piątek, 7 listopada 2025

Czy naprawdę Jezus uczynił Ap. Piotra skałą na której zbudował kościół ?

 Kardynał James Gibbons napisał: "Jezus, nasz Pan, założył Kościół, który spodobało Mu się zbudować na Piotrze. Dlatego każdy kościół, który nie uznaje Piotra za swój fundament, nie jest Kościołem Chrystusa i nie może się ostać, gdyż nie jest dziełem Boga."

Powyższe twierdzenie opiera się na cytacie, w którym Chrystus rzekomo uczynił Piotra skałą i klucznikiem swego królestwa. Oto ów cytat z katolickiej Biblii Tysiąclecia :
"Jezus zapytał ich: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Odpowiedział Szymon Piotr: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego". Na to Jezus mu rzekł: "Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą." (Mt.16:15-16).
Kluczowe słowa "czyli Skała" zostały dodane w katolickich przekładach Pisma Świętego. Wstęp redakcyjny do Biblii Tysiąclecia informuje, że wyrazów umieszczonych w nawiasie kwadratowym nie ma w tekście oryginalnym. Dodali je tłumacze, aby pomóc w interpretacji tekstu. Tak więc główny "biblijny" argument za sukcesją apostolską, nie pochodzi z Pisma Świętego!
Imię "Piotr" (gr. petros) oznacza "kamień", który można przesunąć z miejsca na miejsce. W odróżnieniu od niego, "skała" (gr. petra), na której miał być zbudowany kościół, to opoka. Jezus to Petra - Skała, której nie można poruszyć z miejsca (Iz. 44:8; Ps.18:32; 1Kor.10:4), natomiast Piotr to petros - kawałek skały, który dopiero oparty na skale może z innymi kamieniami tworzyć solidną budowlę.
Kontekst powyższego fragmentu Pisma Świętego dotyczy mesjaństwa Jezusa. Rozpoczyna się pytaniem Jezusa: "Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" (Mt.16:13). Jego kulminacją jest wypowiedź Piotra, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga żywego (Mt.16:16). Kończy się komentarzem: "Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem" (Mt.16:20).
Apostoł Piotr potwierdził, że wierzący są jedynie kamieniami zbudowanymi na Skale, którą jest Chrystus (Dz.4:11; 1P.2:4-8), czemu przyświadczył apostoł Paweł (Ef.2:20; 1Kor.3:11; 10:4). Zgodnie z Pismem Świętym tylko Bóg jest Skałą (Ps.18:32): "Czy jest bóg oprócz mnie? Nie, nie ma innej opoki, nie znam żadnej" (Iz.44:8).
Kościół zbudowany na Piotrze, nie ostałby się długo. Już w chwilę po tej rozmowie Jezus "odwrócił się i rzekł do Piotra: 'Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki!'" (Mt.16:23). Bramy piekieł przemogły Piotra jeszcze przynajmniej trzykrotnie, gdy zaparł się Jezusa (Łk.22:54-62).
Co ciekawe, ani jeden z tzw. Ojców Kościoła, których wypowiedzi stanowią podstawę rzymskokatolickiej tradycji nie interpretował tekstu o Skale (jako Piotrze) w taki sposób, jak czynią to dzisiaj katoliccy apologeci szukający w Biblii wsparcia dla roszczeń papieskich. Historyk katolicki Peter de Rosa napisał:
"Słowa te można zinterpretować inaczej, z czego sprawę zdaje sobie niewielu katolików. Możliwe, że będzie to dla nich szokiem, ale Ojcowie Kościoła nie widzieli żadnego związku pomiędzy tekstem na ścianach bazyliki, a urzędem papieskim. Do żadnego z papieży nie stosują słowa 'Tyś jest Piotr'. Tekst analizowali wszyscy: Cyprian, Orygenes, Cyryl, Hilary, Hieronim, Ambroży, Augustyn. Z pewnością nie byli protestantami, a jednak żaden z nich nie nazywa biskupa rzymskiego Skałą... Według Ojców Kościoła, nie Piotr, lecz jego wiara - czy Pan, w którego Piotr wierzył - jest Skałą. Wszystkie sobory kościoła od Nicei w IV w. po Konstancję w XV w. są zgodne, że to Chrystus jest jedynym fundamentem kościoła, czyli, że to On jest Skałą na której Bóg zbudował swój kościół... Wczesny kościół nie widział w Piotrze biskupa Rzymu, i dlatego nie uważał żadnego biskupa rzymskiego za sukcesora Piotra."
Wyznanie apostoła Piotra o Jezusie "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego" (Mt.16:15_16) jest fundamentem wiary chrześcijańskiej (1Kor.3:11). Niektórzy sugerują, że Piotr poczynił je jako pierwszy, co stawia go nad resztą uczniów, a biskupów Rzymu czyni następcami Chrystusa na ziemi. Tak jednak nie było. Pierwszy takie wyznanie złożył Natanael (J.1:49), później inni uczniowie (Mt.14:33), a dopiero potem Piotr (Mt.16:16).
Fakt, że Pan Jezus powołał dwunastu apostołów, zamiast jednego, sam w sobie świadczy przeciwko idei ustanowienia jednego człowieka nad całym chrześcijaństwem. Pan Jezus nie mówił o jednym tronie dla Piotra, lecz o dwunastu tronach dla dwunastu apostołów, ale nie na ziemi, lecz w królestwie Bożym (Mt.19:28). Katolicki teolog Thomas Bokenkotter napisał o Piotrze: "Jego szczególny autorytet ponad Dwunastoma nie ma potwierdzenia w Biblii. Przeciwnie, ukazany jest jako zasięgający rady apostołów, nawet posyłany przez nich do wykonania misji czy posługi" (Dz.8:14). To Jakub, a nie Piotr przewodniczył pierwszemu synodowi przywódców kościoła chrześcijańskiego (Dz.15:13-19). Apostoł Paweł musiał pewnego razu zganić Piotra, co także kwestionuje rolę Piotra jako założyciela dynastii papieskiej w Rzymie (Gal.2:11-14).
Pod znakiem zapytania stoi to, czy Piotr był kiedykolwiek w Rzymie. Zwróćmy uwagę na poniższe fakty:
W 44 roku Piotr został uwięziony w Jerozolimie (Dz.12).
W 52 roku był obecny na synodzie w Jerozolimie (Dz.15).
W 53 roku Paweł przyłączył się do niego w Antiochii (Gal.2).
W 58 roku Paweł napisał List do Rzymian, w którym pozdrowił 27 osób w rzymskim kościele, ale nie wspomina wśród nich Piotra.
W 61 roku, gdy Pawła powiedziono do Rzymu jako więźnia, wyszło go przywitać kilku braci z kościoła rzymskiego, ale wśród nich nie było Piotra.
Apostoł Paweł napisał z Rzymu wiele listów, w tym do Galacjan, w którym wspomina Piotra, lecz nie jako rzymskiego biskupa.
W swoim ostatnim liście z Rzymu, Paweł napisał: "Tylko Łukasz jest ze mną... W pierwszej obronie mojej nikogo przy mnie nie było, wszyscy mnie opuścili: niech im to nie będzie policzone" (2Tym.4:11.16). Wątpliwe, aby apostoł Piotr cieszył się spokojem w Rzymie, gdy inny apostoł był przesłuchiwany i więziony. Nawrócony Piotr nie zostawiłby też Pawła samego, gdyby istotnie był w Rzymie.
Tak więc, apostoł Paweł pisał do kościoła w Rzymie, przebywał w Rzymie dłuższy czas, pisząc stamtąd liczne listy, a jednak ani razu nie wspomniał Piotra, co byłoby niemożliwe, gdyby Piotr był tam biskupem od około 20 lat, jak utrzymuje papiestwo. Wymowne są słowa apostoła Pawła: "Tylko Łukasz jest ze mną" (2Tym.4:11).
Nie można wykluczyć, że Piotr zginął śmiercią męczeńską w Rzymie, tak jak utrzymuje tradycja, lecz wiara że Piotr był pierwszym biskupem (papieżem) w Rzymie, na której papiestwo opiera swe pretensje do przewodzenia nad chrześcijaństwem są jedynie pobożnym życzeniem.
"I tobie dam klucze królestwa niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie." (Mt.16:19).
Za kolejny argument na rzecz wywyższenia Piotra uważa się przekazanie mu "kluczy" przez Jezusa. Klucze te symbolizują znajomość Słowa Bożego. Posiadają je duchowni i nauczyciele Słowa Bożego. Mieli je faryzeusze, którym Jezus powiedział: "Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania: samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli" (Łk.11:52).
Piotr nie był więc jedynym, który miał "klucze" królestwa Bożego. Posiada je każdy, kto zna nauki Pisma Świętego, dlatego Jezus powiedział Piotrowi: "I tobie dam klucze..." (Mt. 16:19).
Wypowiedź "Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" (Mt.16:19) daje autorytet każdemu wyznawcy Chrystusa (Mt.28:18-20) do związywania sił przeciwnych Ewangelii (Mt.12:29) i rozwiązywania zniewolonych (Dz.16:16-18; 3:6-8).
Tych słów Jezus użył uzdrawiając związaną chorobą niewiastę: "A czy tej córki Abrahama, którą Szatan związał już od osiemnastu lat, nie należało rozwiązać od tych pęt w dniu sabatu?" (Łk.13:16). Wielu chrześcijan przez wszystkie wieki korzystało z tego autorytetu uzdrawiając chorych i zdemonizowanych. Bez niego bramy piekielne przemogą każdego człowieka (Dz.19:13-16).
Ten sam autorytet, aby związywać i rozwiązywać swoją społeczność z indywidualnymi ludźmi otrzymał też każdy lokalny kościół:
"Gdy twój brat zgrzeszy idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie." (Mt.18:15-18)
PAŚ OWIECZKI MOJE
Jezus powiedział do Piotra trzykrotnie: "Paś owieczki moje". Dlaczego? Otóż Piotr jako jedyny z uczniów trzykrotnie się Go zaparł (Mk.14:66-72). Kiedy Piotr nawrócił się i wyznał swój błąd, Jezus zrehabilitował go w oczach całego kościoła, trzykrotnie zapraszając ponownie do pracy duszpasterskiej (J.21:15-17).
Piotr nie uważał się za lepszego od innych. Wszystkich pracowników Ewangelii uważał za duszpasterzy, a Jezusa za Arcypasterza. Zgodnie z biblijnym świadectwem Piotr nie piastował szczególnego stanowiska, które mógłby przekazać biskupom Rzymu.
Nie ma też żadnych dowodów na to, że apostoł Piotr był kiedykolwiek biskupem Rzymu. Ireneusz, biskup Lyonu (178-200), który spisał imiona pierwszych dwunastu biskupów Rzymu podaje, że pierwszym był Linus. Także Euzebiusz z Cezarei, historyk wczesnochrześcijańskiego kościoła nie pisze, aby Piotr sprawował funkcję biskupa Rzymu. Katolicki historyk Thomas Bokenkotter napisał:
"Jak doszło do tego, że biskup Rzymu zaczął być traktowany jako następca Piotra w przewodzeniu nad światowym kościołem? Nie ma żadnego wiarygodnego historycznego dowodu na to, żeby biskup Rzymu w ogóle rościł sobie takie prawo, przynajmniej do połowy trzeciego wieku... Wydaje się, że w czasie synodu w Nicei (325 roku n.e.) doktryna o supremacji papieskiej nie była jeszcze znana kościołowi chrześcijańskiemu."
W średniowieczu o wyborze papieża nierzadko decydowała intryga, podstęp, zbrodnia, przekupstwo, świeckie armie, a nawet rzymski motłoch. Sześciu papieży zawdzięczało urząd papieski duetowi nierządnic Teodorze i Marozji, które kierowały polityką Rzymu w X wieku. Teodora była kochanką trzech duchownych, którzy za jej sprawą stali się papieżami -
Anastazego III (911-13),
Lando (913-14) oraz Jana X (914-28), zaś jej córka
Marozja - kochanka papieża
Sergiusza III (904-11) - wprowadziła na tron papieski
Leona VI (928),
Stefana VII (928-31) oraz swego syna z nielegalnego związku z papieżem Sergiuszem III -
Jana XI (931-5). Papieżem został także i to w wieku 16 lat jej wnuk
Jan XII (955-64), który uczynił z pałacu laterańskiego harem, a zginął w łóżku jednej z zamężnych kochanek zabity przez jej męża. Papieżami zostało jeszcze dwóch prawnuków Marozji:
Benedykt VIII (1012_24) oraz
Jan XIX (1024-32), a także jej siostrzeniec
Jan XIII (965-72), za zgodą którego doszło do powstania Kościoła polskiego w 966 roku.
Bywało, że dwie, nawet trzy osoby naraz piastowały urząd papieża, ekskomunikując się nawzajem. Także więc z punktu widzenia ciągłości historycznej, nie sposób mówić o sukcesji. Nawet kościół rzymski, mimo bogatych archiwów nie potrafi zweryfikować kompletnej listy papieży. Encyklopedia Katolicka podaje: "Musimy otwarcie przyznać, że uprzedzenia i niedostatek źródeł uniemożliwiają w pewnych przypadkach rozpoznanie czy kandydaci byli papieżami czy antypapieżami."

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Bóg walczy za ciebie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 8 listopada 2025

Teologia adwentystyczna w dużym stopniu została ukształtowana przez skupianie uwagi na prześladowaniach. Taka perspektywa miała wpływ na sposób, w jaki postrzegamy inne wyznania oraz ludzi niewierzących. Patrzymy na nich z lękiem i przyjmujemy obronną postawę. Nawet w teologii dotyczącej Powtórnego Przyjścia Chrystusa często kładziemy nacisk na kryzys czasu końca i związany z nich wielki ucisk, a nie na odbudowę relacji zerwanych przez grzech. Przynależność do „resztki” i zagrożenie „prześladowaniami” podtrzymuje spolaryzowane myślenie „my” - „oni”. Jeśli jesteśmy wybrani, to inni są odrzuceni. Jeśli my jesteśmy ofiarami prześladowań, to inni są wrogami.

Nasze spolaryzowane myślenie gloryfikuje wojnę jako boską konieczność. Teologia adwentystyczna kładzie naciska na stan ciągłego przygotowania do walki i poszukiwania wroga wokoło siebie. Obserwacja współczesnego życia politycznego przekonuje mnie, że taki sposób myślenia nie jest tylko cechą charakterystyczną adwentyzmu, ale jest obecny w dużej części chrześcijaństwa. Wiara skupiła się na idei bycia atakowanym, zapominając, że historycznie chrześcijanie częściej byli inicjatorami ucisku niż jego ofiarami. We współczesnym świecie, gdzie prawdziwe prześladowania z powodów religijnych są w dużej mierze nieobecne, wielu chrześcijan zaczyna je tworzyć. To, co dzisiaj często jest określane jako „prześladowania”, to nic innego jak kwestionowanie przez niektórych ludzi systemów supremacji i dążenie do równości. Wydaje się, że takie reakcje rozkwitają w różnych przestrzeniach chrześcijańskich, gdzie władza czuje się zagrożona i w rezultacie wypacza ewangelię, przekształcając ją w narrację obronną, a nie w narrację miłości.

Co więcej, wydaje się, że wielu chrześcijan wykorzystuje ideę prześladowań jako sposób na odczuwanie zgodności z wolą Bożą, a nawet identyfikacji z postaciami biblijnymi. Chrześcijanie chowają się za tarczą moralną i kurczowo trzymają się swojego poczucia niewinności. Jeśli należysz do grupy, która jest atakowana i potrzebuje ochrony, wtedy nie odczuwasz potrzeby transformacji. Nie odczuwasz potrzeby zadawania sobie trudnych pytań, takich jak: „W jaki sposób my przyczyniamy się do niesprawiedliwości lub podziałów?”. Taka postawa wytwarza w nas poczucie bycia atakowanym, a wierzący postrzegają siebie jako wiecznie zagrożonych. Nawet jeśli w danym momencie nie są uciskani, spodziewają się prześladowań, żyjąc w ciągłym strachu i postawie obronnej, która nie pozostawia miejsca na pokój ani rozwój.

Nie sądzę, aby autorzy lekcji Szkoły Sobotniej w tym tygodniu zamierzali odzwierciedlać tę samą retorykę, która pojawia się dzisiaj i która podsyca tak wiele podziałów i polaryzuje społeczeństwo. Wątpię, by ich język miał odzwierciedlać te same nacjonalistyczne i oparte na strachu tony, które dominują w naszym obecnym dyskursie politycznym. A jednak podobieństwa są uderzające. Nasz podręcznik został napisany i zatwierdzony na długo przed jego publikacją w 2025, co oznacza, że nasza lekcja została skomponowana na długo przed politycznymi wstrząsami chwili obecnej. Mimo to język brzmi niepokojąco znajomo. Sposób w jaki zostało przedstawione połączenie między boską wojną i czystością moralną odzwierciedla tę samą logikę, której wielu chrześcijan używa do usprawiedliwiania nienawiści i wykluczania. Przypomina to atmosferę polityczną i intelektualną lat 30 XX wieku zwłaszcza w środowisku niemieckim i reakcję kościoła na narastającą polaryzację społeczeństwa. Niepokojąca prawda jest taka, że adwentyzm nie jest jedynie ofiarą tego klimatu podziałów; nasz światopogląd, ukształtowany przez narracje o prześladowaniach i ideologię resztki, po cichu przyczynił się do jego kształtowania i podtrzymania.

Musimy wciąż zadawać sobie pytania, czy nie zamknęliśmy się na możliwość, że niektóre z prawd, które uważamy za najświętsze, mogą być niekompletne – a nawet źle rozumiane? Kiedy wiara jest podtrzymywana przez istnienie wokół nas wrogów, zaczyna stymulować podziały, a nie w współczucie. Taka postawa uczy wierzących postrzegać nieporozumienia jako zagrożenie, a nie jako możliwość dialogu; sprawiedliwość jako wykluczanie, a nie odnawianie.

Być może pomyślałeś, jak ten przydługi wstęp ma się do tematu naszej lekcji? Zacznijmy od tytułu – „Wróg wewnętrzny”. Określenie „wróg wewnętrzny” ma długą i mroczną historię. Było ono ulubionym wyrażeniem systemów totalitarnych takich jak hitleryzm czy stalinizm. Niestety zaczęło ono powracać we współczesnym dyskursie politycznym. Odczuwam niepokój z powodu wybrania tak politycznie obciążonego tytułu. Czy religia może być narzędziem podsycania kultury podziałów?

Nasza lekcja została napisana jako wprowadzenie do zrozumienia przyczyn klęski pod Aj. Do przegranej bitwy przyczyniło się zarówno nieposłuszeństwa Achana, jak i całego Izraela. Jednak język użyty w kontekście tej historii jest niepokojący. W rozdziale 7. została opisana historia Achana, który przywłaszczył sobie kilka rzeczy które były objęte przysięgą herem. Ponadto Izrael jako całość zaczął oddalać się od przymierza z Bogiem. Możemy zobaczyć jak akt nieposłuszeństwa jednej osoby doprowadził do zbiorowego cierpienia całego narodu.

Historia bitwy pod Aj, często jest przedstawiana przez pryzmat grzechu Achana. Powszechnym wnioskiem jest to, że przewinienie jednej osoby sprowadziło katastrofę na całą społeczność. Przekonanie, że nasze wybory mogą mieć wpływ na całą zbiorowość, może być trafną obserwacją, ale może też stać się źródłem presji i wstydu. W większości przypadków słyszymy jak historia ta jest opowiadana przez pryzmat właśnie tej drugiej opcji – jako ostrzeżenie, że każdy błąd, który popełniamy, może mieć szkodliwy wpływ na naszą społeczność. W ten sposób historia na temat Achana staje się opowiadaniem na temat Boga, który wykorzystuje błąd jednej osoby jako przykład publiczny. Jestem przekonany, że Bóg nie działa w taki sposób.

Faktycznie Biblia sugeruje, że Achan nie był jedynym, który złamał przymierze. Izraelici jako całość zaczęli się oddalać od zasad przymierza. Warto zapamiętać ten szczegół, ponieważ zmienia on optykę patrzenia na historię i przenosi ciężar z indywidualnej winy na wspólnotową odpowiedzialność. Z tej perspektywy, historia ta przypomina nam, że nasze wybory są ważne, ponieważ mają wpływ na innych – zarówno na tych najbliższych, jak również na tych, których być może nigdy nie spotkamy.

Kiedy odczytujemy klęskę pod Aj jako rezultat odstępstwa całej wspólnoty, uwaga zostaje przekierowana z refleksji nad wstydem na temat wspólnotowej odpowiedzialności. Przypomina nam to, że celem naszej tożsamość nigdy nie miało być oddzielenie nas od innych, lecz połączenie nas z Bogiem i ze sobą nawzajem w pokorze, wdzięczności i trosce.

Wydaje się, że w świecie zachodniej kultury gdzie indywidualizm jest bardzo głęboko zakorzeniony, zagubiliśmy gdzieś poczucie współodpowiedzialności. Dlatego warto wyciągnąć poprawne wnioski z historii Achana, nie czyniąc z niej narzędzia wstydu. Celem tej historii nie jest przedstawianie siebie jako sprawiedliwej jednostki, lecz pielęgnowanie wewnętrznego poczucia wzajemnej odpowiedzialności.

Na uwagę zasługuje jeszcze jedna warstwa tej historii. W jaki sposób Izraelici – a nawet Jozue – interpretowali swoje poprzednie zwycięstwa? Triumfy które odnosili w czasie podboju potwierdzały ich tożsamość jako ludu wybranego przez Boga, ale jednocześnie prowadziły do niebezpiecznego założenia: że każda przyszła bitwa automatycznie zakończy się zwycięstwem. Stali się pewni swojego statusu, a nie swojej zależności od Boga. Sam Jozue zademonstrował to nastawienie, gdy postanowił nie wysyłać całej armii do bitwy pod Aj, wierząc, że wynik jest już z góry przesądzony. W ten sposób utracili świadomość, że zwycięstwo nigdy się im nie należało z mocy prawa ponieważ zawsze należało od Boga. Ich tożsamość jako „ludu wybranego” nie czyniła ich z natury lepszymi. To Bóg był odpowiedzialny za ich zwycięstwa.

Jest to bardzo ważna lekcja dla adwentystów, ponieważ jako wyznawcy, którzy często koncentrują poczucie swojej tożsamości na teologii „resztki”, ryzykujemy założenie, że wybranie gwarantuje nam boską łaskę. Tak jak klęska Izraelitów pod Aj przypomniała im, że zwycięstwo nigdy nie było wynikiem ich działania, tak my również musimy pamiętać, że nasza wartość, nasza misja i nasza tożsamość nigdy nie były i nie są nasze bez Boga. Ani adwentyści, ani chrześcijanie jako całość nie są bardziej wyjątkowi bez Tego, który nadaje sens zarówno tożsamości, jak i zwycięstwu.

Autor lekcji przedstawił Boże postępowanie wobec grzechu Achana jako równowagę sprawiedliwości i miłosierdzia. Zamiast natychmiastowego obnażenia Achana, Bóg inicjuje powolny i szczegółowy proces – przechodząc od plemienia, przez rodzinę, do jednostki – w ten sposób daje przestrzeń do refleksji, skruchy i wyznania. To staranne dochodzenie oczyszcza niewinnych, pokazując, że Boży sąd ma na celu przywrócenie, a nie masową karę. Milczenie Achana pod koniec podkreśla ludzką negację i daremność ukrywania się przed Bogiem, który widzi to, co ukryte w każdym sercu. Reakcja Jozuego, który nazwał Achana „swoim synem”, ujawnia współczucie w poczuciu odpowiedzialności i odzwierciedla charakter samego Boga - stanowczego w sprawiedliwości, ale czułego w sercu.

Warto jednak postawić hipotetyczne pytanie: Jak mogłoby wyglądać wyznanie grzechu oraz odpowiedzialność, gdyby naszym celem była odnowa, a nie zemsta? Co by było, gdyby nasze społeczności praktykowały sprawiedliwość, dążąc do odkrycia prawdy nie po to, by zniszczyć, lecz by pojednać i uzdrowić?

Jozue wezwał Achana do oddania czci Bogu poprzez wyznanie grzechów i powiedzenie prawdy. Wyznanie Achana miało być zarówno przyznaniem się do winy, jak i aktem czci – przywróceniem prawdy tam, gdzie niegdyś panowało oszustwo. Jednak wyznanie Achana pojawiło się za późno; brakowało w nim skruchy i prawdopodobnie motywowane było raczej chęcią zaprezentowania siebie niż przemianą. Autor lekcji stwierdził, że „…tekst biblijny ani słowem nie wskazuje, by Achan okazał choćby cień autentycznej skruchy.” Czy mogła mieć miejsce również odwrotna sytuacja, w której Achan być może rzeczywiście pokutował, skoro powiedział Jozuemu, gdzie zostały zakopane skradzione przedmioty.

Jozue zabrał Achana, jego rodzinę i cały dobytek do doliny Achor, „i ukamienował go cały Izrael”. Tekst biblijny, nie zawiera polecenia, aby Jozue zabił Achana i jego rodzinę. Natomiast werset 15 zawiera ciekawą informację: „Kto zaś zostanie przychwycony na tym, że posiada to, co jest obłożone klątwą, ten zostanie spalony ogniem ze wszystkim, co do niego należy, ponieważ naruszył przymierze Pana.” (Joz 7:15). W tym świetle zwrot „zniszczony ogniem” mógł odnosić się do spalenia ofiary zwierzęcej w ramach rytualnego aktu oczyszczenia – symbolicznego usunięcia grzechu, przywrócenia przymierza danej osobie lub społeczności. To, co nastąpiło później, może odzwierciedlać ludzką interpretację Bożej sprawiedliwości tak jak wyobrażał ją sobie Jozue, - sprawiedliwości ukształtowanej przez panujące w tamtej kulturze przekonanie, że czystość wymaga przemocy, a nie aktu oczyszczenia, który był prawdziwym zamiarem Boga.

W Joz 7:10–15 Bóg mówi Jozuemu, że Izrael złamał przymierze, zabierając przedmioty, które miały być oddzielone. W tekście nie jest jednak napisane, że Bóg bezpośrednio nakazał zabić Achana, jego rodzinę i cały żywy dobytek. Wyrażenie „zniszczycie wszystko, co jest wśród was obłożone klątwą/przeznaczone na zagładę” pochodzi ze starożytnej idei (herem), która może oznaczać coś co jest zarówno przeklęte jak i poświęcone, czyli wyłączone z powszechnego użytku a niekoniecznie całkowicie zniszczone. Ukamienowanie i spalenie, które pojawiają się w tej historii jako wykonanie Bożej woli, wydają się być interpretacją Jozuego i społeczności Izraelitów. Taka interpretacja ukształtowana była przez ich kulturowe przekonanie, że czystość można przywrócić jedynie przemocą. Być może zakończenie tej historii jest raczej historycznym zapisem tragicznej interpretacji słów Boga i wprowadzenia ich w życie na podstawie ludzkiej interpretacji.

Historia Achana pokazuje, jak religia może czasem przybierać imperialną formę, która przy pomocy kary i kontroli próbuje utrzymać władzę i czystość. Dlatego analizując ten tekst warto postawić pytanie: „Czyjego głosu tak naprawdę słuchamy?” i dostrzec Boga, który smuci się z powodu tego, co ludzie czynią w Jego imię. Kiedy dana społeczność przyjmuje światopogląd, w którym „wróg wewnętrzny” jest rzutowany na innych, tak jak dzieje się to w przypadku Achana, nieuchronnie ten sam język jest również stosowany wewnętrznie. W takiej rzeczywistości łaska jest odmawiana nie tylko innym, ale także nam samym. Kiedy definiujemy naszą wiarę poprzez wojny toczące się w naszych duszach, zamiast poprzez zwycięstwo, które Chrystus już osiągnął, nieuchronnie odtwarzamy cykle strachu i kontroli. Sposób, w jaki postrzegamy świat w szerszej perspektywie, nieuchronnie kształtuje sposób, w jaki traktujemy jednostki. Wiara, która sankcjonuje zniszczenie w imię czystości, ostatecznie znajdzie odzwierciedlenie tej logiki w osobistych relacjach.

Tragedia przywództwa Jozuego jest przestrogą dla wszystkich przywódców. Jego metody odzwierciedlały światopogląd, według którego wykorzenianie było ważniejsze niż odbudowa i łączenie. Gdyby Jozue poszukiwał rady u Boga, wynik mógłby być inny. Konsultacja z Bogiem chroni nas przed pomyleniem gorliwości ze sprawiedliwością i chęci kontrolowania z posłuszeństwem.

Księga Joz 8:1-29 pokazuje w jaki sposób Bóg przemienił klęskę Izraela w zwycięstwo, przypominając Jozuemu, że triumf nie polega na strategii, ale na umiejętności poddania się Jemu. W tym zawarte jest sedno całej narracji. W takim kontekście historia Achana i Aj nie tyle jest opowieścią o nieposłuszeństwie, ile raczej historią na temat beznadziejności samowystarczalności. Bardzo często chrześcijanie działają wskutek duchowego nawyku, a nie wskutek boskiej rady, kierując się tym, co wydaje się znajome, a nie tym, co wynika z wiary. Zwycięstwo nigdy nie tkwi w broni, czy to w doktrynie, tradycji, czy praktykach religijnych. Znajduje się ono jedynie w naszej gotowości do słuchania i zjednoczenia się z Bogiem.

Podobnie jak Jozue nie zwyciężył przy pomocy miecza, być może i my jesteśmy zachęcani do ponownego przeanalizowania naszych metod. Dopóki nie uznamy, że samowystarczalność jest naszym największym wrogiem, będziemy nadal przeceniać swoją siłę i mylić nasz osąd z Bożym. Aby działać tak jak Bóg trzeba nieustannie się z Nim konsultować, szukać Go, słuchać i kochać. Bez tego stajemy się Jozuem dla Achana, realizując własną wersję sprawiedliwości, zamiast odzwierciedlać Boże miłosierdzie.

Pokuta nie polega na udowodnieniu czystości, ale na dążeniu do uzdrowienia. Jak można przedstawić boską sprawiedliwość, gdyby jej celem było odbudowanie, a nie odpłata? W części na piątek autor zacytował fragment książki Patriarchowie i Prorocy, w której Ellen White podkreślała, że upadek Achana rozpoczął się od chciwości i podkreślała, że wyznanie Achana nastąpiło „za późno”, by okazać prawdziwą skruchę. Ten cytat pokazuje kontrast między przyznaniem się do winy wskutek zdemaskowania, a wyznaniem grzechu wskutek autentycznej skruchy przed Bogiem, ostrzegając, że opóźniona lub samolubna skrucha nie przynosi odnowy.

Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na duchowy rozwój i świadomość Ellen White, gdy pisała książkę „Patriarchowie i prorocy” w 1890. Jej interpretacja historii Achana może odzwierciedlać moralny i kulturowy kontekst, w którym tworzyła swoje dzieło. Pisząc pod koniec XIX wieku, w okresie wpływu wiktoriańskiego moralizmu i amerykańskich idei purytańskich, najprawdopodobniej kładła nacisk na dyscyplinę, reformę moralną i zewnętrzną pobożność jako dowód duchowej szczerości. Jej pogląd, że późne wyznanie Achana było dowodem, że nie żałował on prawdziwie, odzwierciedla mentalność tamtych czasów, kiedy ludzie zwracali szczególną uwagę na moralną kontrolę i osobistą czystość. Po wojnie secesyjnej zarówno ruchy religijne, jak i społeczne podkreślały, że surowe zachowanie oraz widoczna i okazywana dobroć są oznakami wiary. W tym kontekście jej skupienie się na szybkiej pokucie i publicznym posłuszeństwie w książce „Patriarchowie i prorocy” nie świadczy o hipokryzji – ale raczej pokazuje, że autorka posługiwała się językiem moralnym stosowanym przez ludzi wśród których żyła.

Lektura, która uwzględnia taki aspekt interpretacyjny zarówno księgi Jozuego jak i pism i Ellen White przypomina nam, że kontekst posiada ogromne znaczenie w zrozumieniu przesłania, zarówno wtedy, jak i teraz. Podobnie jak teologia Ellen White która rozwijała w kierunku łaski i wiary kosztem jej relacji z przywódcami Kościoła (co spowodowało, że musiała wyjechać do Australii!), my również jesteśmy wezwani do pozostania otwartymi na nowe światło, które się pojawia. Wiara, która jest świadoma kontekstu nie trzyma się kurczowo ani władzy ani po ludzku zdefiniowanej „czystości”. Jeśli, jak ostrzega George Knight w swojej książce z 2015 roku Angry Saints (Rozgniewani Święci), przerażająca jest możliwość bycia adwentystą bez bycia chrześcijaninem, to naszym zadaniem dzisiaj jest ucieleśnianie ewangelii, która wyzwala ludzi – ewangelii, która polega na studiowaniu pokoju, praktykowaniu sprawiedliwości zakorzenionej w miłości i pozwoleniu, aby łaska, a nie strach, była miarą naszej wiary.


DO PRZEMYŚLENIA

Sukces militarny Izraela nie zależał od liczebności, strategii czy sprytnej taktyki, ale od obecności Boga. Wydarzenia szybko pokazały, że największy wróg Izraelitów nie znajdował się poza obozem, lecz wśród nich samych. Jak możemy dziś przyjąć tę prawdę, nie podejrzewając i nie osądzając naszych braci i sióstr w wierze?


Autor lekcji zaproponował, aby interpretować podbój Kanaanu jako typ ostatnich dni na tej ziemi. Jesteśmy na granicy „Ziemi Obiecanej”, nasza wiara wkrótce zostanie wystawiona na próbę, a zwycięstwo możemy odnieść tylko poprzez całkowite poddanie się Jezusowi Chrystusowi. Czy twoim zdaniem taka analogia jest właściwa? Dlaczego tak lub dlaczego nie?


Joz 7:1-13 W czasie zdobywania Jerycha wszystko i wszyscy w mieście zostali objęci przysięgą herem (przeznaczone lub poświęcone na całkowite zniszczenie). Nie dotyczyło to jedynie metalowych przedmiotów. Jaki mógł być powód, dla którego uczyniono ten wyjątek (Joz 6:24)? Wymień trzy przyczyny klęski Izraela w starciu z mieszkańcami Aj? Kto cierpiał z powodu grzechu Achana?


Joz 7:13-19. Procedura wykrycia sprawcy była jasno określona. Dlaczego Bóg czekał 24 godziny, zanim został wykonany sąd? Jakie wnioski można wyciągnąć na temat Boga i Achana na podstawie tej procedury? Czy Achan mógł w tym czasie okazać skruchę? W jaki sposób świadomość, że Bóg wie o nas wszystko, nawet to, co jest ukryte, powinna wpływać na to, jak myślimy i żyjemy?


Joz 7:19-21. O co Jozue prosił Achana? Na czym polegał błąd w „wyznaniu” Achana? Gdyby jego skrucha była szczera, czy Bóg by go przyjął? Ciekawa jest paralela między odpowiedzią Achana a odpowiedzią Ewy w ogrodzie Eden (Rdz 3:6). W jaki sposób ta paralela pomaga nam zrozumieć wyznanie Achana?


Joz 8:1-29. Upadek Aj. Czego ta historia uczy nas na temat Boga? Jakie znaczenie może mieć oszczep trzymany przez Jozuego (8:18)?


Joz 7:6-9. Jakie ważne zasady teologiczne dostrzegasz w tym fragmencie? Pwt 4:5-9. Jakie ryzyko podjął Bóg, powierzając swoją misję Izraelitom?


Kol 3:5. Jaki jest związek między chciwością a bałwochwalstwem? Jakie znaczenie posiada dziesiąte przykazanie (Wj 20:17) w świecie zdominowanym przez reklamy i konsumpcjonizm? Jak w praktyce odróżnić zachciankę od potrzeby?















Przygotował Jan Pollok

piątek, 31 października 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Bóg walczy za ciebie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 1 listopada 2025

W tym tygodniu ponownie zajmowaliśmy się trudnymi tematami, które stawia przed nami księga Jozuego między innymi czy wydarzenia opisane w Księdze Jozuego odzwierciedlają bezpośrednią, czy pośrednią wolę Boga. Jak wyjaśnić znaczenie wojny sankcjonowanej przez Boga oraz jakie są ograniczenia i warunki, które towarzyszom takiemu konfliktowi.

Nasza lekcja zaczyna się od pytania, na czym polegała „nieprawość narodów” zamieszkujących Kanaan? Jakie cechy sprawiały, że ludy te podlegały boskiej karze? Autor lekcji wskazał na takie praktyki jak składanie ofiar z dzieci, wróżbiarstwo, czarnoksięstwo, nekromancja i spirytyzm. Sposób w jaki sformułowana została ta teza implikuje pytanie: czy te praktyki były odrażające same w sobie, czy też są odrażające dla nas? Wszyscy możemy się zgodzić, że składanie ofiar z dzieci jest obiektywnie potworne i nigdy nie powinno być tolerowane. Jednak praktyki takie jak magia czy wróżbiarstwo nie są z natury brutalne; są wyrażeniem kulturowym. Z biblijnej a zwłaszcza chrześcijańskiej perspektywy są problematyczne, ponieważ odzwierciedlają wierzenia i rytuały, które nie stawiają Boga w centrum. Jednak kiedy zachowujemy się tak, jak gdyby ludzie praktykujący inaczej byli odrażający, ryzykujemy, że mówimy tonem, którego – jak sądzę – Bóg nie używa. Bardzo często chrześcijanie traktują niewierzących lub wierzących inaczej jako zepsutych lub nikczemnych. Jestem jednak przekonany, że Bóg postrzega ich jako umiłowanych. Nie ma wątpliwości, że Bóg jest zasmucony z powodu grzechu i bałwochwalstwa, ponieważ takie praktyki często pozostawiają ludzkie serce w niepewności i powodują, że jest ono puste. Jednak autorzy Starego Testamentu redukują złożone problemy do prostych emocji moralnych w których brakuje subtelnych niuansów. Takie spłaszczenie problemu wynika częściowo z faktu, że wielu interpretatorom Biblii brakowało precyzyjnego języka do wyrażania emocjonalnej złożoności.

W naszym kościelnym żargonie często słychać echo ustalonej przez lata retoryki używanej do usprawiedliwiania taktyki zdobywania władzy w imię Boga. Przykre jest to, gdy chrześcijanie poniżają inne kultury w imię Boga. Przykre jest również to, gdy używamy tonu i retoryki, która redukuje innych do moralnej karykatury tylko dlatego, że są inni. Bardzo szybko dochodzimy do wniosku, że ci ludzie zasługują na karę boską, a nawet wojnę. Ten sam impuls widzimy we współczesnej retoryce skierowanej na przykład do społeczności muzułmańskich, gdzie praktyki duchowe są wykorzystywane do usprawiedliwiania pogardy. Kiedy pozwalamy sobie na potępianie innej kultury, wkraczamy na niebezpieczną ścieżkę.

Ta retoryka powraca, gdy ludzie tłumaczą klęski żywiołowe. Po huraganie Katrina, tsunami które spustoszyło Tajlandię w 2004 czy wielkiej powodzi podczas karnawału w Brazylii przypominam sobie chrześcijan, którzy twierdzili, że te tragedie były Bożym sądem nad czarami i rozwiązłością seksualną. Ci, którzy mówią w ten sposób, często zapominają, że mówią o ludzkim życiu. Takie ujęcie jest bardzo niepokojące, ponieważ grzeszność jest wykorzystywana do usprawiedliwiania przemocy i traktowanie Boga przede wszystkim jako karzącego sędziego, a nie jako tego, który odczuwa ból. Sprowadzanie sprawiedliwości do zemsty i sugerowanie, że miłosierdzie należy się tylko sprawiedliwym, zmniejsza naszą zdolność do współczucia z cierpiącymi.

Pisząc to zdecydowanie nie chcę powiedzieć, że osoby wierzące mogą i powinni akceptować każdą praktykę, ani nie sugeruję, że wszystkie kultury są moralnego punktu wiedziana takie same. Nie twierdzę również, że Kananejczycy żyli w idealnej harmonii. Chcę jedynie zwrócić uwagę na schemat, którym się posługujemy: czy podchodzimy do innych ludzi z potępieniem, czy z ciekawością? Czy zakładamy, że pokój i dobrobyt istnieją tylko w obrębie naszej religijnej koncepcji? Jeśli naprawdę wierzymy, że nasza droga przyniosła prawdziwy pokój, to właściwa postawa wobec innych powinna obejmować pragnienie dzielenia się tym pokojem, a nie unicestwiania tych, którzy się różnią. Niestety w naszej interpretacji tekstu biblijnego często poszukujemy potwierdzenia własnych przekonań lub teorii.

Możemy starać się wyjaśniać trudne fragmenty Starego Testamentu, w taki sposób, aby pasowały do naszego obecnego światopoglądu, zamiast zmuszać siebie do ciężkiej pracy współczucia, pokory i szczerego żalu. Często jesteśmy zadowoleni z koncepcji wojny sankcjonowanej przez Boga, dopóki nie poczujemy się odrzuceni tak jak Kananejczycy i nie staniemy się narodem, który stoi po przeciwnej stronie na osi sprawiedliwości zdefiniowanej przez kogoś innego.

Dotykamy jedną z najistotniejszych i najbardziej niewygodnych prawd o tym, jak ludzie wiary podchodzą do Pisma Świętego. Historia Kananejczyków i inne podobne jej fragmenty nie są zaproszeniem do potępienia czy zniszczenia, lecz lustrem odbijającym, jak łatwo posługujemy się imieniem Boga, by legitymizować nasze lęki i chęć sprawowania kontroli. Kiedy sprowadzamy całe narody lub kultury do moralnych karykatur, tracimy z oczu Boga, który jest raczej zasmucony z powodu grzechu, a nie szuka pretekstu, aby odreagować swoje niezadowolenie. Sednem ewangelii nie jest podbój, lecz współczucie. Jak łatwo jest przedstawiać Boga w naszych ludzkich kategoriach.

Nasze lekcja ukazuje Boga jako Najwyższego Sędziego – tego, którego świętość nie może współistnieć z grzechem ani niesprawiedliwością. W przeciwieństwie do ludzkich sędziów, Boża sprawiedliwość jest czysta, bezstronna i zakorzeniona w miłości. Boska „wojna” jest aktem sądu nad złem. Kiedy autor biblijny przedstawia Boga jako wojownika, nie ma na celu gloryfikacji przemocy, lecz potwierdzenie Jego zaangażowania w przywrócenie sprawiedliwości, pokoju i porządku moralnego w świecie zniekształconym przez grzech. Boży sąd jest przedłużeniem Ewangelii i obietnicą, że wyzysk, okrucieństwo i cierpienie nie będą trwać wiecznie.

Autor lekcji zwrócił uwagę, że pierwotnym zamiarem Boga nie było unicestwienie Kananejczyków, ale ich wywłaszczenie i wygnanie. Celem było usunięcie zepsutych systemów, bożków i praktyk utrwalających niesprawiedliwość – a nie unicestwienie wszystkich ludzi. Większość zniszczeń opisanych w Piśmie Świętym była skierowana przeciwko obiektom kultu bożków, a nie przeciwko jednostkom. Ci, którzy zwrócili się ku Bogu podobnie jak Rachab zostali oszczędzeni. Jednak, gdy Kananejczycy zatwardzili swoje serca i przylgnęli do opresyjnych i brutalnych praktyk, stali się nierozerwalnie związani z kulturą, którą Bóg pragnął zreformować, a zniszczenie stało się tragicznym skutkiem ich oporu.

Ostatni akapit w części na wtorek jest dla mnie trudny do zaakceptowania: „Analiza tekstów biblijnych dotyczących podboju Kanaanu ujawniła, że pierwotnym celem podboju było rozproszenie ludności kananejskiej. Jednak większość Kananejczyków, podobnie jak faraon Egiptu, zatwardziła swoje serca i w ten sposób zjednoczyła się z kulturą do tego stopnia, że zniszczenie ich kultury oznaczało, że oni również musieli zostać zniszczeni”.

Taka interpretacja zawiera bardzo niepokojącą tezę, ponieważ brzmi, tak jakby Bóg aprobował unicestwienie całego ludu tylko ze względu na jego kulturową przynależność. Traktuje Kananejczyków tak, jakby ich kultura była tak zła, że „trzeba ich było zniszczyć”. Tego rodzaju myślenie było wykorzystywane w historii do usprawiedliwiania okrutnych aktów, takich jak ludobójstwo i kolonizacja, gdzie całe grupy były postrzegane jako mniej godne życia. Taka teza myli również Bożą sprawiedliwość z ludzką władzą i zakłada, że Boży plan realizował się przez dominację, a nie przez miłosierdzie i odnowę.

Warto zastanowić się jak mogłoby wyglądać życie Kananejczyków, gdyby zaproponowano im zmianę norm kulturowych. Czy istniał jakiś program, który pozwalał im zmienić sposób postrzegania świata? Czy istniał proces edukacji? W Biblii znajdujemy precedens takiego działania w postaci misji Jonasza. W czasach nowożytnych, stosowano inne metody, często inspirowane „misyjną ideologią” czy to w Ameryce Północnej, Południowej, Australii w stosunku do rdzennej „pogańskiej” ludności, gdzie misjonarze zakładali dla nich szkoły z internatem w których nauczyciele pozbawiali ich kultury, języka i ziemi. Interpretacja Kananejczyków zawarta w tej lekcji nawiązuje do tej samej logiki, co słynne powiedzenie Richarda Henry'ego Pratta: „Zabij Indianina, ratuj człowieka” – przekonania, że cały naród musi zostać unicestwiony, aby go „oczyścić” lub „odkupić”. Oba te stwierdzenia odzwierciedlają niebezpieczny sposób myślenia, który myli dominację ze zbawieniem i usprawiedliwia przemoc w imię moralnego lub duchowego postępu.

Taki sposób interpretacji myśli teologicznej Starego Testamentu jest niebezpieczny i jest przykładem kolonizacyjnego światopoglądu. W takiej perspektywie narracja o boskim podboju Kanaanu jest bliska filozofii, która usprawiedliwia dominację. Takie sformułowanie sugeruje, że wola Boga może być utożsamiana z ekspansją terytorialną, wymianą kulturową i wykorzenieniem „skorumpowanych” społeczeństw. Taki język odzwierciedla logikę europejskiej kolonizacji, która od czasów późnego Średniowiecza była inspirowana chrześcijańską koncepcją ewangelizacji „ogniem i mieczem”. W tej perspektywie Izraelici stają się kolonizatorami, a Kananejczycy są przedstawiani jako „inni”, nieodkupieni i zasługujący na wywłaszczenie lub zniszczenie. Taka interpretacja była historycznie wykorzystywana do racjonalizacji ludobójstwa, niewolnictwa i kradzieży ziemi. Według takiej interpretacji działalność kolonizatorska była wykonywaniem Bożej woli na „pogańskich narodach”. Z perspektywy kolonizacyjnej „wywłaszczenie” jest interpretowane jako wykonanie boskiej sprawiedliwości, a nie przemoc, i w ten sposób przesłania człowieczeństwo, sprawczość i świętość tych, którzy zostali uznani za outsiderów.

Warto jednak spojrzeć na historię z księgi Jozuego oczami wysiedleńców i nie utożsamiać Bożej sprawiedliwości z podbojem. Zamiast tego, zinterpretować te teksty jako przestrogę przed tym, co się dzieje, gdy wiara zostaje zawłaszczona przez strach, nacjonalizm lub władzę. Celem Boga nigdy nie była dominacja, lecz transformacja.

Zachodnie chrześcijaństwo pomyliło zbawienie z posiadaniem, przekształcając Boży dar przynależności w ideologię kontroli. Co stałoby się z naszym czytaniem Biblii i naszym rozumieniem Boga, gdybyśmy zaczęli czytać tekst patrząc na niego z innej perspektywy? Jakie znaczenie ma fakt kto opowiada historię i kto na tym korzysta? Czy Bóg dokonuje podboju ludzi, czy raczej dokonuje podboju nad przemocą? To pytania wydają się kontrkulturowe w stosunku do sposobu, w jaki uczono nas studiować Biblię. Lekcja w tym tygodniu pokazała nam, że istnieje wielki potencjał, aby poszerzyć nasz punkt widzenia i zrozumienie tekstu.

W kontekście Księgi Jozuego i historii Kananejczyków, pytanie „kto opowiada historię i kto z niej korzysta?” możemy rozpatrywać na kilku poziomach. Pierwszy z nich musi dotyczyć pierwotnych autorów. Autorzy biblijni nie zawsze pisali dosłowną historyczną relację. Koncepcja historii tak jak my ją dzisiaj rozumiemy nie była znana autorom antycznym w świecie bliskowschodnim. Nasze zrozumienie czym jest historia i jak należy ją interpretować nie była znana tamtym ludziom. Często tworzyli oni narrację, aby opowiedzieć szerszą historię – historię Boga, który chroni oraz historię ludu, który został przez Niego wybrany. Znaczna część Starego Testamentu odzwierciedla właśnie taką rzeczywistość, w tym Księga Jozuego.

Wiele narracji, w tym właśnie z księgi Jozuego nie zgadza się z tym, co ujawniły badania archeologiczne. Nie oznacza to, że Pismo Święte jest pozbawione wartości lub prawdy, ale oznacza, że musimy zadawać krytyczne pytania, jeśli chcemy je czytać holistycznie. Jaki sposób myślenia wnieśli autorzy do tej historii i jak ich kontekst, w którym pisali tę historię wpłynął na ich przesłanie? Czy ich pisma miały na celu dokładne udokumentowanie historii, czy też mieli oni za zadanie motywować swoich czytelników bądź słuchaczy przez tę narrację? Jak interpretować te teksty, jeżeli ich autorzy nigdy nie zamierzali, aby te narracje służyły jako dokumentacja historyczna? Czy jest możliwe, że nakładamy na te teksty naszą wrażliwość historyczną? Jak powinna więc wyglądać prawidłowa egzegeza tego tekstu?

Drugi poziom pytania, „Kto opowiada historię i kto na niej korzysta?”, dotyczy procesu transmisji tekstu. W jaki sposób kształtowała się tradycja ustna tej historii i w jaki sposób została ona zapisana oraz kto przetłumaczył te teksty i co mogło zostać utracone lub dodane, gdy słowa przekraczały granice języków i wieków. Język zawsze niesie ze sobą znaczenie, a tłumaczenie nieuchronnie je zmienia.

Trzecia warstwa pytania „Kto opowiada historię i kto na niej korzysta?” dotyczy, sposobu interpretacji tej historii w późniejszych pokoleniach. Chrześcijaństwo w dużej mierze ukształtowało się pod wpływem eksterminacji ludzi, których uznano za „nieodkupionych”, oraz usprawiedliwiania przemocy w imię Boga. Historia interpretacji tekstu biblijnego w czasach Konkwisty, o czym wspomniałem wyżej jest tego dowodem. Jako adwentyści dobrze o tym wiemy. Nasza historia uwypukla waldensów i innych chrześcijańskich męczenników, podkreślając prześladowania ze strony tych, którzy sprawowali władzę. Jednak nawet te historie przypominają nam, że to władza decyduje, czyja perspektywa zwycięży.

Pytanie „Kto opowiada tę historię i kto z niej korzysta?” musi zatem wykraczać poza pierwotnych autorów, obejmując tłumaczy, interpretatorów i kaznodziejów. Ich opowieści głęboko ukształtowały nasze rozumienie Boga i nas samych. Warto pamiętać, że sposób opowiadania historii w dużej mierze zależy od tego, kto ją opowiada i jakie prawdy próbuje chronić lub ujawniać. Historia uczy nas, że chrześcijaństwo często wykorzystywało narracje na temat dominacji i wyższości. Pytanie, kto czerpie korzyści z tej historii, jest w wielu przypadkach pytaniem, czyj spokój chronimy, a czyj ból ignorujemy.

W części na środę autor lekcji napisał, „Od chwili pojawienia się grzechu na świecie nie istnieje neutralność – można być albo po stronie Boga, albo przeciwko Niemu. To pierwsze prowadzi do życia wiecznego, a drugie do wiecznej śmierci.” Taki binarny podział, odstrasza wielu ludzi od chrześcijaństwa. Czy jest miejsce na proces dojrzewania? Czy wszystko w życiu jest naprawdę czarno-białe? Czarno-biała perspektywa sprzyja rozwojowi perfekcjonizmu i lęku, a nie przemiany i łaski. Prowadzi wierzących do obsesyjnego rozmyślania o grzechu, zamiast polegania na pewności, że choć grzech jest wielki, to Bóg i Jego łaska jest większa. Taka metoda promuje modyfikację zachowań, a nie wewnętrzną odnowę. Zbawienie nie jest wynikiem perfekcjonizmu, lecz wytrwałej wiary.

Jaki obraz Boga przedstawiamy ludziom, którzy są wokoło nas? Czy powodem, dla którego tak wielu ludzi opuszcza kościół (w tym również nasz kościół) nie jest obraz Boga jaki im przedstawiamy? Budowanie relacji z Bogiem, który jest przedstawiany jako mściwy i domagający się lojalności pod groźbą zniszczenia jest stresujące i nieskuteczne.

Kolejny niepokojący fragment lekcji głosi, że „Bóg w wyjątkowy sposób zlecił wykonanie części swojego wyroku wybranemu ludowi, starożytnemu Izraelowi.” Takie uzasadnienie jest również dzisiaj wykorzystywane do usprawiedliwiania przemocy. Chociaż autor podkreśla, że decyzje Boga nie były arbitralne ani nacjonalistyczne i że również Izraelici mogli utracić swój uprzywilejowany status, to jednak takie ujęcie nadal przedstawia Boga jako kapryśnego i destrukcyjnego wobec tych, którzy się z Nim nie zgadzają. Jeżeli jako kościół budujmy naszą tożsamość na podkreślaniu odrębności i moralnej wyłączności to znacznie łatwiej jest wyobrazić sobie Boga wojny niż zaznać pokoju w czasie obcowania z Bogiem, który przynosi wszystkim pokój. Aby zaakceptować obraz takiego Boga, trzeba skonfrontować sposób w jaki usprawiedliwiamy teologicznie wykluczenie, izolację i wyższość. Trzeba porzucić komfort dominacji na rzecz radykalnego włączania i akceptacji.

Co by się stało, gdybyśmy zamiast studiować wojnę jako boską konieczność, zaczęli studiować pokój jako boską wyobraźnię. Co by było, gdybyśmy nasze kościoły stały się laboratoriami pojednania, a nie instytucjami strachu – miejscami, w których praktykujemy ciężką, codzienną pracę zaprowadzania pokoju, którą Jezus nazwał błogosławioną? Czy „czynienie pokoju” może oznaczać „oduczenie się” binarności, która nas dzieli i ponowne nauczenie się tego, co znaczy usiąść przy studni z tymi, których odrzuciły nasze tradycje? Jednak taka metoda oznacza, że najpierw musimy nauczyć się słuchać, zanim będziemy się bronić, musimy naprawić zanim będziemy osądzać i wyobrazić sobie, że zbawienie jest komunią.

Być może kolejna wielka reformacja teologiczna musi polegać na ponownym odkryciu Bożej czułości – mocy, która przywraca i buduje, a nie niszczy. Jak mógłby wyglądać Kościół, który studiuje, jak Bóg zaprowadza pokój – a następnie odważył się wspólnie przeżywać tę historię?

DO PRZEMYŚLENIA

Koncepcja Bożej lub „świętej” wojny, w której Bóg upoważnia jedną grupę ludzi, aby unicestwiła inną, rodzi poważne wątpliwości. Głównym celem lekcji w tym tygodniu jest pokazanie, że historię powszechną oraz historię biblijną można prawidłowo zrozumieć jedynie w świetle konfliktu kosmicznego.

Pwt 18:9-14. Czego dowiadujemy się z tego fragmentu na temat zachowania Kananejczyków, gdy Izraelici dotarli do granicy Kanaanu? W jaki sposób Kpł 18:24-30 uzupełnia ten obraz? Co Rdz 15:16 mówi nam na temat Boga?

Rdz 18:25, Psalm 7:11 i 96:10 oraz 2 Tym 4:8. Czego dowiadujemy się z tych fragmentów na temat charakteru Boga? Czy jest jakiś związek pomiędzy ewangelią i 400 letnią historią Kananejczyków?

Wj 23:23, 27-30, Lb 33:52, Pwt 7:5 i 12:2-3. Jaki był ostateczny plan Boga dotyczący usunięcia Kananejczyków z ziemi i dlaczego było to konieczne? Co było potrzebne, aby usunąć Kananejczyków z ziemi bez użycia siły? Joz 2:9-14. Jaką inną opcję mieli Kananejczycy według tego tekstu? Co stało się z tymi, którzy odrzucili tę opcję i stawili opór (Joz 11:19-20)? Co mogłoby być odpowiednikiem kananejskich „obiektów kultu” we współczesnym świecie?

Jaki był cel Boga dla Izraela po wejściu do Kanaanu (Wj 19:5-6; Rdz 12:1-3)? Iz 9:6; 60:17; Oz 2:18; Mi 4:3; Hbr 2:5-9 Jaki jest ostateczny cel Boga dla rodzaju ludzkiego i całego wszechświata?

2 Krl 6:16-23. Jedną z przeszkód w budowaniu pokoju jest wrogość, jaką ludzie żywią z powodu krzywd wyrządzonych w przeszłości. W ST znajduje się historia, która opowiada, w jaki sposób Bóg radzi sobie z tego rodzaju wrogością.

Pomyśl o znaczeniu wolnej woli człowieka. Dlaczego Bóg szanuje naszą wolność wyboru? Jaki jest związek między miłością a wolnością wyboru?

Stary Testament zawiera wiele opowieści o wojnach i konfliktach, ale ostatecznie zapowiada wizję pokoju. W odniesieniu do okolicy, w której mieszkasz, jaką rolę Ty lub jakikolwiek inny chrześcijanin powinien odegrać w budowaniu pokoju w tym środowisku?

Jak mogłoby się zmienić nasze rozumienie Boga jako Sędziego, gdybyśmy postrzegali sąd Boży jako przywrócenie właściwych relacji, a nie karę czy podbój?

Co by było, gdyby historia Kananejczyków została opowiedziana z perspektywy tych, którzy padli ofiarą najazdu Izraela – jak mogłoby to zmienić naszą wiedzę o Bożej sprawiedliwości, cierpliwości i miłości?

W jaki sposób Kościół wykorzystywał narracje o sądzie Bożym do usprawiedliwiania kolonizacji, wykluczenia lub przemocy? Jak możemy oduczyć się tych nawyków i zamiast tego ucieleśniać pokój?

Co oznacza dla wspólnoty wiary „napełnianie kraju pokojem” zamiast „wypędzania innych”? Jak może to kształtować nasze dzisiejsze relacje z ludźmi o różnych wierzeniach i kulturach?

Jeśli ostatecznym celem Boga jest pełnia i harmonia, jakie praktyki mógłby przyjąć Kościół, aby studiować, nauczać i ucieleśniać ten pokój w naszym sąsiedztwie i relacjach?



















Przygotował Jan Pollok