Felieton do Szkoły Sobotniej na 16 maja 2026
W ubiegłym tygodniu kończyliśmy nasze studium cytatem z książki Droga do Chrystusa: „Nasz niebiański Ojciec dostrzega i natychmiast wykazuje zainteresowanie każdym nieszczęściem, które spada na najmniejsze z Jego dzieci, każdą trwogą, która opanowuje jego duszę, każdym momentem radości i każdą szczerą modlitwą wychodzącą z jego ust.”(128). Nie wątpię w Bożą zdolność słyszenia ani pragnienia słuchania naszych modlitw. Jednak, przyglądając się bliżej systemom, które kształtują ludzkie życie, dostrzegamy, że sposób, w jaki modlitwa jest często przedstawiana, wydaje się uproszczony. Wygładzona narracja modlitwy często jest przedstawiana jako akt mówienia i przyjmowania. Zauważam, że czasami modlitwa przybiera formę kazania i jest stosowana jako środek upominania tych, którzy słuchają. Jednak nie na tym polega istota modlitwy. Czasami modlitwa może wydawać się miażdżąca, jak krzyk w otchłań bez odpowiedzi. Czasami może wydawać się nawet marnowaniem energii lub zdradą rzeczywistości. Jestem mocno przekonany, że Bóg słyszy każdą modlitwę. Jednak czy my zawsze potrafimy usłyszeć odpowiedź i czy rozpoznajemy ją, gdy nadejdzie? W tym tygodniu, zajmowaliśmy się problemem „praktyczności” modlitwy.
W historii naszej cywilizacji, zniewoleni ludzie modlili się przez całe pokolenia o wolność, równość, godność i szacunek. Jednak zmiany nie nadchodziły przez całe wieki. Kobieta, która żyje w domu gdzie stosowana jest przemoc, może wołać do Boga i wciąż pozostawać w pułapce, ponieważ odmówiono jej edukacji, niezależności finansowej i wsparcia ze strony społeczności. Być może wychowała się w kulturze, w której nauczono ją, że niezależnie od tego, jak destrukcyjne może być środowisko, w którym się znajduje, jej miejsce jest u boku męża. Migranci, mogą spędzić lata w strachu i bolesnej niepewności, modląc się o stabilizację, a mimo to nie zauważyć żadnych zmian.
Niestety bardzo rzadko rozmawiamy o tym, w jaki sposób modlitwa może być wykorzystywana jako broń. Może być wykorzystana w celu uniknięcia odpowiedzialności lub jako środek wypierania wewnętrznej rzeczywistości. Często ludzie, którzy z największym przekonaniem mówią o zaufaniu do Boga i mocy modlitwy, żyją już w korzystnych warunkach. Ich doświadczenie modlitewne wydaje się silne, jednak w wielu przypadkach wynika to z tego, że ich pragnienia są zgodne z systemem, w którym żyją. Rezultaty, których szukają, nie są dalekie od tego, co życie już im umożliwia. Mają niewielkie lub żadne doświadczenie z tym, jak się modlić do Boga, który wydaje się milczący, ponieważ zachowują się tak jak gdyby odgrywali rolę Boga. Łatwo jest powiedzieć „zaufaj Bogu”, gdy zajmuje się najwyższą pozycję społeczną, gdy twoje stanowisko i wpływ rodzą rezultaty, o które się modlisz. O wiele trudniej jest powiedzieć „zaufaj Bogu”, gdy to zaufanie zależy od działań ludzi i systemów, którym podlegasz.
Co oznacza modlitwa dla dziewczyny która stała się ofiarą handlu ludźmi? Co oznacza dla dziecka, którego dom został zniszczony przez wojnę? Co oznacza dla młodego mężczyzny, który jest przekonany, że aby przeżyć jedyną opcją jest handel narkotykami? Co oznacza dla ojca płaczącego w ośrodku dla imigrantów lub matki, która nie wie, czy jej mąż wróci do domu? Co możemy powiedzieć ludziom, których modlitwy zdają się być stłumione przez systemy ucisku, gdzie głosy sprzeciwu tłumią krzyk uciśnionych i żałobę opuszczonych? Kim jesteśmy, by rościć sobie prawo do wygłaszania komukolwiek wykładów na temat tego, jak powinna wyglądać wytrwała modlitwa?
Gdy przedstawiamy modlitwę jako dopracowany i przewidywalny rytm relacji z Bogiem wyrządzamy krzywdę. Modlitwa może mieć czasami dewastujący skutek. Może być roszczeniowa. Może czasami ranić, nawet wtedy, gdy leczy. Jeśli mamy mówić o praktycznym życiu wiary, musimy być uczciwi wobec tej rzeczywistości. Nie wiemy jakich odpowiedzi udzielić, gdy docieramy do granic wytrzymałości, gdy płaczemy tak długo, aż łzy się kończą, a nasz głos jest zmęczony wołaniem. Świadomość, że modlitwa jest jak rozmowa z przyjacielem może być w takich sytuacjach pomocna. W modlitwie nie szukam jedynie boskiej istoty, która może naprawić to, co zostało zepsute, ale kogoś, kto jest ze mną w skomplikowanych chwilach życia. Chcę być w obecność Boga, który traktuje moje rozpaczliwe „nie wiem, co powiedzieć”, „nie chcę rozmawiać” czy „jestem na Ciebie zły, Boże” jako cenne i wartościowe modlitwy.
Autorka lekcji udzieliła kilka typowych wskazówek dotyczących modlitwy, na przykład jak często się modlić, jak żarliwie się modlić i w jaki sposób oczekiwać na rezultaty modlitwy. Zwróciła również uwagę na kwestię spójności - czy modlitwa jest praktykowana codziennie, czy tylko w kryzysowych sytuacjach oraz tego, czy obejmuje nie tylko prośby, ale także uwielbienie.
W tym tygodniu ponownie zwróciliśmy uwagę na kilka osób z Biblii, które się modliły. Jedną z nich był Eliasz. Znamy kilka jego modlitw. Począwszy od dramatycznego momentu na górze Karmel, aż po momenty zniechęcenia i depresji. Autorka zwróciła uwagę, że po przeżyciu dramatycznego wydarzenia na górze Karmel Eliasza ogarnęło zniechęcenie i lęk i określiła to jako znużenie i lęk, które wzięły górę nad wiarą. Historia Eliasza zawiera jednak więcej warstw niż tylko znużenie i lęk.
Eliasz oddał całkowicie swoje życie w służbie Bogu. To, co widzimy w historii opisanej w 1Krl 19, to nie tylko strach – ale raczej klasyczna oznaka wypalenia. Eliasz był prawdopodobnie fizycznie wyczerpany, zwłaszcza po latach suszy, która wpłynęła na sposób jego odżywiania. Pracował w izolacji. Samotność zostawiła ślad na jego psychice, co będzie widoczne w jego późniejszej rozmowie z Bogiem. Eliasz stał samotnie przeciwko potężnym systemom zarządzanym przez Achaba i Jezabel. Tego rodzaju długotrwała presja zebrała swoje żniwo. Problem Eliasza nie polegał jedynie na tym, że „zabrakło mu wiary.” Był pod każdym względem wyczerpany. Bóg zatroszczył się o swojego proroka. Najpierw nakarmił go i dał mu odpoczynek. Zanim Bóg odpowiedział na wątpliwości Eliasza, najpierw zaspokoił jego fizyczne potrzeby. Dopiero potem, Bóg przemówił do niego. Również sposób w jaki to spotkanie się obyło miał znaczenie. Eliasz nie doświadczył obecności Boga przez ogień ani trzęsienie ziemi, ale przez ciszę i spokój. Bóg przemówił do swojego sługi w taki sposób, aby zarówno jego ciało ja i umysł mogły zrozumieć. Stopień objawienia Boga odpowiadał stanowi emocjonalnemu Eliasza.
Historia Eliasza jest dobrym przekładem, że nie ma jednego sposobu rozmawiania i słuchania Boga. Bóg spotyka się z ludźmi w sposób, który uwzględnia ich fizyczne, emocjonalne i duchowe potrzeby. Modlitwa polega na znalezieniu sposobu nawiązania relacji z Bogiem, który pasuje do sytuacji w jakiej się znajdujemy. Mogą zdarzyć się chwile, gdy studiowanie Biblii, uczęszczanie do kościoła, spotkania modlitewne lub inne rytmy, które są nam znajome, nie są drogami do spotkania z Bogiem. Czasami cisza i spokój mogą być najlepszymi sposobami poznania Boga.
W tym tygodniu zmagaliśmy się również z rzeczywistością, w której nie ma odpowiedzi na nasze modlitwy, lub odpowiedź przychodzi po bardzo długim czasie. Przykładem może być Anna, matka Samuela. Autorka lekcji na przykładzie historii Anny, wskazywała, że czekanie może pogłębić zaufanie i więź z Bogiem, nawet wtedy, gdy nie rozumiemy ani czasu, ani rezultatu. Zachęcała nas do nieustannego, szczerego zwracania się do Boga, a jednocześnie do refleksji nad naszymi motywami, otwartością, gotowością do przebaczenia i zaufaniem do Jego szerszej perspektywy. Ostatecznie lekcja sugeruje, że sposób, w jaki doświadczamy braku odpowiedzi na modlitwę, często wiąże się z tym, jak postrzegamy Boga. Jeśli postrzegamy Go jako odległego lub obojętnego, czekanie może prowadzić do zniechęcenia, ale jeśli nadal szukamy Jego obecności i opieki, nawet w niepewności, nasza relacja z Nim może się rozwijać.
Takie stwierdzenie może nieumyślnie obciążać osobę, która się modli. Po pierwsze, nawet przy dobrych intencjach, idee takie jak analiza naszych motywów, otwartość, przebaczenie czy zaufanie mogą subtelnie sugerować, że opóźniona odpowiedź lub brak odpowiedzi na modlitwę jest przede wszystkim wynikiem braku czegoś w nas. U kogoś, kto już cierpi, może to pogłębić poczucie winy, wstydu lub zwątpienia w siebie, zamiast przynieść pocieszenie.
Ponadto takie stwierdzenie może zbyt szybko potraktować cierpienie jako lekcję lub okazję do rozwoju duchowego. Choć czekanie może pogłębić zaufanie to jednak nie każda bolesna sytuacja od razu prowadzi do znaczącego, duchowego rezultatu, który jesteśmy w stanie natychmiast zrozumieć. Czasami ludzie latami pozostają w żałobie, chorobie, niesprawiedliwości lub niepewności, pomimo szczerej wiary i modlitwy. W takich chwilach powiedzenie komuś, że czekanie ma uczyć zaufania, może wydawać się policzkiem, nawet jeśli jest to wypowiedziane nieumyślnie. Szczere zwracanie się do Boga pozostawia miejsce na płacz, konsternację, rozczarowanie, nadzieję, zaufanie, a nawet pytania bez odpowiedzi. Wszystkie te elementy są głęboko obecne w Biblii.
Kolejnym przedmiotem naszych studiów w tym tygodniu była tzw. Modlitwa Pańska oraz to w jaki sposób można ją stosować w życiu. Obserwując Jezusa, uczniowie zrozumieli, że modlitwa polega na szczerym kontakcie z Bogiem. Ucząc Modlitwy, Jezus ukazywał modlitwę jako relacyjną, pokorną i ugruntowaną w codziennym życiu.
Zwrot, który pojawia się w pytaniu „Co powstrzymuje cię przed tym (modlitwą) skoro wiesz, że tak powinieneś czynić?” zakłada, że czytelnik już wie, że zawodzi duchowo, i zamiast budować otwartość na Boga, wywołuje wstyd, presję lub postawę obronną. W ten sposób modlitwa staje się nie tyle naturalną relacją, ile raczej zadaniem, które ktoś zaniedbuje.
Takie sformułowanie upraszcza ponadto przyczynę, dlaczego ludzie mogą mieć trudności z modlitwą. Barierą nie zawsze jest lenistwo czy niechęć. Czasami ludzie są wyczerpani, pogrążeni w żałobie, przytłoczeni, rozczarowani, niespokojni, duchowo otępiali lub noszą w sobie zniekształcone obrazy Boga ukształtowane przez strach lub szkodliwe doświadczenia religijne. Pytanie „Co powstrzymuje cię …?” bez wzięcia pod uwagę powyższych realiów sprawia, że ludzie mogą czuć się osądzani, a nie rozumiani.
Jako chrześcijanie często słyszymy, że sami nic nie możemy zrobić, a jednocześnie autorzy lekcji zwracają nam uwagę, że w naszych modlitwach znajduje się zbyt wiele próśb. Takie zestawienie wywołuje napięcie. Oczywiście, zdrowe relacje wymagają czegoś więcej niż tylko proszenia, ale jeśli nie potrafimy przedstawić swoich potrzeb Bogu, to do kogo możemy się zwrócić? To prawda, że modlitwa obejmuje uwielbienie, wyznanie grzechów, przebaczenie i wyrażenie wdzięczności, jednak wszystkie te elementy są formami prośby. Wyznanie grzechów to prośba o miłosierdzie. Przebaczenie to prośba o uzdrowienie. Nawet prośba o obecność Boga jest prośbą. Samo proszenie może być aktem zaufania i uwielbienia, ponieważ uznaje zależność, wrażliwość i intymność.
Moim zdaniem w naszej lekcji zabrakło zwrócenia uwagi na lament. Autorka położyła duży nacisk na uwielbienie i dziękczynienie, tak, jak gdyby były to jedyne akceptowalne sposoby przeżywania naszego życia z Bogiem. Mamy kilka ksiąg w Biblii które zostały zbudowane wokół lamentu. Lamentował Hiob. Lamentował Dawid. Lamentowali prorocy. Lamentował sam Jezus.
Odkrycia naukowe potwierdzają, że uciszany lub ignorowany żal może oddziaływać na nasze ciało. Badania nad żałobą i traumą coraz częściej potwierdzają to, co wiele tradycji duchowych od dawna podkreślało, że smutek, trauma i niewyrażny żal mają często wpływ na nasze ciało i objawiają się w postaci napięcia mięśni, zaburzenia snu, oddechu, trawienia i deregulację układu nerwowego. Jako ludzie, którzy zwracają uwagę na poselstwo zdrowia, nie możemy lekceważyć konsekwencji ignorowania niewyrażonego żalu, traumy i wartości lamentu.
W kulturze zachodniej celebrujemy naukowe podejście do życia, pracoholizm oraz stoicką postawę w obliczu kryzysu. Z podziwem mówimy ludziom, którzy doświadczyli lub doświadczają ogromnych tragedii, że są „silni”, ponieważ nieustannie stawiają czoła i „służą Bogu” w trudnych okolicznościach. Ale czy bycie silnym a nawet silniejszym, nie manifestuje się jeszcze bardziej, gdy wołamy do Boga, płaczemy publicznie lub uderzamy z wściekłością w pierś Boga? Czy pogrążenie w żałobie nie jest manifestacją siły? Co by się stało gdybyśmy jako wspólnota kościelna traktowali żałobę i lament jako coś normalnego? Tak jak niezaspokojony żal i trauma wpływają na ludzkie ciało, tak niezaspokojony smutek, cierpienie i gniew mogą również wpływać na zdrowie i integralność ciała Chrystusa. Przyjście do Boga „takimi, jacy naprawdę jesteśmy” oznacza również dzielenie się naszym bólem, strachem, żalem, wściekłością oraz pytaniami bez odpowiedzi.
Niestety bardzo często jako chrześcijanie unikamy pełnego spektrum ludzkich emocji. Lament często jest postrzegany jako przejaw słabości, który chrześcijanin powinien kontrolować. Jeśli oczekiwanie „silnego życia modlitewnego” polega na tym, że niezależnie od tego, przez co się przechodzi, zawsze trzeba znaleźć sposób na uwielbienie, dziękczynienie w tradycyjnym sensie lub skupienie się na pozytywach, ignorując to, co boli, wówczas szczerość zaczyna zanikać w tej relacji. Być może można powiedzieć, że lament to dziękczynienie w innym języku, ponieważ jest zakorzenione w zaufaniu. Lament to coś, co dzieje się, gdy ktoś wierzy, że Bóg jest wystarczająco bezpieczny, by przyjąć prawdę o jego bólu. Nie traktuje Boga jako kruchego ani emocjonalnie zagrożonego przez te same emocje, które w nas stworzył.
Chrześcijaństwo pod wieloma względami nieświadomie nauczyło ludzi, by stawali się osobami zadowalającymi innych, ludźmi, którzy czują się uprawnieni do dzielenia się tylko tymi emocjami, które wydają się duchowo akceptowalne. Jednak Bóg nie oczekuje od nas zmanipulowanych wersji naszego „ja”. Bóg pragnie pełni tego, kim jesteśmy. Czasami intymność objawia się gniewem, zagubieniem, żałobą i milczeniem. Księgę Hioba jest przykładem autentycznego lamentu. Hiob narzekał, bronił się, kwestionował Boga i otwarcie wyrażał swoją udrękę. Podobne wzorce widzimy w Psalmach. W Biblii wielokrotnie przedstawione są postacie, które szczere wypowiadały się przed Bogiem.
Po co się modlić, skoro Bóg i tak wszystko wie? Wyobrażam to sobie jako powtarzanie tej samej historii bliskiemu przyjacielowi, który już wie, co mi się przydarzyło. Nie słucha mnie, ponieważ brakuje mu informacji. Słucha mnie, ponieważ mnie kocha i chce być ze mną, gdy na bieżąco przetwarzam to doświadczenie. Modlitwa nie polega na informowaniu Boga. To raczej ja potrzebuję modlitwy, aby przekonać się jak bardzo chcę być z Bogiem. Chodzi o Jego obecność. Modlitwa to zaproszenie do bycia z Bogiem i do tego, by Bóg był z tobą. Można zmienić nieco to pytanie, aby zrozumieć jego sens: dlaczego mielibyśmy modlić się nieszczerze, skoro Bóg już wie? Dlaczego miałbym udawać? Dlaczego miałbym bagatelizować swoją rzeczywistość? Dlaczego miałbym siebie krytykować, skoro Bóg już wie?
Cytat z książki Droga do Chrystusa, wyciągnięty z szerszego kontekstu również sprawia kłopot interpretacyjny: „[Modlitwa] potrzebna jest nie po to, aby Pan poznał, jakimi jesteśmy, ale abyśmy my mogli Go przyjąć. Modlitwa nie sprowadza Boga do nas, lecz podnosi nas do Niego.” (118). W takiej formie ten cytat pomniejsza fakt, że obie prawdy mogą współistnieć. Bóg troszczy się o nasze potrzeby. Chce, abyśmy szczerze je sobie przedstawiali. Idea, według której modlitwa jedynie unosi nas ku niebu, nie jest wystarczająca, ponieważ zasadniczą częścią relacji Boga z ludzkością jest Jego zstąpienie, On jest Bogiem, który zstąpił do nas. Chrystus uklęknął w prochu. Chrystus dotknął tych których nikt nie dotykał. Wychodził do ludzi, wchodził do ich domów, zbaczał z drogi, aby spotkać ludzi. Dlatego nie można powiedzieć, że modlitwa jest tylko jednokierunkowa. Modlitwa jest miejscem wzajemnego spotkania. Dwa serca połączone w intymności.
Po co się modlić, skoro wszystko układa się po naszej myśli? Jak krucha i nietrwała byłaby przyjaźń, gdyby ludzie spotykali się tylko w jednym kontekście. Wyobraź sobie kogoś, kto tylko przeżywa z tobą żałobę, ale nigdy nie świętuje z tobą radości, albo kogoś, kto tylko świętuje z tobą chwile sukcesów, ale znika, gdy życie staje się trudne. Zdrowe relacje łączą ludzi w każdym czasie. To samo dotyczy relacji z Bogiem. On pragnie zarówno być obecny w naszej radości tak samo, jak w naszym cierpieniu. Bóg pragnie świętować z nami, gdy życie wydaje się piękne, ale także pragnie być z nami, gdy życie staje się nieznośnie ciężkie.
Z kim powinniśmy się modlić? Wydaje się, że na to pytanie powinniśmy odpowiedzieć, że z wszystkimi. Jednak szczerze mówiąc, modlitwa nie zawsze jest bezpieczna tylko dlatego, że dotyczy spraw duchowych. Modlitwa może czasami stać się narzędziem kontroli, wstydu i manipulacji, gdy jest oderwana od miłości. Może być instrumentem doktrynizowania oraz moralizowania.
Jeśli celem twojej modlitwy jest przekształcanie kogoś, w osobę, którą twoim zdaniem można zaakceptować, to twoja modlitwa nie jest zakorzeniona w miłości. Jeśli nie potrafisz uszanować czyjejś historii, godności, człowieczeństwa ani złożoności, modlitwa staje się kolejną formą przemocy. Ludzie używają języka Boga, aby pomniejszać innych, uciszać ich lub duchowo pomniejszać ich doświadczenia. Jeśli nie kochasz kogoś szczerze, jeśli nie dostrzegasz w nim/w niej osoby pełnej godności i troski, być może nie jesteś najbezpieczniejszą osobą, z którą można się modlić. Niech zamiast tego ktoś, kto naprawdę potrafi docenić drugiego człowieka, idzie razem z nim przed Bogiem.
Autorka podręcznika napisała „Gdy prosimy Boga o Jego działanie w naszej sprawie, wówczas otwieramy drzwi do tego działania.” Takie sformułowanie sugeruje, że działanie Boga zależy od ludzkiej zgody lub inicjatywy. To nie jest teologicznie poprawne. Ludzkość nie zaprosiła Boga na krzyż. Bóg zbliżył się do ludzkości na długo, zanim ta wiedziała, jak odpowiedzieć. Miłość Boga nigdy nie zależała wyłącznie od naszej gotowości. Gdy byliśmy jeszcze daleko od Niego, gdy byliśmy grzesznikami, Chrystus za nas oddał życie.
DO PRZEMYŚLENIA
W tym tygodniu nadal zajmowaliśmy się tematem modlitwy, omawiając różne osoby, które się modliły. Nasze modlitwy bardzo często koncentrują się na prośbach. Jakie inne rodzaje modlitwy powinniśmy rozważyć?
1Krl 18:36-39. Eliasz to kolejna biblijna postać znana ze swoich modlitw. O co modli się Eliasz i jaki był tego rezultat?
1Krl 18:42-45. Jaką pozycję modlitewną przyjął Eliasz w tej modlitwie? Jaki był rezultat tej modlitwy?
1Krl 19:1-8. O co modlił się Eliasz tym razem i jak Bóg odpowiedział?
1Krl 19:9-18. Czy rozmowa Eliasza z Bogiem była modlitwą? Czym różni się Boża odpowiedź od tej, którą Eliasz otrzymał na Górze Karmel? Jaki jest związek emocjonalnych stanów Eliasza z jego modlitwami?
Mt 7:7. Wiele osób modli się o pewne rzeczy od lat i ma wrażenie, że Bóg ich nie słyszy ani nie odpowiada na ich modlitwy. Jezus powiedział: „Proście, a będzie wam dane”. Jak rozumiesz obietnicę Jezusa?
1 Sam 1:10-17. Anna jest przykładem kobiety, która modliła się wytrwale. Początkowo wydawało się, że Bóg nie odpowiedział na jej modlitwę, jednak w końcu jej życzenie zostało spełnione. Dlaczego, twoim zdaniem, Bóg zwlekał w jej przypadku i nie tylko w jej?
Mt 6:5-8. Jaka była reakcja Jezusa na długie i starannie opracowane modlitwy typowe dla jego czasów? Jaki był zasadniczy problem z tego rodzaju modlitwami? Jaką alternatywę dla takich modlitw przedstawił Jezus - Mt 6:9-15? Jakie elementy składowe modlitwy dostrzegasz w tej wzorcowej modlitwie? Co powstrzymuje Ciebie od częstszych modlitw w twojej sytuacji życiowej?
Dn 9:4-19. Jest to jedna z najdłuższych modlitw zapisana na kartach Biblii. Jakie kluczowe elementy dostrzegasz w tej modlitwie?
Jakie wspólne elementy można odnaleźć we wszystkich modlitwach zapisanych na kartach Biblii? Dlaczego są one ważne? Który z tych elementów, jest dla ciebie teraz najważniejszy? W jaki sposób można wyrazić większą wdzięczność w naszych modlitwach?
W refleksji nad modlitwą warto zwrócić uwagę na kilka następujących spraw: 1) Po co się modlić, skoro Bóg wie już wszystko, o czym zamierzasz mówić? 2) Po co się modlić, skoro wszystko układa się po naszej myśli? 3) Jaka jest rola wiary lub zaufania w modlitwie? 4) Czym różni się modlitwa indywidualna od modlitwy w grupie, np. w rodzinie? Która z nich jest ważniejsza? 5) Jak możemy słuchać Boga i jednocześnie z Nim rozmawiać? Które z tych pytań uważasz za najtrudniejsze? Jaką rolę odgrywa w modlitwie post?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz