sobota, 8 czerwca 2019

NIEZMIENNOŚĆ PRAWA BOŻEGO

Dzień mija za dniem, tydzień za tygodniem. Czas mija nieubłaganie, a mimo to, niewielu ludzi na tym świecie myśli o tym czasie, którego już nie ma, a także o tym, który będzie. Gdyby tak spojrzeć na cały świat i dominującą religię, to okazuje się, że najwięcej jest chrześcijan. Licząc oczywiście wszystkie te kościoły, które nazywają siebie chrześcijańskimi. Wiadomo, że chrześcijanin to taki człowiek, który podążą za Chrystusem, słucha każdego dnia Jego Słów i pragnie iść drogą, którą On wskazuje. Tak byli nazwani pierwsi uczniowie Chrystusa. Oni z Nim przebywali, słuchali Go, a nawet uwielbiali Go słuchać. Żyli każdym Słowem pochodzącym z Jego ust. Dzisiaj mamy również Jego Słowo napisane w Biblii, a jednak na całym świecie, chrześcijanin, a chrześcijanin to pojęcia, które nie są sobie równe.
Czy jednak temu można się dziwić? Nie! Dlaczego? A choćby dlatego, że Biblia od samego początku ukazuje obraz ludu Bożego, który bynajmniej nie trwa w Bogu. Co rusz się buntuje, co chwilę szemra, powątpiewa, czy odchodzi całkowicie od Boga.

Czy jednak od Boga można odejść? Bóg jest cudowny, bo nawet jeśli człowiek dokona takiego wyboru, to On cały czas jest z nami, bo pragnie byśmy wrócili, i czeka na ten powrót dopóki nasze życie trwa.
Biblia opisuje również, że tych, którzy trwali naprawdę przy Bogu, zawsze było drastycznie mało. Można wnioskować, że tych, którzy będą zbawieni, pomimo tych wszystkich milionów, setek milionów deklarujących się po stronie Boga, będzie naprawdę mało. Nie muszę pisać jaka nauka z tego wychodzi dla nas wszystkich.

Jednak chciałbym abyśmy spojrzeli dzisiaj na to, co naprawdę sprawia, że odchodzimy od Boga. Jakie największe oszustwo spowiło ten świat klamrą uciskającą nasze serce, próbującą zniszczyć je, abyśmy tylko nie poznali prawdy, nie uwierzyli, że Bóg jest wszechmocny.

Bóg stworzył świat , niebo, nas, wszystko co żyje. Biblia mówi o tym jakie był pierwotny plan stworzenia. A zatem ukazuje sens życia, który każdy może odnaleźć. Jednak tak niewielu poszukuje tego szczęścia w tym co rzeczywiście potrafi je dać.
Tak, największym oszustwem dla mnie w tym świecie jest to, że z Boga zrobiono Kogoś, kto nie wystarcza...
Tak, pomimo tego, że Bóg nie ma początku ani końca, że jest Wszechmocny, Wszechobecny i dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych, to Bogu z wieku na wiek, z tygodnia na tydzień, świat odbiera chwałę i moc. Czy naprawdę odbiera? Nie jest w stanie, ale w rzeczy samej, to ten świat czyniąc to, pozbawia sam siebie ratunku. Ale świat to świat, co jednak począć z tymi, którzy mówią że wierzą w Boga, podczas gdy tak naprawdę nie wierzą. Dlaczego tak twierdzę?

Biorę Słowo Boże jako prawdziwe, jako rzeczywiście jest. Bóg jeśli coś mówi, to mówi prawdę, a żeby każdy mógł ją poznać. Nie ma jakiegoś domysłu, jakiego niewyraźnie przedstawionej prawdy. Wszystko co objawił Bóg człowiekowi jest jasne. Jednak ludzie przez tysiąclecia wypaczyli tę prawdę swoimi naukami, dodatkami, które teraz nazywamy tradycją, obyczajami, czy po prostu naukami ludzkimi, którym daną niezaprzeczalność. Człowiek jednak, choćby nie wiem kto to był zawsze się pomyli, zawsze jest skłonny do błędu.
Toteż nie dziwi fakt, że tak wielu ludzi nie wierzy w Boga i to co mówi, choćby dlatego, że Go nie widzi. Nie widzimy Go, ale widzimy Jego rękę, która stworzyła tak wiele nieprawdopodobnych rzeczy, ale przede wszystkim, która stworzyła życia, które jest w nas. I choćby dlatego powinniśmy wierzyć, że On może wszystko.

No, ale ludzie którzy nie akceptują Boga wymyślają różne cuda. Mało tego, ci którym wydaje się, że są nie wiadomo jak pobożni zaprzeczają Bożemu Słowu. Toteż na całym świecie, choćby w kościele powszechnym głosi się, że Bóg nie stworzył świata i nieba w sześć dosłownych dni, że ten dzień trwał może z milion lat, a może więcej. I już na samym początku odbiera się Mu Wszechmoc. A zatem Bóg już dla nich nie jest wystarczający, a zatem aby zapełnić lukę, człowiek musi coś wymyślić i czyni to jak chce.

Toteż nie dziwmy się, że tak wielu ludzi, patrząc na Boga myśli sobie, że nie musi z Nim być, ani Go akceptować skoro, On wszystkiego nie może uczynić. Gdziekolwiek na świecie istnieją szkoły, rządy, różne instytucje, w których nie ma Boga, nie uważa się Go za stworzyciela nieba i ziemi, nas, życia. Dlatego też tworzy się ludzkie zasady, prawo, i swoją miłość, która nikogo nie zaspokaja.
Tworzy się również swój dekalog, w którym zamiast święcenia dnia siódmego tygodnia, święci się pierwszy dzień. Proszę, kimkolwiek jesteś, pomyśl o tym największym kłamstwie i zastanów się jak bardzo to kłamstwo zubożyło twoje życie. Jak bardzo zaślepiło twoje oczy, abyś nie mógł dojrzeć tego, jak bardzo kocha cię Bóg i jak bardzo pragnie cię uszczęśliwić, zbawić z tego świata. Pozdrawiam w tym cudownym Bożym dniu sabatu, w siódmym dniu tygodnia, który Bóg pobłogosławił i poświęcił.

Autor Jarek Kejna



niedziela, 19 maja 2019

Obmyci krwią Baranka

„W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli” (J 14,2-3). „Powiedz nam, kiedy to się stanie?” (Mt 24,3). „Usłyszycie o wojnach (…) powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu, i będzie głód, i mór, a miejscami trzęsienia ziemi (…) wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was dla imienia mego. I wówczas wielu się zgorszy i nawzajem wydawać się będą, i nawzajem nienawidzić. I powstanie wielu fałszywych proroków, i zwiodą wielu. A ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie (…) I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec” (Mt 24,6-14).

Zgodnie ze swoją obietnicą Pan Jezus wkrótce wróci na ziemię. Większość znaków, które mają poprzedzać to wydarzenie, wypełniła się lub wypełnia się na naszych oczach. W związku z tym chyba ważne jest, czy właściwie rozumiemy to, co wkrótce się wydarzy. Chyba ważne jest także to, czy właściwie rozumiemy warunki zbawienia. Jeżeli uświadomimy sobie, że szatan nie czeka z założonymi rękoma, ale stara się oszukać jak najwięcej ludzi, to tym ważniejsza staje się kwestia właściwej interpretacji Bożego Słowa. 

A jak to wyglądało przy pierwszym przyjściu Pana Jezusa? Czy wszystkie symbole i proroctwa dotyczące przyjścia Mesjasza były wtedy właściwie rozumiane? 

Odpowiedź jest chyba prosta, ponieważ pierwsze przyjście Pana Jezusa nie spełniło oczekiwań większości Żydów, oczekiwań związanych z przyjściem Mesjasza.   "Żydzi pragnęli przyjścia Mesjasza, ale nie posiadali właściwego pojęcia o Jego misji. Nie szukali wybawienia od grzechu, ale wyzwolenie od Rzymian" (PW 24,4). Uważali się za naród wybrany, co było prawdą, ale tylko niewielu z nich zrozumiało, dlaczego i w jakim celu zostali wybrani przez Boga. Święto Paschy miało przypominać im, że zostali uwolnieni z egipskiej niewoli, ale nie kojarzyli go z niczym więcej, jak tylko z dosłownym wyzwoleniem. Dzięki zwiedzeniom szatana nie zdawali sobie sprawy, że jest ono symbolem uwolnienia z niewoli grzechu. Nawet ci, którzy jako kapłani uważali się za największe autorytety w interpretacji słowa Bożego, nie rozumieli właściwie tego symbolu, ponieważ "interpretowali proroctwa zgodnie z własnymi egoistycznymi pragnieniami" (PW 25,2).

Nie tylko kapłani mieli ten problem, miał go także ten, który jako „Głos na pustyni” zapowiedział przyjście Mesjasza. „Jan nie w pełni rozumiał naturę królestwa Mesjasza. Pragnął dla Izraela wyzwolenia od jego zewnętrznych wrogów; nadejście Króla sprawiedliwości i utwierdzenie Izraela jako świętego narodu było wielkim celem jego nadziei” (PW 77.5). Uczniowie Jezusa także nie rozumieli Jego misji i mieli niewłaściwe oczekiwania.

Jaki był tego powód? Dlaczego tak trudno było ludziom zrozumieć powód pierwszego przyjścia Jezusa? Plan zbawienia znany był od początku istnienia świata. Już w Edenie Bóg wyjawił, że pewnego dnia ten, który będzie potomkiem kobiety, przyjdzie i zakończy historię grzechu. „I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę” (Rdz 3,15). „Kiedy Jezus się narodził, szatan wiedział, że przyszedł Ten, który ma boskie zlecenie, aby zakwestionować jego władzę. Zadrżał na anielską wieść poświadczającą autorytet nowonarodzonego Króla. Szatan dobrze znał pozycję, jaką Chrystus zajmował w niebie jako Umiłowany Ojca. To, że Syn Boży ma przyjść na ziemię jako człowiek, napełniło go zdumieniem i lękiem. Nie potrafił pojąć misterium tego wielkiego poświęcenia. Jego samolubna dusza nie była w stanie zrozumieć takiej miłości do upadłej rasy” (PW 87.1).

Egoistyczne pragnienia, samolubna dusza – to egoizm jest największą przeszkodą w zrozumieniu nie tylko planu zbawienia, ale całego Bożego Słowa. 

Czy możemy powiedzieć o sobie, że jesteśmy pozbawieni tej wady charakteru? Czy nasze życie jest wolne od egoistycznych pragnień? Czy egoizm został z nas całkowicie usunięty? Czy pozwoliliśmy Bogu, aby nas od niego uwolnił?
Na to pytanie każdy z nas musi sobie odpowiedzieć sam, jednak mam wrażenie, że wielu z nas zdaje sobie sprawę z niedoskonałości własnego charakteru. A jeżeli tak, to przekonanie o posiadaniu właściwego zrozumienia tego, co jest związane z powrotem Pana Jezusa, może być zbyt optymistyczne. Może nie wszystko rozumiemy właściwie, podobnie jak Żydzi dwa tysiące lat temu. Oni także byli przekonani, że wiedzą, czego należy oczekiwać. I okazało się, że ich oczekiwania nie spełniły się. Czy może być tak, że historia powtórzy się i my także zostaniemy zaskoczeni?
A jak dzisiaj rozumiemy powody pierwszego przyjścia Pana Jezusa? Dlaczego Pan Jezus dwa tysiące lat temu przyszedł na ziemię?

Wszyscy wiedzą, że zrobił to, aby nas zbawić, a właściwie dać nam szansę na zbawienie, ponieważ wszyscy wiemy, że nie wszyscy zostaną zbawieni. Mówi o tym Biblia. Jezus przyszedł, aby nas zbawić, jednak w jaki sposób? Czy to, co zrobił Jezus zmieniło nasz los, nie zmieniając nas, czy też może zmieniło nas, a dzięki temu zmienił się nasz los? Powtórzę to pytanie: Czy to, co zrobił Jezus zmieniło nasz los, nie zmieniając nas, czy też może zmieniło nas, a dzięki temu zmienił się nasz los?

Co na ten temat mówi Biblia? 

Jana 3,16 „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”
Mateusza 20,28 „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służył i oddał swoje życie na okup za wielu”
Rzymian 5,6 „Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych”
Galacjan 1,4 „[Jezus Chrystus] wydał samego siebie za grzechy nasze”
Rzymian 3,23-25 „Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę”

Co mówią te cytaty? Że Jezus przyszedł, abyśmy mieli żywot wieczny, aby oddać swoje życie na okup za nas, że umarł za bezbożnych wydając samego siebie za nasze grzechy, i wreszcie, że był ofiarą przebłagalną ustanowioną przez Boga. 
Czy to prawda? Jak najbardziej, jednak przyjrzyjmy się dokładniej tym wersom. 
Jana 3,16 – co to znaczy wierzyć w Jezusa?
Mateusz 20,28 – komu Jezus zapłacił okup?
Rzymian 5,6 – Jezus umarł za bezbożnych czy z powodu bezbożnych? 
Galacjan 1,4 – Jezus wydał samego siebie za nasze grzechy czy z powodu naszych grzechów?
Rzymian 3,23-25 – kogo ma przebłagać ofiara Jezusa i na czym polega skuteczność przelanej przez Niego krwi?

A teraz drugi zestaw cytatów:
Marka 2,17 „Jezus rzekł im: Nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzeszników”
Dzieje Apostolskie 3,26 „Bóg, wzbudziwszy Syna swego, posłał Go, aby wam błogosławił, odwracając każdego z was od złości waszych”
Dzieje Apostolskie 5,31 „Tego wywyższył Bóg prawicą swoją jako wodza i zbawiciela, aby dać Izraelowi możność upamiętania i odpuszczenia grzechów”
Rzymian 2,4 „Dobroć Boża do upamiętania prowadzi”

Jezus przyszedł, aby wezwać do upamiętania grzeszników, odwrócić nas od złości naszych, dać nam możliwość upamiętania i odpuszczenia grzechów. 

Powtórzę wcześniejsze pytanie: Czy to, co zrobił Jezus zmieniło nasz los, nie zmieniając nas, czy też może zmienia nas, a dzięki temu zmienia się nasz los?

W jaki sposób rozumiemy to, co dla nas zrobił Jezus? 
Wróćmy ponownie do ostatniego cytatu, Rzymian 2,4, ale w trochę szerszym kontekście, wraz z poprzednim i następnym wersem. 
Rzymian 2,3-5 „Czy mniemasz człowiecze, który osądzasz tych, co takie rzeczy czynią, a sam je czynisz, że ujdziesz sądu Bożego? Albo może lekceważysz bogactwo jego dobroci i cierpliwości, i pobłażliwości, nie zważając na to, że dobroć Boża do upamiętania cię prowadzi? Ty jednak przez zatwardziałość swoją i nieskruszone serce, gromadzisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga” 

Gdzie leży problem? Czy nie jest tak, że jednym z celów Jezusa było usunąć naszą zatwardziałość i skruszyć nasze serca?

Jezus chce zbawić każdego człowieka. Zapowiedział to już dawno temu. Wyprowadzenie Izraela z Egiptu jest wielkim symbolem uwolnienia ludzkości z niewoli grzechu. Jak rozumiemy ten symbol? Co reprezentują sobą najważniejsze elementy tego wielkiego obrazu?

Niewola w Egipcie to niewola grzechu. Kogo zatem reprezentuje faraon? Kim są Egipcjanie, a kim Żydzi? Co oznacza śmierć pierworodnych? Wreszcie jakie jest znaczenie krwi, jakiej użyli Żydzi do pomazania odrzwi swoich domów?
Chcę skupić się na tym ostatnim symbolu – na krwi.
2 Mojżeszowa 12,7.12-13 „I wezmą z jego [baranka] krwi, i pomażą oba odrzwia i nadproże w domach, gdzie go spożywają (..) Tej nocy przejdę przez ziemię egipską i zabiję wszystko pierworodne w ziemi egipskiej (…) a krew ta będzie dla was znakiem na domach, gdzie będziecie. Gdy ujrzę krew, ominę was i nie dotknie was zgubna plaga, gdy uderzę ziemię egipską”

Krew jest tu znakiem, swoistą polisą ubezpieczeniową, gwarantującą życie. Czy gdzieś w Starym Testamencie nie znajduje się opis podobnego znaku?
W Księdze Ezechiela znajduje się opis wizji, jaką otrzymał prorok Ezechiel. W tej wizji pokazano mu straszne odstępstwa w Izraelu oraz sąd, jaki zostanie wykonany na tych, którzy porzucili wiarę. 

Ezechiel 9,1-6 „Potem zawołał [Bóg] donośnym głosem (…) Przybliżcie się, wykonawcy sądu nad miastem, każdy z narzędziem zniszczenia w ręku. A oto sześciu mężów przyszło od górnej bramy (…) a każdy miał w swoim ręku narzędzie zniszczenia. A był wśród nich jeden mąż, odziany w lnianą szatę z przyborami do pisania u swojego boku (…) I rzekł Pan do niego: Przejdź przez środek miasta, przez środek Jeruzalemu, i uczyń znak na czole mężów, którzy wzdychają i jęczą nad wszystkimi obrzydliwościami popełnionymi w nim! A do innych rzekł tak (…) Przejdźcie za nim przez miasto i zabijajcie bez zmrużenia oka, i nie litujcie się! Wybijcie do nogi starców, młodzieńców i panny, dzieci i kobiety, lecz wszystkich, którzy mają na sobie znak, nie dotykajcie! A rozpocznijcie od mojej świątyni"

W obu sytuacjach chodzi o życie, ludzie zostają ocenieni, a na winnych zostaje wykonany wyrok. Każdy może otrzymać znak zabezpieczający przed śmiercią, jego brak skutkuje śmiercią. Ważne jest, na podstawie jakiego kryterium następuje ocena ludzi. W Księdze Wyjścia mowa jest tylko o tym, w jaki sposób ma być umieszczony ten znak, kryterium przedstawione jest w Księdze Ezechiela, znak otrzymają co, którzy „wzdychają i jęczą nad wszystkimi obrzydliwościami”. Inaczej mówiąc ci, którzy nie akceptują grzechu i czują do niego wstręt. Tak więc warunkiem otrzymania polisy ubezpieczeniowej jest zmiana wewnątrz człowieka, zmiana jego stosunku do grzechu. 

Jednak opis z Księgi Wyjścia także zawiera ważne informacje, wskazujące na głębokie znaczenie tego, co mieli zrobić Izraelici. Mieli oni pomazać krwią odrzwia swoich domów, ale mieli to zrobić w specjalny sposób. Otóż mieli nie tyle pomazać odrzwia, ale gałązkami hizopu zamoczonymi w krwi uderzać je. Bóg powiedział też, że ta krew ma być znakiem dla Żydów. O czym miała im przypominać krew na ich drzwiach? O tym, że swoje życie zawdzięczają przelanej krwi niewinnego baranka, o ty, że ta krew jest na ich rękach. Uderzanie gałązkami hizopu jest tu symbolem próby dotarcia do ich serc, próby rozbicia skorupy egoizmu. Jak czuje się człowiek, który ma ręce splamione krwią, nawet jeżeli tej krwi nie widać? Czy morderca pozostawia na sobie takie ślady zbrodni? Raczej stara się je ukryć, jednak Izrael miał swoim czynem obwieścić tym, którzy to widzieli, że są winni przelania krwi Baranka. Jest to równoznaczne ze skruchą, z wyrażeniem żalu z grzechy i to jest duchowe znaczenie tego symbolu. Ten czyn miał poruszać sumienia Izraelitów za każdym razem, kiedy przypominali sobie historię swojego uwolnienia z Egiptu. Ten symbol powinien też poruszać nasze sumienia dzisiaj.

Czy tak rzeczywiście jest? Czy świadomość tego, że z powodu naszych grzechów musiała zostać przelana krew Syna Bożego porusza nasze sumienia i powoduje naszą niechęć do każdego grzechu? A może bardziej popularne jest inne zrozumienie, mówiące, że Jezus uwolnił nas od konsekwencji naszych grzechów, ponieważ wziął te konsekwencje na siebie? 

Powtórzę wcześniejsze pytanie: Czy to, co zrobił Jezus zmieniło nasz los, nie zmieniając nas, czy też może zmieniło nas, a dzięki temu zmienił się nasz los? Kto może zostać zbawiony, czy ten, który nadal chce grzeszyć, chociaż jego grzechy zostały mu wybaczone, czy też może ten, który nie tylko stracił chęć do grzeszenia, ale nabrał wstrętu do wszystkiego, co jest związane z grzechem? Co jest ważniejsze, to czy grzeszymy czy to czy chcemy grzeszyć?
Czy celem Jezusa było wybaczenie nam grzechów czy też raczej zmiana naszego myślenia o grzechu?

Jakie znaczenie może mieć anulowanie mandatów jakiegoś kierowcy, mandatów za przekroczenie prędkości, jeżeli on nadal chce szybko jeździć i nie czuje potrzeby zmniejszenia prędkości tam, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości. Jakie znaczenie ma darowanie grzechów człowiekowi, jeżeli on nadal chce grzeszyć? Czy dla takiego człowieka jest miejsce w Królestwie Niebios, w królestwie które będzie całkowicie wolne od grzechu?

Jaki jest prawdziwy powód naszych grzechów? Dlaczego grzeszymy? Jedynym logicznym wyjaśnieniem naszych grzechów jest … nasza miłość do grzechu. Każdy kto kocha Boga, a mimo to grzeszy, robi to, ponieważ jego miłość do grzechu jest większa niż miłość do Boga. Ta prawda może być dla nas bardzo bolesna i nieprzyjemna, jednak każdy, kto spokojnie się nad tym zastanowi, powinien dojść do wniosku, że rzeczywiście tak jest. Nikt dobrowolnie nie robi tego, co jest dla niego wstrętne i obrzydliwe. Być może niektórzy znają pewną specyficzną polską zupę o nazwie czernina. Jeżeli ktoś jej nie zna, to powiem tylko tyle, że ważnym jej składnikiem jest krew, na przykład kaczki. Czy ktoś z was chciałby jej spróbować? Co czujecie, kiedy słyszycie o możliwości spróbowania takiej zupy? Czy musicie powstrzymywać się z całej siły przed zjedzeniem jej? Jestem pewny, że gdyby to było jedno z dań podczas naszego wspólnego posiłku, to nikt by nawet jej nie spróbował. Dlaczego? Bo sama myśl o takiej zupie wywołuje bardzo negatywne uczucia. 

Czy Jezus przyszedł na ziemię, aby zmienić nasz los? Tak.
Czy zrobił to usuwając skutki, konsekwencje grzechu czy też raczej przyczyny grzechu? 

Ellen White napisała o Jezusie, że „czuł się odpowiedzialny za zbawienie ludzkości. Wiedział, że wszystko będzie stracone, jeśli nie nastąpi zmiana zasad postępowania i celów pokoleń ludzkich” (SWL 12.1).

Co musi ulec zmianie, warunki zewnętrzne czy wewnętrzne? 
Wewnętrzne, czyli charakter i serce.

W jaki sposób można doprowadzić do takiej zmiany? Jest ona możliwa tylko dzięki tej mocy, jaką ma w sobie Boża miłość. Jedynym skutecznym sposobem jest usunięcie z naszych serc egoizmu. Ta zmiana nastąpi wtedy, gdy nasza miłość do Boga będzie większa niż przywiązanie i miłość do grzechu, bo tylko wtedy miłość do Boga usunie z nas miłość do tego, co jest wstrętne dla Boga, czyli do grzechu. Tylko wtedy zostaniemy zaliczeni do tych, którzy „wyprali swoje szaty i wybielili je we krwi Baranka” (Ap 7,14).

Warunkiem koniecznym właściwego przygotowania się na powrót Pana jest ukształtowanie właściwego charakteru, poprzez usunięcie z niego wszystkich śladów egoizmu. Tylko wtedy będziemy dobrze przygotowani i będziemy właściwie rozumieć Boże Słowo. Oby nikt z nas nie popełnił takich samych błędów, jakie wielu Żydów popełniło dwa tysiące lat temu.
______________________________
PW – Ellen White „Pragnienie wieków”
SWL – Ellen White „Śladami Wielkiego Lekarza”

czwartek, 2 maja 2019

Czy znam Boga?

Pierwsze przyjście Pana Jezusa nie zaspokoiło oczekiwań większości Żydów, oczekiwań związanych z przyjściem Mesjasza. "Żydzi pragnęli przyjścia Mesjasza, ale nie posiadali właściwego pojęcia o Jego misji. Nie szukali wybawienia od grzechu, ale wyzwolenia od Rzymian” (PW 24.4). Uważali się za Naród Wybrany, co było prawdą, jednak niewielu z nich rozumiało, dlaczego i w jakim celu wybrał ich Bóg. Kiedy obchodzili święto Paschy, będące pamiątką wyzwolenia z niewoli w Egipcie, nie kojarzyli tego, co Bóg zrobił dla nich z niczym innym, jak tylko z dosłownym uwolnieniem z niewoli. Dzięki zwiedzeniom szatana nie zdawali sobie sprawy z tego, że uwolnienie z Egiptu jest symbolem większego wyzwolenia, uwolnienia z niewoli grzechu. Nawet ci, którzy będąc kapłanami uważali się za największe autorytety w interpretowaniu Bożego Słowa, nie rozumieli właściwie tego symbolu, ponieważ „interpretowali proroctwa zgodnie z własnymi egoistycznymi pragnieniami” (PW 25.2).

A w jaki sposób my odczytujemy historię wyprowadzenia Izraela z Egiptu? Czy możemy o sobie powiedzieć, że nasze zrozumienie tej historii jest pozbawione błędów?

Wyprowadzenie Izraela z Egiptu nie było dla Boga dużym problemem, jednak o wiele trudniejsze było wyprowadzenie Egiptu z Izraela. Żydzi byli zadowoleni z tego, że nie musieli być niewolnikami Egipcjan, jednak nie chcieli zrozumieć, że zachowując swoje przywiązanie do pewnych przyzwyczajeń z czasów niewoli, tak naprawdę nadal są niewolnikami. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że wszystkie te „przyjemności” były niczym innym jak oszustwami szatana, który na różne sposoby chciał ich przekonać, że życie w Egipcie nie było takie złe i pomimo pewnych niedogodności dawało większą pewność dobrego życia niż to, co oferował im Bóg.

Dzisiaj my jesteśmy w takiej samej sytuacji jak Izrael w czasach Mojżesza. Jesteśmy niewolnikami, ale nie dosłownie, jak Izrael w Egipcie, tylko niewolnikami grzechu. Ten rodzaj niewoli ujawnia się tylko wtedy, gdy musimy dokonywać wyboru między dobrem i złem, między tym, co mówi Bóg a tym, do czego namawia nas szatan. To nasze decyzje ujawniają czy nadal jesteśmy w niewoli grzechu, czy też zostaliśmy z niej uwolnieni. Jednym z objawów niewoli jest to, że często bronimy naszego prawa do grzeszenia. Jak często chrześcijanie powtarzają, że człowiek nie może przestać grzeszyć? Z jednej strony wiemy, że grzech jest czymś złym, jednak z drugiej strony staramy się usprawiedliwić to, że grzeszymy. Czy nie jest dziwne, że zamiast żałować tego, że grzeszymy, powtarzamy nieświadomie to, o co szatan oskarża Boga, że niemożliwe jest przestrzeganie Bożego Prawa? Jak trudno nam jest pozbyć się Egiptu z naszych serc. Z jednej strony chcemy być zbawieni i cieszyć się wiecznym życiem w obecności Boga, jednak z drugiej strony tak trudno nam zrozumieć, że nie jest to możliwe, jeżeli podejmując decyzje nie kieruje nami miłość do Boga, tylko chęć zaspokojenia naszych pożądliwości. Jak często zdarza się nam podjąć decyzję będącą w sprzeczności do Bożego Słowa i uzasadniać ją brakiem możliwości wyboru? Czy ten brak możliwości świadczy rzeczywiście o tym, że nie mieliśmy wyboru, czy też raczej o tym, że nie zaufaliśmy Bogu? Czy nie jest to dowód braku wiary?

„Cały zbór synów izraelskich szemrał na pustyni przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi. I rzekli do nich synowie izraelscy: Obyśmy byli pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdyśmy siadali przy garnku mięsa i mogli się najeść chleba do syta! Bo wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby całe to zgromadzenie zamorzyć głodem” (2 Mojżeszowa, 16.3). Czy nie idziemy ich śladem, kiedy mówimy, że niemożliwe jest, aby żyć zgodnie ze wskazówkami Boga, ponieważ w ten sposób zginiemy, stracimy coś, co jest niezbędne do naszego życia? Jeżeli tak jest, to co według nas jest niezbędne do życia? Jezus powiedział: „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” (Jana 17,3). Jedynie poznanie Boga prowadzi do życia wiecznego. Jezus powiedział też do Żydów, którzy uwierzyli w niego: „Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (Jana 8,31-32). Poznanie Boga, poznanie Prawdy i trwanie w niej prowadzi do prawdziwej wolności, wolności od grzechu. Jak wielu chrześcijan uważa, że zna Boga, jednak grzech nadal jest obecny w ich życiu. Czy świadczy to o tym, że Jezus nie miał racji, kiedy powiedział, że Prawda nas wyswobodzi od grzechu? A może wyjaśnienie tego pozornego paradoksu jest inne, może po prostu ci, którzy grzeszą, nie poznali jeszcze Prawdy? Może ci, którzy uważają, że znają Boga, tak naprawdę jeszcze Go nie poznali? „Znać Boga to kochać Go” (PW 17.1). Znajomość Boga nie polega na posiadaniu informacji o Bogu, ale na bliskiej relacji z Nim, tak bliskiej jak relacja męża i żony, dlatego w Biblii małżeństwo jest symbolem naszych relacji z Bogiem. Tak rozumiana znajomość Boga jest niezbędnym warunkiem zrozumienia planu zbawienia, zrozumienia znaczenia misji jaką Pan Jezus wykonał podczas swojego pierwszego przyjścia na ziemię. Dlaczego? Ponieważ miłość do Boga usuwa z nas egoizm, najważniejszą cechę szatana. Egoizm uniemożliwia zrozumienie tego, co Pan Jezus zrobił przebywając na ziemi, uniemożliwia zrozumienie znaczenia śmierci Jezus na krzyżu. „To, że Syn Boży ma przyjść na tę ziemię, napełniło go [szatana] zdumieniem i lękiem. Nie potrafił pojąć misterium tego wielkiego poświęcenia. Jego samolubna dusza nie była w stanie zrozumieć takiej miłości do upadłej rasy” (PW 87.1). Ktoś kto nie kocha i kieruje się w swoim życiu egoizmem, nie może zrozumieć powodów działania tego, kto kieruje się miłością. To dlatego szatan nie mógł zrozumieć tajemnicy planu zbawienia, to dlatego Żydzi nie zaakceptowali Jezusa jako Mesjasza i Boga. Jezus nie był nawet rozumiany w swoim rodzinnym domu. „Bracia nie rozumieli Jezusa, ponieważ nie był taki, jak oni. Jego standardy nie były ich standardami. Patrząc na ludzi odwrócili się od Boga i w ich życiu zabrakło Jego mocy. Formy religijne, których przestrzegali, nie mogły przekształcić charakteru” (PW 68.1).

Żydzi zwracali szczególną uwagę na zewnętrzne objawy religijności, na przestrzeganie Bożych przykazań, ale swoje posłuszeństwo Bogu ograniczali tylko do czynności, do tego co jest widoczne. A przecież Bóg poprzez Mojżesza powiedział do Izraela: „Teraz więc Izraelu, czego żąda od ciebie Pan, twój Bóg! Tylko, abyś okazywał cześć Panu, swemu Bogu, abyś chodził tylko jego drogami, abyś go miłował i służył Panu, swemu Bogu, z całego serca i z całej duszy, abyś przestrzegał przykazań Pana i jego ustaw” (5 Mojżeszowa 10,12-13). Jak widać Mojżesz mówi najpierw o miłości do Boga, miłości wypływającej z serca, a dopiero potem o przestrzeganiu przykazań. Zmiana, która jest niezbędna do tego, aby człowiek mógł być zbawiony, najpierw musi nastąpić w sercu. Jezus „wiedział, że jeśli nie nastąpi zdecydowana zmiana zasad i celów życia ludzkości, wszyscy będą zgubieni”. Ta prawda jest wciąż aktualna, Boże zasady nie zmieniają się. Wszystkie Boże działania w ramach planu zbawienia mają na celu wzbudzenie w nas chęci zmiany naszych zasad i celów, naszych charakterów. Nie wystarczy wiedzieć w jaki sposób powinniśmy żyć, trzeba jeszcze pragnąć takiego życia. A takie pragnienie może pojawić się tylko wtedy, gdy dotychczasowa miłość do tego świata zostanie zastąpiona miłością do Boga. Ten kto naprawdę kocha, jest gotów poświęcić wszystko dla swojej miłości. Prawdziwa miłość usuwa z życia egoizm i wszelkie myślenie o sobie. Całe życie jest podporządkowane miłości. Życie prawdziwego chrześcijanina jest w całości podporządkowane Bogu, ponieważ taka jest potrzeba jego serca. Prawdziwy chrześcijanin nie traktuje posłuszeństwa Bogu jako trudnego i uciążliwego obowiązku. Jezus powiedział: „Jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie” (Mateusza 11,30), a apostoł Jan wyjaśnił, że „Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe” (1 Jana 5,3). Czy rzeczywiście tak to dzisiaj widzimy? Czy życie w posłuszeństwie Bożym przykazaniom sprawia nam radość i przyjemność? A co, jeżeli tak nie jest, jeśli uważamy, że jest to trudne, a czasami wręcz niemożliwe? Czy oznacza to, że Jezus powiedział nieprawdę, mówiąc o miłym jarzmie i lekkim brzemieniu? Jeśli jednak Jezus mówi prawdę, to dlaczego tak trudnym jest dla nas zachowywanie Jego przykazań? Odpowiedź jest chyba prosta, wystarczy uważnie przeczytać to, co napisał Jan: „Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe”. Powodem takiego stanu rzeczy jest po prostu brak miłości ku Bogu, a ten brak wynika z braku poznania Boga.

Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na jedno pytanie: Czy naprawdę znam Boga? Czy to co czuję do Boga sprawia, że jestem gotowy poświęcić dla Niego absolutnie wszystko, dokładnie tak samo jak On był gotów oddać dla nas wszystko, włącznie z własnym życiem? Czy jest w moim życiu coś, co powstrzymuje mnie od całkowitego poddania się Bogu? A co, jeżeli tak jest, jeżeli nie czuję w sobie takiej miłości do Boga, jaką Bóg umiłował mnie?

Może powodem takiego stanu jest to, że podobnie jak Żydzi w czasach Jezusa, oczekujemy na uwolnienie, ale nie od grzechu, a od niedogodności tego życia. Chętnie pozbylibyśmy się z naszego życia chorób, niedostatku, śmierci, nieszczęść i tego wszystkiego, co odbiera nam radość życia, ale nie odczuwamy potrzeby zmiany naszych serc i charakterów. Zmiana, o której marzyli Żydzi, nie polegała na zmianie systemu, ale na zamianie miejsc. Żydzi chcieli znaleźć się na tym miejscu, w którym byli Rzymianie. Czy my często nie myślimy podobnie? Czy Królestwo Niebios nie jest w naszym wyobrażeniach podobne do tego, w jakim dzisiaj żyjemy, jest tylko pozbawione pewnych wad? O co często prosimy Boga w naszych modlitwach? O zdrowie, o dobrą pracę, o pomoc w zdaniu egzaminów, o opiekę w trakcie podróży, o pomoc w znalezieniu nowego domu czy samochodu. Prosimy też o pomoc w rozwiązaniu problemów, jakie nas spotykają, czy w domu, czy w pracy. A jak często prosimy Boga o objawienie nam jego woli, jak często prosimy go o to, aby wyjaśnił nam czego od nas oczekuje? Jak często, podobnie do Jezusa, mówimy do Boga w modlitwie: „Wszakże nie jak ja chcę, ale jako Ty, niech się stanie wola Twoja”. Wielu z nas stara się zachować równowagę między różnymi dziedzinami życia. Dzielimy nasz czas na dom, pracę i inne obowiązki codziennego życia, staramy się też znaleźć trochę czasu na życie duchowe, na kontakt z Bogiem. A co sugeruje nam apostoł Paweł? „Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą” (1 Koryntian 10,31). Jezus nie dzielił w ten sposób swojego czasu, jego jedynym pragnieniem było wykonywanie woli Ojca. Czy jako naśladowcy Jezusa nie powinniśmy żyć w taki sam sposób?

Czy jest możliwe, aby człowiek mógł dzisiaj żyć takim życiem, jakim żył Jezus? „Chrystus nie miał używać boskiej mocy dla swej własnej korzyści. Przyszedł znieść próby, jakie my musimy znosić, przynosząc nam przykład wiary i poddania” (PW 91.1). „Jako Syn Człowieczy dał nam przykład posłuszeństwa, jako Syn Boży daje nam moc do posłuszeństwa” (PW 18.4). Apostoł Paweł doświadczył takiej zmiany, która sprawiła, że zaczął żyć jak Jezus: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Galacjan 2,20). Taka możliwość istnieje też dzisiaj, także my możemy doznać takiej zmiany jaką przeszedł Paweł. Nie powinniśmy się zastanawiać się nad tym, czy jest to możliwe, ale czy tego chcemy. To jest jedno z kluczowych pytań dla każdego chrześcijanina: Czy moim pragnieniem jest zmienić się na obraz Pana Jezusa i żyć Jego życiem?
____________________________
PW – E.White „Pragnienie wieków”

wtorek, 9 kwietnia 2019

Nawrócenie

Łukasza 22,31-32
Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił sobie, aby was przesiać jak pszenicę. Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich

   Dlaczego Jezus mówił Piotrowi o tym, że kiedyś się nawróci? Przecież Piotr był uczniem Jezusa od trzech lat. Myślę, że warto prześledzić życie Piotra, aby sprawdzić, dlaczego Jezus powiedział mu o potrzebuje nawrócenia. Sądzę, że jest to nie tylko ciekawe, ale także pouczające.
W jaki sposób Piotr poznał Jezusa? Dzięki świadectwu, jakie o Jezusie przekazał swoim uczniom Jan Chrzciciel. Był wśród nich Andrzej, brat Jana, i to właśnie on najpierw powiedział Piotrowi o Jezusie: „Znaleźliśmy Mesjasza (to znaczy: Chrystusa)”, a potem przyprowadził go do niego. Kiedy Jezus zobaczył Piotra, powiedział do niego: „Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazwany Kefas (to znaczy: Piotr)”.

   Piotr nie został wtedy uczniem Jezusa, Jezus powołał go później, kiedy Piotr wyznał mu, że jest grzesznikiem. Miało to miejsce po tym, jak Jezus nauczał ludzi zgromadzonych na brzegu jeziora, wykorzystując do tego łódź Piotra. Kiedy skończył, powiedział Piotrowi: „Wyjedź na głębię i zarzućcie sieci swoje na połów”. Piotr nie wierzył, że może coś złowić o tej porze dnia, jednak zrobił to, o co go prosił Jezus. To co stało się później uświadomiło mu, jakim jest grzesznikiem, ponieważ nie uwierzył słowom Jezusa. Nie wierzył w to, że posłuszeństwo Jezusowi przyniesie jakiś efekt. Wyznał to mówiąc: „Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny”. Po tym wyznaniu Jezus powołał go na ucznia. „A wyciągnąwszy łodzie na ląd, opuścili wszystko i poszli za nim”.

   Piotr jako uczeń Jezusa był świadkiem cudu, jakiego dokonał Jezus w Kanie Galilejskiej, kiedy przemienił wodę w wino. Wysłuchał prawdopodobnie najważniejszego kazania, jakie wygłosił Jezus, kazania na górze. Piotr widział, jak Jezus uciszył burzę, kiedy łodzią przeprawiali się przez jezioro, był świadkiem uzdrowienia, a właściwie przywrócenia do życia córki Jaira. Widział też jak Jezus uzdrowił trędowatego, paralityka oraz opętanego przez legion demonów.

  Kolejnym ważnym momentem w życiu Piotra było powołanie go na jednego z dwunastu apostołów. Po tym powołaniu Jezus wysłał całą dwunastkę na pierwszą samodzielną misję, podczas której głosili ewangelię. „A oni poszli i wzywali do upamiętania. I wyganiali wiele demonów, i wielu chorych namaszczali olejem, i uzdrawiali”. Po zakończeniu misji, uczniowie powiedzieli Jezusowi: „Panie, i demony są nam podległe w imieniu twoim”. Po tym wszystkim Piotr widział, jak Jezus nakarmił pięć tysięcy ludzi przy pomocy pięciu chlebów i dwóch ryb.

   Krok po kroku Jezus objawiał swoim uczniom coraz więcej prawd. Byli świadkami coraz większych cudów, które coraz wyraźniej wskazywały na to, że to Bóg działa przez Jezusa.
Następne ważne wydarzenie miało miejsce po nakarmieniu pięciu tysięcy ludzi. Na polecenie Jezusa uczniowie wsiedli do łodzi, aby przeprawić się na drugi brzeg jeziora.
„Tymczasem łódź miotana przez fale oddaliła się już od brzegu o wiele stadiów; wiatr bowiem był przeciwny. A o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, idąc po morzu. Uczniowie zaś, widząc go idącego po morzu, zatrwożyli się i mówili, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Ale Jezus zaraz do nich powiedział: Ufajcie, JA JESTEM, nie bójcie się!” (Mateusza 14,24-27).

   Co Jezus tak naprawdę powiedział swoim uczniom? Jakie jest znaczenie słów „Ja jestem”?
Ponieważ jest to bardzo ważne, zostawię na chwilę historię Piotra i pokażę trzy inne fragmenty Biblii, w których zostały użyte te same słowa.

   Kiedy Bóg objawił się Mojżeszowi i polecił mu: „Posyłam cię do faraona. Wyprowadź lud mój, synów izraelskich, z Egiptu”, Mojżesz powiedział: „Gdy przyjdę do synów izraelskich i powiem im: Bóg ojców waszych posłał mnie do was, a oni mnie zapytają, jakie jest imię jego, to co im mam powiedzieć?”.
I tu mamy pierwszy interesujący nas fragment.
Księga Wyjścia 3,14: A Bóg rzekł do Mojżesza: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz do synów izraelskich: Jahwe posłał mnie do was!

   Drugi fragment pochodzi z Księgi Izajasza. Poprzez swego proroka Bóg objawił ludziom, że kiedy przyjdzie do swojego ludu, to zostanie rozpoznany dzięki słowom, które wypowie o sobie.
Izajasza 52,6: Dlatego mój lud pozna moje imię, zrozumie w owym dniu, że to Ja jestem, który mówi: OTO JESTEM

   Trzeci fragment pochodzi z ewangelii Jana. Pewnego dnia Jezus dyskutował z Żydami i próbował przedstawić im prawdę o sobie. W pewnym momencie powiedział im:
Jana 8,24: Dlatego powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Jeśli bowiem nie uwierzycie, że to JA JESTEM, pomrzecie w swoich grzechach

   Patrząc na te wersy widać podobieństwo, jednak nie są to dokładnie takie same wypowiedzi. Jednak należy pamiętać, że to co czytamy, to nie jest tekst oryginalny, ale polskie tłumaczenie. Porównanie tekstów oryginalnych jest znacznie ciekawsze. I tutaj muszę dodać kolejną ważną informację. Trudno jest wprost porównywać hebrajskie teksty ze Starego Testamentu z greckimi z Nowego. Jednak dzięki Septuagincie, tłumaczeniu Starego Testamentu na język grecki, takie porównanie jest możliwe.
 Tak więc porównując greckie wersje tych czterech fragmentów okazuje się, że we wszystkich pojawiają się dokładnie te same greckie słowa: „EGO EIMI”, które można przetłumaczyć: JA JESTEM, JESTEM KTÓRY JESTEM, OTO JESTEM.

   Co to oznacza?
 Kiedy Bóg odpowiadał Mojżeszowi na pytanie o imię, powiedział: JESTEM, KTÓRY JESTEM, czyli EGO EIMI.

  Kiedy Bóg przez Izajasza zapowiedział swoje przyjście, zapowiedział też, że zostanie rozpoznany przez swój lud dzięki temu, że powie im o sobie: OTO JESTEM czyli EGO EIMI.

  Kiedy Jezus rozmawiał z Żydami i przedstawił im się słowami z Izajasza, powiedział im: Jeśli bowiem nie uwierzycie, że to JA JESTEM (czyli EGO EIMI), pomrzecie w swoich grzechach.

  Te same dwa greckie słowa EGO EIMI usłyszeli też w łodzi na jeziorze uczniowie Jezusa. Jak je zrozumieli? „A ci, którzy byli w łodzi, złożyli mu pokłon, mówiąc: Zaprawdę, Ty jesteś Synem Bożym”. Uczniowie zrozumieli, że Jezus jest Synem Bożym. Wprawdzie my także jesteśmy synami Bożymi, ale synostwo Jezusa jest innego rodzaju, on jest Bogiem. 

  W końcu zrozumieli to także Żydzi, kiedy powiedział im: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, pierwej niż Abraham był, JAM JEST = EGO EIMI. Kiedy uświadomili sobie znaczenie tych słów, natychmiast chcieli ukamienować Jezusa, mówiąc Jezusowi: „Nie kamienujemy cię za dobry uczynek, ale za bluźnierstwo i za to, że Ty, będąc człowiekiem, czynisz siebie Bogiem”.

  Różnica między uczniami Jezusa a tymi Żydami, którzy chcieli Jezusa ukamienować polegała na tym, że uczniowie zaakceptowali boskość Jezusa, a większość ich rodaków nie chciała tego zrobić. Dlaczego jest to takie ważne? Każdy kto wierzy, że Jezus jest Bogiem, charakter Jezusa utożsamia z charakterem Boga. Objawienie prawdy o charakterze Boga było jednym z celów misji Jezusa na ziemi, ponieważ ludzie mieli niewłaściwe wyobrażenie o tym, jaki jest Bóg.

  Podam dwa przykłady, które to wyjaśnią.

  Pewnego dnia Jezus wraz z uczniami spotkali człowieka ślepego od urodzenia. „I zapytali go uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził?”. Według nich choroby i różne nieszczęścia spotykające ludzi były bożą karą za grzechy. Jezus wyjaśnił im, że nie jest to prawdą.

  Drugi przykład związany jest z człowiekiem, który był chory od trzydziestu ośmiu lat. Człowiek ten chciał być zdrowy, ale znał tylko jeden sposób, nie miał jednak sił, aby z niego skorzystać.
A jest w Jerozolimie przy Owczej Bramie sadzawka, zwana po hebrajsku Betezda, mająca pięć krużganków. W nich leżało mnóstwo chorych, ślepych, chromych i wycieńczonych, którzy czekali na poruszenie wody. Od czasu do czasu zstępował bowiem anioł Pana do sadzawki i poruszał wodę. Kto więc po poruszeniu wody pierwszy do niej wstąpił, odzyskiwał zdrowie, jakąkolwiek chorobą był dotknięty.
  W jakiego boga wierzyli ci chorzy, którzy czekali na poruszenie wody w sadzawce? W takiego, który preferuje tylko tych, którzy są silniejsi, szybsi, sprawniejsi, w takiego, który nie przejmuje się słabymi.

  Tak była ukształtowana wiara tych ludzi, taka była także wiara uczniów Jezusa, w tym Piotra.
  Jezus przybył na ziemię, aby odtworzyć w ludziach prawdziwy obraz Boga, prawdziwy obraz Bożego charakteru. Jezus swoim życiem objawiał wszystkim ten obraz, dlatego tak ważne jest, aby uznać Jezusa za Syna Bożego, za Boga. Tylko wtedy można utożsamiać charakter Jezusa z charakterem Boga.

  To co stało się podczas burzy na jeziorze przekonało uczniów, że Jezus jest Synem Bożym i wyznali to. Wyznanie to nie zmieniło jednak większości ich poglądów. Wciąż nie rozumieli wielu nauk Jezusa, wciąż nie rozumieli też charakteru Królestwa Niebios. Wciąż nie uświadamiali sobie w pełni swojej zależności od Boga. Nadal ufali w swoje możliwości, wiedzę i mądrość.

  Wrócę teraz do łodzi na jeziorze. Piotr dobrze zapamiętał tę scenę, ponieważ uświadomiła mu, jak bardzo potrzebował pomocy Jezusa. Kiedy Jezus powiedział: „Ufajcie, Ja jestem, nie bójcie się”, Piotr poprosił Chrystusa:
   Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie. A On rzekł: Przyjdź. I Piotr, wyszedłszy z łodzi, szedł po wodzie i przyszedł do Jezusa. A widząc wichurę, zląkł się i, gdy zaczął tonąć, zawołał, mówiąc: Panie, ratuj mnie. A Jezus zaraz wyciągnął rękę, uchwycił go i rzekł mu: O małowierny, czemu zwątpiłeś? (Mateusza 14,28-31).

  Czy Piotr widział wystarczająco dużo, aby wierzyć w Jezusa? Jaka była w tym momencie wiara Piotra? Piotr zapamiętał tę lekcję, jednak dopiero później zrozumiał jej prawdziwe znaczenie.

  Patrząc na życie Piotra, od jego pierwszego spotkania z Jezusem aż do trzykrotnego zaparcia się Pana, widać jak cierpliwie Jezus kształtował swoich uczniów. Piotr wprawdzie nie rozumiał wszystkich nauk, jednak dzień po dniu rósł w nim podziw, szacunek i respekt dla Jezusa, rosła i wzmacniała się jego miłość do Syna Bożego.

  A teraz czas, aby zastanowić się nad tym, dlaczego Piotr upadał? Jaki był powód tego, że nie rozumiał tego, co słyszał? Jaka była tego przyczyna?

  Podczas ostatniej wieczerzy myśli uczniów zajęte były jednym poważnym problemem:
   Powstał też spór między nimi o to, kto z nich ma uchodzić za największego
  Dwa słowa wyjaśniają sedno problemu zarówno Piotra jak i pozostałych apostołów, egoizm i duma.

  Egoizm to myślenie o sobie w zakresie większym niż tylko zaspokojenie najważniejszych potrzeb. Jest przeciwieństwem objawianej przez Jezusa miłości.

  Duma to pewność siebie i zaufanie we własne możliwości, to wiara w to, że człowiek może zrobić coś dobrego bez pomocy Boga.

  Obie te cechy były widoczne w życiu Piotra. Był on gorliwy, wierzył w Jezusa i wierzył Jezusowi, uznał Go za Syna Bożego, jednak cały czas przeceniał własne możliwości. Doświadczenie w łodzi na jeziorze nie zaowocowało poważną zmianą w jego myśleniu, wciąż był przekonany o swojej silnej wierze, jednak próby, przez które przechodził pokazały, że był słabym człowiekiem.

  W końcu nadeszła najpoważniejsza próba i Piotr ponownie upadł, zapierając się Jezusa trzy razy. Jednak tym razem, chociaż przegrał, to w końcowym efekcie wygrał. Świadomość tego co zrobił swojemu ukochanemu Mistrzowi dotknęła jego serca tak mocno, że skruszyła skorupę egoizmu i Piotr stał się nowym człowiekiem.
W końcu odnalazł w sobie pokorę, której mu wcześniej brakowało.

  Podczas ostatniej wieczerzy pewny siebie Piotr powiedział Jezusowi: „Duszę swoją za ciebie położę”. Jezus wyjaśnił, że taki akt jest dowodem na najwyższą formę miłości – miłości agape, a wkrótce dał taki dowód, pokazując na krzyżu Golgoty jak bardzo nas kocha.

  Kiedy po swoim zmartwychwstaniu Jezus spotkał się z Piotrem, zapytał go:
   Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie więcej niż ci?
Piotr odpowiedział:
   Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję
Jakie jest znaczenie zarówno pytania, jak i odpowiedzi?

  Po pierwsze Jezus zapytał się Piotra, czy miłuje go więcej niż pozostali uczniowie, czy nadal uważa się za ważniejszego, lepszego i bardziej wartościowego. Piotr z pokorą odpowiedział, że kocha Jezusa, jednak nie próbował porównywać się z innymi. Duma przestała być jego cechą.

  Po drugie, w swoim pytaniu Jezus użył greckiego słowa agape, pytając tym samym, czy Piotr kocha go miłością agape. Zapytał się tym samym, czy Piotr nadal uważa, że jest gotów oddać swoje życie za Jezusa. Czy nadal uważa, że kiedy przyjdą kolejne próby, to zachowa swoją wiarę i miłość do Jezusa. Piotr odpowiadając użył greckiego słowa phileo, oznaczającego miłość braterską. Powiedział tym samym, że wprawdzie kocha Jezusa, jednak doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego deklaracje są bez wartości. Piotr nie chciał już składać deklaracji, ale po prostu robić to, co wynika z miłości. Nie chciał słowami świadczyć o miłości agape, ale chciał, aby jego życie mówiło za niego, że kocha Jezusa najwyższą miłością – agape.

  Jezus powiedział: „Ja jestem droga i prawda i żywot. Nie ma innej drogi prowadzącej do zbawienia. Każdy, kto chce być zbawiony musi iść tą jedyną drogą. Tą samą, którą przeszedł Piotr.
  Czy apostoł Piotr był blisko Jezusa? Czy słuchał Jego nauk? Czy uczynił dużo dla Jezusa? Czy kochał swojego Mistrza? Czy możemy to samo powiedzieć o nas? Czy mogę to samo powiedzieć sam o sobie?
  Dobrze, jeżeli tak, jednak muszę pamiętać, każdy z nas musi pamiętać, że pomimo tych wszystkich dobrych rzeczy, apostoł Piotr upadał. Czy w związku z tym mam prawo uważać, że nie grozi mi to samo niebezpieczeństwo? Czy my wszyscy możemy tak uważać? Czy jesteśmy tak blisko Jezusa, jak Piotr był blisko? Jeżeli nie, to być może jesteśmy bardziej podatni na upadki.

  Kiedy Jezus powiedział do Piotra: „Wyjedź na głębię i zarzućcie sieci swoje na połów”, Piotr wprawdzie nie wierzył w powodzenie, jednak zrobił to, o co poprosił go Jezus. A jak często Jezus nas prosi o zrobienie czegoś, jak często prosi o coś mnie, a ja z powodu niedowiarstwa nie robię tego. A może nawet nie słyszę tego, że On coś do mnie mówi?

  Kiedy Jezus powiedział do Piotra, Andrzeja, Jana i Jakuba „Pójdźcie za mną”, oni nie zastanawiali się, ale zostawili wszystko i poszli za Jezusem. Nie zachowali się tak, jak zaproszeni na wielką ucztę i nie szukali wymówek, aby tego nie zrobić. A przecież mogli, Piotr mógł na przykład sprzedać złowione ryby i zapewnić sobie utrzymanie na dłuższy czas. Jednak nie zrobił tego i zostawił wszystko, ponieważ Jezus powiedział do niego: Pójdź za mną. Podobnie zachowali się też Mateusz i Filip, a później wielu chrześcijan. Co było dla nich najważniejsze? Jakie mieli priorytety?

  Każdego dnia Jezus prosi nas o objawianie Bożej chwały każdym szczegółem naszego życia, abyśmy objawiali ludziom Jego charakter, aby ludzie widzieli w nas miłość, dobroć, cierpliwość, łagodność, umiarkowanie i serdeczność, czyli cechy Jego charakteru. A jednocześnie, aby była widoczna nasza sprawiedliwość i że grzech jest dla nas czymś obrzydliwym.

  Jezus prosi nas o małe rzeczy. On nigdy nie prosi o coś dużego, jeżeli nie jesteśmy posłuszni w rzeczach małych.
Czy kierujemy się podejmując decyzje? Czy miłością do Boga czy też miłością do nas samych?
Czy jesteśmy nawróceni?


„a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich”.


sobota, 30 marca 2019

MYLĄCE PODRÓBKI SZATANA

Paul Piskozub

Mylące podróbki szatana
Przypuśćmy, że musisz streścić całą Biblię w dwóch słowach. Jakie wybrałbyś słowa? Myślałem o tym i wierzę, że grzech i zbawienie mogą być najdokładniejszą odpowiedzią. Wszakże szatan wszedł na obraz bardzo wcześnie, aby skłonić człowieka do grzechu i ukraść jego zbawienie. Nawiasem mówiąc, był to także punkt zwrotny dla ludzkiej rodziny. Widzicie, Bóg oparł wszystko na posłuszeństwie. Podał wszystkie te wspaniałe dary - życie, prawy charakter, panowanie nad ziemią i piękny dom w Ogrodzie. Potem obiecał, że te błogosławieństwa będą kontynuowane bez przerwy tylko pod jednym warunkiem: słuchajcie i żyjcie, albo będziecie nieposłuszni i umrzecie.
Wiemy oczywiście, co nastąpiło po tym ultimatum. Adam i Ewa ulegli kusicielowi i grzech wszedł na tą piękną planetę po raz pierwszy. Od tego momentu wielki spór stał się szalejącą rzeczywistością między Chrystusem a Szatanem, prawdą i błędem, posłuszeństwem i nieposłuszeństwem. Każda książka i rozdział Biblii przeplata się z wielkim planem Boga, aby przywrócić człowieka do pierwotnej pozycji posłuszeństwa, z której upadł. „Nazwiesz jego imię JEZUS: albowiem zbawi swój lud od grzechów” (Ew. Mateusza 1:21). Grzech jest oczywiście nieposłuszeństwem wobec prawa Bożego.
Czasami ludzie pytali: „Dlaczego przejmować się działaniami zewnętrznymi i uczynkami prawa? Czyż Bóg nie jest bardziej zainteresowany sercem niż zewnętrznym postępowaniem? ”Naprawdę, tych rzeczy nie można rozdzielić. Od samego początku Bóg uczynił posłuszeństwo wielkim testem miłości i lojalności. Nikt nie może powiedzieć, że Bóg nie przejmował się zachowaniem naszych pierwszych rodziców. Ich zewnętrzne działania odzwierciedlały podzielone serce. Dlatego też Jezus powiedział: „Jeśli mnie miłujecie, zachowujcie moje przykazania” (Ew. Jana 14:15).
Celem programu nieba jest ratowanie ludzi przed łamaniem prawa Bożego poprzez wpajanie miłości agape do serc prawdziwych wierzących. Ostatnia księga Biblii sprowadza tę kwestię do tego samego podstawowego pytania o posłuszeństwo. Każda dusza otrzyma pieczęć Boga lub znak bestii. Ponownie test będzie nad posłuszeństwem prawu. Główną cechą odkupionych, zgodnie z Księgą Objawienia, jest to, że przestrzegają przykazań Bożych. Warunek, który Bóg ustanowił dla człowieka, aby pozostał w Edenie, staje się warunkiem powrotu człowieka do Raju. „Oto cierpliwość świętych: oto ci, którzy strzegą przykazań Bożych i wiary Jezusa” (Objawienie 14:12). „A smok rozgniewał się na niewiastę i poszedł walczyć z resztą swego nasienia, które przestrzega przykazań Bożych i ma świadectwo o Jezusie Chrystusie” (Objawienie 12:17). „Błogosławieni, którzy wykonują Jego przykazania, aby mieli prawo do drzewa życia i mogli wejść przez bramy do miasta” (Objawienie 22:14).
Najważniejsze jest to, że Bóg musi mieć ludzi, którym można ufać w życiu wiecznym. Czy uważaliście, że ci, którzy są przemienieni na przyjście Jezusa, nadal zachowają moc wyboru? Biblia zapewnia nas, że ucisk nie powstanie po raz drugi. Nie będzie powtórzenia tej 6000-letniej rzezi tragedii i śmierci. Nie dlatego, że nie będzie wyboru, ale dlatego, że Bóg nie weźmie nikogo do nieba, który wolałby zgrzeszyć niż nie umrzeć. Aniołowie poznają, że niebo jest bezpieczne z powodu doświadczenia świętych na tym świecie, zanim otrzymają nieśmiertelność. Nie będzie ryzyka powracającego koszmaru grzechu. To doświadczenie testowe na planecie Ziemia zajmie się tym.
Cała strategia szatana polega na grzeszeniu ludzi. Wie, że nic, co nieczystego nie wejdzie do królestwa Bożego, a grzech jest jedyną rzeczą, która kala w oczach Boga. Jestem przekonany, że Szatan zrozumiał pewną zasadę na długo przed tym, jak apostoł Paweł zapisał ją w Rzymian 6:16. „Nie wiecie, że komu się oddajecie sługami, abyście byli posłuszni, sługami jesteście, komu jesteście posłuszni; czy grzechowi na śmierci, czy posłuszeństwu ku sprawiedliwości? ”Proszę zauważyć, że stajesz się sługą tego, komu jesteś posłuszny. Jeśli jesteś posłuszny Bogu, jesteś sługą Boga; a jeśli przestaniesz być posłusznym Bogu, przestaniesz być sługą Bożym. Plan wroga polega na tym, abyś był mu posłuszny i stał się jego sługą.
Nie mogę wystarczająco podkreślić, że diabeł nie dba o to, dlaczego jesteś nieposłuszny Bogu, dopóki to robisz. Możesz nawet zrobić to w imię religii, a niektórzy z najbardziej religijnych ludzi dokonali tego w historii. W rzeczywistości mogą wymyślić najbardziej religijne powody nieposłuszeństwa. Jezus wielokrotnie mówił o tych, którzy będą winni tego paradoksalnego postępowania. Oświadczył: „Wielu powie mi w owym dniu, Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy w Twoim imieniu? Czy w imieniu twoim nie wyrzucaliśmy diabły? Czy w imieniu twoim nie czyniliśmy wiele cudownych dzieł? A potem im wyznam: nigdy was nie znałem, odstąpcie ode Mnie, którzy czynicie nieprawość ”(Ew. Mateusza 7:22, 23).
Czy ktoś kiedykolwiek był w stanie znaleźć akceptowalną wymówkę dla nieposłuszeństwa Bogu? Z pewnością ludzie z przeszłości sfabrykowali niektóre, które brzmiały dobrze we własnych uszach. Myślę o Saulu, którego Bóg zatwierdził jako pierwszego króla Izraela. Był wspaniałym człowiekiem pod wieloma względami. Ale czy pamiętasz, co się stało, gdy Bóg posłał go, by walczył z Amalekitami? Ci ludzie stali się tak zdeprawowani, że Bóg nakazał Saulowi całkowicie je zniszczyć. Nic nie mogło być zabrane jako pamiątki lub łup z tej kampanii. Polecenie Boże było jasne i konkretne.
Dlaczego więc Saul postanowił oszczędzić jedne z najlepszych i najładniejszych zwierząt? Swoje wyjaśnienia przekazał Samuelowi po tym, jak został skonfrontowany przez proroka w drodze do domu z bitwy. Samuel zapytał: „Co to znaczy, to beczenie owiec i wołów, które słyszę? I rzekł Saul: Przywieźli ich z Amalekitów; albowiem lud oszczędził najlepsze owce i woły, aby ofiarował Panu, Bogu twemu; a resztę całkowicie zniszczyliśmy ”(1 Sam. 15:14, 15).
Bez względu na to, jak logiczne mogą być te słowa, są wypełnione przebiegłym myśleniem i hipokryzją. Po pierwsze, Saul obwiniał „lud” za oszczędzanie zwierząt, próbując przenieść odpowiedzialność za akt nieposłuszeństwa. Ale Saul był odpowiedzialny, bo otrzymał rozkazy od Boga. Potem próbował sprawić, by wydawało się, że to drobnostka, ponieważ „reszta” Bożego słowa została wypełniona. Dokonano tylko jednego małego odstępstwa, więc po co robić z tego tak wielką sprawę, a poza tym te zwierzęta nie były dla nich; miały być używane do wielbienia Boga!
Nie przegap znaczenia tego wyjaśnienia. Saul był nieposłuszny Bogu, aby Go czcić! Czy Bóg zaakceptował taki argument? Samuel odpowiedział: „Oto posłuszny jest lepszy niż ofiara niż tłustość baranów” (werset 22). Ponownie widzimy, że Bóg uważał posłuszeństwo za najwyższą formę kultu. Chociaż Saul prawdopodobnie miał najbardziej przekonujący religijny powód do nieposłuszeństwa, Bóg dramatycznie go odrzucił, a jednocześnie odrzucił Saula od bycia królem nad Izraelem.
Czy to samo dzieje się dzisiaj? Rozejrzyj się wokół, jak święte godziny szabatu są wprowadzane tydzień po tygodniu do świata potrzebującego odpoczynku. W samym sercu Jego prawa moralnego Bóg wpisał najdłuższe i najbardziej szczegółowe ze wszystkich Dziesięciu Przykazań. Jednak tak po prostu wyrażono, że nie istnieje możliwość pomieszania. „Siódmy dzień jest szabatem Pana, Boga twego; w nim nie będziesz wykonywał żadnej pracy” (2 Moj. 20:10). Nawet dziecko potrafi zrozumieć te słowa. Jednak, gdy zaczyna się siódmy dzień każdego tygodnia, na rynku wciąż są miliony ludzi prowadzących interesy jak zwykle i łamiących jasne, konkretne polecenie Boga.
Kim są te miliony, które ośmielają się przeciwstawić bezbłędnym pisemnym rozkazom Stwórcy? Wielu z nich to ludzie religijni, którzy następnego dnia będą w kościele śpiewając hymny, modląc się, składając ofiary i klęcząc, by oddawać cześć Bogu, którego prawo łamie co tydzień. Być może niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego, że szanują pogańską tradycję ponad przykazanie Boże, ale duża liczba doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jest nieposłuszna jednemu z odwiecznych praw Bożych. O takich Jezus mówił z niepokojącą szczerością: „Na próżno mnie czczą, nauczając doktryn przykazań ludzkich”.
Przez lata słuchałem racjonalizacji ludzi religijnych za łamanie szabatu. Wielu z nich brzmi pobożnie i szczerze i wyznaje wielką miłość do Boga. Ale czy naprawdę Go kochają? Problem polega na tym, że istnieje taka powierzchowna, sentymentalna definicja miłości. Wszyscy widzieliśmy popularne naklejki na zderzakach, które odważnie domagają się „Uśmiechnij się, jeśli kochasz Jezusa” lub „Honk, jeśli kochasz Jezusa” lub „Pomachaj, jeśli kochasz Jezusa”. Ale to nie jest to, co powiedział Jezus! Powiedział: „Jeśli mnie miłujecie, przestrzegajcie moich przykazań”. To jest autentyczne! To jest prawdziwe. Płytka pianka wielu współczesnych religii odzwierciedla wszystko oprócz miłości.


Zobacz więcej reakcji