środa, 20 listopada 2019

Misja Jezusa według Ellen White

Jedną z moich ulubionych książek jest „Pragnienie wieków” Ellen White. Wielokrotnie przekonałem się, jak silny jest związek tego, co pisała Ellen White, z Pismem Świętym. Wiem, że nie wszyscy to widzą, jednak nie chcę tu analizować powodów, chcę natomiast podkreślić to, że taki związek istnieje i jest dowodem na to, że Ellen White była inspirowana przez Boga we wszystkim co mówiła.

„Pragnienie wieków” to moim zdaniem najważniejsza książka napisana przez Ellen White. Dlaczego? Ponieważ w jej centrum jest Jezus Chrystus.

Kto wierzy w Syna Bożego, ma świadectwo w sobie. Kto nie wierzy w Boga, uczynił go kłamcą, gdyż nie uwierzył świadectwu, które Bóg złożył o Synu swoim. A takie jest to świadectwo, że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego. Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota (1 J 5,10-12)

Jezus powiedział sam o sobie:

Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie (J 14,6)

Nasza przyszłość jest całkowicie uzależniona od tego, jakie mamy relacje z Jezusem Chrystusem. Nasz los uzależniony jest od tego, czy przylgnęliśmy do Niego tak, jak pewnego dnia przylgnął do Jezusa apostoł Paweł, który tak o tym napisał:

Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus, a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego (Gal 2,20)

Jezus przybył na nasz świat dwa tysiące lat temu po to, aby każdy z nas miał możliwość przeżycia takiego samego doświadczenia, jakie było udziałem apostoła Pawła. Jest to jedyna droga prowadząca do życia wiecznego.

Co dokładnie zrobił Jezus podczas swojego pobytu na ziemi?
Wielu chrześcijan dyskutuje dzisiaj na temat celu misji Jezusa. Odpowiedź jest oczywiście w Piśmie Świętym, jednak pomimo tego, że wszyscy czytamy tą samą Biblię, to mamy różne poglądy na ten temat. Chcę tutaj pokazać co o tym napisała Ellen White w „Pragnieniu wieków”. W przytoczonych cytatach pozwolę sobie podkreślać pewne myśli.

Już na samym początku Ellen White napisała o Jezusie:

Już od wieczności Pan, Jezus Chrystus, był jedno z Ojcem; był „odzwierciedleniem Boga”, ucieleśnieniem Jego wielkości i majestatu, „odblaskiem Jego chwały”. To właśnie po to, aby ukazać tę chwałę, pojawił się na świecie. Przyszedł na ciemną od grzechu ziemię, aby unaocznić światło Bożej miłości, aby być „Bogiem z nami” (…) Jezus miał objawić Boga zarówno ludziom, jak i aniołom (PW 15).

Potrzeba tego objawienia wynikała z faktu, że na skutek grzechu obraz Boga przestał być wyraźnie widoczny dla ludzi.

Grzech ma swoje korzenie w koncentracji na samym sobie. Lucyfer, cherubin nakrywający, zapragnął być najważniejszym w niebie. Poszukiwał sposobów zdobycia kontroli nad niebiańskimi istotami i zastanawiał się nad tym, jak odprowadzić je od Stwórcy i zdobyć ich hołd dla siebie. Przedstawił Boga w złym świetle, przypisując Mu pragnienie samowywyższenia. Swoje złe cechy próbował przypisać kochającemu Stworzycielowi. W ten sposób zwiódł aniołów. W ten sam sposób zwiódł ludzi. Doprowadził ich do zwątpienia w Słowo Boga i nieufności wobec Jego dobroci. Ponieważ Bóg jest Bogiem sprawiedliwości i przeogromnego majestatu, szatan sprawił, że spoglądali na Niego jak na kogoś bezwzględnego i nieprzejednanego. (…)
Na ziemi panowała ciemność, ponieważ ludzie nie rozumieli Boga. Aby ponure cienie mogły zostać rozświetlone, a świat mógł powrócić do Boga, zwodzicielska moc szatana musiała zostać złamana. Nie można jednak było zrobić tego siłą, gdyż jest to sprzeczne z zasadami Bożego panowania; On pragnie służby jedynie z miłości: miłości nie da się nakazać, nie można jej zdobyć siłą czy autorytetem. Tylko miłość budzi miłość. Znać Boga to kochać GoJego charakter musi zostać ukazany w kontraście wobec charakteru szatanaTego dzieła mogła dokonać tylko jedna Istota we wszechświecie (PW 16-17).

Jezus powiedział:

A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś (J 17,3)

Apostoł Jan wyjaśnił to, mówiąc:

A z tego wiemy, że go znamy, jeśli przykazania jego zachowujemy. Kto mówi: Znam go, a przykazań jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim nie ma (1 J 2,3-4).

Jan powtórzył tylko słowa Jezusa:

Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie (J 14,15).

To dlatego Ellen White napisała, że „znać Boga to kochać Go”. Aby ludzie mogli pokochać Boga, najpierw musiała zostać objawiona prawda o Bogu, prawda o Jego miłości do nas, upadłych ludzi.

Szatan przedstawia Boże prawo miłości jako prawo samolubstwa i egoizmu. Twierdzi, że niemożliwe jest, aby ludzi byli posłuszni Jego zasadom. Winą za upadek naszych pierwszych rodziców oraz całe nieszczęście, jakie za sobą pociągnął, oskarżył on Stwórcę, prowadząc ludzi do spoglądania na Boga jako autora grzechu, cierpienia i śmierci. Jezus miał zdemaskować to zwiedzenie. Jako jeden z nas miał dać przykład posłuszeństwa(…) Czyniąc dobro i uzdrawiając wszystkich dotkniętych przez szatana, Jezus jasno przedstawił prawdziwy charakter Bożego prawa i naturę swojej służby. Jego życie świadczy o tym, że my także możemy być mu posłuszni (PW 19)

Dzięki odkupieńczemu dziełu Chrystusa panowanie Boga zostało usprawiedliwione. Wszechmogący przedstawiony jest jako Bóg miłości. Oskarżenia szatana zostają obalone, a jego charakter ujawniony. Bunt już nigdy nie nawiedzi wszechświata. Po wieczne czasy będziemy zabezpieczeni przed odstępstwem (PW 21)

Szatańskim zwiedzeniem jest pogląd mówiący, że niemożliwe jest aby człowiek żył zgodnie z Bożym prawem, a przecież dzisiaj wielu chrześcijan powtarza to, i co gorsze, robią to z przekonaniem, że taka jest prawda. Uważają, że Boże prawo jest jak niemiłe jarzmo i ciężkie brzemię, a przecież Jezus powiedział:

Jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie (J 11,30)
Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe (1 J 5,3)

To na skutek tego zwiedzenia wielu gorliwie wierzących ludzi jest przekonanych, że posłuszeństwo Bożemu prawu jest czymś złym, ponieważ mylą samo posłuszeństwo z niewłaściwym sposobem zachowywania posłuszeństwa. Uważają, że skoro człowiek nie jest w stanie sam z siebie zachowywać przykazań, to wszystko to co robimy w celu zachowania posłuszeństwa, jest niewłaściwe. A to prawdą już nie jest. Nie powinniśmy się skupiać na zachowywaniu przykazań, ponieważ ta droga prowadzi donikąd. Posłuszeństwo nie może być celem samym w sobie, ale owocem tego, co powinniśmy robić. A powinniśmy skupiać się na poznawaniu Boga. Im lepiej Go znamy, tym większa szansa na to, że Go pokochamy, a wtedy Boża miłość sprawi, że staniemy się posłuszni Bogu. Posłuszni nie z obowiązku, jak starali się to uzyskać faryzeusze, ale posłuszni z miłości. To dlatego miłość jest tak ważna, a bez niej jesteśmy niczym (1 Kor 13).

To dlatego szatan robi wszystko, aby ludzie nie zobaczyli Boga takim, jakim jest naprawdę. I zanim Jezus przyszedł na ten świat, szatan był już prawie pewien, że udało mu się osiągnąć ten cel.

Szatan triumfował, ponieważ udało mu się zafałszować obraz Boży w ludzkich umysłach. Wtedy przyszedł Jezus, aby odbudować w człowieku właściwy wizerunek jego Stwórcy. Nikt inny, jedynie Chrystus może na nowo ukształtować zniszczony przez grzech charakter. On przyszedł wygnać demony, które kontrolowały wolę. Przyszedł podnieść nas z prochu, na nowo ukształtować wypaczony charakter według Boskiego wzorca i uczynić go pięknym przez swą własną chwałę (PW 31).

Dokładnie to samo mówi nam apostoł Paweł:

My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem (2 Kor 3,18)

Niektórzy ludzie uważają, że Jezus zachował swoje posłuszeństwo, ponieważ jest Bogiem, a dla nas jest to niemożliwe. Prawda jest taka, że żaden człowiek nie jest w stanie uniknąć grzechu, tak jak to było z Jezusem, jednak każdy może porzucić grzech i zacząć żyć sprawiedliwym życiem. Nieprawdą też jest, że Jezus dysponował czymś, co dla nas jest niedostępne, a co jest niezbędne do porzucenia grzechu. Jezus pod każdym względem był podobny do nas, za wyjątkiem grzechu.

Jezus przyjął (…) człowieczeństwo, kiedy rasa ludzka była osłabiona czterema tysiącami lat grzechu. Jak każde dziecko Adama przyjął na siebie skutki działania wielkiego prawa dziedziczności. Jakie były te skutki, widać w historii Jego ziemskich przodków. Przyszedł z takim dziedzictwem, aby dzielić nasze troski i pokusy, a także dać nam przykład bezgrzesznego życia. (…) Stoczył bitwę, jaką stoczyć musi każde ludzkie dziecko, podejmując ryzyko upadku i wiecznej zguby (PW 36).

Jezus był narażony na ataki szatana tak samo, jak każdy z nas. Jego siłą była więź z Ojcem, pokazał nam swoim życiem, że jest to wystarczająca moc do tego, aby pokonać wszelkie pokusy i żyć bez grzechu. Swoim życiem dał nam przykład bezgrzesznego życia.

Był poddany wszelkim zmaganiom, z jakimi my musimy się zmierzyć, aby mógł stać się przykładem dla nas w dzieciństwie, młodości i wieku dojrzałym (PW 53)
Jezus jest dla nas przykładem. Wiele osób zatrzymuje się nad okresem Jego publicznej służby, pomijając lekcję płynącą z wczesnych lat Jego życia. A to właśnie Jego zachowanie w domu stanowi przykład dla wszystkich dzieci i młodych ludzi. Zbawiciel zniżył się do ubóstwa, aby pokazać, jak blisko możemy chodzić z Bogiem, nawet w takiej sytuacji. Żył, aby cieszyć, uczcić i sławić swego Ojca w zwykłych sprawach życia (PW 56)

Największym problemem człowieka jest serce. To dlatego Bóg powiedział:

I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste (Ez 36,26)

Jednak Bóg nie robi tego wbrew naszej woli. Nie pozbawia nikogo tych rzeczy, których człowiek nie chce się pozbyć. A nie każdy z nas chce tak naprawdę, aby Bóg zmienił mu serce. Taka chęć to nie słowna deklaracja, ale bardzo głęboka potrzeba, to gorące pragnienie zmiany życia wbrew samemu sobie, wbrew grzesznej naturze, którą posiadamy od urodzenia. Bóg nie uszczęśliwia nas na siłę, działa dopiero wtedy, gdy prosimy Go o pomoc, i to prosimy z głębi serca. Aby obudziła się w nas taka potrzeba, takie pragnienie, musimy najpierw poznać Boga i zrozumieć jaki jest naprawdę. Musimy zrozumieć, że Bóg jest miłością, zrozumieć, że kocha nas pomimo tego jacy jesteśmy i musimy zapragnąć Jego obecności w naszym życiu. Najprostszą drogą do poznania Boga jest znalezienie prawdy o Nim w Jego Słowie.

Byłoby dobrze, gdybyśmy każdego dnia spędzali godzinę na rozmyślaniu o życiu Chrystusa. Rozważajmy je scena po scenie i niech wyobraźnia sięga do każdej z nich, uwzględniając szczególnie ostatnie dni przed Jego śmiercią. Kiedy w ten sposób zatrzymamy się nad Jego wielką ofiarą złożoną dla nas, nasza miłość ożywi się i zostaniemy głębiej przesiąknięci Jego Duchem. Skoro mamy być zbawieni, musimy odebrać lekcję pokuty i uniżenia u stóp krzyża.
Gdy spotykamy się razem. Możemy być błogosławieństwem dla siebie nawzajem. Jeżeli należymy do Chrystusa, nasze najsłodsze myśli będą związane właśnie z Nim. Będziemy uwielbiali o Nim rozmawiać, a nasze serca zmiękną pod boskim wpływem. Przyglądając się pięknu Jego charakteru, będziemy „przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę” (PW 64)

To co robił Jezus miało doprowadzić do „zmiękczenia” naszych serc. To nasze kamienne serca są tym, co blokuje nam drogę do zbawienia. Bóg nie wykonuje dosłownej operacji przeszczepu serca, robi to w sensie duchowym, ale podobnie, jak to ma miejsce w naszym życiu, najpierw pacjent musi wyrazić zgodę na ten zabieg. Swoim życiem i śmiercią na krzyżu Jezus przekonuje nas do tego, abyśmy zapragnęli tej operacji.

Jezus robił to przez trzydzieści lat. Pomimo wielu ataków szatana i przeszkód, jakie stawiali na Jego drodze ci, którymi szatan kierował, On cierpliwie podążał tą drogą, która objawiała pełnię Jego miłości do nas. „Tylko miłość budzi miłość”. W kazaniu na górze Jezus powiedział o tym, że powinniśmy kochać naszych nieprzyjaciół i modlić się za tych, którzy nas prześladują. I sam robił to, dając nam przykład:

Świt często zastawał Go w jakimś odosobnionym miejscu, rozmyślającego, studiującego Pisma lub zatopionego w modlitwie. Po tych cichych godzinach wracał do domu, aby na nowo podjąć się swych obowiązków i dać przykład cierpliwego trudu (PW 69).
Pragnął natchnąć nadzieją najbardziej szorstkich i nieobiecujących, zapewniając ich, że mogą stać się nienaganni i niewinni, otrzymując charakter, który objawi ich jako dzieci Boga (PW 70)
Wiedział, że jeżeli nie nastąpi zdecydowana zmiana zasad i celów życia ludzkości, wszyscy będą zgubieni. Stanowiło to brzemię Jego duszy i nikt nie był w stanie ocenić ciężaru, jaki na Nim spoczywał. Skoncentrowany na poważnym celu, realizował plan swojego życia, polegający na tym, że to On osobiście winien być światłością ludzi (PW 71)

Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności (J 8,12)

Jezus objawia nam Królestwo Światłości, które jest przeciwieństwem królestwa ciemności.

W konflikcie między Księciem światła i przywódcą królestwa ciemności wchodziły w grę bardzo ważne dla świata kwestie. Po skuszeniu człowieka do grzechu szatan ogłosił, że ziemia należy do niego i nazwał siebie księciem tego świata. Podporządkowawszy swojej własnej naturze ojca i matkę naszej rasy, zaplanował, że założy tu swoje imperium. Orzekł, że ludzie wybrali go swoim władcą. Kontrolując ich, sprawował władzę nad światem (PW 86)

I wyprowadził go [Jezusa] na górę, i pokazał mu wszystkie królestwa świata w mgnieniu oka, i rzekł do niego diabeł: Dam ci tę całą władzę i chwałę ich, ponieważ została mi przekazana, i daję ją, komu chcę, jeśli więc Ty oddasz mi pokłon, cała ona twoja będzie (Łk 4,5-7)

Chrystus przyszedł obalić twierdzenia szatana. Jako Syn Człowieczy miał pozostać wierny Bogu. W ten sposób miał pokazać, że szatan nie zdobył całkowitej kontroli nad rodzajem ludzkim i że jego roszczenia co do świata są fałszywe. Wszyscy, którzy pragnęli wyzwolenia z jego mocy, mogliby zostać uwolnieni (PW 86)

Sposób uwolnienia jest tajemnicą planu zbawienia. To w ramach tego planu Jezus przybył na nasz świat. Jednak szatan nie był w stanie zrozumieć działania tego planu.

To, że Syn Boży ma przyjść na ziemię jako człowiek, napełniło go zdumieniem i lękiem. Nie potrafił pojąć misterium tego wielkiego poświęcenia. Jego samolubna dusza nie była w stanie zrozumieć takiej miłości do upadłej rasy (PW 87)

Egoizm jest cechą charakteru szatana, a człowiek jest od urodzenia, na skutek działania prawa dziedziczenia, posiadaczem grzesznej, egoistycznej natury. Dlatego jest niemożliwe, aby człowiek, który objawia cechy charakteru szatana, zrozumiał działanie plany zbawienia. Tylko ci, którzy oddali swoje życie Jezusowi, a ich życie zostało pozbawione uczynków ciała, mogą pojąć tę tajemnicę. Aby ją zrozumieć nie wystarczy szukać rozwiązania w Biblii. Najpierw trzeba pozwolić Bogu na usunięcie z serca tego, co pochodzi od szatana, przede wszystkim na usunięcie egoizmu. Pokora i świadomość własnej słabości są tym co jest niezbędne do właściwego zrozumienia planu zbawienia. I dlatego szatan nigdy tego planu w pełni nie zrozumie. I dlatego nigdy nie zrozumie, dlaczego Jezus dobrowolnie poddał się temu wszystkiemu, co spotkało Go na ziemi.

Chrystus nie miał używać boskiej mocy dla swojej własnej korzyści. Przyszedł znieść próby, jakie my musimy znosić, przynosząc nam przykład wiary i poddania (PW 91).
W Jezusie nie było niczego, co reagowałoby na sofistykę szatana. Nie zgadzał się na grzech. Nawet myślą nie poddał się pokusie. Tak samo może być z nami. Człowieczeństwo Chrystusa zjednoczyło się z boskością, był zdolny do walki, ponieważ zamieszkał w Nim Duch Święty. Przyszedł, aby uczynić nas uczestnikami boskiej natury. Tak długo, jak jesteśmy zjednoczeni z Nim przez wiarę, grzech nie ma nad nami panowania. Bóg sięga po naszą rękę wiary, aby nakierować ją tam, gdzie mocno uchwyci się bóstwa Chrystusa, abyśmy mogli osiągnąć doskonałość charakteru.
Chrystus pokazał nam, jak to jest możliwe (PW 94).

Doskonałość charakteru jest tym, co wszyscy uważamy za ważne, ale większość nie chce zaakceptować tego, że Biblia mówi o tej doskonałości jako czymś, co powinniśmy osiągnąć tu i teraz. Wielu chrześcijan uważa, że tę doskonałość osiągniemy kiedyś, w przyszłości, i będzie ona skutkiem działania, które Bóg podejmie bez naszego udziału. Inaczej mówiąc, słusznie uważają, że człowiek nie może samodzielnie zmienić swojego charakteru na doskonały, ale niesłusznie uważają, że w związku z tym nie musimy nic robić, aby stać się doskonałymi.

Co do samej możliwości, to Biblia mówi:

Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest (Mt 5,48)
Abyście byli doskonali i trwali we wszystkim, co jest wolą Bożą (Kol 4,12)
Abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków (Jk 1,4)

Tak więc powinniśmy stać się doskonali tu i teraz, więc jeżeli tacy nie jesteśmy, to powinniśmy się zastanowić dlaczego. Może dlatego, że albo próbowaliśmy udoskonalić się samodzielnie, albo odrzuciliśmy wszelkie sposoby osiągnięcia doskonałości. Tymczasem właściwa droga polega na odrzuceniu prób samodoskonalenia i zrobienia wszystkiego, aby zbliżyć się do Jezusa. Tak, jak w życiu dwoje ludzi zbliża się do siebie, a poprzez coraz lepsze wzajemne poznanie, nawiązany zostaje coraz bliższy związek i ludzie stają się sobie coraz bliżsi. W ten sposób zaczynają się coraz bardziej nawzajem szanować, oraz są gotowi do coraz większego poświęcenia się dla dobra drugiej osoby. Kiedy taki związek łączy człowieka z Bogiem, to człowiek bez problemów zgadza się na to, aby Bóg udoskonalił jego charakter. Z przyjemnością odrzuca to, co nie podoba się Bogu.

Czy jest coś, co może przeszkodzić Bogu w wykonaniu tego dzieła? Tak, to my jesteśmy tą przeszkodą, a dokładniej nasze serca i przechowywane w nich upodobanie do grzechu. Problem nie leży po stronie Boga, On jest gotów zrobić wszystko, aby nam pomóc, a najlepszym tego dowodem jest to, co stało się na krzyżu Golgoty.

W przytoczonym wcześniej cytacie Ellen White stwierdziła, że Jezus „wiedział, że jeżeli nie nastąpi zdecydowana zmiana zasad i celów życia ludzkości, wszyscy będą zgubieni”. Na czym polega zmiana celów? To przede wszystkim zmiana priorytetów. To, co kiedyś wydawało się ważne, teraz stało się nieistotne; to co kiedyś było bardzo pożądane, teraz stało się czymś niechcianym. Podobnie z zasadami, ale tutaj zmiana polega na tym, że następuje odrzucenie zasad egoistycznych, i przyjęcie zasad opartych na miłości. Aby takie zmiany nastąpiły, musi zostać poruszone serce człowieka. Jednym z celów misji Jezusa było właśnie poruszenie naszych serc w taki sposób, aby w miejsce egoizmu znalazła się w nich miłość.

Misja Chrystusa mogła się spełnić jedynie poprzez cierpienie. Zbawiciel miał przed sobą życie pełne troski, trudu, zmagania i zakończone haniebną śmiercią. Musiał ponieść grzechy całego świata i doświadczyć oddzielenia od miłości Ojca (PW 98)

Ostatnie zdanie może sugerować, że pogląd o tym, że Jezus dosłownie wziął na siebie nasze grzechy, jest prawdziwy. I ponieważ dosłownie znalazły się na nim wszystkie grzechy ludzkości, to Bóg z powodu wstrętu i nienawiści do grzechu, odwrócił się od Jezusa. Jednak to wyjaśnienie nie jest zgodne z całym kontekstem Biblii, a przede wszystkim z obrazem Boga, który jest miłością. Jest inne wyjaśnienie, które nadaje tej wypowiedzi inny sens. Otóż Ojciec i Syn chcieli dać ludzkości ostateczny i niepodważalny dowód na to, że człowiek może zachować posłuszeństwo Bogu nawet w sytuacji, gdy nie czuje obecności Boga. Większość z nas nie ma tak naprawdę pojęcia o tym, czym jest brak obecności Boga, ponieważ On jest z nami cały czas. Wprawdzie nie czujemy tej obecności tak, jak moglibyśmy czuć, ale nie jesteśmy całkowicie pozbawieni obecności Boga. A z drugiej strony nikt z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie takiego związku, jaki łączy Ojca i Syna. 

Ojciec nie odwrócił się od Syna, gdy ten wisiał na krzyżu, ale ukrył przed nim swoją obecność. A skutkiem tego było to, że Jezus czuł się tak, jakby grzechy całego świata spoczęły na Nim.

Oddzielenie się obecności Boga od Zbawiciela w godzinie najwyższej udręki przeszyło Jego serce smutkiem, którego człowiek nigdy w pełni nie zrozumie (…) Zupełna ciemność, niczym żałobny kir, otoczyła krzyż (…) W tej gęstej ciemności ukryła się obecność Boga. On czyni ciemność swoim namiotem i ukrywa swoją chwałę przed oczyma ludzkimi. Bóg i Jego święci aniołowie znajdowali się przy krzyżu. Ojciec był ze swoim Synem. Jednak Jego obecność nie ujawniała się (…) Chrystus nie mógł zostać wsparty przez obecność Ojca. Sam zmagał się z problemami i nie było przy Nim nikogo z ludzi (PW 607-608)

Jezus postawił sam siebie na miejscu największego grzesznika, chociaż sam był bez grzechu. Zrobił to zgadzając się na to, aby Ojciec zasłonił przed Nim swoją obecność. To była największa próba zarówno dla Syna jak i dla Ojca. Jezus jako człowiek żył w doskonałej łączności z Ojcem. Dzięki tej łączności zachowywał doskonałe posłuszeństwo Ojcu. Jednak aby całkowicie obalić oskarżenia szatana, Jezus musiał wykazać się posłuszeństwem opartym tylko na wierze, w sytuacji gdy został pozbawiony wszystkich widocznych i odczuwalnych znaków obecności Ojca. Jedyne co zostało Jezusowi, jedyne czego mógł się trzymać, była wiara w Ojca. Jak czuł się w trakcie tej próby Ojciec? Namiastką tego może być to, co czuje ziemski ojciec, kiedy widzi cierpiące dziecko i ma świadomość tego, że w tym momencie nie jest w stanie mu pomóc.

Chrystus wysączył ostatnie krople z kielicha ludzkiej niedoli. W ciągu tych strasznych godzin polegał na dowodach akceptacji ze strony Ojca, jakie zostały Mu udzielone dotychczas. Znał charakter swojego Ojca; rozumiał Jego sprawiedliwość, miłosierdzie i wielką miłość. Przez wiarę spoczął w Tym, któremu z ogromną radością zawsze był posłuszny. I kiedy w pokorze powierzył siebie Bogu, odczucie utraty przychylności Ojca odeszło. Chrystus stał się zwycięzcą przez wiarę (PW 610)

Zapowiedzią tej próby było to, co spotkało Hioba. Nieszczęścia które go spotkały nie były karą od Boga, ale skutkiem działalności szatana. Hiob jest po prostu symbolem Jezusa, zapowiedzią tego, co stało się z Chrystusem. Gdyby Bóg tego nie zabronił, to prawdopodobnie szatan w końcu zabiłby Hioba. W przypadku Jezusa takiego zakazu nie było, ponieważ charakter szatana musiał zostać w pełni ujawniony.
Misja Jezusa na ziemi zakończyła się tak naprawdę w niebie, kiedy po swoim zmartwychwstaniu Chrystus znalazł się przed Ojcem i powiedział:

Ojcze, skończyłem. Wykonałem Twoją wolę, mój Boże. Dokonałem dzieła odkupienia. Skoro stało się zadość Twej sprawiedliwości „Ojcze, chcę, aby także ci, których mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem”. Słychać głos Boga oznajmiający, że sprawiedliwości stało się zadość. Szatan jest pokonany. Ci, którzy na ziemi należą do Chrystusa w trudzie i zmaganiu są obdarowanymi „w Umiłowanym”. Zostają przed niebiańskimi aniołami i przedstawicielami nieupadłych światów ogłoszeni jako usprawiedliwieni (PW 671).

Na czym polega zaspokojenie Bożej sprawiedliwości?

Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze (Ez 18,21)

poniedziałek, 11 listopada 2019

Śmierć Jezusa Chrystusa - część 2

1 Piotra 1,17-20 A jeśli wzywacie jako Ojca tego, który bez względu na osobę sądzi każdego według uczynków jego, żyjcie w bojaźni przez czas pielgrzymowania waszego, wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego. Wprawdzie był On na to przeznaczony już przed założeniem świata, ale objawiony został dopiero w czasach ostatnich ze względu na was

Czy Jezus przyszedł na ten świat aby umrzeć?
Gdyby taki był cel misji Jezusa, to jak powinniśmy patrzeć na decyzje podjęte przez tych Żydów, którzy chcieli doprowadzić do śmierci Jezusa? Powinniśmy je widzieć jako wypełnianie woli Boga, a Judasza powinniśmy dostrzegać jako tego, który pomógł Jezusowi w osiągnięciu celu Jego misji.

Myślę, że nikt z nas nie myśli w ten sposób o tych, którzy doprowadzili do ukrzyżowania Pana Chwały. A jednak wielu chrześcijan uważa, że celem misji Jezusa była śmierć na krzyżu Golgoty. Czytając 1 P 1,17-20 można odnieść wrażenie, że rzeczywiście Jezus przyszedł na ziemię, aby umrzeć. Ale czy jest to prawda?

Jaki powód swojego przyjścia na nasz świat podał Jezus?

Jana 18,37 Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie

Jezus nie powiedział, że przyszedł aby umrzeć, ale aby dać świadectwo prawdzie. Jakiej prawdzie?

Jana 8,31-32 Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w Niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi

Celem Jezusa było objawienie tej prawdy, która, gdy zostanie poznana i przyjęta, uwalnia ludzi z niewoli grzechu. Jezus powiedział coś więcej: 

„Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie” (J 8,36). 

To Jezus jest tą prawdą, która może nas uczynić wolnymi od niewoli grzechu.

Ja jestem droga i prawda, i żywot.(J 14,6)

To nie śmierć na krzyżu była celem misji Jezusa, ale objawienie prawdy, czyli tego jaki jest Bóg, objawienie Bożej miłości. Tylko miłość do Boga jest w stanie uwolnić nas z niewoli grzechu

Jana 14,15 Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie

I Jezus zrobił to, chociaż od początku wiedział, że zostanie przez nas zabity. Wiedział o swojej śmierci, a jednak przyszedł aby nas ratować, objawiając nam prawdę. Całe życie Jezusa było objawieniem Bożej miłości do upadłej ludzkości. Wszystko to co zrobił, pokazuje jak bardzo Bóg pragnie uwolnić nas od grzechu. Każde uzdrowienie powinno być widziane jako znak miłości, takiej samej jaką kochający rodzice objawiają swoim dzieciom, nawet wtedy, gdy dzieci są im nieposłuszne. Kochający rodzice robią wszystko co możliwe, aby ratować własne dzieci, kiedy zagraża im niebezpieczeństwo. I są gotowi pomagać im nawet wtedy, gdy sami narażają się na niebezpieczeństwo, a nawet na utratę życia.

To zdarzyło się naprawdę. 32-letni mężczyzna zginął bohaterską śmiercią, ratując syna, który spadł z mostu w amerykańskim stanie Minnesota. Trzylatka udało się uratować. Do tragedii doszło mieście Detroit Lakes w sobotę wieczorem, w weekend, gdy Amerykanie obchodzili Dzień Ojca. Trzyletni syn Christophera Franklina Nicholasa Schultza spadł z mostu do Dead Shot Bay. Mężczyzna natychmiast wskoczył do wody, by ratować syna. Wyciągnął go z toni i trzymając nad głową podał świadkom, którzy wyciągnęli malca na brzeg. Sam 32-latek nie zdołał się uratować.
Inna historia. Tragedia w amerykańskim stanie Iowa. 33-letni mężczyzna rzucił się na pomoc córeczce, którą zaatakował pitbull. Dziewczynka przeżyła, jej ojciec – nie. Do incydentu doszło w mieście Fort Madison. Robert Joseph „Joey” Quick, ojciec czwórki dzieci pojechał z dwiema córkami odebrać auto. Dziewczynki weszły do domu właściciela samochodu i – jak opowiadała ich babcia Deb Newman – zostały zaatakowane przez dużego psa. Joey wbiegł do domu i wrzucił się na pitbulla. Mężczyzna został zabrany do szpitala, ale lekarzom nie udało go uratować. „Pan Quick bronił swojej córki i bez wątpienia uratował jej życie” – napisano w oświadczeniu biura szeryfa okręgu Lee. Do szpitala trafiła także pogryziona córeczka, ale jej życiu nic nie zagraża. – Dzieci były dla Joeya całym światem. Zawsze mówił, że oddałby za nie życie i tak rzeczywiście się stało – przyznała jego matka.

Obaj ojcowie chcieli uratować swoje dzieci i zrobili to. Wiedzieli, że ryzykują, ale nie wahali się i zrobili wszystko co było możliwe, aby ratować własne dzieci. Jezus nie ryzykował, ale dokładnie wiedział co się z Nim stanie gdy przyjdzie na ziemię. Wiedział, że zostanie odrzucony, wzgardzony i zabity. A mimo to zrobił to. Wizja haniebnej śmierci na krzyżu nie powstrzymała Go od przyjścia na ziemię.

Jednak objawienie prawdy nie polegało tylko na objawieniu miłości Boga. Jezus samą swoją obecnością na ziemi spowodował ujawnienie prawdy o grzechu. Bóg jest miłością i jest gotów zrobić wszystko dla ratowania ludzi, a grzech jest tym, co ludzi zabija. Śmierć Jezusa na krzyżu jest najlepszym dowodem na to, do czego prowadzi grzech. I jest też dowodem na coś, w co wielu ludzi, uważających się za chrześcijan, nie chce dzisiaj uwierzyć. Jezus swoją śmiercią udowodnił, że ten, kto zna i kocha Boga, tak jak Syn kocha Ojca, może żyć w doskonałym posłuszeństwie Bogu, nawet w sytuacji, gdy wydaje mu się, że został sam i przestał odczuwać obecność Boga. Prawdziwa wiara pozwala zachować posłuszeństwo w najbardziej niesprzyjających warunkach.

A około dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?(Mt 27,46)

Absolutnie wszystko, co otaczało wiszącego na krzyżu Jezusa, wskazywało na to, że Bóg opuścił go. A mimo to Jezus nie stracił swojej wiary i był posłuszny woli Ojca aż do końca.

Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego (Łk 23,46)

Jezus wbrew temu co widział i czuł, nadal całkowicie ufał Ojcu. W ten sposób objawił nam prawdę i kiedy to objawienie było pełne, powiedział:

Wykonało się! I skłoniwszy głowę, oddał ducha (J 19,30)

Czy Jezus przyszedł na nasz świat aby umrzeć? Nie, On przyszedł pomimo tego, że wiedział że umrze na krzyżu.

Co czujemy, gdy myślimy o tym, co stało się na krzyżu Golgoty? Czy czujemy radość z powodu tego, że Jezus swoją śmiercią uwolnił nas od konsekwencji naszych grzechów? Powinniśmy się z tego cieszyć, ale jeśli ta radość nie jest połączona z uczuciem wstrętu i obrzydzenia do grzechu, który doprowadził do śmierci Jezusa na krzyżu, to chyba czegoś nie zrozumieliśmy. W prawdziwej miłości nie ma miejsca na tolerowanie czegoś, co zabija tego, kogo kochamy.

Większej miłości nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich (J 15,13)

Ten, kto naprawdę kocha Boga, nie może jednocześnie uważać grzechu za coś, co nie ma dużego znaczenia. Adam i Ewa zjedli tylko kilka owoców z drzewa, o którym Bóg powiedział Adamowi:

Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść(Rdz 2,17)

I dzisiaj wielu ludzi uważa, że ludzie nie zasłużyli sobie na tak surowy wyrok, nie zasłużyli sobie na to wszystko, co nas dzisiaj spotyka. Ale to nie Bóg zmusza nas do grzeszenia, to nie Bóg podejmuje za nas złe decyzje. I to właśnie ten „mały” grzech doprowadził do śmierci Jezusa. 

Czy świadomość prawdziwego znaczenia grzechu nie porusza naszych serc?

niedziela, 10 listopada 2019

Śmierć Jezusa Chrystusa

Dlaczego Jezus zmarł na krzyżu? Czy ze względu na wymagania prawa, które mówi o śmierci grzesznika, a Jezus zmarł, ponieważ wziął na siebie nasze grzechy, a razem z nimi zapłatę za te grzechy, czyli śmierć?
Czy swoją śmiercią uwolnił nas od ciążącego na nas wyroku śmierci?
Myślę, że wielu chrześcijan tak właśnie to widzi. Czy mają rację?

Ten problem jest nie tylko poważny, ale też bardzo złożony, ponieważ wymaga znalezienia odpowiedzi na wiele różnych pytań.

Może zacznę od takiego pytania: Czy można grzechami jednej osoby obciążyć kogoś innego? Czy grzech może zostać zdjęty z grzesznika i położony na kogoś innego? Inaczej mówiąc, czy oczyszczenie z grzechów polega na fizycznym zdjęciu grzechów z grzesznika?

Słyszałem kiedyś takie porównanie, w którym grzesznikiem był kierowca, który przekroczył dozwoloną prędkość, co było symbolem grzechu, a następnie został ukarany mandatem, co z kolei było odpowiednikiem „zapłaty za grzech”. Jednak policjant, który wystawił mandat okazał się być miłosiernym człowiekiem i wziął na siebie ten mandat, co miało symbolizować miłosiernego Boga, który karą za nasze grzechy obciąża samego siebie, czyli Jezusa Chrystusa. 

Wszystkie tego typu porównania mają jedną podstawową wadę, traktują śmierć jako karę za grzech. I to w dodatku karę, która koniecznie musi zostać wykonana.
Czy Boże prawo żąda śmierci grzesznika? Co o tym mówi Biblia?

Ezechiela 18,20-24 Człowiek, który grzeszy, umrze. Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna. Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego. Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze. Nie będzie mu się przypominać żadnych jego przestępstw, które popełnił, będzie żył przez sprawiedliwość, którą się kierował. Czy rzeczywiście mam upodobanie w śmierci bezbożnego - mówi Wszechmocny Pan - a nie raczej w tym, by się odwrócił od swoich dróg i żył? A gdy sprawiedliwy odwróci się od swojej sprawiedliwości i popełnia bezprawie, i czyni wszystkie te ohydne rzeczy, których dopuszcza się bezbożny, czy ma żyć? Nie będzie mu się przypominało tych wszystkich sprawiedliwych czynów, które spełnił; z powodu niewierności, której się dopuścił, i z powodu swojego grzechu, który popełnił, umrze!

Z tego fragmentu wynika kilka prawd.
Po pierwsze, odpowiedzialność za grzech spoczywa na grzeszniku, to znaczy nie można obciążyć konsekwencjami grzechu kogoś innego. „Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna”.
Po drugie, każdy grzesznik może uniknąć konsekwencji grzechu, „zapłaty za grzech”, jeżeli „odwróci się od wszystkich swoich grzechów (…) i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań (…) na pewno będzie żył, nie umrze”.
Wreszcie po trzecie, grzesznik może żyć nie dlatego, że ktoś umarł za niego, ale dlatego, że odwrócił się od wszystkich swoich grzechów i zaczął przestrzegać wszystkich Bożych przykazań.

Jeżeli tak, to dlaczego Jezus zmarł na krzyżu? Jego śmierć, co wynika choćby 18 rozdziału Ezechiela, nie może być traktowana jako „zastępcza śmierć” poniesiona za człowieka. To nie jest tak, że Jezus został „ukarany” zamiast grzesznika i dlatego, ponieważ kara została już wymierzona, grzesznik nie zostanie już ukarany. Śmierć Jezusa była konieczna z innego powodu. Ponieważ warunkiem koniecznym do życia jest odwrócenie się od wszystkich grzechów, to właśnie do osiągnięcia tego celu była niezbędna śmierć Jezusa na krzyżu. 

Od momentu, kiedy Adam i Ewa zgrzeszyli, ludzie składali Bogu ofiary. To Bóg polecił ludziom, aby składali ofiary. W jakim celu? Czy Bóg potrzebował tych ofiar?

Psalm 50,8-13 Ganię cię z powodu krwawych ofiar twoich, całopalenia twoje są zawsze przede mną. Nie wezmę byka z domu twego ani kozłów z zagród twoich. Mój bowiem jest wszelki zwierz leśny, Tysiące zwierząt na górach. Znam wszelkie ptactwo gór i moje jest to, co rusza się na polach. Gdybym łaknął, nie mówiłbym ci o tym, Bo mój jest świat i to, co go napełnia. Czyż jadam mięso byków Albo piję krew kozłów?

Widać wyraźnie, że Bóg nie potrzebował tych ofiar, a w pewnym momencie nawet zaczął ich nienawidzić

Izajasza 1,11-13 Co mi po mnóstwie waszych krwawych ofiar - mówi Pan. Jestem syty całopaleń baranów i tłuszczu karmnych cieląt, a krwi byków i jagniąt, i kozłów nie pragnę. Gdy przychodzicie, aby zjawić się przed moim obliczem, któż tego żądał od was, abyście wydeptywali moje dziedzińce? Nie składajcie już ofiary daremnej, kadzenie, nowie i sabaty mi obrzydły, zwoływanie uroczystych zebrań - nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości

Dlaczego Bóg wyraża tu swoją niechęć do tego, co przecież sam polecił robić? Przecież to Bóg ustalił cały system ceremonialny, którego istotnym elementem było składanie ofiar? Czy może być tak, że powodem Bożej niechęci było wypaczenie tego systemu? A przecież cały ten system był symbolem tego, co zrobił Jezus, był symbolem nie tylko śmierci Jezusa, ale całej Jego misji. Składanie ofiar miało wywołać taki sam efekt, jak śmierć Jezusa. A efektem tym miało być odwrócenie się grzeszników od wszystkich grzechów.

Przysłów 4,4 Niech się twoje serce mocno trzyma moich słów, przestrzegaj moich przykazań, a będziesz żył!
Przysłów 7,2-3 Strzeż moich przykazań, a będziesz żył, strzeż mojego wskazania jak swej źrenicy! Przywiąż je do swoich palców i wypisz je na tablicy swojego serca!

Żydzi wypaczyli cały system ofiarniczy. Miał on poruszać ich serca, miał im przypominać, że konsekwencją grzechu jest śmierć, czyli przelanie krwi. To dlatego grzesznicy mieli osobiście zabijać ofiary przyprowadzane do świątyni. Krew tych zwierząt mieli czuć na swoich rękach, a przede wszystkim krew niewinnych zwierząt miała poruszać ich sumienia. Jednak Żydzi dosyć szybko zaczęli traktować składanie ofiar tak samo, jak poganie. Uważali, że składają te ofiary Bogu i uważali, że sam fakt złożenia ofiary jest wypełnieniem Bożego polecenia. Tysiące zwierząt i tysiące litrów przelanej krwi przestały na nich robić jakiekolwiek wrażenie, nie poruszały ich sumień. Uważali, że są sposobem na oczyszczenie z grzechów. Zamiast odkryć duchowe, symboliczne znaczenie tego, co nakazał im Bóg, zadowalali się dosłownym wykonywaniem Bożych poleceń. Bóg powiedział o przywiązywaniu przykazań do palców? Zaczęli robić to dosłownie. I uważali, że właśnie o to chodziło Bogu. Bóg powiedział „Nie zabijaj”, więc nie zabijali, chyba że na polecenie Boga. Odebranie życia traktowali jako grzech, ale już myślenie o zabiciu kogoś nie było przez nich uważane za coś niezgodnego z prawem. Przyjmowali dosłowne znaczenie tego wszystkiego, co polecał im Bóg.

Jednak to nie Bóg potrzebował tych wszystkich ofiar, ale grzesznicy. Przelewana krew miała poruszać serca i wywoływać niechęć do grzechu, do każdego grzechu. Kulminacją całego systemu ofiarniczego była ofiara złożona dobrowolnie przez Jezusa. I tak jak zwierzęta składane w ofierze miały poruszać serca ludzi, tak samo ofiara Jezusa miała i ma poruszać serca.

Jednak wielu chrześcijan uważa dzisiaj, że Jezus wziął na siebie nasze grzechy i został ukarany śmiercią zamiast nas. Zdejmując z nas nasze grzechy uwolnił nas od konsekwencji naszych grzechów, czyli od śmierci, ponieważ razem z grzechami wziął na siebie także śmierć, która przysługuje grzesznikom. Przyjmują dosłowne znaczenie pewnych biblijnych cytatów, mówiących o śmierci Jezusa, na przykład tych:

Rzymian 5,6 Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych
1 Koryntian 15,3 Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism

W ten sposób nie biorą pod uwagę duchowego wpływu ofiary Jezusa na ludzkie serca. Uważają tym samym, że rozwiązaniem problemu kierowcy ukaranego mandatem jest zapłacenie mandatu przez kogoś innego, a nie zmiana nastawienia kierowcy do jazdy niezgodnej z przepisami. Tymczasem w niebie znajdą się nie tyle ci kierowcy, których mandaty zostały zapłacone; co ci, którzy odrzucili swoje upodobanie do jazdy niezgodnej z przepisami i po prostu przestali otrzymywać mandaty. Oczywiście ich wcześniejsze mandaty zostały zapłacone, jednak o wiele ważniejsza była ich wewnętrzna przemiana.

Ofiara Jezusa może wpłynąć na serce grzesznika, powodując powstanie w nim niechęci i obrzydzenia do grzechu, a to prowadzi do odrzucenia grzechu. Jednak trudno jest uzyskać taki efekt, jeżeli przyjmuje się dosłowne znaczenie takich zdań, jak to: „Chrystus (…) wydał samego siebie za mnie” (Gal 2.20). Skoro Jezus wziął moje grzechy na siebie i umarł śmiercią, którą ja powinienem umrzeć, to znaczy że problem moich grzechów został rozwiązany. Wszystko co muszę zrobić, to uwierzyć w Jezusa: „Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony? A oni [Paweł i Sylas] rzekli: UWIERZ W PANA JEZUSA, A BĘDZIESZ ZBAWIONY” (Dz 16,30-31). Czy tak rzeczywiście jest? 

Rzeczywiście do zbawienia wystarczy uwierzyć w Jezusa, ale wiara w Niego to nie przekonanie o tym, że On istnieje i że jest naszym Zbawcą. Wiara w Jezusa to taki rodzaj wiary, który przekształca grzesznika w nowego człowieka. Skutkiem prawdziwej wiary jest śmierć starego i narodzenie się nowego człowieka, oczywiście nie w dosłownym, ale duchowym znaczeniu. Wiara w Jezusa to przede wszystkim właściwe zrozumienie tego, co stało się w trakcie całego pobytu Jezusa na ziemi, a czego kulminacją był krzyż Golgoty. To jest właśnie ta prawda, która jest w stanie uwolnić każdego człowieka z niewoli grzechu, ale najpierw musi zostać przyjęta do serca.

Rzymian 3,23-25 Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów

Kogo Bóg chciał „przebłagać” przy pomocy ofiary Jezusa? Może ktoś uważa, że samego siebie, że dopiero ofiara Jezusa skłoniła Boga Ojca do wybaczenie nam naszych grzechów, ale takie wyjaśnienie nie jest zgodne z Biblią. 

„Czy rzeczywiście mam upodobanie w śmierci bezbożnego - mówi Wszechmocny Pan - a nie raczej w tym, by się odwrócił od swoich dróg i żył?” (Ez 18,23). 

Boża sprawiedliwość jest „usatysfakcjonowana” samym odwróceniem się grzesznika od jego wszystkich grzechów. Nie jest jej już potrzebna śmierć takiego człowieka, byłego grzesznika, a tym bardziej nie jest jej potrzebna „ofiara zastępcza”. Ofiara Jezusa nie miała przebłagać Boga Ojca, ale nasze kamienne serca. „Wam to Bóg najpierw, wzbudziwszy Syna swego, posłał go, aby wam błogosławił, ODWRACAJĄC KAŻDEGO Z WAS OD ZŁOŚCI WASZYCH” (Dz 3,26).

Śmierć Jezusa ma skłaniać grzeszników do odwrócenia się od grzechu, a nie zdjęcie z grzesznika odpowiedzialności za grzech; ma skłonić grzesznika do porzucenia grzechu, a nie umożliwienie mu wiecznego życia w grzechu. Grzech jest zawsze związany z indywidualnymi decyzjami ludzi. Jezus swoim życiem i śmiercią objawił nam prawdę o Bogu, o Bożej miłości, a jednocześnie objawił też prawdę o grzechu, odkrywając przed nami prawdziwe skutki działania grzechu. Nam pozostawił decyzję, czy poznając prawdę pokochamy Boga, czy też raczej wybierzemy „miłość” do grzechu.

To my sami musimy podjąć decyzję, czy podczas czytania Biblii zadowalamy się dosłownym znaczeniem pewnych fragmentów mówiących o śmierci Jezusa, czy też raczej będziemy dążyli z całych sił do odkrycia ich prawdziwego, duchowego znaczenia. To każdy z nas musi zdecydować, czy czytając zdanie „Chrystus umarł za grzechy nasze”, rozumie je tak, że Chrystus dosłownie wziął na siebie nasze grzechy i umarł za nas; czy też raczej rozumie je tak, że Chrystus umarł  Z POWODU naszych grzechów, aby swoją śmiercią poruszyć nas tak, abyśmy zapragnęli odrzucenia wszystkich grzechów.

Jaka interpretacja zadowala moje serce? Czy ta dosłowna, która nie wymaga ode mnie żadnego wysiłku w celu osiągnięcia właściwego stanu ducha, czy też raczej ta, która uświadamia mi mój beznadziejny stan, a jednocześnie daje mi nadzieję, pokazując mi Tego, który chce pomóc mi zmienić mój beznadziejny stan?

Jezus kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, ale kocha nas za bardzo, aby zostawić nas takimi, jakimi jesteśmy. Czy pozwolimy mu zrobić to, co On pragnie zrobić dla nas?

piątek, 8 listopada 2019

KIM SĄ ADWENTYŚCI DNIA SIÓDMEGO

Kim sa ADS
Adwentysci Dnia Siodmego jako kosciol wyznaja protestanckie zasady oparte tylko na Biblii (zasada Sola Scriptura), zbawienia wylacznie na podstawie laski (zasada Sola Gratia) i jedynie za posrednictwem Jezusa Chrystusa (zasada Solus Christus.) Adwentysci postrzegaja swiat jako miejsce wielkiego boju miedzy Bogiem a Szatanem, w ktory wlaczona jest cala ludzkosc. Akceptuja doktryne trojcy czyli wiare w jednego Boga w trzech osobach to jest Ojca i Syna oraz Ducha Swietego . Adwentysci wierza ze czlowiek jest zbawiony z wiary tylko dzieki ofierze Jezusa ale wiare mozna ocenic po uczynkach wiec swietuja biblijny sabat - sobote i przestrzegaja 10 przykazan dekalogu oraz dobrze czynia wszystkim . Nie praktykuja kultu swietych, obrazow i figur. Sprawuja chrzest doroslych przez zanurzenie, Wieczerze Panska ( podaja wiernym chleb i wino ) i umywanie nog jako obrzadek pokory i sluzby ( przed Wieczerza Panska ) , ale takze jako nawiazanie do powszechnego kaplanstwa wierzacych. Adwentyzm nie wyznaje niesmiertelnosci duszy, uznaje zas kondycjonalizm - niesmiertelnoscia zostana obdarzeni tylko zbawieni i beda zyli wiecznie z Jezusem na odnowionej ziemi a Szatan i niesprawiedliwi zostana zniszczeni po sadzie ostatecznym na wieki ( nie wierza w czysciec czy pieklo ) , wraz z nastaniem paruzji (drugiego adwentu) - czyli powtornego przyjscia Chrystusa w chwale . Cialu, jako swiatyni ducha nalezy sie troska, co wiaze sie z powstrzymywaniem od uzywania narkotykow w tym alkoholu, tytoniu oraz takich uzywek, jak kawa czy herbata albo wieprzowiny itp. pokarmow ktore Biblia uznaje za nieczyste ( wedlug ksiega Mojzesza ) nauka teraz potwierdza ze sa to rzeczy niezdrowe i dlatego adwentysci sa czasem jaroszami itp. choc nie jest to zasada . Adwentysci wierza ze kazdy z nas bedzie rozliczany przez Boga z tego poznania jakie mial ale wszyscy powinni starac sie poznac Biblie i zyc wedlug jej nauki a zadaniem chrzescijan jest gloszenie ewangelii slowem i czynem . Zasadniczym i unikatowym skladnikiem doktryny adwentystycznej jest wiara w nauke o swiatyni niebianskiej, w ktorej arcykaplanska sluzbe pelni Jezus Chrystus.

K ADS - https://youtu.be/rr7nPKg-zk8

"Powiedz to swiatu " o poczatkach adwentyzmu

https://vimeo.com/238892284

Spokojnej Soboty pozdrawiam ! Tomasz G

ps :

O Biblii i znaczeniu pismach EGW w K ADS

https://www.youtube.com/watch?v=gISmLtP5CdI&t=927s

piątek, 1 listopada 2019

Komputerowa wersja planu zbawienia

Komputery są dzisiaj prawie wszędzie. Kto z nas nigdy nie używał komputera? Kto z nas nigdy nie miał problemów, których przyczyną był źle działający komputer?

Jakie są przyczyny złego działania komputerów?

Każdy komputer składa się z dwóch elementów, fizycznych urządzeń (hardware) i oprogramowania (software). Problemy mogą się pojawiać w obu z nich.

Części z których zbudowany jest komputer zużywają się, a poza tym mogą mieć wady fabryczne, mogą też ulec uszkodzeniu na skutek działania czynników zewnętrznych (uderzenie, zalanie wodą, itp.).

Jeżeli chodzi o oprogramowanie, to są dwa rodzaje programów. Pierwszy to tak zwany system operacyjny, specjalny program, który nadzoruje pracę całego komputera. To dzięki systemowi operacyjnemu uruchomiony komputer jest gotowy do działania, czyli uruchomiania programów drugiego rodzaju, czyli programów użytkowych. Takimi programami są edytory tekstu, programy graficzne, przeglądarki internetowe i wiele innych. Problemy z oprogramowaniem mogą być związane z samym systemem operacyjnym, albo z jakimś programem użytkowym. Te pierwsze często kończą się tym, że komputer nie chce działać prawidłowo, te drugie uniemożliwiają korzystanie z jednego programu. Skąd się biorą takie problemy? Programy są tworzone przez ludzi i mogą zawierać błędy, wpływające negatywnie na pracę komputera. Są też programy tworzone specjalnie po to, aby zakłócać pracę komputera, a nazywane są wirusami komputerowymi.

Wszystkie problemy związane z komputerami możemy podzielić ze względu na ich przyczynę. Otóż problemy te mogą wynikać z:

1. fizycznej niedoskonałości części z jakich składa się komputer;
2. niezamierzonych błędów popełnionych przez programistę lub użytkownika;
3. celowego działania autora programu lub użytkownika.

Zanim przejdę do właściwego tematu muszę jeszcze o czymś powiedzieć. Do poprawnego działania komputera sprawne muszą być oba jego elementy składowe, czyli hardware i software. Obie są ważne, żadna z nich nie może „żyć” bez drugiej. Sprzęt sam z siebie nie jest w stanie nic zrobić, z kolei programy bez sprzętu nie mogą działać.

Co należy robić, aby utrzymywać komputer w dobrym stanie? Należy o niego dbać. Po pierwsze musi znajdować się w odpowiednich warunkach (temperatura, wilgotność, czystość powietrza, itp.), musi mieć zapewnione źródło zasilania energią elektryczną (właściwe napięcie, częstotliwość, moc), oraz musi mieć zainstalowany dobry system operacyjny (np. Windows, chociaż w tym miejscu niektórzy mogą stwierdzić, że jeżeli dobry, to nie Windows) oraz jakieś programy użytkowe. Ważne jest, aby były to programy pochodzące z dobrego źródła, nie zawierające błędów lub co gorsze dodatków w postaci szkodliwego oprogramowania.

Człowiek jest bardzo podobny do komputera, oczywiście nie fizycznie.

Zostaliśmy stworzeni przez Boga, który najpierw uformował ciało pierwszego człowieka, czyli hardware, a potem tchnął w to ciało „dech życia”, czyli zainstalował system operacyjny. Bóg dał człowiekowi wolną wolę, czyli pozwolił mu wybrać jakie chce zainstalować programy, inaczej mówiąc Bóg pozwolił człowiekowi decydować o tym, co robi. I podobnie jak robią to producenci komputerów, dał człowiekowi „instrukcję użytkownika”. Instrukcja ta mówi o różnych warunkach, jakie muszą być spełnione, aby nasze życie było zgodne z naszym przeznaczeniem.

I tak jak ma to miejsce dzisiaj, kiedy wielu ludzi wykorzystuje komputery w niewłaściwy sposób, Adam i Ewa zrobili niewłaściwy użytek z ich komputera. Popełnili błąd, którego skutkiem była dosyć radykalna zmiana warunków w jakich żyli. To tak, jakby wstawili swoje komputery do zimnego i wilgotnego pomieszczenia, nie tylko brudnego i z bardzo zanieczyszczonym powietrzem, ale też z bardzo kiepskim zasilaniem, które z czasem staje się coraz słabsze. To radykalnie zmieniło ich możliwości życia. A wszystko dlatego, że uznali za korzystne pewne zmiany w oryginalnym oprogramowaniu. Zainstalowali sobie wirusa, który od razu rozpoczął swoje niszczycielskie działanie.

Czy ludzie, którzy wymyślili komputery, od początku zakładali, że mogą one być niewłaściwie wykorzystywane? Raczej nie, ale kiedy zaczęły pojawiać się problemy, zaczęto też szukać rozwiązań. Kiedy zaczęły pojawiać się wirusy, zaczęto opracowywać programy antywirusowe.

Błąd Adama i Ewy spowodował nie tylko zmianę warunków zewnętrznych, ale wpłynął także na ich system operacyjny. Zainstalowany w nim wirus spowodował zmianę sposobu myślenia i zaczął wpływać na podejmowane przez pierwszych ludzi decyzje.

I teraz przyszedł właściwy moment aby pokazać bardzo ważną różnicę, między człowiekiem a komputerem.

O tym co robi komputer nie decyduje sam komputer, ale jego operator. Komputer nie ma świadomości, a tym bardziej wolnej woli. Robi to, co nakazuje mu program. To operator komputera decyduje o tym, jakie programy mają być zainstalowane i uruchamiane.
Od komputerów różnimy się tym, że to my podejmujemy decyzje o tym, co robimy, czyli jakie programy instalujemy i z jakich korzystamy.

Czy Bóg wiedział o wszystkich problemach, które pojawią się po stworzeniu świata? Czy Bóg wiedział, że ludzie zgrzeszą? Tak, wiedział o tym zanim nas stworzył. I zanim nas stworzył miał już przygotowany sposób rozwiązania problemu grzechu. Miał przygotowany „serwis komputerowy” działający 24/7.

Jak działa ten serwis? Ktoś mógłby powiedzieć, że chyba niezbyt szybko, ponieważ historia grzechu liczy sobie około sześć tysięcy lat, i chyba jeszcze trochę potrwa. Zastanówmy się jednak nie nad tym, jak szybko powinien działać, ale co powinien naprawić.

Jeżeli ktoś używa komputera i ten komputer bardzo często się psuje, to może problem jest nie tyle z komputerem, co z jego użytkownikiem? Może nie wykorzystuje go we właściwy sposób i należy w pierwszej kolejności zmienić sposób, w jaki jest używany komputer, zmienić nastawienie użytkownika? Jeżeli tego nie zrobimy, to problemy będą się ciągle powtarzały. Problem grzechu jest poważniejszy niż problem jednego komputera i jego użytkownika. W dobie internetu problemy przenoszą się z jednego komputera na drugi bardzo szybko. Aby skutecznie rozwiązać problem należy doprowadzić do sytuacji, gdy wszystkie komputery są we właściwym stanie, wszystkie pracują prawidłowo i żaden nie stanowi zagrożenia dla innych. Inaczej mówiąc, nie da się załatwić problemu grzechu usuwając tylko skutki jego działania. To tak, jak z gorączką. Jest ona objawem choroby, ale my często zamiast leczyć przyczynę, „leczymy” skutek, czyli stosujemy środki na obniżenie temperatury. Jednak nierozwiązany problem po jakimś czasie wróci. Skuteczny serwis to taki, który usuwa przyczyny problemów i wtedy naprawia uszkodzenia, czyli skutki. Bóg robi to cały czas, Jego serwis działa 24/7 i robi wszystko, aby usunąć prawdziwą przyczynę grzechu, czyli zmienia nasze serca. Zmienia je tak, aby przestały chcieć grzeszyć, a zapragnęły żyć w harmonii z Bogiem. Gdy tak się stanie, wtedy Bóg naprawi całą resztę.

Celem działania Bożego serwisu komputerowego jest, aby po pierwsze każdy komputer działał dobrze i był zabezpieczony przed działaniem wirusów. Po drugie jego celem jest, aby cała sieć komputerowa działał dobrze, a to będzie możliwe wtedy, gdy wszystkie komputery zostaną nie tylko naprawione, ale każdy z nich będzie miał zainstalowany program antywirusowy.

Jednak są takie komputery, których Bóg nie może naprawić, ponieważ one tego nie chcą. I dlatego pewnego dnia Bóg będzie zmuszony do tego, aby je nie tylko odłączyć od sieci, ale wyłączyć całkowicie. Zostaną one zniszczone, ponieważ sama ich egzystencja stanowi zagrożenie dla innych komputerów.

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież są takie komputery, które działały dobrze, ale ze względu na zużycie części przestały działać. Co z nimi, przecież to nie ich wina, że nie doczekały globalnej naprawy całego systemu. Boży serwis komputerowy przewiduje też ich reanimację. Bóg przechowuje kopię zapasową każdego komputera. Taka kopia to dokładny obraz tego, jakie oprogramowanie było zainstalowane na komputerze i w jakim było stanie. Pewnego dnia Bóg wykorzysta te kopie zapasowe instalując je na całkowicie nowych komputerach. Zrobi to raz, używając do odtworzenia zniszczonych kiedyś komputerów całkowicie nowych i doskonałych części, a we wszystkich działających w tym czasie komputerów, które zostały zabezpieczone przed szkodliwym oprogramowaniem, wymieni wszystkie części na nowe i doskonałe.

To nie części z jakich składa się komputer decydują o jego osobowości, ale to w jaki sposób działa i reaguje, czyli całe oprogramowanie. Kiedy człowiek zmienia komputer na nowy, ale przenosi na nowy dokładną kopię tego, co znajdowało się na starym, to siadając do niego rozpoznaje wszystko to, co widzi na monitorze. Nie ma żadnego problemu z korzystania z nowego, chociaż widzi go pierwszy raz w życiu. Widzi go po raz pierwszy, ale czuje się tak, jakby go znał od wieków.

I w taki sposób Bóg przywróci wszystko do takiego stanu, jak był przez Niego przewidziany, gdy stwarzał świat. I nic się nie będzie więcej psuło, i nigdy nikt nie będzie tworzył wirusów komputerowych. Nie będzie już więcej śmierci, żałoby, krzyku i trudu. „A nic nieczystego do niego nie wejdzie ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo, lecz tylko zapisani w księdze życia Baranka” (Ap 21,27). Jedyna różnica między pierwotną, doskonałą siecią komputerową a tą nową, stworzoną niejako na nowo, jest to, że nowa będzie doskonale zabezpieczona przed problemami. Tym zabezpieczeniem nie będzie doskonały program zabezpieczający, ale świadoma rezygnacja użytkowników z używania szkodliwych programów. Będzie to coś więcej niż rezygnacja, będzie to niechęć do robienia jakiejkolwiek rzeczy, która źle wpływa na komputery i całą sieć.

Od sześciu tysięcy lat Bóg stara się pokazać prawdę o tym, czym jest grzech i jakie są jego skutki. Jednocześnie objawia nam jak bardzo nas kocha i jak dużo jest gotów poświęcić dla nas. I tak jak komputer nie jest w stanie sam sobie zapewnić doskonałych warunków pracy, tak samo my nie możemy żyć, jeżeli nie korzystamy z tego, co Bóg daje nam każdego dnia, tylko dlatego, że nas kocha.

Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny (J 3,16)

To Bóg daje nam życie i podtrzymuje cały czas nasze istnienie swoim Słowem. Każdego dnia daje nam możliwość zmiany naszego charakteru, abyśmy zapragnęli życia zgodnego z „Instrukcją użytkownika”. Jednak decyzję pozostawia nam. Objawia nam doskonałość i głębokie zaangażowanie swojego serwisu komputerowego. Kto z nas zrezygnowałby z takiego serwisu, który nie tylko jest darmowy, ale też rozwiązuje absolutnie wszystkie problemy? Jest tylko jeden warunek, należy tak serwisowany komputer używać zgodnie z instrukcją.

I to ten warunek jest tak trudny do zaakceptowania przez wielu z nas. Odbierają to jako ograniczenie ich wolności. Dlaczego żaden użytkownik nie dziwi się, że nie można komputera na przykład oblewać wodą albo instalować program, który nieodwracalnie niszczy twardy dysk? A jednocześnie ci sami użytkownicy nie widzą nic złego w tym, że robią coś, co zabija ich samych? Jak wielu ludzi wiedząc o zagrożeniu i tak instaluje w swoim komputerze pewne programy, albo wchodzi na niebezpieczne strony internetowe? Robią to, ponieważ tego chcą i uważają, że uda się im uniknąć negatywnych skutków. Robią to, ponieważ chcą zaspokajać swoje nie tyle pragnienia, co pożądliwości, ponieważ tak naprawdę wiedzą że to, czego tak bardzo pragną, jest złe.

W przypadku komputerów może się to zakończyć poważną awarią, zmuszającą do poważnej i kosztownej naprawy. Jednak my nie jesteśmy komputerami. Nie możemy się „zresetować” albo przywrócić sobie „ustawienia fabryczne”. To może zrobić tylko Bóg, a i tak nie będzie nikomu instalował innego oprogramowania niż to, jakie każdy z nas zainstalował. Jeżeli dobrowolnie zrezygnujemy z używania niektórych programów, to Bóg usunie je z naszych systemów operacyjnych, wraz ze wszystkim skutkami ich działania. Jednak nasza rezygnacja jest konieczna. Jeżeli tego nie zrobimy, to nasza egzystencja skończy się pewnego dnia, ponieważ nie tylko nie będzie dla nas miejsca na nowym świecie, ale nasze serca nie będą chciały tam żyć.

I mówili do gór i skał: Padnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem tego, który siedzi na tronie, i przed gniewem Baranka, albowiem nastał ów wielki dzień ich gniewu, i któż się może ostać? (Ap 6,16-17)

Czy jestem gotowy do tego, aby zrezygnować w moim komputerze z każdego programu, o którym wiem, że jest szkodliwy? Bez tej rezygnacji Bóg nie będzie mógł dokonać niezbędnej naprawy w swoim serwisie. Czy moim pragnieniem jest uwolnienie się od takich programów?