Felieton do Szkoły Sobotniej na 7 marca 2026
Czy zdarzyło się wam, że zostaliście zapytani o powód świętowania Szabatu?
Autor lekcji odwołuje się do listu do Kolosan 2:16–17 który często jest wykorzystywany przeciwko zwyczajowi zachowywania Szabatu i stwierdza, że wersety te nie odnoszą się do czwartego przykazania, lecz są odpowiedzią na fałszywe nauki. Od samego początku autor szybko zmierza do obrony tego wniosku, zamiast przeanalizować dokładnie ten fragment, w którym pojawiają się różne napięcia oraz trudne pytania. Wydaje się, że głównym celem lekcji jest udowodnienie, że Paweł nie mógł tutaj mówić o Szabacie siódmego dnia. Jednak ten fragment listu zachęca do bardziej dociekliwego zaangażowania się w analizę tekstu.
W Kol 2:16 Paweł zwraca uwagę na trzy wyznaczniki dotyczące czasu: święta, nowie księżyca oraz szabaty. Podobny język jest wielokrotnie stosowany w Starym Testamencie. Na przykład: 1 Krn 23:31; 2 Krn 2:4; 2 Krn 31:3; Ez 45:17; Oz 2:11. Takie wyrażenie jest stosowane jako formuła opisująca izraelski kalendarz świąt, który obejmował roczne, miesięczne i tygodniowe święta.
Można wskazać dwie główne interpretacje tego tekstu. Według pierwszej, która została przyjęta w teologii adwentystycznej, Paweł odwołuje się tutaj jedynie do corocznych szabatów, związanych z takimi świętami jak Pascha czy Dzień Pojednania. Te ceremonialne szabaty, związane z systemem ofiarniczym, są rozumiane jako symbole które wskazywały na Chrystusa. Ta interpretacja w dużym stopniu jest zbudowana na wyrażeniu „cień rzeczy przyszłych”, które pojawia się w Kol 2:17. Według tej interpretacji cotygodniowy Szabat ustanowiony w księdze Rodzaju znajduje się poza zakresem rozważań Pawła.
Według drugiej interpretacji sformułowania Pawła odzwierciedlają starotestamentową formułę świątecznego kalendarza. Jeżeli taka formuła była stosowana przez Pawła, to cotygodniowy Szabat musi być włączony do jego argumentacji. Warto pamiętać, że Paweł nie zwracał się do Żydów, lecz do wierzących, którzy pochodzili z pogańskiego środowiska i którzy byli zmuszani do przestrzegania żydowskiego kalendarza świąt. Z perspektywy osoby, która pochodziła ze środowiska pogańskiego, można rozumieć, że ten tekst był zaproszeniem do wyzwolenia. List do Kolosan był skierowany do pogan, którzy próbowali zrozumieć kwestie swojej nowej przynależności i związanych z nią praktyk takich jak ograniczenia dietetyczne, prawa dotyczące obrzezania oraz uroczystości świąteczne. Te restrykcyjne zwyczaje wynikające z religijnej kultury żydowskiej, nieumyślnie lub bezpośrednio, zaczęły wyznaczać granice, które stawiały chrześcijan pogańskiego pochodzenia na uboczu.
Warto również w tym miejscu postawić pytanie, skoro język Pawła wyraźnie zawiera starotestamentową formułę pełnego kalendarza świąt żydowskich wynikających z warunków Przymierza, dlaczego tak szybko zawężamy tę formułę w naszej interpretacji? Co tracimy, gdy uwzględnimy, że Paweł zgodnie z tą formułą mógł mieć na myśli cotygodniowy Szabat?
Nakaz Pawła: „Niech was nikt nie sądzi”, jest radykalny. Jego słowa rozwiązują teologiczną hierarchię. Przesłanie Pawła nie pozwala, by praktyki dotyczące Przymierza, nawet te święte, decydowały o pozycji duchowej. Skoro cotygodniowy Szabat został włączony do jego języka, to Paweł nie wyłącza go z tej formuły, ale pozbawia go mocy jako narzędzia do stanowienia o religijnej wyższości. Jako adwentyści musimy oduczyć się stosowania duchowej wyższości. Stawianie cotygodniowego Szabatu w odpowiedniej perspektywie jest dobrą do tego okazją.
Ironia tego tekstu polega na tym, że Paweł nie nakazuje nikomu zaprzestać świętowania Szabatu. Przeciwstawia się jednak duchowemu elitaryzmowi i próbuje zapobiec blokowaniu dostępu do chrześcijańskiej wspólnoty. Kol 2 zawiera przesłanie dotyczące wolności. Wolności od potępienia, wolności od religijnej hierarchii, wolności od przekonania, że bliskość Boga można zapewnić sobie przez zachowywanie religijnego kalendarza.
Kiedy celem naszej interpretacji staje się ochrona tradycji – Chrystus często zostaje przyćmiony. Ten fragment może być wspaniałą okazją do przedstawienia chrystocentrycznej teologii, w której każdy rytm uwielbienia znajduje swoje miejsce, lub może stać się okazją do praktykowania błędnej egzegezy.
Jako adwentyści, mamy głęboko zakorzenioną potrzebę udowadniania prawdy i dochodzenia do „właściwej odpowiedzi”, zwłaszcza w kwestiach, które postrzegamy jako nasze specyficzne doktryny. Wydaje się, że posiadamy wrodzony lęk, że jeśli nie odpowiemy od razu na pytania dotyczące doktryny, to chybimy celu. Jednak, kiedy przestajemy zadawać trudne pytania, tracimy głębię relacji, które możemy rozwijać po drodze. W pośpiechu, by znaleźć „właściwą odpowiedź”, tracimy osobistą więź, którą można by rozwinąć, gdy poszukujemy odpowiedzi.
Autor lekcji zawraca uwagę na znaczenie mądrości i porządku w nabożeństwie. Podkreśla wartość zdrowego nauczania, sugerując, że prawidłowa doktryna prowadzi do stabilnej wiary i chroni wierzących przed fałszywymi naukami. Czy rzeczywiście tak jest?
Adwentyzm jest niewątpliwie intelektualną doktryną. Ceni studiowanie, strukturę, spójność oraz doktrynalną jasność. Jest w tym prawdziwe piękno, ale wiara może stopniowo zacząć się koncentrować na umyśle, a nie na autentycznym spotkaniu z Bogiem. Nacisk na „poprawne nauczanie” które prowadzi do niezachwianej wiary sprawia, że musimy zdefiniować co oznacza słowo „poprawne”? Kiedy twierdzimy, że poprawne nauczanie chroni nas przed błędem, czy w ten sposób zachęcamy do głębokiego studiowania Pisma Świętego, czy raczej wzmacniamy zaufanie do ugruntowanych ram teologicznych i światopoglądów?
Taka perspektywa jest przykładem, że nawet sam Chrystus nie mógł spełnić kryteriów „poprawnej nauki”. Chociaż Jezus chodził do synagogi jako dziecko i znał dogłębnie Pismo Święte, znaczna część jego misji polegała na konfrontacji z obowiązującymi w tamtym czasie interpretacjami. W rzeczywistości, dzięki swojej niezłomności, skończył swoje ziemskie życie na krzyżu.
Religijna apologetyka, czyli poszukiwanie sposobów potwierdzania swoich przyjętych wcześniej przekonań religijnych może być niebezpieczna, ponieważ nie tyle chroni Ewangelię, ile raczej zachęca do jej bezkrytycznego przestrzegania. Paweł w Kol 2 zwraca uwagę na ideę zakorzenienia i budowania w Chrystusie. Jeżeli nie jesteśmy zakorzenieni w Chrystusie, możemy stać się „sztuczną rośliną”. Metafora sztucznej rośliny została wykorzystana w naszej lekcji w kontekście Kol 2:8 gdzie osoby wierzące zostały ostrzeżone, aby nie zostały oszukane przez filozofię i czcze urojenie, oparte na podaniach ludzkich i na żywiołach świata”.
Sztuczna roślina zawsze wygląda na zieloną. Sprawia wrażenie, że jest żywa. Jeżeli umieścimy ją w pokoju, pozostanie idealnie zaaranżowana bez przycinania, podlewania czy nawożenia. Nie wymaga pielęgnacji, ponieważ nie jest żywa. Idea chrześcijańskiego życia, które przypomina plastikową roślinę jest niepokojąca. Ta refleksja powinna naruszyć nasz komfort. Wiara, która zachowuje pozory witalności bez wzrostu, jest jedynie spektaklem.
W jaki sposób można rozpoznać „czcze urojenie” oraz „ludzką tradycję” oraz czy może się wydawać, że te rzeczy mogą pochodzić od Boga, podobnie jak w przypadku fałszywej rośliny? Wydaje się, że lekcja na wtorek odpowiada na to pytanie, ale w zaskakujący sposób.
W Kol 2:11-15 pojawia się stwierdzenie, że prawo zostało „przybite do krzyża” ale od razu została zwrócona uwaga, że nie dotyczy to Szabatu. Autor lekcji bardzo szybko przechodzi do wyjaśniania przy pomocy tekstów dowodowych, że prawo, które zostało przybite do krzyża, było prawem ceremonialnym i że każdy, kto posługuje się tym tekstem, aby twierdzić, że Szabat został zmieniony na niedzielę, jest w błędzie. W pośpiechu, pominięte zostało pytanie jakie inne „prawa” mogłyby zostać przybite do krzyża. Zwłaszcza w odniesieniu do ilustracji o „sztucznej roślinie” oraz jak możemy być zwiedzeni przez „tradycje i filozofie”? Czy jest możliwe, że również dzisiaj istnieją takie tradycje i filozofie, które należałoby przybić do krzyża?
Pomyślmy o tym jak odpowiedzieć na to pytanie z perspektywy adwentystycznej. Jakie tradycje i filozofie sprawiają, że wyglądamy jak sztuczne rośliny? Czy oddalają nas od Jezusa, a przez to są fałszywe? Być może niektóre z nich to debaty na temat diety, rodzajów i stylów oddawania czci Bogu, ordynacji kobiet, tego, co można, a czego nie można robić w Szabat, ubioru – żeby wymienić tylko kilka.
Czy niektórzy z nas powinni przybić do krzyża „dietetyczną sprawiedliwość”? Gdy utożsamiamy konkretny styl muzyczny ze świętością lub konkretną estetykę z wiernością, czy istnieje ryzyko, że możemy pomylić nasze preferencje z zasadami? Być może do krzyża powinna zostać przybita idea, według której Bóg preferuje tylko jedną kulturę i jeden sposób wielbienia Go? Czy w kontekście debaty na temat ordynacji kobiet, tym, co może wymagać ukrzyżowania, jest strach przed dzieleniem się władzą? Czy jest możliwe, że kiedy Szabat staje się listą nakazów i zakazów, zamieniamy prawdziwy odpoczynek na coś, co wywołuje niepokój, stymuluje inwigilację lub jest miarą duchowego rozliczania? Czy jest możliwe, że w ten sposób pozbawiamy Szabat jego regenerującej funkcji? Musimy przybić do krzyża tradycjonalizm i metodę testów dowodowych przy pomocy których zniekształciliśmy odkupieńczy charakter Szabatu jako odpoczynku w Chrystusie, który zawisł na krzyżu abyśmy mogli być wolni i abyśmy mogli doświadczyć prawdziwego odpoczynku.
Idąc jeszcze dalej, czy rzeczy które powinny być przybite do krzyża to nie tylko konkretne praktyki, ale przede wszystkim postawy, które się za nimi kryją? Poczucie wyższości. Kontrolowanie. Instytucjonalna samoobrona. Duchowy niepokój. Wyznaniowe systemy kastowe. Duma we wszystkich jej formach. Krzyż najpierw demontuje dumę, zanim zdemontuje przepisy. Krzyż odsłania autentyczność, którą tradycja może zniekształcić. Krzyż uwalnia nas z niewoli. Krzyż jest miejscem, w którym poddajemy wszystkie sztuczne formy i wersje samych siebie — nasze uczynki, nasze dekoracje, wyższość, teksty dowodowe, wszystkie kruche rzeczy, którymi próbowaliśmy siebie zbawić. Przybijając te rzeczy do krzyża, stajemy się wolni, by żyć prawdziwie, autentycznie zakorzenieni i ugruntowani w tym, co prawdziwe. Na tym polega prawdziwy Szabat.
Jak zachowywał się Chrystus, gdy przebywał na ziemi? Czy utożsamiał się z praktykowaniem odziedziczonych idei tylko dlatego, że były mu znane? Czy sprzeciwiał się wzorcom, które czyniły z ludzi duchowe ornamenty? Jego misja stawiała wyzwanie systemom, które ceniły zewnętrzną poprawność bardziej niż wewnętrzną przemianę. Kwestionował granice, które zdaniem niektórych ludzi chroniły świętość. Faktycznie wiele religijnych granic, które budujemy w imię wierności i na rzecz ochrony wiary, ostatecznie odsuwają Chrystusa od nas, zamiast Go przyjmować. Jak Jezus zachowywał Szabat? Uzdrawiał, pozwalał uczniom zrywać kłosy, posługiwał się analogią do ratowania zwierzęcia, które wpadło do studni. W każdym z tych przypadków pokazywał, że Szabat nigdy nie miał przyćmiewać miłosierdzia. Nie zniósł go, ale równocześnie nie pozwolił, aby Szabat stał się bożkiem.
Niechęć do kwestionowania sposobu, w jaki Szabat funkcjonuje w ramach naszej adwentystycznej tożsamości, jest wymowna. Wydaje się, że Szabat jest szczególnie chroniony, ponieważ leży w centrum naszej religijnej tożsamości. Dla nas Szabat to coś więcej niż doktryna, ponieważ jest wpleciony w naszą wiarę. Jest jak luźna nić, która, jeśli zostanie pociągnięta, może rozplątać o wiele więcej niż tylko jedną doktrynę, potencjalnie podważając wiele głęboko zakorzenionych przekonań religijnych. W takim sensie ochrona Szabatu staje się mniej sprawą dotyczącą społeczności z Bogiem, a bardziej sprawą związaną z zachowaniem systemu. Przestaje być przestrzenią relacji, a staje się wyznacznikiem poprawności. Szabat jest najbezpieczniejszy nie wtedy, gdy go bronimy, lecz gdy przeżywamy go w sposób odzwierciedlający serce Boga.
Może powinniśmy zadać sobie pytanie, czy Chrystus rzeczywiście spaja naszą doktrynalną tkaninę, czy też są to jedynie nasze tradycje dotyczące tego, co naszym zdaniem ona oznacza. Jeśli nasza wiara nie przetrwa trudnych, szczerych pytań, to prawdopodobnie spoczywa na czymś bardziej kruchym, niż nam się wydawało. Duch Święty nie jest zagrożony przez uważne myślenie ani kwestionowanie. Wręcz przeciwnie, tego rodzaju zmagania mogą pogłębić miłość i autentyczność.
Niestety w naszej lekcji triumfowała apologetyka ponieważ uwaga została skupiona na zachowaniu dnia, a nie na wywyższeniu osoby, na którą dzień ten wskazuje. Trudno zignorować ironię. Lekcja koncentrowała się bardziej na Szabacie niż na samym Chrystusie. Znacznie łatwiej jest przedstawiać religię jako miejsca, gdzie ktoś mówi nam, co jest prawdą i zapewnia nas, że przestrzeganie tej prawdy jest gwarancją zbawienia. Trudniej jest przedstawiać prawdy Pisma Świętego bez potrzeby bronienia naszych wcześniejszych pewników, ponieważ wymaga to autentycznego, osobistego świadectwa.
W podsumowaniu umieszczonym w części na czwartek autor stwierdził, że „w dziejach chrześcijaństwa bibliści ulegali pokusie formułowania religijnych orzeczeń, uzurpując sobie w ten sposób funkcję Ducha Świętego kierującego wierzących ku właściwemu zrozumieniu Słowa Bożego.” To jest bardzo mocne twierdzenie. Równocześnie jest to wyznanie, ponieważ jako adwentyści konsekwentnie jesteśmy winni stawiania na piedestale „uzurpowania sobie roli Ducha Świętego”. Ponieważ istnieje dysonans w ostrzeganiu przed arogancją interpretacyjną innych ludzi, a jednocześnie mówieniu z absolutną pewnością o własnych przekonaniach.
Podsumowanie: Czy pozwalamy aby Biblii pozostawała żywym, napełnionym Duchem głosem w naszym życiu? Czy kiedykolwiek broniliśmy autorytetu Pisma Świętego, jednocześnie opierając się jego przekształcającemu wpływowi? Czy strzegliśmy doktryn bardziej zaciekle niż charakteru Chrystusa w nas? Jeśli Biblia staje się, jak ostrzega Ellen White, „lampą bez oliwy”, czy może to być spowodowane tym, że bronimy wniosków, zamiast szukać wspólnoty?
Prawdziwe pytanie, które kryje się za tym wszystkim, nie tyle dotyczy tego czy Szabat jest biblijny, lecz: czy sposób, w jaki go zachowujemy, czyni nas podobnymi do Chrystusa? Czy czyni nas bardziej miłosiernymi? Bardziej wolnymi? Bardziej uważnymi na potrzeby osób bezbronnych? Jeśli nie, to coś w naszej postawie wymaga dopracowania, nawet jeśli sama doktryna pozostaje niezmienna.
DO PRZEMYŚLENIA
Przeciwstawiając się wczesnym formom gnostyckiego dualizmu, który dewaluował świat materialny i kładł nacisk na wiedzę tajemną, Paweł zachęcał, aby jego czytelnicy zdążali do wszelkiego bogactwa pełnego zrozumienia, do poznania tajemnicy Bożej, to jest Chrystusa (Col 2:3). Pragnął, aby wierzący w Kolosach zostali „pocieszeni” lub „umocnieni” (Kol 2:2), a nie zwiedzeni rzekomo słusznymi argumentami (Kol 2:4) ani sprowadzeni na manowce filozofią lub urojeniem (Kol 2:8). W jaki sposób podobne tendencje są obecne we współczesnym społeczeństwie? Co możemy zrobić, aby nie dać się zniewolić i w jaki sposób możemy pomóc innym?
Kol 2,6-7. Bycie chrześcijaninem jest jak jazda na rowerze: jeśli nie posuwasz się naprzód, to spadasz. W jaki sposób Paweł podsumowuje to, co do tej pory napisał? Jakich metafor używa? Jaki jest związek między „chodzeniem” a byciem „zakorzenionym” jak drzewo w dobrej glebie i „budowanym” jak solidny dom, cegła po cegle, na solidnym fundamencie? Jakie wnioski można wyciągnąć z tych metafor?
Kol 2:8-10. Jeśli w Chrystusie „mieszka cieleśnie cała pełnia boskości”, wierzący nie muszą być „sprowadzeni na manowce/zniewoleni” przez „filozofię i czcze urojenie, opartych na podaniach ludzkich i na żywiołach świata”. Każdy wierzący ma udział w pełni Chrystusa. Zatem wzrost chrześcijański nie polega na dodawaniu, lecz na odżywianiu. Niczego nie trzeba dodawać do Chrystusa, ponieważ On sam jest pełnią Boga. W chrześcijaństwie zbawienie, które mamy w Jezusie zamyka się w formule „Jezus + nic więcej”.
Kol 2:14. „List dłużny/lista długów” (cheirographon), który był skierowany „przeciwko nam/który nas obciążał” z jego wymaganiami prawa/przepisami (dogmasin), został zniesiony lub unieważniony; nadziemskie władze i zwierzchności zostały rozbrojone. Jak powinniśmy to rozumieć? Która interpretacja jest najbardziej wierna kontekstowi?
Kol 2:16 wymienia szereg tradycyjnych praktyk żydowskich, które prawdopodobnie były stosowane przez chrześcijan, którzy pochodzili ze środowiska żydowskiego. Paweł doradzał chrześcijanom w Kolosa: „Nie zadowalajcie się życiem według planu „Jezus + coś jeszcze”. Paweł identyfikuje kalendarz świąt żydowskich i przekonuje swoich czytelników, aby nie pozwolili się osądzać przez zwolenników teologii „Jezus + coś jeszcze”. Ta filozofia nadal może mieć wpływ na nasze życie duchowe, jeśli nie będziemy ostrożni.
Kol 2:21-22. W wersecie 21 Paweł wymienia szczególne zachowania: „nie dotykaj”. „nie kosztuj”. „nie ruszaj”. Ten plan możemy zdefiniować jako: „Jezus + zachowanie”. Paweł pisze, że „są to tylko przykazania i nauki ludzkie.” Rzeczywistość jednak znajduje się tylko w Chrystusie.
W rozdziale drugim Paweł pokazuje, jak prymat i supremacja Jezusa Chrystusa są Bożą odpowiedzią na legalizm, mistycyzm i ascetyzm. Odpowiedzią na legalizm jest duchowa wolność, którą mamy w Chrystusie. Odpowiedzią na mistycyzm jest duchowe zjednoczenie z Chrystusem, Głową Kościoła. Odpowiedzią na ascetyzm jest nasza duchowa pozycja w Chrystusie, Jego śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie.
W jaki sposób możemy doświadczyć poczucia ulgi, że jesteśmy spełnieni w Chrystusie i niczego więcej nie potrzebujemy? Jak możemy pomóc innym doświadczyć tej ekscytującej wolności?
Przygotował Jan Pollok
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz