Felieton do Szkoły Sobotniej na 22 listopada 2025
Nasza lekcja w tym tygodniu rozpoczyna się stwierdzeniem, że rodzice wiedzą, iż ich dzieci uczą się na przykładach które obserwują w domu i często czują się zniechęceni, widząc, jak dzieci powtarzają ich złe nawyki zamiast dobrych. Autor sugeruje, że w każdym wieku łatwiej jest czynić zło niż dobro i jest to dowód, że jesteśmy istotami, które upadły w grzech. Niestety taka perspektywa jest uproszczeniem, ponieważ brakuje w niej niuansów i dlatego przyczynia się do umacniania światopoglądu zbudowanego na wstydzie. W ten sposób zarówno w kulturze adwentystycznej jak i szerzej, w kulturze chrześcijańskiej wzmacnia się myślenie o naszej wrodzonej niegodności co jest wyrażane w takich stwierdzeniach jak: „Jestem zły; zło jest moim głównym punktem odniesienia” lub „Łatwiej jest czynić zło”. Ten rodzaj języka podkreśla negatywność i wzmacnia poczucie porażki, zamiast budować pozytywne myślenie, które jest cechą charakterystyczną chrześcijańskiej myśli teologicznej takiej jak: „Jestem odkupiony”, „Jestem kochany” czy „Jestem stworzony na obraz Boga”.
Autor cytuje słowa Pawła z listu do Rzymian 7:15 Nie rozumiem własnych czynów. Robię nie to, czego chcę, lecz to, czego nienawidzę. (SNPL), jakby chciał powiedzieć, że jesteśmy skazani na zło. Taki typ myślenia wiąże ludzi ze wstydem i ignoruje prawdę, że nasz język, oraz sposób, w jaki mówimy o sobie, o innych oraz o Bogu, kształtuje nasze doświadczenia życiowe. Nie uwzględnia realiów neuroplastyczności, które pokazują, że ludzie mogą tworzyć nowe i zdrowsze wzorce. Wzorce te nie ograniczają się jedynie do tych negatywnych. Taki język wkręca ludzi w spiralę wstydu i podważa łaskę Boga oraz głębię ofiary Chrystusa. Idea, że „jedynym dobrem w nas jest Bóg”, może wydawać się dobra i podkreśla skromność człowieka, jednak w rzeczywistości uwłacza Bogu. Promuje rodzaj uświęconej nienawiści do samego siebie, oraz przekonanie, że nienawiść do siebie oznacza miłość do Boga.
Gdyby dziecko powtarzało, że jedyną dobrą rzeczą w nim są jego rodzice, prawdopodobnie bylibyśmy skłonni podejrzewać, że pochodzi ono z domu, w którym stosowana jest przemoc, lub ze środowiska, które skutecznie tłumiło jego zdolność do rozwoju i samorealizacji. W kulturze chrześcijańskiej często możemy obserwować podobną dynamikę. Język, którym wyrażamy naszą samo-dezaprobatę stał się częścią naszego religijnego słownictwa. Zawęża on sposób, w jaki postrzegamy siebie i ogranicza wolność, którą Chrystus przyszedł nam dać. Odkupienie przez Boga nigdy nie miało na celu uwięzienia nas we wstydzie, lecz wyzwolenia nas i skierowania w stronę miłości.
To prawda, że środowisko w którym żyjemy ma wpływ na naszą osobowość i bardzo ważne jest jakie wzorce wybieramy do naśladowania. Jednak za takim myśleniem kryje się bardzo subtelna idea, według której wiara jest formą naśladownictwa. Sugestia, że wiara polega na znalezieniu kogoś, kogo można podziwiać i naśladować, nadmiernie upraszcza duchowość. Autentyczna wiara to nie naśladownictwo. Choć inni mogą nas inspirować do czynienia dobra, to jednak wiara nie może wzrastać tylko przez naśladownictwo. Jozue i Kaleb dobrze ilustrują tę prawdę. Choć obaj byli wierni, każdy z nich miał własne powody, by zaufać Bogu. Ich wiara była osobista i głęboko zakorzeniona w ich indywidualnych doświadczeniach i przekonaniach. To właśnie powodowało, że ich wiara i czyny wiary miały znaczenie.
Imię Kaleb pochodzi od hebrajskiego słowa klb, które oznacza „pies”. Było ono używane albo jako imię wyrażające uczucie, podkreślające cechę wierności lub siły, albo jako imię nadawane słudze lub niewolnikowi, z pozytywnym akcentem na pokorną i wierną relację podwładnego ze zwierzchnikiem, albo z pejoratywnym akcentem który wskazywał na nieposłuszny i buntowniczy charakter podwładnego. Wydaje się, że tekst masorecki (autorytatywny hebrajski i aramejski tekst Biblii hebrajskiej, ujednolicony przez żydowskich skrybów zwanych masoretami między VII a X wiekiem n.e.) tego popularnego semickiego imienia odzwierciedla próbę uniknięcia negatywnych konotacji zwykle kojarzonych z psem w Starym Testamencie.
Autor lekcji zwraca uwagę, że imiona Jozue i Kaleb są do dzisiaj znane i pamiętane, w przeciwieństwie do imion pozostały szpiegów i wyciąga wniosek, że pozostałych dziesięciu zostało zapomnianych, ponieważ „ich imiona nie były warte wspominania”. Taki wniosek jest szkodliwy, ponieważ sugeruje, że porażka czyni kogoś niegodnym pamięci i przekreśla jego wartość.
Wyobraź sobie, że z powodu naszych porażek czy chwil zwątpienia, Bóg traktowałby nas jako niegodnych pamięci. Jeśli przyjmiemy taką perspektywę, to doprowadzi ona do wypaczenia naszych relacji z Bogiem. Jeśli Bóg zapomina o nas, gdy popełniamy błędy, to nie jest Bogiem godnym zaufania ani Bogiem, który byłby w stanie podtrzymać relację i intymność, do których zachęca nas Biblia. Autorzy biblijni opowiadają zupełnie inną historię. Iz 49:15–16 przypomina nam, że nawet gdyby matka zapomniała o swoim dziecku, Bóg o nas nie zapomni, bo jesteśmy wyryci na Jego dłoniach. Ps 115:12 przedstawia ideę, że „Pan pamięta o nas”. Pwt 31:8 zapewnia nas, że Bóg nigdy nas nie zawiedzie ani nie opuści. Ps 139:13-15 potwierdza, że Bóg widział o nas i znał nas, zanim się urodziliśmy.
Kiedy Biblia mówi o Bożym zapomnieniu, odnosi się to do naszych grzechów. W Jn 14:18 Jezus powiedział: „Nie zostawię was sierotami”. Twierdzenie, że dziesięciu szpiegów „nie było godnych pamięci” utrwala teologii wstydu, która paraliżuje duchowo wierzących. Według takiej koncepcji wartość człowieka zależy od sukcesu, oraz że na miłość trzeba sobie zasłużyć, a pamięć jest warunkowa.
Nasze porażki nie powodują, że jesteśmy zapomniani; one potwierdzają dar łaski. Retoryka wstydu zawarta w takich interpretacjach podważa istotę Ewangelii. Niszczy współczucie i wypacza sposób w jaki postrzegamy zarówno siebie jaki i Boga oraz jak traktujemy innych, gdy doznają porażek.
Zrozumienie różnicy między byciem złym a popełnianiem błędów jest niezwykle ważne. Być może to stwierdzenie brzmi bardzo prosto, ale jego konsekwencje są bardzo znaczące. Wielu chrześcijan żyje w przekonaniu, że są źli, nie zdając sobie sprawy, że z Bożej perspektywy po prostu popełnili błąd. Co więcej, Bóg rozumie, że człowiek z natury popełniania błędy. Kiedy mówimy „Popełniłem błąd”, odwołujemy się do łaski, ponieważ nasze błędy mogą zostać przykryte krwią Jezusa. Jeśli uznamy swój błąd, możemy wspólnie z Nim nad nim popracować. Jednak, kiedy ktoś wierzy, że jest z natury zły, niewiele jest miejsca na dar zbawienia lub zrozumienie i przyjęcie przebaczenia.
Jak mogłyby się zmienić moje relacje z samym sobą, z Bogiem i z innymi, gdybyśmy postrzegali Boga jako nauczyciela, który daje tyle szans, ile potrzeba, aż się czegoś nauczymy, a nie jako tego, który daje tylko jeden test i ocenę końcową? Za każdym razem, gdy upadamy, krew Jezusa nadal nas okrywa. Świadomość, że nieuniknione błędy zawsze spotykają się z obfitą łaską wnosi cudowny pokój do naszego serca. Dzięki tej świadomości jesteśmy pociągani do życia w harmonii z sercem, które nas kocha, a nie tylko w przestrzeganiu praw, które nas potępiają.
W przeciwieństwie do innych szpiegów, którzy szerzyli strach, Kaleb ufał obietnicom Boga, które jednakże nie spełniają się automatycznie, lecz wymagają wiary wyrażonej w działaniu. Kaleb, ofiarował swoją córkę za żonę temu, kto zdobędzie miasto Debir. Otniel podejmuje wyzwanie, a autor lekcji stwierdził, że był to znak, iż wykazał się tą samą odwagą i zaufaniem do Boga, które charakteryzowały życie Kaleba. Niestety fakt, że Kaleb został przedstawiony jako dobry przykład w akcie ofiarowania córki za żonę temu, kto zdobędzie dla niego miasto, tylko podkreśla inny fakt, że kobiety były wykorzystywane jako własność do targowania się o obietnice Boga. Z naszej perspektywy nie wydaje się to heroiczne, ale raczej rozczarowujące i obrzydliwe. Chociaż jest to świadectwo kultury tamtych czasów i historia ta ma sens w tamtym kontekście, to jednak użycie tego w lekcji szkoły sobotniej jako przykładu wiary nie jest moim zdaniem trafne.
Córka Kaleba, Aksa, okazała niesamowitą odwagę w swojej prośbie o ziemię, zwłaszcza w jej sytuacji. Jej śmiała prośba o wodę (15:18-19) może być postrzegana jako cichy akt oporu i działania. Aksa postanowiła zabrać głos w systemie, który ją uprzedmiotawiał, a czyniąc to, zademonstrowała, jak wiara i odwaga mogą zdobyć głos i godność nawet w niesprawiedliwych strukturach. Wiara Kaleba może być uznana za godną podziwu, ale jego traktowanie córki odzwierciedla jego kulturę, a nie Boży ideał, więc utożsamianie tego z „mocą przykładu” wydaje się dziwne. Z kolei postawa Aksy, na tle kultury tamtych czasów jest przykładem odwagi i wyzwolenia nawet w obliczu niesprawiedliwych okoliczności.
Chrześcijaństwo nie daje pozwolenia na kontrolowanie ludzi, podbijanie ziem, zawłaszczanie kultur ani na dawanie im trofeów. Kobieta nie jest nagrodą ani symbolem wierności. Jest pełną, myślącą i czującą osobą. Retoryka sugerująca coś innego jest niewłaściwa i nie może mieć miejsca w kulturze chrześcijańskiej.
W części lekcji na wtorek, autor napisał: „Ziemia Obiecana została dana w darze Izraelowi przez Boga, ale Izrael musi ją sobie przywłaszczyć, powołując się na obietnice Pana z wiarą i odwagą”. Słowa są niezwykle ważne. Słowo „przywłaszczyć” (w polskim tłumaczeniu – „przyjąć” zmienia nieco sens!) ma we współczesnym kontekście negatywne konotacje. Przywłaszczanie oznacza zabieranie lub zawłaszczanie czegoś, co do nas nie należy, na przykład „kulturowe przywłaszczenie”. Niestety użycie tego słowa w odniesieniu do stosunku Izraelitów do ziemi, nieumyślnie nawiązuje do języka podboju i roszczeń terytorialnych, wzmacniając kolonialną teologię, która postrzega ziemię jako coś co się nabywa, a nie jako świętą własność, o którą należy dbać. Z perspektywy teologicznej, takie sformułowanie może zawierać sugestię, że boska obietnica uzasadnia zajmowanie terytorium, łącząc wiarę z dominacją, a nie z odpowiedzialnością wynikającą z przymierza. Zamiast mówić, że Izrael musiał „zawłaszczyć” tę ziemię, moglibyśmy powiedzieć, że ziemia była darem od Boga, a Izrael został zaproszony do życia w niej z wiarą, odwagą i troską. Sformułowanie tego w ten sposób, kładąc nacisk na partnerstwo i zaufanie, a nie na posiadanie czy kontrolę, otwiera przestrzeń na wyobrażenie sobie bardziej inkluzywnej wizji. Takiej, w której życie w wierności obietnicom Boga oznacza troskę o ziemię i ludzi, którzy już tam mieszkają, a nie ich podbój.
Druga kluczowa postać naszej lekcji – Jozue, został przedstawiony jako pokorny bohater, który otrzymał swoją posiadłość od ludu. Choć podziwiam jego przywództwo i decyzję, by pozwolić innym najpierw otrzymać swój dział, to jednak ton lekcji wydaje się pochlebczy. Brzmi on mniej jak refleksja nad pokorą Jozuego, a bardziej jak panegiryk na cześć osoby pełniącej władzę, gdzie przywództwo jest chwalone z powodu statusu jaki nadaje osobie pełniącej władzę. Prawdziwe przywództwo polega na trosce o rozwój innych. Jozue pokazał walor prawdziwego przywództwa, stawiając dobro innych ponad swoje własne co świadczy o jego zaangażowaniu w dobro ogółu. Kiedy lider koncentruje się na rozwoju społeczności, wszyscy, w tym on sam, czerpią z tego korzyści. Błogosławieństwo grupy staje się błogosławieństwem jednostki. Przywództwo, które koncentruje się na pomyślności całej grupy przyczynia się do wzrostu i trwałości. Jednak, gdy przywództwo staje się okazją do celebracji własnej pokory lub dążeniem do osobistego uznania, nawet pod pretekstem duchowej bliskości z Chrystusem, zaczyna podważać podstawy wspólnoty. Punkt ciężkości przesuwa się ze służenia innym na bycie postrzeganym jako osoba, która służy innym i to, co kiedyś wzmacniało grupę, ostatecznie ją osłabia. Prawdziwa pokora, podobnie jak prawdziwe przywództwo, nie musi być podziwiana; po prostu przynosi owoce, które przynoszą korzyści wszystkim którzy są z nim związani.
Zamknięcie się w swojej bańce bez dopuszczania krytycznych głosów z zewnątrz, czy przebywanie w środowisku, w którym wszystkie informacje i opinie potwierdzają nasze własne przekonania, osłabia zrozumienie przeciwstawnych punktów widzenia. Niestety konsekwencje takiego myślenia można zobaczyć w uzasadnianiu zachowań Kaleba czy w języku usprawiedliwiającym podbój i zawłaszczanie.
Wychowałem się w przekonaniu, że moralności mogę nauczyć się tylko w moim kościele. Warto jednak zauważyć, że znaczna część moralnego postępu ludzkości: wyzwolenie osób kolorowych, kobiet i społeczności queer, dokonała się poza wąskimi ramami adwentyzmu. Nasze upieranie się, że świat jest zły, zaślepiło nas na prawdę, że wielu spoza naszego wyznania kocha innych o wiele bardziej niż my.
Warto pamiętać, że kiedy nauczamy innych aby patrzyli na Jezusa, możemy zignorować fakt, że to, co widzimy, jest naszą interpretacją Jego osoby. Teologia modernistyczna zakłada istnienie jednej absolutnej prawdy i jednego właściwego sposobu poznania Boga. Teologia postmodernistyczna uznaje jednak, że istnieje wiele doświadczeń Chrystusa i wiele sposobów na Jego zrozumienie. Daje nam to przyzwolenie na przekonanie, że ludzie spoza naszego wyznania mogą doświadczyć Boga w sposób bardziej wyraźny lub wierniej niż my przedstawić Jego charakter. Lęk przed „światem” powstrzymuje nas przed patrzeniem na zewnątrz z pokorą i uczeniem się od innych. Nasz lęk przekonuje nas, że nasza teologia jest doskonała, a nasz obraz Boga kompletny. Jednak takie przekonanie nie pozwala nam dostrzec, jak ograniczony stał się nasz punkt widzenia i o ile większa mogłaby być miłość, gdybyśmy odważyli się spojrzeć poza mój horyzont. W jaki sposób interpretujemy otaczający nas świat? Dlaczego tak postrzegam Jezusa? Które elementy mojej historii kształtują sposób, w jaki czytam Biblię? Jak moje pochodzenie wpływa na to, przez kogo, moim zdaniem, Bóg może przemawiać? Jakie założenia wnoszę do tekstu lub mojego postrzegania otaczającego mnie świata?
Nasze doświadczenia kształtują nasze wnioski. To zrozumienie powinno nas uwolnić od uniwersalizowania naszej osobistej historii jako jedynej prawdziwej drogi dla każdego. Chrystus nauczał nas, że ma „inne owce, które nie są z tej owczarni” (J 10,16), przypominając nam, że droga każdego będzie wyglądać inaczej.
Po czterdziestu latach tułaczki z nieposłusznym pokoleniem, Kaleb pozostał pełen nadziei, wdzięczności i wiary w obietnice Boga. Odwaga w stawianiu czoła niemożliwym sytuacjom płynie z zaufania Bogu, a nie z wiary w ludzką siłę. Wiara uwalnia nas od lęku przed ludźmi i daje nam siłę, by śmiało stawać w obronie tego, co słuszne, nawet gdy przeciwności wydają się przytłaczające.
W czasie, gdy strach, polaryzacja i przytłaczające globalne kryzysy mogą sprawiać, że nadzieja wydaje się naiwna lub nierealna, historia Kaleba przypomina nam, że wiara nie neguje trudności, a raczej je konfrontuje. Kaleb nie wybrał łatwiejszej drogi; wybrał trudniejszą, ponieważ wierzył, że Bóg jest już obecny w miejscach, które wydają się najbardziej onieśmielające. Przykład Kaleba przemawia do świata ukształtowanego przez lęk, presję i przymus społeczny. Dziś bycie „żołnierzem krzyża” to mniej kwestia podboju, a bardziej odwagi, by bronić bezbronnych, mówić prawdę ze współczuciem, przeciwstawiać się niesprawiedliwości i trwać w nadziei, gdy rozpacz wydaje się bardziej racjonalna. Dziedzictwo Kaleba wzywa nas do wkraczania w trudne przestrzenie z innym duchem – zakorzenionym w zaufaniu, uczciwości i cichej sile pochodzącej od Boga.
DO PRZEMYŚLENIA
Skoro Bóg obiecał Izraelowi ziemię Kanaan, a Mojżesz ufał, że Bóg wypełni obietnicę, jaki sens miało wysyłanie szpiegów, aby przedstawili swoje osobiste wrażenia z „ziemi obiecanej”?
Czy Bóg lub Mojżesz, oczekiwali, że dwunastu szpiegów, zaproszonych do przedstawienia swoich osobistych wrażeń, złoży identyczne raporty?
Gdybyś został poproszony o dokonanie własnej oceny faktów i czułbyś, że większość nie podzieli twoich poglądów, czy nadal chciałbyś dzielić się swoją osobistą opinią?
Jeśli przywódca powoła komisję do zbadania ważnych kwestii i otrzyma raport od zdecydowanej większości świadków, czy powinien zignorować raport większości i po prostu podjąć własne decyzje?
Czy łatwo ci uwierzyć, że w wieku 85 lat Kaleb był tak samo silny, tak samo dobrym podróżnikiem i wojownikiem jak w wieku 40 lat?
Czy twoim zdaniem Kaleb wiedział, jak asertywna jest jego córka? Co sądzisz o prośbie (a może żądaniu?) Panny Młodej o kolejne prezenty ślubne, które pozwoliłyby jej lepiej wykorzystać przyznaną jej posiadłość?
Dziesięciu szpiegów stwierdziło wtedy: „Nie możemy iść naprzód. Ryzyko jest zbyt duże. Jesteśmy zbyt słabi. Sytuacja jest zbyt niebezpieczna”. Kaleb i Jozue natomiast powiedzieli: „Nie możemy się cofnąć. Okazja jest zbyt wielka. Nasz Bóg jest wystarczająco silny. Sytuacja nie jest taka, jaka się wydaje”. Niektórzy ludzie czekają, aż okoliczności przyniosą im nadzieję, podczas gdy inni wnoszą nadzieję do okoliczności, w których się znajdują.
Czego możemy nauczyć się z prośby 85-letniego Kaleba na temat gorliwości, odwagi, siły i co najważniejsze, jego wiary w to, co powiedział Pan, gdy miał czterdzieści lat (Joz 14:12)?
Przez czterdzieści pięć lat Kaleb błąkał się po pustyni nie z własnej winy. Doświadczył tych samych trudności i prób, co ci, którzy sprzeciwili się Bogu. Jednak jego zapał do służenia Panu nie osłabł. W wieku 85 lat zobaczył spełnienie Bożej obietnicy! Jakie wnioski możemy wyciągnąć z jego zaangażowania we wspólnocie?
Posiadłość Kaleba (w Hebronie) została opisana na początku podziału; natomiast posiadłość Jozuego, na końcu podziału. Z perspektywy literackiej, dwie indywidualne posiadłości rozpoczynają i kończą podział Ziemi Obiecanej. Jozue czeka, aż wszystkie pozostałe posiadłości zostaną rozdzielone, zanim weźmie którekolwiek dla siebie. Otrzymuje swoją część ziemi, zgodnie z obietnicą Boga i Mojżesza, ale bez jakiejkolwiek sugestii nadużycia swoich wpływów przywódcy (1 Sm 2:11–17,22). Jakie wnioski na temat przywództwa możemy z tego wyciągnąć?
Jakie dwa rywalizujące ze sobą procesy pojawiają się w naszym umyśle (Rz 12:1-2)? Jak ważne jest dla ciebie posiadanie dobrych wzorców do naśladowania? Jak zmienia się to w zależności od etapu w twojej wędrówce wiary? Co możemy zrobić jako wspólnota wiary, aby modelować wartości, które są zgodne z ideą Królestwa Bożego we współczesnym społeczeństwie?
Przygotował Jan Pollok
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz