piątek, 21 listopada 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Giganci wiary: Jozue i Kaleb

Felieton do Szkoły Sobotniej na 22 listopada 2025

Nasza lekcja w tym tygodniu rozpoczyna się stwierdzeniem, że rodzice wiedzą, iż ich dzieci uczą się na przykładach które obserwują w domu i często czują się zniechęceni, widząc, jak dzieci powtarzają ich złe nawyki zamiast dobrych. Autor sugeruje, że w każdym wieku łatwiej jest czynić zło niż dobro i jest to dowód, że jesteśmy istotami, które upadły w grzech. Niestety taka perspektywa jest uproszczeniem, ponieważ brakuje w niej niuansów i dlatego przyczynia się do umacniania światopoglądu zbudowanego na wstydzie. W ten sposób zarówno w kulturze adwentystycznej jak i szerzej, w kulturze chrześcijańskiej wzmacnia się myślenie o naszej wrodzonej niegodności co jest wyrażane w takich stwierdzeniach jak: „Jestem zły; zło jest moim głównym punktem odniesienia” lub „Łatwiej jest czynić zło”. Ten rodzaj języka podkreśla negatywność i wzmacnia poczucie porażki, zamiast budować pozytywne myślenie, które jest cechą charakterystyczną chrześcijańskiej myśli teologicznej takiej jak: „Jestem odkupiony”, „Jestem kochany” czy „Jestem stworzony na obraz Boga”.

Autor cytuje słowa Pawła z listu do Rzymian 7:15 Nie rozumiem własnych czynów. Robię nie to, czego chcę, lecz to, czego nienawidzę. (SNPL), jakby chciał powiedzieć, że jesteśmy skazani na zło. Taki typ myślenia wiąże ludzi ze wstydem i ignoruje prawdę, że nasz język, oraz sposób, w jaki mówimy o sobie, o innych oraz o Bogu, kształtuje nasze doświadczenia życiowe. Nie uwzględnia realiów neuroplastyczności, które pokazują, że ludzie mogą tworzyć nowe i zdrowsze wzorce. Wzorce te nie ograniczają się jedynie do tych negatywnych. Taki język wkręca ludzi w spiralę wstydu i podważa łaskę Boga oraz głębię ofiary Chrystusa. Idea, że „jedynym dobrem w nas jest Bóg”, może wydawać się dobra i podkreśla skromność człowieka, jednak w rzeczywistości uwłacza Bogu. Promuje rodzaj uświęconej nienawiści do samego siebie, oraz przekonanie, że nienawiść do siebie oznacza miłość do Boga.

Gdyby dziecko powtarzało, że jedyną dobrą rzeczą w nim są jego rodzice, prawdopodobnie bylibyśmy skłonni podejrzewać, że pochodzi ono z domu, w którym stosowana jest przemoc, lub ze środowiska, które skutecznie tłumiło jego zdolność do rozwoju i samorealizacji. W kulturze chrześcijańskiej często możemy obserwować podobną dynamikę. Język, którym wyrażamy naszą samo-dezaprobatę stał się częścią naszego religijnego słownictwa. Zawęża on sposób, w jaki postrzegamy siebie i ogranicza wolność, którą Chrystus przyszedł nam dać. Odkupienie przez Boga nigdy nie miało na celu uwięzienia nas we wstydzie, lecz wyzwolenia nas i skierowania w stronę miłości.

To prawda, że środowisko w którym żyjemy ma wpływ na naszą osobowość i bardzo ważne jest jakie wzorce wybieramy do naśladowania. Jednak za takim myśleniem kryje się bardzo subtelna idea, według której wiara jest formą naśladownictwa. Sugestia, że wiara polega na znalezieniu kogoś, kogo można podziwiać i naśladować, nadmiernie upraszcza duchowość. Autentyczna wiara to nie naśladownictwo. Choć inni mogą nas inspirować do czynienia dobra, to jednak wiara nie może wzrastać tylko przez naśladownictwo. Jozue i Kaleb dobrze ilustrują tę prawdę. Choć obaj byli wierni, każdy z nich miał własne powody, by zaufać Bogu. Ich wiara była osobista i głęboko zakorzeniona w ich indywidualnych doświadczeniach i przekonaniach. To właśnie powodowało, że ich wiara i czyny wiary miały znaczenie.

Imię Kaleb pochodzi od hebrajskiego słowa klb, które oznacza „pies”. Było ono używane albo jako imię wyrażające uczucie, podkreślające cechę wierności lub siły, albo jako imię nadawane słudze lub niewolnikowi, z pozytywnym akcentem na pokorną i wierną relację podwładnego ze zwierzchnikiem, albo z pejoratywnym akcentem który wskazywał na nieposłuszny i buntowniczy charakter podwładnego. Wydaje się, że tekst masorecki (autorytatywny hebrajski i aramejski tekst Biblii hebrajskiej, ujednolicony przez żydowskich skrybów zwanych masoretami między VII a X wiekiem n.e.) tego popularnego semickiego imienia odzwierciedla próbę uniknięcia negatywnych konotacji zwykle kojarzonych z psem w Starym Testamencie.

Autor lekcji zwraca uwagę, że imiona Jozue i Kaleb są do dzisiaj znane i pamiętane, w przeciwieństwie do imion pozostały szpiegów i wyciąga wniosek, że pozostałych dziesięciu zostało zapomnianych, ponieważ „ich imiona nie były warte wspominania”. Taki wniosek jest szkodliwy, ponieważ sugeruje, że porażka czyni kogoś niegodnym pamięci i przekreśla jego wartość.

Wyobraź sobie, że z powodu naszych porażek czy chwil zwątpienia, Bóg traktowałby nas jako niegodnych pamięci. Jeśli przyjmiemy taką perspektywę, to doprowadzi ona do wypaczenia naszych relacji z Bogiem. Jeśli Bóg zapomina o nas, gdy popełniamy błędy, to nie jest Bogiem godnym zaufania ani Bogiem, który byłby w stanie podtrzymać relację i intymność, do których zachęca nas Biblia. Autorzy biblijni opowiadają zupełnie inną historię. Iz 49:15–16 przypomina nam, że nawet gdyby matka zapomniała o swoim dziecku, Bóg o nas nie zapomni, bo jesteśmy wyryci na Jego dłoniach. Ps 115:12 przedstawia ideę, że „Pan pamięta o nas”. Pwt 31:8 zapewnia nas, że Bóg nigdy nas nie zawiedzie ani nie opuści. Ps 139:13-15 potwierdza, że Bóg widział o nas i znał nas, zanim się urodziliśmy.

Kiedy Biblia mówi o Bożym zapomnieniu, odnosi się to do naszych grzechów. W Jn 14:18 Jezus powiedział: „Nie zostawię was sierotami”. Twierdzenie, że dziesięciu szpiegów „nie było godnych pamięci” utrwala teologii wstydu, która paraliżuje duchowo wierzących. Według takiej koncepcji wartość człowieka zależy od sukcesu, oraz że na miłość trzeba sobie zasłużyć, a pamięć jest warunkowa.

Nasze porażki nie powodują, że jesteśmy zapomniani; one potwierdzają dar łaski. Retoryka wstydu zawarta w takich interpretacjach podważa istotę Ewangelii. Niszczy współczucie i wypacza sposób w jaki postrzegamy zarówno siebie jaki i Boga oraz jak traktujemy innych, gdy doznają porażek.

Zrozumienie różnicy między byciem złym a popełnianiem błędów jest niezwykle ważne. Być może to stwierdzenie brzmi bardzo prosto, ale jego konsekwencje są bardzo znaczące. Wielu chrześcijan żyje w przekonaniu, że są źli, nie zdając sobie sprawy, że z Bożej perspektywy po prostu popełnili błąd. Co więcej, Bóg rozumie, że człowiek z natury popełniania błędy. Kiedy mówimy „Popełniłem błąd”, odwołujemy się do łaski, ponieważ nasze błędy mogą zostać przykryte krwią Jezusa. Jeśli uznamy swój błąd, możemy wspólnie z Nim nad nim popracować. Jednak, kiedy ktoś wierzy, że jest z natury zły, niewiele jest miejsca na dar zbawienia lub zrozumienie i przyjęcie przebaczenia.

Jak mogłyby się zmienić moje relacje z samym sobą, z Bogiem i z innymi, gdybyśmy postrzegali Boga jako nauczyciela, który daje tyle szans, ile potrzeba, aż się czegoś nauczymy, a nie jako tego, który daje tylko jeden test i ocenę końcową? Za każdym razem, gdy upadamy, krew Jezusa nadal nas okrywa. Świadomość, że nieuniknione błędy zawsze spotykają się z obfitą łaską wnosi cudowny pokój do naszego serca. Dzięki tej świadomości jesteśmy pociągani do życia w harmonii z sercem, które nas kocha, a nie tylko w przestrzeganiu praw, które nas potępiają.

W przeciwieństwie do innych szpiegów, którzy szerzyli strach, Kaleb ufał obietnicom Boga, które jednakże nie spełniają się automatycznie, lecz wymagają wiary wyrażonej w działaniu. Kaleb, ofiarował swoją córkę za żonę temu, kto zdobędzie miasto Debir. Otniel podejmuje wyzwanie, a autor lekcji stwierdził, że był to znak, iż wykazał się tą samą odwagą i zaufaniem do Boga, które charakteryzowały życie Kaleba. Niestety fakt, że Kaleb został przedstawiony jako dobry przykład w akcie ofiarowania córki za żonę temu, kto zdobędzie dla niego miasto, tylko podkreśla inny fakt, że kobiety były wykorzystywane jako własność do targowania się o obietnice Boga. Z naszej perspektywy nie wydaje się to heroiczne, ale raczej rozczarowujące i obrzydliwe. Chociaż jest to świadectwo kultury tamtych czasów i historia ta ma sens w tamtym kontekście, to jednak użycie tego w lekcji szkoły sobotniej jako przykładu wiary nie jest moim zdaniem trafne.

Córka Kaleba, Aksa, okazała niesamowitą odwagę w swojej prośbie o ziemię, zwłaszcza w jej sytuacji. Jej śmiała prośba o wodę (15:18-19) może być postrzegana jako cichy akt oporu i działania. Aksa postanowiła zabrać głos w systemie, który ją uprzedmiotawiał, a czyniąc to, zademonstrowała, jak wiara i odwaga mogą zdobyć głos i godność nawet w niesprawiedliwych strukturach. Wiara Kaleba może być uznana za godną podziwu, ale jego traktowanie córki odzwierciedla jego kulturę, a nie Boży ideał, więc utożsamianie tego z „mocą przykładu” wydaje się dziwne. Z kolei postawa Aksy, na tle kultury tamtych czasów jest przykładem odwagi i wyzwolenia nawet w obliczu niesprawiedliwych okoliczności.

Chrześcijaństwo nie daje pozwolenia na kontrolowanie ludzi, podbijanie ziem, zawłaszczanie kultur ani na dawanie im trofeów. Kobieta nie jest nagrodą ani symbolem wierności. Jest pełną, myślącą i czującą osobą. Retoryka sugerująca coś innego jest niewłaściwa i nie może mieć miejsca w kulturze chrześcijańskiej.

W części lekcji na wtorek, autor napisał: „Ziemia Obiecana została dana w darze Izraelowi przez Boga, ale Izrael musi ją sobie przywłaszczyć, powołując się na obietnice Pana z wiarą i odwagą”. Słowa są niezwykle ważne. Słowo „przywłaszczyć” (w polskim tłumaczeniu – „przyjąć” zmienia nieco sens!) ma we współczesnym kontekście negatywne konotacje. Przywłaszczanie oznacza zabieranie lub zawłaszczanie czegoś, co do nas nie należy, na przykład „kulturowe przywłaszczenie”. Niestety użycie tego słowa w odniesieniu do stosunku Izraelitów do ziemi, nieumyślnie nawiązuje do języka podboju i roszczeń terytorialnych, wzmacniając kolonialną teologię, która postrzega ziemię jako coś co się nabywa, a nie jako świętą własność, o którą należy dbać. Z perspektywy teologicznej, takie sformułowanie może zawierać sugestię, że boska obietnica uzasadnia zajmowanie terytorium, łącząc wiarę z dominacją, a nie z odpowiedzialnością wynikającą z przymierza. Zamiast mówić, że Izrael musiał „zawłaszczyć” tę ziemię, moglibyśmy powiedzieć, że ziemia była darem od Boga, a Izrael został zaproszony do życia w niej z wiarą, odwagą i troską. Sformułowanie tego w ten sposób, kładąc nacisk na partnerstwo i zaufanie, a nie na posiadanie czy kontrolę, otwiera przestrzeń na wyobrażenie sobie bardziej inkluzywnej wizji. Takiej, w której życie w wierności obietnicom Boga oznacza troskę o ziemię i ludzi, którzy już tam mieszkają, a nie ich podbój.

Druga kluczowa postać naszej lekcji – Jozue, został przedstawiony jako pokorny bohater, który otrzymał swoją posiadłość od ludu. Choć podziwiam jego przywództwo i decyzję, by pozwolić innym najpierw otrzymać swój dział, to jednak ton lekcji wydaje się pochlebczy. Brzmi on mniej jak refleksja nad pokorą Jozuego, a bardziej jak panegiryk na cześć osoby pełniącej władzę, gdzie przywództwo jest chwalone z powodu statusu jaki nadaje osobie pełniącej władzę. Prawdziwe przywództwo polega na trosce o rozwój innych. Jozue pokazał walor prawdziwego przywództwa, stawiając dobro innych ponad swoje własne co świadczy o jego zaangażowaniu w dobro ogółu. Kiedy lider koncentruje się na rozwoju społeczności, wszyscy, w tym on sam, czerpią z tego korzyści. Błogosławieństwo grupy staje się błogosławieństwem jednostki. Przywództwo, które koncentruje się na pomyślności całej grupy przyczynia się do wzrostu i trwałości. Jednak, gdy przywództwo staje się okazją do celebracji własnej pokory lub dążeniem do osobistego uznania, nawet pod pretekstem duchowej bliskości z Chrystusem, zaczyna podważać podstawy wspólnoty. Punkt ciężkości przesuwa się ze służenia innym na bycie postrzeganym jako osoba, która służy innym i to, co kiedyś wzmacniało grupę, ostatecznie ją osłabia. Prawdziwa pokora, podobnie jak prawdziwe przywództwo, nie musi być podziwiana; po prostu przynosi owoce, które przynoszą korzyści wszystkim którzy są z nim związani.

Zamknięcie się w swojej bańce bez dopuszczania krytycznych głosów z zewnątrz, czy przebywanie w środowisku, w którym wszystkie informacje i opinie potwierdzają nasze własne przekonania, osłabia zrozumienie przeciwstawnych punktów widzenia. Niestety konsekwencje takiego myślenia można zobaczyć w uzasadnianiu zachowań Kaleba czy w języku usprawiedliwiającym podbój i zawłaszczanie.

Wychowałem się w przekonaniu, że moralności mogę nauczyć się tylko w moim kościele. Warto jednak zauważyć, że znaczna część moralnego postępu ludzkości: wyzwolenie osób kolorowych, kobiet i społeczności queer, dokonała się poza wąskimi ramami adwentyzmu. Nasze upieranie się, że świat jest zły, zaślepiło nas na prawdę, że wielu spoza naszego wyznania kocha innych o wiele bardziej niż my.

Warto pamiętać, że kiedy nauczamy innych aby patrzyli na Jezusa, możemy zignorować fakt, że to, co widzimy, jest naszą interpretacją Jego osoby. Teologia modernistyczna zakłada istnienie jednej absolutnej prawdy i jednego właściwego sposobu poznania Boga. Teologia postmodernistyczna uznaje jednak, że istnieje wiele doświadczeń Chrystusa i wiele sposobów na Jego zrozumienie. Daje nam to przyzwolenie na przekonanie, że ludzie spoza naszego wyznania mogą doświadczyć Boga w sposób bardziej wyraźny lub wierniej niż my przedstawić Jego charakter. Lęk przed „światem” powstrzymuje nas przed patrzeniem na zewnątrz z pokorą i uczeniem się od innych. Nasz lęk przekonuje nas, że nasza teologia jest doskonała, a nasz obraz Boga kompletny. Jednak takie przekonanie nie pozwala nam dostrzec, jak ograniczony stał się nasz punkt widzenia i o ile większa mogłaby być miłość, gdybyśmy odważyli się spojrzeć poza mój horyzont. W jaki sposób interpretujemy otaczający nas świat? Dlaczego tak postrzegam Jezusa? Które elementy mojej historii kształtują sposób, w jaki czytam Biblię? Jak moje pochodzenie wpływa na to, przez kogo, moim zdaniem, Bóg może przemawiać? Jakie założenia wnoszę do tekstu lub mojego postrzegania otaczającego mnie świata?

Nasze doświadczenia kształtują nasze wnioski. To zrozumienie powinno nas uwolnić od uniwersalizowania naszej osobistej historii jako jedynej prawdziwej drogi dla każdego. Chrystus nauczał nas, że ma „inne owce, które nie są z tej owczarni” (J 10,16), przypominając nam, że droga każdego będzie wyglądać inaczej.

Po czterdziestu latach tułaczki z nieposłusznym pokoleniem, Kaleb pozostał pełen nadziei, wdzięczności i wiary w obietnice Boga. Odwaga w stawianiu czoła niemożliwym sytuacjom płynie z zaufania Bogu, a nie z wiary w ludzką siłę. Wiara uwalnia nas od lęku przed ludźmi i daje nam siłę, by śmiało stawać w obronie tego, co słuszne, nawet gdy przeciwności wydają się przytłaczające.

W czasie, gdy strach, polaryzacja i przytłaczające globalne kryzysy mogą sprawiać, że nadzieja wydaje się naiwna lub nierealna, historia Kaleba przypomina nam, że wiara nie neguje trudności, a raczej je konfrontuje. Kaleb nie wybrał łatwiejszej drogi; wybrał trudniejszą, ponieważ wierzył, że Bóg jest już obecny w miejscach, które wydają się najbardziej onieśmielające. Przykład Kaleba przemawia do świata ukształtowanego przez lęk, presję i przymus społeczny. Dziś bycie „żołnierzem krzyża” to mniej kwestia podboju, a bardziej odwagi, by bronić bezbronnych, mówić prawdę ze współczuciem, przeciwstawiać się niesprawiedliwości i trwać w nadziei, gdy rozpacz wydaje się bardziej racjonalna. Dziedzictwo Kaleba wzywa nas do wkraczania w trudne przestrzenie z innym duchem – zakorzenionym w zaufaniu, uczciwości i cichej sile pochodzącej od Boga.



DO PRZEMYŚLENIA

Skoro Bóg obiecał Izraelowi ziemię Kanaan, a Mojżesz ufał, że Bóg wypełni obietnicę, jaki sens miało wysyłanie szpiegów, aby przedstawili swoje osobiste wrażenia z „ziemi obiecanej”?

Czy Bóg lub Mojżesz, oczekiwali, że dwunastu szpiegów, zaproszonych do przedstawienia swoich osobistych wrażeń, złoży identyczne raporty?

Gdybyś został poproszony o dokonanie własnej oceny faktów i czułbyś, że większość nie podzieli twoich poglądów, czy nadal chciałbyś dzielić się swoją osobistą opinią?

Jeśli przywódca powoła komisję do zbadania ważnych kwestii i otrzyma raport od zdecydowanej większości świadków, czy powinien zignorować raport większości i po prostu podjąć własne decyzje?

Czy łatwo ci uwierzyć, że w wieku 85 lat Kaleb był tak samo silny, tak samo dobrym podróżnikiem i wojownikiem jak w wieku 40 lat?

Czy twoim zdaniem Kaleb wiedział, jak asertywna jest jego córka? Co sądzisz o prośbie (a może żądaniu?) Panny Młodej o kolejne prezenty ślubne, które pozwoliłyby jej lepiej wykorzystać przyznaną jej posiadłość?

Dziesięciu szpiegów stwierdziło wtedy: „Nie możemy iść naprzód. Ryzyko jest zbyt duże. Jesteśmy zbyt słabi. Sytuacja jest zbyt niebezpieczna”. Kaleb i Jozue natomiast powiedzieli: „Nie możemy się cofnąć. Okazja jest zbyt wielka. Nasz Bóg jest wystarczająco silny. Sytuacja nie jest taka, jaka się wydaje”. Niektórzy ludzie czekają, aż okoliczności przyniosą im nadzieję, podczas gdy inni wnoszą nadzieję do okoliczności, w których się znajdują.

Czego możemy nauczyć się z prośby 85-letniego Kaleba na temat gorliwości, odwagi, siły i co najważniejsze, jego wiary w to, co powiedział Pan, gdy miał czterdzieści lat (Joz 14:12)?

Przez czterdzieści pięć lat Kaleb błąkał się po pustyni nie z własnej winy. Doświadczył tych samych trudności i prób, co ci, którzy sprzeciwili się Bogu. Jednak jego zapał do służenia Panu nie osłabł. W wieku 85 lat zobaczył spełnienie Bożej obietnicy! Jakie wnioski możemy wyciągnąć z jego zaangażowania we wspólnocie?

Posiadłość Kaleba (w Hebronie) została opisana na początku podziału; natomiast posiadłość Jozuego, na końcu podziału. Z perspektywy literackiej, dwie indywidualne posiadłości rozpoczynają i kończą podział Ziemi Obiecanej. Jozue czeka, aż wszystkie pozostałe posiadłości zostaną rozdzielone, zanim weźmie którekolwiek dla siebie. Otrzymuje swoją część ziemi, zgodnie z obietnicą Boga i Mojżesza, ale bez jakiejkolwiek sugestii nadużycia swoich wpływów przywódcy (1 Sm 2:11–17,22). Jakie wnioski na temat przywództwa możemy z tego wyciągnąć?

Jakie dwa rywalizujące ze sobą procesy pojawiają się w naszym umyśle (Rz 12:1-2)? Jak ważne jest dla ciebie posiadanie dobrych wzorców do naśladowania? Jak zmienia się to w zależności od etapu w twojej wędrówce wiary? Co możemy zrobić jako wspólnota wiary, aby modelować wartości, które są zgodne z ideą Królestwa Bożego we współczesnym społeczeństwie?









Przygotował Jan Pollok

piątek, 14 listopada 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Największa lojalność: kult w strefie wojennej

Felieton do Szkoły Sobotniej na 15 listopada 2025

W zeszłym tygodniu mówiliśmy na temat publicznej pokuty oraz o tym, że niekoniecznie świadczy ona o prawdziwej przemianie serca. Bardzo często pokuta świadczy o potrzebie zachowania reputacji, a nie dążeniu do przemiany. W tym tygodniu zajmowaliśmy się niektórymi decyzjami, które podjął Jozue, a które wydają się być sprzeczne z logiką obowiązującą w stanie wojny.

W kontekście naszego życia, które przeżywamy w kulturze pośpiechu, zajęci realizacją napiętych programów, pielęgnowanie religijnych tradycji takich jak poranne i wieczorne nabożeństwo może się wydawać anachroniczne. Jednak czas zainwestowany w odnawianie naszego przymierza z Bogiem i budowanie rodzinnych relacji jest bardzo cenną inwestycją. Każda znacząca relacja, czy to z Bogiem, czy z bliskimi, wymaga uwagi, komunikacji i obecności. Kiedy nadmiernie skupiamy się na realizacji swoich celów, tracimy z oczu to, co jest naprawdę ważne. Zachowanie równowagi pomaga nam w rozwoju zarówno naszego życia zawodowego jak i duchowego.

Wychowałem się w bardzo tradycyjnej adwentystycznej rodzinie, w której pielęgnowane były ustalone formy pobożności: codzienne poranne i wieczorne nabożeństwa odprawiane z całą rodziną. Zarówno w adwentyzmie jak i w szerszym konserwatywnym środowisku chrześcijańskim, takie praktyki były i są przedstawiane jako standard poznania Boga. Nie umniejszając znaczenia tych religijnych zwyczajów, warto spojrzeć poza te ramy i zobaczyć, jak wygląda jakość naszych osobistych relacji z Bogiem. Czy religijny rytuał jest jedynym sposobem w jaki możemy budować nasze relacje z Bogiem?

W jaki inny, kreatywny sposób możemy spotkać Boga i rozwijać nasze duchowe więzi? Czy potrafimy wyjść poza metody których nauczyliśmy się przebywając w naszej adwentystycznej kulturze? Możemy spotkać Boga w kreatywności, pięknie, ale także w rutynie codzienności. Czy potrafimy spotkać Go w poezji, sztuce, dobrze ugotowanym posiłku, podczas porannego lub wieczornego spaceru, oglądania filmu czy słuchania muzyki? Poranne i wieczorne nabożeństwa nie są złe; są po prostu przewidywalne. Warto postawić sobie wyzwanie, aby poszerzyć swoją wyobraźnię, gdzie jeszcze możemy spotkać Boga. Jest On obecny w o wiele większej przestrzeni niż jakakolwiek struktura, do której ograniczamy boską obecność.

Autorzy lekcji zwrócili uwagę na polecenie, które otrzymał Jozue, aby Izraelici odnowili swoje przymierze z Bogiem przed bitwą. To prawda, że zwycięstwo przychodzi poprzez nieustanny wysiłek lub staranne planowanie. W naszym kapitalistycznym społeczeństwie łatwo jest utożsamiać się z postępem i produktywnością przez pracę i wysiłek. Jednak czasami najskuteczniejszym przygotowaniem jest cisza, zwłaszcza ta, która wynika z zaufania. W kulturze, w której nieustannie wymagana jest produktywność i wysokie tempo, historia świętowania Paschy jest bardzo dobrym przypomnieniem, że zwycięstwa często rodzą się w ciszy, w odpoczynku, oraz w zwolnieniu tempa. Pojawiają się we wdzięczności, w poddaniu się i w pokoju płynącym ze świadomości, że nie trzeba udowadniać swojej wartości. Czasami wielkie bitwy wygrywa się dzięki ciszy i sile, która jest wynikiem odpoczywania w miłości Boga. Być może Jozue, który uświadomił sobie, że jego poczucie samowystarczalności przyczyniło się do klęski w bitwie pod Aj, zrozumiał, jak konieczne było ponowne poświęcenie się. To jest wielka lekcja dla nas wszystkich.

Autorzy lekcji zwrócili uwagę, że obchody święta Paschy przez Izraelitów w czasie wyjścia z Egiptu symbolizowały wyzwolenie i odnowę. Natomiast pierwsze święto Paschy po wejściu do Kanaanu polegało na świętowaniu nowego początku przez następne pokolenie Izraelitów które wkroczyło do Ziemi Obiecanej. Paralela między historią Wyjścia z Egiptu i historią Jozuego pokazuje Boga, który jest wierny i który wybawia „przez wodę”, odnawia przymierze, oraz interweniuje w nadprzyrodzony sposób. Święto Paschy posiada ponadhistoryczny wymiar i jest typem ostatecznego wyzwolenia ludzkości z niewoli grzechu przez Chrystusa – „Baranka Bożego”. Kiedy Jezus na nowo zdefiniował Paschę podczas Ostatniej Wieczerzy, przekształcił ją w trwały symbol odkupienia i nadziei, który zawiera w sobie obietnicę odnowy. W tym wymiarze Pascha symbolizuje ostateczne „przejście” do niebiańskiego Kanaanu, gdzie w czasie uczty weselnej Baranka lud Boży będzie świętował wolność i przynależność.

Podobnie ołtarz, który Jozue zbudował po bitwie pod Aj, symbolizował coś więcej niż tylko zwycięstwo – reprezentował odnowienie przymierza. W poprzednich pokoleniach ołtarze upamiętniały drogę wiary Abrahama, Izaaka i Jakuba i służyły jako pomniki które upamiętniały obietnice Boga. Ołtarz, który postawił Jozue był świadectwem, że tamte wcześniejsze obietnice się spełniły. Spełniając instrukcje Mojżesza, Jozue wykorzystał ten akt, aby zjednoczyć kult oraz zintegrować naród. Połączył brutalny podbój Kanaanu z momentem duchowego odnowienia.

Autor księgi Jozuego pokazał w ten sposób, że to wierność wobec przymierza, a nie wojna, jest prawdziwym sercem historii Izraela. Jozue wypisał prawo na dużych kamieniach jako widoczny pomnik Bożego przymierza oraz wezwanie do życia według Bożej sprawiedliwości. Przywództwo Jozuego jest typem i zapowiedzią przywództwa Chrystusa – większego „Jehoszuy” – który później będzie prowadził ludzkość przy pomocy miłości, wypełniając przymierze i przywracając człowiekowi właściwą relację z Bogiem.

Jozue pragnął nowego początku bez walki. Być może stosowanie przemocy oraz wojna nie były tym, co Jozue chciał kontynuować w przyszłości. Po zwycięstwie pod Aj, zamiast świętować sukces militarny, Jozue skierował uwagę Izraelitów w stronę wierności wobec przymierza oraz oddania czci Bogu. Wydaje się, że Jozue zrozumiał, że prawdziwe zwycięstwo polega na zgodności z Bożą sprawiedliwością i miłosierdziem, a nie na kontrolowaniu. Ta historia pokazuje, że osobista lub wspólnotowa przemiana rozpoczyna się od upamiętniania, pokuty i poddania się Bogu.

Historia Jozuego pokazuje dlaczego warto zaangażować się w reformę systemów. Kiedy instytucje, kościoły lub społeczności uznają, że ich „bitwy” wyrządziły krzywdę, mogą również rozpocząć budować nowe ołtarze – akty publicznej odpowiedzialności, mówienia prawdy i odnowy. Ołtarz Jozuego zachęca nas do przejścia od systemów dominacji do budowania systemów przymierza – gdzie władza ustępuje miejsca partnerstwu, a oddawanie Bogu czci staje się fundamentem sprawiedliwości. Podobnie jak Jozue, możemy podjąć decyzję aby wprowadzić zasady innego przywództwa, innego życia oraz zachęcać nasze instytucje do zaprzestania walki o kontrolę i zaangażować się w przywracanie pokoju oraz uzdrawianie.

W zeszłym tygodniu dowiedzieliśmy się, że w Sudanie doszło do tak wielkiego rozlewu krwi, że tę tragedię widać było z kosmosu. Świadomość tak wielkiego rozlewu krwi, która splamiła ziemię tak głęboko, że widać to nawet spoza atmosfery, jest nie do zniesienia. Trudno przejść obojętnie obok obrazu masowego cierpienia w Sudanie oraz śmiechu tych, którzy wyrządzili tak wielką krzywdę drugiemu człowiekowi - krzyk i łzy ludzi, odrywanych od tych których kochają oraz szydercze uśmiechy mundurowych. Wojna nikomu nie przynosi korzyści. Nawet dla tych, którzy pozornie zwyciężają, zwycięstwo jest puste. Okrucieństwo, którego ludzie dopuszczają się na zewnątrz, zawsze niszczy ich wewnętrznie.

Nie jesteśmy stworzeni do tego, by być świadkami takich dramatów. Odczuwamy ból, kiedy sprawiedliwość wydaje się być nieobecna, a ci, którzy wyrządzają krzywdę, nie ponoszą odpowiedzialności. Niestety tego rodzaju obrazy powstają w naszym umyśle, gdy czytamy księgę Jozuego. Autor tej księgi nie opisuje szczegółów jak wielkie spustoszenie spowodowała walka w psychice Izraelitów oraz ludności Kanaanu. Możemy się tylko domyślać, że musiało być ono ogromne. Nawet wtedy, gdy odnieśli zwycięstwo, walka zmieniła ich wnętrze.

Chociaż znaczna część tej lekcji koncentrowała się na przemocy i podbojach to jednak warto pamiętać, że tekst Biblii nie jest zapisem tego, co musiało się wydarzyć, ale tego, co się wydarzyło. Takie rozróżnienie pozwala nam czytać Biblię przez pryzmat stałego Bożego odkupienia, a nie statycznej doskonałości. Pozwala nam postrzegać boską historię jako historię o Bogu, który pozostaje blisko ludzkości nawet w obliczu naszych porażek i nadużyć władzy.

Autor biblijny nie zawsze opisywał doskonałą wolę Boga. Bóg działał przez niedoskonałych ludzi i ich niedoskonałe wybory. W idealnym świecie Boga Izraelici weszliby do Kanaanu dziesiątki lat wcześniej i nigdy nie musieliby stoczyć tych wojen. Warto pamiętać, że to, co czytamy: rozlew krwi, przemoc i śmierć, nie jest celem działalności Boga, ale dowodem na to, że Bóg zobowiązał się pozostać blisko człowieka pomimo ludzkich błędów. Czytanie Biblii przez taki pryzmat zmienia nasz punkt widzenia i powstrzymuje od prób naśladowania starożytnych zachowań i uczy w jaki sposób wyciągać wnioski z tych historii.

Joz 8:30-33 zawiera opis Izraelitów, którzy stoją po przeciwnych stronach arki – jedna grupa przed górą Ebal, a druga przed górą Garizim. Ta scena zwraca naszą uwagę na znaczenie wspólnoty oraz wspólnotowej pamięci. Dla Izraelitów był to moment odnowy, zarówno indywidualnej jak i zbiorowej. Odnowa nie powinna ograniczać się jedynie do tradycyjnych nabożeństw komunijnych w których uświadamiamy sobie jak ważne jest pojednanie z Bogiem. Potrzebujemy pielęgnować osobisty rytm indywidualnych poświęceń, które stają się symbolami więzi między Bogiem a nami. Pojednanie musi mieć formę rytmu a nie jedynie rytuału. Rytuały takie jak Pascha, Dzień Pojednania, komunia były obrzędami, które miały na celu prowadzić ludzi w stronę głębszej intymności, a nie ją zastępować. Chociaż dobrze jest zachowywać tradycyjne rytmy liturgiczne to jednak jesteśmy zachęcani do tworzenia własnych. Kiedy wiara staje się żywym rytmem, a nie harmonogramem wydarzeń, staje się bardziej dynamiczna, zdrowa i autentyczna. Celem nie jest porzucenie świętych tradycji, ale ich rozszerzenie, tworząc przestrzeń dla codziennych, osobistych chwil, w których na nowo spotykamy Boga.

W naszej historycznej rzeczywistości podobnie jak Izraelici, również stoimy między przekleństwem a komunią, między systemami ukształtowanymi przez osąd a wezwaniem do ucieleśniania miłosierdzia. W naszym życiu osobistym i w naszych instytucjach jesteśmy zaproszeni do przejścia od religii zbudowanej na strachu do wspólnoty zbudowanej na łasce. Jesteśmy nieustannie zachęcani do budowania przestrzeni, które leczą, a nie dzielą, przywracają, a nie wykluczają. Obyśmy nadal pogłębiali nasze zrozumienie charakteru Boga, pozwalając, aby nasza wiara, polityka i relacje odzwierciedlały zbawcze światło Chrystusa. Czyniąc tak, stajemy się ludźmi pokoju – przekształcając mury podziałów w stoły odnowy, przy których jest miejsce dla wszystkich i gdzie wszyscy są mile widziani.



DO PRZEMYŚLENIA

Bardzo często skupiamy naszą uwagę na pilnych sprawach i zapominamy jak ważne jest znalezienie czasu na pielęgnowanie naszych relacji z Bogiem. Pod przywództwem Jozuego Izraelici – w czasie wojny – odnawiali swoje relacje z Bogiem. Autorzy naszego podręcznika zwrócili uwagę jak ważne jest dla nas znalezienie czasu na odbudowę naszych więzi z Bogiem.

Joz 5:1-9. Dlaczego, twoim zdaniem, Bóg nakazał Jozuemu, aby (tuż po przekroczeniu Jordanu) zostało obrzezane drugie pokolenie? Co to znaczy, że Bóg „zdjął [z Izraelitów] hańbę Egiptu”?

Joz 5:10-12. Jakie znaczenie posiada fakt, że Jozue zarządził celebrowanie Paschy, mimo że Izraelici dopiero co rozpoczęli swoją misję zdobywania Kanaanu? Skoro Pascha przypadała na wiosnę, jak to możliwe, że mogli już zbierać plony w Kanaanie?

Joz 8:30-31. Co zainspirowało Jozuego do zbudowania ołtarza dla Pana (Pwt 11:26-30)? Jaki znaczenie posiada język błogosławieństwa i przekleństwa dla współczesnego czytelnika Biblii?

Pwt 27:2-8. W jaki sposób ten fragment przygotowuje grunt pod to, co zostało opisane w Joz 8:30-31?

Pwt 27:11-13. Dlaczego Mojżesz nakazał zbudować ołtarz dla Pana na górze przekleństwa, a nie na górze błogosławieństwa? Jaki może być współczesny odpowiednik budowania ołtarza?

Joz 8:32-35. Jakie jest znaczenie rytuału opisanego w tych wersetach (Pwt 4:31; 6:12). Jakie przesłanie zawiera ta historia dla nas? Jak łatwo jest zapomnieć o Bogu i działać o własnych siłach? Co możemy zrobić, aby temu zapobiec?

Joz 18:1-2. Z jakiego powodu Jozue przerwał podział ziemi między poszczególne plemiona?

Czego chrześcijanie, którzy nie mają ziemskiej świątyni (widzialnej obecności Boga), mogą się nauczyć z historii Jozuego, który umieścił przybytek w centrum kraju (Hbr 6:19-20; 9:11-12; 10:19-23)? Jak bezgrzeszni musimy być, aby wejść do niebiańskiej świątyni (Ps 5:8; 51:9-14)?

Na czym polega szukanie najpierw Królestwa Bożego (Mt 6:33)? W jaki sposób ta zasada kształtuje twoje codzienne życie?

Jako adwentyści wierzymy, że Jezus pełni posługę w naszym imieniu w niebiańskiej świątyni. Co to dla nas oznacza?



Przygotował Jan Pollok

piątek, 7 listopada 2025

Czy naprawdę Jezus uczynił Ap. Piotra skałą na której zbudował kościół ?

 Kardynał James Gibbons napisał: "Jezus, nasz Pan, założył Kościół, który spodobało Mu się zbudować na Piotrze. Dlatego każdy kościół, który nie uznaje Piotra za swój fundament, nie jest Kościołem Chrystusa i nie może się ostać, gdyż nie jest dziełem Boga."

Powyższe twierdzenie opiera się na cytacie, w którym Chrystus rzekomo uczynił Piotra skałą i klucznikiem swego królestwa. Oto ów cytat z katolickiej Biblii Tysiąclecia :
"Jezus zapytał ich: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Odpowiedział Szymon Piotr: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego". Na to Jezus mu rzekł: "Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą." (Mt.16:15-16).
Kluczowe słowa "czyli Skała" zostały dodane w katolickich przekładach Pisma Świętego. Wstęp redakcyjny do Biblii Tysiąclecia informuje, że wyrazów umieszczonych w nawiasie kwadratowym nie ma w tekście oryginalnym. Dodali je tłumacze, aby pomóc w interpretacji tekstu. Tak więc główny "biblijny" argument za sukcesją apostolską, nie pochodzi z Pisma Świętego!
Imię "Piotr" (gr. petros) oznacza "kamień", który można przesunąć z miejsca na miejsce. W odróżnieniu od niego, "skała" (gr. petra), na której miał być zbudowany kościół, to opoka. Jezus to Petra - Skała, której nie można poruszyć z miejsca (Iz. 44:8; Ps.18:32; 1Kor.10:4), natomiast Piotr to petros - kawałek skały, który dopiero oparty na skale może z innymi kamieniami tworzyć solidną budowlę.
Kontekst powyższego fragmentu Pisma Świętego dotyczy mesjaństwa Jezusa. Rozpoczyna się pytaniem Jezusa: "Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" (Mt.16:13). Jego kulminacją jest wypowiedź Piotra, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga żywego (Mt.16:16). Kończy się komentarzem: "Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem" (Mt.16:20).
Apostoł Piotr potwierdził, że wierzący są jedynie kamieniami zbudowanymi na Skale, którą jest Chrystus (Dz.4:11; 1P.2:4-8), czemu przyświadczył apostoł Paweł (Ef.2:20; 1Kor.3:11; 10:4). Zgodnie z Pismem Świętym tylko Bóg jest Skałą (Ps.18:32): "Czy jest bóg oprócz mnie? Nie, nie ma innej opoki, nie znam żadnej" (Iz.44:8).
Kościół zbudowany na Piotrze, nie ostałby się długo. Już w chwilę po tej rozmowie Jezus "odwrócił się i rzekł do Piotra: 'Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki!'" (Mt.16:23). Bramy piekieł przemogły Piotra jeszcze przynajmniej trzykrotnie, gdy zaparł się Jezusa (Łk.22:54-62).
Co ciekawe, ani jeden z tzw. Ojców Kościoła, których wypowiedzi stanowią podstawę rzymskokatolickiej tradycji nie interpretował tekstu o Skale (jako Piotrze) w taki sposób, jak czynią to dzisiaj katoliccy apologeci szukający w Biblii wsparcia dla roszczeń papieskich. Historyk katolicki Peter de Rosa napisał:
"Słowa te można zinterpretować inaczej, z czego sprawę zdaje sobie niewielu katolików. Możliwe, że będzie to dla nich szokiem, ale Ojcowie Kościoła nie widzieli żadnego związku pomiędzy tekstem na ścianach bazyliki, a urzędem papieskim. Do żadnego z papieży nie stosują słowa 'Tyś jest Piotr'. Tekst analizowali wszyscy: Cyprian, Orygenes, Cyryl, Hilary, Hieronim, Ambroży, Augustyn. Z pewnością nie byli protestantami, a jednak żaden z nich nie nazywa biskupa rzymskiego Skałą... Według Ojców Kościoła, nie Piotr, lecz jego wiara - czy Pan, w którego Piotr wierzył - jest Skałą. Wszystkie sobory kościoła od Nicei w IV w. po Konstancję w XV w. są zgodne, że to Chrystus jest jedynym fundamentem kościoła, czyli, że to On jest Skałą na której Bóg zbudował swój kościół... Wczesny kościół nie widział w Piotrze biskupa Rzymu, i dlatego nie uważał żadnego biskupa rzymskiego za sukcesora Piotra."
Wyznanie apostoła Piotra o Jezusie "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego" (Mt.16:15_16) jest fundamentem wiary chrześcijańskiej (1Kor.3:11). Niektórzy sugerują, że Piotr poczynił je jako pierwszy, co stawia go nad resztą uczniów, a biskupów Rzymu czyni następcami Chrystusa na ziemi. Tak jednak nie było. Pierwszy takie wyznanie złożył Natanael (J.1:49), później inni uczniowie (Mt.14:33), a dopiero potem Piotr (Mt.16:16).
Fakt, że Pan Jezus powołał dwunastu apostołów, zamiast jednego, sam w sobie świadczy przeciwko idei ustanowienia jednego człowieka nad całym chrześcijaństwem. Pan Jezus nie mówił o jednym tronie dla Piotra, lecz o dwunastu tronach dla dwunastu apostołów, ale nie na ziemi, lecz w królestwie Bożym (Mt.19:28). Katolicki teolog Thomas Bokenkotter napisał o Piotrze: "Jego szczególny autorytet ponad Dwunastoma nie ma potwierdzenia w Biblii. Przeciwnie, ukazany jest jako zasięgający rady apostołów, nawet posyłany przez nich do wykonania misji czy posługi" (Dz.8:14). To Jakub, a nie Piotr przewodniczył pierwszemu synodowi przywódców kościoła chrześcijańskiego (Dz.15:13-19). Apostoł Paweł musiał pewnego razu zganić Piotra, co także kwestionuje rolę Piotra jako założyciela dynastii papieskiej w Rzymie (Gal.2:11-14).
Pod znakiem zapytania stoi to, czy Piotr był kiedykolwiek w Rzymie. Zwróćmy uwagę na poniższe fakty:
W 44 roku Piotr został uwięziony w Jerozolimie (Dz.12).
W 52 roku był obecny na synodzie w Jerozolimie (Dz.15).
W 53 roku Paweł przyłączył się do niego w Antiochii (Gal.2).
W 58 roku Paweł napisał List do Rzymian, w którym pozdrowił 27 osób w rzymskim kościele, ale nie wspomina wśród nich Piotra.
W 61 roku, gdy Pawła powiedziono do Rzymu jako więźnia, wyszło go przywitać kilku braci z kościoła rzymskiego, ale wśród nich nie było Piotra.
Apostoł Paweł napisał z Rzymu wiele listów, w tym do Galacjan, w którym wspomina Piotra, lecz nie jako rzymskiego biskupa.
W swoim ostatnim liście z Rzymu, Paweł napisał: "Tylko Łukasz jest ze mną... W pierwszej obronie mojej nikogo przy mnie nie było, wszyscy mnie opuścili: niech im to nie będzie policzone" (2Tym.4:11.16). Wątpliwe, aby apostoł Piotr cieszył się spokojem w Rzymie, gdy inny apostoł był przesłuchiwany i więziony. Nawrócony Piotr nie zostawiłby też Pawła samego, gdyby istotnie był w Rzymie.
Tak więc, apostoł Paweł pisał do kościoła w Rzymie, przebywał w Rzymie dłuższy czas, pisząc stamtąd liczne listy, a jednak ani razu nie wspomniał Piotra, co byłoby niemożliwe, gdyby Piotr był tam biskupem od około 20 lat, jak utrzymuje papiestwo. Wymowne są słowa apostoła Pawła: "Tylko Łukasz jest ze mną" (2Tym.4:11).
Nie można wykluczyć, że Piotr zginął śmiercią męczeńską w Rzymie, tak jak utrzymuje tradycja, lecz wiara że Piotr był pierwszym biskupem (papieżem) w Rzymie, na której papiestwo opiera swe pretensje do przewodzenia nad chrześcijaństwem są jedynie pobożnym życzeniem.
"I tobie dam klucze królestwa niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie." (Mt.16:19).
Za kolejny argument na rzecz wywyższenia Piotra uważa się przekazanie mu "kluczy" przez Jezusa. Klucze te symbolizują znajomość Słowa Bożego. Posiadają je duchowni i nauczyciele Słowa Bożego. Mieli je faryzeusze, którym Jezus powiedział: "Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania: samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli" (Łk.11:52).
Piotr nie był więc jedynym, który miał "klucze" królestwa Bożego. Posiada je każdy, kto zna nauki Pisma Świętego, dlatego Jezus powiedział Piotrowi: "I tobie dam klucze..." (Mt. 16:19).
Wypowiedź "Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" (Mt.16:19) daje autorytet każdemu wyznawcy Chrystusa (Mt.28:18-20) do związywania sił przeciwnych Ewangelii (Mt.12:29) i rozwiązywania zniewolonych (Dz.16:16-18; 3:6-8).
Tych słów Jezus użył uzdrawiając związaną chorobą niewiastę: "A czy tej córki Abrahama, którą Szatan związał już od osiemnastu lat, nie należało rozwiązać od tych pęt w dniu sabatu?" (Łk.13:16). Wielu chrześcijan przez wszystkie wieki korzystało z tego autorytetu uzdrawiając chorych i zdemonizowanych. Bez niego bramy piekielne przemogą każdego człowieka (Dz.19:13-16).
Ten sam autorytet, aby związywać i rozwiązywać swoją społeczność z indywidualnymi ludźmi otrzymał też każdy lokalny kościół:
"Gdy twój brat zgrzeszy idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie." (Mt.18:15-18)
PAŚ OWIECZKI MOJE
Jezus powiedział do Piotra trzykrotnie: "Paś owieczki moje". Dlaczego? Otóż Piotr jako jedyny z uczniów trzykrotnie się Go zaparł (Mk.14:66-72). Kiedy Piotr nawrócił się i wyznał swój błąd, Jezus zrehabilitował go w oczach całego kościoła, trzykrotnie zapraszając ponownie do pracy duszpasterskiej (J.21:15-17).
Piotr nie uważał się za lepszego od innych. Wszystkich pracowników Ewangelii uważał za duszpasterzy, a Jezusa za Arcypasterza. Zgodnie z biblijnym świadectwem Piotr nie piastował szczególnego stanowiska, które mógłby przekazać biskupom Rzymu.
Nie ma też żadnych dowodów na to, że apostoł Piotr był kiedykolwiek biskupem Rzymu. Ireneusz, biskup Lyonu (178-200), który spisał imiona pierwszych dwunastu biskupów Rzymu podaje, że pierwszym był Linus. Także Euzebiusz z Cezarei, historyk wczesnochrześcijańskiego kościoła nie pisze, aby Piotr sprawował funkcję biskupa Rzymu. Katolicki historyk Thomas Bokenkotter napisał:
"Jak doszło do tego, że biskup Rzymu zaczął być traktowany jako następca Piotra w przewodzeniu nad światowym kościołem? Nie ma żadnego wiarygodnego historycznego dowodu na to, żeby biskup Rzymu w ogóle rościł sobie takie prawo, przynajmniej do połowy trzeciego wieku... Wydaje się, że w czasie synodu w Nicei (325 roku n.e.) doktryna o supremacji papieskiej nie była jeszcze znana kościołowi chrześcijańskiemu."
W średniowieczu o wyborze papieża nierzadko decydowała intryga, podstęp, zbrodnia, przekupstwo, świeckie armie, a nawet rzymski motłoch. Sześciu papieży zawdzięczało urząd papieski duetowi nierządnic Teodorze i Marozji, które kierowały polityką Rzymu w X wieku. Teodora była kochanką trzech duchownych, którzy za jej sprawą stali się papieżami -
Anastazego III (911-13),
Lando (913-14) oraz Jana X (914-28), zaś jej córka
Marozja - kochanka papieża
Sergiusza III (904-11) - wprowadziła na tron papieski
Leona VI (928),
Stefana VII (928-31) oraz swego syna z nielegalnego związku z papieżem Sergiuszem III -
Jana XI (931-5). Papieżem został także i to w wieku 16 lat jej wnuk
Jan XII (955-64), który uczynił z pałacu laterańskiego harem, a zginął w łóżku jednej z zamężnych kochanek zabity przez jej męża. Papieżami zostało jeszcze dwóch prawnuków Marozji:
Benedykt VIII (1012_24) oraz
Jan XIX (1024-32), a także jej siostrzeniec
Jan XIII (965-72), za zgodą którego doszło do powstania Kościoła polskiego w 966 roku.
Bywało, że dwie, nawet trzy osoby naraz piastowały urząd papieża, ekskomunikując się nawzajem. Także więc z punktu widzenia ciągłości historycznej, nie sposób mówić o sukcesji. Nawet kościół rzymski, mimo bogatych archiwów nie potrafi zweryfikować kompletnej listy papieży. Encyklopedia Katolicka podaje: "Musimy otwarcie przyznać, że uprzedzenia i niedostatek źródeł uniemożliwiają w pewnych przypadkach rozpoznanie czy kandydaci byli papieżami czy antypapieżami."