piątek, 24 października 2025

Biblia i Jezus Objawiają Boży Charakter

 Alfred Palla

BIBLIA I JEZUS OBJAWIAJĄ BOŻY CHARAKTER
„Bóg jest miłosierny i litościwy, nierychły do gniewu, a obfity w miłosierdziu i w prawdzie, mający miłosierdzie nad tysiącami, gładzący nieprawość i przestępstwo i grzech” (Wj 34:6-7). On jest „Bogiem łaskawym i miłosiernym, cierpliwym i pełnym łaski” (Jon 4:2), ponieważ ma „upodobanie w łasce” (Mi 7:18).
Bóg złączył nasze serca z samym sobą przez niezliczone dowody miłości objawione na niebie i na ziemi. Objawił się nam przez dzieła przyrody oraz najgłębsze i najczulsze więzi, jakich może doświadczyć człowiek. Jednak one tylko w niedoskonały sposób odzwierciedlają Jego miłość. Pomimo tych wszystkich dowodów ludzie spoglądają na Boga z lękiem, ponieważ wróg tego, co dobre, przyćmił ich umysły. Myślą o Nim jako o istocie surowej i nieprzebaczającej. Szatan spowodował, że ludzie zaczęli postrzegać naturę Boga jako sprawiedliwość, a Jego jako surowego i szorstkiego sędziego. Szatan ukazuje Stworzyciela jako wychwytującego błędy i potknięcia ludzi, tak aby mógł wykonać na nich srogi wyrok. Jezus żył wśród ludzi, aby usunąć ten fałszywy obraz, objawiając nieskończoną miłość Boga.
Syn Boży przyszedł z nieba, aby objawić swojego Ojca. „Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go” (J 1:18). „Nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11,27). Gdy jeden z Jego uczniów prosił: „Pokaż nam Ojca” (J 14:8), Jezus odpowiedział: „Tak długo jestem z wami i nie poznałeś mnie, Filipie? Kto mnie widział, widział Ojca; jak możesz mówić: Pokaż nam Ojca?” (J 14:9). Opisując swoją misję na ziemi, Jezus powiedział: „Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność” (Łk 4:18). To było Jego dzieło. Chodził czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich, których gnębił szatan. Były takie wioski, w których nie słyszano żadnego jęku, ponieważ wcześniej Jezus w nich był i uzdrowił wszystkich chorych. Jego praca świadczyła o Jego boskim powołaniu. W każdym Jego czynie widać było miłość, miłosierdzie i współczucie. Z sercem przepełnionym łagodnością i zrozumieniem podchodził do ludzi. Przyjął na siebie ludzką naturę, aby doświadczyć potrzeb człowieka. Najbiedniejsi i najpokorniejsi nie bali się do Niego podejść. Przychodziły do Niego nawet małe dzieci. Uwielbiały wspinać się na Jego kolana i wpatrywać się w Jego zamyśloną twarz promieniującą miłością.
Jezus nigdy nie zataił ani jednego słowa prawdy, ale zawsze wypowiadał je z miłością. Przebywając z ludźmi, był w najwyższym stopniu taktowny i zwracał się do nich z uprzejmością i troskliwością. Nigdy nie był szorstki i nie wypowiadał zbędnie ostrych słów, i nigdy niepotrzebnie nie zadawał bólu wrażliwej osobie. Nie potępiał ludzkiej słabości. Mówił prawdę, ale zawsze z miłością. Demaskował hipokryzję, niewiarę i nikczemność, ale Jego głos załamywał się, gdy wypowiadał słowa ostrej nagany. Płakał nad Jerozolimą, swoim ukochanym miastem, które odrzuciło Go jako drogę, prawdę i życie. Odrzucili Go jako Zbawiciela, lecz On spoglądał na nich ze współczuciem i łagodnością. Jego życie było przykładem wyrzeczenia i uważnej troski o innych, ponieważ każdy człowiek był w Jego oczach cenną istotą. Chociaż cechowała Go boska godność, z największą czułością pochylał się nad każdym członkiem Bożej rodziny. W Jego oczach każdy człowiek był zgubioną duszą, której zbawienie było Jego misją. Właśnie taki charakter Chrystus objawił w swoim życiu i jest to charakter samego Boga. Boże współczucie, mające swoje źródło w sercu Ojca i objawione w Chrystusie, spływa na wszystkich ludzi. Jezus, łagodny i współczujący Zbawiciel, był Bogiem, który „objawił się w ciele” (1 Tm 3,16).
“The Lord, The Lord God, merciful and gracious, long-suffering, and abundant in goodness and truth, keeping mercy for thousands, forgiving iniquity and transgression and sin.” Exodus 34:6, 7. He is “slow to anger, and of great kindness,” “because He delighteth in mercy.” Jonah 4:2; Micah 7:18. God has bound our hearts to Him by unnumbered tokens in heaven and in earth. Through the things of nature, and the deepest and tenderest earthly ties that human hearts can know, He has sought to reveal Himself to us. Yet these but imperfectly represent His love. Though all these evidences have been given, the enemy of good blinded the minds of men, so that they looked upon God with fear; they thought of Him as severe and unforgiving. Satan led men to conceive of God as a being whose chief attribute is stern justice,—one who is a severe judge, a harsh, exacting creditor. He pictured the Creator as a being who is watching with jealous eye to discern the errors and mistakes of men, that He may visit judgments upon them. It was to remove this dark shadow, by revealing to the world the infinite love of God, that Jesus came to live among men. The Son of God came from heaven to make manifest the Father. “No man hath seen God at any time; the only begotten Son, which is in the bosom of the Father, He hath declared Him.” John 1:18. “Neither knoweth any man the Father, save the Son, and he to whomsoever the Son will reveal Him.” Matthew 11:27. When one of the disciples made the request, “Show us the Father,” Jesus answered, “Have I been so long time with you, and yet hast thou not known Me, Philip? He that hath seen Me hath seen the Father; and how sayest thou then, Show us the Father?” John 14:8, 9. In describing His earthly mission, Jesus said, The Lord “hath anointed Me to preach the gospel to the poor; He hath sent Me to heal the brokenhearted, to preach deliverance to the captives, and recovering of sight to the blind, to set at liberty them that are bruised.” Luke 4:18. This was His work. He went about doing good and healing all that were oppressed by Satan. There were whole villages where there was not a moan of sickness in any house, for He had passed through them and healed all their sick. His work gave evidence of His divine anointing. Love, mercy, and compassion were revealed in every act of His life; His heart went out in tender sympathy to the children of men. He took man’s nature, that He might reach man’s wants. The poorest and humblest were not afraid to approach Him. Even little children were attracted to Him. They loved to climb upon His knees and gaze into the pensive face, benignant with love. Jesus did not suppress one word of truth, but He uttered it always in love. He exercised the greatest tact and thoughtful, kind attention in His relationships with the people. He was never rude, never needlessly spoke a severe word, never gave needless pain to a sensitive soul. He did not censure human weakness. He spoke the truth, but always in love. He denounced hypocrisy, unbelief, and iniquity; but tears were in His voice as He uttered His scathing rebukes. He wept over Jerusalem, the city He loved, which refused to receive Him, the way, the truth, and the life. They had rejected Him, the Savior, but He regarded them with pitying tenderness. His life was one of self-denial and thoughtful care for others. Every soul was precious in His eyes. While He ever bore Himself with divine dignity, He bowed with the tenderest regard to every member of the family of God. In all men He saw fallen souls whom it was His mission to save. Such is the character of Christ as revealed in His life. This is the character of God. It is from the Father’s heart that the streams of divine compassion, manifest in Christ, flow out to the children of men. Jesus, the tender, pitying Savior, was God “manifest in the flesh.” 1 Timothy 3:16.

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Konflikt stojący za wszystkimi konfliktami

Felieton do Szkoły Sobotniej na 25 października 2025

Lektura księgi Jozuego stawia przed nami trudne wyzwanie: podbój Kanaanu został zlecony przez Boga i przeprowadzony w Jego imieniu. Tekst wielokrotnie potwierdza, że to sam Bóg zainicjował i kierował tymi militarnymi kampaniami. To powoduje teologiczne napięcie – jak pogodzić obraz Boga, który nakazuje wojnę, z obrazem Boga, który jest miłością i utożsamia miłosierdzie i współczucie w innych miejscach Biblii? W jaki sposób przedstawić autorytet Starego Testamentu w świetle tego skomplikowanego obrazu?

Gdy Izraelici stali przed Jerychem, nieprzygotowani i niepewni, jak zdobyć silnie ufortyfikowane miasto, Jozue spotkał tajemniczą postać, która przedstawiła się jako „dowódca armii Pana”. Kiedy Jozue zapytał go, po której stronie stoi, jego odpowiedź brzmiała „Ani po waszej, ani po stornie waszych nieprzyjaciół!” Pytanie Jozuego „Po której stronie stoisz?” ujawnia binarny sposób postrzegania świata. Ktoś jest albo z nami, albo przeciwko nam. Faktycznie pytanie nie dotyczyło tego czy Bóg poprze plany Izraela, ale czy Izraelici dostosują się do Bożych planów? Nieznajomy wojownik przedstawił się, że jest dowódcą wojska Pana. Wtedy Jozue złożył mu pokłon. Cała scena przypomina epifanię Boga w płonącym krzaku, który zobaczył Mojżesz na pustyni.

Dowódca armii Pana nie powiedział: „Jestem po twojej stronie!”, ani nie powiedział: „Jestem przeciwko tobie”. Jego neutralność jest fascynująca. To prawie tak, jakby chciał powiedzieć: „Jestem w zupełnie innej rzeczywistości”. Kiedy Jozue to uznał, wtedy zrozumiał, że jego własne cele nie są już najważniejsze, dlatego zrezygnował z nich. Nastawienie na walkę, nastawienie na zwycięstwo, potrzeba posiadania pewności, że Bóg jest po mojej stronie – wszystko to przestało mieć znaczenie. Ta historia stawia nam wyzwanie, abyśmy zastanowili się jak często nasze osobiste cele wydają się posiadać najwyższy priorytet, jednak, gdy spotykamy to, co boskie, jesteśmy wezwani do ich odłożenia. Czy jesteśmy gotowi złożyć broń, którą trzymaliśmy, aby stoczyć bitwy, które wydawały nam się za najważniejsze?

Oczywiście nie oznacza to, że nie ma spraw, o które warto walczyć. Warto jednak zastanowić się, czy nie przegapiłem okazji, aby porozmawiać z dowódcą armii Pana, ponieważ tak bardzo byłem skupiony na toczeniu własnych bitew i zastanawianiu się, czy Bóg jest za mną, czy przeciwko mnie. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej gdy uświadomimy sobie, że Bóg tak naprawdę nie jest przeciwko nikomu. Bóg sprzeciwia się działaniom, ideologiom i krzywdzie, ale nie występuje przeciwko człowieczeństwu. Bóg pragnie, aby wszyscy Go poznali i zostali uwolnieni. Utożsamiam się z pytaniem Jozuego, ponieważ dzisiaj chcielibyśmy zapytać: Czy nie obchodzi cię, że kobiety, osoby kolorowe, imigranci oraz członkowie innych marginalizowanych społeczności cierpią? Czy twoje milczenie oznacza, że stajesz po stronie oprawców? Musimy pamiętać, że walcząc o uzdrowienie i równość, nie możemy stracić z oczu szerszej perspektywy konfliktu. Warto zastanowić się, o co walczymy, jak walczymy i z kim walczymy.

Autor lekcji zwrócił uwagę, że to spotkanie zmieniło perspektywę podboju Kanaanu: nie była to wojna Izraela, ale Boga, a zwycięstwo miało nadejść wskutek podporządkowania się nieznajomemu przywódcy i uczestnictwie w Jego odkupieńczych planach. Bóg nie staje po żadnej ze stron w naszych konfliktach.

Ta historia ma dla nas ogromne znaczenie. Żyjemy w spolaryzowanym świecie, w którym każdy chce mieć Boga po swojej stronie, czy to w polityce, wojnach kulturowych, konfliktach zagranicznych, czy nawet w osobistych urazach. Ta historia przypomina nam, że Bóg nie opowiada się po stronie ludzkich ideologii, partii ani planów. Zachęca nas do stania po Jego stronie. Prawidłowo postawione pytanie nigdy nie brzmi: „Czy Bóg jest po mojej stronie?”, ale: „Czy ja jestem po stronie Boga?”

Autor lekcji łączy wojny toczone przez Izraelitów z opisem walki z Szatanem w Apokalipsie 12 sugerując, że w ten sposób „Bóg usankcjonował wojny prowadzone przez Izraelitów”. Niewątpliwie warto pamiętać o chrześcijańskiej narracji na temat wielkiego boju między dobrem a złem. Jednak stwierdzenie „Bóg usankcjonował wojny” jest niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Przekonanie, że są wojny sankcjonowane przez Boga daje ludziom przyzwolenie na twierdzenie, że ich wojny są usprawiedliwione. Widzimy to w konfliktach na dużą skalę, takich jak ten między Izraelem a Gazą, Ukrainą i Rosją oraz w wojnach ideologicznych prowadzonych w różnych krajach zachodnich. Podejrzewam, że intencją takiego sformułowania jest teodycea, czyli obrona charakteru Boga w Starym Testamencie oraz przedstawienie wyjaśnienia przemocy stosowanej przez Izrael z boskiego rozkazu. Jednak w naszym współczesnym klimacie politycznym i społecznym takie rozumowanie otwiera drzwi fanatyzmowi i ekstremizmowi. To ta sama retoryka, która była często używana w historii do usprawiedliwiania nienawiści w imię Boga. Taka retoryka jest bardzo niepokojąca, ponieważ sprawia, że rozlew krwi jest przedstawiony jako święty i eliminuje potrzebę zmagania się z moralnym niepokojem, który pojawia się w tych historiach. Łatwo jest wierzyć w wojny sankcjonowane przez Boga, dopóki nie znajdziemy się po drugiej stronie jednej z nich.

To prawda, że na starożytnym Bliskim Wschodzie wojny oprócz wymiaru politycznego miały również wymiar teologiczny. Zwycięstwo danego narodu było równocześnie zwycięstwem boga tego narodu. Autor naszego podręcznika przedstawia Boga jako osobę toczącą „wojnę z grzechem” i kończy konkluzją, że ci, którzy utożsamiają się z grzechem, zostaną zniszczeni, co stanowi uzasadnienie dla całkowitego zniszczenia Kananejczyków. Jednak taki wniosek ignoruje złożoność biblijnego opisu. Po pierwsze, historycznie rzecz biorąc, Kananejczycy nie zostali całkowicie zniszczeni. Rahab, znalazła się w rodowodzie Jezusa, a Gibeonici odegrali kluczową rolę w czasie panowania króla Dawida.

Gdy czytamy biblijne opowieści o wojnie, często postrzegamy całe grupy jako pojedynczą jednostkę. Musimy jednak pamiętać, że Bóg nigdy nie traktuje ludzkości w taki sposób. Postrzega On każdego człowieka osobno. Każdy jest znany i ceniony. Ogólnikowe uzasadnienia masowej eksterminacji redukują tę prawdę i uniemożliwiają nam zmaganie się z niuansami i napięciem związanym z tym, kim jest Bóg i jak działa.

Autor starał się udzielić bezpiecznej, prostej odpowiedzi, która rozwiewa dyskomfort związany ze studiowaniem tego tematu. Jednak w taki sposób zostają uciszone autentyczne pytania i wątpliwości. Te historie wymagają dogłębnej analizy, zrozumienia historycznego i czasu, aby zmierzyć się ze złożonością boskiej sprawiedliwości.

Kiedy napotykam na trudne fragmenty w Biblii, zaczynam od utwierdzenia się w wierze w Bożą dobroć, życzliwość i empatię. Następnie zadaję pytanie: Jeżeli Bóg jest dobry, to w jaki sposób objawia się w tym fragmencie Jego dobroć? Czasami nie znajduję odpowiedzi na te pytania i muszę zaakceptować tę historię i wciąż na nowo się z nią zmagać. Wiara musi dawać przestrzeń do zmagań, a nie spieszyć się z rozwiązaniem. To jest bardzo typowa adwentystyczna i chrześcijańska tendencja, aby dostarczyć idealnie sformułowanych odpowiedzi. Prawdziwa wiara wymaga od nas, abyśmy ciągle zgłębiali temat. Zmaganie się z tymi historiami nie osłabia wiary, ponieważ sprawia, że wciąż szukamy serca Boga, nawet jeśli tekst jest trudny.

Pierwotny plan Boga dotyczący bitew które stoczyli Izraelici nigdy nie był zbudowany na ludzkiej wojnie ani sile militarnej, lecz na boskiej interwencji. Nad Morzem Czerwonym Mojżesz powiedział ludowi: „Pan będzie walczył za was; wystarczy, że będziecie spokojni”. Bóg zamierzał wyzwolić swój lud poprzez zaufanie, posłuszeństwo i poleganie na Nim – a nie poprzez miecze czy strategie. Nasze wątpliwości, niecierpliwość lub próby kontrolowania rezultatów mogą odwieść nas od Bożego ideału i wpędzić w niepotrzebne bitwy.

Zdaniem autora lekcji pierwotny plan dotyczący podboju Kannanu polegał na tym, że to sam Bóg miał toczyć wojnę za Izraelitów. Jednak ich niewiara spowodowała pojawienie się planu B który miał polegać na ich osobistym udziale w wojnie. Co więcej „wojna okazała się także próbą lojalności wobec Jahwe” i sposobem na wzrost zaufania i posłuszeństwa Izraela. Takie ujęcie tego tematu jest problematyczne, ponieważ umożliwia przedstawienie boskiej przemocy i ludzkiej wojny jako Bożego planu B, a nie tragicznego odstąpienia od Jego ideału. Taka interpretacja może sugerować, że z powodu braku wiary, Bóg dopasował się do nich stosując przemoc – taka idea może prowadzić w stronę normalizowania wojny jako narzędzia wiary. Taka interpretacja może również zakładać, że Bóg wymagał ludobójstwa jako środka nauczania zaufania, co może wypaczyć nasz pogląd na Boży charakter i sprawiedliwość. Ta interpretacja jest szczególnie niepokojąca dzisiaj, ponieważ może być wykorzystywana jako broń do usprawiedliwiania przemocy, podbojów, a nawet „świętej wojny” jako woli Bożej, gdy ludzka wiara słabnie. Warto zadać sobie pytanie, czy biblijna narracja opisuje to, czego Bóg chciał, czy po prostu to, co Bóg dokonał z powodu ludzkiego wyboru. Warto również zastanowić się w jaki sposób takie rozróżnienie kształtuje współczesną teologię władzy, przemocy i wiary.

Myślenie, że wojna mogła być częścią Bożego „planu”, samo w sobie jest znakiem tego, jak daleko ludzki strach i niewiara mogą „popchnąć” Boga do działania w ramach moralnego złamania. Autor biblijny jasno stwierdza, że Bóg nigdy nie chciał, aby Jego lud zwyciężał przez rozlew krwi. Polecenie: „Pan będzie walczył za was, wy tylko bądźcie spokojni” nie było metaforą – było raczej radykalnym zaproszeniem do zaufania zupełnie innemu rodzajowi mocy. Lud Boży wybrał jednak powrót do przemocy. Rezultat takiego wyboru nie stanowił Bożego ideału – ale raczej był ustępstwem wobec ludzkiego uporu i ostatecznie, z powodu wolnej woli, Bóg został „ograniczony” do zaakceptowania ludzkich wyborów, które następnie zostały zdefiniowane jako Jego wola. Wojna nie była dowodem woli Bożej; była dowodem Bożego miłosierdzia działającego w tragicznych konsekwencjach ludzkich wyborów. W tym tkwi sedno problemu: Boże plany są często ograniczone naszą niechęcią do wyobrażenia sobie innej drogi. Kiedy uparcie stosujemy przemoc wobec przemocy, dominację przeciw dominacji, zmuszamy Boga do działania w ramach, które sami sobie wypracowaliśmy. Słowo „walka” w ustach Boga rzadko przypomina walkę. Wygląda jak rozstąpienie się mórz, zdezorientowanie obozów wroga bez użycia miecza, przemienienie prześladowców w apostołów i pokonanie śmierci krzyżem. Boża „walka” to dzieło sprawiedliwości, wyzwolenia i miłości – walka z nienawiścią, chciwością, uciskiem i strachem zamiast krwi.

Dlatego Martin Luther King Jr. opisał sprzeciw wobec przemocy jako potężną i sprawiedliwą broń, która leczy, a nie szkodzi. Celem nie jest zmiażdżenie wroga, lecz zbudowanie relacji. Przemoc jest językiem bezsilnych, tych, którzy utracili wiarę w zdolność miłości do dokonania przemiany. Sprzeciw wobec przemocy to nie bierna rezygnacja; to zdyscyplinowany, odważny opór, który nie odzwierciedla zła. To walka w Bożym stylu. Czy wojnę w ogóle można nazywać „drugą najlepszą” opcją? Wydaje się, że słowo „najlepsza” nie powinno nawet znaleźć się w tym samym zdaniu, w którym mówimy o wojnie. Wydaje nam się, że Bóg sankcjonuje nasze podboje i przemoc wobec drugiej strony, mimo że ta druga strona składa się z tego samego materiału, z którego my jesteśmy stworzeni jako dzieci Boga. Prawdziwe pytanie brzmi zatem, czy my, jako naśladowcy Chrystusa, będziemy nadal uświęcać przemoc i nazywać ją wolą Bożą, czy też przyjmiemy radykalną prawdę, że walka zawsze była toczona – i wygrywana – miłością.

Warto przy tej okazji zastanowić się nad kilkoma problemami. Kiedy ludzie mówią o wojnie i zwycięstwach, na które liczą, rzadko biorą pod uwagę straty. Nie wspominają o życiu przeciwników ani o przelanej krwi. Nawet w biblijnych opowieściach, w których Izraelici unicestwiali całe narody, musimy pamiętać, że historie te są opowiadane z perspektywy Izraelitów. Oczywiście, przedstawiają w nich siebie jako sprawiedliwych zwycięzców i minimalizują druzgocące straty w ludziach. Rzadko potrafimy dostrzec w tych historiach Bożą perspektywę. Jeśli Bóg naprawdę jest Bogiem miłości, to nie wygrywa w żaden zdefiniowany przez człowieka sposób. Zwycięstwo Izraela może spełnić obietnicę, ale każde stracone życie wciąż łamie serce Boga. Wojna nigdy nie była w planach Boga. Była efektem ubocznym tego, że Bóg cierpliwie podążał za wyborami ludzkości, szanując wolną wolę, nawet gdy prowadziła ona do przemocy.

Obietnica z księgi Wyjścia 14:14 „Pan będzie walczył za was, a wy będziecie spokojni.” posiada kluczowe znaczenie w kontekście naszej lekcji. Ta obietnica została przekazana Izraelitom, zanim przeszli przez Morze Czerwone, a później odmówili wejścia do Ziemi Obiecanej. Obietnica, choć wiernie złożona przez Boga, została złamana przez Izraelitów i dlatego utracili spokój i sprowadzili na siebie chaos. Obraz Boga walczącego za nas, podczas gdy my stoimy w miejscu, przedstawia Go jako wojownika. Wyobrażamy sobie, że walka, którą prowadził Bóg za Izraelitów łączyła się z rozlewem krwi i przemocą. Być może dlatego, że nauczyliśmy się postrzegać Go jako wojownika.

To skłania nas do refleksji nad tym, jak boska sprawiedliwość różni się od tego, co my sami uważamy za sprawiedliwość. Nasze konflikty są krótkowzroczne i prawie zawsze prowadzą do zniszczenia nas samych i innych. Dla Boga istnieje wiele sposobów na osiągnięcie pożądanego rezultatu, a przemoc nie zawsze jest jednym z nich.

Mentalność „świętej wojny”, w której Bóg używa wojny do budowania zaufania posiada lustrzane odbicie w przysłowiu: „oszczędzaj rózgę, a zepsujesz dziecko”. Bóg w tych narracjach nie szczędził rózgi Izraelowi, konsekwencją była trauma wojenna. Izrael z kolei nie szczędził rózgi swoim wrogom. Taka postawa miała na celu zmuszenie ludzi do uległości, łamiąc ich ducha, aż się podporządkują. Niestety, taka mentalność odbija się echem w adwentyzmie. Nasze podejście do nawrócenia w dużej mierze jest zbudowane na zachowaniu. Zamiast pozwolić na swobodę eksploracji, żądamy posłuszeństwa. Być może częściowo wynika to ze sposobu, w jaki interpretujemy starotestamentowe wojny. Przyswoiliśmy sobie ich logikę w naszej teologii, zakładając, że trudności są instrumentem próby, a dobrobyt jest instrumentem boskiej nagrody. Zasługujemy na Bożą łaskę, gdy życie jest dobre i należy nam się kara, gdy życie nie jest dobre. Taki system wierzeń prowadzi do przekonania, że ludzie, którzy cierpią, zasługują na to cierpienie, a ból jest Bożym narzędziem nauczania. Wiara nie na tym polega. To jest nadużycie.

Autor lekcji przedstawił obraz Boga jako wojownika, a boskie wojny Izraela jako zapowiedź kosmicznego konfliktu i sądu w czasie ostatecznym. Taka retoryka niebezpiecznie minimalizuje rolę Boga. Gloryfikuje wojnę i ludzkie podboje zamiast boskiego współczucia. Wojna jest celebrowana jako przedłużenie boskich metod. Takie ujęcie, zwłaszcza w obecnym globalnym klimacie, jest bardzo niepokojące, ponieważ podsyca radykalizację i nacjonalizm. Tworzy fanatyków, którzy postrzegają swoje bitwy jako święte, a zwycięstwa jako boskie, nawet jeśli pochłaniają one niezliczone ilości ludzkich ofiar.

DO PRZEMYŚLENIA

Joz 10:10-11 Idea, że podbój Kanaanu dokonał się z przyzwoleniem Boga jest wyraźnie widoczna w księdze Jozuego. W jaki sposób można pogodzić obraz „wojowniczego Boga” z wizerunkiem Boga miłości, który został ukazany przez Jezusa?

Joz 5:13 - 6:2. W jaki sposób ten fragment ilustruje rolę Boga w podboju Kanaanu? Czy można utożsamić „armię Pana” z armią izraelską, czy jest to raczej niebiańska koncepcja?

2 Krl 6:8-17 i Neh 9:6. W jakiś sposób ta koncepcja rozbudowuje nasze zrozumienie spotkania Jozuego z niebiańskim dowódcą?

Autor lekcji łączy podbój Kanaanu z ideą konfliktu kosmicznego. Co to jest „konflikt kosmiczny”? Dwa najczęściej cytowane fragmenty Biblii dotyczące konfliktu kosmicznego to Izajasz 14 i Ezechiel 28. Jednak te fragmenty dotyczą królów Babilonu (Iz 14) i Tyru (Ez 28). Na jakiej podstawie odnosimy te teksty do Szatana? W jaki sposób idea konfliktu kosmicznego wpływa na nasze zrozumienie Bożego polecenia, aby dokonać rzezi wśród ludności Kanaanu? To, co dzieje się w księdze Jozuego, z naszego punktu widzenia nie wygląda dobrze. Jednak w kontekście konfliktu kosmicznego ma swoje uzasadnienie. W jaki sposób?

Wj 15:3-11. W jaki sposób można zinterpretować ideę Boga jako „wojownika”? W jaki sposób fragment z Wj 2:23-25 oraz 12:12-13 rozbudowują tę koncepcję? Autor lekcji sugeruje, że zagłada Egipcjan była „zapowiedzią” zagłady niesprawiedliwych pod koniec Millenium. Jakie jest twoje zdanie na temat tej idei?

Według Wj14:13-14, jaki był pierwotny i idealny plan Boga dotyczący zaangażowania Izraela w wojnę? Co dokładnie Bóg uczynił, aby walczyć za Izraelitów?

Wj 14:24-25. Jak zareagowali Egipcjanie, gdy zobaczyli co Bóg uczynił? Czy był to akt jednorazowy lub czy Bóg zamierzał wykorzystać podobną metodę w podboju Kanaanu? Jaki był ostateczny cel Boga w podboju Kanaanu?

Wj 17:1-7 oraz 17:7-13. W jaki sposób i dlaczego Bóg odstąpił od swojej metody wojny?

Joz 6:15-20 W jaki sposób oblężenie Jerycha różniło się od bitwy z Amalekitami? Co Bóg chciał osiągnąć pozwalając Izraelitom uczestniczyć w walce?

Jak praktycznie zastosować w życiu codziennym zasadę stania w miejscu i czekania, aż Pan będzie walczył za nas?

Wielokrotnie, w naszych dyskusjach i nieporozumieniach jakie mają miejsce w kościele, chcemy się upewnić, kto jest po naszej stronie. Czy Joz 5:13-15 ma zastosowanie w takich sytuacjach?

































Przygotował Jan Pollok

piątek, 17 października 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Pomniki łaski

Felieton do Szkoły Sobotniej na 18 października 2025

Czy można zapomnieć o osobie, którą się kocha? Koncepcja pamiętania o kimś kogo kochamy jest fascynująca. Przypominanie o nawiązaniu relacji z Bogiem wydaje się nieco podejrzane. Jeżeli trzeba komuś przypominać, aby nawiązał relację, czy nadal jest to autentyczne?

Interpretowanie Bożej dyscypliny lub trudności przez jakie przechodzimy w życiu jako „ceny” za duchowy rozwój jest niebezpieczne, ponieważ w ten sposób ryzykujemy przekształcenie wiary w transakcyjny lub moralistyczny system – gdzie błędy są po prostu traktowane jako „lekcje, za które trzeba zapłacić” – a nie jako momenty, które budują nasze relacje. Co więcej, takie myślenie powoduje, że nacisk jest położony na ludzki błąd i samodoskonalenie, a nie na Boże miłosierdzie i partnerstwo w naszym rozwoju. Teologicznie rzecz biorąc, alegoria przedstawiona przez autora lekcji posiada moralizatorski wydźwięk i sugeruje, że duchowy problem można „naprawić” przez karę i samo-korektę, a nie dzięki transformacji przez łaskę. Kiedy kładziemy nacisk na wiarę i skupiamy uwagę na naszej zdolności do samodyscypliny, zbawienie staje się zależne od naszych zdolności poznawczych, a nie od faktu, że Bóg ciągle o nas pamięta.

Kiedy Bóg „wspomina” Noego, Abrahama, Rachelę czy swoje przymierze z Izraelem, nie oznacza to, że zapomniał – lecz że wiernie wypełnia swoje obietnice. Boża pamięć przywraca, odkupuje i podtrzymuje życie, nawet gdy zbłądzimy. W przeciwieństwie do tego, ludzka pamięć jest krucha i ograniczona, nieustannie zakłócana przez rozproszenie uwagi, cierpienie i upływ czasu. Dlatego, musimy pamiętać, że zachęta do „lepszego pamiętania” o naszych duchowych potrzebach, może podświadomie prowadzić nas w stronę spełniania uczynków. To tak, jakby nasze duchowe przetrwanie zależało od czujności umysłu. Ewangelia koncentruje się na Bogu, który doskonale pamięta, wtedy, kiedy nasza pamięć zawodzi.

Bóg nie zapomina o nas. Nawet wtedy, gdy o Nim zapominamy wciąż pozostajemy w Jego pamięci. Jak napisał Izajasz: Czy kobieta może zapomnieć o swoim niemowlęciu i nie zlitować się nad dziecięciem swojego łona? A choćby nawet one zapomniały, jednak Ja ciebie nie zapomnę. Oto na moich dłoniach wyrysowałem cię.” (Iz 49:15-16). Ten fragment, pokazuje, jak osobista jest Boża pamięć. Nie zależy ona od tego, co robimy ani jak dobrze sobie radzimy; jest stała i zakorzeniona w miłości.

W Biblii możemy znaleźć wyraźne wezwania do pamiętania. Na przykład: „Pamiętaj o dniu Szabatu” oraz „Pamiętaj o przykazaniach”. Nie są to sugestie, ale zaproszenia. Na pierwszy rzut oka wydaje się to sprzeczne z wyrażeniem autentycznej miłości, ponieważ gdy uczucie jest szczere, pamiętanie jest naturalnym elementem relacji. Z całego serca kochamy członków naszej rodziny i najczęściej pamiętamy o ich urodzinach. Jednak czasami może się zdarzyć, że jesteśmy tak zabiegani i dajemy się porwać rytmowi życia, że możemy zapomnieć o tym, że nadszedł dzień urodzin i zanim się zorientujemy ten szczególny dzień mija. Nie chodzi o to, że przestaliśmy kochać. Po prostu byliśmy tak bardzo pochłonięci otaczającą nas rzeczywistością, że straciliśmy poczucie czasu. Nasz umysł ma swoje ograniczenia i gdy mamy wiele spraw do załatwienia łatwo zapomnieć o tym co ważne i co chcieliśmy zrobić.

Nasze zapominanie nie neguje naszej miłości, a jedynie ujawnia nasze ograniczenia. W tym sensie Boże przykazanie, by „pamiętać”, dotyczy partnerstwa; jest zaproszeniem do ponownego ukierunkowania się na Tego, który nigdy o nas nie zapomina.

Być może właśnie to miał na myśli Bóg, mówiąc „pamiętaj”. Być może nie chodzi o wymuszanie relacji, ale o uznanie, że nawet w autentycznej miłości musi być intencjonalność. Trzeba wygospodarować czas, ustalić rytm i stworzyć przestrzeń dla obecności Boga, ponieważ zbyt łatwo jest dać się ponieść obowiązkom życia i zaniedbać relacje.

Arka Przymierza w historii na temat przejścia przez Jordan i wejścia do Kanaanu odgrywała bardzo ważną rolę. Symbolizowała ona obecność Boga, który wprowadzał Swój lud do Kanaanu. Zwycięstwo było uzależnione od zastosowania się do Jego poleceń, a nie do ludzkich strategii. Jozue powiedział do ludu: Poświęćcie się, gdyż jutro PAN dokona wśród was cudów. Było to wezwanie do oczyszczenia i zaufania Bogu, podobnie jak w czasie pobytu pod górą Synaj. To poświęcenie polegało na połączeniu się z Bogiem, zanim On rozpoczął działanie w ich imieniu. Rozstąpienie się Jordanu potwierdziło, że obietnice Boga są niezawodne, a Jego moc wystarczająca, by przeprowadzić ich przez niemożliwe sytuacje.

Podobnie jak Izraelici, którzy stali przed wzburzoną rzeką Jordan, wszyscy stajemy w obliczu barier, takich jak: lęk przed nieznanym, niepewność, niesprawiedliwość, podziały, które wydają się niemożliwe do pokonania. Zawsze wtedy pojawia się pokusa, aby polegać na własnej sile, strategiach lub wyczuciu czasu. Historia Izraelitów przypomina nam, że prawdziwy przełom następuje, gdy zatrzymujemy się i pozwalamy aby najpierw działał Bóg. W świecie, w którym dominuje zasada natychmiastowego działania i medialnego hałasu, poświęcenie siebie może wydawać się jak zwolnienie tempa, aby słuchać, lub zrezygnowanie z kontrolowania rzeczywistości wokół nas i pozwolenie, aby Bóg nas prowadził. Oczywiście jest również czas, kiedy Bóg nakazuje nam działać, ale często najpierw prosi nas abyśmy mu zaufali. Zanim Bóg rozdzieli „wody” w naszym życiu, wzywa nas abyśmy okazali pokorę i byli gotowi. Boże działanie nie zawsze musi przybierać formę tak dramatyczną jak powstrzymanie biegu rzeki. Jednak, kiedy nasze serca będą przygotowane na Jego obecność, możemy zacząć dostrzegać Jego działanie nawet w zwyczajnych wydarzeniach. Czy jesteśmy gotowi, aby zatrzymać się na tyle długo, aby nasycić się Jego miłością i pozwolić aby nas prowadził?

Historia opisująca przejście Izraelitów przez Jordan przypomną nam, że Bóg, który rozdzielił Jordan, nie jest ograniczony przez przyrodę. Bóg pokazuje swoją obecność zarówno w wielkich, spektakularnych cudach jak i w małych prawie niezauważalnych epizodach. Czasami te niezauważalne epizody pokazują bardzo skomplikowaną naturę Bożych dzieł. Być może nigdy nie byliśmy świadkami tak wielkich cudów jak te, których doświadczył Izrael, być może dlatego, że już ich nie potrzebujemy. Znamy już te historie. Dzisiaj Bóg objawia boskość w mniejszych i nie tak spektakularnych formach. Można Go odnaleźć w wysłuchanych modlitwach, uzdrowieniach, nieoczekiwanych okazjach, które pojawiają się, gdy najmniej się ich spodziewamy. Być może największym cudem ze wszystkich jest Boża zdolność do przemieniania serc, do zmieniania sposobu, w jaki ludzie postrzegają siebie i otaczający ich świat. Chociaż być może nie jesteśmy świadkami wielkich cudów, to jednak jest nadzieja w pamiętaniu, że ten sam Bóg, który zatrzymał Jordan, potrafi wydobyć sens z chaosu. Ten sam Bóg, który zatrzymał wodę, potrafi nadać sens temu, co wydaje się bezsensowne.

W księdze Jozuego 4 Izraelici otrzymali polecenie, aby zbudować pomnik z kamieni wyciągniętych z rzeki na znak obecności Boga. Wcześniej wspomnieliśmy o znaczeniu pamiętania na poziomie osobistym. Miłość sprawia, że pamiętanie jest łatwe, ale zakłócenia sprawiają, że zapominamy. Joz 4 dodaje kolejny wymiar do wartości pielęgnowania pamiętania: pamiętanie dotyczy również dziedzictwa. Kamienie nad Jordanem nie były pomnikami ludzkiego wysiłku – były znakami boskiej wierności, mającymi przekazać przyszłym pokoleniom: „Bóg był tutaj”. W ten sam sposób życie, które prowadzimy dzisiaj, może stać się świadectwem wierności Boga dla kogoś innego. Być może sposób, w jaki żyjemy teraz, stanie się pamiątką, która doda otuchy komuś innemu w potrzebie. Budowanie pomników dla przyszłych pokoleń przypomina, że nasze życie nie jest odosobnione. Każdy wybór i każdy akt miłości zatacza coraz szersze kręgi. Prawość i współczucie, którymi żyjemy dzisiaj, mogą być powodem, dla którego ktoś inny znajdzie nadzieję jutro. Pamiętanie nie jest wezwaniem do zaskarbienia sobie Bożej łaski, lecz jest zaproszeniem do prowadzenia świadomego życia, do stworzenia przestrzeni dla boskiej obecności i do stania się żywym przypomnieniem Bożej dobroci dla innych.

Przejście przez Jordan było osobistym doświadczeniem nowego pokolenia – podobnie jak przejście przez Morze Czerwone było doświadczeniem ich rodziców. Każde pokolenie musi osobiście spotkać Boga. Zarówno dla Izraelitów jak i dla nas, pamiętanie jest niezbędne dla zachowania tożsamości. Ellen White ostrzegała, że zapomnienie historii w jaki sposób Bóg prowadził swój lud w przeszłości, wywołuje w nas lęk i niepewność co do przyszłości: „Nie mamy czego się lękać w przyszłości, chyba że zapomnimy drogę, którą Pan nas prowadził, oraz Jego naukę w naszej dotychczasowej historii.”

Przejście przez Morze Czerwone oraz przez Jordan było przełomowym progiem przez który musiał przejść lud Boży – momentem, w którym Bóg przeprowadził swój lud z jednej tożsamości do drugiej. Morze Czerwone oznaczało przejście Izraela z niewoli do wolności; Jordan oznaczał przejście od tułaczki do przynależności. Oba przejścia ukazują Boga jako Tego, który bezpiecznie przeprowadza swój lud przez chaos do nowego życia. Autorzy Psalmów będą odwoływać się do tych wydarzeń jako do metafor, które ilustrują osobistą przemianę: Bóg wyzwala nas z ucisku, rozpaczy i bezsilności, przywracając bezpieczeństwo, godność i radość. W Nowym Testamencie ta symbolika zostanie jeszcze bardziej pogłębiona. Autor Ewangelii Mateusza przedstawi Jezusa który wychodzi „z Egiptu” stawia czoła pokusom na pustyni i zostaje ochrzczony w Jordanie – jest nowym Izraelem, który rozpoczyna swoją posługę i sygnalizuje nowe przymierze łaski.

Dla nas „przekroczenie Jordanu” może symbolizować różne sytuacje – chwile, gdy życie wydaje się niepewne, a droga przed nami niejasna. Wody wydają się zbyt głębokie, by je przepłynąć. Być może jest to ogłoszenie wyniku badań w gabinecie lekarskim, który nagle zmienia wszystko w naszym życiu, albo kurczące się konto bankowe i zastanawianie się, jak przetrwać kolejny miesiąc. Może to być cichy ból w małżeństwie, gdzie miłość wydaje się bardziej wytrwałością niż radością, albo bezradność rodzicielska, gdy dziecko cierpi, a my nie możemy mu pomóc.

W każdym z tych momentów Boże zaproszenie jest takie samo, jak dla Izraela: zrób krok naprzód z ufnością. W twoim przypadku cud może nie wyglądać jak ściany wody; może mieć formę głębokiego spokoju, który przeczy logice, lub siły, która pozwala Ci przeżyć kolejny dzień, a może wspólnoty, która cię otacza, gdy nie możesz stać sam/a. Nasze „przejścia przez Jordan” polegają na odkrywaniu, że sam Bóg idzie przed nami, przemieniając strach w wiarę, a rozpacz w nadzieję.

Przejście przez Morze Czerwone było mementem, w którym Izraelici zostali przekształceni z ludu ukształtowanego przez niewolę i chaos ucisku w lud, któremu Bóg przez Przykazania pokazał przebłyski swojego serca. Następnie, po wieloletniej wędrówce po pustyni, przekroczenie Jordanu było momentem, w którym Izraelici zostali ponownie przekształceni tym razem z ludu koczowniczego ukształtowanego przez wędrówkę po pustyni w lud, który w końcu dostąpił obietnicy.

Przejście przez kolejne progi w naszym życiu pozwala nam zobaczyć nową wersję nas samych i rozpocząć nowy etap w życiu. Warto również zauważyć, że transformacja, szczególnie nad Morzem Czerwonym, nastąpiła w atmosferze ogromnego stresu. Przejście przez te wody nie było chwilą spokoju, lecz desperacji, było jedyną drogą, która mogła ocalić ich życie, gdy ścigali ich Egipcjanie. Warto w tym kontekście zastanowić się nad naszym Morzem Czerwonym i Jordanem, nad chwilami, kiedy Bóg otworzył nam drzwi lub poprowadził nas nową ścieżką, gdy rozpoczął się nowy rozdział w naszym życiu. Warto pamiętać o tych momentach.

Warto również uświadomić sobie, że wielu z nas żyje w ziemi obiecanej, o którą kiedyś się modliliśmy, a mimo to wciąż znajdujemy powody do narzekania. Przeżywamy okresy wysłuchanych modlitw, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dlatego ważne jest nie tylko zastanowienie się nad okresami przejściowymi, ale także pamiętanie o pustyniach, które przeżyliśmy. W przeciwnym razie ryzykujemy, że obfitość Ziemi Obiecanej zostanie przez nas uznana za oczywistość.

Autor lekcji zwrócił również uwagę na problem bałwochwalstwa oraz jak wielu ludzi wierzących przywiązuje się do rzeczy, które stają się bożkami w ich życiu. Zewnętrzne pragnienia w naszym życiu często odzwierciedlają wewnętrzne deficyty, które nosimy w sobie. Niektóre z tych deficytów nie powstały w wyniku naszej winy, jednak musimy się im przeciwstawić. Warto pamiętać, że po drugiej stronie bałwochwalstwa kryje się namacalny brak spokoju.

Dla niektórych z nas wiara nie daje wyzwolenia ani życia. Zamiast tego staje się bronią, czymś, co czujemy, że musimy nosić. Dla niektórych wiara nie jest schronieniem, lecz źródłem wstydu, które trzyma ich w pułapce, zamiast wolności. Jeżeli nasza wiara pozostawia nas na pustyni i nigdy nie prowadzi do obfitości, być może czegoś nam brakuje. Nasza wiara powinna nieustannie prowadzić nas na brzeg Morza Czerwonego lub Jordanu, gdzie Bóg coś rozdziela, coś powstrzymuje i prowadzi nas na drugą stronę. Jeśli wiara, której się trzymamy, pozostawia nas błądzących na duchowym pustkowiu, może to nie być wiara, która oddaje cześć Bogu. Może to być po prostu nawyk, który mylnie interpretujemy jako pobożność.



DO PRZEMYŚLENIA

Joz 4:23-24. Przejście przez Jordan przypomina przejście przez Morze Czerwone. Kluczowe wydarzenia z historii Izraelitów są często są do siebie podobne. Jakie wnioski dotyczące Boga można wyciągnąć z tych podobieństw? Jakie jest znaczenie słów „wami” i „nami” w wersecie 23?

Joz 3:1-5. Dlaczego Izraelici przeżyli trzy dni nad brzegiem Jordanu, zanim podjęli decyzję, aby się przeprawić? Dlaczego Izraelici nie mogli zbliżać się do arki? Co ten fakt mówi nam o Bogu? Dlaczego Bóg polecił Izraelitom, aby poświęcili się w przeddzień przeprawy przez Jordan? Na czym mogło polegać owo „poświęcenie się”? Jak można było tego dokonać? Lb 14:41-44. Co się wydarzyło, gdy Izraelici próbował iść naprzód bez arki? Czego dowiadujemy się na temat Boga z tego wydarzenia?

Bóg nie zawsze „rozdziela wodę”. Czasami Jego interwencje są rzeczywiste, ale nie oczywiste dla niewprawnego oka. W jaki sposób możemy nauczyć się rozpoznawać działanie Boga w naszym życiu?

Joz 3:5-17. (w.5) W jakiś sposób rozumiesz słowo „cuda”? (w.6-7) Jakie jest twoje zdanie na temat stwierdzenia, że Bóg rozdzielił rzekę Jordan, aby wywyższyć Jozuego w oczach ludu? (w. 8-10) Jaki inny cel miał Bóg w dokonaniu tego cudu? (w. 11-17) Dlaczego Bóg jest tak pozytywnie nastawiony do cudów w tym miejscu, a Jezus jest wobec nich raczej negatywnie nastawiony w ewangelii Jana?

Joz 4:1-7. Dlaczego Bóg poprosił Izraelitów o zabranie kamieni ze środka Jordanu? Jaka jest różnica między tradycją a tradycjonalizmem? Czy posiadasz pamiątki z Twojej osobistej podróży z Panem, które pomagają ci pamiętać o tym, co On dla ciebie uczynił?

Joz 4:20-24. Czego dowiadujemy się z tego fragmentu na temat celu, dla którego Bóg polecił zbudować ten pomnik? Jakie były podobieństwa, a jakie różnice między dwoma wydarzeniami, których doświadczył Izrael (przejście przez Morze Czerwone i przejście przez Jordan)? Jak poniższe wersety ilustrują znaczenie upamiętnień i kultu (Sdz 3:7; 8:34; Ps 78:11)? W jaki sposób Jn 14:26 personalizuje to, co Bóg próbował wyjaśnić Izraelowi?

Psalm 66:3-6 16-19. Na czym polega istota starotestamentowego nabożeństwa? Jakiej zmiany dokonuje psalmista między wersetem 6 a 16?

Dlaczego wydaje się, że Bóg nie dokonuje podobnych cudów dzisiaj?

W jaki sposób możemy troszczyć się, aby nie zapomnieć o naszych doświadczeniach z Bogiem zarówno jako jednostki jak i Kościół?















Przygotował Jan Pollok

piątek, 10 października 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Zaskoczeni łaską

Felieton do Szkoły Sobotniej na 11 października 2025

Co to jest łaska? Łaska to otrzymanie tego, na co nie zasługujemy. A może „łaska” to po prostu zwyczajne, naturalne zachowanie uprzejmej osoby? Czy dla Boga bycie łaskawym jest trudne?

Autor naszego podręcznika zatytułował lekcję w tym tygodniu „Zaskoczeni łaską”. Zwrócił on uwagę na fakt, że w księdze Jozuego została opisana druga szansa wejścia do Kanaanu jaką otrzymali Izraelici. Czterdzieści lat wcześniej Izraelici nie zaufali Bogu w obliczu negatywnych opinii jakie przekazali im zwiadowcy. Teraz, Izrael po raz drugi znalazł się na granicy Kanaanu. Podobnie jak Izrael, wszyscy ludzie potrzebują drugiej szansy. Czy „druga szansa” jest również definicją łaski?

Tym razem ponownie zostali wysłani zwiadowcy. Misja zwiadowców zapoczątkowała historię, która ukazuje, jak Boża łaska może objawić się w nieoczekiwany sposób – na przykład przez Rachab, która uratowała życie zwiadowców, swoje życie i i życie całej swojej rodziny. Ta historia zachęca nas do zauważenia, jak zaskakująca jest Boża łaska, która może przeniknąć do naszego życia często wypełnionego różnymi porażkami, oferując nowy początek i odnowioną wiarę w Jego obietnice.

Jozue wysłał zwiadowców z miejscowości Szittim z którą związane są dwa mroczne wydarzenia w historii Izraela. Pierwsze to wysłanie dwunastu szpiegów czterdzieści lat wcześniej, kiedy Izrael przygotowywał się do pierwszego zajęcia tej ziemi. (Lb 13:1-2,25-28,33). Drugie mroczne wydarzenie również miało miejsce w Szittim, gdzie Moabitki zwiodły Izraelitów (Lb 25,1–5). Czy Izrael powtórzy stare błędy, czy w końcu zaufa Bogu? Historia Izraelitów, którzy stanęli na granicy Kanaanu jest podobna do historii Piotra, który zaparł się Jezusa, ale później przyjął przebaczenie i został ponownie powołany do wykonania misji (Jn 21). Obie historie ujawniają centralną prawdę: Bóg jest Bogiem drugiej szansy. Łaska daje nam możliwość rozpoczęcia od nowa — zarówno jako narodowi jak i jednostce. Te historie przypominają nam, że sposób, w jaki otrzymujemy Bożą łaskę, powinien kształtować to, jak hojnie ją okazujemy innym, którzy się potykają. Historia Izraela na granicy Kanaanu przypomina nam, że porażka nie jest końcem historii. Łaska otwiera drzwi do nowego początku. Świat nieustannie przypomina nam, że sukces to coś, co sobie wypracowujemy, co udowadniamy lub co demonstrujemy – czy to poprzez dobra materialne, karierę, czy nawet religijność. Jednak Bóg proponuje nam inną definicję sukcesu: wierność, zaufanie i posłuszeństwo. Ta sama łaska wzywa nas do dawania drugiej szansy współpracownikom, członkom rodziny, współwyznawcom, a nawet tym, którzy różnią się od nas ideologicznie. Łaska nie oznacza zgadzania się z wypaczonymi wersjami Ewangelii, ale oznacza pamiętanie, że nawet ci, którzy są uwikłani w głoszenie takich Ewangelii, to wciąż ludzie, których Bóg pragnie odkupić.

Wyzwanie przed jakim dzisiaj stajemy jest następujące: czy pozwolimy, by Boża definicja sukcesu zmieniła nasz sposób życia w spolaryzowanym świecie, który jest nastawiony na wyniki? Czy odważymy się okazać łaskę nawet współ-chrześcijanom, którzy patrzą na sprawy inaczej, ufając, że obecność Boga – a nie nasza polityka – ostatecznie zdefiniuje to, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy?

Bóg jest nie tylko Bogiem drugiej szansy ale jest także Bogiem nowej narracji. Historia opisana w księdze Jozuego, nie tylko zwraca uwagę, że Izraelici ponownie stanęli na skraju Kanaanu, ale także pokazuje, że znajdowało się tam teraz zupełnie nowe pokolenie z nowym zrozumieniem tego, kim był Bóg.

Pierwsi Izraelici, którzy dotarli do Kanaanu, byli złamani przez niewolę. Mieli w sobie zakodowany system, w którym dorastali, a ich niemożność wejścia do Kanaanu została ukształtowana przez tę historię. Dzisiaj, kiedy patrzymy na świat i obserwujemy ludzi, którzy wyznają ideologie, których nie potrafimy zrozumieć, czy gdybyśmy byli na ich miejscu i dorastali w takich samych warunkach czy wierzylibyśmy podobnie? Gdybyśmy szli tą samą drogą i doświadczyli tych samych ran, czy znajdowalibyśmy się w tym samym miejscu? Takie spojrzenie wyzwala w nas łaskę wobec innych, których idei nie potrafimy w pełni zrozumieć.

To samo dotyczyło Izraela. Gdyby drugie pokolenie przeżyło traumę pierwszego, być może również nie weszłoby do Kanaanu. Historia przedstawiona w księdze Jozuego opowiada o Bogu przepisującym całe narracje i rozmontowującym systemy, które dziedziczymy, dopóki nie jesteśmy gotowi trwać w wierze.

Największą potrzebą świata w tej chwili nie jest naprawianie starych systemów. Potrzebna jest odwaga, aby uznać, że systemy, które są podstawą funkcjonowania tego świata, a zwłaszcza nasze chrześcijaństwo – są fundamentalnie wypaczone. Potrzebujemy gruntownego oduczania się, które niestety jest trudniejsze niż proces uczenia się. Podobnie jak w przypadku Izraelitów, potrzeba oduczenia się stała się oczywista dopiero po latach wędrówki przez pustynię. Dopiero gdy poczujemy cały ciężar pustyni, zaczynamy pojmować na czym polega wolność ziemi obiecanej. Podobnie narody, świat i chrześcijanie muszą najpierw zrozumieć, że ich przekonania prowadzą do zniszczenia, zanim w ogóle zaczną rozważać opcję oduczania się. Potrzebujemy empatii, której tak bardzo brakuje w naszym klimacie kulturowym. O wiele łatwiej jest demonizować „drugą stronę”, niż zatrzymać się i wyobrazić sobie jej historię. Gotowość do oduczenia się i słuchania pozwala Bogu na nowo pisać scenariusze w naszym życiu, w naszych społecznościach i narodach. Historia Izraelitów pokazuje nam, że wejście do Kanaanu wymagało czegoś więcej niż cierpliwości czy łaski – wymagało pokory i gotowości do odwrócenia się od starych narracji. Ponieważ w przeciwnym razie te same systemy, które raz już zawiodły, zawiodłyby ponownie.

To prowadzi nas do historii Rachab, która skłamała, aby uratować zwiadowców. Może się nam wydawać, że jej kłamstwo jest sprzeczne z przykazaniem. Jednak, kiedy czytamy tę historię we współczesnym kontekście, postawę Rachab postrzegamy jako akt obywatelskiego nieposłuszeństwa – podważanie systemu, który został stworzony aby niszczyć. Historia Holokaustu przywodzi na myśl nurtujące pytanie: Co bym zrobił dzisiaj, gdyby ukrywanie Żydów (lub Palestyńczyków (sic!) wymagało oszustwa, czy trzymałbym się przykazania „Nie będziesz składał fałszywego świadectwa” kosztem „Nie będziesz zabijał”? Pozostawanie „prawdomównym”, ale jednocześnie współwinnym śmierci, to żadna sprawiedliwość. Historia Rachab zmusza nas do zmagania się z tym dylematem.

Warto zwrócić uwagę, jak często nasza teologia grzęźnie w pedantycznych szczegółach. Jesteśmy chętni potępić profesję Rachab lub jej nieuczciwość, jednocześnie ignorując jej niezwykłą odwagę. Ciekawe, że w liście Jakuba 2:25 zostało napisane, że Rachab została usprawiedliwiona z uczynków – a przecież jej uczynki były właśnie tym aktem, który nazywamy nieuczciwością. Według autora chrześcijańskiego Bóg usprawiedliwił jej wybór, ponieważ był on zgodny z wyższym przykazaniem: chronić życie, kochać bliźniego, wybierać sprawiedliwość.

Szkoda, że wielu chrześcijan woli trzymać się wygody „przestrzegania przykazań”, niż stawić czoła niedogodności odważnego działania w miłości. Mówimy prawdę, gdy równocześnie niewinne życie jest niszczone – i gratulujemy sobie naszej moralnej wyższości. Historia Rachab pokazuje, że nasza bohaterka wykazała się miłością do Boga i bliźniego, która wykraczała poza literę prawa. Jej płeć, zawód czy kłamstwo nie mają znaczenia. Liczy się to, że była gotowa zaryzykować wszystko dla tego, co słuszne.

Jej historia rzuca nam wyzwanie: czasami, w naszej obsesji na punkcie bycia postrzeganym jako dobre osoby, stajemy się współwinni zła. Czasami sprawiedliwość wymaga od nas wyjścia poza nasze wąskie interpretacje i pozwolenie, aby Bóg całkowicie przepisał naszą historię. To wydaje się szczególnie potrzebne w czasach, gdy tak wiele elementów w naszym świecie – i w naszym Kościele – jest skrępowanych odziedziczonymi systemami, tradycjami i ideologiami, które zostały wypaczone. Być może prawdziwym sprawdzianem wiary nie jest to, jak mocno trzymamy się naszych interpretacji, ale to, czy jesteśmy gotowi zaryzykować reputację, bezpieczeństwo, a nawet przynależność, aby podporządkować się wyższemu nakazowi Boga, by chronić życie, bronić bezbronnych, wybierać miłość za wszelką cenę. Historia Izraelitów przypomina nam, że Bóg burzy stare schematy, aby mogło narodzić się coś nowego.

Drugi wątek, którym zajmowaliśmy się w tym tygodniu dotyczył historii Gibeonitów (Joz 9). Podobnie jak Rachab, Gibeonici uznawali moc Boga Izraela i pragnęli przetrwać, a nie stawiać opór, uznali, że zwycięstwa Izraela działy się za sprawą Jahwe. Jednak w przeciwieństwie do Rachab, która otwarcie wyznała wiarę, Gibeonici postanowili zastosować podstęp, udając, że pochodzą z dalekiej krainy. Ich przebiegłość wynikała z chęci przetrwania. Porażka w tej historii wynikała nie tylko w nieuczciwości Gibeonitów, ale także z tego, że przywódcy Izraela nie szukali rady u Boga. W tej sytuacji Izraelici znaleźli się w konflikcie między dwiema sprzecznymi wartościami: dochowaniem przysięgi złożonej w imieniu Boga a przestrzeganiem Jego nakazu. Jak ważne jest rozeznanie i poleganie na Bożym przewodnictwie, zwłaszcza gdy wartości lub obowiązki zdają się kolidować ze sobą.

Historia Gibeonitów odwołuje się do napięć, z którymi często musimy się zmierzyć, gdy wartości biblijne zdają się stać w konflikcie z realiami życia. Czy kurczowo trzymamy się zasad, czy też potrafimy rozpoznać ducha prawa Bożego – miłosierdzia, sprawiedliwości i miłości? Podobnie jak w historii Izraela, łatwo jest polegać na pozorach, zamiast zatrzymać się i szukać Bożej mądrości. Dzisiaj spotykamy się z podobnymi dylematami: gdy mówienie prawdy może narazić czyjeś życie na niebezpieczeństwo, gdy lojalność wobec narodu kłóci się z lojalnością wobec Chrystusa, a retoryka „prawa i porządku” zderza się z wyższym Bożym powołaniem do sprawiedliwości i współczucia. W takich momentach historia Gibeonitów przypomina nam, że przetrwanie, samoobrona, a nawet polityka mogą kusić nas do pójścia na skróty.

Jozue i Izraelici byli związani przysięgą złożoną Gibeonitom, mimo że uzyskali ją podstępem. Ponieważ przysięga została złożona w imię Boga, nie mogli jej złamać. Zamiast zniszczenia, Gibeonici zostali włączeni w życie religijne Izraela jako drwale i nosiciele wody dla świątyni. Historia Gibeonitów pokazuje działanie Bożego miłosierdzia: Jego pragnieniem nie jest zniszczenie, lecz przyprowadzenie ludzi do pokuty i nawiązania z nimi relacji. Jest to historia, która pokazuje niezwykle złożoną i trudną naturę łaski i miłosierdzia.

Reakcja Jozuego na trik Gibeonitów przypomina nam, że czasami przywództwo wymaga zrównoważenia sprawiedliwości z łaską. Gibeonici oszukali Izraelitów, ale Jozue dotrzymał przysięgi i czyniąc to, przekształcił ich służbę w udział we wspólnocie Boga. To, co mogło skończyć się zniszczeniem, stało się szansą na odkupienie. Dla nas stanowi to wyzwanie, jak reagujemy, gdy inni zawodzą, oszukują lub przychodzą do nas z mieszanymi motywami. Czy domagamy się kary, czy możemy pozostawić miejsce na łaskę, która przekształci to, co wydaje się porażką, w świadectwo Bożego miłosierdzia? W spolaryzowanym świecie, gdzie niespełnione obietnice, dezinformacja i zdrada wydają się być na porządku dziennym, ostatecznym celem Boga nie jest kara, lecz odbudowa. Podobnie jak Jozue, jesteśmy wezwani do podtrzymywania prawdy i okazania miłosierdzia – ufając, że Bóg może przemienić nawet wadliwe prośby w zaskakującą łaskę.

W jednym ze swoich kazań – Loving Your Enemies (1957) Martin Luther King Jr powiedział: „Kiedy dochodzisz do punktu, w którym patrzysz w twarz człowieka i dostrzegasz głęboko w nim to, co religia nazywa „obrazem Boga”, zaczynasz kochać go pomimo wszystko. Niezależnie od tego, co robi, widzisz w nim obraz Boga. Jest w nim pierwiastek dobra, którego nigdy nie może wymazać. Odkryj pierwiastek dobra w swoim wrogu. A kiedy starasz się go nienawidzić, znajdź centrum dobra i skup na nim swoją uwagę, a odkryjesz w sobie nową postawę.” King rozumiał, że prawdziwa miłość wymaga odwagi, takiej, która opiera się złu i równocześnie nigdy go nie odzwierciedla. Ten rodzaj miłości nie usprawiedliwia niesprawiedliwości, lecz stawia jej czoła z odwagą i łaską. To sposób, w jaki Rahab okazała zaskakujące miłosierdzie, sposób, w jaki Chrystus umiłował nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami i sposób, w jaki jesteśmy wezwani do odzwierciedlania charakteru Boga w podzielonym świecie.

Historia Gibeonitów przypomina nam, że Jozue i Izraelici dotrzymali przysięgi, ponieważ złożyli ją w imię Boga. Imię Boga i Jego wierność przeważyły nad oszustwem, którego się dopuszczono. To fascynująca prawda, z którą warto się zmierzyć. Możemy zauważyć interesującą paralelę między działaniem Gibeonitów, a działaniem Rachab. W obu przypadkach posłużono się oszustwem, ale kierunek tych oszustw zmienił wszystko. Oszustwo Rachab uratowało życie izraelskich zwiadowców. Oszustwo Gibeonitów posłużyło ochronie ich samych. W obu przypadkach bohaterzy słyszeli o tym, co Bóg uczynił dla Izraelitów i ta wiedza ukształtowała ich reakcje. Lęk Rachab przed Bogiem przyciągnął ją do Niego i Jego ludu, podczas gdy lęk Gibeonitów skłonił ich do manipulowania sytuacją, ponieważ nie wierzyli, że Bóg może być dla nich miłosierny. Oba przypadki zostały upamiętnione i znalazły swoje miejsce w historii Izraela na różne sposoby. Rachab została wpleciona w linię rodową Jezusa, a jej wiara doprowadziła ją do wolności i przynależności. Gibeonici zostali wpleceni w niewolę. Ich życie zostało oszczędzone, ale pozostali związani. To mocne przypomnienie, że chociaż łaska i miłosierdzie są udzielone za darmo, to jednak nasze motywy i intencje nadal kształtują rezultaty naszych wyborów.

Historia Gibeonitów porusza w nas coś głęboko. Uczy nas, jak żyć w tym świecie, nie dając się ponieść gniewowi, emocjom, których sednem jest smutek. Smutek z powodu doświadczeń w kościele, w świecie, smutek z powodu strachu i braku bezpieczeństwa którego tak wielu ludzi doświadcza każdego dnia. Ewangelia jest dla każdego. Choć może się to czasem wydawać niepokojące, Bóg nieustannie przypomina nam, że łaska spływa na tych, którzy naszym zdaniem najmniej na nią zasługują. Bóg posłużył się Rachab, której serce było zjednoczone z Jego sercem, i posłużył się Gibeonitami, których działania były skierowane przeciwko Niemu. Obie te historie przypominają nam, że u stóp krzyża wszyscy stoją na równym gruncie.

DO PRZEMYŚLENIA

Joz 2:1. Dlaczego Bóg drugiej szansy ponownie sprowadza Izraelitów na ten sam teren, na którym zawiedli czterdzieści lat wcześniej? Dlaczego Jozue powtórzył wysłanie szpiegów z tego samego miejsca?

Joz 2:2-11. W jaki sposób wyjaśnić pozorną aprobatę kłamstwa Rachab przez biblijnego autora? Co mówi nam to na temat Bożego charakteru? W jaki sposób późniejsza tradycja chrześcijańska zinterpretowała epizod z udziałem Rachab (Hbr 11:31; Jk 2:25)?

Joz 9:1-27. Jakie są podobieństwa i różnice między historią Rachab a historią Gibeonitów? Można powiedzieć, że dylemat, przed jakim stanął Izrael, wynikał z braku poszukiwania woli Bożej w tej sprawie. Gdyby lud Boży był całkowicie wierny, czy nadal przeżywałby dylematy? Gdyby Izraelici poszukiwali woli Bożej, czy Bóg oszczędziłby Gibeonitów? Gdyby Gibeonici byli wierni jak Rachab i gdyby Izraelici szukali woli Boga w tej sprawie, czy Bóg mimo wszystko oszczędziłby Gibeonitów?

Rahab nie pojawia się więcej w Starym Testamencie. Pojawia się dopiero w tradycji chrześcijańskiej w ewangelii Matusza, w genealogii Jezusa jako jedna z pięciu kobiet wymienionych w tej genealogii. Jaki cel miał Mateusz umieszczając Rahab w genealogii Jezusa?

Jak możemy dać „drugą szansę” innym? Czy zasada „drugiej szansy” może mieć zastosowanie do sprawców przemocy domowej i seksualnej?

Czy Bóg stosował również wojnę psychologiczną? Jeśli tak, to czy Boża psychologia okazała się skuteczna?

Jeśli dwaj izraelscy zwiadowcy wykonywali misję dla Boga, dlaczego zdecydowali się znaleźć prostytutkę i zamieszkać u niej?

Wyobraź sobie, że jesteś jednym z dwóch izraelskich zwiadowców, na dachu domu w którym mieszkała Rachab. Gdybyś usłyszał jakieś hałasy i głosy z dołu, czy byłby to odpowiedni moment na modlitwę? Czy potrafiłbyś modlić się za Rachab? Gdybyś szczerze modlił się do Boga, czy twoja modlitwa brzmiałaby: „O Panie, proszę, pomóż Rachab mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę?”

Czy Rachab mogła słyszeć, że Bóg Izraelitów zabronił swemu ludowi „składać fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu swemu”? Czy złożenie fałszywego świadectwa w celu ochrony gości było dobrym pomysłem?



















Przygotował Jan Pollok

piątek, 3 października 2025

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Recepta na sukces

Felieton do Szkoły Sobotniej na 4 października 2025

W poprzednim kwartale studiowaliśmy jak Izraelici bezpiecznie opuścili Egipt i dotarli do granic ziemi, którą Bóg obiecał ich protoplastom. Przez kolejne trzy miesiące będziemy studiować Księgę Jozuego. Księga Jozuego jest trudną księgą biblijną. Kiedy byłem dzieckiem księga Jozuego była dla mnie znacznie łatwiejsza, powiedziałbym nawet pasjonowała mnie. Podobały mi się historię dotyczące podboju Kanaanu - wygrane bitwy, militarne pułapki, „zdobywanie” kolejny miast i terytoriów. Jako dziecko wychowywałem się w kulturze, która karmiona była filmami wojennymi oraz ideologią walki z wrogiem. Takie filmy jak „Czterej pancerni”, „Kapitan Kloss”, czy „Jak rozpętałem II wojnę światową” inspirowały młody umysł i dostarczały pomysłów jak bawić się na podwórku w „wojnę”. Historie wojenne były ekscytujące. Czytałem opowieści przygodowe z II wojny światowej. Zawsze byłem pewien, kto jest dobry, a kto zły. Jednak w czasie studiów, kiedy „wojsko” było przedmiotem obowiązkowym, a w naszym kraju zaczęły następować polityczne zmiany całkowicie straciłem „militarne” zainteresowania. Dzisiaj w kontekście wojen, które toczą się w Europie, Afryce, czy na Bliskim Wschodzie, tematyka wojenna wzbudza w moim umyśle niepokój i całkowitą dezaprobatę, zwłaszcza gdy pojawiają się w niej wątki związane z religią oraz religijnymi instytucjami.

W jaki sposób czytać biblijne księgi Wyjścia i Jozuego? Kiedy cała armia egipska utonęła w morzu lud Boży radował się. Jaka powinna być nasza reakcja dzisiaj, kiedy jesteśmy świadkami ludobójstwa? Czy naród wybrany wypędzi Kananejczyków? Czy unicestwi Kananejczyków? Kto zniszczy kananejskie miejsca kultu?

Co powinni dzisiaj robić naśladowcy Jezusa motywowani Księgą Jozuego? Zniszczyć i spalić bożki? Zniszczyć i spalić ludzi? Ile ołtarzy i bożków zniszczył lud Boży w księdze Jozuego? Ilu ludzi zostało pozbawionych życia? Jaki był główny powód tych wygnań i masowych rzezi? (Pwt 7:16; 20:18?) Jak często Izraelici okazywali miłosierdzie? (Joz 6 i 7) Czy w tych przypadkach okazywanie miłosierdzia zniewalało tych, którzy okazali miłosierdzie? Czego powinniśmy się nauczyć z tych historii, które mogą nam się wydawać niepotrzebnie brutalne i odrażające?

Zanim zakończymy nasze studia nad księgą Jozuego, świat chrześcijański będzie celebrował święta Bożego Narodzenia. W jaki sposób wspominać Boga, który zechciał narodzić się jako bezbronne dziecko w Betlejem? Ilu ludzi zranił Jezus, kiedy żył wśród nas? Ilu zabił? Jezus zwyciężył zło – czyniąc dobro i żeby nas uzdrowić, Jezus pozwolił się zabić. Jak powinniśmy rozumieć Boga reprezentowanego przez Jozuego i Boga reprezentowanego przez Jezusa? Oto kilka pytań, które mogą zainspirować nasze studium w tym kwartale.

Księga Jozuego rozpoczyna nowy etap w historii Izraelitów. Mojżesz i wędrówka po pustyni należały już do przeszłości. Nowe pokolenie zostało wezwane do zaakceptowania obietnic Boga jako możliwości, które zdefiniują przyszłość. Historia Jozuego przypomina nam, że Bóg zaprasza nas abyśmy rozpoczęli nowe rozdziały w naszej duchowej wędrówce, w czasie której Boża łaska otwiera drzwi do nowych rozdziałów wiary, przemiany i nadziei.

Po śmierci Mojżesza, Jozue został wybrany, aby kontynuować misję prowadzenia ludu do Ziemi Obiecanej. Chociaż Jozue kontynuował misję, którą zapoczątkował Mojżesz, jednak to Bóg był prawdziwym przywódcą Izraela.

Podobnie jak Mojżesz, Jozue był nazwany „sługą Pana”. Ludzcy przywódcy rozpoczynają i kończą swoją misję, jednak Bóg jest zawsze niezmiennym, niewidzialnym przywódcą swojego ludu. Kościół musi pamiętać, że niezależnie od tego, jak utalentowani i wpływowi mogą być ludzcy przywódcy, nasze ostateczne zaufanie i przewodnictwo muszą spoczywać wyłącznie w Bogu.

Zadanie Jozuego, który był dotychczas w cieniu Mojżesza, było bardzo trudne. Ciężar niespokojnego, upartego i przeżywającego traumę narodu spoczywał teraz na jego barkach. W umysłach ludzi nie był on Mojżeszem. Nie miał laski, która uderzyła w Nil czy rozdzieliła morze. Jego twarz nie jaśniała blaskiem, nie trzymał kamiennych tablic, na których zapisane byłby przykazania. Jednak Bóg powiedział do niego: „Bądź silny i odważny… jak byłem z Mojżeszem, tak będę z tobą”. Warto pamiętać, że Bóg powołał Jozuego, by był sobą, a nie Mojżeszem.

Presja musiała być niesamowicie wielka. Każdy krok do Ziemi Obiecanej był krokiem na nieznanym terytorium – militarnie, duchowo i emocjonalnie. Jozue prowadził Izraelitów w stronę nowej tożsamości. Musiał zrównoważyć wspomnienie o Mojżeszu z nową wizją, którą otrzymał od Boga. Musiał poradzić sobie z ludźmi, którzy najpierw narzekali na pustyni, a teraz stanęli twarzą w twarz z ufortyfikowanymi miastami. Być może najtrudniejsze w tym wszystkim było uwierzenie, że Bóg będzie z nim tak samo jak był z Mojżeszem i zrozumienie, że Boża wierność nie jest związana z danym przywódcą, jedną epoką czy jedną osobowością.

Dzisiaj łatwo jest pokładać nadzieję (lub lęk) – w ludzkich przywódcach. W polityce, religii czy kulturze zachowujemy się tak, jakby wszystko było uzależnione od jednej postaci. Widzimy to w nasilającym się coraz bardziej autorytaryzmie, gdzie narody kurczowo trzymają się „silnych przywódców”, jakby tylko oni mogli zapewnić pomyślność. Widzimy to w chrześcijańskim nacjonalizmie, gdzie imię Boga splata się z sukcesem partii politycznej lub danej jednostki. Widzimy to nawet w kościele, gdzie strata ukochanego pastora lub przywódcy może być odczuwana jako koniec pewnej epoki. Powołanie Jozuego pokazuje nam jednak, że Bóg nie jest ograniczony ludzką charyzmą czy dziedzictwem.

W obliczu braku pragnienia głębszego poznania Boga, zastępujemy potrzebę tej intymności przywiązaniem do przywódców. Czujemy się bezpieczniej podążając za kimś, kto pasuje do naszego planu, ponieważ oszczędza nam to uznania, że Bóg jest znacznie większy niż schemat, w którym Go zamknęliśmy. Niezależnie od tego, jak sprawnym przywódcą był Mojżesz, jego życie dobiegło końca. Bóg nie prosił Jozuego, aby skopiował życie Mojżesza, ale by w pełni realizował swoje powołanie. Wierność polega na uczestnictwie w historii, którą Bóg pisze z nami i przez nas. Jeżeli Bóg umieścił cię na danym stanowisku, to dlatego, że cię wybrał takim jakim jesteś, a nie dlatego, że chce abyś naśladował kogoś innego.

W czasie niepewności związanej z politycznymi wstrząsami, w burzliwych wojnach w czystkach etnicznych, Boże plany nie kończą się z powodu jednego głosu, czy pod wpływem jednego ruchu. Jego obecność pozostaje niezmienna. Bóg wzywa nas do okazywania odwagi, sprawiedliwości i wierności, niezależnie od tego, kto sprawuje ziemską władzę. Czy jesteśmy gotowi zrobić krok naprzód, jak Jozue, nie porównując się z tymi, którzy byli przed nami, ale iść dalej z ufnością, że Bóg nadal nas prowadzi?

Autor lekcji zwrócił uwagę na wielokrotne użycie czasownika „dawać” w księdze Jozuego co podkreśla proces i pewność działania Boga. Kiedy Bóg mówi „dam wam” (Joz 1:3), oznacza to, że rezultat jest zapewniony, nawet jeśli w danym momencie nie jest jeszcze widoczny. Spełnienie się obietnic Bożych nie jest magiczne. Pewność tych obietnic zbudowana jest na zapewnieniu Boga: „Będę z tobą”. Tego właśnie Jozue potrzebował najbardziej: nie planów, czy dziedzictwa Mojżesza, ale obecności Boga. Ta sama obecność Boga, którą Jozue obserwował w życiu Mojżesza na pustyni, została mu teraz ofiarowana osobiście. Tak jak obietnice mają znaczenie ze względu na Tego, który je składa, tak przywództwo ma znaczenie tylko wtedy, gdy jest nasycone obecnością Boga. Jozue, podobnie jak Mojżesz, został zaproszony do prowadzenia ludu w obecności Pana. Czy tak jest również w naszym przypadku?

Wierność nie oznacza pielęgnowania „zamrożonych” systemów z przeszłości ani naśladowania „wielkich przywódców”, którzy byli przed nami. Wierność oznacza odważne wkraczanie w naszą własną rzeczywistość, wiedząc, że to obecność Boga nas uzdolnia, a nie nasza zdolność do naśladowania bohaterów z przeszłości. Historia Jozuego przypomina nam, że każde pokolenie musi wziąć na siebie swój krzyż, podjąć własne ryzyko i pamiętać, że Bóg już działa zanim my się pojawiliśmy.

Być może właśnie w tym miejscu historia Jozuego naciska na nas najbardziej, ponieważ żyjemy w spolaryzowanym świecie, w którym tak wielu szuka silnych przywódców, wzorców i łatwych odpowiedzi. To, czego najbardziej potrzebujemy to ludzi gotowych przewodzić, którzy stawiają Boga w centrum i którzy wierzą, że Boże zapewnienie „Będę z tobą!” wystarczy.

Bóg powiedział do Jozuego, aby „był silny i odważny”. Nie mówił On tego jedynie w kontekście przygotowania do bitew, ale w odniesieniu do bycia wiernym prawu i przymierzu Boga w obliczu przytłaczającej przewagi wroga. Pozycja Jozuego wydawała się beznadziejna – Izraelici nie mieli machin wojennych ani rydwanów, Bóg jednak przypomniał Jozuemu, że prawdziwa siła wynika z posłuszeństwa oraz zaufania Jego obecności. Bitwa nie toczy się przeciwko ufortyfikowanym miastom, lecz przeciwko grzechowi, strachowi i duchowej ciemności. Tak jak Jozue był podtrzymywany obietnicą Boga, tak my mamy zapewnienie, że Chrystus jest z nami zawsze. Prawdziwym powołaniem nie jest poleganie na własnej sile, ale na poznaniu Boga na tyle głęboko, by zaufać Mu, gdy życie wydaje się niemożliwe, pozwalając Jego obecności przegnać nasz strach i dodać nam odwagi.

Prawdziwy dobrobyt i sukces nie są mierzone bogactwem czy statusem, ale życiem w zgodzie z wolą Bożą. Hebrajskie terminy zamożny i odnoszący sukces ukazują, że sukces oznacza wierne wypełnianie planów Boga przez mądrość, posłuszeństwo i zaufanie do Niego. Błogosławieństwa materialne mogą się pojawić, jednak głębsze znaczenie słowa sukces tkwi w postępowaniu zgodzie z prawem Boga i wartościami, które przynoszą stabilizację i rozkwit. Autor lekcji przypomniał nam, że prawdziwy dobrobyt to życie zakorzenione w obietnicach Boga, kierowane Jego mądrością i kształtowane przez Jego charakter.

Jest wiele sposobów które mogą spowodować, że źle interpretujemy znaczenie słów zamożny i sukces zwłaszcza w kontekście religijnym. W wielu kościołach ewangelikalnych które zostały zainspirowane tzw. ewangelią dobrobytu, sukces jest mierzony zewnętrznymi znakami – luksusowymi samochodami, dużymi domami, rosnącymi kontami bankowymi, a nawet liczebnością członków kościoła. Pastorzy, którzy promują ewangelię dobrobytu zwracają czasami uwagę na materialne zyski jako dowód Bożej łaski. Niebezpieczeństwo myślenia w kategoriach ewangelii dobrobytu polega na tym, że może ono sprawić, że ludzie uwierzą, że Bóg ich opuścił, jeśli borykają się z problemami finansowymi, chorobą lub trudnościami. Jednak biblijna historia przypomina nam, że prawdziwy sukces to wierność w zmaganiach, a nie uwolnienie się od nich.

Podobnie jak ewangelia dobrobytu, chrześcijański nacjonalizm również wypacza pojęcie „sukcesu”. Zamiast mierzyć wierność posłuszeństwem Słowu Bożemu „sukces” jest postrzegany jako dominacja kulturowa, władza polityczna i kontrola. Według tej ideologii, jeśli chrześcijanie (lub pewien rodzaj chrześcijan) mają wpływ na rząd, prawodawstwo lub społeczeństwo, to wtedy Bóg błogosławi dany naród. Taka koncepcja jest równie fałszywa jak tezy ewangelii dobrobytu. Kiedy chrześcijanie dążą do zdobycia światowej władzy pod sztandarem Chrystusa, ryzykują stworzenie bożka, który w niczym nie przypomina Boga sprawiedliwości, miłosierdzia i pokory.

Podobny problem znajduje się niepokojąco blisko naszej adwentystycznej koncepcji teologicznej dotyczącej tzw. „Resztki”. Wielu z nas zwraca uwagę, że jako „resztka” musimy szczególnie podkreślać przestrzeganie prawa Bożego. Jeżeli jednak nasza uwaga będzie skupiona przede wszystkim na udawadnianiu naszych racji, utrzymywaniu wpływów w społeczeństwie lub na obronie naszej subkultury religijnej, niczym nie różnimy się od kaznodziejów dobrobytu czy chrześcijańskich nacjonalistów. Po prostu zastępujemy pieniądze lub władzę polityczną władzą doktrynalną. Szabat ostrzega nas przed taką postawą: prawdziwy odpoczynek i sukces polegają na pamiętaniu, że Bóg mieszka wśród nas, prowadzi nas i wzywa do odzwierciedlania Jego charakteru.

Jozue musiał czuć się kompletnie zagubiony, gdy obejmował stanowisko zajmowane dotychczas przez Mojżesza. Wezwanie do bycia silnym i odważnym nie wynikało z pewności siebie, ale z pewności Boga. To samo dotyczy nas. Możemy czuć się niekompetentni, nieprzygotowani lub przytłoczeni w świecie, który wydaje się zbyt podzielony, zbyt chaotyczny, zbyt mroczny. Jednak dobra nowina polega na tym, że sukces w oczach Boga nie jest mierzony naszą doskonałością czy zdolnością kontrolowania, ale naszym zaufaniem do Niego. Tak jak Bóg obiecał Jozuemu, tak i nam obiecuje: „Będę z tobą”. Niech Jego obecność, a nie nasze osiągnięcia, określą naszą odwagę.

Bóg powiedział Jozuemu, żeby był silny i odważny. To sformułowanie jest niezwykle ważne, ponieważ przypomina nam, że choć siła i odwaga są ze sobą nierozerwalnie związane, to nie są tożsame. Siła odwołuje się do wewnętrznej siły, nastawienia i systemu przekonań, które kształtują się przez pracę nad sobą. Odwaga natomiast to gotowość do działania w oparciu o tę siłę. Takie rozróżnienie jest konieczne. Są ludzie, którzy odważnie działają, ale brakuje im wewnętrznej siły. Ich działania wynikają z emocji lub ideologii. Inni z kolei rozwinęli w sobie głęboką siłę i mądrość, ale zamykają się w nich i nigdy nie robią kroku naprzód. Siła bez odwagi prowadzi do bierności, a odwaga bez siły do lekkomyślności. Obie postawy są niebezpieczne. Prawdziwe przywództwo wymaga obu elementów.

W świecie, w którym sukces jest mierzony wspinaniem się po szczeblach kariery, zarabianiem więcej lub zdobywaniem statusu, nasza wiara głosi coś radykalnie innego: zbawienie nie jest transakcją ani wymianą kapitału. Otrzymujemy je za darmo, po prostu dlatego, że wierzymy. Ta rzeczywistość nas wyzwala. Wiara, w swej istocie, powinna być wolna. Jednak wielu z nas wciąż tkwi w sieciach dążeń. Wciąż czujemy, że musimy coś udowodnić, zapracować, wykazać się lub osiągnąć, zanim będziemy wystarczająco dobrzy. Dlatego przedefiniowanie słów dobrobyt i sukces posiada kluczowe znaczenie na naszej drodze wiary.



DO PRZEMYŚLENIA

Autor nowego cyklu lekcji na ten kwartał zaprezentował homiletyczne podejście do Księgi Jozuego. Nie próbował przedstawić nam egzegetycznego podejścia do tej księgi tzn. rozdział po rozdziale, lecz raczej poszukiwał praktycznych lekcji, które można z niej wyciągnąć dzisiaj. Będziemy uczyć się w jaki sposób można odnaleźć sens w księdze o podboju i Bogu, który ryzykuje, że może być niezrozumiany, kiedy próbuje rozwiązać skomplikowane sytuację.

Jozue miał trudne zadanie do wykonania. Zastąpienie Mojżesza na stanowisku lidera narodu nie należało do łatwych. Mimo, że Mojżesz był człowiekiem, który chodził z Bogiem nie udało mu się osiągnąć najważniejszego celu swojego życia, jakim było osiedlenie ludu Bożego w ziemi obiecanej. To zadanie miał wykonać Jozue, który przewodził ludowi przeżywającemu traumę. Wieki niewoli pozostawiają ślad na narodzie, który może trwać przez całe pokolenia. Trudności, jakie Mojżesz i Jozue mieli z Izraelitami, nie powinny nas dziwić.

Joz 1:1 i 24:29. Warto zauważyć, że Jozue został opisany w kategoriach podobnych do Mojżesza na końcu księgi. Misja Jozuego wydaje się być spełnieniem przepowiedni z Pwt 18:15-18. W jakim stopniu Pwt 18 spełniło się w księdze Jozuego? Jednak w Dz 3:19-23 Piotr interpretuje Pwt 18:15-18 jako przepowiednię dotyczącą Jezusa. Jeśli to prawda, w jaki sposób świadczy to o wielokrotnym zastosowaniu proroctw?

Joz 1:1-18. W jaki sposób wstępne streszczenie pomaga zrozumieć i uporządkować resztę księgi?

Joz 1:4-6. Bóg nazywa ziemię Kanaan „dziedzictwem Izraela”. Jakie są duchowe konsekwencje tej metafory?

Joz 1:7-9. Dlaczego Pan musiał dwukrotnie powiedzieć Jozuemu, aby był silny i odważny? Dlaczego potrzebował odwagi? Na czym polega równowaga między odwagą a ostrożnością? W jaki sposób możemy zastosować wojskowy język Jozuego do współczesnej rzeczywistości?

Jak interpretować Joz 1:8 w świetle Rdz 24:40, oraz Iz 53:10 i Ps 1:1-3. Jakie jest znaczenie terminów „zamożny” i „odnosić sukces” w biblijnym kontekście?















Przygotował Jan Pollok