niedziela, 8 maja 2011

ZIEMIA ZNISZCZONY DOM

W ciągu
ostatnich 60 lat
— zaledwie jednego pokolenia
— nasz ziemski dom odmieniliśmy
bardziej niż
w ciągu kilku
tysiącleci.
kwietniu i maju, miesiącach obchodów w Polsce Światowego Dnia Ziemi,
warto zastanowić się, cośmy zrobili naszej planecie. Cośmy zrobili sobie. A wszystko przez ludzką chciwość, na upust której pozwolił rozwój ludzkiej myśli. Miecz obosieczny. Nie pozostanie to jednak bez konsekwencji — wszyscy chrześcijanie powinni zdać sobie z tego sprawę. Bo jak powiedział Chrystus, wkrótce przyjdzie czas sądu i „wytracenia tych, którzy niszczą ziemię”1.

Zegar świata tyka

W ciągu ostatnich 60 lat liczba ludności na ziemi wzrosła niemal trzykrotnie. Ponad dwa miliardy ludzi przeprowadziło się do miast. Shenzhen w Chinach, dziś z setkami drapaczy chmur i milionami mieszkańców, jeszcze 40 lat temu było małą rybacką wioską. W Szanghaju trzy tysiące wieżowców i drapaczy chmur zbudowano w zaledwie 20 lat. Kolejne setki są w trakcie budowy. Szybciej, więcej... Dziś ponad połowa z siedmiomiliardowej ludzkiej populacji mieszka w miastach.
Rolnictwo też zmieniło swą twarz. Na polach maszyny zastąpiły ludzi. Litr ropy daje tyle energii, co sto par rąk w ciągu doby. W krajach uprzemysłowionych ze zboża wytwarza się pasze albo biopaliwa. Żadne źródło nie umknie przed łapczywym rolnictwem, które pochłania 70 proc. ogólnego zużycia zasobów wodnych. A przecież w przyrodzie wszystko jest połączone. Wzrost powierzchni pól uprawnych i specjalizacja produkcji rolnej sprzyjają rozwojowi pasożytów. Pestycydy, kolejny dar petrochemicznej rewolucji, służą ich tępieniu. Ale toksyczne pestycydy przedostały się do powietrza, gleby, roślin, zwierząt, rzek i oceanów. Potem pojawiły się nawozy, kolejny wynalazek petrochemii. Rośliny uprawne, przystosowane do gleb i klimatów, ustąpiły miejsca najbardziej wydajnym i najłatwiejszym w transporcie odmianom. Szybciej, więcej... W ostatnim stuleciu trzy czwarte gatunków rozwijanych przez rolników od tysięcy lat znikło z powierzchni ziemi. Gdzie by nie spojrzeć, pod spodem nawóz, na wierzchu plastik.
Im bardziej kraj się rozwija, tym więcej mięsa spożywają jego mieszkańcy. Czyż można zaspokoić ogólnoświatowe zapotrzebowanie bez uciekania się do skupiana bydła w farmach hodowlanych? Żywy inwentarz, który nigdy w życiu nie zobaczy łąki... Szybciej, więcej... Produkowanie mięsa szybciej niż rośnie zwierzę to dzisiaj norma. Na rozległych farmach wydeptanych milionami kopyt nie rośnie nawet źdźbło trawy. Kawalkada ciężarówek przywozi tam tony zboża, paszy sojowej i bogatych w proteiny granulatów, które przeistoczą się w tony mięsa. Rezultat jest taki, że potrzeba sto litrów wody, by otrzymać jeden kilogram ziemniaków, cztery tysiące litrów na jeden kilogram ryżu i trzynaście tysięcy litrów na jeden kilogram wołowiny! Nie wspominając już o ropie zużytej w produkcji i transporcie.
Zegar naszego świata tyka dziś w rytm niezmordowanych maszyn. Im szybciej świat się rozwija, tym więcej potrzebuje energii. W każdym zakątku maszyny kopią, wiercą i wydzierają ziemi jej dobra. W ciągu najbliższych 20 lat kopalnie wydobędą więcej minerałów niż w całej historii ludzkości. Korzystając z przywileju władzy, 80 proc. zasobów mineralnych pochłania 20 proc. ludzkiej populacji. W ciągu kilkudziesięciu lat nadmierna eksploatacja wyczerpie prawie wszystkie zasoby planety. Szybciej, więcej...
Niepohamowana eksploatacja dotyka morza i oceany. Od 1950 roku połowy wzrosły pięciokrotnie — z 18 do 100 milionów ton rocznie! Tysiące trawlerów przetwórczych opróżniają oceany z ryb. Trzy czwarte łowisk jest już wyjałowionych bądź zagrożonych takim stanem. Ponieważ ryby są masowo wyławiane, nie mają szans na reprodukcję. Niszczymy cykl życiowy, który został nam dany. Na wybrzeżach mnożą się oznaki wyjałowienia: kolonie ssaków ciągle ulegają zmniejszeniu. W nierównej bitwie z flotą kutrów nie mają szans, by wykarmić swoje młode.

Dar wody

500 milionów ludzi żyje w środowisku pustynnym. To więcej niż ludność Europy. Oni znają wartość wody. Wiedzą, jak używać jej oszczędnie. Ich życie zależy od studni zasilanych przez wody reliktowe. Ale w wielu miejscach zasoby wód reliktowych są niemal całkowicie wyczerpane.
Indie mogą stać się krajem, który ucierpi najbardziej z powodu braku wody. By wyżywić rozrastającą się populację, stosowano rozległe nawadniania i w ciągu ostatnich 50 lat wykopano 21 milionów studni. W wielu regionach kraju trzeba było wiercić coraz głębiej, by dotrzeć do wody. W zachodnich Indiach 30 proc. studni zostało porzuconych. Podziemne formacje wodonośne wysychają.
Tysiące kilometrów dalej zużywanych jest nawet tysiąc litrów wody dziennie na jedną osobę! Las Vegas zbudowano na pustyni. Mieszkają tu miliony ludzi. Należą oni do czołowych konsumentów wody na świecie. Palm Springs to kolejne pustynne miasto z tropikalną roślinnością i luksusowymi polami golfowymi. Jak długo jeszcze ten miraż może prosperować? Ziemia nie nadąża. Rzeka Kolorado dostarczająca wody tym miastom jest jedną z tych, które nie dotrą już do morza. Co bardziej niepokojące, wysycha także jej źródło. Poziom wód jezior w jej pobliżu gwałtownie spada. Skutki niedoborów wody mogą dotknąć prawie dwa miliardy ludzi jeszcze przed rokiem 2025.
Woda nadal występuje obficie w pewnych regionach świata. Mokradła są niezbędne dla życia na ziemi. Stanowią 6 proc. powierzchni planety. Są jak gąbka, która reguluje przepływ wody. Absorbują ją w porze deszczowej, a uwalniają w porze suchej. Woda wydobywa się ze szczelin górskich, niosąc ze sobą ziarna roślin. Ten proces daje życie nowym krajobrazom. Spokojne mokradła skrywają prawdziwą fabrykę, w której rośliny i mikroorganizmy cierpliwie filtrują wodę i trawią wszelkie zanieczyszczenia. Te bagna są niezastąpionym środowiskiem dla regeneracji i oczyszczania wody. Ale my w naszej niepohamowanej ekspansji terytorialnej przekształciliśmy je w pastwiska dla bydła, pola uprawne albo działki budowlane. W ostatnim stuleciu osuszono połowę moczarów świata.

Lasy życia

Drzewa wydychają wodę gruntową w postaci delikatnej mgiełki. Tworzą one baldachim, który łagodzi uderzenia ciężkich kropel deszczu i chroni glebę przed erozją. Lasy dostarczają wilgoci niezbędnej do życia. Są rodzicami deszczu. Magazynują węgiel w ilości większej niż zawiera cała ziemska atmosfera. Stanowią fundament równowagi klimatycznej, od której wszyscy jesteśmy zależni. Dziewicze lasy są środowiskiem życia dla trzech czwartych wszystkich gatunków. Każdego roku odkrywamy gatunki, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia: owady, ptaki, ssaki. Te lasy są naszym lekarstwem. Substancje wydzielane przez te rośliny są rozpoznawane przez nasz organizm. Nasze komórki mówią tym samym językiem.
Namorzyny to lasy, które wykraczają w morze. Podobnie jak rafy koralowe są zbawienne dla oceanów. Ich korzenie przeplatają się, tworząc schronienie dla ryb i mięczaków przybywających tu na gody. Namorzyny chronią nabrzeża przed huraganami i erozją. Los wielu ludzi od nich zależy. Mimo to w ciągu wieku wycięliśmy połowę z nich. Jedną z przyczyn tej katastrofy są farmy krewetek ulokowane przy namorzynach. Aeratory nawadniają wody pełne antybiotyków, które chronią krewetki przed brakiem tlenu, ale nie namorzyny.
Wycinka drzew ciągle nabiera tempa. Każdego roku 13 milionów hektarów lasów tropikalnych, obszar wielkości połowy Polski, znika przez wypalania i wycinkę. Powierzchnia największego lasu tropikalnego świata, lasu amazońskiego, została zmniejszona o 20 proc. Las ustąpił miejsca ranczom albo uprawom soi. 95 proc. zbiorów z tych pól służy jako pasza dla żywego inwentarza w Europie i Azji. Tak oto las zostaje zamieniony w mięso. Tysiące gatunków znikają na zawsze.
Jeszcze 20 lat temu Borneo, czwartą co do wielkości wyspę świata, pokrywały połacie dziewiczych lasów. Przy obecnym tempie wylesiania znikną one całkowicie w ciągu kilku lat. Żywa materia związana jest z wodą, powietrzem, ziemią i słońcem. Na Borneo, jednym z najbardziej zróżnicowanych gatunkowo regionów świata, ta więź została zerwana. Ta katastrofa została wywołana decyzją o produkcji na wyspie oleju palmowego, jednego z najbardziej wydajnych i popularnych olejów na świecie. Olej palmowy nie tylko zaspokaja rosnące potrzeby żywieniowe, ale wchodzi również w skład kosmetyków, detergentów, biopaliw. Różnorodność leśnego ekosystemu została zastąpiona jednym gatunkiem — olejem palmowym. Monokultura jest prosta i bardzo produktywna. Kolejnym przykładem masowego wylesiania jest eukaliptus. Wykorzystuje się go w produkcji miazgi papierowej. Plantacje rozrastają się w tempie popytu na papier. Monokultury zajmują coraz więcej przestrzeni, ale monokultura to nie las. Z definicji niewiele tam różnorodności. Jeden las nie zastąpi innego lasu. U stóp tych drzew eukaliptusowych nie rośnie nic, ponieważ ich liście wytwarzają trującą substancję. Rosną szybko, ale wyczerpują rezerwy wody. Pasza sojowa, olej palmowy, drzewa eukaliptusowe... Wylesianie niszczy niezbędne, by produkować zbyteczne.
Ponad dwa miliardy ludzi nadal zależnych jest od węgla drzewnego. W Haiti, jednym z najbiedniejszych państw świata, węgiel drzewny jest podstawowym paliwem. Perła Karaibów, jak kiedyś nazywano Haiti, nie jest dziś w stanie zapewnić bytu swym obywatelom bez pomocy z zewnątrz. Na wzgórzach pozostało jedynie
2 proc. lasów. Całkiem nagie gleby nie absorbują już wody deszczowej. Bez roślinności i możliwości jej odtworzenia nic nie utrzyma tu gleby. Deszcze spłukały ją aż do morza. Erozja pogarsza jakość gleby. To, co zostało, nie nadaje się pod uprawę.

Wiek dysproporcji

Nigeria jest największym afrykańskim eksporterem ropy naftowej, a mimo to 70 proc. jej mieszkańców żyje w skrajnej nędzy. Bogactwo jest tutaj, lecz mieszkańcy nie mają do niego dostępu. To reguła obowiązująca na całym świecie. Połowa światowej biedoty zamieszkuje kraje bogate w zasoby naturalne. Ale połowa światowych bogactw jest w rękach 2 proc. populacji. Czy za taką nierówność nie trzeba będzie zapłacić?
Bogactwa są powodem migracji ludności o nieznanych dotąd rozmiarach. Miasto Lagos w 1960 roku liczyło 700 tysięcy mieszkańców. W roku 2025 będzie ich 16 milionów! Lagos jest jedną z najszybciej rozwijających się metropolii świata. Migrują tu głównie rolnicy, którzy porzucili swoje pola z powodów ekonomicznych, demograficznych czy też z powodu wyczerpania zasobów. To całkowicie nowy typ rozwoju miast, powodowany bardziej chęcią przeżycia niż rozwoju. Każdego tygodnia liczba mieszkańców miast wzrasta o ponad milion. Jedna osoba na sześć żyje dziś w niebezpiecznym, niezdrowym, przeludnionym środowisku, bez dostępu do artykułów pierwszej potrzeby jak woda, kanalizacja, elektryczność. Rozprzestrzenia się głód — cierpi z jego powodu prawie miliard ludzi. Na całej planecie najbiedniejsi walczą o przetrwanie, podczas gdy my nadal kopiemy w poszukiwaniu zasobów, bez których nie możemy już żyć. Wypatrujemy ich coraz dalej, na jeszcze nietkniętych terytoriach, w rejonach, które coraz trudniej eksploatować. Nie zmieniamy naszego modelu.
Ropa może się skończyć? Nadal możemy ją otrzymać z roponośnych piasków Kanady. Największe ciężarówki świata przewożą tysiące ton piasku. Proces ogrzewania i oddzielania bituminu od piasku wymaga milionów kubików wody. Potrzebna jest ogromna ilość energii. Zanieczyszczenie jest katastrofalne. Budujemy coraz większe tankowce. Nasze potrzeby energetyczne nieustannie rosną. Zużywamy energię jak wiecznie nienasycony piec, który potrzebuje coraz więcej paliwa.

Płaczące lodowce

Naruszyliśmy równowagę klimatyczną. Północno-zachodni korytarz łączący Amerykę, Europę i Azję przez biegun otwiera się. Arktyczna pokrywa lodowa topnieje. Lód Grenlandii cierpi od gazów cieplarnianych emitowanych w innych miejscach na ziemi, bo przecież tam nie ma przemysłu. Nasz ekosystem nie ma granic. Gdziekolwiek jesteśmy, nasze działania odbijają się na całym globie. Atmosfera naszej planety stanowi niepodzielną całość. To nasze wspólne dobro. W krajobrazie Grenlandii zaczynają pojawiać się jeziora. Coraz więcej rzek lodowcowych łączy się ze sobą i drąży powierzchnię lodu. Sądzono, że woda powinna zamarznąć w głębinach lodowca. Ona jednak wpływa pod lód, transportując płyty lodowe do morza, gdzie rozpadają się i tworzą góry lodowe. Przenikanie słodkich wód lodowca Grenlandii do słonych wód oceanów zagraża niżej położonym terenom lądowym.
W Afryce góra Kilimandżaro zmieniła się nie do poznania. Ubytek pokrywy lodowej jest ogromny. Latem nie ma tu już rzek. Miejscowa ludność boryka się z problemem braku wody. Nawet na najwyższych szczytach świata, w samym sercu Himalajów, wieczne śniegi i lodowce cofają się. Nadal jednak lodowce te odgrywają kluczową rolę w obiegu wody. Magazynują wodę z monsunów w postaci lodu, uwalniając ją podczas letnich roztopów. W himalajskich lodowcach mają swe źródła wielkie rzeki Azji. Dwa miliardy ludzi piją ich wody i nawadniają nimi swoje uprawy, jak w Bangladeszu. Ten kraj jest bezpośrednio narażony na skutki topnienia lodów w Himalajach i podnoszenie się poziomów mórz. To jeden z najbiedniejszych i najgęściej zaludnionych krajów świata. Odczuł już skutki globalnego ocieplenia. Nasilenie powodzi w połączeniu z gwałtownymi huraganami może zmieść z powierzchni ziemi trzecią część tego obszaru. Kraje zamożne nie zostaną oszczędzone. Na całej planecie występują susze. Połowa pól uprawnych Australii cierpi ich skutki.
Na Syberii jest tak zimno, że ziemia jest wiecznie zamarznięta. Określa się ją mianem wiecznej zmarzliny. Pod jej powierzchnią tyka klimatyczna bomba zegarowa — metan. Gaz cieplarniany 20 razy potężniejszy niż dwutlenek węgla. Jeśli wieczna zmarzlina stopnieje, uwolnione pokłady metanu wytworzą efekt cieplarniany, którego skutków nie da się opanować ani nawet przewidzieć.
Stworzyliśmy zjawiska, których nie potrafimy kontrolować. Odmieniliśmy ziemię na swój obraz i podobieństwo. Zostało nam niewiele czasu, by odmienić siebie.

Za późno na pesymizm

Ten świat i my wszyscy niesiemy brzemię grzechu. Nie stajemy się lepsi, lecz gorsi. I nie zatrzymamy procesu zniszczenia. Ale zanim zupełnie zniszczymy tę piękną planetę i siebie samych, powróci tu Chrystus. I rozliczy nas z tego, co uczyniliśmy naszemu domowi — naszej ziemi. Rozliczy tych, których ręce w geście chciwości wydzierały jej wszystko, zostawiając po sobie popiół. I tych, których ręce w nienasyceniu z tego korzystały. Rozliczy każdego, kto nie umiał poprzestać na wystarczającym, lecz coraz szerzej otwierał swą gardziel. Czy my, Jego uczniowie, możemy być tak niewrażliwi? Możemy dawać milczące przyzwolenie? Choć nowa ziemia, którą Bóg nam obiecał na wieczne mieszkanie, nie będzie nosiła śladu zniszczenia2, to czy możemy czekać na nią, patrząc, jak obecny dom się rozpada? Nie! Mieliśmy o niego dbać. Myślisz, że nie brałeś w tym udziału? Myślisz, że obojętność usprawiedliwia? Przecież jeśli możesz dobrze czynić, a nie czynisz, grzeszysz, jak pisał apostoł Jakub3. Za późno na pesymizm i załamywanie rąk. Inni już zaczęli działać. I nas, chrześcijan, zawstydzać.
Każdy, czy bogaty, czy biedny, może wnieść swój wkład w ratowanie ziemi. Edukacja to potęga. Na całym świecie czworo na pięcioro dzieci uczęszcza do szkoły. Wiedza nigdy nie była dostępna dla takiej rzeszy ludzi. Lesoto, jedno z najbiedniejszych państw świata, jest krajem, które relatywnie najwięcej inwestuje w edukację. Katar, jeden z najbogatszych emiratów, otworzył się na najlepsze uniwersytety. W Bangladeszu człowiek wymyślił rzecz niesłychaną i założył bank, który pożycza jedynie biednym. W ciągu 30 lat odmienił dzięki temu życie 150 milionów ludzi. Antarktyda to kontynent o ogromnych bogactwach naturalnych, których żaden kraj nie może sobie przypisać. Traktat podpisany przez 49 państw uczynił z niej badawczy skarb wszystkich narodów. Rządy podpisały ustawy o ochronie 2 proc. wód terytorialnych. To niewiele, a jednak dwa razy więcej niż 10 lat temu. W Korei Południowej lasy zostały zniszczone przez wojnę, ale dzięki narodowemu programowi zalesiania ponownie pokrywają 65 proc. powierzchni kraju. Ponad 75 proc. odpadów papierowych wykorzystuje się jako surowce wtórne. Kostaryka dokonała wyboru pomiędzy wydatkami na zbrojenia a ochroną przyrody. Nie ma tu już armii. Swoje bogactwa kraj ten przeznacza na edukację, ekoturystykę i ochronę swoich lasów dziewiczych. Gabon jest czołowym dostawcą drewna na świecie. Zastosowano tu wycinkę selektywną. Nie więcej niż jedno drzewo na hektar. Tutejsze lasy są dla kraju najważniejszym bogactwem naturalnym — mają czas, by się zregenerować. Powstają domy produkujące własną energię.
5 tysięcy ludzi mieszka w pierwszej ekologicznej dzielnicy we Freiburgu w Niemczech. Inne miasta partnerują temu projektowi. Bombaj jest tysięcznym takim miastem. Rządy Nowej Zelandii, Islandii, Austrii, Szwecji i innych krajów uczyniły z wykorzystania źródeł energii odnawialnej sprawę najwyższej wagi. W Danii powstał prototyp takiej fabryki, która związki węgla  emituje nie do atmosfery, lecz do gleby. Rozwiązanie przyszłościowe? Tego na razie nikt nie wie. W Islandii zbudowano elektrownię zasilaną ciepłem z wnętrza Ziemi.
Czas połączyć siły. Ważne jest nie to, co przepadło, lecz to, co zostało. Nadal mamy połowę lasów, tysiące rzek, jezior i lodowców i tysiące gatunków w rozkwicie. Każdy z nas może coś zmienić. Byle nie być obojętnym.        
Oprac. Katarzyna Lewkowicz-Siejka

[Dane pochodzą z filmu dokumentalnego pt. Home].

1 Ap 11,18. 2 Ap 21,1-5.3 Jk 4,17.
Artykuł  pochodzi ze  Znaków  Czasu 

czwartek, 5 maja 2011

ZMIENIONY DEKALOG

Dekalog został zmieniony.
Wystarczy porównać biblijną wersję Dziesięciorga Przykazań, zapisaną w Piśmie Świętym w Księdze Wyjścia (2 Mjż 20,1-17) lub w Księdze Powtórzonego Prawa (5 Mjż 5,6-22), z wersją, którą zawierają katechizmy Kościoła katolickiego

Proste porównanie wykazuje, że w wersji katechizmowej:

(1) Brak jest Drugiego Przykazania Bożego, które zabrania czynienia i kultu jakichkolwiek obrazów i posągów;

(2) Boży nakaz święcenia rzeczywistego siódmego dnia tygodnia - Soboty (Szabatu) - został zastąpiony ogólnym nakazem "święcenia dnia świętego";

(3) Dziesiąte Przykazanie Boże zostało rozdzielone na dwa osobne przykazania, skutkiem czego katechizmowe "dziesiąte" przykazanie zostało pozbawione sensu (Ani sługi, ani służebnicy, ani żadnej jego rzeczy." - ?);

(4) Przykazania Trzecie, Czwarte i Piąte zostały poważnie okrojone w treści, przez co zaciera się ich prawdziwy sens i znaczenie;

(5) Zmieniona także została kolejność Przykazań (po usunięciu Drugiego Przykazania, wszystkie następne przesunęły się o jedno miejsce w górę, a z Dziesiątego utworzono "dziewiąte" i "dziesiąte")!

Kto dokonał zaman w Dekalogu ?

Okazuje się, że nie trzeba szukać zbyt długo i daleko. W "Katolickim Katechiźmie Ludowym , stosownie do potrzeb czasu i pedagogicznie opracowanym przez ks. prof. Franciszka Spirago, zatwierdzonym przez biskupa przemyskiego, ks. Józefa Sebastyana (Imprimatur: Przemyśł, 13 marca 1906r.), w części drugiej, zatytułowanej "Nauka obyczajów", na s. 10 czytamy najpierw:

".Prawa wydane przez zastępców Boga, są tylko wtedy prawdziwemi prawami, jeśli nie stoją w sprzeczności ani z prawem Bożym naturalnem, ani z prawem Bożym objawionem. Nie ma przykazania przeciw przykazaniu Bożemu. Jeśli np. cesarz rozkazuje co innego, a jego namiestnik co innego, to przede wszystkiem słuchać trzeba cesarza. Podobnie jeśli namiestnicy Boga nakazują coś takiego, co Bóg zakazuje, wspomnieć trzeba na słowa Apostołów, że "więcej trzeba słuchać Boga, niż ludzi" (DzAp 5,29).- Pamiętali o tem trzej młodzieńcy w piecu gorejącym, także i bracia Machabejscy"

Bez wątpienia jest to trafna ocena i trzeźwy sąd w poruszonej sprawie. - Gdybyż było to stanowisko konsekwentnie utrzymane!

Niestety, ten sam autor, w tym samym dziele, na s. 65.66, z całkowitym spokojem i pełną osobistą aprobatą, informuje nas o faktach całkowicie sprzecznych z wcześniej wyrażonym stanowiskiem. Pisze:

"Nadane Żydom dziesięcioro przykazań Bożych, przekształcił Kościół katolicki w duchu chrześcijańskim. Dekalog żydowski pierwotny obejmował następujące przykazania: 1) Przykazanie oddawania czci tylko prawdziwemu Bogu. 2)Zakaz czczenia obrazów i posągów. 3)Zakaz znieważania imienia Bożego. 4)Nakaz święcenia sabatu. 5) Nakaz czci dla rodziców. 6) Zakaz zabijania, 7) cudzołóstwa, 8)kradzieży, 9)fałszywego świadectwa, 10) Zakaz pożądania rzeczy cudzych. (2 Mojż 20,1-17). - Nie naruszając istoty przykazania, poczynił w nich Kościół następujące zmiany formalne. Drugie przykazanie, dotyczące czci obrazów, złączył z pierwszem, natomiast dziesiąte przykazanie Boże rozdzielił na dwa osobne przykazania. (.) Nakaz święcenia sabatu przemienia Kościół na nakaz święcenia niedzieli."

Jak zrozumieć ewidentną sprzeczność w stanowisku ks. Spirago: słuszną postawę jaką zajął na s. 10 swego dzieła, z aprobatą bezprawnej zmiany Dekalogu, dokonanej przez Kościół katolicki, o czym pisze na następnych stronicach? Niekonsekwencja teologa jest ewidentna i rażąca! Następną sprawą jest zaopiniowanie tych zmian jako formalnych, podczas gdy są to zmiany jak najbardziej merytoryczne! I jeszcze jedno rozminięcie się z prawdą: pisze ks. Spirago, że Kościół "Drugie przykazanie, dotyczące czci obrazów, złączył z pierwszem". Jest to jawne kłamstwo. Kościół bowiem bezceremonialnie wyrzucił Drugie Przykazanie, a nie złączył je z pierwszym!

Dodać trzeba, że niekonsekwencji winien jest nie tylko ks. Spirago. Oto inny przykład tego typu. Ks W. Zaleski w dziele pt. "Nauka Boża. Dekalog", na s. 5. i 9. pisze m. in.:

".Dekalog - to dziesięć najważniejszych nakazów [...] moralnego prawa; ich szczególną wagę podkreśla fakt ich uroczystego ogłoszenia na górze Synaj. [...] Tylko prawa Synaju są zawsze świeże, życiodajne, oparte na najgłębszych tęsknotach i potrzebach natury ludzkiej. Na kamieniu wypisał je Bóg, bo jak skała są one niespożyte, wieczne. [...] Dekalog, to najświętszy kodeks, jaki kiedykolwiek oglądała ziemia. [...] Nakazy Dekalogu, zawarte w Księdze Wyjścia (20,3-17) są niepodważalne, dotyczą każdego człowieka. [...] Treścią Dekalogu są podstawowe, ogólne normy prawa przyrodzonego. W tym też leży największa siła Dekalogu i jego wieczysta aktualność i niezmienność."

Słowa ważne i prawdziwe. Jednak dalej, na s. 13 czytamy:

"Nakaz święcenia sabatu Kościół zmienił na ogólna nakaz dnia świętego."

Komentując tę oczywistą sprzeczność w stanowisku ks. Zaleskiego, autor "Kościoła dogmatów i tradycji", Jan Grodzicki, stawia oczywiste pytania:

"Jak można zmieniać prawa Boże, które są "niespożyte", "wieczne", "powszechne", dotyczą "całej ludzkości", których cechą jest "wieczysta aktualność i niezmienność? Co należy o tym sądzić?" (s.247).

Między Biblią a subordynacją

Wyjaśnienie jest stosunkowo proste.

W rzadkich momentach, gdy teolodzy katoliccy trzymają się Pisma Świętego, wyciągają właściwe, biblijne wnioski. Tak postępują jednak tylko do pewnej granicy, którą jest obowiązek subordynacji wobec Kościoła. Wszak nie mogą sobie bezkarnie pozwolić na kwestionowanie nauk, podawanych przez "Urząd Nauczycielski Kościoła"! W tym momencie bez żenady przechodzą na pozycje ustalone przez swych duchownych zwierzchników, i prezentują niebiblijne, oparte na ludzkich tradycjach stanowisko. Przy tej okazji uwidacznia się ich rzeczywisty stosunek, i do Boga - którego w tym momencie obrażają i lekceważą - i do wiernych, którymi beztrosko manipulują i chyba nimi gardzą. Wyraźnie są przekonani, że do tego stopnia ich już zdominowali, iż ci będą ich ślepo słuchać!

Dla pewności obrazu jeszcze dwa cytaty z dzieł innych jeszcze teologów katolickich:

1. W "Katechiźmie Katolickim kard. Piotra Gasparriego, wydanym z polecenia Jego Eminencji X. Dr Augusta Kardynała Hionda, Prymasa Polski, na str.78 czytamy:

"Pytanie 205: Dlaczego w Nowym testamencie nie święci się soboty?

Odpowiedź: W Nowym Testamencie nie święci się soboty, ponieważ Kościół zastąpił ją, jako świętem, niedzielą."

2. Jeszcze dobitniej ujął sprawę Stephen Keenan w "A Doctrinal Catechism, na str.174:

"Pytanie: Czy można udowodnić, że Kościół posiada władzę ustanawiania świąt?

Odpowiedź: Gdyby nie miał takiej władzy, nie mógłby ustanowić niedzieli, pierwszego dnia tygodnia, w miejsce soboty, siódmego dnia tygodnia, a więc dokonać zmiany nie posiadającej uzasadnienia w Piśmie św."

Dokonana przez cesarza Konstatyna Wielkiego i kolejnych cesarzy oraz Kościół katolicki bezprawna zmiana w Dekalogu wyzwoliły reakcje tych chrześcijan, którzy chcieli pozostać wierni Bogu ale wkrótce rozpoczęły się represje i biblijni chrześcijanie, prześladowani przez chrześcijan z imienia , musieli przez wieki płacić wysoką, cene za trzymanie się Biblii . W miarę upływu czasu zmieniony, okaleczony "dekalog", podawany wiernym jako prawdziwy, zaczął uchodzić za taki. . W efekcie, kiedy po wiekach różni wierni Biblii duchowni oraz chrześcijanie znów zwrócili uwagę na biblijny Dekalog i wezwali do jego przestrzegania, zostali uznani za heretyków i długo muszą przekonywać innych chrześcijan na podstawie Pisma Świętego, że bronią autentycznej, biblijnej wersji Bożego Dekalogu
Tomek Grzesikowski



Ps : Zapraszam na blog www.zdrowinacodzien.blogspot.com     jest tam sporo przepisow wegetarianskich na zdjęciach i video i zapraszam tez na strone www.odkrycia.org    gdzie jest zamieszczonych 6 Adwentowych programow telewizyjnych (4 w jezyku angielskim, jedna po rosyjsku i jedna po polsku), Jest tam muzyka, kazania, wyklady ewangelizacyjne, kreacjonistyczne, filmy kreacjonistyczne i ewangelizacyjne

pastor Andrzej Majewski                  

czwartek, 21 kwietnia 2011

WIOSENNE ŚWIĘTO ODRODZENIA ŻYCIA

Od najdawniejszych czasów na całym niemal świecie obchodzi się wiosną
święto odrodzenia życia, z którym powiązane są symbole zająca i jajka, a
także poprzedzający je 40-dniowy post. Jaka jest jego geneza?
Wiosenne święto przypada na czas, kiedy Arka spoczęła na stałym lądzie,
gdyż oznaczało to zakończenie potopu. Odtąd niemal wszystkie kultury
świata obchodzą w tym czasie święto odrodzenia życia, które ma swoje
korzenie w potopie, podobnie jak Święto Zmarłych i Nowy Rok.
Na pamiątkę rozpoczęcia potopu obchodzono na przełomie października i
listopada Święto Zmarłych. Noe przebywał w Arce rok, dlatego starożytni
Egipcjanie, Fenicjanie, Żydzi, Hindusi, Asyryjczycy, Persowie i Celtowie
obchodzili Nowy Rok jesienią. Z kolei Rzymianie celebrowali rozpoczęcie
Nowego Roku na wiosnę, a Żydzi, Babilończycy i Chińczycy zarówno
jesienią, jak i wiosną. Przyczyną tej ambiwalencji były dwa różne
wydarzenia. Jedne z nich to opuszczenie Arki jesienią, a drugie to
zatrzymanie Arki na górach Ararat. Nastąpiło to 17 dnia siódmego
miesiąca, zwanego później Nisan, który przypadał na przełom marca i
kwietnia (Rdz.8:4).
Związek potopu z wiosennym świętem odrodzenia widać między innymi w
40-dniowym poście, który je poprzedzał. 40-dniowy post upamiętniał 40
dni potopu (Rdz.7:12). Stosowano go od Egiptu, przez Babilonię, Persję,
aż po aztecki Meksyk.  W pogańskich religiach 40-dniowy post obchodzono
na pamiątkę pogrzebania Noego - Dionizosa, Adonisa, Attisa, Tamuza,
Ozyrysa, który później powstawał do życia. 40-dniowy post przejął od
pogan i zachował w swej liturgii między innymi Kościół prawosławny i
rzymsko-katolicki.
W czasie postu poprzedzającego wiosenne święto, pogan obowiązywała
wstrzemięźliwość seksualna. Na przykład marcowe Matronalia obchodzono w
Rzymie w poście i celibacie.  Po nich dopiero przychodziły Cerealia i
Floralia celebrujące obfitość i płodność. Wyjaśnieniem dla tych
zwyczajów może być żydowska tradycja, które podaje, że ludzie i
zwierzęta żyli w celibacie, aż Arka zatrzymała się na lądzie stałym.
Wyjaśnia to również, dlaczego święto następujące po okresie postu i
celibatu cechował seksualizm, a nawet rozwiązłość.
Prokreacyjny aspekt wiosennego święta odrodzenia życia reprezentował
zając, znany z niezwykłej płodności. Zając poświęcony był patronce tego
święta - Wielkiej Matce - bogini płodności, która początkowo była
jedynie alegorią Arki Noego. Niektóre z tych bogiń, na przykład Demeter,
ukazywano nawet z zajęczą głową.
Nazwa wiosennego święta brzmi po angielsku Easter, a po niemiecku
Osterfest. Bierze się ona od jednej z bogiń płodności, którą zwano
Ostara (Eastre), Isztar czy Asztarte. Ostarę wyobrażano z zającem
znoszącym... jaja.  Symbolika ta wiązała się z Arką Noego. Jajo rozcięte
wzdłuż na pół ma kształt statku, dlatego w starożytności używano go wraz
z półksiężycem jako symbolu Arki. Z Arki, tak jak ze skorupy wylęgło się
życie po potopie. Z tego względu poświęcenie jaja było jedną z głównych
ceremonii w misteriach Wielkiej Matki, a także postaci wzorowanych na
Noem, takich jak Dionizos czy Ozyrys.
Mity wielu narodów wywodzą życie na ziemi z Prajaja, które unosiło się
na wodach Chaosu, będąc pierwszą zasadą porządku na ziemi. W hinduskich
mitach Jajo Świata pływało po Praoceanie, aż po roku wyłonił się z niego
pierwszy człowiek.  Biblia potwierdza, że ludzie i zwierzęta spędzili w
Arce jeden rok (Rdz.8:14). Upaniszady podają, że na początku było Jajo,
które po roku wydało z siebie wszystko to, co jest na ziemi.  Rzymianie
mieli powiedzenie: Omne vivum ex ovo, czyli "Wszelkie życie pochodzi z
jaja". Koreańczycy uważali, że z owego jaja wyszedł pierwszy król.
Chińczycy uważali, że ich Pan Gu miał w nim swój początek. Hindusi zaś,
że z jaja wyszedł pierwszy człowiek Pradźapati.  Według Inków, Kosmiczne
Jajo symbolizowało boga Huiracochę, z którego wywodzili się wszyscy
ludzie.  Jeden z greckich hymnów orfickich zawiera inwokację do
pierwszego człowieka, zwanego Ovo genitus (Człowiek poczęty z Jaja),
który błąkał się "pod rozległym niebem w jaju, z którego się narodził".
Jajo w mitach nie jest początkiem stworzenia, lecz początkiem
odrodzenia, jak zauważył wybitny religioznawca Mircea Eliade.  Świat po
potopie nie został bowiem stworzony od nowa, lecz odrodził się z tego,
co Bóg zachował w Arce, dlatego starożytni ukazywali Arkę alegorycznie
jako jajo, z którego na powrót zrodziło się życie. Za sprawą Arki życie
odrodziło się na nowo, dlatego jajo było symbolem zmartwychwstania.
Gliniane jajka występują w dawnych grobach w Rosji czy Szwecji; w
grobach beockich odkryto posążki Dionizosa z jajkiem, a w Egipcie symbol
jajka występuje czasem przy mumiach jako wyraz nadziei na przebudzenie
ze śmierci.  Jajo symbolizowało Arkę Noego, a zając płodność
przechowanych w niej zwierząt, dlatego zając i jajko towarzyszyły
obchodom wiosennego święta odrodzenia życia, które przypadało na czas
zatrzymania się Arki na lądzie stałym. W krajach południowych symbolem
święta odrodzenia był granat, gdyż obfitość nasion tego owocu
symbolizowała nasiona zabrane przez Noego do Arki. Nie przypadkiem,
wielkie boginie, które w starożytności personifikowały Arkę (np. Rea,
Isztar, Hera, Demeter), wyobrażano zwykle z jabłkiem granatu lub kłosami
zboża.
Wielkim boginiom płodności przydawano atrybuty symbolizujące Arkę:
półksiężyc, jajko, owoc granatu, gołąb, a także... statek. Tego
ostatniego atrybutu nie da się logicznie wyjaśnić inaczej, jak tylko
identyfikacją z Arką Noego, a statek towarzyszył wszystkim wielkim
boginiom. Niesiono go w procesji podczas marcowego święta ku czci
egipskiej Izydy.  Ozyrys w czasie jesiennego święta wchodził do
pływającego statku-księżyca Izydy, a wiosną z niego wychodził.
Sumeryjska Inana także miała swoją łódź. Fenickie monety ukazują
Asztarte stojącą na statku.  Hinduska Durga (Bhavani) miała statek zwany
Arghą, którym podróżował po oceanie Śiwa.  Tacyt napisał, że nawet
germańskie plemię Swewów czciło swoją Izydę pod symbolem statku.  Grecy
kładli łódki z kwiatami u stóp Hery. Według Pauzaniasza łodzie
poświęcano rzymskiej Ceres, ukazując ją ze statkiem na kolanach.
Celtycka wielka bogini Ceridwan miała córkę poczętą ze sternikiem tej
Arki, która przetrwała potop, dlatego jej córka nosiła przydomek
Creirddylad ("Unoszona na Wodzie"),  a druidzi na pamiątkę statku
Ceridwan nosili amulety w kształcie łodzi.  Dianę zwano Królową Fal i
Protektorką statków.  Afrodytę czczono jako Euploię, czyli "Łaskawą w
Podróży Morskiej", której żeglarze i rybacy składali ofiary.  Wszystkie
wielkie boginie nosiły przydomek Gwiazdy Morza (łac. Stella Maris) i
Królowej Morza, ponieważ personifikowały Arkę Noego. W późniejszych
czasach poganie, nieświadomi korzeni swoich mitów, zaczęli traktować tę
przenośnię dosłownie. Niemniej mity o Wielkiej Matce są pełne aluzji do
Arki. Na przykład w greckich mitach Leda, gdy zaszła w ciążę z Zeusem i
za sprawą Hery nie mogła począć na lądzie stałym, dlatego wędrowała po
świecie w poszukiwaniu innego miejsca, aż zatrzymała się na pływającej
wyspie (częsty symbol Arki). Tu zrodziła Jajo Świata, z którego wykluło
się całe życie na ziemi. Leda rodziła wsparta o górę, co może być aluzją
do tego, że spoczęła i "poczęła" zawarte w niej życie na górach Ararat.
  Z mistycznego jaja wykluła się syryjska Dercete, zwana też Afrodytą
(Wenus).  W Babilonii wierzono, że życie powstało z jaja, które spadło
do wody z nieba. W wielu z tych mitów pojawia się gołąb, który unosi się
nad jajem, tak jak w biblijnej historii gołąb unosił się nad Arką.
Gołąb, podobnie jak zająć, poświęcony był w starożytności Wielkiej
Bogini, która była alegorią Arki.
Wielka Bogini była w mitach córką, żoną lub matką... pierwszego
człowieka. W przenośni można uznać, że tak było w istocie, gdyż Noe był
zarówno twórcą Arki, jak jej synem, ponieważ alegorycznie Arka
"zrodziła" go po potopie. Noe z rodziną pozostał w pamięci wielu ludów,
często postrzegany jako bóg, choć uważany za śmiertelnego. Egipskie
Teksty z Piramid wskazują, że Ozyrys i Izyda byli śmiertelni, a status
bogów otrzymali dopiero po śmierci.  Pierwsi egipscy bogowie stanowili
Ogdoadę, czyli Wielką Ósemkę.  W wielu mitologiach zachowała się pamięć
o 8 osobach, które przetrwały potop i dały początek życiu na ziemi, np.
hinduski Menu i celtycki Artur przetrwali w statku z siedmioma
kompanami. Czasem były to 4 pary, które dały początek ludzkości, na
przykład Inkowie wierzyli, że ich dynastię założyło 8 osób: 4 bracia i 4
siostry.
Liczne zwyczaje i mity mają swój początek w doświadczeniach Noego.
Jednym z nich jest wiosenne święto, które poganie obchodzili na pamiątkę
spoczęcia Arki na lądzie stałym po 40 dniach potopu. Odtąd, wiele
starożytnych ludów, często po 40-dniowym poście, obchodziło na przełomie
marca i kwietnia święto celebrujące odrodzenie życia na ziemi, a do jego
głównych symboli, oprócz statku, należało jajko, symbolizujące Arkę, a
także zając, który reprezentował płodność zachowanych w niej zwierząt,
które szybko zapełniły świat.
Czy nie jest znamienne to, że 17-go Nisan nastąpiły trzy największe
wydarzenia w dziejach ludzkości? Arka osiadła 17 Nisan na górze Ararat,
co dało rodzinie Noego nadzieję na nowy początek po potopie. Izraelici
przeszli przez Morze Czerwone 17-go Nisan w nadziei, że po niewoli
egipskiej odziedziczą Ziemię Obiecaną. 17-go Nisan zmartwychwstał Jezus
Chrystus, oferując całej ludzkości zbawienie z grzechów. Na pamiątkę
jednej z nich Żydzi do dziś obchodzą na wiosnę Paschę, a wielu
chrześcijan Wielkanoc na pamiątkę zmartwychwstania Chrystusa.
Autor:

Pastor dr Alfred Palla http://www.betezda.pl/  

( Uwaga ! Bardzo ciekawy film nakręcony przez żydów adwentystów o tym jak obchodzą paschę przetłumaczony przez nadzieja.tv .Został opatrzony dogłębnym komentarzem
http://www.vimeo.com/9940144  )

. Henry A. Layard, Nineveh and Babylon, s. 93; Humboldt, Mexican
Researches, t. I., s. 404; Wilkinson, Egyptian Antiquities, t. 1, s.
278; Landseer, Sabean Researches, s. 112; cyt. w: Alexander Hislop, The
Two Babylons, s. 104-105.
 . Barbara G. Walker, The Women's Encyclopedia of Myths and Secrets, s.
v. "Matronalia", s. 624.
  . Robert Graves, Mity hebrajskie, s. 118.
  . Roy Willis, Słownik mitów, s.v. "Zające i króliki", s. 233.
  . Roy Willis, Słownik mitów, s.v. "Zające i króliki", s. 233.
  . Alexander Hislop, The Two Babylons, s. 108.
  . Satapatha Brahmana, 11, 1:6, 1.
  . Chandogya Upanishad 3:19; w: Sources orientales, I, La naissance du
monde, s. 354.
  . Jean Chevalier, Alain Gheerbrant, The Penguin Dictionary of Symbols,
s.v. "Egg", s. 337.
  . Jean Chevalier, Alain Gheerbrant, The Penguin Dictionary of Symbols,
s.v. "Egg", s. 338-339.
  . Hymny Orfików, Do Protogonosa, 6:1-4.
  . Mircea Eliade, Patterns in Comparative Religion, s. 414-415.
  . Athanasius Kircher, Adipus Agyptiacus, t. 3, s. 124; cyt. w: J. E.
Cirlot, A Dictionary of Symbols, s.v. "Egg", s. 94.
  . Manfred Lurker, Leksykon bóstw i demonów, s.v. "Persefona", s. 208.
  . Manfred Lurker, Leksykon bóstw i demonów, s.v. "Izyda", s. 128.
  . George S. Faber, The Origin of Pagan Idolatry, t. 3, s. 24.
  . Sprawdzić - Euzebiusz z Cezarei, Praeperatio Evangelica, 1:10.
  . George S. Faber, The Origin of Pagan Idolatry, t. 1, s. 178.
  . Tacyt, Germania, 9.

  . Pauzaniasz, Phoc., s. 662; George S. Faber, The Origin of Pagan
Idolatry, t. 3, s. 28.
  . George S. Faber, The Origin of Pagan Idolatry, t. 1, s. 191.
  . Davies, Mythology of British Druids, s. 277.
  . Pauzaniasz, Corinth, s. 98; Starbon, Geog, 8, 361; Apolloniusz,
Argon, 1:570
  . Dictionary of Deities and Demons in the Bible, s.v. "Aphrodite", s. 66.
  . Michael Grant, John Hazel. Kto jest kim w mitologii klasycznej, s.v.
"Leto", s. 181.
  . Hyginus, Fabulae, 197.
  . Anthony S. Mercatante, Who's Who in Egyptian Mythology, s.v. "Isis",
s. 73.
  . Anthony S. Mercatante, Who's Who in Egyptian Mythology, s.v.
"Ogdoad", s. 111.
  . Jean Chevalier, Alain Gheerbrant, The Penguin Dictionary of Symbols,
s.v. "Eight", s. 343.
  . Władysław Kopaliński, Słownik symboli, s.v. "Jajo", s 114-115.

środa, 20 kwietnia 2011

UWIERZCIE w KONIEC ŚWIATA

    
      Nieubłaganie zbliża się czas, kiedy zostaną odsłonięte fundamenty ziemi i świata, czyny i myśli każdego z nas. Staniemy w nagiej prawdzie wobec Miłości zranionej przez nasze zło, bez tych wszystkich masek, za którymi skrywamy nasze niegodziwości i nikczemne tęsknoty.
      Uwierzcie w koniec świata. Współczesne proroctwa o powtórnym przyjściu Chrystusa - to tytuł ostatniej książki-wywiadu, jakiego dokładnie rok temu, tuż przed śmiercią, udzielił Judycie Syrek dominikanin Joachim Badeni OP. Jej myślą przewodnią jest fragment z biblijnej Księgi Ozeasza: "Dołóżmy starań, aby poznać Pana; Jego przyjście jest pewne, jak świt poranka; jak wczesny deszcz przychodzi do nas i jak deszcz późny, co nasyca ziemię"1.

      Książka ta to poruszające wyzwanie. Już we wstępie Jan Andrzej Kłoczowski OP napisał: "Jak chcesz mieć święty spokój, jeżeli nie lubisz, aby ktoś cię budził z duchowej drzemki, to zostaw tę książkę na półce czy na księgarskiej ladzie. Kup sobie coś innego, jakiś poradnik ujawniający sprytne sposoby na to, aby być zawsze szczęśliwym, poczytaj wyznania jakiejś gwiazdy mass mediów. Ta książka jest niebezpieczna, gwałtowna, dla niektórych - co ja mówię - dla wszystkich boleśnie dotkliwa. Mówi o tym, że nieubłaganie zbliża się czas, kiedy zostaną odsłonięte fundamenty ziemi i świata, czyny i myśli każdego z nas. Staniemy w nagiej prawdzie, nie przesłonięci tymi wszystkimi maskami, za którymi staramy się skryć nasze niegodziwości i tajemne nikczemne tęsknoty. A wszystko stanie się za sprawą Miłości, a nie zimnej sprawiedliwości. Staniemy wobec Miłości zranionej przez nasze zło, ale Miłości zwycięskiej. Ta prawda nazywa się paruzją, nieuchronne powtórne przyjście Chrystusa, prawda zapomniana lub wstydliwie przemilczana. Mówi o tym Pismo, a przede wszystkim ostatnia Księga Objawienia, Apokalipsa. Księga grozy i nadziei płynącej od Tego, który zna wszystko i wszystkich, który chce ocalić najdrobniejszy odruch dobra"2.

      Przeszkody
      Autorka wywiadu Judyta Syrek pisze: "Przed ponad dwoma tysiącami lat Pan obiecał pierwszym chrześcijanom, że przyjdzie powtórnie w chwale i pozostanie już na wieki z wiernymi"3.

      Wydarzenie to nie nastąpiło w czasie przez nich spodziewanym, co więcej, nauka o Jego powrocie zaczęła stopniowo zanikać. Władze rzymskie nie były zainteresowane faktem, że wieczne królestwo założy dopiero Jezus Chrystus, co oznaczało upadek cesarstwa rzymskiego. Z tego powodu chrześcijan traktowano jako burzycieli porządku społeczno-politycznego.

      Nauce o powrocie Chrystusa zagroził alegoryczny wykład Pisma Świętego propagowany przez Orygenesa (183-254), kierownika katechetycznej szkoły w Aleksandrii, który naukom dotyczącym proroctw, w tym także nauce o powrocie Chrystusa, nadał sens alegoryczny.

      Kolejne uderzenie nastąpiło ze strony ojca historyków kościelnych Euzebiusza z Cezarei (263-340), który w triumfie Kościoła nad pogaństwem upatrywał wypełnienia niektórych przepowiedni dotyczących czasów ostatecznych.

      Wreszcie wspomniane nauki z jej kluczowym wydarzeniem, czyli powtórnym przyjściem Chrystusa, znalazły rozwinięcie u Augustyna (354-430), który ukształtował pojęcie Kościoła jako tysiącletniego królestwa Chrystusa na ziemi. W słynnym dziele O państwie Bożym Augustyn widział panowanie Kościoła nad narodami i królestwami świata jako królestwo Chrystusa. Uważał, że Kościół w swej obecnej, ziemskiej i doczesnej rzeczywistości jest owym wiecznym królestwem Chrystusa i świętych.

      Eschatologiczne poglądy Augustyna przyjęte zostały przez Tomasza z Akwinu (1224-1274) i znalazły swe odbicie w Sumie teologicznej, a w dalszej kolejności dzięki tomizmowi w Kościele rzymskokatolickim oraz jego religijnej i społecznej doktrynie4.

      Wielu myślicieli i teologów przyczyniło się do odbudowy nauki Kościoła wczesnochrześcijańskiego, w tym prawdy o majestatycznym, historycznym i widzialnym powrocie Chrystusa. Szczególnie przyczynił się do tego chilijski jezuita Manuel Lacunza5.

      Poruszyciel
      Mimo że pochodził z bogatej rodziny Lacunzę pociągało od wczesnej młodości życie religijne. Mając 16 lat, wstąpił do zakonu jezuitów. W 1767 roku król Karol III wydał dekret, na mocy którego wszyscy jezuici zostali wydaleni z Hiszpanii i kolonii. Lacunza wraz z pozostałymi jezuitami został aresztowany, a następnie po kilkumiesięcznej podróży zamieszkał w Imoli, niedaleko Bolonii, we Włoszech. Wygnańcy, żyjąc w trudnych warunkach, stale tęskniący za ojczyzną, przebywali tam aż do 1799 roku. W tym roku pozwolono im wrócić do ojczystych krajów. Nie wiadomo dlaczego Lacunza, tak mocno przeżywający rozstanie z Chile, odmówił powrotu. Dwa lata później jego martwe ciało znaleziono nad brzegiem rzeki na przedmieściach Imoli. Przyczyna śmierci nie jest znana.

      Zesłanie, chociaż trudne, nie było bezowocne. Z tej samotności i cierpień powstało unikalne dzieło Przyjście Mesjasza w chwale i majestacie. Już na wstępie książki Lacunza podkreślił: "Moim pragnieniem i celem jest pobudzić, a nawet zmusić kapłanów do strzepnięcia kurzu z Biblii i zachęcić ich do studiowania tej Bożej Księgi na nowo"6.

      Podstawowa idea, którą Lacunza przedstawił w swej książce, brzmi: "Jezus Chrystus powróci z nieba na ziemię w czasie znanym tylko Jego Ojcu. Przyjdzie nie tylko w otoczeniu aniołów, ale także zbawionych, którzy już wcześniej zmartwychwstali. Nie będzie się śpieszył, lecz nie będzie tak bardzo zwlekał, jak niektórzy myślą"7. Lacunza szczegółowo wypowiadał się na temat przyjścia Chrystusa, sądu, nowej ziemi i nowego nieba, nowego Jeruzalem, milenium, sądu ostatecznego i wiecznego szczęścia zbawionych.

      Książka Lacunzy wywarła potężny i natychmiastowy wpływ. Już podczas pisania poszczególne jej części były kopiowane i rozsyłane. W obawie przed represjami wydana została pod pseudonimem Juana Jozafata Ben Ezry i dedykowana Christofilowi - miłośnikowi Chrystusa.

      Najbliżsi mu ludzie - duchowieństwo rzymskokatolickie - potępili treść, jak również metodologię. Nie mogli darować Lacunzie że odrzucił ojców Kościoła jako najważniejsze źródło biblijnej interpretacji, literalnie interpretował Biblię w przeciwieństwie do metody alegorycznej, krytycznie patrzył w świetle Apokalipsy na hierarchię kościelną.

      Z kolei wielu przyjaciół z zakonu jezuitów podziwiało go i broniło. Jeden z nich napisał o pracy Lacunzy: "Wierzę, że jest napisana ku chwale naszego Pana (.). Niech Ojciec światłości będzie nieograniczenie uwielbiony za to, że natchnął autora do takiego zrozumienia Biblii"8. Cartes w swoim Słowniku biograficznym uznał Lacunzę za jednego z najwspanialszych teologów stulecia, który "wzniósł biblijną egzegezę na taki poziom, jakiego nie osiągnął żaden inny współczesny autor ani w Europie, ani w Ameryce". Felix Torres Amai, tłumacz Wulgaty na język hiszpański, napisał o pracy Lacunzy: "Godna głębokiego zainteresowania, szczególnie dla tych, którzy poświęcają się studiom Pisma Świętego, jest tam światło, jak zrozumieć jej trudne fragmenty"9.

      Pierwsze wydania drukiem ukazały się po śmierci autora. Książkę szybko spopularyzowano. Reakcja opozycji nastąpiła w roku 1819. Trybunał Świętego Oficjum w Madrycie nakazał wycofanie jej ze sprzedaży. W sierpniu 1824 roku papież Leon XII umieścił ją na indeksie ksiąg zakazanych z uwagą: "we wszystkich językach"10. Mimo to książkę Lacunzy czytano i dyskutowano o niej. Jej zasięg nie ograniczył się tylko do języka hiszpańskiego i katolickich obszarów Ameryki Południowej. Tłumaczono ją na wszystkie podstawowe języki europejskie.

      Oczywiście nie z każdym szczegółem interpretacji Pisma Świętego prezentowanym przez Lacunzę można się zgodzić, bo też i światło prawdy przygaszone przez tyle stuleci nie od razu mogło zaświecić pełnym blaskiem. Niemniej jednak zasługi Lacunzy na polu ponownego przywrócenia autorytetu Biblii, a zwłaszcza ożywienia błogosławionej nadziei powtórnego przyjścia Chrystusa, są ogromne.

      Z trzaskiem przeminą
      Czy da się książkę-wywiad Joachima Badeni OP porównać z dziełem Manuela Lacunzy? Czy wywrze podobny wpływ?

      Nie spodziewam się - ani ze względu na treść, ani argumentację, ani właściwą metodę studiowania Pisma Świętego. Jeśli nawet w nauce o powtórnym przyjściu Chrystusa zajmuje właściwe biblijne stanowisko, to jednak z innymi naukami (np. sakramenty, autorytet i zbawcza rola Kościoła), biorąc za podstawę Pismo Święte, trudno się zgodzić. Nie mniej jest znaczącym podkreśleniem nauki o powrocie Chrystusa, tym bardziej że wypływa ze środowiska, z którego trudno było się tego spodziewać.

      Jest wiele Kościołów i ugrupowań chrześcijańskich, a także pozachrześcijańskich, o nastawieniu mesjanistycznym, które akcentują w swoich wierzeniach naukę o powrocie Chrystusa. Ważne jest, abyśmy mieli właściwy obraz tego największego wydarzenia przyszłości, jakim będzie widzialne, literalne i majestatyczne przyjście Chrystusa. Przecież to Chrystus zapowiedział:

      "I wtedy ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego i wtedy biadać będą wszystkie plemiona ziemi, i ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą. I pośle aniołów swoich (.) i zgromadzą wybranych jego z czterech stron świata, z jednego krańca nieba aż po drugi"11. Zaraz po wniebowstąpieniu posłańcy nieba powiedzieli do zasmuconych uczniów: "Mężowie galilejscy, czemu stoicie patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba"12 - z tą różnicą, że drugie przyjście "ujrzy (.) wszelkie oko (.) i będą biadać nad nim wszystkie plemiona ziemi"13. Zgodnie ze słowami apostoła Piotra "dzień Pański nadejdzie jak złodziej w nocy, wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej stopnieją"14. Temu towarzyszyć będą wielkie wydarzenia zgodnie ze słowami innego apostoła - Pawła: "Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba, wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana, i tak zawsze będziemy z Panem"15.

      Wydarzenie to całkowicie zmieni bieg dziejów świata. "I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie, ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie, albowiem pierwsze rzeczy przeminęły16.

      Jest to pewna prawidłowość, że w momencie katastrofy - czy to uwięzionych chilijskich górników, czy marynarzy na rozbitym statku na morzu, czy uwięzionych ludzi w czasie pożaru - ratunek zawsze przychodzi z zewnątrz. Powtórne przyjście Chrystusa jest owym ratunkiem dla umierającej, zniszczonej moralnie i fizycznie ziemi.

      W ostatnich słowach na kartach Pisma Świętego Chrystus zapewnia: "Tak, przyjdę wkrótce". W odpowiedzi apostoł Jan zmawia krótką modlitwę: "Amen, przyjdź Panie Jezu!"17.


     Autor   Władysław Polok

      1 Oz 6,3.
      2 Joachim Badeni, Uwierzcie w koniec świata, s. 7-8.
      3 Tamże, s. 9.
      4 Zob. Z. Łyko, Geneza współczesnego adwentyzmu, s. 34-39.
      5 W. Polok, Manuel Lacunza, pionier adwentyzmu, w: Quo vadis munde, s. 130-134.
      6 Manuel Lacunza, The Coming of Messiah, t. 1, s. 3.
      7 Cyt. przez Waltera Hanisha Espindola, Lacunza El Temblor Apocaliptico, w: Historia, s. 356-357, Dialogue, t. VI nr 1, s. 13.
      8 Apendyks do III tomu pracy Lacunzy: La Venida del Mesias en Gloria y Majestad, s. 332, cyt. w: Dialogue, t. VI nr 1, s. 13.
      9 Francisco Antonio-Encina, Historia de Chile, t. V s. 631-632, cyt. w: Dialogue t. VI nr 1, s. 14.
      10 Indeks Librorum Prohiktorum, s. 251.
      11 Mt 24, 30.31.
      12 Dz.Ap. 1,11.
      13 Ap 1,7.
      14 2 P 3,10.
      15 1 Tes 4,16.17.
      16 Ap 21,4.
      17 Ap 22,10.


             
    

Wydawnictwo "Znaki Czasu" www.znakiczasu.pl     
ul. Foksal 8
00-366  Warszawa
+48 22 331 98 00 ; + 48 608 017 625

sobota, 16 kwietnia 2011

ŚWIĘTA WIELKANOCNE

Wielkanoc, to prawdopodobnie najstarsze święto chrześcijaństwa, obchodzone na pamiątkę Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa - początkowo w dniu żydowskiej Paschy ( święto na pamiątkę wyjścia Izraela z Egiptu ) czyli 14 nizan , a od czasów cesarza Konstantyna Wielkiego i soboru w Nicei (325) w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca (tj. między 21 marca a 25 kwietnia). Niestety mało kto dziś zna historie i korzenie dzisiejszych świąt i tradycji Wielkanocnych a wielu z nas nawet nie wie że tradycję tych świąt są w większości pogańskie a i data tych świąt nie we wszystkich kościołach była i jest zawsze ta sama o to trochę historii na ten temat :

14 nizan i data śmierci Jezusa

W kalendarzu żydowskim nizan to pierwszy miesiąc wiosenny a należy wiedzieć, że miesiące w kalendarzu żydowskim to miesiące księżycowe a każdy z nich rozpoczyna się po nowiu księżyca , więc 14 nizan jest zawsze 14 dni później po wiosennym nowiu księżyca . Jedne z możliwych dat śmierci Jezusa to 7 kwietnia 30 r n e lub 9 kwietnia 31 r n e albo 3 kwietnia 33 r n e ale nie jesteśmy pewni do końca ani daty ani roku narodzin czy śmierci Jezusa ale wiadomo że to wydarzenie miało miejsce na pewno w Paschę czyli na wiosnę w latach 30 - 33 n e ( powód różnych dat jest taki Żydzi i Rzymianie czy Grecy wtedy mieli różne sposoby liczenia czasu , podobnie jak wyznawcy różnych religii teraz np. chrześcijanie czy muzułmanie albo Żydzi itd. ,nawet wśród samych Żydów istniały różne sposoby wyliczania dat świąt ) według dzisiejszej wiedzy historyczno-biblijnej Jezus urodził się jesienią w latach 8 - 5 r p n e a zmarł na wiosnę w latach 30 - 33 r n e .

Uwaga !
Herod Wielki zmarł na wiosnę 4 r p n e a Poncjusz Piłat był prokuratorem Judei w latach 26 - 36 n e , według ewangelii Łuksza Jezus przyjął chrzest od Jana Ch w wieku około 30 lat nie oznacza to jednak że nie mógł mieć kilka lat więcej bo nie jest napisane miał lat 30 .

Dzieje daty świąt Wielkanocnych w kościele

ks. Bolesława Kumora pt. "HISTORIA KOŚCIOŁA" Tom I STAROŻYTNOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSKA

Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii Chrystus został ukrzyżowany 14 nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14 nizan . Tę praktykę przyjął Kościół w Małej Azji za św. Janem apostołem i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14 nizan. Zwolenników takiego terminu świąt wielkanocnych nazywano kwartodecymanami. Ale praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono tutaj w niedzielę po 14 nizan. Pamiątkę zaś śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Obok tych różnic między Wschodem a Zachodem zachodziły między obydwoma Kościołami jeszcze różnice o charakterze dyscyplinarnym. Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód natomiast akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził pamiątkę śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku i postu. Trzecia wreszcie grupa chrześcijan tzw. protopaschici obchodziła Wielkanoc razem z Żydami, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14 nizan. W celu ustalenia jednego terminu świąt wielkanocnych dla całego Kościoła w 155 r. do Rzymu wybrał się biskup Smyrny Polikarp, aby przedyskutować tę sprawę z papieżem Anicetem; do porozumienia jednakowoż nie doszło. Około 180 r. za papieża Wiktora sprawa terminu świąt wielkanocnych znów odżyła, odkąd niejaki kapłan Blastos, zwolennik małoazjatyckiej praktyki kwartodecymanów, zaczął szerzyć ten zwyczaj w Rzymie. Wówczas papież Wiktor polecił, by na synodach kościelnych rozpatrzono tę sprawę. Większość synodów opowiedziała się za niedzielnym terminem Wielkanocy wbrew praktyce małoazjatyckiej. Nowo ustalony termin święcenia Wielkanocy papież polecił wprowadzić wszędzie pod karą wyłączenia ze społeczności kościelnej. Mimo tego polecenia metropolia efeska z biskupem Polikratesem na czele trzymała się nadal praktyki 14 nizan. Ponieważ zanosiło się znów na rozłam kościelny, dlatego pośrednictwa pokoju podjął się biskup Lyonu św. Ireneusz. Dzięki jego zabiegom do schizmy kościelnej nie doszło, ale też nadal nie było w Kościele jednolitej praktyki świętowania Wielkanocy. Dopiero synod w Arles z 314 r. postanowił, by "w tym samym dniu i czasie uroczystości wielkanocne były obchodzone w całym Kościele". Do sprawy tej wrócono jeszcze raz na I Soborze powszechnym w Nicei (325). Przyjęto wówczas praktykę rzymską dla całego Kościoła, opornych kwartodecymanów wyłączono ze społeczności kościelnej. Odtąd praktyka rzymska zapuściła mocne korzenie w całym Kościele, a w V wieku stała się powszechna.
[ strony 80 i 81, .]

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Promieniowanie Nad Golgotą

Promieniowanie nad Golgotą
Był 21 maja 1946 roku. W Los Alamos młody, odważny naukowiec wykonywał ostatnie przygotowania do próby atomowej w wodach atolu Bikini na Południowym Pacyfiku. Ale coś poszło nie tak.

Louis Slotin skutecznie przeprowadził już wcześniej wiele takich prób. Starając się określić graniczną ilość uranu U235, niezbędną do zainicjowania reakcji łańcuchowej — masę krytyczną — łączył ze sobą dwie półkule wykonane z uranu. Gdy obserwował, że reakcja łańcuchowa jest inicjowana, szybko rozdzielał połówki przy pomocy dużego śrubokręta, dzięki czemu reakcja była w porę przerywana. Jednak tego dnia, gdy nastąpił krytyczny moment, młody naukowiec upuścił śrubokręt! Półkule zbliżyły się niebezpiecznie do siebie, zalewając pomieszczenie oślepiającym niebieskawym światłem. Louis Slotin, zamiast uciekać i ratować się, rozdzielił części uranu gołymi rękami, przerywając reakcję łańcuchową!
W ten sposób bohatersko uratował siedem innych osób pracujących w pomieszczeniu. Natychmiast zdał sobie sprawę, że uległ napromieniowaniu. Nie stracił jednak panowania nad sobą, lecz krzyknął do kolegów, by nie ruszali się z miejsc. Szybko naszkicował na tablicy ich pozycje, dzięki czemu lekarze mogli określić, w jakim stopniu zostali napromieniowani. Potem, czekając na karetkę pogotowia na poboczu drogi z Alem Gravesem, który także odebrał sporą dawkę promieniowania, Slotin powiedział: „Wyjdziesz z tego. Ja nie mam szans”.
Niestety, była to prawda. Dziewięć dni później umarł w męczarniach.
Reakcja łańcuchowa
Przed dwoma tysiącami lat Syn Boga żywego wkroczył wprost w centrum promieniowania grzechu, wziął na siebie jego przekleństwo i pozwolił, by dotknęły Go wszystkie jego konsekwencje. Nagromadzone winy ludzkości zostały złożone na Nim, gdy udawał się na Golgotę. Ten, który stworzył wszechświat z całą jego potęgą i pięknem, pozwolił się przybić brudnymi, potwornymi gwoździami do grubo ciosanego drewna. Wydał swą duszę na niepojętą mękę, której nieodkryta głębia zawarta jest w słowie Golgota. Tym bohaterskim czynem przerwał reakcję łańcuchową. Przełamał moc grzechu.
Paradoksalnie prawdziwe były szydercze słowa tych, którzy z szatańską satysfakcją przyglądali się Jego konaniu: „Innych ratował, a siebie samego ratować nie może”1.
Trudno byłoby trafniej wyrazić prawdę. Aby przerwać łańcuchową reakcję grzechu, położyć kres jego śmiercionośnemu promieniowaniu, musiał wydać siebie na mękę i śmierć. Nie mógł ratować innych i jednocześnie siebie. Niejako powiedział wszystkim ludziom: „Wyjdziecie z tego. Ja nie mam szans”.
Czy to możliwe, że Bóg wszechświata, w kolejnej próbie dopomożenia naszym ograniczonym, niedoskonałym umysłom w głębszym pojęciu znaczenia Golgoty, pozwolił nam igrać z siłami natury, abyśmy poznali słowa mogące wyjaśnić dramatyzm grzechu i zbawienia? Czy dał nam mocniejsze słowa i pojęcia, abyśmy lepiej zrozumieli ohydę i moc grzechu oraz Boży plan ratunku?
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak niebezpieczny i tragiczny w skutkach jest grzech? Grzech — ten tajemniczy intruz we wszechświecie, ten bunt przeciwko Bogu, tak trudny do wykorzenienia! Nie zawsze jest widoczny, dotykalny, odczuwalny. Nawet Bóg nie może go nam do końca wyjaśnić, bo ani ludzie, ani aniołowie nie posiadają dostatecznej zdolności pojmowania, by zrozumieć. Bóg mógł jedynie pozwolić, by wszechświat ujrzał skutki grzechu i przez nie zrozumiał jego potworność.
Przyjrzyj się dziejom zła. Czasami grzech wydaje się nam nieszkodliwy. Ale gdziekolwiek jego promieniowanie skaziło ludzi, tam pojawiały się rozkład i śmierć. Grzech tak dogłębnie skaził naszą naturę, iż o własnych siłach nie jesteśmy w stanie się od niego uwolnić, nawet gdybyśmy zdobyli się na największą determinację.
Nazwij go, jak chcesz. Każdy człowiek jest bezradny wobec niego. Bezradny — gdyby nie bohaterski czyn Syna Bożego, który dotknął śmierci za każdego z nas!
Gdy spisywane były święte karty Biblii, słowa odliczanie, punkt zerowy i promieniowanie nie były znane. Jednak przez wieki trwało największe odliczanie w dziejach. Zwróć uwagę na nowe znaczenie tych słów apostoła Pawła: „Kiedy nadeszła [z dawna określona] pełnia czasu, posłał Bóg Syna swego (...) po to, aby uwolnił tych wszystkich, którzy podlegali Prawu”2.
Odliczanie wieków
Bóg miał powód, by posłać swego Syna na świat właśnie w tym określonym czasie. Był to jeden z najczarniejszych momentów w dziejach świata. Był to najmroczniejszy okres w dziejach ludzkości. Nagromadzony grzech minionych wieków ciążył nad światem. Grzech stał się dziedziną wiedzy, a z występku uczyniono religię.
W takim czasie Syn Boży przyszedł niepostrzeżenie na świat w betlejemskiej stajni. Wzrastał jak niewinna lilia na wysypisku rozpusty i nikczemności, z których słynęło miasteczko Nazaret. W wieku 12 lat zaskakiwał uczonych swoją mądrością i pojmowaniem. Całą swoją młodość spędził w ciesielskim warsztacie, który opuścił w wieku 30 lat, by odważnie wystąpić jako Mesjasz, Syn Boży.
Właśnie to twierdzenie i nienaganność Jego charakteru budziły obłąkańczą zawiść wrogów, którzy knuli, by Go uśmiercić. Jednak raz po raz czytamy, że uchodził nietknięty z rąk prześladowców, gdyż „Jego godzina jeszcze nie nadeszła”. Aż do tej godziny był bezpieczny. Jego wrogowie nie zdawali sobie sprawy, że trwa odliczanie wieków, a proroczy zegar nie ugnie się ani na chwilę ich woli.
Wreszcie po trzech latach pełnej miłości i mocy służby Jezus oświadczył: „Nadeszła godzina”3. Nikczemni ludzie zaplanowali najstraszniejszą zbrodnię popełnioną przez ludzkość. Jednak tym razem Bóg nie stanął na przeszkodzie ich złowrogim zamiarom.
Przyjrzyj się biegowi zdarzeń począwszy od Getsemane. Przyjrzyj się uważnie, gdyż właśnie w Getsemane zaczęła się rozgrywać decydująca bitwa wieczności. A skutki tej bitwy dotyczą żywo także ciebie i mnie!
Getsemane! Przez lata nawykłem myśleć o tamtych wydarzeniach przez pryzmat wybitnego dzieła Ellen G. White zatytułowanego Życie Jezusa, tak iż nie potrafię opisać scen, które rozegrały się wówczas w ogrodzie oliwnym, nie nawiązując do słów tej książki. Autorka przedstawiła owe sceny z wnikliwością i głębią naocznego świadka. Prześledź je wraz ze mną. Pamiętaj, że nie było to przedstawienie, ale realna walka największych sił we wszechświecie.
Mógł nie wytrwać
Gdy Jezus wraz z uczniami przechodził przez bramę miejską i szedł wzdłuż potoku Cedron, dziwnie milczał. Miał za sobą wiele bezsennych nocy spędzonych na modlitwie, ale ta była inna niż wszystkie poprzednie. Gdy wszedł do ogrodu, straszliwy ciężar win świata zaczął przygniatać Jego duszę. Jezus zaczynał kosztować śmierci za każdego grzesznika.
Poprosił uczniów, by zostawili go samego, ale odszedł zaledwie kilkadziesiąt kroków i upadł twarzą do ziemi, jak przygnieciony niewidzialnym brzemieniem. Wszystkie siły piekła uderzyły w Niego, gdy w Jego duszy rozgorzała straszliwa walka. Wróg Boga uznał, że albo zwycięży teraz — w godzinie największej słabości Zbawiciela — albo przegra na wieki.
Ojciec ukrył swą obecność przed Jezusem. Chrystus musiał sam dźwigać winy upadłej ludzkości. Między Bogiem a grzechem istnieje ogromna przepaść, więc straszliwe osamotnienie z ogromną siłą ścisnęło serce Syna Bożego. Czy wytrzyma tę próbę? Czy nie ugnie się, nie złamie pod tym niepojętym ciężarem? Czy przebrnie przez ocean śmierci, by przynieść ratunek ludzkości?
Nie zapominaj, że Jezus mógł nie wytrwać! Jego człowieczeństwo wzdragało się z całych sił przed cierpieniem. Los ludzkości ważył się na szali. Nadszedł decydujący moment! Czy Jezus zrezygnuje z dalszej walki, otrze krwawy pot z czoła i pozostawi winowajców skazanych na zagładę, by sami ponieśli swój los? Przecież mógł tak postąpić!
Zaledwie kilka godzin wcześniej Jezus był jak potężny cedr na szczytach gór Libanu opierający się najwścieklejszym burzom, które nie były w stanie Go poruszyć. Teraz jednak był jak trzcina smagana nienawistnym wichrem. W swej męce przylgnął do chłodnej, zroszonej ziemi, jakby chciał znaleźć oparcie w swym osamotnieniu, poczuciu odrzucenia przez Ojca.
Ciężkie krople rosy z drzew oliwnych spadały na jego ciało rozciągnięte na ziemi, jakby przyroda płakała nad swoim Stwórcą zmagającym się samotnie z siłami ciemności. Ale On nie zważał na to, co działo się dookoła. Z Jego pobladłych ust wydobywał się jęk: „Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie”. Ale nawet w tej chwili agonii ducha dodawał: „Wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty”4. Trzykrotnie wzdragał się, zanim podjął ostateczną decyzję. Miał przed oczami dzieje upadłej ludzkości. Wiedział, że pozostawieni sobie przestępcy prawa Bożego będą musieli umrzeć wieczną śmiercią.
Czy nie było sposobu, by ominąć Golgotę? Nie — jeśli ludzkość miała zostać zbawiona. Grzech rzucił wyzwanie prawu Bożemu. Od trwałości tego prawa zależy istnienie wszechświata. Grzech nie może więc być tolerowany ani ignorowany. Tak więc Jezus nie mógł inaczej ocalić grzeszników, jak tylko biorąc śmiertelne przekleństwo grzechu na siebie.
Decyzja powzięta w wieczności pozostała niezmieniona! Jezus uratuje ludzkość bez względu na to, ile będzie Go to kosztować. Gołymi rękami chwycił przekleństwo grzechu i rozdarł je na pół, przełamując jego śmiercionośną moc. Te ręce będą na wieki nosić ślady owego bohaterskiego czynu. Miliony będą zawdzięczać Mu swoje wieczne życie.
Gdy Zbawiciel podjął ostateczną decyzję i zwycięsko przeszedł przez to pierwsze starcie, potężny niebiański anioł został posłany, by wzmocnić Go przed dalszą walką. Ale los bitwy był już przesądzony — bitwy, w której tylko Syn Boży był w stanie walczyć i zwyciężyć. Nikczemny proces nie był w stanie wytrącić Go z równowagi! Decyzja zapadła. Zbawi ludzkość bez względu na cenę. Ale w tamtej chwili nikt z ludzi nie miał o tym pojęcia.
Masa krytyczna
Jakże niewiele rozumieli świadkowie tych zdarzeń! Jak nikłe mieli pojęcie o tym, co dokonało się tamtej nocy. Prześladowcy byli zadowoleni z siebie, doprowadzając do osądzenia Jezusa przed Piłatem, nie wiedząc, że kilka godzin wcześniej to On odbył sąd nad nimi i bez względu na wszystko postanowił ich zbawić.
Piłat wydawał się wyczuwać, że dzieje się coś nadzwyczajnego. Nawet jego przytępione sumienie mówiło mu: „Żadnej winy w tym człowieku nie znajduję”5.
„Żadnej winy”. Kuszony, nękany, znieważany — wystawiony na największe promieniowanie grzechu — ale nieskażony. „Żadnej winy w tym człowieku”. A jednak skazany na ubiczowanie i śmierć na krzyżu.
Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej niewiarygodne wydaje mi się to, czego ludzie dopuścili się tamtego dnia. Nie sposób pojąć, jak przywódcy i nauczyciele wybranego narodu mogli się stać narzędziem największej zbrodni w dziejach świata.
Gdy promieniowanie grzechu stawało się coraz głębsze i silniejsze, dziwne towarzystwo zgromadziło się za murami miasta. Byli tam rabini, którzy znienawidzili nauczyciela z Galilei. Byli tam kapłani, którzy zapłacili za Niego cenę niewolnika6. Był tam nieokrzesany tłum wrzeszczący: „Ukrzyżuj Go!”. Byli tam zbrodniarze ukrzyżowani wraz z Jezusem. I siebie też możemy zobaczyć w tłumie na Golgocie. Ty i ja też tam byliśmy!
Grzech staje się bardzo realny, gdy widzimy, co zrobił z Synem Bożym. Wyobraź sobie tę scenę, na ile potrafisz. Tłum ludzi przyglądających się z bezmyślną ciekawością. Zbawiciel rozebrany do naga zostaje przybity do krzyża, po czym oprawcy podnoszą narzędzie tortur wraz z ciałem przytwierdzonym gwoździami i wsuwają w przygotowany otwór w podłożu, tak iż krzyż głucho uderza o dno otworu, ciało zawisa na gwoździach, a potworny ból w przebitych rękach i stopach Jezusa staje się rozdzierający nie do opisania. Ale to nie koniec!
W tłumie rozlega się szyderczy, sarkastyczny okrzyk: „Ratuj się! Ratuj się, jeśli potrafisz!”7.
Czy w swej ślepocie ludzie widzieli tylko umierającego człowieka i byli w stanie wmówić sobie, że przejdą nad tym do porządku? Jezus modlił się: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”8. Ludzie nie wiedzieli, choć mogli wiedzieć. Widzieli ciemność, która spowiła szczyt wzgórza i powinni byli się zastanowić, co może oznaczać ten znak. Jednak nie mieli pojęcia, że Jezus dla ich zbawienia zaznał ciemności odłączenia od Ojca.
Widzieli tylko bezradnego człowieka i szydzili: „Ratuj siebie!”. Ale dzięki Bogu znalazł się przynajmniej jeden wyjątek od tej powszechnej ślepoty. Ponad zgiełkiem szyderców odezwał się głos złoczyńcy: „Ratuj mnie!”. Nic dziwnego, że Zbawiciel, choć cierpiący niewysłowioną mękę, podniósł głowę i spojrzał w kierunku, skąd dobiegło to wołanie! Oto przynajmniej jeden wydawał się rozumieć.
Przez wieki lud Boży przyprowadzał niewinne baranki do świątyni i zabijał je jako zapowiedź pojednawczej ofiary Baranka Bożego, który miał przyjść. I oto przyszedł. Odliczanie wieków doszło do punktu zerowego. Ale tylko umierający złoczyńca zrozumiał tę prawdę. Zrozumiał pomimo bólu, nędzy, hańby. Ujrzał w umierającym Zbawicielu tego, który przyjdzie powtórnie na ziemię w chwale, by ustanowić swoje wieczne królestwo. Ujrzał nie skazańca, ale pojednawczą ofiarę. I zawołał: „Ratuj mnie!”.
Oto sedno sprawy. Czy Jezus był tylko dobrym człowiekiem, umierającym jako niewinna ofiara nikczemników, czy też był wcielonym Bogiem płacącym cenę za upadłą ludzkość?
Nigdy o tym nie zapominaj! Jeśli był On jedynie człowiekiem, to mamy do czynienia z paskudnym morderstwem. Jednak jeśli jest On Bogiem, to znaczy, że złożył raz na zawsze pojednawczą ofiarę. Jeśli był tylko człowiekiem, to był męczennikiem. Jeśli jest Bogiem, to jest Zbawicielem ludzkości.
Grzech ze swoim śmiertelnym promieniowaniem prowadzi do śmierci. Śmierć jest jego nieuchronnym skutkiem. Śmierć jest weń wpisana nieodwołalnie. Cała ludzkość została napromieniowana przez grzech i żaden grzeszny śmiertelnik nie jest w stanie nic z tym zrobić. Żaden męczennik nie może dokonać pojednania. Potrzebna była prawdziwa, skuteczna ofiara.
I oto „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”9.
Oto jest rozwiązanie! Grzech narastał w swej intensywności, aż przekroczył masę krytyczną na Golgocie. Ale Syn Boży rzucił się własnym ciałem w furię reakcji łańcuchowej i przerwał jej niszczycielską moc, by uratować ciebie i mnie!
Dzięki niech będą Bogu! Gdy to rozumiem — zgodnie z prawdą, jako dar Boży dla kogoś tak niegodnego jak ja — moje pyszne, twarde serce łamie się, łagodnieje, a moja niespokojna natura ucisza się. A gdy słyszę Jego słowa: „Ojcze, odpuść im”, wiem, że miał na myśli mnie! I ciebie też!
George E. Vandeman
[Artykuł pochodzi z książki G.E. Vandemana pt. Zbuntowana planeta. Śródtytuły pochodzą od redakcji]. 1 Mt 27,42.
2 Ga 4,4-5 Biblia Romaniuka.
3 J 17,1.
4 Mt 26,39.
5 Łk 23,4.
6 30 srebrników.
7 Zob. Łk 23,35.
8 Łk 23,34.  9 J 3,16
 
Wydawnictwo "Znaki Czasu" www.znakiczasu.pl    
ul. Foksal 8
00-366  Warszawa
+48 22 331 98 00 ; + 48 608 017 625
  

środa, 6 kwietnia 2011

GRANICE ODPOWIEDZIALNOŚCI

Nadzieja na zmartwychwstanie przy powtórnym przyjściu Chrystusa jest ostateczną a wszystko inne co jest mniejsze od tej obietnicy pozostawia nas bez żadnej nadziei,  gdyż daje jedynie perspektywę doczesnego życia z jego bólami i cierpieniem i rozczarowaniem.  Nigdy nie obiecano nam, że w tym życiu  będziemy wolni od bólu, cierpienia i niesprawiedliwości. Obiecano nam MOC ŁASKĘ  I OBECNOŚĆ CHRYSTUSA ,abyśmy mogli wytrwać w cierpieniu.

Drogi  przyjacielu. Każdy człowiek, czy jest tego świadom, czy też nie - posiada system wartości, który zdecydowanie wpływa na wybory jakie podejmuje w swoim życiu .Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że ten hierarchiczny system podlega zmianom rozwojowym : niektóre osoby mogą w młodości preferować inne wartości, aniżeli w wieku średnim, czy też w tzw. „złotym wieku „  Efektem takich zmian będzie życiorys  z wyraźnymi  wirażami. O ile efektywniejsze  może być życie, w którym naczelne wartości są stałe, Powstaje więc pytanie jakie wartości mogą pretendować do tych naczelnych, stałych i istotnych w każdym wieku życia? W mojej ocenie taką wartością może być tylko Bóg. Jeżeli człowiek od najmłodszych lat uzna Boga  jako swą najwyższą wartość i taka postawa umysłowa będzie go cechowała przez całe życie, to może on osiągnąć najwyższe prospołeczne cele, cele związane z dobrem człowieka i społeczeństwa. Bowiem uczczenie Boga dokonuje  się poprzez troskę o potrzebującego człowieka. Nie dla własnej chwały,  ale  w imię Boże.  Wysoce złożona rzeczywistość powinna nas kierować w stronę Boga, Ale jest to tylko pobożne życzenie. Psychologia udowodniła,  że postrzeganie  i rozumowanie człowieka, może  zostać tak zmanipulowane, że przysłowiowo „czarne „ będzie „białe”,  a „białe” będzie „czarne”. Nie mamy żadnych podstaw, aby sądzić,  że tok rozumowania człowieka w zakresie rozpoznawania istnienia Boga podlega innym prawom. Powinnością człowieka jest dokładne sprawdzenie,  w imię obiektywizmu, argumentów za i przeciw istnieniu Boga. Jeżeli dojdzie do wniosku, że Bóg istnieje,  to doskonałą księgą, która dalej objawia i pogłębia zrozumienie Boga, jest Pismo Święte. W Piśmie Świętym czytamy w Liście do Rzymian, że wiara rodzi się ze słuchania, czytania oraz wnikliwego rozmyślania o otaczającej rzeczywistości.
W  1 Liście do Tymoteusza czytamy, że osoby, które się zetkną z Bogiem i Jego radami odnośnie życia, powinny postępować dalej w tym poznaniu wprowadzać  je   w Życie. Wtedy taka wiara staje się wiarą żywą. W Liście do Galacjan  ap. Paweł napisał, że wiara może wzrastać i rozbudowywać się . Ale jeżeli temu poznaniu nie towarzyszą czyny, które są potwierdzeniem wiary, wówczas wiara zanika, Jeżeli uwierzysz w istnienie Boga, podejmujesz działania na rzecz innych, działania miłości. życzliwości, dobroci, i wprowadzasz w swoje życie zasadę : Wszystko więc, obyście chcieli, aby wam ludzie czynili,  to i wy im czyńcie,  twoja wiara w Boga będzie mocno ugruntowana. Jeżeli zaś przylgniesz do grzechów, które ukochasz, to po pewnym czasie zaczną narastać twoje problemy z wiarą w Boga.
Jestem pewien, że Bóg jest wielce miłosierny i możemy w każdej chwili zwrócić się do Niego z naszymi problemami, Nie sugerujmy Mu naszych rozwiązań . Najodpowiedniejszą modlitwą jest ta :  „Bądź wola Twoja „  Wierzę, że On opiekuje się naszym życiem, jeżeli jesteśmy spolegliwi i trwamy przy Nim. W Piśmie Świętym jest zapis, w którym Jezus Chrystus  mówi o tym, że przebaczy nawet bluźniercy. Bóg jest tak kochany, tak dobry, że wyciąga rękę do każdego człowieka, każdej potrzebie. Nieraz nam się wydaje, że nasz głos jest daremny, że wypowiadamy słowa w pustkę. Ale tak nie jest, On słyszy nasze słowa. Wierzę, że przy naszym aktywnym zaangażowaniu to, o co prosimy, Bóg wyznacza czas i miejsce spełnienia modlitwy. Ale osoba, która składa swój los w ręce Boga, musi liczyć się z tym, że w jej  życiu  mogą mieć miejsce naprawdę  dziwne i zaskakujące  zdarzenia. Nieraz wyleje morze łez, nie pojmując zamierzeń  Bożych, nie pojmując końca dzieła Bożego, Dlatego osoby przychodzące do Boga , powinny złożyć swój los  w Jego Wszechmocne ręce, z całkowitym zaufaniem. Nawet nasze ewidentne  błędne działania, Bóg potrafi , przekształcić, dając im pozytywny finał. Chrześcijanin w pełni świadomy swego posłannictwa jest żołnierzem Jezusa Chrystusa. Nie musimy wszystkiego dokładnie rozumieć. Ale powinniśmy znać generalne cele, rozumieć o co jest toczona walka i robić wszystko, aby te cele realizować w naszym  „maleńkim „ życiu.  Paweł przyrównał wiarę do jednej z części zbroi używanej w jego czasach. W liście do Efezjan pisze, że wiara jest tarczą będącą w stanie powstrzymać wszelkie pociski. Paweł porównuje ataki szatana do rozżarzonych strzał, wnikających w subtelną umysłowość człowieka. W innym Liście do Tesaloniczan   podaje, że wiara jest ochraniającym pancerzem. Jeżeli nasza identyfikacja z zamierzeniami Bożymi jest znacząca, to liczmy na to, że szatan zostawi nas o tak z boku. On zrobi  wszystko, żeby w naszych umysłach zasiać niewiarę. Chrześcijanin musi sobie zdawać sprawę, że jeżeli przegra walkę na poziomie własnego umysłu, to straci życie - wieczne życie.  

„Nie jesteśmy tu po to by dryfować lub marzyć.
Mamy wykonać pracę, ciężary trzeba dźwigać.
Nie uciekaj od zmagań, Bóg cie mocą obdarzy.
Bądź mocny, nie  mów, że dni  są złe - kogo chcesz tym winić?
Trzymasz w ręce zło? - Niedobrze, wstydź się tego.
Powstań przemawiaj śmiało, Bóg ceni twe czyny.
To nieważne że zło jest dziś wszędzie.
Jest to czas bitwy póki dzień trwa jeszcze.