wtorek, 14 października 2014

8 LAT WOLNOŚCI ZA WIĘZIENNYM MUREM DO PRAWDZIWEJ WOLNOŚCI

Gdy ojciec bohatera poniższej opowieści wyjechał do USA, miał w kieszeni 40 dolarów i żonę z czwórką dzieci na utrzymaniu. Choć rodzinie się udało finansowo na emigracji, to poniosła inną klęskę — najmłodszy syn skończył jako przestępca w więzieniu. Ale więzienie okazało się drzwiami do prawdziwej wolności.
Urodziłem się w małym miasteczku koło Biłgoraja. Nie pamiętam dokładnie, czym
mój ojciec się zajmował, ale wiem, że lata 80. były w Polsce trudne pod względem ekonomicznym dla wszystkich. Z opowieści taty jedno zdanie utrwaliło mi się do dziś: „Miałem w kieszeni 40 dolarów, żonę i czwórkę dzieci, gdy przyjechaliśmy do San Francisco”. Byłem wtedy trzyletnim dzieckiem, dlatego ten doniosły moment jakoś nie przetrwał w mej pamięci. Chodziłem do różnych szkół w kilku miejscowościach. Najdłużej mieszkaliśmy w niewielkim mieście Antioch w Kalifornii. Mama zajmowała się domem, a ojciec założył własny biznes budowlany. Powodziło nam się coraz lepiej, ale ojca widywałem coraz rzadziej. Ciężko pracował, by zapewnić nam dostatnie życie. Rodzice praktykowali katolickie tradycje, chodząc do kościoła tylko z okazji większych świąt. W wieku dziesięciu lat przystąpiłem do komunii. Z tej okazji otrzymałem od ojca Biblię. Zacząłem ją czytać i stwierdziłem, że jest to bardzo ciekawa książka. Zawsze obiecywałem sobie, że któregoś dnia przeczytam ją całą, lecz w tamtym czasie poprzestałem tylko na dobrych chęciach. Jednak Pan Bóg raz na jakiś czas dawał mi o sobie znać. Któregoś dnia chodziłem od drzwi do drzwi i sprzedawałem cukierki na rzecz jakiejś akcji charytatywnej (dzieci w Stanach często są angażowane do takich działań). Pewna kobieta otworzyła mi drzwi. Nie chciała nic kupić, lecz zapytała mnie z naciskiem: czy znasz Pana Jezusa? Zdziwiony odpowiedziałem zgodnie z prawdą: nie! Mając dwadzieścia lat, obejrzałem przypadkiem program na kanale historycznym o Jezusie Chrystusie. Przedstawiono w nim rozmaite dowody na to, że Mesjasz był prawdziwą postacią. Wcześniej coś tam o Nim wiedziałem, ale traktowałem te opowieści jak bajkę. Po obejrzeniu programu, przemknęła mi myśl: skoro są dowody, że On faktycznie istniał, to chyba muszę Go traktować poważnie, bo to przecież Bóg!

Spacer po krawędzi

Moja ówczesna wiara w to, że Bóg istnieje, sprowadzała się tylko do przyjęcia tego faktu i nic poza tym. Żyłem zaś tak, jakby Go w ogóle nie było. Imprezy, alkohol, a przede wszystkim — marihuana. A potem inne narkotyki. Skończyłem college o profilu informatycznym, ale pracy jakoś słabo szukałem. Trochę pracowałem w firmie ojca, za co dostawałem nawet niezłe pieniądze. Kupowałem za nie „trawę”. Palić zacząłem już w wieku 12 lat i aby obniżyć sobie koszty towaru, wkrótce potem zacząłem nim handlować. W Kalifornii był bardzo łatwy dostęp do wszelkiego rodzaju narkotyków. Wszyscy moi koledzy je zażywali. Ojciec złapał mnie kila razy na paleniu skrętów. Strasznie się wkurzał. Mama zachorowała na ciężką chorobę, gdy byliśmy jeszcze mali, jednak cały czas starała się prowadzić dom i wychowywać nas. Próbowała ze mną rozmawiać, ale to do mnie nie docierało. Nie pamiętam też za bardzo kogoś tam, w Antioch, kto by skończył studia i miał uczciwą pracę. Za to znałem wiele osób związanych ze światem przestępczym, członków gangów, handlarzy narkotyków. To byli moi przyjaciele. Tak mi się przynajmniej wydawało. Choć bałem się zagrożeń związanych z handlem narkotykami, to jednak trzymałem się go, bo uważałem, że ten proceder zapewni mi łatwiejsze życie. Miałem sześć pistoletów, w tym jeden legalny. Zdarzyło mi się strzelać do kogoś, kto uciekał, ale nikogo nie zabiłem. Byłem jednak zdecydowany to zrobić, gdybym miał wybierać między moim życiem lub napastnika. Takie było wtedy moje myślenie.

Wąska ścieżka

Pierwszy raz zostałem aresztowany w wieku 18 lat. Kobieta zajmująca się ochroną szkoły zauważyła, że handluję czymś z jedną uczennicą, i zgłosiła swe podejrzenia na policję. Ta dziewczyna mnie wydała. Wylądowałem w więzieniu tylko na kilka dni, bo miałem przy sobie niewiele marihuany. Potem kazali mi się zgłosić na półroczny program resocjalizacyjny. Jak tylko go skończyłem, z powrotem wróciłem do mojego „biznesu”. Drugi raz złapano mnie około pięciu lat później. Co gorsze, wpadłem w ręce policji federalnej i miałem przy sobie nie tylko narkotyki, ale też pistolet. Po roku spraw sądowych usłyszałem wyrok: dziewięć lat więzienia. Przeżyłem wstrząs. Coś się musi zmienić w moim życiu, bo to, co robię, nie bardzo mi wychodzi na dobre — pomyślałem. Był to również duży stres dla mojej rodziny. Ojciec wpadł w depresję na wiele miesięcy, a postępująca choroba mamy i cierpienie — również z mojego powodu — sprawiły, że w wieku pięćdziesięciu lat wyglądała na siedemdziesiąt.
Pierwszy rok był najtrudniejszy. Spędziłem go w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Niewiele czasu wolnego poza celą, raz na tydzień godzina spaceru po malutkim placyku otoczonym wysokim, betonowym murem. Dobrze, że rodzina okazywała mi dużo wsparcia, odwiedzając mnie dosyć często. Któregoś dnia od więziennego kapelana dostałem Biblię. Zastanawiające, bo zawsze miałem na myśli to, żeby ją dokończyć... Teraz miałem na to czas. Czytałem więc Pismo Święte oraz wszystkie chrześcijańskie książki, jakie mieli w obwożonej po celach bibliotece. Najbardziej poruszyła mnie książka Wielki bój amerykańskiej pisarki Ellen G. White. I jak tylko pojawiła się taka możliwość, uczęszczałem na spotkania z kaznodziejami, którzy odwiedzali skazanych. Gdy przeniesiono mnie do innego więzienia, gdzie miałem więcej czasu wolnego poza celą, poznałem w świetlicy małą grupkę adwentystów dnia siódmego. Przyłączyłem się do nich, poznawałem prawdy, które głosili, i po roku przyjąłem chrzest. Niektórzy z więźniów kpili ze mnie: jesteś słaby, biegasz do Boga, bo nie masz siły radzić sobie w życiu samemu. To był ich powód, by nie przychodzić do Boga, ale ja szukałem Jezusa, bo byłem przekonany, że potrzebowałem zbawienia, oraz dlatego, że to On miał prawdę. Rodzina również nie była zachwycona, że zmieniłem wiarę. Według ich myślenia, kto się urodził jako katolik, powinien pozostać nim do końca. Dlatego przeżywali kolejny wstyd z mego powodu. Następne lata upłynęły mi na pogłębianiu wiary, ewangelizacji, udzielaniu lekcji biblijnych. Przynajmniej dwóch więźniów zachęciłem do przyjęcia Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Cieszyliśmy się wolnością w Jezusie — wolnością od zła, grzechów i bezprawia, jakie wcześniej wypełniały nasze życie.

Polskie drogi

Wyszedłem rok przed terminem kary w nagrodę za dobre sprawowanie. I wtedy spadło na mnie kolejne trudne doświadczenie. Przed aresztowaniem nie posiadałem obywatelstwa amerykańskiego, tylko tzw. zieloną kartę, dlatego że ojciec postanowił dać mi wybór, gdy dorosnę, kim chcę być — Amerykaninem czy Polakiem. Nie zdążyłem nic w tej sprawie zrobić, ponieważ zgodnie z prawem dotyczącym osób skazanych „federalni” odebrali mi tę kartę. Po wyjściu z więzienia, jako osoba obcej narodowości, zostałem od razu deportowany do Polski z dożywotnim zakazem wstępu na teren USA... Mój ojciec mi towarzyszył. Zaproponował mi osiedlenie się w małym mieście, gdzie chwilowo prowadził interesy. Nie mieszkał tam nikt z jego rodziny. Kupił mi mieszkanie i zapowiedział iście po amerykańsku: synu, musisz radzić sobie sam. Przez pewien czas był ze mną. Zanim wyjechał do Stanów, uprosiłem go jeszcze, aby znalazł mi najbliższy Kościół adwentystyczny. Nie był z tego zadowolony, ale odszukał go i zaprowadził mnie tam przed nabożeństwem. Poprosił zebranych, aby zaopiekowali się mną, ponieważ nie znam języka ani kraju. Prawdę mówiąc polski znałem tylko trochę. W domu najpierw mówiliśmy w ojczystym języku, ale z czasem przeszliśmy całkiem na angielski.
Gdy ojciec wyjechał, poczułem się taki samotny. Wszystko było obce i nowe. Na przykład taki śnieg — widziałem go po raz pierwszy. W miarę jak poznawałem lepiej język, dziwiło mnie również to, że nie słyszy się tu o takiej liczbie przestępstw, zabójstw czy innej przemocy, jak w Kalifornii... Szukałem pracy jako native speaker, lecz trudno było się z tego utrzymać. Po pewnym czasie założyłem kilka firm internetowych, w tym kanał na YouTube’ie pod nazwą „Bible Flock Box”, gdzie publikuję własne filmy religijne i ewangelizacyjne. Dzięki Bogu sporo ludzi to ogląda i poznaje prawdy biblijne, a ja mogę uczciwie zarabiać. W tym roku ożeniłem się i spodziewamy się dziecka. Sądzę, że z Bogiem jest dużo łatwiej żyć. Tak teraz myślę.
Wysłuchała Beata Frańczak

I wynagrodzę wam szkody lat, których plony pożarła szarańcza (...), moje wielkie wojsko, które na was wyprawiłem. (...) i wysławiać będziecie imię Pana, swojego Boga, który dokonał u was cudów, i mój lud nigdy nie zazna wstydu — Księga Joela 2,25-27.
Znaki Czasu wrzesień 2014 r. www.sklep.znakiczasu.pl



czwartek, 9 października 2014

POZOSTAWIENI W NIEPEWNOŚCI

Dwa procent ludzkiej populacji nagle znika. Jednego dnia, w tym samym czasie znikają dorośli i dzieci, matki i ojcowie. Zewsząd — z domów, z ulic, ze sklepów, szkół. Znikają w czasie pracy i wypoczynku. Tak zaczyna się właśnie zakończony serial HBO pt. „Pozostawieni”. Jego kanwą jest rzekoma nauka biblijna o tak zwanym porwaniu Kościoła do nieba na siedem lat przed końcem świata.

Serial w reżyserii Damona Lindelofa został nakręcony na podstawie książki Toma Perrota
pod tym samym tytułem. Czytelnicy i widzowie spodziewający się po tytule czy filmowych trailerach dzieła mocno nawiązującego do biblijnego obrazu końca świata i czasu bezpośrednio go poprzedzającego muszą się czuć podwójnie zawiedzeni. Po pierwsze — bo nawiązania do tematyki biblijnej są sporadyczne, a te, które są — i to po drugie — ukazują fałszywy obraz rzeczy.
Pozostawieni to w żadnym razie nie serial o Bogu, a o ludziach... jak się wydaje przez Boga opuszczonych. A dokładniej — o ludziach, którym się wydaje, że Bóg ich zostawił; o tym, jak sobie radzą ze świadomością istnienia czegoś nadnaturalnego, niewytłumaczalnego, nieuchronnego, na co nie ma się żadnego wpływu.
Żeby zrozumieć sam tytuł serialu i książki, trzeba się w tym miejscu odnieść się do Biblii. W Ewangelii Mateusza w kontekście powrotu Chrystusa czytamy: „Wtedy dwóch będzie na roli, jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie mleć będą na żarnach, jedna będzie wzięta, a druga zostawiona”1.

Pokłosie 11 września

Do filmowego zniknięcia doszło 14 października. Data ta przewija się przez cały serial i jest dla bohaterów filmu niczym 11 września dla Amerykanów — traumą. Akcja zaczyna się trzy lata później i toczy się głównie w Mapleton, niewielkim amerykańskim mieście, z którego zniknęło kilkadziesiąt osób.
Poznajemy komendanta policji, który z zapamiętaniem stara się służyć lokalnej społeczności, rozpadającej się na jego oczach. On sam nikogo 14 października nie stracił, ale w efekcie „porwania Kościoła” — jak często nazywane jest to wydarzenie — w poczuciu bezsensu tego, co się stało, jego żona i syn odeszli z domu do dwóch różnych sekt, a córka z dobrej uczennicy zmieniła się w uprawiającą przypadkowy seks imprezowiczkę. Sekta żony to Winni Pozostali. Snują się po mieście parami, cały czas milcząc, bo już nic nie mają do powiedzenia, i paląc papierosy w akcie autodestrukcji. Bez żadnego skrępowania obserwują i śledzą też innych, jakby chcieli być ich wyrzutem sumienia — żeby wszyscy uznali, że już nic nigdy nie będzie jak przedtem. Na czele sekty syna stoi człowiek twierdzący, że przez objęcie drugiej osoby pochłania cały jej ból spowodowany stratą bliskiego. Jednocześnie wykorzystuje popularność do stworzenia sobie haremu nastoletnich „duchowych oblubienic”.
Wszystko, co dotąd było pewne, się rozpada. Dotychczasowy model życia się załamuje. Ludzie w związkach żyją tak, jakby nie czuli się już do niczego zobowiązani. Kościoły opustoszały. Pastor jednego z nich, nie mogąc się pogodzić z tym, że on sam pozostał, gdy „Kościół został porwany”, poświęcił się negowaniu tego faktu — nawet nie samego „porwania”, ale tego, że porwany został „Kościół”. Zaczął wyszukiwać i publikować kompromitujące informacje o tych, którzy zniknęli. Okazało się, że wbrew oczekiwaniom wielu z nich wcale nie było lepszych od pozostawionych — też zdradzali, oszukiwali, oddawali się nałogom. Zniknęli nawet niewierzący. Nie sposób tego racjonalnie wytłumaczyć. Gdyby miało to być porwanie do nieba Bożego Kościoła, okazałoby się, że Bóg wcale jest tak wybredny, jak o Nim wcześniej sądzono. Chyba że faktycznie nie chodziło ani o Boga, ani o Kościół. W takim razie o co? Ani serial, ani książka do samego końca nie dają odpowiedzi. Zarówno bohaterowie, jak i poniekąd czytelnicy i widzowie pozostawieni są w niepewności, co do tego, z czym mieli do czynienia. Zostaje pustka, smutek, depresja i przerażenie przyszłością.

(Nie)sekretne
pochwycenie

Tak jak w warstwie socjologicznej Pozostawieni czerpią z amerykańskiej traumy po 11 września, tak w warstwie religijnej nawiązują do teorii o tak zwanym sekretnym pochwyceniu Kościoła. Według niej na siedem lat przed widzialnym powrotem Chrystusa Chrystus powróci niewidzialnie, by porwać do nieba swój Kościół (nawróconych chrześcijan). W efekcie nagle zniknęłaby jakaś część ludzkości. W połowie tego okresu miałby się objawić Antychryst, a miliony Żydów miałyby się nawrócić na chrześcijaństwo. Na ziemi miałby nastać wielki ucisk i miałyby spaść plagi. Wszystko to miałoby zakończyć widzialne przyjście Chrystusa.
Poza wspomnianym już fragmentem o jednych zabranych, a drugich pozostawionych, zwolennicy teorii o sekretnym i nie­widzialnym pochwyceniu chrześcijan przez Chrystusa najczęściej powołują się na słowa apostoła Pawła: „Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozo­staniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem”2.
Faktycznie, jest tu mowa o porwaniu wierzących w obłokach na spotkanie powracającego Chrystusa, ale nic nie sugeruje, że będzie to wydarzenie sekretne i niewidzialne. Przeciwnie, ma to się stać „na głos archanioła i trąby Bożej” — wtedy Chrystus „zstąpi z nieba” i „powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie”, a ci, którzy żywi doczekają Jego powrotu razem ze zmartwychwstałymi sprawiedliwymi zostaną zabrani do nieba. Jak widać porwanie wierzących do nieba bezpośrednio jest poprzedzone „głośnym” powrotem Chrystusa i towarzyszącym mu zmartwychwstaniem zbawionych. Tego nie da się nie zauważyć, ani nie usłyszeć.
O widzialności powrotu Chrystusa zaświadczyli sami aniołowie Boży obecni przy Jego wniebowstąpieniu. Zdziwionym uczniom Jezusa obserwującym Jego odejście do nieba powiedzieli: „Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstę­pującego do nieba”3. Skoro wniebowstąpienie było widzialne, to taki sam będzie powrót Jezusa.
Nie może być sekretne wydarzenie opisywane takimi słowy: „Bóg nasz przybywa i nie milczy; przed nim ogień pochłaniający, a dokoła niego sroży się potężna burza”4. „Gdyż jak błyskawica pojawia się od wschodu i jaśnieje aż na zachód, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego”5. „Oto przychodzi wśród obłoków, i ujrzy go wszelkie oko, a także ci, którzy go przebili, i będą biadać nad nim wszystkie plemiona ziemi (...)”6. Tak jak nie da się nie zauważyć błyskawic i grzmotów, tak nie da się nie zauważyć powrotu Chrystusa. Jakby dla postawienia w tej kwestii kropki nad i apostoł Jan kończy ostatni cytowany werset — ten, że ujrzy Go wszelkie oko — słowami: „Tak jest! Amen”. Będzie to wydarzenie majestatyczne i chwalebne: „Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami swymi, i wtedy odda każdemu według uczynków jego”7. „I wtedy ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy biadać będą wszystkie plemiona ziemi, i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą”8.
Natomiast słowa o jednym wziętym, a drugim pozostawionym oznaczają jedynie, że jedni będą gotowi na powrót Chrystusa, a drudzy nie. Świadczy o tym bezpośredni kontekst tej wypowiedzi: „Dlatego i wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie”9.
Koncepcja wcześniejszego niewidzialnego powrotu Chrystusa (przed tym widzialnym) w celu sekretnego zabrania do nieba Jego wiernych jest sprzeczna również z Listem do Hebrajczyków, w którym czytamy o bohaterach wiary z przeszłości, że „choć dla swej wiary zdobyli chlubne świadectwo, nie otrzymali tego, co głosiła obietnica, ponieważ Bóg przewidział ze względu na nas coś lepszego, mianowicie, aby oni nie osiągnęli celu bez nas”10. Tym celem jest oczywiście zbawienie, zamieszkanie w domu Ojca w niebie. A to oznacza, że nie będzie wcześniej i później zbawionych. Wszyscy, którzy mają być zbawieni, zostaną zbawieni jednocześnie — podczas widzialnego, słyszalnego, majestatycznego i chwalebnego powrotu Chrystusa, kiedy zmarli sprawiedliwi zmartwychwstaną, a wierzący, którzy dożyli tego wydarzenia, razem ze zmartwychwstałymi zostaną porwani, by na obłokach w powietrzu spotkać się z Panem Jezusem.
Spośród wielu wymienionych w 24. rozdziale Ewangelii Mateusza znaków czasu zapowiadających powrót Chrystusa, tylko jeden jest powtórzony aż trzykrotnie — są nim zwiedzenia. „Baczcie, by was kto nie zwiódł (...). Gdyby wam wtedy kto powiedział: Oto tu jest Chrystus albo tam, nie wierzcie. Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy (...), aby, o ile można, zwieść i wybranych. (...) Gdyby więc wam powiedzieli: Oto jest na pustyni — nie wychodźcie; oto jest w kryjówce — nie wierzcie”11. Jak widać, zwiedzenia te miały się odnosić do sposobu powrotu Chrystusa. Fałszywi prorocy mieli głosić „ukryty” powrót, niewidzialny albo widzialny tylko dla wybranych. Niewątpliwie nauka o niewidzialnym powrocie Chrystusa w celu sekretnego pochwycenia Kościoła jest tego znaku wypełnieniem.
Olgierd Danielewicz

1 Mt 24,40-41. Cytaty biblijne pochodzą z Biblii warszawskiej wydanej przez Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 2011. 2 1 Tes 4,15-17. 3 Dz 1,10-11. 4 Ps 50,3. 5 Mt 24,27. 6 Ap 1,7. 7 Mt 16,27. 8 Mt 24,30. 9 Mt 24,44. 10 Hbr 11,39-40. 11 Mt 24,4.23-24.26 Znaki Czasu wrzesien 2014 r. www.sklep.znakiczasu.pl




OCALENIE

Świat, w którym żyjemy, jest jedynie małą cząstką ogromnego wszechświata i jeśli twierdzimy, że miał on początek, to musimy też uznać, że będzie miał swój koniec. Odwieczne prawa natury wyznaczają wszystkiemu, co małe lub wielkie, żywe czy nieożywione, swój nieuchronny kres.
Zagadnienie końca naszego materialnego świata interesowało ludzi od zamierzchłych czasów. Nasza przeszłość jest
tajemnicza i złożona, lecz jeszcze bardziej zagadkowa jest nasza przyszłość, której nie sposób przewidzieć ani uniknąć.
W minionych wiekach przepowiednie dotyczące kresu naszej ziemskiej cywilizacji były domeną samozwańczych wizjonerów — wróżbitów i astrologów. Dziś teoriami o zbliżającym się końcu świata zajmują się futurolodzy (ludzie z różnych środowisk naukowych) próbujący przedstawić w swych prognozach różne warianty końca dziejów naszego globu. W przepowiedniach tych dominuje wizja apokaliptyczna — katastrofizm był i jest modny!
Z upływem czasu zainteresowanie tym problemem wzrasta — proporcjonalnie do ilości codziennych doniesień o coraz liczniejszych i poważniejszych katastrofach, klęskach żywiołowych, niepokojach społecznych, zamachach terrorystycznych, zagrożeniach epidemicznych czy kryzysach ekonomicznych. Większość tych destrukcyjnych zdarzeń ma wymiar lokalny, co nie wyklucza ich globalnego zasięgu w bliższej lub dalszej przyszłości.
Z każdym dniem wzrasta ilość problemów do rozwiązania. Pojawiają się nowe zagrożenia. Dalsza egzystencja ludzkiego gatunku zależy w dużej mierze od tego, czy w porę dostrzeżemy i zlikwidujemy zagrożenia wynikające z żywiołowego i niekontrolowanego rozwoju cywilizacyjnego.
Przeżywamy obecnie czas burzliwych, często negatywnych zmian, które powodują postępującą degradację środowiska i deprawację ludzkości. Zasadnicze problemy pozostają nierozwiązane. Coraz częściej słychać ostrzeżenia o nieuchronnej samozagładzie naszego świata. Liczne instytucje starają się uświadomić ludziom powagę sytuacji, same zaś gorączkowo poszukują metod i środków wyjścia z impasu.

Scenariusze końca

Zagrożenia cywilizacyjne są bardzo zróżnicowane.
Wizje futurologiczne dotyczące kresu naszej cywilizacji prognozują na przykład katastrofę kosmiczną. Ziemia na swym kursie spotka mniejsze lub większe ciało kosmiczne (asteroidę, bryłę antymaterii lub kometę), co doprowadzi do rozbicia planety lub wytworzenia w wyniku uderzenia wielkiej chmury pyłu, która przesłoni Słońce i spowoduje zagładę wszelkich form życia.
Kolejnym poważnym zagrożeniem może być konflikt militarno-atomowy. Coraz więcej państw ma w swoich arsenałach nie tylko broń atomową, ale i inną broń masowego rażenia. Ryzyko wybuchu światowego konfliktu zbrojnego na drodze świadomego ataku, awarii systemów obronnych, pomyłki czy innego przypadku jest ciągle wysokie.
Realną groźbą jest także globalny kataklizm ekologiczny — nieodwracalne wyniszczenie środowiska naturalnego. W wyniku niekontrolowanej dewastacji biosfery na skutek wzrostu zanieczyszczeń mechanicznych, chemicznych, biologicznych i radiacyjnych oraz rabunkowej gospodarki zasobami nasza planeta może stać się w niedalekiej przyszłości ekologiczną pustynią.
Groźnym ostatnio zjawiskiem jest tzw. efekt cieplarniany. Powoduje on anomalie klimatyczne, topnienie lodowców na biegunach i gigantyczne powodzie. Towarzyszy mu zjawisko zmniejszania się powłoki ozonowej w atmosferze. Chroni nas ona przed nadmiarem promieniowania ultrafioletowego. W efekcie może nastąpić wzrost negatywnych zmian genetycznych i chorób nowotworowych.
Należy się także liczyć z nagłym i gigantycznym rozbłyskiem słonecznym, czyli emisją olbrzymiej masy energii w wyniku wielkiego wybuchu na Słońcu. Mogłoby to mieć katastrofalny wpływ na ziemską energetykę i systemy telekomunikacyjne.
Kolejnym czarnym scenariuszem dla świata może być ponowne pojawienie się groźnych chorób zakaźnych, które w minionych wiekach jako pandemie ogarniały całe kontynenty, siejąc trwogę i śmierć.
Pesymistyczne wizje przyszłości przewidują również głód surowcowy i energetyczny. Zasoby tradycyjnych źródeł energii szybko się kurczą, co przy rosnącym zapotrzebowaniu na energię może skończyć się technologicznym paraliżem.
Istnieje także możliwość pojawienia się kolejnego, jeszcze większego niż niedawny, kryzysu finansowego, który mógłby spowodować liczne globalne perturbacje bankowo-giełdowe, a w dalszej kolejności wielkie niepokoje społeczne.
W atmosferze narastającego powszechnego poczucia zagrożenia i lęku przed przyszłością pojawiają się różne ruchy społeczne, na przykład tzw. preppersi, czyli ludzie świadomi zagrożeń i przygotowujący się, by stawić im czoło. Mają oni bardzo precyzyjne plany ratunkowe, budują podziemne schrony, gromadzą zapasy wody, żywności, leków, paliwa i broni, aby przetrwać w ekstremalnie trudnych warunkach.

Duchowe ubóstwo

Niezwykle dynamiczny rozwój technologiczny ludzkości nie idzie niestety w parze z rozwojem moralno-etycznym człowieka. Okazujemy się najsłabszym ogniwem. Zmieniamy swoje środowisko naturalne, jednak sami niewiele się zmieniliśmy, aby przystosować się do wywołanych przez nas zmian.
W świecie zachodnim bogacimy się materialnie, a ubożejemy duchowo. Reporter pewnego religijnego czasopisma zapytał przechodniów, co sądzą o swym zbawieniu, jak oceniają swe szanse na niebo. Jedna z osób odpowiedziała, że takiej szansy nie widzi, ale miała wierzącego ojca i ufa, że on wstawi się za nią u Boga. Ktoś inny powiedział, że jego ryzykowna praca stwarza mu wiele okazji, aby się tam znaleźć. Ktoś zażartował, że nie umie śpiewać ani grać na harfie, a jego zdaniem takich właśnie tam oczekują. Kolejna osoba wyraziła nadzieję, że się tam znajdzie, bo jest ochrzczona, chodzi regularnie do kościoła i daje na tacę. Inna oświadczyła cynicznie, że jej tu dobrze, a niebo zostawia aniołom i ptakom. Jeszcze inna — że tam nie trafi z powodu lęku wysokości. Najkrótsza odpowiedź brzmiała: jakoś to będzie.
Ludzie przytłoczeni codziennymi problemami z obawą patrzą w niepewną przyszłość i coraz częściej zadają dramatyczne pytanie: czy jest jakieś wyjście ze ślepego zaułka, w jaki zabrnęła nasza cywilizacja?

Biblijny finał

Odpowiedzią na ludzkie scenariusze końca świata jest Boży scenariusz rzeczy ostatecznych nakreślony w Piśmie Świętym. Stwórca świata nie pozostawił nas w nieświadomości wobec przyszłych wydarzeń. Biblia mówi, że „koniec wszechrzeczy jest już bliski”1 i łączy ten fakt z największym wydarzeniem przyszłości — powrotem Chrystusa. „A wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach z wielką mocą i chwałą”2. Dojdzie do inwazji kosmicznych sił dobra w celu ocalenia naszej błękitnej planety i jej mieszkańców. Będzie to koniec ideologii zła i jej niszczących wytworów — lęku, chorób, wojen i śmierci i zarazem początek nowej ery ludzkości, w której zatriumfują szlachetne idee dobra, piękna i trwałego pokoju.
Losy naszego świata i bieg wydarzeń pozostają pod ciągłą kontrolą jego Twórcy i to On, w czasie znanym jedynie sobie, zakończy doczesne i dramatyczne dzieje naszej planety. Nie lękajmy się więc przyszłości — Bóg już tam jest! Boża opatrzność nie dopuści do samozagłady ludzkiego gatunku. Biblijna panorama końca doczesności to wydarzenie opatrznościowe — zbawcza ingerencja Stwórcy w bieg dziejów w momencie największego zagrożenia i totalnego kryzysu. A coś takiego nadejdzie. „Wtedy bowiem nastanie wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd, i nie będzie”3.
Prawdą wielokrotnie wzmiankowaną w Biblii jest stwierdzenie o ocaleniu z zewnątrz. Ludzie nie są w stanie ocalić się sami, potrzebują wszechmocnego i miłującego Boga, który pośpieszy im z pomocą. Zrobi to, bo tak „Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”4. Święty Paweł zaś dodaje: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga”5.
Pewnego razu na parowcu wycieczkowym pływającym po Morzu Śródziemnym wybuchł pożar. Do portu było już niedaleko. Na pokładzie wybuchła panika. Pożar szybko się rozszerzał i okazało się, że nie da się go opanować. Nawet łodzie ratunkowe uległy zniszczeniu. Cała nadzieja pasażerów skupiła się na sterniku, który kierował statkiem do brzegu, gdzie czekało wybawienie. Sternik mimo gryzącego dymu i wysokiej temperatury, odważnie trwał za kołem sterowym. Statek w końcu dotarł do brzegu i wszyscy uszli z życiem — oprócz bohaterskiego sternika, którego zwęglone ciało znaleziono przy kole sterowym. Urządzono mu uroczysty pogrzeb, a wdzięczni pasażerowie ufundowali mu tablicę nagrobną z napisem: „On umarł za nas”.
Ta historia to znakomity obraz naszego ocalenia. Możemy się znaleźć wśród szczęśliwie uratowanych pasażerów statku, którego bohaterskim sternikiem jest sam Chrystus — wysłannik niebios, który przybył na naszą zagrożoną planetę, aby nas uratować. „Gdyż Bóg nie przeznaczył nas na gniew, lecz na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa”6.
Tym bardziej przeto teraz, kiedy to już jesteśmy usprawiedliwieni przez Jego krew, będziemy ocaleni przez Niego od gniewu”7, a starotestamentowy prorok Jonasz dodaje: „U Pana jest wybawienie”8. Tylko Ten, który nas stworzył, może nas uratować!
Ta chrześcijańska eschatologia9 nadziei kreśli przed nami radosną wizję nowej ziemi — raju stworzonego nie przez człowieka, lecz przez Boga, który przywróci światu jego pierwotny, doskonały stan i zapewni pełny rozwój. „I widziałem nowe niebo i nową ziemię (...) albowiem pierwsze rzeczy przeminęły”10. Ta nowa i wspaniała rzeczywistość będzie stworzona dla ciebie i dla mnie. Jeśli więc ufasz Wszechmocnemu, nie zwlekaj z przyjęciem Jego oferty ocalenia. Jest ona bezcennym darem niebios w osobie Pana Jezusa, Zbawiciela! „Nikt inny nie może nas ocalić i nie ma dla ludzi na całym świecie żadnego innego imienia, w którym by było nasze ocalenie”11. Wystarczy tylko ten dar docenić i przyjąć.
Henryk Burzywoda

1 1 P 4,7 BWP. 2 Mk 13,26 BW. 3 Mt 24,21 BW. 4 J 3,16 BT. 5 Ef 2,8 BT. 6 l Tes 5,9. 7 Rz 5,9 BWP. 8 Jon 2,10 BW. 9 Dział teologii traktujący o rzeczach ostatecznych. 10 Ap 21,1.4. 11 Dz 4,12 (przekład współczesny).

Nie lękajmy się więc przyszłości —
Bóg już tam jest!
Boża opatrzność
nie dopuści do samozagłady ludzkiego gatunku
                                                                                          wrzesień 2014 r. www.sklep.znakiczasu.pl

środa, 8 października 2014

DLACZEGO PRZELEWANO KREW NIEWINNYCH OFIAR

Niemal każda ofiara składana w świątyni wymagała przelania krwi. Była to lekcja poglądowa na temat skutków grzechu. Ceremonia miała pobudzić wyobraźnię i sumienie ludzi,
aby pojęli zarówno powagę grzechu, jak i Boży plan zbawienia, który wymagał ofiary niewinnego Syna Bożego.
Ofiary ukazywały ludziom złą i dobrą nowinę. Zapowiadały śmierć jako skutek grzechów1,
a z drugiej strony przyjście Mesjasza, który zapłaci cenę za nasze grzechy swoją krwią. Niosły obietnicę odkupienia tym, którzy składali je w wierze w Boże obietnice, szukając pojednania z Bogiem.
Polskie słowo „ofiara” pochodzi od łacińskiego offerre — ‘złożyć dar’. W Starym Testamencie słowo „ofiara” (hebr. korban) zawiera sens przeniesienia czegoś w celu przybliżenia i nawiązania społeczności2. Celem ofiar było zbliżenie człowieka do Boga, pomimo przepaści wykopanej przez grzech, gdyż wskazywały na Chrystusa, który przez krzyż połączył ludzkość na powrót z Bogiem.
Ofiary spełniały przynajmniej trzy role: obrzędową, symboliczną i typologiczną. Obrzędową, gdyż służyły oczyszczeniu przed Bogiem i pojednaniu z Nim. Symboliczną, gdyż każda była niczym modlitwa o pomoc lub dziękczynna. Typologiczną, gdyż zapowiadały doskonałą ofiarę, którą złoży Mesjasz.

Rodzaje ofiar

Ofiary miały różne przeznaczenie i formę. Wśród nich były ofiary całopalne, przebłagalne, pojednania i dziękczynne. Nie wszystkie wymagały przelewu krwi zwierząt, niektóre były ofiarami z pokarmów i napojów, jakie Izraelici spożywali. W przypadku zwierząt mogły to być woły, krowy, barany, owce, kozły, kozy, synogarlice i gołębice.
Ofiary całopalne3. Ofiara całopalna (hebr. olah lub kallil) była dobrowolna. Jak w przypadku innych ofiar ze zwierząt, musiało to być zwierzę z czystych4. Ofiarodawca przyprowadzał je na dziedziniec. Kładł rękę na jego głowie i wyznawał Bogu swoje grzechy, symbolicznie przenosząc je na niewinne zwierzę. Zabijał je, a następnie obmywał. Kapłan spalał je na ołtarzu całopalenia. Ta ofiara była zupełna, gdyż wskazywała na ofiarę Mesjasza.
Ten rodzaj ofiar znano i praktykowano od początku5. W czasach izraelskich składano je w świątyni codziennie rano i wieczorem jako ofiarę ustawiczną za cały naród. Składano je także przy poświęceniu kapłanów do służby czy też w ślubach nazyrejskich6. Przyjmowano je też od pogan. Od czasów cesarza Oktawiana Augusta do roku 67 n.e. każdego dnia składano ofiarę z byka i pary jagniąt w imieniu cesarza rzymskiego za niego i lud rzymski.
Całopalna ofiara wyrażała całkowite oddanie Bogu, dlatego była ofiarą „przyjemną Bogu”7. Nawiązał do niej apostoł Paweł, pisząc o naszym życiu, aby było do niej podobne: „Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej”8.
Ofiary z pokarmów9. Ofiara z pokarmów była jak prezent i takie jest znaczenie tego słowa (hebr. minchah). Wyrażała poświęcenie Bogu środków i zależność od Boga. Mogły się na nią składać pokarmy i napoje, takie jak mąka, zboże, sól, oliwa, sok winny. Do tych ofiar zaliczano owoce składane w święto Pięćdziesiątnicy10. Część tej ofiary spalano na ołtarzu, a reszta przypadała kapłanom, którzy mogli ją spożyć.
Do tych ofiar należały chleby pokładne na złotym stole we wnętrzu świątyni. W każdy szabat o zmierzchu nowa zmiana kapłańska przynosiła upieczone wcześniej chleby11, zaś poprzednia zabierała starsze chleby, które kapłani spożywali. Ofiara z pokarmów była więc stale w świątyni12.
Porannej i wieczornej ofierze całopalnej towarzyszyła ofiara z napojów13, która zapowiadała przelaną krew Mesjasza, a wyrażała również wdzięczność i zależność wierzących od Boga, którego obecność jest wśród wierzących ciągła przez Ducha Świętego, jak to symbolizowała nieustannie płonąca w świątyni siedmioramienna Menora.
Ofiary pojednania14. Ofiary pokojowe (hebr. szelem), zwane też biesiadnymi, również znano, jeszcze zanim powstała izraelska świątynia15. Przy ich pomocy wyrażano Bogu podziękowanie za otrzymane łaski. Pieczętowały także złożony ślub lub naprawę stosunków z bliźnim.
Po zabiciu ofiary jej tłuste części spalano na ołtarzu, mostek i łydkę otrzymywali kapłani, a reszta przypadała ofiarodawcy. Ofiara pojednania musiała być spożyta w ciągu doby16. Zmuszało to dawcę do podzielenia się z innymi. Na taką ucztę należało zaprosić swoją służbę oraz lewitów. Jedynie w przypadku tej ofiary zwierzęta nie musiały być bez skazy, jak było w przypadku innych ofiar17.
Ofiary przebłagalne18. W przypadku ofiary za grzech (hebr. chattat) pokutujący grzesznik musiał przyprowadzić na dziedziniec świątyni zwierzę, a jeśli nie było go na to stać, mógł przynieść gołębia czy nawet garść mąki. Kładł ręce na głowie zwierzęcia i w skrusze wyznawał grzech Bogu. W ten sposób jego grzech przechodził symbolicznie na niewinne zwierzę, a wraz z jego krwią na świątynię.
Część mięsa tej ofiary spalano na ołtarzu, a resztę otrzymywali kapłani lub spalano je poza świątynią. Ofiary przebłagalne dzieliły się na zagrzeszne, które zmazywały grzech, a także na ofiary, które stanowiły rekompensatę za szkodę wyrządzoną bliźniemu lub dziełu Bożemu. W obrazowy sposób ilustrowały one powagę grzechu i jego konsekwencje, a także cenę, jaką musiał zapłacić za nasze winy Zbawiciel.
Znaczenie ofiar
Bóg zabronił ludziom spożywania krwi, gdyż jest synonimem życia19. Zapewne z tego względu ustanowił krew niewinnych ofiar okupem za życie ludzkie. Ofiary miały usposobić serce człowieka do przyjęcia ewangelii. Nie były mechanicznym rytuałem przelewu krwi, jak w niektórych kulturach, które wypaczyły ich sens.
Prorok Micheasz napisał: „Czy Pan ma upodobanie w tysiącach baranów, w dziesiątkach tysięcy strumieni oliwy? Czy mam dać swojego pierworodnego za swoje przestępstwo, własne dziecko na oczyszczenie mojego grzechu? Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan żąda od ciebie: tylko, abyś wypełniał prawo, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem”20. Słowa te były skierowane do Izraelitów, którzy również mieli tendencje do pojmowania ofiar w sposób legalistyczny, choć na ogół mieli świadomość, że jest „rzeczą niemożliwą, aby krew wołów i kozłów mogła gładzić grzechy”21. Ofiary wskazywały rozwiązanie Boże, którym był Syn Boży — najpierw Jego niewinne życie zakończone ofiarą na krzyżu, a następnie Jego służba pośrednicza jako arcykapłana w niebiańskiej świątyni22.
Ofiary występowały we wszystkich dawnych religiach, co świadczy o wspólnym pochodzeniu wszystkich ludzi od Adama, gdyż już jego synowie je składali23. Niekiedy zawierały one element wiary w Syna Bożego, reprezentowanego przez króla, który literalnie czy symbolicznie składał ofiarę za siebie lub za siebie i naród, zwykle jednak rozumiano je tylko jako ludzki sposób pojednania z bóstwem. Natomiast ofiary składane przez biblijnych patriarchów oraz ich potomków ilustrowały ofiarę Bożą złożoną w Chrystusie. Tak było w przypadku Abrahama, kiedy Bóg na górze Moria posłał mu baranka, którego ofiarował w miejsce swego pierworodnego syna Izaaka.
Ofiary same w sobie nie miały zbawczej mocy ani nie były upodobaniem dla Boga24. Ich istotą była wiara w przyjście Chrystusa, którego ofiarę zapowiadały. On umarł niewinnie, gdyż wziął na siebie grzech świata jako Baranek Boży25. Jak prorokował Izajasz na wiele wieków przed śmiercią Jezusa: „Lecz on był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze uzdrowienie. Wszyscy pobłądziliśmy jak owce, każdy z nas się zwrócił ku własnej drodze, a Pan obarczył go winami nas wszystkich. Dręczono go, lecz sam pozwolił się gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak on nie otworzył ust swoich”26.

Czy dalsze ofiary
są potrzebne?

Jezus powiedział przed śmiercią na krzyżu: „Wykonało się!”27. Jego ofiara zadośćuczyniła sprawiedliwości Bożej. Nie ma już potrzeby, aby ją ponawiać. Biblia mówi: „Złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego. Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęceni (...) gdzie zaś jest ich odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy”28.
W średniowieczu ta piękna prawda została zagubiona. Pojawiła się koncepcja, według której ofiara ma być powtarzana podczas każdej mszy. Zgodnie z katechizmem Kościoła katolickiego: „Ilekroć msza jest celebrowana, tylekroć ofiara Chrystusa jest powtarzana. Nie oferuje się nowej ofiary, lecz przez Bożą moc jedna i ta sama ofiara jest powtarzana (...). W czasie mszy świętej Chrystus wciąż oferuje samego siebie Ojcu, tak jak to uczynił na krzyżu”29. Biblia mówi, że Jezus Chrystus „wszedł raz na zawsze do świątyni (...) z własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego odkupienia”30. Sobór Watykański II zadeklarował: „W ofierze mszy (...) ciało, które wydane jest za nas i krew przelana na odpuszczenie grzechów są przez Kościół składane Bogu na rzecz zbawienia całego świata”31.
Ofiara składana w czasie mszy w kościołach katolickich według dogmatyki rzymskokatolickiej nie jest symbolem, lecz prawdziwym ciałem i prawdziwą krwią Chrystusa. Na przykład uchwała soboru mówi: „Jeśliby ktoś zaprzeczył, że w sakramencie Eucharystii świętej zawiera się prawdziwe, rzeczywiste i materialne ciało i krew z duszą i bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc w konsekwencji cały Chrystus, lecz powiedział, że Jezus jest w nim tylko jako pamiątka, przenośnia lub symbol, niech będzie przeklęty”32.
Przemiana hostii w literalne ciało Chrystusa, a mszalnego wina w prawdziwą krew Chrystusa nosi nazwę transsubstancjacji, czyli przeistoczenia. Propagatorem tej teorii był mnich Radbertus Paschasius (800-865). Jego pogląd spotkał się początkowo ze sprzeciwem większości teologów katolickich, ale Sobór Laterański IV w 1215 roku zatwierdził go jako dogmat, podobnie jak sobór w Trydencie w XVI wieku. Czy jednak tak należy rozumieć nakaz Jezusa dotyczący komunii świętej?
Jezus wziął w swoje ręce chleb i wino podczas Ostatniej Wieczerzy, ale nie mógł mówić w dosłownym sensie, że jest to Jego ciało i krew, ponieważ stał wtedy między uczniami żywy i cały. Spożył ze swoimi uczniami sok winogronowy i chleb, które były symbolem Jego przelanej na Golgocie krwi i ciała wydanego za nasze grzechy na śmierć krzyżową. Apostołowie nie mogliby spożyć niczego z krwią, gdyż Bóg tego zakazał, a oni trzymali się tego zakazu także po śmierci Jezusa33.
Wieczerza Pańska ma być obrzędem pamiątkowym, a nie ofiarniczym. Pan Jezus powiedział: „Czyńcie to na moją pamiątkę34. Chleb i sok gronowy reprezentowały Jego bezgrzeszne ciało i niewinnie przelaną krew, co upamiętnia spożywanie podczas komunii świętej niekwaszonego chleba i bezalkoholowego wina. Dlatego też w większości Kościołów chrześcijańskich komunię świętą spożywa się pod postacią chleba i wina na pamiątkę ofiary Zbawiciela.
Ofiara Chrystusa była wystarczająca, dlatego nie zachodzi już potrzeba składania jej ani żadnej innej. Dogmat o transsubstancjacji, czyli o przemienieniu, według którego w czasie mszy ofiaruje się prawdziwe ciało i krew Chrystusa, poddaje w wątpliwość wielką prawdę Słowa Bożego, a mianowicie to, że Pan Jezus złożył „raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy”35.

Jakiej ofiary
wciąż potrzeba?

Od śmierci Zbawiciela już nie ma potrzeby składania ofiar z naszej strony. Zamiast tego Nowy Testament apeluje, abyśmy byli żywą ofiarą, czyli poświęcili Bogu swoje ciało i duszę36. W ten sposób możemy naśladować naszego Zbawiciela w służbie miłości dla innych. Poddanie Bogu swojej woli ma być naszą odpowiedzią na miłość, która skłoniła Jezusa Chrystusa, aby złożył z samego siebie „raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy”37.
Alfred J. Palla

1 Zob. Rz 6,23. 2 Zob. Chaim Richman, The Holy Temple of Jerusalem, s. 13. 3 Zob. Kpł 1. 4 Zob. Kpł 11. 5 Zob. Rdz 8,20; 22,2; Hi 1,5. 6 Zob. Lb 28,10; 29,16; 6,14. 7 Kpł 1,17. 8 Rz 12,1. 9 Zob. Kpł 2. 10 Zob. Kpł 23,10-12. 11 Zob. Lb 4,7; Kpł 24,6-8. 12 Zob. 2 Krn 2,3. 13 Zob. Wj 29,40; Lb 15,5. 14 Zob. Kpł 3. 15 Zob. Joz 10,4; Hi 22,21; Wj 22,5. 16 Zob. Kpł 7,16-21. 17 Zob. Kpł 22,23.21. 18 Zob. Kpł 4-5. 19 Zob. Rdz 9,4; Kpł 17,11. 20 Mi 6,7-8. 21 Zob. Hbr 10,4. 22 Zob. Hbr 8,1-3. 23 Zob. Rdz 4,3-4. 24 Zob. Mi 6,7. 25 Zob. J 1,29-36. 26 Iz 53,5-7. 27 J 19,30. 28 Hbr 10,12-14.18. 29 The New Saint Joseph Baltimore Catechism, t. 2,
s. 171; Catechism of the Catholic Church, s. 344. 30 Hbr 9,12. 31 Vatican Council II: The Conciliar and Post Conciliar Documents, red. Austin Flannery, t. 2, s. 36.
32
Dogmatic Canons and Decrees, Rockford: TAN, 1977, s. 81. 33 Zob. Pwt 12,23; Dz 15,29. 34 Łk 22,19. 35 Hbr 10,12. 36 Zob. Rz 12,1-2. 37 Zob. Hbr 10,12.

Ofiara Chrystusa jest wystarczająca, dlatego nie zachodzi potrzeba jej powtarzania. Dogmat, według którego w czasie mszy ofiaruje się prawdziwe ciało i krew Chrystusa, poddaje w wątpliwość wielką prawdę Słowa Bożego, że Pan Jezus złożył „raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy”
                                                                                     wrzesień 2014 r.  www.sklep.znakiczasu.pl

czwartek, 4 września 2014

PROTESTANTYZM A KOŚCIÓŁ KATOLICKI

 Protestantyzm a KRK - zrodla internet i rozne ksiazki itd...

Protestantyzm opiera swoja wiare tylko na Biblii a nie jak  katolicyzm ( okolo 800  mln czlonkow )  czy prawoslawie ( okolo 300 mln czlonkow ) na Biblii i tradycji  , stanowi druga pod wzgledem liczby wyznawcow, po katolicyzmie, galaz chrzescijanstwa. Liczy okolo 450 mln czlonkow.
 
Powszechnie przyjmuje sie, ze protestantyzm jako odrebny odlam chrzescijanstwa wylonil sie po r. 1517, przy czym za symboliczna date jego narodzin przyjmuje sie dzien 31 pazdziernika tegoz roku, kiedy to niemiecki mnich augustianski Marcin Luter mial przybic na drzwiach kosciola katolickiego w Wittenberdze 95 tez podwazajacych katolickie prawdy wiary, a zwlaszcza nauke o odpustach. .
 
 Chociaz wiadomo ze juz duzo wczesniej byly ruchy i koscioly Biblijne i reformacyjne np. Katarzy albo Waldensi wloscy i  francuscy kupca Piotra Waldo  ( XII i XIII w ) czy Angielscy Lollardowie ksiedza  Jana Wiklifa  ( XIV w ) lub w Czechach ( XV w ) Husyci  ksiedza Jana Hus wszystkie te  ruchy chcialy reformacji kosciola katolickiego ( niestety caly czas z nimi walczyla inkwizycja ) kosciol Waldensow i Husytow istnieje do dzis .
 
Pierwsza  galezia XVI w protestantyzmu sa Koscioly Luteranskie i Kawinskie czyli kosciol Ewangelicko Augsburski i Ewangelicy Reformowani (pochodzacy od uczniow Jana Kalwina). Koscioly ewangelickie sa najliczniejsze w protestantyzmie: obecnie na calym swiecie zyje okolo. 60 mln  ewangelikow luteranskich i ponad 70 mln ewangelikow kalwinskich  ( w XVI w byl tez ruch  Anabaptystow do ktorego odwoluja sie np. Baptysci )  i kosciol  Anglikanski (krola Henryka VIII i  krolowej Elzbiety I )  oraz koscioly Purytanskie i Metodystow Jana Wesleya  choc one powstaly pozniej  na bazie  kosciola Anglii w XVII i XVIII w .
 
Drugim wielkim pradem w protestantyzmie sa tzw. Koscioly wolne , powstanie ich wiaze sie z tzw. II reformacja, jaka dokonala sie juz wsrod samych protestantow, glownie w Stanach Zjednoczonych na przelomie XVIII i XIX wieku.
 
Istniejace do tego czasu Koscioly reformacyjne coraz bardziej kostnialy w swych doktrynach i zyciu duchowym , w ten sposob powstaly takie koscioly jak Baptysci, Wolni Chrzescijanie oraz Chrzescijanie Ewangeliczni lub Adwentysci Dnia Siodmego oraz Menonici, itp. Sa w tej grupie duze wspolnoty, jak Baptysci, ktorych jest okolo 40 mln czy Adwentysci  okolo 20 mln wyznawcow ale sa tez grupy niewielkie, jak wspomniani Menonici - niespelna milion wyznawcow. Trzecim duzym, a przy tym bardzo dynamicznie rozwijajacym sie obecnie, nurtem protestantyzmu jest  ruch zielonoswiatkowy. Powstal on na przelomie XIX i XX stulecia na fali wspomnianej II reformacji. Zielonoswiatkowcow cechuje wielka spontanicznosc w modlitwie oraz - jak u wszystkich kosciolow II reformacji - uznawanie Pisma Swietego za jedyne zrodlo nauki chrzescijanskiej, chrzest w wieku dojrzalym, a w niektorych przypadkach takze dar mowienia roznymi jezykami  Koscioly i zwiazki Zielonoswiatkowe, bardzo zreszta zroznicowane wewnetrznie i licza okolo 80 mln wiernych.
 
Oddzielna grupe stanowia wspolnoty , wywodzace sie z protestantyzmu, ale ktore odeszly w swym nauczaniu od wielu podstawowych zasad protestanckich. Sa to m.in. Swiadkowie Jehowy okolo 3 mln wiernych i inni Unitarianie ( np. Bracia Polscy )  podwazajacy wiare w Trojce Swieta i bostwo Chrystusa czy Mormoni - majacy wlasna Biblie w postaci Ksiegi Mormona Josepha Smitha albo Kwakrzy odrzucajacy liturgie i sakramenty itp. wyznania .
 
W Polsce w wspolnie koscioly protestanckie licza okolo 170 000 wiernych (okolo 80 000 to Luteranie a np. Adwentysci to okolo 10 000 itd. )  i jest jeszcze okolo 90 000 Swiadkow Jehowy oraz od 300 000 do 500 0000 prawoslawnych i grekokatolikow ( ten ostatni kosciol jest w unii z Kosciolem Rzymsko Katolickim ) sa tez koscioly starokatolickie np. Kosciol Polsko - Katolicki czy Mariawicki  oraz wyznania  niechrzescijanskie np. Judaizm czy Islam lub Buddyzm itd. daje to razem ponad 1 000 000 ludzi ( bez ateistow itp.) Nadal teoretycznie oczywiscie najwiecej wyznawcow ma Kosciol Rzymsko Katolicki okolo 90 % Polakow oficjalnie jest tego wyznania .
 
Ps ;
 
Filmy KRK a protestantyzm

Lampa w ciemnosi cz1
 

Lampa w ciemnosi cz2
__._,_.___

Posted by: "TomekG" <Tomasz.Grzesikowski@interia.pl>