Jedność w Chrystusie
Felieton do Szkoły Sobotniej na 18 lipca 2026
W jaki sposób ludzie o często odmiennych przekonaniach mogą zachować jedność w kościele?
Na samym początku autor lekcji zauważa, że zarówno świat zwierząt, jak i świat ludzi w naturalny sposób organizuje się w grupy. Jednak grupy czasami przeżywają wewnętrzne konflikty i często popadają w konflikty z innymi grupami. Zrozumienie w jaki sposób napięcia powstają w grupach i społecznościach pomaga nam lepiej zrozumieć, to, co Paweł przeżył w Koryncie.
Niestety autor lekcji nie przeznaczył wiele czasu na zgłębianie rozwiązań problemów związanych z istnieniem stronnictw we wspólnocie pierwszych chrześcijan w Koryncie i uwypuklił jedynie rzeczywistość konfliktów, które istniały w Kościele. Biorąc pod uwagę status społeczno-ekonomiczny wielu mieszkańców Koryntu, być może można postawić tezę, że bogactwo i wpływy przyczyniły się do powstania tych podziałów. Osoby, które zajmują uprzywilejowane stanowiska mogą czasami rozwijać poczucie pewności siebie lub wyższości, co utrudnia jedność. Jest to ważny temat, ponieważ podziały i stronnictwa nie omijają również współczesnego Kościoła. Widzimy podziały polityczne, płciowe, społeczno-ekonomiczne i rasowe. Dlatego przesłanie dotyczące jedności w obliczu podziałów i polaryzacji jest dziś równie potrzebne, jak w czasach pierwszego Kościła.
Problem w kościele korynckim nie polegał jedynie na tym, że Koryntianie byli kłótliwi czy rywalizowali ze sobą. Taki wniosek wydaje się być zbyt uproszczony. Prawdziwy problem polegał na tym, że identyfikowali się ze swoimi przywódcami: „Ja jestem zwolennikiem Pawła”, „Ja naśladuję Apollosa”, „Ja wolę Kefasa”, „A ja naśladuję Chrystusa”. Reakcja Pawła była przenikliwa: „Czy Chrystus jest podzielony?”.
W naszym współczesnym kontekście brzmi to jak stwierdzenie: „Jestem konserwatystą”, „Jestem zwolennikiem liberalnego myślenia”, „W moim kościele nie ma perkusji”, „Słucham tylko współczesnej muzyki religijnej” lub „Jestem zwolennikiem tego pastora, a nie tamtego”. Możemy dzisiaj zaobserwować tendencję do wyrażania przekonania, że jeden przywódca, jedno wyznanie, jedna tradycja teologiczna lub jeden sposób artykułowania wary zawiera większą prawdę i jest najlepszy.
Również w naszym Kościele możemy dostrzec kilka bardzo realnych podziałów. Na przykład posiadamy w naszych kręgach stronnictwa, które różnią się w takich sprawach jak styl nabożeństw, dieta i poglądy na temat ordynacji kobiet, scenariusze eschatologiczne, żeby wymienić tylko kilka. Zastanawiam się, czy największym zagrożeniem dla Kościoła nie jest to, że jesteśmy tak przekonani, że nasza szczególna teologiczna perspektywa jest jedyną prawdą, że przestajemy słuchać siebie nawzajem i ślubujemy wierność własnej interpretacji naszej perspektywy, a nie Chrystusowi. Jednolitość nigdy nie była celem ewangelii; jedność jest. Jedność nie wymaga od nas zacierania różnic, ale uczenia się, jak kochać się nawzajem w jednym Kościele.
Pytanie Pawła: „Czy Chrystus jest podzielony?” sięga sedna czegoś znacznie głębszego niż ziemska kultura czy zwykłe nieporozumienie. Prawdziwe wyzwanie jest następujące: Jak możemy twierdzić, że naśladujemy Chrystusa, i jednocześnie
2
2
dzielić się na frakcje? Czy jest możliwe, że problem w gminie korynckiej nie polegał na przynależności ludzi do różnych grup, ale na tym, że zaczęli oni czerpać swoją tożsamość z tych grup. Pytanie Pawła: „Czy Chrystus jest podzielony?” wydaje się równie aktualne dzisiaj, ponieważ nadal mamy tendencję do definiowania siebie przez pryzmat poglądów politycznych, rasy, wyznania, obozu teologicznego, klasy społecznej lub ulubionego przywódcy, zanim zdefiniujemy się przez pryzmat Chrystusa.
Zastanawiam się, czy stronnictwa nie są przejawem głębokiego pragnienia przynależności. W naturalny sposób szukamy ludzi, którzy myślą podobnie jak my, organizują nabożeństwa podobnie jak my, głosują podobnie jak my lub mają podobne doświadczenia. Nie ma w tym nic złego, z wyjątkiem sytuacji, gdy zaczynamy wykluczać innych lub przekształcać Chrystusa na swój obraz, zgodny z naszym potencjalnie zdeformowany światopoglądem. Wyzwanie pojawia się, gdy przynależność do grupy staje się ważniejsza niż przynależność do Chrystusa. Być może Paweł zachęcał nas do nieustannego zastanawiania się, czy nasza tożsamość jest głębiej zakorzeniona w naszych różnych stronnictwach niż w Tym, który wzywa nas wszystkich abyśmy usiedli do jednego stołu. Tworzenie stronnictw skupionych wokół przywódców ostatecznie odsuwa naszą lojalność od Chrystusa. Kościół nigdy nie miał skupiać się na osobistościach, preferencjach czy frakcjach, ale na Tym, który został za nas ukrzyżowany. Posługując się obrazem ciała, Paweł przypomina wierzącym, że tak jak każda część ciała ma swoją unikalną funkcję, tak Kościół umacnia się dzięki swojej różnorodności.
Apostoł wzywał Koryntian, aby byli „zespoleni jednością myśli i jednością zdania” (1:10). Grecki czasownik przetłumaczony jako ‘zespoleni’ to katarizō. Nie oznacza on jednie zgody lub braku konfliktu, ale oznacza przywrócenie, naprawienie, lub doprowadzenie czegoś do właściwego stanu. To słowo zawiera o wiele bogatszy obraz pojednania. Kiedy relacje ulegają rozpadowi, niektórzy reagują, zakładając, że jedność osiąga się udając, że nic się nie stało, lub prosząc wszystkich, aby po prostu „poszli dalej”. Jednak ten werset pokazuje, że prawdziwa jedność wymaga aktywnej odbudowy.
Zamiast domagać się konformizmu, Paweł wzywa Kościół do odbudowy zerwanych relacji i przywrócenia im pełni, jaką zamierzył Bóg. Kazu Haga w książce Healing Resistance A Radically Different Response to Harm, zauważył, że prawdziwy pokój polega na uzdrawianiu relacji i usuwaniu pierwotnych przyczyn szkód, a nie jedynie na zakończeniu konfliktu. Kiedy krzywda zostanie wyrządzona, celem jest przywrócenie zaufania, godności oraz relacji. Może to oznaczać słuchanie, przyznanie się do krzywdy, zadośćuczynienie, demontaż zepsutych systemów, które nadal szkodzą, i tworzenie nowych sposobów wspólnego życia. Użycie przez Pawła słowa katartizō zdaje się wskazywać na ten sam kierunek. Zamiast prosić Koryntian o ignorowanie lub przezwyciężanie podziałów, Paweł wzywa ich do wytężonej pracy nad naprawą tego, co zostało zerwane. Wzywa do aktywnej odnowy. „Pokój” to nie tylko przerwanie konfliktu. Niestety czasami tylko tak go pojmujemy podczas gdy katartizō sugeruje coś znacznie głębszego: naprawione relacje, uzdrowione społeczności i ludzi gotowych podjąć się trudnego dzieła uzdrowienia, zamiast po prostu unikać dyskomfortu.
Paweł wyjaśnia, że źle pojęta lojalność wobec przywódców prowadzi do rywalizacji w kościele. Koryntianie zachowywali się jak duchowe niemowlęta, ponieważ
3
2
definiowali siebie przez identyfikację z przywódcami – „Ja idę za Pawłem” lub „Ja idę za Apollosem” – zamiast odnaleźć swoją tożsamość w Jezusie. Paweł przeciwstawia tę niedojrzałość prawdziwej duchowej dojrzałości, która wynika z przyjęcia Bożej, a nie ludzkiej mądrości. Boża mądrość objawia się najwyraźniej w krzyżu Chrystusa. Dojrzali chrześcijanie uznają, że wszyscy przywódcy są po prostu współpracownikami w służbie dla Boga, podczas gdy sam kościół należy do Chrystusa. Identyfikacja z duchowymi autorytetami może czasami prowadzić do rozczarowania. W życiu osoby wierzącej rozczarowanie ludźmi może pogłębić cynizm lub pogłębić zależność od Boga. Kiedy ktoś, kogo podziwialiśmy, zawiódł, naszą pierwszą reakcją często jest kwestionowanie nie tylko tej osoby, ale wszystkiego, co reprezentowała. Niestety rozczarowanie jest niemal nieuniknione, gdy stawiamy drugiego człowieka na piedestale. Nikt z nas nie został stworzony, by dźwigać ciężar bycia czyimś zbawcą. Wszyscy jesteśmy skończeni, ułomni i sami potrzebujemy łaski.
Tendencja do stawiania liderów na piedestale i budowania wokół nich naszej tożsamości wyraża się nie tylko podziwem, ale także rozczarowaniem. Kiedy stawiamy lidera na piedestale, podążając za nim zamiast za Chrystusem, zaczynamy umiejscawiać naszą tożsamość w relacji z tym liderem, a nie w tym, kim według Chrystusa jesteśmy. Dopóki lider zachowuje się w sposób, który jest dla nas komfortowy, podążamy za nim z entuzjazmem, ale kiedy nas rozczarowuje, czujemy się zmuszeni do odejścia. Kiedy zakorzeniamy naszą tożsamość w ludzkim liderze, jego porażka może sprawić, że poczujemy się duchowo bezdomni, jakbyśmy stracili swoje miejsce w sercu Chrystusa. Problem Koryntian nie polegał na tym, że bardziej cenili Pawła, Apollosa lub Kefasa, ale na tym, że ich tożsamość była uzależniona od tych przywódców, a nie od Tego, na którego owi przywódcy wskazywali. Być może rozczarowanie, choć bolesne, może stać się zachętą do zastanowienia się, gdzie pokładamy naszą ufność. Niestety wiele naszych problemów w kościele wynika z wadliwego zrozumienia tożsamości i sprowadza się to do tego, gdzie umiejscawiamy naszą tożsamość, gdzie odnajdujemy swoją wartość oraz do naszego instynktownego pragnienia ochrony tego, co wydaje się nam, że jest bezpieczne i znajome.
Warto zwrócić również uwagę, że napomnienie jakie skierował Paweł do Koryntian nie dotyczy tylko zwolenników danych przywódców ale także samych przywódców. Skoro katartizō oznacza naprawiać, lub przywracać coś do właściwego stanu, to może przywództwo nie polega tylko na nauczaniu, kreowaniu wizji czy gromadzeniu zwolenników. Przywództwo polega również na tworzeniu wspólnoty, w której ludzie mogą szczerze i otwarcie dyskutować, naprawiać to, co zostało zepsute, i wspólnie się rozwijać. Miarą przywództwa nie jest liczba osób, które za nami podążają, ale to, czy ludzie wokół nas rozwijają się, rozkwitają i stają się zdrowsi dzięki naszemu wpływowi. Taka była wizja Pawła na temat Kościoła jako wspólnoty, w której nie ma hierarchii, a ludzie nieustannie wspólnie odnawiają się w Chrystusie.
Autor lekcji zwracał uwagę na znaczenie służby na wzór Chrystusa. Jego głównym argumentem było to, że naśladowanie Chrystusa oznacza stawianie innych ponad sobą i przyjęcie postawy poświęcenia. Powstawanie stronnictw było dowodem duchowej niedojrzałości i tego, że Kościół w Koryncie przyjął świeckie standardy. Wniosek: służba na wzór Chrystusa wymaga śmierci dla siebie i porzucenia egoistycznych ambicji. Niestety taka retorka, często może być bardzo szkodliwa.
4
2
Teza, że stronnictwa powstają wskutek duchowej niedojrzałości nie jest do końca prawdziwa. Dojrzałość duchowa z pewnością może pomóc nam dostrzec równość i godność wszystkich ludzi. Jednak sprowadzanie powstania stronnictwa do duchowej niedojrzałości nadmiernie upraszcza coś znacznie bardziej złożonego. Jako ludzie posiadamy wrodzoną potrzebę przynależności. Kościoły często nie zapewniają głębokiego poczucia przynależności, podczas gdy mniejsze społeczności w obrębie kościoła często to robią. Mówię to na podstawie pracy w środowiskach etnicznych Polaków, Latynosów czy ludności o ciemnej karnacji skóry. Środowisko etniczne często daje natychmiastowe poczucie zrozumienia. Niekoniecznie chodzi o tworzenie stronnictwa. To głębszy poziom więzi, zbudowany na podstawie wspólnych doświadczeń. Definiowanie stronnictwa jako środowiska powstającego wskutek duchowego deficytu powoduje, że automatycznie rezygnujemy z głębszego wnikania. Pragnienie posiadania mocnych więzi jest wplecione w tkankę naszego człowieczeństwa. Oczywiście, to pragnienie może stać się niezdrowe lub wykluczające, ale określanie go jako duchowej niedojrzałości uniemożliwia nam głębsze zrozumienie ludzi.
Drugi problem dotyczy nacisku jaki został położony na postawę poświęcenia. Chociaż poświęcenie z pewnością ma swoje ważne miejsce w życiu chrześcijańskim, to jednak w historii było wielokrotnie wykorzystywane jako oręż. Zbyt często „robienie czegoś dla Jezusa” staje się powodem, dla którego ludzie ignorują własne ograniczenia fizyczne, emocjonalne lub duchowe. Pracujemy dłużej, tolerujemy niezdrowe środowisko, milczymy na temat szkodliwych sytuacji lub dźwigamy ciężary, które nigdy nie były nasze – wszystko w imię Boga. Jak często wzywamy imienia Boga, aby usprawiedliwić rzeczy, które w rzeczywistości zasmucają Jego serce? Przykazanie, by nie używać imienia Pana nadaremno, nie dotyczy tylko bluźnierstw. Dotyczy ono również sposobów, kiedy przywiązujemy autorytet Boga do oczekiwań, których nigdy od nas nie żądał. Zaproszenie do służenia Bogu może stać się subtelną formą presji, a nawet prowadzić do pracoholizmu, rozbicia relacji rodzinnych, komplikacji zdrowotnych, a nawet śmierci. Wszystko w imię Jezusa. Retoryka poświęcenia była wykorzystywana do przekonywania uciskanych społeczności do cichego znoszenia niesprawiedliwości dla tak zwanego większego dobra. Uczyła kobiety pozostawania w domach, w których dochodzi do przemocy, ponieważ cierpienie jest rzekomo cnotliwe. Zachęcała ofiary do milczenia, podczas gdy ich oprawcy nadal głoszą z ambony, ponieważ otwarcie się na ten temat mogłoby zdestabilizować Kościół.
Jest coś niezaprzeczalnie pięknego w służeniu innym, współpracowaniu z innymi oraz stawianiu ich potrzeb na równi z naszymi własnymi. Jednak poświęcenie, tak jak jest często przedstawiane, implikuje, że dla przetrwania instytucji należy się spodziewać osobistej straty. Historycznie rzecz biorąc, jak na ironię osoby domagające się poświęcenia rzadko je składały. Osoby sprawujące władzę często korzystały z poświęceń osób im podległych. Nie twierdzę, że poświęcenie nigdy nie jest konieczne, ale używanie takiego języka wymaga szczególnej ostrożności i uwagi, ponieważ bardzo łatwo jest wykorzystać taką retorykę jako broń. Równocześnie trzeba podkreślić, że każda szczera rozmowa o służbie na wzór Chrystusa musi uwzględniać ten fakt.
Zdrowe organizacje tworzą środowiska, w których ludzie czują się bezpiecznie, zadając trudne pytania, przyznając się do błędów i zgłaszając wątpliwości bez
5
2
obawy przed odwetem lub zażenowaniem. Kościół powinien być jednym z najbezpieczniejszych miejsc na świecie, w których można prowadzić tego rodzaju szczere rozmowy. Przywódcy nie muszą zakładać, że każde trudne pytanie jest atakiem lub próbą podważenia ich autorytetu. Niektóre z najważniejszych pytań pochodzą od ludzi, którym głęboko leży na sercu dobro Kościoła i którzy pragną, aby stał się on zdrowszy.
Przywódcy muszą zastanawiać się, czy ich reakcje polegają na tworzeniu przestrzeni do odbudowy, czy też służą ochronie swoich pozycji, tytułu, czy też zachowaniu norm instytucjonalnych. Gdy obecna jest prawda i pokora, odpowiedzialność staje się mniej związana z wygrywaniem, a bardziej z uczestnictwem w trwającym dziele Boga, jakim jest budowanie Ciała Chrystusa. Niestety, na wielu stanowiskach kierowniczych ludzie wciąż wybierają milczenie lub bezczynność zamiast rozwiązywania trudnych problemów lub zmiany systemów, które należy zburzyć. Czy może to być jeden z powodów, dla których niektórzy ludzie ostatecznie odchodzą z Kościoła, ponieważ stracili nadzieję, że odpowiedzialność, uzdrowienie i zdrowa zmiana są w nim rzeczywiście możliwe.
Lekcja na czwartek miała na celu wprowadzenie pewnej korekty kursu, podkreślając, że chociaż nie powinniśmy tworzyć stronnictw wokół przywódców, nadal powinniśmy wspierać i doceniać tych, którzy przewodzą Kościołowi. Jest to bardzo delikatny temat. Moim zdaniem docenianie nie jest czymś, do czego ktokolwiek ma prawo in blanco, podobnie jak szacunek - z wyjątkiem struktur militarnych i paramilitarnych.
Autor lekcji dowodzi, że przywódcy Kościoła, których życie odzwierciedla uległość reprezentowaną przez krzyż, zasługują na to, by ich słuchano i naśladowano. Takie sformułowanie jest niepokojące, ponieważ jest zbudowane na tym samym schemacie, według którego osobiste poświęcenie szeregowego żołnierza oraz wspieranie przywódców jest obowiązkiem a nie czymś co w naturalny sposób rozwija się wskutek autentycznego zaufania.
Autor w długim wywodzie ostrzega przed stawianiem przywódców na piedestale, a następnie przechodzi do przypomnienia czytelnikom, że przywódcy zasługują na wsparcie. Można odnieść wrażenie, jak gdyby krył się za tym jakiś ukryty cel. Kiedy ludzie są mobilizowani do automatycznego szanowania osób sprawujących władzę, istniejące struktury władzy są w ten sposób chronione, pozwalając niektórym przywódcom realizować własne cele, jednocześnie twierdząc, że działają w imieniu Chrystusa. Na szacunek trzeba zapracować tak samo, jak na zaufanie. Tytuł pastora nigdy nie powinien automatycznie przyznawać komuś niekwestionowanej wiarygodności. Historia uczy nas, aby być ostrożnym w stosunku do przywódców, ponieważ przywódcy często zdradzali ludzi, którym pierwotnie mili służyć.
Moim zdaniem to właśnie przywódcy powinni ponosić najwyższą odpowiedzialność. Powinni udowodnić przez konsekwentne działanie, że są bezpieczni, uczciwi i zasługują na szacunek, zanim zostaną obdarzeni zaufaniem społecznym. Co ważniejsze, zaufania nigdy nie należy postrzegać jako czegoś, co raz zdobyte obowiązuje na zawsze. Dopóki ktoś pozostaje na stanowisku kierowniczym, powinien stale potwierdzać swoją wiarygodność poprzez sposób, w jaki przewodzi i troszczy się o swoją społeczność. Jestem również głęboko przekonany, że przywódca, który służył wiernie przez wiele lat, ale ostatecznie dopuścił się nadużycia, powinien być oceniany na podstawie tego czynu, a nie chroniony przez
6
2
swoje poprzednie osiągnięcia. Historia dobrego przywództwa nigdy nie powinna stać się obroną przed obecnymi nadużyciami. Wiarygodność nie jest stanem trwałym, nabytym dzięki wieloletniej służbie. To coś, co przywódcy muszą nieustannie okazywać.
Lekcja kończy się cytatem Ellen White, „Ten proces ma na celu oczyszczenie Kościoła z wszelkiej nieprawości oraz ducha niezgody i sporów, aby wyznawcy mogli budować, zamiast burzyć, i skupiać swoje siły na wielkim dziele, jakie mają przed sobą.” Zastanawiam się, co tak naprawdę w tym kontekście znaczy słowo „budować”? Budowanie obejmuje trudne rozmowy, a może także cierpliwą pracę nad demontażem systemów, które są szkodliwe i muszą zostać zburzone, aby mogło powstać coś zdrowego. Jedności nie da się zachować, uciszając trudne pytania ani oczekując bezwarunkowej lojalności wobec przywódców. Nie wzmacnia jej też krytyka, której jedynym celem jest dokonanie podziału lub udowodnienie komuś, że się myli. Jedność, o którą modlił się Chrystus, ma swoje korzenie w prawdzie, pokorze, miłości i wspólnej gotowości do nieustannego, wspólnego doskonalenia. Być może to jest zaproszenie dla nas wszystkich. Niezależnie od tego, czy jesteśmy liderami, czy zwykłymi członkami, czy zadajemy trudne pytania, czy je otrzymujemy, każda interakcja staje się okazją do zadania pytań: Czy to co robię pomaga przywrócić zaufanie, godność i relacje? Czy to co robię buduje ciało Chrystusa, czy po prostu chroni moją pozycję, moją pewność siebie, czy chroni systemy, które szkodzą innym, ale przynoszą korzyść dla mnie? Czy to co robię chroni moją własną potrzebę bycia w porządku? Myślę, że te pytania warto ze sobą nosić na długo po zakończeniu tej lekcji.
DO PRZEMYŚLENIA
W tym tygodniu zajmowaliśmy się 1 Kor 1-4, gdzie apostoł Paweł porusza problem kłótni w kościele i sposobami ich rozwiązywania.
1 Kor 1:12-17. W jaki sposób Paweł opisuje absurdalność podziałów w lokalnym kościele? Jak powstają stronnictwa?
1 Kor 1:10. Ten werset wydaje się wyrażać główny temat pierwszego listu do Koryntian. Czy jest jakaś granica która określa jak daleko można się posunąć w określaniu jedności umysłu i osądu? Czy można przekroczyć tę granicę?
1 Kor 3:3. Jakie dwa słowa wyrażają podstawowe przyczyny podziałów w Kościele?
1 Kor 1:2-10. Jaka była recepta Pawła na rozwiązanie podziałów Koryncie? Jakie znaczenie miało wielokrotne powtarzanie przez Apostoła wyrażenia „Pan Jezus Chrystus”? W jaki sposób Jezus określał istotę prawdziwego chrześcijańskiego przywództwa (Mt 20:25-28)? W jaki sposób wpisuje się ta zasada w listy Pawła do Koryntian (2 Kor 3:18)?
1 Koryntian 3:1-4. Co, według Pawła, jest prawdziwym źródłem podziałów w kościele w Koryncie? Czy kiedykolwiek byłeś rozczarowany kimś, kogo bardzo podziwiałeś?
Dlaczego jedność w Chrystusie jest silnym argumentem który przemawia na rzecz prawdy? Dlaczego brak jedności stanowi poważną przeszkodę w misji Kościoła?
Na czym polega różnica pomiędzy stronnictwem i małą grupą? W jaki sposób mała
7
2
grupa może uniknąć przekształcenia się w stronnictwo?
1 Koryntian 4:16. Paweł zachęca Kościół w Koryncie do naśladowania go. Jak można naśladować ludzkiego przywódcę, nie stawiając go na piedestale?
Przygotował Jan Pollok
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz