piątek, 12 czerwca 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Trudności

Felieton do Szkoły Sobotniej na 13 czerwca 2026

Nie lubimy się przyznać, że często sami stwarzamy sobie problemy! Żyjemy w świecie skażonym grzechem, a grzech wszędzie sieje spustoszenie. Lekcja zaczyna się od anegdoty na temat młodej dziewczyny, która w czasie burzy patrzyła w górę i uśmiechała się, bo wierzyła, że Bóg robi jej zdjęcia. Autorka podręcznika wskazywała, że kiedy życie staje się trudne, łatwo jest dać się pochwycić samej burzy – niepowodzeniom, rozczarowaniom, lękom i pytaniom bez odpowiedzi. Jak wygląda zwracanie się do Boga w takich chwilach? Jednak język tej narracji jest niepokojący, ponieważ domaga się od nas pozytywnej perspektywy w trudnych czasach.

Chrześcijanie czasami postrzegają cierpienie jako coś, co trzeba pokonać, a nie jako coś, czego należy doświadczyć jako części naszego człowieczeństwa. Prawda jest jednak taka, że nie każda burza zostanie uciszona i nie każdy problem znajdzie rozwiązanie. W rzeczywistości idea, że Bóg ucisza każdą burzę, zaczyna się rozpadać, gdy przypominamy sobie, że sam Jezus został pobity, a następnie powieszony na krzyżu i umarł. Zmartwychwstanie nastąpiło, ale poprzedził je ból i śmierć.

Dla osób wierzących niezwykle ważne jest zrozumienie, że chrześcijaństwo nie wymaga unikania bolesnych emocji, ponieważ Bóg nie jest tylko po drugiej stronie cierpienia. Nie muszę patrzeć na błyskawicę w burzy i znajdować w niej radość, mogę przyznać, że jestem mokry i nie czuję się wygodnie. Możemy być całkowicie pogrążeni w żalu, rozczarowaniu, frustracji lub smutku i pozostać głęboko połączeni z Bogiem. Nie musimy przekształcać naszych okoliczności w coś przyjemnego, aby Bóg mógł do nich wkroczyć. Uznanie zła za zło, okrucieństwa za okrucieństwo, a rozczarowania za rozczarowanie, nie jest oznaką braku wiary. Nie jest też z natury bardziej pobożne nadawanie każdej okoliczności pozytywnego wydźwięku. To, co czyni reakcję pobożną, to zaproszenie Boga do obu tych przestrzeni. Zapraszamy Boga do naszych pełnych nadziei perspektyw i zapraszamy Go do naszej druzgocącej rzeczywistości. Bóg pragnie całej naszej historii, a nie tylko tych fragmentów, które zmontowaliśmy, by stały się inspirujące.

Historia o Jezusie, który ucisza burzę pokazuje w jaki sposób może zostać wyartykułowana wiara w trudnych chwilach. Chociaż niektórzy uczniowie byli doświadczonymi rybakami i umieli nawigować po wzburzonych wodach, poczuli się przytłoczeni i przestraszeni, podczas gdy Jezus spokojnie spał w łodzi. W strachu kwestionowali troskę Jezusa o nich, pytając: „Czy jest Ci obojętne to co się z nami dzieje?” Czy jest możliwe, że reagujemy podobnie, gdy życie wymyka się spod kontroli. Jednak historia ta przypomina nam, że nawet gdy nie wiemy, co Jezus robi, On wciąż jest z nami w czasie burzy.

W tej historii uczniowie nie stanęli w obliczu wyimaginowanej burzy – stanęli w obliczu prawdziwej nawałnicy. Fale były prawdziwe. Niebezpieczeństwo było realne. Ich strach był rzeczywisty. Być może właśnie dlatego pytanie, które postawili uczniowie jest nam tak bliskie: „Czy jest Ci obojętne to co się z nami dzieje?” To samo pytanie zadaje sobie wielu z nas dzisiaj, gdy obserwujemy wojny, cierpienie dzieci, rozpadające się związki, diagnozy i brak odpowiedzi na modlitwy.



2


Trudne pytanie, z którym musimy się zmierzyć w tej historii jest następujące: „Co zrobić, gdy wydaje się, że Bóg śpi w łodzi? Co zrobić, gdy modlimy się, a burza trwa? Gdy sprawiedliwość wydaje się opóźniona? Gdy uzdrowienie nie nadchodzi? Gdy świat wydaje się coraz bardziej podzielony i rozbity?

Zawsze uczono nas, że Jezus ufał i dlatego mógł spać. Warto również zwrócić uwagę na człowieczeństwo Jezusa w tej historii. Jezus był kompletnie wyczerpany i to zwraca naszą uwagę na znaczenie zaufania. Jezus z pewnością ufał swojemu Ojcu, mam jednak wrażenie, że pojawia się tutaj również element zaufania do samych uczniów. W końcu niektórzy z nich byli doświadczonymi rybakami, którzy wcześniej przeżyli już niejedną burzę. Jezus wiedział, kto jest z Nim w łodzi.

To stawia nam dzisiaj niewygodne pytanie. Kiedy patrzymy na burze, które dzieją się w naszym świecie – wojny, ubóstwo, rasizm, przemoc, samotność, podziały polityczne, kryzysy ekologiczne, problemy migracyjne, głodujące dzieci – nasze pierwsze pytanie często brzmi: „Boże, gdzie jesteś?”. Czy jest również możliwe, że Bóg również zadaje nam pytanie: „Gdzie ty jesteś?”. Czy jest możliwe, że częścią odpowiedzi na problem zła jest to, że Bóg nieustannie postanawia działać przez ludzi jako swoje ręce i stopy w tym świecie? Nie chce powiedzieć, że naprawienie skutków każdej tragedii należy do nas, lub że cierpienie istnieje tylko dlatego, że ludzie po prostu nie starają się wystarczająco mocno przeciwdziałać. Czy jest możliwe, że czasami oczekujemy od Boga, że uciszy burze, podczas gdy On wyposażył nas w narzędzia do ich pokonywania, a nawet zatrzymania. Pierwszym odruchem uczniów było obudzić Jezusa i zapytać, czy nie obchodzi Go co się dzieje. Jak często w naszym pierwszym odruchu pytamy, dlaczego Bóg czegoś nie robi, zamiast zapytać, jak moglibyśmy uczestniczyć w tym, co Bóg już robi?

Być może jednym z napięć wiary jest nauczenie się zaufania, że Bóg jest obecny w łodzi, i równoczesnym uznaniu, że powierzył nam odpowiedzialność. Ten sam Jezus, który uciszył burzę, powiedział również swoim uczniom: „To wy dajcie im coś do jedzenia”. Czasami cudem jest boska interwencja. Czasami cudem jest to, że ludzie reagują na cierpienie z odwagą, współczuciem, sprawiedliwością i miłością. Być może jednym z najtrudniejszych pytań, jakie stawia nam ta historia, nie jest po prostu: „Gdzie jest Bóg w czasie burzy?”, ale: „Do czego zaprasza mnie Bóg, gdy burza szaleje w około?”

Kolejna historia z ewangelii do tyczy kobiety z problemem krwawienia. To opowieść o kobiecie, której życie zostało prawdopodobnie w sposób druzgocący odmienione przez cierpienie. Z tekstu wynika, że przez lata szukała leczenia, co może sugerować, że mogła mieć środki finansowe, a mimo to jej stan nie ulegał poprawie. Poza bólem fizycznym, prawdopodobnie doświadczyła izolacji społecznej i religijnej z powodu kulturowego nastawienia do kobiet z krwawieniem.

Wyobrażam sobie, że patrzyła, jak inni budują życie i idą naprzód, podczas gdy jej własne życie było zakłócone. Być może straciła szansę na małżeństwo, dzieci czy wspólnotę. Przewlekłe cierpienie wpływało na jej ciało, umysł i ducha. To, co czyni tę historię tak niezwykłą, to fakt, że Jezus nie tylko uzdrowił jej ciało, ale ją zobaczył.

Pod wieloma względami dotknęła Chrystusa na długo, zanim dotknęła Jego szaty. Każdy krok w Jego kierunku był aktem wiary. Każdy ruch w tłumie był aktem wiary. Jej uzdrowienie stało się widoczne, gdy dotknęła Jego szaty, ale jej droga do Chrystusa rozpoczęła się wcześniej.



3


Jej historia ujawnia coś bardzo ważnego: Boga nie można odnaleźć tylko w intelektualnej odpowiedzi, można Go odnaleźć w wyciągnięciu ręki. Bóg był z nią, gdy przeciskała się przez tłum, tak samo jak był z nią, gdy została uzdrowiona. Jezus nie szukał jej pierwszy. To ona podeszła do Niego. Wzięła swój ból w swoje ręce i zaniosła go Chrystusowi. Zaniesienie bólu do Boga to akt wiary; dotknięcie szaty i uzdrowienie to po prostu dowód.

Z kolei w historii Hioba jednym z najbardziej poruszających i budujących elementów jest porażka jego przyjaciół. Zakładali oni, że cierpienie musi być dowodem na popełnienie zła. Jeśli wydarzyło się coś tak strasznego, Hiob musiał na to zasłużyć. Zachowywali się, jakby byli autorytetem w kwestii cierpienia. Arogancko założyli, że są głosem Boga i karali Hioba na podstawie swojego ograniczonego zrozumienia.

To założenie pozostaje żywe również dzisiaj. Wciąż zmagamy się z myślą, że ból musi być karą, że złamane serce musi świadczyć o ukrytym grzechu, a cierpienie musi ujawniać boską dezaprobatę. Próbujemy zawstydzać lub karcić ludzi, jakbyśmy wiedzieli, dlaczego w taki sposób radzą sobie ze swoim doświadczeniem. Jednak Hiob doświadczył cierpienia, mimo że był uważany za człowieka prawego.

Wiele form chrześcijaństwa nauczyło nas, że wiara wymaga nieustannego optymizmu. Ale Boga nie można odnaleźć jedynie w optymizmie czy starannie wykreowanych pozytywnych perspektywach. Boga można odnaleźć w zagubieniu, frustracji, zwątpieniu, żalu i smutku. Wiara nie jest brakiem tych doświadczeń. Czasami wiara to po prostu zaproszenie Boga do tych negatywnych doświadczeń.

Jak często słyszymy świadectwa innych o ich trudnych chwilach, które opowiadane są post factum lub gdy wszystko zakończyło się „pozytywnie”. Jednak świadectwo jest równie mocne, jeśli nie silniejsze, gdy jest opowiadane „z doliny”?

Jest coś szczególnego w przeżywaniu żalu, ciemności i bólu, co łączy nas w głębi duszy, a nie negowanie i odrzucanie wszystkiego. Światło czasami świeci w ciemności przez ból. To właśnie dzięki przeżywanemu bólowi, potrafimy uzasadnić nasze pocieszenie, gdy inni przeżywają ból. Jak ważne jest, aby złożyć świadectwo wtedy, gdy jesteśmy w środku doliny, a nie tylko na szczycie góry?

Kolejna historia, którą zajmowaliśmy się w tym tygodniu została zapisana w ewangelii Łukasza 24 i opisuje podróż dwóch uczniów do Emaus. Przytłoczeni żalem, zdezorientowani, rozczarowani byli przekonani, że wszystko, na co liczyli, legło w gruzach. Po drodze Jezus dołączył do nich, chociaż Go nie rozpoznali, i pomógł im dostrzec, że wydarzenia, które postrzegali jako druzgocące niepowodzenie, były w rzeczywistości częścią większej historii odkupienia, dokonanej przez Boga. Podobnie jak ci dwaj uczniowie, często interpretujemy okoliczności naszego życia z ograniczonej perspektywy, koncentrując się na tym, co wydaje się utracone lub zepsute. Nawet jeśli tego nie dostrzegamy, Jezus idzie obok nas. Ta historia zawiera więcej niż nam się wydaje. Uczniowie byli przekonani, że odchodzą od największego rozczarowania w swoim życiu, podczas gdy w rzeczywistości szli obok odpowiedzi na to rozczarowanie. Myśleli, że historia się skończyła. Myśleli, że Bóg ich zawiódł. Myśleli, że wszystkie ich nadzieje legły w gruzach. Jednak Jezus był tuż obok, dostosowując się do ich tempa, słuchając ich żalu i delikatnie pomagając im dostrzec większy obraz.

Wielu z nas odziedziczyło obraz Boga, ukształtowany przez określone chrześcijańskie interpretacje, tradycję, a nawet prawo, obraz, który przedstawia Go



4


jako odległego, niedostępnego i surowego. Ale Jezus nie został rozpoznany przez cud, przejaw mocy ani nawet teologiczne wyjaśnienie, lecz przez akt wspólnej obecności i więzi.

Jest w tej historii coś głęboko pocieszającego. Czasami szukamy Boga w dramatycznym cudzie, jasnej odpowiedzi, doświadczeniu na szczycie góry czy natychmiastowym rozwiązaniu. Nie znaczy to, że nie może On być obecny w takich manifestacjach, ale być może częściej możemy Go znaleźć, gdy jest obecny w cichej rozmowie, w przyjaźni, w obcym człowieku, doradcy, nauczycielu, książce, wspólnocie, a nawet w samych pytaniach i żalu. Uczniowie początkowo nie rozpoznali Jezusa, ale to nie znaczyło, że Go nie było. Jego obecność nie była uzależniona od ich zdolności widzenia Go.

Warto zauważyć, że Jezus nie od razu skorygował uczniów ani nie spieszył się z naprawianiem ich emocji. Najpierw dołączył do nich w ich smutku. Słuchał. Zadawał pytania. Pozwalał im opowiadać swoją historię. Dopiero potem zaczął pomagać im spojrzeć na rzeczy inaczej. Jest coś pięknego w Bogu, który nie tylko udziela odpowiedzi, ale towarzyszy nam w naszym zagubieniu bez osądzania.

Uczniowie rozpoznali Go dopiero podczas łamania chleba. Po całej teologii, wyjaśnieniach i rozmowach w drodze, w końcu dostrzegli Go w zwyczajnym akcie gościnności i wspólnej obecności. Zastanawiam się, jak często Bóg objawia się przy stole, w relacjach, w aktach dobroci i w zwykłym rytmie życia. Czasami szukamy Go w spektakularnych miejscach, podczas gdy On cicho objawia się w codziennych chwilach tuż przed nami.

Doświadczenie Ellen White opisane w części na czwartek wpisuje się w tę atmosferę. Kiedy w końcu w czasie swojego snu staje przed Jezusem, ogarnia ją Jego dobroć, zrozumienie i miłość. Jezus wie wszystko o jej życiu, a mimo to Jego odpowiedź brzmi po prostu: „Nie lękaj się”. To doświadczenie napełnia ją pokojem, nadzieją, zaufaniem i głębszym zaufaniem do Boga. Autorka zestawiła te dwie historie jedna po drugiej. W obu opowieściach pojawia się wspólny motyw - na końcu Jezus zostaje rozpoznany. W obu przypadkach Jezus nie udziela nagany z powodu wątpliwości, zagubienia czy zniechęcenia. Spotyka ich i okazuje swoją autentyczną bezwarunkową miłość. To może być jedna z najważniejszych lekcji dla nas dzisiaj. Wielu z nas zakłada, że gdybyśmy tylko mogli widzieć Boga wyraźniej, wszystko nabrałoby sensu. Obie historie sugerują, że nawet gdy nie widzimy Go wyraźnie, On wciąż idzie obok nas, słucha naszych lęków, niesie nasze pytania i zaprasza nas abyśmy szli do przodu. Musimy trzymać się Boga, gdy stajemy w obliczu wyzwań. Nie dlatego, że powinniśmy przychodzić do Niego tylko wtedy, gdy życie jest trudne, ale dlatego, że są chwile, gdy nasza zdolność do udźwignięcia ciężaru życia maleje, a Bóg z radością dźwiga to, czego my nie możemy.


DO PRZEMYŚLENIA

Ziemia jest polem bitwy w wielkim konflikcie, pomiędzy charakterem Boga wyrażonym w miłości i charakterem Szatana wyrażonym w przymusie i zniszczeniu. Wskutek tego konfliktu człowiek znajduje się w ogniu krzyżowym. Nikt z nas nie może uniknąć przeciwności, burz i trudności życiowych po tej stronie Ogrodu Eden. Dlatego ostateczne pytanie dotyczy nie tego jak możemy od nich uciec, ale raczej czy zbliżają nas one do Boga?



5


Mk 4:35–41. Jakie wnioski na temat życiowych burz możemy wyciągnąć z tej historii? Co mówi nam pytanie uczniów: „Nauczycielu, nic cię to nie obchodzi, że giniemy?” (w. 38) na temat ich „systemu operacyjnego”? W jaki sposób Marek pokazuje swoim czytelnikom głębszą rzeczywistość w wersecie 36b? Jaki jest związek między uciszeniem burzy a przypowieściami w rozdziale 4?

Jonasz znalazł się środku burzy z powodu swojego nieposłuszeństwa (Jon 1); uczniowie znaleźli się w środku burzy z powodu swojego posłuszeństwa (Mk 4:35-41). Sposób, w jaki reagujemy na burze w naszym życiu, kształtuje i ujawnia nasz charakter. Dzieje się to w czasie rzeczywistym, gdy „obserwuje nas wszechświat”. Trudności są okazją do rozwoju i kształtowania charakteru.

Mk 5:21-34. Czego możemy się nauczyć z historii córki Jaira oraz kobiety cierpiącej na krwotok? Jak rozumiesz słowa Jezusa: „Córko, wiara twoja uzdrowiła cię, idź w pokoju i bądź uleczona z dolegliwości swojej.”? Dlaczego większość chrześcijan odczytuje te słowa jako: „Kobieto, twoja silna wiara cię uzdrowiła”? Jezus mógł przecież powiedzieć: „Kobieto, moja moc ciebie uzdrowiła”. Jezus jednak tak nie powiedział, ponieważ przyćmiłoby to ważną prawdę o uzdrawiającej relacji zbudowanej na zaufaniu. Jaką przemianę może wnieść w czyjeś życie miłość?

Kiedy kobieta dotknęła Jezusa, natychmiast wydarzyły się dwie rzeczy: nie tylko została uzdrowiona, ale również „upubliczniona”. Upadła na ziemię, pogrążona w żalu i wyrzutach sumienia. Co mówi nam o Bogu fakt, że Jezus pochylił się nad nią i nazwał swoją córką? Co mówi nam o Bogu fakt, że Jezus zauważył, że dziewczynka była głodna (5:43)?

Hiob 19:23–27 i 23:8–12. Co szczególnego można zauważyć w historii Hioba? Jaka była reakcja Hioba? Burze w życiu nie są wynikiem decyzji Boga, ale następstwem buntu we wszechświecie. Bóg nie jest sprawcą tragedii. Stwierdzenie z przypowieści: „To wróg to uczynił” jest bardzo ważną kategorią teologiczną. Pytanie dotyczy charakteru Boga, a nie zachowania Hioba.

Łk 24:38. Dlaczego Łukasz opowiedział historię o dwóch uczniach w drodze do Emaus? „Czemu jesteście zatrwożeni i czemu wątpliwości budzą się w waszych sercach?” Czego powinniśmy się nauczyć z tej historii poza faktem, że „zbyt często zapominamy, że Jezus idzie obok nas w naszych „dolinach”. Zbyt często Go nie rozpoznajemy. Zbyt często zapominamy, że w tej historii jest coś o wiele więcej.

Łk 24:31-32.44-45. Jakie znaczenie ma fakt, że Łukasz trzykrotnie używa w tej historii czasownika „otworzyć”? (oczy (w. 31); Pismo Święte (w. 32); umysły, aby zrozumieć Pismo Święte (w. 44, 45) Jak możemy „zobaczyć” Jezusa dzisiaj?

Jezus chce otworzyć nasze oczy i umysły, abyśmy zobaczyli piękną historię Pisma Świętego, „które świadczy o Nim”. Bóg nie „zsyła burz, aby nas czegoś nauczyć”. Może nas jednak wybawić i przemienić cierpienie w dobro, nie będąc przyczyną cierpienia.

Koncepcja kosmicznego konfliktu daje nadzieję, że zło jest tymczasowe i nie jest częścią wiecznego planu Boga. Burze zdarzają się, ponieważ żyjemy w strefie wojny. Bóg nie jest przyczyną; On jest uzdrowicielem i odnowicielem. Zło ma swoją datę ważności. Pewnego dnia Boża sprawiedliwość i uzdrowienie będą powszechne i widoczne dla wszystkich.

Jeśli przeoczymy wielką historię, nie zrozumiemy niczego. Bóg pragnie zamienić Raj



6


utracony w Raj odzyskany.


Przygotował Jan Pollok

piątek, 5 czerwca 2026

Koetarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Pokuta i przebaczenie

Felieton do Szkoły Sobotniej na 6 czerwca 2026

Historia Izraelitów pokazuje, że gdy stracili z oczu charakter Boga natychmiast zaczynali odczuwać brak Jego obecności. Nawet po tym, jak byli świadkami cudów oraz wyzwolenia z niewoli a także obietnic przymierza przeżywali strach, niepewność. Wszystko to sprawiło, że stworzyli na swój użytek wersję Boga, którą mogli kontrolować i widzieć. Pod wieloma względami ukazuje to, jak bardzo nasze zrozumienie charakteru Boga kształtuje naszą reakcję na oczekiwanie, niepewność i porażkę. Kiedy stracimy z oczu to, kim jest Bóg, często zwracamy się ku substytutom – rzeczom, które wydają się bardziej namacalne, przewidywalne lub łatwiejsze do opanowania. Może to nawet wpłynąć na to, jak interpretujemy Jego prawo miłości i przekształcamy je według własnego uznania. Dlatego wielokrotnie jesteśmy wzywani do pokuty czyli powrotu do Boga, którego charakter można zdefiniować jako miłość.

Autorka podręcznika opowiedziała historię kobiety, która kochała Szabat, ale była tak pochłonięta obowiązkami domowymi, że zdała sobie sprawę, że straciła z oczu głębszy cel — zbliżenie się do Boga. Analizując historię Marii i Marty, uświadomiła sobie, jak łatwo nawet rzeczy dobre i konieczne mogą odwrócić uwagę od relacji z Bogiem. Autorka we wniosku końcowym podkreśliła, że celem zajęć w Szabat nie jest sztywne przestrzeganie zasad, ale uświadomienie sobie rzeczy, które powoli osłabiają nasze połączenie z Bogiem. Przypomina nam, że kiedy rozpoznamy swoją potrzebę i zwrócimy się do Niego w pokucie, Bóg okaże nam łaskę, przebaczenie i odnowienie.

Chociaż historia ta ma sens i skupia naszą uwagę na Szabacie, pokucie oraz na znaczeniu opieki nad innymi to jednak stwarza scenariusz trudny do zinterpretowania. Połączenie tej historii bezpośrednio z Szabatem stanowi wyzwanie, które polega na tym, że może ona nieumyślnie zinterpretować Szabat jako test tego co wolno lub nie wolno robić w Szabat, a nie jako dar łaski i odpoczynek. Zamiast zapraszać ludzi do głębszej więzi z Bogiem, może sprawić, że będą oni z niepokojem monitorować swoje zachowanie, zastanawiając się, czy „wystarczająco dobrze przestrzegają Szabat”. Dla wielu ludzi – zwłaszcza rodziców, opiekunów oraz osób, które wykonują bardzo ważne prace w tle – takie ujęcie może wywoływać poczucie winy związane z wykonywaniem zwykłych aktów opieki i niezbędnych czynności związanych z codziennym życiem. Morał tej historii może zawierać subtelne przesłanie: Gdybyś był/a bardziej skoncentrowany/a na sprawach duchowych, nie rozpraszałyby ciebie takie rzeczy. Jednakże takie podejście grozi oddzieleniem Boga od realiów codziennego życia, tak, jak gdyby Bóg był oddzielony od tych zadań.

Taka interpretacja tworzy również fałszywy podział między tym co „święte” a „nie święte czyli zwykłe”, jak gdyby składanie prania, opieka nad chorym dzieckiem czy karmienie rodziny nie mogły być jednocześnie przestrzeniami, w których istnieje miłość, obecność, a nawet więź z Bogiem. Łaska sugeruje, że Bóg spotyka nas w naszym człowieczeństwie, nie tylko w chwilach, gdy życie jest idealnie ciche i duchowo skoncentrowane. Być może niektóre najświętsze duchowo chwile mają miejsce właśnie wtedy, gdy opiekujemy się innymi. Jestem przekonany, że można być Marią wykonując obowiązki Marty. Problemem Marty nie było to, że usługiwała,



2


sprzątała, przygotowywała posiłek czy opiekowała się gośćmi. Te rzeczy miały znaczenie i były aktami gościnności i miłości. Być może głębszy problem polegał na tym, że w trakcie tego wszystkiego stała się niespokojna, przytłoczona, pełna urazy i emocjonalnie odłączona.

Być może lepiej byłoby skupić się nie tyle na samych obowiązkach, ile raczej na emocjonalnym lub relacyjnym rozproszeniu. Ktoś może przeżyć cały Szabat w kościele, podczas gdy wewnętrznie trawi go gorycz, niepokój, porównywanie się, troska o swój wizerunek lub przewijanie ekranu telefonu. Na zewnątrz można „przestrzegać Szabat”, ale w głębi można być odłączonym od siebie, innych i Boga. To właśnie na kondycji serca i jakości relacji skupiał uwagę Jezus.

W kulturowym kontekście Nowego Testamentu oczekiwano, że kobiety będą służyć tak jak Marta. Wypełniała ona przypisaną jej rolę społeczną. Jezus nie upominał Marty, ponieważ była zajęta lub że sama praca była czymś złym. Pod wieloma względami Jezus oferował Marcie odpoczynek od tego, czego od niej oczekiwano. Nie chodziło tylko o to, że Marta pracowała, ale o to, dlaczego pracowała. Jak w przypadku większości rzeczy w naszej relacji z Bogiem, liczy się nie tylko to, co robimy, ale dlaczego to robimy. Co kieruje tymi działaniami? Jakie lęki, oczekiwania lub założenia je kształtują? Myślę, że to właśnie Chrystus nieustannie kwestionuje.

W kontekście dyskusji nad doskonałością istnieją dwa główne momenty, w których Boży charakter został źle zrozumiany i zinterpretowany. Zgodnie z narracją o wielkim boju, wojna w niebie rozpoczęła się od niezrozumienia charakteru Boga przez Lucyfera. Następnie, w historii Adama i Ewy, człowiek źle zrozumiał charakter Boga w scenerii ogrodu Eden, co doprowadziło do pojawienia się grzechu na świecie.

Jeżeli wyżej wymienione istoty mogły źle zrozumieć charakter Boga w doskonałych warunkach, jakie jest prawdopodobieństwo, że my również możemy źle rozumieć charakter Boga? Czy Bóg wie, że niezrozumienie jest skutkiem ubocznym wolnej woli, rzeczywistością, którą nie tylko możemy kwestionować, ale także odrzucać. Skoro pierwszy człowiek mógł zgrzeszyć w doskonałym świecie, a Lucyfer mógł zgrzeszyć w wiecznej doskonałości, być może wątpliwości, które tak desperacko próbujemy stłumić, są jedynie przypomnieniem, że drzwi są zawsze otwarte i zawsze jesteśmy zaproszeni.

Nie uważam, że Bóg wymaga od nas abyśmy we wszystkich przypadkach posiadali perfekcyjne zrozumienie wszystkiego. Mamy nadzieję, że tak jak Bóg kroczył z Izraelitami przez pustynię, tak my nadal kroczymy z Nim przez naszą emocjonalną i mentalną pustynię. Co więcej, sprowadzanie obecności Boga jedynie do cudów których dokonał wydaje mi się nieco spłaszczone. Intymne relacje nie polegają na kochaniu Boga za to, co czyni, ale za to, kim jest.

Autorka naszego podręcznika zwróciła uwagę, że smutek, który pojawia się z powodu nieprzyjemnych konsekwencji nie jest tym samym, co skrucha. Widzimy to na co dzień w naszym społeczeństwie. Często to, co ludzie nazywają skruchą, jest po prostu przyznaniem się do winy po ujawnieniu. Widzimy to w systemie sądowniczym, w polityce i w relacjach międzyludzkich. Wyrzuty sumienia często pojawiają się, gdy ktoś zostanie złapany.

Jednak prawdziwa skrucha to nie tylko przeprosiny, gdy grzech staje się widoczny. Pokuta wymaga przemiany serca. Dlatego też modlitwy „na pokaz” i publiczne okazywanie skruchy przez faryzeuszy znaczyły tak niewiele. Nie wiązała się z nimi



3


żadna wewnętrzna przemiana.

„Żadna pokuta nie jest prawdziwa, jeśli nie prowadzi do odnowy”. Pokuta to nie tylko prośba o przebaczenie lub słowne przyznanie się do winy. To, z Bożą pomocą uświadomienie sobie, co spowodowało dystans, co spowodowało działanie, co spowodowało wybór. Pokuta to pozwolenie Bogu, aby poprowadził nas w stronę przemiany abyśmy stali się ludźmi, którzy nie dokonaliby ponownie tego samego wyboru. Prawdziwa pokuta obejmuje pojednanie. Obejmuje świadomość, transformację i zmianę. Bez tej głębszej refleksji łatwo jest, aby pokuta stała się czymś performatywnym, a nie transformacyjnym.

Prawdziwy żal za grzechy jest dziełem Ducha Świętego. Pokuta zaczyna się, gdy szczerze uznajemy swoją potrzebę i pozwalamy Duchowi Świętemu prowadzić nas z powrotem do Boga. Jeśli pomyślimy o bliskiej przyjaźni lub partnerstwie zbudowanym na głębokiej miłości, pokój pojawia się, gdy obie strony zgadzają się ze sobą, komunikują się szczerze i zbliżają do siebie w zdrowy sposób. To samo dotyczy duchowości. Kiedy czujemy, że jesteśmy oddaleni od Boga lub gdy podejmujemy decyzje, które zakłócają naszą zdolność do kochania Boga, siebie lub innych ludzi, odczuwamy, że coś jest nie tak. Pojawia się poczucie dystansu, które rodzi pragnienie pojednania. Nie tylko dlatego, że boimy się konsekwencji, ale dlatego, że intymność została zakłócona.

Jednak opis Boga przestawiony w księdze Wyjścia 34, pokazuje Go jako miłosiernego, łaskawego, cierpliwego i przepełnionego niezachwianą miłością. Dzięki śmierci Chrystusa przebaczenie i odnowa są zawsze dostępne. A kiedy przynosimy Mu nasze brzemiona, porażki i grzechy, On zamienia je na swoją sprawiedliwość. Autorka wskazywała również na wszechogarniającą naturę Bożej łaski: życie wieczne jest darem, łaska jest większa niż grzech, a Boża miłość dociera do nas, zanim jeszcze wszystko poukładamy.

Z kolei przypowieść o uczcie weselnej przypomina nam, że nasza prawdziwa tożsamość nie tkwi w statusie, wyglądzie czy naszych osiągnięciach, ale w Chrystusie. Tak jak gość, który został zaproszony na wesele, ale postanowił nie założyć przygotowanej dla niego szaty, tak lekcja sugeruje, że Bóg ofiarowuje każdemu z nas dar sprawiedliwości Chrystusa, musimy jednak sami zdecydować się na jej przyjęcie. Wykorzystując historię Adama i Ewy, autorka naszego podręcznika kontrastuje ludzkie próby zakrycia własnego defektu z Bożym zapewnieniem zakrycia tego defektu przez ofiarę. Centralnym przesłaniem jest to, że nie możemy i nie potrafimy sami zapracować ani wytworzyć sprawiedliwości; jest to dar łaski, który przychodzi przez wiarę w Chrystusa, którego miłość i charakter zakrywają nasz wstyd i przywracają naszą relację z Bogiem.

Zdumiewające jest to, jak wciąż łatwo jest przeżyć całe życie na splataniu współczesnych listków figowych. Możemy próbować ukryć się za osiągnięciami, sukcesami w służbie, wiedzą, reputacją, zapracowaniem, moralnością, poglądami politycznymi, a nawet byciem „dobrymi chrześcijanami”. Budujemy swoją tożsamość wokół tego, co robimy, co inni o nas myślą lub jak dobrze sobie radzimy. Jednak pod tym wszystkim wielu z nas wciąż zmaga się z tymi samymi pytaniami, z którymi mierzyli się Adam i Ewa: Czy jestem wystarczająco dobry? Czy jestem akceptowany? Czy jestem kochany?

W przypowieści o uczcie weselnej szczególnie piękne jest to, że kiedy król zwraca



4


się do człowieka bez szaty weselnej, nazywa go „przyjacielem”. Nawet w chwili, którą wielu może odczytać jako wykonanie sądu, pierwsze słowo odnosi się do relacji. Ten szczegół świadczy o tym, że nasze błędy nie zrywają relacji między Bogiem a nami. Nie zmieniają Jego postrzegania nas. Mogą osłabiać naszą zdolność do jasnego postrzegania Boga, ale Jego miłość pozostaje niezmienna. Do człowieka nie zwraca się jak do wroga czy wyrzutka, lecz jak do przyjaciela. Te słowa przypominają nam, że postawa Boga wobec nas jest przede wszystkim zaproszeniem, zanim stanie się czymkolwiek innym. Bóg pragnie relacji.

Pytanie, które Bóg zadał pierwszemu człowiekowi: „Kto ci powiedział, że jesteś nagi?”, nie było próbą zignorowania grzechu, który Adam i Ewa właśnie popełnili. Czy w tym pytaniu można znaleźć potwierdzenie, że pomimo ich grzechu, Jego miłość do nich się nie zmieniła? Wstyd, który skłonił ich do ukrycia się, nie był wstydem, jaki odczuwał wobec nich Bóg.

Wierzę, że jednym z powodów, dla których Chrystus przyszedł, aby uporządkować relację wierzących z prawem, było to, że ludzie zaczęli koncentrować się na własnych wadach i niedociągnięciach, których Bóg nie postrzegał w taki sam sposób. Stworzyli dodatkowe zasady i granice, których sam Bóg ani nie wymagał, ani nie uznał za konieczne. Pod wieloma względami zaczęli próbować rozwiązać problem, którego rozwiązania Bóg od nich nie wymagał. Przychodzi mi na myśl biblijna opowieść z księgi Sedziów11. Jefte złożył pochopną przysięgę, że jeśli Bóg zapewni mu zwycięstwo, złoży w ofierze wszystko co jako pierwszy wyjdzie z jego domu, by go powitać. Tragedia tej historii polega na tym, że Bóg nigdy nie żądał takiej ofiary. Jefte stracił coś cennego z powodu niepotrzebnego ślubu i niepotrzebnej ofiary.

Na tym polega natura legalizmu. Tworzymy sztywne zasady i składamy ofiary, o które Bóg nigdy nie prosił, i ponosimy ofiary, których nigdy nie potrzebował. Rozpaczliwie okrywamy się w poczuciem spełnienia, sukcesu, reputacji i posłuszeństwa, starając się udowodnić coś, czego nigdy nie trzeba było udowadniać. Pod wieloma względami legalizm jest zbudowany na założeniu, że wiemy, czego Bóg chce, lepiej niż On sam. W swojej istocie legalizm to próba udowodnienia, że jesteśmy godni przed Bogiem, który nigdy nie kwestionował wartości naszej miłości.

Dlatego pytanie Boga pozostaje wciąż tak ważne: „Kto ci powiedział, że jesteś nagi?”. Wydaje się, że zawiera ono przesłanie: „Tak, grzech wkroczył na świat i wszystko się zmieniło. Jednak nawet teraz, gdy stoisz przede mną złamany, wciąż jesteś kochany”. Konsekwencje grzechu mogą zmienić dynamikę relacji, ale nie zmieniają serca Boga. Jego miłość pozostaje niezmienna. Liście figowe były niepotrzebne, ponieważ ludzie, którzy je nosili, nigdy nie byli niekochani. To daje poczucie wolności. To tak, jakby Bóg mówił: „Przestań próbować zasłużyć na to, co już zostało ci darmo dane. Przestań próbować stać się tym, kim zawsze byłeś dla mnie: moim ukochanym”.

Każdy z nas musi postawić sobie pytanie, które jest zarazem wyzwaniem: Czym dzisiaj otulam swoją tożsamość? Czy moimi osiągnięciami, porażkami, moją reputacją, moją pozycją, czy też moja tożsamość jest w Chrystusie i w byciu Jego ukochanym? Kiedy moja tożsamość jest otulona czymkolwiek innym niż Bożą miłością, nieustannie zmagam się, aby udowodnić sobie i ochronić się. Jednak, kiedy spoczywam w rzeczywistości, że jestem już kochany, już nazwany



5


przyjacielem i już zaproszony do stołu, jestem wolny, by żyć, służyć i rozwijać się w poczuciu bezpieczeństwa, a nie strachu.

W podsumowaniu autorka lekcji stwierdziła: „Przyznanie się do naszych grzechów w odpowiedzi na natchnienia Ducha Świętego i poddanie się im w pokucie są kluczowymi elementami rozwijającej się relacji z Bogiem”. Relacja z Bogiem pozwala nam zidentyfikować te części nas samych, które nie są zgodne z tym, kim jest Bóg. Dotyczy to każdej relacji. Zdrowe relacje wymagają pewnego stopnia spójności: wspólnych wartości, wspólnych pragnień i wspólnej wizji tego, jak powinno wyglądać życie. Nasza relacja z Bogiem nie jest inna. Nie chodzi o to, że identyfikacja naszych grzechów zbliża nas do Boga. Raczej, ponieważ zbliżamy się do Niego, uświadamiamy sobie te części nas samych, które są od Niego odmienne. To właśnie grzechy, które identyfikujemy. Umieszczenie identyfikacji grzechu przed relacją przesuwa punkt ciężkości w kierunku pracy.


DO PRZEMYŚLENIA

Każdy z nas zauważa i odczuwa pęd życia. Bardzo łatwo gubimy koncentrację i ulegamy rozproszeniu. Taki styl życia osłabia lub niszczy naszą relację z Bogiem. Jaką prawdę na temat sprawiedliwości Chrystusa możemy zauważyć w Iz 61:10; 64:6 oraz Za 3:4? Co to znaczy, że „zawsze musimy gorliwie trzymać się tego co nam obiecano”?

Jedną z ról Ducha Świętego jest „przekonywanie świata o grzechu” (Jn 16:7-8). Jak to się wiąże ze sprawiedliwością i sądem (8-11)? Co szczególnego dostrzegasz w opisie w Oz 6 na temat sposobu w jaki Bóg został przedstawiony, gdy wzywa ludzi do pokuty?

Dz 3:18-19 Dlaczego pokuta jest tak ważna w procesie duchowego rozwoju? Czym jest czas „ochłody”? Jak możemy się upewnić, że pokuta prowadzi do życia (Dz 11:18) i żywej relacji z Bogiem, a nie do patologicznej obsesji na punkcie siebie i swoich niepowodzeń?

Wj 34:1-10 Jakich kluczowych prawd o pokucie i charakterze Boga możemy się nauczyć z tego fragmentu? W jaki sposób możemy lepiej zrozumieć rozmiar Bożej łaski? W jaki sposób Jonasz błędnie zacytował ten tekst (Jon 4:2-3)? Czy jest to możliwe, że Boże miłosierdzie i hojność zawsze będą nas niepokoić?

Mt 22:1-14 Jakie przesłanie zostało umieszczone w przypowieści Jezusa o uczcie weselnej? Wielka i głęboka tajemnica Bożego przebaczenia nie jest tym samym, co stwierdzenie, że cokolwiek robimy, nie jest tak naprawdę ważne, ponieważ i tak w końcu wszystko się jakoś ułoży.

„Powinniśmy codziennie przyodziewać się w szatę sprawiedliwości Jezusa. Co to tak naprawdę oznacza i jak to czynić?” W jaki sposób rozumiesz metaforę szaty? Jaki jest cel, dla którego Bóg zapewnia tę „najdroższą szatę”?

W jaki sposób dzielić się przesłaniem, że Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, a jednocześnie nie chce, abyśmy pozostali tacy, jacy jesteśmy? Jego miłość dociera do nas tam, gdzie jesteśmy, ale nie pozwala nam pozostać takimi, jakimi jesteśmy. Miłość pragnie jak najlepiej dla ukochanej osoby. Dlatego gdziekolwiek przychodzi Jezus, życie zostaje przemienione, uzdrowione, odmienione. Rezultatem



6


przemieniającej łaski Bożej jest nie tylko zbawienie, ale także uświęcenie i pełna współczucia służba innym. Dlatego powinniśmy postrzegać pokutę jako dar życia, a nie powód do poczucia winy.

Pokuta (metanoia - zmiana umysłu i sposobu myślenia) leży u podstaw wiary chrześcijańskiej, ale łatwo ją wypaczyć, jeśli zbytnio przechylimy się w jedną stronę. Pokuta to droga powrotu – to zwrócenie się ku Bogu, a nie tylko odwrócenie się od grzechu. Dlatego zawsze musi być przedstawiana jako relacyjna, a nie tylko moralna.

Pokuta nie jest jednorazowym aktem, ale trwa przez całe życie. Zapobiega pysze, zachęca do ciągłego rozwoju i sprawia, że nasze serca są wrażliwe przed Bogiem, pokorne i zależne od Niego. Jak możemy być wzorem prawdziwej pokuty w naszych czasach i w miejscu gdzie żyjemy? Jak możemy lepiej docenić to, co Duch Święty czyni dla świata, jednostek i społeczności?











Przygotował Jan Pollok

piątek, 29 maja 2026

Komentar do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

Grzech, ewangelia i prawo

Felieton do Szkoły Sobotniej na 30 maja 2026

Temat grzechu często pojawia się w naszych dyskusjach. Problem w tym, że nie zawsze potrafimy prawidłowo zdefiniować grzech. Boimy się grzeszyć zwłaszcza wtedy, gdy nie jesteśmy tego świadomi. Autorka lekcji napisała: „…W ludzkiej naturze leży uleganie pokusie przyjemności. Czy jest możliwe, że bagatelizujemy grzech, ponieważ nasze społeczeństwo tak bardzo się z nim oswoiło? Możemy „obchodzić” temat grzechu „na palcach”, obawiając się, że kogoś urazimy, jeśli nazwiemy grzech po imieniu, ale ostatecznie im bardziej przyzwyczajamy się do życia w grzechu, tym bardziej oddalamy się od zdrowej relacji z Bogiem”.

Pytanie, które musimy zadać po przeczytaniu powyższego cytatu jest następujące: w jaki sposób możemy zdefiniować grzech? Czy grzech to „przyjemność”? W Psalmach czytamy, że Bóg zawsze będzie nam sprawiał przyjemności. „Nasze społeczeństwo tak bardzo się z nim oswoiło” – to znaczy z czym? Jakie społeczeństwo?  – kościół, supremacja białego człowieka, chrześcijański nacjonalizm? W około czego „chodzimy na palcach”? – nasze ego, nasze status, nasza pozycja w społeczeństwie? A może jest to nasze zachowanie, które tak często definiujemy jako grzech?

Jedną z najlepszych definicji grzechu jakie spotkałem pochodzi z książki Morrisa Vendena, To Know God (polski tytuł „Aby poznać Boga”). Grzech jest stanem odłączenia od Boga lub „życiem z dala od Boga”. Ta definicja wyjaśnia wiele. Mogę wykonywać wszystko co w mojej mocy, aby prowadzić życie w łączności z Bogiem, ale jeżeli robię to w separacji od Chrystusa, żyję w grzechu. 

Niestety bardzo często skupiamy uwagę na grzechach, które są skutkiem życia z dala od Boga. Grzechy można zdefiniować na podstawie zachowania oraz zewnętrznych objawów rzeczy, które uważamy za „złe”. Jednak postrzeganie grzechu jako życia z dala od Boga sięga sedna problemu i pomija czynniki rozpraszające.

Bardzo często próbujemy uporządkować bałagan w naszym życiu, czyli próbujemy zaprzestać życia w grzechu przez korektę naszego zachowania. Nie potrafimy i nie możemy tego dokonać sami a próba zrobienia tego z dala od Chrystusa jest, paradoksalnie, życiem w grzechu (życiem z dala od Boga). Tylko wtedy, gdy docieramy do źródła (usprawiedliwienie przez wiarę) i zaczynamy prowadzić życie z Bogiem, nasze życie zaczyna być wolne od bałaganu (proces uświęcenia) będącego skutkiem grzechu. Zostajemy przemienieni przez życie z Tym który jedynie jest Święty. Ciągłe skupianie uwagi na zachowaniu jest daremne.

Grzech posiada wymiar kosmiczny. Jednak wielki bój między dobrem a złem to nie tylko kosmiczna bitwa, ale coś, co wpływa na nasze codzienne życie i relacje z Bogiem. Problemy z którymi zmagamy się codziennie – zakłócenie spokoju, konsumeryzm, zapracowanie i samowystarczalność mogą powoli odciągać nas od więzi jaką mamy z Bogiem. Jednak nawet w samym centrum wiru życia, świadome przeżywanie czasu z Bogiem przynosi siłę, jasność umysłu i wytrwałość. Szatan również często atakuje i uderza w nasze słabe punkty, wytwarza poczucie winy oraz niegodności, aby oddalić nas od Boga. Nasza wiara, która jest Bożym darem umacnia się, gdy pozostajemy w osobistym kontakcie z Nim przez modlitwę oraz obietnice Jego Słowa. 

Warto pomyśleć w jaki sposób słowa takie jak „rozproszenie”, „konsumeryzm”, „zapracowanie” i „samowystarczalność” pojawiają się w przestrzeniach religijnych. Czy jest możliwe, że możemy być tak rozproszeni i zajęci „dziełem Pana”, że zapominamy o Panu. Rzeczywiście możemy żyć z dala od Boga, równocześnie próbując Mu służyć. Nasze czyny mogą być nadal zakorzenione w pysze, strachu, ego lub samowystarczalności, a nie w bliskości z Bogiem.

Chciałbym jeszcze powrócić do kwestii „przyjemności”, która bardzo często pojawia się w dyskusjach dotyczących grzechu. Grzech w naszej kulturze bardzo często jest wyrażany przy pomocy języka przyjemności. Warto przypomnieć sobie na ile sposobów przyjemność była minimalizowana, demonizowana, a ostatecznie wykorzystywana jako broń.

W kulturze chrześcijańskiej oddawanie się przyjemnościom często jest definiowane jako grzech i zazwyczaj pojawia się w dyskursie dotyczącym seksu i seksualności. Pożądanie seksualne poza małżeństwem jest demonizowane i przedstawiane jako moralna porażka. Pożądanie seksualne kobiet, a raczej jego brak, jest minimalizowane i traktowane jako kwestia czystości. Gdy mężczyźni wchodzą w związki z kobietami, pożądanie seksualne i przyjemność są często wykorzystywane jako broń, ponieważ kultura nauczyła mężczyzn, że obowiązkiem i odpowiedzialnością kobiety jest zaspokajanie potrzeb męża. Takie rozumowanie tworzy cykl zdeformowanych emocjonalnie jednostek i kładzie podwaliny pod wykorzystywanie seksualne. W niektórych przypadkach daje to żonatym mężczyznom przyzwolenie na żądanie intymności od swoich żon, ponieważ nie jest to postrzegane jako oddawanie się przyjemności, ale jako wypełnienie małżeńskiego obowiązku. Może to prowadzić do przekonania, że małżeństwo daje mężczyznom prawo własności do kobiecego ciała. 

Wiele osób po prostu uczy się, że pożądanie seksualne jest złe i należy je tłumić, a nie rozumieć, kwestionować, dyscyplinować i odpowiednio nim kierować. Przedstawianie pożądania jako czegoś co jest fundamentalnie destrukcyjne dla relacji z Bogiem stawia je również w opozycji do ludzkiego doświadczenia, zamiast uczyć ludzi, jak podążać z Bogiem przez swoje pragnienia. Niestety bardzo rzadko ludzie w kościele mogą usłyszeć coś na temat emocjonalnej inteligencji czy zdrowych ram dla pożądania. Zamiast tego często są nauczani w jaki sposób należy unikać pożądania oraz lęku przed nim. Szkoda, że w kulturze chrześcijańskiej emocje są często traktowane jako duchowe problemy, zamiast uznać je za część człowieczeństwa i zaproszenie do głębszej szczerości, uzdrowienia i samoświadomości. 

W naszej adwentystycznej kulturze kolejnym aspektem, w którym niechęć do przyjemności odgrywa istotną rolę, jest rozrywka i sztuka zwłaszcza wizualna. W innych tradycjach religijnych takich jak chociażby katolicyzm lub prawosławie, percepcja sztuki wizualnej jest powszechna. Sztuka i architektura są wplecione w te systemy teologiczne oraz język kultu. Jednak w kulturze adwentystycznej rozrywka i sztuka często są demonizowane. Być może wynika to częściowo z przekonania, że angażowanie się w te rzeczy jest oddawaniem się przyjemności. Niestety w ten sposób osłabiamy naszą zdolność rozumienia, że Bóg objawia się przy pomocy piękna i radości, a to obejmuje również sztukę i rozrywkę.

Czy jest możliwe, że w naszej adwentystycznej kulturze przyjemność została zdemonizowana przez dietę oraz poselstwo zdrowia. Według retoryki stosowanej w niektórych kręgach, jedzenie nie powinno być przesadnie przyprawione, słone, ostre ani aromatyczne. Pamiętam jako dziecko instrukcje dotyczące spożywania świeżego pieczywa, które rzekomo miało być „niezdrowe” jako świeże i powinno być spożywane dopiero w następnych dniach po upieczeniu. Przyjemność jedzenia była i jest czasami traktowana jako coś z natury podejrzanego lub niebezpiecznego. Adwentyzm często przedstawia te idee tak, jak gdyby były boskie i pochodziły prosto z serca Boga, nie dostrzegając, że wiele z tych zasad zostało odziedziczonych po wcześniejszych ruchach religijnych. Na przykład w czasach późnej starożytności oraz Średniowieczu monastycyzm stał się ważną częścią chrześcijaństwa, a jego istotną częścią było przywiązanie do ascetyzmu. Wielu głęboko wierzących ludzi szczerze wierzyło, że sposobem na zbliżenie się do Boga jest unikanie wszystkiego, co przynosi przyjemność.

Co mogłoby się stać, gdyby chrześcijanie zrozumieli, że mają prawo odnajdywać Boga w swoich przyjemnościach. W jaki sposób zmieniliby się, gdyby nauczyli się postrzegać przyjemność jako jeden ze sposobów, w jaki Bóg wplata radość w życie? Oczywiście, że trzeba zachować równowagę, ale o ileż bardziej satysfakcjonujące i obfite byłoby nasze życie, gdybyśmy zrozumieli, że możemy spotkać Boga poprzez rzeczy, które przynoszą nam radość?

Chciałbym również zwrócić uwagę na sposób w jaki została zbudowana część na poniedziałek. Jest to zbiór różnych fragmentów. Zaczyna się od 1 Kor 10:12 który został połączony z historią Samsona i samowystarczalnością. Następnie pojawia się Mt 6:2 na temat pokory i publicznego demonstrowania sprawiedliwości. Potem zostaje przywołany tekst z Mt 5:28 na temat pożądania; Mt 7:1-2 na temat sądu; Mt 5:44 na temat miłowania nieprzyjaciół; i na końcu Mt 5:22 na temat gniewu. Przedstawione idee same w sobie nie są błędne, ale zostały ze sobą luźno powiązane, bez głębszej, teologicznej struktury, która by je łączyła.

Autorka naszego podręcznika w części dotyczącej prawa ponownie ujmuje grzech przede wszystkim jako wykroczenie i pomija głębszy sens grzechu, ponieważ jest on przedstawiany niemal wyłącznie jako zachowanie, a nie jako relacja, a raczej jej brak. Nawet teologiczną tezę, że grzech jest wpisany w naturę ludzką, można zrozumieć w kontekście relacji. Ludzka natura jest naznaczona dystansem do Boga, ponieważ intymność, którą niegdyś posiadał człowiek z Bogiem, została zerwana. Grzech nie dotyczy jedynie czynów, ale jest stanem separacji, oddzielenia od Boga. Dlatego tak znamienna jest religijna postawa faryzeuszy. Byli to ludzie głęboko religijni, którzy skrupulatnie przestrzegali prawo, a mimo tego nie zrozumieli na czym polega intymna relacja z Bogiem. Byli posłuszni na zewnątrz, jednocześnie zachowując wewnętrzny dystans w relacjach.

Warto podkreślić, że prawo Boże nie reprezentuje pełni Boga ani nie wyraża w pełni głębi Jego charakteru. Boże prawa są parametrami i ścieżkami, które pozwalają ludziom zrozumieć Boga na tyle dobrze, aby mogli dokonać wyboru, czy pragną być z Nim w wieczności. Prawo jest ważne, ponieważ objawia charakter i wyznacza granice Boga. Dostarcza struktury i przedstawia Bożą mądrość. Jednak samo prawo nie może stworzyć intymności. 

Jezus nie przyszedł, aby znieść prawo Boże, lecz by je w pełni wypełnić i podtrzymać. Prawo Boże odzwierciedla Jego charakter i ma chronić nasze relacje zarówno z Bogiem, jak i z innymi ludźmi. Posłuszeństwo prawu nie może wynikać ze strachu czy obowiązku, lecz z autentycznej miłości do Jezusa. Prawo nie może nas ani zbawić, ani przebaczyć, ani usprawiedliwić. Prawo ukazuje nam potrzebę łaski, a Ewangelia i ofiara Chrystusa zapewniają przebaczenie i odnowę, których samo prawo nigdy nie może zapewnić.

Wiedza o Bogu nie jest tym samym, co prawdziwe poznanie Boga. Jezus nauczał, że autentyczna relacja z Bogiem odzwierciedla się nie tylko w słowach czy wiedzy religijnej, ale w życiu przemienionym przez miłość, zaufanie i pragnienie życia zgodnie z Bożą wolą. Prawda biblijna ma pogłębiać naszą więź z Bogiem i kształtować nasze życie. Silny fundament duchowy pochodzi ze słuchania Jego słów i rzeczywistego ich przeżywania przez wiarę i relację z Nim. Można znać całą teologię i terminologię, ale sama wiedza nie wystarczy. Można znać wersety biblijne i religijny język, równocześnie nie pozwalając, by te prawdy kształtowały nasz sposób kochania, przebaczania, służenia i życia. Jezus zdaje się ostrzegać przed wiarą, która pozostaje intelektualna lub performatywna, ale nigdy nie staje się relacyjna i przemieniająca. Jest to szczególnie istotne dzisiaj, w świecie, w którym informacja jest wszechobecna. Możemy pochłaniać niezliczone kazania, podcasty, nabożeństwa i debaty teologiczne, a mimo to pozostać odcięci od Boga, siebie i innych. Wiara polega na tym, by pozwolić, aby to, co wiemy, zmiękczyło nas, rzuciło nam wyzwanie i ucieleśniło się w tym, jak żyjemy tą wiarą w naszym codziennym życiu.

Kiedy zaczynamy postrzegać prawo przez pryzmat Jezusa, rozmowa wykracza poza zewnętrzne przestrzeganie zasad i wkracza w głębszą rzeczywistość relacji i charakteru. Prawo ujawnia, czy nasza wiara jest jedynie intelektualna, czy też rzeczywiście kształtuje nasze serca i czyny. Można dobrze znać Pismo Święte i doktrynę, ale jeśli ta wiedza nigdy nie zmieni sposobu, w jaki kochamy, przebaczamy, okazujemy współczucie, dążymy do sprawiedliwości lub traktujemy ludzi, to tracimy głębsze sedno prawa i w rezultacie żyjemy w „bezprawiu”.

W podsumowaniu lekcji autorka stwierdziła, że „Szatana rzucił wyzwanie Bogu właśnie w kwestii Jego prawa”. Moim zdaniem nie jest to poprawne stwierdzenie. Konflikt między Szatanem a Bogiem nie dotyczył prawa. Prawo, jakie znamy, nie istniało, gdy Szatan rozpoczął bunt. Wyzwanie jakie Szatan postawił Bogu, dotyczyło charakteru Boga. Warto pamiętać, że choć prawo odzwierciedla charakter Boga, to nie jest samym charakterem Boga. Prawo jest środkiem komunikacji między Bogiem a ludzkością. Daje ludziom kryteria, które pomagają nam Go zrozumieć, oraz wskazówki, jak żyć w sposób, który to odzwierciedla, ale nie jest pełnią tego, kim jest Bóg. W niebie Szatan wysuwał rażące oskarżenia pod adresem intencji, uczciwości i serca Boga. To samo uczynił w ogrodzie Eden.

Dopóki żyjemy na Ziemi, Boże prawo jest najwyraźniejszym punktem odniesienia dla zrozumienia i określenia natury Boga. Prawo wyłania się z charakteru Boga i jest w nim zakorzenione, a jednocześnie jest dostosowane do ludzkiej narracji. Zmiana prawa odzwierciedlałaby albo zmianę charakteru, z którego ono wynika, albo zmianę samej natury człowieczeństwa. Żaden z tych warunków nie jest obecnie możliwy.

DO PRZEMYŚLENIA

Jakiej lekcji z życia Samsona możemy nauczyć się na temat nieuwagi i pokus? (Sdz rozdz. 14 i 16:1.4.16.17). Samson został powołany przez Boga do wykonania szczególnego zadania, służył Bogu chociaż ulegał pokusom. Jaki jest związek między uzdolnieniami a charakterem?

Mk 9:42–48. Co umożliwia i ułatwia zbudowanie relacji z Bogiem, a jakie bariery uniemożliwiają wzrastanie w Chrystusie? Co zdaniem Jezusa prowadzi nas do grzechu? Dlaczego powinniśmy być gotowi odrzucić coś, co jest dobre i dane nam przez Boga – jak na przykład ręce, stopy i oczy – ale co może nas prowadzić na złą drogę?

Jaką funkcję spełnia prawo Boga? (Rz 3:20 i 1 Jn 3:4) W jaki sposób możemy zmienić nasz stosunek do prawa, aby nie postrzegać go jako czegoś, co nas ogranicza, lecz jako coś, co nas wzmacnia?

W jaki sposób prawo było nadużywane na przestrzeni wieków? Jaki jest związek między prawem a ewangelią? W jaki sposób można rozumieć słowa Jezusa z Mt 5:17-18 – nie przyszedłem rozwiązać prawo, ale je wypełnić?

Jan Wesley zwracał uwagę, że uświęcenie jest drugim dziełem Bożej łaski. Dlaczego w metodyzmie nacisk na uświęcenie nie doprowadził do powszechnego legalizmu, podczas gdy w adwentyzmie tak? Jaki ma to związek z naszą doktryną sądu?

Jakie są Twoje odczucia na temat bycia rządzonym przez prawo? Jakie dobre rzeczy mogą się wydarzyć dzięki temu, że jesteśmy rządzeni przez prawo? Jakie zagrożenia mogą się pojawić dzięki temu, że jesteśmy rządzeni przez prawo?

Na czym polega wyzwanie, jakie postawił Jezus swoim słuchaczom na zakończenie Kazania na Górze? (Mt 7:24–29) Dlaczego Jezus podkreślał, że Jego słuchacze będą sądzeni na podstawie tego, czy słuchają Jego słów i stosują się do nich? Kluczem, od którego zależy, czy dom przetrwa burzę, czy nie, jest czynienie tego, co mówi Jezus, lub nieczynienie tego.

W jaki sposób idea dotycząca przetrwania bądź upadku domu wiąże się z metaforą skały z Mt 16:18 i Domem Bożym, który chociaż został zbudowany na skale, runął w Mt 24? W jaki sposób możemy budować nasze życie na nauce Jezusa, aby być częścią „domu”, który trwa wiecznie? W jaki sposób „wypełniamy” słowa Boże w naszych czasach?

„A gdy Jezus dokończył tych słów, zdumiewały się tłumy nad nauką jego. …” (Mt 7:28). Wszyscy byli zdumieni, ale Jezus nie był zainteresowany zdumiewaniem tłumów. Nigdy nie mówił do ludzi: „Podziwiajcie mnie”, ale raczej, „Pójdźcie za Mną”. Jezus chce mieć naśladowców, a nie wielbicieli. Jego powołanie, aby być uczniem, wykracza poza zwyczajowe lub kulturowe chrześcijaństwo.

Nie oznacza to jednak, że Jego naśladowcy są doskonali; wręcz przeciwnie, nawet gdy się potkniemy, wezwanie jest skierowane do ponownego zaangażowania i polegania na Bożej pomocy. Metafora ta nie staje się legalistycznym testem osiągnięć, lecz łaskawym zaproszeniem do pełnego uczniostwa. Jak możemy to odzwierciedlić jako jednostki i jako wspólnota wiary?

W jedynym z Dialogów Platona - Eutyfron, Sokrates pyta Eutyfrona: „Czy czyn jest słuszny, ponieważ nakazują go bogowie, czy też bogowie nakazują go, ponieważ jest słuszny?” Spróbuj odpowiedzieć na pytania wynikające z tzw. dylematu Eutyfrona

A. Czy moralnie dobre czyny są moralnie dobre po prostu dlatego, że Bóg je wybiera?

B. A może Bóg ich wybiera, ponieważ są – niezależnie od Jego wyboru – moralnie dobre?

C. Coś innego niż opcja a i b?