niedziela, 30 listopada 2014

TRZY FAKTY O PRZEŻYCIACH Z POGRANICZA ŚMIERCI

Trzy fakty o przeżyciach z pogranicza śmierci
Według przeprowadzonego kilka lat temu sondażu, 5 proc. Amerykanów miało
doświadczenie z pogranicza śmierci. Zanim jednak przyjmiemy je jako dowód na życie po śmierci, zapoznajmy się z następującymi faktami.
Ludzie, mając przeżycia z pogranicza śmierci, nie są martwi. Każdy lekarz powie nam, że ustanie funkcji oddychania nie jest równoznaczne ze śmiercią. Podobnie jest w przypadku zaprzestania akcji serca. Ba, żyjemy nawet wtedy, kiedy żadnych oznak aktywności mózgu nie pokazuje EEG. Śmierć następuje dopiero wówczas, gdy obumrze tyle komórek, że nie można już przywrócić nas do życia, a więc umieranie zajmuje trochę czasu.
Komórki mózgowe na przykład zaczynają obumierać dopiero po 4-6 minutach bez tlenu. Serce można przywrócić do pracy po 15 minutach od „śmierci”. Mięśnie obumierają dopiero po kilku godzinach. Proces umierania mogą ponadto wydłużyć nietypowe warunki, na przykład hipotermia [wyziębienie].
Innymi słowy, jeśli ktoś powie, że miał doświadczenie z pogranicza śmierci, z medycznego punktu widzenia wcale nie był martwy! Prawie martwy? Tak. Naprawdę martwy? Nie. Właśnie dlatego o doznaniach takich mówi się „z pogranicza śmierci”, a nie „po śmierci”.
Umieranie nie zapewnia doświadczenia z pogranicza śmierci. Według tego samego sondażu, który wykazał, że 5 proc. dorosłych Amerykanów miało przeżycia z pogranicza śmierci, dwie trzecie osób, które stanęły oko w oko ze śmiercią, nie miało takich doznań. Krótko mówiąc, jedna na trzy osoby ma mistyczne przeżycia, dwie nie mają. Jak myślicie, o kim napiszą w brukowcach?
Co więcej, nie wszystkie doświadczenia na granicy śmierci są jednakowe. Około dwóch trzecich osób, które je miały, nie opuszcza ciała, a trzy czwarte nie widzi żadnego tunelu ani światełka w nim.
Około 1 proc. przeżyć z pogranicza śmierci odbieranych jest jako coś „bardzo nieprzyjemnego”, a nawet potwornego.
Różnice te pokazują, że doświadczenia na granicy śmierci są nie tyle obiektywnym opisem śmierci, ile subiektywną reakcją na proces umierania. Na doznania takie może mieć wpływ pochodzenie danej osoby. Innymi słowy, na przeżycia z pogranicza śmierci mogą oddziaływać osoby, które je mają.
Aby mieć doświadczenia z pogranicza śmierci, nie trzeba umierać. Wszystkie doznania z pogranicza śmierci mogą się wydarzyć w świecie „rzeczywistym” pod wpływem narkozy, guza przysadki, nadmiaru dwutlenku węgla. Światełko można widzieć pod wpływem padaczki, migrenowych bólów głowy, medytacji, a także narkotyków, na przykład LSD, psylocybiny, meskaliny. U niektórych zjawisko to występuje nawet podczas zasypiania!
Ergo: mózg w niektórych okolicznościach reaguje dziwnie, choć przewidywalnie. Czy można się więc dziwić, że ludzie umierający — przerażeni, zszokowani, zatruci produktami ubocznymi obumierania komórek — widzą niezwykłe rzeczy?
Nie wiemy do końca, czemu ludzie widzą pewne rzeczy, umierając, ale nie wiemy też, dlaczego widzimy pewne rzeczy, śniąc. Ostateczna odpowiedź na oba pytania kryje się zapewne w naszych głowach, nie poza nimi.
C.G.


Z POGRANICZA ŚMIERCI

Kilka tygodni wcześniej, leżąc w łóżku, poczuł w palcach u nóg mrówki, które rozbiegły się po całym ciele i zeszły w głowie
, powodując głośne, nieprzyjemne dzwonienie. Joe miał wrażenie, że spada przez szary, mglisty tunel.
Zdumiony usiadł na łóżku. Wrażenie powtarzało się wielokrotnie: za każdym razem strach topniał, a zaciekawienie rosło. Wreszcie zamiast się opierać, postanowił ulec.
Któregoś popołudnia, kiedy mrowienie nadeszło, wyciągnął się, zamknął oczy i rozluźnił. Po tym jak dzwonienie dotarło do głowy, pomyślał sobie, że nie ma się czego bać, i wtem wyfrunąwszy przez sufit, zaczął się unosić w czymś w rodzaju zaśnieżonego telewizora. Zbyt przerażony, aby nawet krzyknąć, szybko się wyrwał i z szeroko otwartymi oczami siadł w pozycji wyprostowanej na łóżku.

Podróż astralna

Joe opowiedział o wszystkim koledze Fredowi.
To podróż astralna — orzekł kolega. — Miewam je od lat. Byłem na Jowiszu. Rozmawiałem w świecie astralnym ze swoim dziadkiem.
Wytłumaczenie wywarło na Joem nie lada wrażenie. Dotąd zawsze uważał, że coś, czego nie da się laboratoryjnie zbadać, nie istnieje. Ale po kilku sekundach w „świecie astralnym” nie był już tego taki pewien.
Wkrótce jednak został chrześcijaninem i gdy zawierzył życie Jezusowi, doznania te nigdy się nie powtórzyły.
Szybko poznał przyczynę. Studiując Biblię, odkrył, że rzekoma podróż astralna wcale taką nie była. Nigdy też naprawdę nie opuścił ciała. Po prostu komuś zależało, by tak myślał. Biblia nie tylko uratowała go przed tym zwiedzeniem, lecz także lepiej wyjaśniła, co rzeczywiście wtedy nastąpiło i dlaczego tak wielu daje się oszukać.

Przeżycia
na granicy śmierci

Jedną z najciekawszych rzeczy w podróżach astralnych jest ich zdumiewające podobieństwo do tak zwanych doświadczeń z pogranicza śmierci. U człowieka, który ich doznaje, podstawowe funkcje biologiczne, jak bicie serca czy oddychanie, ustają, a po przywróceniu do życia potrafi on przedstawić fantastyczne sprawozdania na temat tego, co widział, kiedy „nie żył”.
Opisywane przez takich ludzi zjawiska, jak dzwonienie, poruszanie się w tunelu czy rzekome opuszczenie ciała, jako żywo przypominają te, których Joe i inni doświadczyli w podróżach astralnych.
W chwili śmierci człowiek słyszy dzwonienie czy też buczenie” — pisał dr Raymond Moody junior, który w latach 70. ubiegłego wieku zaczął dokumentować przeżycia z pogranicza śmierci. Potem „następuje szybkie przemieszczanie się wewnątrz zamkniętego obszaru, tunelu, w kierunku światła. Do tego dochodzi zaskoczenie z powodu przebywania poza ciałem”.
Joe też znał to odczucie, choć wcale na krawędzi śmierci się nie znalazł!
Ludzie, którzy odbyli podróże astralne i mieli przeżycia na granicy śmierci, donoszą o takich samych doznaniach. Nic dziwnego, jedne i drugie bowiem biorą się z tych samych kłamstw, wedle których mamy nieśmiertelne dusze, a zmarli dalej żyją.

Nieśmiertelne dusze?

Wbrew popularnej teologii słowo Boże nigdzie nie uczy, jakoby w naszych ciałach przebywała nieśmiertelna dusza, która może nas opuścić, gdy znajdujemy się na skraju śmierci (doświadczenie z pogranicza śmierci) lub w odmiennym stanie świadomości (podróż astralna).
Hebrajskie słowo tłumaczone czasem w naszych Bibliach jako „dusza” to nefesz. Dawne przekłady Księgi Rodzaju mówią, że Bóg tchnął w Adama dech życia, tak że „stał się człowiek duszą [nefesz] żywiącą [żyjącą]”1.nowszych czytamy, że „stał się człowiek istotą żywą”. Aby powstała żywa istota ludzka, potrzeba więc „tchnienia życia” i „prochu ziemi” (fizycznego ciała).
Tego samego hebrajskiego wyrazu użyto w wersecie 19., mówiącym o tym, jak Bóg przyprowadził do Adama wszystkie zwierzęta, by je nazwał, a „każde (...) zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę »istota [nefesz] żywa«”2.
Księga Apokalipsy również używa słowa „dusza” (gr. psyche) na określenie zwierząt żyjących w morzu: morze „stało się jakoby krew umarłego, a każda dusza [nefesz] żywa zdechła w morzu”3.
Jak pisze LeRoy Froom, historyk Kościoła, „setki wybitnych badaczy Biblii z wszelkich wyznań i różnych wieków potwierdzają, że nie ma w niej ani jednego fragmentu mówiącego, jakoby człowieka w życiu doczesnym — całego bądź jakąś cząstkę — cechowała nieśmiertelność”.
Z kłamstwem o nieśmiertelnej duszy wiąże się kłamstwo o „życiu po życiu”. Według Pisma Świętego zmarli nie unoszą się w żadnej eterycznej mgle, lecz spoczywają w nieświadomym śnie, oczekując zmartwychwstania. W Księdze Koheleta czytamy: „Żywi wiedzą przynajmniej tyle, że umrą, podczas gdy umarli nie wiedzą już nic”4. Księga Psalmów mówi: „Umarli nie mogą już wysławiać Pana, żaden z tych, którzy zeszli do krainy milczenia”5.
Kiedy Łazarz umarł, Jezus oznajmił uczniom: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić”, kilka wersetów dalej zaś wyjaśnił: „umarł”6.
Apostoł Piotr przyznał królowi Dawidowi miejsce nie w niebie, lecz w grobie: „Bracia, wolno powiedzieć do was otwarcie, że patriarcha Dawid umarł i został pochowany w grobie, który znajduje się u nas aż po dzień dzisiejszy. (...) Albowiem nie Dawid wstąpił do nieba”7.

Demoniczne
zwiedzenie

Choć jednak Biblia nigdzie nie mówi, jakoby ludzie mieli nieśmiertelne dusze, przestrzega przed demonicznymi siłami, które mogą nas zwieść wszelkiego rodzaju oszustwami. Opisując wyrzucenie szatana z nieba, Księga Apokalipsy podaje: „I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię”8. Jednym ze sposobów, jakimi zwodzi całą zamieszkałą ziemię, jest kłamstwo, że chociaż nasze ciała umierają, nadal żyjemy jako nieśmiertelne dusze. Księga Rodzaju ujawnia jednak, że było to pierwsze kłamstwo, które Ewa usłyszała w Edenie: „Na pewno nie umrzecie!”9. W różnych formach głoszone jest ono do tej pory i wielu w nie wierzy.
Według sondażu przeprowadzonego kilka lat temu przez Uniwersytet w Chicago, 42 proc. Amerykanów twierdzi, że miało kontakt ze zmarłymi. Ba, wiara w nieśmiertelną duszę oraz jej logiczne następstwo, czyli życie od razu po śmierci, tworzą podwaliny prawie wszystkich religii Wschodu i ruchu New Age.
Mimo że chrześcijanie śmieją się z mistycyzmu New Age, osoby wierzące w nieśmiertelną duszę są podatne na takie zwiedzenia. Chrześcijański celebryta Pat Robertson, mówiąc o tych, którzy mieli doświadczenia z pogranicza śmierci, w książce Answers to 200 of Life’s Most Probing Questions [Odpowiedzi na 200 najwnikliwszych pytań] napisał, że „wielu z nich dano ujrzeć piekło. (...) Doświadczenie to zmieniło życie ich wszystkich, co stanowi oczywisty dowód istnienia życia po śmierci”.
Przed laty na łamach znanego amerykańskiego czasopisma religijnego „Christianity Today” pojawił się artykuł, w którym napisano, że „przeżycia na granicy śmierci nie »dowodzą« niczego na temat życia po śmierci. (...) Są co najwyżej stronniczymi, niejednoznacznymi, fragmentarycznymi, zniekształconymi migawkami [innego świata]”.

Nadprzyrodzone
szalbierstwa

Główna nauka Pisma Świętego mówi, że „wszyscy (...) zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej”10, a naszą jedyną nadzieją na życie wieczne jest Jezus Chrystus11. Mimo to niewiele osób (o ile w ogóle jakieś), które odbyły podróż astralną lub miały doświadczenia z pogranicza śmierci, wraca z przekonaniem o swojej potrzebie Chrystusa. „Zamiast tego — czytamy w »Christianity Today« — nabierają podejrzliwości wobec religijnego »sekciarstwa«. (...) Współcześni wizjonerzy przyjmują duchowość nie prostą, lecz pełną wesołości i śmiechu”.
Magazyn „Christianity Today” był najbliżej prawdy, stwierdzając, że „nie można wykluczyć wpływów demonicznych”. Pewnie, że nie można, bo to jedyne wyjaśnienie w świetle biblijnej prawdy na temat natury człowieka, stanu umarłych i zbawienia.
Chociaż niektóre podróże astralne i doświadczenia na granicy śmierci można przypisać czynnikom psychologicznym, inne są w istocie rzeczy szalbierstwami, i to nadprzyrodzonymi. W grę mogą wchodzić halucynacje, ale też siły demoniczne, gdyż Biblia mówi, że „sam (...) szatan podaje się za anioła światłości”12.
Przedstawiając nadprzyrodzone złe moce, Pismo Święte nie posługuje się bynajmniej figurami poetyckimi, lecz ostrzega nas przed dosłownymi siłami, których zwiedzenia są tak wyraziste, przekonujące i realne, że bez właściwego zrozumienia Biblii ludzie są w zetknięciu z nimi niemal bezbronni.
Po pierwszej podróży Joego w świat astralny niektórzy znajomi chrześcijanie przestrzegali go, że to diabelska sprawka. Joe, święcie przekonany o prawdziwości swoich przeżyć, roześmiał się znajomym w twarz.
W Świętego Mikołaja też wierzycie? — rzucił kpiąco.
Kiedy jednak został chrześcijaninem i pojął, czego tak naprawdę doświadczył, próbował o szatańskich zwiedzeniach przekonać swojego kolegę Freda.
To niemożliwe, żebyś rozmawiał ze swoim dziadkiem, bo twój dziadek śpi snem wiecznym — argumentował.
Wyjaśnił, że za tymi doznaniami stoją nadprzyrodzone moce. Ale Fred ani myślał tego słuchać.
Nie — odparł. — Znam swojego dziadka.
Nie on jeden!
Clifford Golstein

1 Rdz 2,7 Biblia gdańska (BG). 2 Jeśli nie za­znaczono inaczej, wszystkie cytaty biblijne pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wyd. 5. 3 Ap 16,3 BG. 4 Koh 9,5 Biblia warszawsko-praska (BWP). 5 Ps 115,17 BWP. 6 J 11,11.14. 7 Dz 2,29.34. 8 Ap 12,9. 9 Rdz 3,4. 10 Rz 3,23.
11
Zob. Dz 4,12. 12 2 Kor 11,14.

Znaki Czasu listopad 2014 r.  www.sklep.znakiczasu.pl

środa, 19 listopada 2014

ISLAM WCZORAJ I DZIŚ



Islam wczaroj i dzis - zloty wiek Islamu od VII do XI w n e ( zrodla rozne strony oraz Koran i ksiazki ) 
Tolerancja Arabow
"Bardzo ciekawie wygladala sytuacja religijna w kalifacie Arabskim bo dzieki duzej tolerancji z jaka traktowali swych poddanych kalifowie z jednej strony rozwijal sie Islam, z drugiej przybywalo wyznawcow chrzescijanstwa lub judaizmu. Na dalekie tereny Azji zaczeli przybywac wyznawcy nestorianizmu, monofizytyzmu, maronizmu czy judaizmu . Niestety ekspansja krzyzowcow zalamala to wielkie i cywilizowane panstwo z takim trudem stworzone a teraz rozrywane przez konflikty religijne i coraz liczniejszych wrogow zewnetrznych ...zaczelo chylic sie ku upadkowi " ale i potem np za czasow sultana Saladyna ( gdy Jego wojska odbily Jerozolime z rak krzyzowcow nie bylo mordowania Zydow i chrzescijan ,niestety gdy krzyzowcy zdobywali wczesniej rozne miasta chocby Jerozolime mordowali wszystkich  niekatolikow ) a wiec dlugi czas w krajach Islamu muzulmanie i chrzescijanie oraz Zydzi zyli wspolnie w miare spokojnie np w Palestynie albo Hiszpani a pozniej nawet w Turcji , wtedy gdy w chrzescijanskiej Europie przesladowano i zabijano wtedy niekatolikow i Zydow ... i szkoda ze w koncu wojny miedzy chrzescijanami i muzulmanami jednak zaowocowaly  tym ze obudzilo demona fanatyzmu Islamu czego owoce zbieramy do dzis . Islam i dzisiaj jest rozny ..mniej lub bardziej otwarty... wezmy chocby Polskich Tatarow ...a nowozytny fundamentalizm i terroryzm Islamski tez czesto byl i jest  wykorzystywany przez rozne rzady do wlasnych celow np w czasie I i II wojny swiatowej do walki miedzy Anglikami i Niemcami a potem do walki z ZSRR lub USA czy Izraelem itd ... lub teraz do ograniczania pod pozorem walki z fundametalizmem wielu praw i wolnosci obywatelskich .....
 
Anas ibn Malik przekazal ze Prorok powiedzial:
"Wyruszajcie w Imie Allaha, ufajac mu, i trzymajcie sie religii Wyslannika Allaha. Nie zabijajcie ludzi starych, niemowlat, dzieci, ani kobiet; nie badzcie nieuczciwi wzgledem lupow, czyncie dobro, gdyz Allah kocha tych ktorzy czynia dobro."
(Sunan Abu-Dauud, Kitaab ul-Dzihaad, nr. 2608)
 
Gdy Abu Bakr wysylal armie islamska do Syrii, taki dal im rozkaz:
"Nie dopuszczajcie sie zdrady, i nie odchodzcie od drogi prostej. Nie wolno wam okaleczac, ani zabijac dzieci, starcow czy kobiet. Nie niszczcie palm, nie palcie ich ogniem i nie scinajcie zadnych drzew owocowych. Nie wolno wam zabijac zadnych stad zwierzat ani wielbladow, jedynie dla waszego wyzywienia. Prawdopodobnie napotkacie na ludzi ktorzy poswiecili swe zycie sluzbie Bozej ; pozostawcie ich dla tego ku czemu poswiecili swe zycie. Prawdopodobnie napotkacie na ludzi ktorzy czestowac was beda roznymi potrawami. Mozecie jesc, ale nie zapomnijcie wspominac Imienia Allaha."
(Przekazal Imaam at-Tabari w "at-Ta'rikh", 1, 1850)
 
Abûl Fidâ Ismâ`il Ibn Kathir
 (zm. 774H – rahimahullah)
 zrodlo: Al-Bidaayah wan-Nihaayah, 10/584-585
 „Jesli charydzyci (dzis to Salafici czyli fanatycy ) by kiedykolwiek zdobyli wladze, zapewne spustoszyli by cala ziemie, i nie pozostawili by zywcem ani dzieci, kobiet, ani mezczyzn, jako ze wedlug nich (inni) ludzie szerza zepsucie ktorego nie mozna pozbyc inaczej niz poprzez masowa zaglade (tych ludzi).”

ps :
 
Sura (rozdzial ) Krowa 190 - 193

190 Zwalczajcie na drodze Boga
tych, ktorzy was zwalczaja,
lecz nie badzcie najezdzcami.
Zaprawde; Bog nie miluje najezdzcow!
 
191 I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie,
i wypedzajcie ich,
skad oni was wypedzili
- Przesladowanie jest gorsze niz zabicie. -
I nie zwalczajcie ich przy swietym Meczecie,
dopoki oni nie beda was tam zwalczac.
Gdziekolwiek oni beda walczyc przeciw wam, zabijajcie ich!
- Taka jest odplata niewiernym! -
 
192 Ale jesli oni sie powstrzymaja...
- zaprawde, Bog jest przebaczajacy, litosciwy!
 
193 I zwalczajcie ich,
az ustanie przesladowanie
i religia bedzie nalezec do Boga.
A jesli oni sie powstrzymaja,
to wyrzeknijcie sie wrogosci,
oprocz wrogosci przeciw niesprawiedliwym
 
__._,_.___

Posted by: "TomekG" <Tomasz.Grzesikowski@interia.pl>









__,_._,___

czwartek, 30 października 2014

POTOP I JEGO ECHA W LUDZKIEJ PAMIĘCI

Potop i jego echa w ludzkiej pamieci
W starozytnosci niemal wszystkie kultury obchodzily Swieto Zmarlych na poczatku listopada. Czy w ten sposob pierwsi ludzie upamietniali globalny kataklizm, ktory pogrzebal ich swiat w czasach Noego? Skad sie wziela okultystyczna symbolika swieta Halloween? Czy powinnismy pozwalac dzieciom przebierac sie za czarownice, duchy i kosciotrupy? Czy moze z tego wyniknac dla nich jakas szkoda?
Prawdziwa geneza Swieta Zmarlych
Starozytni Egipcjanie, Fenicjanie, Asyryjczycy, Zydzi, Persowie, a takze mieszkancy dawnych Indii, Europy, Meksyku i Peru obchodzili na poczatku listopada Dzien Smierci polaczony z Nowym Rokiem. Frederick Filby, badacz dawnych tradycji, napisal: „Stary swiat zginal w listopadzie, a w rok potem w tym samym miesiacu zaczela sie nowa era. Oba te wydarzenia zakorzenily sie w pamieci ludzkosci. Odtad listopad kojarzy sie ludziom na calym swiecie z Dniem Zmarlych, a w wielu starozytnych kalendarzach takze z Nowym Rokiem, choc ta data nie ma uzasadnienia w przesileniu slonecznym, zrownaniu dnia z noca, czy w innym astronomicznym zjawisku”
Wedlug biblijnej chronologii, potop zaczal sie 17. dnia drugiego miesiaca (Rdz 7:11). Miesiac ten nazywano Marheszwan, albo Bul (1Krl 6:38)[2]. Drugi miesiac zaczynal sie w polowie pazdziernika, a zatem 17. dzien tego miesiaca wypadal na poczatku listopada (Wj 34:22; 23:16)[3]. Wydaje sie, ze Swieto Zmarlych jest pamiatka rozpoczecia potopu, a Nowy Rok jego zakonczenia, gdyz w rok po potopie ludzie wyszli z Arki, aby rozpoczac zycie od nowa na ziemi. W starozytnosci te swieta obchodzono jedno po drugim na przelomie pazdziernika i listopada.
 
Halloween, swieto demonow ?
Z czasem historia potopu ulegla zapomnieniu, ale dzien pamieci po wszystkich zmarlych byl nadal obchodzony, z tym, ze w krajach anglosaskich poprzedzalo go okultystyczne swieto Halloween (All Hallows Eve), czyli wigilia Wszystkich Swietych (ang. All saints day).
Dawni Celtowie w Wielkiej Brytanii czcili w tym dniu Samhaina, demonicznego „pana smierci”. Wierzyli, ze tego dnia dusze zmarlych wracaja do swiata zywych. Czy jako chrzescijanie powinnismy pozwalac naszym dzieciom przebierac sie za czarownice, duchy i kosciotrupy lub godzic sie na ich udzial we wrozbach towarzyszacych zabawom w Halloween? Dla dzieci jest to okazja, aby przebrac sie w niecodzienne stroje, nazbierac slodyczy i zabawic z rowiesnikami. Natomiast dla krolestwa ciemnosci jest to promocja. Czy powinnismy promowac cokolwiek, co ma zwiazek z krolestwem ciemnosci? Slowo Boze tego nie zaleca. Apostol Pawel napisal: „Od wszelkiego rodzaju zla z dala sie trzymajcie” (1Tes 5:22).
Czy mozemy wykorzystac Swieto Zmarlych ku dobremu? Tak, bo mozemy opowiedziec naszym znajomym o sadzie Bozym, ktory zaskoczyl ludzkosc za dni Noego, kiedy to ostala sie tylko jedna rodzina, gdyz byla wierna Slowu Bozemu. Podobny sad przyjdzie na ten swiat przy powtornym przyjsciu Chrystusa, kiedy znow tylko garstka okaze sie wierna przykazaniom Bozym (Ap 12:17; 14:12). Jezus powiedzial: „A jak bylo za dni Noego, tak bedzie i za dni Syna Czlowieczego” (Lk 17:26). Czy jestes gotowy na Jego powtorne przyjscie?
dr Alfred J. Palla
 Przesłane przez Tomasz Grzesikowski

niedziela, 26 października 2014

MUSI SIĘ TO STAĆ

Nowe wirusy, zmutowane bakterie, klęski żywiołowe, plaga głodu i zbójeckie eksploatowanie ziemi. Wojny, którym towarzyszą hasła: pokój i bezpieczeństwo. Ataki terrorystyczne. Ekonomiczna i ekologiczna niepewność jutra. Epoka rozkwitu intelektu, ale też moralnego chaosu. Świat wyraźnie wypada ze swoich kolein. Czy może to świadczyć o zbliżającej się globalnej katastrofie? Patrzący w przyszłość ludzkości Jezus dwa tysiące lat temu namalował obraz rzeczywistości, w jakiej przyszło nam żyć. I dodał: „To jest początek boleści”1.
Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy które przyjdą na świat:
tak ogólnie Jezus scharakteryzował epokę tuż przed swoim powrotem. Niepokój i coraz większy chaos. Polityczny, społeczny, ekonomiczny, religijny, w przyrodzie... Jezus przestrzegał, że zło będzie panować wszędzie, a zacznie się od ludzkich serc. Chciwi, żądni władzy i wszelkich dóbr, niemoralni, egoistyczni, rozwiąźli zgubimy wszystkie wartości. Czas moralnego upadku z jednej strony oraz intelektualnego rozkwitu z drugiej. Czas wojen, ale i powszechnych zapewnień o pokoju i bezpieczeństwie. Epoka paradoksów. Jezus opisał swym uczniom wydarzenia czasu końca, by mogli poznać, że „blisko jest, tuż u drzwi”3. Ze smutkiem mówił: „Musi się to stać”4. Patrząc w przyszłość istot obdarzonych wolną wolą, płakał i zwracał się do swoich dzieci: „Już teraz powiadam wam, zanim się to stanie, abyście gdy to się stanie, uwierzyli, że Ja jestem”5. A jednak, mimo że widzimy właśnie to, o czym mówił, nadal nie chcemy uznać owego Jestem. A On ostrzega: „Baczcie, aby was kto nie zwiódł”6.

Będzie głód

I Będzie głód i mór, a miejscami trzęsienia ziemi”7. Choć wszystkie trzy zjawiska zawsze towarzyszyły ludzkości, to nigdy nie padły tak przerażające „rekordy”.
Plaga głodu osiągnęła apogeum: codziennie na świecie umiera z głodu ok. 40 tysięcy ludzi! Codziennie gaśnie miasto... Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), tylko jedna trzecia ludności naszego globu jest dobrze odżywiona. Taka sama część ludzi jest niedożywiona, a kolejna jedna trzecia głoduje! Tylko w części Azji i Afryki blisko 40 proc. ludzi żyje poniżej poziomu egzystencji. Zdaniem specjalistów ONZ prawdziwą przyczyną niedoboru żywności jest niesprawiedliwy podział zasobów naturalnych na świecie. Najbogatsza piąta część ludności świata zużywa 86 proc. tych zasobów, podczas gdy jedna piąta najbiedniejszych mieszkańców naszego globu ma udział tylko w 1,5 proc. zasobów. Aby pokryć niezaspokojone potrzeby świata w zakresie higieny i żywności, wystarczyłoby 13 mld dolarów — tyle, ile ludzie w USA i UE wydają co roku na perfumy!

Będzie mór

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wydała 8 sierpnia komunikat, określając epidemię wirusa Eboli w Afryce Zachodniej jako sytuację nadzwyczajną dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym. Prasowe nagłówki mogły przyprawiać o dreszcze: Lekarze bez Granic: wirus postępuje, nie mamy pojęcia, jak to się dzieje; Świat nie jest zabezpieczony przed epidemią; WHO: epidemia Eboli groźniejsza niż zakładano; Świat przegrywa batalię; Rośnie liczba ofiar Eboli... To już nie tylko Afryka: Podejrzenie wirusa Eboli w Lipsku i Sztokholmie; Niemcy: pierwszy pacjent z Ebolą trafił do szpitala; Pierwszy Brytyjczyk z Ebolą ewakuowany do kraju... Wstrzymane loty, godzina policyjna, zamieszki... Tylko jeden miesiąc — sierpień. We wrześniu o Eboli było już ciszej. A nawet zaczęły się pojawiać uwagi, że nie tak łatwo Ebolą się zarazić, a panika jest sztucznie wywoływana, bo może przysłużyć się interesom finansowym niektórych. Ale nawet jeśli do pandemii daleko, to owo nagłe rozprzestrzenianie się wirusa w kilku krajach afrykańskich pokazuje, jak słabi jesteśmy w walce z zarazkami. Wystarczy przypomnieć AIDS — chorobę nazwaną morem końca XX wieku. Lub błyskawicznie mutujące wirusy i bakterie odporne na antybiotyki. I prawdziwa groza XXI wieku — naukowcy przepowiadają przełamanie bariery gatunkowej i epidemię chorób, którymi będziemy się zarażać od zwierząt. Według najczarniejszych scenariuszy naukowców ludzkie wirusy połączone ze zwierzęcymi zdziesiątkują nas, zanim znajdziemy antidotum. Już doszło do naruszenia subtelnej równowagi między ludźmi a mikroorganizmami. Dlatego taką panikę wywołał jakiś czas temu wirus SARS powodujący nietypowe zapalenie płuc. Naukowcy obawiali się, że pojawi się drobnoustrój, który będzie tak śmiercionośny jak SARS i będzie atakować tak szybko jak grypa. I wtedy zaatakował wirus ptasiej grypy, z którym nie od razu sobie poradzono.
Można też przypomnieć zagrożenie inną pandemią — BSE, czyli tzw. chorobą szalonych krów. I choć o temacie dawno zapomniano, należy pamiętać, że infekcja rozwija się powoli, latami nie dając żadnych objawów. Warto wspomnieć taki „drobiazg” jak wirus Zachodniego Nilu — przez lata poważne zagrożenie epidemiologiczne w USA. Wirus, przenoszący się z ptaków na ludzi za pośrednictwem komarów, został przywieziony samolotem do Nowego Jorku wraz z zakażonym komarem. W USA, ale też Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Rumunii i we Włoszech odnotowano przypadki śmiertelne wśród ludzi. Na szczęście i to udało się opanować.
Na Bałkany dotarła przenoszona przez kleszcze tzw. gorączka Krym-Kongo; poza strefę zwrotnikową wydostała się choroba denga i szybko przesuwała się na północ — WHO szacowała, że wirus zagraża 40 proc. ludzi na świecie. Coraz więcej przypadków malarii notuje się w Europie — na świecie to aż 1,2 mln zgonów rocznie. Epidemiolodzy uważają, że wkrótce większość ludzi będzie narażona na choroby tropikalne. Przyczyniają się to tego ocieplenie klimatu i podróże międzykontynentalne.
Ale mamy też rodzime zagrożenie — boreliozę, którą rozsiewają kleszcze. Co czwarty pajęczak jest już zakażony. A mało kto wie, że oprócz boreliozy kleszcze roznoszą kilkadziesiąt innych groźnych chorób.
Epidemia raka to nie tylko metafora. Okazuje się, że rakiem można się zarazić. Obecnie co szósty nowotwór złośliwy, jak oceniają onkolodzy, powstaje wskutek infekcji. Rakotwórcze wirusy, bakterie i pasożyty są już tak samo groźne jak inne czynniki kancerogenne8.
To tylko wycinek naszej rzeczywistości — nieznanej naszym rodzicom...

Będą trzęsienia ziemi

Aktywność sejsmiczna ziemi wzrosła w ostatnim wieku niebotycznie. W jednym z amerykańskich programów można było usłyszeć zatrważające statystyki: w ciągu całego XIX wieku zanotowano dwa tysiące trzęsień ziemi, a tylko w 1993 roku aż 21 tysięcy; do XX wieku ziemia trzęsła się 10 razy z siłą ponad
6 stopni w skali Richtera, obecnie każdego roku notuje się kilkaset takich katastrof! W 1923 roku w Japonii wstrząsy o sile 8,3 stopnia w skali Richtera zabiły 140 tys. ludzi. W roku 1935 w Indiach zginęło 50 tys. ludzi (wstrząsy o sile 7,5 stopnia), w 1939 w Chile — 28 tys. (8,3 st.),
a w Turcji — 33 tys. (7,9 st.). Druga połowa wieku przyniosła tragedię w Chinach — 240 tys. ofiar (8 st.), dziesiątki tysięcy ofiar pochłonęły kolejne trzęsienia ziemi: w Gwatemali (1976, ok. 30 tys. ofiar), Iranie (1978, 25 tys. ofiar; 1990, 50 tys. ofiar), Meksyku (1985, 9,5 tys. ofiar), Armenii (1988, 25 tys. ofiar), Indiach (1993, 10 tys. ofiar; 2001, ok. 13 tys. ofiar). Oczywiście w wyniku epidemii i fatalnych warunków życia ostateczna liczba ofiar była dużo wyższa. To dopiero początek kataklizmów, które wkrótce mogą nękać całą planetę — twierdzili sejsmolodzy. I wtedy przyszło śmiertelne tsunami w południowo-wschodniej Azji. A potem tragedia na Haiti...
Inne groźne zjawisko naszych czasów, el nino, to efekt rabunkowej gospodarki, która powoduje zmiany klimatyczne na całym globie. Co sekundę karczowana jest puszcza amazońska wielkości boiska do piłki nożnej! Płuca świata się kurczą, a żywioły zaczynają szaleć. Huragany, tajfuny, cyklony uderzają z ogromną siłą, zabijając jednorazowo, jak np. w Bangladeszu czy w Indiach, dziesiątki tysięcy ludzi. Powodzie na przemian z suszami odbierają życie setkom tysięcy mieszkańców już nie tylko Azji i Afryki. Płacimy za rozwój wiedzy i chciwość w tej dziedzinie, choćby za eksperymenty nuklearne i kosmiczne.

Będą wojny

Potem usłyszycie o wojnach i wieści wojenne”9 — mówił swoim uczniom Jezus. Radził, by chrześcijanie „się nie trwożyli”, bo przecież „musi się to stać”. Na świecie nasilą się wojny nie tylko między państwami, ale i konflikty etniczne, walki narodowościowe — „powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu”10. Informacje o walkach będą docierały wszędzie, usłyszy o nich każdy. Może Jezus miał na myśli nie tylko skalę konfliktów, ale też prędkość i sposób rozchodzenia się owych wieści wojennych — przez środki masowego przekazu?
Choć wojny były zawsze, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że żyjemy w czasie szerzących się konfliktów narodowościowych i globalnych. XX wiek rozpoczął erę wojen światowych. W I wojnie uczestniczyły 33 państwa i ok. 70 milionów żołnierzy; 10 milionów ludzi zginęło, ponad 20 milionów zostało rannych. W II wojnie światowej udział wzięło 60 krajów, 110 milionów ludzi liczyło wojsko, zaś liczba zabitych się potroiła, nie licząc ofiar obozów koncentracyjnych. Przy broni atomowej i biologicznej trzeci globalny konflikt mógłby się równać unicestwieniu ludzkości. Technika militarna rozwija się błyskawicznie. Obecnie rocznie rozgrywa się na świecie kilkadziesiąt wojen. Szerzy się zagrożenie nuklearne.
Terroryzm — nowe zjawisko, z którym świat nie umie skutecznie walczyć. Nowy Jork, Bali, Kenia, Biesłan, Madryt, Londyn... Błyskawicznie rozrastające się państwo islamskie... dżihadyści w garniturach w centrum zachodniej cywilizacji... I hasła „pokój i bezpieczeństwo” towarzyszące wszystkim stronom dla usprawiedliwienia ataków... A jak zapisano w Biblii — „wtedy przyjdzie na nich zagłada”11.
Bezprawie
się rozmnoży
Epoka masowego przekraczania prawa Bożego. Czas Sodomy i Gomory — wszelkiej rozwiązłości, też tej prawnie usankcjonowanej. Era konsumpcjonizmu. Jezus porównywał czasy ostateczne do czasów Noego, gdy tylko „jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali”12. I zjawisko tego wieku — trzecia płeć. Małżeństwa jednopłciowe stają się powszechne. Zepsuty Zachód? Niekoniecznie. We wrześniu prasa doniosła o pierwszym takim zawartym związku w... Chinach. Część krajów dopuściła już adopcję dzieci przez homomałżeństwa. W tym świecie chrześcijańskim duchownym nie wolno nazywać za apostołem Pawłem homoseksualizmu dewiacją13, bo grozi za to areszt... Zresztą czym jest „niewinny” homoseksualizm w obliczu ostatniej próby oswojenia pedofilii. Rok temu Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne opublikowało w Diagnostic and Statistical opis zaburzeń psychicznych. Pedofilię uznano za rodzaj orientacji seksualnej. Warto podkreślić, że jest to wiodące stowarzyszenie psychiatrów i autorytetów, wydające opinie, na podstawie których lekarze w Stanach Zjednoczonych wystawiają diagnozy. Według psychiatrów amerykańskich pedofile mogą wykonywać czynności seksualne z dziećmi za ich zgodą. Musiano się jednak wycofać z tego stanowiska po społecznym proteście. Na jak długo? Wypada przypomnieć, że członkowie tego samego stowarzyszenia uznali w 1973 roku, że homoseksualizm to nie choroba, lecz orientacja, a w 1990 roku przegłosowano to stanowisko w Światowej Organizacji Zdrowia.
I najnowsza propozycja — pod koniec września dał się słyszeć pierwszy głos zachęcający do dyskusji na temat związków kazirodczych. Głos o tyle poważny, że wypowiedziany przez filozofa i bioetyka prof. Jana Hartmana z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na swoim blogu napisał, że należy się zastanowić, czy w dobie antykoncepcji zakaz kazirodztwa ma rację bytu. „Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku” — przekonuje na blogu.
Apostoł Paweł pisał o czasach ostatecznych, że „bezprawie się rozmnoży” i „miłość wielu oziębnie”. Ludzie będą „samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, bez serca, nieprzejednani, przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego, co dobre, zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga, którzy przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy”14. Cechować ich będą aspołeczne zachowania i amoralne postawy. Czyżby dwa tysiące lat temu opisano nasze pokolenie?
Brak miłości i etycznego wzorca prowadzi do upadku moralnego i rozkładu kulturowego. W ciągu ostatnich 35 lat XX wieku przestępczość w Ameryce wzrosła o 560 proc. (co dwie sekundy popełniane jest tam poważne przestępstwo), rozwody — o 400 proc., o 300 proc. wzrosła liczba dzieci z rozbitych domów, a samobójstwa nieletnich — o 200 proc. Jeszcze dwa pokolenia wcześniej głównymi problemami w szkołach były rozmowy na lekcjach, żucie gumy, hałasowanie i bieganie po korytarzu; dziś — narkomania, alkoholizm, ciąże, samobójstwa, gwałty i rabunki.
A co najgorsze — te wszystkie statystyki przestały na nas robić wrażenie...

Blisko jest

Gdy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, tuż u drzwi”15 — mówił Jezus. Ale co jest blisko? Jakiś kataklizm? Czy zginie ziemia? Jak? Czy pogrąży nas atomowy konflikt? Czy uderzy w nas kometa? A może nasz glob czeka zagłada ekologiczna? Nie. Jezus przestrzegał wierzących, że pojawi się wiele koncepcji końca i wszystkie nazwał zwodniczymi. Aż półtora tysiąca razy Biblia mówi, że Bóg osobiście tu powróci i „odda każdemu według uczynków jego”16. Wtedy „niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną”17. Ma to być kosmiczne zjawisko wykraczające poza naszą wyobraźnię: „I niebo znikło, jak niknie zwój, który się zwija, a wszystkie góry i wyspy ruszone zostały z miejsc swoich”18. Powrót Chrystusa pełnego chwały to czas zbawienia dla tych, którzy wytrwali w wierze i przyjaźni z Bogiem. To czas zmartwychwstania, zamiany tego, co śmiertelne, na nieśmiertelne, czas odnowy ziemi i egzystencji, która nie zna słów: płacz, smutek, ból, śmierć; czas nowej ziemi i nowego nieba19. Dlatego gdy wierzący dostrzegą znaki czasu, mają podnieść swe głowy. I choć „o tym dniu i godzinie nikt nie wie”20, to przecież mamy uczyć się podobieństwa od drzewa figowego, bo „gdy gałąź jego już mięknie i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato”21.
Czyż nie zbliża się czas wiecznego lata? Dobry Bóg „nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy (...) lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął”22.
K.S.

1 Mk 13,8. Cytaty biblijne pochodzą z Biblii warszawskiej wydanej przez Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 2011. 2 Łk 21,26. 3 Mt 24,33. 4 Mt 24,6. 5 J 13,19. 6 Mt 24,4. 7 Mt 24,7b. 8 Zob. Rakiem można się zarazić, „Focus” wrzesień 2014, s. 14. 9 Mt 24,6.
10
Mt 24,7. 11 1 Tes 5,3. 12 Mt 24,38. 13 Zob. Rz 1,27. 14 2 Tm 3,2. 15 Mt 24,33. 16 Mt 16,27. 17 2 P 3,10. 18 Ap 6,14. 19 Zob. 1 Kor 15,51-54; Ap 21,1-5; 21,1. 20 Mt 24,36. 21 Mt 24,32-44. 22 2 P 3,9.

Znaki Czasu 10-2014 r. www.sklep.znakiczasu.pl

WYBACZYĆ W TRAKCIE KONFLIKTU?

Czy wróg, prosząc swoją ofiarę o wybaczenie, nie wymaga od niej zbyt wiele? Czy takie przebaczenie jest w ogóle możliwe?
Druga wojna światowa. Umiera młody esesman. W ostatnim życzeniu prosi,
by przyprowadzono do niego Żyda, jakiegokolwiek. Chce mu wyznać swoje złe czyny i umrzeć w pokoju.
Tym przypadkowo wybranym Żydem jest Szymon Wiesenthal, jeden z tysięcy więźniów żydowskich w każdej chwili zagrożonych śmiercią. Żołnierz opowiada mu przerażającą opowieść o podpaleniu domu, do którego wcześniej zagoniono Żydów — mężczyzn, kobiety i dzieci — a żołnierzom wydano rozkaz strzelania do każdego, kto będzie próbował uciec.
Wiesenthal siedzi sparaliżowany, słuchając, jak żołnierz prosi go o przebaczenie, żeby odzyskać wewnętrzny pokój i umrzeć. Wiesenthal myśli o tym, że ten żołnierz przynajmniej będzie mieć normalny grób, z nazwiskiem i być może kwiatami, podczas gdy on, Wiesenthal, zostanie pewnie wrzucony jak śmieć do jakiejś wspólnej mogiły. Zbyt przytłoczony życzeniem żołnierza Wiesenthal ostatecznie wstaje i odchodzi stamtąd bez słowa.
Stać go jedynie na odwiedzenie domu matki tego żołnierza, by oddać jej rzeczy, które należały do jej syna. Tam doświadcza jeśli nie przebaczenia, to przynajmniej odrobiny współczucia i litości dla pogrążonej w żałobie matki, a nawet dla jej syna1.
Czy podczas wojny można wybaczyć? Jeśli tak, to jak? I dlaczego? A co ze sprawiedliwością? Czy nie ma zbrodni, które po prostu nie powinny być wybaczone?

Znaczenie
przebaczenia

Licznie obecnie publikowane na temat przebaczenia książki wskazują na istnienie wielu wymiarów przebaczenia. Ktoś może zmagać się z takimi kwestiami jak: wina, złość, przemoc, uraza, żal, wyznanie, sprawiedliwość, miłosierdzie, łaska, pojednanie. Przebaczenie dotyczy nie tyle przypadku męża, który uparcie zostawia w toalecie podniesioną deskę klozetową, co raczej męża, który złamał świętą przysięgę małżeńską. Problem sedesu można rozwiązać, okazując cierpliwość. Problem zdrady dla swego rozwiązania wymaga już przebaczenia.
Inspirowany głównie Nowym Testamentem Robert Enright tak rozumie przebaczenie:
Przebaczenie jest odpowiedzią na doznaną krzywdę, nadstawieniem drugiego policzka.
Jest reakcją na atak bez chowania urazy czy żądzy zemsty.
Jest aktem niezasłużonej łaski.
Może ono całkowicie uzdrowić wzajemne relacje.
Ma w sobie potencjał uzdrowienia zarówno sprawcy, jak i ofiary2.
Przebaczenie nie jest zaprzeczaniem, niezauważaniem, usprawiedliwianiem czy umniejszaniem wagi danego złego czynu. Z drugiej strony, przebaczenie warunkowane wcześniejszym wydobyciem od winowajcy odszkodowania czy ukaraniem go też nie jest przebaczeniem. Wybaczenie krzywdy nie oznacza, że nie mamy prawa dochodzenia sprawiedliwości, oznacza natomiast — jak nieco dalej zobaczymy — że nie możemy spodziewać się od wymiaru sprawiedliwości tak wiele, jak to zwykle czynimy.

Dlaczego
droga przebaczenia?

Ze wszystkich religii świata chrześcijaństwo ma chyba najbardziej rozbudowaną i dobrze zdefiniowaną naukę o przebaczaniu. Nie znaczy to, że inne religie nic nie mówią o przebaczeniu i czynieniu pokoju. Chodzi o to, że w chrześcijaństwie przebaczenie leży u podstaw tego systemu wierzeń, stanowiąc główną cechę Boga. Chrześcijanie wierzą, że zbawienie dokonuje się właśnie poprzez Boże przebaczenie okazane tym, którzy je wybrali. Z perspektywy chrześcijańskiej cała historia ludzkości sprowadza się do sposobu, w jaki miłosierny i wybaczający Bóg zapłacił cenę za grzech swoich dzieci i jak im przygotował drogę powrotną do ponownego zjednoczenia się z Nim. Jeżeli w centrum naszego zbawienia leży miłość Boża, to przebaczenie jest kanałem, przez który ta miłość do nas dociera. Bez przebaczenia miłość Boga byłaby jedynie teorią.
Instrukcja Jezusa, by nadstawić nieprzyjaciołom drugi policzek i iść z nimi drugą milę, odwołuje się do najwyższych znanych ludzkości wartości moralnych. Droga przebaczenia nakreślona w Kazaniu na Górze jest trudną, ale owocną podróżą ku poznaniu samego siebie i innych, nieuchronnie prowadzącą do uczynienia nas lepszymi ludźmi.
Odwiedzający Muzeum Tolerancji Wiesenthala w Los Angeles mogą, uczestnicząc w moim seminarium pt. Przebaczenie i kultura, wysłuchać doświadczeń osób ocalałych z Holocaustu. Niektórzy z ocalonych opowiadali o tym, jak wybaczyli tym, którzy dopuścili się niewyobrażalnych zbrodni wobec ich narodu. Inni nadal nie byli w stanie przebaczyć. Jednak ci, którzy przebaczyli, kierowali się różnymi pobudkami.
Jedna osoba powiedziała, że jeśliby nie wybaczyła, zniżyłaby się do poziomu swoich prześladowców. Inna powiedziała, że chce żyć dalej, a nie mogłaby, gdyby nie pozwoliła sobie na wyzbycie się nienawiści do Niemców. Te niesamowite świadectwa uczą nas, że przebaczenie, choć trudne, jest możliwe, a nawet konieczne. Rozpamiętywanie starych ran szkodzi. Jak długo można je rozpamiętywać? To, ile czasu upłynie od przestępstwa do decyzji o przebaczeniu, zależeć będzie od rozmiaru popełnionego zła. Ale w końcu przebaczenie jest jedyną drogą do osiągnięcia wewnętrznego pokoju i wewnętrznej wolności.
Powiedzenie: czas leczy rany — nie zawsze działa. Zwłaszcza w przypadku konfliktu na wielką skalę, gdy emocje sięgają zenitu. Sam czas nie przynosi wtedy uzdrowienia. Michael Henderson opowiada, jak po drugiej wojnie światowej wysocy rangą przedstawiciele wcześniej walczących ze sobą Francuzów i Niemców spotkali się w miejscowości Caux w Szwajcarii, gdzie z pomocą przeszkolonych mediatorów rozmawiali ze sobą i wspólnie pracowali nad akceptowalnym kształtem powojennej koegzystencji3. Niewiele czasu upłynęło między podpisaniem traktatu pokojowego a podjęciem próby zaproszenia przeciwnych stron konfliktu do stołu pojednania. Uzdrowienie relacji przynosi nie tyle sam upływ czasu, co celowe działania zmierzające do pojednania. Żeby wybaczyć, trzeba tego chcieć i trzeba działać na rzecz przebaczenia.

Przebaczenie a ofiara

Kiedy myślimy o przebaczeniu, to zazwyczaj mamy na myśli, że winowajca otrzymuje coś, na co nie zasługuje, a jego ofiara zostaje tym samym dodatkowo zraniona. To przekonanie wyrasta z przeświadczenia o tym, że krzywda dotyka ofiar niesprawiedliwie. Już jako dzieci, gdy zostaliśmy skrzywdzeni, oczekiwaliśmy, że sprawca krzywdy zostanie ukarany. Takie widoczne już w dzieciństwie nastawienie towarzyszy większości z nas również w życiu dorosłym. Praktyka pokazuje jednak, że cenę zła zwykle płacą ofiary. To głównie ci, którzy doznali upokorzenia, zdrady czy padli ofiarą przestępstwa, dźwigają na sobie ciężar krzywdy.
Jeśli krzywda nie działa sprawiedliwie [dotyka ofiar niesprawiedliwie — red.], również przebaczenie nie zachodzi w taki sposób, w jaki wydawało nam się, kiedy byliśmy dziećmi. Wtedy myśleliśmy że wybaczać należy osobie, która przeprasza. Z drugiej strony, sama gotowość przebaczenia, nawet komuś, kto nie przeprosił i nie poczuwa się do skruchy, może przebaczającego uzdrowić zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Skrzywdzony nie rezygnuje w ten sposób z prawa sprawiedliwości; raczej może teraz jej szukać, ale bez chęci zemsty, która szkodzi i ciału, i psychice. To zrozumienie przebaczenia rzuca pewne światło na następujące słowa Pierwszego Listu do Koryntian 13,11: „Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem jak dziecię, rozumowałem jak dziecię; lecz gdy na męża wyrosłem, zaniechałem tego, co dziecięce”4. Przebaczenie jest wezwaniem, by porzucić dziecięce wyobrażenia i „dorosnąć” w Chrystusie. Przebaczenie jest przejawem chrześcijańskiej dojrzałości.

Przebaczenie
i sprawiedliwość

A co z potrzebą sprawiedliwości? Czy przebaczenie ją eliminuje? Nie! Ktoś może szukać sprawiedliwości wobec sprawców zła w pełnym przewidzianym prawem zakresie — i to jest na przykład zadanie międzynarodowych trybunałów ścigających zbrodnie wojenne. Jednak osiągnięcie sprawiedliwości na tej drodze nie zawsze jest możliwe, szczególnie w kontekście działań wojennych. Ale nawet wtedy, gdy sprawiedliwości stało się zadość (jakaś forma sprawiedliwej kary została wymierzona), ofiary wciąż stoją przed wyborem albo dalszego pielęgnowania, albo wybaczenia. Ponieważ przebaczenie wiąże się z wyzbyciem się gniewu wywołanego krzywdą, dlatego nie może zależeć od wymierzenia krzywdzicielowi sprawiedliwości. Ostatecznie przebaczenie jest wyborem i decyzją osobistą, które konkretna skrzywdzona osoba musi podjąć sama.
W czasie wojny (w tym wojny z terroryzmem, która obejmuje walkę z licznymi i czasem anonimowymi wrogimi grupami), zrozumienie uczuć wroga — nawet jeśli jednocześnie robimy wszystko, co konieczne, aby nas ponownie nie zaatakował — jest sposobem na poradzenie sobie z gniewem, a przebaczenie daje możliwość zagojenia ran. Poszukiwanie prawdy oznacza lepsze poznawanie naszego wroga i poszukiwanie sposobów obracania zła w dobro, o ile to tylko możliwe. Czy chodziłoby o konflikt godny wojny, czy domową sprzeczkę, przebaczenie jest łatwiejsze, kiedy każda ze zwaśnionych stron chce poznać prawdę o sobie samym i drugiej stronie5. Ta wiedza uczyni wszystkich zaangażowanych w konflikt wolnymi.
Mary McAleese opisuje historię Gordona Wilsona, którego piękna córka Maria umierała w męczarniach po zamachu bombowym w Irlandii Północnej. Wilson postanowił przebaczyć sprawcom tego strasznego czynu. McAleese pisze dalej: „Był on [Wilson] tak wyćwiczony w miłości, że kiedy jego piękna córka Marie (...) gasła, z jego ust wydobyły się tak naturalnie słowa miłości i przebaczenia”. McAleese wyznaje, że jego słowa „zawstydziły nas, zaskoczyły. Brzmiały tak różne od tego, czego oczekiwaliśmy i do czego byliśmy przyzwyczajeni”6.
Ale byli tam i tacy, którzy krzyczeli na niego: „Jak możesz wybaczyć zabójcom własnej córki? Jak śmiesz im przebaczyć?”. Dla McAleese było to tak, jakby ci chrześcijanie nigdy nie słyszeli polecenia Chrystusa, by kochać nawet naszych nieprzyjaciół i im przebaczać. Było to tak, jakby Chrystus nie powiedział: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”7. Jeden z krytyków Wilsona, chodzący to tego samego kościoła co on, powiedział: „Ten biedak na pewno musiał być w szoku”8. Gdy McAleese usłyszała ten komentarz, zastanawiała się, dlaczego ten akt przebaczenia odebrano jako „znak psychicznej słabości zamiast duchowej siły”9.
Wybaczenie podczas konfliktu — okazanie ducha Chrystusowego10 — jest aktem najwyższej odwagi. Ellen G. White w zdumiewający sposób pisze o braterskiej miłości Jezusa, który stał przed nacjonalizmem forsowanym przez uczonych w Piśmie i faryzeuszów: „Nie robił On żadnej różnicy między bliźnimi i obcymi, przyjaciółmi i wrogami”11. Oto wzór. Mój wróg i mój przyjaciel są moimi bliźnimi, a ja jestem wezwany do korzystania z tego uzdrawiającego przebaczenia zarówno w czasie pokoju, jak i w czasie konfliktu.
Lourdes Morales-Gudmundsson

1 Zob. S. Wiesenthal, The Sunflower: On the Possibilities and Limits of Forgiveness, Nowy Jork 1969. 2 Zob. The World of Forgiveness, t. 1, The International Forgiveness Institute, nr 1, październik-listopad 1996. 3 Zob. Michael Henderson, The Forgiveness Factor, Londyn 1996, s. 18-36. 4 O ile nie zaznaczono inaczej, cytaty biblijne pochodzą z Biblii warszawskiej wydanej przez Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 2011. 5 Zob. J 8,32. 6 M. McAleese, Love in Chaos: Spiritual Growth and the Search for Peace in Northern Ireland, Nowy Jork 1997, s. 60. 7 Łk 23,34 BT. 8 M. McAleese, Love in Chaos..., s. 61. 9 Tamże. 10 Zob. Rz 8,9. 11 E.G. White, The Ministry of Healing, Mountain View (CA) 1905, s. 25.

[Autor jest dziekanem Wydział Neofilologii w La Sierra University oraz autorem seminarium pt. Wybaczam ci, ale..., które regularnie prowadzi w różnych kościołach. Artykuł ukazał się w „Adventist Review” — http://archives.adventistreview.org/2003-1523/story
Znaki Czasu  10- 2014r. www.sklep.znakiczasu.pl