piątek, 17 lipca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej

Jedność w Chrystusie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 18 lipca 2026

W jaki sposób ludzie o często odmiennych przekonaniach mogą zachować jedność w kościele?

Na samym początku autor lekcji zauważa, że zarówno świat zwierząt, jak i świat ludzi w naturalny sposób organizuje się w grupy. Jednak grupy czasami przeżywają wewnętrzne konflikty i często popadają w konflikty z innymi grupami. Zrozumienie w jaki sposób napięcia powstają w grupach i społecznościach pomaga nam lepiej zrozumieć, to, co Paweł przeżył w Koryncie.

Niestety autor lekcji nie przeznaczył wiele czasu na zgłębianie rozwiązań problemów związanych z istnieniem stronnictw we wspólnocie pierwszych chrześcijan w Koryncie i uwypukl jedynie rzeczywistość konfliktów, które istniały w Kościele. Biorąc pod uwagę status społeczno-ekonomiczny wielu mieszkańców Koryntu, być może można postawić tezę, że bogactwo i wpływy przyczyniły się do powstania tych podziałów. Osoby, które zajmują uprzywilejowane stanowiska mogą czasami rozwijać poczucie pewności siebie lub wyższości, co utrudnia jedność. Jest to ważny temat, ponieważ podziały i stronnictwa nie omijają również współczesnego Kościoła. Widzimy podziały polityczne, płciowe, społeczno-ekonomiczne i rasowe. Dlatego przesłanie dotyczące jedności w obliczu podziałów i polaryzacji jest dziś równie potrzebne, jak w czasach pierwszego Kościła.

Problem w kościele korynckim nie polegał jedynie na tym, że Koryntianie byli kłótliwi czy rywalizowali ze sobą. Taki wniosek wydaje się być zbyt uproszczony. Prawdziwy problem polegał na tym, że identyfikowali się ze swoimi przywódcami: „Ja jestem zwolennikiem Pawła”, „Ja naśladuję Apollosa”, „Ja wolę Kefasa, „A ja naśladuję Chrystusa”. Reakcja Pawła była przenikliwa: „Czy Chrystus jest podzielony?”.

W naszym współczesnym kontekście brzmi to jak stwierdzenie: „Jestem konserwatystą”, „Jestem zwolennikiem liberalnego myślenia”, „W moim kościele nie ma perkusji”, „Słucham tylko współczesnej muzyki religijnej” lub „Jestem zwolennikiem tego pastora, a nie tamtego”. Możemy dzisiaj zaobserwować tendencję do wyrażania przekonania, że jeden przywódca, jedno wyznanie, jedna tradycja teologiczna lub jeden sposób artykułowania wary zawiera większą prawdę i jest najlepszy.

Również w naszym Kościele możemy dostrzec kilka bardzo realnych podziałów. Na przykład posiadamy w naszych kręgach stronnictwa, które różnią się w takich sprawach jak styl nabożeństw, dieta i poglądy na temat ordynacji kobiet, scenariusze eschatologiczne, żeby wymienić tylko kilka. Zastanawiam się, czy największym zagrożeniem dla Kościoła nie jest to, że jesteśmy tak przekonani, że nasza szczególna teologiczna perspektywa jest jedyną prawdą, że przestajemy słuchać siebie nawzajem i ślubujemy wierność własnej interpretacji naszej perspektywy, a nie Chrystusowi. Jednolitość nigdy nie była celem ewangelii; jedność jest. Jedność nie wymaga od nas zacierania różnic, ale uczenia się, jak kochać się nawzajem w jednym Kościele.

Pytanie Pawła: „Czy Chrystus jest podzielony?” sięga sedna czegoś znacznie głębszego niż ziemska kultura czy zwykłe nieporozumienie. Prawdziwe wyzwanie jest następujące: Jak możemy twierdzić, że naśladujemy Chrystusa, i jednocześnie



2


dzielić się na frakcje? Czy jest możliwe, że problem w gminie korynckiej nie polegał na przynależności ludzi do różnych grup, ale na tym, że zaczęli oni czerpać swoją tożsamość z tych grup. Pytanie Pawła: „Czy Chrystus jest podzielony?” wydaje się równie aktualne dzisiaj, ponieważ nadal mamy tendencję do definiowania siebie przez pryzmat poglądów politycznych, rasy, wyznania, obozu teologicznego, klasy społecznej lub ulubionego przywódcy, zanim zdefiniujemy się przez pryzmat Chrystusa.

Zastanawiam się, czy stronnictwa nie są przejawem głębokiego pragnienia przynależności. W naturalny sposób szukamy ludzi, którzy myślą podobnie jak my, organizują nabożeństwa podobnie jak my, głosują podobnie jak my lub mają podobne doświadczenia. Nie ma w tym nic złego, z wyjątkiem sytuacji, gdy zaczynamy wykluczać innych lub przekształcać Chrystusa na swój obraz, zgodny z naszym potencjalnie zdeformowany światopoglądem. Wyzwanie pojawia się, gdy przynależność do grupy staje się ważniejsza niż przynależność do Chrystusa. Być może Paweł zachęcał nas do nieustannego zastanawiania się, czy nasza tożsamość jest głębiej zakorzeniona w naszych różnych stronnictwach niż w Tym, który wzywa nas wszystkich abyśmy usiedli do jednego stołu. Tworzenie stronnictw skupionych wokół przywódców ostatecznie odsuwa naszą lojalność od Chrystusa. Kościół nigdy nie miał skupiać się na osobistościach, preferencjach czy frakcjach, ale na Tym, który został za nas ukrzyżowany. Posługując się obrazem ciała, Paweł przypomina wierzącym, że tak jak każda część ciała ma swoją unikalną funkcję, tak Kościół umacnia się dzięki swojej różnorodności.

Apostoł wzywał Koryntian, aby byli „zespoleni jednością myśli i jednością zdania” (1:10). Grecki czasownik przetłumaczony jako ‘zespoleni’ to katarizō. Nie oznacza on jednie zgody lub braku konfliktu, ale oznacza przywrócenie, naprawienie, lub doprowadzenie czegoś do właściwego stanu. To słowo zawiera o wiele bogatszy obraz pojednania. Kiedy relacje ulegają rozpadowi, niektórzy reagują, zakładając, że jedność osiąga się udając, że nic się nie stało, lub prosząc wszystkich, aby po prostu „poszli dalej”. Jednak ten werset pokazuje, że prawdziwa jedność wymaga aktywnej odbudowy.

Zamiast domagać się konformizmu, Paweł wzywa Kościół do odbudowy zerwanych relacji i przywrócenia im pełni, jaką zamierzył Bóg. Kazu Haga w książce Healing Resistance A Radically Different Response to Harm, zauważył, że prawdziwy pokój polega na uzdrawianiu relacji i usuwaniu pierwotnych przyczyn szkód, a nie jedynie na zakończeniu konfliktu. Kiedy krzywda zostanie wyrządzona, celem jest przywrócenie zaufania, godności oraz relacji. Może to oznaczać słuchanie, przyznanie się do krzywdy, zadośćuczynienie, demontaż zepsutych systemów, które nadal szkodzą, i tworzenie nowych sposobów wspólnego życia. Użycie przez Pawła słowa katartizō zdaje się wskazywać na ten sam kierunek. Zamiast prosić Koryntian o ignorowanie lub przezwyciężanie podziałów, Paweł wzywa ich do wytężonej pracy nad naprawą tego, co zostało zerwane. Wzywa do aktywnej odnowy. „Pokój” to nie tylko przerwanie konfliktu. Niestety czasami tylko tak go pojmujemy podczas gdy katartizō sugeruje coś znacznie głębszego: naprawione relacje, uzdrowione społeczności i ludzi gotowych podjąć się trudnego dzieła uzdrowienia, zamiast po prostu unikać dyskomfortu.

Paweł wyjaśnia, że źle pojęta lojalność wobec przywódców prowadzi do rywalizacji w kościele. Koryntianie zachowywali się jak duchowe niemowlęta, ponieważ



3


definiowali siebie przez identyfikację z przywódcami – „Ja idę za Pawłem” lub „Ja idę za Apollosem” – zamiast odnaleźć swoją tożsamość w Jezusie. Paweł przeciwstawia tę niedojrzałość prawdziwej duchowej dojrzałości, która wynika z przyjęcia Bożej, a nie ludzkiej mądrości. Boża mądrość objawia się najwyraźniej w krzyżu Chrystusa. Dojrzali chrześcijanie uznają, że wszyscy przywódcy są po prostu współpracownikami w służbie dla Boga, podczas gdy sam kościół należy do Chrystusa. Identyfikacja z duchowymi autorytetami może czasami prowadzić do rozczarowania. W życiu osoby wierzącej rozczarowanie ludźmi może pogłębić cynizm lub pogłębić zależność od Boga. Kiedy ktoś, kogo podziwialiśmy, zawiódł, naszą pierwszą reakcją często jest kwestionowanie nie tylko tej osoby, ale wszystkiego, co reprezentowała. Niestety rozczarowanie jest niemal nieuniknione, gdy stawiamy drugiego człowieka na piedestale. Nikt z nas nie został stworzony, by dźwigać ciężar bycia czyimś zbawcą. Wszyscy jesteśmy skończeni, ułomni i sami potrzebujemy łaski.

Tendencja do stawiania liderów na piedestale i budowania wokół nich naszej tożsamości wyraża się nie tylko podziwem, ale także rozczarowaniem. Kiedy stawiamy lidera na piedestale, podążając za nim zamiast za Chrystusem, zaczynamy umiejscawiać naszą tożsamość w relacji z tym liderem, a nie w tym, kim według Chrystusa jesteśmy. Dopóki lider zachowuje się w sposób, który jest dla nas komfortowy, podążamy za nim z entuzjazmem, ale kiedy nas rozczarowuje, czujemy się zmuszeni do odejścia. Kiedy zakorzeniamy naszą tożsamość w ludzkim liderze, jego porażka może sprawić, że poczujemy się duchowo bezdomni, jakbyśmy stracili swoje miejsce w sercu Chrystusa. Problem Koryntian nie polegał na tym, że bardziej cenili Pawła, Apollosa lub Kefasa, ale na tym, że ich tożsamość była uzależniona od tych przywódców, a nie od Tego, na którego owi przywódcy wskazywali. Być może rozczarowanie, choć bolesne, może stać się zachętą do zastanowienia się, gdzie pokładamy naszą ufność. Niestety wiele naszych problemów w kościele wynika z wadliwego zrozumienia tożsamości i sprowadza się to do tego, gdzie umiejscawiamy naszą tożsamość, gdzie odnajdujemy swoją wartość oraz do naszego instynktownego pragnienia ochrony tego, co wydaje się nam, że jest bezpieczne i znajome.

Warto zwrócić również uwagę, że napomnienie jakie skierował Paweł do Koryntian nie dotyczy tylko zwolenników danych przywódców ale także samych przywódców. Skoro katartizō oznacza naprawiać, lub przywracać coś do właściwego stanu, to może przywództwo nie polega tylko na nauczaniu, kreowaniu wizji czy gromadzeniu zwolenników. Przywództwo polega również na tworzeniu wspólnoty, w której ludzie mogą szczerze i otwarcie dyskutować, naprawiać to, co zostało zepsute, i wspólnie się rozwijać. Miarą przywództwa nie jest liczba osób, które za nami podążają, ale to, czy ludzie wokół nas rozwijają się, rozkwitają i stają się zdrowsi dzięki naszemu wpływowi. Taka była wizja Pawła na temat Kościoła jako wspólnoty, w której nie ma hierarchii, a ludzie nieustannie wspólnie odnawiają się w Chrystusie.

Autor lekcji zwracał uwagę na znaczenie służby na wzór Chrystusa. Jego głównym argumentem było to, że naśladowanie Chrystusa oznacza stawianie innych ponad sobą i przyjęcie postawy poświęcenia. Powstawanie stronnictw było dowodem duchowej niedojrzałości i tego, że Kościół w Koryncie przyjął świeckie standardy. Wniosek: służba na wzór Chrystusa wymaga śmierci dla siebie i porzucenia egoistycznych ambicji. Niestety taka retorka, często może być bardzo szkodliwa.



4


Teza, że stronnictwa powstają wskutek duchowej niedojrzałości nie jest do końca prawdziwa. Dojrzałość duchowa z pewnością może pomóc nam dostrzec równość i godność wszystkich ludzi. Jednak sprowadzanie powstania stronnictwa do duchowej niedojrzałości nadmiernie upraszcza coś znacznie bardziej złożonego. Jako ludzie posiadamy wrodzoną potrzebę przynależności. Kościoły często nie zapewniają głębokiego poczucia przynależności, podczas gdy mniejsze społeczności w obrębie kościoła często to robią. Mówię to na podstawie pracy w środowiskach etnicznych Polaków, Latynosów czy ludności o ciemnej karnacji skóry. Środowisko etniczne często daje natychmiastowe poczucie zrozumienia. Niekoniecznie chodzi o tworzenie stronnictwa. To głębszy poziom więzi, zbudowany na podstawie wspólnych doświadczeń. Definiowanie stronnictwa jako środowiska powstającego wskutek duchowego deficytu powoduje, że automatycznie rezygnujemy z głębszego wnikania. Pragnienie posiadania mocnych więzi jest wplecione w tkankę naszego człowieczeństwa. Oczywiście, to pragnienie może stać się niezdrowe lub wykluczające, ale określanie go jako duchowej niedojrzałości uniemożliwia nam głębsze zrozumienie ludzi.

Drugi problem dotyczy nacisku jaki został położony na postawę poświęcenia. Chociaż poświęcenie z pewnością ma swoje ważne miejsce w życiu chrześcijańskim, to jednak w historii było wielokrotnie wykorzystywane jako oręż. Zbyt często „robienie czegoś dla Jezusa” staje się powodem, dla którego ludzie ignorują własne ograniczenia fizyczne, emocjonalne lub duchowe. Pracujemy dłużej, tolerujemy niezdrowe środowisko, milczymy na temat szkodliwych sytuacji lub dźwigamy ciężary, które nigdy nie były nasze – wszystko w imię Boga. Jak często wzywamy imienia Boga, aby usprawiedliwić rzeczy, które w rzeczywistości zasmucają Jego serce? Przykazanie, by nie używać imienia Pana nadaremno, nie dotyczy tylko bluźnierstw. Dotyczy ono również sposobów, kiedy przywiązujemy autorytet Boga do oczekiwań, których nigdy od nas nie żądał. Zaproszenie do służenia Bogu może stać się subtelną formą presji, a nawet prowadzić do pracoholizmu, rozbicia relacji rodzinnych, komplikacji zdrowotnych, a nawet śmierci. Wszystko w imię Jezusa. Retoryka poświęcenia była wykorzystywana do przekonywania uciskanych społeczności do cichego znoszenia niesprawiedliwości dla tak zwanego większego dobra. Uczyła kobiety pozostawania w domach, w których dochodzi do przemocy, ponieważ cierpienie jest rzekomo cnotliwe. Zachęcała ofiary do milczenia, podczas gdy ich oprawcy nadal głoszą z ambony, ponieważ otwarcie się na ten temat mogłoby zdestabilizować Kościół.

Jest coś niezaprzeczalnie pięknego w służeniu innym, współpracowaniu z innymi oraz stawianiu ich potrzeb na równi z naszymi własnymi. Jednak poświęcenie, tak jak jest często przedstawiane, implikuje, że dla przetrwania instytucji należy się spodziewać osobistej straty. Historycznie rzecz biorąc, jak na ironię osoby domagające się poświęcenia rzadko je składały. Osoby sprawujące władzę często korzystały z poświęceń osób im podległych. Nie twierdzę, że poświęcenie nigdy nie jest konieczne, ale używanie takiego języka wymaga szczególnej ostrożności i uwagi, ponieważ bardzo łatwo jest wykorzystać taką retorykę jako broń. Równocześnie trzeba podkreślić, że każda szczera rozmowa o służbie na wzór Chrystusa musi uwzględniać ten fakt.

Zdrowe organizacje tworzą środowiska, w których ludzie czują się bezpiecznie, zadając trudne pytania, przyznając się do błędów i zgłaszając wątpliwości bez



5


obawy przed odwetem lub zażenowaniem. Kościół powinien być jednym z najbezpieczniejszych miejsc na świecie, w których można prowadzić tego rodzaju szczere rozmowy. Przywódcy nie muszą zakładać, że każde trudne pytanie jest atakiem lub próbą podważenia ich autorytetu. Niektóre z najważniejszych pytań pochodzą od ludzi, którym głęboko leży na sercu dobro Kościoła i którzy pragną, aby stał się on zdrowszy.

Przywódcy muszą zastanawiać się, czy ich reakcje polegają na tworzeniu przestrzeni do odbudowy, czy też służą ochronie swoich pozycji, tytułu, czy też zachowaniu norm instytucjonalnych. Gdy obecna jest prawda i pokora, odpowiedzialność staje się mniej związana z wygrywaniem, a bardziej z uczestnictwem w trwającym dziele Boga, jakim jest budowanie Ciała Chrystusa. Niestety, na wielu stanowiskach kierowniczych ludzie wciąż wybierają milczenie lub bezczynność zamiast rozwiązywania trudnych problemów lub zmiany systemów, które należy zburzyć. Czy może to być jeden z powodów, dla których niektórzy ludzie ostatecznie odchodzą z Kościoła, ponieważ stracili nadzieję, że odpowiedzialność, uzdrowienie i zdrowa zmiana są w nim rzeczywiście możliwe.

Lekcja na czwartek miała na celu wprowadzenie pewnej korekty kursu, podkreślając, że chociaż nie powinniśmy tworzyć stronnictw wokół przywódców, nadal powinniśmy wspierać i doceniać tych, którzy przewodzą Kościołowi. Jest to bardzo delikatny temat. Moim zdaniem docenianie nie jest czymś, do czego ktokolwiek ma prawo in blanco, podobnie jak szacunek - z wyjątkiem struktur militarnych i paramilitarnych.

Autor lekcji dowodzi, że przywódcy Kościoła, których życie odzwierciedla uległość reprezentowaną przez krzyż, zasługują na to, by ich słuchano i naśladowano. Takie sformułowanie jest niepokojące, ponieważ jest zbudowane na tym samym schemacie, według którego osobiste poświęcenie szeregowego żołnierza oraz wspieranie przywódców jest obowiązkiem a nie czymś co w naturalny sposób rozwija się wskutek autentycznego zaufania.

Autor w długim wywodzie ostrzega przed stawianiem przywódców na piedestale, a następnie przechodzi do przypomnienia czytelnikom, że przywódcy zasługują na wsparcie. Można odnieść wrażenie, jak gdyby krył się za tym jakiś ukryty cel. Kiedy ludzie są mobilizowani do automatycznego szanowania osób sprawujących władzę, istniejące struktury władzy są w ten sposób chronione, pozwalając niektórym przywódcom realizować własne cele, jednocześnie twierdząc, że działają w imieniu Chrystusa. Na szacunek trzeba zapracować tak samo, jak na zaufanie. Tytuł pastora nigdy nie powinien automatycznie przyznawać komuś niekwestionowanej wiarygodności. Historia uczy nas, aby być ostrożnym w stosunku do przywódców, ponieważ przywódcy często zdradzali ludzi, którym pierwotnie mili służyć.

Moim zdaniem to właśnie przywódcy powinni ponosić najwyższą odpowiedzialność. Powinni udowodnić przez konsekwentne działanie, że są bezpieczni, uczciwi i zasługują na szacunek, zanim zostaną obdarzeni zaufaniem społecznym. Co ważniejsze, zaufania nigdy nie należy postrzegać jako czegoś, co raz zdobyte obowiązuje na zawsze. Dopóki ktoś pozostaje na stanowisku kierowniczym, powinien stale potwierdzać swoją wiarygodność poprzez sposób, w jaki przewodzi i troszczy się o swoją społeczność. Jestem również głęboko przekonany, że przywódca, który służył wiernie przez wiele lat, ale ostatecznie dopuścił się nadużycia, powinien być oceniany na podstawie tego czynu, a nie chroniony przez



6


swoje poprzednie osiągnięcia. Historia dobrego przywództwa nigdy nie powinna stać się obroną przed obecnymi nadużyciami. Wiarygodność nie jest stanem trwałym, nabytym dzięki wieloletniej służbie. To coś, co przywódcy muszą nieustannie okazywać.

Lekcja kończy się cytatem Ellen White, „Ten proces ma na celu oczyszczenie Kościoła z wszelkiej nieprawości oraz ducha niezgody i sporów, aby wyznawcy mogli budować, zamiast burzyć, i skupiać swoje siły na wielkim dziele, jakie mają przed sobą.” Zastanawiam się, co tak naprawdę w tym kontekście znaczy słowo „budować”? Budowanie obejmuje trudne rozmowy, a może także cierpliwą pracę nad demontażem systemów, które są szkodliwe i muszą zostać zburzone, aby mogło powstać coś zdrowego. Jedności nie da się zachować, uciszając trudne pytania ani oczekując bezwarunkowej lojalności wobec przywódców. Nie wzmacnia jej też krytyka, której jedynym celem jest dokonanie podziału lub udowodnienie komuś, że się myli. Jedność, o którą modlił się Chrystus, ma swoje korzenie w prawdzie, pokorze, miłości i wspólnej gotowości do nieustannego, wspólnego doskonalenia. Być może to jest zaproszenie dla nas wszystkich. Niezależnie od tego, czy jesteśmy liderami, czy zwykłymi członkami, czy zadajemy trudne pytania, czy je otrzymujemy, każda interakcja staje się okazją do zadania pytań: Czy to co robię pomaga przywrócić zaufanie, godność i relacje? Czy to co robię buduje ciało Chrystusa, czy po prostu chroni moją pozycję, moją pewność siebie, czy chroni systemy, które szkodzą innym, ale przynoszą korzyść dla mnie? Czy to co robię chroni moją własną potrzebę bycia w porządku? Myślę, że te pytania warto ze sobą nosić na długo po zakończeniu tej lekcji.


DO PRZEMYŚLENIA

W tym tygodniu zajmowaliśmy się 1 Kor 1-4, gdzie apostoł Paweł porusza problem kłótni w kościele i sposobami ich rozwiązywania.

1 Kor 1:12-17. W jaki sposób Paweł opisuje absurdalność podziałów w lokalnym kościele? Jak powstają stronnictwa?

1 Kor 1:10. Ten werset wydaje się wyrażać główny temat pierwszego listu do Koryntian. Czy jest jakaś granica która określa jak daleko można się posunąć w określaniu jedności umysłu i osądu? Czy można przekroczyć tę granicę?

1 Kor 3:3. Jakie dwa słowa wyrażają podstawowe przyczyny podziałów w Kościele?

1 Kor 1:2-10. Jaka była recepta Pawła na rozwiązanie podziałów Koryncie? Jakie znaczenie miało wielokrotne powtarzanie przez Apostoła wyrażenia „Pan Jezus Chrystus? W jaki sposób Jezus określał istotę prawdziwego chrześcijańskiego przywództwa (Mt 20:25-28)? W jaki sposób wpisuje się ta zasada w listy Pawła do Koryntian (2 Kor 3:18)?

1 Koryntian 3:1-4. Co, według Pawła, jest prawdziwym źródłem podziałów w kościele w Koryncie? Czy kiedykolwiek byłeś rozczarowany kimś, kogo bardzo podziwiałeś?

Dlaczego jedność w Chrystusie jest silnym argumentem który przemawia na rzecz prawdy? Dlaczego brak jedności stanowi poważną przeszkodę w misji Kościoła?

Na czym polega różnica pomiędzy stronnictwem i małą grupą? W jaki sposób mała



7


grupa może uniknąć przekształcenia się w stronnictwo?

1 Koryntian 4:16. Paweł zachęca Kościół w Koryncie do naśladowania go. Jak można naśladować ludzkiego przywódcę, nie stawiając go na piedestale?


Przygotował Jan Pollok

piątek, 10 lipca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Przesłanie o krzyżu

Felieton do Szkoły Sobotniej na 11 lipca 2026

Co robi człowiek, kiedy to, co sobie wyobrażał lub na co miał nadzieję, okazuje się zupełnie inne od rzeczywistości, której doświadcza?

Teologia krzyża odgrywała kluczową rolę w twórczości Pawła i stanowiła Bożą odpowiedź na podziały w Kościele. Apostoł opisuje przesłanie krzyża jako moc Bożą i pokazuje kontrast między ludzką głupotą a boską mądrością, przedstawiając krzyż jako punkt przecięcia się tego co jest najgorsze w człowieku z dobrocią Boga.

Jest to piękna obserwacja, ponieważ pomijając narrację o zbawieniu, pomijając rozumienie krzyża jako narzędzia odkupienia i życia wiecznego, samo ukrzyżowanie jest głęboko niepokojące. To publiczna egzekucja innej istoty ludzkiej. To celebracja morderstwa. To zbiorowa decyzja, że czyjeś życie nie jest już warte ochrony. Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że ludzie domagający się śmierci Jezusa to ci sami ludzie, którzy twierdzili, że szanują prawo.

Bycie świadkiem czyjejś zagłady nie ogranicza się do stóp krzyża. W historii naszej cywilizacji ten schemat powtarzał się niezliczoną ilość razy, czy to w starożytności, w średniowieczu, w epoce Oświecenia, podczas ludobójstw które dzieją się z przerażającym okrucieństwem aż do naszych czasów. Krzyż symbolizuje nie tylko zwycięstwo Boga, ale także ludzką zdolność do niewyobrażalnego okrucieństwa. Ta rzeczywistość wykracza poza czas i kulturę.

W tym sensie krzyż jest tym, co wyrównuje. Jesteśmy równi przed Bogiem w miłości, którą On nam ofiarowuje, ale jesteśmy również równi w zniszczeniu, do którego jesteśmy zdolni, odrzucając tę miłość. To znacznie rozszerza znaczenie przesłania krzyża. W kręgach chrześcijańskich, krzyż zawiera przesłanie dotyczące odkupienia i zbawienia. Zapowiada zwycięstwo nad grzechem, śmiercią i grobem. W chaosie ukrzyżowania rozwija się jeszcze inne przesłanie. Krzyż jest miejscem spotkania nie tylko dobroci Boga, z tym, co najgorsze w ludzkości, ale także jest to miejsce spotkania pełni Bożej miłości z pełnią człowieczeństwa.

Na krzyżu widzimy skruszonego łotra, który prosi o litość. Widzimy kobiety, które nie chcą opuścić Jezusa w Jego cierpieniu. Widzimy rzymskiego setnika, który nagle zaczyna inaczej patrzeć na ten dramat. Widzimy mężczyznę, który niesie krzyż dla Chrystusa. Są protekcjonalni żołnierze, ludzie, którzy być może spotkali Jezusa po raz pierwszy i którzy zostaną na zawsze zmienieni. Widzimy Jana, którego opiece Jezus powierza swoją Matkę. Krzyż jest mikrokosmosem całej historii zbawienia. Zawiera w sobie cale spectrum ludzkich postaw oraz Bożej dobroci.

Kiedy w mojej wyobraźni staję przed krzyżem, uświadamiam sobie, że każda postać, która brała udział w tej historii reprezentuje cząstkę mnie samego. Mogę być częścią „pobożnego” tłumu, który krzyczał: „Ukrzyżuj Go”. Mogę być „bezbożnym” łotrem, który prosi o przebaczenie. Mogę być matką, która stoi blisko Niego i płacze u stóp krzyża. Mogę być Jego uczniem, który ucieka w strachu, albo tym, który pozostaje przy krzyżu. Krzyż to nie tylko historia o tym, co ludzkość kiedyś zrobiła Chrystusowi. To zwierciadło ukazujące, kim mogę być dzisiaj. Każda ludzka postawa wobec Jezusa jest obecna na krzyżu i każdego dnia wybieram, którą osobą z tej historii będę dzisiaj. Każdego dnia mogę rozpoznać cząstkę siebie w strachu Piotra, desperacji złodzieja, przeżyciu setnika, niezłomności kobiet, a nawet pewności



2


tłumu. Ta świadomość powstrzymuje mnie od czytania tej historii tak, jakby tylko „tam” istnieli bohaterowie i złoczyńcy. Zamiast tego staje się ona zaproszeniem do zbadania mojego serca.

Być może dlatego krzyż jest centrum chrześcijańskiej historii. Nie mówi nam jedynie, kim jest Bóg; mówi nam prawdę o nas samych. Ujawnia naszą zdolność do strachu, pychy, samozachowawczości, a nawet okrucieństwa, jednocześnie ukazując Boga, którego odpowiedzią jest przebaczenie, pojednanie i ofiarna miłość. Jeśli odejdziemy od krzyża, widząc tylko to, co inni zrobili źle, prawdopodobnie przegapimy jedno z jego najgłębszych zaproszeń. Krzyż wzywa mnie, abym dostrzegł wszystkie te części w sobie i uświadomił sobie, że nawet mimo tych cech Bóg wciąż nazywa mnie swoim umiłowanym. Kiedy to dostrzegam i przyjmuję Jego łaskę, potrafię okazać tę samą łaskę tym z którymi się stykam.

Stwierdzenie Pawła, że „mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną” (1 Kor 1:18) wymaga komentarza. Paweł nie krytykuje ludzkiej inteligencji, ale podkreśla, że wielu ludzi odrzuca ewangelię, ponieważ nie spełnia ona ich oczekiwań co do mądrości, władzy czy sukcesu. Dla Greków idea ukrzyżowanego Zbawiciela wydawała się irracjonalna i mało imponująca w porównaniu z wyrafinowaną filozofią tamtych czasów. Dla wielu Żydów Mesjasz, który został zabity przez Rzym był niewyobrażalny, ponieważ oczekiwali oni politycznego wybawiciela, a nie cierpiącego sługi.

Paweł nie chciał przekształcać ewangelii, aby uczynić ją bardziej atrakcyjną. Pozostał skupiony na ukrzyżowanym Chrystusie, ufając całkowicie Bożej mądrości, która może czasami wydawać głupia według ludzkich standardów. Pomimo sceptycyzmu i sprzeciwu, z jakim się spotykał, to jednak wielu ludzi z każdego środowiska odpowiedziało na przesłanie ewangelii. Lekcja przypomina nam, że nie powinniśmy się zniechęcać, gdy ewangelia jest źle rozumiana lub odrzucana. Przeciwnie, jesteśmy powołani do wiernego ucieleśniania i dzielenia się miłością Chrystusa, ufając, że Bóg już działa w sercach tych, którzy są na Niego otwarci, nawet w miejscach, które wydają się mało prawdopodobne lub stawiają opór.

Dla tych, którzy odrzucają Boga, krzyż wydaje się słaby, irracjonalny i głupi. Ale dla tych, którzy przyjmują Bożą łaskę, jest to właśnie moc, dzięki której zbawienie staje się możliwe. Przez swoją śmierć Jezus pojednał ludzkość z Bogiem, poniósł nasze grzechy i dokonał tego, czego ludzki wysiłek nigdy nie byłby w stanie dokonać.

Paweł podkreśla, że zbawienie nie jest czymś, co osiągamy sami, ale darem pochodzącym wyłącznie od Boga. Natomiast ci, którzy odrzucają krzyż, ostatecznie przyczyniają się do własnej zguby – nie dlatego, że Bóg pragnie ich zguby, ale dlatego, że odrzucają życie, które On dobrowolnie ofiarowuje. Mimo, że choć ludzka mądrość często ceni władzę, status i samowystarczalność, krzyż ukazuje inny rodzaj mądrości: zakorzeniony w pokorze, ofiarnej miłości i Bożej łasce.

Warto zadać sobie pytanie, jakiej mocy tak naprawdę ufam, gdy życie staje się trudne. Kiedy ktoś mnie rani, źle rozumie lub krytykuje, moim pierwszym odruchem jest często chęć wytłumaczenia się, obrony mojego stanowiska lub upewnienia się, że ta osoba rozumie moją wersję wydarzeń. Coś we mnie pragnie natychmiastowego rozwiązania. Chcę, aby nieporozumienia zostały wyjaśnione, rany uleczone, a sprawiedliwość nadeszła zgodnie z moim planem. Jednak krzyż przypomina mi, że Boża droga rzadko podąża w tempie, jakiego oczekuję.



3


Krzyż przypomina, że miłość często działa cicho, niemal niezauważalnie, niczym korzenie rosnące pod powierzchnią, zanim drzewo w ogóle wyda owoc. Działa według innego zegara niż my. My mierzymy sukces przy pomocy dni, tygodni lub lat. Bóg mierzy w wymiarze życia, pokoleń i wieczności. Uczniowie myśleli, że Piątek to koniec historii, ale Bóg już wtedy pisał Niedzielę. To, co wyglądało na porażkę, stało się miejscem, w którym rozpoczęło się odkupienie.

Może dlatego Paweł mówi, że krzyż jest głupstwem dla tych, którzy giną. Z ludzkiej perspektywy przebaczenie zamiast odwetu wydaje się głupotą. Wybór pokory zamiast autopromocji również wydaje się głupotą. Kochanie wrogów, cierpliwe czekanie, odmowa manipulowania wynikami czy wiara w to, że ofiarna miłość jest silniejsza niż siła, mogą wydawać się naiwne w świecie, który ceni władzę, szybkość i pewność. Jednak mądrość Boga zawsze różniła się od naszej. To stanowi dla nas wyzwanie, ponieważ czasami przeżywamy relacje, które chcielibyśmy, aby szybciej się zagoiły. Wypowiadamy modlitwy, na które chcielibyśmy szybko otrzymać odpowiedź i spotykamy ludzi, co do których chcielibyśmy, aby zmienili się szybciej. Jednak krzyż zachęca nas do zaufania, że dzieło Boże często rozwija się na długo, zanim zdążymy je zobaczyć. Moja rola nie polega na wymuszaniu rezultatów, ale pozostaniu wiernym – by wciąż wybierać pokorę zamiast pychy, łaskę zamiast urazy i miłość zamiast potrzeby bycia w porządku, nawet jeśli wydaje się to nieskuteczne, a nawet głupie.

Być może właśnie dlatego Paweł nazywa krzyż mocą Bożą. Ujawnia on moc, która nie spieszy się, nie narzuca ani nie wymaga natychmiastowych rezultatów. Przeciwnie, cierpliwie przemienia serca z biegiem czasu. Być może właśnie ten paradoks Paweł chciał pokazać Koryntianom, a także nam: to, co świat odrzuca jako głupotę, może być w rzeczywistości najgłębszą mądrością. Krzyż uczy nas, że największe dzieło Boga często dokonuje się na długo przed tym, zanim je rozpoznamy, zachęcając nas do zaufania nie tylko Jego miłości, ale i Jego czasowi.

Paweł napisał, że „Żydzi domagali się znaków, a Grecy szukali mądrości”, a krzyż nie był ani jednym, ani drugim. Autor lekcji zwrócił uwagę na silne reakcje uczniów na słowa Jezusa o Jego ukrzyżowaniu. Czy potrafimy wyobrazić sobie jakie byłyby nasze reakcje na miejscu uczniów? Czy jest możliwe, że słowa i czyny Jezusa również wydawałyby się nam niezrozumiane? Gdybym całe życie wierzył, że Mesjasz przyniesie wyzwolenie z opresji czy to politycznej, czy religijnej, z pewnością oczekiwałbym takiego wyzwolenia. Spodziewałbym się zwycięstwa.

Wyobraź sobie, że patrzysz uważnie, jak obiecany mesjasz dokonuje cudu za cudem, uzdrawia chorych, uspokaja burze, wskrzesza umarłych i demonstruje władzę nad każdą możliwą siłą fizyczną i duchową. Jako Jego uczeń, byłeś świadkiem wskrzeszenia Łazarza, byłeś świadkiem przywrócenia do życia córki Jaira. Wiesz, że Jezus miał władzę nad śmiercią. Wszystko to po to, aby teraz zobaczyć, że jego ostatecznym aktem jest najbardziej upokarzająca forma egzekucji, jaką można sobie wyobrazić. Jaka byłaby twoja reakcja na Jego śmierć?

Czy byłbyś duchowo zdruzgotany, ba, być może nawet odczuwałbyś jego śmierć jako pewnego rodzaju zdradę. Jak to jest możliwe, że ktoś z tak wielką mocą mógł zakończyć swoje życie taką porażką? Być może nawet z takiej perspektywy możemy zrozumieć zaparcie się Piotra. Nie sądzę, żeby Piotr odrzucił Chrystusa. Myślę, że Piotr odrzucił wersję Chrystusa, do której się przyzwyczaił, wersję, którą stworzył w



4


swoim umyśle. Jego mesjasz nie tylko posiadałby moc, ale i okazywał ją przy każdej okazji. Chrystus, który się poddał, nie był Chrystusem, którego Piotr oczekiwał.

Wyobrażam sobie, że dla uczniów było to coś więcej niż tylko irracjonalne lub niezrozumiałe działanie ze strony Chrystusa. Było to doświadczenie pełne żalu. Prawdopodobnie dopiero po latach uczniowie zdali sobie sprawę, że Jezus nie wyrzekł się mocy, poddając się krzyżowi. Przeciwnie, ukazał jej pełnię.

Wydaje mi się, że to właśnie sprawia, że Boża mądrość tak bardzo różni się od naszej i ostatecznie przewyższa ją. Boża mądrość nie ogranicza się do chwili obecnej ani do natychmiastowych skutków decyzji. Rozciąga się na całą historię. Bóg widzi nie tylko to, co dzieje się teraz, ale także to, co dzisiejsze decyzje będą oznaczać dla przyszłych pokoleń. Nasza mądrość często ogranicza się do tego, co jest tuż przed nami. Oceniamy sukces i porażkę na podstawie natychmiastowych rezultatów, ponieważ nie znamy jutra. Być może dlatego krzyż wydawał się początkowo głupi, ale z czasem okazał się najgłębszym wyrazem zarówno Bożej mądrości, jak i Bożej miłości.

W praktyce, krzyż stał się nie tylko symbolem zbawienia, ale także demonstracją mądrości poddania się i strategii uległości. Krzyż dzisiaj pomaga nam inaczej spojrzeć na nasze życie i sposób poruszania się w świecie. Zachęca mnie do uświadomienia sobie, że prawdziwa siła nie tkwi w udowadnianiu, kim jestem, ale w budowaniu takiej pewności siebie, że nie potrzebuję już aprobaty tych, którzy mnie nie dostrzegają.

Chociaż w czasach Pawła krzyż był uważany za haniebny i głupi, to jednak po spotkaniu zmartwychwstałego Chrystusa stał się centralnym punktem jego życia. To spotkanie przemieniło w nim wszystko. Paweł dostrzegł w krzyżu największe objawienie Bożej miłości.

Ellen White napisała, że gdy spojrzymy na miłość Ojca ukazaną w ofiarowaniu Jego Syna i poddamy się boskiemu wpływowi, nasze serca ulegną przemianie i odtąd nasze życie będzie w bliskiej harmonii z Bogiem. Autorka sugeruje, że kiedy prawdziwie dostrzegamy miłość Ojca objawioną przez ofiarę Chrystusa, nasze serca zostają przemienione i nasze życie nabiera głębszej harmonii z Bogiem.

Historia przypomina nam jednak, że krzyż nie zawsze był rozumiany w taki sposób. Imię Chrystusa, a nawet symbol krzyża, zbyt często były wykorzystywane do usprawiedliwiania wojen, kolonizacji, niewolnictwa, rasizmu, seksizmu i innych form nieludzkiego traktowania, zamiast ucieleśniać ofiarną miłość objawioną na Golgocie. To pomaga wyjaśnić, dlaczego wielu ludzi waha się dziś identyfikować jako chrześcijanie – niekoniecznie dlatego, że odrzucili Jezusa, ale dlatego, że doświadczyli imienia Chrystusa kojarzonego z osądem, wykluczeniem, nienawiścią lub krzywdą, a nie z miłością krzyża.

Być może jednym z nieustających wezwań krzyża jest pytanie, czy my, podobnie jak wielu ludzi w czasach Jezusa, nie stworzyliśmy zbawiciela na nasze podobieństwo – takiego, który potwierdza naszą władzę, nasze założenia i nasze systemy, zamiast je kwestionować. Ci sami ludzie, którzy pragnęli Mesjasza, który wyzwoli ich spod rzymskiego ucisku, z trudem rozpoznali zbawiciela, którego królestwo w niczym nie przypominało ich oczekiwań. Jeśli nie będziemy ostrożni, my również możemy stać się uczestnikami tych samych systemów dominacji, wykluczenia i ucisku, które krzyż Chrystusa miał obnażyć i z których ostatecznie miał nas wyzwolić.



5




DO PRZEMYŚLENIA

1 Kor 1:10-13, Jakie były przyczyny napisania przez Pawła pierwszego listu do kościoła w Koryncie?

1 Kor 1:17-31. Jaki jest główny cel tego fragmentu? Czy komentarze Pawła na temat mądrości świata umniejszają wartość edukacji i wykształcenia w życiu chrześcijanina? Dlaczego proste głoszenie krzyża przyniosło więcej owoców w Koryncie niż logika, filozofia i nauka w Atenach?

1 Kor 1:20-21, 23, 25, 27. Paweł trzykrotnie posługuje się słowem „głupstwo” w pierwszym rozdziale listu. Jakie jest znaczenie tego słowa?

1 Pi 2:24. Co ten werset mówi o krzyżu? Jak to się ma do słów Pawła z Kol 1:20?

1 Kor 1:18-19. Kiedy Paweł mówi o tych, którzy „giną”, kto lub co powoduje tę zagładę?

Rz 6:23. W jaki sposób ten werset powtarza słowa Pawła z 1 Kor 1:18-19?

Dz 13:16-47 Co ten fragment mówi nam o znaczeniu krzyża (wersety 26, 38 i 47)? Ukrzyżowany Mesjasz był kimś zupełnie nieoczekiwanym zarówno dla Żydów, jak i Greków. Co to mówi nam o Bogu?

Porównaj 1 Kor 1:18, 24 z Rz 1:16-17. Jaki jest związek między krzyżem Chrystusa a „mocą Bożą”?

1 Kor 1:24-29. Jaki jest związek między głupotą i mądrością z jednej strony, a „mocą” i „słabością” z drugiej? W 1 Kor 1:26 Paweł mówi: „niewielu jest między wami mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu wysokiego rodu”. Jakie przesłanie kryje się w tych słowach?

W Ogrodzie Getsemane Jezus powiedział: „Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie;”. Co to zdanie mówi nam o cenie zbawienia?

Przesłanie o ukrzyżowanym Chrystusie było „kamieniem obrazy” dla Żydów i głupstwem dla Greków. Jakie biblijne tematy, o których mówimy dzisiaj, mają podobny skutek we współczesnym społeczeństwie?

1 Kor 2:14 Paweł mówi, że „człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego”. Jak możemy mówić o sprawach duchowych w taki sposób, aby rzeczywiście docierały do umysłów i serc ludzi?

To, co wyglądało na głupotę lub przeszkodę w wierze, było w rzeczywistości objawieniem geniuszu Boga i środkiem, za pomocą którego grzech zostanie pokonany. Jest to powód do refleksji nad faktem, że drogi Boże różnią się od dróg ludzkich.

Czy to, co Paweł mówi o głupocie w porównaniu z krzyżem Chrystusa, jest wystarczającym powodem, abyśmy odrzucili cały pomysł posługiwania się filozofią w próbach przekazywania ewangelii?

Co powoduje, że krzyż jest tak atrakcyjny i potężny w życiu wierzących?



6





Przygotował Jan Pollok