piątek, 23 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Jedność przez pokorę

Felieton do Szkoły Sobotniej na 24 stycznia 2026

W tym tygodniu nadal zajmowaliśmy się problemem jedności a zwłaszcza jednomyślności. Położenie nacisku „jedność” jako „jednomyślność” wydaje się promować ideę dochodzenia do takich samych wniosków, wykorzystywanie takiego samego procesu myślowego lub posiadanie takiego samego stylu życia i zachowania. Jednak czy pojęcie jedności i jednomyślności może wskazywać na wspólne wartości, współczucie i zaangażowanie w szczerzenie sprawiedliwości? Są to bardzo różne formy jedności. Niestety bardzo często interpretacja tego pojęcia promuje takie idee jak: syndrom grupowego myślenia, bańka informacyjna czy „mentalność roju”.

Kolejnym niepokojącym tematem był sposób, w jaki duma jest rozumiana i analizowana. Duma stała się synonimem wiary we własne możliwości. Warto jednak oduczyć się tego skojarzenia, szczególnie w odniesieniu do wykonywania czegoś, co posiada najlepszą jakość lub w stosunku do rozwoju. Nawet nadzieja na wykonywanie ważnej lub znaczącej pracy może wywołać w niektórych kręgach wewnętrzne ostrzeżenie: „to jest duma”. Poczucie indywidualności często bywa określana mianem dumy, podczas gdy w rzeczywistości oznacza świadomość własnej tożsamości i gotowość do uszanowania powołania, jakie narzuca nam życie.

Ironia polega na tym, że dokładnie takim był Chrystus. Jako młody człowiek Jezus był niezależny i niezachwiany w dążeniu do realizowania woli Ojca, niezależnie od religijnych autorytetów czy opinii publicznej. Co więcej, język, którym chrześcijanie wyrażają dezaprobatę w stosunku do siebie aby w ten sposób zasygnalizować dążenie do pokory, wcale nie był językiem, którego używał Chrystus. Kiedy dokonywał cudów, jego język wyrażał pewność. Niezależnie od tego, czy Chrystus uciszał wzburzone jezioro, czy przywracał życie lub gdy określał siebie jako Syna Bożego, w Jego przekazie dominowała zdumiewająca pewność. We współczesnym świecie Chrystus prawdopodobnie byłby określony jako arogancki. Z perspektywy przywódców żydowskich Jezus był postrzegany jako ten który przynosił podziały. Jezus nie dążył za wszelką cenę do jednoczenia ludzi w atmosferze pocieszenia czy zgody. Wymagał odpowiedzialności od tych, którzy nosili Jego imię. W tym sensie wielokrotne podkreślanie przez Pawła idei jedności może wydawać się, że jest zaprzeczeniem doświadczenia samego Jezusa. Musimy zauważyć, że Paweł wyraźnie cenił strukturę, porządek, a czasami również konformizm.

Autor podręcznika rozpoczyna lekcję od stwierdza, że Paweł musiał się czuć bardzo rozczarowany tym, że w kościele, który założył, szerzyły się rywalizacja i spory. Możemy sobie wyobrazić ból bycia świadkiem podziałów. Odczuwamy to szczególnie dotkliwie obecnie w spolaryzowanym społeczeństwie. Jednak język, który przedstawia Pawła jako tego, który „założył” Kościół wzmacnia hierarchiczną koncepcję Kościoła. Założycielem Kościoła jest Chrystus. Niestety, tego rodzaju język często możemy obserwować wewnątrz naszej wspólnoty wiary, gdzie często osoby posiadające status, tytuły czy instytucjonalną władzę są traktowane priorytetowo.

Jako rodzic cieszę się, gdy moje dzieci są dumne z siebie i swoich osiągnięć. Jestem zadowolony, gdy ciężko pracują nad czymś, co może być trudne albo stają w obronie swoich przyjaciół. Duma z osiągnięć nie jest niczym złym i byłoby bardzo niedobrze, gdyby zamiast tego pomniejszały znaczenie swojej pracy, by uchodzić za skromne. Postępując w ten sposób, pomniejszałyby siebie i swoje talenty. Uważam, że niezwykle ważne jest, aby odróżnić dumę od ego, ponieważ ego to wskazywanie na siebie jako kogoś, kto jest lepszy lub ważniejszy od innych. Duma z osiągnięć to zdrowa pewność siebie i świętowanie sukcesu w miarę dorastania.

Paweł, Ellen White, Prezydent Generalnej Konferencji, przewodniczący, pastorzy są często stawiani na piedestale, jak gdyby posiadanie autorytetu nadawało im większą świętość lub przyzwolenie na definiowanie prawdy. Przedstawiona tutaj koncepcja jedności nie wydaje się brać pod uwagę ludzi marginalizowanych, pomijanych czy najmniej ważnych. Wydaje się, że taka koncepcja nie uwzględnia doświadczeń tych ludzi, aby zrozumieć ich światopogląd. Jedność jest przedstawiona jako ta, która spływa z góry i pochodzi od tych, którzy są na szczycie. To najwyżsi przywódcy definiują czym jest adwentyzm i ich wizja jest następnie przekazywana w dół.

Taka perspektywa sprzeciwia się metodzie stosowanej przez Chrystusa. Jego przyjście na tę ziemię wiązało się ze staniem się człowiekiem, aby w pełni zrozumieć ludzkie doświadczenie. Nawet będąc na ziemi, Chrystus konsekwentnie utożsamiał się z najmniejszymi z ludzi. Kiedy lekcja Szkoły Sobotniej przedstawia „zgodę” i „jednomyślność” jako wymóg poddania się tym, którzy sprawują władzę, odchodzi od wzorca, który przedstawił Chrystus. Jezus mówił i działał z pewnością siebie, a nie z wyrzeczeniem się siebie. Pewność Jezusa nie była arogancją, lecz spójnością. W wielu współczesnych przestrzeniach religijnych ten rodzaj ugruntowanej pewności siebie zostałby błędnie nazwany dumą, zwłaszcza gdy podważa autorytet lub zakłóca komfort. W przeciwieństwie do sposobu, w jaki pokora jest przedstawiana w kulturze chrześcijańskiej, Jezus nie umniejszał samego siebie. Jego pewność siebie wynikała z tożsamości, a nie z ego. Wydaje mi się, że łatwiej jest udawać pokorę, minimalizując siebie, niż w pełni przyjąć to, do czego wzywa nas Bóg.

Być może warto zakwestionować sposób, w jaki mówimy o pokorze. Zbyt często staje się on powierzchowną formą modyfikacji zachowania. Ludzie mogą sprawiać wrażenie pokornych, jednocześnie skrywając głęboką niepewność lub poczucie braku własnej wartości. W praktyce taka wersja pokory prowadzi do uległości, chęci dogadzania innym i zaniżonego poczucia wartości, a nie do prawdziwej przemiany. Kiedy status jest traktowany jako boskie uwierzytelnienie, a członkowie są zmuszani do zastosowania zasad jedności, przywódcy są wyniesieni do rangi papieskiej.

Musimy uczyć się przez całe życie. Nawet twierdząc, że posiadamy prawdę lub należymy do biblijnej Resztki, powinniśmy mieć miejsce na stwierdzenie, że wciąż jeszcze musimy się wiele nauczyć i poznać. W rzeczywistości przyznanie się, że nie potrafimy odpowiedzieć na wiele pytań jest bardziej przejawem autentycznej pokory niż wyprodukowana sztuczna skromność. Zbyt często chrześcijańska pokora jest przedstawiana jako sztuczna skromność, poniżanie siebie, lub podejrzliwość wobec pewności siebie. Prawdziwa pokora polega na demonstrowaniu tego, kim Bóg nas stworzył. Pokora zakorzeniona w Chrystusie nie polega na zaprzeczaniu uzdolnieniom czy doskonałości, ale na właściwym umiejscowieniu ich w Bogu, a nie w strachu czy naszych ludzkich osiągnięciach.

Innym ciekawym wątkiem jest refleksja na temat „samolubnej ambicji” (gr. eritheia – knowania, spory, rywalizacja), która jest wymieniona w katalogu uczynków ciała w Ga 5:20. Czym jest samolubna lub egoistyczna ambicja? Czy dotyczy ona jedynie płytkich, zewnętrznych wskaźników takich jak bogactwo, status, czy sukces materialny?

A może ta cecha wskazuje na coś o wiele bardziej podstępnego? Samolubna ambicja może wyglądać jak wykorzystywanie chrześcijaństwa jako broni do uzasadniania osobistych uprzedzeń. Może być tak ściśle powiązana z ideologią, że wiara staje się tożsamością, skłaniając ludzi do obrony idei za wszelką cenę, nawet do usprawiedliwiania utraty życia niewinnych ludzi. Samolubna ambicja może przybrać formę mizoginii, która postrzega kobiety jako nieposiadające niższy status. Może się ona przejawiać w wykorzystywaniu Biblii do wspierania hierarchii rasowej lub prowadzić do zarozumiałości konfesyjnej. Skupiając się na zewnętrznych wskaźnikach, ignorujemy fakt, że wiele biblijnych zasad odnosi się przede wszystkim do stanu serca.

Intersujący jest zestaw sześciu sposobów rozwiązywania braku jedności: zachęta w Chrystusie, pocieszenie płynące z miłości, wspólnota Ducha, współczucie, miłosierdzie i zgoda. To ważne zasady. Gdyby zostały naprawdę ucieleśnione, świat byłby zupełnie innym miejscem, a dokładniej, Kościół byłby innym miejscem. To ponadczasowe prawdy, które można i należy zastosować do rzeczywistości, w której wszyscy dziś się znajdujemy. Warto wyobrazić sobie Kościół, w którym jedność nie jest narzucana z góry, lecz pielęgnowana przez pokorę, słuchanie i gotowość do skupienia się na tych, którzy zbyt często byli pomijani. Taka wizja wydaje się o wiele bliższa jedności, o którą modlił się Chrystus.

W Flp 2 Paweł wielokrotnie powtarzał wezwanie do jedności, aby podkreślić jej znaczenie. Zwracał uwagę na naukę Jezusa, że prawdziwa wiara objawia się tym, co pochodzi z serca. Paweł wzywał wierzących do praktykowania pokory aby w ten sposób cenić innych bardziej niż siebie, zwracać uwagę na potrzeby i interesy innych oraz przeciwstawiać się egocentryzmowi. W praktyce ten rodzaj jedności pielęgnuje się przez słuchanie i zrozumienie, a nie przez udzielanie odpowiedzi. Paweł był przekonany, że wiele konfliktów wynika z niezrozumienia, a nie z powodu złych zamiarów. Taka jedność jest ostatecznie dziełem Ducha Świętego, który przynosi pokój i harmonię, gdy wierzący wspólnie wzrastają w wierze i w poznawaniu Chrystusa. Apostoł wzywał każdego do codziennego „umierania dla samego siebie”, gdyż tylko taka postawa prowadzi zarówno do przemiany indywidualnych relacji jak i życia całej wspólnoty.

Bardzo cenna jest uwaga w lekcji na poniedziałek: „Często nawet w rozmowie skupiamy się przede wszystkim na naszych odpowiedziach na to, co zostało powiedziane, zamiast skupić si na tym, co mówią inni i wysłuchać ich ze zrozumieniem, aby spojrzeć na daną kwestię z ich punktu widzenia. Nierzadko spór zaczyna się od zwykłego nieporozumienia, którego można by uniknąć po prostu przez aktywne słuchanie. Nie musimy zgadzać się ze wszystkimi, al. Słuchanie i próba zrozumienia stanowiska innych ludzi to pierwszy krok do zdrowej komunikacji między ludzkiej i zaufania.” (32)

Słuchanie wymaga zwolnienia tempa, odłożenia na bok swojego ego i prawdziwego zrozumienia, co druga osoba ma na myśli i dlaczego jest to ważne. Większość konfliktów nie wynika ze złych zamiarów, lecz z niezaspokojonych potrzeb i braku prawdziwego słuchania drugiej osoby. Aby tak się stało należy zwolnić tempo, powstrzymać się od dokonywania oceny i dążyć do zrozumienia uczuć i potrzeb kryjących się za czyimiś słowami. Zgoda nie jest niezbędna do budowania relacji. Zaufanie i pokój budują się nie przez wygrywanie kłótni, ale przez uznanie perspektywy drugiej osoby jako realnej i godnej uwagi. Paweł wzywa, aby osoby wierzące pielęgnowały postawę Jezusa i miały duchowe nastawienie oraz przyjęły nauczanie Ducha Świętego. Prawdziwa przemiana, nie dokonuje się dzięki wysiłkom człowieka, ale wymaga obecności Ducha Świętego, który może odnowić umysł i przemienić serce przez Słowo Boże.

Ludzkie umysły są coraz bardziej kształtowane przez wpływy zewnętrzne, zwłaszcza współczesne media. Chociaż szybko rozwijająca się technologia, która umożliwia dzisiaj bezpośrednią komunikację mózgu z komputerem może przynosić korzyści medyczne, to jednak jak zauważył autor lekcji ciągłe oddziaływanie mediów wpływa na sposób myślenia ludzi, subtelnie kształtując wartości, pragnienia i zachowania. Autor lekcji stwierdził: „Gdy chłoniemy przesłania środków masowego przekazu, świecki sposób myślenia odciska piętno na naszym umyśle i zaczynamy myśleć podobnie.” Taka teza jest jednak problematyczna. Problemem nie są same media, ale brak konkretów w tej lekcji o jakie media chodzi. „Media” zostały przedstawione jako pojedyncza, niebezpieczna siła. W rzeczywistości termin „media” obejmuje wszystko, począwszy od mediów społecznościowych, wiadomości po filmy dokumentalne, sztukę, muzykę, edukację, a nawet treści religijne. Media, w swej istocie, to po prostu komunikacja masowa. Krytykowana forma nie różni się zasadniczo od Jezusa przemawiającego do tłumów na zboczu wzgórza, z tą różnicą, że dziś dysponujemy technologią, która poszerza zasięg.

Czy wszystkie media są rzeczywiście szkodliwe? Oczywiście, że nie. Niektóre media informują, stawiają wyzwanie niesprawiedliwości, wzmacniają głosy ludzi zmarginalizowanych, sprzyjają empatii i pomagają ludziom myśleć bardziej krytycznie. Nie informując jakie media ma na myśli, autor zamienia problem pełen niuansów w niejasne ostrzeżenie moralne. Bardzo szeroko definiuje media i subtelnie wzmacnia fałszywy podział na „media światowe” czyli złe i dobre „wartości duchowe”– bez uwzględniania faktu, że kościoły również wykorzystują media, a przekazy religijne mogą kształtować umysły równie silnie, a czasem nawet w szkodliwy sposób. Prawdziwe pytanie nie brzmi zatem, czy media są złe, ale raczej w jaki sposób są wykorzystywane. Kto je kontroluje? Czyje głosy są w centrum uwagi? Czy prowadzą nas ku prawdzie, współczuciu i sprawiedliwości, czy ku strachowi, konformizmowi i kontroli? Bez tego rozróżnienia ostrzeżenia przed mediami mogą szerzyć strach a nie mądrość i powodują, że zrezygnujemy z cięższej pracy, jaką jest badanie, które wpływy – zarówno świeckie jak i religijne – faktycznie kształtują nas na podobieństwo Chrystusa. Tak ogólna ocena mediów, bez niuansów i zastrzeżeń, jest niebezpieczna, ponieważ przygotowuje ludzi do jeszcze głębszej izolacji. Taka postawa nawiązuje do starego adwentystycznego impulsu do wycofania się, w tym do znanego wezwania do opuszczenia miast i udania się na wieś.

Paweł przedstawił pokorę Chrystusa jako fundament autentycznej jedności wśród wierzących. Gotowość Jezusa do wyrzeczenia się przywilejów ukazuje serce Boga i ustanawia wzór wspólnego życia w Kościele. Jedność jest osiągnięta nie siłą lub uniformizacją, lecz przez pokorę ukształtowaną dzięki ofiarnej miłości Chrystusa.

W podsumowaniu, cytat z książki Michael’a J. Gorman’a Inhabiting the Cruciform God: „Wyrzeczenie się siebie przez Chrystusa ukazuje pełnię tożsamości Boga jako Tego, który daje, a nie zawłaszcza. Posiadanie „usposobienia Chrystusa” oznacza uczestniczenie w życiu którego wzorcem jest krzyż. Takie uczestnictwo jest podstawą autentycznej jedności we wspólnocie ukształtowanej przez krzyż”.



DO PRZEMYŚLENIA

W tym tygodniu przyglądaliśmy się biblijnym podstawom jedności w Kościele. Jedność to siła, jednak świadomość tego faktu nie oznacza, że jedność jest realizowana. Czym jest więc jedność? W jaki sposób Kościół może ją osiągnąć? Łk 12:51-53. Jak pogodzić słowa Jezusa z napomnieniem Pawła które wyartykułował w liście do Filipian 2?

W Flp 2 Paweł kładł szczególny nacisk na jedność wierzących przez oddanie się Jezusowi Chrystusowi. W tym celu Paweł posłużył się wczesnochrześcijańskim hymnem, aby opisać pokorę lub usposobienie jakie posiadał Jezus które jest wzorem do osiągnięcia jedności przez wierzących, którzy są Jego naśladowcami.

Filipian 2:1 W jaki sposób doktryna o „Trójcy” stanowi punkt wyjścia do zrozumienia apelu Pawła o jedność wśród naśladowców Jezusa („wspólnota Ducha”)?

Flp 2:1-3. Jakie czynniki, zdaniem Pawła, prowadzą do rozłamu w Kościele? Jakie rozwiązanie proponuje Paweł? Czy diagnoza Pawła wciąż jest aktualna?

Jakie praktyczne kroki proponuje Paweł, aby wprowadzić miłość i pokorę w Kościele? Jakich rad udzielił w tej sprawie Jezus (J 13,34-35)? W jaki sposób Jezus wyraził swoją miłość do nas? W jakiś sposób „śmierć dla własnego ja” może odegrać rolę w doprowadzeniu nas do miłości, jaką okazywał Jezus?

Flp 2:5-11 Jakie znaczenie posiada poetycki opis charakteru Jezusa? Dlaczego Paweł wykorzystał ten model jako wzór pokory?

Kiedy Jezus mówił o sobie jako o „Dobrym Pasterzu”, przed jakim niebezpieczeństwem chciał ochronić swoich naśladowców? Czy to ostrzeżenie jest nadal aktualne?

W jaki sposób technologia kształtuje nasze umysły we współczesnym świecie? Jakiej rady w tej sprawie mógłby nam udzielić Paweł? Flp 2:5. Jakie usposobienie miał Jezus? Co to znaczy mieć „usposobienie Chrystusa”? Paweł opisał pokorę Chrystusa/Boga. Czy w Bogu istnieje napięcie między pokorą a posiadaniem nieskończonej mocy?

Flp 2:5-8. Jest to piękny opis „usposobienia Chrystusa”. Jakie są rezultaty wprowadzenia tego modelu do naszego umysłu i do naszych procesów myślowych? Co powiedział na ten temat Jezus? (Mt 23:11-12)?

1 Kor 8:2 Co ten werset mówi ludziom wykształconym, którzy są dumni ze swojego poziomu wiedzy?

Czym różni się zdrowe poczucie wartości od pychy?

Jakie są rezultaty braku jedności wśród wyznawców Chrystusa? W jakiś sposób Kościół powinien znaleźć rozwiązanie problemów, gdy pojawiają się nieporozumienia?









Przygotował Jan Pollok

piątek, 16 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Życie i śmierć

Felieton do Szkoły Sobotniej na 17 stycznia 2026

Być może jednym z najbardziej zagadkowych stwierdzeń Pawła na temat duchowego rozwoju w naśladowaniu Jezusa jest tekst z Flp 1:21 „Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem.”. W tym tygodniu stanęliśmy w obliczu tego paradoksu życia duchowego: jak „żyć”, skoro jesteśmy „umarli”?

Autor podręcznika rozpoczyna lekcję w tym tygodniu od filozoficznego stwierdzenia, że śmierć jest wrogiem życia. Jednak takie ujęcie wydaje się płytkie. Śmierć jest z pewnością częścią życia. W rzeczywistości jest nieodłącznym aspektem życia w świecie ukształtowanym przez grzech. Śmierć jest częścią ludzkiej historii, nawet jeśli stanowi zakończenie przeżytego życia. Przez takie stwierdzenie autor chciał pokazać gotowość Pawła do życia i śmierci dla Chrystusa oraz zwrócił uwagę na uwięzienie i cierpienie Pawła, który mimo tortur, fałszywych oskarżeń i trudności troszczył się o Kościół. Opisał Apostoła jako tego, który podobnie jak Jezus był gotowy, aby poświęcić się dla innych.

Warto zastanowić się dlaczego w teologicznej refleksji autora naszej lekcji, cierpienie Pawła jest uświęcone, podczas gdy cierpienia zniewolonych i uciskanych ludzi na przestrzeni dziejów jest minimalizowane lub całkowicie pominięte. Miliony ludzi doświadczyły bicia, uwięzienia i odczłowieczenia, a ich ból nie został zdefiniowany jako święty ani odkupieńczy. Jednak cierpienie Pawła jest wywyższane jako wyjątkowo znaczące. Ponadto nasza lekcja wzmacnia ideę, że życie człowieka zyskuje na wartości dzięki poświęceniu i wytrwałości, a nie dzięki temu, że życie każdego człowieka samo w sobie jest wartością wrodzoną. Porównywanie Pawła do Jezusa w takim kontekście, niesie w sobie sugestię, że poświęcenie się dla innych jest największą miarą wierności. Taką narrację wielu z nas poznaje dopiero teraz i uczy się w jaki sposób zdystansować się do niej.

Autor podkreślił, że cierpliwość i radość Pawła podczas niesprawiedliwego uwięzienia były formą kazania. Taka teza stawia nam poważne pytania etyczne. Co to oznacza w odniesieniu do milionów ludzi niesłusznie uwięzionych, zwłaszcza w systemie więziennictwa ukształtowanym przez rasizm i marginalizację? Czy cierpienie tych ludzi jest również kazaniem? Czy bicie ich jest szlachetne? Czy prześladowanie jest okazją do celebracji tylko wtedy, gdy jesteśmy prześladowani z powodu Chrystusa? Jak zinterpretować cierpienia tych, którzy byli maltretowani ze względu na kolor skóry, płeć czy poglądy? Co z niewolnikami, którzy śpiewali pieśni religijne – negro spirituals - gdy odbierano im dzieci i byli torturowani? Dlaczego cierpienie Pawła jest wyolbrzymione, a cierpienia tamtych ludzi są pomijane?

Ten kontrast ukazuje, jak łatwo można romantyzować prześladowanie, gdy dotyczy kogoś, kogo uważamy za godnego. Właśnie tutaj mentalność prześladowcza staje się szczególnie niebezpieczna: kiedy zaczynamy zakładać, że wszelkie cierpienie jest dowodem wierności lub boskiej łaski, samo cierpienie staje się swego rodzaju duchową walutą. Ból jest mylony z dowodem świętości, a wytrwałość staje się substytutem sprawiedliwości.

Czy powinniśmy gloryfikować prześladowania Pawła? Jego wiara i wytrwałość posiadają wielkie znaczenie, jednak same prześladowania nie robią wrażenia ani nie są z natury chrześcijańskie. Wierności nie mierzy się cierpieniem, którego się doświadcza. Gdyby cierpienie było dowodem świętości, historia wyglądałaby zupełnie inaczej. Idea męczeństwa i kultu męczeństwa w kościele chrześcijańskim posiada głębokie korzenie i doprowadziła do powstania kultu męczenników. Kiedy postawimy cierpienie na piedestale, ryzykujemy, że ochrzcimy krzywdę i stracimy z oczu Chrystusa, który nigdy nie utożsamiał bólu ze świętością i nigdy nie mierzył wartości tym, ile ktoś potrafi „wytrzymać”.

Autor lekcji zwrócił uwagę, że wszyscy wierzący żyją w rzeczywistości wielkiego boju, który dotyczy umysłu, gdzie walka nie toczy się zbrojnie, przy pomocy siły, ale związana jest ze słowami, ideami, wartościami i charakterem. Podczas gdy zło posługuje się strachem, presją, krytyką i manipulacją, chrześcijanie są wezwani do walki w inny sposób, posługując się miłością, cierpliwością, wiernością, uprzejmością, dobrocią, łagodnością, samokontrolą, a przede wszystkim Słowem Bożym, kierowanym przez Ducha Świętego. Słowa Pawła w Liście do Filipian pokazują, że ponieważ Chrystus odniósł już decydujące zwycięstwo na krzyżu, wierzący mogą żyć bez lęku, nawet w cierpieniu czy śmierci.

Jednak język, którym posługuje się autor lekcji gdy mówi o poddaniu się woli Bożej wydaje się niejasny, bez pytania o to, kto definiuje tę wolę ani w jaki sposób ten język był historycznie używany do uciszania głosów ludzi, którzy byli marginalizowani i często służył do ochrony niesprawiedliwych struktur. Cierpienia Pawła zostały wyidealizowane bez zwrócenia wystarczającej uwagi na to, jak wezwania do wytrwałości mogą być zrozumiane przez tych, którzy już znoszą nieproporcjonalne cierpienie. Zwycięstwo Chrystusa na krzyżu zostało w naszej lekcji podkreślane w sposób, który grozi minimalizowaniem trwającej krzywdy lub zniechęceniem do protestu i rozliczania krzywd. Postępując w ten sposób, możemy stracić okazję, by zaangażować się w wielkim boju w taki sposób, który nie tylko wymaga wierności i zaufania, ale także rozeznania, oporu i zwalczania zła wszędzie tam, gdzie się ono zakorzeni, w tym także w instytucjach religijnych.

Kiedy Paweł mówi, że „rozstanie się z życiem i bycie z Chrystusem” jest „o wiele lepsze”, nie naucza, że wierzące osoby po śmierci idą natychmiast do nieba. Paweł rozumie śmierć jako sen, bez świadomości, aż do zmartwychwstania przy powrocie Chrystusa. Autor lekcji zwraca uwagę, że z perspektywy Pawła umieranie oznacza odpoczynek w grobie, po którym nastąpi spotkanie z Jezusem w czasie zmartwychwstania – właśnie na tym polega znaczenie wyrażenia, że „bycie z Chrystusem jest o wiele lepsze”, ponieważ cierpienie i walka się kończą. Jednocześnie Paweł uznaje, że pozostanie przy życiu jest bardziej korzystne dla Filipian, ponieważ pozwala mu nadal ich zachęcać i umacniać. Jego pewność w obu przypadkach jest zbudowana na przynależności do Chrystusa: życie oznacza owocną służbę, a umieranie oznacza spokojny odpoczynek aż do powrotu Chrystusa.

Autor lekcji świadomie wyeksponował adwentystyczną doktrynę na temat śmierci, wykorzystując metodę dowodzenia wersetami biblijnymi przy jednoczesnym, prawdopodobnie nieumyślnym, pominięciu miejsca, w którym moglibyśmy być świadkami niektórych emocji Pawła wyrażonych w formie pisemnej. Czujemy w tym miejscu brak emocjonalnego ciężaru słów Pawła. Autor wyjaśnia, w co Paweł wierzył, ale bardzo szybko pomija to, jak Paweł się czuł. Paweł nie pisze jako systematyczny teolog, spokojnie rozważający doktryny dotyczące śmierci i zmartwychwstania; pisze jak znużony, uwięziony człowiek, który głęboko kocha tę wspólnotę i odczuwa rozdarcie spowodowane z jednej strony tęsknotą za odpoczynkiem a z drugiej, pragnieniem pozostania razem ze wspólnotą wiernych. Gdy skupimy się jedynie na „poprawnym” wyeksponowaniu teologicznej idei, ryzykujemy, że ludzkie pragnienie/emocje, stają się jedynie abstrakcyjnym ćwiczeniem. Właśnie często w takim momencie popełniamy błąd, gdyż stajemy się zbyt „teologiczni”. W naszym wysiłku, by prawidłowo wyeksponować biblijną prawdę, pomijamy element człowieczeństwa Pawła. Nie widzimy jego wyczerpania, czułości, bólu miłości, który sprawia, że przeżywa dylemat wyboru. Właśnie w tym miejscu Paweł mówi o ofiarnej miłości, emocjonalnym zmęczeniu i kosztownej wierności. Czytając Pawła wyłącznie przez pryzmat doktryny, spłaszczamy go. Dopuszczenie jego człowieczeństwa do głosu nie osłabia wiary; wręcz przeciwnie, pogłębia ją, ponieważ przypomina nam, że wiara jest przeżywana w prawdziwym życiu, prawdziwych relacjach i prawdziwym cierpieniu, a nie tylko w poprawnych wyjaśnieniach.

Kolejnym tematem, którym zajmowaliśmy się w tym tygodniu była koncepcję jedności. Autor lekcji zestawił dwa fragmenty z Flp 1:27 oraz z Jn 17:17-19. Jednak promowanej przez niego koncepcji jedności, nie można nazwać jednością, lecz konformizmem. Jest to jedność w wierzeniach i stylu życia, ale nie jedność, która dopuszcza różnice. Tak zinterpretowana jedność nie jest jednością w Chrystusie, która zaprasza ludzi do Chrystusa, ale jednością definiowaną przez przestrzeganie określonych zasad, praktyk i interpretacji.

Nasza lekcja wzmacnia również przekonanie, że bycie dobrym człowiekiem prowadzi czasami do negatywnych reakcji i nienawiści. Z pewnością jest w tym stwierdzeniu ziarno prawdy, warto jednak głębiej je przeanalizować. Według wszelkich logicznych kryteriów Jezus był dobrym człowiekiem i wiemy, że był znienawidzony. Jednak nie tyle był on znienawidzony przez „świat”, ile przez wierzących. Jego odrzucenie nie było spowodowane cechami jego charakteru. Przyczyną nienawiści był fakt, że zburzył on istniejące wcześniej systemy, które zbudowane były na ucisku, wykluczaniu i krzywdzie.

Autentyczna „dobroć” nieuchronnie prowadzi do oporu wobec systemów, które dehumanizują ludzi. Prawdziwe dążenie do dobra niesie ze sobą odwagę kwestionowania szkodliwych wzorców, podważania odziedziczonych przekonań oraz demaskowania praktyk powodujących cierpienie. Ten rodzaj oporu jest często definiowany jako przynoszący podziały lub niebezpieczny, zwłaszcza przez osoby uwikłane w systemy, którym się sprzeciwia. W tym sensie dobroć, która walczy o ludzi, zawsze będzie odrzucana przez tych, którzy czerpią korzyści z utrzymywania władzy, tradycji i kontroli.

Dobroć nie odrzuca ludzi. Odrzuca ich okrucieństwo, które podszywa się pod cnotę. Przedstawianie prześladowań jako nieuniknionego skutku dobroci subtelnie indoktrynuje wierzących, prowadząc ich do pomylenia odpowiedzialności z uciskiem/prześladowaniem. Powstaje w ten sposób narracja, w której bycie kwestionowanym, korygowanym lub wzywanym do krytycznej samooceny jest błędnie interpretowane jako prześladowanie, a nie jako zaproszenie do okazania uczciwości. Jezus został odrzucony nie dlatego, że był dobry, ale dlatego, że sprzeciwiał się systemom, które dehumanizowały innych. Ci, którzy Go odrzucili, bronili swojego autorytetu i wąskiej definicji sprawiedliwości.

Czwartkowa lekcja dodatkowo wzmacnia przesłanie dotyczące jedności. Autor stwierdza, że brak jedności jest zgubny, i powołuje się na słowa Jezusa z Mk 3:25 „Jeśliby dom sam w sobie był rozdwojony, to taki dom nie będzie mógł się ostać.” (BW). Po raz kolejny mowa tu nie o jedności, lecz o konformizmie. Niebezpieczeństwo tego języka jest subtelne i właśnie dlatego tak dobrze prosperują różnego rodzaju bańki informacyjne. Uczą one ludzi, że kwestionowanie, podważanie lub wątpienie uwłacza Bogu, zamiast uznawać te praktyki jako niezbędne do budowania wiary na uczciwym gruncie.

Zawsze zachowuję ostrożność, gdy środowiska religijne używają języka, którym próbują zdefiniować, czym jest jedność. Taki język bardzo często służy do definiowania doktryny i udzielania odpowiedzi na pytania, a nie do pogłębiania wiary. Religijne instytucje często manipulowały programami, definiując pewne priorytety jako istotne dla zachowania „jedności”, zwłaszcza wtedy, gdy pojawiały się obawy, żale lub trudne pytania dotyczące szkodliwych praktyk lub niesprawiedliwych decyzji. Taki język był czasami używany, aby usprawiedliwić duchową przemoc oraz tworzenie niezdrowego środowiska. W takich sytuacjach język jedności może zmienić się na przymusowy, a ludzie, którzy go używają kładą nacisk na milczenie, zniechęcają do badania i określają różnicę zdań jako nielojalność, a nawet jako coś, co jest duchowo niebezpieczne. Ci którzy są na tyle odważni, że potrafią zadać trudne pytania są unikani, a teza o zagrożeniu jedności jest pretekstem do pozbycia się czarnej owcy, która powoduje „podział”. Kiedy koncepcja jedności, przekazywane poselstwo oraz misja są tak ściśle ze sobą splecione, że kwestionowanie któregokolwiek z nich jest traktowane jako podział, jedność staje się nieodróżnialna od konformizmu. Nacisk na prześladowania i cierpienie dodatkowo komplikuje tę dynamikę, ponieważ może spowodować, że osoby wierzące będą interpretować stawianie oporu, rozliczanie lub korektę jako ataki na wiarę, a nie jako zachętę do uczciwości i zdrowia wspólnoty.

Kiedy krytykę, opór lub odpowiedzialność określa się jako „podział”, a nie jako niezbędny wyraz wspólnego człowieczeństwa, rany pozostają otwarte, a cierpienie staje się niewidoczne. Dzieje się tak zarówno świecie polityki jak i w naszych instytucjach religijnych. Kiedy ludzie zadają trudne pytania, nie odrzucają w ten sposób ani jedności ani miłości. W ten sposób wzywają ludzkość do bycia lepszą – wzywają do prawdziwej jedności w naszej różnorodności. Dotyczy to nie tylko życia obywatelskiego, ale także kościołów. Prawdziwa jedność odrzuca konformizm wobec systemów, które powodują powtarzające się szkody. Autorzy biblijni konsekwentnie ujmują jedność jako coś zakorzenionego w miłości, prawdzie i wzajemnej godności, a nie w milczeniu czy przymusie (Jn 17,21–23; Ef 4,1–3). Ten rodzaj jedności nie chroni władzy dla niej samej, ale dąży do wierności Chrystusowi poprzez odmowę zagłuszania prawdy w imię stabilności i odmowę poświęcenia ludzkiej godności dla pozoru pokoju.

Wezwanie do jedności w Kościele nigdy nie oznaczało uniformizacji i nigdy nie było proste. Ellen White ujęła to w następujący sposób: „Chrześcijaństwo nigdy nie było podzielone na różne wyznania, tak jak obecnie. Skoro dary duchowe [apostołowie, prorocy, ewangeliści, pastorzy i nauczyciele (Ef 4:11-13)] były niezbędne do zachowania jedności Kościoła wczesnochrześcijańskiego o ileż bardziej są konieczne, by przywrócić jedność dzisiaj! (Early Writings, 140). Jest to bardzo mocne przypomnienie, że aby jedność miała sens, musi akceptować pełną różnorodność Ciała Chrystusa. Ta różnorodność może na pierwszy rzut oka wydawać się przyczyną podziałów, ale różnice są kluczowe. Sam Chrystus jest głową, my jesteśmy ciałem, a wszystkie części ciała wyglądają i funkcjonują inaczej. Jak przypomina nam Paweł w 1 Koryntian 12, gdybyśmy wszyscy byli jedną częścią ciała, ciało nie byłoby ani kompletne, ani funkcjonalne.



DO PRZEMYŚLENIA

Co Paweł mógł mieć na myśli, wypowiadając stwierdzenie Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem(1:21)? Czego dowiadujemy się z takiej koncepcji na temat „jedności” między niebem a ziemią? Dlaczego Paweł zdecydował się, aby przedstawić ten paradoks w swoim liście do wierzących w Filippi? Jakie znaczenie posiadają te słowa w kontekście kosmicznego konfliktu? Jak pogodzić stwierdzenie Pawła dotyczące bycia z Chrystusem w chwili śmierci z adwentystycznym poglądem na śmierć? Jakie praktyczne znaczenie posiada adwentystyczny pogląd na śmierć?

Wydaje się, że Paweł mniej przejmował się wynikiem swojego procesu przed sądem rzymskim, a bardziej tym, co w razie jego śmierci stanie się z jego kościołem. Czy taka teza ma uzasadnienie? Czy taka koncepcja mogła dodać otuchy, czy zniechęcała członków kościoła w Filippi? Dlaczego tak lub dlaczego nie? Dlaczego Pawłowi zależy na wywyższaniu Chrystusa, a nie Ojca? Jak „wywyższać Chrystusa” w dzisiejszym świecie?

W jaki sposób śmierć Pawła z powodu głoszenie zmartwychwstania Jezusa miałaby pomóc w wyjaśnieniu „jedności” między ziemią a niebem do której dąży Bóg? Innymi słowy, w jaki sposób paradoks, który Paweł opisał w Flp 1:21, wzmacnia ideę „jedności” między niebem a ziemią?

Autor lekcje podkreślał, że „prawda” jest niezbędna do zachowania jedności w Kościele. W jaki sposób „prawda” wpływa na jednostki i społeczności, które są zjednoczone w wierze? Czy sama prawda przygotowuje wierzących na powrót Jezusa?

2 Kor 11:23-28. Uwięzienie w Filippi nie było pierwszym w życiu Pawła? Dlaczego Paweł wspomina o swoim cierpieniu? Paweł jest przykładem ważności tezy, że „wszyscy, którzy żyją pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą” (2 Tm 3:12). W jaki sposób Mt 5:43-48 pomaga wyjaśnić ideę o pozytywny nastawieniu do tych, którzy prześladują wierzących?

2 Kor 10:3-5. W jaki sposób ten fragment pomaga wyjaśnić szersze tło związane z konfliktem kosmicznym? Czy posiadasz osobiste doświadczenia związane z konfliktem kosmicznym?

Flp 1:25-27. Jakie jest znaczenie wezwania Pawła do bycia „godnymi Ewangelii”? Jakie cechy posiadają obywatele Bożego królestwa przedstawiony przez Jezusa w Mt 5:3-10? W jaki sposób takie cechy sprzyjają jedności Kościoła (Ef 1:9-10)? Dlaczego czasami czujemy urazę do ludzi, którzy wydają się „zbyt dobrzy”?

Flp 1:28-30. W jaki sposób brak lęku w życiu wierzącej osoby jest znakiem jej zbawienia i znakiem zniszczenia jej przeciwników?

W jaki sposób wyjaśnić biblijną naukę o śmierci komuś, kto wierzy, że Paweł i inni zmarli chrześcijanie są już teraz „z Chrystusem” w niebie?

Paweł oddaje zarówno swoje życie, jak i śmierć pod panowanie Chrystusa. Życie nabiera sensu przez wierną służbę, podczas gdy śmierć traci swoją przerażającą moc, ponieważ prowadzi do obecności Chrystusa. Ta chrystocentryczna wizja jednoczy niebo i ziemię, i zakotwicza nadzieję ponad okolicznościami w danej chwili. Wierzący, którzy podzielają tę perspektywę, są wolni, by żyć razem odważnie i ofiarnie.

Przygotował Jan Pollok

piątek, 9 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora janka Polloka

 

Powody do dziękczynienia i modlitwy

Felieton do Szkoły Sobotniej na 13 stycznia 2025

W tym tygodniu skupiliśmy naszą uwagę na znaczeniu modlitwy i dziękczynienia. Akt dziękczynienia podkreśla nasze człowieczeństwo i przypomina nam, że wdzięczność nie jest czymś abstrakcyjnym, lecz dotyczy relacji. W liście do Filipian 1:3–8, poznajemy bardzo bliskie relacje Pawła z wierzącymi w Filippi. Paweł pamięta o nich w modlitwie, szczerze mówi o swoim cierpieniu i wyraża swoje głębokie uczucie do nich. Chociaż wszystkie wersety w tym fragmencie emanują pięknem, szczególnie znaczenie posiada werset 6: „mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa. W świecie naznaczonym niepewnością, ten werset dodaje otuchy. Tak wiele aspektów życia wydaje się niedokończonych. Kiedy patrzymy na okoliczności, w których żyjemy lub stan świata, odnosimy wrażenie, że historia utknęła w martwym punkcie lub doszła do ślepego zaułka. Nadzieja płynie ze świadomości, że historia jest niedokończona, a jej Autor wciąż działa.

To, co z naszej perspektywy może wydawać się, że stanowi impas, może wcale nie być końcem, a raczej rozdziałem, który się rozwija. Szczególnie istotne jest to, że obietnica dokończenia dzieła nie oznacza uczynienia tego natychmiast. Dobre dzieło dotyczy całego życia - od narodzin do śmierci i polega na kształtowaniu naszego charakteru. Jednocześnie dzieło to wykracza poza nasze ramy czasowe i sięga wieczności. Ta prawda posiada szczególne znaczenie w czasach, gdy wydaje się, że Bóg jest nieobecny, gdy trwa tyrania, a cierpienie wydaje się niekontrolowane. Filipian 1:6 nie neguje istnienia zła ani bólu. Przeciwnie, oferuje ciągłość. Doprowadzenie dobrego dzieła do końca nie oznacza, że dobroć będzie zawsze widoczna w historii. Czasami w ogóle nie potrafimy jej dostrzec.

Podobna myśl została wyrażona w Rz 8:28, gdzie Paweł nie tyle twierdzi, że wszystko jest dobre, ale że wszystko w jakiś sposób zmierza ku dobru. To dobro może nie być natychmiastowe ani rozpoznawalne. Może wskazywać na uzdrowienie, odnowę lub odkupienie, które rozwija się powoli, a nawet wykracza poza to, co widzimy.

Flp 1:6 oferuje również niezwykle ważną perspektywę dla tych z nas, którzy wątpią, czy Bóg jest godzien zaufania w świecie, który jest przesiąknięty złem. Takie pytanie nie stanowi zagrożenia dla wiary, lecz jest piękne i konieczne. Co się dzieje, gdy nie interpretujemy zła które widzimy w około siebie jako końca historii? Jeśli Bóg doprowadza coś do końca, to obecna chwila, jakkolwiek bolesna lub niesprawiedliwa, nie jest ostateczną konkluzją. Takie twierdzenie nie minimalizuje cierpienia ani nie usprawiedliwia zła. Przeciwnie, zmienia sposób, w jaki na nie patrzymy. Otwiera przestrzeń do myślenia o teodycei nie jako o problemie do rozwiązania, ale jako o przeżywanym napięciu. Zachęca nas do zastanowienia się, w jaki sposób świadczymy o tym co dobre, w jaki sposób sprzeciwiamy się rozpaczy oraz w jaki sposób zachowujemy moralną czujność, jednocześnie wierząc, że historia jest niedokończona.

Nadzieja znika, gdy zakładamy, że nasz obecny rozdział jest ostatnim. Biblia zachęca nas do wyobrażenia sobie czegoś innego. Przed nami są rozdziały, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, które naznaczone są odnowioną nadzieją, przywróconą radością, głębszą miłością i uzdrowieniem. Niektórych strat nigdy nie da się odrobić. Kiedy umiera bliska osoba, nie ma takiej wersji historii, w której ta strata mogłaby zostać wymazana. Może jednak istnieć taka wersja historii, w której żałoba staje się bardziej znośna, w której ci, którzy opłakują, zostają wzmocnieni. To również jest dowód na to, że dobre dzieło wciąż się dokonuje. Idea, że historia naszego życia jest niedokończona i wciąż się rozwija, oferuje łagodniejszy i bardziej wierny sposób radzenia sobie z niepewnością.

Flp 1:6 pozwala nam również na postawienie trudnego pytania: Co mogłoby się wydarzyć, gdybyśmy przestali narzekać na teraźniejszość i uwierzyli, że historia wciąż się rozwija? Jeśli „zakończenie” nie wydaje się w danej chwili satysfakcjonujące, to być może oznacza to, że jeszcze nie dotarliśmy do końca.

Autor lekcji opowiedział krótką historię o pastorze, który porównał „małostkowe i samolubne modlitwy”, które skupiają się na „mnie, moich pragnieniach i moich potrzebach” z „wielkimi rzeczami, które Bóg ma w swoim sercu”. Takie spojrzenie może wydawać się na pierwszy rzut oka poprawne, ale jest wadliwe. Czy moja modlitwa pokutna nie dotyczy mnie? Jak zakwalifikować modlitwy w których zmagamy się z naszymi osobistymi problemami lub modlitwy, które dotyczą naszych pragnień? Czy Bóg postrzega nasze modlitwy jako małostkowe i samolubne? Czy są jakieś biblijne potwierdzenia takiej interpretacji? Bóg spotyka nas tam, gdzie jesteśmy. Czy jako rodzice powiedzielibyśmy naszym dzieciom, że prośby o zaspokojenie ich potrzeb są samolubne? Czy byłby to przykład dobrego rodzicielstwa? Gdy dzieci odczuwają potrzeby i są zależne od nas, to ich prośby dotyczące potrzeb i pragnień są właściwe. Jako rodzice, jesteśmy zobowiązani się nimi opiekować. Zaspokajanie potrzeb naszych dzieci sprawia nam radość. Moje serce byłoby złamane, gdyby moje dzieci nie rozmawiali ze mną z obawy przed uznaniem ich za egoistów. Czy takie rozumowanie nie jest jeszcze bardziej prawdziwe w odniesieniu do tego, jak postrzega nas Bóg? Gdy zaczynamy filtrować nasze modlitwy, aby nie były odbierane jako „małostkowe, samolubne modlitwy”, definiujemy łaskę jako coś co jest uzależnione od naszej postawy. Wszystko po to, by brzmieć bardziej jak Paweł i zyskać w ten sposób przychylność Boga. Czyż nie jest to w swej istocie działanie zbudowane na egoizmie?

Scott McKnight, w książce Wspólnota Innych: Pokazując światu Boży plan na wspólne życie napisał: „Boża koncepcja odkupienia ma charakter wspólnotowy. Łaska to zarówno miejsce, jak i moc. Łaska to moment, w którym zamieniasz swojego najgorszego wroga w najlepszego przyjaciela. Łaska przyjmuje ludzi takimi, jacy są i czyni ich tymi, którymi mogą być. Łaska uszlachetnia; łaska dodaje siły. Łaska wybacza; łaska wyzwala. Łaska przekracza granice i przemienia.”

Modlitwa Pawła jest doskonałym przykładem modlitwy która jest skierowana na zewnątrz, posiada wspólnotowy charakter i nie jest skupiona na sobie. W kilku słowach Paweł modlił się o Kościół jako całość, podkreślając, że miłość wzrasta w duchowym poznaniu a sprawiedliwość, można otrzymać tylko przez Chrystusa. Jego słowa pokazują, że prawdziwa modlitwa umożliwia wierzącym poznanie szerszych celów Boga, kształtuje charakter, wzmacnia wspólnotę i odzwierciedla Chrystusa.

Czy modlitwa to coś więcej niż tylko powtarzanie formuły, którą zaprezentował Paweł? Co miała na celu modlitwa (zwana Modlitwą Pańską), której Jezus nauczył swoich uczniów?

Czyż nie dotyczy ona zarówno naszych osobistych potrzeb i pragnień a także potrzeb świata? Czy jest możliwe, że czasami jako Kościół, cenimy bardziej pisma Pawła niż słowa Jezusa?

Znaczna część retoryki na temat tego, kim jest Bóg i jak odnosi się do ludzi, historycznie pochodziła od ludzi, którym brakowało języka i emocjonalnej zdolności do zrozumienia wrażliwości. Wielu mężczyzn, którzy byli autorytetami w dziedzinie chrześcijańskiej teologii, było oderwanych od własnego życia wewnętrznego. Z powodu tego oderwania nie potrafili wyobrazić sobie Boga jako kogoś bliskiego, czułego i emocjonalnie obecnego. Ojcowie Kościoła często kształtowali się w środowiskach, w których miłość wyrażała się przede wszystkim poprzez kontrolę, korygowanie i modyfikację zachowania. Te ramy stały się soczewką, przez którą interpretowali charakter Boga. Ich ograniczenia emocjonalne były często rzutowane na boskość.

Gdy Filipianie dowiedzieli się o uwięzieniu Pawła, obawiali się, że jego misja została skutecznie przerwana, co skłoniło ich do wysłania Epafrodyta, aby się nim zaopiekował i dodał mu otuchy. Paweł oceniał jednak swoją sytuację przez pryzmat duchowego rozeznania i był przekonany, że jego uwięzienie w rzeczywistości przyczyniło się do rozwoju ewangelii, otwierając możliwości świadczenia przed rzymskimi strażnikami a także do udzielenia duchowego wsparcia innym wierzącym do śmiałego głoszenia ewangelii. Chociaż niektórzy dążyli do wyciągnięcia osobistych korzyści z uwięzienia Pawła, wielu wiernych pracowników, zostało zainspirowanych przez jego cierpienia do działania z jeszcze większą odwagą i zaangażowaniem.

Postawa Pawła niesie w sobie wartości, które mają zastosowanie bezpośrednio w naszym duchowym życiu, zwłaszcza gdy okoliczności w jakich się znajdujemy wydają się ograniczać naszą działalność, są niesprawiedliwe lub zniechęcające. Podobnie jak Filipianie, zakładamy, że zamknięte drzwi oznaczają utratę celu, jednak Paweł pokazuje, że dzieło Boże nie jest ograniczone naszą mobilnością, wpływem ani wolnością. To, co wygląda jak przeszkoda lub strata, może stać się okazją do złożenia świadectwa, rozwoju i zachęcenia.

Musimy jednak uwzględnić okoliczności w jakich doszło do uwięzienia Pawła i pamiętać, że prześladowanie dotyczyło ówczesnych przywódców religijnych którzy działali w czasach rzymskiej okupacji. Uwięzienie Pawła pokazuje, jak instytucje religijne i władza polityczna mogą współdziałać, by uciszyć głosy tych, którzy kwestionują status quo. Chociaż ostatecznie to Rzymianie uwięzili Pawła, należy jednak pamiętać, że to przywódcy religijni zainicjowali oskarżenia, wykorzystali niepokoje społeczne i odwołali się do władzy cesarskiej, aby pozbawić Pawła wpływów. Nie mając możliwości, aby pozbyć się Apostoła, przywódcy religijni działali w ramach rzymskich systemów, przedstawiając Pawła jako zagrożenie dla porządku, umożliwiając imperium dokonanie tego, czego religia nie mogła legalnie dokonać. Ta zmowa między władzą religijną i władzą państwową spowodowała uwięzienie Pawła, mimo że pozostał wierny powołaniu Chrystusa.

Okoliczności uwięzienia Pawła są dla nas dzisiaj jeszcze bardziej pouczające. Kiedy instytucje, czy to religijne, czy polityczne, marginalizują nas, a nawet „wtrącają nas do więzienia” poprzez wykluczenie, uciszanie lub karę, nasza przynależność nie może być zbudowana na ich aprobacie. Chociaż Paweł został odrzucony przez potężne systemy, to jednak pozostał niewzruszony, ponieważ wiedział, kim jest i do kogo należy. Nasze duchowe przetrwanie i integralność również zależą od zakorzenienia naszej tożsamości wyłącznie w Chrystusie. Kiedy wiemy, że nasza wartość, powołanie i wolność są w Nim zabezpieczone, żadna zewnętrzna siła nie może narzucić nam swoich wartości ani zniszczyć naszej tożsamości.

W Kol 1:6 Paweł napisał, że ewangelia jest głoszona „na całym świecie”. To sformułowanie jest szczególnie intersujące w kontekście teologii adwentystycznej. Według podstawowej doktryny adwentystycznej Jezus nie powrócił, ponieważ ewangelia nie dotarła jeszcze do całego świata. Ta idea ma swoje korzenie w słowach Jezusa, który powiedział, że ewangelia o królestwie będzie głoszona wszystkim narodom, a potem nadejdzie koniec (Mt 24:14). Teologia adwentystyczna wyciąga wniosek, że opóźnienie zakończenia historii tego świata jest skutkiem niespełnienia tego zlecenia w globalnym wymiarze. Niestety bardzo rzadko krytycznie analizujemy założenie, według którego zakończenie historii jest połączone z głoszeniem ewangelii na całym świecie. To założenie jest używane do uzasadnienia agresywnych działań misyjnych. Działania te często są kierowane do kultur, których tak naprawdę nie cenimy ani nie szanujemy traktując je jako pogańskie. Pod sztandarem ewangelizacji chrześcijanie często niszczyli kultury w imię tego, aby ewangelia dotarła do każdego zakątka ziemi. Jednak prawie nigdy nie zastanawiamy się nad tym, że problemem nie jest zasięg ewangelii, ale treść tego, co nazywamy ewangelią. Przeniesienie punktu ciężkości z pytania, gdzie głosić ewangelię, na pytanie czym jest ewangelia, ujawnia prawdę, której często unikamy, ponieważ nas obciąża. Skupienie się na dystrybucji ewangelii pozwala Kościołowi pozostać aktywnym, świadomym swojej wartości i skupionym na misji, bez konieczności sprawdzania, czy głoszone przez nas poselstwo rzeczywiście odzwierciedla życie, sprawiedliwość i miłość Jezusa. Zniekształcenie ewangelii jest o wiele groźniejsze niż zawężenie terytorium głoszenia, ponieważ wymaga pokuty, a nie strategii.

Być może opóźnienie przyjścia Pana nie wynika z tego, że ewangelia nie dotarła wystarczająco daleko pod względem geograficznym, ale z tego, że to, co głosimy, nie przypomina dobrej nowiny, chociaż tak ją nazywamy. Patrząc na współczesne chrześcijaństwo, w tym adwentyzm, zastanawiam się czy Chrystus chciałby powrócić do naszego Kościoła. Rasizm, mizoginia, wykluczenie i okrucieństwo nie są jedynie peryferyjnymi problemami. Są to raczej głęboko zakorzenione realia. To nie może być ewangelia, którą należy głosić światu. Być może problemem nie jest ludzki opór, ale nasza niezdolność do zrozumienia i ucieleśnienia samej ewangelii.

Ta kwestia łączy się z innym ważnym tematem w teologii adwentystycznej, mianowicie z koncepcją „resztki”. Słowo „resztka” w tradycyjnej teologii adwentystycznej oznacza małą grupę, garstkę wybranych. Idea ta jednak nie do końca pasuje do twierdzenia, że ewangelia będzie głoszona całemu światu. Łączymy te dwie idee nie czując napięcia. Twierdzimy, że ewangelia jest powszechna i przemieniająca, jednocześnie akceptujemy ideę, że tylko niewielka liczba osób odpowie na nią. Nie sądzę, że przyczyna leży w tym, że adwentyzm lub chrześcijaństwo są po prostu zbyt trudne lub wymagające. Prawdopodobnie bardziej uczciwym wyjaśnieniem jest to, że jako chrześcijanie byliśmy nieskuteczni, zarówno w tym, co głosimy, jak i w sposobie, w jaki to czynimy. Koncepcja „resztki” pozwala nam uniknąć konfrontacji z tą rzeczywistością. Pozwala nam czuć się duchowo potwierdzonymi pomimo niewielkiej liczby, nawet gdy świętujemy ogromny wzrost liczebności kościoła w takich miejscach jak Afryka czy Papua Nowa Gwinea. Powołujemy się zarówno na trudności w głoszeniu jak i na sukcesy, nie badając, czy nasze przesłanie rzeczywiście uzdrawia, ani czy nasze metody są autentycznie wiarygodne.

Język „resztki” staje się sposobem na upewnienie się, że jesteśmy wyjątkowi, prawidłowi lub wybrani – zamiast być wezwaniem do głębokiej pokory i życia na wzór Chrystusa. Niemal każda wspólnota wiary wierzy, że tworzą garstkę wiernych, tych, którzy prawdziwie rozumieją prawdę. Ten rodzaj języka „resztki” nie jest jedynie cechą teologii adwentystycznej; jest po prostu ludzką cechą. Pomaga społecznościom czuć się bezpiecznie i mieć poczucie usprawiedliwienia, nawet wtedy, gdy trudne pytania pozostają bez odpowiedzi.

Na koniec pozostaje niepokojące pytanie: co tak naprawdę czyni nas „resztką”? Czy jest to posiadanie właściwych przekonań, właściwych etykiet, czy właściwych liczb? A może to, czy nasze życie autentycznie odzwierciedla charakter Chrystusa? Kiedy język resztki jest używany w celu uniknięcia samooceny, chroni nas przed dokonywaniem zmian i szkodzi innym w imię Chrystusa. Jeśli jednak określenie „resztka” oznacza rozpoznanie przez miłość, sprawiedliwość i pokorę, to termin ten staje się mniej sprawą obrony naszego szczególnego statusu, a bardziej kwestią pytania, czy jesteśmy gotowi stać się prawdziwym ciałem Chrystusa.

Omawiając moc modlitwy autor lekcji przedstawił cztery podstawowe sposoby rozeznawania woli Bożej. Warto zwrócić uwagę na każdy z tych elementów.

Według autora lekcji pierwszym i najważniejszym źródłem mądrości jest Biblia. Chociaż Biblia jest niewątpliwie bardzo ważnym źródłem, to jednak takie ujęcie jest wąskie. Ludzie w czasach Jezusa posiadali Torę, ale nie mieli Biblii w jej obecnym kształcie. Paweł nie posiadał Nowego Testamentu chociaż uczestniczył w jego powstawaniu. Skoro Biblia jest najważniejszym źródłem mądrości, jakie ma to znaczenie dla tych, którzy żyli wiernie bez niej? Czy posiadali mniejszą mądrość? Moim zdaniem nie.

Biblia jest ważnym źródłem mądrości nie tylko ze względu na sam tekst, ale także ze względu na życie ludzi, którzy ją tworzyli. Doświadczenia, przemiany i relacje z Bogiem, które ukształtowały pisarzy biblijnych, są nierozerwalnie związane ze słowami, które zapisali. Priorytetowe traktowanie listów Pawła przy jednoczesnym pomijaniu jego człowieczeństwa pomniejsza biblijną narrację. Jego przemiana z zeloty w człowieka zdolnego do miłości, wytrwałości i radości w więzieniu jest równie pouczająca, jak wszystko, co napisał.

Drugim źródłem mądrości do poznania Bożej woli w czasach końca jest Duch Proroctwa. Ten język jest głęboko zakorzeniony w adwentystycznej retoryce, a jednak rzadko poddaje się go krytycznej analizie. Kiedy jako adwentyści mówimy o dniach ostatnich, posługujemy się językiem zaczerpniętym z pism Ellen White. Chociaż jej spostrzeżenia i idee posiadają głębokie znaczenie to jednak nie potrafiła przewidzieć realiów współczesnego życia. W jej twórczości obecne są wątki, które pozostają aktualne, podobnie jak te, które znajdujemy w literaturze starożytnej i które wciąż rezonują we współczesnej kulturze. Sugerowanie jednak, że tylko Ellen White przygotowuje nas do zrozumienia teraźniejszości, ignoruje fakt, że wciąż uczymy się dzisiaj jak żyć wiernie. Traktowanie jej mądrości jako wyczerpującej, a nie kontekstualnej, przygotowuje nas do wyzwań w spekulatywnej przyszłości, jednocześnie pozostawiając nas słabo przygotowanymi do życia tu i teraz.

Trzecie twierdzenie głosi, że wolę Bożą możemy poznać przez opatrznościowe okoliczności. Jednak taki model sprowadza się do tzw. teologii dobrobytu. Bogactwo, sukces i awans interpretowane są jako dowody Bożej łaski i Bożego błogosławieństwa, podczas gdy cierpienie traktowane jest jako przejaw moralnej i duchowej porażki. Właśnie dlatego współczesne chrześcijaństwo tak często utożsamia się z bogactwem i władzą, chroniąc systemy korzystne dla bogatych, a zaniedbując słabszych. To, co nazywamy opatrznością, ignoruje systemowe realia, które pozwalają niektórym ludziom prosperować, podczas gdy inni borykają się z trudnościami. Tak rozumiane „otwarte drzwi” są często wynikiem rasizmu, przywilejów klasowych i historycznej przewagi. Łatwo jest potwierdzić i powoływać się na opatrzność, gdy należy się do grupy, która historycznie korzystała z niesprawiedliwych systemów.

Ostatnim twierdzeniem jest teza, że jesteśmy prowadzeni przez Ducha Świętego. Chociaż głęboko wierzę, że Duch Święty rzeczywiście nas prowadzi, jestem bardzo ostrożny w jaki sposób używamy tego języka. Wiele osób, którym brakuje świadomości emocjonalnej lub uzdrowienia, przypisuje traumatyczne reakcje, strach czy gniew Duchowi Świętemu. Można podać niezliczoną ilość przykładów ludzi, którzy twierdzą, że są duchowymi przywódcami, a jednocześnie postępują w sposób całkowicie niechrześcijański. Duchowe rozeznanie wymaga uznania, że nasze wewnętrzne impulsy są kształtowane nie tylko przez Boga, ale także przez ból, światopogląd i doświadczenia życiowe.

Teza, że wartość jest dana jedynie przez łaskę, tworzy ponurą wizję teologiczną. Koncepcja „małostkowych i samolubnych modlitw” sugeruje, że nasze modlitwy są zbyt małe, zbyt egoistyczne, a głównym celem Boga jest zbawienie mas, a nie jednostki. Takie ujęcie jest szkodliwe i przedstawia Boga, który zbawia, jednocześnie umniejszając człowieczeństwo zbawionych. Promuje chrześcijaństwo zakorzenione we wstydzie, ograniczeniach i emocjonalnym umniejszeniu, a nie w miłości, uzdrowieniu i wolności.

Jeśli naprawdę ufamy, że Duch Święty nas prowadzi, to bycie „resztką” nie może oznaczać jedynie posiadania właściwych przekonań religijnych czy etykiet. Musi oznaczać gotowość do zmiany, gdy Duch Święty obnaża niesprawiedliwość pośród nas. Zwalczanie rasizmu, wykluczania i nadużywania władzy w Kościele nie jest zagrożeniem dla „resztki” – być może jest właśnie tym dziełem, do którego Bóg ją powołuje.



DO PRZEMYŚLENIA

Paweł celowo rozpoczyna swoje listy słowami pozdrowienia i dziękczynienia. Flp 1:3-4 i Kol 1:2-3. Pomyśl o korzyściach zdrowotnych płynących z wdzięczności. Jakie są niektóre z nich?

Flp 1:5-8. Za co konkretnie Paweł jest wdzięczny? Jak rozumiesz obietnicę z 1: 6, że Bóg „dokończy dobre dzieło”? Co to oznacza? Czy dobre dzieło Boga będzie kontynuowane po Powtórnym Przyjściu (Ap 22:2)? Kiedy Paweł wspomina o „dobrym dziele”, które Bóg rozpoczął w życiu wierzących w Filippi, do jakiego dzieła mógł się on odwoływać? Czy mógł mieć na myśli dzieło indywidualne, wspólnotowe, czy może oba? Co dziękczynienie i modlitwa Pawła na początku jego listu mówi nam na temat „dobrej nowiny” o Jezusie Chrystusie? W jaki sposób Bóg wytwarza w nas duchowy „owoc”? Jaka jest w tym rola Ducha Świętego? Co mówi nam to na temat Bożej łaskawości i miłosierdzia wobec nas? Jakie są praktyczne rezultaty Bożego „dzieła w” nas?

Flp 1:9-11 Na czym skupia swoją uwagę Paweł w modlitwie za Filipian? Czego możemy nauczyć się z tych wersetów na temat modlitwy? Czy modlitwa może być czymś negatywnym w życiu chrześcijanina? Czy może uczynić cię gorszym człowiekiem? Jakie jest znaczenie miłości w życiu chrześcijanina/adwentysty?

Flp 1:12-18. Jak Paweł postrzegał swoje uwięzienie? Czego możemy się nauczyć od Pawła z jego postawy w obliczu trudności? Czego nauczyły cię trudne doświadczenia życiowe? Jak można nauczyć się ufać Bogu w obliczu trudności?

Kol 1:3-8. Za jakie trzy rzeczy Paweł dziękuje Bogu? W jakim sensie my również powinniśmy za nie dziękować? Paweł przeznaczył dużo czasu na modlitwę za ludzi, których nigdy nie spotkał. Czy modlitwa za ludzi, których nie znamy ma sens? W Col 1:7-8 znajduje się stwierdzenie, że jeden ze współpracowników Pawła - Epafras, pochodził z Kolosów. Był on łącznikiem między Pawłem a kościołem, który nie został założony przez Pawła i z którym nigdy się nie spotkał.

Kol 1:9-12. Jakie konkretne prośby zostały wrażone w modlitwie Pawła za Kolosan? Jak możemy w praktyce poznawać wolę Bożą? Na jakiej podstawie wiesz, że Bóg prowadzi cię w określonym kierunku?

Autor lekcji cytuje Jakuba i Piotra, którzy stwierdzają: „zrodził nas przez Słowo prawdy, abyśmy byli niejako pierwszym zarodkiem jego stworzeń.” (Jk 1:18); „jako odrodzeni nie z nasienia skazitelnego, ale nieskazitelnego, przez Słowo Boże, które żyje i trwa.” (1Pi 1:23) abyśmy stali się „nowym stworzeniem” w Chrystusie. Jakiego rodzaju duchowej przemiany w naszym życiu i charakterze dokonuje Duch Święty?

W więzieniu Paweł mógł być narażony na przeżywanie lęków. Czy będzie miał jedzenie? Co stanie się z kościołami, które założył? Czy wyjedzie z więzienia? Zamiast tego, wydaje się, że podążał za praktyką Jezusa opisaną w książce Śladami Wielkiego Lekarza: „Nie do nas należy kształtowanie naszej przyszłości. ‘Przez wiarę usłuchał Abraham, gdy został powołany, aby pójść na miejsce, które miał wziąć w dziedzictwo, i wyszedł nie wiedząc dokąd idzie’ (Hbr 11:8). Chrystus w czasie swego życia na ziemi nie układał żadnych planów, dotyczących swej osoby. Przyjmował Boże plany co do siebie — które Ojciec dzień po dniu Mu wyjawiał.” (354).





























Przygotował Jan Pollok

piątek, 2 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Prześladowani, ale niezapomniani

Felieton do Szkoły Sobotniej na 3 stycznia 2025

Zawsze się radujcie”? Co Paweł mógł mieć na myśli, wypowiadając te słowa? W jaki sposób możemy zastosować te słowa dzisiaj? Ktoś, kogo kochasz, choruje lub umiera. Tracisz pracę. Odczuwasz wielki ból fizyczny. Być może kluczem do zrozumienia tego jest pytanie: „Zawsze się radujcie” w czym? Bez względu na naszą sytuację z czego możemy się zawsze radować?

Po półrocznych studiach nad księgą Rodzaju i księgą Jozuego przenosimy się do Nowego Testamentu. Będziemy studiować dwa listy Pawła: do Kolosan i do Filipian.

Zacznijmy od krótkiego przeglądu środowiska kulturowego miast Filippi i Kolosów w I wieku n.e. Filippi było starożytnym miastem położonym w północno-wschodniej Grecji na granicy wschodniej Macedonii i Tracji, około 16 km w głąb lądu od starożytnej osady portowej Neapolis. Miasto zostało założone w 356 r p.n.e. przez Filipa II Macedońskiego który był szczególnie zainteresowany pobliskimi kopalniami złota i srebra, dlatego zaanektował cały region i formalnie ustanowił Filippi jako miasto noszące jego imię. Znaczenie miasta znacznie wzrosło po ekspansji rzymskiej: po podboju Macedonii przez Rzymian Filippi stało się ważnym przystankiem na Via Egnatia, nowo wybudowanej drodze łączącej Bizancjum z portami Adriatyku.

Czego dowiadujemy się o Filippi z Biblii? Filippi było wiodącym miastem w Macedonii i miało status rzymskiej kolonii (Dz 16:12–40), co czyniło je strategicznie ważnym miastem dla wczesnej ekspansji chrześcijaństwa. Paweł przybył tam około 49–50 r. n.e. po otrzymaniu wizji Macedończyka wzywającego go do tego regionu i założył tam pierwszy europejski kościół. Biblijna narracja zwraca uwagę zarówno na rzymski charakter miasta, jak i wyzwania, z jakimi musiał się zmierzyć Paweł. Początkowo Paweł spotkał się z kobietami nad rzeką, gdzie poznał Lidię, handlarkę purpurą, której serce Pan otworzył na przyjęcie ewangelii; ona i jej domownicy zostali ochrzczeni i zaprosili Pawła do siebie (Dz 16,12–40). Jednak po tym, jak Paweł wypędził demona z niewolnicy, jej właściciele – rozgniewani utratą dochodowego interesu wróżbiarskiego – pojmali Pawła i Sylasa i przyprowadzili ich przed władze miasta (Dz 16,12–40). Urzędnicy oskarżyli ich o zakłócanie porządku w mieście i nauczanie bezprawnych zwyczajów, kazali ich wychłostać rózgami i uwięzić (Dz 16,12–40). Gdy urzędnicy dowiedzieli się, że Paweł posiada obywatelstwo rzymskie, zwolnili go z więzienia i zażądali opuszczenia miasta. Kościół w Filippi stał się pierwszym partnerem misyjnym Pawła i wspierał go finansowo w szerzeniu ewangelii, czego nie uczynił żaden inny kościół (Flp 4,15).

Z kolei Kolosy były stosunkowo niewielkim miastem w zachodniej Azji Mniejszej, położonym w dolinie rzeki Likos, około 160 kilometrów na wschód od Efezu. Żyzne otoczenie miasta i strategiczne położenie u wschodniego wejścia do doliny uczyniły je naturalnym punktem postoju dla sił zbrojnych i grup gladiatorów – symboli rzymskiej dominacji imperialnej.

W starożytności Kolosy miały znaczącą pozycję jako główny ośrodek handlowy łączący zachodnie szlaki handlowe z Eufratem. Jednak za czasów Pawła ich pozycja znacznie osłabła, ponieważ sąsiednie miasta rosły w siłę. Silne trzęsienie ziemi około 60–61 r. n.e. przyspieszyło ten upadek. Po tej katastrofie Kolosy nigdy nie zostały w pełni odbudowane i ostatecznie opuszczone w VIII wieku.

Pod względem demograficznym miasto charakteryzowało się znaczną różnorodnością. Oprócz rdzennej ludności frygijskiej i osadników rzymskich, tysiące Żydów osiedliło się w regionie ponad sto lat przed przybyciem Pawła. Miasto zyskało sławę dzięki przemysłowi wełnianemu i farbiarskiemu, produkując charakterystyczną ciemnoczerwoną tkaninę zwaną colossinum. Znaczna populacja żydowska – prawdopodobnie ponad dziesięć tysięcy mężczyzn w całym regionie – współistniała z rodzącą się społecznością chrześcijańską.

Co Biblia mówi na temat Kolosów? Biblia dostarcza niewiele informacji o samych Kolosach, ale listy do Kolosan i Filemona potwierdzają ich znaczenie jako wspólnoty chrześcijańskiej. Paweł zwraca się w swoim liście do „świętych i wiernych braci w Chrystusie w Kolosach” (Kol 1:1–2), wskazując na istnienie tam Kościoła. Paweł wspomina również o swojej trosce o wierzących w Kolosach, podobnie jak o wierzących w pobliskiej Laodycei, mimo że nigdy nie spotkał ich osobiście (Kol 2:1) – to jest ciekawe stwierdzenie, które pokazuje pastoralne zaangażowanie Pawła pomimo fizycznej odległości.

Religijny krajobraz miasta ukształtował wyzwania, z którymi zmierzył się Paweł. Kolosy znane były jako ośrodek licznych kultów i religii misteryjnych poświęcone bóstwom takim jak Kybele oraz bóstwom astralnym. W Kolosach mieszkała duża grupa zhellenizowanych Żydów. Epafras, pochodzący z Kolosów, nawrócony podczas misji Pawła w Efezie, prawdopodobnie założył tam kościół. Zgromadzenie składało się głównie z nawróconych pogan, jednak ich nauki odzwierciedlały spore wpływy żydowskie. To środowisko prawdopodobnie przyczyniło się do powstania teologicznego synkretyzmu, z którym Paweł będzie się zmagał w swoim liście.

Lekcja w tym tygodniu nosi tytuł „Prześladowani, ale nie zapomniani” i rozpoczyna się anegdotą o pastorze, który został uwięziony i nie mógł publicznie głosić ewangelii. Jednak jego uwięzienie miało sens, ponieważ nawet w czasie pobytu w więzieniu mógł chrzcić innych i uczestniczyć w komunii.

Taka postawa jest znana w chrześcijaństwie, a zwłaszcza w adwentystycznej tradycji. Pokazuje ona szacunek dla nieustannej produktywności w pracy misyjnej. Jednak sugestia, że uwięzienie miało wartość tylko dlatego, że nadal przynosiło widoczne skutki religijne jest niepokojąca. Niewiele uwagi zostało poświęcone temu, jaki wpływ miało uwięzienie na życie pastora. Czy uwięzienie zmieniło jego tożsamość, czy pogłębiło życie wewnętrzne, lub też zmieniło jego relację z Bogiem? Historia ta sugeruje, że cierpienie ma sens tylko wtedy, gdy można je natychmiast przekształcić w duchowy owoc.

Następnie autor naszego podręcznika wskazuje na Pawła, zauważając, że napisał on listy do Filipian i Kolosan z więzienia i przywołuje historię Pawła i Sylasa modlących się i śpiewających hymny w więzieniu, podczas gdy inni więźniowie słuchali i uczyli się, co to znaczy „zawsze się radować”. Postawa Pawła i Sylasa, którzy śpiewali w więzieniu to piękna reakcja na dramatyczną sytuację. Czy jest jednak właściwe, aby taka postawa była wzorcem, przy pomocy którego oceniane są wszystkie cierpienia? Idea radości jest często wykorzystywana w chrześcijaństwie w głęboko destrukcyjny sposób. Zbyt często służy ona do modyfikacji zachowania, a nie formacji duchowej. Radowanie się zawsze wymaga określonej postawy emocjonalnej, zakorzenionej w widocznym zadowoleniu, które ignorując równocześnie emocjonalną rzeczywistość bólu. Według takiej koncepcji radość jest jedyną właściwą reakcją emocjonalną na Boga.

Jednak nawet życie Jezusa zaprzecza takiemu schematowi. Czy Jezus, który płakał w Getsemane, zawsze się radował? Czy reagując gniewem na wyzysk w świątyni, przewracając stoły w obronie ubogich, zawsze się radował? Czy mówiąc ostro i bezpośrednio do faryzeuszy, zawsze się radował? Te chwile nie były chwilami słabości wiary. Były wierną reakcją w konkretnych okolicznościach.

Wielu chrześcijan popada w toksyczną pozytywność, ubraną w język radości, co przez lata wyrządziło krzywdę wielu ludziom. Radość nie zastępuje smutku, ale raczej, jest relacją równoległą ze smutkiem. Widzimy to często na pogrzebach, kiedy humor idzie w parze ze smutkiem. Kiedy wspomnienia są przekazywane zarówno ze śmiechem jak i łzami. Radość to twierdzenie, że ciemność nie będzie trwać wiecznie, a jednocześnie radość z faktu, że ciemność niesie ze sobą dary, których nie można dostrzec w świetle.

Ciekawe jest to jak bardzo adwentystyczne doświadczenie religijne jest kształtowane przez tłumienie emocji. Istnieje subtelne przekonanie, że pewne emocje sygnalizują duchowy niedostatek. Jeśli odczuwasz niepokój, depresję lub przytłoczenie, prawdopodobnie nie ufasz Bogu wystarczająco. Nie zawsze się radujesz i dlatego w pewnym sensie zaprzeczasz temu, co Bóg pragnie dla twojego życia. To jest prawda. Znamienne jest, że Paweł i Sylas śpiewali w więzieniu. Jednak Józef również był uwięziony i nie mamy jednak żadnej informacji o tym, by śpiewał hymny. Służył, gdzie tylko mógł i był wierny. Śpiewanie w więzieniu to nie jedyny sposób, by wielbić Boga w niesprawiedliwych i bolesnych okolicznościach. W studiach na temat radości i prześladowań nie jest ważne to, czy się radujemy, ale czy nie jesteśmy opuszczeni. To, czy płaczemy, czy się śmiejemy w trudnych okolicznościach, nie neguje prawdy, że prześladowania zawsze będą, ale nie będziemy w nich opuszczeni. To jest prawdziwy punkt wyjścia, a nie konkretna postawa emocjonalna, jaką przyjmujemy w reakcji na cierpienie. Obecna sytuacja na świecie jest ciężka, wręcz nie do zniesienia. Radość nie jest moją pierwszą reakcją. Zamiast tego, zadaję Bogu pytanie, czy stoi po stronie ciemiężcy, gdy okrucieństwo nie jest kontrolowane, a cisza wydaje się przytłaczająca. Jak to jest możliwe, że niesprawiedliwość tak łatwo się utrzymuje. To nie są nowe pytania. W wielu miejscach w Biblii możemy usłyszeć echo tych pytań. Prawdopodobnie będą nas one nurtować do końca.

Pamiętanie, że nie jesteśmy zapomniani, ma sens, jeśli pozostawimy przestrzeń na pytania które pomagają nam wykorzystać język potrzebny do radzenia sobie w okresach żałoby i moralnego wyczerpania. Prawdziwa radość nie zawsze posiada formę widocznej emocjonalnej reakcji czy zewnętrznych gestów. Radość to ciche zaufanie wynikające ze świadomości, że nie jesteśmy porzuceni. Radość może być wewnętrzna, gdy łzy płyną nam po policzkach, gdy wściekamy się na niesprawiedliwe systemy lub gdy walczymy w imieniu potrzebujących. Paweł był wielokrotnie więziony, począwszy od Filippi, przez Jerozolimę, Cezareę, aż po areszt domowy w Rzymie. Doświadczenia te ukazują życie naznaczone cierpieniem i podtrzymywane wiarą. W 2 Kor 4:7–12 Paweł wyjaśnia, że jego wytrwałość była rezultatem świadomości, że podtrzymująca go moc pochodzi od Boga, a nie od niego samego, i że jego cierpienie służyło objawieniu życia Jezusa dla dobra innych. Zamiast skupiać się na przeżywaniu trudności, Paweł skupił się na obecności Boga, będąc przekonany, że nigdy nie został opuszczony. Autor lekcji przypomina, że gdy pojawia się zniechęcenie, które jest rezultatem bieżących okoliczności lub przeszłych niepowodzeń, pozostaje Biblia oraz obecność Ducha Świętego jako potężne narzędzia do przezwyciężania zła, nawet w obliczu ciężkich doświadczeń.

W czasie drugiej podróży misyjnej Duch Święty zmienił plany Pawła i poprowadził go bezpośrednio do Filippi. Miasto było idealnym ośrodkiem dla misji chrześcijańskiej. Paweł i jego zespół rozpoczęli swoją pracę od modlitwy nad brzegiem rzeki. Ich wysiłki zaowocowały nawróceniem najpierw Lidii i jej rodziny, której zasoby pomogły w rozwoju misji, a następnie po uwięzieniu Pawła i Sylasa, nawróceniem strażnika więziennego wraz z całym jego domostwem. Zdaniem autora lekcji ta historia pokazuje, jak Duch Święty wykorzystał okazję i cierpienie, aby szerzyć ewangelię, przypominając wierzącym, że Bóg może posłużyć się bolesnymi doświadczeniami, aby zrealizować swoją misję otwierając w ten sposób drzwi dla złożenia świadectwa, którego nigdy inaczej nie można by przedstawić.

Te przykłady mogą być wielkimi lekcjami dla naszych własnych podróży, gdy wkraczamy w nowy rok. Podobnie jak Paweł, być może zaczynamy z planami i oczekiwaniami, aby wkrótce odkryć, że nasze plany zostały zmienione w taki sposób, którego się nie spodziewaliśmy. Nasze plany w tym roku mogą wiązać się z ograniczeniami, przerwami, a nawet „łańcuchami”, które wydają się krępować naszą działalność, np. problemy zdrowotne, zmiany, nierozwiązane konflikty czy drzwi, które wydają się być zamknięte. Życie Pawła przypomina nam, że ograniczenia nie oznaczają porzucenia; Boża moc często jest najlepiej widoczna, gdy czujemy się słabi, niepewni lub ograniczeni.

Jednocześnie doświadczenia z Filippi uczą nas, że Bóg posiada plany i podejmuje decyzje o tym, gdzie się znajdujemy i jak mamy działać. To, co na pierwszy rzut okaz może się wydawać jak „objazd” i utrudnienie, jest w rzeczywistości strategicznym miejscem wpływu, rozwoju i świadectwa. Bóg wykorzystał posłuszeństwo i cierpienie Pawła, aby dokonać przemiany w domach wpływowych ludzi i w całych społecznościach. Doświadczenia Pawła zachęcają nas do zaufania, że Duch Święty wykorzystuje okoliczności a czasami nawet nasze bolesne doświadczenia i formuje nasz charakter, zmieniając nasze priorytety i wykorzystując nawet trudne okoliczności, aby nieść życie, nadzieję i więź z innymi.

Paweł prawdopodobnie nigdy nie odwiedził Kolosów. Bibliści zwracają uwagę, że Filemon do którego Paweł napisał osobny list mógł pochodzić z Kolosów. Autor lekcji jedynie w jednym zdaniu wspomniał o problemie niewolnictwa. Wzmianka wydaje się niepokojąco krótka, jakby została dodana jedynie po to, by podkreślić problem, a nie by go sensownie omówić. Niewiele niuansów i głębi poświęcono prawdopodobnie jednej z bardziej kontrowersyjnych perspektyw Pawła. My również nie będziemy się dzisiaj zajmować tym problemem.

Natomiast autor lekcji zwrócił uwagę na znaczenie wytrwałości i wierności w obliczu przeciwności. Bóg wzywa wierzących, aby trwali niezłomnie w prawdzie i nie stosowali działań odwetowych ani nie pielęgnowali goryczy w obliczu uprzedzeń lub cierpienia, a zamiast tego żyli z pokorą, uczciwością i poleganiem na Bożej mocy. Chociaż prawdziwe znaczenie i wartość wiernej służby mogą nigdy nie zostać zauważone w pełni, jednak taka postawa jest wynikiem ofiary Chrystusa. Rozwój duchowy wiąże się z nieustanną walką, ponieważ zło zawsze sprzeciwia się przemianie. Osoby wierzące są podtrzymywane przez niezmienną obietnicę Chrystusa, który powiedział, że nigdy ich nie opuści i pozostanie z nimi w każdej próbie.

Kiedy wkraczamy w rok 2026, warto pamiętać o tym przesłaniu. Nowy rok jak zawsze przyniesie nowe postanowienia, być może niespełnione nadzieje, rozczarowanie i niepewność. Jednak to zaproszenie nie dotyczy udowadniania swojej wartości, lecz stania mocno, bycia zakorzenionym w prawdzie, uczciwości i obecności Chrystusa. Opozycja, zmagania i nieporozumienia są częścią wzrostu, który pomaga określić realistyczne plany na nadchodzący rok: wytrwałość będzie ważniejsza niż doskonałość. Być może nigdy w pełni nie dostrzeżemy wpływu naszej wierności, ale nasze życie zostało już zmierzone ofiarą Chrystusa, a nie naszymi sukcesami. Z początkiem roku 2026 jesteśmy zaproszeni do podążania naprzód z cichą odwagą, polegając na sile Boga i ufając obietnicy, że nie wkraczamy w ten rok sami.



DO PRZEMYŚLENIA

Zarówno list do Filipian jak i do Kolosan jest zaliczany są do tzw. listów więziennych, ponieważ oba zostały napisane w więzieniu (Flp 1:7.13; Kol 4:3). Jakie inne listy Paweł napisał w więzieniu?

Tuż przed wstąpieniem do nieba Jezus powierzył swoim uczniom pozornie niemożliwe do wykonania zadanie: głoszenie ewangelii całemu światu (Mt 28,19-20). Dlaczego Bóg powierzył swojemu ludowi tak niewykonalne zadanie? Jaką perspektywę daje nam Kol 1:23? Jaka jest nasza rola w tym zadaniu (Mt 24,14)?

Kościół w Filippi został założony przez Pawła, nie wiadomo jednak kto założył kościół w Kolosach. W jaki sposób mógł powstać kościół w Kolosach, jeżeli Paweł nie był bezpośrednio zaangażowany w działalność misyjną w tym mieście (Dz 19:10; 20:31; Kol 4:12; 1:7; Ap 1,4)?

Ef 3:1 i Flp 1:6-8.12-14. W jaki sposób Paweł interpretował swoje uwięzienie? W jaki sposób najlepiej wykorzystać trudne sytuacje w jakich możemy się znaleźć?

2 Kor 4:7-12. W jakiś sposób Paweł potrafił przetrwać trudne chwile w swoim życiu? Co mógł mieć na myśli, mówiąc o „naczyniach glinianych”? Co mógł mieć na myśli, mówiąc o „noszeniu na swoim ciele śmierci Jezusa”?

2 Kor 6:3-7. Z jakich źródeł korzystał Paweł, aby przetrwać w trudnych sytuacjach?

Dz 16:9-12. Dlaczego Paweł nie zatrzymał się na Samotrace i w Neapolis ale od razu poszedł do Filippi? Czy na wyspie Samotraka i w Neapolis nie było wielu ludzi, którzy również potrzebowali usłyszeć ewangelię? Dz 9:16. W jaki sposób ten fragment pomaga wyjaśnić cierpienia, na które był narażony Paweł w czasie swojej misji?

Porównaj początki obu listów (Flp 1:1-3 i Kol 1:1-3). Jakie dostrzegasz podobieństwa i różnice? Kim są owi „wierzący bracia w Chrystusie” (Ef 6:21; Kol 4:7; 1 P 5:12)?

Flp 4:4. Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się. Dlaczego nigdy nie należy okazywać zemsty? Jak to możliwe, aby „zawsze się radować” mimo opozycji, a nawet bólu fizycznego? „Zawsze się radujcie” – z czego?

Jak Paweł postrzegał swoje cierpienie z powodu głoszenia, że Jezusa z Nazaretu jest prawowitym Królem tego świata? Dlaczego ta idea była ważna dla Kościołów w Filippi i Kolosan, a także dla nas?

W jaki sposób prześladowanie naśladowców Chrystusa i sprzeciw wobec ewangelii Jezusa są nadal częścią świata, w którym żyjemy, w tym świata zachodniego?



Przygotował Jan Pollok