wtorek, 5 listopada 2013

KRACH FINANSOWY W PROROCTWACH APOKALIPSY



 Kraje nie wycofuja sie z interesow. (…) Produktywnosc spoleczenstwa, infrastruktura i zasoby naturalne nie znikaja. To aktywa zawsze przewyzszaja pasywa, stanowiac formalna przyczyne bankructwa. Tym wlasnie kraje znaczaco roznia sie od firm" — Walter Wriston, byly prezes zarzadu Citicorp.

"Kraje nie wycofuja sie z interesow". Ludzie pochodzacy z roznych warstw — bogaci i biedni, inwestorzy i robotnicy fizyczni, kredytodawcy i kredytobiorcy — moga na ogol przyjac te slowa za pewnik. Ostatnie wydarzenia w niektorych krajach swiata, miedzy innymi w kilku panstwach Unii Europejskiej, wykazaly jednak blednosc takiego myslenia, Grecja zas stala sie najlepszym przykladem wyniklych z tego problemow.

Rzadzacy tym krajem wydawali przez dziesieciolecia wiecej pieniedzy, anizeli gospodarka wytwarzala dochodu. Grecy maja teraz wysokie pensje, krotki tydzien pracy, dlugie urlopy i ogolnie od wielu lat zyja ponad stan. Do niedawna polityka taka cieszyla sie ogromna popularnoscia. George Bernard Shaw wypowiedzial kiedys slynne slowa: "Rzad, ktory okrada Piotra, aby dac Pawlowi, zawsze moze liczyc na poparcie Pawla".

Wszystko opieralo sie na zalozeniu, ze "kraje nie wycofuja sie z interesow". Ale kraje to nie rzady. To nie kraje emituja srodki platnicze, sprzedaja obligacje i kieruja gospodarka, lecz rzady. I to rzady moga zbankrutowac.

Casus Grecji jest jednak zarazem mniej i bardziej zlozony. Grecja nie emituje juz wlasnej waluty. Zamiast tego posluguje sie euro, emitowanym w strefie obejmujacej 17 z 27 panstw czlonkowskich UE. Inne kraje strefy euro postanowily wyciagnac Grekow z tarapatow finansowych, oferujac rzadowi pozyczki i inna pomoc pod warunkiem znacznego zmniejszenia wydatkow. Na razie wsparcie pomoglo utrzymac wartosc euro, ale greckie obligacje rzadowe osiagnely status "smieciowych". Prywatni wierzyciele zadaja odsetek w wysokosci co najmniej 20 proc.

Kiepsko to wyglada, ale jakby jeszcze tego bylo malo, z podobnymi, choc mniej dotkliwymi problemami dotyczacymi dlugu publicznego borykaja sie cztery inne kraje strefy euro: Portugalia, Wlochy, Irlandia i Hiszpania. Niewykluczone, ze zagrozi to calej strefie euro, a globalne konsekwencje walacych sie systemow gospodarczych 17 krajow okaza sie katastrofalne w skutkach.

Mocny jak... dolar?

W przeszlosci nawet w sytuacji powszechnych klopotow ekonomicznych — a nie wspomnielismy jeszcze o bankructwie Islandii i problemach Wielkiej Brytanii — inwestorzy zawsze mogli polegac na najbezpieczniejszej walucie swiata, czyli dolarze amerykanskim. Ostatnio jednak glowne agencje ratingowe jak Moody’s, Standard & Poor’s i inne ostrzegaja, ze rosnace zadluzenie Stanow Zjednoczonych moze sie negatywnie odbic na amerykanskich obligacjach skarbowych, zagrazajac pozycji USA jako lokomotywy gospodarki swiatowej. Poniewaz w amerykanskich obligacjach skarbowych lokuje kapital bardzo wielu inwestorow, miedzy innymi Chiny, niewyplacalnosc USA natychmiast wplynelaby na globalna gospodarke.

Stany Zjednoczone, jak zauwazyl Walter Wriston, nadal by istnialy, podobnie zreszta jak amerykanski narod, zasoby, przemysl i sila robocza. Chociaz wszystko to by sie ostalo, Ameryka stracilaby najwazniejszy czynnik wspierajacy jej walute i gospodarke — zaufanie. Ludzie szukaja zaufanych miejsc, gdzie mogliby ulokowac swoj kapital. Chca wiedziec, ze zarobione w pocie czola pieniadze sa bezpieczne.

Dawniej amerykanskie obligacje ceniono za sprawa powtarzanej opinii, ze amerykanski dlug ma wsparcie w postaci "pelnego zaufania do amerykanskiego rzadu", caly swiat wierzyl bowiem, ze amerykanska administracja splaci swoje dlugi. Ale tak jak w przypadku innych krajow dlug, ktory w stosunku do dochodu narodowego za bardzo rosnie, burzy to zaufanie. A kiedy inwestorzy boja sie o utrate kapitalu wlozonego w amerykanskie obligacje, wycofuja go, i to szybko.

Ksiega Apokalipsy

Nasza obecna sytuacja dziwnie przypomina te z 18. rozdzialu Ksiegi Apokalipsy, kiedy to Babilon upada, a wraz z nim swiatowy handel: "[Krolowie ziemi] stanawszy z daleka (…) powiedza: »Biada, biada, wielka stolico, Babilonie, stolico potezna! Bo w jednej godzinie sad na ciebie przyszedl!«. A kupcy ziemi placza i zala sie nad nia, bo ich towaru nikt juz nie kupuje: towaru — zlota i srebra, drogiego kamienia i perel, bisioru i purpury, jedwabiu i szkarlatu, wszelkiego drewna tujowego i przedmiotow z kosci sloniowej, wszelkich przedmiotow z drogocennego drewna, spizu, zelaza, marmuru, cynamonu i wonnej masci amomum, pachnidel, olejku, kadzidla, wina, oliwy, najczystszej maki, pszenicy, bydla i owiec, koni, powozow oraz cial i dusz ludzkich. (…). Biada, biada, wielka stolico (…) bo w jednej godzinie przepadlo tak wielkie bogactwo!"1.

W jednej godzinie?

Byc moze w minionych latach byloby zrozumiale kwestionowanie tak blyskawicznej zupelnej zapasci gospodarczej, ale ostatnie czasy oferuja mnostwo przykladow potwierdzajacych realnosc tego proroctwa.

19 pazdziernika 1987 roku akcje na swiatowych rynkach papierow wartosciowych gwaltownie poszybowaly w dol. Poczawszy od Hongkongu, krach szybko sie rozprzestrzenial, gdy w ciagu dnia otwieraly sie gieldy w kolejnych krajach. Amerykanskie parkiety spadly jednego dnia o ponad 20 proc. i gospodarka swiatowa niepredko podzwignela sie z tego upadku. Pod koniec pazdziernika, niecale dwa tygodnie pozniej, hongkonska gielda stracila 45 proc. wartosci, australijska 42, hiszpanska 31, brytyjska 26, amerykanska 23, kanadyjska 22,5, a nowozelandzka spadla o prawie 60 proc. w porownaniu do szczytowego momentu 1987 roku.

We wrzesniu 2008 roku globalny kryzys ekonomiczny, tak zwany krach kredytowy, o malo nie wstrzymal swiatowego systemu finansowego. Istota kryzysu bylo wlasnie zaufanie. Udzielono wowczas zbyt wielu ryzykownych kredytow hipotecznych, ktore przestaly byc splacane. Na domiar zlego wiele kredytow wysokiego ryzyka laczono z innymi (czesto wieloma) zdecydowanie mniej ryzykownymi pozyczkami i takie wiazane kredyty hipoteczne sprzedawano jako jeden pakiet. Niestety, inwestorzy nie wiedzieli juz, ktore pakiety sa dobrymi inwestycjami, a ktore samobojczymi golami — nie wiedzieli, ktorym ufac. Wlasnie to doprowadzilo do krachu kredytowego.

Potem nadszedl rok 2011. Pierwsze zlowieszcze oznaki potencjalnej zapasci globalnej zaczely sie pojawiac latem. Rzady odpowiadajace za niektore co wieksze swiatowe systemy gospodarcze zmagaly sie z rosnacym zadluzeniem i spolecznym sprzeciwem wobec polityki zaciskania pasa, obliczonej na zmniejszenie wzrostu dlugu lub jego stopniowe obnizenie. Kiedy agencja ratingowa Standard & Poor’s po raz pierwszy w historii obnizyla notowania amerykanskich obligacji skarbowych, akcje na parkietach na calym swiecie poszybowaly w dol, podskoczyly i znowu gwaltownie spadly, tracac na wartosci miliardy dolarow i powszechnie odstraszajac inwestorow. Pomimo kredytowej zapasci amerykanskie obligacje skarbowe zyskaly na wartosci, inwestorzy bowiem jeszcze bardziej obawiali sie chaosu na gieldach europejskich. Pomimo staran ministrow finansow probujacych uspokoic parkiety coraz dotkliwsze straty na gieldzie ponosi coraz wiecej inwestorow.

To jeszcze nie apokalipsa

A zatem czy kryzysy te stanowia spelnienie proroctw z 18. rozdzialu Ksiegi Apokalipsy? Zapewne nie. Ksiega Apokalipsy mowi, ze przed opisanymi w tym rozdziale zajsciami musza nastapic inne, na przyklad pojawienie sie antychrysta i znamienia bestii. Ostatnie zdarzenia pokazuja, ze nagly krach swiatowego handlu opisany w Apokalipsie moze w dzisiejszych czasach bardzo latwo nastapic. Rynki finansowe, polaczone teraz elektronicznie w globalna siec, na wydarzenia na swiecie reaguja niemal natychmiast.

Szkoda, ze nie moge wam polecic calkowicie bezpiecznego miejsca na wasze oszczednosci. Znam tylko jedno takie miejsce. W Kazaniu na Gorze Jezus oswiadczyl: "Nie gromadzcie sobie skarbow na ziemi, gdzie mol i rdza niszcza i gdzie zlodzieje wlamuja sie i kradna. Gromadzcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mol, ani rdza nie niszcza i gdzie zlodzieje nie wlamuja sie i nie kradna"2.

Ostatecznie na ziemi nie ma bezpiecznego miejsca. Wydarzenia ukazane w 18. rozdziale Ksiegi Apokalipsy w koncu nastapia. Przekonanie o doczesnym bezpieczenstwie to uluda i miraz.

Czy w takim razie powinnismy wyjac oszczednosci i przeznaczyc je na cele charytatywne? Jezus w jednym godnym uwagi przypadku pochwalil oszczedzanie i inwestowanie3. Mamy obowiazek byc wiernymi zarzadcami majatku, jakim obdarza nas Bog, ktory oczekuje, ze wierni sludzy beda madrze inwestowac. To nie pieniadze sa zrodlem wszelkiego zla, lecz ich umilowanie; to nie w bogactwie tkwi zlo, lecz w pokladaniu w nim zaufania4.

Byc moze nigdy w historii ziemi tak wielu ludzi nie cieszylo sie bogactwem materialnym, ale paradoksalnie nasze bogactwo staje sie coraz mniej... materialne. Za czasow apostola Jana majatek stanowily rzeczy fizyczne: zloto, srebro, welna, jedwab i siedemnascie innych artykulow wymienionych w Ap 18,12. Mol i rdza rzeczywiscie mogly je zniszczyc.

Dzisiejsze "skarby" istnieja glownie w postaci elektronicznych cyferek w bankach lub w komputerach maklerow. Cyferek, ktore mozna w ulamku sekundy przeslac droga elektroniczna do kazdego zakatka swiata albo do kilku miejsc naraz. Ani mol, ani rdza nie wyrzadza im szkody, ale z kolei sa podatne na zamieszki odlegle o tysiace kilometrow, decyzje podejmowane przez zagranicznych bankierow, a nawet wybory dokonane przez politykow na przyklad dziesiec lat wczesniej.

Kraje nie wycofuja sie z interesow, ale tez nie potrafia zapewnic bezpieczenstwa. Jeden Bog to potrafi.

Ed Dickerson

[Artykul ukazal sie w "Signs of the Times" 10/2010. Tlum. Pawel Jaroslaw Kaminski dla www.adwentysci.waw.pl]. 1 Ap 18,10-13.16-17. 2 Mt 6,19-20. 3 Zob. Mt 25,14-30. 4 Zob. 1 Tm 6,10; Ps 49,7; 52,9; 62,11; Prz 11,28.
 


Ps :
"Krach finansowy w 2013 r. bedzie gorszy niz ten z lat Wielkiego Kryzysu"
Gerald Celente specjalizuje sie w prognozowaniu przyszlych trendow gospodarczych. Jego zdaniem krach finansowy w 2013 r. bedzie gorszy niz ten z okresu Wielkiego Kryzysu lat trzydziestych ubieglego wieku. Nie da sie bez konca sztucznie utrzymywac stop procentowych na tak niskich poziomiach. Kiedy one rusza w gore, zawali sie rynek obligacji, jak domek z kart, a za nim ruszy lawina prowadzaca do kryzysu wiekszego niz ten sprzed II wojny swiatowej.
Czy faktycznie tak sie stanie w 2013 roku? Obawy wydaja sie uzasadnione, o czym swiadcza aktualne wielkie problemy z dopieciem amerykanskiego budzetu na nowy rok i balansowanie USA na krawedzi klifu fiskalnego. Zauwazmy jednak, ze Rezerwa Federalna nadal zapewnia o utrzymywaniu zanizonych stop procentowych, takze w przyszlym roku, i na dodatek stale skupuje obligacje z rynku. Z kolei, uwazane przez Celente za bezpieczna przystan, zloto zaczyna ostatnio wyraznie taniec. W tym ostatnim przypadku niezrazony Celente sugeruje, ze rynek zlota jest manipulowany...
 Przesłane przez Tomasz Grzesikowski

JEZUICI A BANKI

Z pewnoscia zdziwi to niejednego, ale najpotezniejsze banki swiata sa w rekach jezuitow. Po spladrowaniu Rzymu w 1527 r ( t.zw. sacco di Roma ) przez wojska niemiecko-hiszpanskie, Ignacy Loyola podjal sie zreorganizowania Banku Rzymskiego. Wkrotce utworzono oddzial w Wenecji w 1587 r, w Rotterdamie w 1635 r. i w Anglii w w 1694 r., ktory stal sie po Banku Rzymskim pierwszym swiatowym Bankiem.
 
Jak Stwierdzil Benjamin Franklin - zalozyciel USA :" odmowa przez krola Jerzego III prawa koloniom do uzywania uczciwego systemu pienieznego, ktory uwalnial zwyklych ludzi od pulapek finansowych manipulatorow, byla prawdopodobnie glowna przyczyna rewolucji."
Banki nie maja znaczenia, jesli nie poswieca sie intrygom by zdobyc bogactwo, i wiedza bardzo dobrze jak latwo jest skorumpowac przywodcow narodu.
Juz rok po slawnej wypowiedzi Mayera Amschela Rotszylda : " pozwolcie mi emitowac i kontrolowac walute kraju, a nie bedzie mnie obchodzic kto ustanawia prawa " - bankierom udalo sie zalozyc nowy prywatny bank centralny First Bank of the United States, glownie dzieki staraniom glownego poplecznika Rotszyldow w USA Aleksandra Hamiltona.
Ten bank zalozony w 1791 do czasu wygasniecia swojej 20-letniej licencji praktycznie doprowadzil gospodarke do ruiny, wzbogacajac przy tym bankierow. Kongres odmowil przedluzenia licencji i zasygnalizowal chec powrotu do waluty emitowanej przez panstwo, od ktorej bankierzy nie otrzymywaliby zadnych procentow.
W odpowiedzi Nathan Mayer Rotszyld zagrozil " Albo licencja zostanie przedluzona, albo USA zostanie uwiklane w katastrofalna wojne ". Kongres wciaz odmawial, a Nathan Mayer Rotszyld glosno komentowal: " Dajmy bezczelnym Amerykanom nauczke ! Zrobmy z nich znowu kolonie ! ".
 
W 1812 r. Wielka Brytania finansowana przez kontrolowany przez Rotszyldow Bank Anglii rozpoczela wojne przeciw USA, aby odzyskac swoja kolonie i narzucic jej niewolnictwo wobec Banku Anglii, lub tez wpedzic USA w tak wielkie dlugi, ze zostana zmuszone do przedluzenia licencji prywatnemu bankowi centralnemu. Plan sie powiodl. Pomimo wygrania wojny przez USA Kongres byl zmuszony do udzielenia licencji na emisje oprocentowanej waluty nowemu bankowi Second Bank of the United States. Po raz kolejny bankierzy kontrolowali krajowa podaz pieniadza i nie obchodzilo ich, kto ustanawia prawa, ani ilu zolnierzy brytyjskich i amerykanskich trzeba bylo poswiecic.
 
Bill Hughes w ksiazce : The Secret Terrorists and The Enemy Unmasked, 2002 r . napisal : " Jezuici, rekami Rothschildow i finansisty Nicholasa Biddle, dazyli do przejecia kontroli nad systemem bankowym Stanow Zjednoczonych.” FED ( Federal Reserve ) zostal w gruncie rzeczy stworzony przez jezuitow, a on jest odpowiedzialny za finansowy kryzys swiatowy.
Z kolei Watykanski Bank to chyba najdziwniejsze miejsce i najbardziej tajemnicza instytucja finansowa na swiecie. Jego jedyny oddzial miesci sie w dawnym wiezieniu, w XV-wiecznej kamiennej wiezy, ktorej mury maja nawet dziewiec metrow grubosci. Bankomaty mozna obslugiwac po lacinie, a na scianach wisza krzyze.
Oficjalnie bank nazywany jest Instytutem Dziel Religijnych (IOR).

Te „ dziela ” to aktywa w wysokosci 6 miliardow euro oraz 33 tysiace kont klientow ze 150 krajow, glownie zakonow, diecezji, instytucji charytatywnych i pracownikow Watykanu. Z roznych nadsylanych raportow wynika, ze IOR jest zaangazowany w pranie brudnych pieniedzy. Nie jest to pierwszy przypadek tego typu w historii Watykanu.
 
Avro Manhattan w ksiazce The Vatican Billions napisal, ze Watykan czerpie ogromne zyski z inwestycji z Rothschildami w Wielkiej Brytanii, Francji i Ameryce, z Hambros Bank, z Credit Suisse w Londynie i Zurychu w Stanach Zjednoczonych z inwestycji z Morgan Bank, Chase-Manhattan Bank, First Narodowego Bank of New York, z Bankers Trust Company i z wielu wielu innych. Watykan ma miliardy w akcjach i obligacjach najpotezniejszych korporacji miedzynarodowych, takich jak Gulf Oil, Shell, General Motors, Betlejem Steel, General Electric, International Business Machines, NDS, itd. Najwieksze zyski Watykan osiagnal z gry na gieldzie, a wiec z posiadania udzialow w postaci akcji w przedsiebiorstwach na calym swiecie oraz z obligacji roznych emitentow. Skarb Watykanu z litego zlota wedlug szacunku ONZ wart jest wiele miliardow dolarow. Znaczna czesc jest przechowywana US Federal Reserve Bank, a reszta w bankach Angielskich i Szwajcarskich.
 
A jaka jest obecna polityka finansowa Watykanu i do czego daza jezuici ?
 
Watykan popiera stworzenie jednego ogolnoswiatowego rzadu i chce stworzenia swiatowego banku centralnego o czym poinformowala w specjalnym dokumencie Papieska Rada Iustitia et Pax. Celem wiec sa rzady nad calym swiatem. Stworzenie Swiatowego Banku Centralnego ulatwiloby to zadanie. Aspiracje jezuitow do rzadow globalnych staja sie coraz bardziej widoczne i oczywiste. Warto sie wiec nad tym powaznie zastanowic do czego to wszystko zmierza.
Przesłane przez  Tomasz Grzesikowski
__._,_.___





czwartek, 31 października 2013

RELIGIE O DUSZY I ŻYCIU

Religie o duszy i życiu !
Od zarania dziejów ludzie zastanawiają co się dzieję z człowiekiem po śmierci ...przez wieki różni myśliciele i filozofowie albo prorocy odp. na to pytanie w różny sposób ...podając różne argumenty i dowody ,... w zasadzie mamy trzy punkty widzenia na ten temat...
a) Wędrówka dusz ...., pogląd który zakłada że dusze kiedyś odeszły od Boga lub upadły w grzech i żeby ponownie wrócić do Boga lub stanu doskonałości, muszą odbyć cały cykl powtórnych narodzin a przez to wiele się nauczyć o sobie, Bogu i świecie oraz niebie i czyśćcu lub piekle.... ten system wierzeń zakłada że dusza w każdym ciele lub miejscu przebywa tylko jakiś czas do chwili gdy na stałe wróci do Boga albo swojej pierwotnej świadomości lub rozpłynie się w nicości z powodu osiągnięcia doskonałości.... to nazywamy wędrówką dusz... inaczej reinkarnacją
( szkoła wschodu ) np.. Indyjskie Wedy... dusza człowieka może wcielać sie w ciało ludzkie ale też zwierzęce i roślinne itp.
( szkoła zachodnia, inaczej Grecka ) zakłada że dusza człowieka wciela się tylko w ciało ludzkie a zwierzęta i rośliśmy mają dusze zbiorową która później dzieli się na dusze ludzkie
dlatego . różne plemiona np. Indianie oddają cześć zwierzęcym totemom które symbolizują ducha plemienia
( jest też szkoła Egipska) która uczy że dusza sama decyduje w jakim ciele chce się narodzić ...
, poza tym... reinkarnacji podlegają nie tylko ludzie ale wszyscy... nawet bogowie ...
Starożytne misteria np. Dionizosa lub Orfeusza albo Ozyrysa też uczyły o wędrówce dusz podobnie było w pogańskiej religii Celtów itp.
W tym systemie wierzeń nie ma miejsca np. na naukę o zbawcy czy zmartwychwstaniu bo jest ono niepotrzebne a o wszystkim decydują nasze uczynki ponieważ za nie otrzymujemy nagrodę lub karę w każdym miejscu i czasie gdy się odradzamy.. dlatego ten system wierzeń był i jest obecny w pogańskich religiach i nie można go łatwo pogodzić z takimi religiami jak Judaizm czy Chrześcijaństwo albo Islam .
Ważna uwaga !
Pierwotnie Żydzi i chrześcijanie wierzyli że dusza to inaczej człowiek ( według ksiąg Mojżesza dusza jest we krwi ) śladem tego poglądu jest ludowe powiedzenie że np. w jakieś wiosce mieszka 100 lub 500 dusz czyli ludzi , niestety z czasem pod wpływem pogaństwa w obu religiach uznano że dusza lub duch może żyć bez ciała po śmierci ale chrześcijaństwo w większości nie wierzy w reinkarnacje a na temat co to jest lub będzie niebo albo piekło ( np. czy piekło będzie to miejsce wiecznych męczarni lub tylko wiecznej śmierci niesprawiedliwych i demonów ) albo czy istnieje czyściec trwają dyskusje do dziś podobnie jest w judaizmie i islamie !
b) Religie wierzące w jednego Boga i zmartwychwstanie ludzi oraz sprawiedliwy sąd ostateczny na końcu świata ( głównie chodzi tu o Judaizm i Chrześcijaństwo czy Islam itp. ) powinny wierzyć że każdy człowiek śpi i czeka na zmartwychwstanie i sąd w grobie ( przynajmniej taka jest nauka Biblijna ) niestety w większości te religie przyjęły ....pewnie pod wpływem pogaństwa ....że dusza ludzka po śmierci oddziela się od ciała i idzie do nieba lub piekła i tam przebywa aż do dnia zmartwychwstania i osądzenia sprawiedliwie przez Boga wszystkich ludzi.... którzy wtedy albo dostąpią wiecznego życia albo unicestwienia na zawsze ( jak widać w oficjalnym chrześcijaństwie itp. religiach pod wpływem wymieszania się pojęć chrześcijańsko - pogańskich doszło z czasem do dziwnego zamieszania w tej kwestii ) dlatego warto ufać tylko Biblii w tych sprawach i dokładnie samemu zbadać ten temat.
c) Mamy jeszcze pogląd materialistyczny który zakłada że człowiek żyje tylko tu i teraz ale trzeba mieć bardzo wielką wiarę by ignorować wierzenia i doświadczenia wszystkich ludów i różnych świętych pism od czasów pierwotnych do dziś !
Źródła tego opracowania to różne książki i pisma religijne oraz historyczne itp. z mojej domowej biblioteki np.książki Światopogląd Różokrzyżowców Max Hendel , Ewangelia Wodnika itd. oraz Biblia itp. 
Autor  Tomasz Grzesikowski
__._,_.___
 

 

"Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim" (1 Jana 4,16)
-----------------------------------------------------

sobota, 19 października 2013

SZALEŃSTWO PRZEMOCY

Scena iście dantejska. Eksplozje, dym, wrzaski, ciała porozrzucane
jak popsute zabawki. Ratownicy zwijający się jak w ukropie, koguty karetek i wozów strażackich rozpalające świat czerwonymi łunami. Wycie syren i ludzi. Zbryzgane posoką mury i ulice. Martwe albo pokaleczone ciała na noszach.
Bomby, które wybuchły pod koniec tegorocznego Maratonu Bostońskiego,
spełniły swój cel: zjeżyły Amerykanom włos na głowie. Ale mimo szoku nie całkiem nas zaskoczyły. Już nieraz widywaliśmy podobne sceny: Bejrut, Teheran, Madryt, Nowy Jork, Londyn, Bombaj, Oklahoma City... Akty nienawiści wymierzone we wszystkich, a przy tym w nikogo konkretnie. Dokonane przez rozgniewanych ludzi, uważających, że dostrzegane zło mogą naprawić, zadając innym ból. Modliliśmy się: nigdy więcej! Lecz znając świat, w którym żyjemy, w głębi serca spodziewaliśmy się wersji spod znaku: ciąg dalszy nastąpi.

Świat
pełen przemocy

Niektórzy mówią, że nigdy wcześniej nie było tyle przemocy co dziś. Jednak przemoc nie jest niczym nowym. Już pierwsza ziemska rodzina — w której ojciec i matka wyszli z rąk samego Boga — wydała na świat pierwszego w dziejach mordercę1. Bratobójczy mord Kaina na Ablu pokazał nie tylko, że ludzie mogą umrzeć, ale też coś bardziej złowieszczego — grzech tak zepsuł stworzenia uczynione na Boży obraz, że uzdolnił nas do odebrania życia drugiemu człowiekowi.
Na dodatek w początkach dziejów ludzkości przemoc tak się wzmogła, że w końcu Bóg musiał położyć kres ówczesnemu światu. W 6. rozdziale Księgi Rodzaju dwukrotnie pojawia się powód zniszczenia świata wodami potopu: „Ziemia (…) napełniła się gwałtem”2.
I tak to szło. Na kartach Biblii, obejmującej kilka tysięcy lat dziejów ludzkości, niebiańskie prawdy przeplatają się z brutalnymi historiami. Widok tak wyraźnej w dzisiejszym świecie przemocy nie musi nas zaskakiwać, bo Jezus zapowiedział, że świat w czasach ostatecznych będzie bardzo przypominać ten tuż sprzed potopu3.
Słysząc w dzisiejszych czasach o aktach przemocy, mimowiednie myślimy o islamskich ekstremistach. Ale to tylko złudzenie spowodowane krótkowzrocznym postrzeganiem historii. Dość spojrzeć kilkadziesiąt lat wstecz, a okaże się, że stosowanie przemocy nie ogranicza się do jednej religii czy kultury. Chrześcijanie i żydzi też dopuszczali się przemocy. Podobnie Amerykanie, Europejczycy, Afrykanie, Azjaci. Nikt nie jest bez winy. Uciekamy się do przemocy z zamiarem przestępczym albo przypadkowo. Kiedy indziej znów za pełnym przyzwoleniem prezydentów, królów, premierów i ustawodawców. Czasem stosujemy ją pod wpływem nagłego impulsu, a niekiedy jej użycie poprzedzają długie, świadome przygotowania czynione przez naukowców, inżynierów i przywódców wojskowych (jak choćby w Programie Manhattan, który doprowadził do konstrukcji i produkcji broni atomowej).
Przyroda potrafi dopuszczać się potworności. Trzęsienia ziemi, trąby powietrzne, powodzie i huragany zbierają żniwo śmierci. Zwierzęta atakują i zabijają. Jednak przemoc, której dopuszczają się ludzie, ma odmienny charakter. Robimy to umyślnie. Mięsożerne zwierzęta zabijają, żeby jeść. Katastrofy naturalne są jedynie zakłóceniami w działaniu ziemskich żywiołów. Jednakże do przemocy stosowanej przez ludzi, cechującej się „premedytacją”, prowadzą względy osobiste: nienawiść, zawiść, żądza, chciwość.
Krótko mówiąc, wiemy, co robimy, ale i tak to robimy. A najbardziej zaskakujące jest to, że niekiedy się usprawiedliwiamy.
Oto szaleństwo przemocy.

Serce
każdego człowieka

Dowiadując się coraz więcej o młodych zamachowcach, którzy urządzili jatkę podczas Maratonu Bostońskiego, zastanawiałam się, co może skłonić człowieka do popełnienia czegoś takiego. Coś sprawiło, że ci młodzi ludzie zabrnęli tak daleko na złej drodze.
Zaczyna się od egoizmu zaszczepianego w sercu każdego człowieka przez grzech. Zasadnicze kłamstwo szatana — wypowiedziane najpierw do Ewy, pożądającej tego, co zakazane4 — brzmiało: najważniejsze, żebym to ja był zadowolony. Stawia nas ono w roli rywali, ponieważ chcąc czegoś, możesz odebrać to mnie. Wszyscy widzieliśmy to u małych dzieci, które zabierają kolegom zabawki. U dorosłych może wyglądać to subtelniej, np. w postaci współzawodnictwa o urodę, miłość, pozycję, bogactwo. Bodziec jednak pozostaje ten sam: moja potrzeba jest ważniejsza od twojej.
Kilkaset lat po nastaniu grzechu Bóg widział, że „wszystkie ich [ludzi] pragnienia wciąż były tylko złe”5. Zło narastało tak gwałtownie dlatego, że szatan rozmnożył egoizm, deprawując ludzki umysł i charakter. Wszyscy mamy jakieś wrodzone wady charakteru, a im jest ich więcej, tym łatwiej nas kusić.
Znając słabości ludzkiej duszy, normalne społeczeństwa ustanawiają prawa hamujące szkodliwe zachowania. Mimo to nowotwór egoizmu potrafi uderzyć w samo serce najlepszych cywilizacji, demoralizując jednostki społeczne tak dokumentnie, że od rodziny po najwyższe czynniki rządowe nienawiść i przemoc przemieszane są z prawdą i dobrem. Zepsucie człowieka doprowadziło nasze społeczeństwa do degrengolady.
Nie tylko więc mamy osłabione umysły i charaktery, lecz także wychowujemy się z uprzedzeniami i skrzywionymi poglądami. Niektóre kultury już od kołyski karmią dzieci nienawiścią do „wroga”. W ten sposób nienawiść gwarantuje przemocy ciągłość z pokolenia w pokolenie. Niektóre ustroje polityczne nauczają, że bogactwo godzi się zdobywać wszelkimi sposobami, a nasza jedyna odpowiedzialność sprowadza się do troski wyłącznie o siebie. Wynikające z takich postaw krzywdy i niesprawiedliwości sprawiają, że uciskani kipią wrogością. Rządy sankcjonują bomby i samoloty bezzałogowe, które zabijają bezlitośnie, oraz wmawiają, że to potrzebne, a nawet słuszne i patriotyczne, tymczasem sieją nie tylko śmierć, ale też nieugaszoną nienawiść.
Szatan jest specjalistą w zakresie zarówno ludzkiej psychiki, jak religii. Jak pokazuje historia czterdziestu dni Jezusa na pustyni, dobrze zna Biblię i też w nią wierzy6. Jego najbardziej paradoksalne dokonanie to wykorzystywanie wiary religijnej do takiego wypaczania naszych myśli, aby kierowały się ku przemocy.
Katolicy, protestanci, żydzi, hinduiści, muzułmanie — wszyscy zabijają, i to rzekomo w obronie swojej wiary. Przodkowie współczesnych Amerykanów mordowali Indian, którzy stanęli na drodze ich chciwemu apetytowi na ziemię. Udawali, że zapomnieli o nauce Jezusa: „A Ja wam mówię: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za waszych prześladowców”7. I o osobistym przykładzie Jezusa, gdy oddał się w ręce swoich oskarżycieli „jak owca, która milczy, gdy ją strzygą”8. Teolodzy wypaczyli słowa Jezusa: „Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz”9, usprawiedliwiając swe morderstwa i z Księcia Pokoju czyniąc ludobójcę.
Skoro zdajemy sobie sprawę z władzy szatana nad religią, to czy powinno nas dziwić nauczanie niektórych wierzących, że sianie zniszczenia to duchowy obowiązek? Wierzących, którzy zagrzewają do niesprawiedliwych wojen tylko dlatego, że prowadzone są przez „naszych”?

Rozwiązanie

Nie możemy odnieść się do szaleństwa przemocy w świecie, póki sobie nie uzmysłowimy, że jej ziarna tkwią w każdym z nas. Choć bardzo niewielu ludzi robi bomby albo uprowadza samoloty, to jednak nienawiść, forpoczta przemocy, znajduje się w nas wszystkich. Odczuwamy ją, gdy zajeżdża nam chamsko drogę kierowca, gdy ktoś okazuje okrucieństwo osobie, którą kochamy, gdy kantuje nas pozbawiony skrupułów handlowiec. Możemy się próbować dystansować od tej mrocznej sfery ludzkiej psychiki, ale „podstępne jest serce, bardziej niż wszystko inne, i zepsute, któż może je poznać?”10.
Odpowiedź na pytanie, jak ktoś mógł się czegoś takiego dopuścić, jest zatem bardzo prosta: ktoś popełnił to dlatego, że bardzo przypomina nas samych, tylko po prostu zaszedł dalej na ścieżce nienawiści. Bóg pragnie nie tylko, abyśmy stawiali opór nienawiści w nas samych, w naszych rodzinach, w naszym środowisku, lecz także aktywnie działali na rzecz pokoju. A na przemoc przenikającą nasz świat jest tylko jeden sposób: każdy z nas musi pozwolić Księciu Pokoju przemienić nasze umysły i serca, a wtedy miłość, której uczył, wyjdzie poza suche słowa na papierze, stając się naczelną pobudką kierującą naszymi umysłami i sercami. Przemiany tej potrzeba nie tylko sprawcom zamachu w Bostonie, lecz także nam wszystkim.
Jak zatem żyć w społeczeństwie, gdzie szaleństwo przemocy może wybuchnąć w każdym miejscu i o każdej porze?
Wiara w Boga pomaga nam żyć z odwagą. Musimy być ostrożni, ale nieulękli. „Bóg jest dla nas schronieniem i mocą, niezawodnym wsparciem w udrękach. Dlatego nie będziemy się bać”11. Chrześcijanie bowiem nawet w obliczu prawdziwego zagrożenia wiedzą, że to nie śmierci winniśmy się obawiać najbardziej. Jezus rzekł: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą”12. Jeśli oddaliście życie Jezusowi, to choćbyście padli ofiarą przemocy, ujrzycie Go podczas zmartwychwstania, ponieważ Bóg jest silniejszy od zła i przejdzie z wami nawet przez krainę śmierci! Najlepiej ujął to wielki protestancki reformator Marcin Luter, który sam nieraz doświadczył przemocy: Choć diabłów pełen byłby świat / co połknąć by nas chcieli / my nie boimy się ich zdrad / będziemy tryumf mieli.             
Loren Seibold

1 Rdz 4,8. 2 Rdz 6,11; por. w. 13. 3 Zob. Mt 24,38–39. 4 Zob. Rdz 3,6. 5 Rdz 6,5. 6 Zob. Mt 4,1–11; Jk 2,19. 7 Mt 5,44. 8 Iz 53,7.
9
 Mt 10,34. 10 Jr 17,9 Biblia warszawska.
11
 Ps 46,1–2. 12 Mt 10,28.

[Przedruk z „Signs of the Times” 7/2013. Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl. Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie biblijne cytaty pochodzą z Biblii paulińskiej (Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. Święty Paweł, Częstochowa 2011)]
Znaki Czasu Październik 2013 r.



MEDIALNY SYNDROM ZŁEGO ŚWIATA

Nie ulega wątpliwości,
że żyjemy w bezprece­densowej   epoce strachu i paranoi. Czy zastana­wialiśmy się kiedyś, jaką rolę w kreowaniu takich odczuć odgrywają media?

Strach to powszechna ludzka emocja i choć na ogół ludzie uważają, że powstrzymuje nas
od robienia pewnych rzeczy, to jednak odgrywa także rolę w ochronie przed potencjalnymi zagrożeniami. Oto dziesięć najczęstszych powodów do strachu: utrata wolności, ból, rozczarowanie, bieda, samotność, ośmieszenie, odrzucenie, śmierć, porażka, nieznane.
Ludzie zawsze bali się przede wszystkim jutra i nieznanego, co znajduje wyraz w popkulturze. Już w 1898 roku Herbert George Wells w powieści Wojna światów wykorzystał strach przed obcymi formami życia i atakiem z zewnątrz.
Pamiętamy też kasandryczną powieść George’a Orwella pt. Rok 1984. Strach autora przed totalitarną władzą państwową trafił we właściwą strunę tak celnie, że wyrażenie Wielki Brat jest dziś synonimem wszelkich zagrożeń dla naszego prawa do prywatności.
Z biegiem czasu ludzkie obawy nie tylko nie osłabły, ale też rozpleniły się, tak że obecnie wielu z nas doświadcza irracjonalnego strachu przed rakiem, terroryzmem, śmiercionośnymi wirusami, nastolatkami z bronią, atakiem wrogiego kraju, lataniem… Nie ulega wątpliwości, że żyjemy w bezprecedensowej epoce strachu i paranoi.
Czy zastanawialiście się kiedyś, jaką rolę w kreowaniu takich postaw odgrywają media? Nasze domy codziennie bombardowane są gradem realistycznych, niepozostawiających miejsca na wyobraźnię, negatywnych obrazów. Strach nieustannie narasta wskutek coraz większego wyboru kanałów telewizyjnych, stacji radiowych i witryn internetowych, manipulujących naszym postrzeganiem realnego świata.
Znawca mediów George Gerbner ukuł dość trafny termin: syndrom złego świata. Na czym on polega? Po prostu zawierające przemoc materiały w mediach wmawiają widzom, że świat jest bardziej niebezpieczny niż w rzeczywistości.
Wyobrażenia na temat faktycznych wydarzeń, stanowiąc prawdziwe zagrożenie dla naszej umysłowej i emocjonalnej równowagi, mogą budzić niepokój. Sęk w tym, że zapewne na ogół trafiamy w prasie na nagłówki w rodzaju: „Gwałciciel za kratkami”, „Porwane przez talibów”, „Korea grozi USA”, „Porządny żonobójca”. Media karmią nas często mrocznymi, bolesnymi, tragicznymi, smutnymi historiami, które rzadko kiedy nie zawierają w sobie pierwiastka strachu. Po prostu przemoc dobrze się sprzedaje.
W artykule zaprezentowanym na dorocznym spotkaniu organizacji Southwestern Psychological Association filozof Colin Allen wykazał, że widzom po prostu oglądającym urywek reality show Nieustraszeni, w którym uczestnicy byli pokryci owadami, puls podskoczył o 11 uderzeń na minutę. Widzowie w studiu, obserwujący na żywo wyczyny uczestników progra­mu, doznawali dużo więcej negatywnych emocji niż podczas oglądania podobnych wyczynów w filmie Indiana Jones i świątynia zagłady.
Nie chodzi o to, że na świecie nie zdarzają się pozytywne rzeczy. Ale co by było, gdyby wasza gazeta, kanał telewizyjny lub rozgłośnia radiowa przekazywały same dobre wiadomości? Gdyby w nocnych serwisach informacyjnych pokazywano tylko budujące zdjęcia? Zgodnie z logiką Gerbnera pomału, pomału zaczęlibyście czuć się coraz bezpieczniej. W końcu byście przestali oglądać wiadomości lub czytać gazetę, bo mielibyście coraz mniej powodów, by płacić za same pokrzepiające informacje.
Choć media istotnie przyczyniają się do zapewnienia społeczeństwu bezpieczeństwa przez informowanie i ostrzeganie o niebezpiecznych sytuacjach i miejscach, to jednak żerują też na naszych lękach. Jeślibyśmy nie martwili się tym, gdzie nie powinniśmy chodzić wieczorem; tym, że nas napadną, zgwałcą albo zamordują; tym, że do naszego domu wtargną bandziory; tym, że nasze dzieci zostaną uwiedzione przez pedofilów; tym, że na łono społeczeństwa powracają zabójcy — wówczas odczuwalibyśmy mniejszą potrzebę wydawania ciężko zarobionych pieniędzy na zachowanie środków ostrożności.
Podobnie reklama karmi się naszym strachem, aby namówić do kupna produktów: boimy się zarazków (antybakteryjne środki czyszczące), wykluczenia z powodu nieodpowiedniego wyglądu (moda i piękna aparycja), chorób (multiwitaminy i suplementy), a nawet nieświeżego oddechu — lista nie ma końca.
Nie powinno więc dziwić, że Jezus, opisując czasy bezpośrednio poprzedzające Jego powrót, zapowiedział powszechny strach: „Nastanie wtedy ucisk tak wielki, jakiego jeszcze nie było od początku świata i jakiego nigdy nie będzie”1. „Będą też znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga ogarnie narody bezradne wobec szumu wzburzonego morza. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu tego, co ma nadejść na ziemię, gdyż moce niebieskie zostaną wstrząśnięte. Wtedy zobaczą Syna Człowieczego przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy to zacznie się dziać, wyprostujcie się i podnieście głowy, bo zbliża się wasze odkupienie”2.
Czy można sobie poradzić ze strachem? Czy można go pokonać? Spójrzmy na kilka tekstów napawających nadzieją: „Pozostawiam wam pokój, obdarzam was moim pokojem. Ale Ja nie obdarzam was w taki sposób, jak czyni to świat. Nie pozwólcie, aby wasze serca były wstrząśnięte i nie lękajcie się”3. „To wam powiedziałem, abyście radowali się pokojem dzięki Mnie. W świecie będziecie doświadczać ucisków, lecz ufajcie! — Ja zwyciężyłem świat”4.
Kiedy poznamy Jezusa, nie będzie nas przepełniać strach, niepokój ani przygnębienie, lecz dane nam zostaną takie uczucia jak miłość, radość czy pokój5. W dzisiejszych czasach jedynym prawdziwym źródłem pokoju jest Chrystus. Co o tym sądzicie?       
Geoff Youlden

1 Mt 24,21. Wszystkie cytaty biblijne w tym artykule pochodzą z Biblii paulińskiej (Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. Święty Paweł, Częstochowa 2011). 2 Łk 21,25-28. Kursywa dodana.
3
 J 14,27. 4 J 16,33. 5 Zob. Ga 5,22-23.

[Przedruk z „Signs of the Times & net­Adventist”. Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl]
  Znaki Czasu Październik 2013 r. 

CENA ZDRADY

Skandynawski portal, którego nazwy nie warto tu wymieniać, zachęca na swojej stronie
 internetowej do „uwolnienia pożądania”, „już dziś”, tysiące „żonatych, mężatek i w związku”, szukających „dyskretnego romansu”. A to wszystko oczywiście... „za darmo”.
Autorzy reklamy posunęli się jeszcze dalej w przekraczaniu granic przyzwoitości i smaku. Wykorzystali na billboardach wizerunek tragiczne zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Do reklamy czego? Nasze babki odpowiedziałyby: rui i porubstwa. Ale co ma wspólnego prezydent Kaczyński z uwalnianiem pożądania? Tu z billboardów wyziera zdumiewająca „logika” — od „braku pazura” w związku (w domyśle ostrości), przez kotkę Fionę (bo koty mają pazury), do jej wybranka. Tym ostatnim miał być oczywiście Jarosław Kaczyński, ale nie wiadomo skąd — rzekomo przez pomyłkę — na billboardach znalazł się jego brat bliźniak. Cel został osiągnięty — o skandalicznej z uwagi na treść i formę reklamie zaczęły mówić wszystkie media, jeszcze bardziej zwielokrotniając jej pierwotny zasięg.
Wróćmy jednak do tego, czy uwalnianie pożądania, usilne poszukiwanie w związku ostrości i nawet dyskretne romanse rzeczywiście tak nic nie kosztują.

Pragnienie
szczęśliwego domu

Andżelika pochodziła z rodziny prawie rozbitej. Ojciec zostawił jej mamę, gdy była w ciąży z trzecim dzieckiem. Dziewczynka ta zmarła krótko po urodzeniu. Mama została sama z dwójką dzieci. Ojciec żył z różnymi kobietami, a z jedną z nich miał nawet dwie córki. Do żony wrócił po trzynastu latach, ale tylko po to, żeby dostać od niej rozwód. Mama nie chciała się na to zgodzić. Pragnęła, by dzieci miały ojca, nawet takiego. Wtedy urodziło im się trzecie dziecko, które także szybko zmarło. Po dwóch latach na świat przyszła Andżelika.
Mimo że jej rodzice mieszkali ze sobą, to ciągle mieli o coś do siebie pretensje. Atmosfera domu była przygnębiająca — kłótnie, awantury i wzajemne wypominanie sobie win z przeszłości.
Andżelika chciała mieć inny dom. Chciała szczęścia. Wyszła za mąż i przez kilka lat wydawało się jej, że to szczęście miała. Czarne chmury zawisły nad małżeństwem Andżeliki wraz z pojawieniem się dzieci. Gdy były małe, wymagały nieustannej opieki. Często bywała zmęczona. Gdy mąż chciał się do niej zbliżyć, odmawiała mu. Sam nie mógł zbyt pomóc w opiece nad dziećmi, bo dużo pracował i późno wracał do domu. Czuł się zaniedbywany. W małżonkach narastała frustracja, prowadząca do wielu kłótni.

Niemoralne propozycje

Mąż Andżeliki zaczął szukać pocieszenia i zaspokojenia swoich seksualnych potrzeb w internecie. Rozmawiał na czatach i forach. Przeglądał anonse. Nawiązywał kontakty z innymi kobietami, nie tylko wirtualne. Żonie proponował wspólne oglądanie filmów pornograficznych, seks z nieznajomymi, trójkąty, czworokąty i inne figury. A ona nie chciała. Często budziła się w nocy z uczuciem spadania w przepaść. Nie potrafiła zrozumieć, jak mąż może jej coś takiego proponować. W dodatku był to człowiek uchodzący za pobożnego i nawet udzielający się w swoim lokalnym kościele.
Nie miała o tym z kim porozmawiać, a nawet nie chciała. Jako osobie wierzącej została jej tylko modlitwa, ale Bóg jakby jej nie słuchał.
Pewnego razu Andżelika z mężem zaprosili do siebie na obiad znajome małżeństwo z innego miasta. Ludzie ci przyjechali do nich ze swoją córeczką. Po obiedzie mąż Andżeliki i żona znajomego poszli z dziećmi na spacer. W domu została Andżelika ze swoim synem i mężem tej kobiety. Mężczyzna był masażystą. Przed wyjściem mąż namawiał Andżelikę, by wykorzystała ten czas na masaż, bo często bolały ją plecy od noszenia małego dziecka. Z pewnymi obawami, ale w końcu zgodziła się na masaż. Mężczyzna poprosił, by do masażu położyła się na brzuchu, podciągnęła bluzkę i odpięła stanik. Zrobiła to. Była skrępowana tym, że jest masowana i to przez obcego mężczyznę. Kiedy masaż się już kończył, mąż Andżeliki z żoną masażysty i córkami wrócili i zapukali do drzwi. Andżelika poderwała się, by im otworzyć, ale spiesząc się, nie zdążyła zapiąć stanika. Mąż zapytał, czy skorzystała z masażu. Potwierdziła. Pogładził ją ręką po plecach i wyczuł odpięty stanik. Gdy znajomi odjechali, oskarżył żonę o zdradę. Nie mogła w to uwierzyć, że właśnie on ją o to posądził. Potem jeszcze wielokrotnie wypominał jej to zdarzenie. Czuła, jak bardzo się od siebie oddalają.
Po kilku latach mąż Andżeliki dostał pracę w innej miejscowości. Do domu wracał tylko na weekendy. Ona nie mogła się z nim przeprowadzić, gdyż tym razem jej schorowani rodzice potrzebowali pomocy. W dodatku rozpoczęła zaoczne studia, o których zawsze marzyła.

Odszedł do innej

Rozłąka pogłębiała oddalenie małżonków, choć Andżelika nadal kochała męża. I wtedy ten zaczął wspominać o rozstaniu. Początkowo nie traktowała tego poważnie, myślała, że może żartuje. A może nie chciała przyjąć tego do wiadomości, bo czas nie był najlepszy. Mama właśnie umierała i wymagała intensywnej opieki. Gdy zmarła, na zdrowiu podupadł ojciec i w ciągu roku zmarł. Jednak zanim to się stało, mąż Angeliki wniósł sprawę o rozwód.
Była zrozpaczona. Pytała go, dlaczego chce się rozwieść. Żeby być wolnym — mówił. Pytała, czy małżeństwo go zniewala. Nie potrafił odpowiedzieć.
Andżelika walczyła o swoje małżeństwo prawie rok. Poddała się w momencie, kiedy mąż powiedział jej, że jeżeli go kocha, powinna pozwolić mu odejść. Pozwoliła. Odszedł do innej. Czy ze mną jest coś nie tak, że odszedł? — zastanawiała się. I nie znajdowała odpowiedzi. Jej samoocena legła w gruzach.

Seksualne zagubienie

Dopóki była żoną, była mężowi wierna, mimo wszystko, ale kiedy ją porzucił, nie potrafiła sobie poradzić z samotnością. Zaczęła spotykać się z różnymi mężczyznami. Tęskniła za ich ciepłymi słowami i miłym dotykiem ich dłoni. Wkrótce przekroczyła granice do tej pory dla niej nieprzekraczalne. W świetle prawa ludzkiego była wolna. W świetle prawa Bożego cudzołożyła. Wdała się w romans z żonatym mężczyzną. Był bardzo miły i żalił się na swoją żonę. Potrzebował pocieszenia, również fizycznego. Więc mu je dała, a on jej.
Byli jeszcze inni mężczyźni. Usprawiedliwiała się, że mąż zdradził ją pierwszy; że to on ją opuścił; że jest wolna i wszystko jej wolno. Jednak sumienie i myśl, że to cudzołóstwo, nie dawały jej spokoju.
Bóg uzmysłowił w pewnym momencie Andżelice, że chociaż jest wolna i wszystko jej wolno, nie wszystko jest dla niej pożyteczne. Było jej ciężko podźwignąć się z samotności. Uchwyciła się Bożej obietnicy: „Nie odstąpię cię ani cię nie opuszczę”2. Słowa te dodawały jej sił do życia. Powierzyła swoje sprawy Bogu, pewna, że tylko On może wszystko dobrze uczynić. Dziś Andżelika wie, że Bóg jest z nią wszędzie. Już nie jest sama. Przestała się bać każdego nowego dnia, martwić się o wszystko. Życie to coś więcej niż tylko rzeczy, które można kupić. Bóg jest w stanie zaspokoić każdą jej potrzebę. Wyznała Mu swoje grzechy i On jej przebaczył. Wrzucił je w morskie głębiny. Co było czarne, stało się bielsze niż śnieg. Dziś Andżelika wie, że z Bogiem może osiągnąć wszystko, bo On jej daje siłę.             
Oprac. O.D.

1 Zob. 1 Kor 6,12. 2 Joz 1,5. 3 Zob. Ps 37,5. 4 Zob. Mt 6,25. 5 Zob. Iz 1,18.

Znaki i fakty
ZŁODZIEJE ŻYCIA
Nigdy nie jest za późno na rzucenie palenia, choć lepiej wcale nie zaczynać. Jak dowodzą najnowsze szwajcarskie badania, palacze, którzy rozstali się z nałogiem, umierają z powodu chorób serca rzadziej niż stali palacze.
Po wprowadzeniu w niektórych kantonach w 2007 r. ograniczeń palenia w miejscach publicznych spadła liczba osób przyjmowanych do szpitala z powodu zaburzeń rytmu serca — mówiła Alessandra Pia Porretta z San Giovanni Hospital w Bellinzonie podczas Europejskiego Kongresu Kardiologicznego w Amsterdamie. W kantonie Ticino zakaz spowodował spadek liczby pacjentów o 20 proc. już w pierwszym roku od jego wprowadzenia. Korzyści najbardziej były widoczne u osób powyżej 65. roku życia. Trwanie w nałogu zwiększa ryzyko śmierci w wyniku chorób serca o 50 proc.! Główną przyczyną zgonu są choroby naczyń, rak i schorzenia dróg oddechowych.
Jak wynika z badań dr. Jonathana Embersona z Oksfordu, osoby palące, którym udało się dożyć siedemdziesiątki, będą żyły średnio o cztery lata krócej niż te, które nigdy nie wpadły w szpony nałogu, i o dwa krócej niż te, które przestały palić. To oznacza, że dwie trzecie nigdy niepalących siedemdziesięciolatków dożyje 85. roku życia. Z tych, którzy palą, 85. wiosnę zobaczy tylko połowa. Wcześniejsze badania wykazały też, że palenie w wieku dorosłym skraca oczekiwaną długość życia o dziesięć lat! Jedną czwartą palaczy nałóg zabije, zanim dożyją siedemdziesiątki. Ale jest nadzieja — zaprzestanie palenia tytoniu w wieku 60, 50, 40 i 30 lat przywraca nam odpowiednio trzy, sześć, dziewięć, a nawet wspomniane dziesięć lat życia.

Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was? Jeśli ktoś niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg, albowiem świątynia Boża jest święta, a wy nią jesteście — apostoł Paweł
Znaki Czasu Październik 2013 r. 

ATAK NA MAŁŻEŃSTWO I RODZINĘ

Jest czwarta rano,
a jego nadal nie
ma w domu! Moja pierzasta poduszka jest jedynie marnym substytutem ciepłego ciała
męża, którego mi brak. Myśli kłębią się w głowie, gwałtownie zderzając się jedna z drugą: Gdzie on jest? Co się z nim stało? Dlaczego go nie ma w domu?
Cicha odpowiedź Ojca niebiańskiego jest prosta: Zaufaj mi. Ale ja nie zważam na to i dzwonię
 na komórkę męża. Włącza się automatyczna sekretarka. Nie chcę automatycznej sekretarki! Chcę rozmawiać z mężem! Teraz!
Chce mi się krzyczeć: Dlaczego to mnie spotyka? To obudziłoby jednak sąsiadów, więc robię sobie coś ciepłego do picia, ale i tak nie mogę przełknąć nawet łyka, nie pozwala mi na to moje wewnętrzne wzburzenie. Łzy napływają mi do oczu, ale powstrzymuję je, gdy słyszę na schodach tupot mojej pięcioletniej córki. Staram się wyglądać dzielnie, gdy pyta: „Mamo, gdzie jest tata?”.
Dzięki Bogu jakoś się trzymam i wyjaśniam córce, że tatuś jeszcze nie wrócił. Jej kolejne pytanie jest jak uderzenie w twarz: „A wróci?”.
A wróci?
Przytuliłam córeczkę i poszłyśmy spać. Gdy ona wkraczała do krainy marzeń sennych, ja zmagałam się z całkiem realnymi myślami o życiu bez męża, bez ojca mojej córki.

Rozpacz

21 stycznia o 2.30 nad ranem męża obudził ostry ból łydki. Niezwłocznie zadzwonił w tej sprawie do lekarza, a przyjaciel zawiózł go do szpitala. Tam lekarze zdiagnozowali zagrażający jego życiu zakrzep w nodze, którą złamał trzy tygodnie wcześniej podczas wyprawy na drugi koniec świata. Tego samego dnia podczas badań córki okazało się, że ma rzadką anomalię hormonalną, której skutkiem będzie wiele testów, hospitalizacje i konieczność monitorowania tego do końca życia.
Starałam się jakoś trzymać przez większość dnia, ale około siódmej wieczorem miałam już plan, jak rozwiązać wszystkie te problemy: wystarczyłoby pójść do banku i opróżnić wszystkie nasze konta, sprzedać samochód, wynająć pielęgniarki i opiekunki, żeby doglądały męża i córkę, i… wyjechać.
Wiem, że teraz myślisz: Ale podła żona! Okrutna mamuśka! Samolubna kobieta! Ale przez tę krótką chwilę chciałam tylko zatrzymać tę pędzącą kolejkę górską, jaką nagle stało się moje życie, wysiąść i odejść.
Te jakkolwiek kuszące myśli o wolności niemal od razu ustąpiły po przypomnieniu sobie, że przecież jestem oddana mojej rodzinie na „dobre i złe”. „Wzajemna miłość, godność, szacunek i odpowiedzialność są podstawą związku, który przecież ma odzwierciedlać miłość, świętość, bliskość i trwałość więzów, jakie łączą Chrystusa z Jego Kościołem”1. Wzięłam się w garść i odrzuciłam złe myśli. Postanowiłam na tyle, na ile mogę, wypełniać swoje zadania żony i matki.

Zbrukany dar

Małżeństwo nie jest łatwe. Mogę o tym zaświadczyć. Ostatnie siedem lat stawiało nas przed wyzwaniami podobnymi do tych, o jakich czyta się w dramatach; tyle że to nie była fikcja, a rzeczywistość, przez którą oboje z mężem przeszliśmy. Razem trzymała nas wiara w podstawową prawdę, że małżeństwo i rodzina są z woli Bożej święte. Tak uczy Biblia.
Wierzę, że małżeństwo jest darem Bożym. W Bożym zamiarze małżeństwo miało być piękne, święte i intymne, jako jedno z koronnych dzieł Bożych. Kobieta miała być kością z kości i ciałem z ciała2. Jednak grzech zbrukał ten dar. Doskonała relacja, jaka istniała między Adamem i Ewą, która w Bożym planie miała być wzorcem dla wszystkich następnych pokoleń, uległa zmianie. Małżeństwo stało się miejscem, w którym pojawia się bezgraniczny ból i niekończące się cierpienie.
Ze wszystkich podstawowych chrześcijańskich prawd wiary żadna nie jest tak otwarcie i codziennie atakowana jak ta o małżeństwie i rodzinie. Wystarczy włączyć telewizor, żeby zobaczyć, jak zniekształcony obraz życia rodzinnego jest w nim przedstawiany. Afery, kazirodztwo, znęcanie się nad dziećmi i współmałżonkami, kłamanie i oszukiwanie, materializm — to nieodłączne elementy nieustannie odgrywanych dramatycznych scen. Niewierność małżeńska przedstawiana jest jak coś fascynującego i magicznego. Jej konsekwencji niemal się nie pokazuje. Wiadomości alarmują o narastaniu problemów rodzinnych, ale nie mówią prawie nic o długoterminowych rozwiązaniach tych problemów. Dokumentaliści zabierają nas do domów „prawdziwych ludzi”, żeby pokazać smutek i cierpienie ich codziennego życia. Poprzez oglądanie tych obrazów społeczeństwo przyswaja sobie wszystkie te śmieci, a potem je odtwarza w rzeczywistości, plując żółcią przed dobrze zapowiadającym się młodym pokoleniem. Młodych ludzi prowadzi się do uwierzenia w to, że należenie do rodziny dysfunkcyjnej jest normalne.
Tymczasem Biblia uczy, że w czasach ostatecznych ludzi należy w szczególny sposób wzywać do zacieśniania więzi rodzinnych.. Dlatego pragnę wspaniałego życia rodzinnego nie tylko dla własnego dobra, aby cieszyć się życiem z mężem i córką, ale także dlatego, że dobra i bogobojna rodzina jest największym dowodem potęgi chrześcijaństwa, jaki można dostarczyć światu. Taka rodzina będzie rekomendować prawdę ewangelii bardziej niż cokolwiek innego, jako żywe świadectwo jej praktycznej mocy nad ludzkim sercem.
Kiedy Chrystus powiedział do uczniów: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody”5, mówił nie tylko do zawodowych ewangelistów i misjonarzy, ale do każdego, w tym do rodzin, żeby „wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś”6. Mój Mistrz mówił to również do mnie.

Trochę winna...
ale spokojna

Jest czwarta rano tydzień później. Mąż śpi obok mnie. Przynajmniej myślę, że śpi, bo nie czuję bicia jego serca ani nie słyszę oddechu.
Porusza się. Uff! Odetchnęłam z ulgą. I nagle poczułam się bardzo winna z powodu moich wcześniejszych myśli, że chciałam go opuścić. Ktoś szturchnął mnie w plecy. To moja córeczka. Obejmuję ją i całuję. Czuję się okropnie winna. Oboje mnie tak bardzo potrzebują. I ja potrzebuję być żoną i matką. Bóg przeznaczył mnie do tego. I nie chodzi tylko o to, by zaspokajać potrzeby mojej rodziny, ale również żeby być w porządku wobec Boga i być Jego świadkiem wobec moich przyjaciół, sąsiadów i innych ludzi.               
Catherine Anthony Boldeau

1 Wierzyć tak jak Jezus, red. Ryszard Jarocki, Andrzej Siciński, tłum. Władysław Kosowski, Warszawa 2007, s. 231. 2 Zob. Rdz 2,23. 3 Zob. tamże. 4 Chrześcijański dom, Warszawa 1984, s. 18. 5 Mt 28,19. 6 J 17,21.
Znaki Czasu  październik 2013 r.