poniedziałek, 5 marca 2012

DOBRY FUNDAMENTALIZM


Wierzę, że historia ludzkości ma cel donioślejszy niż wyprawa do centrum handlowego, że cel ten można starać się poznać. Wierzę, że życie moje i moich bliźnich ma sens i wartość nie tylko wtedy, kiedy jest pasmem młodości, sukcesów i piękna. Wierzę, że „najbliższa doczesność” jest tylko jednym z wymiarów życia.
Ład współczesnego świata opiera się na czymś, co można by nazwać „konsensem neolibe-
ralnym”. Globalna społeczność to zbiór indywiduów, które egoistycznie dążą do zaspokajania swoich potrzeb materialnych. Reguły gry w tym powszechnym pochłanianiu wszystkiego mają charakter jedynie porządkujący i mogą być nieustannie zmieniane w drodze negocjacji między różnymi grupami interesu.
Po co istnieje ta cała maszyneria? Po nic. Skąd się wzięła? Przez przypadek. Czy jest coś zewnętrznego, co nadawałoby naszemu istnieniu sens? Czy jest jakiś „grunt bytu”, który absolutyzowałby nasze istnienie? Nie ma.
Istnienie „konsensu neoliberalnego” jest wartością samą w sobie. Wartością najwyższą. Egoizm rywalizujących indywiduów jest jedynym źródłem energii całej tej maszynerii, a suma wszystkich egoizmów — prawem.
Czy problemy światopoglądowe powinny pojawiać się w obszarze „konsensu neoliberalnego”? Nie. Nie powinny. To, co wykracza poza najbliższą doczesność, powinno być z przestrzeni publicznej usunięte. Usunięte powinny być nie tylko dyskusje na temat Boga czy zakorzenienia bytu ludzkiego w jakimkolwiek Absolucie, lecz nawet wszystkie zupełnie ateistyczne i świeckie ideologie czy marzenia, które próbują wykroczyć poza horyzont przyszłorocznego PKB lub prognoz dotyczących azjatyckiego rynku odkurzaczy.
Dyskusje światopoglądowe mają prawo toczyć się wyłącznie w ściśle izolowanej przestrzeni prywatnej. Przestrzeń publiczna zastrzeżona jest dla marek piwa i innych zagadnień najwyższej wagi skoncentrowanych wokół zaspokajania bieżących potrzeb materialnych. Śmierć i cierpienie są z przestrzeni „neoliberalnego konsensu” usuwane profesjonalnie. „Neoliberalny konsens” nie próbuje nawet nadać żadnego sensu starości, cierpieniu, śmierci. Mają być widoczne kolorowe reklamy. Reszta musi zniknąć.
Czy „konsens neoliberalny” ma wrogów? Tak. Są to „religijni fundamentaliści”. Media wspierające „neoliberalny konsens” drżą ze strachu na sam dźwięk słowa „fundamentalista”. Prawidłowo rozumiane pojęcie „religijny fundamentalista” oznacza człowieka, który wierzy, że jego życie ma sens, który wierzy, że warto wykraczać poza najbliższą materialną doczesność i — co jest zbrodnią niewybaczalną — próbuje tę swoją wiarę zaimportować z przestrzeni prywatnej do przestrzeni „neoliberalnego konsensu”. I właśnie dlatego „fundamentalistę religijnego” postrzega się jako skłonnego do przemocy fanatyka, a wręcz potencjalnego terrorystę. Łatwo jednak spostrzec, wyzwalając się choć na moment spod „propagandy konsensu”, że „religijny fundamentalista” to po prostu ktoś, kto pragnie oprzeć swoje życie na fundamencie.
Wybieram „religijny fundamentalizm”. Uważam, że życie wewnątrz „neoliberalnego konsensu” jest powierzchowne, jałowe i miałkie. Uważam, że system oparty na nieustannych kompromisach między różnymi grupami interesów przypomina dom zbudowany na piasku. W każdej chwili może runąć. Uważam, że o człowieczeństwie nie stanowi rywalizacja między egoizmami wyizolowanych indywiduów, lecz wspólnota bliźnich, braci i sióstr, dzieci tego samego Boga. Wierzę, że istnienie człowieka nie jest efektem przypadku, lecz że jest istotną częścią Stworzenia. Wierzę, że historia ludzkości ma cel donioślejszy niż wyprawa do centrum handlowego, że cel ten można starać się poznać lub choćby odgadnąć wiarą i sercem. Wierzę, że życie moje i moich bliźnich ma sens i wartość nie tylko wtedy, kiedy jest pasmem młodości, sukcesów i piękna. Wierzę, że „najbliższa doczesność” jest tylko jednym z wymiarów życia.
Moim fundamentem jest Jezus Chrystus. Wierzę, że mogę na tym Fundamencie opierać się zarówno w sprawach „najbliższej doczesności”, jak i w sprawach wymagających nieco bardziej pogłębionej refleksji. Wierzę, że mogę pozostawać w stałej łączności z Fundamentem mojego życia. Wierzę, że łączność ta pozwala mi spojrzeć na każdą chwilę z perspektywy głębszej niż „najbliższa doczesność” związana z zaspokajaniem potrzeb materialnych.
Chodzę, oddycham, rozmawiam z ludźmi, a przecież cały czas pozostaję „religijnym fundamentalistą”. Ale nie jestem niczyim wrogiem, nie szykuję aktów przemocy, nie planuję niczego złego. Obraz „religijnego fundamentalisty” funkcjonujący wewnątrz „neoliberalnego konsensu” jest fałszywy. Tak samo jak cała masa innych poglądów i przekonań upowszechnianych przez propagandę tego systemu.        
Marek Błaszkowski
Znaki Czasu marzec 2012r www.sklep.znaki czasu.pl

Egipskie plagi

piątek, 2 marca 2012

JAK NIEDZIELA WYPARŁA SOBOTE

Jak doszło do tego, że większość wierzących święci niedzielę? Nie było tak zawsze. Abraham, Mojżesz, Dawid, Jan Chrzciciel, Józef i Maria, Piotr i Paweł święcili sobotę. Tego dnia Jezus nie pracował, lecz był w kościele. Choć sprzeciwiał się tradycjom, jakimi obciążono szabat, święcił go zgodnie z przykazaniem. Czyżby zapomniał powiadomić o czymś swoich uczniów?
óg spisał dekalog własnym palcem, gdyż reprezentuje on niezmienność Jego charakteru.
Jezus nie zapowiedział żadnej zmiany w przykazaniach. Przeciwnie, podkreślił, że ani jedna kreska nie może przeminąć w prawie. Użył eufemizmu „dopóki niebo i ziemia nie przeminą”, który oznaczał „nigdy”: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść prawo albo proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni”1. Zalecał uczniom: „A módlcie się, żeby ucieczka wasza nie wypadła w zimie albo w szabat”2, bo nie chciał, by musieli uciekać z oblężonej Jerozolimy w zimie lub w dniu nabożeństwa. Jego słowa były odpowiedzią na pytanie uczniów, jak rozpoznać, że nadchodzi czas zburzenia świątyni i końca świata.

Co na to apostołowie?

Czy apostołowie zmienili coś w prawie Bożym? Profesor Albert E. Waffle napisał: „Jak daleko sięgają zapisy, nie ma żadnych dowodów, aby apostołowie wydali jakieś polecenie w sprawie zastąpienia święcenia soboty — siódmego dnia tygodnia — przez święcenie pierwszego dnia tygodnia”3.
Dzieje Apostolskie sprawozdają, że apostołowie święcili sobotę zarówno wśród chrześcijan pochodzenia żydowskiego, jak pogańskiego4. Paweł i Barnaba „przeszli przez Perge, dotarli do Antiochii Pizydyjskiej, weszli w dzień sobotni do synagogi i usiedli”. Wielu Żydów było niezadowolonych, gdy Paweł mówił o Chrystusie, natomiast poganie prosili „ich, aby w następny szabat mówili do nich o tym samym”. Była to sposobność, aby zachęcić pogan do święcenia niedzieli, gdyby apostołowie uważali, że niedziela jako dzień nabożeństwa powinna zająć miejsce soboty. Paweł mógł poprosić ich, aby przyszli posłuchać kazania w niedzielę. Zamiast tego czytamy, że „w następny szabat zebrało się niemal całe miasto, aby słuchać słowa Bożego” i „poganie (...) radowali się i wielbili słowo Pańskie”. Historycy podają, że chrześcijanie jeszcze przez wiele lat, a nawet wieków „obchodzili szabat regularnie”5.
Nowy Testament nie daje podstaw do zmiany przykazania sobotniego ani nie zawiera żadnego nakazu święcenia niedzieli. Natomiast zarówno prorok Daniel, jak apostoł Paweł zapowiedzieli odstępstwo w chrześcijaństwie wymierzone właśnie przeciwko przykazaniom Bożym6. W Dziejach Apostolskich czytamy, że miało ono wyjść z grona biskupów Kościoła7.

Zaczęło się niewinnie

Sykstus, biskup rzymski, około 135 roku n.e. nakazał uczcić zmartwychwstanie Chrystusa zawsze w niedzielę (tzw. wielkanocną) zamiast 14 dnia miesiąca nisan, przypadającego na różne dni tygodnia. Chodziło o odcięcie się od Żydów, gdyż na ten dzień przypadało święto Paschy. W 200 roku biskup rzymski Wiktor uczynił święcenie wielkanocnej niedzieli obowiązkiem8. Papież Sylwester (314-335) nakazał w sobotę post, zaś Innocenty (401-417) uczynił go obowiązkiem9. Kolejni papieże zaniżali wartość soboty, wywyższając w jej miejsce niedzielę.
Pierwsze kościelne prawo niedzielne przeforsowała rzymska delegacja podczas synodu przywódców chrześcijańskich w Laodycei w 364 roku. W kanonie 29 tego prawa czytamy: „Chrześcijanie nie powinni judaizować i próżnować w sobotę, lecz pracować; natomiast dzień Pański [niedzielę] powinni uhonorować i będąc chrześcijanami, jeśli możliwe, nie pracować tego dnia. Jeśli zaś będą judaizować, należy ich odsunąć od Chrystusa”10.
Jakby w odpowiedzi na to, biskup Atanazy Wielki (296-373) napisał w IV wieku n.e.: „W dzień sabatu spotykamy się razem, nie dlatego, żebyśmy byli pod wpływem judaizmu, gdyż nie zachowujemy fałszywych sabatów, lecz spotykamy się, aby w sabat wielbić Jezusa, który jest Panem sabatu”11.
Jako pierwsi odstąpili od soboty chrześcijanie w Rzymie12, do czego przyczynił się fakt, iż tamtejszy Kościół składał się głównie z chrześcijan nawróconych z pogaństwa. Doszło do tego zapewne już w 135 roku, kiedy Żydzi stali się przedmiotem prześladowań w całym Imperium Rzymskim na skutek powstania przeciwko Rzymowi. Wielu chrześcijan, aby uniknąć prześladowań przez kojarzenie ich z Żydami, odcinało się od wszystkiego co judejskie, w tym od soboty.

Czcigodne słońce

W II wieku n.e. kult słońca (Sol Invictus) zdominował Imperium Rzymskie, wyciskając piętno na myśli, a nawet architekturze chrześcijańskiej. Ojcowie Kościoła często karcą chrześcijan w pierwszych wiekach za oddawanie czci słońcu. Budynków kościoła nie stawia się jak synagog (zwrócone ku świątyni jerozolimskiej), lecz zaczęto je zwracać ku wschodowi słońca.
Poprzez kompromisy ze światem rzymskim chrześcijanie pragnęli odciąć się od prześladowanych Żydów, a zarazem przybliżyć się do czczących słońce pogan. W II wieku n.e. dzień poświęcony słońcu stał się pierwszym i najważniejszym dniem tygodnia w Imperium Rzymskim. Znalazło to w Kościele rzymskim odzwierciedlenie w przesunięciu dnia nabożeństwa i odpoczynku z soboty na dzień słońca (łac. dies Solis), do czego nawiązuje nazwa niedzieli w niektórych językach (ang. sunday, niem. Sonntag).
Historyk Kościoła Sokrates Scholastyk napisał w V wieku n.e.: „Mimo że wszystkie kościoły na całym świecie mają nabożeństwo co tydzień w sabat, to chrześcijanie w Aleksandrii i Rzymie, na podstawie jakiejś starodawnej tradycji, zaprzestali tego”13. Tą tradycją były kulty słoneczne, szczególnie mitraizm, który w pierwszych wiekach był największym rywalem chrześcijaństwa. Historyk Arthur Weigall w książce The Paganism in Our Christianity (Pogaństwo w naszym chrześcijaństwie) napisał: „Ale jako święto słońca niedziela była dniem poświęconym Mitrze. Warto zauważyć, że skoro Mitrę nazywano Dominus, czyli ‘Pan’, niedziela musiała być ‘Dniem Pańskim’ na długo przez czasami chrześcijańskimi”14.
Pomimo wpływu kultów słonecznych i zaniżania wartości soboty przez kolejnych papieży wielu chrześcijan wciąż uważało ją za dzień odpoczynku i nabożeństwa. Potwierdza to historyk Sozomen, który napisał w 440 roku n.e. (V wiek!): „W Konstantynopolu ludzie zbierają się razem zarówno w dzień sabatu, jak pierwszego dnia tygodnia, ale zwyczaju tego nie przestrzega się w Rzymie czy Aleksandrii”15.
Pierwsze świeckie prawo niedzielne wydał cesarz Konstantyn 7 marca 321 roku. Brzmiało ono tak: „W czcigodny dzień Słońca niech urzędnicy i mieszkańcy miast wypoczywają, zaś wszystkie sklepy i warsztaty niech będą pozamykane. Na wsi jednak osoby zajmujące się rolnictwem mogą swobodnie kontynuować swoje zajęcia”16. Wybitny znawca starożytności profesor Aleksander Krawczuk trafnie zauważył: „Można rzec bez przesady, że edykt Konstantyna obowiązuje w większości krajów świata aż po dzień dzisiejszy; ów bowiem dies Solis to oczywiście nasza niedziela”17.

Pod groźbą kar

Papież Grzegorz I (590-604) nakazał represje wobec chrześcijan święcących sobotę, których było wówczas wielu. Znali ją celtyccy chrześcijanie, zapewne od początków II wieku, gdy ewangelia dotarła na Wyspy Brytyjskie. Wiemy, że święcili sobotę w czasach wielkiego chrześcijańskiego misjonarza Kolumby w VI wieku aż po podbój Wysp Brytyjskich przez Normandów w XI wieku18. W Walii była ona święcona jeszcze w XII wieku19. Zapiski soboru w Bergen wskazują, że sobota była święcona przez chrześcijan na niektórych terenach jeszcze w XV wieku: „Doniesiono nam, że pewni ludzie w różnych częściach królestwa przyjęli i święcą sobotę. Prawo kościelne surowo zakazuje święcenia jakiegokolwiek dnia z wyjątkiem tych wyznaczonych przez papieża, arcybiskupa czy biskupów. Święcenie soboty jest niedopuszczalne. Dlatego polecamy wszystkim przyjaciołom Boga w całej Norwegii, którzy pragną być posłuszni świętemu Kościołowi, aby zaprzestali święcenia soboty, zaś wszystkim pozostałym zakazujemy święcenia soboty pod groźbą surowych kar”20.
Sobotę święciło wielu waldensów i anabaptystów, a za ich pośrednictwem liczni chrześcijanie na terenie Czech, Moraw, Słowacji i Śląska21. Musiało to być znaczące zjawisko w Europie, skoro „sobór florencki w roku 1441 wydał formalny zakaz obchodzenia soboty jako dnia świętego”22.

Reformacja
bez jednej reformy

Wiele zawdzięczamy XVI-wiecznej reformacji, która przywróciła chrześcijaństwu liczne prawdy biblijne. Niestety, sobota nie była jedną z nich, co być może przeszkodziło jej odnieść pełniejszy sukces.
Do debaty z Lutrem papiestwo wezwało doświadczonego teologa dr. Ecka. Dyskusja toczyła się wokół autorytetu Pisma Świętego. Luter twierdził, że Kościół nie może stać ponad Biblią, zaś broniący teologii rzymskiej Eck utrzymywał, że w przypadku sprzeczności z Biblią ostatnie słowo ma Rzym. Argumentował, uderzając w słabe ogniwo reformacji: „Kościół przeniósł święto z soboty na niedzielę swoją własną mocą, na co wy nie macie wsparcia Pisma Świętego”23.
Dr Eck obnażył niekonsekwencję protestantów, którzy w przeciwieństwie do Kościoła rzymskiego twierdzili, że kierują się zasadą sola Scriptura (tylko Biblia), według której każda doktryna musi opierać się wyłącznie na Biblii. Święcenie niedzieli do biblijnych praktyk nie należy. Jeden z duchownych katolickich słusznie napisał: „Jeśli szukasz w Biblii potwierdzenia dla święcenia tego dnia, nie znajdziesz go tam. Dobrze jest przypomnieć kalwinom, metodystom, baptystom i innym chrześcijanom, którzy znaleźli się poza Matką Kościołem, że Biblia nie wspiera ich nigdzie w sprawie święcenia niedzieli. Adwentyści dnia siódmego są jedynymi protestantami, którzy poprawnie rozumieją termin szabat, gdyż jako dzień odpoczynku święcą siódmy dzień tygodnia, a nie pierwszy”24.

A co na to Jezus?

Biblia przestrzega przed jakąkolwiek zmianą w prawie Bożym. Bóg powiedział: „Niczego nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i niczego z tego nie ujmiecie, przestrzegając przykazań Pana, waszego Boga”25. Kościół zastąpił dekalog własną wersją, przenosząc święcenie soboty na niedzielę. Czy Pan Jezus wsparłby zmiany dokonane przez Rzym w prawie Bożym? Wiemy, że zganił duchownych, którzy w Jego czasach dokonali takiej zmiany: „Ze względu na waszą tradycję znieśliście przykazanie Boże. Obłudnicy, dobrze o was powiedział prorok Izajasz: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”26.
Tradycja, która nie kłóci się ze Słowem Bożym i niesie pozytywne wartości, jest godna podtrzymania. Inaczej lepiej ją porzucić, nawet gdy ma wsparcie największych duchowych autorytetów. Prawda pozostanie prawdą nawet bez wielkich nazwisk; kłamstwo będzie kłamstwem, choćby miało za sobą cały świat.
Święcenie soboty wyraża wiarę w stwórczą moc Boga, zwraca uwagę ku nadchodzącemu Królestwu Bożemu i akcentuje potrzebę oddania czci Stwórcy. George Elliott słusznie zauważył: „Szabat zwraca się przeciwko ateizmowi, który przeczy istnieniu osobowego Boga; przeciwko materia­lizmowi, który zaprzecza, że widzialny świat ma korzenie w niewidzialnym; przeciwko sekularyzmowi, który zaprzecza potrzebie nabożeństwa”27.
Przestrzeganie przykazań Bożych nie zbawi nikogo. Z grzechów może nas zbawić tylko Chrystus. Ignorowanie przykazań Bożych jest jednak owocem ducha rebelii. „A z tego wiemy, że Go znamy, jeśli przykazania Jego zachowujemy. Kto mówi: Znam Go, a przykazań Jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim nie ma”28.
Co będzie z tymi, którzy przez całe wieki byli nieświadomi treści czwartego przykazania? Bóg osądzi każdego według możliwości, jakie miał29. Ci, którzy szli ścieżkami Bożymi, mając niewiele światła, przyjęliby go więcej, gdyby mogli, a ci, którzy odrzucają lub ignorują wiele światła, uczyniliby to samo, mając go mniej: „Kto jest wierny w najmniejszej sprawie i w wielkiej jest wierny, a kto w najmniejszej jest niesprawiedliwy i w wielkiej jest niesprawiedliwy”30.          
Jonatan Dunkel

[Więcej na ten temat w książce J. Dunkela pt. Apokalipsa. Ostatnie wydarzenia na ziemi w proroctwach Pisma Świętego].

1 Mt 5,17-18 BT. 2 Mt 24,20 BT. 3 A.E. Waffle, The Lord’s Day: Its Universal and Perpetual Obligation, Philadelphia: American Sunday-School Union, 1885, s. 187-188. 4 Zob. Dz 13,14.42-48; 17,1-4; 18,4. 5 The International Standard Bible Encyclopedia, red. Geoffrey W. Bromiley, s.v. Feasts, t. 2, Grand Rapids, Michigan,
s. 296.
6 Zob. Dn 7,25; 2 Tes 2. 7 Dz 20,28-31. 8 Euzebiusz, Ecclesiastical History,
5: 24; Londyn 1842, s. 236-239.
9 Zob. The Sabbath in Scripture and History, red. K.A. Strand, Washington, D.C. 1982, s. 137.
10
 Ch.J. Hefele, A History of the Councils of the Church, Edinburgh 1876, t. 2, s. 316; cyt. w: ibid. s. 329. 11 Atanazy Wielki, Homilia de Semente, 28:144.19, w: Patrologia Graeca, Cedar Hill 1994. 12 Barnaba z Aleksandrii i Justyn Męczennik z Rzymu byli pierwszymi chrześcijanami, którzy już w II wieku odrzucili święcenie szabatu; zob. List Barnaby, rozdz. 15 w: Nicene and Post-Nicene Fathers of the Christian Church, Grand Rapids: Eerdmans, 1976,
t. 1, s. 146-147; Dialog z Żydem Tryfonem, rozdz. 12, 18-23; 43 w : Nicene and Post-Nicene Fathers of the Christian Church,
t. 1, s. 200-216.
13 Sokrates Scholastyk, History of the Church, księga 5:22, w: Nicene and Post-Nicene Fathers of the Christian Church, t. 2, s. 130-134; polskie tłum.: Historia Kościoła, Warszawa: Instytut Wydawniczy PAX, s. 430. 14 Arthur E. Weigall, The Paganism in our Christianity, Nowy Jork 1928, s. 145. 15 Sozomen, History of the Church, 7: 19, w: Nicene and Post-Nicene Fathers of the Christian Church,
t. 2, s. 390.
16 Kodeks Justyniana, III, 12:3; cyt. w: Ph. Schaff, History of the Christian Church, Grand Rapids, Michigan 1910,
t. 3, s. 380.
17 Aleksander Krawczuk, Konstantyn Wielki, Warszawa 1970, s. 190.
18
 W.T. Skene, Adamnan’s Life of Columba, 1874, s. 96; Celtic Scotland, Edinburgh 1886, t. 2, s. 350; cyt. w: Last Generation, special issue, 11, nr. 2 (2000): 29. 19 Lewis, Seventh Day Baptists in Europe and America, t. 1, s. 29; cyt. w: Last Generation, special issue, 11, nr. 2 (2000): 29. 20 Catholic Providential Council at Bergen, 1435 r., Dip. Norveg., 7, s. 397; cyt. w: Last Generation, special issue, 11, nr. 2 (2000): 29.
21
 G.F. Hasel, „Sabbatarian Anabaptists” w: Andrews University Seminary Studies, 5, (1967): 106-115; 6, (1968): 19-21. Na tych terenach z niemałym powodzeniem nauczali o sabacie w XVI wieku dwaj byli księża katoliccy Oswalt Glait i Andreas Fisher (obaj byli anabaptystami). 22 Ks. W. Zaleski, Nauka Boża, Poznań 1960, s. 204. 23 J. Eck, Enchiridion Locorum Communium... Adversus Lutheranos, Venice 1533, 4v. 42v; cyt. w: SDA Bible Students’ Source Book, Washington D.C. 1962, s. 888. 24 The Clifton Tracts, Nowy Jork, b.d., część 4, s. 15; cyt. w: M. Finley, The Almost Forgotten Day, Siloam Springs, Arkansas 1988, s. 102. 25 Pwt 4,2. 26 Mt 15,6-9. 27 G. Elliot, The Abiding Sabbath, New York, 1884, s. 17-18; cyt. w: S. Bacchiocchi, Sabbath Under Cossfire, Berrien Springs, Michigan 1998, s. 287. 28 1 J 2,3-6. 29 Rz 2,11-15. 30 Łk 16,10.
 ZNAKI CZASU MARZEC 2012R. 

TWIERDZA UMYSŁU


Siły zła nigdy jeszcze nie były tak potężne, tak przebiegłe i tak zamaskowane pozorami atrakcyjności. Pewne jest, iż ostatnia bitwa wielkiego boju między dobrem a złem będzie zażarta i gwałtowna

Apostoł Paweł napisał: „Bój toczymy nie z krwią i ciałem lecz z nadziemskimi władzami ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich”1.
Umysł może być jak dobrze strzeżona twierdza, odpowiednio wyposażona, należycie zorganizowana we współdziałaniu z Tym, który nigdy nie przegrał bitwy. Może być fortecą, którą Chrystus zajmuje w zbuntowanym świecie. Ale może też być słaby, niestrzeżony, podatny na atak.

Serce, czyli umysł

W sercu każdego człowieka rozciąga się scena działań. Nic dziwnego, że Bóg mówi: „Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia!”2. Czy nie byłoby właściwe zrozumieć, co w Biblii oznacza słowo serce? Czym jest serce, że mamy go tak pilnie strzec? Czym jest serce, iż z takim naciskiem jesteśmy wzywani, by oddać je Chrystusowi? Czy to porównanie straciło dla nas moc, bo słyszymy je powtarzane wielokrotnie, ale rzadko bywa wyjaśniane?
Z pewnością w Piśmie Świętym nie chodzi o mięsisty organ pompujący krew przez układ krwionośny. Serce musi być symbolem czegoś ważnego — jakiegoś wewnętrznego źródła życia. Czy może to być cokolwiek innego niż umysł? Umysł, nazywany w Biblii sercem, jest siedliskiem uczuć, twierdzą duszy, centrum świadomego rozumowania i kanałem łączności między Bogiem a człowiekiem.
Jezus powiedział: „Z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, wszeteczeństwa, kradzieże, morderstwa”3. Czyż takie czyny nie lęgną się w umyśle? Apostoł Paweł opisuje Słowo Boże jako „zdolne osądzić zamiary i myśli serca4. Jedynie umysł jest źródłem myśli i zamiarów.
Tak, gdy wkraczamy w obszar walki między Chrystusem a szatanem, między dobrem a złem, zauważamy, że przemiana umysłu jest absolutnie niezbędna. Sugerowanie czegokolwiek innego jako trwałego lekarstwa byłoby jak leczenie raka dezodorantem. Serce — umysł ­— potrzebuje przemiany. Słowa apostoła Pawła wskazują, że przemiana ta jest nie tylko konieczna, ale i możliwa: „Nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego”5.
Zatem nie należy się dziwić, że Bóg mówi: „Dam wam serce nowe”6. Serce potrzebuje zupełnego odnowienia, gdyż „podstępne jest serce, bardziej niż wszystko inne, i zepsute”7.

Brudna podświadomość

To niesamowite i zdumiewające, jak Pismo Święte przedstawia ten najważniejszy problem. Współcześni psycholodzy opisują go w słowach podobnych do tych, jakie znamy od dawna z wyraźnych wypowiedzi Słowa Bożego. Najwyraźniej Stwórca dobrze wie, co stało się z umysłem człowieka, gdy ten upadł i utracił swoje pierwotne dziedzictwo.
Na przykład wiele mówi się dzisiaj o podświadomości i bezradności człowieka wobec jej siły. Starożytny patriarcha Hiob nigdy nie słyszał o podświadomości, gdy zadał pytanie: „Jak może czysty pochodzić od nieczystego?”. A jednak dzięki natchnionemu zrozumieniu odpowiedział: „Nie ma ani jednego”8.
Głęboko w podświadomości każdego z nas zapisane są skłonności i nawyki, w tym także brud, który wydobywa się na powierzchnię naszego umysłu. Bardzo długo prześladowało mnie pytanie: czy nawrócenie człowieka do Boga wpływa na ludzką podświadomość? Jednak zrozumiałem, że gdyby nie wpływało, to nikt nie miałby nadziei na autentyczną przemianę umysłu. Dzięki Bogu taka przemiana jest możliwa! Dotyk Wszechmogącego sięga do głębi umysłu i oczyszcza go od podstaw. W słowach zbyt wyraźnych, by można ich było nie zrozumieć, Bóg mówi, że da nam serce nowe. Nowy umysł, przemieniony przez moc Boga!

Pokusa to nie grzech

To prowadzi nas do bardzo znanego słowa — pokusa. Choć wielu jest tym zaskoczonych, pokusa to jeszcze nie grzech. Pokusy mogą nas dręczyć w dowolnym momencie. Jak długo jesteśmy ludźmi, pokusy będą do nas docierać zarówno przez ciało, jak i przez umysł. Są one jak zarazki w środowisku, w którym żyjemy. Jednak fakt, iż jesteśmy kuszeni, nie musi być powodem do skrywanego poczucia winy. Pokusa nie jest grzechem. Powtarzam to, gdyż sama sugestia zła wydaje się nieść ze sobą skażenie. Jeśli błędnie wierzymy, że pokusa to grzech, będziemy się obwiniać za to, że odczuwamy sugestie zła, nawet jeśli się ich brzydzimy. Będzie to powodować w nas poczucie samopotępienia i zniechęcenia. A zniechęcenie, gdy utrzymuje się przez dłuższy czas, prowadzi do upadku, grzechu. Bardzo często zdarza się nam upadać tylko dlatego, że boimy się upaść!
Wróg ludzkości jest gotowy wykorzystać każdą okazję. Przynosi sugestię zła i wmawia nam: „Jak grzeszny jesteś, skoro masz takie myśli! Na pewno nie jesteś nawrócony. Na pewno twoja wiara nie jest szczera!”. Pod wpływem takich sugestii obwiniamy się i prosimy o przebaczenie za grzechy diabła! To tak jakby włamywacz wdarł się do twojego domu, a potem zatelefonował na policję i oskarżył cię o włamanie.
Otóż najważniejszą kwestią jest to, że wróg nie może pokonać człowieka, póki nie przeciągnie go na swoją stronę i nie namówi do współpracy. Nie jesteśmy winni grzechu, póki myślą, słowem lub czynem nie zapraszamy kusiciela. Pokusy mogą się nam dawać we znaki. Mogą być męczące i trudne do zniesienia. Mogą tworzyć atmosferę, w której trudno nam oddychać. Jednak nie mogą nas skazić bez aktu woli z naszej strony. Nie mogą zatriumfować nad nami bez naszej zgody. Aby pokusa okazała się skuteczna, musi się spotkać z przyjęciem kuszonego.
Nie ma mocy na ziemi i w piekle, która byłaby zdolna zmusić cię do grzechu. Ale wierz mi, całe niebo nie może uratować cię od grzechu, jeśli myślisz o nim, pielęgnujesz go, lubujesz się w nim i igrasz z nim w myślach.
Czy rozumiesz, dlaczego Bóg mówi, że twierdza umysłu musi zostać przemieniona? Myślę, że psycholodzy dotarli do sedna problemu, gdy mówią, że w każdej walce między wyobraźnią a wolą wyobraźnia zawsze wygrywa. Nie jesteś bezpieczny, jeśli w myślach pielęgnujesz grzech albo pozwalasz, by grzech łasił się do ciebie bezkarnie.
Ale kuszenie może też posłużyć nabieraniu siły. Za każdym razem, gdy jesteś kuszony, albo wzrastasz, albo upadasz — albo zwyciężasz, albo zostajesz pokonany. Twoja reakcja na pokusę zmienia cię na lepsze albo na gorsze. Jeśli ufając w moc Chrystusa, odnosisz zwycięstwo, stajesz się silniejszy i lepiej przygotowany na następny atak. Jeśli przegrywasz, słabniesz i stajesz się bardziej podatny, coraz mniej zdolny oprzeć się kolejnemu atakowi. Jedynie ci, którzy stawili czoło pokusie w mocy Najwyższego, wytrwają w ostatecznym kryzysie.
Osobiście nie znam większej pomocy w walce przeciwko pokusie niż słowa Jezusa: „Ufajcie, Ja zwyciężyłem świat”9. Gdy zrozumiałem, że nigdy nie spotka mnie grzech czy pokusa, jakich On już nie pokonał, zapewnienie to stało się dla mnie ostoją siły. Dlaczego ja, mając do dyspozycji Jego moc w każdej chwili, miałbym ulegać temu, co On już pokonał?
Przychodzi mi na myśl legenda o starożytnym wojowniku, który w bitwie stracił głowę, ale w ferworze walki nie zauważył tego i zabił jeszcze wielu wrogów, aż pewna kobieta zawołała: „Twoja głowa została ucięta! Ty nie żyjesz”. Wtedy wojownik upadł i zmarł.
Zło toczy swoją bezsensowną walkę. Ale dlaczego miałbyś pozwolić złu pomiatać sobą? Przecież zło już dawno straciło głowę.
Jedną z najłatwiejszych rzeczy na świecie jest rozwinięcie kompleksu niższości z powodu grzechu. Nawykliśmy myśleć, że grzech jest niezbywalnym elementem rzeczywistości i nie może zostać usunięty, a nasz przypadek jest szczególny i odmienny, więc ponieważ Bóg nas miłuje, przymknie oczy na nasz grzech i sto jeden wymówek, jakie stosujemy, by go uzasadnić. Tak oto przegrywamy walkę w naszym umyśle, zanim jeszcze walka się rozpocznie. Nigdy nie zapominaj, że walka toczy się o twoją duszę, a zostanie wygrana albo przegrana w twoim umyśle, zanim ktokolwiek się o tym dowie.
Gdy pojawia się na twojej drodze silna pokusa, dlaczego nie miałbyś nakazać jej, by zgięła kark? A wtedy zobaczysz na jej karku znak krwi Zwycięzcy z Golgoty, który swoją przebitą dłonią nagiął pokusę do posłuszeństwa Jego mocy. Dlaczego więc ty miałbyś się poddawać pokonanej pokusie? Dzięki łasce Boga zwyciężyłeś. Jesteś po zwycięskiej stronie. Zaufanie prowadzi do zwycięstwa — nie zaufanie we własne siły, ale zaufanie Zbawicielowi, który pokonał grzech. Jego zwycięstwa stają się naszymi.

Pułapka
czerwonolicej małpy

Mam nadzieję, że ten punkt jest dla ciebie wystarczająco jasny, by zachęcić cię do wypróbowania sekretu zwycięstwa. Liczy się to, na co kierujemy uwagę. Ciągle patrząc na siebie ściągamy na siebie jedynie słabość i porażkę, bo nie widzimy nic, jak tylko naszą własną bezradność wobec grzechu. Gdy patrzymy na siebie — na nasz upadły stan i odczucia — zamiast patrzeć na Chrystusa, wówczas mamy bardzo wypaczony obraz rzeczywistości.
Pan ma dla nas lepszy sposób. Prosi nas, byśmy przemieniali nasz umysł, patrząc na Niego. Oto nasza najważniejsza potrzeba. W życiu chrześcijan nic nie działa tak przygnębiająco, zniechęcająco i destruktywnie, jak usilne próby zwalczania grzechu w umyśle, usunięcia go z umysłu o własnych siłach. Czy Boży sposób nie jest lepszy? Po prostu skieruj swoją uwagę tam, gdzie nie ma grzechu — na Jezusa Chrystusa.
Ten punkt żywo i wyraziście zilustrował E. Stanley Jones, gdy na podstawie swoich licznych doświadczeń opowiadał o hinduskim fakirze, który przybył do pewnej wioski i oznajmił, że pokaże, jak zrobić złoto. Mieszkańcy wioski zgromadzili się wokół niego, gdy ten nalał wody do dużego kotła, dodał jakiś barwnik i zaczął nucić zaklęcia, mieszając w kotle. Gdy przy pomocy sprytnych zabiegów odwrócił na moment uwagę widzów, wrzucił do kotła niewielki samorodek złota. Potem pomieszał jeszcze trochę, wylał wodę i oto na dnie kotła pojawiło się złoto! Wieśniakom oczy wyszły z orbit. Miejscowy lichwiarz zapłacił pięćset rupii za woreczek czarodziejskiego proszku. Odbierając pieniądze, fakir powiedział szczęśliwemu nabywcy: „Jednak pamiętaj, że mieszając wodę z czarodziejskim proszkiem w kotle, nie możesz myśleć o małpie z czerwoną twarzą. Jeśli pomyślisz o niej, złoto nie powstanie”. Lichwiarz obiecał, że tak zrobi. Jednak choć starał się ze wszystkich sił, czerwona twarz małpy na dobre wryła się w jego umysł, tak iż pomimo licznych prób nie udało mu się uzyskać złota.
Podobnie próby zapomnienia o grzechach jedynie przywodzą je na myśl. Jedynym sposobem, by o nich zapomnieć i je porzucić, jest skierowanie uwagi tam, gdzie ich nie ma. Właściwy kierunek myśli jest więc tylko jeden, a jest nim Jezus Chrystus. Zwróć swój wzrok na Niego. Wpatruj się w Jego cudowne oblicze. Wtedy przekonasz się, że ziemskie sprawy zbledną w chwale i łasce, które płyną od Niego.

Barka
pełna problemów

Zaczynamy rozumieć, że większość naszych problemów bierze się z wyobraźni — chorej, niegodnej zaufania wyobraźni, wypaczonej wskutek długiego kontaktu z grzechem. Jednak dzięki Bogu nasze lęki, pokusy, wątpliwości mogą zostać oddane w ręce Chrystusa. Taką otrzymaliśmy obietnicę. Taką mamy wspaniałą możliwość10.
Tak, walka w sercu każdego z nas nie jest niczym nowym. Nie jest też czymś drugorzędnym. Jest cząstką wielkiego boju między Chrystusem a szatanem. Od początku najważniejszym polem tego konfliktu był ludzki umysł. Walka toczy się o to, kto będzie w nim panował. Każdy wyłom w umyśle, każde dobrowolne osłabianie go, każde poddawanie go pod kontrolę zewnętrznych czynników, nawet chwilowe i w pozornie dobrym celu, może spowodować nadwerężenie twoich obronnych barier i to w sposób, którego sobie nie uświadamiasz. Umysł człowieka należy do Boga. Tylko Bóg może w nim czytać. Nawet aniołowie nie otrzymali takiego przywileju. Lekkomyślne poddawanie tej twierdzy drugiemu człowiekowi, nawet w pozornie dobrym celu, może mieć długofalowe złe skutki. To ostrzeżenie odnosi się do hipnozy. Przemyśl je. Być może pomoże ci uratować życie i twoją duszę!
Prawdziwe uzdrowienie ciała, umysłu i duszy nie może pochodzić z nas samych, z jakichkolwiek wewnętrznych mocy, które posiadamy. Musi ono pochodzić od Boga. Oczywiście możemy współdziałać z prawami, którymi Bóg obwarował funkcjonowanie cudownego narzędzia ludzkiego umysłu. Ale uzdrowienie i przemiana, których potrzebuje i za którymi tęskni człowiek, mogą pochodzić wyłącznie od Boga i są możliwe jedynie dzięki działaniu Jego mocy.
Gdy inżynierowie projektowali jeden z potężnych mostów nad zatoką w Nowym Jorku, szukali podstawy, na której mogliby oprzeć ogromne dźwigary. Na dnie morza odkryli wówczas wielką barkę pełną kamieni i cegieł, która dawno temu zatonęła. Trzeba było ją usunąć. Jednak pomimo licznych prób barka ani drgnęła, głęboko zaryta w dnie morza. Wreszcie konstruktorzy wpadli na pomysł, jak rozwiązać problem. Zgromadzili inne barki i długimi łańcuchami połączyli je z zatopionym wrakiem podczas odpływu. Potem czekali. Nadszedł przypływ. Woda podnosiła się coraz wyżej, a wraz z nią barki. Łańcuchy napięły się do granic możliwości i wtedy stara barka drgnęła i uniosła się z miejsca podniesiona siłą oceanu!
Czy twój umysł jest jak stara barka pełna cegieł i kamieni, trzymana wspomnieniami, których nie potrafisz porzu­cić, wieloletnimi nawykami i nałogami, z których pragniesz się uwolnić, związana lękami i złymi wyobrażeniami? Czy wszelkie ludzkie sposoby zawiodły i nie przełamały mocy zła w twoim życiu? Wiesz, że siła wszechmogącego Boga może cię podnieść. On potrafi ci pomóc!
Wróg Boga i człowieka za wszelką cenę chciałby utrzymać te cenne prawdy w tajemnicy i wypaczyć ich zrozumienie, bo wie, że gdy przyjmiesz je w pełni, wówczas jego władza zostanie przełamana. A ty będziesz wolny!   
George Vandeman

[Tekst pochodzi z książki G. Vandemana pt. Zbuntowana planeta, Warszawa 2006. Środtytuły pochodzą od redakcji].

1 Ef 6,12. 2 Prz 4,23. 3 Mk 7,21. 4 Hbr 4,12. 5 Rz 12,2. 6 Ez 36,26. 7 Jr 17,9. 8 Hi 14,4.
9
 J 16,33. 10 2 Kor 10,5.
 ZNAKI CZASU  MARZEC 2012R.

U M Y S Ł L U D Z K I


mistrzowskie dzieło Boga
Stwórca wyposażył istoty ludzkie w żywy komputer,
nieskończenie bardziej złożony i zaawansowany niż najlepsze komputery,
jakimi dysponujemy w naszym wysoce technologicznym świecie.
ażdy profesjonalny muzyk, dając publiczny koncert, używa dwóch półkul mózgowych
w sposób tak unikalny, jak prawdopodobnie nikt inny w swym zawodzie. Gdyby te zadziwiające właściwości umysłu nie zostały uformowane przez samego Stwórcę, żaden muzyk nie mógłby grać na scenie z precyzją prawie doskonałą podczas godziny lub więcej, i to bez partytury. Weźmy na przykład pianistę, który chce przygotować się do koncertu. Będzie musiał spędzić wiele godzin na sumiennym zapamiętaniu wszystkich nut, ich wartości, dynamiki i rozmaitych niuansów związanych z ekspresją i interpretacją danego utworu muzycznego. Jednak liczne ruchy rąk i stóp uczynią z tego ćwiczenia skomplikowany proces intelektualny.

Muzyka i umysł

Podczas gdy pianista wytrwale ćwiczy wybrane pasaże, coś niezwykłego i tajemniczego dzieje się w jego umyśle. Dziesiątki tysięcy nut, ich wartości, dynamika, interpretacja i ekspresja własna wykonawcy wgrywają się w część podświadomą jego umysłu. Im więcej powtórek, tym bardziej owe pasaże zakotwiczają się w pamięci. Zapamiętywanie osiąga taki poziom, że pianista może zagrać cały repertuar bez celowego myślenia o mechanice nut i ich wartościach czasowych. Jego świadomość odzwierciedla jedynie całą linię muzyczną, którą podświadomość sobie przyswoiła. W ten sposób grający jest zdolny nawet do prowadzenia krótkiej rozmowy, odpowiadania na pytania bądź komentowania wypowiedzi innych! Ten intelektualny wyczyn pozwala nam zrozumieć i docenić słowa psalmisty: „Wysławiam cię, Panie, za to, jak wspaniale mnie uczyniłeś”1.
Jeśli pianista daje koncert Chopina, może trafić się „Fantazja-Impromptu cis-moll op. posth. 66”. Co za utwór! Liczy on w przybliżeniu trzy tysiące nut, które muzyk musi zapamiętać, tak samo jak pięć innych znaków muzycznych towarzyszących każdej z nich: wartość, natężenie dźwięku, uderzenie (staccato lub legato), takt, gra pedałem. To oznacza, że cały ten „kawałek” liczy 15 tys. znaków zgromadzonych w podświadomości grającego! Pianista może również zadecydować, by zgrać „Balladę b-moll”. Ten utwór liczy prawie pięć i pół tysiąca nut, a w całości 27 tys. znaków muzycznych! Krótko mówiąc, godzinny koncert będzie się składał z około 210 tys. znaków, które umysł muzyka zgromadzi w podświadomości i skąd będzie je wydobywał w odpowiednim momencie.
Stwórca wyposażył istoty ludzkie w żywy komputer, nieskończenie bardziej złożony i zaawansowany niż najlepsze komputery, jakimi dysponujemy w naszym wysoce technologicznym świecie. Chrześcijańska pisarka Ellen White stwierdza że „stworzenie człowieka i jego umysłu było cudownym dziełem Boga”2. Bo to właśnie umysł wynosi ludzkość ponad każdy inny rodzaj istot i czyni z człowieka ukoronowanie dzieła stworzenia. Aby nam pomóc zrozumieć, jak ten żywy komputer funkcjonuje, Bóg daje nam prosty diagram. W Nowym Testamencie czytamy, że istoty ludzkie są świątynią, w której Bóg chce mieszkać przez swego Ducha3. Ten werset jest cytatem z Księgi Wyjścia, gdzie Bóg mówi do Mojżesza: „Uczynią mi świątynię i zamieszkam pośród nich”4. Sam układ tejże świątyni uczy nas pewnej prostej, ale głębokiej wiedzy o nas samych.

Lekcje płynące
ze świątyni

Pierwsza świątynia izraelska składała się z dwóch pomieszczeń i była otoczona dziedzińcem zewnętrznym. Tak samo umysł — świątynia ludzka — ma zewnętrzny dziedziniec i dwuczęściowe sanktuarium. Do tego układu apostoł Paweł czyni aluzję, pisząc do Koryntian: „Nawet kiedy nasz zewnętrzny człowiek niszczeje, to człowiek wewnętrzny odnawia się każdego dnia”5. Dziedziniec zewnętrzny reprezentuje istotę zewnętrzną, to znaczy ciało, które można widzieć i dotknąć. Kości, nerwy, muskuły, mózg i organy ciała stanowią części człowieka zewnętrznego. Dwa pomieszczenia świątyni mogą symbolizować świadomość i podświadomość, czyli intelekt i osobowe „ja”, które rzutują na naszą indywidualność i osobowość. To wszystko składa się na nasz umysł — część duchową natury ludzkiej, której nie można zobaczyć ani dotknąć. Ta część jest jednak bardzo realna i ma wielki wpływ na nasze życie. Biblia używa licznych synonimów na opisanie ludzkiego umysłu i jego funkcji myślowych, np. serce lub dusza6.

Mózg, umysł,
charakter

Jest różnica między mózgiem a umysłem. Rozważmy następujący cytat: „Najważniejszy organ i siedziba umysłu — mózg zarządza całym ciałem”7. Mózg faktycznie można przyrównać do instrumentu muzycznego, a umysł do muzyka. Organy nie mogą wydać żadnego dźwięku bez organisty; organista nie może zagrać ani jednej nuty bez organów. Są od siebie zależni. „Umysł zarządza całym człowiekiem. Czy dobre, czy złe, wszystkie nasze działania biorą swój początek w umyśle. (…) Wszystkie narządy ciała są na usługach umysłu, nerwy zaś są posłańcami, którzy przekazują jego rozkazy do wszystkich części ciała, sterując ruchami żywej maszynerii”8. W ten sposób, kiedy pianista interpretuje jakiś utwór, jego podświadomość wysyła znaki muzyczne, które są zgromadzone w mózgu. Mózg z kolei przekazuje sygnały nerwom, które sterują ruchami ręki i palców z zadziwiającą precyzją. Co za skomplikowany proces umysłowy! Proces, który najczęściej uważamy jedynie za wyćwiczony i nabyty.
Z powyższych przykładów wyłania się poważna duchowa lekcja. Jeśli pianista nie przykłada się do nauki utworu, który chce interpretować, jeśli nie gra wszystkich nut poprawnie lub gubi rytm, to wszystko wyjdzie na jaw podczas koncertu. Tak samo i my — jeśli nie kontrolujemy naszych myśli albo mamy myśli nieczyste lub pełne goryczy, to one objawią się w naszym charakterze. Tak jak zagrany fragment utworu muzycznego odsłania osobowość i charakter interpretatora, tak nasza osobowość i charakter objawią się w codziennym życiu. Posiadanie dobrego magazynu w naszej podświadomości stanie się priorytetem, kiedy zdamy sobie sprawę, że nasz charakter i osobowość są jedynymi rzeczami, które zabierzemy ze sobą w przyszłe życie. Podczas wieczności umysł będzie wzrastał w poznaniu i nabywaniu mądrości. Wszystkie talenty i zdolności nabyte w ziemskim życiu rozwiną się tam bez ograniczeń i osiągną nowe szczyty. Uwolnione od hamujących i ograniczających rozwój skutków grzechu mistrzowskie dzieło Boga — ludzki umysł — znajdzie wreszcie możliwość najczystszej, absolutnej ekspresji.       
Floyd A. Sayler

[Artykuł ukazał się w „Adventist World” 8/2011. Tłum. Beata Frańczak].

1 Ps 139,14. 2 Ellen G. White, Moc łaski,
s. 247.
3 2 Kor 6,16. 4 Wj 25,8. 5 2 Kor 4,6.
6
 Por. Mt 26,41; Ez 36,26; Ef 4,23. 7 Ellen G. White, Dobra równowaga umysłowa i duchowa, t. 2, s. 397. 8 Tamże, s. 408.
 ZNAKI CZASU MARZEC 2012R. 
  

STANY ZJEDNOCZONE EUROPY


Jeden z wybitnych historyków europejskich minionego stulecia powiedział, że każdy Euro-
pejczyk ma ranę w sercu. Ta rana to podzielona Europa. Każdy Polak po 1795 roku miał podobną ranę — była nią utracona na 123 lata niepodległość Polski. Była to także przyczyna ciągłych powstań i buntów, chociaż nie miały szans powodzenia.
Faktycznie od czasu upadku imperium zachodniorzymskiego (476 rok n.e.) historię Europy należałoby nazwać dziejami walki o jej ponowne zjednoczenie. Wysiłki te nie były pozbawione sukcesów. Wystarczy wspomnieć czasy Karola Wielkiego, Karola V Habsburga, Ludwika XIV, Napoleona, ambicje Hitlera i wielu innych. Po każdej takiej próbie pozostały płaczące wdowy i sieroty, zrujnowana ziemia, zroszona krwią i potem. Czy Europa i świat nigdy nie będą zjednoczone? Czy urzeczywistnieniem tych dążeń jest Unia Europejska? Niektórzy widzą realne szanse, gdyż nie powstała na bazie wojen i podbojów, ale dobrowolnego akcesu poszczególnych państw.
Czy historia jest zbiorem przypadkowych cywilizacji, tak jak twierdził angielski historyk A.I. Toynbee (1889-1975), które nie wiadomo dlaczego powstały i dlaczego upadły, czy też jest to realizacja pewnego z góry nakreślonego programu?
Czy przyszłość dla człowieka musi być tajemnicza? Nad tym zastanawiał się już Nabuchodonozor (605-562 p.n.e.), twórca pierwszego państwa uniwersalnego, neobabilońskiego, z ambicją panowania nad całym ówczesnym cywilizowanym światem. Bóg, który zna koniec na początku1, za pomocą kolosa na glinianych nogach objawił mu całą przyszłość — aż do założenia wiecznego Królestwa Bożego po powtórnym przyjściu Chrystusa2. Jest niezaprzeczalnym faktem, że od czasów proroka Daniela aż do naszych dni cztery wielkie imperia następowały jedne po drugim, rozszerzając swoje granice i osiągając coraz większe znaczenie.

Kolejne imperium?

Pilni badacze profetyczno-apokaliptycznych ksiąg biblijnych są w stanie wykazać, że historyczna lokalizacja rozwoju cywilizacyjnego przesuwa się ze wschodu na zachód. Od Babilonu i Persji na wschodzie, coraz bardziej na zachód w kierunku Grecji, Rzymu, a wreszcie zgodnie z Księgą Apokalipsy 13,11-17 przenosi się na półkulę zachodnią. Należy zatem podkreślić, że w starożytności istniały także inne państwa i cywilizacje, których ślady jeszcze możemy oglądać na obu półkulach. Historia jest jednak nieubłagana; to, co decyduje do dziś o rozwoju cywilizacji, rozgrywało się w basenie Morza Śródziemnego. Na gruzach cywilizacji grecko-rzymskiej zrodziła się tzw. cywilizacja zachodnia, która swym zasięgiem objęła cały świat. Czy na tej bazie powstanie kolejne imperium, które zapanuje nad naszym globem? Wielu komentatorom wydaje się, że jesteśmy w przededniu takiego wydarzenia. Decyzja Boża jest nieodwołalna: „A to, że widziałeś nogi i palce po części z gliny, a po części z żelaza, znaczy, że królestwo będzie podzielone (…) A to, że palce u nóg były po części z żelaza, a po części z gliny, znaczy, że królestwo będzie po części mocne, a po części kruche. A to, że widziałeś żelazo zmieszane z gliniastą ziemią, znaczy, że zmieszają się ze sobą, lecz jeden nie będzie się trzymał drugiego, tak jak żelazo nie może zmieszać się z gliną”3. Czy Unia Europejska przekształci się w kolejne imperium — Stany Zjednoczone Europy?
Po pierwsze, wypowiedź proroka Daniela musimy odczytać dokładnie — co ten tekst mówi, a czego nie mówi. Tekst nie mówi, że wszelkie próby zjednoczeniowe nie będą odnosiły sukcesu, raczej podkreśla że nie będą trwałe, choć „zmieszają się z sobą (…) jeden nie będzie się trzymał drugiego”. Wypowiedzi Daniela nie można odnieść, tak jak to było w przeszłości, tylko do jednej części świata. Celem wizji proroczej zawartej w Księdze Daniela nie jest przede wszystkim dostarczenie szczegółów co do przyszłości, ale przekonanie, kto naprawdę kontroluje dzieje ludzkości. Żadne z imperiów pokazanych Nabuchodonozorowi nie miało istnieć wiecznie. Wyjaśnienia koncentrują się na ostatniej części posągu, która będzie mieszaniną żelaza i gliny. Niektóre będą silne jak żelazo, a inne kruche jak glina. Żadna siła nie połączy ich razem na trwałe, tak jak nie da się połączyć żelaza z gliną — i tak się rozpadną.
Te dwa symboliczne elementy — żelazo i glina — reprezentują historię świata w czasie określonym przez Słowo Boże jako „czasy ostateczne”4. Czasy te charakteryzują się tendencją do coraz to nowych podziałów, ale także w obliczu pogłębiającego się kryzysu, rozpaczliwymi wysiłkami zjednoczeniowymi zarówno w Europie, jak i na całym świecie. Wysiłki te w pewnych okresach nie były bezowocne, nieraz „palce u nóg” trzymały się razem. Nieraz udało się te „kawałki”, na które rozpadło się Imperium Rzymskie, połączyć razem, ale były to osiągnięcia bardzo nietrwałe.
Czwarte imperium, symbolizowane przez nogi z żelaza, nie zostało opanowane przez kolejne mocarstwo, tak jak to miało miejsce w przypadku poprzednich mocarstw. Natomiast symboliczny widok stóp posągu po części z żelaza, a po części z gliny „znaczy, że królestwo będzie rozdzielone”. Tak też się stało z Imperium Rzymskim, które rozpadło się na szereg mniejszych państw, z jednej strony przez wieki walczących o własną suwerenność i autonomię, z drugiej strony podejmujących ogromne wysiłki w celu ponownego zjednoczenia. Wszystko to zostało przepowiedziane ponad dwa i pół tysiąca lat temu.

Jedność
ekonomiczno-
-polityczna?

Prorok Daniel wyraźnie zapowiada, że trwała jedność ekonomiczno-polityczna nie pojawi się na tym świecie. Czy jednak to, co stało się w Europie, czyli powstanie Unii Europejskiej, do której coraz to nowe państwa pragną się przyłączyć, w dalszej perspektywie doprowadzi do jedności politycznej? Zgodnie z nieomylnym słowem proroczym nic takiego się nie stanie — ani w Europie, ani globalnie.
Dlaczego tak się dzieje? Jeśli cofniemy się do sprawozdania zawartego na początku Pisma Świętego, znajdziemy tam dwa opisy wydarzeń typowych dla obecnych tendencji w polityce globalnej, szczególnie europejskiej. Dotyczy to wydarzeń poprzedzających globalny potop5 i związanych z budowniczymi wieży Babel6. Za każdym razem dążenie do tej uniwersalnej jedności faktycznie było buntem przeciwko Bogu i Jego prawu.
Słowo Boże bardzo wyraźnie wskazuje na podobieństwa pomiędzy początkiem a końcem świata. Obserwujemy tę samą uniwersalną tendencję do przeciwstawienia się boskiemu porządkowi. Wiele przepowiedni proroczych dotyczyło wysiłków zmierzających do podobnych celów. W Księdze Apokalipsy czytamy: „Jedna z głów jego była śmiertelnie raniona, lecz śmiertelna rana jego była wygojona i cała ziemia szła w podziwie za tym zwierzęciem. I dozwolono mu wszcząć walkę ze świętymi i zwyciężać ich; dano mu też władzę nad wszystkimi ludami, i językami, i narodami. I dano mu tchnąć ducha w posąg zwierzęcia, aby posąg zwierzęcia przemówił i sprawił, że wszyscy, którzy nie oddali pokłonu posągowi zwierzęcia, zostaną zabici”7; „I dziesięć rogów, które widziałeś, to dziesięć królów, którzy jeszcze nie objęli królestwa, lecz obejmą władzę jako królowie na jedną godzinę wraz ze zwierzęciem. Ci są jednej myśli, i oddadzą moc i władzę swoją zwierzęciu. Będą oni walczyć z Barankiem, lecz Baranek zwycięży ich, bo jest Panem panów i Królem królów, a z nim ci, którzy są powołani i wybrani oraz wierni”8.
Jak wynika z powyższych tekstów, biblijne przepowiednie prorocze mają uniwersalne zastosowanie. W tym kontekście należy widzieć wypełnienie proroctwa z 2. rozdziału Księgi Daniela. Innymi słowy, nie można tych ważnych przepowiedni ograniczyć do jednej tylko części świata. Żadna geograficzna bariera nie powinna być tu stosowana. Wspomniane światowe imperia rościły sobie ambicje do uniwersalnego panowania, np. w Księdze Daniela babiloński monarcha jest określany jako „król królów, w którego ręce na całej zamieszkałej ziemi znaleźli się ludzie, polne zwierzęta i ptactwo niebieskie. A którego uczynił władcą wszystkiego”9.
Imperium Rzymskie nie było inne. W szczytowym okresie rozwoju rozciągało swoje panowanie na trzy kontynenty: Europę, Azję (Azja Mniejsza, Armenia, Palestyna i Mezopotamia), Afrykę (Mauretania, Numibia, Egipt). Jednak w okresie kryzysu w V w. Imperium Rzymskie rozpadło się na wiele państw na tych trzech kontynentach. Zaznaczone zostało to w symbolicznej liczbie dziesięciu rogów z 7. rozdziału Księgi Daniela, które oznaczają królestwa10.
Proroctwo Daniela nie powinno się odnosić tylko do jednego kontynentu. Także dziesięć palców (rogów) — królestw — wydaje się, że nie reprezentuje ściśle określonej liczby państw. Historyczne dowody wskazują, że odnosi się to raczej do wydarzeń w skali globalnej. Takie „nowe” kontynenty jak Australia lub Ameryka praktycznie przejęły cywilizację zachodnią, inaczej europejską, zbudowaną na gruzach kultury grecko-rzymkiej. W miarę jak świat staje się w coraz większym stopniu jedną wielką globalną wioską, cywilizacja ta opanowuje pozostałe kontynenty. Dlatego byłoby błędem twierdzić, że proroctwo z Księgi Daniela 2,41-44 dotyczy tylko jednego kontynentu.

Miniatura świata

Współczesna Europa może być traktowana jako miniatura świata, a europejskie zjednoczeniowe wysiłki mogą być postrzegane bardziej jako przykład globalnych dążeń do zjednoczenia wszystkich narodów, ludów, języków w silną, podobną do żelaza wspólnotę. Mimo chwilowych i lokalnych sukcesów Boże Słowo przekazane przez Daniela dwa i pół tysiąca lat temu przepowiada w ostateczności fiasko takich dążeń.
Gdy Europa była jedynym spadkobiercą kultury grecko-rzymskiej i centrum świata, spojrzenie europocentryczne było zrozumiałe i w pewnym stopniu uzasadnione. Dzisiaj globalne spojrzenie jest jedynie właściwe.
Zanim nadejdzie wieczne królestwo symbolizowane przez potężny kamień — opokę, również ewangelia wieczna jako ostatnie Boże orędzie do świata będzie zwiastowana „mieszkańcom ziemi i wszystkim narodom, i językom i ludom”11. Globalny świat wymaga globalnej misji. Jak będzie wyglądało to wieczne królestwo założone przez Chrystusa po Jego powtórnym przyjściu? „I widziałem nowe niebo i nową ziemię — albowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły (…) i otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie — ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie”12. Do tego czasu nic nadzwyczajnego na tym świecie się nie stanie. Jedynym rozwiązaniem nabrzmiałych problemów świata i ludzkości jest powrót Chrystusa. Na zapewnienie Chrystusa: „Tak, przyjdę wkrótce” apostoł Jan odpowiedział w krótkiej modlitwie: „Amen, przyjdź Panie Jezu”13.  
Władysław Polok

1 Zob. Iz 41,2; Jr 28,8-9. 2 Zob. Dn 2,31-35.
43-45; por.
Mt Mt 6,10; 21,42-44; 1 P 2,3-7. 3 Dn 2,41-43. 4 Dn 8,17.26; 12,4. 5 Zob. Rdz 6. 6 Zob. Rdz 11,1-9. 7 Ap 13,3.7.10. 8 Ap 17,12-14. 9 Dn 2,37-38. 10 Dn 7,23. 11 Ap 14,4. 12 Ap 21,4. 13 Ap 22,20.
 Artykuł ukazał się  w Znakach Czasu  marzec 2012r. 

Znaki i fakty


SZOKUJĄCA HISTORIA PEWNEJ ŚMIERCI



Czy wszystko da się wybaczyć,
czy też są czyny, których wybaczyć nie można?
Należał do ścisłej światowej elity. Stał na czele organizacji o rozlicznych międzynarodo-
wych kontaktach. Bogaty. Odważny. Czasami liryczny. Podobał się kobietom i obficie z tego korzystał. Brał każdą, która mu się podobała, i robił, co chciał. Bez większych sprzeciwów. Aż niepostrzeżenie przekroczył wszelkie granice.
Spodobała mu się żona jego pracownika. Gdy ten wyjechał na dłuższą delegację, zaprosił ją do siebie, w celu wiadomym. I wszystko potoczyłoby się jak zwykle, bez większych problemów, gdyby nie to, że zaszła w ciążę. Usunięcie ciąży nie wchodziło w grę. Nie mógł sobie pozwolić na skandal. Pod pretekstem złożenia sprawozdania z postępu działań wezwał do siebie z delegacji męża tej kobiety. Nawet wydał na jego cześć mały bankiet. Komplementował, obiecywał awanse, częstował najlepszymi trunkami — by na koniec mocno podchmielonego, przed kolejnym wyjazdem w delegację, odesłać do domu, do żony, w celu wiadomym.
I tu stała się rzecz dla niego niepojęta — jego pracownik tak bardzo był przejęty sprawami firmy, że nie chciał wracać do żony, zanim nie wróci do pracy, by skończyć wyznaczone mu wcześniej zadania. W końcu wszyscy poszli spać.
Nieudane podejście go nie zniechęciło i przez kolejne dwa dni dalej próbował upijać i odsyłać swojego pracownika do żony. Bezskutecznie. Ten natychmiast chciał wyjeżdżać do pracy, uparcie powtarzając, że na małżeńskie figle przyjdzie czas później.
Ujawnienie skandalu zbliżało się nieubłaganie. Ale to mogłoby zniszczyć publiczny wizerunek naszego bohatera. Dlatego postanowił sięgnąć po środek ostateczny. Polecił... zabić swojego nadlojalnego pracownika. Oczywiście tak, żeby to wyglądało na wypadek. Gdy tak się stało, ożenił się z wdową i wydawało się, że skandal został zażegnany. Wydawało się.
To nie jest historia Dominique’a Strauss-Khana, byłego szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, choć stracił stanowisko w wyniku skandalu z seksem i przemocą w tle, ani historia żadnego innego współczesnego celebryty. Nie jest to też fabuła żadnego filmu hollywoodzkiego, choć wiele podobnych już nakręcono; ani żadnej powieści miłosno-kryminalnej. To autentyczna, choć nieco podkoloryzowana, historia... żydowskiego króla, a jednocześnie Bożego proroka i autora Księgi Psalmów — Dawida, opisana w rozdziałach 11. i 12. starotestamentowej Drugiej Księgi Samuela.
Szokujące? Trochę tak. Zwłaszcza dla kogoś, kto pierwszy raz czyta Pismo Święte.
Ta historia się na tym nie kończy. Bóg widział wszystko i nie podobało Mu się postępowanie Dawida. Wysłał do niego proroka Natana, który rozpoczął z Dawidem „grę operacyjną” i doprowadził do tego, że Dawid pękł i wyznał swój grzech. Ale i to nie zakończyło całej historii. W efekcie grzechu Dawida jego dziecko zmarło, a to dopiero był początek klęsk, które spadły na jego dom. Zachował władzę, ale już nigdy nie był taki jak przedtem. Wszystko to przeorało duszę Dawida do głębi. Jeden z najpiękniejszych psalmów, jakie napisał — Psalm 51 — powstał jako wyraz szczerego żalu i wyznania grzechu po tych wydarzeniach. „Zmiłuj się nade mną, Boże — pisze Dawid — według łaski swojej, według wielkiej litości swojej zgładź występki moje! Obmyj mnie zupełnie z winy mojej i oczyść mnie z grzechu mego! (...) Serce czyste stwórz we mnie, o Boże, a ducha prawego odnów we mnie! Nie odrzucaj mnie od oblicza swego i nie odbieraj mi swego Ducha świętego!”1.
I Bóg wysłuchał błagania swego grzesznego sługi. W nowotestamentowym Liście do Hebrajczyków imię Dawida wymienione jest w rzędzie innych bohaterów wiary, co do których Bóg objawił, że będą zbawieni. Przez tysiące lat słowa Dawida były pocieszeniem dla wszystkich pokutujących grzeszników. Świadczyły, że jest dla nich jeszcze nadzieja.
Szokujące? Zbawiony morderca? Dlaczego nie? Nie będzie jedyny. Choć Pismo Święte uczy, że „niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą (...) ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozpustnicy, ani mężołożnicy, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy”, to jednak zaraz stwierdza, że „takimi niektórzy z was byli; aleście obmyci, uświęceni, i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa
i w Duchu Boga naszego”2. O czym to świadczy? Że niebo nie jest zamknięte dla grzeszników, o ile żałują swoich grzechów.
Po co o tym piszę? Przecież nie jest to wprowadzenie do żadnego z głównych tematów tego numeru. Nie mogłem jednak nie napisać nic o tym, o czym mówi ostatnio cała Polska — o śmierci Madzi z Sosnowca i roli jej matki w tej śmierci. Właściwie to nie wiem, jaka to była rola. Ani ja, ani nikt inny. Matka Madzi mówi, że dziecko wyśliznęło się jej z rąk. Ustalenia lekarzy temu nie przeczą. Nie wiadomo, jakie będą ostateczne ustalenia prokuratury i sądu, ale póki co wszelkie wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść podejrzanej. To rzeczywiście mógł być wypadek, a cała reszta mogła być tylko brnięciem w kolejne kłamstwa młodej kobiety, przerażonej tym, co się stało. Jeśli tak było, to mamy do czynienia z olbrzymią tragedią młodej matki; tym większą, że duża część lokalnej społeczności już wie lepiej, i to bez żadnego sądu, że matka Madzi to... morderczyni. Za nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka — jeśli tak to zostanie w końcu zakwalifikowane — na pewno spotka ją kara. Być może nawet za zbezczeszczenie zwłok i wprowadzenie w błąd organów ścigania, co przez wielodniowe poszukiwania naraziło skarb państwa na poważne straty. Żadna z tych kar nie będzie jednak większa niż to, co już spotkało tę kobietę.
Bóg przebaczył Dawidowi cudzołóstwo i morderstwo. Jeśli matka Madzi mówi prawdę i szczerze wyzna swoje grzechy Bogu, a nie tylko detektywowi, prokuratorowi i sądowi — Bóg jej przebaczy. Tylko czy ludzie jej przebaczą? Czego trzeba, żeby nasz chrześcijański naród wybaczył tej kobiecie i pozwolił jej rozpocząć życie na nowo? Bo jak na razie wydaje mi się, że zbierane są tylko kamienie na ukamienowanie.        
Andrzej Siciński

1 Ps 51,3-4.12-13. 2 1 Kor 6,9-11.

Artykuł zamieszczony w Znakach Czasu   marzec 2012r.  

Ludzie listy 

czwartek, 23 lutego 2012

TOLERANCJA


 TOLERANCJA
to wielkie i magiczne słowo tolerancja pochodzi od łacińskiego słowa tolerare , co oznacza :znosić , cierpieć. Już samo przetłumaczenie na polski język tej łacińskiej nazwy bardzo dużo nam mówi o tym pojęciu. Ogólnie tolerancją nazwiemy wszystkie zjawiska i zachowania , które mimo tego ,że nie będą nam się podobać i nie będziemy podświadomie ani też świadomie mogli ich zaakceptować jako prawidłowe czy wręcz normalne ,to jednak je uszanujemy . To powiedzmy taka główna cecha zachowania tolerancyjnego.

O moich rozważaniach mogę rozmawiać jedynie z ludźmi dla których   autorytetem jest Pan Bóg i jego Słowo . Stawianie warunków  może wydać się  nieuczciwe ,ale nie każdy posiada takie predyspozycje jakimi  apostoł Paweł  wykazał się na Areopagu  , nie mogąc  przebić  się z Bożą prawdą przez ludzką tendencyjną  filozofię .Jeżeli kocham Pana Boga i mam świadomość własnej grzeszności  i życia na grzesznym przeklętym świecie, to  zawsze powinniśmy rozstrzygać słuszność naszego stanowiska w kontekście Słowa Bożego  - NAPISANO. W biblii mamy wskazówki, rady dotyczące   całokształtu życia, bez względu na wiek, sytuację polityczną ,warunki  w jakich żyjemy. Jeżeli chcemy   przeanalizować interesujące nas zagadnienie, uczyńmy to z Biblią, bo w niej jest cała prawda. Z Biblijnego  opisu  zwiedzenia czyli zaistnienia pierwszego grzechu, można dowiedzieć się prawdy o zastosowaniu pojęcia „tolerancja”. Termin ten,  choć nie występuje w Piśmie Świętym to pojęcie tolerancji jest nietrudne do zauważenia. To że Pan Bóg pozwolił człowiekowi dokonywać wyboru jest dowodem ogromnej wyrozumiałości i tolerancji wynikającej z miłości gdyż ostrzegał człowieka o konsekwencjach pragnąc uchronić przed przykrymi skutkami  a równocześnie nie powstrzymując przed realizacją własnych pragnień.  Zarówno w niebie jak i w Edenie  panowała atmosfera miłości i pełnego szacunku dla Bożego prawa. Istoty będące przy Panu Bogu żyły tym prawem  i wszelkie  pokrętne manipulacje słowne były tam nieznane. Ta  atmosfera miłości i porządku została zmącona przez pierwszego buntownika (szatana). Po  połowicznym zwycięstwie  w niebie, mistrz zwiedzenia i manipulacji  - diabeł, postanowił zaatakować boleśnie  Pana Boga, atakując  dzieci Boże (Adama i Ewę).  Grzechem  nie było zerwanie owocu ale zwątpienie w to co powiedział Pan Bóg. Zjedzenie owocu było skutkiem  diabelskich manipulacji słowami poprzez  zadawanie pytań. W Biblii zawarta jest prawda.  Pan Jezus określił siebie słowami: Ja jestem droga i prawda. Istnieją  też informacje  i opisy, które możemy nazwać  „półprawdami”. Jest to sprytna diabelska metoda zwodzenia  i zbałamucenia człowieka. Bardzo trudno dostrzec  niebezpieczeństwo zafałszowania prawdy zwłaszcza  gdy mówimy  niby o tym samym tylko jedne  zrozumienie będzie zgodne z prawdą całkowicie a inna wypowiedź będzie odejściem od rzeczywistości określanej przez Boga co stanie się automatycznie  półprawdą. Poniższy opis dwóch rozmów w Biblii jest wymownym przykładem występowania  prawdy i półprawdy. Wszystko co Adam i Ewa powinni wiedzieć  o zasadach życia w Edenie, o tym  co dobre a co złe, nie było dla nich  niewiadomą  zagadką, ponieważ sam Pan Bóg zadbał o ich poinformowanie. Wiedzieli  z czego mogą korzystać a czego nawet nie powinno się dotykać. Ewa uważała się za mądrą, fascynowało ją to czego przedtem nie widziała – (mówiący wąż) i zaczęła  się rozmowa .Dlaczego to zrobiła? Wystarczyło podniecające kłamstwo -będziecie jako Bóg. Chociaż w Edenie niczego im nie brakowało, to jednak kłamstwo poruszyło wyobraźnie i ciekawość.  Wąż wciągnął Ewę w rozmowę  sugerując odpowiedzi, bo już wiedział, że ta chwila należy do niego. Ewa dała się wciągnąć w jego sposób rozumowania. Zaczęła manipulować między tym o czym została powiadomiona przez Boga a tym co ją zaczęło pociągać  i tu pojawia się w jej zachowaniu  zlekceważenie Bożego pouczenia. Sugestia to broń wykorzystywana nie tylko przez diabła, prowadzi  do  lekceważenia wyraźnych Bożych pouczeń a współcześnie nazywa się to neurolingwistyczną manipulacją, coraz powszechniej stosowaną tak, iż stała się  czymś normalnym, modelem  nie tylko stosowanym w interesach ale i w religii.  Druga rozmowa  którą diabeł przegrał sromotnie, to rozmowa z Panem Jezusem. Choć diabeł próbował sztuczki manipulowania  pytaniami, Pan Jezus zwyciężył odwołując się do tego co NAPISANO. Słowo Boże, (Biblia), życie Pana Jezusa to obraz pełnego poddania się woli Bożej.  Tylko wierność Bożym wartościom   prowadzi do zwycięstwa. „Będziesz miał zawsze Pana przed oczyma swymi”. Nic nie zastąpi w życiu człowiekowi  Bożego Prawa miłości.  Prawdziwą miłość poznajemy w wieczerniku i na Golgocie.  Pan Jezus ukazał Judaszowi tolerancje i to do końca. Była to tolerancja pełna miłości, bólu i cierpienia.  Czym skończył się zły wybór Judasza dla niego samego?  - Prawdziwa miłość daje to wszystko co reguluje kontakty między ludzkie. Takiej miłości nie zastąpimy  ani tolerancją ani kompromisem. Człowiek winien być Bogu posłuszny ,nawet wtedy ,gdy do końca nie rozumie sensu swego posłuszeństwa. Gdyby Ewa odpowiedziała tak jak Jezus Chrystus odpowiadał na tego typu prowokacje słowami: „Tak mówi Pan ,tak powiedział mi mój  Bóg”- nie byłoby problemu  z grzechem. Jezus Chrystus krótko odpowiadał: NAPISANO.  Nie polemizował, nie dyskutował, nie udowadniał, tylko mówił : „NAPISANO”.  Łatwo jest być tolerancyjnym i nie stawać po niczyjej stronie.
Biblijne  opisy , lekceważenia Bożych pouczeń to tragiczne opisy  i to od nieszczęsnej rozmowy w Edenie, której skutki będą odczuwalne aż do przyjścia Pana.
Przykład Kaina, jego twórczych myśli , który  był bardzo aktywny w realizowaniu  swego pomysłu,  a jedyna z tego  indywidualna  korzyść to poczucie  dumy i zadowolenie z siebie i to tylko dlatego, że  bardzo  lekceważąco podszedł do pouczeń Bożych, które zmodyfikował według własnego widzimisię  a w rezultacie -  został mordercą.
Kapłan Heli - poniósł klęskę bo  tolerancyjnie potraktował  grzechy swoich synów.
Król Saul  podszedł bardzo   lekceważąco do tego co powiedział Pan i stracił wszystko.  i.t.d.
Tak trwa do dziś bo to się podoba, bo tolerancja dla samego siebie i swoich wyborów pobudza samozadowolenie. Walka toczy się nie przy pomocy jakiejkolwiek broni, ale wielki bój to walka o umysły i serca posłuszne Bogu lub szatanowi. Albo dokonujemy wyboru w stronę Pana Boga a ten wybór wiąże się z posłuszeństwem, albo  zwiedzeni  odniesiemy chwilowe, połowiczne zwycięstwo które prowadzi do nikąd i w końcu na zatracenie.  Nie topmy wszystkiego w słowie miłość i tolerancja. Miłując Boga i bliźniego, będziemy podporządkowani Bożym poleceniom i będziemy szanować bliźniego nawet jeśli wybierze niewłaściwą drogę, która zaprowadzi go na zatracenie. Jeżeli jesteśmy pewni własnego wyboru, bądźmy temu wierni.  Stosując zasadę tolerancji człowiek możemy wpaść w stan nieważkości  nie umiejąc zająć właściwego stanowiska, ani na tak ani na nie. Mamy prawo wyboru ale musimy liczyć się z konsekwencjami. Pan Bóg jest gwarantem  prawości i sprawiedliwości i jeżeli my odstępujemy od  Jego zasad, sprowadzamy na siebie nieszczęście.  Nastała moda na akcentowanie Bożego miłosierdzia. Kiedyś akcentowano mocno Bożą sprawiedliwość. W naszych czasach określa się Bożą sprawiedliwość jako ograniczanie wolności. Bóg się nie zmienia. Zmieniają się nasze trendy moralne i teologiczne ale Bóg zawsze równoważy miłosierdzie i sprawiedliwość w swoim postępowaniu. Pan Bóg dał wolną wolę człowiekowi i aniołom. Pismo Święte uczy nas, że tym wielkim darem należy się posługiwać bardzo rozumnie i odpowiedzialnie. Swojej wolności nie można rozszerzać tak dalece, aby ubliżać drugiemu człowiekowi, aby ubliżać Bogu oraz deptać czy ingerować w Jego odwieczne i mądre prawa, bo nasze nieodpowiedzialne wybory  obrócą się przeciw nam samym. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że nieodłączną częścią Bożego charakteru jest sprawiedliwość i praworządność. Wolna wola jest darem  Jego miłości. Nie zapominajmy, że odbędzie się sąd nad dziełami naszych wolnych wyborów ponieważ Pan Bóg jest sprawiedliwy. Znajomość Pisma Świętego utwierdza mnie w przekonaniu, że Bóg postępuje sprawiedliwie.  „Niechaj więc mowa wasza będzie : Tak - tak, nie - nie bo co ponad to jest, to jest od złego”. (Mat .5;37 )
„ A powiadam wam, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzekną zdadzą sprawę w dzień sądu”.
„Tak więc każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu” (Rzym.14;12)-odpowiedzialność  indywidualna a nie zbiorowa.
„Bóg bowiem odbędzie sąd nad każdym czynem, nad każdą rzeczą tajną - czy dobrą
czy złą”. (Kaz.Sal.14;12 )

ENCYKLOPEDYCZNA DEFINICJA  SŁOWA  TOLERANCJA :
To postawa bazująca na okazaniu wyrozumiałości lub szacunku dla poglądów  bądź sposobu życia jakiejś jednostki lub grupy, uznanie prawa innych ludzi do posiadania innych poglądów, postaw, zachowań i gustów, także wówczas, gdy są one niezgodne z naszymi poglądami czy postawami.
Kazanie na górze. Jan 10;1  / 17
Autor Halina Turoń /recenzja Jan Pawlak