piątek, 27 lutego 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Pojednanie i nadzieja

Felieton do Szkoły Sobotniej na 28 lutego 2026

W tym tygodniu tematem przewodnim była idea pojednania, którą Paweł przedstawił w liście do Kolosan 1. Pojednanie jest możliwe jedynie dzięki śmierci Chrystusa. Apostoł zwrócił uwagę, że celem pojednania było przedstawienie chrześcijan jako świętych, niepokalanych i nienagannych. Szczególnie interesujące jest słowo „nieskalany” (amomos).

W wielu przypadkach słowo to jest stosowane w taki sposób, który wypacza jego znacznie. W przestrzeni chrześcijańskiej słowo „nieskalany” niesie w sobie wiele znaczeń. Zamiast podkreślać, że Chrystus ukazuje nas jako nieskalanych dzięki swojej ofierze, w niektórych kręgach chrześcijańskich nacisk jest położony na naszą potrzebę stania się bezgrzesznymi. Wydaje się, że czasami pojawia się nawet nieśmiała tendencja do romantyzowania doskonałości, tak, jak gdyby moralna nieskazitelność była zarówno celem, jak i osiągalnym standardem chrześcijańskiego życia. Jednak taki sposób myślenia umniejsza ofiarę Chrystusa, a wywyższa ludzkie osiągnięcia.

Czy moralna doskonałość jest osiągalna? Czy powinna być celem naszych starań? Moim zdaniem celem chrześcijańskiego życia nie jest nieskazitelne postępowanie, ale bliskie i zażyłe relacje z Bogiem. Właśnie dzięki tym relacjom jesteśmy przemieniani, „z chwały w chwałę”.

Spróbujmy wykorzystać prosty przykład. Niektóre siłownie oferują swoim klientom specjalne karnety, które umożliwiają im wprowadzenie osoby towarzyszącej. Osoba ta wchodzi bez płacenia i może korzystać z całego sprzętu w siłowni. Dla tej osoby wstęp jest całkowicie bezpłatny, ale tak naprawdę nie jest on całkowicie bezpłatny, ponieważ osoba, która jest klientem siłowni już zapłaciła za osobę towarzyszącą. Osoba towarzysząca nie może wejść do siłowni sama. Jej wstęp jest związany z osobą, która jest stałym klientem. Dopóki będzie osobą towarzyszącą, będzie mogła korzystać z siłowni, ponieważ opłata już została uiszczona.

Wyobraźmy sobie, że osoba towarzysząca nie tylko nie posiada członkostwa, ale także nie stać ją na zakup karnetu. Problem nie polega na tym, że osoba ta nie zapłaciła, ale dlatego że nie może zapłacić za karnet. Członkostwo stałego klienta oraz jego zdolność do pokrycia kosztów jest warunkiem, który umożliwia osobie towarzyszącej wejść do siłowni. Podobnie, jest w przypadku nieskazitelności. Nie otrzymujemy jej dlatego, że na nią zasłużyliśmy. Wchodzimy, ponieważ to Chrystus zapłacił za nasze wejście. Nie mamy środków, aby sami oczyścić się z grzechu. Chrystus je ma. Jego ofiara zapewnia dostęp. Dla nas jest ona za darmo, ale dla Niego jest niezwykle kosztowna.

W siłowni nie ma ograniczeń co do tego, jaka osoba towarzysząca może wejść. Każdego dnia może tam wejść inna osoba, ilekroć jest ona w towarzystwie osoby, która ją wprowadza. Jedynym ograniczeniem jest obecność osoby sponsorującej. Te dwie osoby muszą wejść do siłowni razem. Podobnie jest z nieskazitelnością, nie osiąga się jej przez moralną doskonałość. Stajemy się doskonali na podstawie relacji z Jezusem. Nie jest to odznaka, którą otrzymujemy za nasze zasługi, ale pozycja, którą zajmujemy dzięki zjednoczeniu z Chrystusem. Jedyną barierą jest odległość pomiędzy nami. Dopóki jesteśmy razem z Nim – należymy do Niego, i to co należy do Niego jest równocześnie nasze.

Niektórzy mogą zapytać: jeżeli nie dążymy do doskonałości, to właściwie co jest naszym celem? To prawda, że dążenie do doskonałości daje nam coś co jest widoczne, do czego możemy dążyć. Oferuje mierzalny standard. Zawsze możemy znaleźć kolejny nawyk do udoskonalenia, kolejną wadę do wyeliminowania, kolejną duchową dyscyplinę do opanowania. Jednak ewangelia zmienia kierunek takiego dążenia.

W przykładzie z siłownią, osoba towarzysząca nie próbuje sama zdobyć karnetu. Nie szuka środków na samodzielny zakup wejściówki. Po prostu przyjmuje zaproszenie sponsora i wchodzi do siłowni razem z nim. Jej wejście do siłowni jest połączone z relacją jaką posiada ze swoim sponsorem.

Co więcej, gdyby osoba towarzysząca miała środki, by wykupić sobie członkostwo w siłowni, w ogóle nie potrzebowałaby sponsora. Ten szczegół ma znaczenie. Jak wiemy, bezgrzeszne i nieskalane życie Chrystusa było niezbędne, aby mogło dokonać się zbawienie. Jego nieskazitelność nie była symboliczna. Była niezbędna do pokonania grzechu. Gdyby ludzie byli zdolni do osiągnięcia takiej nieskazitelności o własnych siłach, nie potrzebna byłaby inkarnacja, Chrystus nie musiałby przybierać ludzkiej postaci. Doskonałość, do której dążymy, sprawiłaby, że byłby on zbędny. Dlatego dążenie do doskonałości ponad relacją z Bogiem jest nie tylko daremne, ale wręcz subtelnie zastępuje rolę Boga.

Takie zdefiniowanie problemu nie eliminuje potrzeby wzrostu ani transformacji w naszym życiu. Takie zdefiniowanie poprawnie porządkuje przebieg relacji. Życie chrześcijańskie nie jest drogą do moralnej nieskazitelności. To budowanie więzi z Chrystusem. Nie zabiegamy o dostęp do Jego królestwa, ale uczymy się trwać w nim.

Bóg pojednał nas ze sobą ze względu na to, kim jest. Ewangelia kładzie nacisk nie na naszą bezwartościowość, ale na Jego niezłomne zaangażowanie. Spójrzmy na analogię rodzic-dziecko. Jeśli dziecko prowadzi samochód i spowoduje wypadek pojawią się konsekwencje. Dziecko może stracić prawo prowadzenia pojazdu. Zaufanie w kontekście prowadzenia pojazdu może wymagać odbudowy. Jednak bycie rodzicem polega na wzięciu odpowiedzialności i pomoc w naprawie tego, czego dziecko nie jest w stanie naprawić samo. Rodzic dzwoni do ubezpieczyciela i szkoda zostaje naprawiona, ponieważ dziecko należy do rodziców.

W Biblii Bóg często jest nazywany Ojcem. Ten język nie tylko wyraża sentyment relacyjny, ale także mówi coś na temat tożsamości. Ojcostwo niesie ze sobą troskę, zaangażowanie i odpowiedzialność. Dlatego możemy spodziewać się od Boga pewnego stopnia troski, nie tylko w przypadku wielkiej historii pojednania, ale także w codziennym życiu. To oczekiwanie ma swoje korzenie w zrozumieniu tożsamości Boga. Wypływa z tego, kim Bóg jest i w jaki sposób się nam objawił.

Bóg, który stwarza, nie porzuca stworzenia. Bóg, który nazywa siebie Ojcem, nie oddala się od swoich dzieci. Tak jak dobry rodzic nie zostawia dziecka samego w kryzysie, tak Bóg nie pozostawia nas samych, abyśmy sami sterowali w stronę katastrofy.

Kiedy przedstawiamy zbawienie w kontekście tego jak bardzo jesteśmy źli, Boża dobroć zostaje przyćmiona. Grzech zostaje zredukowany do historii o ludzkim zepsuciu, i w ten sposób tracimy głębszą prawdę, która mówi nam o tym, że jesteśmy kochani. Krzyż nie tylko obnaża ludzkie błędy i porażki, ale pokazuje również Boże zaangażowanie.

W Kol 1:23 Paweł buduje zdanie warunkowe zaczynające się od słowa „jeśli” (ei). Zakłada, że warunek jest prawdziwy, to znaczy, że Paweł zapewnia swoich czytelników, iż wytrwają w wierze. W niektórych tłumaczeniach w ogóle nie pojawia się słowo „jeśli” – np. w NLT (angielski dynamiczny przekład). „Ale wy musicie nadal wierzyć w tę prawdę i mocno w niej trwać. Nie odchodźcie od pewności, którą otrzymaliście, gdy usłyszeliście Dobrą Nowinę.” Paweł ostrzega przed dryfowaniem w kierunku koncepcji zbudowanych na ludzkich wysiłkach zdobycia zbawienia i wzywa wierzących, aby byli „ugruntowani” na solidnym fundamencie zakorzenionym w Słowie Bożym i byli „niewzruszeni”, jak stabilna budowla, która nie może się zachwiać oraz aby nie stracili nadziei ewangelii.

Paweł pisał list do Kolosan w areszcie domowym w Rzymie. Jego głębokie cierpienie było prawdopodobnie spowodowane brakiem możliwości podróżowania i świadczenia z taką swobodą, jak kiedyś. Interpretował on jednak swoją udrękę w świetle wieczności. Był przekonany, że cierpienie, które przeżywa obecne jest niczym w porównaniu z przyszłą chwałą. Cieszył się nawet z tego, że jego trudności mogą służyć duchowemu dobru innych. W Kol 1:25 opisuje swoją rolę, używając słowa oikonomia, które oznacza zarządzanie lub stan uporządkowania, który wskazuje na boski plan sięgający początków świata. Paweł rozumiał swoją służbę, podobnie jak służbę apostołów i proroków przed nim, jako część tego rozwijającego się, dalekosiężnego planu, który miał na celu wypełnienie słowa Bożego.

W tym kontekście, autor lekcji stawia pytanie „W jaki sposób można interpretować podejmowane przez nas decyzje, zarówno te małe jak i wielkie w świetle większego planu Boga?” Sedno sprawy stanowią właśnie te „drobne” rzeczy. Mamy tendencję, aby kategoryzować nasze wybory zakładając, że tylko te dramatyczne i wielkie, widzialne decyzje mają znaczenie. Jednak Biblia konsekwentnie pokazuje, że to, co wydaje się zwyczajne lub nieistotne w danej chwili, może mieć dalekosiężne konsekwencje w ramach większego planu Boga. Paweł prawdopodobnie uważał, że pisanie listów w areszcie domowym jest ograniczeniem. Okazało się jednak, że te „ograniczenia” będą w przyszłości inspirować i kształtować całe pokolenia. Wielka nadzieja tkwi w tym, że to, co nazywamy małym, może należeć do o wiele większej historii, niż jesteśmy w stanie dostrzec w danej chwili. Zasada ta działa w obie strony. Drobne akty dobroci kształtują życie, ale drobne akty obojętności, okrucieństwa czy zaniedbania również.

W tym tygodniu zajmowaliśmy się również refleksją dotyczącą pojęcia „tajemnica”. Zdaniem autora lekcji pytanie, „Dlaczego Bóg kocha nas tak bardzo, że dał Jezusa, bezcenny skarb Nieba dla naszego zbawienia, będzie przedmiotem naszych rozważań przez całą wieczność”. W tym stwierdzeniu wyczuwa się nutę niedowierzania w wartość człowieka, o czym mówiliśmy już w ubiegłym tygodniu. To tak, jak gdyby Boże miłość do nas wymagała usprawiedliwienia.

Nie jestem przekonany, że wieczność przeżyjemy, pytając: „Dlaczego Bóg nas kocha?”. To tak, jak gdyby dziecko prosiło rodzica o wyjaśnienie jego miłości. Miłość, w najlepszym wydaniu, nie wymaga ciągłego uzasadniania. Doświadczanie miłości jest ważniejsze niż jej analizowanie. Nie wyobrażam sobie, że wieczność będzie polegać na analizowaniu, dlaczego Chrystus umarł za nas. Przeciwnie, będziemy doświadczać, zgłębiać i trwać w dowodach Bożej miłości. Ta rzeczywistość jest naprawdę niewyczerpana. Czy jest możliwe, że uparcie pytając, dlaczego Bóg kocha kogoś takiego jak my, ryzykujemy utratę okazji, by żyć w tej miłości? Być może głębsza tajemnica nie jest zawarta w pytaniu: „Dlaczego Bóg nas kocha?”, ale: „Co może się stać, gdy w końcu zaufamy, że naprawdę jesteśmy kochani?”

Czwartkowa lekcja powraca ponownie do tematu dotyczącego nieskazitelności i doskonałości tym razem w odniesieniu do Ef 5:27 „… aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany.” Uzyskanie stanu nieskazitelności zostało przedstawione jako warunek zbawienia. W lekcji dojrzałość została przestawiona jako surowsze posłuszeństwo i bardziej staranne przestrzeganie zasad, a nie pogłębiona relacja z Chrystusem.

Kiedy chrześcijańska dojrzałość sprowadza się do większego podporządkowania się zasadom, a nie do głębszej więzi i zrozumienia charakteru Chrystusa, legalizm jest nieunikniony. Kiedy dojrzałość jest pojmowana przede wszystkim jako bardziej rygorystyczne posłuszeństwo lub bardziej wyrafinowane przestrzeganie zasad, wtedy nasza wyobraźnia w subtelny sposób skłania się w stronę uległości a nie w kierunku komunii, czyli wspólnoty. Jeżeli świętość jest utożsamiana z konformizmem, wtedy zadawanie pytań staje się podejrzane. A kiedy stawianie pytań staje się podejrzane, powstają „bańki informacyjne”.

Jezus nie bał się pytań. Aby pogłębić wiarę, przełamywał sztywne ramy interpretacyjne! W każdym razie historia ewangelii ostrzega nas, że kiedy język religijny staje się sztywny i defensywny, może nas zaślepić na tego samego Boga, któremu rzekomo służymy.

Jak często taki język kształtował wyobraźnię Kościoła i miał wpływ na kreowanie wzorców które wykraczały poza teologię i wciąż wpływa na sposób w jaki postrzegamy społeczeństwo i władzę. Dlaczego niektórzy ludzie nie potrafią dostrzec, że pewne ideologie lub systemy wspierają krzywdę. Niestety w dużej mierze jest to zasługa języka, którego używamy, aby zrozumieć Boga i Jego charakter.

Być może refleksja nad listem do Kolosan 1 jest zaproszeniem do ponownego przemyślenia tajemnicy, posłuszeństwa i świętości; tajemnicy jako autentycznego przeżycia, a nie ciągłego zwątpienia; dojrzałości jako głębi relacji, a nie intensyfikacji reguł; czy świętości jako zgodności z charakterem Chrystusa, a nie konformizmu instytucjonalnego.

W czasach Jezusa, głęboko zakorzenione religijne bańki informacyjne przyczyniły się do Jego ukrzyżowania. W naszych czasach podobna dynamika może kształtować zarówno Kościół, jak i społeczeństwo. Bańka informacyjna to środowisko, w którym dana osoba napotyka wyłącznie informacje lub opinie, które odzwierciedlają i wzmacniają jej własne, tworząc samonapędzający się cykl przekonań. Bardzo trudno jest w ramach ściśle ukształtowanych ram teologicznych, rozpoznać ich ograniczenia. Dlatego konieczna jest ciągła analiza języka teologicznego który odziedziczyliśmy i którym ciągle się posługujemy czy to przez wykorzystywanie różnych tłumaczeń Biblii a także poddawanie analizie założeń, które kiedyś przyjęliśmy.

W podsumowaniu warto zwrócić uwagę na trzy rzeczy. Nasza nadzieja nie leży w doskonałym przestrzeganiu zasad ani w sprawiedliwości, którą sami sobie stworzyliśmy, ale w sprawiedliwości, którą możemy otrzymać jedynie od Chrystusa. Jedynie Duch Święty może nas przemienić od wewnątrz. Prawdziwa wiara nie jest ślepym dostosowywaniem się, ale inteligentnym, przemyślanym uchwyceniem prawdy, która utrzymuje nas w pokorze, ugruntowaniu i ciągłym wzroście w autentycznej relacji z Chrystusem i innymi.



DO PRZEMYŚLENIA

Kol 1:21-29. Po imponującym poemacie na temat wyższości Chrystusa, chrześcijanin może zapytać: „Jaki to ma związek ze mną?”.

Kol 1:21-22. Do czego Paweł nawiązuje, odnosząc się do alienacji i bycia wrogami? W jaki sposób śmierć Chrystusa zmieniła ten stan? Poganie w Kolosach byli oddzieleni od Boga, „ale teraz” zostali pojednani w wyniku śmierci Jezusa – Bóg i ludzkość zostały połączone. Paweł nie wyjaśnia szczegółowo, w jaki sposób się to dokonało, ale rezultatem jest „pojednanie”.

Jednak skutki tego pojednania nie następują automatycznie. Co to znaczy, że chrześcijanie muszą teraz „trwać mocno” lub pozostać „ugruntowani i stali” w wierze? W jaki sposób możemy wziąć odpowiedzialność za własny wzrost w wierze? Czy to napomnienie jest nadal aktualne? Jeśli tak, to dlaczego? Jeśli nie, to dlaczego? W jaki sposób to nauczanie odnosi się do popularnego przekonania, że „raz zbawiony, jest na zawsze zbawiony”? Kolosanie akceptowali ludzkie sposoby zbawienia, zamiast trzymać się mocno nadziei oferowanej przez ewangelię i być „ugruntowanymi” i „stałymi”. Czy podobne niebezpieczeństwo zagraża współczesnym chrześcijanom?

Kol 1:24. Czy kiedy Paweł mówi, że „dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest Kościół”, dodaje coś do tego co zostało osiągnięte na Golgocie? Nie jest to „dodatek” do cierpień Jezusa. Jest to raczej ich „rozszerzenie”.

Kol 1:26-27. Czym jest tajemnica Boga, o której Paweł wspomina tutaj dwukrotnie, a która została już objawiona? Słowo „tajemnica” często oznacza coś co jest pełne grozy, zagadkowe lub paradoksalne. W jaki sposób religie misteryjne tamtej epoki pomagają nam zrozumieć znaczenie tego słowa? Dla Pawła tajemnicą nie jest plan misteryjnych wtajemniczeń (religie misteryjne), ale osoba. Boże plany nie ograniczają się do Żydów, lecz obejmują cały świat. Jakie znaczenie posiada wyrażenie „Chrystus w was” zarówno w wymiarze jednostkowym jak i zbiorowym?

Ewangelia” Jezusa posiada niezrównaną wielkość, którą Paweł określa mianem „tajemnicy” i mówi wierzącym o „tajemnicy ukrytej od wieków i pokoleń”. Czym jest ta tajemnica i co ona oznacza – dla jednostki i dla wszechświata? Jak ta „tajemnica” odnosi się do ewangelii, którą Paweł tak żarliwie głosił?

Kol 1:28-29. Czego dotyczy stwierdzenie, że Paweł koncentruje się na tym, aby „stawić [każdego człowieka] doskonałym w Chrystusie Jezusie;W języku greckim wyrażenie panta antropon (każdego człowieka) powtarza się w wersecie 28 aż trzy razy? Dlaczego?

Wcześniej poznaliśmy Pawła - kaznodzieję głoszącego Ewangelię oraz Pawła - więźnia cierpiącego za pogan. Teraz spotykamy Pawła - wojownika modlitwy, który modli się za poszczególnych ludzi, aby mogli dojrzewać w wierze. Jeśli celem wszelkiego głoszenia, ostrzegania i nauczania jest doprowadzenie ludzi do dojrzałości, to dlaczego badania George’a Barna pokazują, że 85% amerykańskich chrześcijan to początkujący wierzący? Jaki może być tego powód? Szkoda, że nie posiadamy badań naszej populacji, ale podejrzewam, że wynik byłby podobny.

Droga do dojrzałości prowadzi przez nauczanie połączone z chęcią rozwoju. Jak możemy osiągnąć dojrzałość? (nie chodzi tu o „doskonałość” w sensie bezgrzeszności, jak to jasno wynika z Flp 3:13-14)? W jaki sposób każdy z nas może służyć przy pomocy swoich darów?

Skoro Paweł mówi o odkupieńczej mocy Chrystusa nad grzechem okazanej w naszym imieniu, jak wierzący mają reagować na cudowny akt „łaski” Boga wobec nas? Co mógł mieć na myśli Paweł, gdy mówił o naszym „wzrastaniu w poznawaniu Boga” (1:10)? Czy miał na myśli „informację”, czy coś znacznie głębszego niż fakty?

Pojednanie u Pawła nie jest jedynie kwestią indywidualnego przebaczenia, ale odbudowy zerwanych relacji. Działanie Boga w Chrystusie jest Jego odpowiedzią na głęboką przepaść między Bogiem a ludzkością i równocześnie głęboką przepaść między ludźmi. Krzyż jest miejscem, gdzie ta naprawa dokonuje się ostatecznie. Dlatego pojednanie posiada wspólnotowy i kosmiczny wymiar.” — Beverly Roberts Gaventa, Our Mother Saint Paul

Przez ofiarną śmierć Chrystusa Bóg przywraca zerwane relacje i oferuje nową nadzieję. Dzięki pojednaniu wierzący są zaproszeni do odnowienia wspólnoty z Bogiem i ze sobą nawzajem. Gdy Kościół żyje tą pojednawczą łaską, jedność staje się widzialnym znakiem przemieniającej mocy Ewangelii.















Przygotował Jan Pollok

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz