poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Właściwa koncepcja Królestwa Bożego i charakteru Boga

Jednym z moich ulubionych fragmentów Biblii jest Kazanie na Górze. Za każdym razem, gdy do niego wracam, odkrywam coś nowego, myśli, które wcześniej nie przychodziły mi do głowy. Moje zainteresowanie tym kazaniem wzrosło jeszcze bardziej, gdy zauważyłem wypowiedź Ellen White, która napisała coś bardzo interesującego na temat tego kazania.

W Kazaniu na Górze [Jezus] pragnął zniweczyć to, czego dokonała fałszywa edukacja, i przedstawić słuchaczom właściwą koncepcję swojego królestwa i swego charakteru. Nie zaatakował jednak ludzkich błędów w sposób bezpośredni. Dostrzegał spowodowaną grzechem nędzę świata, a jednak nie podkreślał wobec ludzi ich okropnego stanu. Uczył ich czegoś nieskończenie lepszego niż to, co było im znane. Nie walcząc z ich koncepcjami na temat Bożego królestwa, mówił im o warunkach, dzięki którym można do niego wejść, pozostawiając im samym możliwość wyciągnięcia wniosków. Prawdy, które przekazywał podążającemu za Nim tłumowi, są tak samo istotne dla nas. Nie mniej niż oni potrzebujemy nauczyć się podstawowych zasad królestwa Bożego” (PW s.236-7).

Zacznę od pierwszego zdania w tym cytacie:

W Kazaniu na Górze [Jezus] pragnął zniweczyć to, czego dokonała fałszywa edukacja, i przedstawić słuchaczom właściwą koncepcję swojego królestwa i swego charakteru”.

Wiemy, że Żydzi mieli błędną koncepcję Królestwa Bożego, ponieważ uważali, że Mesjasz przywróci Izraelowi pozycję mocarstwa dominującego nad innymi narodami, pozycję podobną do tej, jaką Izrael miał za czasów Dawida i Salomona. Uważali się za naród wybrany, jednak nie rozumieli powodu, dla którego zostali wybrani. Uważali, że są lepsi od innych i Bóg wybrał ich, ponieważ w oczach Boga tylko oni zasługiwali na wejście do Bożego Królestwa. Byli dumni z tego, że tylko oni żyli zgodnie z Bożym prawem. Byli też przekonani, że obrzezanie oraz skrupulatne przestrzeganie wszystkich zwyczajów jest jedyną drogą prowadzącą do Boga. Nie widzieli w przyszłym Królestwie miejsca dla nikogo, kto nie był Żydem. W kazaniu na górze Jezus wyjaśnił, że wejście do Bożego Królestwa nie jest zarezerwowane dla jednego narodu i nie jest uzależnione od zachowywania zewnętrznych form religijnych, pokazał swoim słuchaczom zupełnie inną drogę i zupełnie inne warunki zbawienia.

Żydzi nie znali też dobrze charakteru Boga, ponieważ przypisywali Mu pewne cechy, których Bóg nie ma. Pokazuje to choćby historia uzdrowienia człowieka, który był chory od trzydziestu ośmiu lat. Miało to miejsce nad sadzawką Betezda. 

A jest w Jerozolimie przy Owczej Bramie sadzawka, zwana po hebrajsku Betezda, mająca pięć krużganków. W nich leżało mnóstwo chorych, ślepych, chromych i wycieńczonych, którzy czekali na poruszenie wody. Od czasu do czasu zstępował bowiem anioł Pana do sadzawki i poruszał wodę. Kto więc po poruszeniu wody pierwszy do niej wstąpił, odzyskiwał zdrowie, jakąkolwiek chorobą był dotknięty” (J 5:2-4)

Na pierwszy rzut oka wygląda to na objaw mocy Boga, który wysyła aniołów, aby pomagali chorym odzyskać zdrowie. Jednak obraz jakiego Boga tworzy się w naszych umysłach, jeżeli przyjmiemy, że to, co działo się w tej sadzawce, było celowym działaniem Boga? Utrwalamy sobie obraz Boga, który jest dobry dla tych, którzy są silniejsi lub sprytniejsi od innych; Boga, który tym samym nie troszczy się o słabszych. Człowiek którego uzdrowił Jezus przez trzydzieści osiem lat próbował w sadzawce odzyskać swoje zdrowie. Czy wierzymy w Boga, który przez te wszystkie lata spokojnie patrzył na starania tego człowieka?

To co zrobił Jezus było objawieniem tego, że Bóg chce pomóc każdemu, jednak może to zrobić tylko wtedy, gdy człowiek przychodzi do Boga po pomoc i nie próbuje pomóc sam sobie. Uzdrowiony człowiek stracił już nadzieje na to, że może odzyskać zdrowie zanurzając się w wodzie sadzawki. Takiego poczucia całkowitej bezradności nie mieli inni chorzy, którzy na różne sposoby próbowali pierwsi wejść do wody po jej poruszeniu przez anioła. Był to jedyny znany im sposób odzyskania zdrowia i nie szukali innego.

Innym przykładem przypisywania Bogu cech charakteru, których Bóg nie posiada, jest to, co o Bogu mówili Hiobowi jego przyjaciele. Próbowali oni wykazać, że Hiob został ukarany przez Boga za grzechy, których wprawdzie nie znali, ale byli pewni, że musiały mieć miejsce. Elifaz z Temanu powiedział do Hioba: „Przypomnij sobie, kto kiedy, będąc niewinny, zginął, albo gdzie ludzie prawi byli wytępieni! Jak daleko spojrzeć, ci, którzy orali bezprawie i rozsiewali zło, zawsze je zbierali” (Hi 4:7-8). Elihu, syn Berachela Buzytczyka, z rodu Rama powiedział do Hioba: „Strzeż się, abyś się nie zwracał ku niegodziwości, gdyż z powodu niej znosisz cierpienie” (Hi 36:21). Żydzi byli przekonani, że spotykające ludzi nieszczęścia są karą za grzechy. Podobnie myśleli też uczniowie Jezusa. Kiedy Jezus wraz z uczniami spotkali w Jerozolimie człowieka ślepego od urodzenia, uczniowie zapytali Go: „Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził? Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego” (J 9:2-3). Odpowiedź Jezusa wyraźnie wskazuje na to, że nie powinniśmy traktować spotykających nas nieszczęść jako kary za nasze grzechy. Świadczy też o tym bardzo dobitnie historia Hioba, ponieważ wszystko to, co go spotkało było skutkiem działań szatana.

Pogląd mówiący, że Bóg karze ludzi za grzechy skutkuje innym błędem, który można było zauważyć u Żydów. Otóż uważali oni, że powodzenie w życiu świadczy nie tylko o Bożych błogosławieństwach, ale przede wszystkim jest dowodem na sprawiedliwość. Jest potwierdzeniem tego, że taki człowiek znajduje uznanie w oczach Boga a jego życie toczy się w zgodzie i harmonii z Bożym prawem. Gdyby tak było, to oznaczałoby to, że Bóg sankcjonuje grzech. Czy król Salomon nie miał wielkiej władzy nie tylko w Izraelu, ale wśród okolicznych państw? Czy nie stał się bardzo bogatym władcą? „Ilość złota, jakie napływało do Salomona w ciągu jednego roku, wynosiła sześćset sześćdziesiąt sześć talentów, nie licząc dochodów od wędrownych handlarzy i z ceł od kupców, i od wszystkich królów arabskich i namiestników ziemi (…) Wszystkie przybory w Leśnym Domu Libańskim były ze szczerego złota, nic nie było ze srebra, gdyż srebro w czasach Salomona za nic było uważane,  gdyż król posiadał okręty, które płynęły do Tarszysz morzem wraz z okrętami Chirama; raz na trzy lata przypływały okręty z Tarszysz, przywożąc złoto i srebro, kość słoniową, małpy i pawie. Tak tedy król Salomon bogactwem i mądrością przewyższał wszystkich królów ziemi” (1 Krl 10:14-15,21-23). Gdyby bogactwo i powodzenie były miarą sprawiedliwości człowieka, to Salomon byłby najbardziej sprawiedliwym człowiekiem na ziemi. A jednak Biblia mówi o Salomonie: „Jego żony uwiodły więc jego serce. Kiedy Salomon zestarzał się, żony zwróciły jego serce ku bogom obcym i wskutek tego serce jego nie pozostało tak szczere wobec Pana, Boga jego, jak serce jego ojca, Dawida. Zaczął bowiem czcić Asztartę, boginię Sydończyków, oraz Milkoma, ohydę Ammonitów. Salomon dopuścił się więc tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid, jego ojciec. Salomon zbudował również posąg Kemoszowi, bożkowi moabskiemu, na górze na wschód od Jerozolimy, oraz Milkomowi, ohydzie Ammonitów. Tak samo uczynił wszystkim swoim żonom obcej narodowości, palącym kadzidła i składającym ofiary swoim bogom. Pan rozgniewał się więc na Salomona za to, że jego serce odwróciło się od Pana, Boga izraelskiego. Dwukrotnie mu się ukazał i zabraniał mu czcić obcych bogów, ale on nie zachował tego, co Pan mu nakazał” (1 Krl 11:3-10). Z kolei na przeciwnym biegunie znajdują się na przykład Boży prorocy, którzy często nie tylko nie byli bogaci, ale byli prześladowani i zabijani. Gdyby bogactwo i powodzenie były miarą sprawiedliwości człowieka, to Jeremiasz byłby bardzo niesprawiedliwym człowiekiem, który mógłby usłyszeć to samo, co usłyszał Hiob: „Przypomnij sobie, kto kiedy, będąc niewinny, zginął, albo gdzie ludzie prawi byli wytępieni! Jak daleko spojrzeć, ci, którzy orali bezprawie i rozsiewali zło, zawsze je zbierali”, „Strzeż się, abyś się nie zwracał ku niegodziwości, gdyż z powodu niej znosisz cierpienie”.

A teraz druga część podanej na początku wypowiedzi Ellen White na temat kazania na górze:

„[Jezus] nie zaatakował jednak ludzkich błędów w sposób bezpośredni. Dostrzegał spowodowaną grzechem nędzę świata, a jednak nie podkreślał wobec ludzi ich okropnego stanu. Uczył ich czegoś nieskończenie lepszego niż to, co było im znane. Nie walcząc z ich koncepcjami na temat Bożego królestwa, mówił im o warunkach, dzięki którym można do niego wejść, pozostawiając im samym możliwość wyciągnięcia wniosków”.

Czytając treść kazania na górze łatwo jest zauważyć to, co napisała Ellen White. Jezus nie walczył z fałszywymi poglądami udowadniając ludziom, że nie mają racji. Zrobił coś innego, objawił im warunki zbawienia i pozostawił im wyciągnięcie wniosków. Wyjaśnił, że zbawienie nie jest uzależnione od pochodzenia, ale od charakteru człowieka. Przynależność do narodu żydowskiego, obrzezanie czy przestrzeganie judaistycznych ceremonii nie mogą nikomu zapewnić wstępu do Królestwa Niebios. Drzwi do Nieba mogą otworzyć takie cechy charakteru jak miłość, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, łagodność czy wstrzemięźliwość, to są te cechy o których apostoł Paweł napisał w liście do Galacjan. Wejść do Nieba będą mogli ci, którzy czują się ubodzy w duchu; ci którzy ze smutkiem patrzą na skutki własnych grzechów oraz na tych, którzy nie chcą widzieć skutków swoich grzechów; ci którzy są cisi; ci którzy z całego serca pragną sprawiedliwości; ci którzy są miłosierni i wreszcie ci, którzy mają czyste serca.

A gdy Jezus dokończył tych słów, zdumiewały się tłumy nad nauką jego. Albowiem uczył je jako moc mający, a nie jak ich uczeni w Piśmie” (Mt 7:28-29). Ludzie dostrzegali różnicę między naukami głoszonymi przez Jezusa a tym, czego nauczali uczeni w Piśmie. Słowa Jezusa poruszyły ich serca i chociaż były dla nich szokiem, to wielu z nich czuło, że Jezus głosił prawdy pochodzące od Boga, czuli w Jego słowach moc Bożą.

Tłumy zdumiewały się nad tą nauką, która tak bardzo różniła się od przepisów i przykładu, jaki dawali faryzeusze (…) Ludzie milczeli, ogarnęło ich uczucie bojaźni. Patrzyli z powątpiewaniem na siebie nawzajem. Kto z nich mógłby być zbawiony, gdyby słowa tego Człowieka okazały się prawdziwe?” (PW s.240).

Ludzie zadawali sobie te pytania i nie mogli po prostu zignorować wysłuchanych nauk. Chociaż były one zaprzeczeniem tego, w co wierzyli do tej pory, to wrażenie, jakie wywarł na nich Jezus sprawiło, że nie odwrócili się od usłyszanych prawd i pragnęli nadal Go słuchać. „A gdy zstąpił z góry, poszło za nim wielkie mnóstwo ludu” (Mt 8:1).

 

A teraz przejdę do ostatniej części tego, co o kazaniu na górze powiedziała Ellen White.

„Prawdy, które przekazywał podążającemu za Nim tłumowi, są tak samo istotne dla nas. Nie mniej niż oni potrzebujemy nauczyć się podstawowych zasad królestwa Bożego”

Chyba nikt z nas nie ma wątpliwości, że prawdy głoszone przez Jezusa były ważne dla słuchających go ludzi, ponieważ tak naprawdę nie rozumieli oni podstawowych zasad Królestwa Bożego. Jednak czy takie same przekonanie mamy na nasz temat? Czy też uważamy, że musimy nauczyć się tych prawd? Czy nie jest tak, że zdecydowana większość chrześcijan uważa, że zna te prawdy? Chce podkreślić, że Ellen White nie mówi o lepszym zrozumieniu lub poznaniu pewnych szczegółów. Ona mówi o nauczeniu się podstaw. Ktoś, kto je zna, nie musi się ich uczyć. Jednym słowem Ellen White mówi nam, że nie znamy właściwego znaczenia nauk Jezusa. Czy jest to prawda? Czy znajdujemy się w podobnej sytuacji jak ludzie, którzy dwa tysiące lat temu słuchali Jezusa?

Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Chcę tylko wskazać na pewne analogie pomiędzy poglądami Żydów w czasach Jezusa oraz dzisiejszymi poglądami wielu chrześcijan.

 

Żydzi wierzyli w to, że zbawienie dostępne jest tylko dla Żydów, w dodatku tylko tych, którzy skrupulatnie przestrzegali religijnych ceremonii. Jezus pokazał, że jest to fałszywy pogląd. A jak to wygląda dzisiaj?

Wśród wielu chrześcijańskich denominacji jest wiele takich, które są przekonane, że zbawienie jest dostępne tylko dla tych, którzy należą do tego samego kościoła, co oni. Jest też wiele denominacji, które przykładają duże znaczenie do religijnych ceremonii. I nie mówię tu tylko o typowo religijnych ceremoniach, takich jak msza święta czy też nabożeństwo, ale także różnego rodzaju spotkania, często połączone z koncertami muzyki chrześcijańskiej. Nie mówię, że są one złe same w sobie, ale jeżeli ktoś uważa, że udział w tych wszystkich ceremoniach może zapewnić mu zbawienie, a jednocześnie nie zwraca uwagi na to, o czym Jezus mówił w kazaniu na górze, to popełnia taki sam błąd, jaki popełniali Żydzi. Oni też nie zwracali uwagi na znaczenie charakteru człowieka i tego, co człowiek przechowuje we własnym sercu.

Nawet ci, którzy wierzą w to, że to nie przynależność do kościoła daje zbawienie, często popełniają błąd lekceważenia potrzeby posiadania właściwego charakteru. Ubogi w duchu nie znajduje w sobie nic, co ma jakąkolwiek duchową wartość, a człowiek posiadający czyste serce nie tylko nie jest przywiązany do żadnej niewłaściwej rzeczy, ale wręcz czuje do nich niechęć i odrazę. Jezus powiedział, że „Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców” (Mt 7:18). Jezus nie powiedział, że większość owoców na dobrym drzewie jest dobra, ale wszystkie. Jezus nie powiedział, że na dobrym drzewie można czasem znaleźć zły owoc, powiedział że jest to niemożliwe. Bardzo ważne jest, aby zrozumieć, że Jezus w kazaniu na górze nie powiedział w jaki sposób człowiek może osiągnąć stan czystości serca, w jaki sposób może stać się ubogi w duchu, cichy, pokorny, miłosierny czy też spragniony sprawiedliwości. Tego w kazaniu na górze nie ma, jest natomiast konieczność osiągnięcia takiego stanu. Jak wielu chrześcijan uważa dzisiaj, że wady charakteru nie mają dużego znaczenia i nie stanowią przeszkody w osiągnięciu zbawienia?

Żydzi wierzyli w to, że zachowując zewnętrzne posłuszeństwo, mogą uwolnić się od konsekwencji grzechu poprzez składanie ofiar. Byli przekonani, że krew ofiarnych zwierząt zmywa z nich grzechy i są one z nich zdejmowane. Jednak akt złożenia krwawej ofiary bardzo często nie był połączony ze skruchą i chęcią zmiany życia, polegającej przede wszystkim na odwróceniu się od grzechu. Wielu Żydów składało ofiary, ale nie miało chęci zmiany dotychczasowego sposobu życia i nie mieli zamiaru porzucić pewnych grzesznych praktyk. Czy nie dostrzegamy podobnego problemu dzisiaj? Jak wielu z nas uważa, że problem grzechu został rozwiązany, ponieważ krew Jezusa zmywa z nas nasze grzechy, ale jednocześnie nie widzimy problemu w tym, że od czasu do czasu ujawniają się nasze wady charakteru. Czy pragniemy sprawiedliwości tak, jak umierający na pustyni człowiek pragnie dotrzeć do oazy, aby napić się wody? Jezus przelał dla nas swoją krew, ale czy ta krew zmienia nas w nowe stworzenia? „Albowiem ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz nowe stworzenie” (Ga 6:15). Jezus przelał dla nas swoją krew, ale czy świadomość złożonej przez Niego ofiary sprawiła, że narodziliśmy się na nowo i jesteśmy całkowicie nowymi ludźmi, oczywiście w sensie duchowym? Czy jako nowonarodzeni chrześcijanie porzuciliśmy wszystko to, co złe i do każdego rodzaju grzechu czujemy to samo, co Jezus? Jeżeli nie, to popełniamy taki sam błąd, jaki popełniali Żydzi w czasach Jezusa oraz wielu ludzi wcześniej i później. Jezus mówi do każdego z nas: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (J 3:3). W kazaniu na górze pokazał kim jest człowiek, który narodził się na nowo, który może nie tylko zobaczyć, ale także wejść do Królestwa Bożego. I dał tez do zrozumienia, że ten, kto nie narodził się na nowo, nie przeszedł całkowitej wewnętrznej przemiany, po której jego serce stało się czyste, nie tylko nie wejdzie do Królestwa Bożego, ale nawet go nie zobaczy.

Skoro narodzenie na nowo jest tak ważne, wręcz kluczowe, to w jaki sposób człowiek może narodzić się na nowo? Jezus wyjaśnił Nikodemowi, że jest to możliwe tylko wtedy, gdy człowiek tego pragnie i pozwoli Duchowi Świętemu na wykonanie wszystkich potrzebnych zmian. Pragnienie to można zdobyć tylko w jeden sposób. „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (J 3:14-15). Kiedy Izraelici zostali zaatakowani na pustyni przez jadowite węże, jedynym sposobem na uniknięcie śmierci było skierowanie wzroku na miedzianego węża, którego Mojżesz wykonał na polecenie Boga. I tak jak Izraelici patrzyli na miedzianego węża, tak my musimy patrzeć na Jezusa, aby poznać prawdę o Bogu, o Jego charakterze, zachwycić się tą prawdą i pokochać Boga całym sercem. Takie poznanie Boga prowadzi do nowonarodzenia. „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” (J 17:3).

Czy poznałem już Jezusa? Jeżeli widzę w sobie choćby najmniejsze przywiązanie do grzechu, to jeszcze Go nie poznałem. A czy ty już Go poznałeś? Co widzisz, kiedy patrzysz w lustro?


sobota, 1 sierpnia 2020

LGBT LESBIAN GAY BISEXUAL TRASGENDER



W 2013 roku „American Thinker” ideologię LGBT nazywał „fanaberią”.
Akceptowanie ideologii LGBT to wspieranie nadużyć” – pisał na blogu Alex Aradanas we wrWojciech Didyk
LGBT (skrótowiec odnoszący się do lesbijek, gejów, osób biseksualnych iześniu 2019, oskarżając „wspólnotę LGBT” o przemoc. „Nikt nie może zamienić sodomii w zdrową aktywność” – dodawał.
Prezydent Andrzej Duda w Opolu 13 czerwca 2020, powiedział: „Przez cały okres komunizmu w szkołach dzieciom wciskano komunistyczną ideologię. To był bolszewizm. Dzisiaj też próbuje nam się i naszym dzieciom wciskać ideologię, tylko inną, zupełnie nową. To jest taki neobolszewizm”.
Nie ma ideologii LGBT? Prezydent Duda przesadza? To przypomnijmy jak chciano demoralizować dzieci! Szokujące programy, o których zapomnieliśmy” – tak brzmiał tytuł artykułu Marzeny Nykiel z 13 czerwca 2020, który miał wyjaśnić sprawę. Można się z niego dowiedzieć, że:
- WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) przyjęła standardy dotyczące edukacji seksualnej dzieci, które mówią o „radości i przyjemności z dotykania własnego ciała” oraz masturbacji;
- Daniel Cohn-Bendit, działacz lewicy w 1968 roku, a potem polityk, mówił o eksperymentowaniu z seksualnością dzieci w latach 70.;
- W księgarniach w Polsce można kupić książki „edukacyjne” pt. „Wielka księga siusiaków”;
- Organizacje takie jak Kampania Przeciw Homofobii wydały materiały dla nauczycieli o tym, jak uczyć o tożsamości płciowej.
Zastępca red. naczelnego portalu PCh24.pl Łukasz Karpiel mówił portalowi DoRzeczy.pl: „Na Zachodzie ideologia LGBT nieustannie poszerza zakres swoich roszczeń. Realizuje wyraźną agendę dążącą najpierw do legalizacji związków partnerskich, później do adopcji dzieci przez pary homoseksualne, następnie do uprawnienia kolejnych dewiacji”.
Czym jest LGBT?
Przedstawiciele i zwolennicy ideologii LGBT kwestionują fakt, że Bóg stworzył człowieka przyporządkowując go do jednej z dwóch płci (mężczyzna bądź kobieta). Coraz częściej mówi się, że płeć nie jest kryterium biologicznym, lecz kulturowym. Oficjele i adepci filozofii LGBT twierdzą, że płeć jest zmienna i każdy może decydować, z którą się identyfikuje. Wyodrębnia się nawet kilkadziesiąt „płci”. Pytanie „czym jest LGBT?” wymaga jasnej i rzeczowej odpowiedzi opartej na przesłaniu natchnionego Słowa Bożego, doskonałego wzorca moralności.
Ideologia LGBT to zaburzenie, nie jest właściwym odczuwać pociąg do tej samej płci (geje, lesbijki) bądź obu płci (biseksualiści) i odczuwać tożsamość płciową, która różni się od przypisanej (transseksualiści). Choć nie możemy reprezentantów LGBT bezdusznie obwiniać za aberrację, mają oni wybór - mogą podjąć leczenie, albo nie; mogą zerwać z grzechem bądź nie. Jeżeli mają świadomość, że to co robią jest odchyleniem od norm Bożych i nadal brną w grzechu, wówczas są winni przed Bogiem.
Biblia mówi: „Chwała zaś, cześć i pokój spotkają każdego, kto czyni dobrze - najpierw Żyda, a potem Greka. Albowiem u Boga nie ma względu na osobę. Bo ci, którzy bez Prawa zgrzeszyli, bez Prawa też poginą, a ci, co w Prawie zgrzeszyli, przez Prawo będą sądzeni. Nie ci bowiem, którzy przysłuchują się czytaniu Prawa, są sprawiedliwi wobec Boga, ale ci, którzy Prawo wypełniają, będą usprawiedliwieni. Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające. [Okaże się to] w dniu, w którym Bóg przez Jezusa Chrystusa sądzić będzie ukryte czyny ludzkie, według mojej Ewangelii." (List Pawła do Rzymian 2:10-16).
Wyznawcy Jezusa Chrystusa mają kochać wszystkich ludzi, jednak nie jest to równoznaczne z przytakiwaniem grzechowi i spełnianiem roszczeń tych, którzy domagają się praw, jakie na gruncie Bożych wzorców postępowania im się nie należą (np. małżeństwo mężczyzny z mężczyzną). Obowiązkiem chrześcijan jest uświadamiać ludzi o zasadach moralnych objawionych w natchnionym Słowie Bożym.
Małżeństwo, zgodnie z normami biblijnymi, zarezerwowane jest dla mężczyzny i kobiety, podobnie – rzecz jasna - posiadanie potomstwa.
Pan Jezus powiedział: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem.” (Ewangelia Mateusza 19:4); Z natchnienia Ducha Świętego Mojżesz napisał o Bogu: „Stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Pierwsza Księga Mojżeszowa 1:27-28).
Fascynacja w zamierzonym akcie stwórczym odnosi się do przeciwnej płci – ukochanego do ukochanej i ukochanej do ukochanego.
Słowo Boże: „O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, jak piękna, oczy twe jak gołębice! Zaiste piękny jesteś, miły mój, o jakże uroczy!” (Pieśni nad pieśniami 1:15-16).
Zgodnie z Bożym zamierzeniem stosunki seksualne są zarezerwowane tylko dla mężczyzny i kobiety, i to wyłącznie w obrębie małżeństwa.
Słowo Boże: „Niech źródło twe będzie błogosławione, znajduj radość w żonie swej młodości. Przemiła to łania i wdzięczna kozica, jej piersią rozkoszuj się zawsze, jej miłością upajaj się stale." (Przypowieści Salomona 5:18-19); „Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!" (Trzecia Księga Mojżeszowa 18:22); „Kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie.” (List Pawła do Rzymian 1:26-27); „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, (...) nie odziedziczą królestwa Bożego.” (Pierwszy List Pawła do Koryntian 6:9-10).
Płeć jaką Stwórca nam przypisał, powinniśmy bezwzględnie zaakceptować jako część naszej tożsamości.
Słowo Boże: „Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga stworzył go; Stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę „ludzie”, wtedy gdy ich stworzył." (Pierwsza Księga Mojżeszowa 5:1-2).
Ludzkość stworzona przez Boga, powinna przestrzegać zasad moralnych określonych przez Niebo, wówczas zapobiegnie to anomaliom, które pociągną za sobą następne wynaturzenia, a w ostateczności doprowadzi do degeneracji rodzaju ludzkiego.
Przedstawiam bezkompromisowe słowa kanadyjskiego aktora i producenta filmowego, Keanu Reevesa: „Nie mogę być częścią świata, gdzie (…) nie można odróżnić kobiet od mężczyzn, a nazywane jest to „wolnością wyboru”, zaś idących tradycyjną ścieżką nazywa się upośledzonymi despotami. Ja wybieram swoją drogę, jest mi tylko przykro, że nie znalazłem zrozumienia, wśród ludzi, na których naprawdę mi zależało.".
Jeżeli jako ludzkość nie uznamy Stworzyciela i nie zaakceptujemy moralnych praw Bożych, wówczas odstępstwa będą się rozprzestrzeniać na skalę światową z potężną siłą, czego – przyznamy – już jesteśmy obserwatorami i świadkami w dużym stopniu.
Bóg powiedział przez proroka Izajasza o ludzie, który sprzeciwia się Bożemu Prawu, że jest to „naród buntowniczy, synowie zakłamani, synowie, którzy nie chcą słuchać Prawa Pańskiego, którzy mówią do jasnowidzów: Nie miewajcie widzeń i do proroków: Nie prorokujcie nam nagiej prawdy! Mówcie nam pochlebstwa, prorokujcie złudzenia!” (Księga Izajasza 30:9-10). Apostoł Paweł pod natchnieniem Ducha Świętego przepowiedział: „Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy” (Drugi List Pawła do Tymoteusza 4:3-4).
Bóg ustanowił Kościół żeby przyniósł chwalę Bogu, żeby głosił Ewangelię a nie antyewangeliczne przesłanki, żeby stał na straży norm moralnych, objawiał światu Prawdę i demaskował fałsz.
Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych uczynkach ciemności, a raczej piętnując [je], nawracajcie [tamtych]. O tym bowiem, co się u nich dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy, gdy są piętnowane, stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus. Baczcie więc pilnie, jak postępujecie: nie jak niemądrzy, ale jak mądrzy. Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. Nie bądźcie przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana." (List Pawła do Efezjan 5:8-17).
Musimy jasno i rzeczowo określić, czy koncepcja LGBT jest Bożą normą czy jej odchyleniem. Jeżeli jest normą opartą na Bożej nauce, należy dowieść tego na gruncie Słowa Bożego. Jeżeli przekonania LGBT nie są oparte na zasadach moralnych nauki Bożej, uświadamiajmy o tym wyrazicieli i entuzjastów LGBT żeby mając tego świadomość nie taplali się w grzechu, nie przyklaskiwali grzechowi i nie promowali grzechu.
Pamiętajmy, że – jak napisał apostoł Paweł: „Prawo nie dla sprawiedliwego jest przeznaczone, ale dla postępujących bezprawnie i dla niesfornych, bezbożnych i grzeszników, dla niegodziwych i światowców, dla ojcobójców i matkobójców, dla zabójców, dla rozpustników, dla mężczyzn współżyjących ze sobą, dla handlarzy niewolnikami, kłamców, krzywoprzysięzców i [dla popełniających] cokolwiek innego, co jest sprzeczne ze zdrową nauką powierzonej mi Ewangelii chwały błogosławionego Boga." (Pierwszy List Pawła do Tymoteusza 1:9-11).
Powinniśmy czerpać ze źródła bezkompromisowego natchnionego Słowa Bożego i naśladować naszego Zbawiciela i Pana, który powiedział do swoich uczniów bardzo mocne słowa, które powinniśmy z powagą i modlitwą rozważyć: „Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu dla jednego z tych małych. Uważajcie na siebie! Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli będzie żałował, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwrócił się do ciebie, mówiąc: „Żałuję tego”, przebacz mu." (Ewangelia Łukasza 17:1-4).
W Piśmie Świętym zawarte jest bardzo poważne ostrzeżenie: „Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy uznają ciemności za światło, a światło za ciemności, którzy uznają gorycz za słodycz, a słodycz za gorycz!" (Księga Izajasza 5:20).
Jeżeli mentalność LGBT jest dobrem, należy to udowodnić na gruncie natchnionego Słowa Bożego, które jest doskonałym wyznacznikiem norm moralnych i życia chrześcijańskiego. Jeżeli orientacja LGBT jest złem, należy nazwać rzecz po imieniu i wskazać kierunek rozwiązania problemu, którym z pewnością jest droga do Jezusa Chrystusa: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia.” (Ewangelia Jana 8:12).
Pamiętajmy: Bóg kocha grzesznika, ale nienawidzi grzechu. W Ewangelii Jana 8:11 czytamy, że Pan Jezus bronił nierządnicy („Ja ciebie nie potępiam.”), ale nie jej grzechu („Idź i odtąd już nie grzesz”). Jeżeli bronić indywiduum LGBT (w akcie miłości), nie zapomnijmy napomnieć szerzycieli i orędowników LGBT o odwróceniu się od grzechu (w akcie miłości… i sprawiedliwości). Wtedy to ma sens!
Poselstwo jedynie o Bożej miłości jest… ZWIEDZENIEM (a gdzie Boża sprawiedliwość?). Ofiara Jezusa Chrystusa na krzyżu Golgoty doskonale obrazuje, że Bóg jest Miłością… i Sprawiedliwością.
Przedstawiam fragmenty mojej polemiki, które skopiowałem ze strony facebook jednego z dyskutantów (Piotra N.); Podaję pierwsze litery nazwisk oponentów, pisownia oryginalna:
Piotr N., LGBT czy jest faktycznie takim zagrozeniem? A moze bardziej nietolerancja? Do czego moze doprowadzic nietolerancyjna demokracja mozna poczytac w historii rewolucji francuskiej. W efekcie doprowadzilo to do dyktatury Napoleona
Wojciech Didyk, Piotr N., a czym Twoim zdaniem jest LGBT? A co do tolerancji, oczekiwałbym tolerancji dla moich przekonań i nie gorszenia oraz nie demoralizowania przede wszystkim dzieci, które patrzą na roznegliżowanych osobników paradujących ulicami i domagających się swoich praw. Są normy moralne, których należy przestrzegać, a nie nakręcać spiralę grzechu. Jak jutro wyjdą na ulice pedofile domagając się swoich praw, a ja nazwę pedofilię złem, to nazwiesz mnie nietolerancyjnym? Co Słowo Boże mówi np. o homoseksualizmie? Jedno z określeń to „zboczenie". Zarzucisz natchnionemu Słowu Bożemu nietolerancję? Biblia mówi także, że „homoseksualiści nie odziedziczą Królestwa Bożego". Jakoś nie czytam w Biblii żeby Pan Jezus przytakiwał grzechowi, bynajmniej - ale zawsze apelował żeby z grzechem zerwać. Do nierządnicy powiedział: „Ja cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz." (Ewangelia św. Jana 8:11). Tak więc, albo jesteś zwolennikiem tzw. „poprawności politycznej", albo trzymasz się natchnionego Słowa Bożego i nazywasz grzech grzechem. Aha i na koniec... bądź Ty i Tobie podobni tolerancyjny dla moich poglądów opartych na Słowie Bożym. Bo - cytuję Twoje słowa: „do czego może doprowadzić nietolerancyjna demokracja można poczytać w historii rewolucji francuskiej. W efekcie doprowadziło to do dyktatury Napoleona". Podsumowując, życzę Ci żebyś nie zadawał głupich pytań i nie czynił insynuacji o nietolerancji tym, którzy stoją na straży wartości norm moralnych zawartych w natchnionym Słowie Bożym. Myślę, że doskonale wiesz, że miłość do grzesznika a nienawiść do grzechu, to dwie różne kwestie. Miłujący Bóg jest też Sprawiedliwym Bogiem. „Tak też Sodoma i Gomora i okoliczne miasta, które w podobny do nich sposób oddały się rozpuście i przeciwnemu naturze pożądaniu cudzego ciała [dot. homoseksualizmu – przyp. W. D.], stanowią przykład kary ognia wiecznego za to." (List św. Judy 1:7). Amen.
Sławomir P., Wojciech Didyk Jeśli powołujemy się na Słowo Boże, to nie manipulujemy nim. „Oddawanie się rozpuście i przeciwnemu naturze pożądaniu” - to grzech, tak mówi Biblia. Ten fragment mówi też o rozpuście, kłamstwie itd.„Obcowanie mężczyzny z mężczyzna” - to obrzydliwość, tak mówi Biblia. Ale gdzie wyczytałeś, że homoseksualny człowiek nie będzie zbawiony?Każdy z nas jest grzesznikiem, jeśli powstrzymamy się od grzechu, jest dla nas ratunek. Jeśli homoseksualista powstrzyma się od takich praktyk nie może być zbawiony? Używanie tego rodzaju skrótów, których jesteś autorem, powoduje niechęć i uprzedzenia do innych. Nie jesteś obrońcą moralności, jak piszesz, tylko siewcą nienawiści, choć pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy. Najsmutniejsze jest ro, że robisz to powołując się na Pana Boga.
Wojciech Didyk, Sławomir P., pełen miłości chrześcijaninie... obrońco moralności, nie manipulujący, nie siejący nienawiścią - pewnie nie zdający sobie z tego sprawy - czy mam rozumieć, że te wszystkie zarzuty wobec mnie wystosujesz przeciwko apostołowi Pawłowi, który pisał pod natchnieniem Ducha Świętego?... „Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie się! Ani ludzie nierządni, ani bałwochwalcy ani cudzołożnicy, ani zniewieściali, ani homoseksualiści, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą." (Pierwszy List św. Pawła do Koryntian 6:9-10; NT Przekład Dosłowny (2006)). Amen.
Wojciech Didyk, Tomasz D. napisał: „Trzeba to zlikwodowac w zarodku"; Piotr N. odpowiedział: „i kogo jeszcze trzeba zlikwidować?”.Tomasz napisał „to” odwołując się do ideologii, a Piotr zamienił „to” na „kogo”. Wzorcowy przykład manipulacji. Nie wnikam czy świadomy czy nieświadomy.
Sławomir P., Wojciech Didyk Paweł pisze - „mężczyźni współżyjących ze sobą”. Dziś powiedzielibyśmy aktywni homoseksualiści. Wymienia tez inne grzechy, stawiając je na równi ze sobą. Ale inne nie budzą takich negatywnych emocji. Poza tym nie mam zamiaru nikogo umoralniać - sam jestem grzesznikiem. Zwracam Ci tylko uwagę, że manipulujesz Słowem Bożym. Nadal nie rozumiesz swojego błędu.
Wojciech Didyk, Sławomir P., Twój bezpodstawny osąd mojej osoby to jedno, a Twoje dalsze lawirowanie i niewiedza w temacie to drugie. Zamiast przyznać się do błędów nadal w zaparte brniesz w tym. Napisałeś: „Dziś powiedzielibyśmy aktywni homoseksualiści”. Sławomir, MY powiedzielibyśmy czy TY powiedziałbyś? Co to za pojęcie „aktywny homoseksualista” (?). Skąd Ty to wziąłeś? Homoseksualista to homoseksualista. Kropka. Pomyśl: Aktywny grzesznik i nieaktywny grzesznik. To może lawiruj dalej: Aktywny, bardziej aktywny, jeszcze bardziej aktywny, super aktywny… Apostoł Paweł pod natchnieniem Ducha Świętego nazwał homoseksualizm zboczeniem i wcale nie ograniczył, jak sugerujesz, tego zboczenia tylko do zaspokojenia potrzeb seksualnych bądź - jak to określiłeś - „aktywności”. Słowo Boże: „Podobnie też mężczyźni zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą, mężczyźni z mężczyznami popełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należną za ich zboczenie karę." (List św. Pawła do Rzymian 1:27). W rzeczywistości Słowo Boże naucza, że grzech rozpoczyna się w umyśle, natomiast czyn to owoc tego grzechu – przykład: „A Ja wam powiadam, że każdy kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim." (Ewangelia św. Mateusza 5:28). Tak więc homoseksualista, który trwa w homoseksualizmie - dotyczy to jego postawy, przekonań – trwa w grzechu, bez względu na to, czy dopuścił się czynu homoseksualnego, czy też nie. Żeby nie było najmniejszej wątpliwości Przekład Żydowski NT (Stern), podaje bardzo przejrzyście dla takich niezorientowanych jak Ty: „… którzy czynnie lub biernie uprawiają homoseksualizm (…) nikt z nich nie będzie miał udziału w Królestwie Bożym.” (Pierwszy List św. Pawła do Koryntian 6:9-10). Sławomir, zwracaj to Ty sobie uwagę – cytuję: „że manipulujesz Słowem Bożym. Nadal nie rozumiesz swojego błędu.”. Nie masz zamiaru nikogo umoralniać? Może jednak umoralnij... siebie.
Wojciech Didyk, Tomasz G., o czym Ty piszesz? Cytuję: „w liberalno-demokratycznym panstwie kazdy wierzacy czy nie wierzacy powianiem zyc jak chce i wszyscy powinni sie nawzajem szanowac a wierzacy powinni dawac dobry przyklad innym zyjac wedlug ewangelii" - koniec cytatu. Tomasz, homoseksualista, zoofil czy pedofil powinni żyć jak chcą? Powinni taplać się w swoich grzechach? Czy taka postawa z Twojej strony to jest miłość chrześcijańska? A czy Pan Jezus do nierządnicy powiedział „powinnaś żyć jak chcesz"? Bynajmniej! Powiedział: „Idź i odtąd już nie grzesz" (!). Tak czy nie? To ja uderzam w grzeszne ideologie czy raczej wszyscy ci, którzy za nimi stoją ze swoim zboczeniem we mnie? Są normy moralne, które dał nam Bóg, których mamy się trzymać. Tak czy nie? Przemyśl to. A co do zwiastowania - zwiastowanie nie opiera się tylko na czynach, ale również na słowach. Więc nie jedynie dobry przykład, ale i uświadamianie SŁOWEM, że ich praktyki TO JEST ZBOCZENIE - TO JEST GRZECH (!). Jak tacy zagubieni ludzie mają zerwać z grzechem, jak tacy „politycznie poprawni" jak Ty i Tobie podobni zamiast tych ludzi uświadamiać, będą nakręcać spiralę grzechu jednocześnie współuczestnicząc tym samym w ich grzechu? Cytat z książki Wielki bój: „Wielu reformatorów rozpoczynając swe dzieło postanowiło z wielką ostrożnością występować przeciw grzechom Kościoła i narodu. Spodziewali się, że przez przykład czystego, chrześcijańskiego życia przyprowadzą ludzi do prawd Biblii. Jednak Duch Boży zstąpił na nich jak kiedyś na Eliasza, którego pobudził do karcenia grzechów niezbożnego króla i jego odstępczego ludu, i na skutek Jego działania nie mogli powstrzymać się od głoszenia wszystkich prawd biblijnych, nawet tych, których przedtem obawiali się przedstawić. Zostali zmuszeni do opowiadania o prawdzie i niebezpieczeństwie, jakie grozi ludziom. Nie obawiając się następstw, przekazywali słowa, jakimi ich natchnął Pan, a ludzie słuchali napomnień. W podobny sposób będzie głoszone trójanielskie poselstwo." (Ellen G. White, Wielki bój, rozdział 38 — Ostatnie ostrzeżenie). Tomasz, mam pytanie w zw. powyższym: W jaki sposób ma być głoszone Trójanielskie Poselstwo? Nie musisz odpowiadać, bo cokolwiek odpiszesz - i tak mam już jasną i rzeczową odpowiedź.
Wojciech Didyk, Tomasz G., o czym Ty piszesz? Cytuję: „nic mam do świeckiego świata i jego zachowań my pilnujmy siebie" - koniec cytatu. Świecki świat  :) Nic nam do tego? Pilnujmy siebie? Co to za antychrześcijańska postawa? Przecież Bóg ustanowił Kościół żeby szedł z poselstwem Ewangelii do świata, a nie żeby Kościół stworzył sobie towarzystwo wzajemnej adoracji. Czy Pan Jezus i apostołowie okazywali postawę obojętną wobec świata? Każdy grzesznik czy to z Kościoła, czy ze świata - jest obiektem szczególnego zainteresowania Boga. Choć, jako wyznawcy Jezusa Chrystusa, mamy mieć w nienawiści grzech, to jednak grzeszników mamy kochać, a to nie jest równoznaczne z postawą „nic nam do świata" i „my pilnujmy siebie", która to postawa - przyznasz - zakrawa na egoizm.
Piotr N., Problem LGBT lezy wiec w upadku instytucji rodziny a wiec w postawach kazdego z Nas wzgledem drugiej osoby.
Wojciech Didyk, Piotr N., problem LGBT leży w LGBT (ogół osób, które są odmiennej od heteroseksualnej orientacji seksualnej).
Piotr N., Jak widać nie zawsze demokracja jest wartością dla wszystkich. Może mamy tego dość.
Wojciech Didyk, Piotr N., demokracja: dwa wilki i jedna owca głosują co zjeść na obiad  :)
Tak, kochani, nawet jeżeli większość stanie w opozycji do nauki Bożej, nie określa ten fakt prawdy. W niechlubnej rzeczywistości w większości większość się myli. W Piśmie Świętym czytamy: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!" (Ewangelia Mateusza 7:13-14).
Jeżeli jesteś przedstawicielem LGBT, a chcesz zerwać z tą grzeszną ideologią:
Po pierwsze, powierz Bogu swoje życie i w osobistej modlitwie przyznaj Mu, że popełniasz grzech: „Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego! Uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój mam zawsze przed sobą." (Psalm 51:4-5);
Po drugie, proś o przebaczenie grzechu — Bóg zapewnia, że możesz zacząć wszystko od nowa: „Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję. Spraw, bym usłyszał radość i wesele, niech się radują kości, któreś skruszył! Odwróć oblicze swe od moich grzechów i wymaż wszystkie moje przewinienia! Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego! (…) Przywróć mi radość z Twojego zbawienia i wzmocnij mnie duchem ochoczym!" (Psalm 51:9-12.14);
Po trzecie, uwierz, że Bóg przebaczył Ci Twoje grzechy i nie czuj się dłużej winny: „Szczęśliwy ten, komu została odpuszczona nieprawość, którego grzech został puszczony w niepamięć. Szczęśliwy człowiek, któremu Pan nie poczytuje winy, w którego duszy nie kryje się podstęp. Póki milczałem, usychały kości moje wśród codziennych mych jęków. Bo dniem i nocą ciążyła nade mną Twa ręka, siła moja słabła jak w letnie upały. Grzech mój wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy. Rzekłem: Wyznaję nieprawość moją wobec Pana, a Tyś darował zło mego grzechu." (Psalm 32:1-5);
Gdy uniżysz się przed Panem i Bogiem wyznając swoją winę i wstyd, oddając Mu całkowicie kierownictwo w Twoim życiu, wtedy Jezus Chrystus przyjdzie do Ciebie z pełnym miłości przebaczeniem i mocą przemiany życia. Gdy poddasz swoją wolę Panu Jezusowi, On będzie prowadził Ciebie do życia w szczęściu i pokoju, którego zawsze bardzo pragnąłeś.
1
Obfity pokój dla miłujących Twe Prawo, nie przytrafi się [im] żadne potknięcie." (Psalm
Komentarze



Autor  Wojciech Didyk





środa, 29 lipca 2020

Znaki i cuda

 Wtedy Jezus rzekł do niego: Jeśli nie ujrzycie znaków i cudów, nie uwierzycie

Jana 4:48

 

  W jaki sposób człowiek może uwierzyć w Boga? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy najpierw odpowiedzieć sobie na inne pytanie - co to znaczy uwierzyć? To nie jest tylko coś, co możemy uważać za czysto akademickie rozważania, ponieważ jest to kwestia życia lub śmierci. Jezus powiedział Nikodemowi: „Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony. Kto wierzy w niego, nie będzie sądzonykto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego” (Jana 3:17-18).

  Kiedy Jezus wrócił z Judei do Galilei i przybył do Kany Galilejskiej, pewien dworzanin z Kafarnaum, przybył do Jezusa z prośbą o pomoc w uratowaniu jego umierającego syna.

Przybył więc znowu do Kany Galilejskiej, gdzie z wody uczynił wino. A był w Kafarnaum pewien dworzanin, którego syn chorował. Gdy ten usłyszał, iż Jezus przyszedł z Judei do Galilei, udał się do niego i prosił, aby wstąpił i uzdrowił jego syna, gdyż był bliski śmierci. Wtedy Jezus rzekł do niego: Jeśli nie ujrzycie znaków i cudów, nie uwierzycie. Rzecze do niego dworzanin: Panie, wstąp, zanim umrze dziecię moje. Rzecze mu Jezus: Idź, syn twój żyje. I uwierzył ten człowiek słowu, które mu rzekł Jezus, i odszedł. A gdy jeszcze był w drodze, wyszli naprzeciw niego słudzy z oznajmieniem: Chłopiec twój żyje. Zapytał się ich więc o godzinę, w której mu się polepszyło. Rzekli mu: Wczoraj o godzinie siódmej opuściła go gorączka. Poznał wtedy ojciec, iż była to ta godzina, w której Jezus powiedział do niego: Syn twój żyje. I uwierzył sam, i cały dom jego (Jana 4:46-53)

  W co wierzył ten dworzanin, kiedy przyszedł do Jezusa? W co uwierzył ten człowiek, kiedy Jezus powiedział mu: „Idź, syn twój żyje” i w co wierzył, gdy wrócił do swojego domu? Z opisu tej historii wynika, że jego wiara zmieniła się dwa razy. Pierwsza zmiana nastąpiła, gdy Jezus powiedział mu: „Idź, syn twój żyje” i wtedy „uwierzył ten człowiek słowu, które mu rzekł Jezus”. Ojciec szukający pomocy dla chorego syna uwierzył, że jego syn będzie żył. Uwierzył w to, co usłyszał od Jezusa. Jednak musiała nastąpić jeszcze jedna zmiana w jego wierze. Aby ta zmiana nastąpiła musiał on zobaczyć znak lub cud, ponieważ Jezus powiedział: „Jeśli nie ujrzycie znaków i cudów, nie uwierzycie”. I kiedy po powrocie do domu zobaczył taki cud, zobaczył żywego i zdrowego syna, wtedy „uwierzył sam, i cały dom jego”. Po tej zmianie nie tylko wierzył w to, co mówił Jezus, ale uwierzył w Jezusa, który od tej pory był dla niego nie tylko nauczycielem i prorokiem, ale Synem Bożym, obiecanym Mesjaszem. Dworzanin i jego rodzina uwierzyli „w imię jednorodzonego Syna Bożego. To coś więcej niż akceptacja faktu, że Jezus jest Bogiem, ponieważ dla wielu ludzi jest to oczywisty fakt, a jednak wielu z nich usłyszy od Jezusa, że nigdy ich nie znał:

Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie (Mateusza 7:21-23)

  Uwierzyć „w imię jednorodzonego Syna Bożego” nie oznacza też poznania jakiegoś tajemniczego imienia, które jest kluczem otwierającym drzwi do Królestwa Niebios. Imię w kulturze hebrajskiej wskazuje na charakter człowieka, więc uwierzyć w „w imię jednorodzonego Syna Bożego” to uwierzyć w to, jaki jest Bóg, jaki ma charakter. Uwierzyć, czyli nie tylko zdobyć wiedzę o charakterze Boga, ale poczuć obecność Boga i rozpoznać Jego działanie w zmianach własnego charakteru. Wszyscy wiemy o tym, że Bóg jest miłością, ale czy każdy z nas osobiście odczuł we własnym życiu działanie tej miłości? Czy każdy z nas poczuł, że jest kochany przez Boga? Czy widzimy jak pod wpływem tej miłości zmienia się nasze życie?

  Jezus powiedział: „Jeśli nie ujrzycie znaków i cudów, nie uwierzycie”. Każdy człowiek rodzi się z grzeszną naturą, która bardzo łatwo przywiązuje się do grzechu. Grzeszna natura nie lubi myśleć o sobie źle, nie lubi widzieć własnych wad. Grzeszna natura lubi dostrzegać wady u innych ludzi, te same wady, których nie widzi u siebie i dzięki temu, poprzez porównanie z innymi ludźmi, podnosić własną samoocenę. W taki sposób patrzył na siebie pewien faryzeusz, który modląc się do Boga mówił:

Boże, dziękuję ci, że nie jestem jak inni ludzie, rabusie, oszuści, cudzołożnicy albo też jak ten oto celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę z całego mego dorobku” (Łk 18:11-12)

   Jak wielu ludzi myśli o sobie w taki sam sposób? Porównują się z innymi ludźmi po to, aby uwypuklić swoje zalety i z zadowoleniem stwierdzić, że nie mają takich wad jak inni ludzie, a tym samym upewniają sami siebie, że są chrześcijanami. Jak wielu z nas myśli w podobny sposób?

   Tymczasem celnik nie zwracał uwagi na innych i miał przed oczami tylko Boga. I kiedy widział piękno i doskonałość Boga, to własny charakter widział jako „splugawioną szatę” (Iz 64:6) i był w stanie zrobić tylko jedno: „stanął z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w pierś swoją, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu” (Łk 18:13).

   Czy ten człowiek urodził się z takim przekonaniem? Czy od urodzenia myślał o sobie w ten sposób? Co stało się, że pewnego dnia przestał odczuwać przyjemność z dotychczasowego życia, zaczął dostrzegać swoje wady, przestał ufać samemu sobie i zaufał Bogu? Jezus powiedział: „Jeśli nie ujrzycie znaków i cudów, nie uwierzycie”. Wszyscy wiemy o cudach, jakie uczynił Jezus: zamienił wodę w wino, uzdrowił ślepego od urodzenia, uzdrowił trędowatego, przywrócił życie córce Jaira, aż wreszcie dał największy dowód swojego związku z Ojcem przywracając do życia Łazarza, który cztery dni leżał martwy w grobie.

Popatrzmy na tę scenę.

I przyszło wielu Żydów do Marty i Marii, aby je pocieszyć po stracie brata. Gdy więc Marta usłyszała, że Jezus idzie, wybiegła na jego spotkanie; ale Maria siedziała w domu. Rzekła więc Marta do Jezusa: Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój. Ale i teraz wiem, że o cokolwiek byś prosił Boga, da ci to Bóg. Rzekł jej Jezus: Zmartwychwstanie brat twój. Odpowiedziała mu Marta: Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym. Rzekł jej Jezus: Jam jest zmarwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to? Rzecze mu: Tak, Panie! Ja uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystus, Syn Boży, który miał przyjść na świat. A gdy to powiedziała, odeszła i zawołała Marię, siostrę swoją, i rzekła jej w tajemnicy: Nauczyciel tu jest i woła cię. A ta, skoro to usłyszała, wstała śpiesznie i poszła do niego. A Jezus jeszcze nie przyszedł do miasteczka, ale był na tym miejscu, gdzie go spotkała Marta. Żydzi więc, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, ujrzawszy, że Maria szybko wstała i wyszła, poszli za nią w mniemaniu, że idzie do grobu, aby tam płakać. Lecz gdy Maria przyszła tam, gdzie był Jezus i ujrzała go, padła mu do nóg, mówiąc do niego: Panie, gdybyś tu był, nie byłby umarł mój brat. Jezus tedy, widząc ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy z nią przyszli, rozrzewnił się w duchu i wzruszył się, i rzekł: Gdzie go położyliście? Rzekli do niego: Panie, pójdź i zobacz. I zapłakał Jezus. Rzekli więc Żydzi: Patrz, jak go miłował. A niektórzy z nich mówili: Nie mógł ten, który ślepemu otworzył oczy, uczynić, aby i ten nie umarł? Jezus znowu rozrzewniwszy się w sobie, poszedł do grobu; była tam pieczara, u której wejścia leżał kamień. Rzekł Jezus: Usuńcie ten kamień. Rzekła mu Marta, siostra umarłego: Panie! Już cuchnie, bo już jest czwarty dzień w grobie. Rzekł jej Jezus: Czyż ci nie powiedziałem, że, jeśli uwierzysz, oglądać będziesz chwałę Bożą? Usunęli więc kamień, gdzie leżał umarły. A Jezus, wzniósłszy oczy w górę, rzekł: Ojcze, dziękuję ci, żeś mnie wysłuchał. A Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz, ale powiedziałem to ze względu na lud stojący wkoło, aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał. A gdy to rzekł, zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź! I wyszedł umarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu odejść. Wielu więc z Żydów, którzy przyszli do Marii i ujrzeli to, czego dokonał Jezus, uwierzyło w niego. A niektórzy z nich odeszli do faryzeuszów i powiedzieli im, czego dokonał Jezus” (J 11:19.45-46).

O czym myślicie patrząc na to, co stało się po tym cudzie? Może zadajecie sobie pytanie: Jak to możliwe, że ten cud nie przekonał wszystkich o tym, że Jezus to Syn Boży i Mesjasz? A jednak nie przekonał. Ci sami Żydzi, którzy chcieli wcześniej ukamienować Jezusa za bluźnierstwo, nie próbowali nawet powtarzać używanych wcześniej argumentów, które według nich świadczyły o tym, że Jezus nie jest Mesjaszem i Synem Bożym. Już sami nie wierzyli w to, co mówili wcześniej, a jednak nie chcieli się do tego przyznać. Nie potrafili, a może nie mogli przełamać wewnętrznego oporu, który kazał im sprzeciwiać się Jezusowi. Już wcześniej przestali być niewolnikami grzechu i stali się domownikami w domu grzechu, więc teraz rozpaczliwie szukając jakiegoś wyjścia, zaakceptowali kolejny pomysł podsunięty im przez szatana i postanowili zabić Jezusa, aby ocalić cały naród. Nie negowali w tym momencie boskości Jezusa, nie twierdzili już, że nie jest On Mesjaszem, oni po prostu zignorowali to, co było oczywistym wnioskiem wypływającym z faktu przywrócenia życia Łazarzowi. Chcieli zabić Jezusa, a ponieważ nie mogli uzasadnić tego tak, jak wcześniej, skwapliwie wykorzystali inny powód, pozwalający im pokazać samych siebie jako obrońców narodu. Jezus dokonał tego cudu dając przywódcom żydowskim szansę na nawrócenie, chociaż wiedział, że z tej szansy nie skorzystają. Przepowiedział to opowiadając przypowieść o bogaczu i Łazarzu, na końcu której powiedział: „Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą” (Łk 16:31). Co mogło przekonać tych, którzy widząc ten największy cud dokonany przez Jezusa, nadal trwali w błędzie? Czy Bóg zrobił wszystko co możliwe, aby ich uratować?

Jezus mówił o tym, jaki wpływ na naszą wiarę mają cuda, ale powiedział też o znakach. Jakie znaki zostały pokazane żydowskim przywódcom, aby mogli uwierzyć „w imię jednorodzonego Syna Bożego?

Alfred Edersheim, wybitny uczony z uniwersytetu w Oksfordzie wymienił w swym monumentalnym dziele o czasach Jezusa 456 starotestamentowych zapowiedzi wypełnionych przez Mistrza z Nazaretu, przy czym ich mesjańskie odniesienie nie jest wyłącznie chrześcijańską interpretacją, gdyż Edersheim wziął pod uwagę tylko proroctwa uznawane za mesjańskie przez starożytne źródła rabiniczne (http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,520837).

    Jezus powiedział członkom Sanhedrynu: „Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie” (J 5:39). Każde miejsce w Starym Testamencie, które mówi coś o Mesjaszu, powinno być dla nich znakiem wskazującym na to, że Jezus jest Mesjaszem i Synem Bożym. Jednak Żydzi zignorowali te znaki, co w końcu doprowadziło ich do tego, że zaczęli walczyć z Bogiem, chociaż uważali, że tak nie jest.

  Bóg od początku istnienia świata używał znaków, aby pomagać ludziom dostrzec Prawdę. Jaką Prawdę Bóg objawia ludzkości od sześciu tysięcy lat? Czy nie tę prawdę, którą szatan od sześciu tysięcy lat próbuje przed nami ukryć? Co jest tą prawdą?

 

   Po pierwsze prawda o Bogu, prawda o tym, że Bóg jest Bogiem miłości i że miłość jest fundamentem Bożego Królestwa. To nie Bóg stworzył grzech, grzech był, jest i zawsze będzie świadomym wyborem istot stworzonych przez Boga, ponieważ On dał im wolną wolę.

   Po drugie prawda o nas, prawda o tym kim jesteśmy, gdy żyjemy w oderwaniu od Boga oraz kim możemy być, gdy żyjemy w jedności z naszym Stwórcą.

   Wreszcie, po trzecie, prawda o tym, czym jest grzech i w jaki sposób grzech zmienia świat, a przede wszystkim nas.

 

   Co robimy z tą prawdą, którą Bóg objawia nam za pomocą znaków i cudów? Wolna wola to możliwość wyboru, a wybrać można tylko jedną z dwóch opcji. Prawdę można albo przyjąć i zaakceptować, albo odrzucić.

  Co to znaczy przyjąć i zaakceptować prawdę? Jezus pokazał to swoim życiem na ziemi. Każdy, kto przyjął Prawdę, żyje takim życiem, jakim żył Jezus. Taki człowiek myśli i czuje jak Jezus, kocha to, co kocha Jezus i robi to, co na jego miejscu robiłby Jezus. Mówi to, co powiedziałby Jezus. Wreszcie patrzy na świat i ludzi tak, jak patrzy Jezus. Taki człowiek może powiedzieć o sobie to samo, co powiedział kiedyś apostoł Paweł: „żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal 2:20). Taki człowiek nie robi w swoim życiu tego, czego nigdy nie zrobiłby Jezus. Taki człowiek nie czuje tego, czego nie czuje Jezus. W jego życiu nie ma miejsca na żadne negatywne emocje i uczucia, ponieważ żyje już nie on, ale żyje w nim Jezus.

Ellen White napisała:

Wielu uważa za rzecz oczywistą, iż są chrześcijanami po prostu dlatego, że podpisują się pod pewnymi doktrynami teologicznymi. Nie wprowadzili jednak prawdy w swoje życie. Nie uwierzyli jej i nie pokochali, nie otrzymali więc mocy i łaski, która przychodzi przez uświęcenie prawdy. Ludzie mogą wyznawać, że wierzą w prawdę, ale jeśli nie czyni ich ona szczerymi, uprzejmymi, cierpliwymi, wyrozumiałymi, myślącymi na sposób niebiański, jest przekleństwem dla tych, którzy ją wyznają, a poprzez ich wpływ staje się przekleństwem dla świata” (PW s.244)

 

     Żyjemy w czasach końca, o których Jezus powiedział:

Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych (Mt 24:24)

   Kto da się oszukać tym fałszywym prorokom i fałszywym mesjaszom? Czy ci, którzy nie znają doktryn i właściwej interpretacji proroctw? Być może tacy ludzie też dadzą się oszukać, ale oszukani zostaną przede wszystkim ci, którzy wcześniej zignorowali znaki poprzez które Bóg starał się im objawić prawdę. Nie były to wielkie znaki związane z dramatycznymi wydarzeniami, chociaż i takie mogą i będą miały miejsce. Chodzi przede wszystkim o takie małe znaki wskazujące na to, że podejmując małe, na pozór nieistotne decyzje, ci ludzie kierowali się niewłaściwym duchem. Nie chcieli zaakceptować faktu istnienia w ich charakterach wad, które wymagają usunięcia. Zignorowali te sytuacje, w których ogarniały ich negatywne emocje, zawiść, agresja, pożądanie, chęć zemsty, gniew, zazdrość czy wrogość. Ich samolubne ego nie chciało się przyznać do tego, że takie cechy są dowodem na to, że pozostają oni niewolnikami grzechu i nie powinni nazywać się chrześcijanami i nie mają w takim stanie najmniejszych szans na zbawienie.

    W kazaniu na górze Jezus powiedział:

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo Niebios. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni zostaną pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5:3-8).

  To tylko część tego, co powiedział wtedy Jezus, ale sprawdźmy na podstawie tego fragmentu, kto znajdzie się po niewłaściwej stronie.

 

Do kogo nie będzie należało Królestwo Niebios?

    Do tych, którzy nie uważają się za ubogich w duchu. Kto jest przeciwieństwem ubogiego? Bogaty. „Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję” (Ap 3:17). To każdy, kto nie dostrzega swojej bezwartościowości, każdy, kto wprawdzie dostrzega jakieś swoje wady, ale nie uważa ich za istotne, dostrzega natomiast w swoim charakterze wiele istotnych zalet. Izajasz mówi takim ludziom: „wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona” (Iz 64:6). Apostoł Paweł mówi im: „Nie ma ani jednego sprawiedliwego, nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga; wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego. Grobem otwartym jest ich gardło, językami swoimi knują zdradę, jad żmij pod ich wargami;  usta ich są pełne przekleństwa i gorzkości; nogi ich są skore do rozlewu krwi, spustoszenie i nędza na ich drogach, a drogi pokoju nie poznali. Nie ma bojaźni Bożej przed ich oczami” (Rz 3:11-18). Biedny w duchu to ten, który doskonale wie o tym, że nie ma w sobie niczego, co w duchowym sensie ma jakąkolwiek wartość. Nie można być biednym i tego nie wiedzieć, ale jest możliwe, że biedny nie chce widzieć swojej biedy. Człowiek może żyć złudzeniami i nie chcieć widzieć prawdy o samym sobie, co nie oznacza, że jest ona dla niego niewidoczna.

 

Kto nie zostanie pocieszony?

    Każdy z nas wie, co to znaczy smucić się. Kiedy spotykają nas nieprzyjemności, przykrości i nieszczęścia, jest nam smutno, ponieważ czujemy, że to, co nas spotkało, nie jest sprawiedliwe. Smutek ogarnia nas, gdy tracimy coś, do czego jesteśmy przywiązani. Jednak to nie o takim smutku powiedział Jezus. Prawdziwy smutek ma dwa źródła. Po pierwsze świadomość tego, do czego doprowadziły nasze grzechy. To, że Jezus zrezygnował ze swojej pozycji w Niebie, stał się człowiekiem i był prześladowany, a w końcu zabity na krzyżu, było skutkiem naszych grzechów. To był jedyny sposób aby nas uratować. Drugim źródłem prawdziwego smutku jest świadomość tego, co czeka większość ludzi, którzy żyją obok nas. Pierwszy smutek prowadzi do odrzucenia grzechu, drugi do działania na rzecz ratowania ludzi. Kto nie odczuwa choćby jednego z tych dwóch, nie zostanie pocieszony.

 

Kto nie posiądzie ziemi?

    Kim są cisi? Słowo ‘cichy’ (ang. ‘meek’), którego Jezus użył w kazaniu na górze, jest użyte w Biblii do określenia charakteru Mojżesza. „Mojżesz był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, którzy są na ziemi” (Lb 12:3). Cisi to ci, którzy mają taki charakter, jaki miał Mojżesz. Mojżesz z kolei miał charakter, który był odbiciem charakteru Boga. Taki charakter Bóg objawił Mojżeszowi, kiedy Mojżesz prosił Boga: „Pokaż mi, proszę, chwałę twoją” (Wj 33:18). Wtedy Bóg przeszedł obok Mojżesza ukrytego w rozpadlinie skalnej i Mojżesz, widząc to, co mógł zobaczyć, wykrzyknął z radością i uwielbieniem: „Panie, Panie, Boże miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący łaskę dla tysięcy, odpuszczający winę, występek i grzech, nie pozostawiający w żadnym razie bez kary, lecz nawiedzający winę ojców na synach i na wnukach do trzeciego i czwartego pokolenia” (Wj 34:6-7). Mojżesz swoim życiem objawiał charakter Boga, ale pełne objawienie nastąpiło dopiero dzięki Jezusowi, który w pełni objawił prawdę o Bożym charakterze. Cisi to ci, którzy pozwolili Bogu ukształtować ich charaktery według Bożego wzorca. Nikt, kto nie posiada takiego charakteru, nie może ‘posiąść ziemi’, co oznacza, że nie zostanie zbawiony. Nie może ‘posiąść ziemi’ ktoś, kto posiada takie cechy charakteru, które są zaprzeczeniem charakteru Jezusa. „Jeśli posiadamy łagodność naszego Mistrza, wzniesiemy się ponad afronty, odrzucenie, przykrości, na które jesteśmy narażeni każdego dnia, a one przestaną rzucać cień na nasz nastrój. Najwyższym dowodem szlachetności u chrześcijanina jest opanowanie. Ten, komu wobec obelg czy okrucieństwa nie udaje się zachować cichego i pełnego ufności ducha, okrada Boga z Jego prawa do objawienia w nim Jego własnej doskonałości charakteru. Uniżoność serca jest siłą przynoszącą naśladowcom Chrystusa zwycięstwo; jest to dowód ich związku z przybytkiem na wysokości” (PW s.238).

 

Kto nie zostanie nasycony?

    Czy znacie kogoś, kto nigdy nie był spragniony lub głodny? Człowiek odczuwa głód, ponieważ jego organizm daje mu znać, że brakuje mu źródeł energii. Im dłużej trwa ten stan deficytu energetycznego, tym bardziej jesteśmy głodni. O wiele szybciej organizm informuje nas o deficycie wody. Wystarczy kilka godzin przebywania na słońcu w upalny dzień, aby pojawiło się pragnienie, chęć napicia się czegokolwiek. O czym wtedy myślimy? Czy można być głodnym i spragnionym i jednocześnie myśleć o czymś innym, jak jedzenie i picie? Czy w takiej sytuacji pójście na koncert wydaje się być atrakcyjne? A może w takim stanie łatwiej jest nam prowadzić jakieś rozważania naukowe? Myślę, że każda myśl jest wtedy związana z zaspokojeniem głodu i pragnienia. Czy właśnie w taki sposób myślimy o sprawiedliwości? Czy jest ona dla nas najbardziej pożądanym stanem? Czy dla człowieka, który znalazł się na środku pustyni w środku upalnego dnia, bez wody i jedzenia, głód i pragnienie są tym, co mu nie przeszkadza? A może gorąco pragnie, aby być jak najdalej od tego miejsca i nigdy więcej nie czuć głodu i pragnienia? Czy nie jest tak, że najważniejsze w takiej sytuacji jest dla niego to, aby być nasyconym?

Poczucie bezwartościowości poprowadzi serce do pragnienia i głodu sprawiedliwości, a pragnienie to nie zostanie niespełnione. Ci, którzy zrobią w swoich sercach miejsce dla Jezusa, zdadzą sobie sprawę z Jego miłości. Wszyscy, którzy tęsknią za tym, aby odzwierciedlać charakter Boży, będą usatysfakcjonowani” (PW s.239). Aby tak się stało człowiek musi najpierw zacząć zdawać sobie sprawę, że znajduje się na środku duchowej pustyni i nie jest w stanie sam sobie pomóc, a następnie zapragnąć tej pomocy, którą może otrzymać jedynie od Boga. Kto nie odczuwa w ten sposób swojego duchowego ubóstwa, nie zostanie nasycony.

 

Kto nie dostąpi miłosierdzia?

   Czym jest miłosierdzie? To aktywna forma współczucia, wyrażająca się w konkretnym działaniu, polegającym na bezinteresownej pomocy. Współczucie pojawia się, gdy człowiek widzi kogoś, kto z jakiegoś powodu jest nieszczęśliwy, i sam zaczyna odczuwać podobny ból. Pojawia się wtedy chęć i potrzeba udzielenia bezinteresownej pomocy i właśnie to jest miłosierdzie.

  Zanim Jezus wskrzesił z martwych Łazarza, rozmawiał z Maria i zapytał się jej:

Gdzie go położyliście? Rzekli do niego: Panie, pójdź i zobacz. I zapłakał Jezus” (J 11:34-35)

  Inna scena. Jezus wraz z uczniami udał się do miasteczka Nain.

A gdy się przybliżył do bramy miasta, oto wynoszono zmarłego, jedynego syna matki, która była wdową, a wieli ludzi z tego miasta było z nią. A gdy ją Pan zobaczył, użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz” (Łk 7:12-13).

   Opisując tę scenę Ellen White napisała: „Jezus miał właśnie zmienić jej smutek w radość, ale nie mógł się powstrzymać od tego pełnego współczucia gestu” (PW s.252).

   Kto z nas nie zachowałby się w takich sytuacjach tak samo jak Jezus? Jednak współczucie Jezusa było związane nie tylko z tymi, którzy byli jego przyjaciółmi lub niewinnymi ofiarami jakiegoś nieszczęścia. Kiedy podczas swojej ostatniej podróży do Jerozolimy Jezus wraz z podążającym za nim tłumem wszedł na wzgórze, z którego roztaczał się widok na miasto, zatrzymał się. Ludzie z podziwem patrzyli na miasto. Ellen White opisała to tak: „Jezus przygląda się tej scenie, a okrzyki cichną w całym tłumie, oniemiałym wobec nagłego obrazu piękna. Oczy wszystkich kierują się na Zbawiciela w oczekiwaniu, że zobaczą na Jego twarzy podziw, jaki sami odczuwają. Ale zamiast tego widzą cień smutku. Są zdumieni i rozczarowani, widząc Jego oczy pełne łez, a Jego ciało chwiejące się niczym drzewo przed burzą, podczas gdy z Jego ust wydobywa się jęk boleści, jakby wypływał z głębi złamanego serca (…) Łzy Jezusa nie brały się stąd, że przewidywał swoje własne cierpienie (…) Nie był to smutek związany ze skupieniem się na sobie. Myśl o Jego własnej agonii nie przerażała tego szlachetnego i pełnego poświęcenia serca. To widok Jerozolimy przeszył serce Jezusa – Jerozolimy, która odrzuciła Syna Bożego i pogardziła Jego miłością; która nie pozwoliła, aby przekonały ją potężne cuda i gotowa była pozbawić Go życia” (PW s.459-460).

   Okazywanie współczucia tym, których kochamy albo tym, którzy nie są ofiarami własnych błędów, nie jest tak naprawdę czymś wielkim. Jednak Jezus współczuł tym, którzy chcieli Go zabić.

   Kto nie dostąpi miłosierdzia? Może ten, kto nie potrafi współczuć swojemu wrogowi?

Miłujcie nieprzyjaciół waszych mi módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5:44).

   Jezus w każdym człowieku widzi bezradną ofiarę grzechu, współczuje mu i robi wszystko, aby mu pomóc. Kto nie patrzy na ludzi w taki sposób, nie dostąpi miłosierdzia, ponieważ tak naprawdę sam nie wie, czym ono jest.

 

Kto nie będzie oglądać Boga?

    Słowa Jezusa: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”, mają dwa znaczenia. Pierwsze związane jest z naszym życiem tu i teraz. Drugie z życiem wiecznym w obecności Boga.

    Tu i teraz możemy zobaczyć Boga oczami serca. Jednak aby Go zobaczyć i dostrzec to, jakim naprawdę jest Bogiem, jaki ma charakter, człowiek musi mieć oczyszczone serce. „Każda nieczysta myśl deprawuje duszę, osłabia poczucie moralności i przyczynia się do zacierania wrażeń pochodzących od Ducha Świętego. Zaciemnia duchowy wzrok tak, że człowiek nie może dostrzec Boga (…) Ten, kto pragnie posiadać jasne rozeznanie duchowej prawdy, musi unikać wszelkiej nieczystości w mowie i myśleniu (…) Na przeszkodzie w dostrzeganiu Boga staje nam egoizm. Samolubny duch osądza Boga jako kogoś zupełnie podobnego do siebie. Dopóki z tego nie zrezygnujemy, nie będziemy mogli zrozumieć Tego, który jest miłością. Jedynie niesamolubne serce, pokorny i ufny duch ujrzy Boga jako ‘miłosiernego i łagodnego, nieskorego do gniewu, bogatego w łaskę i wierność’” (PW s.239).

Kto nie może zobaczyć Boga tu i teraz, i kto nie będzie mógł Go oglądać osobiście w Królestwie Niebios?

 

    Czy czuje się ubogi w duchu? Czy smucę się, ponieważ moje grzechy sprawiają ból Bogu? Czy smucę się , ponieważ widzę umierających duchowo ludzi? Czy mój charakter jest pozbawiony wad? Czy moim pragnieniem jest życie pozbawione grzechu? Czy jestem dla innych miłosierny? Czy moje serce jest czyste?

 

    A teraz spróbujmy popatrzeć na nas samych tak, jak nas widzi Bóg. Bóg jest miłością. Co może czuć Bóg, kiedy na nas patrzy? A co może czuć ojciec, który patrzy na ukochane dziecko, które robi wszystko, aby zniszczyć swoje życie? Co dzieje się z sercem ojca, który widzi, że jego ukochane dziecko odrzuca możliwości uratowania swojego życia, tylko dlatego że jest przekonane, że wie lepiej co jest dla niego dobre. Tylko dlatego, że lubi i kocha to, co tak naprawdę prowadzi do śmierci. Czy serce takiego ojca nie jest pełne bólu? Czy takie dziecko nie łamie serca swojemu ojcu? O czym myśli kochający ojciec, gdy jego dziecko ignoruje jego rady, albo odpowiada, że wie lepiej i chce, aby ojciec nie mówił mu tego, czego to dziecko nie chce słuchać? Czy taki ojciec nie czuje się bezradny? Czy nie zastanawia się nad tym, co jeszcze może zrobić, aby uratować swoje dziecko?

   Każdy nasz grzech, każde odrzucenie Bożej miłości, nawet w najmniejszej sprawie, dotkliwie rani serce naszego Boga. Czy mamy tego świadomość? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy nasz grzech przybija ponownie Jezusa do krzyża?

   Apostoł Paweł powiedział, że ci, którzy „raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebiańskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego, i zakosztowali Słowa Bożego”, a mimo to odwrócili się od poznanej prawdy, „sami ponownie krzyżują Syna Bożego i wystawiają Go na urągowisko” (Hbr 6:4-6).

   Bóg patrzy na nas i kiedy widzi tych, którzy pokochali Go z całego serca i odwrócili się od tego, co złe, odczuwa wielka radość w swoim sercu. Jednak gdy widzi tych, którzy ignorują przekazywane przez Niego znaki i odrzucają Jego miłość, odczuwa wielki ból i rozpacz. Bóg czuje wtedy to, co czuł król Dawid, gdy dowiedział się o śmierci swojego syna Absaloma. Dawid zrobił wszystko, aby ocalić swojego syna. Pomimo tego, że Absalom chciał doprowadzić do śmierci swojego ojca, Dawid rozkazał swoim dowódcom: „Łagodnie mi postąpcie  z młodzieńcem, z Absalomem” (2 Sam 18:5). A kiedy, wbrew temu poleceniu, Absalom został zabity, rozpacz Dawida była ogromna. „Wtedy król zadrżał i wstąpiwszy do górnej komnaty nad bramą, zaczął płakać. I chodząc tam i z powrotem tak wołał: Synu mój, Absalomie! Synu mój, Absalomie! Obym to ja umarł zamiast ciebie! Absalomie, synu mój, synu mój!” (2 Sam 18:33).

Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich” (J 15:13).

   Bóg gdyby mógł, oddałby swoje życie po to, aby nas ocalić, ale jest to niemożliwe, więc Bóg objawił nam swoja gotowość do samopoświęcenia się dla nas, oddając nam swojego Syna, który jako człowiek oddał życie, aby poruszyć naszymi skamieniałymi sercami, wstrząsnąć nami tak, aby otworzyły się nasze oczy i abyśmy w końcu zobaczyli prawdę, prawdę o kochającym nas Bogu, prawdę o nas samych oraz prawdę o grzechu. Zrobił to po to, aby dać nam szansę na pokochanie Go, na odrzucenie egoizmu i pewności siebie, oraz całkowite odrzucenie grzechu, który niszczy wszystko, co Bóg stara się uratować. Czy świadomość tego czym naprawdę jest grzech i do czego grzech nas doprowadził, nie porusza naszych serc?

Prawdziwy smutek z powodu grzechu jest wynikiem działania Ducha Świętego. Duch objawia niewdzięczność serca, które zlekceważyło i zasmuciło Zbawiciela, i doprowadza nas w skrusze do stóp krzyża. Każdy grzech na nowo rani Jezusa, a kiedy patrzymy na Tego, którego przebiliśmy, smucimy się z powodu grzechów, które sprawiły Mu ból. Taki smutek prowadzi do wyrzeczenia się grzechu” (PW s.237).

   Jak wspaniałego mamy Boga. Niczym nie zasłużyliśmy sobie na Jego łaski i miłosierdzie, za to robimy tak dużo, aby Go zranić i podeptać Jego miłość , a On mimo to nie odrzuca nas i cały czas robi wszystko, aby nas uratować. Wielka jest wierność naszego Boga i nie jesteśmy w stanie jej ogarnąć. 

   Ile jeszcze znaków i cudów musi nam objawić Bóg, abyśmy w końcu w pełni przyjęli do naszych serc prawdę o Bogu, prawdę o nas oraz prawdę o grzechu?

________________

PW - Ellen White "Pragnienie Wieków"