Często miarą „dobrej wiary” jest zdolność do zachowania tego, co uważa się za pozytywne uczucie, nawet w beznadziejnej sytuacji. Patrzymy na kogoś, kto odnajduje radość, doświadczając ubóstwa i nazywamy go osobą o silnej wierze. Widzimy kogoś, kto przeżywa okres życiowych klęsk i jeśli zachowuje jakieś pozytywne emocje, również przypisujemy mu wiarę. Jednak jeśli ktoś wyraża to, co uważa się za negatywne emocje w autentycznie bolesnej sytuacji, zaczynamy kwestionować jego wiarę. Wydaje mi się, że koncepcja „wiara, a nie uczucie” ujawnia nie tylko niewypowiedziany język przywilejów, ale także historię głęboko związaną z uciskiem.

Możemy postawić inną tezę, mianowicie, że wiara zawsze zawiera w sobie uczucie. Biblia zawiera wiele opisów ludzi, którzy szczerze przedstawiali Bogu swój żal, gniew, strach, zagubienie i lament. Emocje są dowodem na to, że jesteśmy w pełni zaangażowani w codzienne, normalne życie i wnosimy tę rzeczywistość do naszych relacji z Bogiem. Jeśli znajduję radość w czymś trudnym, ponieważ ufam Bogu, to ta radość świadczy o systemie wierzeń, który ją wspiera. Jeśli odczuwam złość, urazę lub smutek i szczerze dzielę się tymi emocjami z Bogiem, to również świadczy o tym, że ufam Mu na tyle, by przedstawić Mu pełnię mojego doświadczenia. Uczucia to sygnały. Ujawniają, gdzie jesteśmy i przez co przechodzimy. Czy mogę przeżyć autentyczną wiarę, jeśli jestem oderwany od różnych aspektów mojej perspektywy, moich emocji i moich doświadczeń? Nie sądzę, by wiarę i uczucia można było oddzielić. Co więcej, nie sądzę, by było to konieczne. Zaufanie Bogu nie zawsze oznacza spokojną pewność. Czasami wiara oznacza ciągłe, szczere stawanie przed Bogiem, gdy życie wydaje się nie do zniesienia.

W lekcji zwrócono także uwagę na temat miary wiary, która jest darem od Boga. Niestety wielu ludzi może wpaść w pułapkę wstydu lub niepewności z powodu swojego rzekomego „braku wiary”. W takiej perspektywie wiara wydaje się być rodzajem produktu konsumpcyjnego, na którego zdobycie musimy zapracować. Jeśli wiara jest darem od Boga i polega na całkowitym zaufaniu Chrystusowi w kwestii zbawienia, oznacza to, że wiara jest przede wszystkim ciągłym, rozwijającym się doświadczeniem relacji, które u każdej osoby będzie wyglądać inaczej.

Niestety czasami oceniamy naszą drogę wiary na podstawie etapu naszego wzrostu lub rozwoju. Często zapominamy, że przygoda i podróż wiary jest sama w sobie codziennym dochodzeniem do wiary. Nie możemy pominąć faktu, że wzrost wiary jest procesem, który następuję stopniowo.

List do Hebrajczyków 11 jest bardzo cenny w dyskusji nad znaczeniem wiary w życiu ludzi, ponieważ pokazuje różne sposoby, nawiązywania kontaktów z Bogiem. Pokazuje różnych ludzi, w różnych kontekstach i okolicznościach, którzy budowali swoje relację z Bogiem pod szerokim parasolem wiary. Żadna z tych historii nie jest identyczna. Przedstawiają one zarówno mężczyzn jak i kobiety, osoby z różnych środowisk społeczno-ekonomicznych oraz osoby, które przeżyły bardzo niedoskonałe życie. Boże rozumienie wiary jest o wiele szersze niż nasze, ponieważ nawet osoby które przeżywały moralnie skomplikowane życie nadal okazywały wiarę w znaczący sposób.

W części na czwartek zostało umieszczone zdanie: „Wiara i wątpliwości mogą istnieć obok siebie.” Moim zdaniem jest to sedno każdej szczerej rozmowy o wierze i modlitwie. One współistnieją. Myślę, że nasza niezdolność do radzenia sobie z napięciem i lęk przed własnymi emocjami często przekonują nas, że nie możemy jednocześnie wierzyć i wątpić. Ten lęk zawsze będzie hamował naszą relację z Bogiem, ponieważ w momencie pojawienia się wątpliwości, zamiast się z nią zmagać, próbujemy od niej uciec.

Piękno Listu do Hebrajczyków 11 polega na tym, że choć zawiera on ważne przykłady wiary z przeszłości to tak naprawdę, jego historia wciąż jest pisana. Nasze życie, choć niekanoniczne, dostarcza nowych historii wiary, nowych świadectw tego, jak wiara może się objawiać w różnych kontekstach i pokoleniach.

Na koniec kilka uwag na temat wiary Jezusa. Autorka zgłębia temat trwałej wiary, sugerując, że posiadanie wiary Jezusa oznacza, że Jezus przebywa w nas. Słowo „trwać lub mieszkać” jest jednym z najpiękniejszych sposobów na uchwycenie idei intymności, do której zaprasza nas wiara.

Wyrażenie, które pojawia się w Ap 14:12 (ten pistin Iesou) „wiara Jezusa”(BW, BT, BG), lub „wierzyć Jezusowi” (SNPL) lub „wiara w Jezusa (ESV) może być również przetłumaczone jako „wierność Jezusa”. Takie sformułowanie przesuwa punkt ciężkości z ludzkiej reakcji na działanie Boga, na wierne świadectwo Chrystusa, które jest modelem i podstawą zbawienia i wytrwałości. Pozwala to uniknąć bardziej biernego odczytywania wiary jako jedynie intelektualnego przekonania o Jezusie lub jako ludzkiego aktu wierności, który koncentruje się na nas, a nie na Bogu.

Wiara polega na uczeniu się w jaki sposób polegać na Bogu w codziennym życiu, kiedy jesteśmy zmęczeni, przytłoczeni, niepewni i zmagamy się z przeciwnościami losu. Modlitwa, szczerość wobec Boga, przeżywanie czasu z Jego Słowem i pozostawanie otwartym na Jego obecność to sposoby na budowanie naszej wiary, niezależnie od życiowych wzlotów i upadków.



DO PRZEMYŚLENIA

Co jest takiego w naturze ludzkiej, że w każdym pokoleniu są ludzie, którzy pragną zobaczyć znak? Dlaczego znaki są dla nas tak fascynujące? Dlaczego Jezus mówi ludziom w Mk 8:11-12, że nie otrzymają żadnego znaku, ale w Mt 12:39-40 podaje znak Jonasza?

Dlaczego istnieje tak duża rozbieżność między wiarą uczniów (Mk 4:40), wiarą kobiety kananejskiej (Mt 15:21–28) i wiarą rzymskiego setnika (Łk 7:1–10)?

Jaki jest związek między wiarą jako darem (Rz 12:3) a narzędziem zbawienia (Ef 2:8)? Co mamy na myśli, mówiąc, że „wiara nie jest uczuciem”?

W jaki sposób powierzchowne odczytanie Hbr 11:1 zaciemnia jego prawdziwe znaczenie? Rozdział 11 opisują życie wiary różnych biblijnych postaci, która z nich najbardziej do ciebie przemawia? Kto twoim zdaniem jest „bohaterem wiary”? Kogo z nich byś nie wybrał, a jednak Bóg go wybrał? Jak poszerza to nasze zrozumienie tego, co jest ważne dla Boga? W jaki sposób ich historie mogą być dla nas dzisiaj zachętą i inspiracją?

W jaki sposób wyrażenie „wiara Jezusa” (Ap 14:12) było historycznie rozumiane w adwentyzmie? Czego możemy się nauczyć ze stopniowego rozwoju naszego rozumienia jako Kościoła? Co Mt 26:36–42 mówi nam o wierze Jezusa w tym przełomowym momencie?

W jaki sposób możemy wyjść poza traktowanie Hbr 11:6 jako naszej osobistej modlitwy? W jaki sposób Bóg wynagrodził nasze zbiorowe poszukiwanie Go oraz Jego Pisma Świętego w ciągu ostatnich 50 lat?

Jeśli „wiarę Jezusa” najlepiej rozumieć jako „wierność Jezusa” – czyli aktywną, lojalną i wierną postawę Chrystusa w konflikcie kosmicznym, zwłaszcza objawioną w Jego ofiarnej śmierci i dawaniu świadectwa o prawdziwym charakterze Boga – to przesuwa to naszą uwagę z ludzkiej wiary jako odpowiedzi na boski cel na wierność samego Chrystusa jako paradygmat i fundament życia wierzących. Dlaczego ta zmiana jest tak ważna?

W jaki sposób ta zmiana może zmienić postrzeganie naszej roli w wielkim dziele Boga, jakim jest pojednanie i odnowa Jego świata? W jaki sposób pomaga nam dostrzec, że Bóg wzywa nas wszystkich do zaangażowania się w to dzieło, przez współpracę z Nim, aby uczynić świat takim jakim On chciałby aby był, zanim powróci?

Przygotował Jan Pollok