sobota, 23 listopada 2019

Kara za grzech

Są w Biblii przedstawione pewne wydarzenia, które mogą być rozumiane jako Boża kara za grzech.

Zacznę od dwóch ważnych wydarzeń, potop oraz zniszczenie Sodomy i Gomory.
Oba te wydarzenia związane są z zakończeniem historii grzechu, ponieważ Jezus, kiedy wyjaśniał swoim uczniom przyszłość związaną z Jego ponownym przyjściem na ziemię, powiedział:

A jak było za dni Noego, tak będzie i za dni Syna Człowieczego. Jedli, pili, żenili się i za mąż wychodzili aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki i nastał potop, i wytracił wszystkich. Podobnie też było za dni Lota: Jedli, pili, kupowali, sprzedawali, szczepili, budowali; a w dniu kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba ogień z siarką i wytracił wszystkich. Tak też będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi (Łk 17,26-30)

Aby zrozumieć pełne znaczenie tych dwóch wydarzeń, musimy zrozumieć to, co działo się wcześniej, zanim doszło do potopu czy zniszczenia Sodomy i Gomory, musimy też odnaleźć te cechy tych wydarzeń, które opisują przyszłość.

Do obu tych zdarzeń doszło na skutek grzechów popełnianych przez ludzi. I nie chodzi tylko o sam fakt popełniania grzechów, ale o stan całkowitego zepsucia moralnego i powszechnego odrzucenia Bożego Prawa. Biblia niewiele mówi o czasach przed potopem, trochę więcej o życiu w Sodomie. Ale mówi wystarczająco dużo, abyśmy zrozumieli jak bardzo grzech zdeprawował tamtych ludzi. I kiedy wyobrażamy to sobie, to łatwo jest nam wyciągnąć wniosek, że skażenie grzechem było tak wielkie, że Bóg musiał coś z tym zrobić i dlatego ukarał ludzi wywołując potop lub spuszczając ogień z nieba.

Jednak łatwo jest zauważyć, że Bóg nie zawsze reaguje w taki sposób na nasze grzechy. Kiedy spojrzymy na historię ludzkości z szerokiej perspektywy, ogarniając tę historię od samego początku do samego końca, to łatwo jest zauważyć, że był kiedyś taki czas, kiedy nie było grzechu na ziemi, i że nastąpi kiedyś taki czas, gdy ponownie ziemia będzie całkowicie uwolniona od grzechu, ponieważ pewnego dnia wszystko to, co jest związane z grzechem, zostanie zniszczone. Unicestwienie grzechu i skutków grzechu jest nie tyle karą za grzechy, co procesem odnowienia, przywróceniem tego, co było kiedyś na początku. 

Kiedy ktoś naprawia samochód i wymienia zepsute części, które „uczyniły” że samochód przestał dobrze działać, to jest to naprawa, a nie „karanie” tych części. To, że zostaną zniszczone jest konsekwencją ich stanu technicznego. I podobnie będzie z ludźmi. Druga śmierć będzie nie tyle karą, co przede wszystkim konsekwencją permanentnego odrzucania przez nich oferty „naprawy”. Potop oraz zniszczenie miast w okręgu nadjordańskim to symbol tego, co stanie się w dniach ostatecznych. Potop wskazuje na globalną skalę tych wydarzeń, na to że ich skutki odczują wszyscy ludzi. Zginą wszyscy, którzy zlekceważą Boże ostrzeżenia i nie będą chcieli skorzystać z Bożej pomocy, a przeżyją ci, którzy zaufają Bogu. Zniszczenie Sodomy to wydarzenie lokalne, ale wskazuje na sposób, w jaki Bóg unicestwi grzech, i jest także potwierdzeniem nieuchronności końca dla tych, którzy nie będą chcieli odwrócić się od zła.

Oba te wydarzenia pokazują też, jaki jest wpływ grzechu, co dzieje się z człowiekiem, który nie chce się nawrócić i trwa w grzechu. Grzech jest jak trąd, przenika naturę człowieka i doprowadza do sytuacji, gdy człowiek nie może sobie nawet wyobrazić życia bez grzechu. Takie życie wydaje się takiemu człowiekowi straszną torturą. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostać pozbawiony tych „przyjemności”, do których tak bardzo się przywiązał. Ponieważ Bóg nie zmusza nas do posłuszeństwa, to nie jest w stanie pomóc takiemu człowiekowi, ponieważ ten człowiek nie chce tej pomocy. Taki człowiek musi zostać unicestwiony, ponieważ jest jak trędowaty, który samą swoją obecnością zaraża innych trądem.

Potop i Sodoma nie są zatem karą za grzech, ale symbolem ostatecznego rozwiązania problemu istnienia grzechu. Są dowodem na kłamstwo szatana, który powiedział do Ewy: „Na pewno nie umrzecie” (Rdz 3,4). Bóg na przykładzie potopu i Sodomy mówi, że grzech nie będzie trwał wiecznie, nie będą też żyć wiecznie ci, którzy swoje życie związali z grzechem, a nie z Bogiem.

A teraz chcę wrócić do samego początku, do wydarzeń mających miejsce w ogrodzie Eden tuż po upadku Adama i Ewy.
Jednak zanim to zrobię, chcę pokazać pewną ważną zasadę, o której musimy pamiętać, kiedy studiujemy Biblię.

Księga Hioba.

Wszyscy pamiętamy co spotkało Hioba. Jak do tego doszło? Podczas pewnego spotkania w niebie, szatan zarzucił Bogu, że kupił sobie wierność Hioba płacąc mu za nią różnymi bogactwami i stwierdził, że gdy Hiob zostanie pozbawiony tych bogactw, to nie zachowa wierności Bogu. Bóg powiedział wtedy:

Oto wszystko, co ma [Hiob], jest w twojej mocy, tylko jego nie dotykaj (Hi 1,12).

W krótkim czasie szatan pozbawił Hioba prawie wszystkiego. I podczas kolejnego spotkania w niebie Bóg powiedział szatanowi o Hiobie:

Mąż to nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego, trwa jeszcze w swojej pobożności, chociaż ty mnie podburzyłeś, ABYM GO BEZ PRZYCZYNY ZGUBIŁ (Hi 2,3)

Kto zabił dzieci Hioba? Kto unicestwił ogniem z nieba stada należące do Hioba oraz jego sługi? Kto namówił Sabejczyków i Chaldejczyków do obrabowania Hioba z jego stad i wymordowania sług Hioba? Zrobił to szatan, jednak podczas drugiego spotkania w niebie Bóg te działania przypisał sobie. Oznacza to, że kiedy Biblia mówi nam o tym, że Bóg coś zrobił, to może to oznaczać bezpośrednie działanie Boga, ale może też oznaczać działanie szatana, na które Bóg zezwolił.

A teraz Księga Rodzaju i ogród Eden.

Po upadku ludzi Bóg spotkał się z Adamem i Ewą, był tam też obecny szatan w postaci węża. I to do szatana Bóg skierował te słowa:

Ponieważ to uczyniłeś, będziesz przeklęty wśród wszelkiego bydła i wszelkiego dzikiego zwierza. Na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni życia swego! I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę (Rdz 3,14-15)

Czy Bóg przeklął szatana? Raczej nie, Bóg nie powiedział: „Przeklinam cię”, ale stwierdził, że szatan będzie przeklęty. Podobnie Bóg powiedział do Kaina, kiedy zabił on swojego brata: „Bądź więc teraz przeklęty”. Kiedy Jakub prorokował na temat przyszłości swoich synów, o Symeonie i Lewim powiedział:

Przeklęty ich gniew, bo jest gwałtowny, i zapalczywość ich, bo jest sroga (Rdz 49,7)

To nie Bóg rzuca na ludzi przekleństwo, ale złe cechy charakteru, te cechy które są cechami charakteru szatana, czynią ludzi przeklętymi. Tak więc to, co spotkało szatana, nie jest karą za jego grzechy, ale losem, który sam sobie zgotował. 

Co jeszcze Bóg powiedział wężowi? „Proch będziesz jadł po wszystkie dni życia swego”. Czym jest ten proch? Na pewno nie jest tym, co powinien jeść ten, kto chce być zbawiony. Jezus powiedział: „Ja jestem chlebem żywota”, jednak szatan z własnego wyboru odrzucił ten pokarm i wybrał „proch”, pokarm bez żadnej wartości. I ponownie, to nie była kara narzucona przez Boga, ale dobrowolny wybór szatana.

Dalszy ciąg tego fragmentu to konsekwencja wyborów szatana. Nieprzyjaźń stała się naturalnym stanem między Bogiem a tym, który chce pokonać Boga. I jest też naturalnym stanem między tymi, którzy są posłuszni Bogu a tymi, którzy są posłuszni szatanowi.

„Co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością?” (2 Kor 6,14)

I na koniec Bóg przepowiedział, jakie będzie zakończenie tej historii.

A teraz Ewa.

Do kobiety zaś rzekł: Pomnożę dolegliwości brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to ku mężowi twemu pociągać cię będą pragnienia twoje, on zaś będzie panował nad tobą (Rdz 3,16)

Czy Bóg ukarał Ewę i wszystkie kobiety, dodając do ich życia różne kobiece dolegliwości? Tutaj chcę przypomnieć zasadę, o której pisałem wcześniej. To, że Bóg mówi w Biblii, że coś zrobi, wcale nie musi oznaczać, że zrobi to osobiście. Bóg czasem po prostu pozwala na to, aby coś się stało. W tym przypadku Bóg pozwolił Ewie zgrzeszyć, a następnie ponieść konsekwencje tego grzechu. A taką konsekwencją zarówno dla Ewy jak i Adama, były między innymi zmiany w ich ciałach. Grzech zepsuł to, co zaprojektował i stworzył Bóg. To grzech sprowadził na ten świat różne nieszczęścia, w tym także różne choroby i dolegliwości. W tym miejscu może warto zastanowić się nad odpowiedzią na pytanie: czy Bóg stworzył grzech?

Często słyszałem to pytanie, i kiedyś miałem problem z tym, żeby na nie odpowiedzieć. Przecież jeżeli Bóg stworzył wszystko, to wynika z tego, że musiał też stworzyć to co jest złe, a więc Bóg stworzył też grzech. Czy jest to prawda? Myślę, że każdy czuje, że tak nie jest, jednak czy każdy z nas potrafi to uzasadnić?

Właściwą odpowiedź można znaleźć dopiero wtedy, gdy znajdzie się odpowiedź na inne pytanie: czym jest grzech?

Aby to zrozumieć musimy cofnąć się do samego początku, kiedy na stworzonej przez Boga ziemi, nie było jeszcze grzechu. Wszystko było doskonałe, a ludzie mogli żyć wieczne, ponieważ nic nie blokowało ich „połączenia” z Bogiem, jedynym źródłem życia. Bóg mógł wtedy, bez żadnych przeszkód, podtrzymywać życie ludzi.

Grzech zepsuł to połączenie, a skutkiem tego były „braki w zaopatrzeniu”. Ludzie przestali dostawać od Boga to, co jest niezbędne do wiecznego życia, ale nie był to skutek kary nałożonej na ludzi przez Boga, ale skutek podjętej przez ludzi decyzji.

Grzechem jest każde działanie, zarówno fizyczne jak i duchowe, które oddala człowieka od Boga. Tak więc grzech jest przede wszystkim decyzją podjętą przez człowieka. Taką decyzją jest akceptacja myśli, które prowadzą do grzechu i oczywiście działanie podjęte na skutek tej akceptacji. Tak więc grzech nie został stworzony przez Boga, ponieważ Bóg nie podejmuje za nas decyzji, dał nam wolną wolę i możliwość wyboru między tym co dobre i złe.

A teraz o skutkach grzechu.

Biblia używa trądu jako symbolu grzechu, ponieważ ta choroba dobrze odzwierciedla właściwości grzechu.
Po pierwsze zarażenie się trądem jest bardzo łatwe, wystarczy krótki, fizyczny kontakt z chorym na trąd, aby zarazić się tą chorobą. Czasem wystarczy znaleźć się wystarczająco blisko chorego, kontakt fizyczny nie jest wtedy potrzebny.
Po drugie trąd bardzo długo był chorobą nieuleczalną, tak więc dla chorego człowieka był jak wyrok śmierci.
I wreszcie po trzecie, trąd z czasem obejmował swoim zasięgiem całe ciało człowieka.

Grzech, kiedy pojawia się w życiu człowieka, z reguły dotyczy jakiejś jednej dziedziny życia, jednak jest w stanie bardzo szybko rozszerzyć swoje działanie na całe życie. Grzech „psuje" człowieka nie tylko duchowo, ale także fizycznie. Pojawienie się każdej choroby zawsze było skutkiem grzechu, a potem te choroby mogły już żyć „własnym życiem”, przenosząc się różnymi sposobami na nowe ofiary.

Na skutek grzechu człowiek stracił swoje pierwotne podobieństwo do Boga, co pokazuje na Biblia.

Kiedy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boże uczynił go (Rdz 5,1)

Adam został stworzony na podobieństwo Boga, jednak po grzechu coś się stało, oi tego podobieństwa nie przekazał już swoim dzieciom:

Adam żył sto trzydzieści lat i zrodził syna na podobieństwo swoje, na obraz swój, i nazwał go Set (Rdz 5,3)

Skutkiem tych zmian było to, co Bóg przepowiedział Ewie:

Do kobiety zaś rzekł: Pomnożę dolegliwości brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to ku mężowi twemu pociągać cię będą pragnienia twoje, on zaś będzie panował nad tobą (Rdz 3,16)

Tak więc nie była to kara za grzech, ale konsekwencja grzechu. Bóg nie „stworzył” tych cierpień, ale pojawiły się one na skutek zmian, które w ciałach ludzi spowodował grzech.

A teraz Adam.

A do Adama rzekł: Ponieważ usłuchałeś głosu żony swojej i jadłeś z drzewa, z którego ci zabroniłem, mówiąc: Nie wolno ci jeść z niego, przeklęta niech będzie ziemia z powodu ciebie! W mozole żywić się będziesz z niej po wszystkie dni życia swego! Ciernie i osty rodzić ci będzie i żywić się będziesz zielem polnym. W pocie oblicza twego będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz (Rdz 3,17-19)

Jak wynika z opisu trądu w Biblii, chorowali nie tylko ludzie, ale także przedmioty, a nawet całe domy (Księga Kapłańska, rozdział 13 i 14). Podobnie jest z grzechem, zaraża on nie tylko ludzi, ale także zwierzęta, rośliny czy ziemię. Wszystkie te zmiany były skutkiem grzechu, a nie karą, którą Bóg ukarał ludzi i całą ziemię.

W tym miejscu powinno paść pytanie: czy Bóg nie mógł usunąć tych skutków? Biblia mówi, że pewnego dnia Bóg to zrobi. Dlaczego jednak nie zrobił tego od razu?

Wyobraźmy sobie człowieka, który jest nałogowym palaczem, a skutkiem tego nałogu jest rak płuc. Czy Bóg może takiego człowieka uzdrowić, usuwając w jednej chwili wszystkie skutki palenia? Dla Boga nie jest to problem, problem leży w człowieku. Prawdziwym rozwiązaniem problemów wynikających z palenia, jest usunięcie przede wszystkim przyczyny, a potem skutków. A przyczyna leży w samym człowieku. Prawdziwe uzdrowienie polega przede wszystkim na zmianie nastawienia tego człowieka do palenia. Palacz uzdrowiony to palacz, który nie tylko nie chce już palić, ale wręcz nienawidzi tego nałogu. Wszystkie jego negatywne uczucia związane z nałogiem palenia są najlepszą gwarancją, że już nigdy nie wróci do palenia.

Tak samo jest z grzechem. Bóg mógłby usunąć z tego świata wszystkie skutki grzechu, ale one bardzo szybko pojawiły by się na nowo. Dlatego Bóg najpierw chce usunąć przyczynę grzechu, a potem, gdy to zadanie zostanie wykonane, będzie mógł stworzyć wszystko na nowo.

A co jest przyczyną grzechu? Ponieważ grzech to przede wszystkim świadomie podejmowane decyzje, które są niezgodne z Bożym prawem, to prawdziwą jego przyczyną jest nasza miłość do grzechu. Nikt nie robi dobrowolnie czegoś, czego nienawidzi, tak więc grzesząc, robimy tak naprawdę coś, co chcemy robić, nawet jeżeli znamy tego konsekwencje.

Pokazane tu sytuacje można wprawdzie interpretować jako Boże kary za grzech, albo myślę, że przede wszystkim jako konsekwencje grzechu, na które Bóg zezwala, szanując naszą wolną wolę. Jednak są inne przykłady, które często są traktowane jako kara za grzech.

Podam przykłady: ukamienowanie człowieka zbierającego drewno w sabat, zabicie Achana wraz z całą jego rodziną, zabicie Koracha, Datana i Abirama wraz z ich rodzinami, zabicie proroków Baala przez Eliasza. Tak lista jest o wiele dłuższa. Czy te wydarzenia nie są dobitnym przykładem kary za grzech?

Z całą pewnością śmierć tych ludzi była skutkiem Bożej interwencji, inaczej mówiąc to Bóg doprowadził do ich śmieci, albo osobiście, albo wydając polecenie ukamienowania. Jednak nie uważam, aby to była po prostu kara za grzech. Dlaczego? Gdyby jednak była to kara za grzech, to Bóg okazałby się wtedy bardzo niesprawiedliwy, ponieważ w wielu innych , podobnych sytuacjach, Bóg nie doprowadzał do śmierci grzeszników.

O co więc tu chodziło?

Wszystkie te przypadki mają związek z Izraelem jako narodem wybranym. W jakim celu Bóg wybrał Izraela? Aby pokazać innym ludom zasady Bożego Królestwa. A jedną z nich jest to, że w obecności Boga nie ma miejsca na grzech. Bóg jest ogniem trawiącym dla grzechu i wszystkiego, co jest związane z grzechem. Od wyjścia z Egiptu, prawie cała starotestamentowa historia Izraela związana jest z fizyczną obecnością Boga, szczególnie przez pierwszych czterdzieści lat, kiedy Izrael przebywał na pustyni. Bóg doprowadzając do śmierci tych wszystkich ludzi chciał pokazać, że kiedy On przebywa z ludźmi, to nawet najmniejsze przekroczenie prawa kończy się śmiercią. Taka jest konsekwencja grzechu popełnionego w obecności Boga. Gdyby Bóg faktycznie objawił wtedy swoją obecność, to nikt nie przeżyłby objawienia pełni Bożej chwały. Bóg jednak ukrywał swoją chwałę przed ludem, a poprzez wszystkie wspomniane tu przykłady wyjaśniał, że w Jego obecności mogą przebywać tylko ci, którzy całkowicie odrzucili grzech.

Czy w związku z tym wszystkim powinniśmy mówić o karze za grzech?

Tak naprawdę to wszystko zależy od tego, w jakiego Boga wierzymy. 

Każdy, kto wierzy w surowego Boga, którego sprawiedliwość polega na tym, że za każdy grzech musi zostać wymierzona kara, chętnie będzie widział w Biblii dowody na to, że Bóg karze ludzi za grzechy.

Jednak komuś, kto wierzy w Boga, który jest miłością, trudno jest się pogodzić z tym, że na tym polega Boża sprawiedliwość, ponieważ pamięta on o takich wersach, jak te:

Ja, jedynie Ja, mogę przez wzgląd na siebie zmazać twoje przestępstwa i twoich grzechów nie wspomnę (Iz 43,25)
I już nie będą siebie nawzajem pouczać, mówiąc: Poznajcie Pana! Gdyż wszyscy oni znać mnie będą, od najmłodszego do najstarszego z nich - mówi Pan - odpuszczę bowiem ich winę, a ich grzechu nigdy nie wspomnę (Jr 31,34)
Gdyż łaskawy będę na nieprawości ich, a grzechów ich nie wspomnę więcej (Hbr 8,12)

Jedyny warunek, jaki tak naprawdę musi być spełniony, aby Bóg wybaczył ludziom grzechy, jest odwrócenie się od wszystkich grzechów:

Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze (Ez 18,21-22)

Piękno ewangelii, która jest nie tylko treścią Nowego Testamentu, ale znajduje się także w Starym Testamencie, jest to, że cały proces odwrócenia się od grzechu odbywa się z Bożym wsparciem, a jedyna rzecz, którą człowiek musi zrobić samodzielnie, jest nabranie niechęci do grzechu. I nawet w tym pomaga nam Bóg, objawiając nam prawdę o grzechu.

Czy nadal uważasz, że Bóg karze nas za grzechy?



środa, 20 listopada 2019

Misja Jezusa według Ellen White

Jedną z moich ulubionych książek jest „Pragnienie wieków” Ellen White. Wielokrotnie przekonałem się, jak silny jest związek tego, co pisała Ellen White, z Pismem Świętym. Wiem, że nie wszyscy to widzą, jednak nie chcę tu analizować powodów, chcę natomiast podkreślić to, że taki związek istnieje i jest dowodem na to, że Ellen White była inspirowana przez Boga we wszystkim co mówiła.

„Pragnienie wieków” to moim zdaniem najważniejsza książka napisana przez Ellen White. Dlaczego? Ponieważ w jej centrum jest Jezus Chrystus.

Kto wierzy w Syna Bożego, ma świadectwo w sobie. Kto nie wierzy w Boga, uczynił go kłamcą, gdyż nie uwierzył świadectwu, które Bóg złożył o Synu swoim. A takie jest to świadectwo, że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego. Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota (1 J 5,10-12)

Jezus powiedział sam o sobie:

Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie (J 14,6)

Nasza przyszłość jest całkowicie uzależniona od tego, jakie mamy relacje z Jezusem Chrystusem. Nasz los uzależniony jest od tego, czy przylgnęliśmy do Niego tak, jak pewnego dnia przylgnął do Jezusa apostoł Paweł, który tak o tym napisał:

Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus, a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego (Gal 2,20)

Jezus przybył na nasz świat dwa tysiące lat temu po to, aby każdy z nas miał możliwość przeżycia takiego samego doświadczenia, jakie było udziałem apostoła Pawła. Jest to jedyna droga prowadząca do życia wiecznego.

Co dokładnie zrobił Jezus podczas swojego pobytu na ziemi?
Wielu chrześcijan dyskutuje dzisiaj na temat celu misji Jezusa. Odpowiedź jest oczywiście w Piśmie Świętym, jednak pomimo tego, że wszyscy czytamy tą samą Biblię, to mamy różne poglądy na ten temat. Chcę tutaj pokazać co o tym napisała Ellen White w „Pragnieniu wieków”. W przytoczonych cytatach pozwolę sobie podkreślać pewne myśli.

Już na samym początku Ellen White napisała o Jezusie:

Już od wieczności Pan, Jezus Chrystus, był jedno z Ojcem; był „odzwierciedleniem Boga”, ucieleśnieniem Jego wielkości i majestatu, „odblaskiem Jego chwały”. To właśnie po to, aby ukazać tę chwałę, pojawił się na świecie. Przyszedł na ciemną od grzechu ziemię, aby unaocznić światło Bożej miłości, aby być „Bogiem z nami” (…) Jezus miał objawić Boga zarówno ludziom, jak i aniołom (PW 15).

Potrzeba tego objawienia wynikała z faktu, że na skutek grzechu obraz Boga przestał być wyraźnie widoczny dla ludzi.

Grzech ma swoje korzenie w koncentracji na samym sobie. Lucyfer, cherubin nakrywający, zapragnął być najważniejszym w niebie. Poszukiwał sposobów zdobycia kontroli nad niebiańskimi istotami i zastanawiał się nad tym, jak odprowadzić je od Stwórcy i zdobyć ich hołd dla siebie. Przedstawił Boga w złym świetle, przypisując Mu pragnienie samowywyższenia. Swoje złe cechy próbował przypisać kochającemu Stworzycielowi. W ten sposób zwiódł aniołów. W ten sam sposób zwiódł ludzi. Doprowadził ich do zwątpienia w Słowo Boga i nieufności wobec Jego dobroci. Ponieważ Bóg jest Bogiem sprawiedliwości i przeogromnego majestatu, szatan sprawił, że spoglądali na Niego jak na kogoś bezwzględnego i nieprzejednanego. (…)
Na ziemi panowała ciemność, ponieważ ludzie nie rozumieli Boga. Aby ponure cienie mogły zostać rozświetlone, a świat mógł powrócić do Boga, zwodzicielska moc szatana musiała zostać złamana. Nie można jednak było zrobić tego siłą, gdyż jest to sprzeczne z zasadami Bożego panowania; On pragnie służby jedynie z miłości: miłości nie da się nakazać, nie można jej zdobyć siłą czy autorytetem. Tylko miłość budzi miłość. Znać Boga to kochać Go; Jego charakter musi zostać ukazany w kontraście wobec charakteru szatana. Tego dzieła mogła dokonać tylko jedna Istota we wszechświecie (PW 16-17).

Jezus powiedział:

A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś (J 17,3)

Apostoł Jan wyjaśnił to, mówiąc:

A z tego wiemy, że go znamy, jeśli przykazania jego zachowujemy. Kto mówi: Znam go, a przykazań jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim nie ma (1 J 2,3-4).

Jan powtórzył tylko słowa Jezusa:

Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie (J 14,15).

To dlatego Ellen White napisała, że „znać Boga to kochać Go”. Aby ludzie mogli pokochać Boga, najpierw musiała zostać objawiona prawda o Bogu, prawda o Jego miłości do nas, upadłych ludzi.

Szatan przedstawia Boże prawo miłości jako prawo samolubstwa i egoizmu. Twierdzi, że niemożliwe jest, aby ludzi byli posłuszni Jego zasadom. Winą za upadek naszych pierwszych rodziców oraz całe nieszczęście, jakie za sobą pociągnął, oskarżył on Stwórcę, prowadząc ludzi do spoglądania na Boga jako autora grzechu, cierpienia i śmierci. Jezus miał zdemaskować to zwiedzenie. Jako jeden z nas miał dać przykład posłuszeństwa. (…) Czyniąc dobro i uzdrawiając wszystkich dotkniętych przez szatana, Jezus jasno przedstawił prawdziwy charakter Bożego prawa i naturę swojej służby. Jego życie świadczy o tym, że my także możemy być mu posłuszni (PW 19)

Dzięki odkupieńczemu dziełu Chrystusa panowanie Boga zostało usprawiedliwione. Wszechmogący przedstawiony jest jako Bóg miłości. Oskarżenia szatana zostają obalone, a jego charakter ujawniony. Bunt już nigdy nie nawiedzi wszechświata. Po wieczne czasy będziemy zabezpieczeni przed odstępstwem (PW 21)

Szatańskim zwiedzeniem jest pogląd mówiący, że niemożliwe jest aby człowiek żył zgodnie z Bożym prawem, a przecież dzisiaj wielu chrześcijan powtarza to, i co gorsze, robią to z przekonaniem, że taka jest prawda. Uważają, że Boże prawo jest jak niemiłe jarzmo i ciężkie brzemię, a przecież Jezus powiedział:

Jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie (J 11,30)
Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe (1 J 5,3)

To na skutek tego zwiedzenia wielu gorliwie wierzących ludzi jest przekonanych, że posłuszeństwo Bożemu prawu jest czymś złym, ponieważ mylą samo posłuszeństwo z niewłaściwym sposobem zachowywania posłuszeństwa. Uważają, że skoro człowiek nie jest w stanie sam z siebie zachowywać przykazań, to wszystko to co robimy w celu zachowania posłuszeństwa, jest niewłaściwe. A to prawdą już nie jest. Nie powinniśmy się skupiać na zachowywaniu przykazań, ponieważ ta droga prowadzi donikąd. Posłuszeństwo nie może być celem samym w sobie, ale owocem tego, co powinniśmy robić. A powinniśmy skupiać się na poznawaniu Boga. Im lepiej Go znamy, tym większa szansa na to, że Go pokochamy, a wtedy Boża miłość sprawi, że staniemy się posłuszni Bogu. Posłuszni nie z obowiązku, jak starali się to uzyskać faryzeusze, ale posłuszni z miłości. To dlatego miłość jest tak ważna, a bez niej jesteśmy niczym (1 Kor 13).

To dlatego szatan robi wszystko, aby ludzie nie zobaczyli Boga takim, jakim jest naprawdę. I zanim Jezus przyszedł na ten świat, szatan był już prawie pewien, że udało mu się osiągnąć ten cel.

Szatan triumfował, ponieważ udało mu się zafałszować obraz Boży w ludzkich umysłach. Wtedy przyszedł Jezus, aby odbudować w człowieku właściwy wizerunek jego Stwórcy. Nikt inny, jedynie Chrystus może na nowo ukształtować zniszczony przez grzech charakter. On przyszedł wygnać demony, które kontrolowały wolę. Przyszedł podnieść nas z prochu, na nowo ukształtować wypaczony charakter według Boskiego wzorca i uczynić go pięknym przez swą własną chwałę (PW 31).

Dokładnie to samo mówi nam apostoł Paweł:

My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem (2 Kor 3,18)

Niektórzy ludzie uważają, że Jezus zachował swoje posłuszeństwo, ponieważ jest Bogiem, a dla nas jest to niemożliwe. Prawda jest taka, że żaden człowiek nie jest w stanie uniknąć grzechu, tak jak to było z Jezusem, jednak każdy może porzucić grzech i zacząć żyć sprawiedliwym życiem. Nieprawdą też jest, że Jezus dysponował czymś, co dla nas jest niedostępne, a co jest niezbędne do porzucenia grzechu. Jezus pod każdym względem był podobny do nas, za wyjątkiem grzechu.

Jezus przyjął (…) człowieczeństwo, kiedy rasa ludzka była osłabiona czterema tysiącami lat grzechu. Jak każde dziecko Adama przyjął na siebie skutki działania wielkiego prawa dziedziczności. Jakie były te skutki, widać w historii Jego ziemskich przodków. Przyszedł z takim dziedzictwem, aby dzielić nasze troski i pokusy, a także dać nam przykład bezgrzesznego życia. (…) Stoczył bitwę, jaką stoczyć musi każde ludzkie dziecko, podejmując ryzyko upadku i wiecznej zguby (PW 36).

Jezus był narażony na ataki szatana tak samo, jak każdy z nas. Jego siłą była więź z Ojcem, pokazał nam swoim życiem, że jest to wystarczająca moc do tego, aby pokonać wszelkie pokusy i żyć bez grzechu. Swoim życiem dał nam przykład bezgrzesznego życia.

Był poddany wszelkim zmaganiom, z jakimi my musimy się zmierzyć, aby mógł stać się przykładem dla nas w dzieciństwie, młodości i wieku dojrzałym (PW 53)
Jezus jest dla nas przykładem. Wiele osób zatrzymuje się nad okresem Jego publicznej służby, pomijając lekcję płynącą z wczesnych lat Jego życia. A to właśnie Jego zachowanie w domu stanowi przykład dla wszystkich dzieci i młodych ludzi. Zbawiciel zniżył się do ubóstwa, aby pokazać, jak blisko możemy chodzić z Bogiem, nawet w takiej sytuacji. Żył, aby cieszyć, uczcić i sławić swego Ojca w zwykłych sprawach życia (PW 56)

Największym problemem człowieka jest serce. To dlatego Bóg powiedział:

I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste (Ez 36,26)

Jednak Bóg nie robi tego wbrew naszej woli. Nie pozbawia nikogo tych rzeczy, których człowiek nie chce się pozbyć. A nie każdy z nas chce tak naprawdę, aby Bóg zmienił mu serce. Taka chęć to nie słowna deklaracja, ale bardzo głęboka potrzeba, to gorące pragnienie zmiany życia wbrew samemu sobie, wbrew grzesznej naturze, którą posiadamy od urodzenia. Bóg nie uszczęśliwia nas na siłę, działa dopiero wtedy, gdy prosimy Go o pomoc, i to prosimy z głębi serca. Aby obudziła się w nas taka potrzeba, takie pragnienie, musimy najpierw poznać Boga i zrozumieć jaki jest naprawdę. Musimy zrozumieć, że Bóg jest miłością, zrozumieć, że kocha nas pomimo tego jacy jesteśmy i musimy zapragnąć Jego obecności w naszym życiu. Najprostszą drogą do poznania Boga jest znalezienie prawdy o Nim w Jego Słowie.

Byłoby dobrze, gdybyśmy każdego dnia spędzali godzinę na rozmyślaniu o życiu Chrystusa. Rozważajmy je scena po scenie i niech wyobraźnia sięga do każdej z nich, uwzględniając szczególnie ostatnie dni przed Jego śmiercią. Kiedy w ten sposób zatrzymamy się nad Jego wielką ofiarą złożoną dla nas, nasza miłość ożywi się i zostaniemy głębiej przesiąknięci Jego Duchem. Skoro mamy być zbawieni, musimy odebrać lekcję pokuty i uniżenia u stóp krzyża.
Gdy spotykamy się razem. Możemy być błogosławieństwem dla siebie nawzajem. Jeżeli należymy do Chrystusa, nasze najsłodsze myśli będą związane właśnie z Nim. Będziemy uwielbiali o Nim rozmawiać, a nasze serca zmiękną pod boskim wpływem. Przyglądając się pięknu Jego charakteru, będziemy „przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę” (PW 64)

To co robił Jezus miało doprowadzić do „zmiękczenia” naszych serc. To nasze kamienne serca są tym, co blokuje nam drogę do zbawienia. Bóg nie wykonuje dosłownej operacji przeszczepu serca, robi to w sensie duchowym, ale podobnie, jak to ma miejsce w naszym życiu, najpierw pacjent musi wyrazić zgodę na ten zabieg. Swoim życiem i śmiercią na krzyżu Jezus przekonuje nas do tego, abyśmy zapragnęli tej operacji.

Jezus robił to przez trzydzieści lat. Pomimo wielu ataków szatana i przeszkód, jakie stawiali na Jego drodze ci, którymi szatan kierował, On cierpliwie podążał tą drogą, która objawiała pełnię Jego miłości do nas. „Tylko miłość budzi miłość”. W kazaniu na górze Jezus powiedział o tym, że powinniśmy kochać naszych nieprzyjaciół i modlić się za tych, którzy nas prześladują. I sam robił to, dając nam przykład:

Świt często zastawał Go w jakimś odosobnionym miejscu, rozmyślającego, studiującego Pisma lub zatopionego w modlitwie. Po tych cichych godzinach wracał do domu, aby na nowo podjąć się swych obowiązków i dać przykład cierpliwego trudu (PW 69).
Pragnął natchnąć nadzieją najbardziej szorstkich i nieobiecujących, zapewniając ich, że mogą stać się nienaganni i niewinni, otrzymując charakter, który objawi ich jako dzieci Boga (PW 70)
Wiedział, że jeżeli nie nastąpi zdecydowana zmiana zasad i celów życia ludzkości, wszyscy będą zgubieni. Stanowiło to brzemię Jego duszy i nikt nie był w stanie ocenić ciężaru, jaki na Nim spoczywał. Skoncentrowany na poważnym celu, realizował plan swojego życia, polegający na tym, że to On osobiście winien być światłością ludzi (PW 71)

Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności (J 8,12)

Jezus objawia nam Królestwo Światłości, które jest przeciwieństwem królestwa ciemności.

W konflikcie między Księciem światła i przywódcą królestwa ciemności wchodziły w grę bardzo ważne dla świata kwestie. Po skuszeniu człowieka do grzechu szatan ogłosił, że ziemia należy do niego i nazwał siebie księciem tego świata. Podporządkowawszy swojej własnej naturze ojca i matkę naszej rasy, zaplanował, że założy tu swoje imperium. Orzekł, że ludzie wybrali go swoim władcą. Kontrolując ich, sprawował władzę nad światem (PW 86)

I wyprowadził go [Jezusa] na górę, i pokazał mu wszystkie królestwa świata w mgnieniu oka, i rzekł do niego diabeł: Dam ci tę całą władzę i chwałę ich, ponieważ została mi przekazana, i daję ją, komu chcę, jeśli więc Ty oddasz mi pokłon, cała ona twoja będzie (Łk 4,5-7)

Chrystus przyszedł obalić twierdzenia szatana. Jako Syn Człowieczy miał pozostać wierny Bogu. W ten sposób miał pokazać, że szatan nie zdobył całkowitej kontroli nad rodzajem ludzkim i że jego roszczenia co do świata są fałszywe. Wszyscy, którzy pragnęli wyzwolenia z jego mocy, mogliby zostać uwolnieni (PW 86)

Sposób uwolnienia jest tajemnicą planu zbawienia. To w ramach tego planu Jezus przybył na nasz świat. Jednak szatan nie był w stanie zrozumieć działania tego planu.

To, że Syn Boży ma przyjść na ziemię jako człowiek, napełniło go zdumieniem i lękiem. Nie potrafił pojąć misterium tego wielkiego poświęcenia. Jego samolubna dusza nie była w stanie zrozumieć takiej miłości do upadłej rasy (PW 87)

Egoizm jest cechą charakteru szatana, a człowiek jest od urodzenia, na skutek działania prawa dziedziczenia, posiadaczem grzesznej, egoistycznej natury. Dlatego jest niemożliwe, aby człowiek, który objawia cechy charakteru szatana, zrozumiał działanie plany zbawienia. Tylko ci, którzy oddali swoje życie Jezusowi, a ich życie zostało pozbawione uczynków ciała, mogą pojąć tę tajemnicę. Aby ją zrozumieć nie wystarczy szukać rozwiązania w Biblii. Najpierw trzeba pozwolić Bogu na usunięcie z serca tego, co pochodzi od szatana, przede wszystkim na usunięcie egoizmu. Pokora i świadomość własnej słabości są tym co jest niezbędne do właściwego zrozumienia planu zbawienia. I dlatego szatan nigdy tego planu w pełni nie zrozumie. I dlatego nigdy nie zrozumie, dlaczego Jezus dobrowolnie poddał się temu wszystkiemu, co spotkało Go na ziemi.

Chrystus nie miał używać boskiej mocy dla swojej własnej korzyści. Przyszedł znieść próby, jakie my musimy znosić, przynosząc nam przykład wiary i poddania (PW 91).
W Jezusie nie było niczego, co reagowałoby na sofistykę szatana. Nie zgadzał się na grzech. Nawet myślą nie poddał się pokusie. Tak samo może być z nami. Człowieczeństwo Chrystusa zjednoczyło się z boskością, był zdolny do walki, ponieważ zamieszkał w Nim Duch Święty. Przyszedł, aby uczynić nas uczestnikami boskiej natury. Tak długo, jak jesteśmy zjednoczeni z Nim przez wiarę, grzech nie ma nad nami panowania. Bóg sięga po naszą rękę wiary, aby nakierować ją tam, gdzie mocno uchwyci się bóstwa Chrystusa, abyśmy mogli osiągnąć doskonałość charakteru.
Chrystus pokazał nam, jak to jest możliwe (PW 94).

Doskonałość charakteru jest tym, co wszyscy uważamy za ważne, ale większość nie chce zaakceptować tego, że Biblia mówi o tej doskonałości jako czymś, co powinniśmy osiągnąć tu i teraz. Wielu chrześcijan uważa, że tę doskonałość osiągniemy kiedyś, w przyszłości, i będzie ona skutkiem działania, które Bóg podejmie bez naszego udziału. Inaczej mówiąc, słusznie uważają, że człowiek nie może samodzielnie zmienić swojego charakteru na doskonały, ale niesłusznie uważają, że w związku z tym nie musimy nic robić, aby stać się doskonałymi.

Co do samej możliwości, to Biblia mówi:

Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest (Mt 5,48)
Abyście byli doskonali i trwali we wszystkim, co jest wolą Bożą (Kol 4,12)
Abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków (Jk 1,4)

Tak więc powinniśmy stać się doskonali tu i teraz, więc jeżeli tacy nie jesteśmy, to powinniśmy się zastanowić dlaczego. Może dlatego, że albo próbowaliśmy udoskonalić się samodzielnie, albo odrzuciliśmy wszelkie sposoby osiągnięcia doskonałości. Tymczasem właściwa droga polega na odrzuceniu prób samodoskonalenia i zrobienia wszystkiego, aby zbliżyć się do Jezusa. Tak, jak w życiu dwoje ludzi zbliża się do siebie, a poprzez coraz lepsze wzajemne poznanie, nawiązany zostaje coraz bliższy związek i ludzie stają się sobie coraz bliżsi. W ten sposób zaczynają się coraz bardziej nawzajem szanować, oraz są gotowi do coraz większego poświęcenia się dla dobra drugiej osoby. Kiedy taki związek łączy człowieka z Bogiem, to człowiek bez problemów zgadza się na to, aby Bóg udoskonalił jego charakter. Z przyjemnością odrzuca to, co nie podoba się Bogu.

Czy jest coś, co może przeszkodzić Bogu w wykonaniu tego dzieła? Tak, to my jesteśmy tą przeszkodą, a dokładniej nasze serca i przechowywane w nich upodobanie do grzechu. Problem nie leży po stronie Boga, On jest gotów zrobić wszystko, aby nam pomóc, a najlepszym tego dowodem jest to, co stało się na krzyżu Golgoty.

W przytoczonym wcześniej cytacie Ellen White stwierdziła, że Jezus „wiedział, że jeżeli nie nastąpi zdecydowana zmiana zasad i celów życia ludzkości, wszyscy będą zgubieni”. Na czym polega zmiana celów? To przede wszystkim zmiana priorytetów. To, co kiedyś wydawało się ważne, teraz stało się nieistotne; to co kiedyś było bardzo pożądane, teraz stało się czymś niechcianym. Podobnie z zasadami, ale tutaj zmiana polega na tym, że następuje odrzucenie zasad egoistycznych, i przyjęcie zasad opartych na miłości. Aby takie zmiany nastąpiły, musi zostać poruszone serce człowieka. Jednym z celów misji Jezusa było właśnie poruszenie naszych serc w taki sposób, aby w miejsce egoizmu znalazła się w nich miłość.

Misja Chrystusa mogła się spełnić jedynie poprzez cierpienie. Zbawiciel miał przed sobą życie pełne troski, trudu, zmagania i zakończone haniebną śmiercią. Musiał ponieść grzechy całego świata i doświadczyć oddzielenia od miłości Ojca (PW 98)

Ostatnie zdanie może sugerować, że pogląd o tym, że Jezus dosłownie wziął na siebie nasze grzechy, jest prawdziwy. I ponieważ dosłownie znalazły się na nim wszystkie grzechy ludzkości, to Bóg z powodu wstrętu i nienawiści do grzechu, odwrócił się od Jezusa. Jednak to wyjaśnienie nie jest zgodne z całym kontekstem Biblii, a przede wszystkim z obrazem Boga, który jest miłością. Jest inne wyjaśnienie, które nadaje tej wypowiedzi inny sens. Otóż Ojciec i Syn chcieli dać ludzkości ostateczny i niepodważalny dowód na to, że człowiek może zachować posłuszeństwo Bogu nawet w sytuacji, gdy nie czuje obecności Boga. Większość z nas nie ma tak naprawdę pojęcia o tym, czym jest brak obecności Boga, ponieważ On jest z nami cały czas. Wprawdzie nie czujemy tej obecności tak, jak moglibyśmy czuć, ale nie jesteśmy całkowicie pozbawieni obecności Boga. A z drugiej strony nikt z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie takiego związku, jaki łączy Ojca i Syna. 

Ojciec nie odwrócił się od Syna, gdy ten wisiał na krzyżu, ale ukrył przed nim swoją obecność. A skutkiem tego było to, że Jezus czuł się tak, jakby grzechy całego świata spoczęły na Nim.

Oddzielenie się obecności Boga od Zbawiciela w godzinie najwyższej udręki przeszyło Jego serce smutkiem, którego człowiek nigdy w pełni nie zrozumie (…) Zupełna ciemność, niczym żałobny kir, otoczyła krzyż (…) W tej gęstej ciemności ukryła się obecność Boga. On czyni ciemność swoim namiotem i ukrywa swoją chwałę przed oczyma ludzkimi. Bóg i Jego święci aniołowie znajdowali się przy krzyżu. Ojciec był ze swoim Synem. Jednak Jego obecność nie ujawniała się (…) Chrystus nie mógł zostać wsparty przez obecność Ojca. Sam zmagał się z problemami i nie było przy Nim nikogo z ludzi (PW 607-608)

Jezus postawił sam siebie na miejscu największego grzesznika, chociaż sam był bez grzechu. Zrobił to zgadzając się na to, aby Ojciec zasłonił przed Nim swoją obecność. To była największa próba zarówno dla Syna jak i dla Ojca. Jezus jako człowiek żył w doskonałej łączności z Ojcem. Dzięki tej łączności zachowywał doskonałe posłuszeństwo Ojcu. Jednak aby całkowicie obalić oskarżenia szatana, Jezus musiał wykazać się posłuszeństwem opartym tylko na wierze, w sytuacji gdy został pozbawiony wszystkich widocznych i odczuwalnych znaków obecności Ojca. Jedyne co zostało Jezusowi, jedyne czego mógł się trzymać, była wiara w Ojca. Jak czuł się w trakcie tej próby Ojciec? Namiastką tego może być to, co czuje ziemski ojciec, kiedy widzi cierpiące dziecko i ma świadomość tego, że w tym momencie nie jest w stanie mu pomóc.

Chrystus wysączył ostatnie krople z kielicha ludzkiej niedoli. W ciągu tych strasznych godzin polegał na dowodach akceptacji ze strony Ojca, jakie zostały Mu udzielone dotychczas. Znał charakter swojego Ojca; rozumiał Jego sprawiedliwość, miłosierdzie i wielką miłość. Przez wiarę spoczął w Tym, któremu z ogromną radością zawsze był posłuszny. I kiedy w pokorze powierzył siebie Bogu, odczucie utraty przychylności Ojca odeszło. Chrystus stał się zwycięzcą przez wiarę (PW 610)

Zapowiedzią tej próby było to, co spotkało Hioba. Nieszczęścia które go spotkały nie były karą od Boga, ale skutkiem działalności szatana. Hiob jest po prostu symbolem Jezusa, zapowiedzią tego, co stało się z Chrystusem. Gdyby Bóg tego nie zabronił, to prawdopodobnie szatan w końcu zabiłby Hioba. W przypadku Jezusa takiego zakazu nie było, ponieważ charakter szatana musiał zostać w pełni ujawniony.
Misja Jezusa na ziemi zakończyła się tak naprawdę w niebie, kiedy po swoim zmartwychwstaniu Chrystus znalazł się przed Ojcem i powiedział:

Ojcze, skończyłem. Wykonałem Twoją wolę, mój Boże. Dokonałem dzieła odkupienia. Skoro stało się zadość Twej sprawiedliwości „Ojcze, chcę, aby także ci, których mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem”. Słychać głos Boga oznajmiający, że sprawiedliwości stało się zadość. Szatan jest pokonany. Ci, którzy na ziemi należą do Chrystusa w trudzie i zmaganiu są obdarowanymi „w Umiłowanym”. Zostają przed niebiańskimi aniołami i przedstawicielami nieupadłych światów ogłoszeni jako usprawiedliwieni (PW 671).

Na czym polega zaspokojenie Bożej sprawiedliwości?

Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze (Ez 18,21)

poniedziałek, 11 listopada 2019

Śmierć Jezusa Chrystusa - część 2

1 Piotra 1,17-20 A jeśli wzywacie jako Ojca tego, który bez względu na osobę sądzi każdego według uczynków jego, żyjcie w bojaźni przez czas pielgrzymowania waszego, wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego. Wprawdzie był On na to przeznaczony już przed założeniem świata, ale objawiony został dopiero w czasach ostatnich ze względu na was

Czy Jezus przyszedł na ten świat aby umrzeć?
Gdyby taki był cel misji Jezusa, to jak powinniśmy patrzeć na decyzje podjęte przez tych Żydów, którzy chcieli doprowadzić do śmierci Jezusa? Powinniśmy je widzieć jako wypełnianie woli Boga, a Judasza powinniśmy dostrzegać jako tego, który pomógł Jezusowi w osiągnięciu celu Jego misji.

Myślę, że nikt z nas nie myśli w ten sposób o tych, którzy doprowadzili do ukrzyżowania Pana Chwały. A jednak wielu chrześcijan uważa, że celem misji Jezusa była śmierć na krzyżu Golgoty. Czytając 1 P 1,17-20 można odnieść wrażenie, że rzeczywiście Jezus przyszedł na ziemię, aby umrzeć. Ale czy jest to prawda?

Jaki powód swojego przyjścia na nasz świat podał Jezus?

Jana 18,37 Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie

Jezus nie powiedział, że przyszedł aby umrzeć, ale aby dać świadectwo prawdzie. Jakiej prawdzie?

Jana 8,31-32 Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w Niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi

Celem Jezusa było objawienie tej prawdy, która, gdy zostanie poznana i przyjęta, uwalnia ludzi z niewoli grzechu. Jezus powiedział coś więcej: 

„Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie” (J 8,36). 

To Jezus jest tą prawdą, która może nas uczynić wolnymi od niewoli grzechu.

Ja jestem droga i prawda, i żywot.(J 14,6)

To nie śmierć na krzyżu była celem misji Jezusa, ale objawienie prawdy, czyli tego jaki jest Bóg, objawienie Bożej miłości. Tylko miłość do Boga jest w stanie uwolnić nas z niewoli grzechu

Jana 14,15 Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie

I Jezus zrobił to, chociaż od początku wiedział, że zostanie przez nas zabity. Wiedział o swojej śmierci, a jednak przyszedł aby nas ratować, objawiając nam prawdę. Całe życie Jezusa było objawieniem Bożej miłości do upadłej ludzkości. Wszystko to co zrobił, pokazuje jak bardzo Bóg pragnie uwolnić nas od grzechu. Każde uzdrowienie powinno być widziane jako znak miłości, takiej samej jaką kochający rodzice objawiają swoim dzieciom, nawet wtedy, gdy dzieci są im nieposłuszne. Kochający rodzice robią wszystko co możliwe, aby ratować własne dzieci, kiedy zagraża im niebezpieczeństwo. I są gotowi pomagać im nawet wtedy, gdy sami narażają się na niebezpieczeństwo, a nawet na utratę życia.

To zdarzyło się naprawdę. 32-letni mężczyzna zginął bohaterską śmiercią, ratując syna, który spadł z mostu w amerykańskim stanie Minnesota. Trzylatka udało się uratować. Do tragedii doszło mieście Detroit Lakes w sobotę wieczorem, w weekend, gdy Amerykanie obchodzili Dzień Ojca. Trzyletni syn Christophera Franklina Nicholasa Schultza spadł z mostu do Dead Shot Bay. Mężczyzna natychmiast wskoczył do wody, by ratować syna. Wyciągnął go z toni i trzymając nad głową podał świadkom, którzy wyciągnęli malca na brzeg. Sam 32-latek nie zdołał się uratować.
Inna historia. Tragedia w amerykańskim stanie Iowa. 33-letni mężczyzna rzucił się na pomoc córeczce, którą zaatakował pitbull. Dziewczynka przeżyła, jej ojciec – nie. Do incydentu doszło w mieście Fort Madison. Robert Joseph „Joey” Quick, ojciec czwórki dzieci pojechał z dwiema córkami odebrać auto. Dziewczynki weszły do domu właściciela samochodu i – jak opowiadała ich babcia Deb Newman – zostały zaatakowane przez dużego psa. Joey wbiegł do domu i wrzucił się na pitbulla. Mężczyzna został zabrany do szpitala, ale lekarzom nie udało go uratować. „Pan Quick bronił swojej córki i bez wątpienia uratował jej życie” – napisano w oświadczeniu biura szeryfa okręgu Lee. Do szpitala trafiła także pogryziona córeczka, ale jej życiu nic nie zagraża. – Dzieci były dla Joeya całym światem. Zawsze mówił, że oddałby za nie życie i tak rzeczywiście się stało – przyznała jego matka.

Obaj ojcowie chcieli uratować swoje dzieci i zrobili to. Wiedzieli, że ryzykują, ale nie wahali się i zrobili wszystko co było możliwe, aby ratować własne dzieci. Jezus nie ryzykował, ale dokładnie wiedział co się z Nim stanie gdy przyjdzie na ziemię. Wiedział, że zostanie odrzucony, wzgardzony i zabity. A mimo to zrobił to. Wizja haniebnej śmierci na krzyżu nie powstrzymała Go od przyjścia na ziemię.

Jednak objawienie prawdy nie polegało tylko na objawieniu miłości Boga. Jezus samą swoją obecnością na ziemi spowodował ujawnienie prawdy o grzechu. Bóg jest miłością i jest gotów zrobić wszystko dla ratowania ludzi, a grzech jest tym, co ludzi zabija. Śmierć Jezusa na krzyżu jest najlepszym dowodem na to, do czego prowadzi grzech. I jest też dowodem na coś, w co wielu ludzi, uważających się za chrześcijan, nie chce dzisiaj uwierzyć. Jezus swoją śmiercią udowodnił, że ten, kto zna i kocha Boga, tak jak Syn kocha Ojca, może żyć w doskonałym posłuszeństwie Bogu, nawet w sytuacji, gdy wydaje mu się, że został sam i przestał odczuwać obecność Boga. Prawdziwa wiara pozwala zachować posłuszeństwo w najbardziej niesprzyjających warunkach.

A około dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?(Mt 27,46)

Absolutnie wszystko, co otaczało wiszącego na krzyżu Jezusa, wskazywało na to, że Bóg opuścił go. A mimo to Jezus nie stracił swojej wiary i był posłuszny woli Ojca aż do końca.

Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego (Łk 23,46)

Jezus wbrew temu co widział i czuł, nadal całkowicie ufał Ojcu. W ten sposób objawił nam prawdę i kiedy to objawienie było pełne, powiedział:

Wykonało się! I skłoniwszy głowę, oddał ducha (J 19,30)

Czy Jezus przyszedł na nasz świat aby umrzeć? Nie, On przyszedł pomimo tego, że wiedział że umrze na krzyżu.

Co czujemy, gdy myślimy o tym, co stało się na krzyżu Golgoty? Czy czujemy radość z powodu tego, że Jezus swoją śmiercią uwolnił nas od konsekwencji naszych grzechów? Powinniśmy się z tego cieszyć, ale jeśli ta radość nie jest połączona z uczuciem wstrętu i obrzydzenia do grzechu, który doprowadził do śmierci Jezusa na krzyżu, to chyba czegoś nie zrozumieliśmy. W prawdziwej miłości nie ma miejsca na tolerowanie czegoś, co zabija tego, kogo kochamy.

Większej miłości nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich (J 15,13)

Ten, kto naprawdę kocha Boga, nie może jednocześnie uważać grzechu za coś, co nie ma dużego znaczenia. Adam i Ewa zjedli tylko kilka owoców z drzewa, o którym Bóg powiedział Adamowi:

Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść(Rdz 2,17)

I dzisiaj wielu ludzi uważa, że ludzie nie zasłużyli sobie na tak surowy wyrok, nie zasłużyli sobie na to wszystko, co nas dzisiaj spotyka. Ale to nie Bóg zmusza nas do grzeszenia, to nie Bóg podejmuje za nas złe decyzje. I to właśnie ten „mały” grzech doprowadził do śmierci Jezusa. 

Czy świadomość prawdziwego znaczenia grzechu nie porusza naszych serc?