czwartek, 5 stycznia 2012

WALKA BOGA Z GRZECHEM


Starcie Boga z grzechem! Na szali los zagubionej ludzkości! Scena — planeta Ziemia.
I dwie góry.
Synaj — skalista, majestatyczna, wznosząca się ponad rozległą równiną. Omiatane wiatrem
granie, po których niegdyś stąpał Mojżesz i nad którymi swą obecność objawił Bóg.
Golgota — wzgórze, którego nazwa przejdzie do wieczności. Jeszcze jedno spotkanie Boga z człowiekiem. Wzgórze, po którym stąpał Stwórca
i nad którym zawisł na grubo ciosanym krzyżu między niebem a ziemią. Golgota — Boża odpowiedź na problem grzechu! Boża odpowiedź na los ludzkości!
Zapraszam cię, byś szczerze przestudiował to, co wydarzyło się na Synaju i Golgocie. Będziesz zaskoczony tym, co odkryjesz. Jakkolwiek starodawnie i odlegle brzmią nazwy tych dwóch gór, to jednak możliwe, że zawarty jest w nich klucz do najgłębszych i najbardziej złożonych problemów ludzkości.
Pomimo materialnego postępu i wszystkich naukowych odkryć, podpory, które niegdyś wspierały nasze dusze, zostały usunięte. Chełpiąc się rozwiązaniami licznych cząstkowych problemów, nie rozwiązaliśmy podstawowych problemów ludzkości — problemu grzechu, problemu bólu, problemu przemocy, problemu śmierci. I nie rozwiążemy ich, póki w pokorze nie zwrócimy się do Bożej Księgi. Żadnego z tych problemów nie będziemy nawet potrafili wyjaśnić, póki nie zwrócimy się do Księgi i nie zbadamy tego, co wydarzyło się na Synaju i Golgocie. Gdy zrozumiemy, co stało się na tych dwóch górach, wówczas będziemy wiedzieli, jak Bóg zaplanował los ludzkości.
Los. Każdego dnia dochodzi do nieszczęśliwych wypadków. Życie ludzi gaśnie jak płomyki świec. Taki los, mówimy. Każda śmierć ma swą przyczynę, ale ostatecznym wyjaśnieniem jest los. Możemy tylko wskazać bezpośrednią przyczynę, wypłacić odszkodowanie i wyrazić żal.
Ale Bóg nie jest nieprzygotowany ani nieświadomy. Gdy grzech jak intruz wtargnął na świat, Bóg nie był nieprzygotowany na konfrontację. Poczynił pewne kroki. Synaj i Golgota to dwa wzajemnie powiązane ze sobą dokonania w Bożym planie zbawienia człowieka. Aby zrozumieć jedno, musimy rozumieć także drugie.

Łaska z góry Synaj

Zatem udajmy się na Synaj. Niedawno wspiąłem się na szczyt skalistej góry, na której Mojżesz spotkał się z Bogiem. Stojąc na omiatanym wiatrem skalistym szczycie, rozejrzałem się po równinie, jak Mojżesz przed trzydziestoma pięcioma wiekami. Przede mną rozciągała się scena, gdzie dzień po dniu rozgrywał się w miniaturze Boży dramat planu zbawienia. Właśnie na tej równinie po raz pierwszy wzniesiono Namiot Przybytku, który Izraelici skonstruowali na polecenie Boga i zgodnie z instrukcjami otrzymanymi od Niego. Znajdował się tam ołtarz, na którym spalano na ofiarę baranka.
Dlaczego baranka? Dlaczego ofiarę? Po co ta makabryczna, niemiła praktyka w świątyni, gdzie oddawano cześć Bogu? To właśnie tam dwa razy dziennie kapłan przyprowadzał baranka, wyznawał grzechy ludu i odbierał życie zwierzęciu. W jakim celu? Po co ten okrutny przelew krwi? Czy Bóg popełnił błąd na Synaju — błąd, który musiał naprawić na Golgocie? Nie. Nie było żadnego błędu. Nie było też nic nowego czy dziwnego.
Sięgnijmy do Księgi Rodzaju — Bożego sprawozdania genezy świata i ludzkości. Księga Rodzaju, dotąd odrzucana przez niektórych z uśmieszkiem politowania, dzisiaj znajduje potwierdzenie nie tylko dzięki odkryciom archeologicznym, ale także fizyce atomowej. Rozszczepienie atomu jest niejako odwróceniem stworzenia. Możemy więc zwrócić się do Księgi Rodzaju z większą ufnością niż kiedykolwiek wcześniej.
W chwalebnych początkach swej egzystencji Adam i Ewa przechadzali się ze Stwórcą i rozmawiali z Nim twarzą w twarz — póki nie zgrzeszyli. Wtedy wydarzyła się tragedia, którą ściągnęli na siebie przez własną błędną decyzję. Gdy tylko popełnili ten fatalny błąd, gdy podjęli niemądrą decyzję, gdy zaczęli rozumieć, że „zapłatą za grzech jest śmierć”1, Bóg dokonał symbolicznego aktu, który polegał na odebraniu życia niewinnemu zwierzęciu i sporządzeniu z jego skóry odzienia dla Adama i Ewy. Wtedy zaczęli rozumieć.
Wyobrażam sobie, jak Bóg mówił Adamowi i Ewie o życiu i śmierci. Mówił im, że teraz ciąży na nich wyrok śmierci, ale pewnego dnia Syn Boży zajmie ich miejsce. Pouczył ich, by na znak wiary składali w ofierze niewinnego baranka. Miało im to przypominać, że niewinny Syn Boży musi umrzeć, by spełnić wymóg prawa, które oni, Adam i Ewa, złamali.
Grzech i śmierć zaczęły się stawać rzeczywistością dla Adama i Ewy. Stały się jeszcze bardziej rzeczywiste w dniu, w którym ich ukochany syn zginął z rąk brata. Wyobraź sobie, jak musieli przeżyć śmierć swego dziecka!
Adam i Ewa nie mieli złudzeń. Grzech nie był dla nich tylko ludzką słabością czy niedostatkiem osobowości, albo błędnym osądem. To my, „nowocześni” ludzie, używamy takich wymijających określeń. Adam i Ewa odkryli, że grzech jest tym, czym nazwał go apostoł Jan — przestępstwem prawa Bożego2. Taka jest Boża definicja. Bóg nie omieszkał wyrazić tego dobitnie na Synaju!
Mojżesz wspiął się na zbocza dymiącej góry, by spędzić czterdzieści dni w obecności Boga. Tam Bóg powierzył mu zapisane na kamieniu dziesięć zasad prawości — Boży standard dla ludzkości. Paweł napisał, że te przykazania są „święte i sprawiedliwe, i dobre”3. Jakub nazwał je „prawem wolności”4. Jezus mówił o nich „przykazania moje”5.
Proszę, nie zrozum mnie źle! Nie zrozum źle Biblii! Nie zrozum źle ewangelii! Nie zrozum źle Synaju! Bóg na Synaju uczynił więcej niż objawienie Jego prawa. Prawo Boże, jakkolwiek święte, sprawiedliwe i dobre, nie zbawia nas, bo nie może. Tylko Chrystus może nas zbawić i zbawił nas, oddając życie na Golgocie.
Ale zanim złożona została ofiara Chrystusa na Golgocie, miłujący Bóg nie mógł podać swego prawa, nie wskazując jednocześnie przebaczenia. Stąd symboliczna ofiara z baranka. Za każdym razem, gdy skruszony grzesznik odbierał życie niewinnemu barankowi, wyraźnie wskazywał, iż wierzy w zapowiedź Golgoty. A zaczęło się to na nowo u stóp Synaju!
Czy rozumiesz, jak prawo i ewangelia idą ze sobą w parze? Na Synaju ogłoszone zostało prawo, ale pod Synajem zapowiedziane zostało także ofiarowanie Chrystusa!
Prawo Boże nie może zbawić człowieka. Może jedynie ujawnić jego stan. Prawo, jakkolwiek dobre, jest jedynie jak lustro. Tak nazywa je Jakub6. Przykazania prawa Bożego ukazują źródło naszego problemu — nieczystość serca, ułomność naszych motywów, ale nie mogą nas oczyścić. Prawo nie może zmienić serca, jak lustro nie może zmienić twarzy. Nie można się obmyć przy pomocy lustra. Aby się umyć, potrzebuję mydła i wody. A gdy się umyję, lustro może mi pokazać, że jestem czysty. To samo lustro, które mnie potępiało, teraz świadczy, że zostałem usprawiedliwiony. Co sprawia zmianę? Tak, mydło i woda. To proste, prawda? Zatem prawo jest lustrem. Jest też wychowawcą, który prowadzi mnie, bezradnego, do Chrystusa — nie tylko po oczyszczenie, ale także po moc i łaskę, których potrzebuję, by je zachować.
Na Synaju wszystko to zostało ukazane. Bóg nie objawił swojego prawa, domagając się posłuszeństwa, bez
wskazania drogi do tego posłuszeństwa. Golgota została ukazana w miniaturowym dramacie na pustyni. Ofiary, których składanie zostało tam wznowione, były jedynie cieniem prawdziwego objawienia, które miało nastąpić — były jedynie sygnałem przesłania Golgoty danym ludziom, którzy żyli w czasach przed Chrystusem.

Krwawa rozgrywka
z Golgoty

Zatem sięgnijmy ponad wiekami do drugiej góry — wzgórza pod Jerozolimą. Było ona nazywane Golgotą, co oznacza „miejsce czaszki”.
W Jerozolimie panowało poruszenie. Na dziedzińcu twierdzy Antonia rozgrywała się szczególna scena. Rzymscy żołnierze wyryli na kamieniach Lithostrotos — niedawno odkrytego przez archeologów — ryciny przedstawiające ich ulubione dyscypliny sportowe. Stałem z nabożną czcią na tych kamieniach, czując się niegodny tego przywileju. Stałem bowiem na tej samej posadzce, na której stał Chrystus, pod sklepieniem, od którego echem odbiły się słowa Piłata: „Oto człowiek!”7. Starałem się wczuć w tamte wydarzenia. Byłem tam, gdzie Syn Boga żywego został potraktowany jak kryminalista. Nie śmiem nazwać tego procesem. Była to największa sądowa zbrodnia i farsa w historii. Była to największa zbrodnia, jakiej kiedykolwiek dopuściła się ludzkość.
Jednak ostatnia noc przed ukrzyżowaniem była dla Chrystusa najtrudniejsza w życiu nie z powodu fizycznego cierpienia i szyderstw małych ludzi. Miażdżący ciężar grzechów ludzkości — twoich i moich — spoczął na Jego barkach. W ogrodzie oliwnym modlił się, leżąc na chłodnej, zroszonej ziemi: „Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie; wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty”8. Nadszedł straszliwy moment! Całe niebo ze zdumieniem patrzyło, jak siły Lucyfera, upadli aniołowie, otoczyli ciasnym kręgiem Jezusa. Gdyby tylko zgrzeszył w tym momencie! Gdyby tylko ugiął się pod ciężarem! Los ludzkości zawisnął na szali w tamtej chwili. „Zapłatą za grzech jest śmierć”9. Bóg ustanowił to prawo. Ale czy cała ludzkość będzie musiała zginąć na wieki?
Nie! Syn Boży wyszedł z Getsemane i pozwolił, by źli ludzie przybili Go do krzyża! Zanurzył pióro we własnej krwi i napisał na rejestrze naszych grzechów: przebaczono!
Golgota świadczy o przebaczeniu, którego w swym ograniczonym duchowym pojmowaniu nie mógł pojąć Bernard Shaw. Powiedział on: „Przebaczenie jest ucieczką tchórzów. Musimy spłacać swoje długi”. Ale Shaw i jemu podobni nie wiedzą, że Bóg nie patrzy na grzech przez palce, gdy przebacza. On sam poniósł konsekwencje grzechu!
Słabość? Nie! Najmocniejszą rzeczą, jakiej kiedykolwiek doświadczyli ludzie, jest spłacenie przez Boga długu zaciągniętego przez przekroczenie prawa. Spłacenie długu, aby słaby człowiek mógł się stać silny! Precz z sentymentalizmem, który chciałby obalić prawo Boże! Filary sprawiedliwości i stabilności społeczeństwa upadłyby, gdyby nie prawo i porządek. Bezmyślność rzekomego chrześcijaństwa, które chciałoby „przybić do krzyża” dziesięcioro przykazań jest, delikatnie mówiąc, szyderstwem ze śmierci Jezusa!
Mocne słowa? Tak. Ale nie zapominaj o tym, że Jezus nie musiałby umrzeć, gdyby prawo Boże można było zmieniać czy unieważniać! Niezmienność prawa Bożego i skuteczność ofiary Chrystusa to dwa bezdyskusyjne fakty. Oto, co mówi Pismo Święte: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”10.
Bez Zbawiciela ludzkość byłaby skazana na zagładę. Musielibyśmy zginąć, gdyż „zapłatą za grzech jest śmierć”11. Zaś „grzech jest przestępstwem” prawa Bożego12. Aby zaspokoić wymogi złamanego prawa, Chrystus umarł za nas. Gdyby to prawo mogło zostać uchylone, gdyby przykazania mogły zostać usunięte, wtedy Golgota byłaby niepotrzebnym, nic nieznaczącym przedstawieniem!

Życie króla
za poddanych

Wyobraź sobie młodego króla i jego piękną żonę, królową. Królewska para spodziewa się swego pierwszego dziecka — przyszłego następcy tronu. Czy możesz sobie wyobrazić radość z narodzin pierworodnego syna? Dzwony w całym królestwie oznajmiają to radosne wydarzenie, a wszyscy poddani świętują. Czy wyobrażasz sobie miłość, uwagę i troskę okazywaną dziedzicowi?
Ale przypuśćmy, że w jednym z więzień w kraju osadzony jest buntownik, zdrajca skazany na śmierć. Przypuśćmy, że nędzne położenie owego więźnia i jego skrucha poruszyły serce króla, tak iż rozważa uwolnienie, ułaskawienie i przebaczenie. Jednak gdy zwraca się do swoich doradców, okazuje się, że prawo kraju zostało złamane. Karą za złamanie prawa jest śmierć. Wymóg prawa może zostać spełniony jedynie przez śmierć zdrajcy albo kogoś równego prawu, kto ofiaruje swoje życie za niego. Jedynie następca tronu może zająć miejsce przestępcy.
Czy król przystanie na to? Czy królewska para zgodzi się, by ich syn zajął miejsce skazanego zdrajcy?
To śmieszne, odpowiesz, przecież to niemożliwe.
Być może to niemożliwe, ale gdyby było możliwe, dowodziłoby dwóch rzeczy. Po pierwsze niezmienności prawa, a po drugie miłości władcy do najbardziej niegodnego z poddanych.
Powiesz, że coś takiego jest niemożliwe. A jednak coś takiego właśnie stało się na Golgocie! Bóg odkrył zdrajców w jednym ze swoich światów. Najwyższe prawo wszechświata mówi, że powinni oni umrzeć. Ale Syn Boży zaoferował, iż stanie się Zbawicielem ludzkości — zajmie nasze miejsce. Bóg objawił swoją nieskończoną miłość. Przystał na ofiarowanie swego jedynego Syna.
Ofiara Chrystusa dowodzi dwóch rzeczy. Po pierwsze, Boże prawo moralne nie może zostać zmienione ani unieważnione. Po drugie, miłość i miłosierdzie niebiańskiego Ojca nie mają granic, skoro nakazały Mu ułożyć taki plan i wykonać go.
To właśnie stało się na Golgocie. Prawo dziesięciorga przykazań ogłoszone na Synaju zostało złamane przez ludzi, a więc konieczna stała się ofiara Golgoty. Nie musisz wybierać między prawem Synaju a łaską Golgoty. Ewangelia łączy w sobie jedno i drugie. Obie te wartości są zawarte w jednym przesłaniu: „Zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”12.
Prawo i miłość spotkały się na Golgocie.      
George Vandeman

[Tekst pochodzi z książki G. Vandemana
pt. Zbuntowana planeta. Śródtytuły pochodzą od redakcji].

1 Rz 6,23. 2 1 J 3,4. 3 Rz 7,12. 4 Jk 2,12 Biblia Tysiąclecia. 5 J 14,15. 6 Zob. Jk 1,23-25.
7
 J 19,5. 8 Mt 26,39. 9 Rz 6,23. 10 J 3,16. 11 Rz 6,23. 12 1 J 3,4. 13 Rz 6,23.

Bezmyślność rzekomego chrześcijaństwa, które chciałoby „przybić do krzyża” dziesięcioro przykazań, jest, delikatnie mówiąc, szyderstwem ze śmierci Jezusa!
Znaki Czasu styczeń 2012r.

AMERYKA W PROROCTWACH APOKALIPSY


Od czasu studiów interesują mnie biblijne proroctwa. Dziś uwagę części chrześcijan przykuwa
w szczególności 13. rozdział Księgi Apokalipsy opisujący dwie potężne bestie, które zawładną światem w czasach końca. Jedna wychodzi z morza, druga z ziemi. Adwentyści od półtora stulecia utożsamiają bestię z ziemi ze Stanami Zjednoczonymi. Interpretację taką uzasadniają cztery cechy bestii z ziemi.

To... bestia

Może to brzmi banalnie (w końcu to tak samo jak powiedzieć, że koń to koń), ale musimy na ten fakt zwrócić uwagę dlatego, że w biblijnych proroctwach bestia symbolizuje państwo — liczącą się na świecie potęgę polityczną. Skąd to wiadomo? Najlepiej dowodzi tego sen zesłany przez Boga prorokowi Danielowi, dotyczący czterech wielkich bestii, które wyszły z morza: lwa, niedźwiedzia, pantery i dziwnej bestii, którą nazwę tu smokiem. Anioł, wykładając Danielowi sen, wyjaśnił, że cztery potężne bestie wyobrażają „cztery królestwa, które powstaną na ziemi”1. Wielu interpretatorów proroctw Księgi Daniela uważa, że owe bestie symbolizują następujące starożytne królestwa: Babilon, Medo-Persję, Grecję i Rzym.
A zatem to, że bestia z ziemi jest bestią, wskazuje, że również ona wyobraża potęgę polityczną. Adwentyści doszli do wniosku, że chodzi tu o Stany Zjednoczone.
Oczywiście można twierdzić, że bestia z ziemi to symbol Imperium Rzymskiego z czasów apostoła Jana albo też symbol jakiejś liczącej się potęgi politycznej istniejącej na przestrzeni dwóch tysięcy lat, które upłynęły od napisania Księgi Apokalipsy. Na jakiej podstawie możemy wnioskować, że wyobraża ona USA? Oto następny dowód.

Ma władzę
nad światem

W 13. rozdziale Księgi Apokalipsy znajdujemy kilka wskazówek mówiących, że bestia z ziemi dysponuje władzą polityczną o wymiarze globalnym. Jak czytamy, „sprawia, że ziemia i jej mieszkańcy oddają pokłon pierwszej Bestii”2. Ma polityczną władzę niezbędną do narzucenia fałszywego kultu nie tylko w jej granicach, ale też „ziemi i jej mieszkańcom” — panuje nad całym globem. Ponadto według Pisma Świętego „zwodzi mieszkańców ziemi (...) mówiąc (...) by wykonali obraz Bestii, która otrzymała cios mieczem, a ożyła”3. A zatem najwyraźniej sprawuje hegemonię nad całym światem. Mówiąc współczesnym językiem, jest globalnym supermocarstwem.
Niemniej jej ogólnoświatowe zwierzchnictwo nadal jeszcze nie dowodzi, że to Stany Zjednoczone, ponieważ za czasów apostoła Jana, autora Księgi Apokalipsy, supermocarstwem był Rzym. Na przestrzeni kilku ostatnich stuleci liczącym się światowym supermocarstwem była zarówno Francja, jak i Anglia. W XX wieku globalnym supermocarstwem był Związek Radziecki. Bestia z ziemi jako światowe supermocarstwo mogłaby symbolizować wszystkie te potęgi: Rzym, Francję, Anglię lub ZSRR. Aby przekonać się, że są nią Stany Zjednoczone, potrzebujemy kolejnych dowodów.

Istnieje
w czasach końca

W 13. rozdziale Księgi Apokalipsy czytamy, że bestia z ziemi zmusi wszystkie grupy społeczne do przyjęcia „znamienia na prawą rękę lub na czoło”, toteż „nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia — imienia Bestii lub liczby jej imienia”4. W 16. rozdziale mamy dodatkową informację o „znamieniu Bestii”, pomagającą nam ustalić tożsamość bestii z ziemi z 13. rozdziału. Rozdział 16. opisuje siedem plag, które ogarną świat tuż przed powtórnym przyjściem Chrystusa — pierwsza spadnie „na ludzi, co mają znamię Bestii, i na tych, co wielbią jej obraz”5.
Ponieważ plagi będą ostatnimi wydarzeniami, jakie nastąpią przed powrotem Chrystusa, i ponieważ pierwsza dotknie jedynie ludzi mających znamię bestii, to oczywiście znamię stanowi zjawisko związane z czasami końca. Stąd też bestia z ziemi, która znamię narzuca, musi być supermocarstwem istniejącym w czasach końca.
Żyjemy obecnie w czasach końca, toteż bestia z ziemi musi symbolizować państwo istniejące w latach bezpośrednio poprzedzających powrót Chrystusa. Wspomniane wyżej państwa inne niż USA nie są już supermocarstwami, dlatego nie pasują do opisu bestii z ziemi, który znajdujemy w Księdze Apokalipsy. Stany Zjednoczone są zaś supermocarstwem czasów końca i tym samym spełniają cechy proroctwa.

Ma charakter
chrześcijański

Słowo baranek pojawia się w Księdze Apokalipsy 31 razy i we wszystkich tych przypadkach prócz jednego baranek symbolizuje Chrystusa. Wyjątek ów znajduje się w 13. rozdziale i 11. wersecie — czytamy, że bestia z ziemi ma „dwa rogi podobne do rogów Baranka”. Nie jest Jezusem Chrystusem i być Nim nie może, ponieważ prześladuje Jego prawdziwych wyznawców6. A jednak ma rogi „podobne” do Barankowych. Przekładając to na język niesymboliczny, możemy powiedzieć, że państwo kryjące się pod symbolem bestii z ziemi uważa się za chrześcijańskie.
Jeśli zestawić razem cztery cechy bestii z ziemi, widać, że jest nią Ameryka:
•  bestia z ziemi jest potęgą polityczną — państwem,
•  dysponuje światową władzą — jest globalnym supermocarstwem,
•  jest supermocarstwem czasów końca,
•  jest państwem chrześcijańskim.
Tylko jedno państwo na świecie na przestrzeni minionych dwóch tysiącleci spełnia wszystkie te cechy — Stany Zjednoczone Ameryki.

Pozostałe wnioski

Skoro bestia z ziemi symbolizuje USA w czasach końca, możemy wyciągnąć dwa kolejne ważne wnioski dotyczące przyszłości tego kraju.
Połączenie Kościoła z państwem. Konstytucja Stanów Zjednoczonych mówi, że religia i państwo muszą być od siebie oddzielone. Choć chrześcijaństwo jest w USA główną religią, nigdy nie było religią oficjalną, ustanowioną na mocy prawa. Lecz skoro USA są bestią z ziemi z 13. rozdziału Księgi Apokalipsy, możemy dojść do wniosku, że amerykański historyczny rozdział Kościoła od państwa kiedyś zniknie, ponieważ, jak czytamy, bestia z ziemi narzuci określoną formę kultu.
Prześladowania. Apokalipsa mówi, że bestia z ziemi narzuci gwałtem fałszywy kult. Kto odmówi przyjęcia znamienia bestii, nie będzie mógł dokonywać jakichkolwiek transakcji, tj. ani kupować, ani sprzedawać. Ba, tym, którzy nie będą chcieli oddawać czci w jedynie słuszny sposób, grozić będzie kara śmierci!7.
W Ameryce były już prześladowania za czasów kolonijnych. Jednak od ponad dwustu lat USA zagorzale bronią praw człowieka do wyznawania i praktykowania dowolnej religii. Ameryka to kraj wolności religijnej. Wielu wydaje się nieprawdopodobne, aby przestały być obrońcą wolności sumienia i wyznania.
Jest to bardzo niebezpieczny pogląd, ponieważ łatwo wiedzie do samozadowolenia opartego na założeniu, że jak było, tak też zawsze będzie. Walter Phillips, amerykański abolicjonista z okresu wojny secesyjnej, powiedział, że „ceną wolności jest nieustanna czujność”. Słusznie. Jeśli nie będziemy czujni, Stany Zjednoczone mogą całkowicie odejść od dotychczasowej zasady wolności religijnej. Co więcej, istnieją dowody, że dzieje się to już teraz. Szczerze martwi mnie głęboka wrogość niektórych amerykańskich chrześcijan do zasady rozdziału Kościoła od państwa, stanowiącego podstawę wolności religijnej. Rozdział Kościoła od państwa polega po prostu na tym, że rząd i religia funkcjonują w odrębnych sferach, uznając nawzajem swoje specyficzne obowiązki. Są oddzielne w tym sensie, że żadne nie powinno nigdy kontrolować drugiego. A jednak historia pokazuje, że granicy tego podziału nie wytyczono precyzyjnie. Trudne kwestie doprowadzają niekiedy do bezpośredniego konfliktu pomiędzy linią postępowania państwa a wartościami Kościoła
i na odwrót. Właśnie w tym punkcie przecięcia się życia publicznego i prywatnego wymiar sprawiedliwości stara się chronić Kościół przed państwem i państwo przed Kościołem, zachowując prawa rządu, jak i wolności sumienia. Wymaga to dużych umiejętności ekwilibrystycznych. Ale ogólnie rzecz biorąc, na przestrzeni całej historii Ameryki aparatowi sądowniczemu raczej udawało się zachowywać tę równowagę. Dlatego właśnie Stany Zjednoczone są nadal krajem wolności religijnej.
Jeśli USA jakimś trafem przestałyby kiedyś być oddane zasadzie rozdziału Kościoła od państwa, nieuchronnie doszłoby do prześladowań ludzi inaczej myślących. Proroctwo z Księgi Apokalipsy o bestii z ziemi wskazuje, że któregoś dnia faktycznie tak się stanie. Powinniśmy jednak bronić tak długo, jak to możliwe, zasady mówiącej, że rząd i religia funkcjonują w odrębnych sferach i żadne nie dyktuje drugiemu, co ma robić.
Nieustanna czujność zawsze będzie ceną wolności.   
Mervin Moore

[Przedruk z miesięcznika „Sings of the Times” 9/2010. Tłum. dla www.adwentysci.waw.pl Paweł Jarosław Kamiński].

1 Dn 7,17 Biblia Wujka. 2 Ap 13,12. 3 Ap 13,14. 4 Ap 13,16-17. 5 Ap 16,2. 6 Zob. Ap 13,15-17.
7
 Zob. Ap 13,17.
Znaki Czasu styczeń2012r.

DOKĄD DOSZŁA AMERYKA ?


Dwa tygodnie po zamachach
 z 11 września 2001 roku napisałem artykuł pt. Dokąd zmierza Ameryka? Został opublikowany
w „Znakach Czasu” 10/2001.
Zapowiedziałem w nim pewne niebez­pieczne zmiany, które w efekcie tych zamachów nastąpią w Stanach Zjednoczonych. Po jedenastu latach część zapowiedzi się sprawdziła. Ostatnie wydarzenia w Stanach dowodzą, że pozostałe też się sprawdzą
Pisałem m.in. o tym, że ten bezprecedensowy zamach zmienił wszelkie dotychczasowe reguły
prowadzenia wojen; że potrzebne będą środki nadzwyczajne; zostaną odsunięte na bok wszelkie zasady, na straży których stali ojcowie Ameryki. Pisałem o ograniczeniu wolności obywatelskich, rozwinięciu systemu inwigilacji, kontrolowaniu wszelkich operacji finansowych, pozbawianiu ludzi wolności, a nawet likwidowaniu ich bez wyroku sądu — każdego, kto jedynie wyda się podejrzany o terroryzm. A to wszystko w imię zachowania bądź odbudowania zachwianego poczucia bezpieczeństwa Amerykanów, którzy się na to zgodzą, by tylko chronić swój materialny dobrobyt. Pisałem o zaakceptowaniu przez ten naród podwójnej moralności, która w poczuciu zagrożenia usprawiedliwi niemoralne posunięcia własnych władz popełniających mniejsze zło, by — jak będą twierdzić — umożliwić większe dobro. Tyle że paradoksalnie taką samą retoryką posługiwali się zamachowcy z 11 września — oni też chcieli większego dobra, dla którego byli gotowi poświęcić życie własne i przy okazji paru tysięcy innych ludzi. Czy mamy ich usprawiedliwić?
Zadałem wtedy pytanie, co będzie za powiedzmy dziesięć lat, gdy już nie będzie na świecie żadnej grupy terrorystycznej o podłożu islamsko-fundamentalistycznym. Czy rozbudowane służby specjalne, w których rękach znajdzie się tak olbrzymia władza, pozbawiona cywilnej kontroli, zechcą ją kiedyś oddać lub ograniczyć? Czy raczej w imię jej dalszego dzierżenia znajdą sobie nowego wroga, innych fundamentalistów do ścigania?
I minęło ponad dziesięć lat. W jednym na pewno się pomyliłem — islamski (i nie tylko) terroryzm nie zniknął. I to chyba byłby koniec pomyłek. Reszta pozostaje aktualna.
W dniu 15 grudnia ub.r. amerykański Kongres przegłosował ustawę o nazwie National Defense Authorization Act, która pozwala amerykańskiemu wojsku m.in. aresztować i bezterminowo przetrzymywać — bez udziału prokuratora, bez procesu czy wyroku sądu — podejrzanych o terroryzm cywili (łącznie z własnymi obywatelami) na całym świecie, z terytorium USA włącznie. Takie zamiary budzą poważne wątpliwości nawet wśród niektórych amerykańskich kongresmenów oraz organizacji broniących praw człowieka. Uważają oni, że to zbyt duża cena za utrzymanie bezpieczeństwa, i przypominają słowa Jamesa Madisona, jednego z ojców amerykańskiej konstytucji i Karty Praw: „Historia dowodzi, że sposoby obrony przed obcym zagrożeniem stają się instrumentem tyranii w domu”.
Przed jedenastu laty pytałem, dlaczego w czasopiśmie takim jak „Znaki Czasu” zwracamy uwagę na sprawy będące domeną raczej publicystyki politycznej. Odpowiedziałem wtedy, że dlatego, iż w 13. rozdziale Księgi Apokalipsy prorokowi Janowi ukazana została wizja zwierzęcia wychodzącego z ziemi, podobnego do baranka, ale mówiącego jak smok. Zwierzę to, nazywane w niektórych przekładach biblijnych bestią, będzie w czasach ostatecznych mocą prześladowczą, wrogą wobec ludu Bożego. Według liczącej około stu pięćdziesięciu lat adwentystycznej interpretacji tego proroctwa (zawartej m.in. w książce Ellen G. White pt. Wielki bój) zwierzę to symbolizuje Stany Zjednoczone Ameryki. Kraj podobny do baranka będącego symbolem Chrystusa. Kraj wolności, równości, gwarantujący prawo do życia i szczęścia każdemu obywatelowi, niezależnie od pochodzenia czy wyznania. Ale też kraj, który w pewnym momencie przemówi jak smok, będący symbolem szatana. Proroctwo przewidziało taki czas, w którym postanowienia władz amerykańskich zada­dzą kłam zasadom wolności i pokoju, jakie wcześniej uznawały za podwalinę swej polityki państwowej, a zastąpią je nietolerancją, prześladowaniami, przymusem, ekonomiczną kontrolą i ograniczaniem wolności.
Pytałem przed laty, czy coś takiego będzie kiedyś możliwe. Dziś twierdzę, że jest nie tylko możliwe, ale że już się dzieje, bo droga ku temu zastała otwarta. 
Andrzej Siciński  
Znaki Czasu styczeń 2012r. 

  

środa, 28 grudnia 2011

NOWY ROK W HISTORII ŚWIATA

NOWY ROK

Najprawdopodobniej od zarania ludzie okreslali czas roznych zdarzen w szczegolnosci zgodnie z powtarzajacym sie rytmem por roku (zaleznym od ruchu Slonca) oraz fazami Ksiezyca. Wyznaczenie poczatku pelnego cyklu - roku bylo jednak kwestia umowna i w roznych kulturach (zwiazanych z nimi kalendarzach) odmiennie rozwiazywana.


Starozytni Egipcjanie rozpoczynali rok w dniu heliakalnego wschodu Syriusza (moment pierwszego pojawienia sie tej gwiazdy o swicie nad horyzontem, tuz przed Sloncem), co "zapowiadalo" coroczny wylew Nilu (w polowie lipca).

W kalendarzu celtyckim (ksiezycowo-slonecznym) rok dzielil sie na dwa polrocza oraz cztery pory roku, a zwiazane z nimi swieta przypadaly mniej wiecej w polowie miedzy dniami rownonocy i przesilen. Co do poczatku roku, to wsrod celtologow nie ma zgodnosci. Wskazuje sie zarowno na swieto Samhain - najczesciej (1 listopada), Imbolg (1 lutego), jak i Beltane (1 maja). Slowianie rok zaczynali najprawdopodobniej wraz z nastaniem wiosny.

W tradycyjnym kalendarzu chinskim (ksiezycowo-slonecznym) poczatek roku wypada zwykle w drugi now ksiezyca po przesileniu zimowym (co pewien czas w trzeci), tj. w styczniu lub lutym. Ten kalendarz przetrwal w obrzedowosci dorocznej do dzis, jako oficjalny do 1912 roku.

W Indiach w uzyciu jest ponad dwadziescia kalendarzy. Sa one zarowno sloneczne, ksiezycowe, jaki ksiezycowo-sloneczne. W tych ostatnich utrwalily sie dwie tradycje; w jednych regionach kraju rok zaczyna sie wraz z poczatkiem pierwszego miesiaca ksiezycowego chaitra (marzec-kwiecien), w innych wraz z poczatkiem osmego miesiaca kartika (pazdziernik-listopad). W 1957 roku Indie wprowadzily oficjalny, zreformowany kalendarz Saka, w ktorym 1 chaitra odpowiada 22 marca w roku zwyklym oraz 21 marca w roku przestepnym.


W kalendarzu zydowskim (ksiezycowo-slonecznym) rok cywilny rozpoczyna swieto Rosz ha-Szana (hebr. poczatek roku) pierwszego tiszri wraz z jesiennym nowiem ksiezycowym (wrzesien-pazdziernik). Natomiast rok religijny pierwszego dnia miesiaca nissan (now okolo rownonocy wiosennej; marzec-kwiecien).

Rok muzulmanski, oparty na kalendarzu ksiezycowym, rozpoczyna sie pierwszego dnia, pierwszego miesiaca muharram ("zakazany", przed islamem obowiazywal w tym czasie zakaz walk plemiennych). Poczatek tak ery, jak roku wyznacza data hidzry, ucieczki proroka Mahometa z Mekki do Medyny w 622 roku. Poniewaz rok liczy tylko 354 (lub 355) dni zaczyna sie coraz wczesniej w stosunku do por roku (ostatnio w grudniu). Cykl rotacji przez wszystkie pory roku trwa okolo 32 lata.

Pierwszy stycznia


1 stycznia jako poczatek roku to tradycja rzymska (od okolo 158 roku p.n.e. - byl to dzien, w ktorym konsulowie obejmowali urzad; wczesniej rok zaczynal sie 1 marca, stad np. December - grudzien, miesiac dziesiaty). Calendae Ianuarii (pierwszy dzien miesiaca Januara) byl obchodzony jako swieto Janusa, jednego z najstarszych bostw italskich, czczonego jako bog wszelkiego poczatku, drzwi i bram domow, miasta i calego panstwa, wyobrazanego z dwiema twarzami zwroconymi w przeciwnych kierunkach.

Reforme dawnego kalendarza rzymskiego przeprowadzil Juliusz Cezar w 46 roku p.n.e., za rada aleksandryjskiego astronoma Sosigenesa. Ten kalendarz (sloneczny), zwany julianskim, zostal przejety przez chrzescijanstwo i obowiazywal do XVI wieku, w niektorych krajach nawet do XX wieku, do dzis uzywa sie go w roku liturgicznym Kosciola prawoslawnego. Zmienialy sie jednak daty poczatku roku - nie mogl sie on zaczynac od swieta poganskiego boga. Dla pierwszych chrzescijan poczatkiem roku byl 6 stycznia (Epifania), pozniej wyznaczaly go rozne swieta koscielne, w szczegolnosci 25 marca - dzien Zwiastowania NMP (np. w Bizancjum i na sredniowiecznej Rusi; w Anglii az do polowy XVIII wieku) oraz, czesciej, Boze Narodzenie (ktorego date, 25 grudnia, ustalono w IV wieku). Przed reforma gregorianska, 1 stycznia jako dzien poczatku roku przyjely m.in. Cesarstwo Niemieckie (w 1510 roku), Szkocja, Szwecja oraz Francja (w 1564 roku).

Reforme kalendarza julianskiego, ze wzgledu na to, iz rok byl w nim nieco za dlugi w stosunku do rzeczywistego roku zwrotnikowego, wprowadzil bulla Inter gravissimas z 24 lutego 1582 roku papiez Grzegorz XIII. Bulla okreslala m.in., ze po 5 pazdziernika 1582 roku nastapi 14 pazdziernika, a poczatkiem roku jest 1 stycznia. W tym dniu w Kosciele obchodzono swieto Obrzezania Panskiego (ustanowione w VI wieku) i uroczystosc Imienia Jezus (od VII wieku). Kraje katolickie przyjely kalendarz gregorianski od razu lub w pierwszych latach po jego wprowadzeniu (w Polsce w 1586 roku, 1 stycznia jako dzien rozpoczynajacy rok cywilny w 1630 roku). Kraje protestanckie i prawoslawne, ze wzgledow doktrynalnych, kalendarz gregorianski przyjely znacznie pozniej, m.in. niemieckie kraje protestanckie, Dania (z Norwegia) - rok 1700, Anglia, Szkocja - 1752, Szwecja - 1753, Bulgaria - 1916, Rosja - 1918 (poczatek roku 1 stycznia od 1700), Rumunia - 1919, Grecja - 1924. Dzis obowiazuje on w wiekszosci krajow swiata.

http://www.google.com/url?sa=t&rct=j&q=%201%20stycznia%20jako%20swieto%20noworoczne&source=web&cd=2&sqi=2&ved=0CCcQFjAB&url=http%3A%2F%2Fetnologia.amu.edu.pl%2Fgo.live.php%2FPL-H466%2F1-stycznia.html&ei=ETGtTuC_NYvn-gbV8LXwDw&usg=AFQjCNF0YUAsvJVxdFKsN3w9GIb3kcXqAA

Wazna Uwaga ! Dni tygodnia mimo reformy pozostaly bez zmian


środa, 21 grudnia 2011

CZY JEZUS URODZIŁ SIĘ 25 GRUDNIA?



 
dr pastor ALFRED J. PALLA
  
 
  Jezus nie urodzil sie 25 grudnia, choc wiekszosc chrzescijan obchodzi ten dzien jako Boze Narodzenie. Przeciwko temu przemawia nieprzypadkowa zbieznosc z najwiekszym poganskim swietem obchodzonym w starozytnosci 25 grudnia. Pora deszczowa i niskie temperatury nie sprzyjaly wypasowi owiec, a Ewangelie podaja, ze w czasie narodzin Jezusa pasterze byli noca z owcami na polu. Ponadto, musielibysmy posadzic pragmatycznych Rzymian o przeprowadzenie spisu ludnosci w deszczowym grudniu, ktory nie sprzyjal podrozowaniu. Typologia i chronologia biblijna wskazuja na inna date narodzin Jezusa, a mianowicie na wczesna jesien, a scislej na przypadajace wtedy Swieto Szalasow.
 
Chrzescijanie w pierwszych wiekach nie obchodzili narodzin Jezusa 25 grudnia. Spekulacje na temat daty narodzin Jezusa zaczely sie w literaturze chrzescijanskiej na poczatku III wieku. Nie ma dowodu, aby przed IV wiekiem ktorys z Ojcow Kosciola sugerowal swiecenie 25 grudnia.[1] Pierwsza wzmianka o swieceniu 25 grudnia pochodzi z 336 roku (Kalendarz Filokalianski), a pierwsze nabozenstwo Bozonarodzeniowe celebrowal dopiero papiez Sykstus III w 435 roku.
 
Nie przypadkiem w IV wieku papiez Juliusz I wprowadzil swieto Bozego Narodzenia w miejsce poganskiego swieta ku czci Niezwyciezonego Boga Slonca (Sol Invicti). W tym samym wieku, za sprawa Konstantyna Wielkiego chrzescijanstwo stalo sie religia panstwowa w Imperium Rzymskim, co sprawilo, ze poganie zaczeli powiekszac szeregi chrzescijan, dlatego ze im sie to oplacalo, wnoszac z soba poganskie zwyczaje i swieta, w tym 25 grudnia.
 
Poganie obchodzili wiele swiat, ale tylko cztery mieli wspolne praktycznie bez wzgledu na region, a mianowicie: wiosenne i jesienne zrownanie dnia z noca oraz letnie i zimowe przesilenie. Najwazniejsze przypadalo na 25 grudnia, kiedy to slonca zaczynalo przybywac i dzien robil sie dluzszy, stad zwano je „dniem narodzin niepokonanego boga slonca” (lac. dies natalis Solis Invicti). Jego znaczenie w starozytnosci bylo ogromne, gdyz kult boga slonca wysunal sie na pierwsze miejsce w Imperium Rzymskim. Wplynela na to popularnosc kultu Mitry, ktorego narodziny obchodzono 25 grudnia. Historyk Franz Cumont napisal, ze jego wyznawcy „swiecili niedziele oraz 25 grudnia, jako dzien narodzin Slonca”.[2] Niemaly wplyw mial tez fakt, ze rodzina cesarza Konstantyna Wielkiego nalezala do czcicieli kultu slonecznego. Cesarz ten, po swym podlegajacym dyskusji nawroceniu, przemianowal swieto niepokonanego boga slonca (lac. Solis Invicti) na Boze Narodzenie i wywyzszyl tygodniowy dzien slonca (lac. dies Solis). Prof. Aleksander Krawczuk napisal: „Mozna rzec bez przesady, ze edykt Konstantyna obowiazuje w wiekszosci krajow swiata az po dzien dzisiejszy; ow bowiem ‘dies Solis’ to oczywiscie nasza niedziela.”[3] Konstantyn pragnal w ten sposob zblizyc pogan do chrzescijanstwa, w ktorym upatrywal ideologii scalajacej rozpadajace sie Imperium Rzymskie. Biskupi rzymscy wspierali jego dazenia w nadziei, ze latwiej schrystianizuja poganstwo, choc stalo sie raczej na odwrot. Historycy katoliccy na ogol zdaja sobie sprawe z poganskich korzeni Bozego Narodzenia i przyczyn jego wprowadzenia. Mario Righetti napisal: „Kosciol Rzymski, aby przyczynic sie do przyjecia wiary przez poganskie masy, uznal za wlasciwe, aby uchwalic 25 grudnia swietem narodzin Chrystusa, a przez to odwrocic je od poganskiego swieta, obchodzonego przez pogan w tym dniu ku czci Mitry ‘Niepokonanego Slonca’”.[4] []
 
Przeciwko grudniowej dacie narodzin Jezusa swiadczy sprawozdanie Ewangelii, ktore mowi, ze w tym czasie „byli w tej krainie pasterze w polu czuwajacy i trzymajacy nocne straze nad stadem swoim” LUK. 2,8. Wypas owiec obejmujacy dni i noce konczyl sie w Judei jesienia wraz z nadejsciem pory deszczowej, w czasie ktorej owce wypasano juz zwykle tylko za dnia. W pozostawieniu owiec na polu w grudniu przeszkadzal nie tylko chlod, ale zwlaszcza opady deszczu, a nawet sniegu. Srednia temperatura w okolicach Betlejem w grudniu wynosi zaledwie 7 stopni Celsjusza, a czesto spada ponizej 0 stopni. Na grudzien przypada w tej okolicy najwiecej dni mroznych o temperaturze ponizej zera, a meteorolodzy izraelscy uwazaja, ze klimat 2.000 lat temu byl tam podobny do obecnego.
 
Grudzien nie byl miesiacem, w ktorym pasterze pozostawaliby wraz z owcami na otwartym polu przez noc.
Grudzien nie bylby miesiacem, na jaki pragmatyczni Rzymianie wyznaczyliby spis ludnosci, co bylo celem podrozy Marii i Jozefa do Betlejem LUK. 2,1-3. W porze deszczowej drogi byly pokryte blotem, co wraz z panujacym wowczas chlodem utrudnialo podrozowanie, a spis ludnosci wymagal od ogromnych mas ludzi pokonywania duzych odleglosci, aby dotrzec do miejsca, z jakiego pochodzili. Rzymianie laczyli takie spisy z lokalnymi zwyczajami. W Judei najkorzystniejszy bylby okres Swieta Szalasow, ktore przypadal po zniwach, gdyz wtedy spis nie odciagalby ludzi od pracy, ani nie narazal na podroz w chlodzie i po zabloconych drogach.
 
Przyjscie Mesjasza i Jego sluzba mialo swoja zapowiedz w typologii starotestamentowych swiat oraz symbolice swiatynnej. Na przyklad baranek skladany w czasie wiosennego swieta Paschy symbolizowal ofiare, jaka Chrystus zlozyl na Golgocie w dniu Paschy. W zwiazku z tym, ze wszystkie wazniejsze wydarzenia w zyciu Chrystusa mialy swoja zapowiedz w symbolice swiatynnej i towarzyszacej jej swietach, dlatego nie mozna wykluczyc, ze podobnie bylo z Jego narodzinami.
 
Swietem wskazujacym na przyjscie Mesjasza bylo Swieto Szalasow, dlatego w czasie tego swieta pielgrzymi spiewali Psalm zapowiadajacy nadejscie Mesjasza: „Blogoslawiony, ktory przychodzi w imie Pana!” PS. 118,26. Swieto to przypadalo na wrzesien lub pazdziernik. Izraelici udawali sie wtedy do swiatyni w Jerozolimie i przez kilka dni mieszkali w tymczasowych szalasach. Znamienne jest to, ze w czasie narodzin Jezusa, Betlejem bylo tak przepelnione pielgrzymami, ze Jozef nie mogl znalezc dla bliskiej porodu Marii miejsca na spoczynek LUK. 2,7, co wskazuje, ze spis odbywal sie w tym samym czasie, kiedy w Jerozolimie przebywaly setki tysiecy pielgrzymow, gdyz wielu z nich nocowalo wtedy w pobliskim Betlejem. Tak dzialo sie w czasie Swieta Szalasow. Symbolika tego swieta wskazywala na Mesjasza, ktory przyjdzie na ziemie jako pielgrzym i zamieszka z ludzmi w ich skromnych domostwach. Wskazywalo na to miedzy innymi prorocze imie Chrystusa „Immanuel, co sie wyklada: Bog
z nami” MAT. 1,23. []
 
Swieto Szalasow zwano „Okresem Wielkiej Radosci” i „Swietem Narodow”, a wlasnie tych dwoch zwrotow uzyl aniol Gabriel, kiedy zapowiedzial Marii narodziny Mesjasza: „Oto zwiastuje wam radosc wielka, ktora bedzie udzialem narodow swiata”? LUK. 2,10. W tym kontekscie znamienne jest to, ze apostol Jan wprowadzajac Jezusa Chrystusa w swej Ewangelii takze nawiazuje do Swieta Szalasow. Na przyklad napisal: „A Slowo stalo sie cialem i zamieszkalo wsrod nas” JAN 1,14. Uzyty przez niego czasownik „zamieszkalo” (gr. eskenosen) oznaczalo doslownie „rozbic namiot”, „zamieszkac w szalasie” i bylo dla Zydow jednoznacznie aluzja do Swieta Szalasow, kiedy to przez kilka dni jesienia mieszkali w tymczasowych szalasach.
 
Biblia nie podaje daty narodzin Jezusa, ale mozna wydedukowac pore roku miedzy innymi z wizyty Marii Panny u swej krewnej Elzbiety, przyszlej matki Jana Chrzciciela LUK. 1,41-42. Ewangelie podaja, ze gdy Maria poczela, Elzbieta byla w szostym miesiacu ciazy LUK. 1,36. Pamietajac te dane i znajac miesiac, w ktorym poczela Elzbieta, o czym za chwile, mozna stwierdzic z duza doza prawdopodobienstwa, ze Maria urodzila Jezusa na przelomie wrzesnia i pazdziernika. Zaczac trzeba od kaplana Zachariasza, meza Elzbiety, ktoremu aniol objawil podczas jego sluzby w swiatyni, ze jego zona poczela i urodzi mu syna, ktorego ma nazwac Jan LUK. 1,13. Zachariasz nalezal do zmiany Abiasza LUK. 1,5, czyli osmej z kolei 1 KRON. 24,10. Talmud podaje, ze kazda zmiana kaplanska sluzyla w swiatyni przez tydzien, poczawszy od poczatku miesiaca Nisan (marzec/kwiecien). Jesli wezmiemy pod uwage to, ze podczas swiat uslugiwali w swiatyni wszyscy kaplani, wowczas stwierdzimy, ze zmiana Abiasza, jako osma, poslugiwala w koncu czerwca. Elzbieta zaszla w ciaze w czerwcu, a zatem szosty miesiac jej ciazy przypadal na koniec grudnia. Maria dopiero co zaszla w ciaze, gdy Elzbieta byla juz w szostym miesiacu ciazy LUK. 1,36-42, a zatem poczela Jezusa w grudniu, a najdalej w styczniu. Mozemy zalozyc, ze Jezus urodzil sie w dziewiec miesiecy pozniej, czyli we wrzesniu lub pazdzierniku.
 
Z biblijnego punktu widzenia znacznie wazniejsza od daty narodzin Jezusa byla data rozpoczecia Jego dzialalnosci mesjanskiej, na ktora wskazal starotestamentowy prorok Daniel DAN. 9,25-26. Zapowiedzial on, ze Mesjasz rozpocznie dzialalnosc po okresie 69 tygodni (483 lat) od wydania dekretu o odbudowie swiatyni DAN. 9,25-26, a zakonczy ja trzy i pol roku pozniej DAN. 9,27. Dekret o odbudowie swiatyni, ktory w pelni wszedl w zycie, wydal krol perski Artakserkses I (464-424) jesienia 457 r. p.n.e. EZDR. 7,7. Liczac 483 lata od 457 r. p.n.e. dojdziemy do 27 roku n.e.
 
 
 
Zgodnie z tym proroctwem poczatek sluzby Mesjasza mial przypasc na jesien 27 roku n.e. Ewangelie podaja, ze sluzba Jezusa rozpoczela sie od namaszczenia Go po chrzcie MAT. 3,16-17. Dlaczego byl to rok 27, skoro Jezus mial przy rozpoczeciu swej sluzby 30 lat LUK. 3,23? Przyczyna jest banalna. W 562 roku cesarz Justynian Wielki zlecil mnichowi Dionizemu Malemu przeliczyc lata, biorac za punkt odniesienia rok narodzin Jezusa zamiast roku zalozenia Rzymu. Dionizy pomylil sie o kilka lat. Gdyby nie to, teraz mielibysmy rok 2008 (artykul opublikowany w 2002 r. — dop. red.). []
 
Wspomniane proroctwo Daniela pozwala datowac narodziny Jezusa na jesien. Mesjasz mial rozpoczac swoja publiczna dzialalnosc na jesieni w 483 lata od dekretu o odbudowie swiatyni, ktory ukazal sie na jesieni w 457 r. p.n.e. Ewangelia wg Lukasza podaje, ze Jezus rozpoczal publiczna sluzbe w wieku okolo 30 lat LUK. 3,23, a Ewangelia wg Jana, ze do smierci Jezusa uplynely trzy doroczne Paschy. Jego sluzba zaczela sie jesienia, a zakonczyla na wiosne, obejmujac trzy doroczne swieta Paschy, a zatem trwala trzy i pol roku. Cofajac sie trzydziesci trzy i pol roku od smierci Chrystusa wiosna (marzec/kwiecien) dochodzimy do wrzesnia/pazdziernika, kiedy to Zydzi obchodzili Swieto Szalasow.
 
Jezus nie urodzil sie 25 grudnia. Przeciwko tej dacie swiadczy nieprzypadkowa zbieznosc z najwiekszym swietem pogan, ktore jak wiele innych swiat i zwyczajow poganskich zasymilowane zostalo przez Kosciol. Wypas owiec noca przez pasterzy byloby czyms niezwyklym w grudniu, ktory jest najmrozniejszym miesiacem w Judei, a srednia temperatura w Betlejem wynosi w grudniu zaledwie 7 stopni Celsjusza. Spis ludnosci, ktory wymagal dlugich podrozy bylby niepraktyczny w porze deszczowej ze wzgledu na chlod i blotniste drogi. Chronologia wydarzen zwiazanych z narodzinami Jana Chrzciciela i Jezusa pozwala obliczyc, ze Maria poczela Jezusa zima, a zatem nie mogl urodzic sie zima, poniewaz ciaza na ogol trwa 9 miesiecy, a zatem jej koniec przypadal na wrzesien/pazdziernik. Jezus zmarl majac okolo trzydziesci trzy i pol roku, gdyz rozpoczal sluzbe publiczna w wieku trzydziestu lat, a trwala ona trzy i pol roku; rozpoczela sie jesienia, zgodnie z zapowiedzia proroka Daniela, a dobiegla konca wiosna w trzy i pol roku pozniej. Skoro Jezus zmarl na wiosne majac trzydziesci trzy i pol roku, to znaczy, ze narodzil sie jesienia. Typologia Swieta Szalasow, ktore przypadalo na wrzesien/pazdziernik wiazala sie z przyjsciem Mesjasza, dlatego jest prawdopodobne, ze Jezus wypelnil ja doslownie.
 
Jezus nie urodzil sie 25 grudnia, ale czy tradycja wspominania narodzin Mesjasza jest zla sama w sobie? Wydaje sie, ze nie. Lepiej, ze mowi sie o narodzinach Zbawiciela w grudniu, niz gdyby nie mowilo sie o nich wcale, albo gdyby mowilo sie wtedy o narodzinach boga slonca, jak kiedys.
 
Biblista i historyk, dr Alfred J. Palla, jest autorem ksiazek „Skarby Swiatyni”  i „Sekrety Biblii”.
 
PRZYPISY:
1. Klemens z Aleksandrii wspomnial okolo 200 roku, ze niektorzy sadza, ze Jezus zostal poczety 25 miesiaca Pachon, czyli 20 marca, a inni, ze 25 miesiaca Farmuti, czyli 21 kwietnia (Klemens Aleksandryjski, Stromata, w: The Ante-Nicene Fathers, t. 2, Eerdmans: Grand Rapids, 1986, s. 333), ale nie pisal tego w kontekscie swiecenia tego czy innego dnia na pamiatke narodzin Jezusa. Proponowanych dat narodzin Jezusa bylo wiele. Na przyklad kalendarz swiat z 243 roku, zwany De Pascha Computus, datowal narodziny Jezusa na 28 marca. Sugerowano tez 2 kwietnia, 18 listopada, a na Wschodzie przyjela sie data 6 stycznia.
2. Franz Cumont, The Mysteries of Mithra, tlum. Thomas J. McCormack, 1956, s. 191.
3. Aleksander Krawczuk, Konstantyn Wielki, Warszawa: 1970, s. 190.
4. Mario Righetti, Manual of Liturgical History, 1955, t. 2, s. 67.
 
 
  
 Ps :

Drodzy prosimy o rozeslanie ponizszej informacji Waszym znajomym, za co z gory wielkie dzieki !
Tu jest bardziej szczegolowy opis  wielu naszych ciekawych tytulow i nowosci , strona www.betezda.pl  
Bedziemy wdzieczni za przeslanie tej informacji wszystkim znajomym znajlepszymi zyczeniami,
www.betezda.pl
  
   
 
   

czwartek, 15 grudnia 2011

ZWYCZAJE BOŻONARODZENIOWE




LESZEK WILCZYŃSKI
 
 
Święto Bożego Narodzenia jest pozostałością zwyczajów przedchrześcijańskich. Już bowiem w wielu religiach ludów pasterskich i rolniczych były znane święta ku czci narodzin bogów. Obchodzono je w końcu grudnia lub na początku stycznia. Pierwotnie miały charakter sakralny, z czasem stały się hucznymi uroczystościami, połączonymi z ucztami, zabawami ludowymi, procesjami, przedstawieniami komedii i tragedii.
Kościół nie mógł tolerować tych pogańskich zwyczajów, zwłaszcza że wielu wiernych, po odprawieniu obrzędów chrześcijańskich, nadal podążało na uroczystości ku czci starych bogów. Próbował więc wykorzenić je, a kiedy to się nie udało, przekształcił i włączył do swoich obrzędów: na początku IV wieku ustanowił święto ku czci narodzin Jezusa Chrystusa, jego datę zaś wyznaczył na 6 stycznia. Ale już w połowie tegoż wieku w Kościele zachodnim (rzymskim), a w połowie następnego w Kościołach wschodnich Boże Narodzenie zostało przeniesione na 25 grudnia. Obie daty — 6 stycznia, a potem 25 grudnia — nie zostały przypadkowo ustalone. Zbiegały się z uroczystościami ku czci narodzin dawnych bogów i nowe, chrześcijańskie święto miało zastąpić stare oraz zatrzeć w pamięci wiernych wszelkie wspomnienia o pogańskich bogach. Zwyczaje bożonarodzeniowe kształtowały się przez cale stulecia i są konglomeratem antycznych pozostałości, średniowiecznych naleciałości i pogańskich pozostałości miejscowego pochodzenia, usankcjonowanych przez Kościół.
Takim doskonałym przykładem są właśnie polskie zwyczaje bożonarodzeniowe, przede wszystkim Wigilia. Prawie dokładnie zbiega się ona z dawnym słowiańskim świętem ku czci narodzin boga Słońca i ognia, zawierającym w sobie elementy zaduszkowe i agrarne. Te dwa elementy zostały złączone z obrzędami związanymi z narodzinami Chrystusa i — mimo upływu wieków — w szczątkowych formach przetrwały do dnia dzisiejszego.
O zaduszkowym charakterze Wigilii świadczy uroczysta wieczerza, składająca się ze specjalnie przygotowanych potraw. Spożywana jest w ciszy i skupieniu, a nawet w podniosłym nastroju, aby nie urazić dusz zmarłych członków rodziny, które — jak niegdyś wierzono — odwiedzają w tym dniu swoich najbliższych. Dla nich to pozostawiano resztki jedzenia na stole przez noc lub rezerwowano miejsce podczas wieczerzy. Ten ostatni zwyczaj w latach minionej wojny nabrał innego charakteru: w niektórych domach zostawiano wolne miejsce dla najbliższych, przebywających z dala od rodzinnych stron. Elementy agrarne, związane z nadzieją na dobry urodzaj, to ustawianie podczas Wigilii snopka niemłóconego zboża w kącie izby oraz rozścielenie słomy lub siana na podłodze lub stole pod obrusem. Na ten pogański zwyczaj pomstowali kaznodzieje jeszcze w połowie XVII wieku, ale już pod koniec tegoż wieku upowszechniło się przekonanie, ze czyniono to na pamiątkę żłóbka, w którym się narodził Chrystus.
Do stołu wigilijnego zasiada się po pojawieniu się pierwszej gwiazdy, symbolizującej gwiazdę betlejemską, która — jak czytamy w Ewangelii wg. Mateusza — wskazywała trzem mędrcom drogę do Betlejem, „a doszedłszy do miejsca, gdzie było dziecię, zatrzymała się”. Temu chrześcijańskiemu zwyczajowi przez długi czas towarzyszyły liczne pogańskie przesady, z których przetrwał jeden. Otóż przy stole wigilijnym powinna zasiadać parzysta liczba osób, a jeśli takowej nie było, pozostawia się wolne miejsce dla nieprzewidzianego gościa. Nieparzysta bowiem liczba oznacza, ze ktoś z wieczerzających umrze w najbliższym roku. Ilość potraw powinna być parzysta.
Przed rozpoczęciem wieczerzy wigilijnej dzielimy się opłatkiem. Jest to pozostałość pogańskiego zwyczaju dzielenia się pieczywem obrzędowym w celu odnowienia lub zawarcia pobratymstwa. Dawniej przypisywano opłatkowi właściwości magiczne i dawano go również bydłu oraz rozrzucano w ogrodzie, aby uchronić zwierzęta i rośliny przed chorobami i wzmóc ich siły rozrodcze. Podobne właściwości przypisywano także potrawom wigilijnym i ich resztki podawano bydłu i koniom.
Po wieczerzy wigilijnej śpiewa się kolędy. Pierwotnie były to pieśni świeckie, sięgające swoimi początkami czasów rzymskich. W Polsce związane zostały z obrzędami noworocznymi i ze zwyczajem składania życzeń, za które winszującemu należały się podarki. Na przełomie XV i XVI wieku zaczęły ustępować miejsca pieśniom religijnym, związanym tematycznie z Bożym Narodzeniem, czyli dzisiejszym kolędom.
Choinka, która ubieramy w Wigilię, a która powinna stać aż do święta Trzech Króli, do Polski przywędrowała z Niemiec w drugiej połowie XVII wieku i zadomowiła się najpierw u ewangelickich mieszczan pochodzenia niemieckiego, ale już w początkach następnego wieku towarzyszyła wieczerzy wigilijnej w katolickich domach magnackich i szlacheckich, a wkrótce potem i w izbach chłopskich. Kościół dość szybko adoptował ją do własnych potrzeb kultowych i uznał za symbol biblijnego „drzewa poznania dobra i zła”. Opasujące ją łańcuchy symbolizują węża — kusiciela, rozwieszone jabłka — owoce grzechu z rajskiego drzewa, gwiazda na jej czubie — gwiazdę betlejemską.
W cyklu świąt bożonarodzeniowych znajduje się również Nowy Rok, z którym łączą się liczne zabiegi magiczno-wróżbiarskie, mające odsłonić przyszłość. Spośród nich najpopularniejsze jest przewidywanie pogody na najbliższy rok. Wróżenie rozpoczyna się 25 grudnia, a każdy dzień odpowiada kolejnym miesiącom nadchodzącego roku. Jeżeli na przykład 25 grudnia jest sucho i mroźno, to taki będzie styczeń, jeżeli 30 grudnia pada deszcz, to czerwiec będzie deszczowy.
Okres Bożego Narodzenia zamyka święto Trzech Króli. W Ewangelii wg. Mateusza są to mędrcy, czyli magowie ze Wschodu, którzy przybyli do Betlejem, gdzie znajdował się „nowo narodzony król żydowski”, któremu złożyli pokłon i dary. Późniejsza tradycja nazwala ich królami i określiła ich liczbę stosownie do wymienionych przez Mateusza trzech darów. Ich imiona: Kacper (Kasper), Melchior i Baltazar — wymienione zostały po raz pierwszy dopiero w IX wieku. Pierwszy ofiarował kadzidło, symbol boskości, drugi — złoto, symbol władzy królewskiej, trzeci — mirrę, zapowiedz męczeńskiej śmierci. Tradycja średniowieczna nazwala ich Trzema Królami z Kolonii (Niemcy), gdzie w miejscowej katedrze znajdują się ich relikwie. Kacper od XV wieku występuje jako Murzyn lub Maur.
W dniu Trzech Króli pisze się „święconą” kredą inicjały KMB na drzwiach domów i mieszkań, ksiądz chodzi po kolędzie i kropi wodą „święconą” mieszkanie, na wsi niekiedy również obejście gospodarskie. Jest to relikt dawnych wierzeń pogańskich przeniesiony na grunt chrześcijański. Otóż wierzono, że 5 stycznia kończy się dwunastodniowy pobyt dusz na ziemi, na którą przybyli w dzień wigilijny. Różnymi więc zaklęciami magicznymi przynaglano je do odejścia ze świata żyjących. Kościół katolicki ten zwyczaj usankcjonował, ale nadał mu charakter obrzędu chrześcijańskiego i związał ze świętem Trzech Króli.
Artykuł pochodzi z kwartalnika Wiadomości Polonii Adwentystycznej. Publikacja za zgodą
Ps : Coś dla Ciebie i innych  TV i Radio "|Głos Nadziei"

Nazwa „Głos Nadziei” nie jest przypadkowa, gdyż w pełni oddaje charakter i
cel działalności tej instytucji, którą jest budowanie silnych więzi
rodzinnych, kształtowanie poprawnych stosunków międzyludzkich, promocja
zdrowego stylu życia i profilaktyki zdrowotnej, pomoc w walce z
uzależnieniami, poradnictwo wychowawcze i rodzicielskie, wreszcie osobisty
rozwój duchowy - słowem wszystko to, co wychodzi naprzeciw różnorodnym
potrzebom człowieka - www.glosnadziei.pl

 

JAK ODNIEŚĆ POŹYTEK ZE ŚWIĄT BOŹEGO NARODZENIA





Jak odnieść pożytek ze świąt Bożego Narodzenia
Autor: Szymon Matusiak

Na całym świecie wielkie rzesze ludzi, zarówno chrześcijan, jak i pogan obchodzą w tym czasie święta Bożego Narodzenia zwane też świętami Narodzenia Pańskiego. Wiele osób ceni sobie niezwykłą atmosferę tych świąt, wielu wzrusza się kolędami. Mnóstwo dzieci oczekuje wizyty świętego Mikołaja z prezentami, i niektóre dzieci naprawdę w niego wierzą. Niestety, dla wielu ludzi owe święta nie mają charakteru religijnego, lecz jest to tylko rodzinna uroczystość. Jak powinniśmy zapatrywać się na te święta? Czy lepiej ich nie obchodzić? Co możemy zrobić, by odnieść pożytek ze świąt Bożego Narodzenia?

Dlaczego niektóre wyznania nie obchodziły lub nie obchodzą Bożego Narodzenia

Zarówno w przeszłości, jak i obecnie szereg wyznań przyznających się do osoby Chrystusa było i jest przeciwnych obchodzeniu świąt Bożego Narodzenia. Na przykład w roku 1644 uchwałą parlamentu angielscy purytanie zakazali organizowania w okresie świąt Bożego Narodzenia wszelkich wesołych uroczystości i odprawiania nabożeństw oraz polecili zachowywać post. W latach 1659-1681, w kolonii Massachusetts (w Ameryce Północnej) purytanie, którzy opuścili Anglię z powodu swoich przekonań, również zakazywali obchodzenia gwiazdki, a urządzanie w tym czasie zabaw karali grzywną.

Czym kierowali się i czym kierują się ludzie unikający świąt Bożego Narodzenia? Powołują się m.in. na fakt, że Ewangelie nie podają daty narodzin Chrystusa i zgodnie z tym starożytny Kościół święta takiego nie obchodził. Wskazują na to, że sam Mistrz nakazał obchodzić pamiątkę Swej śmierci, a nie narodzin. Twierdzą, że dzień 25 grudnia był obchodzony w Rzymie przez pogan jako dzień narodzin boga Słońca, Mitry. Ponadto zarzucają, że różne świąteczne zwyczaje i rekwizyty wywodzą się z pogaństwa, np. choinka.

Dlaczego ewangeliczni chrześcijanie obchodzą święta Narodzenia Pańskiego

Przede wszystkim musimy pamiętać, że obecnie w dniu 25 grudnia nikt nie czci bożka Słońca, lecz oddaje się cześć Chrystusowi. To prawda, że dzień 25 grudnia jest datą symboliczną, uważaną za zimowe przesilenie. Wówczas Słońce niejako zwycięża i zaczyna dłużej świecić nad ziemią. Z niektórych badań chronologicznych wynika, że Pan Jezus urodził się na początku października. Choć data 25 grudnia prawdopodobnie nie jest datą narodzin Chrystusa, ma ona symboliczne znaczenie, bowiem Słońce zaczyna wówczas rozświetlać mroki, tak jak Chrystus okazał się światłością świata (Izaj. 9:1, 5, 6; Mat. 4:12-17; Jana 8:12). Żyjący w II wieku chrześcijanin, Meliton z Sardes tak napisał o Panu Jezusie: „On, Król niebios i Wódz stworzenia, Słońce wschodu (…) On, jedyne Słońce, które wzeszło z nieba.” Około 336 roku chrześcijanie wprowadzili Boże Narodzenie, „by obchodzonemu w tym dniu w Rzymie pogańskiemu świętu narodzin boga Słońca przeciwstawić narodzenie Boga-Człowieka, Jezusa Chrystusa, nazwanego ‘Słońcem sprawiedliwości’ (Mal. 3,20)” [Encyklopedia Katolicka, tom 2]. Podobnie jest dzisiaj, gdy grupa chrześcijan zbiera się w Sylwestra nie po to, by zwyczajem ogółu urządzać libację, lecz w celu oddawania czci Bogu.

Wielu z nas zgodziłoby się z pewnym autorem, który napisał: „Skoro Pan nie wyraził swego życzenia odnośnie tego, kiedy powinniśmy obchodzić Jego urodziny, jest rzeczą bez znaczenia, w jakim dniu wypadnie to wydarzenie, mające dla wszystkich tak wielkie znaczenie. Dlatego w tym ogólnie świętowanym dniu możemy się przyłączyć do wszystkich, których serca przepełnione są miłością i uznaniem dla Boga i Zbawiciela.” Tak jest, święta Narodzenia Pańskiego są dobrą okazją, by więcej mówić o Chrystusie, o Jego roli dla naszego zbawienia. Możemy się w tych dniach radować, że przyszedł na świat obiecany Mesjasz (Łuk. 2:8-14). Skoro wielu miało się radować z narodzenia Jana Chrzciciela, to tym większym powodem do radości są narodziny Zbawcy (Łuk. 1:14). Mistrz nie nakazał obchodzić tych świąt. Sam jednak obchodził święto Chanuka, ku upamiętnieniu oczyszczenia świątyni w 165 roku p.n.e., mimo, że w Starym Testamencie nie nakazano go obchodzić, lecz było późniejszą tradycją. Podczas święta Paschy stosował wino, choć używanie go podczas tego święta również wprowadzono po czasach Mojżesza. Słowo Boże nie potępia wszelkich tradycji, lecz tylko te, które są z nim sprzeczne.

A co można sądzić o stawianiu w domach choinek? Czy ktoś, kto to czyni, dopuszcza się bałwochwalstwa? Zwyczaj ten pochodzi z Niemiec. W XVI wieku połączono ze sobą dwa symbole zaczerpnięte z Biblii – drzewo życia z raju, do którego Chrystus ponownie otworzył nam dostęp (ozdabiano je jabłkami) i gwiazdę, za którą szli mędrcy ze Wschodu (umieszczaną na szczycie choinki). Choć prawdą jest, że poganie otaczali drzewa swoistym kultem, lecz wynikał on z zabobonnego przekonania, iż drzewa mają dusze lub że zamieszkują w nich dusze zmarłych ludzi. Z choinką nie wiążą się tego rodzaju wierzenia. Nikt też nie modli się do choinki i nie oddaje jej Boskiej czci. Osobiście nie postawiłbym choinki w swoim mieszkaniu, bo nie mam do niej przekonania i nie jest mi do niczego potrzebna. Daleki jednak jestem od potępiania tych, którzy to czynią. Posiadanie choinki lub jej brak nie są tak istotne, jak nasz rzeczywisty stosunek do Jezusa (1 Kor. 16:22).

Kim był Święty Mikołaj? Według tradycji, był to żyjący w IV wieku biskup, który podczas soboru w Nicei w 325 roku stanął w obronie Boskości Chrystusa. Jeśli chodzi o to, czy był on postacią autentyczną, zdania są podzielone. Istnieje obawa, że postać św. Mikołaja może usunąć w cień Osobę Chrystusa. Dlatego nie należy przywiązywać do niej zbyt wielkiej wagi. Natomiast zwyczaj obdarowywania się nie jest niczym nagannym, chyba, że towarzyszą mu zbyt duże żądania i przesada (Dzieje 20:35).

To prawda, że wiele osób ulega jedynie powierzchownemu zauroczeniu magią świąt. Jeśli chodzi o nas, powinniśmy spojrzeć poza choinkę, świecidełka, św. Mikołaja i prezenty, i rozmyślać w tym czasie o tym, kim jest dla nas Jezus Chrystus. Warto zastanowić się nad tym, jak niepojętym cudem jest wcielenie Syna Bożego. W jakim celu Syn Boży stał się człowiekiem? (Filipian 2:5-11). Czy było to konieczne? (Hebr. 2:14-18). Pomyślmy o tym przez chwilę: Bóg, chcąc nas uratować od grzechu, tak zniżył się do nas, że stał się człowiekiem. Przy czym stał się bezgrzesznym, doskonałym człowiekiem. W Chrystusie mamy zatem pośrednika i arcykapłana (1 Tym. 2:5, 6; Hebr. 4:14-16). Jest On zarazem Bogiem, dlatego mógł wybawić nas od grzechu i śmierci (Kol. 2:9; Mat. 1:22, 23). Gdyby Jezus był jedynie człowiekiem lub aniołem, nie mógłby nas zbawić (Izaj. 43:11, 25; 63:9; Mat. 9:6). W Jezusie to, co Boskie łączy się z tym, co ludzkie, dlatego jest On doskonałym pośrednikiem zarówno dla nas, jak i dla Boga Ojca. Dlaczego to takie ważne, że Chrystus był posłuszny Bogu Ojcu aż do śmierci? (Rzym. 5:19). Apostoł Paweł wymienia Wcielenie Chrystusa jako element wielkiej tajemnicy pobożności (1 Tym. 3:16). Wobec tego nie jest niczym zdrożnym wysławiać w tym czasie Boga za cud Wcielenia.

Na pewno naganne są nadmierne wydatki ponoszone z okazji świąt oraz obżarstwo i opilstwo, które często towarzyszy tym świętom (1 Piotra 4:3). Jednakże umiarkowane radowanie się jedzeniem i piciem nie jest niczym złym (Kazn. 5:17).

Dobrze uczynimy, gdy poświęcimy w tym okresie więcej czasu na czytanie Biblii i literatury biblijnej oraz na modlitwę. Możemy też w gronie rodzinnym lub w towarzystwie przyjaciół rozmawiać o naszym Panu i śpiewać pieśni ku Jego czci. Wybierajmy pieśni o biblijnej treści. Zamiast bezmyślnie chłonąć wszystko, co będzie prezentowane w telewizji, warto zwrócić uwagę na te programy czy filmy, które wiążą się z tematyką ewangelii.

Gdy będziemy odwiedzać krewnych, którzy jak dotąd nie cieszą się bliską więzią z Bogiem, kierujmy rozmowy na tematy związane z Osobą Zbawiciela. Jest to świetna sposobność, by dać świadectwo o naszej wierze (1 Piotra 3:15, 16).

Pamiętajmy, że to, czy odniesiemy pożytek ze świąt Narodzenia Pańskiego zależy od tego, w jakim duchu je będziemy obchodzić. Czy będzie to Duch Chrystusowy, Duch Święty, czy też duch tego świata? (Gal. 5:19-23). Niech w tym okresie i zawsze nasze myśli, słowa i czyny oddają chwałę jedynemu Bogu! (1 Kor. 10:31-33; Ps. 19:15).