czwartek, 25 lipca 2019

Posłuszeństwo

W poprzednim kwartale w naszej szkole sobotniej zajmowaliśmy się różnymi zagadnieniami związanymi z rodziną. Jedna z ostatnich lekcji nosiła tytuł „Co widzieli w twoim domu” i nawiązywała do pewnego wydarzenia z życia króla Hiskiasza. Kiedy czytałem historię tego króla, zwróciłem uwagę na pewną sprzeczność. Zanim ją pokaże, chcę powtórzyć to, co Biblia mówi o Hiskiaszu.

W trzecim roku panowania Ozeasza, syna Eli, króla izraelskiego, objął władzę królewską Hiskiasz, syn Achaza, króla judzkiego. Miał dwadzieścia pięć lat, gdy objął władzę królewską, a dwadzieścia dziewięć lat panował w Jeruzalemie. Matka jego nazywała się Abi, a była córką Zachariasza. Czynił on to, co prawe w oczach Pana, wszystko tak, jak czynił Dawid, jego praojciec (2 Krl 18,1-3)

Kiedy Biblia mówi, że ktoś postępował jak Dawid, to zawsze jest to pochwała. Jednak w przypadku Hiskiasza jest to coś więcej niż tylko stwierdzenie, że postępował tak, jak król Dawid:

Na Panu, Bogu Izraela, polegał, tak że nie było po nim takiego jak on w gronie wszystkich królów judzkich, ani w gronie jego poprzedników (2 Krl 18,5).

Biblia mówi nam, że nie było innego króla, który byłby tak blisko Boga jak Hiskiasz. Żaden inny król nie ufał Bogu tak bardzo, jak on. Czy możesz to sobie wyobrazić? Nawet król Dawid nie ufał Bogu tak jak Hiskiasz.
Słowo „polegał” jest tłumaczeniem hebrajskiego słowa „dabaq”, które znajduje się na przykład w Księdze Rodzaju:

Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i ZŁĄCZY SIĘ z żoną swoją, i staną się jednym ciałem (Rdz 2,24)

Czy można sobie wyobrazić bliższy związek między mężem i żoną?
I jeszcze Księga Powtórzonego Prawa:

Pana, Boga swego, będziesz się bał, jemu będziesz służył, przy nim BĘDZIESZ TRWAŁ i na jego imię będziesz przysięgał (Pwt 10,20)

W tym ostatnim wersecie jest coś bardzo interesującego. Fragment, z którego pochodzi (Pwt 10,12-20), jest w rzeczywistości wyjaśnieniem tego, na czym polega ten rodzaj relacji, co to znaczy, gdy człowiek jest „dabaq” z Bogiem. Innymi słowy, ta część mówi, czym jest prawdziwe posłuszeństwo.
Oto kilka wersetów z tego fragmentu (Pwt 10,12-13.16.20):

(12) Teraz więc, Izraelu, czego żąda od ciebie Pan, twój Bóg! Tylko, abyś okazywał cześć Panu, swemu Bogu, abyś chodził tylko jego drogami, abyś go miłował i służył Panu, swemu Bogu, z całego serca i z całej duszy,
Mamy tutaj cztery elementy składające się na posłuszeństwo:
1.    Okazywanie czci Panu
2.    Chodzenie Jego drogami
3.    Miłość do Boga
4.    Służenie Bogu z całego serca
Wypełnienie tych czterech warunków sprawia, że człowiek jest posłuszny Bogu, o czym mówi kolejny wers:

(13) abyś przestrzegał przykazań Pana i jego ustaw, które Ja ci dziś nadaję dla twego dobra (…)

Kolejny wers pokazuje sposób w jaki można spełnić cztery warunki z wersu dwunastego, cztery warunki prawdziwego posłuszeństwa:

(16) Obrzeżcie więc nieobrzezkę waszego serca, a waszego karku już nie zatwardzajcie

Co istotne, obrzezanie serca nie jest opcjonalne, jest konieczne, aby stało się prawdą to, o czym mówi ostatni wers:

(20) Pana, Boga swego, będziesz się bał, jemu będziesz służył, przy nim będziesz trwał i na jego imię będziesz przysięgał

Wrócę teraz do króla Hiskiasza. Co dokładnie Biblia mówi nam o tym królu?

Czynił on to, co prawe w oczach Pana, wszystko tak, jak czynił Dawid, jego praojciec. On to zniósł świątynki na wyżynach, potrzaskał słupy i rozkruszył węża miedzianego, którego sporządził Mojżesz; do tego bowiem czasu synowie izraelscy spalali mu kadzidło, nazywając go Nechusztan. Na Panu, Bogu Izraela, polegał, tak że nie było po nim takiego jak on w gronie wszystkich królów judzkich, ani w gronie jego poprzedników. Był przywiązany do Pana i nie odstępował od niego, przestrzegając przykazań, jakie Pan nadał Mojżeszowi (2 Krl 18,3-6)

Ten opis nie jest zbyt długi, o wiele więcej znajdziemy w 2 Księdze Kronik, która mówi nam w jaki sposób król doprowadził do duchowego ożywienia w Judzie. Oto kilka wersów z tej księgi (2 Krn, r.29):

On to w pierwszym roku swojego panowania, w pierwszym miesiącu kazał otworzyć bramy świątyni Pańskiej i naprawić je, następnie sprowadził kapłanów i Lewitów, a zebrawszy ich na wschodnim dziedzińcu, rzekł do nich: Słuchajcie mnie, Lewici! Poświęćcie się teraz i poświęćcie świątynię Pana, Boga waszych ojców, i usuńcie nieczystość z miejsca świętego (…)
Oto nasi ojcowie polegli od miecza, a nasi synowie, nasze córki i nasze żony poszły za to do niewoli.  Zamierzam tedy zawrzeć przymierze z Panem, Bogiem Izraela, aby odwrócił od nas żar swego gniewu (…)
Kapłani weszli do wnętrza świątyni Pańskiej celem oczyszczenia jej i wynieśli wszystkie nieczystości, jakie zastali w przybytku Pańskim, na dziedziniec świątyni, stąd zaś zabierali to Lewici, aby wynieść to precz do potoku Kidron. Zaczęli oczyszczanie w pierwszym dniu pierwszego miesiąca, a w ósmym dniu tego miesiąca doszli do przedsionka Pana. Świątynię Pańską poświęcali przez osiem dni, a w szesnastym dniu pierwszego miesiąca zakończyli.

I jeszcze z następnego, trzydziestego rozdziału:

Potem posłał Hiskiasz do całego Izraela posłów, a do Efraimitów i Manassesytów napisał listy, aby przyszli do świątyni Pańskiej w Jeruzalemie celem odprawienia Paschy dla Pana, Boga Izraela.
ustalili więc, że poda się tę wiadomość w całym Izraelu od Beer-Szeby aż po Dan, aby przybyli celem odprawienia Paschy dla Pana, Boga Izraela, w Jeruzalemie, gdyż nie obchodzono jej dotąd w tak wielkiej liczbie, jak było przepisane

A to jest treść wezwania, jakie król wysłał do wszystkich swoich poddanych:

Synowie izraelscy! Nawróćcie się do Pana, Boga Abrahama, Izaaka i Izraela, a wtedy i On zwróci się znowu do resztki, która wam się uratowała z ręki królów asyryjskich. Nie bądźcie tacy, jak wasi ojcowie i bracia, którzy sprzeniewierzyli się Panu, Bogu waszych ojców, że wydał ich na zagładę, jak to sami widzicie. Nie usztywniajcie teraz waszych karków, jak wasi ojcowie, podajcie rękę Panu i przybądźcie do jego świętego przybytku, który na wieki poświęcił, i służcie Panu, waszemu Bogu, a wtedy odwróci On od was żar swego gniewu. Jeżeli bowiem nawrócicie się do Pana, to wasi bracia i synowie doznają miłosierdzia od tych, którzy ich uprowadzili do niewoli, i powrócą do tej ziemi. Albowiem litościwy i miłosierny jest Pan, wasz Bóg, i nie odwróci od was swojego oblicza, jeżeli się do niego nawrócicie

I Biblia mówi nam co stało się później:

Była tedy wielka radość w Jeruzalemie, gdyż od czasów Salomona, syna Dawida, króla izraelskiego, nie było czegoś podobnego z Jeruzalemie (2 Krn 30,26)

To było naprawdę wielkie ożywienie duchowe w Judzie!
Pytanie: czy król Hiskiasz był dobrym królem? Czy był posłuszny Bogu? Tak czy nie? Co wynika z pokazanych do tej pory cytatów?
Biblia mówi o tym tak:

Tak to urządził Hiskiasz w całej Judzie. Czynił on to, co dobre, prawe i sprawiedliwe przed Panem, jego Bogiem. W każde dzieło, którego się podjął, czy to w służbie dla świątyni Bożej, czy też zakonu i przykazań, aby szukano swego Boga, wkładał całe swoje serce, toteż szczęściło mu się (2 Krn 31,20-21)

Na tym historia króla Hiskiasza nie kończy się. Co działo się potem?

Po tych wydarzeniach i dowodach wierności, wyruszył Sancheryb, król asyryjski, i wkroczył do Judy, rozłożył się obozem pod warownymi miastami i postanowił zdobyć je dla siebie. Gdy zaś Hiskiasz widział, że Sancheryb nadciągnął z zamiarem zawojowania Jeruzalemu … (2 Krn 32,1-2)

Tutaj zaczyna się opis przygotowań do wojny, to co jest naprawdę ciekawe zaczyna się od wersu szóstego:

Ustanowił dowódców wojskowych nad ludem, zebrał ich wokół siebie na placu przed bramą miejską i tak przemówił im do serca: Bądźcie odważni i dzielni, nie bójcie się ani się nie lękajcie króla asyryjskiego ani tej tłuszczy, która jest z nim, gdyż z nami jest ktoś większy niż on. Z nim jest ramię cielesne, z nami jest Pan, nasz Bóg; On nam pomoże i stoczy za nas boje. Na te słowa Hiskiasza, króla judzkiego, lud nabrał otuchy (2 Krn 32,6-8)

A teraz kulminacja wszystkiego, co do tej pory zrobił król Hiskiasz. Po otrzymaniu listu od przywódcy asyryjskiego Hiskiasz idzie do świątyni i modli się do Boga. Ta modlitwa jest jednym z najlepszych biblijnych przykładów modlitwy.

Panie, Boże Izraela, który siedzisz na cherubach! Ty jedynie jesteś Bogiem wszystkich królestw ziemi, Ty stworzyłeś niebo i ziemię. Skłoń, Panie, ucho swoje i słuchaj! Otwórz, Panie, oczy swoje i patrz! Przysłuchaj się słowom Sancheryba, które on przysłał, aby urągać Bogu żywemu. Prawdą jest, Panie, że królowie asyryjscy wygubili ludy i ich ziemię, i powrzucali ich bogów w ogień, lecz nie byli to bogowie, ale dzieło rąk ludzkich z drzewa i z kamienia, więc mogli je zniszczyć. Teraz więc, Panie, Boże mój, wybaw nas, proszę, z jego ręki, a poznają wszystkie królestwa ziemi, że jedynie Ty, Panie, jesteś Bogiem (2 Krl 19,15-19)

Jaki był wynik tej modlitwy?

I stało się tej samej nocy, że wyszedł anioł Pański i pozbawił życia w obozie asyryjskim sto osiemdziesiąt pięć tysięcy. Następnego dnia rano oto wszyscy oni - same trupy – pomarli (2 Krl 19,35)

Na samym początku napisałem coś o pewnej sprzeczności w historii króla Hiskiasza. Nie ma jednak sprzeczności w tym, co do tej pory napisałem. I być może niektórzy zaczynają się zastanawiać, gdzie jest ta sprzeczność? Cała opowiedziana do tej pory historia jest pięknym świadectwem o królu Hiskiaszu.

Nadszedł czas, aby powiedzieć coś o tym, co zostało ukryte w pierwszej części.
Zaraz po cudownym ocaleniu od Asyryjczyków, Bóg dał Hiskiaszowi bardzo surowe przesłanie:

W owych dniach Hiskiasz śmiertelnie zachorował. Wtedy przybył do niego prorok Izajasz, syn Amosa, i rzekł do niego: Tak mówi Pan: Uporządkuj swój dom, gdyż umrzesz, a nie będziesz żył (2 Krl 20,1).

Jest w tym zdaniu coś, co zwróciło moją uwagę. Nie wiem jak inni, ale dla mnie zastanawiające było nie to, że król miał wkrótce umrzeć, ale to, że miał uporządkować swój dom.

Uporządkuj swój dom – najwyraźniej w domu Hiskiasza nie wszystko wyglądało dobrze. Bóg ostrzegł go, aby coś z tym zrobił. Jak to możliwe, że taki wspaniały król miał problem w swoim domu? Gdyby tak nie było, Bóg nie powiedziałby mu, że musi uporządkować swój dom.

Co uczynił Hiskiasz, gdy prorok Izajasz przekazał mu przesłanie od Boga? Zaczął się modlić. Tym razem jednak jego modlitwa była zdecydowanie inna niż w świątyni.

Wtedy Hiskiasz obrócił się swoją twarzą do ściany i modlił się do Pana tymi słowy: Ach, Panie! Wspomnij, proszę, że postępowałem wobec ciebie wiernie i szczerze i czyniłem to, co dobre w twoich oczach. Następnie Hiskiasz wybuchnął wielkim płaczem (2 Krl 20,2-3)

Kto był w centrum pierwszej modlitwy? Bóg. Na kim Hiskiasz skupił się w drugiej modlitwie? Na sobie.
Wygląda na to, że król zaczął bardziej myśleć o sobie niż o Bogu. Mimo to Bóg uzdrowił króla, dając mu szansę „uporządkowania swojego domu”. Król wkrótce miał taką możliwość, ponieważ w związku z cudownym uzdrowieniem odwiedzili go goście z Babilonu. Jednak król nie skorzystał z tej okazji, aby wysławiać Boga, wybrał uwielbianie samego siebie.

Ktoś mógłby powiedzieć, że był to wypadek przy pracy, że król tylko na chwilę zapomniał się. Jest jednak coś, co stoi w sprzeczności z tą opinią. Trzy lata po tych wydarzeniach Hiskiaszowi urodził się syn. Nazywał się Manasses. Po śmierci Hiskiasza został królem. Jakim królem był Manasses?

Czynił zaś to, co złe w oczach Pana, według ohydnych zwyczajów narodów, które Pan wypędził przed synami izraelskimi. Z powrotem pobudował świątynki na wyżynach, które zburzył Hiskiasz, jego ojciec, wznosił też Baalowi ołtarze i sporządził Aszery, jak to czynił Achab, król izraelski, oddawał pokłon całemu zastępowi niebieskiemu i służył mu. Zbudował także ołtarze w świątyni Pana, o której powiedział Pan: W Jeruzalemie umieszczę moje imię. Zbudował też ołtarze dla całego zastępu niebieskiego na obydwu podwórcach świątyni Pana. Również swego syna oddał na spalenie, uprawiał wróżbiarstwo i czary, ustanowił zażegnywaczy i wróżbitów i wiele złego czynił w oczach Pana, drażniąc go. Postawił też posąg Aszery, który kazał sporządzić w świątyni, o której Pan powiedział do Dawida i do Salomona, jego syna tak: W tej świątyni i w Jeruzalemie, które wybrałem spośród wszystkich plemion Izraela, umieszczę moje imię na wieki (2 Krl 21,2-7)

Czy można powiedzieć, że pewne wady charakteru Manassesa zostały ukształtowane w procesie jego wychowania? Czy Hiskiasz, jako ojciec, dał swojemu synowi to, co powinien mu dać? Czego Manasses nauczył się w swoim rodzinnym domu?

Nie wiemy jak wyglądało dzieciństwo Manassesa, ale wiemy jakie dzieciństwo miał jego ojciec. I wiemy też na jakich ludzi wyrośli, jak zostali wychowani. Hiskiasz wyrósł na dobrego króla, ufał Bogu i był bardzo blisko Boga. Czy Manasses został wychowany w podobny sposób? Czy znał Boga tak, jak jego ojciec?

Kilka informacji na temat dzieciństwa Hiskiasza. Hiskiasz miał dziewięć lat gdy zmarł jego dziadek, król Jotam. O Jotamie Biblia mówi, że:

Czynił on to, co prawe w oczach Pana, wszystko tak, jak czynił Uzjasz, jego ojciec (2 Krl 15,34)

Matka Hiskiasza miała na imię Abija i była córką Zachariasza. Ciekawe jest znaczenie tych imion. Abija oznacza „Bóg jest moim Ojcem”, a Zachariasz – „Pamięć o Bogu”.
Po śmieci Jotama królem został ojciec Hiskiasza, Achaz.

Achaz miał dwadzieścia lat, gdy objął władzę królewską, a panował szesnaście lat w Jeruzalemie. Lecz nie czynił tego, co prawe w oczach Pana, Boga jego, jak Dawid jego praojciec. (3) Kroczył raczej drogą królów izraelskich, a nawet własnego syna oddał na spalenie, jak to było ohydnym zwyczajem narodów, które Pan wytępił przed synami izraelskimi (2 Krl 16,2-3).

Hiskiasz wychowywał się i dorastał w domu swojego ojca, który nie był dla niego dobrym przykładem, ale to co czytamy o Hiskiaszu wskazuje na to, że dobry wpływ dziadka i matki był większy niż ojca. Hiskiasz nie miał dobrego ojca, a jednak przez długi czas był nie tylko dobrym królem, ale przede wszystkim był posłuszny Bogu. Był bardzo blisko Boga i ufał Bogu.

Jakim wobec tego był ojcem dla swojego syna, skoro Manasses wyrósł na jednego z najgorszych władców Judy?
Nie jest łatwo powiedzieć, co było przyczyną zmian, które miały miejsce w życiu Hiskiasza. Jednak faktem jest, że ta zmiana miała miejsce. Stało się tak pomimo faktu, że Hiskiasz przez większość swojego życia był bardzo blisko Boga. Biblia nic nam nie mówi o końcu jego życia, ale mówi nam coś o końcu jego syna. Po wszystkich złych rzeczach, które zrobił, Manasses w końcu uniżył się przed Bogiem.

Cała ta historia pokazuje nam jedną prawdę. Fakt, że ktoś jest bardzo blisko Boga, tak blisko, że trudno sobie wyobrazić lepszy związek, tak blisko jak Hiskiasz; ten fakt nie jest ochroną przed upadkiem. I odwrotnie, jeśli ktoś upadnie, nawet bardzo nisko, tak jak Manasses, to wcale nie oznacza to, że nie ma on już szans na zbawienie. Ma, jeśli uniży się przed Bogiem, tak jak Manasses.

Nigdy nie bądź zbyt pewny siebie, ale z drugiej strony nigdy nie trać nadziei.
Biblia wyjaśnia nam tę prawdę w Księdze Ezechiela:

Powiedz im: Jakom żyw - mówi Wszechmocny Pan - nie mam upodobania w śmierci bezbożnego, a raczej, by się bezbożny odwrócił od swojej drogi, a żył. Zawróćcie, zawróćcie ze swoich złych dróg! Dlaczego macie umrzeć, domu izraelski?
A ty, synu człowieczy, mów do swoich rodaków: Sprawiedliwość nie uratuje sprawiedliwego, gdy popełnia występek, a bezbożność nie doprowadzi bezbożnego do upadku, gdy się odwróci od swojej bezbożności. Lecz i sprawiedliwy nie może żyć, gdy grzeszy.
Gdy mówię do sprawiedliwego: Na pewno będziesz żył, a on, polegając na swojej sprawiedliwości, popełni występek, wtedy nie będzie się pamiętało wszystkich jego sprawiedliwych uczynków, lecz umrze z powodu występku, który popełnił.
Lecz gdy mówię do bezbożnego: Na pewno umrzesz, a on odwróci się od swojego grzechu, będzie wypełniał prawo i sprawiedliwość,
będzie oddawał zastaw, zwracał to, co zagrabił, postępował zgodnie z zasadami życia, nie popełniając występku, na pewno będzie żył, nie umrze.
Nie będzie się pamiętało żadnych jego grzechów, które popełnił; będzie wypełniał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył (Ez 33,11-16)

Nigdy nie bądź zbyt pewny siebie!
Ufaj Bogu, nie sobie!
Ufaj Jezusowi!

niedziela, 14 lipca 2019

Kim jest chrześcijanin?


Jedną z najważniejszych informacji na ten temat jest to, że to nie do nas należy ocena naszego chrześcijaństwa. Taką ocenę każdemu z nas wystawi Bóg. Wielu ludzi uważa się za chrześcijan, jednak kto z nich jest nim naprawdę? Jezus ostrzegł nas, żebyśmy nie ufali naszym uczuciom i emocjom, ponieważ pewnego dnia możemy przekonać się, że gdzieś popełniliśmy błąd i naszą wiarę zbudowaliśmy na niewłaściwym fundamencie. "W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie" (Mt 7,22-23). Czy fakt czynienia cudów nie jest wystarczającym dowodem wiary? Okazuje się, że nie.Jaki błąd mogli wobec tego popełnić ci, którzy kiedyś usłyszą te straszne słowa: "Idźcie precz ode mnie"? 

Jedną z możliwości jest to, że za bardzo zaufali swoim uczuciom. Spróbuję to pokazać na przykładzie związku mężczyzny i kobiety. Czasami zdarza się, że mężczyzna poznaje kobietę i zachwyca się nią. Pragnie z nią być, być tak blisko, jak to jest tylko możliwe. Myśli o tej kobiecie wywołują w nim bardzo silne emocje i uczucia, a jednym z jego pragnień jest fizyczne zbliżenie. Często nazywamy to miłością, jednak tak naprawdę jest to przede wszystkim pożądanie. Fizyczna, a jednocześnie bardzo intymna część tego związku, jest bardzo ważna dla tego mężczyzny. Czy ten mężczyzna rzeczywiście kocha tę kobietę? Ten świat tak bardzo wypaczył ideę Bożej miłości, że niewielu ludzi potrafi myśleć o miłości w oderwaniu od naszej seksualności. Faktem jest, że kontakty seksualne połączone są silnymi emocjami, tak silnymi, że potrafią one całkowicie wyłączyć tzw. zdrowy rozsądek. Towarzyszące tym emocjom uczucia swoistego uniesienia są jak narkotyk. 

Mężczyzna, który nosi w sobie takie uczucia, może sobie nawet zdawać sprawę z tego, że prawdziwa miłość wygląda "trochę" inaczej, jednak tak bardzo pragnie ponownie poczuć to niepowtarzalne uczucie, że jest gotów zrobić bardzo dużo, aby do tego doprowadzić. Nawet kosztem złamania tych zasad, w które kiedyś głęboko wierzył. I podobnie jest też z tymi, dla których chrześcijaństwo jest źródłem tego typu bardzo silnych doznać emocjonalnych. Ich życie duchowe składa się z krótkich okresów wielkiego uniesienia duchowego, po którym następuje czas zwykłego, szarego życia. Czekają oni do następnej okazji, aby przeżyć to, co według nich wynosi ich na bardzo wysoki poziom duchowy. I ich świadomość nie chce zaakceptować faktu, że prawdziwa miłość do Boga działa inaczej. Nie ma w niej wielkich wzlotów i upadków, ale jest systematyczny wzrost. Gdyby przedstawić to na wykresie, to prawdziwa miłość nie jest jak sinusoida, ale jak linia, która cały czas wznosi się do góry, i tylko czasami mogą się na niej pojawić niewielkie odchylenia, spadki, ale nie powodują one zmiany kierunku ze wznoszącego na opadający. 

Oparcie wiary na emocjach zawsze jest połączone z ignorowaniem pewnych prawd, o których mówi Biblia. Dlaczego? Ponieważ człowiek jest w stanie pod wpływem silnych emocji poświęcić prawie wszystko, aby zaspokoić swoją potrzebę przeżycia tych silnych uczuć. To dlatego Jezus powie do wielu, że "czynili bezprawie". 

Od samego początku Bóg zwracał uwagę ludzi na to, że niezbędnym składnikiem wiary jest miłość. Poprzez Mojżesza Stwórca powiedział jakie są Jego wymagania. "Teraz więc, Izraelu, czego żąda od ciebie Pan, twój Bóg! Tylko, abyś okazywał cześć Panu, swemu Bogu, abyś chodził tylko jego drogami, abyś go miłował i służył Panu, swemu Bogu, z całego serca i z całej duszy" (Pwt 10,12). Bóg łączy ze sobą prawo, rozumiane jako zbiór nakazów i zakazów, z miłością. Pokazuje, że prawdziwe przestrzeganie Bożego prawa nie może wynikać tylko i wyłącznie z jego akceptacji przez rozum. Niezbędnym składnikiem posłuszeństwa jest miłość. I ponownie posłużę się przykładem małżeństwa. Czy mąż, który skrupulatnie przestrzega wszystkich zasad z "Podręcznika dobrego męża", naprawdę kocha swoją żonę? Jeżeli jego decyzjami nie kieruje miłość do żony, jeżeli jego największym pragnieniem jako męża nie jest uczynienie swojej żony najbardziej szczęśliwą kobietą na świecie, jeżeli nie jest gotowy poświęcić dla niej wszystkiego, to czy jego uczucie do niej można nazwać miłością, a jego samego nazwać dobrym mężem?

Jednak co istotne, Bóg zawsze podkreśla, że miłość nie może być powodem nieprzestrzegania prawa. W chrześcijaństwie posłuszeństwo prawu nie jest opcjonalne, ale konieczne. "Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie" (J 14,15). I tutaj mamy drugą możliwość popełnienia błędu, którego skutkiem jest usłyszenie tych słów: "Idźcie precz ode mnie". Ta druga możliwość polega na skupieniu się na zewnętrznych przejawach przestrzegania prawa i przekonaniu, że zewnętrzne posłuszeństwo jest właściwą drogą życia. Tymczasem są to tylko skutki wiary, a nie wiara. Taki błąd popełnili Żydzi, a Ellen White tak to opisała w książce "Pragnienie wieków":
"Największe zwiedzenie ludzkiego umysłu w dniach Chrystusa polegało na przekonaniu, że na sprawiedliwość składa się samo uznanie prawdy. Dowiedzione zostało, że w całym ludzkim doświadczeniu teoretyczna znajomość prawdy nie wystarcza, aby zbawić duszę (...) To samo niebezpieczeństwo istnieje dzisiaj (...) Ludzie mogą wyznawać, że wierzą w prawdę, ale jeśli nie czyni ich ona szczerymi, uprzejmymi, cierpliwymi, wyrozumiałymi, myślącymi na sposób niebiański, jest przekleństwem dla tych, którzy ją wyznają, a poprzez ich wpływ staje się przekleństwem dla świata" (PW 244).

Jedynym rodzajem posłuszeństwa, które jest akceptowane przez Boga, jest posłuszeństwo wynikające z miłości. Tak jak małżeństwo, powinno być oparte na wzajemnej miłości, poszanowaniu i respekcie, na miłości, która jest "cierpliwa, dobrotliwa, nie zazdrości, nie jest chełpliwa, nie nadyma się, nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego. Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy, wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi" (1 Kor 13,4-7). Tak miłość jest podstawą właściwego posłuszeństwa.

Prawdziwa Boża miłość zmienia człowieka tak, że staje się on nowym stworzeniem. Apostoł Paweł tłumaczy to w ten sposób: "Albowiem ja przez zakon umarłem zakonowi, abym żył Bogu. Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego" (Gal 3,19-20). To miłość Boża sprawia, że umiera stare, egoistyczne JA i rodzi się nowe, w którym nie ma już JA, nie ma egoizmu, jest miejsce tylko na Bożą miłość. Kiedy w człowieku mieszka Chrystus, jego życie jest wolne od grzechu: "Każdy, kto w nim [w Chrystusie] mieszka, nie grzeszy; każdy kto grzeszy nie widział go ani go nie poznał" (1 J 3,6). "Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe" (1 J 5,3).

Kim wobec tego jest chrześcijanin? To ktoś, kto przede wszystkim poznał Jezusa. Nie poznał mniejszej lub większej ilości faktów o Nim, ale poznał Go jak kogoś bardzo bliskiego, a efektem tego poznania jest miłość. "A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś" (J 17,3). "Żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego, kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna, nie ma żywota" (1 J 5,11-12). Ten kto ma Syna, żyje tak, jakby Syn żył będąc na jego miejscu. Jezus porównał takiego człowieka do dobrego drzewa: "Każde dobre drzewo wydaje dobre owoce (...) Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców" (Mt 7,17-18). Chrześcijanin to dobre drzewo różniące się od złego tym, że nie rodzi złych owoców. 

Jak to możliwe, że ten, kto był kiedyś złym drzewem może się stać drzewem dobrym? To właśnie było jednym z celów misji Jezusa, pokazać nam, upadłym ludziom ten sposób, o którym Bóg mówił od samego początku, ale my o nim zapomnieliśmy. Ellen White ujęła to tak: "Chrystus dociera do nas tam, gdzie jesteśmy. Przyjął naszą naturę i zwyciężył, abyśmy my mogli zwyciężyć przez przyjęcie Jego natury" (PW 246). Dokładne uzasadnienie tej wypowiedzi można znaleźć w Piśmie Świętym, gdzie Jezus w kazaniu na górze wyjaśnia, że prawo do niebiańskiego obywatelstwa mają ci, którzy mają Jego charakter.

Chrześcijaninem jest ten, kogo charakter jest dokładnym odbiciem charakteru naszego Zbawcy. Czy jestem chrześcijaninem?


sobota, 8 czerwca 2019

NIEZMIENNOŚĆ PRAWA BOŻEGO

Dzień mija za dniem, tydzień za tygodniem. Czas mija nieubłaganie, a mimo to, niewielu ludzi na tym świecie myśli o tym czasie, którego już nie ma, a także o tym, który będzie. Gdyby tak spojrzeć na cały świat i dominującą religię, to okazuje się, że najwięcej jest chrześcijan. Licząc oczywiście wszystkie te kościoły, które nazywają siebie chrześcijańskimi. Wiadomo, że chrześcijanin to taki człowiek, który podążą za Chrystusem, słucha każdego dnia Jego Słów i pragnie iść drogą, którą On wskazuje. Tak byli nazwani pierwsi uczniowie Chrystusa. Oni z Nim przebywali, słuchali Go, a nawet uwielbiali Go słuchać. Żyli każdym Słowem pochodzącym z Jego ust. Dzisiaj mamy również Jego Słowo napisane w Biblii, a jednak na całym świecie, chrześcijanin, a chrześcijanin to pojęcia, które nie są sobie równe.
Czy jednak temu można się dziwić? Nie! Dlaczego? A choćby dlatego, że Biblia od samego początku ukazuje obraz ludu Bożego, który bynajmniej nie trwa w Bogu. Co rusz się buntuje, co chwilę szemra, powątpiewa, czy odchodzi całkowicie od Boga.

Czy jednak od Boga można odejść? Bóg jest cudowny, bo nawet jeśli człowiek dokona takiego wyboru, to On cały czas jest z nami, bo pragnie byśmy wrócili, i czeka na ten powrót dopóki nasze życie trwa.
Biblia opisuje również, że tych, którzy trwali naprawdę przy Bogu, zawsze było drastycznie mało. Można wnioskować, że tych, którzy będą zbawieni, pomimo tych wszystkich milionów, setek milionów deklarujących się po stronie Boga, będzie naprawdę mało. Nie muszę pisać jaka nauka z tego wychodzi dla nas wszystkich.

Jednak chciałbym abyśmy spojrzeli dzisiaj na to, co naprawdę sprawia, że odchodzimy od Boga. Jakie największe oszustwo spowiło ten świat klamrą uciskającą nasze serce, próbującą zniszczyć je, abyśmy tylko nie poznali prawdy, nie uwierzyli, że Bóg jest wszechmocny.

Bóg stworzył świat , niebo, nas, wszystko co żyje. Biblia mówi o tym jakie był pierwotny plan stworzenia. A zatem ukazuje sens życia, który każdy może odnaleźć. Jednak tak niewielu poszukuje tego szczęścia w tym co rzeczywiście potrafi je dać.
Tak, największym oszustwem dla mnie w tym świecie jest to, że z Boga zrobiono Kogoś, kto nie wystarcza...
Tak, pomimo tego, że Bóg nie ma początku ani końca, że jest Wszechmocny, Wszechobecny i dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych, to Bogu z wieku na wiek, z tygodnia na tydzień, świat odbiera chwałę i moc. Czy naprawdę odbiera? Nie jest w stanie, ale w rzeczy samej, to ten świat czyniąc to, pozbawia sam siebie ratunku. Ale świat to świat, co jednak począć z tymi, którzy mówią że wierzą w Boga, podczas gdy tak naprawdę nie wierzą. Dlaczego tak twierdzę?

Biorę Słowo Boże jako prawdziwe, jako rzeczywiście jest. Bóg jeśli coś mówi, to mówi prawdę, a żeby każdy mógł ją poznać. Nie ma jakiegoś domysłu, jakiego niewyraźnie przedstawionej prawdy. Wszystko co objawił Bóg człowiekowi jest jasne. Jednak ludzie przez tysiąclecia wypaczyli tę prawdę swoimi naukami, dodatkami, które teraz nazywamy tradycją, obyczajami, czy po prostu naukami ludzkimi, którym daną niezaprzeczalność. Człowiek jednak, choćby nie wiem kto to był zawsze się pomyli, zawsze jest skłonny do błędu.
Toteż nie dziwi fakt, że tak wielu ludzi nie wierzy w Boga i to co mówi, choćby dlatego, że Go nie widzi. Nie widzimy Go, ale widzimy Jego rękę, która stworzyła tak wiele nieprawdopodobnych rzeczy, ale przede wszystkim, która stworzyła życia, które jest w nas. I choćby dlatego powinniśmy wierzyć, że On może wszystko.

No, ale ludzie którzy nie akceptują Boga wymyślają różne cuda. Mało tego, ci którym wydaje się, że są nie wiadomo jak pobożni zaprzeczają Bożemu Słowu. Toteż na całym świecie, choćby w kościele powszechnym głosi się, że Bóg nie stworzył świata i nieba w sześć dosłownych dni, że ten dzień trwał może z milion lat, a może więcej. I już na samym początku odbiera się Mu Wszechmoc. A zatem Bóg już dla nich nie jest wystarczający, a zatem aby zapełnić lukę, człowiek musi coś wymyślić i czyni to jak chce.

Toteż nie dziwmy się, że tak wielu ludzi, patrząc na Boga myśli sobie, że nie musi z Nim być, ani Go akceptować skoro, On wszystkiego nie może uczynić. Gdziekolwiek na świecie istnieją szkoły, rządy, różne instytucje, w których nie ma Boga, nie uważa się Go za stworzyciela nieba i ziemi, nas, życia. Dlatego też tworzy się ludzkie zasady, prawo, i swoją miłość, która nikogo nie zaspokaja.
Tworzy się również swój dekalog, w którym zamiast święcenia dnia siódmego tygodnia, święci się pierwszy dzień. Proszę, kimkolwiek jesteś, pomyśl o tym największym kłamstwie i zastanów się jak bardzo to kłamstwo zubożyło twoje życie. Jak bardzo zaślepiło twoje oczy, abyś nie mógł dojrzeć tego, jak bardzo kocha cię Bóg i jak bardzo pragnie cię uszczęśliwić, zbawić z tego świata. Pozdrawiam w tym cudownym Bożym dniu sabatu, w siódmym dniu tygodnia, który Bóg pobłogosławił i poświęcił.

Autor Jarek Kejna



niedziela, 19 maja 2019

Obmyci krwią Baranka

„W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli” (J 14,2-3). „Powiedz nam, kiedy to się stanie?” (Mt 24,3). „Usłyszycie o wojnach (…) powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu, i będzie głód, i mór, a miejscami trzęsienia ziemi (…) wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was dla imienia mego. I wówczas wielu się zgorszy i nawzajem wydawać się będą, i nawzajem nienawidzić. I powstanie wielu fałszywych proroków, i zwiodą wielu. A ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie (…) I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec” (Mt 24,6-14).

Zgodnie ze swoją obietnicą Pan Jezus wkrótce wróci na ziemię. Większość znaków, które mają poprzedzać to wydarzenie, wypełniła się lub wypełnia się na naszych oczach. W związku z tym chyba ważne jest, czy właściwie rozumiemy to, co wkrótce się wydarzy. Chyba ważne jest także to, czy właściwie rozumiemy warunki zbawienia. Jeżeli uświadomimy sobie, że szatan nie czeka z założonymi rękoma, ale stara się oszukać jak najwięcej ludzi, to tym ważniejsza staje się kwestia właściwej interpretacji Bożego Słowa. 

A jak to wyglądało przy pierwszym przyjściu Pana Jezusa? Czy wszystkie symbole i proroctwa dotyczące przyjścia Mesjasza były wtedy właściwie rozumiane? 

Odpowiedź jest chyba prosta, ponieważ pierwsze przyjście Pana Jezusa nie spełniło oczekiwań większości Żydów, oczekiwań związanych z przyjściem Mesjasza.   "Żydzi pragnęli przyjścia Mesjasza, ale nie posiadali właściwego pojęcia o Jego misji. Nie szukali wybawienia od grzechu, ale wyzwolenie od Rzymian" (PW 24,4). Uważali się za naród wybrany, co było prawdą, ale tylko niewielu z nich zrozumiało, dlaczego i w jakim celu zostali wybrani przez Boga. Święto Paschy miało przypominać im, że zostali uwolnieni z egipskiej niewoli, ale nie kojarzyli go z niczym więcej, jak tylko z dosłownym wyzwoleniem. Dzięki zwiedzeniom szatana nie zdawali sobie sprawy, że jest ono symbolem uwolnienia z niewoli grzechu. Nawet ci, którzy jako kapłani uważali się za największe autorytety w interpretacji słowa Bożego, nie rozumieli właściwie tego symbolu, ponieważ "interpretowali proroctwa zgodnie z własnymi egoistycznymi pragnieniami" (PW 25,2).

Nie tylko kapłani mieli ten problem, miał go także ten, który jako „Głos na pustyni” zapowiedział przyjście Mesjasza. „Jan nie w pełni rozumiał naturę królestwa Mesjasza. Pragnął dla Izraela wyzwolenia od jego zewnętrznych wrogów; nadejście Króla sprawiedliwości i utwierdzenie Izraela jako świętego narodu było wielkim celem jego nadziei” (PW 77.5). Uczniowie Jezusa także nie rozumieli Jego misji i mieli niewłaściwe oczekiwania.

Jaki był tego powód? Dlaczego tak trudno było ludziom zrozumieć powód pierwszego przyjścia Jezusa? Plan zbawienia znany był od początku istnienia świata. Już w Edenie Bóg wyjawił, że pewnego dnia ten, który będzie potomkiem kobiety, przyjdzie i zakończy historię grzechu. „I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę” (Rdz 3,15). „Kiedy Jezus się narodził, szatan wiedział, że przyszedł Ten, który ma boskie zlecenie, aby zakwestionować jego władzę. Zadrżał na anielską wieść poświadczającą autorytet nowonarodzonego Króla. Szatan dobrze znał pozycję, jaką Chrystus zajmował w niebie jako Umiłowany Ojca. To, że Syn Boży ma przyjść na ziemię jako człowiek, napełniło go zdumieniem i lękiem. Nie potrafił pojąć misterium tego wielkiego poświęcenia. Jego samolubna dusza nie była w stanie zrozumieć takiej miłości do upadłej rasy” (PW 87.1).

Egoistyczne pragnienia, samolubna dusza – to egoizm jest największą przeszkodą w zrozumieniu nie tylko planu zbawienia, ale całego Bożego Słowa. 

Czy możemy powiedzieć o sobie, że jesteśmy pozbawieni tej wady charakteru? Czy nasze życie jest wolne od egoistycznych pragnień? Czy egoizm został z nas całkowicie usunięty? Czy pozwoliliśmy Bogu, aby nas od niego uwolnił?
Na to pytanie każdy z nas musi sobie odpowiedzieć sam, jednak mam wrażenie, że wielu z nas zdaje sobie sprawę z niedoskonałości własnego charakteru. A jeżeli tak, to przekonanie o posiadaniu właściwego zrozumienia tego, co jest związane z powrotem Pana Jezusa, może być zbyt optymistyczne. Może nie wszystko rozumiemy właściwie, podobnie jak Żydzi dwa tysiące lat temu. Oni także byli przekonani, że wiedzą, czego należy oczekiwać. I okazało się, że ich oczekiwania nie spełniły się. Czy może być tak, że historia powtórzy się i my także zostaniemy zaskoczeni?
A jak dzisiaj rozumiemy powody pierwszego przyjścia Pana Jezusa? Dlaczego Pan Jezus dwa tysiące lat temu przyszedł na ziemię?

Wszyscy wiedzą, że zrobił to, aby nas zbawić, a właściwie dać nam szansę na zbawienie, ponieważ wszyscy wiemy, że nie wszyscy zostaną zbawieni. Mówi o tym Biblia. Jezus przyszedł, aby nas zbawić, jednak w jaki sposób? Czy to, co zrobił Jezus zmieniło nasz los, nie zmieniając nas, czy też może zmieniło nas, a dzięki temu zmienił się nasz los? Powtórzę to pytanie: Czy to, co zrobił Jezus zmieniło nasz los, nie zmieniając nas, czy też może zmieniło nas, a dzięki temu zmienił się nasz los?

Co na ten temat mówi Biblia? 

Jana 3,16 „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”
Mateusza 20,28 „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służył i oddał swoje życie na okup za wielu”
Rzymian 5,6 „Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych”
Galacjan 1,4 „[Jezus Chrystus] wydał samego siebie za grzechy nasze”
Rzymian 3,23-25 „Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę”

Co mówią te cytaty? Że Jezus przyszedł, abyśmy mieli żywot wieczny, aby oddać swoje życie na okup za nas, że umarł za bezbożnych wydając samego siebie za nasze grzechy, i wreszcie, że był ofiarą przebłagalną ustanowioną przez Boga. 
Czy to prawda? Jak najbardziej, jednak przyjrzyjmy się dokładniej tym wersom. 
Jana 3,16 – co to znaczy wierzyć w Jezusa?
Mateusz 20,28 – komu Jezus zapłacił okup?
Rzymian 5,6 – Jezus umarł za bezbożnych czy z powodu bezbożnych? 
Galacjan 1,4 – Jezus wydał samego siebie za nasze grzechy czy z powodu naszych grzechów?
Rzymian 3,23-25 – kogo ma przebłagać ofiara Jezusa i na czym polega skuteczność przelanej przez Niego krwi?

A teraz drugi zestaw cytatów:
Marka 2,17 „Jezus rzekł im: Nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzeszników”
Dzieje Apostolskie 3,26 „Bóg, wzbudziwszy Syna swego, posłał Go, aby wam błogosławił, odwracając każdego z was od złości waszych”
Dzieje Apostolskie 5,31 „Tego wywyższył Bóg prawicą swoją jako wodza i zbawiciela, aby dać Izraelowi możność upamiętania i odpuszczenia grzechów”
Rzymian 2,4 „Dobroć Boża do upamiętania prowadzi”

Jezus przyszedł, aby wezwać do upamiętania grzeszników, odwrócić nas od złości naszych, dać nam możliwość upamiętania i odpuszczenia grzechów. 

Powtórzę wcześniejsze pytanie: Czy to, co zrobił Jezus zmieniło nasz los, nie zmieniając nas, czy też może zmienia nas, a dzięki temu zmienia się nasz los?

W jaki sposób rozumiemy to, co dla nas zrobił Jezus? 
Wróćmy ponownie do ostatniego cytatu, Rzymian 2,4, ale w trochę szerszym kontekście, wraz z poprzednim i następnym wersem. 
Rzymian 2,3-5 „Czy mniemasz człowiecze, który osądzasz tych, co takie rzeczy czynią, a sam je czynisz, że ujdziesz sądu Bożego? Albo może lekceważysz bogactwo jego dobroci i cierpliwości, i pobłażliwości, nie zważając na to, że dobroć Boża do upamiętania cię prowadzi? Ty jednak przez zatwardziałość swoją i nieskruszone serce, gromadzisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga” 

Gdzie leży problem? Czy nie jest tak, że jednym z celów Jezusa było usunąć naszą zatwardziałość i skruszyć nasze serca?

Jezus chce zbawić każdego człowieka. Zapowiedział to już dawno temu. Wyprowadzenie Izraela z Egiptu jest wielkim symbolem uwolnienia ludzkości z niewoli grzechu. Jak rozumiemy ten symbol? Co reprezentują sobą najważniejsze elementy tego wielkiego obrazu?

Niewola w Egipcie to niewola grzechu. Kogo zatem reprezentuje faraon? Kim są Egipcjanie, a kim Żydzi? Co oznacza śmierć pierworodnych? Wreszcie jakie jest znaczenie krwi, jakiej użyli Żydzi do pomazania odrzwi swoich domów?
Chcę skupić się na tym ostatnim symbolu – na krwi.
2 Mojżeszowa 12,7.12-13 „I wezmą z jego [baranka] krwi, i pomażą oba odrzwia i nadproże w domach, gdzie go spożywają (..) Tej nocy przejdę przez ziemię egipską i zabiję wszystko pierworodne w ziemi egipskiej (…) a krew ta będzie dla was znakiem na domach, gdzie będziecie. Gdy ujrzę krew, ominę was i nie dotknie was zgubna plaga, gdy uderzę ziemię egipską”

Krew jest tu znakiem, swoistą polisą ubezpieczeniową, gwarantującą życie. Czy gdzieś w Starym Testamencie nie znajduje się opis podobnego znaku?
W Księdze Ezechiela znajduje się opis wizji, jaką otrzymał prorok Ezechiel. W tej wizji pokazano mu straszne odstępstwa w Izraelu oraz sąd, jaki zostanie wykonany na tych, którzy porzucili wiarę. 

Ezechiel 9,1-6 „Potem zawołał [Bóg] donośnym głosem (…) Przybliżcie się, wykonawcy sądu nad miastem, każdy z narzędziem zniszczenia w ręku. A oto sześciu mężów przyszło od górnej bramy (…) a każdy miał w swoim ręku narzędzie zniszczenia. A był wśród nich jeden mąż, odziany w lnianą szatę z przyborami do pisania u swojego boku (…) I rzekł Pan do niego: Przejdź przez środek miasta, przez środek Jeruzalemu, i uczyń znak na czole mężów, którzy wzdychają i jęczą nad wszystkimi obrzydliwościami popełnionymi w nim! A do innych rzekł tak (…) Przejdźcie za nim przez miasto i zabijajcie bez zmrużenia oka, i nie litujcie się! Wybijcie do nogi starców, młodzieńców i panny, dzieci i kobiety, lecz wszystkich, którzy mają na sobie znak, nie dotykajcie! A rozpocznijcie od mojej świątyni"

W obu sytuacjach chodzi o życie, ludzie zostają ocenieni, a na winnych zostaje wykonany wyrok. Każdy może otrzymać znak zabezpieczający przed śmiercią, jego brak skutkuje śmiercią. Ważne jest, na podstawie jakiego kryterium następuje ocena ludzi. W Księdze Wyjścia mowa jest tylko o tym, w jaki sposób ma być umieszczony ten znak, kryterium przedstawione jest w Księdze Ezechiela, znak otrzymają co, którzy „wzdychają i jęczą nad wszystkimi obrzydliwościami”. Inaczej mówiąc ci, którzy nie akceptują grzechu i czują do niego wstręt. Tak więc warunkiem otrzymania polisy ubezpieczeniowej jest zmiana wewnątrz człowieka, zmiana jego stosunku do grzechu. 

Jednak opis z Księgi Wyjścia także zawiera ważne informacje, wskazujące na głębokie znaczenie tego, co mieli zrobić Izraelici. Mieli oni pomazać krwią odrzwia swoich domów, ale mieli to zrobić w specjalny sposób. Otóż mieli nie tyle pomazać odrzwia, ale gałązkami hizopu zamoczonymi w krwi uderzać je. Bóg powiedział też, że ta krew ma być znakiem dla Żydów. O czym miała im przypominać krew na ich drzwiach? O tym, że swoje życie zawdzięczają przelanej krwi niewinnego baranka, o ty, że ta krew jest na ich rękach. Uderzanie gałązkami hizopu jest tu symbolem próby dotarcia do ich serc, próby rozbicia skorupy egoizmu. Jak czuje się człowiek, który ma ręce splamione krwią, nawet jeżeli tej krwi nie widać? Czy morderca pozostawia na sobie takie ślady zbrodni? Raczej stara się je ukryć, jednak Izrael miał swoim czynem obwieścić tym, którzy to widzieli, że są winni przelania krwi Baranka. Jest to równoznaczne ze skruchą, z wyrażeniem żalu z grzechy i to jest duchowe znaczenie tego symbolu. Ten czyn miał poruszać sumienia Izraelitów za każdym razem, kiedy przypominali sobie historię swojego uwolnienia z Egiptu. Ten symbol powinien też poruszać nasze sumienia dzisiaj.

Czy tak rzeczywiście jest? Czy świadomość tego, że z powodu naszych grzechów musiała zostać przelana krew Syna Bożego porusza nasze sumienia i powoduje naszą niechęć do każdego grzechu? A może bardziej popularne jest inne zrozumienie, mówiące, że Jezus uwolnił nas od konsekwencji naszych grzechów, ponieważ wziął te konsekwencje na siebie? 

Powtórzę wcześniejsze pytanie: Czy to, co zrobił Jezus zmieniło nasz los, nie zmieniając nas, czy też może zmieniło nas, a dzięki temu zmienił się nasz los? Kto może zostać zbawiony, czy ten, który nadal chce grzeszyć, chociaż jego grzechy zostały mu wybaczone, czy też może ten, który nie tylko stracił chęć do grzeszenia, ale nabrał wstrętu do wszystkiego, co jest związane z grzechem? Co jest ważniejsze, to czy grzeszymy czy to czy chcemy grzeszyć?
Czy celem Jezusa było wybaczenie nam grzechów czy też raczej zmiana naszego myślenia o grzechu?

Jakie znaczenie może mieć anulowanie mandatów jakiegoś kierowcy, mandatów za przekroczenie prędkości, jeżeli on nadal chce szybko jeździć i nie czuje potrzeby zmniejszenia prędkości tam, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości. Jakie znaczenie ma darowanie grzechów człowiekowi, jeżeli on nadal chce grzeszyć? Czy dla takiego człowieka jest miejsce w Królestwie Niebios, w królestwie które będzie całkowicie wolne od grzechu?

Jaki jest prawdziwy powód naszych grzechów? Dlaczego grzeszymy? Jedynym logicznym wyjaśnieniem naszych grzechów jest … nasza miłość do grzechu. Każdy kto kocha Boga, a mimo to grzeszy, robi to, ponieważ jego miłość do grzechu jest większa niż miłość do Boga. Ta prawda może być dla nas bardzo bolesna i nieprzyjemna, jednak każdy, kto spokojnie się nad tym zastanowi, powinien dojść do wniosku, że rzeczywiście tak jest. Nikt dobrowolnie nie robi tego, co jest dla niego wstrętne i obrzydliwe. Być może niektórzy znają pewną specyficzną polską zupę o nazwie czernina. Jeżeli ktoś jej nie zna, to powiem tylko tyle, że ważnym jej składnikiem jest krew, na przykład kaczki. Czy ktoś z was chciałby jej spróbować? Co czujecie, kiedy słyszycie o możliwości spróbowania takiej zupy? Czy musicie powstrzymywać się z całej siły przed zjedzeniem jej? Jestem pewny, że gdyby to było jedno z dań podczas naszego wspólnego posiłku, to nikt by nawet jej nie spróbował. Dlaczego? Bo sama myśl o takiej zupie wywołuje bardzo negatywne uczucia. 

Czy Jezus przyszedł na ziemię, aby zmienić nasz los? Tak.
Czy zrobił to usuwając skutki, konsekwencje grzechu czy też raczej przyczyny grzechu? 

Ellen White napisała o Jezusie, że „czuł się odpowiedzialny za zbawienie ludzkości. Wiedział, że wszystko będzie stracone, jeśli nie nastąpi zmiana zasad postępowania i celów pokoleń ludzkich” (SWL 12.1).

Co musi ulec zmianie, warunki zewnętrzne czy wewnętrzne? 
Wewnętrzne, czyli charakter i serce.

W jaki sposób można doprowadzić do takiej zmiany? Jest ona możliwa tylko dzięki tej mocy, jaką ma w sobie Boża miłość. Jedynym skutecznym sposobem jest usunięcie z naszych serc egoizmu. Ta zmiana nastąpi wtedy, gdy nasza miłość do Boga będzie większa niż przywiązanie i miłość do grzechu, bo tylko wtedy miłość do Boga usunie z nas miłość do tego, co jest wstrętne dla Boga, czyli do grzechu. Tylko wtedy zostaniemy zaliczeni do tych, którzy „wyprali swoje szaty i wybielili je we krwi Baranka” (Ap 7,14).

Warunkiem koniecznym właściwego przygotowania się na powrót Pana jest ukształtowanie właściwego charakteru, poprzez usunięcie z niego wszystkich śladów egoizmu. Tylko wtedy będziemy dobrze przygotowani i będziemy właściwie rozumieć Boże Słowo. Oby nikt z nas nie popełnił takich samych błędów, jakie wielu Żydów popełniło dwa tysiące lat temu.
______________________________
PW – Ellen White „Pragnienie wieków”
SWL – Ellen White „Śladami Wielkiego Lekarza”

czwartek, 2 maja 2019

Czy znam Boga?

Pierwsze przyjście Pana Jezusa nie zaspokoiło oczekiwań większości Żydów, oczekiwań związanych z przyjściem Mesjasza. "Żydzi pragnęli przyjścia Mesjasza, ale nie posiadali właściwego pojęcia o Jego misji. Nie szukali wybawienia od grzechu, ale wyzwolenia od Rzymian” (PW 24.4). Uważali się za Naród Wybrany, co było prawdą, jednak niewielu z nich rozumiało, dlaczego i w jakim celu wybrał ich Bóg. Kiedy obchodzili święto Paschy, będące pamiątką wyzwolenia z niewoli w Egipcie, nie kojarzyli tego, co Bóg zrobił dla nich z niczym innym, jak tylko z dosłownym uwolnieniem z niewoli. Dzięki zwiedzeniom szatana nie zdawali sobie sprawy z tego, że uwolnienie z Egiptu jest symbolem większego wyzwolenia, uwolnienia z niewoli grzechu. Nawet ci, którzy będąc kapłanami uważali się za największe autorytety w interpretowaniu Bożego Słowa, nie rozumieli właściwie tego symbolu, ponieważ „interpretowali proroctwa zgodnie z własnymi egoistycznymi pragnieniami” (PW 25.2).

A w jaki sposób my odczytujemy historię wyprowadzenia Izraela z Egiptu? Czy możemy o sobie powiedzieć, że nasze zrozumienie tej historii jest pozbawione błędów?

Wyprowadzenie Izraela z Egiptu nie było dla Boga dużym problemem, jednak o wiele trudniejsze było wyprowadzenie Egiptu z Izraela. Żydzi byli zadowoleni z tego, że nie musieli być niewolnikami Egipcjan, jednak nie chcieli zrozumieć, że zachowując swoje przywiązanie do pewnych przyzwyczajeń z czasów niewoli, tak naprawdę nadal są niewolnikami. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że wszystkie te „przyjemności” były niczym innym jak oszustwami szatana, który na różne sposoby chciał ich przekonać, że życie w Egipcie nie było takie złe i pomimo pewnych niedogodności dawało większą pewność dobrego życia niż to, co oferował im Bóg.

Dzisiaj my jesteśmy w takiej samej sytuacji jak Izrael w czasach Mojżesza. Jesteśmy niewolnikami, ale nie dosłownie, jak Izrael w Egipcie, tylko niewolnikami grzechu. Ten rodzaj niewoli ujawnia się tylko wtedy, gdy musimy dokonywać wyboru między dobrem i złem, między tym, co mówi Bóg a tym, do czego namawia nas szatan. To nasze decyzje ujawniają czy nadal jesteśmy w niewoli grzechu, czy też zostaliśmy z niej uwolnieni. Jednym z objawów niewoli jest to, że często bronimy naszego prawa do grzeszenia. Jak często chrześcijanie powtarzają, że człowiek nie może przestać grzeszyć? Z jednej strony wiemy, że grzech jest czymś złym, jednak z drugiej strony staramy się usprawiedliwić to, że grzeszymy. Czy nie jest dziwne, że zamiast żałować tego, że grzeszymy, powtarzamy nieświadomie to, o co szatan oskarża Boga, że niemożliwe jest przestrzeganie Bożego Prawa? Jak trudno nam jest pozbyć się Egiptu z naszych serc. Z jednej strony chcemy być zbawieni i cieszyć się wiecznym życiem w obecności Boga, jednak z drugiej strony tak trudno nam zrozumieć, że nie jest to możliwe, jeżeli podejmując decyzje nie kieruje nami miłość do Boga, tylko chęć zaspokojenia naszych pożądliwości. Jak często zdarza się nam podjąć decyzję będącą w sprzeczności do Bożego Słowa i uzasadniać ją brakiem możliwości wyboru? Czy ten brak możliwości świadczy rzeczywiście o tym, że nie mieliśmy wyboru, czy też raczej o tym, że nie zaufaliśmy Bogu? Czy nie jest to dowód braku wiary?

„Cały zbór synów izraelskich szemrał na pustyni przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi. I rzekli do nich synowie izraelscy: Obyśmy byli pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdyśmy siadali przy garnku mięsa i mogli się najeść chleba do syta! Bo wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby całe to zgromadzenie zamorzyć głodem” (2 Mojżeszowa, 16.3). Czy nie idziemy ich śladem, kiedy mówimy, że niemożliwe jest, aby żyć zgodnie ze wskazówkami Boga, ponieważ w ten sposób zginiemy, stracimy coś, co jest niezbędne do naszego życia? Jeżeli tak jest, to co według nas jest niezbędne do życia? Jezus powiedział: „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” (Jana 17,3). Jedynie poznanie Boga prowadzi do życia wiecznego. Jezus powiedział też do Żydów, którzy uwierzyli w niego: „Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (Jana 8,31-32). Poznanie Boga, poznanie Prawdy i trwanie w niej prowadzi do prawdziwej wolności, wolności od grzechu. Jak wielu chrześcijan uważa, że zna Boga, jednak grzech nadal jest obecny w ich życiu. Czy świadczy to o tym, że Jezus nie miał racji, kiedy powiedział, że Prawda nas wyswobodzi od grzechu? A może wyjaśnienie tego pozornego paradoksu jest inne, może po prostu ci, którzy grzeszą, nie poznali jeszcze Prawdy? Może ci, którzy uważają, że znają Boga, tak naprawdę jeszcze Go nie poznali? „Znać Boga to kochać Go” (PW 17.1). Znajomość Boga nie polega na posiadaniu informacji o Bogu, ale na bliskiej relacji z Nim, tak bliskiej jak relacja męża i żony, dlatego w Biblii małżeństwo jest symbolem naszych relacji z Bogiem. Tak rozumiana znajomość Boga jest niezbędnym warunkiem zrozumienia planu zbawienia, zrozumienia znaczenia misji jaką Pan Jezus wykonał podczas swojego pierwszego przyjścia na ziemię. Dlaczego? Ponieważ miłość do Boga usuwa z nas egoizm, najważniejszą cechę szatana. Egoizm uniemożliwia zrozumienie tego, co Pan Jezus zrobił przebywając na ziemi, uniemożliwia zrozumienie znaczenia śmierci Jezus na krzyżu. „To, że Syn Boży ma przyjść na tę ziemię, napełniło go [szatana] zdumieniem i lękiem. Nie potrafił pojąć misterium tego wielkiego poświęcenia. Jego samolubna dusza nie była w stanie zrozumieć takiej miłości do upadłej rasy” (PW 87.1). Ktoś kto nie kocha i kieruje się w swoim życiu egoizmem, nie może zrozumieć powodów działania tego, kto kieruje się miłością. To dlatego szatan nie mógł zrozumieć tajemnicy planu zbawienia, to dlatego Żydzi nie zaakceptowali Jezusa jako Mesjasza i Boga. Jezus nie był nawet rozumiany w swoim rodzinnym domu. „Bracia nie rozumieli Jezusa, ponieważ nie był taki, jak oni. Jego standardy nie były ich standardami. Patrząc na ludzi odwrócili się od Boga i w ich życiu zabrakło Jego mocy. Formy religijne, których przestrzegali, nie mogły przekształcić charakteru” (PW 68.1).

Żydzi zwracali szczególną uwagę na zewnętrzne objawy religijności, na przestrzeganie Bożych przykazań, ale swoje posłuszeństwo Bogu ograniczali tylko do czynności, do tego co jest widoczne. A przecież Bóg poprzez Mojżesza powiedział do Izraela: „Teraz więc Izraelu, czego żąda od ciebie Pan, twój Bóg! Tylko, abyś okazywał cześć Panu, swemu Bogu, abyś chodził tylko jego drogami, abyś go miłował i służył Panu, swemu Bogu, z całego serca i z całej duszy, abyś przestrzegał przykazań Pana i jego ustaw” (5 Mojżeszowa 10,12-13). Jak widać Mojżesz mówi najpierw o miłości do Boga, miłości wypływającej z serca, a dopiero potem o przestrzeganiu przykazań. Zmiana, która jest niezbędna do tego, aby człowiek mógł być zbawiony, najpierw musi nastąpić w sercu. Jezus „wiedział, że jeśli nie nastąpi zdecydowana zmiana zasad i celów życia ludzkości, wszyscy będą zgubieni”. Ta prawda jest wciąż aktualna, Boże zasady nie zmieniają się. Wszystkie Boże działania w ramach planu zbawienia mają na celu wzbudzenie w nas chęci zmiany naszych zasad i celów, naszych charakterów. Nie wystarczy wiedzieć w jaki sposób powinniśmy żyć, trzeba jeszcze pragnąć takiego życia. A takie pragnienie może pojawić się tylko wtedy, gdy dotychczasowa miłość do tego świata zostanie zastąpiona miłością do Boga. Ten kto naprawdę kocha, jest gotów poświęcić wszystko dla swojej miłości. Prawdziwa miłość usuwa z życia egoizm i wszelkie myślenie o sobie. Całe życie jest podporządkowane miłości. Życie prawdziwego chrześcijanina jest w całości podporządkowane Bogu, ponieważ taka jest potrzeba jego serca. Prawdziwy chrześcijanin nie traktuje posłuszeństwa Bogu jako trudnego i uciążliwego obowiązku. Jezus powiedział: „Jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie” (Mateusza 11,30), a apostoł Jan wyjaśnił, że „Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe” (1 Jana 5,3). Czy rzeczywiście tak to dzisiaj widzimy? Czy życie w posłuszeństwie Bożym przykazaniom sprawia nam radość i przyjemność? A co, jeżeli tak nie jest, jeśli uważamy, że jest to trudne, a czasami wręcz niemożliwe? Czy oznacza to, że Jezus powiedział nieprawdę, mówiąc o miłym jarzmie i lekkim brzemieniu? Jeśli jednak Jezus mówi prawdę, to dlaczego tak trudnym jest dla nas zachowywanie Jego przykazań? Odpowiedź jest chyba prosta, wystarczy uważnie przeczytać to, co napisał Jan: „Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe”. Powodem takiego stanu rzeczy jest po prostu brak miłości ku Bogu, a ten brak wynika z braku poznania Boga.

Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na jedno pytanie: Czy naprawdę znam Boga? Czy to co czuję do Boga sprawia, że jestem gotowy poświęcić dla Niego absolutnie wszystko, dokładnie tak samo jak On był gotów oddać dla nas wszystko, włącznie z własnym życiem? Czy jest w moim życiu coś, co powstrzymuje mnie od całkowitego poddania się Bogu? A co, jeżeli tak jest, jeżeli nie czuję w sobie takiej miłości do Boga, jaką Bóg umiłował mnie?

Może powodem takiego stanu jest to, że podobnie jak Żydzi w czasach Jezusa, oczekujemy na uwolnienie, ale nie od grzechu, a od niedogodności tego życia. Chętnie pozbylibyśmy się z naszego życia chorób, niedostatku, śmierci, nieszczęść i tego wszystkiego, co odbiera nam radość życia, ale nie odczuwamy potrzeby zmiany naszych serc i charakterów. Zmiana, o której marzyli Żydzi, nie polegała na zmianie systemu, ale na zamianie miejsc. Żydzi chcieli znaleźć się na tym miejscu, w którym byli Rzymianie. Czy my często nie myślimy podobnie? Czy Królestwo Niebios nie jest w naszym wyobrażeniach podobne do tego, w jakim dzisiaj żyjemy, jest tylko pozbawione pewnych wad? O co często prosimy Boga w naszych modlitwach? O zdrowie, o dobrą pracę, o pomoc w zdaniu egzaminów, o opiekę w trakcie podróży, o pomoc w znalezieniu nowego domu czy samochodu. Prosimy też o pomoc w rozwiązaniu problemów, jakie nas spotykają, czy w domu, czy w pracy. A jak często prosimy Boga o objawienie nam jego woli, jak często prosimy go o to, aby wyjaśnił nam czego od nas oczekuje? Jak często, podobnie do Jezusa, mówimy do Boga w modlitwie: „Wszakże nie jak ja chcę, ale jako Ty, niech się stanie wola Twoja”. Wielu z nas stara się zachować równowagę między różnymi dziedzinami życia. Dzielimy nasz czas na dom, pracę i inne obowiązki codziennego życia, staramy się też znaleźć trochę czasu na życie duchowe, na kontakt z Bogiem. A co sugeruje nam apostoł Paweł? „Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą” (1 Koryntian 10,31). Jezus nie dzielił w ten sposób swojego czasu, jego jedynym pragnieniem było wykonywanie woli Ojca. Czy jako naśladowcy Jezusa nie powinniśmy żyć w taki sam sposób?

Czy jest możliwe, aby człowiek mógł dzisiaj żyć takim życiem, jakim żył Jezus? „Chrystus nie miał używać boskiej mocy dla swej własnej korzyści. Przyszedł znieść próby, jakie my musimy znosić, przynosząc nam przykład wiary i poddania” (PW 91.1). „Jako Syn Człowieczy dał nam przykład posłuszeństwa, jako Syn Boży daje nam moc do posłuszeństwa” (PW 18.4). Apostoł Paweł doświadczył takiej zmiany, która sprawiła, że zaczął żyć jak Jezus: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Galacjan 2,20). Taka możliwość istnieje też dzisiaj, także my możemy doznać takiej zmiany jaką przeszedł Paweł. Nie powinniśmy się zastanawiać się nad tym, czy jest to możliwe, ale czy tego chcemy. To jest jedno z kluczowych pytań dla każdego chrześcijanina: Czy moim pragnieniem jest zmienić się na obraz Pana Jezusa i żyć Jego życiem?
____________________________
PW – E.White „Pragnienie wieków”