niedziela, 12 stycznia 2014

ZAMIESZANIE Z ZAWIERZENIEM

Burmistrz Goleniowa zawierzył podczas uroczystego rzymskokatolickiego nabożeństwa swoje miasto i gminę Jezusowi Chrystusowi. Czyn burmistrza zrodził pytania o to, co jest ważniejsze — jego bezstronność jako przedstawiciela władzy czy jego osobista wolność sumienia i wyznania.
Pod koniec listopada burmistrz Goleniowa Robert Krupowicz zawierzył siebie, rodzinę
i mieszkańców miasta Jezusowi Chrystusowi, Królowi Wszechświata. Do aktu zawierzenia doszło w miejscowym rzymskokatolickim kościele św. Jerzego.

Akt wiary?

Uprzedzając mogące się zrodzić zarzuty o naruszenie zasady bezstronności władzy wobec przekonań religijnych obywateli, burmistrz kwitował je twierdzeniem, że zawierzenia dokonuje jako osoba prywatna i jako taka ma prawo do wyznawania publicznie swej wiary, w tym do modlenia się za innych ludzi. A jego akt religijny nie będzie miał żadnych konsekwencji prawnych ani finansowych dla gminy i nikogo do niczego nie będzie zobowiązywał. Swój zamiar zawierzenia gminy Jezusowi uzasadnił osobistą głęboką wiarą w „konieczność stwarzania dobra” oraz tym, że zależy mu na jej pomyślności, spokoju, harmonijnym rozwoju oraz poprawie jakości życia publicznego. I o to ma zamiar się modlić — stwierdził — nawet jeśli to nie będzie zbyt poprawne politycznie.
Zamiary burmistrza spotkały się z pełnym poparciem lokalnego duchowieństwa rzymskokatolickiego, które podkreślało, że czyn burmistrza jest prawdopodobnie pierwszym takim zawierzeniem w Polsce dokonanym przez osobę świecką. Wyjaśniając istotę zawierzenia, duchowni twierdzili, że chodzi w nim o uświęcenie danego miejsca, danej przestrzeni, żeby ludzie w niej mieszkający się nawrócili, stali się lepsi, skłonni do przyznawania się do błędów, bardziej pokorni; że będzie to modlitwa za wierzących i niewierzących.
Zdaniem lokalnych przedstawicieli Sojuszu Lewicy Demokratycznej burmistrz złamał zasadę rozdziału Kościołów i innych związków wyznaniowych od państwa oraz świeckości państwa. Ich zdaniem burmistrz mógł sobie zawierzać Bogu siebie i własną rodzinę, ale nie gminę, która nie jest jego prywatną własnością. Przedstawiciele SLD stwierdzili, że był to czyn dyskryminujący lokalnych ateistów i wyznawców innych religii. Burmistrzowi zagrożono skierowaniem sprawy do prokuratury. Burmistrz na to ironizował, że kolejnym krokiem będzie Trybunał Stanu, a może nawet pluton egzekucyjny oraz protestował przeciwko ograniczaniu jego swobód obywatelskich.

Podzielone zdania

Czyn burmistrza podzielił w opiniach zarówno mieszkańców Goleniowa, jak i internautów. Jego zwolennicy wyrażali się o nim pozytywnie, jako o świadectwie wiary człowieka, których chce dobrze dla innych. Twierdzili, że burmistrz dał czytelny sygnał co do wartości, jakimi się kieruje, co ma świadczyć o jego politycznej odwadze. Podkreślali, że choć byli tą decyzją zaskoczeni, nawet jako katolicy, to jednak uważają ją za słuszną i wierzą, że przyniesie dobre skutki. Ich zdaniem burmistrz ma prawo wyrażać swoje religijne poglądy. Krytykowali postawę przedstawicieli SLD, zarzucając im atak na wolność jednostki i brak tolerancji religijnej. Nie rozumieli, dlaczego tym, którzy w nic nie wierzą, miałoby przeszkadzać, to że ktoś inny jest wierzący.
Przeciwnicy zawierzenia stwierdzali, że niewierzący lub inaczej wierzący mogą nie życzyć sobie, aby ktoś obcy modlił się o ich nawrócenie czy powierzał ich swojemu Bogu. Niektórzy odbierali to jako dyskryminację niekatolików przez katolicką większość. Ich zdaniem burmistrz nie powinien tak publicznie demonstrować swojej wiary. Padały słowa „kpina”, „śmieszność”, „widzimisię”, „żart”. Pytano, czy zwolennicy zawierzenia też nie mieliby nic przeciwko temu, gdyby burmistrz był muzułmaninem i prywatnie zawierzył gminę Allahowi, albo gdyby jako żyd zawierzył gminę Jahwe. Padały też pytania, jakie konkretne korzyści miałoby to przynieść gminie. Postulowali, by nie robić z wiary propagandy politycznej.

Przypadek ze Szczytna

Historia z Goleniowa przypomina wydarzenia ze Szczytna na Mazurach z kwietnia 2006 roku, kiedy to na uroczystej sesji połączonych rad miasta, gminy i powiatu radni podjęli uchwałę o odnowieniu zawierzenia tych trzech jednostek samorządowych „Matce Bożej Fatimskiej”. Odnowieniu, bo do pierwszego zawierzenia doszło dziesięć lat wcześniej z inicjatywy rzymskokatolickiego proboszcza jednej z miejscowych parafii. Widocznie tamto pierwsze zawierzenie nie było w pełni skuteczne, dlatego postanowiono „wspólnymi siłami” je odnowić. Za drugim razem inicjatywa wyszła od starosty — notabene z partii, która statutowo opowiada się za „wolnością sumienia i wyznania, tolerancją światopoglądową i świeckością państwa”, a w programie chce bronić „prawa obywateli do swobody i wolności wyboru przed presją moralnej albo religijnej większości”, twierdząc, że „jedynie państwo neutralne światopoglądowo (…) jest nowoczesnym państwem demokratycznym”.
Na przeszkodzie „urzędowemu” zawierzeniu starał się stanąć jeden z radnych, członek jednej z lokalnych wspólnot protestanckich, człowiek, dla którego świeckość i neutralność państwa oraz wolność od presji religijnej większości nie były pustymi frazesami. Cytując wiele fragmentów Pisma Świętego, zakwestionował zasadność oddawania czci, w tym dokonywania zawierzeń, komukolwiek innemu poza jedynym Bogiem. Historycznie wykazał, że ilekroć dochodziło do zbytniego zbliżenia władzy świeckiej z religią, zawsze towarzyszyły temu religijne prześladowania mniejszości. W końcu przypomniał przedstawicielom władz samorządowych, że kiedykolwiek poruszają się w sferze publicznej jako radni, burmistrzowie, starostowie, to nie wypada im opowiadać się po stronie tylko jednego z Kościołów przez uznawanie jego wierzeń za pewnik, bo narusza to zasadę neutralności światopoglądowej władz. Prywatnie, zdaniem owego radnego, mogą oni sobie wierzyć, w co chcą, ale publicznie nie powinni preferować żadnego wyznania.

Ocena

Pomimo pewnego podobieństwa przypadki zawierzenia z Goleniowa i Szczytna jednak się od siebie różnią i to w sposób, który może mieć decydujący wpływ na ich ocenę.
Po pierwsze, w Szczytnie mieliśmy do czynienia z zawierzeniem dokonanym uchwałą organów władz publicznych podjętą na ich wspólnej sesji. Było to ewidentnym naruszeniem art. 25 ust. 2 Konstytucji RP, który stanowi: „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”. W Goleniowie nic takiego nie miało miejsca. Inicjatywa burmistrza była całkowicie prywatna.
Po drugie, argument, że jemu też — mimo iż jest burmistrzem — przysługuje prawo do wolności sumienia i religii, również jest trudny do podważenia. Art. 53 Konstytucji RP mówi bowiem: „Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują” (ust. 2). A nieco dalej: „Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych” (ust. 6). Wynika z tego, że burmistrz może się modlić i sam, i z innymi, i w domu, i w miejscu publicznym, a już w kościele w szczególności. I nikt nie może mu tego zabronić.
Po trzecie, wolność religii z samej istoty rzeczy zakłada również wolność w zakresie formy modlitwy i jej treści, a to oznacza, że burmistrz — czy to się komuś podoba, czy nie — mógł modlić się i za swoją rodzinę, i za niewierzących, i za wierzących inaczej. Chrześcijan, nawet niekatolików, nie powinno to w żaden sposób dziwić, gdyż i Jezus Chrystus uczył: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują”1. Każdy wierzący, niezależnie od wyznania, ma prawo modlić się, za kogo chce, i nie potrzebuje do tego niczyjej zgody.
A co z modlitwą za całe miasto? I to nie jest z perspektywy biblijnej nic dziwnego. Do izraelskich wygnańców przesiedlonych w czasach starotestamentowych do Babilonu prorok Jeremiasz pisał: „A starajcie się o pomyślność miasta, do którego skazałem was na wygnanie, i módlcie się za nie do Pana, bo od jego pomyślności zależy wasza pomyślność!”2. W ogóle chrześcijanie mają nie tylko prawo, ale i świętą powinność modlić się za pomyślność wszystkich pozostałych ludzi. Apostoł Paweł napominał, „aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości”3.
Po czwarte, to, co różni przypadek z Goleniowa od przypadku ze Szczytna, to również osoba, której miasta te zostały zawierzone. Szczytno — „Matce Bożej Fatimskiej”, a Goleniów — Jezusowi Chrystusowi. Dla katolików to nie stanowi istotnej różnicy, ale dla chrześcijan opierających swą wiarę tylko na Biblii już tak — wierzą oni bowiem, że jest tylko „jeden Bóg [i], jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus”4. Dlatego powierzanie w modlitwie własnej rodziny i miasta w opiekę Jezusowi Chrystusowi nie powinno bulwersować żadnego chrześcijanina, niezależnie od wyznania. Czego nie można powiedzieć o przypadku zawierzenia ze Szczytna.
Ocenę prawdziwych motywów aktu wiary burmistrza Goleniowa — jeśli były inne od deklarownych — zostawmy Bogu. Miłość bowiem „nie myśli nic złego” i „wszystkiemu wierzy”5.          
Olgierd Danielewicz
Znaki Czasu styczeń 2014 r. 

1 Mt 5,44. 2 Jr 29,7 — kursywa autora. 3 1 Tm 2,1-2. 4 1 Tm 2,5. 5 Zob. 1 Kor 13,5.7. 

BULLYING STARE NOWE SŁOWO STARY PROBLEM

Szkoła to dziś nie tylko miejsce nauki, szlifowania intelektu i kształtowania osobowości młodych ludzi, ale także bicia, popychania, plucia, kopania, zabierania rzeczy, poniżania, przezywania, wyśmiewania i rozpuszczania niszczących reputację plotek. Problem narasta.
Agresja i przemoc, choć obecna wśród dzieci w wieku szkolnym od zawsze,
­ w Europie Zachodniej zaczęła być postrzegana jako problem już w latach 80. Zjawisko to określono słowem bullying rozumianym jako tyranizowanie kogoś z intencją skrzywdzenia; celową, powtarzalną i nieprowokowaną agresję jednego lub wielu sprawców wobec ofiary. Najczęściej w obecności szkolnych rówieśników, żeby ofiarę jeszcze bardziej poniżyć. Bullying w szkole to dziś nie tylko zwykłe bicie jednego ucznia przez drugiego, zazwyczaj starszego. To dziś również przemoc psychiczna, słowna, plotki, drażnienie, wykluczanie z grupy rówieśniczej. W skrajnych przypadkach to także grożenie użyciem siły i używanie jej z intencją skrzywdzenia ofiary. W tym znaczeniu bullying jest zbliżony do znanego głównie z miejsc pracy mobbingu albo znanej z wojska fali, gdzie zazwyczaj dochodzi do szykanowania jednostki przez grupę.
Ofiary to najczęściej uczniowie lękliwi, o niskim poczuciu kompetencji, mający trudności z utrzymywaniem więzi rówieśniczych, autsajderzy. Sprawcy to z kolei osoby impulsywne, dominujące, bez empatii, łatwo irytujące się, zbuntowane, postrzegające przemoc jako środek do podniesienia własnego prestiżu w grupie i własnej samooceny.
Zachowania agresywne uczniów kierowane są w szkołach nie tylko wobec innych uczniów, ale także wobec nauczycieli. Czasami przejawiają je również nauczyciele wobec uczniów, co przybiera formę straszenia, słownego obrażania, uderzania, szturchania czy wyrzucania z klasy.

Statystyka zjawiska

Według badania przeprowadzonego w 2011 roku w ramach programu „Szkoła bez przemocy” na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie ponad 3000 uczniów ze 150 szkół (podstawowych, gimnazjalnych oraz ponadgimnazjalnych) najbardziej rozpowszechnioną formą przemocy w szkołach jest przemoc słowna. Obrażania, poniżania czy wyśmiewania doznało aż 63 proc. uczniów. 33 proc. uczniów doświadczyło przemocy fizycznej w postaci umyślnego przewrócenia lub pobicia, a 7 proc. — przemocy „groźnej”, czyli z użyciem niebezpiecznych narzędzi czy powodującej obrażenia ciała. Rozpowszechnianie kłamstw, odtrącanie i wykluczanie z grupy, a więc manipulowanie relacjami społecznymi dotknęło 41 proc. uczniów. Kradzieży, jako przemocy materialnej, doświadczyło 13 proc. z nich. A jeśli to poszerzyć o wymuszenia pieniędzy i niszczenie rzeczy, to łącznie — 20 proc.
Stosunkowo nowym zjawiskiem, choć mieszczącym się w pojęciu bullyingu, jest cyberprzemoc — przemoc cyfrowa, z użyciem internetu czy telefonów komórkowych. Ma formę nękania, straszenia czy szantażowania przez publikowanie i rozsyłanie kompromitujących lub poniżających kogoś informacji, zdjęć, filmów lub podszywanie się pod kogoś. Wykorzystuje się do tego pocztę elektroniczną, czaty, komunikatory, strony internetowe, blogi, serwisy społecznościowe, grupy dyskusyjne, SMS-y i MMS-y. Takiej przemocy doświadczyło według powyższego badania 19 proc. uczniów.
Przemoc w szkole ma również charakter seksualny. Uczniowie bywają podglądani w toaletach, wbrew ich woli rozbierani, dotykani w intymne części ciała, całowani. Co najmniej jednej z tych form przemocy doświadczyło 14 proc. uczniów, a 3 proc. doświadczyło trzech lub czterech jej form.
9 proc. uczniów doświadczyło dręczenia, czyli wielokrotnej przemocy psychicznej (np. obrażania, wyśmiewania, plotkowania, wykluczania, odtrącania) lub innej wyżej wspomnianej formy. Ofiarami dręczenia częściej padają młodsze dzieci — w podstawówkach 12 proc. uczniów. Niewiele trzeba, żeby stać się ofiarą dręczenia — wystarczy mieć mniej przyjaciół, a więcej wrogów, gorsze oceny, złą sytuację materialną, mniejsze wsparcie ze strony rodziny i znajomych. Częściej dręczeni są chłopcy (25 proc.) niż dziewczęta (12 proc.).
W niektórych szkołach problem agresji i przemocy jest marginalny, a w innych wysoki. Ani wielkość szkoły, ani jej lokalizacja (miasto czy wieś) nie mają tu znaczenia. Generalnie im więcej konfliktów na linii nauczyciel—uczeń, złej atmosfery w szkole, tym więcej przemocy. Im więcej przemocy, tym więcej dręczenia.
Poczynając od roku szkolnego 2006/2007, przez trzy lata badano również 3000 uczniów ze 150 klas z 94 warszawskich gimnazjów oraz 100 wychowanków z kilku warszawskich młodzieżowych ośrodków wychowawczych i socjoterapeutycznych. Wśród gimnazjalistów z form przemocy pierwsze miejsce zajmuje przemoc fizyczna i psychiczna. Na kolejnych miejscach są bójki oraz agresja werbalna wobec nauczycieli. Około jednej trzeciej uczniów klas trzecich z gimnazjów publicznych i około jednej piątej z gimnazjów niepublicznych w ciągu kilku tygodni przed badaniem padło ofiarą przemocy rówieśniczej na terenie swojej szkoły lub w jej pobliżu. Biło się 23 proc. trzecioklasistów z gimnazjów publicznych i 18 proc. z gimnazjów niepublicznych. Przy czym w bójkach grupowych brało udział odpowiednio 15 proc. i 6 proc. uczniów. Aż 25 proc. trzecioklasistów co najmniej raz w roku ubliżało nauczycielowi. Około 12 proc. trzecioklasistów przyznało się do noszenia niebezpiecznych narzędzi takich jak nóż czy kastet, a 2-5 proc. użyło ich w celu wymuszenia. Do udziału w cyberprzemocy (choć jeden raz w roku poprzedzającym badanie) przyznało się około 15 proc. uczniów trzecich klas gimnazjalnych.

Przestępcy z tornistrami

O skali przemocy i agresji w szkołach najczytelniej mówią statystyki policyjne. Liczba przestępstw rośnie. W 2011 roku w szkołach podstawowych i gimnazjach doszło do ponad 28 tys. przestępstw. W porównaniu do roku 2004, kiedy popełniono ich ok. 17 tys., daje to wzrost szkolnej przestępczości o... 62 proc.
Wzrasta też poziom agresji, zwłaszcza u dziewcząt. W latach 1999-2010 liczba dziewcząt do 16. roku życia podejrzanych o bójki i pobicia wzrosła o 169 proc., a liczba chłopców — jedynie o 55 proc. Podobnie w kategorii wiekowej 17-20 lat, gdzie w przypadku młodych kobiet nastąpił wzrost o 34,5 proc, a w przypadku młodych mężczyzn — jedynie o 0,3 proc.
Największą grupę szkolnych zachowań przestępczych w podstawówkach i gimnazjach stanowią rozboje, których liczba w latach 2009-2011 wzrosła aż o 93,4 proc. W mniejszej skali, ale oscylującej wokół 50 proc., wzrosły również przypadki udziału w bójce lub pobiciu i przestępstw narkotykowych. O podobną wartość zmalała natomiast liczba zgwałceń. Zanotowano także nieznaczny spadek kradzieży, choć trzeba pamiętać, że statystyki te nie uwzględniają kradzieży drobnych, poniżej 250 zł, które są jedynie wykroczeniami.
Natomiast w szkołach średnich i zawodowych przestępstw jest już zdecydowanie mniej. W roku 2011 stwierdzono ich zaledwie nieco ponad 2 tys. Z kolei w internatach i bursach w tym samym roku doszło o 1,5 tys. przestępstw.
Według badaczy zjawiska przestępczość wśród nieletnich jest spowodowana przede wszystkim kryzysem rodziny i szkoły, ubóstwem, niepowodzeniami szkolnymi, bezrobociem, piciem alkoholu czy zażywaniem środków odurzających. Nieletni dopuszczają się przestępstw głównie dla zdobycia pieniędzy czy innych korzyści materialnych, żeby zaimponować innym, pod namową, żeby zyskać uznanie grupy rówieśniczej czy na skutek powielania wzorców zachowań oglądanych w domu lub w środkach masowego przekazu.

Programy zaradcze

Zdaniem Dana Olweusa, profesora psychologii z Norwegii, agresję u dzieci rodzą: brak ciepła i bliskich więzi ze strony rodziców, ich przyzwolenie na agresywne zachowania dziecka wobec innych, stosowanie przez rodziców kar cielesnych, którym towarzyszą wybuchy złości i agresji, oraz temperament samego dziecka. Jego zdaniem wychowanie oparte na miłości i zaangażowaniu ze strony rodziców, wyraźne wytyczanie granic zachowań niedozwolonych oraz niestosowanie siłowych metod wychowawczych przyczyniają się do harmonijnego rozwoju dziecka i do wzrostu jego samodzielności.
Olweus opracował ramowy program zapobiegania agresji w szkole. W pierwszej kolejności proponuje on skoncentrowanie się na zachowaniach otwarcie agresywnych lub negatywnych skierowanych przeciw innym uczniom. Na poziomie szkoły Olweus proponuje przykładowe środki zaradcze: prowadzenie ankiet wśród uczniów, lekcje o przemocy w szkole, częstsze interwencje nauczycieli podczas przerw, więcej ciekawych zajęć pozalekcyjnych, telefon zaufania dla uczniów, doskonalenie nauczycieli, rozwijanie współpracy szkoły z domem. Przykładowe środki zaradcze na poziomie klasy to: opracowanie regulaminu klasowego zawierającego normy postępowania zapobiegające przemocy (w tym nagrody i kary), wspólne zajęcia wzmacniające więzi między uczniami, spotkania z rodzicami. Na poziomie jednostki Owelus proponuje: rozmowy ze sprawcami i ofiarami przemocy oraz ich rodzicami, oferowanie pomocy psychologicznej, pomoc w zmianie klasy lub szkoły. O skuteczności tego programu świadczy to, że w ciągu dwóch lat jego realizacji w 42 szkołach w Beren w Norwegii liczba przypadków przemocy zmalała o co najmniej 50 proc., poprawiły się klimat panujący w szkole, porządek i dyscyplina.
W Polsce w 2008 roku rząd zaczął realizować obliczony na lata 2008–2013 program „Bezpieczna i przyjazna szkoła”. Cele programu to m.in.: poprawa bezpieczeństwa w szkołach, zwiększenie wpływu rodziców na życie szkół, zwiększenie umiejętności wychowawczych nauczycieli, indywidualizacja kształcenia uczniów, rozwijanie ich zainteresowań, zwiększenie autonomii uczniów w szkole, wzmocnienie pomocy psychologiczno-pedagogicznej poprzez tworzenie w szkołach punktów konsultacyjnych, przeciwdziałanie agresji i patologii poprzez sport. W programie chodzi o podejmowanie działań wychowawczych polegających na stawianiu granic, ustanawianiu zasad, norm i reguł współżycia społecznego w szkole i konsekwentnym ich przestrzeganiu. Najważniejsza jest jednak przebudowa stosunków panujących w szkołach i tworzenie w nich dobrego klimatu społecznego. Najpierw zaleca się podejmowanie działań wychowawczych, a dopiero potem karanie i dyscyplinowanie. Tego rodzaju zmiany muszą być oparte na takim modelu szkoły, w którym program wychowawczy oparty będzie na dialogu, zaufaniu, tolerancji i szacunku.

Bądź czujny i reaguj

Jednak programy programami — w jednych miejscach realizowane są lepiej, w innych gorzej — ale najważniejsze są porady praktyczne. Te można odnaleźć chociażby na stronie internetowej programu „Szkoła bez przemocy”. Oddajmy głos autorom programu:
„Niektóre dzieci ukrywają swój problem. (...) może nie chcą Cię zmartwić, albo wstydzą się, że nie potrafią sobie same poradzić i wina tkwi w nich samych. Takie dziecko najczęściej nie lubi szkoły. Rano przed wyjściem skarży się na bóle głowy, gardła, brzucha, na gorączkę. Jeśli zauważysz takie objawy u swojego dziecka, zastanów się, czy powodem nie jest prześladowanie w szkole. (...) Obserwuj zachowania dziecka i zawsze reaguj, gdy Twoje dziecko:
•   nie chce wychodzić z domu albo wychodzi bardzo późno lub bardzo wcześnie
•   wraca ze szkoły później, okrężną drogą
•   wraca po lekcjach ze zranieniami i siniakami
•   ma podarte ubranie
•   znajdujesz zniszczone podręczniki i przybory szkolne
•   prosi Cię o ponowne kupienie „zgubionych” (zabranych lub ukradzionych) przedmiotów
•   często „gubi” pieniądze i prosi o drobne na „składkę”
•   nie chce brać do szkoły drugiego śniadania albo bierze dużo więcej niż zwykle
•   prosi o „załatwienie” zwolnienia z WF
•   kłóci się ze swoimi przyjaciółmi
•   jest ciche, izoluje się
•   jest agresywne w stosunku do innych domowników, np. rodzeństwa
•   ma gorsze wyniki w nauce
•   opuszcza pojedyncze lekcje lub wagaruje
•   ma problem ze snem lub senne koszmary, płacze w nocy
Jeśli zauważysz u dziecka wyżej wymienione zachowania, porozmawiaj z nim. Zadaj kilka prostych pytań:
•   Co robiło dzisiaj w szkole?
•   Co robiło podczas długiej przerwy?
•   Czy robiło coś, co mu się szczególnie podobało?
•   Czy robiło coś, co mu się nie podobało?
•   Czy jest jakaś lekcja, której nie lubi?
•   Czy jest ktoś w szkole, kogo nie lubi i dlaczego?
•   Czy czeka, aby iść jutro do szkoły?”1.
Autorzy nie radzą reagować zbyt ostro, a zwłaszcza samemu wymierzać kary sprawcy. Nie należy też — piszą — obwiniać szkoły i nauczycieli, gdyż skoro rodzice nie wiedzieli o prześladowaniu dziecka, szkoła pewnie też nie wiedziała. Dobrze jest zwrócić się ze sprawą do wychowawcy lub pedagoga szkolnego. Nie należy obwiniać dziecka, że nie wiedziało, jak sobie poradzić z prześladowaniem, albo że o tym nie powiedziało rodzicowi. Należy je raczej zapewnić, że zrobi się wszystko, aby mu pomóc, i nie dopuści się do podobnych sytuacji w przyszłości.              
Oprac. A.S.

1 http://www.szkolabezprzemocy.pl/1096,poradnik [dostęp: 17.12.2013].

[Opracowano na podstawie: Agresja i prze­moc w szkołach, Kancelaria Senatu, Warsza­wa 2012; Stanisław Orłowski, Mobbing i bullying w szkole: charakterystyka zjawiska i programy zapobiegania, Ośrodek Rozwo­ju Edukacji; www.szkolabezprzemocy.pl].

 Znaki Czasu styczeń 2014 r. 

JAK PIĆ TO DO DNA

Jakże często słyszałem teksty w stylu: „No chodź, tylko na jedno piwo. Co, z nami się nie napijesz?”. Ponieważ zawsze miałem problemy z asertywnością, więc ulegałem głupim namowom. Dobrze, że nikt nie proponował mi prochów, bo zapewne już dawno bym się uzależnił.
Czytając gazety albo oglądając wiadomości, praktycznie codziennie słyszy się o napa-
dach, wypadkach samochodowych, w których giną ludzie, czy o zdemoralizowanej młodzieży. Wiele mówi się o tym, co się stało i jaką karę poniesie sprawca (oj, tak, uwielbiamy spekulować i osądzać szybciej niż sąd), zamiast o motywach i przyczynach tragedii. Często jest to alkohol. Ale przecież alkohol nie prowadził samochodu! To człowiek wsiadł za kierownicę po zakrapianej kolacji i zabił dziecko na przejściu. To człowiek zgwałcił własną córkę, a nie pół litra, które wcześniej wypił!
Przebywając osiem lat w więzieniu, zetknąłem się z osobami odsiadującymi wyroki za przeróżne przestępstwa. O każdej można by napisać oddzielny artykuł, lecz dziś chciałbym skupić się tylko na kilku z nich.

Andrzej

W zakładach karnych przebywał już jedenaście razy. Ostatnio miał najdłuższą w życiu przerwę między przestępstwami, bo aż czternaście lat. Natomiast najkrótsza trwała zaledwie osiem godzin. Wyszedł wtedy na warunkowe zwolnienie i tuż za bramą zakładu ukradł „malucha”, aby wrócić do domu. Wrócił, ale do więzienia. Najbardziej zastanawiające jest to, że przeważnie nie pamiętał, kiedy i za co go aresztowano. Po prostu zawsze był tak pijany. Kilka razy włamał się do domów, altanek albo komórek i zwyczajnie w nich zasnął. Nie miał przy tym żadnego uzasadnienia na swoje włamania ani żadnych korzyści. Zarabiał całkiem dobrze, bo był cenionym i solidnym budowlańcem. Jednak gdy się napił… Kiedyś napadł na milicjanta (to było dawno temu), aby ratować swojego kolegę, którego — tak mu się wydawało — mundurowy chce aresztować. Dzień później okazało się, że kolega szedł z dzielnicowym podpisać tylko dozór, bo był na warunkowym zwolnieniu. I tak Andrzej zbierał kolejne wpisy w kartotece i kolejne tatuaże więzienne na ciele. Ostatnie czternaście lat unikał konfliktów z prawem, bo nie pił i… zaczął czytać Biblię. Jak sam twierdzi, „wstyd by mu było zrobić coś głupiego przed Bogiem”. Niestety, zdarzały się i słabsze dni. Andrzej dał się namówić na „jednego”. Wracał wtedy samochodem do domu polną drogą i jak z podziemi zatrzymał go patrol. Później były jeszcze dwa takie przypadki i łącznie zebrały się prawie cztery lata.

Robert

Za spowodowanie wypadku, podczas którego zginęły jego narzeczona i jej matka, Robert dostał siedem lat. Twierdzi, że nie zależy mu na warunkowym wyjściu, bo musi ponieść karę. Nigdy nie miał prawa jazdy, choć stale jeździł samochodem po wiosce. Wszyscy o tym wiedzieli, lecz „przecież nikomu nic nie zrobił i zawsze uważał”. Tego dnia, w niedzielę, wypił ze dwa piwa rano, bo kiepsko czuł się po sobotniej imprezie. Przyszła teściowa zaprosiła go na obiad, więc pojawił się z winem. W końcu nie wypada przychodzić z pustymi rękami. Taka tradycja. Po posiłku kobiety poprosiły Roberta, czy mógłby podwieźć je na cmentarz. Na rozprawie nawet sędzia stwierdziła, że bardzo dosłownie potraktował i zrealizował ich prośbę. Choć prędkość nie była zbyt duża, to uderzenie prawą stroną w drzewo i brak zapiętych pasów u pasażerów okazało się śmiertelne w skutkach. Robert nie może pogodzić się z jednym: dlaczego osoby z prawem jazdy dostają takie same kary, jak ci bez uprawnienia? Przecież ktoś, kto chodzi na kurs, wie, że nie wolno jeździć po pijaku, a on teoretycznie tego nie wiedział. Dziwi się też, że wcześniej nikt nie reagował, gdy wielokrotnie popisywał się przed sklepem. Może wtedy nikt by nie zginął? Robert wierzy, że jest Bóg, ale jego to nie dotyczy.

Adam

Lubił pić. Nie może doczekać się dnia, w którym opuści więzienie i się napije. Nie ma znaczenia czego: piwa, wina, wódki czy czystego spirytusu. Byle dużo i mocne. Zaczął pić, gdy stracił pracę. Popadł w typowy wir użalania się nad sobą. Miał dużą odprawę, więc i z początku kolegów było sporo. Z czasem pieniądze się skończyły, sponsorów brakowało, a pić się chciało. Sprzedał mieszkanie po matce i wylądował na melinie. Sypiał tam, gdzie upadł, pił to, co najtańsze. Trzy lata temu, latem, ocknął się w jakiejś szopie, gdy kilku policjantów zakładało mu kajdanki. Pamięta tylko, że mówili coś o morderstwie, o usiłowaniu gwałtu. Oficjalne zarzuty usłyszał dopiero po dwóch dniach, gdy „doszedł” do siebie i nadawał się na dowiezienie do sądu. Niedoszła ofiara na szczęście przeżyła, więc zmieniono kwalifikację czynu. Adam twierdził, że jest niewinny, że nic nie pamięta, że od kilku dni pił na działce z kolegą. To by było nawet rozsądne alibi, gdyby tylko kolega stawił się w sądzie i mógł zeznawać. Niestety jedyny świadek zapił się na śmierć jeszcze przed przesłuchaniem. Ale to jeszcze nic, bo pokrzywdzona popełniła samobójstwo. Teraz co prawda nikt nie mógł zeznać przeciw niemu, ale też nikt na jego korzyść. I tak Adam odsiaduje dwanaście lat, nawet nie wiedząc, czy jest winny. Pamięta tylko, że pił.

Eryk

Mając szesnaście lat, Eryk co niedzielę chodził do kościoła. Bo tak kazali mu rodzice. Dostawał lanie, a raczej był regularnie bity przez ojca, gdy zamiast na mszę szedł pograć w piłkę. Uczył się dość przeciętnie, lecz nie miał nigdy problemów z promocją do następnej klasy. Jednak rok przed maturą nie zdał. Wtedy pierwszy raz poszedł do ojca i wyznał mu, że sport jest dla niego bardzo ważny, nawet bardziej niż szkoła. Minął tydzień, a siniaki nadal nie schodziły. Po dwóch Eryk odważył się wyjść z domu. Właśnie wtedy, w wieku siedemnastu lat, pierwszy raz się upił. Nie wrócił do domu ze strachu przed ojcem. Spał u kolegi. Następnego dnia znów sięgnął po alkohol. Tym razem poczuł się tak silny, że razem z przyjacielem poszli do domu Eryka. Ojciec nie zdążył go uderzyć. Kilka ciosów nożem, kopniaki od wysportowanych młodzieńców i razy zadawane pięściami po głowie. Zmarł praktycznie od razu. Chłopcy przeszukali mu kieszenie, zabrali trochę pieniędzy i kosztowności i poszli do sklepu po zakupy. Humor im dopisywał, bo przecież były wakacje, a oni właśnie kupili piwo, wódkę, napoje i zapowiadała się niezła impreza. Usiedli na murku przed blokiem i nagle zaczęli kojarzyć, że w domu leżą zwłoki ojca, więc trzeba… pomyśleć o innym lokalu! Na dłuższe plany nie było jednak czasu, a o lokum dla Eryka i kolegi zatroszczyła się policja. Z akt sprawy dowiedzieli się, że byli tak pijani, iż nawet nie zauważyli, że ich ubrania i banknoty, którymi płacili, były całe we krwi. Matka Eryka od trzynastu lat jest pod opieką psychiatrów — po tym, gdy znalazła zwłoki męża w domu. Obaj sprawcy dostali po dwadzieścia pięć lat, z czego Eryk bez możliwości warunkowego zwolnienia. Teraz pracuje w więzieniu i udziela się charytatywnie.
* * *
Zastanawiacie się pewnie, gdzie w tych autentycznych ludzkich historiach jest Bóg i po co o tym piszę? A mianowicie po to, aby pokazać, jak istotne jest wychowanie i życie w zgodzie z naukami Biblii. Każdej z tych tragedii można było zapobiec, przekazując dzieciom odpowiednie wartości i stwarzając im kochający dom. Wszędzie też był obecny alkohol — czy to stale, czy okazjonalnie. Może to zabrzmi zbyt górnolotnie, lecz zastanawiam się, czy zrezygnowanie z alkoholu w domu nie jest jednoznaczne z darowaniem komuś życia. Ot, takie hasło: ja nie piję — ty żyjesz. Jezus przyszedł na świat, aby zbawić ludzi, aby dać im lepsze życie. My, jako Jego naśladowcy, też powinniśmy przyczyniać się do życia, a nie zabijać. Nawet pośrednio i profilaktycznie — poprzez odstawienie alkoholu. Sami możemy nie dać rady, ale z Jezusem wszystko jest możliwe.
I tu właśnie jest Bóg.   
Michał Leśniak 
Znaki Czasu styczeń 2014 r. 

ALKOHOLOWE MITY

W Polsce pije około 20 milionów ludzi, uzależnionych jest ponad milion Polaków. Tylko 5 proc. alkoholików to osoby z tzw. marginesu społecznego, reszta to przedstawiciele wszystkich możliwych grup zawodowych i społecznych. 5 milionów Polaków pije nałogowo, tzn. często i dużo, większość z nich to ludzie młodzi w wieku 21-39 lat. Każda z tych osób wypija rocznie 40 litrów czystego spirytusu.
Na statystycznego Polaka przypada rocznie 13,6 litra czystego alkoholu
Według raportu:
Ekonomiczne aspekty skutków picia alkoholu w Europie i Polsce pod względem picia znajdujemy się w europejskiej czołówce. Spada średnia wieku uzależnionych. Dr Piotr Kapszewicz, od lat leczący ludzi uzależnionych, podkreśla, że jeszcze niedawno średnia wieku wynosiła 40 lat, dziś to 25-30 lat. Jak wynika z badań, osoby nadużywające alkoholu żyją średnio o 10-22 lat krócej.
O szkodliwości wódki każdy — czy pije, czy nie — zazwyczaj dobrze wie. Gorzej ze „szlachetnym” winem czy „płynnym chlebem”, jak niektórzy określają piwo. Wokół alkoholu narosło wiele mitów, a jakie są fakty?

Czerwone wino zapobiega chorobom serca. To prawda, tyle że to zbawienne działanie zawdzięczamy nie alkoholowi, lecz składnikom zawartym w winogronach. Polifenole chronią naczynia krwionośne przed miażdżycą, a najwięcej jest ich w skórce i pestkach winogron (usuwanych przy produkcji białego wina). Alkohol zawarty w winie podnosi natomiast poziom trójglicerydów, co prowadzi do podwyższenia poziomu cholesterolu we krwi. Bezalkoholowy sok gronowy ma więc wszystkie korzyści czerwonego wina, ale bez ujemnych skutków, jakie niesie alkohol. Nawet bardzo małe (10-20 g alkoholu), ale regularne dawki czerwonego wina prowadzą do nadciśnienia i uszkodzeń wątroby. Ponadto czerwone wino zawiera ogromne ilości histaminy, która wywołuje zakatarzenie i podrażnienie śluzówki zatok. A ponieważ ma ona poważny wpływ na krążenie krwi, dlatego prawdopodobnie przyczynia się do ataków migren — podkreśla dr Neal Bernard w książce Foods that Fight Pain poświęconej wpływowi diety na choroby. American Heart Association nie zaleca picia czerwonego wina jako środka obniżającego ryzyko chorób serca.

Piwo i wino nie uzależnia. To jeden z najbardziej rozpowszechnionych mitów dotyczących alkoholu. We wszystkich napojach alkoholowych jest zawarta ta sama substancja chemiczna — alkohol etylowy, a różnica polega jedynie na jego stężeniu. Mechanizmy uzależnienia działają więc tak samo. Dla przykładu: połowa członków ruchu Anonimowych Alkoholików w Stanach Zjednoczonych to piwosze. Z kolei słynąca z picia dużych ilości wina Francja ma bardzo wysoki wskaźnik zachorowalności na marskość wątroby. Alkohol jest szczególnie groźny dla nastolatków. Osoby pijące przed 15. rokiem życia czterokrotnie częściej uzależniają się później od alkoholu. Piwko dziennie dla młodego człowieka oznacza nieodwracalne zaburzenia hormonalne. Picie alkoholu hamuje u nastolatków wzrost i rozwój emocjonalny, opóźnia dojrzewanie i trwale zaburza logikę myślenia, koncentrację i zapamiętywanie.

Alkohol ułatwia trawienie. Nie może tego robić choćby dlatego, że uszkadza błonę śluzową przewodu pokarmowego i prowadzi do upośledzenia wchłaniania niezbędnych składników odżywczych, głównie witamin (zwłaszcza B1) i białek. Obfity posiłek popijany alkoholem może być zabójczą kombinacją dla kogoś o zwężonych naczyniach wieńcowych i doprowadzić do ataku serca. Ponadto alkohol zaburza perystaltykę jelit, a na dłuższą metę prowadzi do stłuszczenia wątroby i zwłóknienia trzustki. Chorobę wątroby powoduje np. dwunastodniowy cykl picia po 150 g czystego alkoholu dziennie. Umiarkowane picie nie spowoduje marskości wątroby, ale doprowadzi do innej uciążliwej choroby — ostrego zapalenia trzustki, ostrzega dr Vernon W. Foster, członek Służby Zdrowia Publicznego USA, konsultant resortów zdrowia kilku krajów.

Koniaczek na serce i rozgrzewkę. Niewielkie dawki alkoholu nie przyspieszają, jak sądzono do niedawna, czynności serca i nie rozszerzają naczyń krwionośnych zaopatrujących mięsień sercowy w krew, natomiast wzrost stężenia alkoholu we krwi doprowadza do zwężenia tych naczyń, a więc do niedotlenienia mięśnia sercowego. Zatem koniak nie rozszerzy naczyń przy chorym sercu, a przy zdrowym działania profilaktycznego nie ma. Alkohol natomiast podwyższa ciśnienie, a takie wahania ciśnienia krwi u osób starszych, dotkniętych miażdżycą naczyń, mogą prowadzić do krwotoków mózgowych. W większych dawkach alkohol niszczy mięsień sercowy, prowadząc do arytmii, stłuszczenia i powiększenia. Alkohol daje poczucie „rozgrzewki”, ponieważ rozszerza naczynia powierzchowne, powodując przemieszczanie się krwi z narządów wewnętrznych. To trwa jednak krótko — ciepło wyparowuje przez skórę, a schłodzona krew przemieszcza się do wnętrza organizmu, co przy niskich temperaturach prowadzi do znacznie szybszego wyziębienia.

Alkohol rozjaśnia umysł. Na uniwersytecie medycznym w Atlancie w USA przeprowadzono badania nad wpływem alkoholu na percepcję. Ci sami studenci otrzymali dwa podobne testy, ale przed drugim podano im po kilka lampek wina. Wszyscy ocenili, że drugi egzamin wypadł im znacznie lepiej niż pierwszy, tymczasem w rzeczywistości było odwrotnie. Pod wpływem alkoholu człowiek zmienia wyobrażenie o sobie, bowiem zostaje uśpiony „wewnętrzny cenzor”. Nawet mała dawka alkoholu otępia umysł człowieka. Badania kierowców na czułej aparaturze diagnostycznej wykazały, że czas ich reakcji wydłużał się od 50 do 100 proc! Co gorsza, prof. anatomii M.H. Knixeley z Uniwersytetu Medycznego Południowej Karoliny w Charleston dowiódł, że alkohol powoduje tzw. aglutynację czerwonych ciałek krwi. Prowadzi to do niedotlenienia tkanek, w tym nerwowej, która nie posiada zdolności regeneracyjnych. To oznacza, że uszkodzenie mózgu rozpoczyna się wraz z wypiciem pierwszego kieliszka. Za każdym toastem tracimy więc pewną liczbę komórek, które nie mogą być odtworzone!

Alkohol wzmaga odporność organizmu. Jest zupełnie odwrotnie. Osoby nadużywające alkoholu częściej zapadają na infekcje. Picie alkoholu zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworów. Z przeglądu badań opublikowanego w „Journal of the Natinonal Cancer Institute” wynika, że im większe spożycie alkoholu, tym większe o 29 proc. ryzyko raka jamy ustnej, o 22 proc. raka przełyku, o 44 proc. raka krtani, o 10 proc. raka odbytu, o 24 proc. raka wątroby, o 12 proc. raka piersi. Z kolei brytyjskie badania poświęcone problematyce nowotworów złośliwych wykazały, że ryzyko raka piersi dla kobiet wzrasta o 6 proc. dla każdego dodatkowego drinka wypijanego zwykle codziennie. Najbardziej zagrożone są kobiety starsze. Naukowcy przewidują, że jeśli będzie wzrastać konsumpcja alkoholu, można się spodziewać wzrostu liczby przypadków raka piersi.
K.S Znaki Czasu styczeń 2014 r.  Zapraszam na bloga www.tajemnicebiblii.blogspot.com.
              
   

OD WÓDKI ROZUM KRÓTKI

Niedawny przypadek pewnego posła, który nad ranem po pijanemu awanturował się z policją, a nawet — jak twierdzi — został pobity, dowodzi, że alkohol prędzej czy później każdemu wyjdzie bokiem.
Pismo Święte w wielu miejscach ostrzega przed piciem alkoholu i przykrymi skutkami
tego nawyku. Adresatami ostrzeżenia są wszyscy, ale liderzy życia społecznego w szczególności.
Najpełniej skutki picia opisuje Księga Przypowieści: „U kogo jest kłótnia? U kogo skarga? Kto ma rany bez powodu? Kto ma zaczerwienione oczy? Ci, którzy do późna przesiadują przy winie (...). Nie patrz na wino, jak się czerwieni, jak się skrzy w pucharze i lekko spływa do gardła. Bo w końcu ukąsi jak wąż, wypuści jad jak żmija. Twoje oczy oglądać będą dziwne rzeczy, a twoje serce mówić będzie opaczne słowa (...). Bili mnie, a wcale nie bolało, tłukli mnie, a nic nie czułem. Jak tylko wytrzeźwieję, znów do niego wrócę”1.
Skutki fizyczne tu opisane to przekrwienie oczu, halucynacje, przywidzenia, bełkotliwa mowa. Ale to nie wszystko. Pijany staje się kłótliwy, agresywny, a przez to naraża się — niejako na własne życzenie — na pobicie i zranienia, co jest o tyle niebezpieczne, że w czasie upojenia może nie odczuwać bólu.
Bezsprzecznie picie alkoholu wpływa negatywnie na relacje z innymi ludźmi, choć paradoksalnie początkowo może się wydawać, że je ułatwia. Ostrzeżenie jest jasne: „Wino — to szyderca, mocny trunek — to wrzaskliwa kłótnia; i nie jest mądry, kto się od niego zatacza”2.
Picie alkoholu może również doprowadzić człowieka do zachowań urągających jego godności. Prorok Izajasz opisuje pijanego, który „tarza się w swoich wymiocinach”3.
Wpływ alkoholu na ciało to jedno, ale bodaj jeszcze gorszy jest wpływ na umysł. Nasze polskie powiedzenia: od wódki rozum krótki i od piwa głowa się kiwa — wyrażają to, co już wieki temu głosił prorok Ozeasz: „Wino i moszcz odbiera rozum”4. Alkohol przytępia zdolność do oceny moralnej zachowań własnych i cudzych. Pod jego wpływem człowiek jest zdolny robić rzeczy, których nigdy nie zrobiłby na trzeźwo, i to samo akceptować u innych. Dlatego Biblia ostrzega przed winem, „które powoduje rozwiązłość”5, a nawet mówi wprost: „wino, które piją, to gwałt”6. A biesiadowanie i towarzyszące mu pijaństwo jednoznacznie kojarzy z rozpustą i rozwiązłością7.
Dlatego w dłuższej perspektywie pijący alkohol muszą się liczyć z zawaleniem się całego ich życia, również pod względem ekonomicznym. „Biada tym, którzy od wczesnego rana gonią za trunkiem, których do późnego wieczora rozpala wino”8. „Popada w nędzę, (...) kto lubi wino”9. „Nie bywaj wśród upijających się winem lub obżerających się mięsem, gdyż pijak i żarłok ubożeją, a ospali chodzą w łachmanach”10.
W szczególny sposób przed piciem alkoholu Biblia ostrzega przywódców, zarówno politycznych, jak i religijnych. „Królom (...) nie wypada pić wina albo książętom pragnąć mocnego napoju, aby przy piciu nie zapomnieli ustaw i nie naginali prawa wszystkich ubogich”11. „(...) kapłan i prorok chwieją się od mocnego napoju (...) podczas prorokowania, zataczają się podczas wyrokowania”12. Zwłaszcza do tych ostatnich kierowane było bardzo zdecydowane ostrzeżenie: „Wina i mocnego napoju nie pijcie ani ty, ani synowie twoi z tobą, gdy będziecie wchodzić do Namiotu Zgromadzenia [świątyni — dop. O.D.], abyście nie pomarli. Jest to przepis wieczny dla waszych pokoleń”13.
Amatorzy wina i czegoś mocniejszego mogą oczywiście powiedzieć, że to zalecenia ze Starego Testamentu, dla Żydów i ich dawnych kapłanów, i że tamtej żydowskiej świątyni już od dawna nie ma, więc dziś chrześcijan ten ostatni przepis nie obowiązuje... Błąd. Obowiązuje, bo świątynia Boża nadal jest — tyle że w niebie, i cały czas pełniona jest w niej służba. Nowy Testament uczy, że „mamy takiego arcykapłana [Jezusa Chrystusa — dop. O.D.], który usiadł po prawicy tronu Majestatu w niebie, jako sługa świątyni i prawdziwego przybytku, który zbudował Pan, a nie człowiek”14. Chrześcijanie są zapraszani, by duchowo uczestniczyć w tej służbie, bo „przez krew Jezusa mamy wstęp do świątyni”15. Wyznawcy Chrystusa są nawet nazwani „królewskim kapłaństwem”16. Są więc w sensie symbolicznym i kapłanami, i królami — przedstawicielami na ziemi Króla królów, i jako takim nie wypada im pić alkoholu. Dlatego też apostoł Piotr kończy swój Pierwszy List wezwaniem: „Bądźcie trzeźwi!”17.         
Olgierd Danielewicz

1 Prz 23,29-35. 2 Prz 20,1. 3 Iz 19,14. 4 Oz 4,11. 5 Ef 5,18. 6 Prz 4,17. 7 Zob. Rz 13,13. 8 Iz 5,11. 9 Prz 21,17. 10 Prz 23,20-21. 11 Prz 31,4. 12 Iz 28,7. 13 Kpł 10,9. 14 Hbr 8,1-2. 15 Hbr 10,19. 16 1 P 2,9. 17 1 P 5,8.
 Znaki Czasu styczeń 2014 r. 

CUDOWNY DORADCA

Coach to trener osobistego rozwoju. Pomaga klientowi w procesie doskonalenia się i odkrywania własnych możliwości. Jest doradcą. Jego usługi nie są tanie — opłata za jedno spotkanie może sięgać nawet półtora tysiąca złotych. Tymczasem Coach coachów proponuje doradztwo bezpłatne. Oferta dostępna dla wierzących.
Coaching oparty jest na zaufaniu do trenera. Coach nie pełni jednak roli psychologa. Nie
rozkłada na czynniki pierwsze przeszłości, ale skupia się na stanie obecnym i przyszłości. Stawia odpowiednie pytania naprowadzające klienta na rozwiązanie. Pokazuje mu, że do każdego problemu może podejść z innej niż dotychczas strony. Coach zmusza go do wyjścia z kolein, schematów, w których dotychczas tkwił. Klient uczy się jednocześnie mechanizmów rozwiązywania problemów, kreatywności i otwartości na nowe rozwiązania.

Burza mózgu

Coaching nie nadaje się dla klientów niemających kompetencji w dziedzinie, nad którą mają pracować. To metoda, która przyjęła za cel wspieranie mistrzostwa. Zadanie coacha polega na wydobyciu tych umiejętności, które pracownik zwykle ma, ale nie umie z nich w pełni korzystać. Osobisty trener pomaga wyznaczyć cele, ustalić, co jest dla pracownika ważne w życiu, jakie ma priorytety, jak może się spełniać zawodowo i osiągnąć sukces. Są też osoby, które szukają u coacha sposobów na poprawienie ogólnej jakości życia, bo nie mogą znaleźć równowagi między pracą, domem i samym sobą. Mówią na przykład: jestem prezesem, wybitnym muzykiem, tylko żona się ode mnie wyprowadziła. Coach nie powinien czy nie ma nawet prawa nic sugerować. On może tylko pytać o różne rzeczy, a celem tych pytań jest budzić wątpliwości. Człowiek sam często wie, co jest dobre, a co złe. Coach zadaje pytania niewygodne, na przykład: ile jeszcze czasu będziesz krzyczał na dziecko, żeby zyskać jego miłość? Reakcja może będzie agresywna, klient może nawet wyjdzie ze spotkania, ale procesy, które właśnie uruchomiły się w jego mózgu, są nieodwracalne. Dobry coach jest przyjacielsko bezpardonowy. Jego praca jest oparta na prowokacji i konfrontacji. I szacunku oraz miłości do ludzi. Świeci latarką w głowie klienta, by ten patrzył i mówił, co widzi, a potem postanowił, czy i co chce zrobić. Jest niewerbalnym generatorem energii i werbalnym generatorem pytań. Ale tak naprawdę klient pracuje sam ze sobą1.

Piramida priorytetów

W Piśmie Świętym znajdują się takie oto słowa: „Ja, Jahwe, twój Bóg, uczę cię tego, co ci wyjdzie na dobre, prowadzę cię drogą, którą masz iść”2. „Pouczę ciebie i (…) będę ci służył radą, a oko moje spocznie na tobie”3. Pan Jezus powiedział o sobie: „Ja jestem drzwiami; jeśli kto przeze mnie wejdzie, zbawiony będzie i wejdzie, i wyjdzie, i pastwisko znajdzie. (...) Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały. Ja jestem dobry pasterz”4. Zaś Apostoł Paweł pisał: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki”5. Kto, kiedy i gdzie pierwszy wylansował pogląd, iż Bóg zainteresowany jest tylko doprowadzeniem nas do bram życia wiecznego? Że skoro ta nasza ziemska egzystencja jest marnością nad marnościami, to nie warto przywiązywać do spraw egzystencjalnych jakiejkolwiek wagi, bo sam Jezus również o to nie dbał. Nie miał przecież rodziny ani nie wykonywał żadnej pracy zarobkowej. Duży wpływ na propagowanie tego błędu mieli zapewne założyciele rozmaitych zakonów głoszących wyższość ubóstwa i ascezy, a nawet żebractwa nad zajmowaniem się rzemiosłem lub inną pracą fizyczną. Jednak pierwsi chrześcijanie i wielcy przywódcy reformacji etos pracy postawili na należnym mu miejscu6. Czy nie jest znamienne to, że w krajach, gdzie protestanci stanowią większość, dobrobyt i PKB są zwykle najwyższe?7. Tak, Bóg jest bardzo zainteresowany tym, abyśmy w tym doczesnym życiu obfitowali w dary duchowe, ale pragnie również obdarzyć nas tymi, które umożliwią nam wszelki inny sukces. I skoro jest On wciąż taki sam, to tak jak dla biblijnych bohaterów, patriarchów, proroków i królów, i dla nas pragnie być „trenerem rozwoju osobistego”.

Metoda przypadku

Usługi coachingu nie należą do tanich. Za jedno spotkanie trzeba zapłacić od 800 do 1500 złotych. Boże doradztwo także ma swą „cenę”. „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje, i że nagradza tych, którzy go szukają”8. Ci, którzy do Boga przystępują, muszą również być „oczyszczeni w sercach od złego sumienia” i gotowi porzucić koleiny i schematy myślowe, w których dotychczas tkwili. Bo „myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje — mówi Pan — lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze”10.
„Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie”11 — mówi Jezus, a Jego zaproszenie jest wciąż aktualne. Być może jesteś szefem firmy, która nie prosperuje tak jak dawniej. Frustracja, nerwy i lęk przed bankructwem spędzają ci sen z powiek. Zwróć się w pokornej i wytrwałej modlitwie do Boga, a On poda ci najlepsze rozwiązanie. Jeśli nie dla firmy, to dla twych życiowych wyborów. Czy jesteś wykorzystywanym do granic możliwości pracownikiem korporacji? Szukaj całym sercem Boga. On zna twe problemy i natchnie cię najlepszym z możliwych pomysłem, aby im zaradzić. Jesteś samotnym rodzicem? W pracy odnosisz sukcesy, ale w domu już nie — wychowujesz zbuntowanego nastolatka i zupełnie nie wiesz, jak z nim rozmawiać? Zaufaj Jezusowi. On był i jest specjalistą od trudnych przypadków. A może jesteś człowiekiem, który czuje, że dni i lata przeciekają mu przez palce i męczy go jakieś ogólne poczucie niespełnienia? To też jest dobry powód, aby u Boga szukać nowych pomysłów na życie, Przecież „jeśli komu z was brak mądrości, niech prosi Boga, który wszystkich obdarza chętnie i bez wypominania, a będzie mu dana”12. Kimkolwiek jesteś, pozwól, aby to Duch Święty poświecił ci ową latarką w głowie i wskazał cel i sens twego istnienia. Naucz się polegać na swym Stwórcy, a On zakryje twe „błędy młodości”, poukłada priorytety oraz pomoże naprawić zerwane więzi. Z Nim samym i z twymi bliskimi. Pomyśl, komu może bardziej zależeć na tobie niż Temu, który wykupił cię od przekleństwa wiecznej śmierci, stając się na jeden dzień ucieleśnieniem twych wszystkich win.
„Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia wino i mleko! Czemu macie płacić pieniędzmi za to, co nie jest chlebem, dawać ciężko zdobyty zarobek za to, co nie syci? Słuchajcie mnie uważnie, a będziecie jedli dobre rzeczy, a tłustym pokarmem pokrzepi się wasza dusza! Nakłońcie swojego ucha i pójdźcie do mnie, słuchajcie, a ożyje wasza dusza, bo ja chcę zawrzeć z wami wieczne przymierze, z niezłomnymi dowodami łaski okazanej niegdyś Dawidowi!”13. „I nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju”14.         
Beata Frańczak

1 Coaching, dodatek do „Newsweeka”, czerwiec 2012. 2 Iz 48,17. 3 Ps 32,8. 4 J 10,9-10. 5 Hbr 13,8. 6 Ap 18,3. 7 http://polonia.wp.pl/title,Najlepsze-miejsce-do-zycia-Finlandia,wid,12587948,wiadomosc.html?ticaid=111b14. 8 Hbr 10,32. 9 Iz 55,8-9. 10 Iz 55,8-9. 11 Mt 11,28. 12 Jk 1,5. 13 Iz 55,1-3. 14 Iz 9,5.

 Znaki Czasu styczeń 2014 r. 

PRAWO WOLNOŚCI (1)

Miłość jest najlepszą i najwłaściwszą motywacją dla przestrzegania Bożych przykazań.
Które z przykazań jest najważniejsze? Ktoś zadał to pytanie Jezusowi, który odpowiedział, cytując Pięcioksiąg
Mojżeszowy: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej. To jest największe i pierwsze przykazanie”1. Miłość jest najlepszą i najwłaściwszą motywacją dla przestrzegania przykazań.
Początkowe przykazania dekalogu mówią o właściwym stosunku człowieka do Boga. Przestrzeganie ich bez miłości i wdzięczności do Boga prowadzi jedynie do legalizmu. A legalizm hołubi ludzkie ego pod pozorem służenia Bogu, a zatem jest formą bałwochwalstwa, podczas gdy naszym powołaniem jest wielbienie Boga.

Dziesięć przykazań czy słów?

Wprowadzeniem do dziesięciu przykazań są słowa: „Ja jestem Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli”2. Ten zwrot jest fundamentem, bez którego przykazania są zawieszone w próżni3. Słowa „Bóg twój” świadczą o Bożym pragnieniu, aby mieć z nami osobiste relacje. W każdym przykazaniu użyto liczby pojedynczej, gdyż Bóg zwraca się w nich indywidualnie do każdego z nas.
Bóg objawił się na górze Synaj w majestacie Prawodawcy, ale zarazem jako miłosierny Obrońca i Przewodnik swego ludu. Warto zauważyć, że najpierw wyprowadził Izraelitów z niewoli w Egipcie i obdarzył ich wolnością, a dopiero wtedy nadał im prawo. Tylko wolny człowiek może żyć zgodnie z prawem wolności. Dekalog opisuje powinności człowieka wolnego wobec Stwórcy i wobec bliźniego.
Każdemu z nas Bóg oferuje zbawienie oraz prawo wolności. Tak są nazwane przykazania w Nowym Testamencie4. Między innymi dlatego, że prawo wolności uwalnia nas z niepewności co do niewłaściwych myśli i postępowania. Pokazuje, gdzie jesteśmy brudni, ale kieruje do Zbawcy, u którego możemy znaleźć przebaczenie i oczyszczenie: „Tak więc zakon był naszym przewodnikiem do Chrystusa, abyśmy z wiary zostali usprawiedliwieni”5.
Przykazania są prawem wolności, o ile przestrzegamy ich z wdzięczności i miłości za zbawcze dzieło Boga. Tak postępuje człowiek uwolniony z duchowego Egiptu6. Strzeże przykazań i naucza ich innych. Jezus zwrócił uwagę, że motywacją i fundamentem dla przestrzegania prawa Bożego jest miłość do Boga i bliźniego: „Na tych dwóch przykazaniach opiera się cały zakon i prorocy”7.
Prawa dekalogu wydają się prostymi zakazami i nakazami, dlatego niejednemu wydaje się, że jak zaciśnie zęby, może być bezgrzeszny niczym Pan Jezus, ale faktycznie kryją głębię, którą Jezus odsłonił w słynnym kazaniu z Góry Błogosławienia8. Jeśli weźmiemy pod uwagę biblijną definicję grzechu jako łamania prawa9 oraz niewykorzystania każdej sposobności, aby czynić dobrze10, wówczas dojrzymy lepiej swoją grzeszną naturę i bardziej docenimy zbawienie w Chrystusie.

Pierwsza tablica

Dekalog można podzielić na dwie części. Przykazania z pierwszej części dotyczą naszych relacji z Bogiem. Mówią o jedyności Boga, poszanowaniu Jego natury i imienia, a także o świętości dnia szabatu uświęconego przez Boga. Niektórzy zaliczają do pierwszej części dekalogu także nakaz szacunku dla rodziców, ponieważ wynika z szacunku do Boga. Przykazania z drugiej części dekalogu dotyczą naszych relacji z bliźnimi, a więc właściwego stosunku do rodziny, prawa własności, wiarygodności ludzkich słów oraz problemu z pożądliwością11.

  I.       Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie12.

Przykazania zaczynają się od stwierdzenia, że Bóg jest nad wszystkimi i wszystkim. Kiedy jesteśmy tego świadomi, pozostałe przykazania nabierają głębokiego sensu. Dzięki tej świadomości mamy odpowiednie priorytety, a one pomagają w podejmowaniu decyzji zgodnych z wolą Bożą, co zawsze jest dla nas najkorzystniejsze.
Wierzący, który podjął świadomą decyzję, aby dać Bogu pierwsze miejsce w życiu, nie może pozwolić, aby ktoś lub coś zajęło miejsce Boga. Posłuszeństwo wobec pozostałych przykazań wypływa z wierności wobec pierwszego. Stawianie Boga na pierwszym miejscu i okazywanie Mu miłości prowadzi do szacunku i troski wobec bliźnich.
Czy Bóg jest pierwszy w twoim życiu? Czego Bóg wymaga od człowieka? W Słowie Bożym czytamy: „Tylko tego, byś się bał Pana, Boga swojego, chodził wszystkimi Jego drogami, miłował Go, służył Panu, Bogu twemu, z całego swojego serca i z całej swej duszy, strzegł poleceń Pana i Jego praw, które ja ci podaję dzisiaj dla twego dobra”13.
Bóg nie zadawala się czymkolwiek, gdyż wie, że kiedy On nie jest na pierwszym miejscu, nie możemy być prawdziwie wolni. Bóg nie dzieli z nikim ani niczym miejsca w naszych myślach i uczuciach. Żądanie przez Boga wyłączności było wyjątkiem wśród starożytnych narodów, które tolerowały innych bogów i zezwalały na ich czczenie, a nawet przyjmowały obcych bogów do swego panteonu, by otrzymać od nich błogosławieństwo.
Nasz Stwórca zna ludzką naturę i wie, czego nam potrzeba. On potrafi zaspokoić wszystkie nasze potrzeby14. Nakaz wyłączności w czczeniu Boga i postawienia Go na pierwszym miejscu chroni nas przed zwiedzeniem, bałwochwalstwem i marnowaniem życia na zabieganie o rzeczy nietrwałe, które zamiast wolności, radości i satysfakcji przynoszą rozczarowanie, pustkę i zniszczenie15.
Uwielbienie Boga uodparnia na wpływy ideologii, mody, konformizmu i zaszczytów tego świata. Wielbijmy więc Boga słowem, pieśnią, na wszelkie sposoby na osobności, w domu i w zgromadzeniu. Tak jak niebiańskie istoty wielbią Boga radosną muzyką i śpiewem16. Apostoł Paweł napisał: „Zawsze się radujcie. Bez przestanku się módlcie. Za wszystko dziękujcie”17.

II. Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, bo Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który za nieprawość ojców karze synów do trzeciego i czwartego pokolenia, tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań18.

Jedynie dwa przykazania dekalogu zostały obszernie rozwinięte — drugie i czwarte. Drugie uzupełnia pierwsze. W pierwszym występuje zwrot „cudzy”, czyli „inni bogowie” (hebr. elohim acherim), choć Bóg jest jeden. Mowa o wyobrażeniach lub bytach stworzonych przez Boga, z których ludzie uczynili sobie bogów19. Przez wieki, aż do dziś, ludzie oddawali cześć bożkom dla nadprzyrodzonej wiedzy czy mocy, a także z obawy przed złośliwością demonów, które kryją się za bogami, a potrafią na przykład ściągnąć na ludzi chorobę20 czy klęskę naturalną21. W ten sposób poddają w duchową niewolę ludzi, którzy im ulegają.
Bożek rzadko zajmuje miejsce Boga otwarcie. Jak napisał Alessandro Pronzato, „najbardziej niebezpieczne nie są te, które otwarcie zagrażają majestatowi Boga, ale te dające do zrozumienia, że służą sprawie Boga”22. Szatan czyni to podstępnie, na przykład podaje się za anioła Bożego, Chrystusa, zmarłego człowieka, świętego czy Marię23. Oddawanie czci takim istotom stanowi formę bałwochwalstwa.
Na zwiedzenie naraża zwracanie się do Boga przez jakiegokolwiek ludzkiego pośrednika, nawet uważanego za świętego, ponieważ Słowo Boże wyraźnie naucza, że mamy przychodzić do Boga tylko i wyłącznie przez Chrystusa: „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus”24. Jezus sam powiedział: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie”25.
Bałwochwalstwem może być samo uklęknięcie przed przedmiotem czy osobą, jeśli taki akt ma formę akceptacji czyjejś duchowej zwierzchności. Apostoł Piotr nie pozwolił rzymskiemu setnikowi klękać przed nim: „A gdy Piotr miał wejść, Korneliusz wyszedł mu na przeciw, padł do nóg jego i złożył mu pokłon. Piotr zaś podniósł go, mówiąc: Wstań, i ja jestem tylko człowiekiem”26. Kiedy apostoł Jan chciał oddać pokłon aniołowi, ten rzekł: „Nie czyń tego! (...) Bogu oddaj pokłon!”27.
Kościół w czasach Augustyna z Hippony usunął to przykazanie28. Dzięki temu łatwiej było Kościołowi przejąć pogańskie świątynie i przedmioty kultu, a także przyciągać pogan do chrześcijańskich kościołów. W rezultacie wielu chrześcijan klęka przed obrazami, figurkami i innymi przedmiotami, nie zdając sobie sprawy, że łamie drugie przykazanie Boże, a zatem popełnia bałwochwalstwo.
Księga Daniela opowiada, że niegdyś król babiloński Nebukadnesar polecił wznieść posąg, przed którym każdy urzędnik państwa i studenci z królewskiej szkoły mieli złożyć pokłon. Wszyscy się pokłonili z wyjątkiem trzech hebrajskich młodzieńców, którzy mieli za to trafić do pieca ognistego. Powiedzieli: „Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś”29.
Nie ma potrzeby, aby tworzyć jakiekolwiek wyobrażenia Boga, gdyż każdy Jego wizerunek będzie wytworem ludzkiej fantazji, a zatem zniekształceniem Boga. Nie idź za przykładem większości, która klęka przed ludźmi, obrazami czy figurami. Naśladuj trzech Hebrajczyków, których Bóg uhonorował za ich wierność i uratował od śmierci. Wizerunki Boga, niezależnie od tego, jak piękne i wspaniałe, sprowadzają Stwórcę do poziomu ludzkich wyobrażeń, a tym samym obrażają Go. Pan Jezus powiedział: „Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie”30.
W tym przykazaniu Bóg ukazał, że Jego relacje z wierzącymi są niczym małżeństwo, dlatego bałwochwalstwo jest duchowym cudzołóstwem. Z tego powodu reakcja Boga została w tym przykazaniu ukazana jako gniew i zazdrość. W Biblii zazdrość Boga występuje tylko w kontekście bałwochwalstwa31. Człowiek, który je popełnia, oddala się od Boga i może stracić życie wieczne. Bóg nas miłuje i pragnie zbawić, dlatego przestrzega przed konsekwencjami bałwochwalstwa, które sięgają czwartego pokolenia, a zarazem obiecuje miłosierdzie dla tysięcy (hebr. alafim) pokoleń tych, którzy są Mu wierni.

III.     Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, w błahych rzeczach, bo nie pozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto wzywa Jego imienia w błahych rzeczach32.

Trzecie przykazanie zabrania nadużywania imienia Bożego. Nie należy go używać bez powodu ani jako wykrzyknika, na przykład: na Boga; o mój Boże; o Jezu; na miłość boską. Takie bezmyślne i niepotrzebne wymawianie imienia Boga jest lekceważące i znieważa Stwórcę. W tym przykazaniu zawiera się też zakaz kłamliwego przysięgania.
Nie znaczy to jednak, że nie można w ogóle wymówić imienia Bożego, jak to rozumieli faryzeusze, którzy wprowadzili taki zakaz. Żydzi przestrzegają go do dzisiaj, tak iż nie ma nawet pewności, w jaki sposób wymawiane było imię Jahwe. Pierwsi ludzie33, a także między innymi Mojżesz i Dawid, wypowiadali je, co świadczy, że ten zakaz jest późną tradycją, która nie ma uzasadnienia w przykazaniach Bożych.
Pan Jezus uczył modlić się słowami: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje”34. W tych słowach skarcił legalizm ówczesnych rabinów, którzy położyli duży akcent na literę prawa, ale wypaczyli jego sens. Przekręcili znaczenie przykazania zabraniającego wzywania imienia Bożego nadaremnie35, odnosząc karę za przeklinanie Boga36 do wypowiadania na głos Jego imienia!
Jezus objawił nam naturę Boga37 i pokazał, że możemy się do Niego zwracać na przykład „Ojcze”, a nawet „Tato”, gdyż użyte przez Niego aramejskie słowo abba znaczyło „mój ojcze” lub „mój tato”. Dzieci używały słowa abba wobec ojca, z którym były czule zżyte38. Człowiek, który zna Boga, również będzie wypowiadał Jego imię w sposób czuły i z należytym szacunkiem.
Warto zwrócić uwagę na czas przyszły dokonany, jaki występuje w przykazaniach dekalogu. Sprawia to, że przykazania można odczytywać jako obietnice Boże dla tych, którzy trwają w społeczności z Nim. Na przykład IV przykazanie, któremu poświęcimy osobne miejsce, nakazuje odpocząć w siódmym dniu tygodnia, a zarazem zawiera obietnicę odpoczynku i szczególnej duchowej więzi z Bogiem. Bliska społeczność z Bogiem sprawia, że chcemy być posłuszni Jego przykazaniom, a zatem dbamy o dobre relacje z rodzicami, nie zabijamy, nie cudzołożymy, nie kradniemy, nie obmawiamy bliźnich i nie pożądamy czyjejś własności. 
Alfred J. Palla

1 Mt 22,37-38. 2 Wj 20,2. 3 Zob. Sacha Pecaric, Lidia Kośka, Dziesięć przykazań, s. 46. 4 Zob. Jk 2,12. 5 Ga 3,24. 6 Zob. Alessandro Pronzato, Powrót do Dekalogu, t. 1, s. 14. 7 Mt 22,40. 8 Zob. Alessandro Pronzato, dz. cyt., s. 12; por. Mt 5-7. 9 Zob. 1 J 3,4. 10 Zob. Jk 4,17. 11 Zob. Sacha Pecaric, Lidia Kośka, dz. cyt., s. 23. 12 Wj 20,3. 13 Pwt 10,12-13. 14 Zob. J 4,10. 15 Zob. Jr 2,13. 16 Zob. Ap 5,9-12. 17 1 Tes 5,16-18. 18 Wj 20,4-6. 19 Zob. Sacha Pecaric, Lidia Kośka, dz. cyt., s. 55. 20 Zob. Łk 13,16; Hi 2,7. 21 Zob. Hi 1,16; Mt 8,23-26. 22 Alessandro Pronzato, dz. cyt., s. 63. 23 Zob. 2 Kor 11,14. 24 1 Tm 2,5. 25 J 14,6. 26 Dz 10,25-26. 27 Ap 22,9. 28 Zob. Alessandro Pronzato, dz. cyt., s. 36. 29 Dn 3,17-18. 30 J 4,24. 31 Zob. Sacha Pecaric, Lidia Kośka, dz.cyt., s. 64. 32 Wj 20,7. 33 Zob. Rdz 4,1.26. 34 Mt 6,9. 35 Zob. Wj 20,7. 36 Zob. Kpł 24,15. 37 J 14,8-9. 38 Alessandro Pronzato, dz. cyt., s. 170, przypis.

 2 część ukaże się w lutym
Znaki Czasu  styczeń  2014 r.