wtorek, 8 października 2019

Upaść na kamień

Mateusza 21,44 „I kto by upadł na ten kamień, roztrzaska się, a na kogo by on upadł, zmiażdży go”

Kiedyś paliłem papierosy. Robiłem to pomimo tego, że wiedziałem o szkodliwości palenia. Dlaczego wobec tego nie rzuciłem tego nałogu? Dlaczego wiedząc o tym, że palenie zabija, nadal paliłem? Moje przywiązanie do tego nałogu objawiało się w pewnym specyficznym sposobie myślenia. Wiedza o szkodliwości palenia była przeze mnie wypychana z mojej świadomości. Znałem pewne fakty o skutkach palenia, jednak starałem się o nich nie myśleć. Palenie sprawiało mi przyjemność, chociaż odczuwałem też negatywne skutki palenia. Ze względu na te „przyjemne” aspekty palenia nie chciałem skończyć z tym nałogiem. Aby utwierdzić samego siebie w tym, że nie muszę rzucać palenia, starałem się nie kojarzyć tych „nieprzyjemnych” skutków, które odczuwałem, z samym nałogiem. Chętnie posługiwałem się przy tym argumentem, że przecież tak wielu ludzi pali, a mimo to nie wszyscy z nich chorują, są przecież tacy, którzy żyli bardzo długo pomimo tego, że palili.

Ten sposób myślenia polegający na ignorowaniu faktów i usuwaniu z umysłu tego, co wywołuje pewnego rodzaju dyskomfort psychiczny, jest uniwersalny i związany jest z każdym nałogiem. Ma miejsce zawsze, gdy dochodzi do konfliktu między logiką i emocjami. Kiedy rozum mówi nam jedno, a nasze pragnienia, a raczej pożądliwości mówią drugie, w celu powstrzymania się od zmiany zaczynamy myśleć właśnie w taki sposób. W taki właśnie sposób myślimy o naszych grzechach. Wiedząc o tym, że upadamy, staramy się ignorować sam fakt, że grzeszymy. Po prostu nie myślimy o grzechu jako o grzechu, ale jak o czymś naturalnym. A kiedy nie jesteśmy już w stanie ignorować tego, że robimy coś źle, kiedy nie potrafimy nie myśleć o naszych grzechach, staramy się je w jakiś sposób uzasadnić, usprawiedliwić się, udowodnić sami sobie, że jesteśmy „skazani” na grzeszenie. Wszystko to robimy tylko dlatego, że jesteśmy przywiązani do grzeszenia i grzech sprawia nam przyjemność. Ze względu na tę przyjemność jesteśmy w stanie ignorować negatywne skutki grzechu. Nasza pożądliwość zmieniła nasz sposób myślenia w taki sposób, że jesteśmy w stanie podejmować nielogiczne decyzje. Jesteśmy w stanie jednocześnie pragnąć tego co złe i tego co dobre, chcemy robić to, co nas zabija, ale chcemy też żyć. 

Czy można pogodzić ze sobą chęć życia i pragnienie picia trucizny, i to takiej, która zabija bardzo szybko? Logiczna odpowiedź na to pytanie jest taka, że jest to niemożliwe. Albo rezygnujemy z życia, albo z czegoś, co nas zabija. Każda próba pogodzenia ze sobą tych dwóch sprzeczności kończy się zaburzeniem procesu myślenia, kończy się czymś, co można nazwać utratą zdrowego rozsądku. Ktoś, kto koniecznie chce zachować złe przyzwyczajenia, zmusza sam siebie do wyłączenia go, ponieważ zdrowy rozsądek jest jak system alarmowy, ostrzegający nas przed niebezpieczeństwem. To tak, jakby ktoś lubił smażyć coś na patelni w taki sposób, że uruchamia się przy tym czujnik dymu, więc aby spokojne móc kontynuować smażenie, wyłącza ten czujnik. Uzyskuje w ten sposób wrażenie, że wszystko jest w porządku. Ale czy rzeczywiście jest?

Czym jest grzech? Są różne definicje grzechu, sama Biblia podaje ich kilka, a jedna z nich mówi, że jest to nieposłuszeństwo Bogu. Każdy objaw nieposłuszeństwa jest grzechem. Nieposłuszeństwo polega na świadomym podjęciu decyzji, która jest sprzeczna z wolą Boga. Aby móc podejmować takie decyzje a jednocześnie uważać samego siebie za człowieka wierzącego, który jest wierny Bogu, musi ulec zaburzeniu proces myślenia, zaburzeniu musi ulec logika, którą się posługujemy. Jesteśmy grzesznikami, mamy od urodzenia grzeszną naturę. Została nam ona przekazana i nie mamy wpływu na to, że ją mamy. Naturalną tendencją człowieka z grzeszną naturą jest chęć do wyłączenia „czujnika grzechu” zamiast usunięcia samego grzechu. Tacy po prostu jesteśmy. Grzech popełniony przez Adama i Ewę zmienił naszą pierwotną naturę i my sami z siebie nie jesteśmy w stanie tego zmienić. Możemy jednak zrobić coś innego, możemy uświadomić sobie ten stan rzeczy. Możemy zrozumieć prawdę o nas samych, co z całą pewnością nie jest przyjemne. Grzeszna natura ma to do siebie, że nie lubi źle o sobie myśleć. „JA” jest ostatnią osobą, u której dostrzegamy coś złego. Sama myśl o tym, że można być złym człowiekiem wywołuje nieprzyjemne uczucia i bardzo chętnie odrzucamy ją. To „ONI” są źli, „JA” taki nie jestem. Może nie jestem doskonały, ale na pewno nie jestem złym człowiekiem. Taką myśl jesteśmy w stanie zaakceptować. Myśl, że zdarza mi się od czasu do czasu zrobić coś niewłaściwego, ale po pierwsze najczęściej robię to nieświadomie, a po drugie nie są to „przestępstwa”, tylko „wykroczenia”, nie mają one dużego znaczenia. 

Wielu chrześcijan odczuwa zmianę, jaka nastąpiła w ich życiu po tym, jak się nawrócili. Pamiętają jak wcześniej wyglądało ich życie i kiedy porównują przeszłość z teraźniejszością, są w stanie stwierdzić, że nastąpiła duża zmiana. Widzą, że w ich życiu przestały pojawiać się pewne „złe owoce”. I wielu chrześcijan zadowala się tą zmianą uważając, że była ona wystarczająca, że już narodzili się na nowo i są już nowymi ludźmi, którzy zostaną zbawieni. Czy mają rację?

Jezus o tej zmianie powiedział, kiedy tłumaczył Żydom konsekwencje odrzucenia Go jako Mesjasza i Syna Bożego. Powiedział o sobie, że jest kamieniem węgielnym odrzuconym przez budowniczych (Mt 21,42), a konsekwencją tego odrzucenia będzie to, że Królestwo Boże zostanie im odebrane. Kontynuując powiedział coś, co wyjaśnia jakie mamy dwie możliwości, jeżeli chodzi o nasz stosunek do Niego, jako „kamienia węgielnego”. Jezus powiedział:

I kto by upadł na ten kamień, roztrzaska się, a na kogo by on upadł, zmiażdży go” (Mt 21,44)

Jedyna skuteczna zmiana naszych charakterów polega na całkowitym zniszczeniu (roztrzaskaniu) tego, co było do tej pory i powstaniu czegoś całkowicie nowego. Jeżeli ktokolwiek łudzi się, że jest w nim coś co może zachować, ten oszukuje sam siebie. Komu podoba się taka myśl? Z całą pewnością nie jest ona przyjemna i miła, ale taka jest prawda. 

„Nie ma ani jednego sprawiedliwego (…) wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego” (Rz 3,10-12). 

Dalszy ciąg listu tego rozdziału listu do Rzymian jest jeszcze mniej przyjemny. A co o tym mówił prorok Izajasz?

Wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona, wszyscy więdniemy jak liść, a nasze przewinienia porywają nas jak wiatr (Iz 64,6)

Jedyne wyjście to zostać całkowicie roztrzaskanym, upadając na tę skałę, którą jest Jezus Chrystus. Co to znaczy? Przede wszystkim musimy sobie uświadomić to, że sami z siebie nie mamy niczego dobrego. Nasza natura jest tak „splugawiona”, że nie nadaje się do renowacji, potrzebujemy nowej natury, tej, którą nam oferuje Jezus. Odrzucenie starej nie jest możliwe tak długo, jak staramy się zachować cokolwiek z tego, co lubiliśmy w starym życiu. Jeżeli tego nie zrobimy, jeżeli będziemy starali się usprawiedliwiać nasze grzechy, to zostaniemy „zmiażdżeni”. 

Bóg nie objawia nam prawdy o nas po to, abyśmy żyli w poczuciu winy. On nie obwinia nas za to, że mamy grzeszną naturę, nie mówi, że z powodu tej natury nie możemy być zbawieni. Bóg mówi nam, że nie możemy być zbawieni jeżeli nie chcemy jej zmienić, jeżeli nie chcemy się dać całkowicie roztrzaskać. Całkowite roztrzaskanie to świadomość WSZYSTKICH posiadanych wad i gorące pragnienie usunięcia ich. To odrzucenie WSZYSTKICH wymówek, którymi staramy się wytłumaczyć nasze upadki. To przyjęcie i zaakceptowanie faktu, że kiedy grzeszymy, to jesteśmy posłuszni szatanowi, a nie Bogu. Bóg kocha nas pomimo tego, jacy jesteśmy, a ponieważ nas kocha, nie chce nas zostawiać tam gdzie jesteśmy. On pragnie, abyśmy „upadli na kamień” i roztrzaskali się nie po to, aby sprawić nam ból, ale po to, aby obudzić w nas tęsknotę do zmiany, gorące pragnienie innego życia, prawdziwej wolności, w której nie czujemy się zmuszani do robienia czegoś, czego nie chcemy.

Wielu chrześcijan myśląc o posłuszeństwie i przestrzeganiu Bożego prawa uważa, że jest to bardzo trudne i nie znajdują w tym żadnej przyjemności. Jednak Jezus powiedział:

Jarzmo moje jest miłe, a brzemię lekkie (Mt 11,30)

Dlaczego pomimo tego, że wiemy o tym co powiedział Jezus, nie czujemy tego? Dlaczego tak trudno jest nam zachować posłuszeństwo przez cały czas? Przestrzeganie prawie wszystkich przykazań jest tak naprawdę nieprzestrzeganiem, a prawie całkowite posłuszeństwo jest tak naprawdę nieposłuszeństwem. Skoro jest to dla nas takie trudne, to wyjaśnienie jest dosyć proste. Nie chodzimy w „jarzmie Jezusa”, a obciążające nas brzemię nie jest Jego brzemieniem. Tym jarzmem i brzemieniem nie są wymagania Bożego prawa, ale wymagania naszej upadłej natury, są to nasze pożądliwości i nasze przywiązanie do tych złych rzeczy, które lubimy robić. Tylko że nie chcemy się sami przed sobą do tego przyznać. 

Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie (J 14,15)

Jezus nie dodał do tej wypowiedzi żadnych dodatkowych warunków. Stwierdził, że nieuchronną konsekwencją pokochania Boga jest życie w posłuszeństwie Bogu, co jest równoznaczne z nieposłuszeństwem szatanowi. Może powodem tego, że nasze jarzmo nie jest miłe, a brzemię lekkie jest to, że jeszcze nie pokochaliśmy Boga? Być może mówimy o tej miłości, prawdopodobnie też wierzymy w to, że Go kochamy, ale Jezus powiedział, że:

Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców (Mt 7,18)

Tu także nie ma dodatkowych warunków, Jezus nie powiedział, że dobre drzewo przeważnie nie rodzi złych owoców. Przedstawił jasny i wyraźny podział, między dobrymi i złymi drzewami. Zły owoc świadczy o tym, że drzewo jest złe. A jeśli drzewo jest złe, a nam wydaje się, że mimo to widać na nim jakiś dobry owoc, to oszukujemy sami siebie. Jest to niemożliwe.

Każdy z nas musi sobie zdać sprawę z tego, że jesteśmy złymi drzewami potrzebujemy pomocy. O tym właśnie mówi nam ewangelia. Jest to dobra nowina dla tych, którzy zdają sobie sprawę ze swojego beznadziejnego stanu, ponieważ Bóg mówi do nich, że On, i tylko On może i chce to zmienić. Tylko czy my chcemy to zaakceptować? Czy chcemy przyznać się do tego, jacy jesteśmy? Czy chcemy zaakceptować te prawdy o nas, które objawia nam Bóg?

Prawda jest taka, że tylko niewielu tego chce. Większość z nas deklaruje swoją wiarę i posłuszeństwo, niektórzy nawet całkowite posłuszeństwo, jednak kiedy Bóg objawia nam pewne przykre i bolesne prawdy, odwracamy się od nich. Nie chcemy widzieć naszych niektórych wad, nie chcemy upaść na skałę jaką jest Jezus i roztrzaskać naszego ego. Jak często lekceważymy to, co wskazuje nam, że jesteśmy jak drzewa, na których rosną złe owoce? Jak często ignorujemy lub usprawiedliwiamy objawy naszego gniewu, wrogości, nienawiści, zazdrości, dumy czy pychy? O wiele łatwiej jest powiedzieć, że nikt nie jest doskonały oprócz Boga, co zresztą jest prawdą, niż przyznać się do tego, że nie odczuwamy potrzeby zmiany pewnych cech naszego charakteru.

Bóg nie wymaga też od nas, abyśmy zrobili to sami, doskonale wie, że jest to niemożliwe i że tylko On może nas zmienić. Jednak nie zrobi tego wbrew naszej woli. Pokazuje nam, jacy jesteśmy, objawia nam prawdę o nas samych, ale nie po to, aby nas pognębić, ale dać nam nadzieję. 

Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają (Mt 9,12)

Bóg nie może nas wyleczyć tak długo, jak nie poczujemy się chorzy. Nie chodzi tu na przykład o coś, co można porównać do bólu zęba, ale raczej do trądu, który jest w Biblii symbolem grzechu. Czy czujemy się trędowaci? Czy czujemy się śmiertelni chorzy, czy mamy świadomość tego, że umieramy? A może odpowiada nam ten stan i nie chcemy go zmieniać? Jeśli tak, to pozostaniemy chorzy do samego końca, ponieważ nie odczuwamy potrzeby wyleczenia. Bóg daje nam nadzieję, ponieważ objawia nam wspaniałą prawdę o tym, że jeśli poczujemy się chorzy, jeśli rozpoznamy naszą chorobę i zapragniemy być zdrowi, to On nas wyleczy, niezależnie od tego jak zaawansowana jest nasza choroba. 

Czy jesteśmy zainteresowani naszym zdrowiem, nie zdrowym ciałem, ale zdrowiem duchowym? Czy naszym pragnieniem jest pozbycie się tego obciążenia jakie do naszego życia wnosi grzech? Czy naprawdę tego chcemy? Jeśli tak, to jest dla nas szansa, jest nadzieja, że pozwolimy Bogu zmienić nasze życie. Jeśli tylko przestaniemy odwracać się od tych objawianych nam prawd, z którymi nie chcemy się zgodzić. Jeżeli zaakceptujemy w końcu fakt, że grzech, tak jak palenie papierosów, zabija i naszym pragnieniem stanie się chęć odrzucenia „duchowego nałogu palenia”, czyli grzechu.

wtorek, 1 października 2019

Dlaczego Bóg stworzył świat?

Czy jesteśmy w stanie zrozumieć powód, dla którego Bóg stworzył wszechświat, w tym nasz świat i nas?

(Rdz 1,26-27) Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas (…) I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich

Adam i Ewa zostali stworzeni i chociaż byli cieleśni, byli podobni do Boga. W jakim sensie? Czym było to podobieństwo? Na pewno nie było to podobieństwo fizyczne, ponieważ Bóg jest Duchem (J 4,24). Podobieństwo do Boga dotyczy naszego ducha, czyli naszego charakteru. Bóg stwarzając nas podarował nam pewne cechy, które po stworzeniu były czymś naturalnym. Pierwsze myśli i pragnienia Adama i Ewy wynikały z tego podobieństwa. Dla pierwszych ludzi przez pewien czas naturalnym było to, że żyją tak, jak umożliwił im to nasz Stwórca. Ich pragnieniem było życie w harmonii z Bogiem. 

Bóg obdarował nas jeszcze jedną cechą, którą sam posiada. Jest to wolna wola. Tak samo jak Bóg mamy możliwość samodzielnego podejmowania decyzji. I co istotne, możemy, tak samo jak Bóg, podejmować decyzje zarówno dobre jak i złe. Różnica jest taka, że Bóg podejmuje tylko dobre decyzje.

(Ps 119) (39) Prawa twoje są dobre (68) Dobry jesteś i dobrze czynsz (75) Sądy twoje są sprawiedliwe (86) wszystkie przykazania twoje są prawdą (106) chcę strzec twoich praw sprawiedliwych (128) nienawidzę wszelkiej drogi kłamstwa (73) Ręce twoje uczyniły mnie i ukształtowały, daj mi rozum, abym się nauczył przykazań twoich

Ostatni werset (73) daj mi rozum, abym się nauczył przykazań twoich wskazuje na to, że nie zostaliśmy stworzeni jako skończone dzieło Boga. Istotną częścią naszej natury jest to, że rozwijamy naszą wiedzę i poznajemy Boga. Inaczej mówiąc poprzez różne doświadczenia mamy możliwość coraz lepszego poznania prawdy. Adam i Ewa po stworzeniu posiadali pewną wiedzę, świadczy o tym na przykład to, że zaraz po swoim stworzeniu Adam był gotowy do tego, aby nadać imiona wszystkim zwierzętom (Rdz 2,19). Jednak brakowało mu wiedzy na temat Boga, nie tyle wiedzy jako informacji, co bliskich relacji z Bogiem, wiedzy na temat tego, jaki jest Bóg, wiedzy o Bożej miłości. 

Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością (1 J 4,8)

Człowiek, podobnie jak „bydło, płazy i dzikie zwierzęta” został stworzony szóstego dnia, tak więc pierwszym całym dniem, przeżytym przez człowieka od wschodu do zachodu słońca, był dzień siódmy, dzień sabatu. Co takiego działo się tego dnia? Jestem pewny, że cały ten dzień Bóg spędził z Adamem i Ewą pokazując im świat i wyjaśniając im skąd się to wszystko wzięło. Objawił się ludziom jako Bóg Stwórca, a wyjaśniając im zasady funkcjonowania tego świata, pokazując im doskonałość i równowagę swojego dzieła, objawiał im swoją miłość i doskonałość. Adam i Ewa nie poznali całej prawdy o Bogu, ale posiedli wiedzę wystarczającą do tego, aby podejmować tylko dobre decyzje. Nie mieli tylko jednego. Nie mieli w sobie prawdziwej chęci, pragnienia podejmowania tylko dobrych decyzji, nie mieli w sobie prawdziwej niechęci do tego, co złe, czyli do grzechu.

Kto zostanie zbawiony? Czy ci, którzy nie grzeszą, czy też raczej ci, którzy nie chcą grzeszyć? Czy ci, którzy podejmują tylko dobre decyzje, czy też raczej ci, którzy pragną podejmować tylko dobre decyzje? Czy zbawiony będzie ten, kto wybiera dobro, ponieważ zna konsekwencje zła i pragnie ich uniknąć, czy też raczej ten, który nienawidzi zła (Ps 119,128). Adam i Ewa musieli zdobyć tę cechę, ponieważ Bóg nam jej nie daje. Nienawiść do grzechu to coś, co musimy w sobie ukształtować. To ta nienawiść (do grzechu a nie do grzeszników!) jest tym, co będzie gwarancją niezaistnienia grzechu w przyszłości, po tym, jak Bóg stworzy wszystko na nowo.

Gdyby Bóg w jakikolwiek sposób ograniczył nas w podejmowaniu decyzji, gdybyśmy nie mogli podejmować złych decyzji, czyli grzeszyć, wtedy nie bylibyśmy wolnymi ludźmi, a niewolnikami, albo robotami ograniczonymi do wykonywania pewnych zadań. Bóg stworzył nas jako całkowicie wolnych ludzi, a ta wolność polega właśnie na możliwości wyboru między złem a dobrem. Prawdziwa wolność nie polega na tym, że możemy robić to co chcemy, ale na tym, że nic nie ogranicza naszych wyborów. Ale z tak rozumianą wolnością związane jest ponoszenie konsekwencji podejmowanych decyzji. Jest to nieodłączna część naszego życia, życia wszystkich Bożych stworzeń. A konsekwencją złych decyzji, czyli konsekwencją grzechu jest śmierć.

(Rz 6,23) zapłatą za grzech jest śmierć

Czy Bóg, stwarzając świat, wiedział o tym, że będziemy grzeszyć? Tak. 

Nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego. Wprawdzie był On na to przeznaczony już przed  założeniem świata … (1 P 1,18-20)

Bóg wiedział o wszystkim zanim stworzył świat. 

Oczy twoje widziały czyny moje, w księdze twej zapisane były wszystkie dni przyszłe, gdy jeszcze żadnego z nich nie było (Ps 139,16)

Bóg wiedział o grzechu, wiedział o buncie Lucyfera oraz o wszystkich nieszczęściach wynikających z upadku największego anioła. A mimo to stworzył świat. Kiedy się nad tym zastanawiamy, powinniśmy pamiętać o dwóch rzeczach. 

Pierwsza z nich to potrzeba tworzenia. Bóg jest miłością (J 4,8) a prawdziwa miłość polega na dawaniu. Bóg odczuwa naturalną potrzebę dawania, dzielenia się tym wszystkim, czym jest i co posiada. Nie stwarza nic dla siebie, ale dla swoich stworzeń, jedyna rzecz jaką robi dla siebie to zaspokajanie naturalnej bożej potrzeby dawania. Tę cechę Bóg przekazał nam. Czy możemy ją odnaleźć w naszych charakterach? Jednym z naturalnych pragnień jakie posiada większość małżeństw, jest pragnienie posiadania dzieci. Nie tyle samego posiadania, co zajmowania się nimi, troszczenia się o nie oraz wychowywania ich w taki sposób, aby wyrosły na dobrych ludzi. Ta cecha jest wyraźnie widoczna w Starym Testamencie. Bezdzietność była wtedy uważana za wielkie nieszczęście, dzisiaj jest podobnie. 
Sara :
(Rdz 11,30) A Saraj była niepłodna, nie miała dzieci
(miała około 80 lat gdy urodziła Izaaka)
 Rebeka:
(Rdz 25,21) Izaak modlił się do Pana za żonę swoją, bo była niepłodna
(urodziła Jakuba i Ezawa po dwudziestu latach małżeństwa)
Anna, matka Samuela:
Elkana (…) miał dwie żony, jednej było na imię Anna (…) a Anna była bezdzietna
(modliła się do Boga o dziecko)
Żona Manoacha, matka Samsona
(Sdz 13,2) Był pewien mąż (…) imieniem Manoach, żona jego była niepłodna, nie rodziła
Dzisiaj wielu ludzi nie odczuwa już takiej potrzeby posiadania dzieci, także ta cecha przekazana nam przez Boga została w wielu z nas wypaczona, jednak nadal dla wielu z nas wielkim nieszczęściem jest bezdzietność.
Bóg odczuwa potrzebę tworzenia i jest ona ważną cechą Jego charakteru, ważnym składnikiem Bożej miłości.

Druga rzecz o której musimy pamiętać to fakt, że Bóg nie tylko stworzył nas jako wolnych ludzi, dając nam wolną wolę i możliwość podejmowania decyzji, także tych złych. On przygotował specjalny plan, który umożliwia usunięcie skutków naszych grzechów. Bóg nie pozostawił nas z naszymi grzechami. Nie powiedział, że musimy ponieść konsekwencje naszych złych decyzji, naszych grzechów, czyli musimy umrzeć drugą, wieczną śmiercią. Boża sprawiedliwość nie polega na tym, że karze nas za nasze grzechy, ale na tym, że gdy odwracamy się od grzechów, On nam je wybacza. Bóg pomaga tym, którzy nie chcą grzeszyć i robi to także wtedy, gdy pomimo pragnienia sprawiedliwości, upadamy. Tak długo jak sprawiedliwość jest naszym gorącym pragnieniem, tak długo jak jej pożądamy, On nas podnosi i pomaga nam opierać się wszelkim pokusom. Najlepszym dowodem na to jest plan zbawienia. 

Bóg wysłał i dał nam swojego Syna, „aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (J 3,15). Decyzja o zastosowaniu wszelkich możliwych środków pomocy została podjęta przed stworzeniem świata. Bóg już wtedy był gotów poświęcić samego siebie, abyśmy mogli żyć obok Niego. Warunkiem naszego wiecznego życia w obecności Boga jest nasza chęć i pragnienie życia w harmonii z Bogiem, życia zgodnego z Bożym prawem. 

Jesteśmy Jego stworzeniami. Jesteśmy jak kwiaty, które rosną dzięki temu, że ktoś się o nie troszczy. Czy kwiat w ogrodzie jest w stanie zrobić coś, aby mieć piękny wygląd i zapach? Jedyne co może zrobić to przyjąć to, co dostaje. Przyjmować każdego dnia promienie słońca i powietrze, które go otacza, przyjmować poprzez swoje korzenie pokarm z ziemi i jednocześnie przyjmować to, co dla niego robi ogrodnik.

Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest winogrodnikiem. Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, aby wydawała obfitszy owoc” (J 15,1-2)

Jaki warunek rozwoju został tu przedstawiony? Trwanie.

W jaki sposób latorośl może nie wydawać owocu? W jaki sposób roślina może nie rozwinąć swoich kwiatów, w jaki sposób kwiat może nie mieć kolorów i zapachu? Tylko wtedy, gdy z jakiegoś powodu nie przyjmuje tego, co ma do swojej dyspozycji. Tylko wtedy, gdy nie przyjmuje tego, co Bóg daje jej całkowicie za darmo. Tak samo jest z nami. Dostajemy od Boga to wszystko, co jest nam niezbędne do prawdziwego życia, i tak długo jak nie przyjmujemy wszystkich Bożych darów, nie możemy tak naprawdę żyć. Tak długo, jak bardziej cenne są dla nas te rzeczy, które nie pochodzą od Boga, sami skazujemy się na śmierć. 

Bóg jest naszym Stwórcą, ale nie tylko Stwórcą. On jest także tym, który chce nas zbawić, jest naszym Zbawicielem. On nie chce nas karać za nasze występki, On chce je nam wybaczyć i pozwolić nam żyć. To jest właśnie Boża miłość.
Miłość ta objawia się w tym, co do swoich dzieci czuje większość rodziców. Najpierw zaspokajają wewnętrzne pragnienie „stworzenia nowego człowieka”, później realizują wewnętrzne pragnienie służenia swojemu dziecku. To także jest cecha upodabniająca nas do naszego Stwórcy. Który rodzic myśli tylko o tym, aby karać swoje dzieci za nieposłuszeństwo? Czy nie jest raczej tak, że chętniej im wybaczamy? Niestety jako rodzice czasami musimy robić coś, co nie jest przyjemne dla naszych dzieci. Z bólem serca dopuszczamy do tego, aby nasze dzieci ponosiły konsekwencje swoich błędów, ale jednocześnie objawiamy im naszą miłość do nich, pomagając im, a czasem biorąc na siebie konsekwencje ich błędów. Nie po to, aby uwolnić dzieci od tych konsekwencji, ale po to, aby uzmysłowić im prawdę o tych konsekwencjach, po to, aby ich serca odwróciły się od tego, co złe. Żaden kochający rodzic nie chce, aby dzieci były mu posłuszne ze strachu, ale pragnie, aby dzieci chciały i pragnęły być posłuszne.
Podobnie jest z Bogiem.

{DA 22} On pragnie służby jedynie z miłości: miłości nie da się nakazać, nie można jej zdobyć siłą czy autorytetem. Tylko miłość budzi miłość. Znać Boga to kochać Go
(J 17,3) A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś

Czy ziemscy rodzice mogą zrobić dla swoich dzieci coś więcej, niż poświęcić całe swoje życie? Nie w celu zaspokajania pożądań swoich dzieci, ale w celu zaspokajania ich prawdziwych potrzeb i w celu ukształtowania ich charakterów na podobieństwo charakteru Boga. Dokładnie to robi Bóg dla każdego z nas.

Czy można winić rodziców za to, że z ich dziecka wyrósł zły człowiek? Nie, o ile jako rodzice nie popełniali błędów. Czy Bóg popełnia błędy? Czy wierzymy w Boga, który może się mylić, czy też raczej w Boga, który jest doskonały? Bóg jest doskonały i sprawiedliwy, Bóg robi wszystko, aby nas wychować na sprawiedliwych ludzi. To nie nasze błędy powodują, że Bóg nie może nas zbawić, ale nasze przywiązanie do grzechu, nasza niechęć do odrzucenia tego, co złe. Bóg robi wszystko, aby poruszyć nasze serca, aby znalazła się w nich miłość, ponieważ tylko dzięki mocy miłości nasz charakter może ulec zmianie. 

{DA 21} Niebiańskie istoty zabiegają o ludzkie serca, przynosząc na ten ciemny świat światło z niebiańskich przybytków; dzięki delikatnej i cierpliwej służbie poruszają ludzkiego ducha i przywodzą zagubionych do społeczności z Chrystusem

Tylko miłość budzi miłość. Tylko miłość może nam dać moc do przezwyciężenia zła.

(Rz 12,21) Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

Bóg objawia nam tę prawdę w całej Biblii, od Księgi Rodzaju po Księgę Objawienia. W jaki sposób Bóg reagował na ludzkie grzechy? W jaki sposób Bóg reagował na ciągłe odrzucanie Jego miłości? Czy zachowywał się jak człowiek? Co my robimy w sytuacjach, gdy ktoś rani naszą miłość? Co robi człowiek, który zostaje zdradzony przez współmałżonka? Jak często w takich sytuacjach ogarnia nas chęć zemsty, jak często chcemy zrobić coś, co dotknie tego, kto nas zranił? Jak często sami chcemy go zranić? Czy Bóg tak z nami postępuje? Nie, On za każdym razem ponawiał swoje obietnice, odnawiał przymierza z ludźmi, za każdym razem pomagał ludziom podnieść się. 

Co zrobił Bóg, kiedy Adam i Ewa zgrzeszyli? Bóg przyszedł do ogrodu Eden i zawołał; „Adamie, gdzie jesteś?”. Czy Bóg tego nie wiedział? On doskonale wiedział gdzie był Adam i Ewa, wiedział też dokładnie co się stało. Swoim pytaniem dał Adamowi szansę na wyznanie popełnionego grzechu. Jednak Adam wyznał jedynie swój strach, który odczuł w obecności Boga. Nie ukorzył się i nie wyznał z pokorą, co zrobił, nie prosił Boga o wybaczenie. Bóg nie skrytykował Adama, nie groził mu i nie straszył go konsekwencjami, ale dał Adamowi kolejną szansę na ukorzenie się. „Czy jadłeś z drzewa, z którego zakazałem ci jeść?”. Jednak Adam nadal nie poczuwał się do winy, odpowiedzialnością za swój grzech obciążył Ewę, a pośrednio Boga. Jeden grzech wystarczył, aby w charakterze Adama pojawił się egoizm. Nie tylko pojawił się, ale zaczął nim kierować. Adam musiał stoczyć walkę sam ze sobą, aby w końcu uznać swój stan i wziąć na siebie całą odpowiedzialność za swój czyn. Bóg pomógł mu w tym, kiedy przedstawił mu plan zbawienia, plan uwolnienia ludzi od konsekwencji grzechu. Sposób działania tego planu objawił Adamowi poprzez ustanowienie rytuału ofiarniczego. Bóg nie zmusza nas do życia bez grzechu, nie straszy nas konsekwencjami, abyśmy nie grzeszyli z obawy przed śmiercią. Bóg odwołuje się do naszych sumień. 

Bóg ustanowił rytuał ofiarniczy, aby był dla człowieka nieustanną pamiątką oraz formą wyznania grzechu, a także wyrazem wiary w obiecanego Odkupiciela. Składanie ofiar ze zwierząt miało uświadamiać upadłemu rodzajowi ludzkiemu uroczystą prawdę, że grzech jest przyczyną śmierci. Dla Adama złożenie pierwszej ofiary było najboleśniejszą ceremonią. Musiał własnoręcznie odebrać życie, które tylko Bóg może dać. Po raz pierwszy był świadkiem śmierci, a wiedział, że gdyby był posłuszny Bogu, ani człowiek, ani zwierzęta nie musieliby umierać. Gdy zabijał niewinną ofiarę, drżał na myśl, że jego grzech doprowadzi do przelania krwi nieskazitelnego Baranka Bożego. Ta scena głębiej i wyraźniej uświadomiła mu ogrom jego przestępstwa {PP 68.1}

Co Adam czuł, kiedy zabijał pierwszą ofiarę? Czy była to radość z tego, że ktoś weźmie na siebie konsekwencje jego grzechu? A może pojawiły się w jego umyśle wyrzuty sumienia, kiedy uświadomił sobie, że swoim czynem doprowadzi do śmierci Tego, który go stworzył? Adam zrozumiał prawdziwe znaczenie tej ceremonii i ta świadomość spowodowała, że ostatecznie odwrócił się od grzechu. Adam od tej pory był posłuszny Bogu nie dlatego, że musiał, ale dlatego że chciał. Grzech ostatecznie stał się dla niego czymś obrzydliwym i wstrętnym. W charakterze Adama pojawiła się nowa cecha, skutecznie powstrzymująca go od grzechu. 

Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny (J 3,16)

A co my czujemy, kiedy myślimy o tym, co stało się na krzyżu Golgoty? Czy odczuwamy ulgę i radość z tego, że Bóg obciążył konsekwencjami naszych grzechów swojego Syna, a tym samym zwolnił nas z odpowiedzialności za nasze grzechy? A może czujemy to, co czuł Adam, może czujemy się odpowiedzialni za to, że swoimi grzechami doprowadziliśmy do śmierci tego, który nie tylko nas stworzył, ale nas ukochał zanim nas stworzył. 

Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich (J 15,13)

Niektórzy chrześcijanie uważają, że Chrystus składając samego siebie w ofierze przebłagał Ojca, aby Ten darował nam nasze winy i pozwolił nam żyć wiecznie. Niestety nie widzą oni tego, że zrównują w ten sposób naszego Boga z pogańskimi bóstwami. W jakim celu poganie składali ofiary? Aby uśmierzyć ich gniew i uniknąć konsekwencji tego gniewu, uniknąć zemsty, uniknąć kary. Czy taki jest nasz Bóg? Czy stworzył świat po to, aby utrzymywać swoje stworzenia w posłuszeństwie przy pomocy strachu? Biblia przedstawia innego Boga, takiego który stworzył nas z miłości i jest gotów do poniesienia każdej ofiary, aby dać nam życie wieczne w Jego obecności. Jedyna droga do zbawienia prowadzi przez to, do czego nawoływał Jan Chrzciciel. Pierwszy krok to „upamiętanie się”, uświadomienie sobie własnej grzeszności i zarazem bezradności w walce z grzechem. Następny krok to uświadomienie sobie czym tak naprawdę jest grzech i wyznanie go.

Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości (1 J 1,9)

Swoim pytaniem „Adamie, gdzie jesteś?”, Bóg chciał naprowadzić Adama na drogę skruchy. Od tego momentu zwracał się w podobny sposób do każdego człowieka. Dzisiaj robi to samo i pyta się ciebie i mnie: „Gdzie jesteś?”. Objawia nam prawdę o swojej miłości, aby nikt nie mógł zarzucić Mu, że nie zrobił wszystkiego dla ratowania ludzi. Dla Boga nasze grzechy nie są problemem, On chętnie nam je wybacza. Dla Boga problemem jest to, że my nie chcemy odrzucić naszych grzechów. Nie zmusza nas do odrzucenia grzechu, ale pobudza do tego nasze sumienia, aby naszym pragnieniem stało się życie w harmonii z Nim. Tylko dlatego, że On kocha nas, ciebie i mnie.

wtorek, 24 września 2019

Obraz Boga

(…) Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą (Wyjścia 20,5)

Rozpocznę od pokazania kilku obrazów znalezionych w Biblii.

Obraz nr 1 – 12 rozdział ewangelii Jana.
Zbliżała się Pascha, ostatnia Pascha, którą Jezus miał celebrować na ziemi. Gdy był w świątyni, Grecy poprosili Filipa o spotkanie z Jezusem.
Poszedł Filip i powiedział Andrzejowi, Andrzej zaś i Filip powiedzieli Jezusowi (J 12,22)
Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina, powiedział:
Teraz dusza moja jest zatrwożona, i cóż powiem? Ojcze, wybaw mnie teraz od tej godziny? Przecież dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię swoje! (J 12,27-28)
Syn Boży zwrócił się do Ojca, a Ojciec mu odpowiedział. Ciekawe jest to, co słyszeli ludzie, którzy byli w tym miejscu.
Co usłyszał Jezus oraz niektórzy uczniowie, zwłaszcza Jan?
Odezwał się więc głos z nieba: I uwielbiłem, i jeszcze uwielbię (J 12,28)
Byli jednak ludzie, którzy słyszeli coś innego.
Lud więc, który stał i słyszał, mówił, że zagrzmiało, inni mówili: Anioł do niego przemówił (J 12,29)
To samo miejsce i czas, ten sam głos z nieba, ale nie wszyscy słyszeli to samo.
Jak to jest możliwe?

Obraz nr 2 – Dzieje Apostolskie, rozdział 9 i 22.
Saul, późniejszy apostoł Paweł, jedzie do Damaszku, a Jezus spotyka go po drodze.
I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba, a gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz (…) A mężowie, którzy z nim byli w drodze, stanęli oniemiali, głos bowiem słyszeli, ale nikogo nie widzieli (Dz 9,3-5.7)
Około dwadzieścia lat później Paweł opisał to spotkanie w następujący sposób:
A gdy byłem w drodze i zbliżałem się do Damaszku, stało się koło południa, że nagle olśniła mnie wielka światłość z nieba, i upadłem na ziemię i usłyszałem głos do mnie mówiący: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? A ja odpowiedziałem: Kto jesteś, Panie? I rzekł do mnie: Ja jestem Jezus Nazareński, którego ty prześladujesz. A ci, którzy byli ze mną, światłość wprawdzie widzieli, ale głosu tego, który rozmawiał ze mną, nie słyszeli (Dz 22,6-9)
Chciałbym podkreślić, co Biblia mówi nam o reakcji towarzyszy Pawła.
Rozdział 9 - usłyszeli głos, ale nikogo nie widzieli.
Rozdział 22 - widzieli światło, ale nie słyszeli głosu.
Czy jest w tym sprzeczność? Czy słyszeli głos, czy nie?
Towarzysze Pawła słyszeli głos, a raczej dźwięk, ale nie rozumieli go i nie widzieli Tego, który rozmawiał z Pawłem. Paweł był oślepiony, więc nic nie widział, ale słyszał i rozumiał głos Jezusa.
Ten sam czas i miejsce, ten sam głos i znowu nie wszyscy słyszeli i widzieli to samo.
Jak to jest możliwe?

Obraz nr 3 – Dzieje Apostolskie, rozdział 12.
Król Herod Agryppa I, ten sam, który próbował zabić apostoła Piotra. Był on wnukiem Heroda Wielkiego, który próbował zabić nowonarodzonego Jezusa, i synem Heroda Antypasa, który zabił Jana Chrzciciela. O tym królu czytamy w 12 rozdziale Dziejów Apostolskich:
A miał on zatarg z Tyryjczykami i Sydończykami, którzy wspólnie przybyli do niego i zjednawszy sobie Blasta, podkomorzego królewskiego, prosili o pokój, ponieważ kraj ich pobierał żywność z ziem królewskich. W oznaczonym dniu Herod, odziany w szatę królewską, zasiadł na tronie i w obecności ludu wygłaszał do nich mowę; lud zaś wołał: Boży to głos, a nie ludzki (Dz 12,20-22)
Zakończenie historii króla Heroda wyraźnie pokazuje, że nie przemawiał on głosem Boga, ale w tym czasie i miejscu wielu myślało, że był to głos Boga.
Jak to jest możliwe?

Obraz nr 4 – 1 Samuela, rozdział 3.
Samuel jako młody chłopiec służył Panu w świątyni, a kapłanem był Heli.
Pewnego dnia, gdy Heli leżał na swoim miejscu, oczy jego zaś zaczęły słabnąć, i nie mógł widzieć,  lecz lampa Boża jeszcze nie zgasła, Samuel spał w przybytku Pana tam, gdzie była Skrzynia Boża. I zawołał Pan: Samuelu! A on odrzekł: Oto jestem! I przybiegł do Heliego i rzekł: Oto jestem, wołałeś mnie. A on na to: Nie wołałem, wróć, połóż się. I odszedł, i położył się. A Pan ponownie zawołał: Samuelu! I wstał Samuel, poszedł do Heliego i rzekł: Oto jestem, wołałeś mnie? A ten na to: Nie wołałem, synu mój, wróć, połóż się. Lecz Samuel jeszcze nie znał Pana, a słowo Pana jeszcze mu się nie objawiło. A Pan ponownie, po raz trzeci zawołał: Samuelu! Wstał więc i poszedł do Heliego, i rzekł: Oto jestem, wołałeś mnie? I zrozumiał Heli, że to Pan woła pacholę. Rzekł więc Heli do Samuela: Idź, połóż się. A gdy cię zawoła, powiedz: Mów, Panie, bo sługa twój słucha. I poszedł Samuel i położył się na swoim miejscu. I przyszedł Pan, stanął i zawołał jak i poprzednio: Samuelu, Samuelu! A Samuel rzekł: Mów, bo sługa twój słucha (1 Sam 3,2-10)
To samo miejsce i czas, a jednak jedna osoba słyszy i rozumie głos Boga - Samuel, a druga absolutnie nic nie słyszy - Eli.
Jak to jest możliwe?

Aby zrozumieć ten problem, trzeba najpierw zrozumieć cel, dla którego Jezus przyszedł na Ziemię 2000 lat temu.
Jezus powiedział:
Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie; każdy, kto z prawdy jest, słucha głosu mego (J 18,37)
Prawdziwe znaczenie słowa „słyszy” to nie tylko „słyszeć”, ale także „rozumieć”.

Co to znaczy, że Jezus przyszedł „dać świadectwo prawdzie”? Ellen White napisała w książce „Pragnienie wieków”:
W czasach Jana Chrzciciela Chrystus miał przyjść jako Ten, który objawi charakter Boga (PW 81.3)

Ujawniając naturę Boga, Jezus niejako zmusza każdego człowieka do opowiedzenia się albo po stronie Boga, albo po stronie Szatana. Podział na te dwie grupy jest widoczny w całej historii ludzkości. Jedną grupą, niestety mniejszą, są ci, którzy poznając prawdę, która została im dana, uwierzyli i zaakceptowali ją, oraz pokochali Bogu takim, jakim jest naprawdę. To są ci, którzy odrzucili wszystkie kłamstwa szatana na temat Boga. To ci, którzy w swoich sercach i umysłach mają prawdziwy obraz Boga. Jezus powiedział o takich ludziach, że są jak owce, które znają głos swego pasterza, ale nie znają głosu obcych (Jan 10,3-5).

Druga grupa, do której należy większość, to ci, którzy z różnych powodów nie chcą zaakceptować całej prawdy, a zatem tak naprawdę nie wierzą w Jezusa, nawet jeśli uważają się za chrześcijan. Jezus powiedział o nich, że nie należą do Jego owiec. Wyjaśnił także, dlaczego tacy ludzie nie rozumieją lub nie słyszą tego, co On mówi.
Dlaczego mowy mojej nie pojmujecie? Dlatego, że nie potraficie słuchać słowa mojego. Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego. (…) Ponieważ ja mówię prawdę, nie wierzycie mi (J 8,43-45)

Kto jest naszym Ojciec? To nie zależy od naszych słownych deklaracji, ale od obrazu Boga, który przechowujemy w naszych sercach.
W jakiego Boga wierzymy?

Czy wierzymy na przykład w Boga, który z powodu swojej wielkiej miłości do nas zbawi nas wszystkich? A może wierzymy w Boga, który karze nas za nasze grzechy? Czy chcemy poznać prawdę? Czy szukamy jej, czy też zadowalamy się powtarzaniem, bez głębszego zrozumienia, niektórych zdań, takich jak na przykład: „Jezus umarł za mnie na krzyżu”?
W jakiego Boga wierzymy?

Jedną z rzeczy, które decydują o jakości obrazu Boga, jest sposób, w jaki rozumiemy te fragmenty Biblii, które mówią o „karze za grzech”. To zrozumienie określa, w jaki sposób rozumiemy Bożą sprawiedliwość i Boże miłosierdzie.

Wielu chrześcijan rozdziela te dwie cechy Boga. Wierzą, że Bóg jest sprawiedliwy, kiedy karze nas za grzechy, a miłosierny, kiedy wybacza nam te grzechy. Tak rozumiana sprawiedliwość jest przeciwna miłosierdziu. Jednak Biblia, zwłaszcza Stary Testament, pokazuje nam kolejną sprawiedliwość.

Wróćmy do samego początku. Po stworzeniu świata Bóg powiedział do Adama:
Z każdego drzewa tego ogrodu możesz jeść, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz (Rdz 3,16-17)
Bóg powiedział Adamowi o śmierci, ale nie powiedział mu, w jaki sposób umrze. Nie powiedział Adamowi: „gdy tylko zjesz z niego, zabiję cię” lub „gdy tylko zjesz z niego, ukarzę cię za złamanie mego polecenia”.
Dlaczego Adam i Ewa umarli? Czy ich śmierć była karą Boga za grzech?
Początek Ewangelii Jana nawiązuje do początku Księgi Rodzaju:
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga.  Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało. W nim było życie (J 1,1-4)
Apostoł Paweł napisał o Bogu, że jest jedynym, który ma nieśmiertelność (1 Tym 6:16). Oznacza to, że Bóg jest jedynym źródłem życia. Śmierć jest wynikiem oddzielenia się od tego źródła.
Pytanie: czy Bóg oddziela nas od siebie, uniemożliwiając nam życie wieczne, a tym samym karząc nas za nasze grzechy? A może ta separacja jest skutkiem grzechu, a nie Bożą karą?
W jakiego Boga wierzymy?

Idźmy dalej. Po grzechu Bóg powiedział do Ewy:
Pomnożę dolegliwości brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci (Rdz 3,16)
Czy to oznacza, że Bóg ukarał Ewę, dotykając ją bólem i cierpieniem? A może te dolegliwości były spowodowane grzechem, który zmienił ciała Ewy i Adama, zepsuł to, co stworzył Bóg?
W jakiego Boga wierzymy?

Idźmy dalej. Po grzechu Bóg powiedział do Adama:
Ponieważ usłuchałeś głosu żony swojej i jadłeś z drzewa, z którego ci zabroniłem, mówiąc: Nie wolno ci jeść z niego, przeklęta niech będzie ziemia z powodu ciebie! W mozole żywić się będziesz z niej po wszystkie dni życia swego! Ciernie i osty rodzić ci będzie i żywić się będziesz zielem polnym. W pocie oblicza twego będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty (Rdz 3,17-19)
Czy to oznacza, że Bóg dosłownie przeklął ziemię i stworzył ciernie i osty? A może są one skutkiem zmian wprowadzonych przez grzech?
W jakiego Boga wierzymy?

Idźmy dalej.
Góra Synaj, Bóg daje Izraelowi Dekalog. W drugim przykazaniu znajduje się taka wypowiedź Boga:
(…) Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą. A okazuję łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań (Wj 20,4-6)
Takie tłumaczenie hebrajskiego tekstu znajdujemy w Biblii Warszawskiej. Ten sam fragment w Biblii Gdańskiej:
Ja Pan Bóg twój, Bóg zawistny w miłości, nawiedzający nieprawości ojców nad syny w trzeciem i w czwartem pokoleniu tych, którzy mię nienawidzą; A czyniący miłosierdzie nad tysiącami tych, którzy mię miłują, i strzegą przykazania mego

Aby właściwie zrozumieć to przykazanie, musimy odpowiedzieć sobie na trzy pytania:

1. Czy Bóg karze dzieci za winy ojców?
Co o tym mówi Biblia? Ezechiel 18,20:
Człowiek, który grzeszy, umrze. Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna
Biblia nie przeczy sama sobie. Możemy znaleźć rozwiązanie tej pozornej sprzeczności między Wyjścia 20,4-6 i Ezechiela 18,20, patrząc na jedno hebrajskie słowo, które zostało przetłumaczone na „karze” (BW) lub „nawiedzający” (BG) – tym słowem jest „ paqad”

2. Jakie jest znaczenie hebrajskiego słowa „paqad”?
Konkordancja Stronga podaje cztery angielskie znaczenia tego słowa:
• to attend to = brać udział, uczęszczać, opiekować się
• visit = odwiedzać, wizytować, zwiedzać
• muster = zebrać, zbierać, zdobyć
• appoint = mianować, ustanawiać
Jak widać żadne z tych znaczeń nie nawiązuje do „karania”. To samo słowo użyte jest też w innych miejscach Starego Testamentu, np. w Księdze Rodzaju 50,24. Oto jak to słowo zostało przetłumaczone w tym wersie:
• „Bóg nawiedzi was łaskawie” (Biblia Warszawska)
• „Bóg okaże wam swą łaskę” (Biblia Tysiąclecia)
• „Bóg najtroskliwiej będzie czuwał nad wami” (Biblia Poznańska)
Biorąc to wszystko pod uwagę można ten fragment drugiego przykazania odczytać w taki sposób:
Ja, Pan, wasz Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, opiekującym się dziećmi chorującymi z powodu grzechu rodziców, aż do trzeciego i czwartego pokolenia
W jakiego Boga wierzymy?
W surowego sędziego, który karze nas za nasze grzechy, czy kochającego Ojca, który robi wszystko, aby nas uwolnić od przekleństwa grzechu? Jaki obraz Boga przechowujemy w naszych sercach?

3. Czy Bóg jest zazdrosny?
Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym
Oryginalne hebrajskie słowo to „qanna” i zostało użyte w Starym Testamencie sześć razy, za każdym razem w odniesieniu do Boga, a nie do człowieka. Kiedy Stary Testament mówi, że człowiek jest „zazdrosny”, używa słowa „qanah”. Czy to może oznaczać, że Bóg jest „zazdrosny” w inny sposób niż człowiek? Chyba tak. Zazdrość rozumiana po ludzku jest cechą szatana, a nie Boga. Apostoł Paweł zaliczył zazdrość do „uczynków ciała” (Gal 5,19-20), tak więc ta cecha musi mieć dwa różne znaczenia, jedno w odniesieniu do Boga, drugie w odniesieniu do człowieka. 
Ciekawe jest to, że takie rozróżnienie można znaleźć w słowniku. Słownik języka angielskiego (Oxford) w definicji słowa „zazdrosny” (jealous), wymienia jej trzy rodzaje:
• Poczucie niechęci lub podejrzenie, że partner jest pociągany do kogoś innego lub z nim związany
• Zaciekła ochrona swojego prawa i mienia
• (o Bogu) domagający się wierności i wyłącznego kultu
Jak widać nawet świeckie źródła uznają, że zazdrość jako cecha Boga jest inna niż zazdrość człowieka.
W jakiego Boga wierzymy?

Czy odpowiedzi na te trzy pytania pomogły nam spojrzeć na drugie przykazanie inaczej?
Czy odpowiedzi na te trzy pytania pomogły nam inaczej patrzeć na Boga?

Czy Boża sprawiedliwość oznacza, że każdy grzech musi zostać ukarany? W ten sposób my rozumiemy sprawiedliwość. Gdy sprawca nie ponosi konsekwencji swojego czynu, uważamy to za niesprawiedliwe. Zwłaszcza gdy niektórzy przestępcy są karani, a inni nie. Czy na tym polega Boża sprawiedliwość?
Kara zniechęca do łamania prawa ze względu na konsekwencje. Innymi słowy, kara zmusza nas do przestrzegania prawa przez strach. Czy to jest Boża metoda powstrzymywania nas od grzechu?

Bóg jest miłością (1 Jana 4,8)
W miłości nie ma bojaźni, wszak doskonała miłość usuwa bojaźń, gdyż bojaźń drży przed karą; kto się więc boi, nie jest doskonały w miłości (1 Jana 4,18)

Czy Bóg jest sprawiedliwy gdy karze za grzechy, a miłosierny je wybacza? Jeśli tak, to sprawiedliwość i miłosierdzie są ze sobą sprzeczne. W tym sensie Bóg może być sprawiedliwy lub miłosierny, ale nie może być i sprawiedliwy i miłosierny.
Wierzymy jednak, że w Bogu nie ma sprzeczności.

Czym w takim razie jest Boża sprawiedliwość?
Ezechiela 33,11-19
Jakom żyw - mówi Wszechmocny Pan - nie mam upodobania w śmierci bezbożnego, a raczej, by się bezbożny odwrócił od swojej drogi, a żył. Zawróćcie, zawróćcie ze swoich złych dróg! Dlaczego macie umrzeć, domu izraelski? A ty, synu człowieczy, mów do swoich rodaków: Sprawiedliwość nie uratuje sprawiedliwego, gdy popełnia występek, a bezbożność nie doprowadzi bezbożnego do upadku, gdy się odwróci od swojej bezbożności. Lecz i sprawiedliwy nie może żyć, gdy grzeszy. Gdy mówię do sprawiedliwego: Na pewno będziesz żył, a on, polegając na swojej sprawiedliwości, popełni występek, wtedy nie będzie się pamiętało wszystkich jego sprawiedliwych uczynków, lecz umrze z powodu występku, który popełnił. Lecz gdy mówię do bezbożnego: Na pewno umrzesz, a on odwróci się od swojego grzechu, będzie wypełniał prawo i sprawiedliwość, będzie oddawał zastaw, zwracał to, co zagrabił, postępował zgodnie z zasadami życia, nie popełniając występku, na pewno będzie żył, nie umrze. Nie będzie się pamiętało żadnych jego grzechów, które popełnił; będzie wypełniał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył. Lecz twoi rodacy mówią: Postępowanie Pana nie jest słuszne - tymczasem właśnie ich postępowanie nie jest słuszne. Jeżeli sprawiedliwy odwróci się od swojej sprawiedliwości i popełni występek, umrze z powodu niego. A jeżeli bezbożny odwróci się od swojej bezbożności i będzie wypełniał prawo i sprawiedliwość, dzięki nim będzie żył.

Na czym polega Boża sprawiedliwość?
Bóg daje życie każdemu, kto jest otwarty na działanie Boga, każdemu, kto nie blokuje specjalnego kanału komunikacji z Bogiem. Ten kanał jest konieczny, aby Bóg mógł wesprzeć nasze życie. Nie ma znaczenia, jaka jest nasza przeszłość, ważne jest, kim jesteśmy teraz. Czy odwróciliśmy się od doczesnego życia? Czy grzech jest dla nas obrzydliwy, czy też nadal jesteśmy przywiązani do naszych grzechów? To nie Bóg blokuje ten kanał, karząc nas za nasze grzechy, robimy to my, naszym przywiązaniem do grzechu oraz odrzucając objawianą nam prawdę. 

Przypowieść o robotnikach w winnicy jest dobrym przykładem Bożej sprawiedliwości (Mt 20,1-15). W tej przypowieści właściciel winnicy wynajmuje ludzi do pracy. Ci, których wynajął rano, pracowali dwanaście godzin, ostatni zaś tylko jedną godzinę. Jednak wszyscy dostali takie samo wynagrodzenie. Z ludzkiego punktu widzenia nie było to sprawiedliwe. Kto po przepracowaniu dwunastu godzin w polu, w upale, nie poczułby się oszukany, gdyby zapłacono mu tyle samo, co tym, którzy pracowali tylko godzinę? Czy nie wydaje się nam, że to byłoby niesprawiedliwe? A jednak taka jest właśnie Boża sprawiedliwość. 
Nasza przeszłość nie ma dla Boga znaczenia, o ile odrzuciliśmy nasze przywiązanie do grzechu. Apostoł Paweł przez długie po swoim nawróceniu głosił ewangelię. Łotr wiszący na krzyżu obok Jezusa nie miał takiej możliwości, a jednak dostał obietnicę zbawienia. To jest właśnie Boża sprawiedliwość, która jest jednocześnie Bożym miłosierdziem. Bóg jest zarówno sprawiedliwy jak i miłosierny. 

Ważne jest, abyśmy w pełni akceptowali wszystko, co Bóg nam objawia. Ważne jest, jaki obraz Boga przechowujemy w naszych sercach. Ważne jest, jak blisko jesteśmy Boga, ponieważ tylko wtedy, gdy jesteśmy blisko Boga, tylko kiedy widzimy Go takim, jakim jest naprawdę, tylko wtedy znamy Jego głos i rozumiemy, co On do nas mówi. Tylko wtedy rozumiemy, czym jest Boża sprawiedliwość i Boże miłosierdzie.

sobota, 21 września 2019

DUCH ŚWIĘTY - OSOBA CZY MOC BOŻA ?

Duch Swiety - Osoba czy moc Boza ...


Duch Swiety w religii chrzescijanskiej trzecia Osoba Trojcy Swietej,
rowna Ojcu i Synowi w bostwie, majestacie, substancji i naturze .
Nie jest bytem zrodzonym ani stworzonym.
 Pochodzenie Ducha Swietego interpretowane jest zaleznie od tradycji chrzescijanskiej.
 Wedlug tradycji zachodniej Duch pochodzi od Ojca i Syna, natomiast w tradycji
wschodniej - od Ojca przez Syna (zob. filioque).
 Wedlug doktryn Antytrynitarnych nie jest Osoba Boska, czesto uwazana jest jedynie za
przejaw dzialalnosci Bozej lub moc Boza.

Wedlug zwolennikow Trojcy Pismo Swiete wiele razy  potwierdza nauke ze
Duch Swiety jest osoba.. i to  juz w Starym Testamencie mamy liczne aluzje
(Rdz 1,1-2; Ps 103,30; Iz 11,1-2;63,10; Ez 11,5; 37,1 i inne) poniewaz
jednak mozna by je roznie interpretowac, dlatego przytaczaja czasem
jeszcze takie cytaty z Nowego Testamentu
 np
,,Jednakze mowie wam prawde:
Pozyteczne jest dla was Moje odejscie.
Bo jezeli nie odejde, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jesli odejde, posle Go do was" (J

16,13). Kiedy Chrystus Pan nakaze udzielac Chrztu swietego, to powie
Apostolom:
 ,,Idzcie wiec i nauczajcie wszystkie narody, udzielajac im
Chrztu w imie Ojca i Syna, i Ducha Swietego" (Mt 28,19)

 poza tym Duch
Swiety przemawia bezposrednio do ludzi jako osoba Dz.Ap 13:2
 "rzekl Duch
Swiety:
 Odlaczcie mi Barnabe i Saula do tego dziela do ktorego ich
powolalem."
 W nastepnym fragmencie, Duch Sw. BEZPOSREDNIO przemawia do
ap. Piotra wydajac mu polecenia:
 Dzieje Ap.10:19-20 "RZEKL MU DUCH: Oto
szukaja cie trzej mezowie; wstan przeto, zejdz i udaj sie z nimi bez
wahania, BO JA ICH POSLALEM" itd  ....

O tym dogmacie wiary wedlug zwolenikow tradycji swiadcza wszystkie
dekrety soborow: nicejskiego (325), konstantynopolitanskiego pierwszego
(381), konstantynopolitanskiego drugiego (553) lateranskiego czwartego
(1215), a przede wszystkim lyonskiego(1274) i florenckiego (1439).

Przeciwnicy tej nauki i dogmatu a bylo i jest ich sporo ....
Do grupy
pierwszej zaliczamy tych, ktorzy dla ,,ratowania" jednosci natury w Bogu
przyjeli rowniez jednosc w Osobach.
 Wszystkie przeto imiona, ktore
okreslaja roznosc Osob w naturze Bozej, tlumacza oni jako przymioty
jednej Osoby Bozej (modalizm).
 Arianie i tak zwani subordynacjanie
przyjeli wprawdzie nauke o istnieniu trzech Osob Bozych, ale przymioty
Boze przypisuja tylko jednej z nich.
 Tak wiec faktycznie odrzucaja
istnienie w Bogu trzech Osob.
 Wreszcie tak zwani ,,tryteisci", ktorzy
uznaja nie tylko trzy Osoby Boskie, ale trzy odrebne bostwa.
 Tych,
ktorzy wprost wystepowali przeciwko Bostwu Ducha Swietego, historia
nazwala ,,duchoburcami" ...
Dzisiaj Antytrynitarze w zasadzie uwazaja
Ducha Swietego za moc Boza
 ( podobnie jak Judaizm czy Islam )
 ale sa i
tacy ktory uwazaja Go za Chrystusa ktory podczas chrztu zstapil na
Jezusa lub za samego Boga ....

Luk. 1:35
35. I odpowiadajac aniol, rzekl jej: Duch Swiety zstapi na ciebie i moc
Najwyzszego zacieni cie. Dlatego tez to, co sie narodzi, bedzie swiete i
bedzie nazwane Synem Bozym.

 1 Kor. 1:24
24. Natomiast dla powolanych - i Zydow, i Grekow, zwiastujemy Chrystusa,
ktory jest moca Boza i madroscia Boza.

 Dz.Ap. 5:3-4
3. I rzekl Piotr: Ananiaszu, czym to omotal szatan serce twoje, ze
oklamales Ducha Swietego i zachowales dla siebie czesc pieniedzy za role?
4. Czyz poki ja miales, nie byla twoja, a gdy zostala sprzedana, czy nie
mogles rozporzadzac pieniedzmi do woli? Coz cie sklonilo do tego, zes te
rzecz dopuscil do serca swego? Nie ludziom sklamales, lecz Bogu.

 (BW)

Uwaga : Inne religie ... chocby Islam widza w osobie Ducha Sw .. zapowiedzianego przez Jezusa kolejnego proroka Bozego np Mahometa

Zrodla opracowania to Biblia i inne ksiazki i teksty internetowe ....

Spokojnej Soboty pozdrawiam ! Tomasz G

ps :

Duch Swiety Ktos czy cos ...
https://youtu.be/Enee-6BAOe0