Trudności
Felieton do Szkoły Sobotniej na 13 czerwca 2026
Nie lubimy się przyznać, że często sami stwarzamy sobie problemy! Żyjemy w świecie skażonym grzechem, a grzech wszędzie sieje spustoszenie. Lekcja zaczyna się od anegdoty na temat młodej dziewczyny, która w czasie burzy patrzyła w górę i uśmiechała się, bo wierzyła, że Bóg robi jej zdjęcia. Autorka podręcznika wskazywała, że kiedy życie staje się trudne, łatwo jest dać się pochwycić samej burzy – niepowodzeniom, rozczarowaniom, lękom i pytaniom bez odpowiedzi. Jak wygląda zwracanie się do Boga w takich chwilach? Jednak język tej narracji jest niepokojący, ponieważ domaga się od nas pozytywnej perspektywy w trudnych czasach.
Chrześcijanie czasami postrzegają cierpienie jako coś, co trzeba pokonać, a nie jako coś, czego należy doświadczyć jako części naszego człowieczeństwa. Prawda jest jednak taka, że nie każda burza zostanie uciszona i nie każdy problem znajdzie rozwiązanie. W rzeczywistości idea, że Bóg ucisza każdą burzę, zaczyna się rozpadać, gdy przypominamy sobie, że sam Jezus został pobity, a następnie powieszony na krzyżu i umarł. Zmartwychwstanie nastąpiło, ale poprzedził je ból i śmierć.
Dla osób wierzących niezwykle ważne jest zrozumienie, że chrześcijaństwo nie wymaga unikania bolesnych emocji, ponieważ Bóg nie jest tylko po drugiej stronie cierpienia. Nie muszę patrzeć na błyskawicę w burzy i znajdować w niej radość, mogę przyznać, że jestem mokry i nie czuję się wygodnie. Możemy być całkowicie pogrążeni w żalu, rozczarowaniu, frustracji lub smutku i pozostać głęboko połączeni z Bogiem. Nie musimy przekształcać naszych okoliczności w coś przyjemnego, aby Bóg mógł do nich wkroczyć. Uznanie zła za zło, okrucieństwa za okrucieństwo, a rozczarowania za rozczarowanie, nie jest oznaką braku wiary. Nie jest też z natury bardziej pobożne nadawanie każdej okoliczności pozytywnego wydźwięku. To, co czyni reakcję pobożną, to zaproszenie Boga do obu tych przestrzeni. Zapraszamy Boga do naszych pełnych nadziei perspektyw i zapraszamy Go do naszej druzgocącej rzeczywistości. Bóg pragnie całej naszej historii, a nie tylko tych fragmentów, które zmontowaliśmy, by stały się inspirujące.
Historia o Jezusie, który ucisza burzę pokazuje w jaki sposób może zostać wyartykułowana wiara w trudnych chwilach. Chociaż niektórzy uczniowie byli doświadczonymi rybakami i umieli nawigować po wzburzonych wodach, poczuli się przytłoczeni i przestraszeni, podczas gdy Jezus spokojnie spał w łodzi. W strachu kwestionowali troskę Jezusa o nich, pytając: „Czy jest Ci obojętne to co się z nami dzieje?” Czy jest możliwe, że reagujemy podobnie, gdy życie wymyka się spod kontroli. Jednak historia ta przypomina nam, że nawet gdy nie wiemy, co Jezus robi, On wciąż jest z nami w czasie burzy.
W tej historii uczniowie nie stanęli w obliczu wyimaginowanej burzy – stanęli w obliczu prawdziwej nawałnicy. Fale były prawdziwe. Niebezpieczeństwo było realne. Ich strach był rzeczywisty. Być może właśnie dlatego pytanie, które postawili uczniowie jest nam tak bliskie: „Czy jest Ci obojętne to co się z nami dzieje?” To samo pytanie zadaje sobie wielu z nas dzisiaj, gdy obserwujemy wojny, cierpienie dzieci, rozpadające się związki, diagnozy i brak odpowiedzi na modlitwy.
2
2
Trudne pytanie, z którym musimy się zmierzyć w tej historii jest następujące: „Co zrobić, gdy wydaje się, że Bóg śpi w łodzi? Co zrobić, gdy modlimy się, a burza trwa? Gdy sprawiedliwość wydaje się opóźniona? Gdy uzdrowienie nie nadchodzi? Gdy świat wydaje się coraz bardziej podzielony i rozbity?
Zawsze uczono nas, że Jezus ufał i dlatego mógł spać. Warto również zwrócić uwagę na człowieczeństwo Jezusa w tej historii. Jezus był kompletnie wyczerpany i to zwraca naszą uwagę na znaczenie zaufania. Jezus z pewnością ufał swojemu Ojcu, mam jednak wrażenie, że pojawia się tutaj również element zaufania do samych uczniów. W końcu niektórzy z nich byli doświadczonymi rybakami, którzy wcześniej przeżyli już niejedną burzę. Jezus wiedział, kto jest z Nim w łodzi.
To stawia nam dzisiaj niewygodne pytanie. Kiedy patrzymy na burze, które dzieją się w naszym świecie – wojny, ubóstwo, rasizm, przemoc, samotność, podziały polityczne, kryzysy ekologiczne, problemy migracyjne, głodujące dzieci – nasze pierwsze pytanie często brzmi: „Boże, gdzie jesteś?”. Czy jest również możliwe, że Bóg również zadaje nam pytanie: „Gdzie ty jesteś?”. Czy jest możliwe, że częścią odpowiedzi na problem zła jest to, że Bóg nieustannie postanawia działać przez ludzi jako swoje ręce i stopy w tym świecie? Nie chce powiedzieć, że naprawienie skutków każdej tragedii należy do nas, lub że cierpienie istnieje tylko dlatego, że ludzie po prostu nie starają się wystarczająco mocno przeciwdziałać. Czy jest możliwe, że czasami oczekujemy od Boga, że uciszy burze, podczas gdy On wyposażył nas w narzędzia do ich pokonywania, a nawet zatrzymania. Pierwszym odruchem uczniów było obudzić Jezusa i zapytać, czy nie obchodzi Go co się dzieje. Jak często w naszym pierwszym odruchu pytamy, dlaczego Bóg czegoś nie robi, zamiast zapytać, jak moglibyśmy uczestniczyć w tym, co Bóg już robi?
Być może jednym z napięć wiary jest nauczenie się zaufania, że Bóg jest obecny w łodzi, i równoczesnym uznaniu, że powierzył nam odpowiedzialność. Ten sam Jezus, który uciszył burzę, powiedział również swoim uczniom: „To wy dajcie im coś do jedzenia”. Czasami cudem jest boska interwencja. Czasami cudem jest to, że ludzie reagują na cierpienie z odwagą, współczuciem, sprawiedliwością i miłością. Być może jednym z najtrudniejszych pytań, jakie stawia nam ta historia, nie jest po prostu: „Gdzie jest Bóg w czasie burzy?”, ale: „Do czego zaprasza mnie Bóg, gdy burza szaleje w około?”
Kolejna historia z ewangelii do tyczy kobiety z problemem krwawienia. To opowieść o kobiecie, której życie zostało prawdopodobnie w sposób druzgocący odmienione przez cierpienie. Z tekstu wynika, że przez lata szukała leczenia, co może sugerować, że mogła mieć środki finansowe, a mimo to jej stan nie ulegał poprawie. Poza bólem fizycznym, prawdopodobnie doświadczyła izolacji społecznej i religijnej z powodu kulturowego nastawienia do kobiet z krwawieniem.
Wyobrażam sobie, że patrzyła, jak inni budują życie i idą naprzód, podczas gdy jej własne życie było zakłócone. Być może straciła szansę na małżeństwo, dzieci czy wspólnotę. Przewlekłe cierpienie wpływało na jej ciało, umysł i ducha. To, co czyni tę historię tak niezwykłą, to fakt, że Jezus nie tylko uzdrowił jej ciało, ale ją zobaczył.
Pod wieloma względami dotknęła Chrystusa na długo, zanim dotknęła Jego szaty. Każdy krok w Jego kierunku był aktem wiary. Każdy ruch w tłumie był aktem wiary. Jej uzdrowienie stało się widoczne, gdy dotknęła Jego szaty, ale jej droga do Chrystusa rozpoczęła się wcześniej.
3
2
Jej historia ujawnia coś bardzo ważnego: Boga nie można odnaleźć tylko w intelektualnej odpowiedzi, można Go odnaleźć w wyciągnięciu ręki. Bóg był z nią, gdy przeciskała się przez tłum, tak samo jak był z nią, gdy została uzdrowiona. Jezus nie szukał jej pierwszy. To ona podeszła do Niego. Wzięła swój ból w swoje ręce i zaniosła go Chrystusowi. Zaniesienie bólu do Boga to akt wiary; dotknięcie szaty i uzdrowienie to po prostu dowód.
Z kolei w historii Hioba jednym z najbardziej poruszających i budujących elementów jest porażka jego przyjaciół. Zakładali oni, że cierpienie musi być dowodem na popełnienie zła. Jeśli wydarzyło się coś tak strasznego, Hiob musiał na to zasłużyć. Zachowywali się, jakby byli autorytetem w kwestii cierpienia. Arogancko założyli, że są głosem Boga i karali Hioba na podstawie swojego ograniczonego zrozumienia.
To założenie pozostaje żywe również dzisiaj. Wciąż zmagamy się z myślą, że ból musi być karą, że złamane serce musi świadczyć o ukrytym grzechu, a cierpienie musi ujawniać boską dezaprobatę. Próbujemy zawstydzać lub karcić ludzi, jakbyśmy wiedzieli, dlaczego w taki sposób radzą sobie ze swoim doświadczeniem. Jednak Hiob doświadczył cierpienia, mimo że był uważany za człowieka prawego.
Wiele form chrześcijaństwa nauczyło nas, że wiara wymaga nieustannego optymizmu. Ale Boga nie można odnaleźć jedynie w optymizmie czy starannie wykreowanych pozytywnych perspektywach. Boga można odnaleźć w zagubieniu, frustracji, zwątpieniu, żalu i smutku. Wiara nie jest brakiem tych doświadczeń. Czasami wiara to po prostu zaproszenie Boga do tych negatywnych doświadczeń.
Jak często słyszymy świadectwa innych o ich trudnych chwilach, które opowiadane są post factum lub gdy wszystko zakończyło się „pozytywnie”. Jednak świadectwo jest równie mocne, jeśli nie silniejsze, gdy jest opowiadane „z doliny”?
Jest coś szczególnego w przeżywaniu żalu, ciemności i bólu, co łączy nas w głębi duszy, a nie negowanie i odrzucanie wszystkiego. Światło czasami świeci w ciemności przez ból. To właśnie dzięki przeżywanemu bólowi, potrafimy uzasadnić nasze pocieszenie, gdy inni przeżywają ból. Jak ważne jest, aby złożyć świadectwo wtedy, gdy jesteśmy w środku doliny, a nie tylko na szczycie góry?
Kolejna historia, którą zajmowaliśmy się w tym tygodniu została zapisana w ewangelii Łukasza 24 i opisuje podróż dwóch uczniów do Emaus. Przytłoczeni żalem, zdezorientowani, rozczarowani byli przekonani, że wszystko, na co liczyli, legło w gruzach. Po drodze Jezus dołączył do nich, chociaż Go nie rozpoznali, i pomógł im dostrzec, że wydarzenia, które postrzegali jako druzgocące niepowodzenie, były w rzeczywistości częścią większej historii odkupienia, dokonanej przez Boga. Podobnie jak ci dwaj uczniowie, często interpretujemy okoliczności naszego życia z ograniczonej perspektywy, koncentrując się na tym, co wydaje się utracone lub zepsute. Nawet jeśli tego nie dostrzegamy, Jezus idzie obok nas. Ta historia zawiera więcej niż nam się wydaje. Uczniowie byli przekonani, że odchodzą od największego rozczarowania w swoim życiu, podczas gdy w rzeczywistości szli obok odpowiedzi na to rozczarowanie. Myśleli, że historia się skończyła. Myśleli, że Bóg ich zawiódł. Myśleli, że wszystkie ich nadzieje legły w gruzach. Jednak Jezus był tuż obok, dostosowując się do ich tempa, słuchając ich żalu i delikatnie pomagając im dostrzec większy obraz.
Wielu z nas odziedziczyło obraz Boga, ukształtowany przez określone chrześcijańskie interpretacje, tradycję, a nawet prawo, obraz, który przedstawia Go
4
2
jako odległego, niedostępnego i surowego. Ale Jezus nie został rozpoznany przez cud, przejaw mocy ani nawet teologiczne wyjaśnienie, lecz przez akt wspólnej obecności i więzi.
Jest w tej historii coś głęboko pocieszającego. Czasami szukamy Boga w dramatycznym cudzie, jasnej odpowiedzi, doświadczeniu na szczycie góry czy natychmiastowym rozwiązaniu. Nie znaczy to, że nie może On być obecny w takich manifestacjach, ale być może częściej możemy Go znaleźć, gdy jest obecny w cichej rozmowie, w przyjaźni, w obcym człowieku, doradcy, nauczycielu, książce, wspólnocie, a nawet w samych pytaniach i żalu. Uczniowie początkowo nie rozpoznali Jezusa, ale to nie znaczyło, że Go nie było. Jego obecność nie była uzależniona od ich zdolności widzenia Go.
Warto zauważyć, że Jezus nie od razu skorygował uczniów ani nie spieszył się z naprawianiem ich emocji. Najpierw dołączył do nich w ich smutku. Słuchał. Zadawał pytania. Pozwalał im opowiadać swoją historię. Dopiero potem zaczął pomagać im spojrzeć na rzeczy inaczej. Jest coś pięknego w Bogu, który nie tylko udziela odpowiedzi, ale towarzyszy nam w naszym zagubieniu bez osądzania.
Uczniowie rozpoznali Go dopiero podczas łamania chleba. Po całej teologii, wyjaśnieniach i rozmowach w drodze, w końcu dostrzegli Go w zwyczajnym akcie gościnności i wspólnej obecności. Zastanawiam się, jak często Bóg objawia się przy stole, w relacjach, w aktach dobroci i w zwykłym rytmie życia. Czasami szukamy Go w spektakularnych miejscach, podczas gdy On cicho objawia się w codziennych chwilach tuż przed nami.
Doświadczenie Ellen White opisane w części na czwartek wpisuje się w tę atmosferę. Kiedy w końcu w czasie swojego snu staje przed Jezusem, ogarnia ją Jego dobroć, zrozumienie i miłość. Jezus wie wszystko o jej życiu, a mimo to Jego odpowiedź brzmi po prostu: „Nie lękaj się”. To doświadczenie napełnia ją pokojem, nadzieją, zaufaniem i głębszym zaufaniem do Boga. Autorka zestawiła te dwie historie jedna po drugiej. W obu opowieściach pojawia się wspólny motyw - na końcu Jezus zostaje rozpoznany. W obu przypadkach Jezus nie udziela nagany z powodu wątpliwości, zagubienia czy zniechęcenia. Spotyka ich i okazuje swoją autentyczną bezwarunkową miłość. To może być jedna z najważniejszych lekcji dla nas dzisiaj. Wielu z nas zakłada, że gdybyśmy tylko mogli widzieć Boga wyraźniej, wszystko nabrałoby sensu. Obie historie sugerują, że nawet gdy nie widzimy Go wyraźnie, On wciąż idzie obok nas, słucha naszych lęków, niesie nasze pytania i zaprasza nas abyśmy szli do przodu. Musimy trzymać się Boga, gdy stajemy w obliczu wyzwań. Nie dlatego, że powinniśmy przychodzić do Niego tylko wtedy, gdy życie jest trudne, ale dlatego, że są chwile, gdy nasza zdolność do udźwignięcia ciężaru życia maleje, a Bóg z radością dźwiga to, czego my nie możemy.
DO PRZEMYŚLENIA
Ziemia jest polem bitwy w wielkim konflikcie, pomiędzy charakterem Boga wyrażonym w miłości i charakterem Szatana wyrażonym w przymusie i zniszczeniu. Wskutek tego konfliktu człowiek znajduje się w ogniu krzyżowym. Nikt z nas nie może uniknąć przeciwności, burz i trudności życiowych po tej stronie Ogrodu Eden. Dlatego ostateczne pytanie dotyczy nie tego jak możemy od nich uciec, ale raczej czy zbliżają nas one do Boga?
5
2
Mk 4:35–41. Jakie wnioski na temat życiowych burz możemy wyciągnąć z tej historii? Co mówi nam pytanie uczniów: „Nauczycielu, nic cię to nie obchodzi, że giniemy?” (w. 38) na temat ich „systemu operacyjnego”? W jaki sposób Marek pokazuje swoim czytelnikom głębszą rzeczywistość w wersecie 36b? Jaki jest związek między uciszeniem burzy a przypowieściami w rozdziale 4?
Jonasz znalazł się środku burzy z powodu swojego nieposłuszeństwa (Jon 1); uczniowie znaleźli się w środku burzy z powodu swojego posłuszeństwa (Mk 4:35-41). Sposób, w jaki reagujemy na burze w naszym życiu, kształtuje i ujawnia nasz charakter. Dzieje się to w czasie rzeczywistym, gdy „obserwuje nas wszechświat”. Trudności są okazją do rozwoju i kształtowania charakteru.
Mk 5:21-34. Czego możemy się nauczyć z historii córki Jaira oraz kobiety cierpiącej na krwotok? Jak rozumiesz słowa Jezusa: „Córko, wiara twoja uzdrowiła cię, idź w pokoju i bądź uleczona z dolegliwości swojej.”? Dlaczego większość chrześcijan odczytuje te słowa jako: „Kobieto, twoja silna wiara cię uzdrowiła”? Jezus mógł przecież powiedzieć: „Kobieto, moja moc ciebie uzdrowiła”. Jezus jednak tak nie powiedział, ponieważ przyćmiłoby to ważną prawdę o uzdrawiającej relacji zbudowanej na zaufaniu. Jaką przemianę może wnieść w czyjeś życie miłość?
Kiedy kobieta dotknęła Jezusa, natychmiast wydarzyły się dwie rzeczy: nie tylko została uzdrowiona, ale również „upubliczniona”. Upadła na ziemię, pogrążona w żalu i wyrzutach sumienia. Co mówi nam o Bogu fakt, że Jezus pochylił się nad nią i nazwał swoją córką? Co mówi nam o Bogu fakt, że Jezus zauważył, że dziewczynka była głodna (5:43)?
Hiob 19:23–27 i 23:8–12. Co szczególnego można zauważyć w historii Hioba? Jaka była reakcja Hioba? Burze w życiu nie są wynikiem decyzji Boga, ale następstwem buntu we wszechświecie. Bóg nie jest sprawcą tragedii. Stwierdzenie z przypowieści: „To wróg to uczynił” jest bardzo ważną kategorią teologiczną. Pytanie dotyczy charakteru Boga, a nie zachowania Hioba.
Łk 24:38. Dlaczego Łukasz opowiedział historię o dwóch uczniach w drodze do Emaus? „Czemu jesteście zatrwożeni i czemu wątpliwości budzą się w waszych sercach?” Czego powinniśmy się nauczyć z tej historii poza faktem, że „zbyt często zapominamy, że Jezus idzie obok nas w naszych „dolinach”. Zbyt często Go nie rozpoznajemy. Zbyt często zapominamy, że w tej historii jest coś o wiele więcej.
Łk 24:31-32.44-45. Jakie znaczenie ma fakt, że Łukasz trzykrotnie używa w tej historii czasownika „otworzyć”? (oczy (w. 31); Pismo Święte (w. 32); umysły, aby zrozumieć Pismo Święte (w. 44, 45) Jak możemy „zobaczyć” Jezusa dzisiaj?
Jezus chce otworzyć nasze oczy i umysły, abyśmy zobaczyli piękną historię Pisma Świętego, „które świadczy o Nim”. Bóg nie „zsyła burz, aby nas czegoś nauczyć”. Może nas jednak wybawić i przemienić cierpienie w dobro, nie będąc przyczyną cierpienia.
Koncepcja kosmicznego konfliktu daje nadzieję, że zło jest tymczasowe i nie jest częścią wiecznego planu Boga. Burze zdarzają się, ponieważ żyjemy w strefie wojny. Bóg nie jest przyczyną; On jest uzdrowicielem i odnowicielem. Zło ma swoją datę ważności. Pewnego dnia Boża sprawiedliwość i uzdrowienie będą powszechne i widoczne dla wszystkich.
Jeśli przeoczymy wielką historię, nie zrozumiemy niczego. Bóg pragnie zamienić Raj
6
2
utracony w Raj odzyskany.
Przygotował Jan Pollok
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz