Felieton do Szkoły Sobotniej na 4 kwietnia 2026
Relacja z Bogiem oraz obraz Boga, jaki człowiek posiada, wpływają na wszystko w życiu: małżeństwo, rodzicielstwo, przyjaźnie, decyzje finansowe, wybór zajęć rekreacyjnych, aspiracje i oczywiście na naszą przyszłość w wieczności. Seria lekcji, którymi będziemy się zajmować w tym kwartale nie została napisana przez biblistę ani teologa, lecz przez pedagoga i matkę, która posiada doświadczenie w tworzeniu programów nauczania religii dla szkół średnich. Dlatego lekcje w tym kwartale nie będą technicznymi studiami biblijnymi, jak to często bywało w przeszłości, lecz będą zajmować się temat budowania więzi od strony praktycznej. Autorka zwróciła uwagę, że temat lekcji w tym kwartale będzie miał charakter osobisty i będzie dotyczyć Boga, który nie tyle domaga się od nas wiary, ile więzi, czyli relacji. Jest to zasadnicza zmiana, ponieważ zachęca nas do wyjścia poza jedynie myślenie o Bogu i do zaangażowania się w relacje z Nim.
Jak opisalibyście swoją więź z Bogiem? Czy jest żywa i mocna? – nie tyle w teorii, ile w praktyce? Czy świadomie ją pielęgnujemy, czy też zakładamy, że istnieje, ponieważ kiedyś istniała?
Relacja z Bogiem może być płynna i dynamiczna. Niektórzy z nas opisują swoją relację z Bogiem jako silną, inni z kolei jako odległą lub jako istniejącą gdzieś pomiędzy. Większość z nas nie żyje w skrajnościach, lecz gdzieś „pomiędzy” – w rytmach, które łatwo mogą stać się rutyną, a nie relacją. Relacja z Bogiem jest kształtowana przez to, kim jesteśmy jako jednostki. Nie ma dwóch osób, które podchodzą do Boga w dokładnie taki sam sposób. Dlatego chociaż rytmy odgrzewają ważną rolę, to jednak zrozumienie naszej relacji z Bogiem wymaga czegoś głębszego.
Wydaje się, że autorka mierzy jakość relacji głównie przez ilość czasu przeznaczonego na lekturę, modlitwę czy dzielenie się ewangelią. Bez wątpienia te czynności mają wielkie znaczenie, ale relacja to również świadomość, zaufanie i obecność. Można przeżywać czas na wykonywaniu duchowych czynności, nie doświadczając jednocześnie bliskości i odwrotnie można być głęboko połączonym z Bogiem pośród zwyczajnego, zabieganego życia. Być może więc pytanie powinno brzmieć nie tylko ile czasu, ale jakiego rodzaju jest to połączenie.
Autorka zabiera nas w podróż do tekstu Apokalipsy 3. „Letni” język w Ap 3 ma pełnić rolę ostrzegawczą. Słowa Jezusa, choć mocne, świadczą o istnieniu więzi. Jezus nie stawia diagnozy z dystansu, lecz mówi jak ktoś, kto zna nas w pełni. Problemem nie jest samo zachowanie, ile raczej odłączenie ukryte pod maską samowystarczalności. Zaproszenie jest uderzające. Jezus nie zawstydza ludzi, lecz oferuje im wymianę. To, czego nam brakuje, On nam dostarcza. To, czego nie możemy wytworzyć sami, On nam daje hojnie. Wezwanie nie polega na tym, by się bardziej starać, ale by stać się bardziej szczerym, bardziej otwartym i bardziej chętnym do przyjmowania.
Być może głębsze zaproszenie w tym tygodniu nie tyle dotyczy oceny naszych relacji z Bogiem ile raczej pytania: W którym miejscu w moim życiu zaakceptowałem coś co nie jest więzią? Co ważniejsze: Czy jestem gotowy pozwolić Bogu spotkać się ze mną nie z potępieniem, ale z taką jego obecnością, która wszystko zmienia? Czy jestem gotowy przestać zachowywać się, tak jakby moja relacja z Bogiem polegała na odhaczaniu kolejnych pozycji na liście rzeczy do zrobienia w danym dniu, a zamiast tego skupić się na rozszerzeniu Jego obecności na wszystkie części mojego dnia? Czy jestem gotowy wyjść poza samo przeżywanie czasu z Bogiem i zacząć pielęgnować prawdziwą świadomość Jego obecności, która kształtuje sposób, w jaki żyję, reaguję i kocham?
Czy jest możliwe, że służymy Bogu ze strachu? Wyobraźmy sobie, że ktoś opisuje swój związek z małżeńskim partnerem w następujący sposób: „Robię to co robię, ponieważ boję się, co mogłoby się stać gdybym tego nie zrobił” lub: „Są zasady, których muszę przestrzegać, bo inaczej…”. Czy taki język jest toksyczny, czy jest obraźliwy? Czy lepiej byłoby, aby taką relację przerwać?
Spróbujmy przenieść te pytania na nasze relacje z Bogiem. Czy jest możliwe, że w taki sposób odnosimy się do Boga i czujemy, że On w taki sposób odnosi się do nas? Czy jest możliwe, że ciągle odczuwamy niepokój, że postępujemy niewłaściwie, lub czy jedna zła decyzja powoduje lęk przed sądem i lęk przed porzuceniem? Czy jest możliwe, że tego rodzaju relacji, które czasami wydają się nam wyrażeniem oddania, są w rzeczywistości przywiązaniem zbudowanym na strachu?
Czy warto zadawać trudne pytania dotyczące jakości naszych przekonań religijnych? Jakie jest nasze zrozumienie Boga i na czym polega nasza intymność z Nim? Jestem głęboko przekonany, że nasza relacja z Bogiem nie może polegać na odhaczaniu kolejnych pozycji na liście praktyk duchowych. Warto zbadać przyczynę naszych lęków, założeń i odziedziczonych przekonań religijnych, które kształtują nasz sposób postrzegania Boga.
Problem „letniości” o który mowa w Ap 3 jest szczególnie aktualny. „Letniość” jest często ujmowana w kategoriach niewystarczającej aktywności duchowej – zbyt małej ilości modlitw, zbyt małej ilości czytania, zbyt małej ilości działania. Czy jest możliwe, że ta definicja jest zbyt wąska? Letniość to nie tylko brak widocznej pobożności. To konflikt w sercu. Letniość wygląda jak nadużywanie imienia Boga. Wygląda jak wyznawanie wiary, a jednocześnie ucieleśnianie wartości, które jej się sprzeciwiają. Wygląda jak hojność w jednej dziedzinie i milczenie w obliczu niesprawiedliwości w innej. To nie tylko zaniedbywanie duchowych nawyków. To udawanie pobożności, a jednocześnie zaprzeczanie jej mocy. To życie w napięciu między tym, co deklarujemy, a tym, co faktycznie wyznajemy. Letniość to moralny i relacyjny dysonans.
W części na poniedziałek autorka napisała: „Jednak ponieważ [Bóg] miłuje nas tak bardzo, karci nas i upomina z powodu naszego obecnego stanu duchowego.” Niestety po raz kolejny pojawił się język, który nawiązuje do przemocy i niezdrowej dynamiki relacji. Mówiąc dokładniej, odwołuje się do logiki relacji kształtowanych przez nierównowagę sił. Według tej koncepcji Bóg koryguje ludzkość według zasady: „On kocha nas tak bardzo, że karci nas w naszym obecnym stanie. Pragnie, abyśmy posiadali silniejszą i głębszą relację z nim”. Według tej koncepcji Bóg karci nas dla naszego dobra.
Takie ujęcie przypomina głos rodziców, który biją swoje dzieci mówiąc: „To boli mnie bardziej niż ciebie” albo „Robię to, bo cię kocham”. Takie sformułowanie może wydawać się głęboko sprzeczne, w momencie, gdy dziecko doświadcza bólu fizycznego, a jednocześnie jego ból jest umniejszany lub traktowany jako słabszy niż odczucia osoby, która go zadaje.
Co więcej, stwierdzenie, że Bóg kocha nas tak bardzo, że karci nas i pragnie o wiele głębszych relacji z nami, brzmi jak język często używany w związkach opartych na przemocy. Ktoś wyrządza krzywdę, uderza partnera, a potem mówi: „Przepraszam. Po prostu tak bardzo cię kocham. Byłem zły. Bałem się, że ciebie stracę”. Gdyby to odnieść do relacji z Bogiem – Bóg nas karci, gani lub karze ponieważ pragnie bliższej relacji – to kto chciałby być w związku z takim partnerem? Bóg, który nie tylko określa standardy dobra i zła, ale także ma moc karania, gdy im nie sprostamy. Jak intymność może rozkwitać w takim środowisku?
Takie rozumienie Boga ułatwia interpretację trudnych momentów życia – okresów cierpienia i smutku, które pojawiają się tylko dlatego, że jesteśmy ludźmi i żyjemy w zepsutym świecie – jako dowodu na to, że zawiedliśmy lub że Bóg jest z nas niezadowolony. Łatwo jest zinterpretować ten ból jako karę boską, zamiast postrzegać cierpienie jako część natury grzesznego świata, w którym żyjemy. Łatwo jest również założyć, że powodzenie i sukces są dowodem boskiej łaski, tak jakby dobrobyt potwierdzał, że zrobiliśmy coś dobrze. Jednak takie wnioski są zbudowane na kontraktowym rozumieniu relacji, a nie na zrozumieniu relacji zakorzenionych w autentycznej miłości.
Znacznie lepiej jest opisać grzech, pokutę a nawet Boże napomnienie w inny sposób: Bóg rozumie, że grzech jest szkodliwy i nas niszczy. Zaburza naszą więź z Bogiem i nasze wzajemne relacje. Greckie słowo tłumaczone jako „pokuta”, zawiera element przemiany umysłu, zawrócenia lub przemyślenia. Boże pragnienie abyśmy pokutowali nie jest zakorzenione w nierównowadze sił ani w chęci kontroli. W związku z tym, nasze dążenie do pokuty nie powinno być motywowane strachem przed karą. Pokuta jest zaproszeniem do zmiany orientacji. Jest przyjęciem Bożego wezwania do odwrócenia się od tego, co nam szkodzi i co oddziela nas od Boga. Pokuta, która nie jest podyktowana strachem, zmienia całkowicie ton relacji. Przechodzi ona od kontroli do zaproszenia, od lęku do zgodności.
W Ap 3:20 Jezus został przedstawiony, gdy stoi u drzwi i czeka, by wejść i spożyć z nami wieczerzę. Obraz Boga pukającego, czekającego i pragnącego bliskości wydaje się spójny z relacją zbudowaną na nieprzymuszonej miłości.
Czy jest możliwe, że niektórzy ludzie tracą wiarę w Boga z powodu języka, którym posługujemy się, aby opisać działanie Boga? Język, który przedstawia Go jako tego który dominuje, kontroluje, a nawet mści się, który karze, aby nas ulepszyć nie otwiera ludzkich serc. Ludzki język używany do opisu charakteru Boga jest ograniczony i jest nacechowany naszymi ludzkimi wyobrażeniami na temat Boga. Warto postawić pytanie czy język używany do opisu Boga byłby akceptowalny w każdej zdrowej relacji międzyludzkiej. Jeśli nie, może to być znak, że powinniśmy na nowo przemyśleć sposób w jaki nauczono nas wyobrażać sobie Boga.
Wiele osób nie tylko zinternalizowało taką wersję Boga, która została zbudowana na strachu, ale także zbudowało wokół takich idei całe systemy, swoją tożsamość, a nawet powołanie. Kiedy taki obraz zostaje zakwestionowany, niektóre osoby mogą odczuwać, że nie jest to tylko teologiczny spór; może to być postrzegane jako zagrożenie dla sensu, stabilności, a nawet pracy, w którą niektórzy zainwestowali całe swoje życie.
W relacjach międzyludzkich, gdy ktoś zaczyna kwestionować niezdrowe wzorce, może to wywołać napięcie – nie dlatego, że nie jest to zgodne z prawda, ale dlatego, że burzy status quo, czyli to, co zostało znormalizowane. Gdy dotyczy to całej społeczności, staje się to jeszcze bardziej złożone. Ludzie nie tylko bronią idei Boga. Często chronią wersję Boga, która nadała sens ich światu, uzasadnia ich doświadczenia lub jest zgodna z tym, jak nauczyli się zarządzać władzą, autorytetem i przynależnością. Dlatego warto postawić pytanie, czy widzimy obraz Boga wyraźnie, czy po prostu powtarzamy coś, czego nauczyli nas ludzie próbujący zrozumieć Boga przez własne, trudne doświadczenia?
Czasami ludzie bardziej bronią modelu Boga stworzonego przez siebie niż samego Boga. Kiedy taki światopogląd obejmuje strach, kontrolę lub brak równowagi, logiczne jest, że ludzie albo mocno się go trzymają, albo zaczynają go poważnie kwestionować. Nasza lekcja stanowi zatem ważne zaproszenie nie tylko do oceny naszych relacji z Bogiem, ale także do zbadania wersji Boga, którą odziedziczyliśmy, uwewnętrzniliśmy, a być może nawet pomogliśmy przekazać ją innym. Jeśli Bóg jest naprawdę dobry, to dążenie do Niego powinno ostatecznie prowadzić do większej wolności, głębszego zaufania i pełniejszej miłości.
W tym tygodniu zwróciliśmy również uwagę na znaczenie ilustracji z Jn 15:1-10 o winnym krzewie i latoroślach. Połączenie latorośli z winnym krzewem jest symbolem życia i produktywności. Bez Chrystusa nic nie możemy uczynić, a duch Boży w nas przynosi życie oraz „owoc”. Tylko do pewnego czasu możemy udawać, że w Nim trwamy, gdy tak naprawdę jesteśmy odłączeni. Jednak z czasem, gdy nie jesteśmy połączeni ze źródłem życia i miłości, nasze czyny to ujawnią.
Autorka lekcji w części na środę napisała: „Trwanie w Jezusie oznacza przestrzeganie Jego przykazań …”. Problem z tym stwierdzeniem polega na tym, że ktoś może przeczytać takie stwierdzenie i zrobić dokładnie to, przed czym ostrzega ta lekcja: pozornie trwać w Bogu, a w rzeczywistości nie mieć kontaktu ze źródłem Bożej łaski oraz z Jego Duchem. Żeby była jasność nie twierdzę, że ludzie nie powinni przestrzegać przykazań. Jednakże teza, że „trwać oznacza przestrzegać przykazań”, może przekonać osoby, dla których wiara jest synonimem aktywności religijnej, że robienie czegoś dla Boga jest cenniejsze niż bycie połączonym z Nim i pozwalanie Mu działać w nas i przez nas. Oczywiście, że można przestrzegać przykazań zewnętrznie, ale jak ostrzegał Jezus w Kazaniu na Górze, najważniejsze jest to, co jest w naszym sercu, czego nikt nie widzi i czego nie możemy zmienić. Jak zauważył Jezus, człowiek może przeżyć swoje życie bez morderstwa, ale nienawiść do kogoś jest równoznaczna z popełnieniem morderstwa.
Być może patrząc szerzej, będziemy mogli zauważyć systemy zbudowane po to, by stworzyć wrażenie trwania w Chrystusie, które, paradoksalnie, używają języka trwania jako środka do kontrolowania ludzi – zwłaszcza tych, którzy rozliczają się z krzywd lub nadużyć popełnionych w systemie lub przez niego. Ludzie, którzy znajdują się na zewnątrz systemów, zwłaszcza religijnych, szybko zauważą, że osoby sprawujące władzę często czują się zobowiązane do definiowania, jak powinno wyglądać i co oznacza trwanie. Czy jest możliwe, że ktoś prawdziwie trwający w Chrystusie może lepiej ocenić które gałęzie powinny zostać wycięte z kościelnych systemów ponieważ reprezentują rzeczy, które nie pochodzą od Boga i które są raczej zgodne z toksycznym obrazem Boga?
Dlatego warto postawić sobie pytanie, czy trwamy w Chrystusie wystarczająco dobrze? Autorka stwierdziła: „Prawda jest taka, że nie jesteśmy w stanie o własnych siłach trwać w Jezusie, podobnie jak gałązka nie jest w stanie sama wszczepić się w krzew. Bóg pierwszy nas umiłował i to od Niego pochodzi inicjatywa. Nasza odpowiedź zawsze jest tylko reakcją na to, co Bóg pierwszy uczynił dla nas.”
W Jer 31:3 Bóg oznajmia: „Miłością wieczną umiłowałem cię, dlatego tak długo okazywałem ci łaskę.”. Prorok mówi nam nie tylko, że Boża miłość obejmuje wszystkie czasy (przeszły, teraźniejszy i przyszły), ale także, że to Bóg okazuje łaskę, bezwarunkową miłość, aby dokonało się coś, co jest całkowicie poza naszym zasięgiem. Możemy odpowiedzieć na tę miłość, która jest ponad czasem, ponad naszymi wadami, ponad naszymi nieudanymi próbami i trwać wciąż na nowo w tej Jego miłości. Tak jak Bóg dał ludzkości przedsmak boskości, stwarzając ludzi na obraz Boży, tak nasze relacje z innymi ludźmi mogą dać nam przedsmak tego, jak wygląda relacja z Bogiem. Namacalna więź międzyludzka oferuje nam bardziej przystępny sposób zrozumienia intymności z nieuchwytnym Bogiem.
Życie z Bogiem nie polega na tym co można zyskać lub stracić. Koncentruje się na radości z przebywania w Bożej obecności po prostu dlatego, że On jest. Kiedy się nad tym zastanawiamy to zauważymy, że nie musimy się zmuszać do przebywania z kimś kogo naprawdę kochamy i przez kogo jesteśmy kochani i w obecności tej osoby czujemy się spełnieni. Gdy jesteśmy z kimś, kogo naprawdę kochamy i kto naprawdę nas kocha nie czujemy, że musimy sobie zasłużyć na prawo do pozostania blisko tej osoby. Jeśli trwanie w Bogu wydaje się trudne, być może dzieje się tak ponieważ nasze rozumienie Boga sprawiło, że bliskość z Nim wydaje się niebezpieczna.
Tak jak winorośl czasami rośnie powoli, tak i nasze relacje z Bogiem mogą rozwijać się powoli. Ten szczegół wnosi ulgę w życiu tych, którzy czują, że ich relacja z Bogiem musi być zawsze liniowa i stale się rozwijać. Jednak takiego procesu nie możemy zaobserwować w żadnej innej relacji w naszym życiu. Przyjaźnie przechodzą przez wzloty i upadki. Rodzice i dzieci przechodzą przez okresy napięcia, małżeństwa przez nieporozumienia i dystans. Czasami pojawia się zamęt. Czasami ból. Wierząca osoba powinna zrozumieć, że takie same realia pojawiają się w naszych relacjach z Bogiem. Odczuwanie napięć i zamętu nie umniejsza Bożej miłości do nas lub zagraża Bożej obietnicy zbawienia.
Faktycznie, gdyby więcej wierzących osób czuło, że ich relacje z Bogiem rozwijają się powoli i nabierają naturalnego kształtu, presja na praktykowanie powierzchownej religijności byłaby znacznie mniejsza. Zaproszenie do trwania w Bogu nie jest kruche. Nie jest warunkowe. Nie zostanie odwołane. Nawet w okresach, kiedy nie przyjmujemy tego zaproszenia w całości, ono zawsze pozostaje. Zawsze jest tutaj i czeka na nas.
DO PRZEMYŚLENIA
Autorka sugeruje, że nasz duchowa podróż to maraton, a nie sprint. Czego możemy się nauczyć z tej analogii?
Co musi się wydarzyć, aby nawiązać z kimś relację? Jak można mieć żywą relację z Bogiem, skoro nie można Go zobaczyć, usłyszeć ani dotknąć?
Co mógłby powiedzieć Jezus, gdyby miał opisał twoją relację z Nim właśnie teraz? Autorka sugeruje, że Ap 3:14-22 (przesłanie do Laodycei) jest istotne w kontekście tego pytania. Jezus opisuje w tym fragmencie stan kościoła w Laodycei. W teologii adwentystycznej rozumiemy, że ten fragment odnosi się do nas. Czy analiza Jezusa jednostki czy instytucji? Czego dotyczy kluczowy temat w tym fragmencie?
Czego dotyczy rada, jakiej udzielił Jezus w Ap 3:18-19?
Ap 3:20. Do czego Jezus zaprasza Kościół i jakie są tego konsekwencje? W jaki sposób można otworzyć duchowe drzwi?
Ap 3:21. Pomimo nędznego stanu, Laodycea otrzymała największą nagrodę z wszystkich które zostały skierowane do siedmiu kościołów. Co mówią autorzy biblijni na temat relacji Boga z ludźmi (Rdz 2:7; 3:8-10; 5:24; 6:13; 12:1-4)? Co jest największą przeszkodą w relacji z Bogiem?
Jn 15:1-11. Co reprezentują gałęzie w tej metaforze? W jaki sposób wersety z Jn 20:29-31 i 17:20 pomagają wyjaśnić ten temat? Jakie konsekwencje wynikają z metafory krzewu winnego oraz gałęzi dla naszej relacji z Bogiem?
Czego mogą dotyczy wydarzenia w twoim życiu, które doprowadziły do letniości w twoich relacjach z Bogiem? Jak do tego doszło i co pomogło ci wyjść z tego stanu?
Przygotował Jan Pollok
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz