piątek, 20 lutego 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Prymat Chrystusa

Felieton do Szkoły Sobotniej na 21 lutego 2026

Termin „prymat”, który pojawia się w tytule naszej lekcji jest terminem teologicznym. Nie jest on używany przez Pawła, ale jest powszechnie stosowany przez biblistów do opisania najwyższej roli Chrystusa w Bożym planie zbawienia. Termin ten oznacza pierwszeństwo lub zwierzchnictwo. Zwięzły opis „prymatu” Chrystusa przedstawił Paweł w Kol 1:15-17.

Dlaczego Paweł niemal od razu na samym początku listu do Kolosan zwrócił uwagę na tożsamość i supremację Jezusa Chrystusa? Jakie nauki przedstawił Paweł wierzącym w Kolosach, mimo że nigdy osobiście nie spotkał się z nimi? Dlaczego należy zwrócić na to uwagę?

Jeśli chcemy zrozumieć, docenić i zastosować list do Kolosan z I wieku n.e., musimy przeprowadzić egzegezę tego tekstu. Przy okazji warto wyjaśnić dwa terminy, które w języku polskim często są stosowane wymiennie, są to egzegeza i hermeneutyka. Oba słowa pochodzą z języka greckiego. Hermeneutyka to ogólna teoria, nauka i metodologia interpretacji, podczas gdy egzegeza to praktyczne zastosowanie tych reguł w celu ustalenia konkretnego, pierwotnego znaczenia tekstu. Hermeneutyka dostarcza zasad (reguł), podczas gdy egzegeza to proces wyciągania znaczenia z konkretnego fragmentu. Hermeneutyka to nauka o zasadach, metodach i regułach interpretacji. Egzegeza to krytyczna, dogłębna analiza konkretnego fragmentu w celu „wydobycia” jego pierwotnego znaczenia. Podstawowe pytania w pracy egzegetycznej to: „Co autor mógł mieć na myśli?”, oraz „Kim byli i jak rozumieli tekst pierwsi adresaci listu? Egzegeza to proces, w którym poszukujemy intencji autora. Jeśli pominiemy ten krok i zaczniemy od pytania: „Co dany tekst oznacza dla nas dzisiaj?” – nieporozumienie jest gwarantowane.

Tak zwana „herezja z Kolosów” jest mieszanką różnych fałszywych nauk, które pojawiły się we wspólnocie wiary w Kolosach w I w. n.e. z którymi polemizował apostoł Paweł w swoim liście. Chociaż Paweł nie opisuje tej herezji w sposób systematyczny, to jednak treść jego ostrzeżeń daje nam wskazówki na czym mogła ona polegać. Fałszywi nauczyciele nie zaprzeczali istnienia Chrystusa i znaczenia Jego misji, ale „detronizowali” Go i pomniejszali znaczenie Jego misji. W ich nauczaniu/filozofii Chrystus był tylko jedną z wielu „emanacji” pochodzących od Boga, dzięki którym ludzie mogli do Niego dotrzeć. Fałszywe nauki dotyczyły również kultu aniołów, praktyk ascetycznych oraz ścisłego przestrzegania żydowskiej tradycji ustnej. Prowadziło to do duchowego elitaryzmu zakorzenionego w „wiedzy tajemnej” i legalistycznej sprawiedliwości.

W jaki sposób życie Jezusa na ziemi objawia nam, kim jest Bóg? Nasza tożsamość ostatecznie znajduje swoje wyrażenie w Chrystusie. Jedynie Chrystus pomaga nam zrozumieć kim jest Bóg i jakie jest znaczenie Jego wielkiego imienia „Jestem”.

Myślenie o Bogu w ten sposób przypomina nam, że jest On obecny w naszej drobnej, codziennej egzystencji. Kiedy wszystko wydaje się przytłaczające i beznadziejne, kiedy czujemy, że jesteśmy całkowicie bezradni wobec cierpienia, które widzimy wokoło nas warto pamiętać jakie jest znaczenie Bożego imienia. Oto kilka przykładów:

Kto jest z dziećmi w obozach dla uchodźców? - JESTEM

Kto wymierzy sprawiedliwość skorumpowanym systemom politycznym? - JESTEM

Kto pociągnie rządy do odpowiedzialności za korupcję, którą usprawiedliwiają? - JESTEM

Kto wymierzy sprawiedliwość ofiarom różnego rodzaju przemocy? - JESTEM

Kto pomoże w wychowaniu naszych dzieci? – JESTEM

Skoro On JEST i moja nadzieja całkowicie skupia się na Nim, czy to oznacza, że mogę zrzucić z siebie odpowiedzialność za zło, które dzieje się wokoło mnie? Skoro Bóg troszczy się o wszystko, czy mogę sobie odpuścić? Wciąż pozostaje niuans: w jaki sposób ufać Mu, że jest Bogiem, ale jednocześnie być Jego rękami i nogami. Jego wielkie imię JESTEM, zawiera moc. On JEST obecny w każdym z nas. Nie daje nam to pretekstu do bierności, ale raczej daje nam siłę, by być obecnym. Jeśli mamy w sobie ducha Bożego, czy nie pyta On, gdzie jesteśmy w sprawie tych najmniejszych? Czego mogą dotyczyć pytania, które Bóg nam stawia? Oto kilka przykładów

Kogo poślę? - Oto JESTEM

Kto tam pójdzie? - Poślij mnie

Kto będzie moim ciałem na ziemi? - Oto JESTEM

Kto będzie sprzeciwiał się niesprawiedliwości? - Oto JESTEM

Kto będzie uczestniczył w cierpieniach innych? - Oto JESTEM

Kto będzie współpracował ze Mną w ucieleśnianiu miłości na świecie? - Oto JESTEM

W tym sensie „JESTEM” staje się deklaracją tożsamości Boga i moralnym kompasem dla nas? Jeśli Bóg odpowiada „JESTEM” w konkretnej sytuacji, czy ja również nie powinienem starać się ucieleśniać Jego obecności w takiej sytuacji?

Czy jest możliwe, aby imię JESTEM było żywym przypomnieniem, że bierzemy udział w ucieleśnianiu Jego królestwa na tej ziemi? Kiedy doświadczamy obecności JESTEM w naszym życiu, to wtedy moc, miłość, nadzieja i pokój tego który JEST emanują z nas w naszych codziennych interakcjach nawet jeśli w danej chwili tego nie dostrzegamy. Wiara nie może być statyczna i oderwana od naszego życia; musi się uwidaczniać w sposobie, w jakim funkcjonujemy w świecie. Podobnie jak zostało to wyrażone w anegdocie, w której dziecko pyta Boga: „Dlaczego nie czynisz świata lepszym?”. Bóg odpowiada: „JESTEM: Stworzyłem cię. Teraz idź i zrób coś z tym!”

Kol 1:15,18. W jaki sposób można zinterpretować stwierdzenie, że Jezus jest „pierworodnym wszelkiego stworzenia”? Tytuł „pierworodny” pojawia się jeszcze w trzech innych miejscach NT w odniesieniu do Jezusa (Rz 8:29; Hbr 1:6; Ap 1:5). Jest to bardzo ważny tytuł chrystologiczny. Z analizy terminu prototokos (pierworodny) i porównania go z takimi wersetami jak Ps 89,20.27; Wj 4,22; Jr 31,9; Hbr 12,23 wynika, że nie tyle wskazuje on, że Jezus był pierwszą stworzoną istotą, lecz raczej świadczy o Jego relacji z Ojcem. W takiej analizie warto zwrócić uwagę na sposób w jaki termin prototkos był używany w kulturze semickiej. Odwołując się do postaci takich jak Jakub, Józef i Dawid, którzy nie byli dosłownymi pierworodnymi synami, ale zajmowali ważne pozycje, należy podkreślić dominację, a nie chronologię. Tytuł „pierworodny” niekoniecznie musi odnosi się do czasu, ale do rangi. Apostoł położył nacisk na status Jezusa i Jego autorytet wynikający z relacji z Ojcem a nie na aspekt chronologiczny.

Paweł przedstawił Chrystusa jako głowę Kościoła. Chrystus jako „głowa” Kościoła zapewnia tym, którzy w Niego wierzą, przywództwo, prowadzenie oraz pokarm, który służy dla rozwoju jedności i wzrostu Kościoła (Kol 2:19). Koncepcja „głowy” wraz z innymi zasadami Pawła dotyczącymi przywództwa często były interpretowane głównie przez pryzmat uległości, kontroli lub utraty tożsamości, szczególnie w debatach na temat relacji pomiędzy mężczyznami i kobietami. Jednak przywództwo oznacza nie tylko zdolność do przewodzenia, ale także odpowiedzialność za kształtowanie charakteru. Głowa karmi, nadaje ton, ustanawia kulturę. To, co wypływa z głowy, kształtuje ciało. Jeśli tożsamość Chrystusa definiuje współczucie, prawdomówność, pokorę i odważną miłość, to Kościół nie może odzwierciedlać czegoś surowszego, bardziej karzącego lub bardziej chroniącego, a jednocześnie twierdzić, że działa zgodnie z Jego wolą.

Głowa każdej organizacji kształtuje jej kulturę. Ton, wartości i zachowania osób na szczycie wpływają na to, co staje się w danym środowisku standardem. Widzimy to wyraźnie w życiu politycznym. Obserwujemy to w różnych instytucjach łącznie z kościołem. Przywództwo nie tylko ma wpływ na zachowanie. Ono definiuje to, co jest normalne. Jeśli Chrystus jest Głową Kościoła, to jego rolą nie jest jedynie wydawanie poleceń. To On ucieleśnia sposób bycia. Jego charakter wyznacza standardy. Jego współczucie, sprawiedliwość, miłosierdzie i pokora ustanawiają wzór, który Kościół powinien odzwierciedlać.

Oddawanie czci Chrystusowi jako głowie nie oznacza jedynie podążania za Jego naukami. Najpierw staramy się zrozumieć, a następnie przyjąć Jego tożsamość, aby stać się do Niego podobnym. Na tym polega różnica między czynami a intencją. Wielu chrześcijan odzwierciedla zewnętrzne przejawy wiary, uczęszczając do kościoła, angażując się w działalność kościelną lub wspierając działalność charytatywną. Na zewnątrz wydają się być wierni. Jednak ich intencje, choć niewidoczne dla ludzkich oczu, są w pełni znane Bogu. Właśnie o tym mówił Jezus w Mt 7:21–23. Ludzie chętnie opowiadają o swoich religijnych dokonaniach: dziełach, które wykonali, służbie, którą pełnili. Jednak odpowiedź Jezusa była otrzeźwiająca do bólu: „Nigdy was nie znałem”. Problemem nie jest aktywność. Chodzi raczej o motywację. Można wykonywać dzieła religijne, równocześnie ucieleśniając ducha obcego Chrystusowi.

Jeśli „JESTEM” jest deklaracją tożsamości, to nasze uczniostwo musi wykraczać poza wykonywanie obowiązków. Uczniostwo dotyczy nie tyle zewnętrznego konformizmu, ile raczej wewnętrznej formacji. Skoro imię Boga objawia, kim On jest, to podążanie za Nim oznacza pozwolenie, aby Jego tożsamość przekształciła naszą. Pozwólmy, aby Jego tożsamość powoli i szczerze przekształcała nas w ten rodzaj ludzi, których życie może odzwierciedlać, chociaż niedoskonale, charakter Tego, który mówi: „JESTEM”.

Dążenie do zrozumienia tego, co Chrystus uczynił i dlaczego to uczynił, oznacza postawienie pytania, co wzbudziło Jego współczucie, co ukształtowało Jego wybory i co utwierdziło Jego przekonania. Bez tego zrozumienia możemy naśladować Jego czyny, nie oddając ich ducha. Nie wystarczy zapytać: „Czy postępuję właściwie?”, ale: „Czy staję się taką osobą jaką jest Chrystus?”

Biblijne słowa „głowa” i „początek” wskazują na rolę Chrystusa jako zarówno stwórcy, jak i inicjatora. W biblijnym kontekście terminy te podkreślają, że Jezus jest nie tylko pierwszy w hierarchii, ale także źródłem i początkiem zarówno stworzenia, jak i Kościoła. Jako stwórca istniał przed wszystkim i podtrzymuje wszystko; jako głowa Kościoła, Jezus zapoczątkował jego egzystencję i podtrzymuje jego istnienie. Przez swoje zmartwychwstanie staje się również inicjatorem nowego stworzenia, pokonując grzech i śmierć oraz zapewniając zmartwychwstanie wszystkim, którzy Mu ufają. Ponieważ Jezus doskonale objawia Boga, słusznie zajmuje pierwsze miejsce jako głowa zarówno ludzkości jak i Kościoła.

Autor lekcji zadał pytanie, Co musisz zmienić, alby lepiej doświadczyć prymatu/pierwszeństwa Chrystusa w swoim życiu? Tak postawione pytanie jest dziwne zważywszy, że uwaga w liście do Kolosan jest zwrócona na Jezusa, który jest głową i inicjatorem. Jeżeli tak jest, to moja rola polega na przyjęciu Jego inicjatywy. Jeśli zaczynam się zastanawiać, co muszę zmienić, aby lepiej doświadczać prymatu Chrystusa, czy nie przejmuję roli inicjatora? Czy nie lepiej zaakceptować prymat Jezusa i Jego przywództwo i uwolnić się od wszelkich presji aby zmieniać samego siebie? Jeśli nie mogę nic zrobić, aby się zmienić, a moc do zmiany pochodzi wyłącznie od Chrystusa, pytanie jest błędne. Jedynie zrozumienie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa może dokonać transformacji w moim życiu.

Niestety wielu chrześcijan wciąż działa na podstawie założenia, że właściwe postępowanie oznacza sprawiedliwość, a nasze postępowanie zapewnia Boże błogosławieństwo i Bożą obecność. W takim sposobie myślenia, posłuszeństwo staje się transakcyjne. Jeśli postępuję właściwie, jestem błogosławiony. Jeśli jestem błogosławiony, to oznacza, że postępowałem właściwie. Otrzymanie Bożej łaski jest uzależnione od naszego działania. Takie myślenie zniekształca również sposób, w jaki postrzegamy innych. Jeśli wierzymy, że na błogosławieństwo trzeba sobie zasłużyć, łatwo jest założyć, że na cierpienie również trzeba sobie zasłużyć. Kiedy spotykamy ludzi uciskanych lub marginalizowanych, możemy subtelnie dojść do wniosku, że ich stan jest wynikiem czegoś, co zrobili lub czego nie zrobili. Takie przekonanie hamuje nasze współczucie, uniemożliwiając nam pełne zaangażowanie. Zamiast solidarnie wychodzić do ludzi, analizujemy ich. Zamiast stawić czoła niesprawiedliwości, racjonalizujemy ją. Transakcyjne spojrzenie na Boga zawęża nasze miłosierdzie wobec innych.

Niestety wiele wierzących osób nie uświadamia sobie, co to znaczy być kochanym po prostu dlatego, że istniejemy i dlatego często zachowujemy się tak, jakby boska bliskość była uzależniona od naszego ciągłego samodoskonalenia.

Brennan Manning napisał: „Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, a nie jakimi powinniśmy być, ponieważ nigdy nie będziemy tacy, jacy powinniśmy być”. „Bóg, który cię kocha, nie czeka, aż staniesz się święty, żeby się w tobie rozkoszować. Kocha cię, gdy pracujesz, gdy się bawisz, gdy odpoczywasz, gdy kochasz i gdy nic nie robisz.”

Idea, która została wyrażona w tych cytatach sprzeciwia się idei wyszukiwania błędów i samokontroli, które kształtują życie wielu wierzących. Jeśli musimy analizować każdy aspekt naszego zachowania, aby upewnić się, że zasługujemy na obecność Boga, to przyjęliśmy wypaczone założenie. Założyliśmy nie tylko, że musimy sami dążyć do Boga, aby otrzymać Jego miłość, ale także, że sami ograniczamy Jego miłość. Ile razy słyszeliśmy, gdy rodzic powtarzał dziecku, Bóg nie będzie ciebie kochać jeżeli będziesz niegrzeczny/a!

Kiedy nasza wiara jest zbudowana na przekonaniu, że musimy wszystko robić dobrze, aby otrzymać Bożą miłości, zaprzeczamy prymatowi Chrystusa. Sugerujemy w ten sposób, że Chrystus nie jest większy od naszych niedoskonałości i dlatego nie jest wszechogarniający. Jeśli Boża miłość zależy od naszej nieskazitelności, to z definicji nie jest już wyrażeniem prymatu Chrystusa. Bożej miłości nie zdobywamy przez uczynki, ale otrzymujemy ją z łaski. Kiedy doświadczamy prymatu Chrystusa wtedy zostajemy przekształceni i wzrastamy. Relacja z Nim poszerza nas, zwiększając naszą zdolność do przyjmowania, ufania i rozumienia. Z każdą chwilą uczymy się rozpoznawać boską miłość, łaskę i odkupieńczą, twórczą moc, która działa w naszym życiu. To, co dziś wydaje się nam pełne, może być jedynie ułamkiem tego, co zrozumiemy jutro. Bóg jest niezmienny w swojej naturze, ale my jesteśmy nieustannie zachęcani do rozwoju naszego zrozumienia.

W Kol 1:19-20 Paweł zwrócił uwagę, że Jezus „pojednał wszystko”. Boża chwała, mądrość i miłość były obecne w Jezusie. Paweł posługuje się słowem pleroma (pełnia) aż osiem razy w tym liście. Owa pleroma zamieszkała w Chrystusie na stałe. Boża pełnia była najwyraźniej widoczna na krzyżu, kiedy miłość zwyciężyła grzech i śmierć. Dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa pojednanie stało się możliwe dla całego kosmosu. Krzyż jest największym objawieniem charakteru Boga i rozwiązuje wielki bój przez ukazanie, że Boża miłość, a nie przymus, jest fundamentem Królestwa Bożego.

Wracając do koncepcji Bożego imienia „Jestem”, Paweł napisał, że Bóg, „tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą. (2Kor 5:21). Dzięki temu, że pełnia Boga zamieszkała w Chrystusie na krzyżu, możemy zobaczyć i zrozumieć co naprawdę oznacza imię „JESTEM”:

JESTEM Bogiem, który pochłania przemoc, zamiast ją stosować.

JESTEM Bogiem, który idzie na wygnanie, aby sprowadzić ciebie do domu.

JESTEM Bogiem, który staje się tym, kim ty jesteś, aby przywrócić ciebie do pierwotnego stanu.

Skoro Jezus złamał uścisk grzechu, grzech nie ma już ostatecznej władzy nad naszym życiem, dlatego nie musimy uczestniczyć w dehumanizacji. Nie musimy chronić władzy kosztem bezbronnych oraz nie musimy usprawiedliwiać niesprawiedliwości jako czegoś co jest nieuniknione. Pokój i miłość Chrystusa są tu i teraz. W naszym spolaryzowany świecie wypełnionym, stresem i niepokojem ta wielka moc, która nosi imię JESTEM jest w nas wszystkich. Ilu z nas trzyma ją zamkniętą w pudełku, czekając, aż inni zrobią to, do czego Chrystus już nas wyposażył?

Kiedy tak wiele naszej energii poświęcamy na monitorowanie i modyfikowanie naszego zachowania, zmniejszamy naszą zdolność do uzewnętrzniania pokoju. Nie możemy stać się pokojem w świecie, jeśli nieustannie dążymy do tego, by zasłużyć na niego u Boga. Piękno prymatu Chrystusa polega na tym, że uwalnia nas od tego dążenia. Jesteśmy zaproszeni do przyjmowania i dzielenia się z innymi tym, co sami otrzymaliśmy.



DO PRZEMYŚLENIA

Co to znaczy, że Jezus jest „obrazem Boga niewidzialnego”, a jednocześnie „pierworodnym wszelkiego stworzenia”?

Kol 1:15. Paweł przedstawił Jezusa jako obraz Boga niewidzialnego. Nikt nigdy nie widział Boga (Jn 1:18), ale w Jezusie Bóg zbliżył się do nas i stał się jednym z nas. W jaki sposób idea obrazu z Rdz 1:26-27 oraz Hbr 1:3 łączy się z koncepcją obrazu, który przedstawił Paweł? W jaki sposób spoglądanie na Jezusa umożliwia poznanie charakteru Boga? W jaki sposób prowadzi to do okazywania wdzięczności (Kol 1:3,12)?

Kol 1:18. Co to znaczy, że Chrystus „jest głową ciała, Kościoła”? Wielu ludzi uważa, że „głowa” oznacza „szefa”, „władcę”. Jednak w języku greckim w kontekście 1 Kor 11:3; Efezjan (1:22; 4:15; 5:23) i Kolosan (1:18; 2:19) jest on „źródłem życia” oraz „zapewnia służbę”. Chrystus jest źródłem spójności Kościoła, ponieważ w Nim „wszystko jest ugruntowane” (Kol 1:17). Jest On źródłem życia Kościoła dzięki swemu zmartwychwstaniu („pierworodny z umarłych”; Kol 1:18). Przywództwo, które „zapewnienia służbę” pojawia się również w Kol 2:19. „Głowa” zapewnia spójność i umożliwia wzrost ciała (wspólnota wierzących).

Paweł przedstawił Jezusa również jako „arche” (początek) stworzenia, Kościoła i zmartwychwstania (nowego stworzenia). Jak te idee się ze sobą łączą? Zwłaszcza w kontekście „kolosowej herezji” według której materia jest zła, a ciało Jezusa nie miało fizycznych właściwości („wydawał się” tylko być człowiekiem).

Kol 1:15-20. Ten hymn daje Kościołowi nie tylko uwznioślony i szerszy obraz Jezusa i ludzkości, ale także Boga i Jego świata. Wszystkie te aspekty trzeba interpretować w odniesieniu do Jezusa Chrystusa. W jaki sposób ten hymn pomaga nam lepiej zrozumieć zadanie Kościoła w świecie? Na czym polega ewangelizacja? Jak możemy pomóc w tworzeniu warunków, aby ludzie i cały świat mogli żyć tak, zgodnie z Bożym planem?

Syn jest obrazem niewidzialnego Boga w tym sensie, że ukazuje Tego, który w przeciwnym razie byłby niewidzialny. W Nim w pełni objawia się natura i charakter Boga. Co więcej, On jest Tym, w którym wszystko ma swoje istnienie, tak że jedność wszechświata zależy od Niego. Zarówno stworzenie, jak i odkupienie znajdują swoją spójność w Chrystusie” — F. F. Bruce, The Epistles to the Colossians, to Philemon, and to the Ephesians

Paweł głosił, że Chrystus jest jednoczącym centrum całej rzeczywistości. Stworzenie, odkupienie i życie Kościoła znajdują w Nim swoją spójność. Kiedy Kościół uznaje prymat Chrystusa, jedność wypływa naturalnie ze wspólnej wierności Temu, który trzyma wszystko razem.

















Przygotował Jan Pollok

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz