niedziela, 2 grudnia 2012

DLACZEGO CHRZEŚCIJANIE CHORUJĄ ?



Dlaczego chrześcijanie chorują i przedwcześnie umierają z powodu różnych dolegliwości, i to pomimo modlitw wielu ludzi i wysiłków lekarzy, a niewierzący często wracają do zdrowia — bez modlitwy, bez udziału medycyny, nawet bez miejsca dla Boga w ich życiu? Nowa książka George’a Malkmusa, autora słynnej „Diety Alleluja”, jest próbą odpowiedzi na to bardzo ważne pytanie.Joe, przyjaciel Malkmusa, był oddanym Bogu chrześcijaninem, łagodnym, wrażliwym,skorym do pomocy. I zaangażowanym w ewangelizację. Uważał, tak jak wtedy sam Malkmus, że ponad 90 proc. chorób wśród chrześcijan jest spowodowanych grzechem. I nagle Joe trafił do szpitala z zawałem serca. Malkmusowi od razu przyszło do głowy: Czy ten zawał nie nastąpił z powodu grzechu? Może Joe przestał podobać się Bogu?
Podobny los spotkał innego chrześcijańskiego lidera — człowieka obdarzonego szacunkiem wspólnoty, ewangelistę i opiekuna młodzieży, niesłychanie zaangażowanego w pracę dla Boga. Doznał udaru mózgu i częściowego paraliżu. Mimo modlitw chrześcijan na całym świecie nie wrócił do zdrowia, a po kilu kolejnych udarach zmarł. Czy ta śmierć była Bożym wyrokiem?
Krótko po tym zawał serca dotknął innego oddanego sprawom misji człowieka — wydawcę dobrego pisma chrześcijańskiego, zawsze broniącego fundamentalnych prawd wiary. Modlono się w różnych krajach o jego zdrowie, ale jego stan się pogarszał, aż w końcu zmarł. Czy śmierć kogoś, kogo Bóg tak często używał, była wolą Bożą?
W tym samym czasie inny oddany przywódca chrześcijański, założyciel jednego z najsłynniejszych uniwersytetów chrześcijańskich w Ameryce, doznał demencji. Nie był w stanie samodzielnie funkcjonować i wykonywać swej posługi. Czy ta dolegliwość była karą Bożą?
Przygnębienie i niepokój Malkmusa sięgnęły zenitu na konferencji duchownych w 1974 roku. Poznał tam misjonarza, który opiekował się licząca 15 tys. członków wspólnotą chrześcijańską na Filipinach, jednak musiał zrezygnować z pracy z powodu nowotworu. Lekarze dawali mu kilka miesięcy życia. O jego powrót na pole misyjne i tak cenną pracę dla Pana modliło się w sumie 100 tys. chrześcijan. Mimo to misjonarz zmarł. „Czy jego śmierć była skutkiem grzechu?” A jeśli nie, to dlaczego Bóg nie odpowiedział na modlitwy dziesiątek tysięcy chrześcijan proszących o jego uzdrowienie? Czy jego śmierć była wolą Bożą? — pyta Malkmus w swej nowej książce pt. Dlaczego chrześcijanie chorują?. I dodaje: „Jako duszpasterz czułem, że powinienem znać odpowiedzi — ale ich nie znałem”. Do czasu, aż sam zachorował. Diagnoza: rak jelita grubego wystarczyła, by zaczął intensywnie szukać odpowiedzi i rozwiązania. Miał 42 lata i wiedział, że choroba nie jest wynikiem grzechu: „Nie wyobrażałem sobie, że można być bardziej szczerym i oddanym Bogu i Jego dziełu niż ja”.
Dziś Malkmus mówi: czas najwyższy, byśmy przestali przypisywać Bogu nasze kłopoty ze zdrowiem, bo większość z nich wynika z pogwałcenia Bożych praw naturalnych. Chrześcijanie są świadomi Bożych praw moralnych, lecz czy mogą to samo powiedzieć o prawach fizyki i chemii? Nie, dla chrześcijan jest to dziedzina prawie nieznana, bo — pisze Malkmus — chrześcijaństwo poświęciło całą swą uwagę duchowemu aspektowi życia człowieka, ignorując jego wymiar fizyczny. A przecież Biblia ma w tym względzie tak dużo do powiedzenia.
Zatem dlaczego chrześcijanie chorują tak samo jak niechrześcijanie, a chrześcijanie głębokiej wiary chorują na równi z chrześcijanami płytkiej wiary? Bo wspólne są dla nich wszystkich taka sama dieta i tryb życia. Bo „naród mój ginie z powodu braku nauki”1. A przecież wiedza jest potęgą, jak podkreśla Malkmus, cytując słowa Chrystusa: „Wiedząc to, będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować”2. Szkoda, że tak rzadko wiążemy swe fizyczne samopoczucie z tym, co zjedliśmy lub wypiliśmy. Gdybyśmy czytali etykiety, bylibyśmy zdumieni tym, co znajduje się w naszym menu.
Większość chrześcijan przejmuje nawyki żywieniowe po rodzicach. Matka Malkmusa zmarła na raka jelita grubego. Gdy ten sam nowotwór rozwinął się u niego, można było za wieloma medycznymi autorytetami powiedzieć, że odziedziczył po matce wrodzoną wadę. Malkmus proponuje inne spojrzenie: „A może to raczej sposób odżywiania mamy i mój oraz podobieństwa w naszym menu i trybie życia zrodziły podobne problemy zdrowotne?”. Poczynając od 42. roku życia ojciec Malkmusa doznawał licznych zawałów i udarów, aż w końcu któryś go zabił. W tym samym wieku Malkmus usłyszał od lekarza, że lada chwila może się spodziewać udaru lub zawału. „Czy to oznaczało, że odziedziczyłem po tacie słabe serce i układ krążenia? A może raczej ojciec i ja odżywialiśmy się podobnie?”.
Malkmus odbył podróż po wiedzę, zmienił jadłospis i tryb życia, zaczął energicznie ćwiczyć. Dziś dobiega osiemdziesiątki w rewelacyjnej formie.
Dziedziczenie złych nawyków żywieniowych to jedna strona medalu. Malkmus pisze też o tej drugiej — „nowych obyczajach”. Chodzi o zmiany, jakie nastąpiły w ciągu kilku minionych dekad w sposobach hodowania, przetwarzania przygotowywania i spożywania. I przytacza potworne statystyki ze swojego podwórka. Na żywność spożywaną przez Amerykanów sypie się i rozpyla ponad 450 milionów kilogramów pestycydów. Nowoczesne trucizny są wchłaniane przez rośliny, a więc nie można ich w żaden sposób z nich usunąć. Zjadamy też stosowane na szeroką skalę herbicydy i środki grzybobójcze. Karmione „chemicznymi” paszami zwierzęta kumulują w swych komórkach toksyny, gdzie osiągają stężenie kilkaset razy większe niż w roślinach. Co roku spożywamy trzy kilogramy dodatków chemicznych: konserwantów, polepszaczy, barwników, aromatów, stabilizatorów itd. Przemysł spożywczy stosuje obecnie kilka tysięcy tych toksycznych substancji. Modyfikacje genetyczne są bombą zegarową ludzkości. Woda jest zanieczyszczona chemikaliami używanymi w rolnictwie, chlorem i często fluorem — trucizną, której używa się w trutkach na karaluchy i szczury (fluorek sodu). Nasza dieta obfituje w uwodornione oleje i tłuszcze zwierzęce, „chemiczne” półprodukty i fast foody. A gdy chorujemy z powodu reakcji na chemikalia obecne w wodzie i żywności, zażywamy dodatkową porcję chemikaliów w postaci środków farmaceutycznych mających uleczyć chorobę. „Jakież to żałosne — ocenia Malkmus. — A mamy się za takich mądrych!”.
W swej książce Malkmus przytacza wypowiedź dr. Williama A. Lane’a, uznawanego za autorytet w kwestiach medycznych i najwybitniejszego angielskiego specjalistę w zakresie chirurgii jamy brzusznej. To, co powiedział kolegom ze Szpitala Hopkinsa, może służyć za kwintesencję całego przesłania Malkmusa i jego stowarzyszenia edukacyjnego Hallelujah Acres: „Panowie, ja nigdy nie umrę na raka! Podejmuję kroki, aby do tego nie dopuścić. Raka wywołują trucizny, które powstają w naszym ciele wskutek spożywanej żywności. Jeśli chcemy uniknąć raka, powinniśmy jeść surowe owoce i warzywa. Po pierwsze po to, aby lepiej się odżywiać, po drugie po to, aby łatwiej pozbywać się odpadów. Poświęcamy czas badaniu zarazków, podczas gdy powinniśmy badać zagadnienie diety i oczyszczania się z toksyn. Świat podąża w niewłaściwym kierunku. Odpowiedź tkwi cały czas w nas samych”.
Oprócz toksycznych produktów spożywczych, wśród których wymienione zostały też m.in. sól, cukier, alkohol, tytoń i napoje kofeinowe, Malkmus poświęca osobny rozdział aktywności fizycznej. Podkreśla, że kto regularnie ćwiczy, ale kiepsko się odżywia, ma zazwyczaj mniej problemów zdrowotnych niż ten, kto ma prawidłową dietę, ale mało się rusza. Bez ruchu tkanki tracą elastyczność, limfa nie może dobrze krążyć, by oczyszczać i odżywiać komórki, mięśnie ulegają atrofii, zatykają się tętnice, obniża się pamięć i sprawność umysłowa.
Jeszcze jednemu czynnikowi Malkmus poświęca odrębne miejsce: stresowi i emocjom. Problemy emocjonalne są swego rodzaju chorobą. W Liście do Filipian mowa jest o pokoju i skupianiu myśli na pozytywnych rzeczach3, a wielu innych miejscach Biblii — o szczęściu jako ważnym czynniku zdrowia4. Malkmus pyta: dlaczego niewielu chrześcijan wiedzie życie w radości i poczuciu szczęścia? I odpowiada: bo więcej w naszym życiu negatywnych emocji niż pozytywnych. Z jednej strony kiepski jadłospis i brak ruchu rodzą negatywne myślenie, podobnie jak różne dolegliwości fizyczne, ale z drugiej karmimy się sami negatywnymi wzorcami. Jak myśleć o tym, „co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie”5, skoro tyle czasu poświęcamy na oglądanie programów, w których roi się od przemocy, zabójstw, gwałtów, narkotyków, wojen, oszustw, rozwodów, zdrad itd.? Skoro słuchamy piosenek promujących to, co negatywne: rozwiązłość, niewierność, alkohol, narkotyki... A przecież „radość serca wychodzi na zdrowie, duch przygnębiony wysusza kości”6.
Za mało też jest według Malkmusa w Kościołach pozytywnego przesłania, a niektórzy kaznodzieje za mocno skupiają się na „głoszeniu przeciw”. A ewangelia do dobra nowina! To od początku do końca pozytywny przekaz: Bóg nas kocha, Jezus umarł za nas, płacąc za nasze grzechy, wybacza nam i zbawia nas, Duch Święty chce pomagać nam w codziennym życiu i dawać nam siłę, Chrystus po nas wróci i śmierci już nie będzie! „Chrześcijanie powinni więc być najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi. Osobiście znają Stwórcę. Wiedzą, skąd przyszli. Wiedzą, dlaczego są na ziemi. Wiedzą, dokąd pójdą, kiedy skończy się to życie!” — podsumowuje.
Książkę, którą Malkmus kończy ogólnym opisem Bożych zasad zdrowia, czyta się wyśmienicie. Nie jest gruba, przeładowana treścią, moralizatorska w swym tonie, a jednocześnie daje wiele cennych wskazówek. Ostatni rozdział zawiera dwa poruszające listy chrześcijan, którzy stracili bliskich i borykają się z pytaniem: dlaczego Bóg nie pomógł?
Jedynym mankamentem mogą być niektóre przypisy tłumacza niepotrzebnie tonujące radykalne biblijne poselstwo Malkmusa — tłumaczące na przykład, że umiarkowane spożycie alkoholu nie jest szkodliwe dla zdrowia (niesłuszna teologicznie jest też argumentacja nawiązująca do przemiany wody w wino i spożywania przez Jezusa wina alkoholowego). Ten drobiazg jednak w niczym nie umniejsza wagi książki, która zresztą jest przeznaczona nie tylko dla chrześcijan.     
K.S.
ZNAKI CZASU Listopad 2012 r. 
1 Oz 4,6. 2 J 13,17. 3 Flp 4,7. 4 Ps 128,1-2; 144,15; Prz 16,20; J 10,10. 5 Flp 4,8. 6 Prz 17,22. 

JESTEŚMYJAK SAMOCHÓD KOMPUTER ?



Prowadziliście kiedyś samochód? Pewnie większość z was odpowie na to pytanie twierdząco. Wiecie w takim razie, jak to jest. Wsiadacie i przekręcacie kluczyk w stacyjce, zapalając silnik. Jedziecie parę kilometrów do supermarketu albo ze sto na spotkanie służbowe. Po dotarciu na miejsce parkujecie samochód i gasicie silnik. Potem wysiadacie i zajmujecie się swoimi sprawami. Po wszystkim znowu wsiadacie do samochodu, uruchamiacie silnik i wracacie do domu albo biura. Proste.teraz pomyślcie o takiej rzeczy: wasz samochód i wy to odrębne byty.
 Samochód jest maszyną — nie może zrobić tego, do czego został zaprojektowany, dopóki wy, inteligentne istoty, nie wsiądziecie i go nie uruchomicie. Kiedy wysiądziecie z samochodu, wasza psychika i inteligencja będą dalej istnieć niezależnie od niego, nawet gdy wyłączycie silnik.
Komputer też jest maszyną, tyle że z inteligencją wbudowaną. Nie potrzebuje inteligentnej istoty, która by musiała wejść do środka i go uruchomić. Trzeba go tylko połączyć ze źródłem energii, bo inteligencję już ma. Kiedy od źródła energii zostaje odłączony, inteligencja zamiera.

A jak jest z ludźmi?

Jesteśmy istotami rozumnymi. Inteligencją znacznie przewyższamy komputer, ale na chwilę pomińmy tę różnicę. Zasadnicze pytanie brzmi: czy nasza inteligencja pochodzi ze źródła znajdującego się poza naszymi fizycznymi ciałami (jak w przypadku samochodu), czy też jest „wbudowana” (jak w przypadku komputera)?
Przez większość dziejów chrześcijaństwa dominował pogląd pierwszy, zgodnie z którym nasze ciała są maszynami potrzebującymi w środku inteligentnej istoty zwanej duszą, która by nimi sterowała. Uważano, że kiedy dusza opuszcza ciało, przestaje ono funkcjonować (umiera), ona zaś dalej istnieje jako inteligentna istota, podobnie jak kierowca po wyjściu z samochodu.
Większość ludzi w dalszym ciągu uważa, że właśnie tak funkcjonujemy. Obecnie jednak coraz więcej teologów zaczyna postrzegać ludzką naturę jako komputer. Na dodatek pogląd ten potwierdza neurobiologia — nauka zajmująca się badaniem mózgu i układu nerwowego.
Czujecie radość, smutek, spokój, zdenerwowanie? Badania nad ludzkim mózgiem przy użyciu naukowych narzędzi takich jak rezonans magnetyczny coraz wyraźniej świadczą, że emocje można wyjaśnić na podstawie samych reakcji fizyczno-chemicznych zachodzących w naszych mózgach. Tak samo moralność. Nasze emocje, logika, rozumowanie oraz postrzeganie dobra i zła to wytwór naszych mózgów. Najzwyczajniej nie ma potrzeby tłumaczyć zjawiska ludzkiej świadomości istnieniem niezależnej, inteligentnej duszy.

Czy jesteśmy
tylko maszynami?

Niektórzy oponują, twierdząc, że w ten sposób ludzie sprowadzani są do poziomu maszyn. Niekoniecznie.
Tysiąc lat przed Chrystusem król Dawid napisał: „Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie”1. O, tak! Jesteśmy czymś znacznie więcej aniżeli maszynami, robotami. Komputery mogą dane gromadzić, sortować i analizować na sposoby daleko przekraczające ludzkie możliwości. Nie mają jednak świadomości. My, ludzie, mamy świadomość własnego istnienia, rozum oraz zdolność rozróżniania dobra i zła, co czyni z nas istoty wyższe od najbardziej skomplikowanego komputera.
Rzecz w tym, że Bóg stworzył ludzki umysł jako fizyczny organ, który ma tę cudowną cechę — inteligencję. Nie ma tak naprawdę znaczenia, czy nasze zdolności rozumo­wania, odczuwania emocji i moralne­go osądu pochodzą od zewnętrznych dusz „wstrzykiwanych” w nasze umysły, czy też wszystkie czynności naszej świadomości biorą się wyłącznie z naszych umysłów, wobec czego nie ma potrzeby odwoływania się do żadnego czynnika zewnętrznego. Najważniejsze, że mamy te zdolności, niezależnie od tego, jak je otrzymaliśmy. Odpowiedź na pytanie, jak je dostaliśmy, pomaga nam poznać historia stworzenia świata.

Dusza żyjąca

W Księdze Rodzaju czytamy, że „Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”. W innym, starszym przekładzie czytamy: „I stał się człowiek duszą żywiącą”2.
Ponieważ słowo „dusza” rozumie się powszechnie jako świadomy element ludzkiej natury, istniejący niezależnie od ciała (analogia do samochodu), niektórzy ludzie interpretują ten tekst tak, jakoby Bóg, stwarzając naszych prarodziców, wszczepił im dusze („tchnienie życia”)
i od tamtej pory rzekomo czyni tak w przypadku każdej ludzkiej istoty w okolicach poczęcia, przed narodzinami.
Zauważmy jednak, że z powyższego fragmentu Księgi Rodzaju wyłania się następujący wzór złożony z trzech elementów: proch ziemi + tchnienie życia = istota żywa. Pod pojęciem „prochu ziemi” na ogół rozumie się materialną część ludzkiej natury, czyli ciało. A czym jest tchnienie życia? Istnieją dwie możliwości zależnie od tego, czy przywołamy analogię do samochodu, czy komputera. Według pierwszej tchnienie życia to inteligentna dusza, którą Bóg wszczepił Adamowi i Ewie przy ich stworzeniu; według drugiej — to życiodajna Boża siła, która uaktywniła, ożywiła ciała i umysły naszych prarodziców.
Który z tych poglądów jest właściwy? Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że Adam stał się „duszą żywiącą” dopiero wtedy, gdy Bóg połączył proch ziemi (ciało) z tchnieniem życia (Bożą życiodajną siłą). Tak więc owa „dusza” nie była odrębnym bytem, który rzekomo został wszczepiony w jego ciało. Adam stał się bowiem duszą żyjącą dopiero wtedy, gdy oba te elementy zostały połączone. Jego ciało stanowiło składową jego duszy, a zatem nie mogła ona istnieć w oderwaniu od ciała.
Opis dzieła stworzenia przyznaje słuszność analogii do komputera. Tak samo jest w przypadku biblijnej nauki na temat śmierci.

Co z tego wynika?

Może zastanawiacie się, co to za różnica, czy ludzie przypominają samochody, czy komputery. Dla tych z nas, którzy mają właściwą więź z Bogiem, nie ma to znaczenia. Jeśli właściwa jest analogia do samochodu, to chociaż nasze ciała umierają, nasza świadomość dalej żyje i od razu spotykamy się z Bogiem; jeśli właściwa jest analogia do komputera, będziemy niczego nieświadomi spać w prochu ziemi aż do zmartwychwstania, kiedy to świadomość odzyskamy i natychmiast spotkamy się z Bogiem. Tak czy inaczej z naszego punktu widzenia spotkamy się z Bogiem, gdy tylko umrzemy.
Analogia do komputera (śmierć jako stan nieświadomości) pozwala uniknąć dwóch zasadniczych problemów. Po pierwsze, ci, którzy uważają, że ludzie po śmierci nadal żyją jako świadome byty, wierzą też przeważnie, że dusza jest nieśmiertelna i bezbożnicy w chwili śmierci trafiają do piekła, gdzie przechodzą niekończące się tortury. Miło pomyśleć, że ukochana osoba, która zmarła, znajduje się „z Panem”. Ale gdy ma się pewność, że nie przyjęła Jezusa, wcale już nie jest tak miło. Ba, to potworne myśleć, że bliska nam osoba teraz cierpi katusze w piekielnych płomieniach!
Co więcej, nawet teolodzy, którzy wierzą w nieśmiertelność duszy, przeważnie zgadzają się, że wszelka nieśmiertelność, jaką my, ludzie, mamy teraz albo będziemy mieć w przyszłości, pochodzi od Boga. Nie mamy jej sami w sobie. Dlatego też Bóg musiałby sztucznie utrzymywać bezbożnych przy życiu wyłącznie po to, by mogli cierpieć wieczne męki w piekle! Taki pogląd potwornie przeczy biblijnemu wizerunkowi Boga, który jest miłosierny i sprawiedliwy nawet dla niesprawiedliwych.
Z poglądu, jakoby ludzie po śmierci dalej prowadzili świadomy żywot, wynika też drugi szkopuł: możliwy byłby kontakt takiej istoty ze światem żywych. Właśnie tak twierdzą spirytyści. Jeśli jednak zmarli rzeczywiście nie żyją w pełnym znaczeniu tego słowa — a tak naucza Biblia — wówczas wszelkie rzekome komunikowanie się ze zmarłymi jest po prostu demonicznym zwiedzeniem, przed którym właśnie chroni nas analogia do komputera (kiedy umieramy, przestajemy istnieć cali).

Śmierć
to nie koniec

Na szczęście chociaż Biblia uczy, że nasze istnienie jako świadomych istot ustaje w chwili śmierci, nie jest to dla nas koniec. Przy swoim drugim przyjściu Chrystus wskrzesi wszystkich tych, którzy służyli Mu wiernie podczas ziemskiego życia i spędzą z Nim wieczność w świecie na nowo stworzonym jako dom odkupionych. W Księdze Apokalipsy znajdujemy obietnicę, że Bóg „otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. (…) Zwycięzca to odziedziczy i będę Bogiem dla niego, a on dla mnie będzie synem”3.
Oto pogląd, z którym naprawdę mogę żyć!             
Marvin Moore
ZNAKI CZASU Listopad 2012 r.

1 Ps 139,14. 2 Rdz 2,7 Biblia gdańska. Ap 21,4.7. 

środa, 28 listopada 2012

APEL DO EUROPY I ŚWIATA Dr. Rath

Od spotkania 13 marca 2012 roku w Berlinie Dr. Rath wzywa ludzi w Niemczech i w całej Europie, aby wzięli na siebie odpowiedzialność. Jest to wezwanie, aby budować wspólnie demokratyczną Europę dla ludzi i przez ludzi -- budować nowy świat oparty na zdrowiu poprzez prewencję i zwalczanie chorób.

Dostępne wyniki badań naukowych opartych na naturalnych środkach dają do zrozumienia, że można zmniejszyć wiele powszechnych chorób do ułamka ich obecnego rozmiaru. Ale ten wspaniały „świat bez chorób" nie jest nam dany - ponieważ każda z nich jest dla przemysłu farmaceutycznego miliardowym zyskiem! Jeśli chcemy stworzyć świat bez chorób dla naszych dzieci: musimy się zaangażować. Teraz!

http://www.youtube.com/watch?v=YgoCOxgI85M&feature=player_embedded#!

--------------------------------------------------------------
Biuletyn StopCodex
http//:Stopcodex.pl
-----------------------------------------------------------

Jak od wspomóc swoje zdrowie w prosty sposób...
http://joyday.implesite.pl/

poniedziałek, 26 listopada 2012

VETO DLA GMO


Nie dopuśćmy do podpisania ustawy wprowadzającej Genetycznie Modyfikowane
Organizmy na nasze stoły!

To ostatni dzwonek!

Zobacz koniecznie:

Prezydencie Komorowski, wyborcy chcą VETA dla ustawy nasiennej.
http://youtu.be/S8E-PKuBYUM

Udostępnij ten film na swoim profilu Facebook - to ostatni dzwonek !!!
Poniżej informacje o zbliżającym się proteście:
https://www.facebook.com/events/388630321213817/


Prosimy posyłać dalej!!!
-----------------------------------------------
Czym jest GMO? Dowiedz się więcej tutaj: http://stopgmo.org/kurs.htm

Pozdrawiamy
FNBG.org
StopCodex.pl

ATOM I GMO

Dwie technologie drastycznie zmieniły świat w XX wieku - energia nuklearna i inżynieria genetyczna. To pierwszy raz, gdy technologia może zmienić cały świat dając tym, którzy nią władają władzę nad resztą świata.

Obie te technologie są bardzo ściśle ze sobą związane.
GMO i energię nuklearną łączą trzy podstawowe elementy.
Pierwszym elementem jest nieodwracalność.
Drugim elementem jest wszechobecne skażenie.
Trzecim i najbardziej przerażającym elementem jest akumulacja skażenia w jedzeniu.

Film Jeana-Paula Jauda  My, króliki doświadczalne?

Wkrótce w kinach ZOBACZ ZWIASTUN . Napisy pl.
http://www.stopcodex.pl/2012/10/gmo-i-atom-my-kroliki-doswiadczalne/
lub
http://youtu.be/u2BcToNQD1c

www.touscobayes-lefilm.com
Ostrzeż innych! Działaj!


niedziela, 25 listopada 2012

OSTATNI BÓJ

"Boć jeszcze bardzo, bardzo maluczko, a oto ten, który ma przyjść, przyjdzie, a nie omieszka". (Hebr. 10;37)

Żyjemy w czasie końca. Szybkie spełnianie się znaków czasu świadczy o tym, że powtórne przyjście Chrystusa jest bliskie, jest tuż przed drzwiami. Poważne i pełne znaczenia są dni, w których żyjemy. Stopniowo, niezawodnie opuszcza Duch Boży ziemię, Plagi i wyroki, już spadają na tych, co wzgardzili łaską Bożą. Katastrofy na lądzie i morzu, niepewna sytuacja społeczeństw, wieści o wojnach - zwiastują klęskę. Zapowiadają one nadciąganie wydarzeń o największej wadze.

Narzędzia zła łączą swe siły i wzmacniają swe siły. Gromadzą je na czas ostatniego wielkiego boju. Wielkie przeobrażenia nastąpią wkrótce w naszym świecie, a wydarzenia końcowe będą gwałtowne niespodziewane i szybko będą przemijać.

Stan rzeczy w świecie wskazuje, że czasy udręki są tuż przed nami. Codzienna prasa jest pełna doniesień o straszliwych konfliktach i to w najbliższej przyszłości. Zuchwałe napady rabunkowe są zjawiskiem częstym. Strajki są na porządku dziennym. Złodziejstwa i morderstwa popełniane są wszędzie. Opętani złym. duchem ludzie odbierają życie mężczyznom, kobietom i dzieciom. Są oślepieni niegodziwością, wszelkiego rodzaju zło bierze górę.
Nieprzyjacielowi udało się przeinaczyć sprawiedliwość i napełnić serca ludzi pragnieniem egoistycznego zysku. "Tak, że się sąd opak obrócił, a sprawiedliwość z daleka stoi; bo na ulicy prawda szwankowała, a prawość przejścia nie ma". (Izaj. 59;14)

W wielkich miastach tysiące ludzi żyje w ubóstwie i nędzy, prawie bez środków do życia: gnieżdżą się w norach nie mają się w co ubrać, gdy jednocześnie w tych samych miastach znajdują się tacy, którzy posiadają więcej, niż serce może sobie życzyć; żyją w luksusach, wydają pieniądze na bogate umeblowanie mieszkania, na stroje i ozdoby, na biżuterię, albo - co jeszcze gorszą jest rzeczą - na zaspokojenie zmysłowych namiętności, na trunki, tytoń i inne rzeczy niszczące władzę umysłu, naruszające jego równowagę i poniżające duszę. Podczas gdy krzyki głodującej ludzkości docierają do Boga, inni uciskiem i zdzierstwem gromadzą kolosalne bogactwa.

Będąc pewnego razu w Nowym Jorku, obudzono mnie w nocy, żebym patrzyła, jakie wielkie budynki piętro za piętrem wznosi się wysoko ku niebu. Budynki te mają być ogniotrwałe; wzniesiono je, aby oddały chwałę ich właścicielom i budowniczym. Wznosiły się coraz wyżej i wyżej, na ich budowę zużyto najdroższy materiał. Właściciele tych wspaniałych gmachów nie pytali: "Jak możemy najlepiej oddać chwałę Bogu"? Myśli ich nie sięgały tak wysoko. O Panu nie myśleli.

Pomyślałam: ach, gdyby ci, którzy wykosztowali się na te budynki, mogli zobaczyć swe postępowanie takim, jakim Bóg je widzi! Wznoszą wspaniałe budowle, ale jakże nierozumne i chybione są ich plany w oczach Władzy wszechświata! Nie myślą o tym, by z całego serca i ze wszystkich sił umysłu sławić Boga. Stracili pojęcie o tym, co jest pierwszym i najważniejszym obowiązkiem człowieka...

Gdy te imponujące wieżowce wzniesiono, właściciele ich triumfowali, chwaląc siebie w swej pysze, że dość mają pieniędzy, by móc zaspokoić, wszystkie swoje pragnienia, a zwłaszcza swoje własne "ja" i tym wzbudzić zazdrość bliźnich. Wiele w ten sposób wydanych pieniędzy pochodziło ze zdzierstwa, z wyzysku biedaków. Zapomnieli, że w niebie prowadzi się sprawozdanie z każdego przedsięwzięcia, interesu, że notuje się każdy nieuczciwy postępek, każde popełnione oszustwo. Idzie czas, w którym ludzka obłuda, ludzkie oszustwo i przywłaszczenia osiągną granicę, której przekroczyć Bóg nie pozwoli. Dowiedzą się, że cierpliwość Pana kiedyś się skończy.

Następny obraz, jaki przesunął się przed moimi oczyma, to był alarm pożarowy. Ludzie spoglądali na wysokie i - zdawałoby się - bezpieczne od ognia budowle, mówiąc: "Te są całkowicie bezpieczne". A jednak zostały strawione przez ogień, jak gdyby były ze słomy. Maszyny przeciwpożarowe i gaśnice nie były w stanie powstrzymać zniszczenia. Strażacy nie zdążyli uruchomić urządzeń gaśniczych.

Pokazano mi, że gdy nadejdzie czas Pański, a w sercach ludzi pysznych i żądnych sławy, nie nastąpiła do tego czasu żadna zmiana, to ludzie ci przekonają się, że ręka mocna, zdolna zachować, jest wystarczająco silna, aby móc zniszczyć. Żaden materiał jakiego używa się dzisiaj do wznoszenia budynków, nie zdoła oprzeć się zniszczeniu, kiedy nadejdzie przez Boga przewidziany czas zapłaty dla ludzi za wzgardzenie Jego Zakonem, za ich samolubne ambicje.

Niewielu jest ludzi, nawet wśród osób wykształconych, wychowawców i mężów stanu, którzyby rozumieli przyczyny tłumaczące obecny stan społeczeństwa. Żaden z władców, ani z tych co rządzą, nie mogą rozwiązać problemu zepsucia moralnego, nędzy i narastania przestępczości. Na próżno starają się przedsięwzięcia handlowe stawiać na pewniejszych podstawach. Gdyby ludzie baczniejszą uwagę zwrócili na Słowo Boże i jego nauki, to by znaleźli odpowiedź na dręczące ich pytanie.

Pismo Święte opisuje warunki, w jakich świat się tuż przed powtórnym przyjściem Chrystusa znajdzie. O ludziach, którzy drogą rabunku i wyzysku zgromadzili zdumiewająco wielkie bogactwa, napisano: "Złoto wasze i srebro pordzewiało, a rdza ich będzie na świadectwo przeciwko wam, i pożre ciała wasze jako ogień; zgromadziliście skarb na ostatnie dni. Oto zapłata robotników, którzy żeli krainy wasze, od was zatrzymana woła, a wołania żeńców weszły do uszów Pana zastępów. Żyliście w rozkoszach, aa ziemi i bajaliście: wytuczyliście serca wasze, jako na dzień zabijania ofiar. Potępiliście, zamordowaliście sprawiedliwego, a nie sprzeciwia się wam". (Jakub 5;3-6)

Ale któż czyta przestrogi udzielane przez szybko spełniające się znaki czasów? Jakie wrażenie wywierają one na ludzi tego świata? Jaka zmiana daje się zauważyć w ich postępowaniu? Nie większa od tej, jaka była widoczna w postępowaniu mieszkańców ziemi w czasach Noego. Pochłonięci interesami i przyjemnościami ludzie przedpotopowi nie zwracali uwagi na ostrzeżenia: " aż nastał potop i pochłonął wszystkich". (Mat. 24;39)
Niebo zsyłało ludziom przestrogi, ale ludzie nie chcieli słuchać. I świat dzisiejszy, nie bacząc na ostrzegawczy głos Boga zdąża ku wiecznej zgubie.

Świat opanowany jest duchem wojen. Proroctwo z jedenastego rozdziału księgi Daniela prawie że znalazło ostateczne spełnienie. Wkrótce nadejdzie straszliwy czas ucisku, o jakim jest mowa w tym proroctwie. "Oto Pan obnaży ziemię i spustoszy ją, i przemieni oblicze jej, a rozproszy obywateli jej... albowiem przestąpili prawa, odmienili ustawy, wzruszyli przymierze wieczne. Dlatego przekleństwo pożre ziemię, a zniszczeją obywatele jej... Ustanie wesele bębnów, ustanie wykrzykanie weselących się, ucichnie wesele cytry". (Iz. 24;1-8)


czwartek, 22 listopada 2012

DIABELSKIE WROTA SPIRYTYZMU


Nasza droga, ukochana Barbara poszła do nieba do naszego Pana — informuje zapłakanych
 parafian duchowny na pogrzebie. — Już więcej nie cierpi. Jest teraz z Bogiem i wielbi Jezusa.
Pogląd ten pozornie wydaje się nie mniej oczywisty jak to, że papież jest katolikiem, a rabin Żydem. Któż śmiałby w to wątpić? Skoro Barbara głęboko wierzyła w Jezusa Chrystusa, to przecież oczywiste jest, że trafiła do nieba, prawda?
Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, spójrzmy na kolejną scenkę.
Minął miesiąc od złożenia do grobu zwłok Barbary. Pokój jest rozświetlony jedynie migoczącymi płomieniami kilku upiornych świec. Na czarnej kanapie rozparta madame Sophia, medium rzekomo kontaktująca się ze zmarłymi. Obok kilkoro pogrążonych w żałobie bliskich Barbary niechodzących do kościoła. W powietrzu ciężki zapach kadzidełek. Wysoko ponad domem, którego wygląd przyprawia o gęsią skórkę, tarcza księżyca. W oddali wycie psa.
— Kogo mam przyzwać? — pyta cicho madame Sophia.
— Barbarę — odpowiada nerwowo Robert, mąż nieboszczki. — Niedawno umarła i chcielibyśmy zapytać ją o parę spraw.
Nagle pośród zebranych ukazuje się duch.
— Witaj, Robercie! — przemawia zjawa. — Co chciałbyś wiedzieć?
Zdumieni bliscy wdają się w długą rozmowę z lśniącą istotą „z tamtej strony”, która wygląda, mówi i zachowuje się identycznie jak Barbara.
Przesadzam? Bynajmniej, takie rzeczy dzieją się coraz częściej.
A teraz przyjrzyjmy się sprawie bliżej. Pomimo wielu różnic światopoglądowych duchowny Barbary i madame Sophia podzielają jedno zasadnicze przekonanie. Oboje wierzą, że człowiek po śmierci wcale nie jest martwy, lecz jego dusza ulatuje do innego miejsca gdzieś we wszechświecie — nieba, piekła, czyśćca, nirwany lub czegoś w tym rodzaju. Z naszego świata przechodzi do innego. Żywa. Świadoma. I może się z nami kontaktować.
W nieśmiertelność duszy wierzy większość ludzi na świecie, w tym wyznawcy największych religii świata: katolicy, protestanci, muzułmanie, hinduiści, buddyści, a także spirytyści. Choć wszystkie te religie i konfesje bardzo odmiennie definiują miejsce, gdzie dusza trafia po śmierci, to jednak według każdej z nich wszyscy ludzie mają nieśmiertelną duszę, która po fizycznej śmierci ciała gdzieś wędruje. Tak zwane komunikowanie się ze zmarłymi określa się mianem spirytyzmu, od łacińskiego słowa spirit — ‘duch, dusza’.

Co powiedział Bóg?

A teraz trzymajcie się mocno krzeseł: nauka o nieśmiertelności duszy była pierwszym kłamstwem diabła, na które nabrała się Ewa w ogrodzie Eden. Ja nazywam tę doktrynę diabelskimi wrotami spirytyzmu.
„Możesz jeść owoce ze wszystkich drzew tego ogrodu. Nie wolno ci jednak jeść z drzewa poznania dobra i zła, bo gdy zjesz z niego, na pewno umrzesz”1. Zwróćmy uwagę na trzy ostatnie słowa: „na pewno umrzesz”. Bóg nie powiedział Adamowi, że po zjedzeniu zakazanego owocu umrze tylko jego ciało, lecz „na pewno umrzesz”, czyli że umrze cała osoba Adama. Bóg podkreślił to w słowach „na pewno”. Przestroga była jasna: wystarczy, że Adam lub Ewa zjedzą z niewłaściwego drzewa, a na pewno umrą. Słowo „umrzeć” oznacza, że mieli być martwi, a nie żyć gdzie indziej.

Co powiedział wąż?

Kilka wersetów dalej czytamy, że wąż rzekł kobiecie: „Na pewno nie umrzecie. Ale Bóg wie, że gdy zjecie ten owoc, otworzą się wam oczy i staniecie się jak Bóg: poznacie dobro i zło”2.
Zauważyliście? To wąż po raz pierwszy powiedział „na pewno nie umrzecie”, całkowicie zaprzeczając słowom Boga. Większość konserwatywnych interpretatorów Biblii upatruje w wężu medium, przez które przemawiał szatan. Kto zatem powiedział prawdę: Bóg czy diabeł? Niestety, Ewa uwierzyła wężowi i skosztowała owocu, a potem dała go Adamowi i ten również zjadł3. Skutek był taki, że całą ludzkość dotknęły grzech, ból i śmierć. Ten niepozorny czyn doprowadził ostatecznie do śmierci Jezusa Chrystusa, potrzebnej do rozwiązania tego problemu. Grzech to nie przelewki. Zawsze trzeba wierzyć słowom Boga.
Gdy Adam i Ewa zgrzeszyli, Bóg powtórzył ostrzeżenie, że na pewno umrą. Do Adama rzekł: „W pocie czoła będziesz zdobywał pożywienie, aż wrócisz do ziemi, bo z niej zostałeś wzięty. Bo z prochu jesteś i do prochu wrócisz”4.
Bóg znowu nie powiedział Adamowi, jakoby tylko jego ciało miało się na powrót stać prochem, lecz że stanie się to z samym Adamem. „Bo z prochu jesteś — wyjaśnił Bóg — i do prochu wrócisz ”. Chodziło więc o całą osobę Adama.

Jak został stworzony Adam?

W rozdziale 2. i wersecie 7. Księgi Rodzaju czytamy, że Adam został ukształtowany z prochu ziemi w połączeniu z „tchnieniem życia”. Owo tchnienie życia nie było żadną bezcielesną inteligentną istotą, lecz iskrą życia, którą Bóg obdarzył każde stworzenie5. To właśnie połączenie prochu z tchnieniem uczyniło Adama „duszą żywiącą [żyjącą]”6. W chwili śmierci, będącej skutkiem grzechu, „tchnienie życia”, zwane też „duchem” ożywiającym do czasu istoty ludzkie, po prostu wraca do Boga, który je dał7. Ludzka świadomość nie trwa, lecz przepada8. Właśnie tak powiedział Bóg.
Biblia wyraźnie uczy, że upadłe istoty ludzkie nie są nieśmiertelne. Tylko Bóg ma nieśmiertelność9. Ludzie muszą chwały, czci i nieśmiertelności szukać10. Dopiero w dniu zmartwychwstania zbawieni otrzymają nieśmiertelność11. Pismo Święte nie mówi, jakoby w chwili śmierci nieśmiertelna dusza człowieka ulatywała gdzieś w kosmos, lecz że ludzie ożyją dopiero po zmartwychwstaniu.

Nic nie wiedzą

A teraz coś, od czego przejdą wam ciarki po plecach. Chrześcijanie wierzący, że ich ukochani zmarli nie są tak naprawdę martwi, tylko gdzieś tam dalej żyją, narażeni są na niebezpieczne zwiedzenie przez demony podszywające się pod ich nieżyjących bliskich. Gdyby Barbara rzeczywiście poszła do nieba, to czemu jej duch nie mógłby się zjawić na wezwanie madame Sophii i skontaktować się z żyjącymi?
Biblia odpowiada, że Barbara nie tyle nie wróciła, ile wręcz wrócić nie mogła. „Żyjący przynajmniej wiedzą, że muszą umrzeć — pisał Salomon — podczas gdy umarli nie wiedzą już zupełnie niczego”12. Niczego. Dlatego właśnie komunikowanie się ze zmarłymi nie jest możliwe. Król Dawid napisał, że „umarli (…) zstępują do krainy milczenia”13, gdzie — jak dodał apostoł Jan — czekają na „zmartwychwstanie w dniu ostatecznym”14.

A co z Nowym
Testamentem?

Być może myślicie sobie: Zaraz, zaraz! A co z tekstami w Nowym Testamencie, na przykład o opuszczeniu ciała i stanięciu w obliczu Pana, o bogaczu i Łazarzu czy obietnicy danej konającemu na krzyżu łotrowi, że będzie z Jezusem w raju?15. Czy te fragmenty nie uczą, że wierzący idą od razu po śmierci do nieba?
Nie, nie uczą. W skrócie: jeśli porównać rozdział 5. i werset 8. Drugiego Listu do Koryntian z wersetem 4. tego samego rozdziału oraz z rozdziałem 15. i wersetami 51-55 Pierwszego Listu do Koryntian, to staje się zupełnie jasne, że mówiąc o opuszczeniu ciała, apostołowi Pawłowi chodziło o to, iż wierzący staną w obliczu Pana dopiero w dniu zmartwychwstania, nie wcześniej16.
Z kolei opowieść o bogaczu i Łazarzu była ewidentnie przypowieścią, a nie prawdziwą historią. Gdyby było inaczej, to jak wyjaśnić stwierdzenie, że Łazarz udał się „na łono Abrahama”?17.
Wreszcie, po usunięciu interpunkcji z wersetu 43. w rozdziale 23. Ewangelii Łukasza, dodanej setki lat po napisaniu Nowego Testamentu, Chrystusowa obietnica dana łotrowi na krzyżu brzmiałaby w rzeczywistości: „Zapewniam cię dzisiaj [w tej chwili]: będziesz ze mną w raju”. Skąd wiadomo, że właśnie to miał na myśli Jezus? Stąd, że owego dnia trafił nie do raju, lecz do grobu nowo kupionego przez Józefa z Arymatei18, a po zmartwychwstaniu oświadczył Marii: „Nie wstąpiłem jeszcze do Ojca”19. A zatem nawet Jezus poszedł do nieba dopiero po zmartwychwstaniu.
„Gdy kłamstwo obiega już cały świat, prawda dopiero zakłada buty” — napisał kiedyś słynny kaznodzieja baptystyczny Charles Spurgeon. Według Biblii jednym z takich kłamstw jest właśnie nauka o nieśmiertelności duszy. Owszem, cieszy się dużą popularnością i wierzą w nią miliony. Ale jest faktem, że była ona pierwszym kłamstwem, które w Edenie podsunął człowiekowi wąż. Niestety, Ewa uwierzyła w nie i tak samo czyni większość ludzi, między innymi media spirytystyczne pokroju madame Sophii, a nawet chrześcijańscy duchowni.
Pismo Święte ostrzega, że wielki smok, dawny wąż nazywany diabłem i szatanem „zwodzi cały świat”20.

Diabelskie wrota

Wiele średniowiecznych kościołów, które do dziś stoją w Anglii, ma od północnej strony specjalne drzwi, zwane diabelskimi wrotami. Nie do końca wiadomo, czemu miały służyć, ale jedno nie ulega wątpliwości: jeśli wierzycie w naukę o nieśmiertelności duszy, pogląd ten może być dla was diabelskimi wrotami spirytyzmu, po przekroczeniu których dacie się zwieść legionom Lucyfera podszywającym się pod zmarłych21.
Moja rada: uwierzcie w to, co Bóg powiedział Adamowi na temat grzechu i śmierci, i nie przyjmujcie od spirytystycznych mediów zaproszenia do przekroczenia diabelskich wrót.   
Steve Wohlberg
ZNAKI CZASU listpoad 2012 r. 

1 Rdz 2,16-17. 2 Rdz 3,4-5. 3 Zob. Rdz 3,6. 4 Rdz 3,19. 5 Zob. Rdz 7,21-22; Ps 104,29-30. 6 Rdz 2,7 Biblia gdańska. 7 Zob. Koh 12,7. 8 Zob. Ps 146,4. 9 1 Tm 6,16. 10 Zob. Rz 2,7 Biblia Tysiąclecia. 11 Zob. 1 Kor 15,53. 12 Koh 9,5. 13 Ps 115,17. 14 J 11,24; 5,28-29. 15 Zob. 2 Kor 5,8; Biblia Tysiąclecia; Łk 16; Łk 23,43.
16
 Zob. 1 Tes 4,17. 17 Łk 16,22. 18 Zob. Łk 23,52-53. 19 J 20,17. 20 Ap 12,9.
21
 Zob. Pwt 18,11; Hi 7,9-10; Ap 16,14.