sobota, 5 listopada 2016

NIETYPOWY BOCHATER

4 listopada do kin trafił najnowszy film Mela Gibsona „Przełęcz ocalonych”. Opowieść o szeregowcu, który odmawia noszenia broni i samotnie ratuje 75 żołnierzy wydaje się nieprawdopodobna. Ale zdarzyła się naprawdę. Oto prawdziwa historia jej bohatera, Desmonda Dossa.
dd1Desmond Doss 1 kwietnia 1942 roku dołączył do Armii Stanów Zjednoczonych. Nie spodziewał się wtedy, że trzy i pół roku później stanie na dziedzińcu Białego Domu i otrzyma najwyższe odznaczenie swojego kraju. Z 16 mln żołnierzy walczących podczas II wojny światowej, tylko 441 otrzymało Medal Honoru. Jeden z nich znalazł się na szyi młodego adwentysty dnia siódmego, który w czasie całej swojej służby nie tylko nie zabił ani jednego człowieka, ale też odmówił noszenia broni, pracy w sobotę oraz spożywania posiłków niewegetariańskich.
Dokładnie 71 lat temu, 12 października 1945 roku, prezydent Harry Truman serdecznie ściskał dłoń Desmonda Dossa. Powiedział mu wtedy: „Naprawdę na to zasługujesz. Uważam, że wręczenie ci Medalu Honoru jest większym zaszczytem, niż bycie prezydentem”. Co doprowadziło młodego, szczupłego Amerykanina do Białego Domu?
Sumienie nie pozwala
Gdy Japończycy zaatakowali Pearl Harbor, Doss pracował w stoczni marynarki wojennej. Od swojego przełożonego dostał propozycję odroczenia służby wojskowej. – Chciał jednak ryzykować swoje życie na linii frontu, aby obronić pokój – opowiada dr Charles Knapp, prezes Desmond Doss Council, instytucji dbającej o dziedzictwo żołnierza. – Pragnął zostać sanitariuszem i spodziewał się, że jego status obdżektora uchroni go od noszenia broni – dodaje. Do armii wstąpił jako ochotnik.
Obdżektor (ang. conscientious objector) to osoba odmawiająca odbycia obowiązkowej służby wojskowej z powodów religijnych, moralnych lub etycznych. Mimo tego statusu przyznanego Dossowi przez rząd USA, podczas szkolenia wojskowego wielu żołnierzy nie akceptowało jego decyzji. Spotkał się z napiętnowaniem. W swoim baraku usłyszał: „Doss, jak tylko pójdziemy na wojnę, sam dopilnuję, byś nie wrócił z niej żywy”. Dowódcy również chcieli się go pozbyć z armii. Zastraszali go, obrażali, przydzielali dodatkowe ciężkie prace i wmawiali mu chorobę psychiczną. W końcu postawili go przed sądem polowym za niewykonanie rozkazu noszenia broni. Nie zdołali jednak wydalić szeregowca z armii. Jak mówi dr Knapp, który osobiście poznał Dossa: – Wierzył w to, że jego obowiązkiem było posłuszeństwo wobec Boga oraz służba swojemu krajowi – właśnie w takiej kolejności. Niezachwiane przekonania były dla niego najważniejsze – wspomina.
Dzieciństwo
fot. Desmond Doss Council
fot. Desmond Doss Council
Desmond został wychowany w religijnej rodzinie w Lynchburgu (stan Wirginia). Należał do chrześcijańskiego Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, który swoje zasady opiera w całości na Piśmie Świętym. Wiernie stosował je w swoim życiu – w tym odróżniającą od większości religii naukę o święceniu soboty jako siódmego dnia tygodnia (stąd nazwa Kościoła). Właśnie w soboty uczęszczał do Kościoła i wstrzymywał się od wszelkiej pracy – lata później o to samo poprosił w wojsku.
Ojciec Desmonda (który nie był wówczas członkiem Kościoła) zakupił na aukcji duży obraz przedstawiający Dekalog w formie kolorowych ilustracji. Obok słów: „Nie zabijaj” narysowany był Kain, stojący nad ciałem swego martwego brata Abla, którego zamordował. Patrząc na ten obraz Desmond przyrzekł sobie, że nigdy nie odbierze nikomu życia. – Nasz Kościół nie zakazuje wykonywania konkretnych zawodów ani tym bardziej nie zniechęca do służenia swojemu krajowi. Jednak ponieważ Jezus Chrystus przyszedł na świat nie po to, by niszczyć ludzkie życie, ale aby je ratować, zachęcamy do nieangażowania się w bezpośrednią walkę – tłumaczy Jarosław Dzięgielewski, przewodniczący Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Polsce.
Młody Doss marzył o tym, aby w przyszłości pomagać ludziom. Nie miał jednak ani sprecyzowanych planów, ani pieniędzy na studia. Pracował fizycznie najpierw w swoim mieście, potem w największej stoczni w tamtej części USA. Swoją przyszłą żonę poznał w specyficznych okolicznościach: sprzedawała religijną gazetę w jego miasteczku. Kilka dni później spotkał ją w kościele i zaprosił na rodzinny obiad.
Ślub z Dorothy wziął już podczas swojej służby w wojsku, kiedy udał się na przepustkę.
Służba wojskowa
fot. Desmond Doss Council
fot. Desmond Doss Council
Choć film „Przełęcz ocalonych” przedstawia tylko jedną walkę z udziałem Dossa, w rzeczywistości podczas II wojny światowej służył na wyspach Guam, Leyte i Okinawa. Podczas każdej z tych wojskowych operacji wykazywał się nadzwyczajnym oddaniem dla swoich towarzyszy walki. W maju 1945 roku, gdy niemiecki Wehrmacht poddawał się, na drugim końcu świata japońskie wojska zaciekle broniły ostatnich punktów, w tym Skarpy Meada. Oddział Desmonda raz po raz próbował zdobyć tę skalną ścianę, którą żołnierze nazywali Hacksaw Ridge. Po tym, jak kompania zabezpieczyła szczyt urwiska, została zaskoczona gwałtownym kontratakiem sił japońskich. Oficerowie zarządzili natychmiastowy odwrót. Wszyscy żołnierze momentalnie ruszyli w stronę stromego urwiska, aby ratować swoje życie. Wszyscy oprócz szeregowca Desmonda Dossa. Właśnie ta historia zobrazowana została przez Mela Gibsona. W sobotę 5 maja 1945 roku Doss samotnie uratował przynajmniej 75 ludzi, przenosząc ich do skraju skarpy, a stamtąd spuszczając na prowizorycznych noszach wykonanych z liny. –Właśnie o takiej postawie czytał w swojej Biblii, ofiarowanej mu przed wojną przez żonę Dorothy: po pierwsze pomagać. Nawet w niesprzyjających okolicznościach, nawet w swoje święto. Doss ratował nie tylko kolegów ze swojej kompanii – opatrzył też kilku Japończyków! – opowiada Dzięgielewski z Kościoła adwentystycznego.
Kilka dni później, podczas nieudanego nocnego natarcia, Desmond został kilkukrotnie ranny. Ukrywając się wraz z dwoma strzelcami w leju po wybuchu, pod jego stopami wylądował japoński granat. Eksplozja odrzuciła go, a odłamek granatu wbił się w jego nogę i biodro. Desmond opatrzył swoje rany. Podczas próby oddalenia się na bezpieczną odległość został postrzelony w ramię przez snajpera. To był koniec dzielnej służby medyka. Nim jednak został zniesiony z pola walki nalegał, aby w pierwszej kolejności użyto jego noszy do pomocy innemu rannemu.
Choroba i śmierć
fot. Desmond Doss Council
fot. Desmond Doss Council
Przed zwolnieniem ze służby w 1946 roku u Desmonda rozwinęła się gruźlica, przez którą następne sześć lat musiał spędzać w szpitalach. Zimne, wilgotne i bezsenne noce oraz brodzenie w zabłoconych okopach na wyspach Pacyfiku zebrały w końcu swoje żniwo. W miarę postępowania choroby okazało się, że jego lewe płuco musiało zostać operacyjnie usunięte razem z pięcioma żebrami. Przez całe swoje późniejsze życie radził sobie z jednym płucem. W końcu i ono zawiodło. W wieku 87 lat, 23 marca 2006 roku, Desmond Doss zmarł po hospitalizacji na skutek problemów z oddychaniem. Został pochowany na Cmentarzu Narodowym w Chattanooga (Stan Tennessee).
Dorothy, chorująca na raka żona Dossa (ta, która wręczyła mu Biblię), zmarła w wypadku samochodowym spowodowanym przez Desmonda w 1991 roku. Jego druga żona, Frances M. Doss, opisała historię nietypowego bohatera wojennego w książce „Szeregowiec Doss” (w Polsce wydana w 2016 roku przez Wydawnictwo Znaki Czasu).

OPRAC. DANIEL KLUSKA/AAI

czwartek, 27 października 2016

RELIGIE O DUSZY I ŻYCIU

Religie o duszy i zyciu !
Od zarania dziejow ludzie zastanawiaja co sie dzieje z czlowiekiem po smierci ...przez wieki rozni mysliciele  i filozofowie albo prorocy odp. na to pytanie w rozny sposob ...podajac rozne argumenty i dowody ,... w zasadzie mamy trzy punkty widzenia na ten temat...
a) Wedrowka dusz ...., poglad ktory zaklada ze dusze kiedys odeszly od Boga ...upadly w grzech lub zapomnialy ze sa bogiem i zeby ponownie wrocic do Boga lub stanu doskonalosci, musza odbyc caly cykl powtornych narodzin a przez to wiele sie nauczyc o sobie, Bogu i swiecie oraz niebie i czysccu lub  piekle.... ten system wierzen  zaklada ze dusza w kazdym  ciele lub miejscu przebywa tylko jakis czas do chwili gdy na stale wroci do Boga albo swojej pierwotnej boskiej swiadomosci lub  rozplynie sie w  nicosci z powodu osiagniecia doskonalosci.... to nazywamy wedrowka dusz... inaczej reinkarnacja
( szkola wschodu ) np.. Indyjskie Wedy... dusza czlowieka moze  wcielac sie w cialo ludzkie ale tez zwierzece i roslinne itp.
 ( szkola zachodnia, inaczej Grecka ) zaklada ze dusza czlowieka wciela sie tylko w cialo ludzkie a zwierzeta i rosliny maja dusze zbiorowa ktora pozniej dzieli sie na dusze ludzkie
 dlatego . rozne pleniona np. Indianie oddaja czesc zwierzecym totemom ktore symbolizuja ducha plemienia
 ( jest tez szkola Egipska)  ktora uczy ze dusza sama decyduje w jakim ciele chce sie narodzic ...
, poza tym... reinkarnacji podlegaja nie tylko ludzie ale wszyscy... nawet bogowie ...
Starozytne misteria np. Dionizosa lub Orfeusza albo Ozyrysa tez uczyly o wedrowce dusz podobnie bylo w poganskiej religii Celtow itp.
W tym systemie wierzen nie ma za bardzo miejsca np. na nauke o zbawcy czy zmartwychwstaniu bo jest ono tu niepotrzebne a o wszystkim decyduja nasze uczynki poniewaz za nie otrzymujemy  nagrode lub kare w kazdym miejscu i czasie gdy sie odradzamy.. dlatego ten system wierzen byl i jest obecny w poganskich religiach i nie mozna go latwo pogodzic z takimi religiami jak Judaizm czy Chrzescijanstwo albo Islam .
Wazna uwaga !
Pierwotnie Zydzi i chrzescijanie wierzyli ze dusza to inaczej czlowiek ( wedlug ksiag Mojzesza dusza jest we krwi ) sladem tego pogladu jest ludowe powiedzenie ze np. w jakies wiosce mieszka 100 lub 500 dusz czyli ludzi , ale z czasem pod wplywem greckim w obu religiach uznano ze dusza lub duch moze zyc bez ciala po smierci ale  chrzescijanstwo w wiekszosci dzis nie wierzy w reinkarnacje choc w wedrowke duszy wierzyli Gnostyccy chrzescijanie np. Katarzy a teraz sa to Rozokrzyzowcy a w Judaizmie sa to czesto zwolennicy Kabaly czy w Islamie zwolennicy Sufizmu...
 Na temat co to jest lub bedzie niebo albo  pieklo ( np. czy pieklo bedzie to miejsce wiecznych meczarni lub tylko wiecznej smierci niesprawiedliwych i demonow )  albo czy istnieje czysciec w chrzecijanstwie trwaja dyskusje do dzis  podobnie jest w judaizmie i islamie !
b) Religie wierzace w jednego Boga i zmartwychwstanie ludzi oraz sprawiedliwy sad ostateczny na koncu swiata ( glownie chodzi tu o Judaizm i Chrzescijanstwo czy Islam itp. )
Dzis wielu wierzy ze kazdy czlowiek spi i czeka na zmartwychwstanie i sad w grobie ( przynajmniej taka jest nauka Biblijna wedlug SJ czy Adwentystow itp. )  ktorzy wtedy albo dostapia wiecznego zycia albo unicestwienia na zawsze ....
Innie  wyznania przyjely ....pewnie pod wplywem mysli greckiej np nauki Platona ....ze dusza ludzka po smierci oddziela sie od ciala i idzie do nieba lub piekla i tam przebywa az do dnia zmartwychwstania i osadzenia sprawiedliwie przez Boga wszystkich ludzi.... ktorzy wtedy albo dostapia wiecznego zycia albo meki wiecznej na zawsze ....
 Jak widac w oficjalnym chrzescijanstwie itp. religiach pod wplywem wymieszania sie pojec chrzescijansko-poganskich doszlo z czasem  do  zamieszania w tej kwestii  dlatego warto poznac Biblie i historie religii i dokladnie samemu zbadac ten temat.
c) Mamy jeszcze poglad materialistyczny ktory zaklada ze czlowiek zyje tylko tu i teraz ....ale trzeba wtedy zignorowac lub inaczej wyjasnic wierzenia i doswiadczenia wszystkich ludow i roznych swietych pism od czasow pierwotnych do dzis ....
Zrodla tego opracowania to rozne ksiazki i pisma religijne oraz historyczne itp. z mojej domowej biblioteki np.ksiazki Swiatopoglad Rozokrzyzowcow Max Hendel , Ewangelia  Wodnika  itd. oraz  Biblia itp.
material opracowal   Tomasz G

Polecam ksiazke Robert Odom - pt Czy twoja dusza jest niesmiertelna ?
Ksiazka ta odpowiada na wiele pytan, ktore nurtuja ludzkosc od zarania dziejow:
Co sie dzieje z czlowiekiem po smierci ?
Co to jest dusza ?
Autor, duchowny, znawca Biblii i badacz tych zagadnien daje odpowiedz na te pytania. 112 stron. http://sklep.znakiczasu.pl/
__._,_.___



DR0GA DO BOGA

wtorek, 11 października 2016

HALOWEN DOBRA ZABAWA CZY NIEBEZPIECZNA PUŁAPKA

Dawni Celtowie czcili Samhaina demonicznego"  pana śmierci "Wierzyli że w dniu upamiętniającym zmarłych +
 Dusze wracają do świata żywych. Pismo Święte nie potwierdza tego zabobonu i przestrzega, że demony potrafią przybrać postać zmarłych, zwodząc tym sposobem ludzi (2 Kor 11:14).
Dawniej podczas Święta Zmarłych bóstwa (demony) domagały się od ludzi ofiar w postaci jedzenia i alkoholu, co było formą oddania im czci. Jeśli ludzie nie składali tych ofiar, demony czyniły im szkodę, stąd powiedzenie „Trick or Treat”. Do dziś właśnie z tymi słowami amerykańskie dzieci pukają w Halloween do drzwi sąsiadów ostrzegając, że brak słodyczy (treat) oznacza zły psikus (trick).
Halloween przywędrowało do Ameryki za pośrednictwem irlandzkich imigrantów w XIX wieku. Jego okultystyczny charakter wynika z celtyckich korzeni tego święta. Wśród Celtów był to dzień składania duchom ofiar i kontaktowania się z demonami. Do dziś jest ono jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu czarownic i satanistów.
Czarownice czczą naturę, zamiast Stwórcę, kontaktując się ze złymi duchami za pośrednictwem talizmanów, zaklęć i narkotyków. Dlatego stosują w rytuałach symbole podkreślające kult natury i szatana. Na przykład miotła czarownicy symbolizuje męski organ seksualny. Czarownica siedząca czy latająca na miotle miała sprawić, że łany zboża wstają i wzrastają, dając większy plon. W ten sposób dedykowały szatanowi panowanie nad terenem, który zamieszkiwały. W zamian czarownice otrzymywały od diabła nadprzyrodzoną moc, z której korzystały między innymi przy pomocy zaklęć i uroków. Kult szatana, jakiemu się oddawały był w sprzeczności z przykazaniem Bożym, które nakazuje oddawać ją wyłącznie Bogu: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” (Wj 20:3) .
Osoby uprawiające okultyzm służyły demonom, dlatego dzieciom Bożym nie przynosi chluby przebieranie się za wróżki, wiedźmy, duchy czy kościotrupy. Szkielet był symbolem boga zmarłych, czczonego przez czarownice i satanistów jako “rogaty bóg”, czyli szatan. Z kolei czaszki używano w wielu kulturach jako medium do nawiązania kontaktu z duchami.
Zabawy w Halloween oscylują wokół okultystycznych praktyk, takich jak wróżenie, których Słowo Boże zakazuje (Pwt 18:10). W Halloween wróży się zwykle przy pomocy lanego wosku, fusów z kawy czy ze skórek jabłka. Wierzono na przykład, że niezamężna dziewczyna ujrzy w tym dniu zarys twarzy swojego przyszłego męża, jeśli w ciemnym pokoju spojrzy w lustro. Natomiast, jeżeli zobaczy tam trupią czaszkę, to znaczy, że umrze przed datą ślubu. Nieraz taka klątwa kładła się cieniem na osobie przeświadczonej o swej rychłej śmierci, stając się samowypełniającym proroctwem.
Poganie składali w Halloween ofiary duchom, aby nie doznać od nich szkody, a w swoich domach zapalali dużo świateł, aby rozproszyć ciemności i ostać się przed demonami, które wolą ciemność od jasności. My nie musimy robić takich rzeczy, ponieważ naszym Panem jest Jezus Chrystus, który powiedział: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8:12). W Jego obecności nie ma lęku przed demonami, Jezus obiecał, że zawsze będzie z nami: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28:20).
Czy jako chrześcijanie powinniśmy pozwalać naszym dzieciom przebierać się za czarownice, duchy i kościotrupy lub godzić się na ich udział we wróżbach towarzyszących zabawom w Halloween? Dla dzieci jest to okazja, aby przebrać się w niecodzienne stroje, nazbierać słodyczy i zabawić z rówieśnikami. Natomiast dla królestwa ciemności jest to promocja. Czy powinniśmy promować cokolwiek, co ma związek z królestwem ciemności? Słowo Boże tego nie zaleca. Apostoł Paweł napisał: „Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie” (1 Tes 5:22).
Strzeżmy dzieci przed udziałem w okultystycznych praktykach i grach, ponieważ demony nawet zabawę traktują jako formę zaproszenia i korzystają z niego. A jeśli naszym dzieciom ma być żal zabawy, jaką mają w tym czasie ich rówieśnicy, to kupmy im słodycze i zorganizujmy dla nich jakieś przyjemne zajęcia w domu, ale bez okultystycznych konotacji.
(Z książki: „Niewidzialna wojna o Twoje życie”).