piątek, 12 grudnia 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Życie w Ziemi Obiecanej

Felieton do Szkoły Sobotniej na 13 grudnia 2025

W tym tygodniu autor naszego podręcznika poruszył temat konfliktów społecznych i zwrócił uwagę, że życie oraz wspólna praca – zwłaszcza w zróżnicowanym kościele, złożonym z osób o różnym pochodzeniu i kulturze – może w naturalny sposób prowadzić do nieporozumień. Joz 22 przedstawia historię takiego nieporozumienia: po zakończeniu podboju Kanaanu plemiona wschodnie zostały zwolnione i mogły wrócić do swoich domów. Po drodze zbudowali ołtarz, co zaniepokoiło plemiona zachodnie, które obawiały się, że był to wyraz buntu przeciwko Bogu. Ta historia stawia czytelnikom wyzwanie: dlaczego podejrzewanie innych jest szkodliwe? Jak możemy pielęgnować jedność w kościele?

Jozue pochwalił wschodnie plemiona za wierne wypełnienie misji powierzonej im przez Mojżesza – służbę u boku swoich towarzyszy broni przez około 6-7 lat, gdy ich własne rodziny pozostały w tym czasie bezbronne w swoich domach. Ich współpraca pokazuje jedność narodu i stawia pytanie, czy Izrael pozostanie zjednoczony pomimo rozdzielenia przez rzekę Jordan. Jozue przypomniał im, że ich lojalność była dowodem służby Bogu, a nie tylko współwyznawcom. Autor lekcji połączył ten ideę z nowotestamentową koncepcją służby „tak jak dla Pana”, podkreślając, że pamiętanie o naszym wyższym celu pomaga nam wytrwać w czasie zniechęcenia i trudności.

Historia opisana w Joz 22 jest również okazją do rozmowy o tym, jak współczesne wspólnoty religijne mogą sobie radzić z konfliktami. Napięcie między plemionami które osiedliły się po wschodniej i zachodniej stronie Jordanu pokazuje, że konflikt nie jest oznaką porażki – jest raczej normalną częścią życia w każdej zróżnicowanej społeczności. Liczy się to, jak radzimy sobie z tym napięciem. Wyzwanie przed jakim stanęli Izraelici dotyczyło zachowania jedności pomimo różnic. Przed podobnym wyzwaniem stają dzisiaj nasze kościoły. Niestety bardzo często mylimy koncepcję jedności z ideą uniformizmu, oczekując, że wszyscy będą myśleć, mówić i czcić Boga w ten sam sposób. Jednak jedność według pisarzy biblijnych to wspólny cel, a nie identyczność. Kiedy stosujemy poprawne zasady rozwiązywania konfliktów takie jak: słuchanie, zadawanie pytań w celu wyjaśnienia problemu, zrozumienie przeciwnej strony – możemy uniknąć wyciągania pochopnych, szkodliwych wniosków, tak jak uczyniły to plemiona Izraelitów mieszkające po zachodniej stronie Jordanu. Komunikacja bez stosowania przemocy stwarza przestrzeń potrzebną do rozwijania zainteresowań, empatii i współpracy zamiast polaryzacji. Gdyby Kościół świadomie rozwijał te umiejętności, wtedy w konfliktach okazywalibyśmy sobie większą życzliwość i stalibyśmy się wspólnotami ucieleśniającymi pojednawczy charakter Boga.

Zdumiewające jest to jak często wierzymy, że wszyscy w adwentyzmie powinni rozumieć wiarę w taki sam sposób. Kiedy spotykamy kogoś, kto identyfikuje się jako adwentysta, zakładany, że podziela te same przekonania. W tej wyimaginowanej identyczności kryje się poczucie bezpieczeństwa. Jednak takie przekonanie narzuca ograniczenia i jest dziwne, ponieważ sugeruje, że przynależność do religijnej wspólnoty wymaga identyczności, gdzie wszyscy muszą podzielać tę samą perspektywę. Taka koncepcja wskazuje na szerszy problem. Ludzie, którzy posiadają przywilej kształtowania kultury oraz doktryny adwentystycznej, zakładają, że ich perspektywa jest uniwersalna i że odzwierciedlają rzeczywistość innych ludzi należących do wspólnoty. Ten przywilej pozwala im zakładać, że ich punkt widzenia jest standardem. Oczekiwanie, że ich przekonania będą wiarygodne lub możliwe do przyjęcia przez wszystkich, jest przedłużeniem ich supremacji i dowodzi, że nie należą do marginalizowanej grupy.

Kiedy system domaga się uniformizacji, to zazwyczaj zmarginalizowane osoby muszą amputować część siebie, aby inni mogli czuć się komfortowo. To jest przeciwieństwem ewangelii. Jezus nigdy nie wymagał identyczności zanim zaoferował przynależność. Akceptował ludzi takimi jakimi byli w danym momencie.

Ostatnio w czasie moich podróży sporo czasu przeznaczyłem na słuchanie Adventist History Podcast. Zwróciłem uwagę na problem rasizmu z którym zmagał się nasz kościół w Stanach Zjednoczonych w latach 50-70. Uświadomiłem sobie jak odmiennie postrzegamy świat, ponieważ pod wieloma względami nie zamieszkujemy tego samego świata. Trudno mi zrozumieć jak można było jeszcze w latach 60 powiedzieć w odniesieniu do ciemnoskórych wierzących: „My was kochamy, ale w kościele nie możemy siedzieć obok siebie!” Każdy, kto żył w etnicznej mniejszości, wie, że jego doświadczenia są specyficzne dla jego społeczności i nie można ich zastosować uniwersalnie. Świat ludzi którzy dominują rzadko robi miejsce dla świata ludzi, którzy tworzą mniejszości narodowe. To było bolesne doświadczenie dla ciemnoskórych wierzących, którzy finansowali kościół, ale nie mogli korzystać z adwentystycznych szkół i szpitali w Stanach Zjednoczonych. Podobnie rzecz miała się w Australii w tamtych czasach. W takim kontekście uniformizm traci sens.

Ilekroć system wymaga, aby wszyscy wierzyli w to samo lub prowadzili ten sam styl życia, ujawnia jak bardzo dominujące głosy w danej społeczności są oderwane od doświadczeń innych. Prawdziwa jedność obejmuje różnorodność i akceptuje wiele głosów. Uniformizm zawsze posiada odgórny charakter. Grupa uprzywilejowana lub ta, która tworzy większość domaga się, aby inni dostosowywali swoje życie do ich warunków. Biblia nie nakazuje, aby w kościele chrześcijańskim panowała zasada uniformizacji. Za każdym razem, kiedy narzucana jest uniformizacja, pochodzi ona albo z kręgu ludzi uprzywilejowanych, którzy ignorują doświadczenia ludzi zmarginalizowanych, albo od osób z grup zmarginalizowanych, które tłumią swoje niezależne myślenie po to, by dopasować się do dominującej narracji. W obu przypadkach gubi się coś bardzo ważnego. Jedność uwzględnia bogactwo ludzkiego doświadczenia i buduje przestrzeń dla każdego głosu.

Nawet nasze oczy postrzegają świat inaczej. Nie patrzą z tej samej perspektywy. Jeśli zamkniemy jedno oko, nasze pole widzenia i percepcja zmieniają się. Jeśli zamkniemy drugie oko, pole widzenia zmieni się ponownie. To ciekawe, że nasze oczy nie posiadają tej samej perspektywy. Bez tej różnicy tracimy głębię. Podobnie ciało Chrystusa nie może widzieć jasno, jeśli pozwala mu się patrzeć tylko jednym kulturowym lub teologicznym „okiem”. Nasze widzenie staje się płaskie i zniekształcone. Różnorodność nie zagraża jedności – jest warunkiem koniecznym jasności.

Jak bardzo ograniczające staje się żądanie, aby wszyscy którzy tworzą ciało Chrystusa lub tworzą adwentystyczną wspólnotę wiary (lub jakąkolwiek inną!), postrzegali chrześcijaństwo przez pryzmat ludzi uprzywilejowanych społecznie.

Plemiona, które osiedliły się na zachodnim brzegu Jordanu zaczęły oskarżać tych, którzy mieszkali po wschodniej stronie. To jest dziwne, gdy ktoś czuje, że ma prawo dyktować innym, jak mają czcić Boga. Skąd bierze się ta pewność siebie? Dlaczego ktoś czuje potrzebę nalegania, aby inni praktykowali taki sam format nabożeństwa, stosowali taką samą muzykę, czy ubierali się w taki sam sposób? Czy jest możliwe, że może to wskazywać na wewnętrzne lęki. Kiedy ktoś domaga się jednolitości, może to odzwierciedlać niepewność co do własnej pozycji przed Bogiem. Może to również ujawniać frustrację z powodu narzuconych sobie ograniczeń, które – jak uważa – musi znosić, aby zasłużyć na Bożą miłość.

Ludzie, którzy decydują się aby zaakceptować wierzenia innych, są tymi, którzy najbardziej pragną poznać Boga. Ich wiara jest zbudowana na więzi, a nie na przestrzeganiu przepisów. Kiedy żądamy, aby inni czcili Boga tak jak my, ograniczamy Boga. W ten sposób twierdzimy, że Boga można poznać tylko poprzez nasze własne ramy i w ten sposób pomniejszamy Jego wielkość, aby pasowała do naszego światopoglądu.

Autor lekcji przywołał historię Pinechasa, syna Eleazara, który kiedyś okazał się porywczym aktywistą, który powstrzymał zarazę w Izraelu, zabijając mężczyznę i kobietę, których uważał za niemoralnych. Bóg pochwalił go jednak za impulsywną reakcję na rażący grzech. Wydaje się, że autor lekcji chciał zasugerować, że w czasie swojej nowej misji Pinechas prawdopodobnie korzystał z doświadczeń z przeszłości. To jest ciekawa koncepcja, ponieważ wiele konfliktów, które przeżywamy obecnie nie dotyczy teraźniejszości. Wynik tego co przeżywamy obecnie bardzo często jest ukształtowany przez doświadczenia nierozwiązanych konfliktów w przeszłości, które nas ukształtowały.

Izraelici jako naród funkcjonowali w systemie zbudowanym na surowych karach i przepisach. Wiele czynów pociągało za sobą poważne konsekwencje. Kiedy religijne wychowanie jest zbudowane na poczuciu strachu przed karą, a nie na relacjach, wtedy dane osoby stają się surowymi strażnikami Boga, wierząc, że ich obowiązkiem jest dyscyplinować innych w taki sam sposób, w jaki oni byli dyscyplinowani. Obserwacja według której Pinechas przeniósł swoją przeszłość do teraźniejszości, jest bardzo ludzka. Jego czyny zachęcają nas do zadawania głębszych pytań w obliczu konfliktów o podłożu religijnym. Pytanie nie dotyczy tylko tego, co zrobiła druga osoba. Ważniejsze jest pytanie w jaki sposób moja przeszłość sprawia, że obecna chwila wydaje się groźna lub destabilizująca? Rozwiązywanie konfliktów wymaga łagodności wobec innych i uczciwości wobec siebie. Duża część tej pracy ma charakter introspekcyjny i polega na rozpoznaniu źródeł lęków oraz źródeł naszych hipotez, które mają wpływ na nasze obecne reakcje.

Bardzo ciekawa jest reakcja oskarżonych plemion na stawiane im zarzuty. Odpowiedzi jakich udzieliły oskarżone plemiona stają punktem zwrotnym w historii. Mimo zarzutów, które zostały skierowane przeciwko nim potrafili słuchać bez reakcji obronnej, ucieleśniając mądrość zawartą w Prz 15:1. Kiedy w końcu udzielili odpowiedzi na stawiane im zarzuty, przywołali imiona Boga El, Elohim i Jahwe, aby podkreślić swoją szczerość i odpowiedzialność przed Bogiem. Ich wyjaśnienie ujawniło, że zbudowany ołtarz nie był aktem buntu, lecz zabezpieczeniem – celowym świadectwem mającym zapewnić przyszłą jedność między plemionami podzielonymi przez rzekę Jordan. Plemiona które pozostały na wschodnim brzegu rzeki obawiały się, że to odległość, a nie nielojalność, może pewnego dnia złamać duchową tożsamość Izraelitów.

Gdy plemiona mieszkające na zachodnim brzegu usłyszały to wyjaśnienie, ich gniew przerodził się w autentyczną ulgę i radość. Zamiast kurczowo trzymać się dumy, radośnie powitali prawdę i cieszyli się, że ich podejrzenia były bezpodstawne. Dzięki cierpliwemu słuchaniu, szczerym wyjaśnieniom i chęci zrozumienia intencji drugiej strony, wojna domowa została zażegnana, a jedność narodu zachowana.

Autor lekcji przedstawił kilka praktycznych zasad rozwiązywania konfliktów i utrzymywania jedności we wspólnocie wiary. Po pierwsze, gdy coś wydaje się że jest błędne, niezbędna jest otwarta komunikacja – problemy należy wyraźnie zidentyfikować, a nie ignorować lub pozwalać im się pogłębiać. Po drugie, nie warto stawiać pochopnych wniosków, jak to zrobiły plemiona mieszkające po zachodniej stronie rzeki, które podjęły decyzje na podstawie plotek a nie faktów. Szczery dialog wykazał, że ołtarz wcale nie był aktem buntu.

Z kolei plemiona mieszkające po wschodniej stronie Jordanu zareagowały na oskarżenia łagodnie i z szacunkiem. Wreszcie, trzecia nauka która wynika z tej historii jest taka, że jedności nigdy nie może osiągać kosztem prawdy, a dyscyplina powinna być zawsze ostatecznością – po którą sięga się dopiero po wyczerpaniu szczerych wysiłków na rzecz zrozumienia, współczucia i pojednania.

Historia opisana w Joz 22 przypomina nam, jak łatwo nieporozumienia mogą się zaostrzyć – i jak szybko przypuszczenia mogą przerodzić się w oskarżenia, jeśli nie zatrzymamy się, aby posłuchać i wyjaśnić. Warto zauważyć, że obie strony były gotowe zwolnić tempo, komunikować się i były gotowe uznać, że mogą się mylić. Pokora i cierpliwość zapobiegły wojnie domowej.

W naszych kościołach, rodzinach, miejscach pracy, a nawet w przestrzeni internetowej, te same zasady mają dziś równie wielkie znaczenie. Żyjemy w świecie, w którym nieporozumienia rozprzestrzeniają się błyskawicznie, a obraza często rozprzestrzenia się szybciej niż prawda. Joz 22 zachęca nas do wyboru innej drogi – do zadawania pytań zanim sformułuje się przypuszczenia, do mówienia łagodnie, gdy czujemy, że musimy się bronić i do świętowania pojednania zamiast kurczowego trzymania się dumy. Gdybyśmy stosowali te zasady wiele konfliktów można by złagodzić, skrócić, a nawet całkowicie uniknąć. W społeczeństwie spragnionym współczucia i wyczerpanym podziałami, ta starożytna historia staje się niezwykle aktualna: jedność rodzi się z rozwijania zainteresowań a nie wydawania osądów oraz z budowania więzi a nie rozwijania podejrzeń.

Warto pamiętać o tych zasadach ponieważ zauważam, jak łatwo moje serce twardnieje w obliczu historii i doświadczeń ludzi, z którymi się nie zgadzam lub którzy moim zdaniem wyrządzają krzywdę. Warto uświadomić sobie, że twardość naszego serca nie jest czymś naturalnym. Została ukształtowana przez medialne treści, którymi karmimy nasz umysł. W obliczu braku sprawiedliwości w otaczającym nas świecie, czasami czerpiemy przyjemność z tego, co wydaje się mikroaktem sprawiedliwości, który mogę wykonać w mediach społecznościowych, które w rzeczywistości mogą być formą zemsty. Trudno to wyrazić słowami, bo jest to bardzo subtelne uczucie. Jak łatwo jest obejrzeć film, na którym ktoś świętuje upadek innej osoby i po cichu się z nią zgodzić, zwłaszcza gdy osoba, z której się naśmiewa lub którą karze, zrobiła coś, z czym szczerze się nie zgadzamy. Skąd bierze się taki światopogląd i co spowodowało, że stajemy się tak bezduszni?

Wydaje mi się, że wynika to z przeżywania bólu. Ból staje się kodem, który kształtuje naszą percepcję. Ten schemat powtarza się w świecie, w nas samych i w systemach, które kształtują chrześcijaństwo. Znaczna część osądu, jaki wydajemy na innych, odzwierciedla osąd, rozczarowania, traumy i zranienia, których doświadczyliśmy i które zinternalizowaliśmy. Następnie dokonujemy projekcji rzeczywistości, której doświadczamy w sobie na innych ludzi. Dlatego rozwiązywanie konfliktów to ciężka praca, ponieważ pokazuje ona tę część w nas, której być może nie jesteśmy świadomi i która przez długi czas pozostawała nierozwiązana. Rozwiązywanie konfliktów w największej części odbywa się wewnętrznie kiedy poruszamy się w naszym bieżącym politycznym, społecznym i religijnym klimacie. Radykalnym aktem sprawiedliwości może być nauczenie się, jak radzić sobie z konfliktami.



DO PRZEMYŚLENIA

Nie tylko Pan dotrzymał obietnicy danej Izraelowi, dotyczącej odziedziczenia Ziemi Obiecanej, ale także plemiona Rubena, Gada i połowa plemienia Manassesa (Lb 32,25-32) dotrzymały swojej obietnicy. Jozue pochwalił ich za wierną służbę. Nakazał im również, aby byli posłuszni Panu i ostrzegł aby nie byli egoistyczni. Czego możemy się nauczyć z ich zobowiązania?

Joz 22:9–20. Jakie oskarżenie wysuwały plemiona, które osiedliły się ma zachodnim brzegu Jordanu przeciwko plemionom, które osiedliły się po wschodniej stronie rzeki?

Joz 22:13–15 W jaki sposób delegacja wysłana w celu rozpatrzenia oskarżenia wciąż pamiętała i była obciążona przez wydarzenia z przeszłości, które zostały opisane w księdze Liczb 25?

Joz 22:21–29; Prz 15:1 Czego możemy się nauczyć z łagodnej odpowiedzi plemion, które osiedliły się na wschodnim brzegu Jordanu?

Joz 22:30–34 Jakie wnioski na temat rozwiązywania konfliktów i sposobów zapewniania jedności Kościoła możemy wyciągnąć z tej historii? Jakie wskazówki możemy wyciągnąć z tej historii na temat sposobu rozwiązywania konfliktów i zapewniania jedności w Kościele?

Jaka jest rola dyscypliny kościelnej? W jaki sposób odzwierciedla ona nasze modele zbawienia? W jaki sposób model zbawienia może stanowić model dyscypliny kościelnej? Czego możemy się nauczyć z tej historii o tym, co jest istotne, a co jest marginalne w naszej wspólnocie wiary?

Joz 22:20. Jaki model postępowania Boga z Izraelitami zawiera ta historia? Dlaczego Bóg zareagował w taki sposób w przypadku Achana (Joz 7:24-25) lub Ananiasza i Safiry (Dz 5:1-11)? Czy częste stosowanie tej metody przyniosłoby większą jedność i świętość?

Joz 22:28: „Jeżeliby mieli kiedyś w przyszłości tak mówić do nas i do naszych potomków, to my możemy odpowiedzieć: Spójrzcie na budowę (kopię/replikę) tego ołtarza Pańskiego, który wznieśli nasi ojcowie nie do składania ofiar całopalnych i zwykłych, ale aby był świadkiem między nami a wami.” Jednak plemiona, które osiedliły się na wschodnim brzegu powiedziały: „Nie martwcie się, to tylko „kopia””. W jaki sposób wyrazić ideę, że coś wskazuje na większą rzeczywistość, ale jej nie zastępuje, tak jak „kopia” która znajdowała się na wschodnim brzegu rzeki Jordan nie zastąpiła prawdziwego ołtarza i kultu w Szilo (na zachód od Jordanu)?

Joz 22:31-34 Pokolenie Jozuego potwierdzało, że lojalność wobec Boga nie była definiowana na podstawie fizycznej lokalizacji ołtarza, ale na podstawie wewnętrznego zaangażowania. W jaki sposób prorocy wielokrotnie przypominali Izraelowi, że Bóg pragnął miłosierdzia, sprawiedliwości i szczerego uwielbienia, a nie jedynie przestrzegania rytuału (Iż 1:11-17; Mich 6:6-8)?

Bycie wiernym wymaga nieustannego negocjowania między ustalonymi ideałami a praktycznymi realiami. Jak możemy zapewnić elastyczność niezbędną we współczesnym świecie, zarówno lokalnie, jak i globalnie, zachowując jednocześnie integralność naszych podstawowych wartości?

Co można zrobić w obliczu wyzwań współczesnego świata, aby stać się wzorem autentycznej jedności zakorzenionej w posłuszeństwie Bogu i wzajemnym szacunku, a nie jedynie w jednolitości struktur lub form kultu? Czy dopuszczalne są jakiekolwiek różnice ze względu na geografię, kulturę, tradycję, czy też formy kultu muszą być takie same na całym świecie?

Jak powinien zareagować lud Boży, gdy zostanie fałszywie oskarżony?

Czy któraś ze stron w konflikcie mogłaby postąpić inaczej, stosując pokojowe metody, które zapobiegłyby konfliktowi lub przynajmniej zmniejszyłyby ryzyko konfliktu? Jakie to mogłyby być metody?

Strony konfliktu spoglądają na sprawy z różnych punktów widzenia i obie strony mogą mieć trochę racji. Kto potrafi dokładnie ocenić całość?





























Przygotował Jan Pollok

piątek, 5 grudnia 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Prawdziwy Jozue

Felieton do Szkoły Sobotniej na 6 grudnia 2025

Autor lekcji w tym tygodniu zaproponował, aby jeszcze inaczej spojrzeć na księgę Jozuego. Historia Jozuego zawiera w sobie coś więcej – wskazuje na coś większego, na coś, co wykracza poza ramy samej księgi. Tak jak Kanaan symbolizował nadzieję na odnowioną ziemię, a ziemska świątynia wskazywała na niebiańską służbę Chrystusa, tak życie Jozuego zostało przedstawione jako typ Mesjasza oraz typ dzieła, które Bóg dokona w przyszłości. Autor zwrócił uwagę, że postać Jozuego można analizować w kontekście szerszej historii biblijnej która sięga Nowego Testamentu.

Komentatorzy biblijni używają słów typ i antytyp, aby opisać, jak niektóre starotestamentowe postacie, wydarzenia lub instytucje wskazują na pełniejszą rzeczywistość objawioną w Nowym Testamencie. Taka metoda interpretacji Biblii jest nazywana typologią. Czym jest typologia? Najlepiej porównać ją z proroctwem. Proroctwo postrzegamy jako coś, co znajduje się w księgach Starego Testamentu. To wypowiedź ustna, która zostaje spisana, a następnie spełnia się. Typologia to proroctwo niewerbalne. Nie jest to stwierdzenie, które ma swoje spełnienie; to wydarzenie, osoba lub jakaś instytucja, która ma swój przyszły odpowiednik w Nowym Testamencie.

Pisarze nowotestamentowi w sposób typologiczny odczytywali wzorce stworzone przez pisarzy Starego Testamentu w celu przedstawienia tematów teologicznych. Autorzy biblijni czerpią ze starotestamentowych typów, aby przekazać prawdę – szczególnie dotyczącą Jezusa i jego służby. Autorzy biblijni wykorzystywali typologiczną interpretację postaci i figur na trzech odrębnych poziomach: (1) poziom pierwotny – historyczny; (2) spełnienie na poziomie Jezusa i Kościoła; (3) spełnienie na poziomie dotyczącym czasów końca (spełnienie eschatologiczne).

Starotestamentowy typ lub figura muszą być potwierdzone przez nowotestamentowego autora, aby nabyć cech antytypicznego spełnienia. W przeciwnym razie jest to po prostu spirytualistyczna i spekulatywna alegoryczna interpretacja, która nie posiada wyraźnego uzasadnienia biblijnego. W historii interpretacji tekstów starotestamentowych typologiczna interpretacja była bardzo często nadużywana co nie oznacza, że nie powinna być używana. Trzeba jednak wyraźnie zdefiniować kryteria jej stosowania.

Zrozumienie typologii biblijnej przypomina nam, że Bóg zawsze zna szerszą historię – taką, w której przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są powiązane z celem historii. Tak jak historie Starego Testamentu wskazywały na Chrystusa, nasze dzisiejsze życie jest częścią rozwijającego się dzieła Boga w świecie. Typologiczna interpretacja Biblii pozwala nam zobaczyć i zrozumieć procesy, które zachodzą pod powierzchnią tekstu biblijnego i pozwala nam widzieć Boga, który jest konsekwentny, cierpliwy i intencjonalny. Taka interpretacja pomaga nam również zobaczyć głębię naszego własnego życia: wyzwań, przed którymi stoimy, podejmowanych przez nas odważnych działań. Wspólnoty, które tworzymy, mogą stać się „typami” Bożej łaski i sprawiedliwości dla tych, którzy przyjdą po nas. Kiedy żyjemy według zasad prawości, współczucia i wierności, jesteśmy zapowiedzią królestwa, do którego ucieleśnienia już teraz wzywa nas Jezus, nawet jeśli nie robimy tego idealnie. W tym sensie stajemy się żywymi symbolami nadziei, wskazującymi naszym rodzinom, kościołom i społecznościom pełniejszą przyszłość, ukształtowaną na wzór Chrystusa.

Teraz, gdy zbliża się okres świąteczny, warto zatrzymać się i zastanowić, za co jesteśmy wdzięczni. W tym czasie warto zauważyć, jak uporządkowana została nasza droga i jak nasze kroki zostały wplecione w większą historię. W ten sam sposób, w jaki Bóg nigdy nie opuścił Izraelitów, możemy prześledzić naszą własną historię i zobaczyć w jaki sposób Jego obecność i cel rozwinęły się w naszym życiu na przestrzeni czasu.

Autor naszej lekcji zacytował Handbook of Seventh-day Adventist Theology gdzie jest napisane, że wszystkie doktryny Pisma Świętego muszą ze sobą harmonizować. Wykształciłem się w kulturze teologicznej która podtrzymywała taki pogląd i nadal w to wierzę. Jednak często, gdy zastanawiam się nad niektórymi fragmentami naszej doktryny, zwłaszcza gdy bierzemy pod uwagę możliwość różnych interpretacji tekstu biblijnego niepokoi mnie to, że upieranie się, że każda interpretacja pasuje do jednej, harmonijnej całości, może zniechęcić do stawiania trudnych, uczciwych pytań. Takie założenie usprawiedliwia unikanie badań nad tym w jaki sposób ludzkie uprzedzenia kształtują doktrynę, zwłaszcza gdy wiele osób nie ma dostępu do głębszych badań – lingwistycznych, literackich, historycznych, antropologicznych, geologicznych etc. – (listę można mnożyć w nieskończoność), które ujawniłyby słabe punkty lub niespójności w przyjętej przez nas doktrynie.

Jeśli naprawdę wierzymy, że Biblia nie jest wewnętrznie sprzeczna, wówczas nasza postawa oraz wzorce badawcze powinny odzwierciedlać priorytety, jakie Chrystus pokazał w czasie swojej służby. Konsekwentnie skupiał swoją uwagę na biednych, owdowiałych, niepełnosprawnych, kobietach, imigrantach, tych którzy byli ciekawi życia i pokorni. Być może są takie obszary, w których może zaistnieć potrzeba ponownego przeglądu utartych interpretacji. Nie chcę przywoływać tutaj różnych dyskusji i trudnych pytań. Mam jednak świadomość, że teolodzy, którzy na przykład ponownie badają tradycyjne interpretacje proroctw i zastanawiają się, czy jest możliwe, że badania, które miały na celu potwierdzenie przyjętych wcześniej założeń, mogą być nacechowane błędem, ponieważ są determinowane celem apologetycznym. Wiele osób, które posiada zaawansowane wykształcenie teologiczne wyraża takie obawy. Istnieje ryzyko, że możemy czasami narzucać wnioski tak aby pasowały do znanych nam definicji. Dane które pochodzą z biblijnego źródła są nam znane, problem jednak tkwi w tym jak je zinterpretować.

Istnieje realne niebezpieczeństwo, gdy dążenie do „harmonizowania” doktryny staje się regułą, a nie zaproszeniem. Harmonia w Biblii nie oznacza jednolitości; oznacza spójność wokół charakteru Boga. Jednak, gdy zasada „wszystko musi idealnie pasować” staje się doktrynalnym nakazem, działa jak tarcza, która chroni przed odpowiedzialnością. W imię „harmonizowania” można uciszyć pytania, które desperacko trzeba zadać, zwłaszcza w sprawach, w których doświadczenie życiowe obnaża to, co czasami argumenty akademickie ukrywają – głosy które zostały zepchnięte na margines.

Jak inna mogłaby być nasza rzeczywistość teologiczna, gdyby więcej ludzi miało odwagę powiedzieć na głos to, co czują wiedząc że prawdy nie trzeba bronić. Jeśli nasze interpretacje nie są w stanie oprzeć się pytaniom, to problem nie tkwi w pytaniach, lecz w naszych interpretacjach. Taka teza idealnie wpisuje się w lekcję ze środy i czwartku.

Niektórzy uważają, że osoby wierzące nie powinny kwestionować utrwalonych interpretacji. Czy prawda wytrzymuje krytykę? Prawda nie słabnie pod wpływem głębokich i szczerych pytań. Pytań nie należy się bać ani ich demonizować. Prawda nie pomniejsza się wskutek dociekania.

Ale wróćmy do naszego kluczowego tematu czyli typologii. Autor lekcji przedstawił Jozuego jako typ Mojżesza, jako „nowego Mojżesza”. Możemy prześledzić kilka paraleli. Obaj zostali powołani do spełnienia misji w czasie osobistego spotkania z Bogiem. Mojżesz przewodził w czasie przejścia przez Morze Czerwone, a Jozue przewodził w czasie przejścia przez Jordan. W ich życiu pojawiają się podobne wydarzenia, które dają poczucie ciągłości. Jozue wypełnił część proroctwa, o którym mówił Mojżesz w Pwt 18:15 - Proroka takiego jak ja jestem, wzbudzi ci Pan, Bóg twój, spośród ciebie, spośród twoich braci. Jego słuchać będziecie.

Te paralele są faktycznie fascynujące. Zastanawiam się jednak czy istnieją one, ponieważ wydarzenia potoczyły się w taki sposób, czy też autorzy, którzy pisali te teksty ukształtowali narrację, w taki sposób, aby podkreślić takie powiązania? Nie stawiam tego pytania cynicznie, ale po to, aby zrozumieć, jak funkcjonuje boska inspiracja i w jaki sposób ludzka narracja wpływa na sposób w jaki powstały księgi biblijne i w jaki sposób Biblia przemawia dzisiaj do nas.

Podobnie jak typologiczna metoda interpretacji śledzi wzorce w Biblii, tak samo my możemy śledzić przejawy łaski, przetrwania, uzdrowienia i nieoczekiwanego ratunku w naszym własnym życiu. Czasami najświętszą rzeczą, jaką możemy zrobić, jest zatrzymanie się na chwilę, by zobaczyć gobelin, który Bóg i nasze decyzje w życiu splotły razem.

Autor lekcji stwierdza, że historię Jozuego należy interpretować typologicznie – postrzegając wydarzenia historyczne jako symbole wskazujące na głębsze prawdy duchowe. Kampanie militarne Jozuego były fundamentem historii Izraela. Wskutek tych militarnych działań Izraelici zdobyli zimię, na której lud Boży miał zbudować sprawiedliwe społeczeństwo. Później, pisarze, tacy jak Izajasz, wykorzystywali język „dziedzictwa” z księgi Jozuego do opisu dzieła Mesjasza, pokazując, że sam Jozue wskazywał na Chrystusa.

Autorzy nowotestamentowi potwierdzają tę typologię: tak jak Jozue zastąpił Mojżesza i poprowadził Izraelitów do Ziemi Obiecanej, tak Jezus jest przedstawiony jako nowy i większy Jozue, który prowadzi lud Boży do duchowego odpoczynku i dziedzictwa. Paralele pomiędzy tymi postaciami są bardzo widoczne – Jozue wszedł do Kanaanu po 40 latach na pustyni, a Jezus rozpoczął swoją ziemską misję po 40 dniach na pustyni. Jego niebiańska misja rozpoczęła się 40 dni po zmartwychwstaniu. Autor lekcji wyjaśnia dalej, że chrzest Jezusa w Jordanie jest Jego własnym „przejściem przez Jordan”, które czyni Go boskim wojownikiem, który toczy wojny Jahwe z siłami zła i który w końcu pokona Szatana, zło i zapewni wieczne dziedzictwo swojemu ludowi.

W typologicznej interpretacji, historia Jozuego nie wskazuje tylko na Jezusa – wskazuje również na życie Kościoła. Bitwy Jozuego zapowiadają duchowe zmagania, z którymi mierzą się wierzący, nie z ludzkimi wrogami, ale ze złem, niesprawiedliwością i mocami opisanymi w liście do Efezjan 6 czy w 2 liście do Koryntian 10. W przeciwieństwie do fizycznej walki Izraela, walka Kościoła toczy się przez wiarę, prawdę, miłość i wytrwałość. Jednocześnie Kościół cieszy się łaską Boga oraz duchowym dziedzictwem, które Chrystus mu zapewnił.

Historia Jozuego ma również swoje ostateczne wypełnienie w czasie Powtórnego Przyjścia. Tak jak życie Jozuego jest ilustracją misji Mesjasza, tak wierzący są powołani, aby dzisiaj odzwierciedlać charakter Chrystusa. Kiedy przez tekst Biblii rozmyślamy o życiu Chrystusa, zostajemy przemienieni i stajemy się do Niego podobni. Na tym polega sedno chrześcijańskiego uczniostwa: spoglądanie na Jezusa i przemiana na Jego podobieństwo.

Kiedy typologicznie studiujemy historię Jozuego, widzimy w niej nasze codzienne bitwy z którymi mierzymy się zarówno w sobie jak i wokół nas. Tak jak życie Jozuego wskazywało na Jezusa, tak nasze życie również ma wskazywać na Niego. Nowy Testament jasno stwierdza, że „walki”, które toczymy mają duchowy charakter. Duchowe bitwy mogą wydawać się „zwyczajne”: wybieranie dobroci, gdy łatwiej jest być surowym, wybieranie sprawiedliwości, gdy prościej byłoby odwrócić wzrok, wybieranie prawdy, gdy milczenie kosztowałoby nas mniej.

To właśnie na płaszczyźnie duchowej walki analogie do historii Jozuego są najbardziej trafne. Jezus prosi nas, abyśmy kochali. Chce, abyśmy wkroczyli w miejsca, w których ludzie cierpią, są celowo pomijani lub po prostu przeoczeni i wnieśli tam Jego obecność. Bycie Jego rękami i nogami to drobne, zwyczajne rzeczy: nakarmienie kogoś, kto jest głodny, wsparcie przyjaciela, który jest przytłoczony, stanie w obronie kogoś, kto jest źle traktowany, pomoc komuś, kto dźwiga to, co wydaje się zbyt ciężkie dla niego samego. To są okazje, które mamy każdego dnia, aby pozwolić Bożej dobroci objawić się przez nas.

Historia Jozuego kończy się wskazaniem na Jezusa. Nasze historie również mogą zakończyć się podobnie. Każdy akt współczucia, każda chwila odwagi, każdy krok ku uzdrowieniu i pełni, pomaga komuś innemu dostrzec nadzieję, którą oferuje Jezus.

Cytat z książki "Przypowieści Chrystusa" zwraca uwagę, że misja Chrystusa nie była zrozumiana przez ludzi Jemu współczesnych. Kiedy przyszedł, odrzucili Go i ostatecznie zabili. Narracje przedstawione w Torze którą Żydzi tak bardzo cenili czy w księdze Jozuego, zawierały bardzo wyraźne przebłyski kim jest Bóg i wskazywały na to, kim miał być Chrystus. Ponieważ jednak Chrystus nie spełnił ich oczekiwań jakie mieli w stosunku do politycznego przywódcy ani Boga, który zaakceptowałby ich styl życia, nie rozpoznali Go. Chrystus stał przed nimi, a oni Go nie widzieli. Ta świadomość każe nam zastanowić się w jaki sposób my również możemy przeoczyć to, co jest oczywiste w naszym życiu. Czy dostrzegam drobne oznaki obecności Boga w moim codziennym życiu, chwile dobroci i łaski, które pomijam, ponieważ mam utarte wyobrażenie o tym, jak powinno wyglądać życie lub kim powinien być Bóg? Myślę o tym zarówno na poziomie indywidualnym, jak również na poziomie wspólnoty mojego Kościoła. Jako adwentyści wierzymy, że jesteśmy resztką i że posiadamy prawdę. Jednak ta wiara w nasze „wybranie” może odzwierciedlać to, w co wierzyli Izraelici w czasach Jezusa, a mimo to nie dostrzegli Mesjasza, który był wśród nich. Jesteśmy równie podatni na ten sam rodzaj ślepoty i powinniśmy stale badać, czego nam, jako adwentystom, może brakować, ponieważ jesteśmy przekonani, że posiadamy pełne spectrum wiedzy i poznania. Czy nasza „pewność” może być blokadą, która odgradza nas od zobaczenia tego, co Bóg czyni na naszych oczach?

Piątkowa lekcja zawiera również cytat z książki Testimonies t. 4 o tym, jak świat i nasze kościoły cierpią z powodu braku robotników. Bardzo często przez robotników rozumiemy ludzi Kościoła: ewangelistów, pracowników biblijnych, pastorów i misjonarzy. Czy jest możliwe, że robotnicy, których nam brakuje to ludzie z empatią, inteligencją emocjonalną i otwartym umysłem? Ludzie, którzy potrafią przeciwstawić się szkodliwym systemom i świadomie kwestionować tradycje, które już nam nie służą oraz budować atmosferę, która zapewnia wszystkim bezpieczeństwo. Potrzebujemy ludzi, którzy potrafią podejść do innych i okazać im autentyczny szacunek z powodu ich człowieczeństwa. Powołanie nie polega na wypełnianiu ulic zadrukowanymi stronicami, czy wygłaszaniu wykładów. Powołanie to zaproszenie do szczerego ofiarowywania miłości Boga i szanowania wolnej woli tych, którzy ją przyjmują lub odrzucają. Świat rozpaczliwie potrzebuje życzliwości, troski, współczucia i ludzi, którzy słuchają bez osądzania. To jest praca, za którą tęsknią nasze kościoły i społeczności. To jest praca, bez której nasz zmęczony świat nie może się obejść.



DO PRZEMYŚLENIA

Wyobraź sobie, że rodzina i przyjaciele zebrali się, aby wspominać twoje życie. Czy chciałbyś, aby powiedzieli: „To było życie, które przypominało nam Jozuego ze starożytnego Izraela?” lub „To było życie, które przypominało nam Jezusa z Nazaretu”?

Jaki jest kontekst tekstu pamięciowego z 1 Kor 10? W jaki sposób „rzeczy” Starego Testamentu stały się wzorcami (typos) i są przestrogą dla nas „żyjących u kresu wieków”?

Na czym polega typologia biblijna? Porównaj Mt 2:15 z Oz 11:1. Co zrobił Mateusz w swojej ewangelii? Typologia biblijna to metoda interpretacji Pisma Świętego, w której wydarzenia, osoby, miejsca lub instytucje Starego Testamentu (typ) są postrzegane jako wzorce lub zapowiedzi wydarzeń, osób, miejsc lub instytucji objawionych w Nowym Testamencie (antytyp).

Autor naszego podręcznika napisał: "Interpretatorzy Biblii nie mogą dowolnie decydować o tym, co jest biblijnym typem ani jak określony typ wypełnił się w Nowym Testamencie i później. Biblia sama dostarcza sposobów i zasad w jaki sposób stosować typologię biblijną.” Niestety autor nie podaje jakie są to zasady!

W jaki sposób Nowy Testament potwierdza ideę, że Jozue, jest typem Jezusa Chrystusa, który łączy w sobie cechy zarówno Jozuego jak i Mojżesza? W jaki sposób typologiczne spełnienie postaci Jozuego w osobie Jezusa powiększa teologiczne znaczenie tej postaci?

W jaki sposób można interpretować postać Jozuego na poziomie Kościoła oraz na poziomie wydarzeń czasów końca? W jaki sposób pomaga nam to dostrzec szerszy kontekst tego, co dokona się na końcu wieków? (1 Pi 1:4; Kol 3:24; Ap 20:9; 21:3)

Antytyp jest zawsze większy i bardziej uniwersalny niż typ. W jaki sposób typologia biblijna pomaga nam lepiej zrozumieć służbę Jezusa Chrystusa i rolę Kościoła? W jaki sposób spełnienie typów na poziomie eschatologicznym daje nam pewność, że Bóg dokona obiecanego zbawienia? W jaki sposób możemy być bardziej otwarci na to, co Bóg nadal chce zrobić w naszych czasach, a co wykracza poza to, czego doświadczyły i rozumiały poprzednie pokolenia?



Przygotował Jan Pollok

piątek, 28 listopada 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Dziedzice obietnic, więźniowie nadziei

Felieton do Szkoły Sobotniej na 29 listopada 2025

W tym tygodniu zwróciliśmy uwagę na znaczenie idei Ziemi Obiecanej. W Edenie Bóg umieścił Adama i Ewę w doskonałym, obfitującym w dobra środowisku, które miało zaspokajać ich potrzeby fizyczne i pogłębiać ich zrozumienie charakteru Boga. Ogród był ich domem, świątynią i centrum nauki. Autor lekcji zwrócił uwagę, że kiedy pierwsi rodzice stracili zaufanie do Boga, ich stosunek do ziemi również uległ zmianie. Wygnanie z Edenu stało się symbolem zerwanych relacji oraz utraty terytorium, które Bóg im hojnie podarował. Ogród stał się symbolem obfitego życia, które utracili – i zapowiedzią Ziemi Obiecanej, której motyw pojawia się w różnych miejscach Biblii.

Dla patriarchów obietnica ziemi miała podobne znaczenie. Abraham, Izaak i Jakub nigdy nie posiedli Kanaanu; żyli przez wiarę, jako dziedzice obietnicy, której spełnienie miało nastąpić w przyszłości. W różnych miejscach Biblii przewija się myśl, że Izraelici niczego nie uczynili, aby zasłużyć na tę ziemię – podobnie jak Adam i Ewa nie uczynili nic, aby zasłużyć na Eden. Ziemia była darem Bożym, danym z łaski, a nie przez zasługi. Jako chrześcijanie żyjemy dzisiaj z przekonaniem, że jesteśmy dziedzicami jeszcze większych obietnic w Chrystusie (Hbr 8:6), którzy zostali powołani do naśladowania wiary i cierpliwości tych, którzy czekali na zrealizowanie tej obietnicy przed nami (Hbr 6:12).

Lektura księgi Jozuego pomaga nam zauważyć, jak wielu z nas nosi w sobie swój własny obraz „Ziemi Obiecanej” – pracy, którą chcemy wykonywać, relacji, o których marzymy, pokoju, za którym tęsknimy. Często, podobnie jak Izrael, zakładamy, że droga do naszej „ziemi Obiecanej” będzie gładka i będzie miała duchowy charakter. Historie biblijne burzą jednak takie oczekiwania. Dary Boże mogą pojawić się w naszym życiu wskutek naszych chaotycznych i niedoskonałych wyborów. Być może Ziemia Obiecana oznacza zaufanie Bogu pośród ludzkiej niedoskonałości, a nie stworzenie idealnych okoliczności.

Chociaż autor lekcji przedstawił Ziemię Obiecaną jako symbol określający dar łaski, to jednak w tym porównaniu pojawia się napięcie, ponieważ ów „dar” wydaje się być związany z wysiedlaniem innych. Określenie Kanaanu jako symbolu łaski jest kontrowersyjne, ponieważ historia przejęcie tej ziemi obejmuje podbój. To napięcie przypomina nam, że autor biblijny opisał to, z czym działał Bóg, a nie zawsze to, czego Bóg chce. Łaska nie jest okazywana przy pomocy przemocy – ale raczej ujawnia się w tym, że Bóg nie opuszcza ludzi, nawet wtedy gdy znajdują się oni w samym środku przemocy. To napięcie jakie obserwujemy w historii podboju Kannanu zachęca nad do zmiany metafory. Być może najprawdziwszą Ziemią Obiecaną nie jest terytorium zdobyte przemocą, ale raczej sposób życia zakorzeniony w Bożej obecności, uzdrowieniu i sprawiedliwości. Jest to tego rodzaju doświadczenie, które uosabiał Jezus.

Kiedy rozmyślamy o pięknie Bożych darów i o chaosie, w jakim ludzie otrzymują te dary, oraz o napięciu między łaską a podbojem, warto uświadomić sobie, że Biblia często odzwierciedla nasze duchowe podróże. Tęsknimy za naszymi „Ziemiami Obiecanymi”, a jednak ścieżki, którymi do nich podążamy, rzadko są czyste i proste. Mimo to Bóg spotyka nas właśnie w tej złożoności, a nie wtedy, gdy wszystko uporządkujemy. Prawdziwym darem nie jest idealny cel, ale Bóg, który pozostaje z nami w naszych niedoskonałych historiach i prowadzi nas w stronę pełni. W jaki sposób to napięcie kształtuje sposób w jaki rozumiemy dzisiaj Boże obietnice? Jak może wyglądać dzisiaj życie „dziedziców obietnicy”?

Pod wieloma względami wszyscy tęsknimy za tym, co jeszcze się nie wydarzyło. Pwt 2:7 rzuca ciekawe światło na historię wędrówki Izraelitów po pustyni: Gdyż Pan, twój Bóg, błogosławił cię w każdym dziele rąk twoich. Wiedział o twojej wędrówce po tej wielkiej pustyni. Przez czterdzieści lat był Pan, twój Bóg, z tobą, a niczego ci nie brakowało. Izraelici zostali tutaj opisani jako błogosławieni podczas wędrówki po pustyni. Ten wers zmusza nas do ponownego przeanalizowania na czym polega błogosławieństwo, pustynia oraz sama Ziemia Obiecana.

Znaczenie Ziemi Obiecanej nie tkwi w samej ziemi. Darem jest obecność Boga w każdym obszarze naszego życia. Ziemia Obiecana oferowała większą obfitość, jednak większa obfitość dóbr nie neguje pełni obecności Boga na pustyni. W kontekście Ziemi Obiecanej, napięcie powstaje wtedy, gdy zaczynamy postrzegać Ziemię Obiecaną jako przybycie, a nie jako całą podróż z Bogiem. Możemy zatem powiedzieć, że Ziemią Obiecaną faktycznie był Kanaan, ale Izraelici doświadczyli Bożej obietnicy na długo przed przekroczeniem Jordanu.

W pewnym sensie ciągłe oczekiwanie na „ziemię obiecaną” ukształtowało naszą obojętność w walce o to, co dzieje się teraz, łącznie z tym, jak dbamy o nasze środowisko naturalne. Idea, że „ten świat nie jest naszym domem”, jest głęboko zakorzeniona w adwentystycznej myśli teologicznej. Jeżeli sformułujemy ideę, że świat, w którym żyjemy „to tylko pustynia przed ziemią obiecaną”, to takie myślenie może nas unieruchomić w obliczu niesprawiedliwości i zniechęcić do troski o Ziemię, na której żyjemy. Wierzę, że Bóg obiecał nam coś pięknego, jednocześnie uznaję i podkreślam, jak wielka jest nasza odpowiedzialność za teraźniejszość, w której żyjemy.

Temat, którym zajmowaliśmy się w poniedziałek jest bardzo drażliwy. Autor rozpoczął od stwierdzenia, że „na najbardziej podstawowym poziomie, ziemia daje narodowi fizyczną tożsamość… i określa styl życia narodu.” Jednak kolejne zdanie jest bardzo niepokojące: „Niewolnicy nie mieli korzeni i nie należeli do żadnego miejsca.” Jest to niezwykle krzywdzący język, który przypomina retorykę kolonizatorów. To nie jest prawda, że niewolnicy nie posiadali korzeni. Zostali siłą wykorzenieni lub ukradzeni. Mieli swoje miejsce, a gdy nie mogli zapuścić korzeni na nowej ziemi, nosili je w swoich sercach.

Nawet stwierdzenie, że „ziemia kształtuje tożsamość”, jest niepokojące, ponieważ odzwierciedla światopogląd ukształtowany przez osoby, które historycznie nie miały własnej tożsamości kulturowej. Taki język poniża tożsamość ludzi, którzy migrowali lub zostali przesiedleni. Kultura nie znika, gdy ktoś przenosi się w inne miejsce. Jeżeli zgodnie z myślą autora ziemia kształtuje tożsamość, co mówi nam to o ludziach, którzy przeżyli swoje życie, zabierając ziemię innym? Jaką tożsamość kształtuje ten fakt zarówno w nich jak również w kolejnych pokoleniach?

Umieszczenie takich sformułowań w historii o wybranym narodzie Bożym, który otrzymuje ziemię obiecaną, świadczy o tym, że autor zignorował fakt, że dar ten wymagał wysiedlenia ludzi, którzy już tam mieszkali. Historia, którą celebrują chrześcijanie, jest zbudowana na podboju. W takim kontekście warto pomyśleć na temat rasizmu środowiskowego, który polega na nierównym dostępie marginalizowanych społeczności do bezpiecznego i zdrowego środowiska. Takie nierówności można na przykład zaobserwować w schematach rozmieszczania np. stacji benzynowych, sklepów monopolowych i restauracji fast food w społecznościach o niskich dochodach, co przyczynia się do złych wyników zdrowotnych. Podobne trendy można również zaobserwować w umieszczaniu energochłonnych zakładów produkujących sztuczną inteligencję w obszarach o niższych dochodach. Czy są to zbiegi okoliczności? Nie sądzę. Odzwierciedlają one decyzje systemowe zakorzenione w nierównościach.

Nie ma usprawiedliwienia dla tego typu języka. Odzwierciedla on brak troski o społeczności, którym takie oświadczenia szkodzą. Ignoruje on długą historię potężnych grup odbierających innym ziemię, zasoby i kulturę. Od kradzieży ziemi rdzennych Amerykanów i Aborygenów, przez wydobycie zasobów takich jak krwawe diamenty czy quinoa, po wydobywanie soli himalajskiej, historia pokazała, że ziemia zawsze była kwestią władzy. Ci, którzy mają zasoby, depczą tych, którzy ich nie mają. Odbierają im ziemię, kulturę i źródło utrzymania, miażdżąc ich w ten sposób.

Kiedy mówimy o Ziemi Obiecanej, nie biorąc pod uwagę, że inni ludzie już tam mieszkali, powtarzamy tę samą szkodliwą logikę, która przez całą historię usprawiedliwiała przejmowanie ziemi i władzy. Tego typu sformułowania odzwierciedlają perspektywę ukształtowaną głównie przez ludzi, którzy nigdy nie doświadczyli traumy wykorzenienia. Dlatego teologia, która uwzględnia kontekst kulturowy oraz traumę ma ogromne znaczenie.

Pod koniec części na poniedziałek autor lekcji zwrócił uwagę, że Jahwe jako Właściciel całej Ziemi, ma prawo przydzielić ziemię lub ją odebrać, dlatego można powiedzieć, że wszyscy ludzie są obcymi przybyszami lub długoterminowymi gośćmi Boga na ziemi. Takie stwierdzenie wzmacnia przekonanie, że ziemia może być traktowana jako Boży dar. Ideą, że dbanie o ziemię przynosi chwałę Bogu jest prawdziwa. Jednak w naszej adwentystycznej kulturze bardzo rzadko słychać głos, który zwraca uwagę na znaczenie szafarstwa samą ziemią. W naszej refleksji teologicznej ziemia jest najczęściej wspominana w kontekście przesłania o zdrowiu jako wezwanie ludzi do spożywania żywności „z ziemi”, lub w dyskusjach o czasach ostatecznych, w których demonizowano miasta i zalecano wierzącym kupowanie nieruchomości na wsi i uciekanie z przestrzeni miejskich. Nic z tego nie dotyczy ochrony ani szanowania ziemi. Te odniesienia dotyczyły wykorzystania ziemi jedynie do podtrzymywania tradycji.

Tak jak eksploatujemy ziemię, tak samo eksploatujemy ludzi. Nie jesteśmy uczeni, aby chronić ludzi tylko dlatego, że są tego godni. Jesteśmy uczeni, aby angażować się w ich sprawy, aby ich nawracać i zmieniać ich życie zgodnie z naszymi przekonaniami. Podbijamy ich terytoria, rościmy sobie do nich prawa, uprawiamy ziemię „ich tożsamości”, przekształcamy ich terytorium, zasiewamy w nich nasze własne idee, a następnie świętujemy żniwa. Kolonizujemy ludzi w ten sam sposób, w jaki kolonizujemy ziemię.

W części na wtorek, autor lekcji zauważył: „Nawet Egipcjanie, ich (Izraelitów) niedawni panowie, z całą swoją doskonale uzbrojoną armią nie byli w stanie trwale opanować Kanaan.” Jednak już bardzo prosta kwerenda w materiale archeologicznym pokazuje, że Kanaan przez wiele lat (1550 – 1125 p.n.e.) w epoce Późnego Brązu był kontrolowany przez Egipcjan o czym świadczą wojskowe garnizony rozlokowane w wielu kananejskich miastach. Zniszczenie egipskich ośrodków administracyjnych, takich jak Jaffa, w 1125 p.n.e., jest kluczowym wskaźnikiem końca dominacji Egiptu, który prawdopodobnie był częścią szerszego procesu rozpadu egipskiej kontroli.

Autor lekcji łączy podział Kanaanu z ideą zbawienia, które jest darem. Porównanie procesu uświęcenia z zagospodarowaniem Kanaanu jest moim zdaniem analogią bardzo odległą, żeby nie powiedzieć naciąganą. Słusznie jednak zauważył, że ziemia nie jest nasza. Wszystko, co posiadamy, należy ostatecznie do Boga. Sens życia nie polega na gromadzeniu. Zostaliśmy powołani, aby zarządzać wszystkimi naszymi darami i zasobami. Warto pamiętać, że zarządzanie nie dotyczy tylko tego, co oddajemy Bogu. Dotyczy również tego, co oddajemy człowiekowi.

Autor zwrócił również uwagę, że ziemia była centralnym elementem tożsamości Izraela, dlatego była dzielona między plemiona, klany i rodziny, aby zapobiec jej przejęciu przez potężne elity. Księga Kapłańska 25 pokazuje, w jaki sposób sprawiedliwość i miłosierdzie było wbudowane w prawo dotyczące ziemi: co siódmy rok (rok szabatowy) ziemia miała odpoczywać i swobodnie zaopatrywać biednych, a co pięćdziesiąty rok (Rok Jubileuszowy) ziemia wracała do pierwotnych rodzin. W przeciwieństwie do Egiptu – gdzie ludzie regularnie tracili swoją ziemię i stawali się sługami – Bóg zadbał o to, aby żaden Izraelita nie został trwale wysiedlony ani uwięziony w ubóstwie. Rok Jubileuszowy oferował każdemu Izraelicie nowy początek, odzwierciedlając cel Ewangelii, jakim jest zniesienie hierarchii społecznych i przypomnienie nam, że wszyscy w równym stopniu potrzebujmy Bożej łaski. W jaki sposób zasady szabatu i jubileuszu wzywają nas dzisiaj do odrzucenia wyzysku, przeciwstawienia się konsumpcjonizmowi i przyjęcia etyki równości i wspólnej godności?

Idea Roku Jubileuszowego w teologii Starego Testamentu zawiera niezwykle ważne przesłanie. Ludzie często wskazują na obecność niewolnictwa w Piśmie Świętym i używają go do usprawiedliwiania rasizmu oraz wspierania idei, które usprawiedliwiają traktowanie ludzi przedmiotowo. Jednak Rok Jubileuszowy ukazuje zupełnie inną rzeczywistość, w której zawsze istniał limit czasowy. Zawsze istniała rotacja. Wolność była wbudowana w strukturę tej instytucji, która stoi w całkowitym kontraście do współczesnego niewolnictwa, które nigdy nie było tymczasowe i było zbudowane na przekonaniu, że niektórzy ludzie są z natury gorsi. Instytucja Roku Jubileuszowego podważa ideę, że niewola jest naturalna lub trwała i zamiast tego maluje obraz sprawiedliwości i redystrybucji. Rok Jubileuszowy jest bardzo dobrym kontrargumentem, w dyskusji na temat niewolnictwa w Biblii.

Uprowadzenie Izraelitów do Babilonu oznaczało utratę wpływów. Kanaan leżał na głównych szlakach handlowych. Kupcy, żołnierze, dyplomaci regularnie przez nie przechodzili. Ziemia Obiecana była więc nie tylko miejscem obfitości, ale także miejscem dostępu. Kiedy Izraelici ją utracili, utracili możliwość kształtowania i wpływania na otaczający ich świat. Ich niewierność wobec Boga była świadectwem, że nie można było im ufać w kwestii wierności wobec sąsiadów. Jeśli nie mogli zachować najbardziej podstawowych zasad sprawiedliwości i współczucia, to nie mogli również traktować z godnością ludzi którzy przemieszczali się przez ich terytorium. Utrata ziemi była również ograniczeniem możliwości wyrządzania krzywdy innym ludziom.

Powołanie Izraela zawsze oznaczało błogosławieństwo dla innych. Jednak obfitość często staje się niebezpieczna, gdy jej źródło jest opanowane przez stagnację lub jest zatrute. Kiedy serce jest chore, wszystko, co wypływa z człowieka, wyrządza krzywdę. Dlatego ci, którzy sprawują władzę lub mają wpływ, ponoszą odpowiedzialność za pielęgnowanie zdrowej relacji z samym sobą, z Bogiem i z otaczającymi ich ludźmi.

Podczas niewoli babilońskiej Izraelici utracili ziemię, która symbolizowała Bożą obietnicę, a jednak prorocy zapewnili ich, że Bóg nie opuścił swojego ludu. Jeśli Izraelici zwrócą się do Boga całym sercem, On ich przyjmie i sprowadzi do domu. Jednocześnie autorzy Starego Testamentu jasno wskazywali, że zarówno utrata ziemi, jak i jej przywrócenie były uzależnione od wierności Izraela i wskazywali jednocześnie na głębszą nadzieję, która wykracza poza fizyczne granice - na przyszłego króla z dynastii Dawida, który przyniesie trwały pokój i odnowę. Chrześcijanie widzą spełnienie tej obietnicy w Jezusie, który wypełnia wszystkie obietnice złożone starożytnemu Izraelowi. W Nowym Testamencie Ziemia Obiecana stała się symbolem duchowych błogosławieństw, które już teraz otrzymujemy w Chrystusie, oraz przyszłej nowej ziemi, gdzie Bóg ostatecznie spełni swoją obietnicę przywrócenia ludzkiego życia do pierwotnego stanu, odpoczynku i obfitości na wieki.

To wszystko stawia przed nami dzisiaj ważne pytanie: jeśli Ziemia Obiecana ostatecznie wskazuje na odbudowanie relacji, a nie na nieruchomości, w jaki sposób może ona zmienić sposób, w jaki pojmujemy błogosławieństwa Boże, nasze obowiązki wobec siebie nawzajem i nadzieję, jaką mamy dla świata?

Dzisiaj możemy spotkać wielu ludzi, którzy znajdują się w sytuacjach podobnych do tych które były w starożytnym Kanaanie. Posiadają oni platformy i dostępy, mają wpływ na otaczający ich świat. Jednak ich serca nie zostały przemienione. Rezultatem jest powszechne rozczarowanie chrześcijaństwem. Ludzie nie odrzucają Boga. Odrzucają szkodliwe sposoby, jakie są wykorzystywane, aby przedstawić Boga. Wywłaszczenie ziemi przypomina, że Bóg mniej troszczy się o majątek, a bardziej o charakter. Bóg jest zainteresowany wpływem, jaki wywieramy na innych. Dlatego nie interpretujmy Ziemi Obiecanej w kategoriach zwykłej obfitości, jak sugeruje lekcja, lecz pomyślmy o niej jako o wpływie, zarządzaniu, wezwaniu do sprawiedliwości i odpowiedzialności wobec każdego kto znajduje się w naszym otoczeniu.

DO PRZEMYŚLENIA

Jaką rolę odgrywa ziemia w historii o Edenie oraz w świecie po Upadku a także w obietnicach złożonych Abrahamowi (Rdz 2,15; 3,17-24; 12,1-3; 17,1-8)?

Pwt 12:9-10; Joz 21:43-45. Ziemia jest darem dla ludzkości podobnie jak Ogród Eden był darem dla Adama i Ewy. Ponieważ Izrael otrzymał ziemię jako dar od Boga, to w ostatecznym wymiarze, sam Bóg pozostał jej właścicielem. Ziemia symbolizuje odpoczynek od tułaczki, niewoli i ucisku, bezpieczny dom, w którym ludzie rozkwitają pod boską opieką.

Joz 13:1-7. Chociaż ziemia Kanaan była darem od Boga, jakie wyzwania wiązały się z jej posiadaniem? Co miało pomóc Izraelitom postrzegać siebie jako dzierżawców ziemi będącej własnością Boga?

Kpł 25:1–5.8–13; Pwt 8. Zasady Roku Jubileuszowego wskazywały, że posiadanie ziemi łączyło się ze sferą etycznej odpowiedzialności oraz opieki. Obecność Izraelitów w Kanaanie miała charakter warunkowy i wymagała posłuszeństwa, sprawiedliwości i wierności. Etyczne życie i sprawiedliwość społeczna (troska o ubogich, wdowy, sieroty i cudzoziemców) decydowały o trwałym prawie Izraelitów do zajmowania tej ziemi.

Ziemia służyła również jako święta przestrzeń do boskich objawień, kultu oraz życia wspólnotowego. Przybytek, a później świątynia, symbolizowały zamieszkanie Boga pośród Jego ludu (Wj 25,8). Dlaczego ważne jest, aby pamiętać, że ziemia pełni funkcję barometru duchowego i etycznego zdrowia? Jakie jest zastosowanie tego w Nowym Testamencie?

Wygnanie do Babilony zostało przedstawione jako utrata ziemi, sąd, zerwane relacje oraz duchowe wyobcowanie. Analogicznie, powrót do ziemi oznaczał przywrócenie, odnowę, przebaczenie oraz boskie pojednanie.

W jaki sposób Nowy Testament przekształci i poszerzy starotestamentową koncepcję Ziemi Obiecanej? Zamiast postrzegać ją przede wszystkim jako rzeczywistość geograficzną czy polityczną, obietnica ziemi zostaje zreinterpretowana w kategoriach duchowych, chrystologicznych, eklezjologicznych i eschatologicznych.

2 Kor 1:20; Mt 11:28-30. Podczas gdy Stary Testament wskazuje na fizyczną ziemię jako błogosławieństwo Boże, Nowy Testament postrzega samego Chrystusa jako wypełnienie i centrum obietnic Bożych. Podczas gdy koncepcja Ziemi Obiecanej w ST była głównie terytorialna i narodowa (Izrael i Kanaan), w Nowym Testamencie obietnica rozszerza się i posiada wymiar duchowy i uniwersalny (Rz 4,13; Gal 2,28-29).

W jaki sposób Nowy Testament na nowo definiuje relację pomiędzy osobą wierzącą i światem? Osoby wierzące są przedstawione w NT jako pielgrzymi i imigranci, którzy żyją w oczekiwaniu na ostateczną Ziemię Obiecaną. Czym jest to ostateczne dziedzictwo, „lepsza ojczyzna” (1 P 2:11; Hbr 11:13-16; Ap 21:1-4)? Czym różni się ta koncepcja od klasycznej idei chrześcijaństwa oraz XIX-wiecznego eskapizmu od tego świata?

Dlaczego istotne jest, że Nowy Testament nie odrzuca obietnicy ziemi, ale ją przekształca, rozszerza i wypełnia przez Jezusa Chrystusa, otwierając ją powszechnie i duchowo dla wszystkich wierzących?





Przygotował Jan Pollok

piątek, 21 listopada 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Giganci wiary: Jozue i Kaleb

Felieton do Szkoły Sobotniej na 22 listopada 2025

Nasza lekcja w tym tygodniu rozpoczyna się stwierdzeniem, że rodzice wiedzą, iż ich dzieci uczą się na przykładach które obserwują w domu i często czują się zniechęceni, widząc, jak dzieci powtarzają ich złe nawyki zamiast dobrych. Autor sugeruje, że w każdym wieku łatwiej jest czynić zło niż dobro i jest to dowód, że jesteśmy istotami, które upadły w grzech. Niestety taka perspektywa jest uproszczeniem, ponieważ brakuje w niej niuansów i dlatego przyczynia się do umacniania światopoglądu zbudowanego na wstydzie. W ten sposób zarówno w kulturze adwentystycznej jak i szerzej, w kulturze chrześcijańskiej wzmacnia się myślenie o naszej wrodzonej niegodności co jest wyrażane w takich stwierdzeniach jak: „Jestem zły; zło jest moim głównym punktem odniesienia” lub „Łatwiej jest czynić zło”. Ten rodzaj języka podkreśla negatywność i wzmacnia poczucie porażki, zamiast budować pozytywne myślenie, które jest cechą charakterystyczną chrześcijańskiej myśli teologicznej takiej jak: „Jestem odkupiony”, „Jestem kochany” czy „Jestem stworzony na obraz Boga”.

Autor cytuje słowa Pawła z listu do Rzymian 7:15 Nie rozumiem własnych czynów. Robię nie to, czego chcę, lecz to, czego nienawidzę. (SNPL), jakby chciał powiedzieć, że jesteśmy skazani na zło. Taki typ myślenia wiąże ludzi ze wstydem i ignoruje prawdę, że nasz język, oraz sposób, w jaki mówimy o sobie, o innych oraz o Bogu, kształtuje nasze doświadczenia życiowe. Nie uwzględnia realiów neuroplastyczności, które pokazują, że ludzie mogą tworzyć nowe i zdrowsze wzorce. Wzorce te nie ograniczają się jedynie do tych negatywnych. Taki język wkręca ludzi w spiralę wstydu i podważa łaskę Boga oraz głębię ofiary Chrystusa. Idea, że „jedynym dobrem w nas jest Bóg”, może wydawać się dobra i podkreśla skromność człowieka, jednak w rzeczywistości uwłacza Bogu. Promuje rodzaj uświęconej nienawiści do samego siebie, oraz przekonanie, że nienawiść do siebie oznacza miłość do Boga.

Gdyby dziecko powtarzało, że jedyną dobrą rzeczą w nim są jego rodzice, prawdopodobnie bylibyśmy skłonni podejrzewać, że pochodzi ono z domu, w którym stosowana jest przemoc, lub ze środowiska, które skutecznie tłumiło jego zdolność do rozwoju i samorealizacji. W kulturze chrześcijańskiej często możemy obserwować podobną dynamikę. Język, którym wyrażamy naszą samo-dezaprobatę stał się częścią naszego religijnego słownictwa. Zawęża on sposób, w jaki postrzegamy siebie i ogranicza wolność, którą Chrystus przyszedł nam dać. Odkupienie przez Boga nigdy nie miało na celu uwięzienia nas we wstydzie, lecz wyzwolenia nas i skierowania w stronę miłości.

To prawda, że środowisko w którym żyjemy ma wpływ na naszą osobowość i bardzo ważne jest jakie wzorce wybieramy do naśladowania. Jednak za takim myśleniem kryje się bardzo subtelna idea, według której wiara jest formą naśladownictwa. Sugestia, że wiara polega na znalezieniu kogoś, kogo można podziwiać i naśladować, nadmiernie upraszcza duchowość. Autentyczna wiara to nie naśladownictwo. Choć inni mogą nas inspirować do czynienia dobra, to jednak wiara nie może wzrastać tylko przez naśladownictwo. Jozue i Kaleb dobrze ilustrują tę prawdę. Choć obaj byli wierni, każdy z nich miał własne powody, by zaufać Bogu. Ich wiara była osobista i głęboko zakorzeniona w ich indywidualnych doświadczeniach i przekonaniach. To właśnie powodowało, że ich wiara i czyny wiary miały znaczenie.

Imię Kaleb pochodzi od hebrajskiego słowa klb, które oznacza „pies”. Było ono używane albo jako imię wyrażające uczucie, podkreślające cechę wierności lub siły, albo jako imię nadawane słudze lub niewolnikowi, z pozytywnym akcentem na pokorną i wierną relację podwładnego ze zwierzchnikiem, albo z pejoratywnym akcentem który wskazywał na nieposłuszny i buntowniczy charakter podwładnego. Wydaje się, że tekst masorecki (autorytatywny hebrajski i aramejski tekst Biblii hebrajskiej, ujednolicony przez żydowskich skrybów zwanych masoretami między VII a X wiekiem n.e.) tego popularnego semickiego imienia odzwierciedla próbę uniknięcia negatywnych konotacji zwykle kojarzonych z psem w Starym Testamencie.

Autor lekcji zwraca uwagę, że imiona Jozue i Kaleb są do dzisiaj znane i pamiętane, w przeciwieństwie do imion pozostały szpiegów i wyciąga wniosek, że pozostałych dziesięciu zostało zapomnianych, ponieważ „ich imiona nie były warte wspominania”. Taki wniosek jest szkodliwy, ponieważ sugeruje, że porażka czyni kogoś niegodnym pamięci i przekreśla jego wartość.

Wyobraź sobie, że z powodu naszych porażek czy chwil zwątpienia, Bóg traktowałby nas jako niegodnych pamięci. Jeśli przyjmiemy taką perspektywę, to doprowadzi ona do wypaczenia naszych relacji z Bogiem. Jeśli Bóg zapomina o nas, gdy popełniamy błędy, to nie jest Bogiem godnym zaufania ani Bogiem, który byłby w stanie podtrzymać relację i intymność, do których zachęca nas Biblia. Autorzy biblijni opowiadają zupełnie inną historię. Iz 49:15–16 przypomina nam, że nawet gdyby matka zapomniała o swoim dziecku, Bóg o nas nie zapomni, bo jesteśmy wyryci na Jego dłoniach. Ps 115:12 przedstawia ideę, że „Pan pamięta o nas”. Pwt 31:8 zapewnia nas, że Bóg nigdy nas nie zawiedzie ani nie opuści. Ps 139:13-15 potwierdza, że Bóg widział o nas i znał nas, zanim się urodziliśmy.

Kiedy Biblia mówi o Bożym zapomnieniu, odnosi się to do naszych grzechów. W Jn 14:18 Jezus powiedział: „Nie zostawię was sierotami”. Twierdzenie, że dziesięciu szpiegów „nie było godnych pamięci” utrwala teologii wstydu, która paraliżuje duchowo wierzących. Według takiej koncepcji wartość człowieka zależy od sukcesu, oraz że na miłość trzeba sobie zasłużyć, a pamięć jest warunkowa.

Nasze porażki nie powodują, że jesteśmy zapomniani; one potwierdzają dar łaski. Retoryka wstydu zawarta w takich interpretacjach podważa istotę Ewangelii. Niszczy współczucie i wypacza sposób w jaki postrzegamy zarówno siebie jaki i Boga oraz jak traktujemy innych, gdy doznają porażek.

Zrozumienie różnicy między byciem złym a popełnianiem błędów jest niezwykle ważne. Być może to stwierdzenie brzmi bardzo prosto, ale jego konsekwencje są bardzo znaczące. Wielu chrześcijan żyje w przekonaniu, że są źli, nie zdając sobie sprawy, że z Bożej perspektywy po prostu popełnili błąd. Co więcej, Bóg rozumie, że człowiek z natury popełniania błędy. Kiedy mówimy „Popełniłem błąd”, odwołujemy się do łaski, ponieważ nasze błędy mogą zostać przykryte krwią Jezusa. Jeśli uznamy swój błąd, możemy wspólnie z Nim nad nim popracować. Jednak, kiedy ktoś wierzy, że jest z natury zły, niewiele jest miejsca na dar zbawienia lub zrozumienie i przyjęcie przebaczenia.

Jak mogłyby się zmienić moje relacje z samym sobą, z Bogiem i z innymi, gdybyśmy postrzegali Boga jako nauczyciela, który daje tyle szans, ile potrzeba, aż się czegoś nauczymy, a nie jako tego, który daje tylko jeden test i ocenę końcową? Za każdym razem, gdy upadamy, krew Jezusa nadal nas okrywa. Świadomość, że nieuniknione błędy zawsze spotykają się z obfitą łaską wnosi cudowny pokój do naszego serca. Dzięki tej świadomości jesteśmy pociągani do życia w harmonii z sercem, które nas kocha, a nie tylko w przestrzeganiu praw, które nas potępiają.

W przeciwieństwie do innych szpiegów, którzy szerzyli strach, Kaleb ufał obietnicom Boga, które jednakże nie spełniają się automatycznie, lecz wymagają wiary wyrażonej w działaniu. Kaleb, ofiarował swoją córkę za żonę temu, kto zdobędzie miasto Debir. Otniel podejmuje wyzwanie, a autor lekcji stwierdził, że był to znak, iż wykazał się tą samą odwagą i zaufaniem do Boga, które charakteryzowały życie Kaleba. Niestety fakt, że Kaleb został przedstawiony jako dobry przykład w akcie ofiarowania córki za żonę temu, kto zdobędzie dla niego miasto, tylko podkreśla inny fakt, że kobiety były wykorzystywane jako własność do targowania się o obietnice Boga. Z naszej perspektywy nie wydaje się to heroiczne, ale raczej rozczarowujące i obrzydliwe. Chociaż jest to świadectwo kultury tamtych czasów i historia ta ma sens w tamtym kontekście, to jednak użycie tego w lekcji szkoły sobotniej jako przykładu wiary nie jest moim zdaniem trafne.

Córka Kaleba, Aksa, okazała niesamowitą odwagę w swojej prośbie o ziemię, zwłaszcza w jej sytuacji. Jej śmiała prośba o wodę (15:18-19) może być postrzegana jako cichy akt oporu i działania. Aksa postanowiła zabrać głos w systemie, który ją uprzedmiotawiał, a czyniąc to, zademonstrowała, jak wiara i odwaga mogą zdobyć głos i godność nawet w niesprawiedliwych strukturach. Wiara Kaleba może być uznana za godną podziwu, ale jego traktowanie córki odzwierciedla jego kulturę, a nie Boży ideał, więc utożsamianie tego z „mocą przykładu” wydaje się dziwne. Z kolei postawa Aksy, na tle kultury tamtych czasów jest przykładem odwagi i wyzwolenia nawet w obliczu niesprawiedliwych okoliczności.

Chrześcijaństwo nie daje pozwolenia na kontrolowanie ludzi, podbijanie ziem, zawłaszczanie kultur ani na dawanie im trofeów. Kobieta nie jest nagrodą ani symbolem wierności. Jest pełną, myślącą i czującą osobą. Retoryka sugerująca coś innego jest niewłaściwa i nie może mieć miejsca w kulturze chrześcijańskiej.

W części lekcji na wtorek, autor napisał: „Ziemia Obiecana została dana w darze Izraelowi przez Boga, ale Izrael musi ją sobie przywłaszczyć, powołując się na obietnice Pana z wiarą i odwagą”. Słowa są niezwykle ważne. Słowo „przywłaszczyć” (w polskim tłumaczeniu – „przyjąć” zmienia nieco sens!) ma we współczesnym kontekście negatywne konotacje. Przywłaszczanie oznacza zabieranie lub zawłaszczanie czegoś, co do nas nie należy, na przykład „kulturowe przywłaszczenie”. Niestety użycie tego słowa w odniesieniu do stosunku Izraelitów do ziemi, nieumyślnie nawiązuje do języka podboju i roszczeń terytorialnych, wzmacniając kolonialną teologię, która postrzega ziemię jako coś co się nabywa, a nie jako świętą własność, o którą należy dbać. Z perspektywy teologicznej, takie sformułowanie może zawierać sugestię, że boska obietnica uzasadnia zajmowanie terytorium, łącząc wiarę z dominacją, a nie z odpowiedzialnością wynikającą z przymierza. Zamiast mówić, że Izrael musiał „zawłaszczyć” tę ziemię, moglibyśmy powiedzieć, że ziemia była darem od Boga, a Izrael został zaproszony do życia w niej z wiarą, odwagą i troską. Sformułowanie tego w ten sposób, kładąc nacisk na partnerstwo i zaufanie, a nie na posiadanie czy kontrolę, otwiera przestrzeń na wyobrażenie sobie bardziej inkluzywnej wizji. Takiej, w której życie w wierności obietnicom Boga oznacza troskę o ziemię i ludzi, którzy już tam mieszkają, a nie ich podbój.

Druga kluczowa postać naszej lekcji – Jozue, został przedstawiony jako pokorny bohater, który otrzymał swoją posiadłość od ludu. Choć podziwiam jego przywództwo i decyzję, by pozwolić innym najpierw otrzymać swój dział, to jednak ton lekcji wydaje się pochlebczy. Brzmi on mniej jak refleksja nad pokorą Jozuego, a bardziej jak panegiryk na cześć osoby pełniącej władzę, gdzie przywództwo jest chwalone z powodu statusu jaki nadaje osobie pełniącej władzę. Prawdziwe przywództwo polega na trosce o rozwój innych. Jozue pokazał walor prawdziwego przywództwa, stawiając dobro innych ponad swoje własne co świadczy o jego zaangażowaniu w dobro ogółu. Kiedy lider koncentruje się na rozwoju społeczności, wszyscy, w tym on sam, czerpią z tego korzyści. Błogosławieństwo grupy staje się błogosławieństwem jednostki. Przywództwo, które koncentruje się na pomyślności całej grupy przyczynia się do wzrostu i trwałości. Jednak, gdy przywództwo staje się okazją do celebracji własnej pokory lub dążeniem do osobistego uznania, nawet pod pretekstem duchowej bliskości z Chrystusem, zaczyna podważać podstawy wspólnoty. Punkt ciężkości przesuwa się ze służenia innym na bycie postrzeganym jako osoba, która służy innym i to, co kiedyś wzmacniało grupę, ostatecznie ją osłabia. Prawdziwa pokora, podobnie jak prawdziwe przywództwo, nie musi być podziwiana; po prostu przynosi owoce, które przynoszą korzyści wszystkim którzy są z nim związani.

Zamknięcie się w swojej bańce bez dopuszczania krytycznych głosów z zewnątrz, czy przebywanie w środowisku, w którym wszystkie informacje i opinie potwierdzają nasze własne przekonania, osłabia zrozumienie przeciwstawnych punktów widzenia. Niestety konsekwencje takiego myślenia można zobaczyć w uzasadnianiu zachowań Kaleba czy w języku usprawiedliwiającym podbój i zawłaszczanie.

Wychowałem się w przekonaniu, że moralności mogę nauczyć się tylko w moim kościele. Warto jednak zauważyć, że znaczna część moralnego postępu ludzkości: wyzwolenie osób kolorowych, kobiet i społeczności queer, dokonała się poza wąskimi ramami adwentyzmu. Nasze upieranie się, że świat jest zły, zaślepiło nas na prawdę, że wielu spoza naszego wyznania kocha innych o wiele bardziej niż my.

Warto pamiętać, że kiedy nauczamy innych aby patrzyli na Jezusa, możemy zignorować fakt, że to, co widzimy, jest naszą interpretacją Jego osoby. Teologia modernistyczna zakłada istnienie jednej absolutnej prawdy i jednego właściwego sposobu poznania Boga. Teologia postmodernistyczna uznaje jednak, że istnieje wiele doświadczeń Chrystusa i wiele sposobów na Jego zrozumienie. Daje nam to przyzwolenie na przekonanie, że ludzie spoza naszego wyznania mogą doświadczyć Boga w sposób bardziej wyraźny lub wierniej niż my przedstawić Jego charakter. Lęk przed „światem” powstrzymuje nas przed patrzeniem na zewnątrz z pokorą i uczeniem się od innych. Nasz lęk przekonuje nas, że nasza teologia jest doskonała, a nasz obraz Boga kompletny. Jednak takie przekonanie nie pozwala nam dostrzec, jak ograniczony stał się nasz punkt widzenia i o ile większa mogłaby być miłość, gdybyśmy odważyli się spojrzeć poza mój horyzont. W jaki sposób interpretujemy otaczający nas świat? Dlaczego tak postrzegam Jezusa? Które elementy mojej historii kształtują sposób, w jaki czytam Biblię? Jak moje pochodzenie wpływa na to, przez kogo, moim zdaniem, Bóg może przemawiać? Jakie założenia wnoszę do tekstu lub mojego postrzegania otaczającego mnie świata?

Nasze doświadczenia kształtują nasze wnioski. To zrozumienie powinno nas uwolnić od uniwersalizowania naszej osobistej historii jako jedynej prawdziwej drogi dla każdego. Chrystus nauczał nas, że ma „inne owce, które nie są z tej owczarni” (J 10,16), przypominając nam, że droga każdego będzie wyglądać inaczej.

Po czterdziestu latach tułaczki z nieposłusznym pokoleniem, Kaleb pozostał pełen nadziei, wdzięczności i wiary w obietnice Boga. Odwaga w stawianiu czoła niemożliwym sytuacjom płynie z zaufania Bogu, a nie z wiary w ludzką siłę. Wiara uwalnia nas od lęku przed ludźmi i daje nam siłę, by śmiało stawać w obronie tego, co słuszne, nawet gdy przeciwności wydają się przytłaczające.

W czasie, gdy strach, polaryzacja i przytłaczające globalne kryzysy mogą sprawiać, że nadzieja wydaje się naiwna lub nierealna, historia Kaleba przypomina nam, że wiara nie neguje trudności, a raczej je konfrontuje. Kaleb nie wybrał łatwiejszej drogi; wybrał trudniejszą, ponieważ wierzył, że Bóg jest już obecny w miejscach, które wydają się najbardziej onieśmielające. Przykład Kaleba przemawia do świata ukształtowanego przez lęk, presję i przymus społeczny. Dziś bycie „żołnierzem krzyża” to mniej kwestia podboju, a bardziej odwagi, by bronić bezbronnych, mówić prawdę ze współczuciem, przeciwstawiać się niesprawiedliwości i trwać w nadziei, gdy rozpacz wydaje się bardziej racjonalna. Dziedzictwo Kaleba wzywa nas do wkraczania w trudne przestrzenie z innym duchem – zakorzenionym w zaufaniu, uczciwości i cichej sile pochodzącej od Boga.



DO PRZEMYŚLENIA

Skoro Bóg obiecał Izraelowi ziemię Kanaan, a Mojżesz ufał, że Bóg wypełni obietnicę, jaki sens miało wysyłanie szpiegów, aby przedstawili swoje osobiste wrażenia z „ziemi obiecanej”?

Czy Bóg lub Mojżesz, oczekiwali, że dwunastu szpiegów, zaproszonych do przedstawienia swoich osobistych wrażeń, złoży identyczne raporty?

Gdybyś został poproszony o dokonanie własnej oceny faktów i czułbyś, że większość nie podzieli twoich poglądów, czy nadal chciałbyś dzielić się swoją osobistą opinią?

Jeśli przywódca powoła komisję do zbadania ważnych kwestii i otrzyma raport od zdecydowanej większości świadków, czy powinien zignorować raport większości i po prostu podjąć własne decyzje?

Czy łatwo ci uwierzyć, że w wieku 85 lat Kaleb był tak samo silny, tak samo dobrym podróżnikiem i wojownikiem jak w wieku 40 lat?

Czy twoim zdaniem Kaleb wiedział, jak asertywna jest jego córka? Co sądzisz o prośbie (a może żądaniu?) Panny Młodej o kolejne prezenty ślubne, które pozwoliłyby jej lepiej wykorzystać przyznaną jej posiadłość?

Dziesięciu szpiegów stwierdziło wtedy: „Nie możemy iść naprzód. Ryzyko jest zbyt duże. Jesteśmy zbyt słabi. Sytuacja jest zbyt niebezpieczna”. Kaleb i Jozue natomiast powiedzieli: „Nie możemy się cofnąć. Okazja jest zbyt wielka. Nasz Bóg jest wystarczająco silny. Sytuacja nie jest taka, jaka się wydaje”. Niektórzy ludzie czekają, aż okoliczności przyniosą im nadzieję, podczas gdy inni wnoszą nadzieję do okoliczności, w których się znajdują.

Czego możemy nauczyć się z prośby 85-letniego Kaleba na temat gorliwości, odwagi, siły i co najważniejsze, jego wiary w to, co powiedział Pan, gdy miał czterdzieści lat (Joz 14:12)?

Przez czterdzieści pięć lat Kaleb błąkał się po pustyni nie z własnej winy. Doświadczył tych samych trudności i prób, co ci, którzy sprzeciwili się Bogu. Jednak jego zapał do służenia Panu nie osłabł. W wieku 85 lat zobaczył spełnienie Bożej obietnicy! Jakie wnioski możemy wyciągnąć z jego zaangażowania we wspólnocie?

Posiadłość Kaleba (w Hebronie) została opisana na początku podziału; natomiast posiadłość Jozuego, na końcu podziału. Z perspektywy literackiej, dwie indywidualne posiadłości rozpoczynają i kończą podział Ziemi Obiecanej. Jozue czeka, aż wszystkie pozostałe posiadłości zostaną rozdzielone, zanim weźmie którekolwiek dla siebie. Otrzymuje swoją część ziemi, zgodnie z obietnicą Boga i Mojżesza, ale bez jakiejkolwiek sugestii nadużycia swoich wpływów przywódcy (1 Sm 2:11–17,22). Jakie wnioski na temat przywództwa możemy z tego wyciągnąć?

Jakie dwa rywalizujące ze sobą procesy pojawiają się w naszym umyśle (Rz 12:1-2)? Jak ważne jest dla ciebie posiadanie dobrych wzorców do naśladowania? Jak zmienia się to w zależności od etapu w twojej wędrówce wiary? Co możemy zrobić jako wspólnota wiary, aby modelować wartości, które są zgodne z ideą Królestwa Bożego we współczesnym społeczeństwie?









Przygotował Jan Pollok

piątek, 14 listopada 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Największa lojalność: kult w strefie wojennej

Felieton do Szkoły Sobotniej na 15 listopada 2025

W zeszłym tygodniu mówiliśmy na temat publicznej pokuty oraz o tym, że niekoniecznie świadczy ona o prawdziwej przemianie serca. Bardzo często pokuta świadczy o potrzebie zachowania reputacji, a nie dążeniu do przemiany. W tym tygodniu zajmowaliśmy się niektórymi decyzjami, które podjął Jozue, a które wydają się być sprzeczne z logiką obowiązującą w stanie wojny.

W kontekście naszego życia, które przeżywamy w kulturze pośpiechu, zajęci realizacją napiętych programów, pielęgnowanie religijnych tradycji takich jak poranne i wieczorne nabożeństwo może się wydawać anachroniczne. Jednak czas zainwestowany w odnawianie naszego przymierza z Bogiem i budowanie rodzinnych relacji jest bardzo cenną inwestycją. Każda znacząca relacja, czy to z Bogiem, czy z bliskimi, wymaga uwagi, komunikacji i obecności. Kiedy nadmiernie skupiamy się na realizacji swoich celów, tracimy z oczu to, co jest naprawdę ważne. Zachowanie równowagi pomaga nam w rozwoju zarówno naszego życia zawodowego jak i duchowego.

Wychowałem się w bardzo tradycyjnej adwentystycznej rodzinie, w której pielęgnowane były ustalone formy pobożności: codzienne poranne i wieczorne nabożeństwa odprawiane z całą rodziną. Zarówno w adwentyzmie jak i w szerszym konserwatywnym środowisku chrześcijańskim, takie praktyki były i są przedstawiane jako standard poznania Boga. Nie umniejszając znaczenia tych religijnych zwyczajów, warto spojrzeć poza te ramy i zobaczyć, jak wygląda jakość naszych osobistych relacji z Bogiem. Czy religijny rytuał jest jedynym sposobem w jaki możemy budować nasze relacje z Bogiem?

W jaki inny, kreatywny sposób możemy spotkać Boga i rozwijać nasze duchowe więzi? Czy potrafimy wyjść poza metody których nauczyliśmy się przebywając w naszej adwentystycznej kulturze? Możemy spotkać Boga w kreatywności, pięknie, ale także w rutynie codzienności. Czy potrafimy spotkać Go w poezji, sztuce, dobrze ugotowanym posiłku, podczas porannego lub wieczornego spaceru, oglądania filmu czy słuchania muzyki? Poranne i wieczorne nabożeństwa nie są złe; są po prostu przewidywalne. Warto postawić sobie wyzwanie, aby poszerzyć swoją wyobraźnię, gdzie jeszcze możemy spotkać Boga. Jest On obecny w o wiele większej przestrzeni niż jakakolwiek struktura, do której ograniczamy boską obecność.

Autorzy lekcji zwrócili uwagę na polecenie, które otrzymał Jozue, aby Izraelici odnowili swoje przymierze z Bogiem przed bitwą. To prawda, że zwycięstwo przychodzi poprzez nieustanny wysiłek lub staranne planowanie. W naszym kapitalistycznym społeczeństwie łatwo jest utożsamiać się z postępem i produktywnością przez pracę i wysiłek. Jednak czasami najskuteczniejszym przygotowaniem jest cisza, zwłaszcza ta, która wynika z zaufania. W kulturze, w której nieustannie wymagana jest produktywność i wysokie tempo, historia świętowania Paschy jest bardzo dobrym przypomnieniem, że zwycięstwa często rodzą się w ciszy, w odpoczynku, oraz w zwolnieniu tempa. Pojawiają się we wdzięczności, w poddaniu się i w pokoju płynącym ze świadomości, że nie trzeba udowadniać swojej wartości. Czasami wielkie bitwy wygrywa się dzięki ciszy i sile, która jest wynikiem odpoczywania w miłości Boga. Być może Jozue, który uświadomił sobie, że jego poczucie samowystarczalności przyczyniło się do klęski w bitwie pod Aj, zrozumiał, jak konieczne było ponowne poświęcenie się. To jest wielka lekcja dla nas wszystkich.

Autorzy lekcji zwrócili uwagę, że obchody święta Paschy przez Izraelitów w czasie wyjścia z Egiptu symbolizowały wyzwolenie i odnowę. Natomiast pierwsze święto Paschy po wejściu do Kanaanu polegało na świętowaniu nowego początku przez następne pokolenie Izraelitów które wkroczyło do Ziemi Obiecanej. Paralela między historią Wyjścia z Egiptu i historią Jozuego pokazuje Boga, który jest wierny i który wybawia „przez wodę”, odnawia przymierze, oraz interweniuje w nadprzyrodzony sposób. Święto Paschy posiada ponadhistoryczny wymiar i jest typem ostatecznego wyzwolenia ludzkości z niewoli grzechu przez Chrystusa – „Baranka Bożego”. Kiedy Jezus na nowo zdefiniował Paschę podczas Ostatniej Wieczerzy, przekształcił ją w trwały symbol odkupienia i nadziei, który zawiera w sobie obietnicę odnowy. W tym wymiarze Pascha symbolizuje ostateczne „przejście” do niebiańskiego Kanaanu, gdzie w czasie uczty weselnej Baranka lud Boży będzie świętował wolność i przynależność.

Podobnie ołtarz, który Jozue zbudował po bitwie pod Aj, symbolizował coś więcej niż tylko zwycięstwo – reprezentował odnowienie przymierza. W poprzednich pokoleniach ołtarze upamiętniały drogę wiary Abrahama, Izaaka i Jakuba i służyły jako pomniki które upamiętniały obietnice Boga. Ołtarz, który postawił Jozue był świadectwem, że tamte wcześniejsze obietnice się spełniły. Spełniając instrukcje Mojżesza, Jozue wykorzystał ten akt, aby zjednoczyć kult oraz zintegrować naród. Połączył brutalny podbój Kanaanu z momentem duchowego odnowienia.

Autor księgi Jozuego pokazał w ten sposób, że to wierność wobec przymierza, a nie wojna, jest prawdziwym sercem historii Izraela. Jozue wypisał prawo na dużych kamieniach jako widoczny pomnik Bożego przymierza oraz wezwanie do życia według Bożej sprawiedliwości. Przywództwo Jozuego jest typem i zapowiedzią przywództwa Chrystusa – większego „Jehoszuy” – który później będzie prowadził ludzkość przy pomocy miłości, wypełniając przymierze i przywracając człowiekowi właściwą relację z Bogiem.

Jozue pragnął nowego początku bez walki. Być może stosowanie przemocy oraz wojna nie były tym, co Jozue chciał kontynuować w przyszłości. Po zwycięstwie pod Aj, zamiast świętować sukces militarny, Jozue skierował uwagę Izraelitów w stronę wierności wobec przymierza oraz oddania czci Bogu. Wydaje się, że Jozue zrozumiał, że prawdziwe zwycięstwo polega na zgodności z Bożą sprawiedliwością i miłosierdziem, a nie na kontrolowaniu. Ta historia pokazuje, że osobista lub wspólnotowa przemiana rozpoczyna się od upamiętniania, pokuty i poddania się Bogu.

Historia Jozuego pokazuje dlaczego warto zaangażować się w reformę systemów. Kiedy instytucje, kościoły lub społeczności uznają, że ich „bitwy” wyrządziły krzywdę, mogą również rozpocząć budować nowe ołtarze – akty publicznej odpowiedzialności, mówienia prawdy i odnowy. Ołtarz Jozuego zachęca nas do przejścia od systemów dominacji do budowania systemów przymierza – gdzie władza ustępuje miejsca partnerstwu, a oddawanie Bogu czci staje się fundamentem sprawiedliwości. Podobnie jak Jozue, możemy podjąć decyzję aby wprowadzić zasady innego przywództwa, innego życia oraz zachęcać nasze instytucje do zaprzestania walki o kontrolę i zaangażować się w przywracanie pokoju oraz uzdrawianie.

W zeszłym tygodniu dowiedzieliśmy się, że w Sudanie doszło do tak wielkiego rozlewu krwi, że tę tragedię widać było z kosmosu. Świadomość tak wielkiego rozlewu krwi, która splamiła ziemię tak głęboko, że widać to nawet spoza atmosfery, jest nie do zniesienia. Trudno przejść obojętnie obok obrazu masowego cierpienia w Sudanie oraz śmiechu tych, którzy wyrządzili tak wielką krzywdę drugiemu człowiekowi - krzyk i łzy ludzi, odrywanych od tych których kochają oraz szydercze uśmiechy mundurowych. Wojna nikomu nie przynosi korzyści. Nawet dla tych, którzy pozornie zwyciężają, zwycięstwo jest puste. Okrucieństwo, którego ludzie dopuszczają się na zewnątrz, zawsze niszczy ich wewnętrznie.

Nie jesteśmy stworzeni do tego, by być świadkami takich dramatów. Odczuwamy ból, kiedy sprawiedliwość wydaje się być nieobecna, a ci, którzy wyrządzają krzywdę, nie ponoszą odpowiedzialności. Niestety tego rodzaju obrazy powstają w naszym umyśle, gdy czytamy księgę Jozuego. Autor tej księgi nie opisuje szczegółów jak wielkie spustoszenie spowodowała walka w psychice Izraelitów oraz ludności Kanaanu. Możemy się tylko domyślać, że musiało być ono ogromne. Nawet wtedy, gdy odnieśli zwycięstwo, walka zmieniła ich wnętrze.

Chociaż znaczna część tej lekcji koncentrowała się na przemocy i podbojach to jednak warto pamiętać, że tekst Biblii nie jest zapisem tego, co musiało się wydarzyć, ale tego, co się wydarzyło. Takie rozróżnienie pozwala nam czytać Biblię przez pryzmat stałego Bożego odkupienia, a nie statycznej doskonałości. Pozwala nam postrzegać boską historię jako historię o Bogu, który pozostaje blisko ludzkości nawet w obliczu naszych porażek i nadużyć władzy.

Autor biblijny nie zawsze opisywał doskonałą wolę Boga. Bóg działał przez niedoskonałych ludzi i ich niedoskonałe wybory. W idealnym świecie Boga Izraelici weszliby do Kanaanu dziesiątki lat wcześniej i nigdy nie musieliby stoczyć tych wojen. Warto pamiętać, że to, co czytamy: rozlew krwi, przemoc i śmierć, nie jest celem działalności Boga, ale dowodem na to, że Bóg zobowiązał się pozostać blisko człowieka pomimo ludzkich błędów. Czytanie Biblii przez taki pryzmat zmienia nasz punkt widzenia i powstrzymuje od prób naśladowania starożytnych zachowań i uczy w jaki sposób wyciągać wnioski z tych historii.

Joz 8:30-33 zawiera opis Izraelitów, którzy stoją po przeciwnych stronach arki – jedna grupa przed górą Ebal, a druga przed górą Garizim. Ta scena zwraca naszą uwagę na znaczenie wspólnoty oraz wspólnotowej pamięci. Dla Izraelitów był to moment odnowy, zarówno indywidualnej jak i zbiorowej. Odnowa nie powinna ograniczać się jedynie do tradycyjnych nabożeństw komunijnych w których uświadamiamy sobie jak ważne jest pojednanie z Bogiem. Potrzebujemy pielęgnować osobisty rytm indywidualnych poświęceń, które stają się symbolami więzi między Bogiem a nami. Pojednanie musi mieć formę rytmu a nie jedynie rytuału. Rytuały takie jak Pascha, Dzień Pojednania, komunia były obrzędami, które miały na celu prowadzić ludzi w stronę głębszej intymności, a nie ją zastępować. Chociaż dobrze jest zachowywać tradycyjne rytmy liturgiczne to jednak jesteśmy zachęcani do tworzenia własnych. Kiedy wiara staje się żywym rytmem, a nie harmonogramem wydarzeń, staje się bardziej dynamiczna, zdrowa i autentyczna. Celem nie jest porzucenie świętych tradycji, ale ich rozszerzenie, tworząc przestrzeń dla codziennych, osobistych chwil, w których na nowo spotykamy Boga.

W naszej historycznej rzeczywistości podobnie jak Izraelici, również stoimy między przekleństwem a komunią, między systemami ukształtowanymi przez osąd a wezwaniem do ucieleśniania miłosierdzia. W naszym życiu osobistym i w naszych instytucjach jesteśmy zaproszeni do przejścia od religii zbudowanej na strachu do wspólnoty zbudowanej na łasce. Jesteśmy nieustannie zachęcani do budowania przestrzeni, które leczą, a nie dzielą, przywracają, a nie wykluczają. Obyśmy nadal pogłębiali nasze zrozumienie charakteru Boga, pozwalając, aby nasza wiara, polityka i relacje odzwierciedlały zbawcze światło Chrystusa. Czyniąc tak, stajemy się ludźmi pokoju – przekształcając mury podziałów w stoły odnowy, przy których jest miejsce dla wszystkich i gdzie wszyscy są mile widziani.



DO PRZEMYŚLENIA

Bardzo często skupiamy naszą uwagę na pilnych sprawach i zapominamy jak ważne jest znalezienie czasu na pielęgnowanie naszych relacji z Bogiem. Pod przywództwem Jozuego Izraelici – w czasie wojny – odnawiali swoje relacje z Bogiem. Autorzy naszego podręcznika zwrócili uwagę jak ważne jest dla nas znalezienie czasu na odbudowę naszych więzi z Bogiem.

Joz 5:1-9. Dlaczego, twoim zdaniem, Bóg nakazał Jozuemu, aby (tuż po przekroczeniu Jordanu) zostało obrzezane drugie pokolenie? Co to znaczy, że Bóg „zdjął [z Izraelitów] hańbę Egiptu”?

Joz 5:10-12. Jakie znaczenie posiada fakt, że Jozue zarządził celebrowanie Paschy, mimo że Izraelici dopiero co rozpoczęli swoją misję zdobywania Kanaanu? Skoro Pascha przypadała na wiosnę, jak to możliwe, że mogli już zbierać plony w Kanaanie?

Joz 8:30-31. Co zainspirowało Jozuego do zbudowania ołtarza dla Pana (Pwt 11:26-30)? Jaki znaczenie posiada język błogosławieństwa i przekleństwa dla współczesnego czytelnika Biblii?

Pwt 27:2-8. W jaki sposób ten fragment przygotowuje grunt pod to, co zostało opisane w Joz 8:30-31?

Pwt 27:11-13. Dlaczego Mojżesz nakazał zbudować ołtarz dla Pana na górze przekleństwa, a nie na górze błogosławieństwa? Jaki może być współczesny odpowiednik budowania ołtarza?

Joz 8:32-35. Jakie jest znaczenie rytuału opisanego w tych wersetach (Pwt 4:31; 6:12). Jakie przesłanie zawiera ta historia dla nas? Jak łatwo jest zapomnieć o Bogu i działać o własnych siłach? Co możemy zrobić, aby temu zapobiec?

Joz 18:1-2. Z jakiego powodu Jozue przerwał podział ziemi między poszczególne plemiona?

Czego chrześcijanie, którzy nie mają ziemskiej świątyni (widzialnej obecności Boga), mogą się nauczyć z historii Jozuego, który umieścił przybytek w centrum kraju (Hbr 6:19-20; 9:11-12; 10:19-23)? Jak bezgrzeszni musimy być, aby wejść do niebiańskiej świątyni (Ps 5:8; 51:9-14)?

Na czym polega szukanie najpierw Królestwa Bożego (Mt 6:33)? W jaki sposób ta zasada kształtuje twoje codzienne życie?

Jako adwentyści wierzymy, że Jezus pełni posługę w naszym imieniu w niebiańskiej świątyni. Co to dla nas oznacza?



Przygotował Jan Pollok