piątek, 5 czerwca 2026

Koetarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Pokuta i przebaczenie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 6 czerwca 2026

Historia Izraelitów pokazuje, że gdy stracili z oczu charakter Boga natychmiast zaczynali odczuwać brak Jego obecności. Nawet po tym, jak byli świadkami cudów oraz wyzwolenia z niewoli a także obietnic przymierza przeżywali strach, niepewność. Wszystko to sprawiło, że stworzyli na swój użytek wersję Boga, którą mogli kontrolować i widzieć. Pod wieloma względami ukazuje to, jak bardzo nasze zrozumienie charakteru Boga kształtuje naszą reakcję na oczekiwanie, niepewność i porażkę. Kiedy stracimy z oczu to, kim jest Bóg, często zwracamy się ku substytutom – rzeczom, które wydają się bardziej namacalne, przewidywalne lub łatwiejsze do opanowania. Może to nawet wpłynąć na to, jak interpretujemy Jego prawo miłości i przekształcamy je według własnego uznania. Dlatego wielokrotnie jesteśmy wzywani do pokuty czyli powrotu do Boga, którego charakter można zdefiniować jako miłość.

Autorka podręcznika opowiedziała historię kobiety, która kochała Szabat, ale była tak pochłonięta obowiązkami domowymi, że zdała sobie sprawę, że straciła z oczu głębszy cel — zbliżenie się do Boga. Analizując historię Marii i Marty, uświadomiła sobie, jak łatwo nawet rzeczy dobre i konieczne mogą odwrócić uwagę od relacji z Bogiem. Autorka we wniosku końcowym podkreśliła, że celem zajęć w Szabat nie jest sztywne przestrzeganie zasad, ale uświadomienie sobie rzeczy, które powoli osłabiają nasze połączenie z Bogiem. Przypomina nam, że kiedy rozpoznamy swoją potrzebę i zwrócimy się do Niego w pokucie, Bóg okaże nam łaskę, przebaczenie i odnowienie.

Chociaż historia ta ma sens i skupia naszą uwagę na Szabacie, pokucie oraz na znaczeniu opieki nad innymi to jednak stwarza scenariusz trudny do zinterpretowania. Połączenie tej historii bezpośrednio z Szabatem stanowi wyzwanie, które polega na tym, że może ona nieumyślnie zinterpretować Szabat jako test tego co wolno lub nie wolno robić w Szabat, a nie jako dar łaski i odpoczynek. Zamiast zapraszać ludzi do głębszej więzi z Bogiem, może sprawić, że będą oni z niepokojem monitorować swoje zachowanie, zastanawiając się, czy „wystarczająco dobrze przestrzegają Szabat”. Dla wielu ludzi – zwłaszcza rodziców, opiekunów oraz osób, które wykonują bardzo ważne prace w tle – takie ujęcie może wywoływać poczucie winy związane z wykonywaniem zwykłych aktów opieki i niezbędnych czynności związanych z codziennym życiem. Morał tej historii może zawierać subtelne przesłanie: Gdybyś był/a bardziej skoncentrowany/a na sprawach duchowych, nie rozpraszałyby ciebie takie rzeczy. Jednakże takie podejście grozi oddzieleniem Boga od realiów codziennego życia, tak, jak gdyby Bóg był oddzielony od tych zadań.

Taka interpretacja tworzy również fałszywy podział między tym co „święte” a „nie święte czyli zwykłe”, jak gdyby składanie prania, opieka nad chorym dzieckiem czy karmienie rodziny nie mogły być jednocześnie przestrzeniami, w których istnieje miłość, obecność, a nawet więź z Bogiem. Łaska sugeruje, że Bóg spotyka nas w naszym człowieczeństwie, nie tylko w chwilach, gdy życie jest idealnie ciche i duchowo skoncentrowane. Być może niektóre najświętsze duchowo chwile mają miejsce właśnie wtedy, gdy opiekujemy się innymi. Jestem przekonany, że można być Marią wykonując obowiązki Marty. Problemem Marty nie było to, że usługiwała,



2


sprzątała, przygotowywała posiłek czy opiekowała się gośćmi. Te rzeczy miały znaczenie i były aktami gościnności i miłości. Być może głębszy problem polegał na tym, że w trakcie tego wszystkiego stała się niespokojna, przytłoczona, pełna urazy i emocjonalnie odłączona.

Być może lepiej byłoby skupić się nie tyle na samych obowiązkach, ile raczej na emocjonalnym lub relacyjnym rozproszeniu. Ktoś może przeżyć cały Szabat w kościele, podczas gdy wewnętrznie trawi go gorycz, niepokój, porównywanie się, troska o swój wizerunek lub przewijanie ekranu telefonu. Na zewnątrz można „przestrzegać Szabat”, ale w głębi można być odłączonym od siebie, innych i Boga. To właśnie na kondycji serca i jakości relacji skupiał uwagę Jezus.

W kulturowym kontekście Nowego Testamentu oczekiwano, że kobiety będą służyć tak jak Marta. Wypełniała ona przypisaną jej rolę społeczną. Jezus nie upominał Marty, ponieważ była zajęta lub że sama praca była czymś złym. Pod wieloma względami Jezus oferował Marcie odpoczynek od tego, czego od niej oczekiwano. Nie chodziło tylko o to, że Marta pracowała, ale o to, dlaczego pracowała. Jak w przypadku większości rzeczy w naszej relacji z Bogiem, liczy się nie tylko to, co robimy, ale dlaczego to robimy. Co kieruje tymi działaniami? Jakie lęki, oczekiwania lub założenia je kształtują? Myślę, że to właśnie Chrystus nieustannie kwestionuje.

W kontekście dyskusji nad doskonałością istnieją dwa główne momenty, w których Boży charakter został źle zrozumiany i zinterpretowany. Zgodnie z narracją o wielkim boju, wojna w niebie rozpoczęła się od niezrozumienia charakteru Boga przez Lucyfera. Następnie, w historii Adama i Ewy, człowiek źle zrozumiał charakter Boga w scenerii ogrodu Eden, co doprowadziło do pojawienia się grzechu na świecie.

Jeżeli wyżej wymienione istoty mogły źle zrozumieć charakter Boga w doskonałych warunkach, jakie jest prawdopodobieństwo, że my również możemy źle rozumieć charakter Boga? Czy Bóg wie, że niezrozumienie jest skutkiem ubocznym wolnej woli, rzeczywistością, którą nie tylko możemy kwestionować, ale także odrzucać. Skoro pierwszy człowiek mógł zgrzeszyć w doskonałym świecie, a Lucyfer mógł zgrzeszyć w wiecznej doskonałości, być może wątpliwości, które tak desperacko próbujemy stłumić, są jedynie przypomnieniem, że drzwi są zawsze otwarte i zawsze jesteśmy zaproszeni.

Nie uważam, że Bóg wymaga od nas abyśmy we wszystkich przypadkach posiadali perfekcyjne zrozumienie wszystkiego. Mamy nadzieję, że tak jak Bóg kroczył z Izraelitami przez pustynię, tak my nadal kroczymy z Nim przez naszą emocjonalną i mentalną pustynię. Co więcej, sprowadzanie obecności Boga jedynie do cudów których dokonał wydaje mi się nieco spłaszczone. Intymne relacje nie polegają na kochaniu Boga za to, co czyni, ale za to, kim jest.

Autorka naszego podręcznika zwróciła uwagę, że smutek, który pojawia się z powodu nieprzyjemnych konsekwencji nie jest tym samym, co skrucha. Widzimy to na co dzień w naszym społeczeństwie. Często to, co ludzie nazywają skruchą, jest po prostu przyznaniem się do winy po ujawnieniu. Widzimy to w systemie sądowniczym, w polityce i w relacjach międzyludzkich. Wyrzuty sumienia często pojawiają się, gdy ktoś zostanie złapany.

Jednak prawdziwa skrucha to nie tylko przeprosiny, gdy grzech staje się widoczny. Pokuta wymaga przemiany serca. Dlatego też modlitwy „na pokaz” i publiczne okazywanie skruchy przez faryzeuszy znaczyły tak niewiele. Nie wiązała się z nimi



3


żadna wewnętrzna przemiana.

„Żadna pokuta nie jest prawdziwa, jeśli nie prowadzi do odnowy”. Pokuta to nie tylko prośba o przebaczenie lub słowne przyznanie się do winy. To, z Bożą pomocą uświadomienie sobie, co spowodowało dystans, co spowodowało działanie, co spowodowało wybór. Pokuta to pozwolenie Bogu, aby poprowadził nas w stronę przemiany abyśmy stali się ludźmi, którzy nie dokonaliby ponownie tego samego wyboru. Prawdziwa pokuta obejmuje pojednanie. Obejmuje świadomość, transformację i zmianę. Bez tej głębszej refleksji łatwo jest, aby pokuta stała się czymś performatywnym, a nie transformacyjnym.

Prawdziwy żal za grzechy jest dziełem Ducha Świętego. Pokuta zaczyna się, gdy szczerze uznajemy swoją potrzebę i pozwalamy Duchowi Świętemu prowadzić nas z powrotem do Boga. Jeśli pomyślimy o bliskiej przyjaźni lub partnerstwie zbudowanym na głębokiej miłości, pokój pojawia się, gdy obie strony zgadzają się ze sobą, komunikują się szczerze i zbliżają do siebie w zdrowy sposób. To samo dotyczy duchowości. Kiedy czujemy, że jesteśmy oddaleni od Boga lub gdy podejmujemy decyzje, które zakłócają naszą zdolność do kochania Boga, siebie lub innych ludzi, odczuwamy, że coś jest nie tak. Pojawia się poczucie dystansu, które rodzi pragnienie pojednania. Nie tylko dlatego, że boimy się konsekwencji, ale dlatego, że intymność została zakłócona.

Jednak opis Boga przestawiony w księdze Wyjścia 34, pokazuje Go jako miłosiernego, łaskawego, cierpliwego i przepełnionego niezachwianą miłością. Dzięki śmierci Chrystusa przebaczenie i odnowa są zawsze dostępne. A kiedy przynosimy Mu nasze brzemiona, porażki i grzechy, On zamienia je na swoją sprawiedliwość. Autorka wskazywała również na wszechogarniającą naturę Bożej łaski: życie wieczne jest darem, łaska jest większa niż grzech, a Boża miłość dociera do nas, zanim jeszcze wszystko poukładamy.

Z kolei przypowieść o uczcie weselnej przypomina nam, że nasza prawdziwa tożsamość nie tkwi w statusie, wyglądzie czy naszych osiągnięciach, ale w Chrystusie. Tak jak gość, który został zaproszony na wesele, ale postanowił nie założyć przygotowanej dla niego szaty, tak lekcja sugeruje, że Bóg ofiarowuje każdemu z nas dar sprawiedliwości Chrystusa, musimy jednak sami zdecydować się na jej przyjęcie. Wykorzystując historię Adama i Ewy, autorka naszego podręcznika kontrastuje ludzkie próby zakrycia własnego defektu z Bożym zapewnieniem zakrycia tego defektu przez ofiarę. Centralnym przesłaniem jest to, że nie możemy i nie potrafimy sami zapracować ani wytworzyć sprawiedliwości; jest to dar łaski, który przychodzi przez wiarę w Chrystusa, którego miłość i charakter zakrywają nasz wstyd i przywracają naszą relację z Bogiem.

Zdumiewające jest to, jak wciąż łatwo jest przeżyć całe życie na splataniu współczesnych listków figowych. Możemy próbować ukryć się za osiągnięciami, sukcesami w służbie, wiedzą, reputacją, zapracowaniem, moralnością, poglądami politycznymi, a nawet byciem „dobrymi chrześcijanami”. Budujemy swoją tożsamość wokół tego, co robimy, co inni o nas myślą lub jak dobrze sobie radzimy. Jednak pod tym wszystkim wielu z nas wciąż zmaga się z tymi samymi pytaniami, z którymi mierzyli się Adam i Ewa: Czy jestem wystarczająco dobry? Czy jestem akceptowany? Czy jestem kochany?

W przypowieści o uczcie weselnej szczególnie piękne jest to, że kiedy król zwraca



4


się do człowieka bez szaty weselnej, nazywa go „przyjacielem”. Nawet w chwili, którą wielu może odczytać jako wykonanie sądu, pierwsze słowo odnosi się do relacji. Ten szczegół świadczy o tym, że nasze błędy nie zrywają relacji między Bogiem a nami. Nie zmieniają Jego postrzegania nas. Mogą osłabiać naszą zdolność do jasnego postrzegania Boga, ale Jego miłość pozostaje niezmienna. Do człowieka nie zwraca się jak do wroga czy wyrzutka, lecz jak do przyjaciela. Te słowa przypominają nam, że postawa Boga wobec nas jest przede wszystkim zaproszeniem, zanim stanie się czymkolwiek innym. Bóg pragnie relacji.

Pytanie, które Bóg zadał pierwszemu człowiekowi: „Kto ci powiedział, że jesteś nagi?”, nie było próbą zignorowania grzechu, który Adam i Ewa właśnie popełnili. Czy w tym pytaniu można znaleźć potwierdzenie, że pomimo ich grzechu, Jego miłość do nich się nie zmieniła? Wstyd, który skłonił ich do ukrycia się, nie był wstydem, jaki odczuwał wobec nich Bóg.

Wierzę, że jednym z powodów, dla których Chrystus przyszedł, aby uporządkować relację wierzących z prawem, było to, że ludzie zaczęli koncentrować się na własnych wadach i niedociągnięciach, których Bóg nie postrzegał w taki sam sposób. Stworzyli dodatkowe zasady i granice, których sam Bóg ani nie wymagał, ani nie uznał za konieczne. Pod wieloma względami zaczęli próbować rozwiązać problem, którego rozwiązania Bóg od nich nie wymagał. Przychodzi mi na myśl biblijna opowieść z księgi Sedziów11. Jefte złożył pochopną przysięgę, że jeśli Bóg zapewni mu zwycięstwo, złoży w ofierze wszystko co jako pierwszy wyjdzie z jego domu, by go powitać. Tragedia tej historii polega na tym, że Bóg nigdy nie żądał takiej ofiary. Jefte stracił coś cennego z powodu niepotrzebnego ślubu i niepotrzebnej ofiary.

Na tym polega natura legalizmu. Tworzymy sztywne zasady i składamy ofiary, o które Bóg nigdy nie prosił, i ponosimy ofiary, których nigdy nie potrzebował. Rozpaczliwie okrywamy się w poczuciem spełnienia, sukcesu, reputacji i posłuszeństwa, starając się udowodnić coś, czego nigdy nie trzeba było udowadniać. Pod wieloma względami legalizm jest zbudowany na założeniu, że wiemy, czego Bóg chce, lepiej niż On sam. W swojej istocie legalizm to próba udowodnienia, że jesteśmy godni przed Bogiem, który nigdy nie kwestionował wartości naszej miłości.

Dlatego pytanie Boga pozostaje wciąż tak ważne: „Kto ci powiedział, że jesteś nagi?”. Wydaje się, że zawiera ono przesłanie: „Tak, grzech wkroczył na świat i wszystko się zmieniło. Jednak nawet teraz, gdy stoisz przede mną złamany, wciąż jesteś kochany”. Konsekwencje grzechu mogą zmienić dynamikę relacji, ale nie zmieniają serca Boga. Jego miłość pozostaje niezmienna. Liście figowe były niepotrzebne, ponieważ ludzie, którzy je nosili, nigdy nie byli niekochani. To daje poczucie wolności. To tak, jakby Bóg mówił: „Przestań próbować zasłużyć na to, co już zostało ci darmo dane. Przestań próbować stać się tym, kim zawsze byłeś dla mnie: moim ukochanym”.

Każdy z nas musi postawić sobie pytanie, które jest zarazem wyzwaniem: Czym dzisiaj otulam swoją tożsamość? Czy moimi osiągnięciami, porażkami, moją reputacją, moją pozycją, czy też moja tożsamość jest w Chrystusie i w byciu Jego ukochanym? Kiedy moja tożsamość jest otulona czymkolwiek innym niż Bożą miłością, nieustannie zmagam się, aby udowodnić sobie i ochronić się. Jednak, kiedy spoczywam w rzeczywistości, że jestem już kochany, już nazwany



5


przyjacielem i już zaproszony do stołu, jestem wolny, by żyć, służyć i rozwijać się w poczuciu bezpieczeństwa, a nie strachu.

W podsumowaniu autorka lekcji stwierdziła: „Przyznanie się do naszych grzechów w odpowiedzi na natchnienia Ducha Świętego i poddanie się im w pokucie są kluczowymi elementami rozwijającej się relacji z Bogiem”. Relacja z Bogiem pozwala nam zidentyfikować te części nas samych, które nie są zgodne z tym, kim jest Bóg. Dotyczy to każdej relacji. Zdrowe relacje wymagają pewnego stopnia spójności: wspólnych wartości, wspólnych pragnień i wspólnej wizji tego, jak powinno wyglądać życie. Nasza relacja z Bogiem nie jest inna. Nie chodzi o to, że identyfikacja naszych grzechów zbliża nas do Boga. Raczej, ponieważ zbliżamy się do Niego, uświadamiamy sobie te części nas samych, które są od Niego odmienne. To właśnie grzechy, które identyfikujemy. Umieszczenie identyfikacji grzechu przed relacją przesuwa punkt ciężkości w kierunku pracy.


DO PRZEMYŚLENIA

Każdy z nas zauważa i odczuwa pęd życia. Bardzo łatwo gubimy koncentrację i ulegamy rozproszeniu. Taki styl życia osłabia lub niszczy naszą relację z Bogiem. Jaką prawdę na temat sprawiedliwości Chrystusa możemy zauważyć w Iz 61:10; 64:6 oraz Za 3:4? Co to znaczy, że „zawsze musimy gorliwie trzymać się tego co nam obiecano”?

Jedną z ról Ducha Świętego jest „przekonywanie świata o grzechu” (Jn 16:7-8). Jak to się wiąże ze sprawiedliwością i sądem (8-11)? Co szczególnego dostrzegasz w opisie w Oz 6 na temat sposobu w jaki Bóg został przedstawiony, gdy wzywa ludzi do pokuty?

Dz 3:18-19 Dlaczego pokuta jest tak ważna w procesie duchowego rozwoju? Czym jest czas „ochłody”? Jak możemy się upewnić, że pokuta prowadzi do życia (Dz 11:18) i żywej relacji z Bogiem, a nie do patologicznej obsesji na punkcie siebie i swoich niepowodzeń?

Wj 34:1-10 Jakich kluczowych prawd o pokucie i charakterze Boga możemy się nauczyć z tego fragmentu? W jaki sposób możemy lepiej zrozumieć rozmiar Bożej łaski? W jaki sposób Jonasz błędnie zacytował ten tekst (Jon 4:2-3)? Czy jest to możliwe, że Boże miłosierdzie i hojność zawsze będą nas niepokoić?

Mt 22:1-14 Jakie przesłanie zostało umieszczone w przypowieści Jezusa o uczcie weselnej? Wielka i głęboka tajemnica Bożego przebaczenia nie jest tym samym, co stwierdzenie, że cokolwiek robimy, nie jest tak naprawdę ważne, ponieważ i tak w końcu wszystko się jakoś ułoży.

„Powinniśmy codziennie przyodziewać się w szatę sprawiedliwości Jezusa. Co to tak naprawdę oznacza i jak to czynić?” W jaki sposób rozumiesz metaforę szaty? Jaki jest cel, dla którego Bóg zapewnia tę „najdroższą szatę”?

W jaki sposób dzielić się przesłaniem, że Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, a jednocześnie nie chce, abyśmy pozostali tacy, jacy jesteśmy? Jego miłość dociera do nas tam, gdzie jesteśmy, ale nie pozwala nam pozostać takimi, jakimi jesteśmy. Miłość pragnie jak najlepiej dla ukochanej osoby. Dlatego gdziekolwiek przychodzi Jezus, życie zostaje przemienione, uzdrowione, odmienione. Rezultatem



6


przemieniającej łaski Bożej jest nie tylko zbawienie, ale także uświęcenie i pełna współczucia służba innym. Dlatego powinniśmy postrzegać pokutę jako dar życia, a nie powód do poczucia winy.

Pokuta (metanoia - zmiana umysłu i sposobu myślenia) leży u podstaw wiary chrześcijańskiej, ale łatwo ją wypaczyć, jeśli zbytnio przechylimy się w jedną stronę. Pokuta to droga powrotu – to zwrócenie się ku Bogu, a nie tylko odwrócenie się od grzechu. Dlatego zawsze musi być przedstawiana jako relacyjna, a nie tylko moralna.

Pokuta nie jest jednorazowym aktem, ale trwa przez całe życie. Zapobiega pysze, zachęca do ciągłego rozwoju i sprawia, że nasze serca są wrażliwe przed Bogiem, pokorne i zależne od Niego. Jak możemy być wzorem prawdziwej pokuty w naszych czasach i w miejscu gdzie żyjemy? Jak możemy lepiej docenić to, co Duch Święty czyni dla świata, jednostek i społeczności?











Przygotował Jan Pollok

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz