czwartek, 1 grudnia 2011

CO JEZUS MÓWIŁ O SOBIE


Żyją wśród nas ludzie, których urodzin się nie obchodzi, po prostu nikt nie zanotował daty ich urodzenia albo też nikt o tym nie pamięta. Faktem pozostaje tylko to, że musieli się kiedyś urodzić.
Nikt nie zna dnia urodzenia Jezusa. Gdyby to było dla nas ważne, na pewno w Piśmie
Świętym byłaby chociażby krótka wzmianka. Stare tradycje podają różne daty, wśród nich dzień 25 grudnia, popularnie zwany Bożym Narodzeniem.
Wiemy jednak — wiemy to z całą pewnością — że Chrystus się urodził, że był taki dzień, w którym przyszedł na świat. Widziały Go tysiące ludzi. Uzdrawiał chorych, wskrzeszał zmarłych, mówił, jak „nigdy jeszcze człowiek (...) nie przemawiał”1. Prorok Izajasz oświadczył: „Oto panna pocznie i porodzi syna, i nazwie go imieniem Immanuel”2. Immanuel czy też Emanuel, (według Nowego Testamentu) oznacza „Bóg z nami”. Proroctwo to, obwieszczone światu siedemset lat przed narodzeniem Chrystusa, spełniło się. Wśród nas był „Bóg z nami”.

Człowiek,
który był Bogiem

Do szkoły San Roco we Włoszech wysłano reportera, który miał sfotografować obraz Narodzenie według Tintoretta. Próbował więc zrobić zdjęcie z zachowaniem naturalnych kolorów, ale to mu się nie udawało. Nie pomogło zastosowanie specjalnego oświetlenia. Obraz na zdjęciu był szary, zakurzony, zamazany. Piękno kolorów widniejące na obrazach ściennych nie utrwalało się na kliszy fotograficznej. Dopiero zastosowanie światła polaryzowanego pozwoliło reporterowi oddać na zdjęciu rzeczywistość, całą tęczę tych barw.
W ciągu wieków Boże Narodzenie nabierało znamion tradycji kościelnej i świeckiej, aż w końcu stało się słodką, cudowną, urzekającą opowieścią o dzieciątku w żłóbku, nad którym litujemy się przy opłatku. „Uboga, cicha stajenka...”. W czasie tych świąt nad faktem narodzenia się Zbawiciela góruje przejadanie się. Tak więc miliony zapominają o rzeczywistym fakcie, że Emanuel, Bóg, był z nami.
Zapominamy, w jakim celu Jezus przyszedł na świat. Nie tylko dlatego, żeby przedstawić ludziom prawdę o sobie, lecz i po to, by żyć, cierpieć, umrzeć na krzyżu i zbawić świat. Aby zostać Odkupicielem świata, Jezus musiał mieć ludzką naturę, musiał stać się człowiekiem, nie przestając być Bogiem. Jego męczeńska śmierć na krzyżu konieczna była dla zbawienia i odkupienia ludzkości. „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”3.
Używając imienia Emanuel — „Bóg z nami”, w jakimś szerszym znaczeniu potwierdzamy to, co pisał apostoł Paweł, „że Bóg w Chrystusie świat z sobą pojednał”4. Chrystus pojednał człowieka z Bogiem dzięki swej miłości, mocy, prawdzie, światłości i zbawieniu.
Cóż można powiedzieć o preegzystencji Syna Bożego? Czy Jego rzeczywiste życie rozpoczęło się w Betlejem? Oto własne słowa Jezusa: „A teraz Ty mnie uwielbij, Ojcze, u siebie samego tą chwałą, którą miałem u ciebie, zanim świat powstał”5. Czyż to nie jest jasne? Chrystus był razem z Ojcem jeszcze przed powstaniem świata. Chrystus był z Ojcem w chwale. Nieco dalej została potwierdzona ta sama prawda: „umiłowałeś mnie przed założeniem świata”6.
Jezus Chrystus to wieczny Syn Boży, druga osoba Trójcy Świętej, Bóg objawiony w ciele, żywy Zbawiciel. Narodziny w Betlejem nie były Jego początkiem! Nigdy nie był stworzony. Pismo Święte mówi, że Bóg stworzył wszystkie rzeczy przez Jezusa Chrystusa. Gwiaździste niebo jest dziełem Jego rąk, tak samo jak ziemia, ponieważ On ją stworzył. Czytamy, że „bez niego nic nie powstało, co powstało”7.
Znajdujemy również w Biblii naukę, że Jezus jest „obrazem Boga niewidzialnego, pierworodnym wszelkiego stworzenia, ponieważ w nim zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone. On też jest przed wszystkimi rzeczami i wszystko na nim jest ugruntowane”8.
Świat atomów i elektronów, wirujący w najrozmaitszych wariantach, podlega Jego boskiej, kierującej ręce. Cały wszechświat zachowuje porządek i harmonię. „Tyś, Panie, na początku ugruntował ziemię, i niebiosa są dziełem rąk twoich; one przeminą, ale Ty zostajesz; i wszystkie jako szata zestarzeją się, i jako płaszcz je zwiniesz, jako odzienie, i przemienione zostaną; ale tyś zawsze ten sam i nie skończą się lata Twoje”9.
Jezus mówi: „Ja jestem alfa i omega, pierwszy i ostatni, początek i koniec”10. On i tylko On jeden mógł przywrócić jedność człowieka z Bogiem. Ten, który był Bogiem, musiał uniżyć się jako człowiek, umrzeć, by przemóc szatana i przelewając swą własną krew, otworzyć niebo człowiekowi. Musiał umrzeć na krzyżu jak najgorszy z ludzi, musiał zostać oddzielony od Boga, aby wyjednać przebaczenie dla ludzi. Musiał umrzeć, aby ludzie mogli żyć.

Mój Ojciec i Ja

Czy tego dokonał? W Piśmie Świętym czytamy tak: „Który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią i aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca”11.
Jezus był zarówno Synem Człowieczym, jak i Synem Bożym. Mając dwanaście lat, uznawał już Boga za swego Ojca. Kiedy matka strofowała Go, że znikając na trzy dni, przyniósł zmartwienie rodzicom, odpowiedział: „Czemuście mnie szukali? Czyż nie wiedzieliście, że w tym, co jest Ojca mego, Ja być muszę?”12. Zważywszy na te słowa, na fakt, że nazywał Boga swym Ojcem, współcześni Mu ludzie domyślali się, że sam miał boską naturę.
W piątym rozdziale Ewangelii Jana znajdujemy opis wielkiego cudu, jakiego dokonał nasz Pan i Zbawiciel. Uzdrowił chorego w dzień sobotni — jakiż bowiem dzień mógł być godniejszy dla przyniesienia chwały Bogu? Jednak niektórzy sądzili, iż Jezus naruszył prawo soboty, ale On wtedy odparł: „Mój Ojciec aż dotąd działa i Ja działam”13. W ten sposób wykazał, że stwarzająca i podtrzymująca moc Jego i Ojca działa od początku aż dotąd. Jego prześladowcy nastawali więc na Niego z dwóch przyczyn, „bo nie tylko łamał sabat, lecz także Boga nazywał własnym Ojcem, i siebie czynił równym Bogu”14.
Stwierdzenie to czyniło Go równym Bogu. Słuchacze Chrystusa pojęli to. Zarówno słowa „mój Ojciec”, jak i „aż dotąd działa i Ja działam” wyjaśniły wzajemny stosunek Ojca i Syna. Każdy, kto uważnie przeczyta te słowa, zrozumie, że Pan nasz, Jezus Chrystus, obwieścił swoje Boże synostwo.
Znajdujemy także inne powiedzenie Jezusa na ten sam temat: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”15. Jego słuchacze natychmiast pochwycili kamienie, aby Go ukamienować za domniemane bluźnierstwo. W odpowiedzi na to Jezus zapytał ich: „Ukazałem wam wiele dobrych uczynków z mocy Ojca mego; za który z tych uczynków kamienujecie mnie?”16. A Żydzi odpowiedzieli Mu: „Nie kamienujemy cię za dobry uczynek, ale za bluźnierstwo i za to, że Ty, będąc człowiekiem, czynisz siebie Bogiem”17. To mówił Zbawiciel o sobie.
Gdy Arkadiusz, syn cesarza Teodozjusza, który wyparł się boskości Chrystusa, ukończył szesnaście lat, ojciec postanowił uczynić go współrządzącym. Na uroczystość tę przybyło wielu dostojników, którzy pragnęli uczestniczyć w ceremonii przyoblekania Arkadiusza w cesarską purpurę i insygnia władzy. Wśród gości znalazł się biskup Amfilocus, który po słowach powitania skierowanych do cesarza zamierzał wyjść. Widząc to, cesarz wykrzyknął: „Jak to, czyżbyś nie zauważył mego syna?”. Wówczas duchowny podszedł do chłopca i kładąc mu dłonie na czole, powiedział: „Pan niech cię błogosławi, synu mój!”. Cesarz doprowadzony do wściekłości, zawołał: „Jakże to, to cały twój respekt, jaki okazałeś księciu, którego spodobało mi się uczynić równym mnie samemu?”. Na to Amfilocus odparł: „Surowo oceniłeś moje przeoczenie w stosunku do twego syna, iż nie potraktowałem go jak równego tobie. Skoro tak jest, to co musi odwieczny Bóg myśleć o tobie, panie, jeśli ty — równego Mu i również wiecznego jak On — Syna Jego degradujesz do poziomu jednego z Jego stworzeń?”. Chcąc nie chcąc, cesarz musiał przyznać w duchu, że odpowiedź była sprawiedliwa.
Sam Jezus rzekł: „Bo i Ojciec (...) wszelki sąd przekazał Synowi, aby wszyscy czcili Syna, jak czczą Ojca. Kto nie czci Syna, ten nie czci Ojca, który go posłał”18. Oto co Jezus mówił o czci, jaka Mu się należy.
Jeszcze jedno powiedzenie naszego Pana, określające Jego boskość, znajdujemy we wspaniałym ósmym rozdziale Ewangelii Jana. Zbawiciel nasz mówi tam o sobie jako o „światłości świata”. Do tych, którzy Go widzieli, słyszeli i towarzyszyli Mu, Jezus powiedział: „Abraham, ojciec wasz, cieszył się, że miał oglądać dzień mój, i oglądał, i radował się”19. Wówczas Żydzi rzekli: „Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?”20. A wtedy Jezus odpowiedział im: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, pierwej niż Abraham był, Jam jest”21.
Kiedyś wszedłem do małego pokoju znajdującego się przy Dziesiątej Ulicy w Waszyngtonie. Pokój był tak mały, że z trudnością mieściło się w nim olbrzymie łóżko. 15 kwietnia 1865 roku w tym pokoju, o godzinie 7.25, sekretarz Stanów Zjednoczonych wstał z kolan, podszedł do okna i opuścił story, a następnie zwracając się w kierunku ciała nieżyjącego prezydenta, powiedział: „Teraz on należy do wieczności”. Ktoś kiedyś rzekł, że jest to najlepsza i najkrótsza biografia Abrahama Lincolna. Lecz tak naprawdę jest tylko jedna osoba, o której rzeczywiście możemy powiedzieć, że należy do wieczności. On sam powiedział o sobie: „Ja jestem alfa i omega, pierwszy i ostatni, początek i koniec”22. Z Bożej woli i postanowienia nie tylko On należy do wieczności, ale wieczność należy do Niego.
To do Niego odnosi się pytanie: „O jego rodzie któż opowie?”23 i odpowiedź: „Początki jego od prawieku, od dni zamierzchłych”24. Chrystus należy do wieczności, do wszystkich wieków, gdyż jest On „wczoraj i dziś, ten sam i na wieki”25.
Jezus Chrystus jest Alfą i Omegą, „A” i „Z” ludzkiej historii. Nawet Abraham ujrzał Jego dzień i radował się26, Mojżesz pisał o Nim, a Dawid śpiewał. Izajasz „ujrzał chwałę jego i mówił o nim”27. Piotr i Jan siedzieli z Nim przy ostatniej wieczerzy, apostoł Paweł widział Go w drodze do Damaszku, a Jan w stanie zachwycenia na wyspie Patmos ujrzał Go stojącego wśród siedmiu złotych świeczników28.
Ten, który jest „od wieków na wieki”29, który jest Stwórcą, a zarazem utrzymuje cały wszechświat, jest również naszym Zbawcą i Odkupicielem, naszym Przyjacielem i Starszym Bratem!

Zapytajcie ich

Zapoznaliśmy się ze świadectwem naszego Pana, Jezusa Chrystusa, o samym sobie. Dowiedzieliśmy się, co mówili o Jego tożsamości święci apostołowie i prorocy. Możemy jak w sądzie dostarczyć i innych świadków i postawić im pytania. Możemy też zapytać faryzeuszy: co zarzucacie Jezusowi? A ich odpowiedź byłaby taka: On „jada z celnikami i grzesznikami”30.
A ty, Kajfaszu, który Go osądzałeś, co możesz o Nim, powiedzieć? Rozdarłem szaty, ponieważ powiedział: „Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego siedzącego na prawicy mocy Bożej i przychodzącego na obłokach nieba”31.
Zapytajcie przedstawiciela władzy i prawa rzymskiego: jaki jest twój sąd w tej sprawie? Piłat odpowie: „Żadnej winy w tym człowieku nie znajduję”32. A ty, Judaszu, który sprzedałeś Go za trzydzieści srebrników? Cóż odpowie ten, który zdradził swego Pana pocałunkiem? „Zgrzeszyłem, gdyż wydałem krew niewinną”33. Cóż powie setnik i ci, którzy Go przybili do krzyża? „Zaiste, ten był Synem Bożym”34.
A teraz jeszcze spytamy o to samo Jana Chrzciciela: co myślisz o Jezusie? „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”35.
A Jan, umiłowany apostoł? Jaka jest jego opinia? Jezus to „korzeń i ród Dawidowy, gwiazda jasna poranna”36.
I jeszcze apostoł Piotr, ten, który najpierw wyparł się Go, ale potem zmył łzami swoją winę, i Pan mu przebaczył. Jakie jest jego świadectwo? „Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego”37.
I wreszcie wielki apostoł Paweł, męczennik: „Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa”38.
Oddajmy też głos aniołom: „Gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan”39.
Na koniec i my wszyscy schylmy głowy w hołdzie, oddając cześć Ojcu naszemu, który jest w niebie, i Synowi Jego, Jezusowi! Spytajmy Ojca o Syna, o Syna, którego On posłał na nasz ciemny świat, by niósł mu światło zbawienia. Z ust niezmierzonej, nieogarniętej niczym Prawdy pochodzą słowa Bożego świadectwa: „Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem”40.
A co ty możesz powiedzieć? Co ja mam powiedzieć? Czyż nie powinniśmy z głębi serca powiedzieć: to jest Jezus, Syn Boży, Syn Człowieczy, nasz Zbawca, mój Zbawca?      
H.M.S. Richards

1 J 7,46. 2 Iz 7,14. 3 J 3,16. 4 2 Kor 5,19. 5 J 17,5. 6 J 17,24. 7 J 1,3. 8 Kol 1,15-17. 9 Hbr 1,10-12. 10 Ap 22,13. 11 Flp 2,6-11. 12 Łk 2,49. 13 J 5,17. 14 J 5,18. 15 J 10,30. 16 J 10,32. 17 J 10,33. 18 J 5,22-23. 19 J 8,56. 20 J 8,57. 21 J 8,58. 22 Ap 22,13. 23 Dz 8,33. 24 Mi 5,1. 25 Hbr 13,8. 26 Zob. J 8,56. 27 J 12,41. 28 Ap 1,13. 29 Ps 90,2. 30 Mt 9,11. 31 Mt 26,64. 32 Łk 23,4. 33 Mt 27,4. 34 Mt 27,54. 35 J 1,29. 36 Ap 22,16. 37 Mt 16,16. 38 Flp 3,8. 39 Łk 2,11. 40 Mt 3,17.
 ZNAKI CZASU GRUDZIEŃ 2011R.  WWW.SKLEP.ZNAKICZASU.PL

EFEKT LUCYFERA CZYLI RZECZ O NATURZE CZŁOWIEKA


Jaki jest człowiek? Z natury dobry czy zły? A może i dobry, i zły jednocześnie? Niszczymy, zabijamy, oszukujemy, ale jesteśmy też zdolni do największych poświęceń i wielkich czynów. Jaka jest nasza prawdziwa natura?
Na określenie naszej natury zabrali się w latach 50. i 60. XX wieku psycholodzy Abraham
Maslow i Carl Rogers, twórcy tak zwanej psychologii humanistycznej. Otóż założyli oni, że człowiek jest z natury dobry chce dawać i daje innym jedynie dobro, a jeśli stosuje przemoc, to działa wbrew swej naturze. Maslow zajął się budową teorii nowej szkoły psychologii, a Rogers stroną eksperymentalną. Po latach Maslow wycofał się ze swych założeń, ale Rogers mimo wielu sygnałów od terapeutów wskazujących na szkodliwość społeczną uprawianej przez niego terapii trwał przy obranych założeniach, doprowadzając do moralnej katastrofy swych podopiecznych. Ale o tym później.

Stanfordzki
Eksperyment Więzienny

Temat natury człowieka podjęli też inni naukowcy. W latach 80. XX wieku psychiatra M. Scott Peck, badając naturę człowieka, doszedł do przekonania o istnieniu w nas zła, a nie dobra. Ale najbardziej znanym badaczem tego zagadnienia jest Philip Zimbardo, autor słynnego Stanfordzkiego Eksperymentu Więziennego, jednego z najbardziej kontrowersyjnych badań w dziejach psychologii.
W 1971 roku Zimbardo, profesor psychologii na Uniwersytecie Stanforda w USA, losowo podzielił biorącą udział w badaniu grupę studentów na strażników i więźniów. Wszystkich umieszczono w uniwersyteckiej piwnicy, w której stworzono cele ze stalowymi kratami i zainstalowano monitoring. „Więźniowie” po wcześniejszym aresztowaniu z udziałem prawdziwej policji zostali rozebrani do naga, odwszawieni i ubrani w więzienny uniform z numerem identyfikacyjnym. Założono im również łańcuch na prawą kostkę. „Strażnicy” nosili mundury i okulary przeciwsłoneczne, mieli gwizdki i policyjne pałki. Efekty eksperymentu zaskoczyły wszystkich. Do tego stopnia, że zaledwie po sześciu dniach badanie musiano przerwać, a już po niecałych 36 godzinach zwolniono pierwszego „więźnia” bo obawiano się o jego stan psychiczny. Doskonale w swych rolach odnaleźli się bowiem „strażnicy”. Niebywale szybko zaczęli karać „więźniów” i stawali się coraz bardziej brutalni, agresywni i bezwzględni wobec kolegów z uczelnianej ławki. Poniżali ich, zastraszali i prześladowali. Co więcej, najbardziej brutalni byli w nocy, kiedy eksperymentu nie obserwowali badacze. Większość „więźniów” chciała zrezygnować z przysługującego im honorarium w zamian za zwolnienie, a jeden student przeżył załamanie. Co jeszcze ciekawsze, „strażnikom” eksperyment się tak spodobał, że z zapałem chcieli go kontynuować. Nawet po jego zakończeniu wciąż przejawiali agresję wobec kolegów „więźniów”.
Zimbardo w swej książce Efekt Lucyfera porównuje wyniki eksperymentu stanfordzkiego z tym, co wydarzyło się w 2004 roku w więzieniu Abu Ghraib gdy świat obiegł film, na którym widać, jak amerykańscy żołnierze pastwią się nad irackimi więźniami, nazywając to zwyczajnie grami i zabawami. „Do jakiego stopnia jesteśmy wytworami sytuacji, chwili, zbiorowości? I czy istnieje taki czyn, popełniony kiedyś przez kogoś, do którego z absolutną pewnością nigdy nie bylibyśmy zdolni?” pyta Zimbardo. Życie wydaje się przynosić odpowiedź. I bynajmniej nie taką, jaką chcielibyśmy usłyszeć.

Sprawa rwandyjska

„Dawny ty” może nie funkcjonować zgodnie z oczekiwaniami, gdy zmienia się reguły gry ­ podkreśla Zimbardo i tłumaczy, że znamy siebie tylko z ograniczonych doświadczeń nabytych w znajomych sytuacjach, określonych przez zasady, prawa, przekonania, naciski. Czego potrzeba, by sąsiedzi zaczęli zabijać sąsiadów, przyjaciele wydawali się na śmierć, jedne społeczeństwa eksterminowały drugie? By w ludobójstwie zaczęli brać udział tak zwani dobrzy ludzie? Nieco miejsca w swej książce Zimbardo poświęca ludobójstwu w Rwandzie. Przytacza szokującą treść wywiadów przeprowadzonych przez francuskiego dziennikarza Jeana Hatzfelda z członkami militarnych bojówek Hutu, osadzonymi w więzieniu za zabicie maczetami tysięcy cywilów Tutsi. „Zeznania tych zwykłych ludzi pisze Zimbardo w większości chodzących do kościoła farmerów oraz jednego byłego nauczyciela, mrożą krew w żyłach jako konkretna, pozbawiona skrupułów prezentacja niewyobrażalnego okrucieństwa. Ich słowa zmuszają nas raz po raz do konfrontacji z niewyobrażalnym: z tym, że istoty ludzkie są zdolne do całkowitego porzucenia swego człowieczeństwa”. Nie wystarczyło samo zabijanie, nawet poprzedzone gwałtem. Tysiące kobiet, jak napisano w raporcie ONZ, „było penetrowanych za pomocą włóczni, łusek od karabinów, butelek lub kiełków bananowców. Organy płciowe były okaleczane maczetami, polewane wrzątkiem i kwasem; odcinano kobiece piersi”. Okrucieństwo nie znało granic. 45-letnia rwandyjska kobieta została w obecności męża zgwałcona przez swojego 12-letniego syna, któremu bojownik Hutu trzymał maczetę przy gardle, a pozostała piątka jej dzieci była zmuszana do rozwierania jej ud. Tak Hutu „dawni oni”, czyli sąsiedzi, znajomi, „porządni” ludzie na rozkaz mordowali swoich przyjaciół. Jeden z morderców tak powiedział później o sąsiedzie, którego zabił: „Kiedyś piliśmy razem, a jego bydło pasło się na mojej ziemi. Był jak członek rodziny”. Inni, z którymi po rwandyjskiej masakrze rozmawiał Hatzelf, mówili: „Zabijaliśmy każdego, kogo udało nam się namierzyć [schowanego] w papirusie. Byliśmy rzeźnikami znajomych, rzeźnikami sąsiadów. Po prostu rzeźnikami”. „Kiedy wytropiliśmy Tutsi na bagnach, nie widzieliśmy już w nich istot ludzkich. Chodzi mi o osoby takie jak my, dzielące podobne myśli i uczucia. Polowanie było dzikie, łowcy byli dzicy, zwierzyna była dzika dzikość zawładnęła naszymi umysłami”. „Wiedzieliśmy, że nasi sąsiedzi Tutsi nie byli niczego winni, ale (...) nie patrzyliśmy już na nich jak na jednostki, przestaliśmy postrzegać ich takimi, jakimi są, nie widzieliśmy w nich nawet kolegów. Stali się zagrożeniem, większym niż kiedykolwiek doświadczyliśmy, ważniejszym niż nasz sposób postrzegania spraw we wspólnocie. Tak właśnie rozumowaliśmy, jednocześnie zabijając”. Jedna z ocalałych kobiet Tutsi wyznała: „Teraz wiem, że nawet osoba, z którą dzielisz się pożywieniem lub z którą spałeś, nawet ten ktoś może cię zabić bez problemu. Najbliższy sąsiad może zabić cię nawet zębami. Oto czego nauczyłam się przez to ludobójstwo”.

Nienawistna
wyobraźnia

Zimbardo wyjaśnia, co takiego dzieje się, że sąsiedzi zaczynają zabijać sąsiadów. „Potrzebna jest do tego nienawistna wyobraźnia, psychologiczna konstrukcja, która za pomocą propagandy zostaje zagnieżdżona głęboko w umysłach ludzi, przemieniając innych we Wroga. (...) Proces rozpoczyna się od stworzenia stereotypowego obrazu innego człowieka, jego zdehumanizowanego postrzegania jako bezwartościowego, ale zarazem wszechpo­tężnego Obcego, istoty demonicznej, abstrakcyjnego potwora, jako fundamentalnego zagrożenia dla czczonych przez nas wartości i przekonań. W obliczu rozpętanego publicznie strachu oraz zbliżającego się zagrożenia ze strony wroga rozsądni ludzie postępują irracjonalnie, osoby niezależne działają w sposób bezmyślnie konformistyczny, a pacyfiści postępują jak wojownicy”. To nie tylko historia Rwandy. To Holocaust, to stalinizm, to Bałkany, to reżim Mao Tse-tunga, terror Czerwonych Khmerów, ludobójstwo w Darfurze... To dziesiątki milionów ludzi zabitych tylko w XX wieku na mocy dekretów rządowych wcielanych w życie bez nuty sprzeciwu przez innych ludzi — „dawnych ich”, dobrych sąsiadów.

Gen zła

Zimbardo jest bliski prawdy o człowieku, ale żeby dobrze zrozumieć naszą naturę, trzeba cofnąć się do starej historii. Biblijna Księga Rodzaju opisuje pewne wydarzenie, które zaważyło na całej ludzkości. Rzecz dotyczy wolności wyboru. Kiedy Bóg powołał do życia świat, a na nim człowieka, rzekł: to jest bardzo dobre1. Boże stworzenie było doskonałe. Dobro jest zawsze związane z Bogiem. I z łącznością z Nim. On jest źródłem i kanałem wszelkiego dobra. Człowiek został stworzony z miłości, a miłość daje wolność. Stąd człowiek miał prawo wyboru pozostać w Bożej obecności lub się od niej oderwać. Z chwilą wyboru innej rzeczywistości, zmianie jakby uległ nasz cały genom. Coś się wydarzyło. Człowiek zaczął inaczej postrzegać świat. I zaczął się bać... Bać się Boga. Owa nienawistna wyobraźnia zawładnęła jego umysłem. Jego ciało zaczęło umierać, jego umysł fałszywie postrzegać rzeczywistość, a jego serce stało się źródłem zła. Arcyzwodziciel zatruł ludzi swą propagandą: Bóg to twój Wróg. I tak grzech wszedł na nasz świat2. Ten grzech to, jak mówi apostoł Jan, bezprawie3. To wieczny bunt człowieka przeciw Bożym doskonałym zasadom życia. Grzech to zdrada zaufania, to zerwanie więzi, zniszczenie relacji. To głupota gdyby bezpośrednio tłumaczyć to słowo z języka hebrajskiego. To wirus, który zaatakował nasz dysk życia. Nasza natura została skażona. Nie jesteśmy już dobrzy, staliśmy się z natury źli, odłączeni od Źródła dobra. To oczywiście nie znaczy, że na dobre czyny nas nie stać. Stać nas tylko dlatego, że Bóg nas nie opuścił. „Beze mnie nic uczynić nie możecie”4. Tylko dlatego, że Jego Duch wciąż krąży wokół nas, że nas przekonuje, że o nas walczy. Tę główną walkę Bóg stoczył o nas na Golgocie. Ale to też walka codzienna, przegrana przez Boga w tak wielu przypadkach: Rwanda, Bośnia, Chiny, Darfur... I kiedy matka bije na śmierć własne dziecko, gdy ojciec gwałci swą córkę; gdy kradniesz, unosisz się gniewem, zazdrościsz, złorzeczysz, oszukujesz; gdy... Dlaczego? Bo jak powiedział Chrystus, nie On jest teraz „władcą tego świata”5. Człowiek oddał koronę księciu ciemności
i na jego podobieństwo stał się zły. Zły z natury. Sam z siebie skłonny do zła, nie dobra. Tę złą naturę dziedziczymy i nic nie możemy na to poradzić. Jak powiedział Morris Venden, nie jesteśmy grzeszni dlatego, że grzeszymy, lecz grzeszymy dlatego, że jesteśmy grzeszni. Ten wirus jest przekazywany z pokolenia w pokolenie. Już w drugim pokoleniu ludzkiej rodziny zaowocował zbrodnią, gdy Kain zabił Abla. O tym, jaką mamy naturę, wprost powiedział Chrystus: „Jeśli więc wy, którzy jesteście źli...”6, podobnie odpowiadając na zadane Mu kiedy indziej pytanie o dobro: „Czemu pytasz mnie o to, co dobre? Jeden jest tylko dobry, Bóg”7. Człowiek nie jest dobry. Bo w grzech wpisują się nie tylko czyny, ale też nasze myśli i pragnienia. „Wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego”8.

Zabójcza nauka

To, co znajduje się w centrum grzechu, doskonale oddaje język angielski, grzech bowiem w tym języku to sin. W centrum tego słowa znajduje się litera „i”. „I” (czyt. aj) to po angielsku znaczy... „ja”! Egocentryzm i nakierowanie na siebie to skaza naszej natury. Co ciekawe, psychologię humanistyczną nazwano właśnie psychologią „Ja”. Jej drugą twarzą jest wynikający z założenia dobroci ludzkiej natury relatywizm moralny. Bo skoro jesteśmy dobrzy, to nasze czyny też będą dobre. Przede wszystkim dobre dla... nas samych. Tu bardzo płynna jest granica między dobrem a złem. Zależą one od kulturowych uwarunkowań i osobistych preferencji. Carl Rogers głosił człowieka wolnego od ograniczeń moralno-kulturowych, z prawem do nieskrępowanej ekspresji, nieliczenia się z normami przestrzeganymi przez ogół. Jego eksperymenty zakończyły się w latach 60. ubiegłego wieku deprawacją wielu zgromadzeń religijnych, wśród których pracował jego zespół. Przerażeni efektami psychoterapii współpracownicy zaczęli opuszczać Rogersa. Dr William Coulson tak później opisał pracę w Kalifornii: „Znaleźliśmy tam Siostry Niepokalanego Serca Maryi (SNSM). Zgodziły się na to, abyśmy weszli do szkół i rozpoczęli pracę na normalnych wydziałach, z ich normalnymi studentami i abyśmy rozpoczęli oddziaływanie na rozwój życia normalnych katolickich rodzin. To była katastrofa. (...) Ja i Rogers nazywaliśmy to Terapią dla Zdrowych. SNSM miały około 60 szkół, kiedy zaczynaliśmy, a na końcu już jedną. (...) Uczyliśmy ludzi, którzy nie mieli wewnętrznej dyscypliny Rogersa (mającej swe korzenie w jego fundamentalistycznie protestanckim wychowaniu). Ludzie ci myśleli, że bycie sobą oznacza nieskrępowane realizowanie libido. Maslow przestrzegał nas przed tym. Wierzył w obecność zła, a my nie (...). Mieliśmy umowę na trzy lata, ale odwołaliśmy nasze badania po dwóch, będąc zaalarmowani ich rezultatami. Myśleliśmy, że pomożemy SNSM stać się lepszym zgromadzeniem, a myśmy je po prostu zniszczyli. (...) Pracowaliśmy z tuzinami katolickich organizacji. (...) Wywołaliśmy wśród osób duchownych, jako terapeuci, prawdziwą epidemię nadużyć o charakterze seksualnym. (...) Jeśli dawaliśmy ludziom do zrozumienia, że mogą ufać swoim impulsom, oni pojmowali to wezwanie jako zachętę do zaufania także swoim złym impulsom i właściwie do przyjęcia przekonania, że tak naprawdę to są pozbawieni zła”9.

Wiedza a moc

Na zupełnie przeciwnym biegunie stoi nauka biblijna. Pismo Święte mówi: człowiek nie może być dla siebie normodawcą, bo z natury nie jest moralny. Zatem człowiekowi trzeba normy objawić i zapoznać go z prawami moralnymi. Ale czy to coś zmieniło w naszej naturze? Czy znajomość zasad uchroniła Izraelitów przed odstępstwem i całą gamą zbrodni? Choć chrześcijanie znają prawo Boże, czyż nie łamią nagminnie dziesięciu przykazań? A jednak znajdują się badacze, którzy chcą wierzyć, jak psycholog Lawrence Kohlberg, że aby uczynić ludzi bardziej moralnymi, wystarczy ich nauczać moralnego rozumowania. Kohlberg był przekonany, że wiedza, co jest moralne, wystarczy, aby tak postępować. Życie jednak brutalnie weryfikuje „naukowe” teorie. Może gdyby Kohlberg czytał Biblię, zrozumiałby, że prawdziwa moralność, prawdziwie dobre czyny wypływają z serca przemienionego przez siłę, która nazywa się łaską. Człowiek jest w stanie upadłym i nie może zawsze postępować moralnie. „Oto urodziłem się w przewinieniu, i w grzechu poczęła mnie matka moja” pisał skruszony Dawid po jednej z największych potworności, jakich się dopuścił. I wołał do Boga: „Serce czyste stwórz we mnie, o Boże, a ducha prawego odnów we mnie!”10. Jedyną nadzieją człowieka jest Bóg. Jedynie Jego moc może odmienić nasze zepsute serca i umysły. „I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste”11. Radykalna zmiana, która stanowi podstawę prawego życia, nie jest naturalna. Odnowienie serca prowadzące do prawdziwej moralności jest aktem stwórczym, a więc darem Bożym. Dostępnym dla każdego, kto tego zapragnie i przyjdzie schronić się w mocy Najwyższego. Chrystus zaprasza: „Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije (...) [a] z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej”12.     
Katarzyna Lewkowicz-Siejka

1 Zob. Rdz 1,31. 2 Zob. Rdz 3,1-10. 3 1 J 3,4. 4 J 15,5. 5 J 12,31; 14,30. 6 Łk 11,13. 7 Mt 19,17. 8 Rz 3,12. 9 W. Coulson, Pokonaliśmy ich tradycję, pokonaliśmy ich wiarę, cyt. w: Z. Ples, Psychologia a bezdroża irracjonalizmu, s. 253-
-255.
10 Ps 51,7.12. 11 Ez 36,26. 12 J 7,37-38.
 Znaki czasu  grudzień 2011r www.sklep.znakiczasu.pl

poniedziałek, 28 listopada 2011

SABAT I EWANGELIA



Sławomir Gromadzki


Niemal zawsze poselstwo o sabacie przedstawiane jest w naszych zborach w oparciu o Prawo.
Dzisiaj natomiast będziemy rozważać ten temat w świetle ewangelii.

Obj. 14: 6-10

Tutaj znajduje się dowód na to, że prawda o sabacie może i powinna być przedstawiana w świetle ewangelii.

W 14 r. Obj. czytamy o poselstwie trójanielskim, które ma być zwiastowane światu przed powtórnym przyjściem Chrystusa.

Bardzo ważną częścią tego poselstwa jest prawda o sabacie.

Obj. 14:6-10 (BW)
6. I widziałem innego anioła, lecącego przez środek nieba, który miał ewangelię wieczną, …, który mówił donośnym głosem:
7. Bójcie się Boga i oddajcie mu chwałę, gdyż nadeszła godzina sądu jego, i oddajcie pokłon temu, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i źródła wód.
8. A drugi anioł szedł za nim i mówił: Upadł, upadł wielki Babilon,
9. A trzeci anioł szedł za nimi, mówiąc donośnym głosem: Jeżeli ktoś odda pokłon zwierzęciu i jego posągowi i przyjmie znamię na swoje czoło lub na swoją rękę…

Co według wiersza 6 stanowi podstawę całego poselstwa trójanielskiego?

- Ewangelia wieczna.

Jest tak ponieważ pierwszy anioł „ma ewangelię wieczną”.
Drugi zaś i trzeci anioł nie lecą oddzielnie, ale razem z pierwszym.
Jest tak ponieważ greckie słowo „akoluteo” przetłumaczone tutaj jako „szedł za” dosłownie oznacza „przyłączyć się” lub „towarzyszyć”.
Zatem ci trzej aniołowie nie lecą oddzielnie, lecz razem, i wspólną podstawą wszystkich tych poselstw jest ewangelia, czyli dobra nowina o zbawieniu przez wiarę.
Co to znaczy?
Oznacza to, że jeśli przedstawiamy światu związane z poselstwem trójanielskim nauki, takie jak prawda o sądzie przedadwentowym, czy np. sabacie, ale nie czynimy tego w oparciu o ewangelię, to czy przedstawiamy te nauki poprawnie?
- Nie, bo podstawą musi tu być prawda o usprawiedliwieniu z wiary!

Może więc to jest przyczyną, dla której nasi szczerzy bracia i szczere siostry z innych protestanckich denominacji nadal nie są chętni do przyjęcia naszego stanowiska względem sabatu?
Znam jednego adwentystycznego kaznodzieje i teologa, który nazywa się Jack Sequeira, który zawsze przedstawia prawdę na temat sabatu w świetle ewangelii.
Niedawno miałem ponownie przywilej słuchać go, tym razem było to w Londynie (w Central London Chuch), gdzie podczas kazania opowiadał, jak któregoś razu pewien pastor z Kościoła Zielonoświątkowego powiedział do niego:
„Jack, czy mógłbyś mi coś wyjaśnić, bo nie mogę tego zrozumieć. Powiedz mi, jak to możliwe, że tak wspaniale głosisz prawdę o usprawiedliwieniu z wiary, i w tym samym czasie nadal zachowujesz sabat?”
Na to pytanie pastor Sequeira odparł:
„Czy chcesz, żebym odpowiedział ci na to pytanie prywatnie, czy wolisz, żebym uczynił to przed całym twoim zborem?”
I tym sposobem brat Sequeira przedstawił cykl biblijnych wykładów na temat sabatu przed całym największym zielonoświątkowym zborem w Addis Abeba, liczącym 800 członków.
Podczas tych wykładów wykazał, że sabat ma w czasach końca stanowić Bożą pieczęć usprawiedliwienia z wiary.
W wyniku tego, cały ten liczący 800 członków kościół zaczął zachowywać czwarte przykazanie i zmienił też nazwę na Kościół Zielonoświątkowy Dnia Siódmego!
Jakiś czas temu posługując się komentarzem do Listu do Hebrajczyków Jack’a Sequeiry opracowałem materiał na temat sabatu i umieściłem go na mojej stronie internetowej.
Dość często zaglądają tam też osoby, które szukają porad na temat zdrowia. Jedną z takich osób była Jola, która skontaktowała się ze mną w sprawie swojej choroby. W odpowiedzi wyjaśniłem jej, że informacje na ten temat znajdzie na mojej stronie. Przy okazji jednak przeczytała ona artykuł o sabacie i po zapoznaniu się z tym opracowaniem napisała:
„Sławku, z całego serca dziękuję Ci za wszystko. Nie tylko za pomoc w mojej przypadłości ale szczególnie za teksty które znalazłam na Twojej stronie. Miałam kłopoty z zaakceptowaniem soboty. Już nie mam ;))”. Jola
Jakie są biblijne dowody na to, że sabat ma ścisły związek z ewangelią, i że stanowi Bożą pieczęć usprawiedliwienia z wiary?
Po pierwsze, należy pamiętać o tym, że hebrajskie słowo „sabat” dosłownie oznacza odpoczynek (odpocznienie).
I jest bardzo interesujące, że również dobra nowina o zbawieniu przez wiarę w Chrystusa często w Nowym Testamencie wyrażona jest tym samym słowem, słowem odpoczynek (odpocznienie).
Przykłady:

Hebr. 4:3 (BW)
Albowiem do odpocznienia (do zbawienia) wchodzimy my, którzy uwierzyliśmy, zgodnie z tym, jak powiedział: Jak przysiągłem w gniewie moim: Nie wejdą do mego odpocznienia, chociaż dzieła jego od założenia świata były dokonane.

Mat. 11:28-29 (BG)
28. Pójdźcie do mnie wszyscy, którzyście spracowani i obciążeni, a Ja wam sprawię odpocznienie (zbawienie);
29. Weźcie jarzmo moje na się, a uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca; a znajdziecie odpocznienie duszom waszym.
Drugi istotny fakt odnośnie sabatu znajdziemy jeśli odpowiemy na pytanie, kiedy Bóg dał ludzkości sabat? Czy było to przed upadkiem, czy po upadku?
- Oczywiście przed upadkiem.
Co to znaczy?
- Oznacza to, że gdyby Adam i Ewa nie zgrzeszyli, to czy dzisiaj nadal zachowywalibyśmy sabat jako święty dzień?
- Oczywiście, że tak. Dzisiaj święcilibyśmy sabat, ponieważ Bóg dał nam ten dzień jeszcze przed upadkiem, jako część wiecznego przymierza pomiędzy Bogiem a bezgrzesznym jeszcze wtedy człowiekiem.
Kolejnym niezwykle ważnym faktem odnośnie sabatu, o którym powinniśmy pamiętać jest to, że pierwszą rzeczą jaka odkrywamy w ST na temat sabatu są stwierdzenia, które mówią, że dzień ten nie należy do człowieka, ale do kogo?
- Do Boga:

2 Moj. 20:10 (BW)
10. Ale siódmego dnia jest sabat Pana, Boga twego: Nie będziesz wykonywał żadnej pracy...
2 Moj. 31:13(BW)
13. Powiedz synom izraelskim: Zaiste, przestrzegać będziecie sabatów moich, gdyż to jest znakiem między mną a wami po wszystkie pokolenia wasze, abyście wiedzieli, żem Ja Pan, który was poświęcam.
Izaj. 58:13-14 (BW)
13. Jeżeli powstrzymasz swoją nogę od bezczeszczenia sabatu, aby załatwić swoje sprawy w moim świętym dniu, i będziesz nazywał sabat rozkoszą, a dzień poświęcony Panu godnym czci, i uczcisz go nie odbywając w nim podróży, nie załatwiając swoich spraw i nie prowadząc pustej rozmowy,
14. Wtedy będziesz się rozkoszował Panem, a Ja sprawię, że wzniesiesz się ponad wyżyny ziemi, i nakarmię cię dziedzictwem twojego ojca, Jakuba, bo usta Pana to przyrzekły.
Słynny niemiecki teolog – Karl Barth jako pierwszy zauważył, że na początku sabat nie był siódmym dniem człowieka (Adama), ale kogo?
- Boga, bo to On stworzył świat w ciągu sześciu dni a siódmego odpoczął.
Jeśli zaś chodzi o człowieka, to którym dniem egzystencji był na początku jego pierwszy sabat?
- Nie siódmym, ale pierwszym.
A zatem, wiedząc że sabat jest świętym dniem należącym wyłącznie do Boga, całkowicie pozbawione biblijnego uzasadnienia jest twierdzenie, jakoby sabat był żydowskim dniem, bo takim mianem określa dziś niestety sabat wielu chrześcijan.
To prawda, że sabat zostało uczyniony dla człowieka, ale w żadnym wypadku nie należy on do żadnego człowieka.
Brat Sequeira został kiedyś oskarżony przez pewnego protestanckiego duchownego o zachowywanie żydowskiego sabatu. Powiedział więc do niego: „Pokaż mi chociaż jeden werset biblijny, który mówi, że sabat należy do Żydów”.
„Pokaże ci” - odparł ten duchowny - „daj mi tylko trochę czasu”.
„Masz tyle czasu ile tylko zechcesz” – powiedział pastor Sequeira.
Ten duchowny szukał takiego tekstu przez cztery miesiące, ale ponieważ nie mógł znaleźć w końcu przyszedł i nieco zmieszany przyznał, że nie znalazł w Biblii nic na potwierdzenie swojego poglądu. Wtedy brat Sequeira powiedział do niego: „Bracie, proszę cię, nigdy nie oskarżaj mnie o zachowywanie żydowskiego sabatu. Ja nie zachowuję żydowskiego sabatu, nie zachowuję też sabatu adwentystów. Ja zachowuję Boży sabat i zachowuję go w nowym przymierzu”.
Skoro wykazaliśmy na podstawie Biblii, że sabat był Bożym dniem odpoczynku, musimy teraz postawić sobie bardzo ważne pytanie:
Dlaczego wszechmogący Bóg, który nigdy się nie męczy i z pewnością nie potrzebuje odpoczynku, wyznaczył (oddzielił) siódmy dzień tygodnia jako swój szczególny dzień odpoczynku?
Odpowiedz na to pytanie znajduje się w 1 Moj. 2:2:
2. I ukończył Bóg w siódmym dniu dzieło swoje, które uczynił, i odpoczął dnia siódmego od wszelkiego dzieła, które uczynił.
3. I pobłogosławił Bóg dzień siódmy, i poświęcił go, bo w nim odpoczął od wszelkiego dzieła swego, którego Bóg dokonał w stworzeniu.
Czytamy tutaj, ze Bóg, albo możemy powiedzieć Chrystus (ponieważ w NT znajdujemy informacje o tym, że Bóg stworzył wszystko przez Chrystusa – Kol. 1:16).
A zatem, gdy Chrystus stworzył ziemię i człowieka, wtedy odpoczął siódmego dnia.
Dlaczego odpoczął?
- Dlatego, że dzieło stworzenia było, jak czytamy w w. 2 „ukończone”!
I o tym musimy stale pamiętać, bo jest to kluczowy fakt, jeśli chodzi o właściwe zrozumienie znaczenia sabatu.
Oto, co znany chrześcijański teolog - Robert Sessler napisał na ten temat:
“Dlaczego Bóg odpoczął? Odpoczął, ponieważ to co stworzył było absolutnie doskonałe. Nie było już nic co można byłoby do tego doskonałego stworzenia dodać. Jego stworzenie było ukończone, wspaniałe, olśniewające, niezrównane i doskonałe”.
A teraz postarajcie się maksymalnie skoncentrować, zrozumieć i zapamiętać to co za chwilę powiem, bo ma to kolosalną wartość jeśli chodzi o właściwe zrozumienie znaczenia sabatu.
Kiedy Chrystus ukończył dzieło stworzenia?
- Pod koniec szóstego dnia.
Następnie, odpoczął siódmego dnia, czyli w sabat.
Dlaczego odpoczął?
- Odpoczął nie dlatego, że się zmęczył, bo jako Bóg nie mógł się zmęczyć. Odpoczął, bo jak czytaliśmy, Jego dzieło stworzenia było doskonałe i było „ukończone”.
Czy Adam pomagał Chrystusowi w stwarzaniu świata?
Albo czy my w Adamie pomagaliśmy Chrystusowi stworzyć świat?
- Nie. Chrystus dokonał tego sam, bez naszej pomocy.
Jaka była zatem nasza rola?
Co my uczyniliśmy?
- My w Adamie rozpoczęliśmy naszą egzystencję w sabat, który był naszym pierwszym dniem, od akceptacji doskonałego i ukończonego dzieła stworzenia i daru życia wiecznego.
Co stało się pierwszego dnia po sabacie?
- Pierwszego dnia po sabacie Adam już nie odpoczywał (zgodnie zresztą z przykazaniem, które nakazuje odpoczywać tylko jeden dzień), ale przystąpił do pracy.
Oznacza to, że już od początku, niedziela była zwykłym roboczym dniem.
Jest niezwykle interesujące, że reguła, którą widzimy przy stworzeniu znajduje dokładnie takie samo zastosowanie również w odniesieniu do odkupienia:
NT mówi, że w Chrystusie jesteśmy nowym stworzeniem (2 Kor. 5: 17).
Kiedy to Chrystus stworzył nas na nowo w sobie samym? Kiedy to dzieło zbawienia zostało przez niego ukończone?
Podobnie jak przy stworzeniu, stało się to pod koniec którego dnia?
- Szóstego.
Następnie, kiedy już Chrystus ukończył to dzieło drugiego stworzenia ludzkości w Sobie, kiedy ukończył dzieło odkupienia ludzkości, to co zrobił?
- Odpoczął.
Którego dnia odpoczął?
- Odpoczął oczywiście w sabat.

Dlaczego odpoczął?
- Powód był dokładnie taki sam jak przy stworzeniu, odpoczął ponieważ Jego dzieło odkupienia ludzkości (dzieło nowego stworzenia) było ukończone i doskonałe. Oznacza to, że niczego nie można było już do tego dzieła odkupienia dodać.
To właśnie z tego powodu, wisząc na krzyżu, zaraz przed swoja śmiercią, Chrystus zawołał:
„wykonało się!”:

Jan. 19:30
„A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Wykonało się! (ang. - “it is finished”)
I skłoniwszy głowę, oddał ducha.”
Zwrot “wykonało się” został przetłumaczony z greckiego słowa “tetélestai” („tetelestai” pochodzi od „teleo”, co dosłownie oznacza „zakończyć”, „ukończyć”), które powinno być dosłownie przetłumaczone jako „zostało zakończone”, i tak też zostało to oddane we wszystkich podstawowych przekładach angielskich.
Zwróćmy teraz uwagę na to, w jaki sposób Robert Sessler odnosi ten fakt do ewangelii:
“Krzyż Chrystusa tak gruntownie, skutecznie i kompletnie dokonał tego co potrzebowaliśmy do zbawienia, że nie ma nic, co moglibyśmy do tego dodać. Bez względu na to jak bardzo będziemy się starać, nie możemy uczynić siebie jeszcze bardziej godnymi przyjęcia przez Boga. Nie ma już nic co można byłoby dodać do naszego zbawienia”.
Inaczej mówiąc, zbawienie, którego Bóg dokonał w Chrystusie, tak jak stworzenie, było doskonałe i ukończone.
Czy my pomogliśmy Chrystusowi zbawić nas i stworzyć na nowo?
- Nie.
Jaka zatem była nasza rola? Co my uczyniliśmy w Chrystusie?

- Dokładnie tak jak przy stworzeniu w Adamie, tak również teraz w Chrystusie (Drugim Adamie – 1 Kor. 15:45) rozpoczęliśmy naszą nową rzeczywistość od czego?
- Od akceptacji ukończonego i doskonałego daru wiecznego życia i odkupienia w Chrystusie odpoczywając w grobie w Chrystusie w jaki dzień?
- w sabat.
Co stało się następnego dnia?
- Następnego dnia, czyli pierwszego dnia tygodnia w Chrystusie (w drugim Adamie) cała ludzkość zmartwychwstała.
W jakim celu zmartwychwstaliśmy w Chrystusie? Żeby nadal odpoczywać i świętować?
- Nie, bo prawo Boże nakazuje odpoczywać tylko w jeden dzień, w sabat.
Gdy w sabat odpoczęliśmy w Chrystusie, następnego dnia, czyli w niedzielę, powstaliśmy w Chrystusie nie po to by znów odpocząć, ale aby pracować.
Oznacza to, że również w nowym przymierzu niedziela nie ma żadnego związku ze zbawieniem, ale jest zwykłym dniem pracy.
Jakie zatem znaczenie ma sabat?
Biorąc pod uwagę to co już odkryliśmy na temat sabatu, możemy powiedzieć, że dzień ten wskazuje na doskonałe i ukończone dzieło nie tylko stworzenia, ale także a nawet przede wszystkim odkupienia w Chrystusie, odkupienia, do którego niczego nie można dodać.
A zatem, zachowując sabat manifestujemy naszą akceptację tego doskonałego i ukończonego zbawienia oraz dajemy do zrozumienia, że „kończymy ze swoimi uczynkami”.
I dokładnie to miał na myśli Paweł w Hebr. 4: 9-10 (BT)
9. A zatem pozostaje odpoczynek szabatu dla ludu Bożego.
10. Kto bowiem wszedł do Jego odpoczynku, odpocznie po swych czynach (ang. – „ceised from his own works”) , jak Bóg po swoich.
Greckie słowo przetłumaczone tu jako „odpocznie” dosłownie oznacza “zaprzestać”.
Oznacza to, że jeśli akceptujemy to Boże doskonałe i ukończone dzieło odkupienia, to tym samym kończymy ze swoimi uczynkami, albo odpoczywamy od swoich własnych uczynków!
Co to znaczy?
Zanim przyjęliśmy to doskonałe i ukończone zbawienie staraliśmy się własnymi uczynkami uzyskać zbawienie, ale oczywiście nigdy nie doświadczyliśmy wewnętrznego pokoju, bo uzyskanie zbawienia w taki sposób było utopią.
Ale kiedy teraz w końcu odpoczęliśmy w Chrystusie akceptując Boże doskonałe i ukończone zbawienie, mamy dzięki temu pokój, prawdziwą radość i pewność zbawienia.
Czy to jednak oznacza, że teraz mamy powstrzymywać się od dobrych uczynków?

- Oczywiście, że nie. Ten sam apostoł Paweł, który wcześniej napisał, że mamy zaprzestać dobrych uczynków, również utwierdza nas w tym, że mamy „celować w dobrych uczynkach”.
Tyt. 3:8 (BW)
Prawdziwa to mowa i chcę, abyś ty przy tym obstawał, żeby ci, którzy uwierzyli w Boga, starali się celować w dobrych uczynkach. To jest dobre i użyteczne dla ludzi.
Efez. 2:10 (BW)
Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.
A zatem, mamy nadal czynić dobrze, ale bardzo ważna różnica polega na tym, że teraz, ponieważ odpoczęliśmy w Chrystusie, nie dążymy już więcej do dobrych uczynków, aby uzyskać zbawienie, ale dlatego, że już to doskonałe i ukończone zbawienie, które dokonało się 2 tysiące lat temu w końcu przyjęliśmy.
Prawda ta oznacza również, że nigdy, przenigdy nie powinniśmy zachowywać czwartego przykazania, święcić sabatu, po to, żeby się zbawić, bo byłoby to kompletnym zaprzeczeniem znaczenia jakie ma sabat.
Jack Sequeira w swoim komentarzu do listu do Hebrajczyków napisał na ten temat:
“Gdy nasze próby zachowywania sabatu czynimy warunkiem zbawienia, tym sposobem nie wchodzimy do Bożego odpocznienia, które wskazuje na doskonałe i ukończone zbawienie, ale zamieniamy sabat na formę zbawienia z uczynków, co stanowi całkowite zaprzeczenie celu, do którego sabat został przeznaczony.
A ponieważ, z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed Bogiem żaden człowiek (Rzym. 3:20), takie zachowywanie sabatu nie ma najmniejszego znaczenia.
Ci, którzy starają się dostać do nieba dzięki swoim własnym uczynkom, obarczają się ciężkim jarzmem. Jest wielu adwentystów, którzy zaliczają się do tej grupy. Nie maja oni pokoju ani radości, gdyż nie mają pewności czy uda im się dostać do nieba.
Z tego powodu, ich święcenie sabatu jest kłamstwem! Oni nie odpoczywają! Sabat nie sprawia im radości. Dzień ten jest dla nich koniecznym wymogiem i jarzmem. W sabat myślą o tym, kiedy nastanie zachód słońca, aby mogli w końcu znów robić to na co maja ochotę”.
Żydzi, podobnie jak wielu z nas, nie widzieli w sabacie prawdy ewangelii. Sabat był przez nich kojarzony jedynie z nakazami i zakazami.
Istnieje 69 przepisów w żydowskiej Misznie odnośnie tego jak należy zachowywać sabat. Niektóre z nich są wręcz śmieszne.
Na przykład, w sabat nie wolno było nosić drabiny, ale jeśli ktoś ciągnął ją po ziemi w dzień sabatu, wówczas według zasad Miszny nie łamał czwartego przykazania.
Ostatnio czytając na ten temat uświadomiłem sobie, że dzisiaj zasady te są nawet bardziej komiczne.
Na przykład, gdybyśmy byli dzisiaj ortodoksyjnymi Żydami, to w dzień sabatu nie wolno nam włączać telewizora, ale jeśli włączymy telewizor przy pomocy automatycznego urządzenia, które uczyni to zamiast nas, to możemy oglądać telewizję i nie łamiemy już prawa sabatu.
W jednym ze swoich kazań pastor Sequeira opowiadał o pewnej starszej Żydówce, która któregoś razu poprosiła go, żeby włączył światło w jej pokoju w hotelu.
Ponieważ wiedziała, że była to dla niego dziwna prośba, natychmiast wyjaśniła: „Wiem, ż to o co proszę jest dziwne, ale widzi pan, ja jestem Żydówką i dla nas zapalenie światła w sabat jest jak rozpalanie ognia, więc byłoby to grzechem”.
Ta kobieta jednak nie była świadoma tego, że człowiek z którym rozmawiała doskonale znał czwarte przykazanie, więc była bardzo zmieszana, kiedy brat Sequeira powiedział:
„Oczywiście, chętnie pani pomogę i zapalę światło, ale tak przy okazji, czy prawo nie mówi czasem, że nawet obcy przybysz w twoich bramach nie będzie wykonywał żadnej pracy?”
Gdy ta kobieta to usłyszała była zdumiona, że ten nieznajomy, który z pewnością nie przypominał Żyda tak dobrze znał czwarte przykazanie.
Ale po chwili powiedziała: „Tak, tak, ale no wie pan, pan jest gojem (nie Żydem)”.
Inaczej mówiąc, dała do zrozumienia, że jako goj i tak jest zgubiony, więc dla niego nie powinno mieć znaczenia jeśli złamie prawo.
Jednak pastor Sequeira odparł: „Oczywiście, chętnie pani pomogę i zapalę światło, ale powinna pani wiedzieć, że choć moja ręka wykona tę czynność to nadal będzie ona realizować pani wolę, więc w Bożych oczach to pani faktycznie zapali światło. I jeśli czynność ta jest grzechem, to bardzo mi przykro, ale w obliczu prawa jest pani skończona”.
„Ależ mi pan to utrudnia” – odparła.
„Pani wybaczy, ale nie tyle utrudniam, co staram się uświadomić, że nie jest pani w stanie zbawić siebie przez próby wypełniania zakonu. Jest tylko jeden sposób dzięki któremu może Pani być zbawiona. Jest to możliwe wyłącznie poprzez akceptację Mesjasza, który faktycznie już przyszedł dwa tysiące lat temu”.
Niestety, prawda wygląda tak, że choć my adwentyści często śmiejemy się z tego jak Żydzi zachowywali i zachowują sabat, to sami nierzadko próbujemy „ułatwić” sobie zachowywanie sabatu, dodając do czwartego przykazania wymyślone przez siebie zasady.
Na przykład, w skandynawskich krajach adwentyści bardzo lubią pływać, więc twierdza, że pływanie w sabat jest dozwolone, ale gra w piłkę nożną w sabat, ich zdaniem, jest przestępstwem.
We Włoszech natomiast jest odwrotnie. Adwentyści we Włoszech uwielbiają grać w piłkę nożną, więc mówią, że gra w piłkę w sabat nie jest przestępstwem. Pływanie zaś w sabat uważają za grzech, itp.
Ostatnio dowiedziałem się o pewnym brazylijskim adwentystycznym zborze, którego siedziba znajduje się w Stanach Zjednoczonych. W 1994 roku Brazylia grała w finale mistrzostw świata w piłce nożnej z Włochami i mecz ten miał miejsce w sobotę. Wiec cały ten brazylijski zbór wraz z pastorem oglądał ten finałowy mecz w sabat na dużym ekranie w kościele. W końcu ktoś podszedł do pastora i zapytał: „Jak możecie oglądać mecz w sabat i to w kościele?”
Na co pastor odparł: „Bracie, chciałbym, żebyś wiedział, że my nie oglądamy jedynie meczu, ale oglądając mecz uczymy się jak działać zespołowo…”
W 5 Mojż. 5: 15 Bóg sam wyjaśnia, dlaczego chce, abyśmy zachowywali sabat.
Ten 15 werset zaczyna się od słowa "pamiętaj", które w języku hebrajskim dosłownie oznacza "wyryj w pamięci i zapieczętuj"!
Użycie takiego bardzo wymownego zwrotu z pewnością świadczy o tym, że to, co Bóg chce nam tu powiedzieć musi być niezwykle ważne:
"Pamiętaj (wyryj w pamięci i zapieczętuj), że byłeś niewolnikiem w ziemi egipskiej i że Pan, twój Bóg, wyprowadził cię stamtąd ręką możną i ramieniem wyciągniętym. Dlatego rozkazał ci Pan, twój Bóg, abyś obchodził dzień sabatu".

Dlaczego Bóg polecił Izraelitom, aby zachowywali sabat?
- Dlatego, że dzień ten miał upamiętniać wyzwolenie ich z niewoli egipskiej.
Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że "Egipt" symbolizuje w Biblii grzech (Obj. 11:8), możemy sparafrazować ten tekst i przeczytać go w następujący sposób, pamiętając o tym, że słowa te Bóg wypowiada do nas, wyjaśniając dlaczego polecił nam zachowywać sabat:
"Pamiętaj, czyli wyryj w pamięci i zapieczętuj, bo to, co chcę ci teraz powiedzieć ma ogromne znaczenie. Pamiętaj, że byłeś niewolnikiem grzechu, za co skazany zostałeś na wieczną śmierć. Ale Pan wybawił cię z tej niewoli grzechu i śmierci ramieniem wyciągniętym na krzyżu. I właśnie dlatego, dlatego że cię zbawił obdarzając wolnością, rozkazał ci Pan święcić dzień sabatu!"

Bóg dał nam sabat, abyśmy pamiętali, że w Chrystusie obdarzył nas wolnością od grzechu i wiecznej śmierci.
Wiedząc o tym, możemy teraz z łatwością zrozumieć, dlaczego Chrystus uwielbiał wyzwalać grzesznych ludzi z niewoli demonów, grzechu czy śmierci szczególnie w jaki dzień?
- Nie w niedziele, ale w sabat.
Wspaniałym tego przykładem może być historia uzdrowienia w sabat, opisana w 13 rozdziale Ewangelii Łukasza. Czytamy tam o pewnej kobiecie, która była zniewolona przez szatana od osiemnastu lat.
W wierszu 12 czytamy:
Łuk. 13:12
A Jezus, ujrzawszy ją, przywołał ją i rzekł do niej: Kobieto, uwolniona jesteś od choroby swojej.
Ponieważ jednak Chrystus dokonał tego cudu w sabat, „niedouczeni” w Piśmie ponownie zaczęli Go oskarżać o to, że łamie sabat.
Zwróćmy więc uwagę na to w jaki sposób Chrystus odpowiedział na te zarzuty w w. 15 i 16:

Łukasz 13: 15-17 (BT)
15. Pan mu odpowiedział: Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić?
16. A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?
17. Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników...
Dlaczego Chrystus powiedział, że ta kobieta powinna była zostać uwolniona szczególnie w dzień sabatu?
- Dlatego, że jest to dzień wskazujący na wolność od grzechu i śmierci, wolność, którą ludzkość otrzymała w Chrystusie na Golgocie.
Cytat z komentarza do listu do Hebrajczyków, którego autorem jest Jack Sequeira:
“Nigdy nie powinniśmy oddzielać sabatu od prawdy, którą jest Pan sprawiedliwość nasza, ponieważ to Pan Sabatu sprawia, że dzień ten nabiera znaczenia. Bez Pana tego dnia, sam dzień pozbawiony jest jakiegokolwiek znaczenia.
Istnieje dzisiaj wielu szczerych chrześcijan, którzy w pełni odpoczywają w Chrystusie, ale święcą niedzielę. Zachowują oni niewłaściwy dzień, ale z właściwych powodów. Podobnie, istnieje też wiele szczerych osób święcących sabat, którym wydaje się, że przestrzeganie przez nich sabatu pomoże im w uzyskaniu zbawienia. Zachowują oni właściwy dzień, ale z niewłaściwych pobudek. Obie grupy potrzebują sprostowania, które w końcu będzie im dane przez Ducha Świętego, który ma wprowadzić nas we wszelką prawdę.
Przed powtórnym przyjściem Chrystusa, wszyscy, którzy staną po stronie Chrystusa będą w końcu czcić Pana sabatu, a ich zachowywanie sabatu stanie się zewnętrznym znakiem lub pieczęcią usprawiedliwienia z wiary, które już wcześniej otrzymali.
Niedziela natomiast, w przeciwieństwie do sabatu, jako znamię bestii będzie wyobrażać ludzkie wysiłki w celu uzyskania zbawienia z uczynków. Tym sposobem zachowywanie niedzieli oraz świadome odrzucenie sabatu stanie się zewnętrznym wyrazem odrzucenia zbawienia przez wiarę w Chrystusa”.
“Jakiś czas temu mieliśmy w Etiopii 22 młodych adwentystów, którzy studiowali na jednym z tamtejszych uniwersytetów. Któregoś dnia powiedziano im, że będą musieli w sobotę zdawać egzamin z zoologii. Z tego powodu poprosili mnie, żebym w ich imieniu porozmawiał z profesorem wykładającym zoologię. Problem polegał jednak na tym, że ten profesor znany był jako bardzo uparty, nieprzejednany i surowy niemiecki nauczyciel. Tak więc powiedziałem do tych studentów:
- Zanim udam się do niego, pozwólcie, że zadam wam pytanie: Jeśli on nie zgodzi się przesunąć terminu tego egzaminu, to czy w takiej sytuacji zdecydujecie się przystąpić do egzaminu w sabat? Jeśli wasza odpowiedź brzmi „tak”, to w takim razie ja nie zamierzam z nim rozmawiać w waszej sprawie. Udam się do niego tylko pod warunkiem, ze nie będziecie przystępować do egzaminu, nawet jeśli profesor nie spełni waszej prośby.
Należy przy tym pamiętać, że w Afryce jedynie wybrańcy mają przywilej studiowania na uniwersytecie. Z tego powodu, każdy kto rezygnuje ze studiów na uniwersytecie uznawany jest tam za największego głupca na świecie. Ci studenci mieli więc twardy orzech do zgryzienia, i dlatego powiedzieli, że przez trzy dni będą pościć i modlić się w tej sprawie.
Po trzech dniach modlitwy i postu jedynie pięciu z nich wróciło do mnie. Spośród tych 22 adwentystycznych studentów jedynie pięciu powiedziało mi: „Jesteśmy chętni pozbawić się możliwości studiowania na uniwersytecie, gdyż nie chcemy zasmucać naszego Pana”. Pozostali powiedzieli, że byłaby to dla nic zbyt wielka ofiara.
Tak więc udałem się do tego profesora w sprawie tych pięciu studentów. Próbowałem wyjaśnić mu dlaczego nie mogą oni przystąpić do egzaminu w sobotę. On jednak przerwał mi i powiedział: „Nie musi mi pan tego wyjaśniać. Pochodzę z Damstaad gdzie mamy wielu adwentystów i znam dobrze, zasady, którymi się kierujecie. Ci studenci mogą mieć egzamin następnego dnia. Nie widzę tu żadnego problemu”.
Nie wiem, czy ten profesor się do tego przyczynił, ale tych pięciu studentów zdało egzamin z najwyższymi ocenami, natomiast wszyscy pozostali nie zdali. Nie mam pojęcia czy ten profesor robił to celowo czy nie, ale po tym zdarzeniu tych pięciu studentów, którzy zdecydowali się zachowywać sabat bez względu na konsekwencje, nigdy nie miało u niego najmniejszych problemów. A po pewnym czasie ten święcący niedzielę nauczyciel powiedział nawet do mnie: „Chciałbym mieć takich studentów, którzy byliby tak lojalni wobec Chrystusa jak tych pięciu”.
Wiemy, że wkrótce również i nas czeka podobny test.
I diabeł zrobi wszystko, żeby zmusić nas do zaprzestania święcenia sabatu. Będzie do tego dążył, dlatego że nienawidzi czwartego przykazania. Nienawidzi nie jedynie z powodu dnia, ale z powodu prawdy, na którą ten dzień wskazuje.
Kto spośród nas zda ten wielki końcowy test?
Odpowiedź znajduje się w księdze Obj. 7:13-17 (BW)
13. I odezwał się jeden ze starców, i rzekł do mnie: Któż to są ci przyodziani w szaty białe i skąd przyszli?
14. I rzekłem mu: Panie mój, ty wiesz. A on rzekł do mnie: To są ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i wyprali szaty swoje, i wybielili je we krwi Baranka.
15. Dlatego są przed tronem Bożym i służą mu we dnie i w nocy w świątyni jego, a Ten, który siedzi na tronie, osłoni ich obecnością swoją.
16. Nie będą już łaknąć ani pragnąć, i nie padnie na nich słońce ani żaden upał,
17. Ponieważ Baranek, który jest pośród tronu, będzie ich pasł i prowadził do źródeł żywych wód; i otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu.

Kto zda ten końcowy wielki test?
- Tylko ci, którzy, jak czytaliśmy „wyprali szaty swoje, i wybielili je we krwi Baranka” oraz ci, którzy są „przyodziani w białe szaty” sprawiedliwości Chrystusa, która jest jedyną sprawiedliwością, dzięki której grzesznik może być zbawiony.

Oznacza to, że test zdadzą wyłącznie ci, którzy odpoczęli od swoich własnych uczynków, którzy zaprzestali czynić dobrze w celu uzyskania zbawienia, i w końcu odpoczęli w Chrystusie, akceptując Jego doskonałe i ukończone dzieło odkupienia, na które wskazuje sabat.
Oto co znany zielonoświątkowy kaznodzieja i ewangelista Dawid Wilkerson napisał w artykule zatytułowanym MIŁOŚĆ, BOJAŹŃ I POSŁUSZEŃSTWO:
"Wielu duchownych nawołuje dzisiaj z kazalnic: Tylko kochaj Jezusa, a wszystko będzie dobrze! Nie jesteśmy pod zakonem, jesteśmy powołani do wolności! Wszyscy upadamy, ale miłość przykrywa każdy grzech. Kochaj Jezusa i braci, a masz zagwarantowane niebo!
Są to miłe dla ucha słowa, ale niezgodne z tym czego naucza Słowo Boże! Pewnie teraz powiesz: Ale czy Jezus nie powiedział, że dwa największe przykazania opierają się na miłości, że mamy miłować Boga i bliźniego? To prawda, ale prawdziwa miłość nie jest tylko emocją, czy uczuciem. Nie może ona być w pełni pokazana tylko poprzez samo uwielbianie, gdyż prawdziwa miłość oznacza posłuszeństwo przykazaniom!
Niestety, my (protestanci) staraliśmy się zniszczyć te przykazania Chrystusa, nazywając je zakonem! Kiedy Jezus mówi, że nie jesteśmy zbawieni z uczynków zakonu, to mówi o czymś zupełnie innym! Mówi o naszych wysiłkach, aby "zasłużyć" sobie na zbawienie! Mam jednak pytanie: Które z Dziesięciu Przykazań możesz bezkarnie łamać i pójść do nieba? Czy możesz cudzołożyć, albo np. kłamać? Przecież to Nowy Testament wyraźnie mówi, że "Bóg będzie sądził cudzołożników" (czyli tych, którzy łamią siódme przykazanie) (Hebr.13:4), oraz że "wszyscy kłamcy (ci, którzy przestępują dziewiąte przykazanie) będą wrzuceni do jeziora ognistego" (Obj. Jana 21:8). Jezus powiedział, że nie przyszedł po to, aby „znieść zakon, ale go wypełnić, i że jeżeli ktoś naucza inaczej, to należy mu przywiązać do szyi kamień młyński i wrzucić do morza!"
I jeden z największych w kościele protestanckim autorytetów, jakim bez wątpienia jest John Stott, w artykule „ŁASKA I PRAWO” napisał:
„W dzisiejszych czasach należy szczególnie podkreślić Boże powołanie do posłuszeństwa moralnego (czyli do przestrzegania Bożych Przykazań), ponieważ sprzeciwiają się temu przynajmniej dwie grupy ludzi. Pierwsza - to obrońcy tak zwanej "Nowej Moralności" rozwiniętej w latach sześćdziesiątych. Twierdzą oni, że jedynym i absolutnym przykazaniem Bożym jest przykazanie miłości, a wszystkie inne prawa zostały zniesione i że sama miłość jest wystarczającym przewodnikiem postępowania chrześcijanina.
Zapominają oni jednak, że miłość potrzebuje wskazówek i właśnie takich wskazówek dostarczają Boże przykazania. Miłość nie znosi zakonu, ona go wypełnia (Rz 13, 8-10).
Po drugie, istnieją chrześcijanie ewangeliczni, którzy uważają, że twierdzenia Pawła "końcem zakonu jest Chrystus" (Rz.10,4) oraz "nie jesteście pod zakonem" (Rz. 6,14) oznaczają, iż chrześcijanie już nie są zobligowani do posłuszeństwa wobec moralnego zakonu Bożego. Próby wykonywania go, twierdzą, to "legalizm", który zaprzecza wolności, którą dał nam Chrystus. Jednak rozumieją oni Pawła niewłaściwie. "Legalizm", który odrzucił Paweł to nie sam zakon Boży, lecz próba zdobycia przez posłuszeństwo Bożej przychylności i przebaczenia. On sam napisał, że nie jest to możliwe, gdyż "z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed nim żaden człowiek" (Rz 3,20).
Usprawiedliwieni jednak jedynie przez łaskę Bożą, jesteśmy zobligowani zachowywać ten zakon i pragniemy to robić. A zatem, nasza chrześcijańska wolność, to wolność do okazywania posłuszeństwa, a nie nieposłuszeństwa”.
Pomimo tego, że dzisiaj ogromna większość protestanckich teologów uważa, że Boże Prawo nie zostało w nowym przymierzu zniesione, to jednak nadal twierdzą oni, że wyjątkiem jest tutaj czwarte przykazanie.
Jednym z głównych powodów, dla których do dzisiaj ewangeliczni chrześcijanie nie zachowują sabatu jest stanowisko, jakie względem czwartego przykazania miał Marcin Luter. Oto, co na temat sabatu napisał on w 1525 roku w swoim liście do zwolenników poglądów, które głosił inny reformator - anabaptysta Karlsztadt, który nauczał, że również w nowym przymierzu nadal należy święcić sabat:
„Jeśli Karlsztadt nadal będzie tak nauczał, to w końcu może sprawić, że zaczniemy święcić niedzielę w sobotę… Jedynie ta część Dziesięciu Przykazań, która zalicza się do naturalnego prawa jest nadal wiążąca. Do naturalnego prawa zaliczają się następujące przykazania: Nie będziesz kradł; Nie będziesz zabijał itp., ale nie nakaz święcenia sabatu, ponieważ czwarte przykazanie jest jedynym, które nie zalicza się do naturalnego prawa, ale ceremonialnego”.
Inaczej mówiąc, według Lutra, w nowym przymierzu obowiązują jedynie przykazania zaliczające się do prawa naturalnego, to znaczy te przykazania, o których człowiek z natury i bez znajomości prawa wie, że powinien je przestrzegać. Na przykład, z natury każdy człowiek wie, że nie powinien zabijać czy kraść i nawet pogańskie religie wiedzą o tym i nauczają, że postępowanie takie jest złe. Sabat natomiast, według Lutra, nie zalicza się do prawa naturalnego, ale ceremonialnego, gdyż z natury i bez znajomości tego przykazania, człowiek nie wie, że powinien je przestrzegać. I takie jest również dzisiaj stanowisko współczesnych ewangelicznych chrześcijan.
Luter popełnił jednak kardynalny błąd, dlatego że w oczach Bożych grzechem jest też niewłaściwa motywacja, intencje, pragnienia. Jezus musiał uświadomić to niedouczonym w piśmie, którzy twierdzili na przykład, że nigdy nikogo nie zabili. Wtedy Chrystus powiedział im, że jeśli tylko odczuwają do kogoś nienawiść, to już popełnili morderstwo. Uważali, że nie byli cudzołożnikami, a Chrystus powiedział im, że jeśli tylko pożądali w myślach to już popełnili cudzołóstwo.
Pismo Święte nigdzie nie dzieli Przykazań na naturalne i ceremonialne. Ale gdyby nawet taki podział istniał to do prawa ceremonialnego musiałby Luter zaliczyć również ostatnie przykazanie zakazujące pożądliwości, gdyż przykazanie to z pewnością do naturalnego prawa nie należy. Bo czy jakikolwiek grzeszny człowiek nie znający przykazań uważa, że grzeszy gdy pragnie czegoś co należy do innej osoby? Nie! Podobnie było ze mną. Pamiętam, ze z natury nigdy nie miałem wyrzutów sumienia tylko dlatego, że pragnąłem czegoś co należało do innego człowieka, albo kiedy zrobiłem coś dobrego, ale z egoistycznych pobudek. Na przykład, kiedy przed nawróceniem i poznaniem głębi Bożego Prawa przechodziłem obok nowego samochodu mojego sąsiada zazdrościłem mu i pożądałem jego samochodu, to czy z natury wiedziałem, że to był grzech, albo czy miałem wyrzuty sumienia? Czy według człowieka, który nie zna treści 10-go przykazania, coś takiego jest grzechem? Czy zatem z natury, bez znajomości przykazań, wie on, że złamanie tego przykazania jest grzechem? Oczywiście, że nie! I dokładnie to miał na myśli Paweł w Rzym. 7:7:
„… o pożądliwości nie wiedziałbym, gdyby zakon nie mówił: Nie pożądaj!”

Apostoł Paweł zapewnia nas tutaj o tym, że z natury i bez znajomości Prawa, nie wiedział, że pożądliwość jest grzechem! Czy zatem Luter miał rację twierdząc, że nakaz zachowywania sabatu nie należał do prawa naturalnego i dlatego nie należy zachowywać tego przykazania w Nowym Przymierzu? Nie, bo gdyby tak było, to trzeba byłoby usunąć także ostatnie przykazanie, bo bez wątpienia ono również nie zalicza się naturalnego prawa. Wszyscy więc chrześcijanie nadal posługujący się argumentem Lutra, powinni także konsekwentnie nauczać, że w nowym przymierzu nieaktualne jest obok czwartego także i dziesiąte przykazanie. Nie powinni też uznawać wypowiedzi Chrystusa, który polecił to przykazanie zachowywać, gdyż uderza ono w samo serce grzechu:
„Słyszeliście, iż powiedziano: Nie będziesz cudzołożył. A Ja wam powiadam, że każdy kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim” (Mat. 5:27-28).

Jak. 1:14-15:
„Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą; Potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć”.

Według Jakuba istnieją 3 etapy, które prowadza do grzechu:

1. Pokusa, która nie jest jeszcze grzechem.
2. Poczęcie pokusy.
3. Czyn.
Konsekwencja tego jest śmierć.
W którym momencie pokusa staje się grzechem?
Żydzi uważali, że dopiero gdy przerodzi się w czyn, Chrystus natomiast powiedział im, że wtedy, gdy pocznie w umyśle. Z natury zaś człowiek nie wie, że poczęcie pożądliwości w umyśle jest grzechem.

Jaki z tego wniosek?
Jeśli dzisiaj ewangeliczni chrześcijanie nadal uważają, że grzechem jest łamanie jedynie naturalnego prawa, to tym sposobem burzą podstawę tego, co Bóg określa mianem grzechu, którą jest pożądliwość pojawiająca się w umyśle.
Luter nigdzie w swoich wypowiedziach nie sugeruje, że przykazanie „nie będziesz pożądał” zalicza się do prawa naturalnego, bo wiedział, że z natury człowiek nie wie, że pożądliwość jest grzechem. Grzeszny człowiek z natury wie, że zgrzeszył, dopiero kiedy uczyni coś złego.
Ewangeliczni chrześcijanie posługują się jeszcze innym argumentem w celu uzasadnienia tego, że nie zachowują sabatu. Pochodzi on również jeszcze z czasów reformacji i mówi, że sabat należy do starego przymierza i nie został odnowiony w nowym. Ich zdaniem wszystkie pozostałe zostały odnowione z wyjątkiem czwartego.
Pastor Sequeira rozmawiał z pastorem z Kościoła Chrystusowego, który posłużył się tym właśnie argumentem. Więc ten masz kaznodzieja poprosił go, żeby pokazał mu gdzie w NT wszystkie z poszczególnych dziewięciu przykazań zostały odnowione zaczynając od pierwszego.
Pastor ten otworzył 14 rozdział Dziejów Ap., który mówi o tym jak to Paweł i Barnaba uzdrowili w Listrze człowieka i mieszkańcy Listry zaczęli czcić ich jak bogów, łamiąc pierwsze przykazanie, dlatego Paweł musiał im to uświadomić. Więc ten pastor zaczął czytać wiersz 15 (słowa Pawła):

Dz.Ap. 14:15
Ludzie, co robicie? I my jesteśmy tylko ludźmi, takimi jak i wy, zwiastujemy wam dobrą nowinę, abyście się odwrócili od tych marnych rzeczy do Boga żywego, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest.
I kiedy już przeczytał powiedział: Ten fragment mówi o tym, że pierwsze przykazanie zostało odnowione w NT.
Wtedy brat Sequeira odparł: Jesteś pewien, że to pierwsze przykazanie zostało tu odnowione, bo według mnie to nie jest cytat z pierwszego, ale czwartego przykazania.
Kiedy ten ewangeliczny pastor to zauważył był bardzo zmieszany a nawet zatrwożony, kiedy ten nasz kaznodzieja otworzył 2Mojż 20:11 i przeczytał:

2 Moj. 20:11
Gdyż w sześciu dniach uczynił Pan niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nich jest, a siódmego dnia odpoczął. Dlatego Pan pobłogosławił dzień sabatu i poświęcił go.
I kiedy przeczytał powiedział: Tekst, który przeczytałeś był dosłownym cytatem z czwartego przykazania, a ponieważ pochodził on z Nowego Testamentu, to zgodnie z twoim argumentem, to czwarte przykazanie jest odnowione w Nowym Przymierzu!
Wtedy ten pastor z Kościoła Chrystusowego zmieszany powiedział: Nie zdawałem sobie sprawy…
Wiem bracie, że nie zdawałeś sobie sprawy, ale ten tekst znajduje się w NT. I takich tekstów jest w NT więcej, na przykład Obj. 14:7 (proroctwo odnoszące się do czasów ostatecznych):

Bójcie się Boga i oddajcie mu chwałę, gdyż nadeszła godzina sądu jego, i oddajcie pokłon temu, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i źródła wód.

Słowa te zostały w dodatku wypowiedziane w kontekście ewangelii wiecznej, która zalicza się do nowego przymierza.

Obj. 14:12
Tu się okaże wytrwanie świętych, którzy przestrzegają przykazań Bożych i wiary Jezusa.




SOBOTNI INSTYNKT

Dr Sang Lee


Na początku, kiedy Bóg stworzył świat, zarówno w człowieku, jak i zwierzętach zakodował naturalną potrzebę odpoczynku jednego dnia w tygodniu. Na dzień ten przeznaczył każdy siódmy dzień tygodnia, czyli sobotę.
Początkowo każde stworzenie posiadało ten sobotni instynkt. Niestety wywołane grzechem stresy spowodowały, że ten naturalny odruch z czasem również uległ zatarciu. Niezwykłe jest jednak to, że w przypadku niektórych zwierząt instynkt ten został zachowany do dzisiaj. Możliwe jest to w przypadku zwierząt żyjących w środowisku, w dużej mierze wolnym od skażenia, różnych niebezpieczeństw i tego wszystkiego, co osłabia wrażliwość organizmu na głos Stwórcy.
W styczniu tego roku udałem się do Brazylii, gdzie prowadziłem wykłady dla grupy pastorów. Podczas jednego z takich spotkań powiedziałem, że Stwórca dał nam sobotni odpoczynek po to, żeby umożliwić każdej komórce regenerację, gdyż to właśnie regeneracja jest najistotniejszym leczniczym czynnikiem.
Odpoczynek jest czymś niezbędnym, aby proces regeneracji i uzdrowienia mógł przebiegać prawidłowo. Z tego też powodu sabat był dla Chrystusa i powinien być dla nas szczególnym dniem uzdrawiania.
Bóg pobłogosławił ten siódmy dzień, czyli sobotę, gdyż chce w tym dniu udzielić nam więcej swej mądrości i energii. Podczas tych wykładów, wyjaśniłem też, że procesy te z upływem czasu przebiegają coraz wolniej, ponieważ człowiek zatracił naturalny instynkt sobotniego odpoczynku.
Kiedy wyjaśniałem to zagadnienie, wówczas jeden z uczestników tych spotkań powiedział: Ja mam znajomego, którego pszczoły zachowały ten instynkt i zawsze odpoczywają w każdy sabat!
Bardzo zainteresowała mnie ta wiadomość, gdyż już wcześniej podejrzewałem, że mogły zachować się jakieś gatunki zwierząt, które nie zatraciły jeszcze tego instynktu. Byłem niezmiernie szczęśliwy i wdzięczny Bogu za to, że moje przypuszczenia okazały się trafne.
Oczywiście, gdy tylko dowiedziałem się o tych pszczołach, natychmiast udaliśmy się do ich właściciela, aby z bliska przyjrzeć się temu niezwykłemu zjawisku.
Człowiek ten był bardzo biedny, nie nosił butów, a jego dom nie miał nawet szklanych okien. Uprawiał banany oraz inne rośliny i jadł tylko świeżą, nieprzetworzoną żywność prosto z ogrodu. Prowadził bardzo prymitywny tryb życia, a swoją serdecznością oraz niewinnym i poczciwym wyglądem wzbudzał sympatię i zaufanie.
Świadomie przybyliśmy tam w sobotę, aby zobaczyć czy pszczoły faktycznie w tym czasie odpoczywają. I rzeczywiście, choć w pasiece znajdowało się wiele uli, nie widać było żadnych pracujących w polu pszczół. Byłem tym bardzo podniecony i chciałem jak najwięcej dowiedzieć się na ten temat.
Ule, w których znajdowały się pszczoły wykonane zostały z pni drzew, z których wydłubywano środek a następnie dół i gorę pnia zalepiano gliną. Potem robiono w nich otwory tak, aby pszczoły mogły przez nie dostawać się do środka.
Zachęcony przez tego pszczelarza przyłożyłem ucho do jednego z tych otworów i usłyszałem brzęczenie pszczół wewnątrz ula. Niezwykłe było to, że żadna z nich nie wychodziła na zewnątrz chociaż na dworze było bardzo jasno.
Wtedy zapytałem tego człowieka, kiedy one zaczynają swój sobotni odpoczynek? Wówczas on odpowiedział, że zawsze pszczoły te przestają pracować dokładnie w piątek o zachodzie słońca!
To było niesamowite! Odpoczywając od zachodu słońca w piątek, pszczoły te zupełnie nieświadomie, instynktownie zachowywały sabat zgodnie z zaleceniem, jakie dał w Biblii Bóg!
Po chwili mężczyzna, chcąc pokazać, że nic nie może przeszkodzić tym owadom w ich sobotnim odpoczynku, przyniósł młotek i wybił kawałek gliny. Dzięki temu w jednym z uli zobaczyłem tysiące pszczół, które pomimo uszkodzenia ula, nie wychodziły z tego pnia, ale nadal zostawały w jego wnętrzu.
Wprawdzie podczas wybijania gliny kilka pszczół wyszło na zewnątrz, to pomimo tego zaraz wróciły do ula.
Było to dla mnie niezwykle przeżycie. Pszczoły przez cały sabat pozostawały w ulach, choć na zewnątrz było tyle pracy do wykonania.
Powiedziano mi jeszcze, ze jeśli ktoś chciałby te ule przesunąć, to można to zrobić tylko po zachodzie słońca w piątek, gdyż inaczej spowodowałoby to duży problem.
Przejęty tym co zobaczyłem, wróciłem tam następnego dnia rano, żeby sprawdzić czy po sabacie pszczoły będą pracować. I rzeczywiście, tym razem wszystkie pszczoły bardzo intensywnie pracowały, zbierając pyłek. Stale wchodziły do ula i wychodziły z niego. Były bardzo zajęte pracą.
Tamtej niedzieli chciałem zabrać ze sobą trochę tych pszczół, więc ten człowiek zaczął je dla mnie łapać. Robił to jednak gołymi rękoma stojąc przy samych ulach, zachęcając do łapania również i mnie. Zdziwiony taką propozycją, odparłem, że przecież te pszczoły mogą mnie użądlić. Wtedy on, ku mojemu zdumieniu wyjaśnił, że te pszczoły nie mają żądeł! To było niesamowite! Pszczoły zachowujące czwarte przykazanie, święcące sabat od zachodu słońca w piątek i nie mające żądeł!
W międzyczasie zdążyłem skontaktować się telefonicznie z przyjacielem prosząc go, żeby poszukał w Internecie informacji na temat tych pszczół. Okazało się, że entomologom znany jest ten gatunek.
Nie przywiązywali oni wprawdzie uwagi do faktu, ze te pszczoły zachowywały sabat. Podali jednak informacje o pszczołach z gatunku melaiponae panamica, żyjących w Ameryce Południowej w pobliżu kanału panamskiego. Naukowcy ci zamieścili też w Internecie informację o tym, że gatunek ten nie ma żądeł i zachowuje tygodniowy cykl pracy, jeden dzień w tygodniu poświęcając na odpoczynek!
Produkowany przez te pszczoły miód jest w Brazylii bardzo drogi, dlatego że posiada wyjątkowe walory smakowe i ma wspaniałe lecznicze właściwości.
Zawiozłem ten miód nawet mojej mamie, która bardzo lubi tego typu produkty. Dałem jej w prezencie miód od pszczół pozbawionych żądeł i święcących sabat!
Zwykle pszczoły maja żądła, ponieważ są im one potrzebne w celach obronnych. Te jednak pszczoły żyły w środowisku bardziej zbliżonym do tego, które Bóg stworzył na początku. Ponieważ otoczone były dziewiczą i wolną od niebezpieczeństw przyrodą, nie było konieczności posiadania żądeł i ochraniania swoich uli. Dzięki egzystencji w sprzyjających warunkach, zachowały nawet instynkt sobotniego odpoczynku. Inne zwierzęta zatraciły ten zakodowany w nich przez Stwórcę instynkt, ponieważ stale znajdowały się pod wpływem silnego stresu, a stres powoduje osłabienie naturalnych odruchów.
Kiedy wróciłem już, aby kontynuować wykłady, byłem pod wielkim wrażeniem tego, co zobaczyłem. Zacząłem więc opowiadać o tym uczestniczącym w tych spotkaniach pastorom. Gdy skończyłem mówić, jeden z nich wstał i powiedział: Ja znam też pewien gatunek ptaków zachowujących sabat! Kiedy byłem małym chłopcem - powiedział - każdego sobotniego popołudnia razem z ojcem wychodziliśmy na dwór, żeby obserwować te ptaki. Każdego dnia intensywnie pracowały one budując gniazda, często rozbierały je a potem budowały od nowa. Cały czas były bardzo zajęte pracą, ale w sabat ptaki te nigdy nie pracowały!
Wbrew temu czego nauczał Marcin Luter Pismo Święte nigdzie nie dzieli Dekalogu na zakon moralny i naturalny. Ale nawet gdyby taki podział istniał, to biorąc pod uwagę wyżej opisane odkrycie, którego dokonał dr Sang Lee, czwarte Przykazanie nakazujące zachowywanie sabatu również mogłoby zostać zaliczone do prawa naturalnego, gdyż wiele wskazuje na to, że na początku wolny od grzechu człowiek z natury zachowywał ten dzień.
Plik "Sabat i ewangelia" w innych formatach do pobrania i wydruku:
Szablon: flankerds.com