Felieton do Szkoły Sobotniej na 31 stycznia 2026
Tematem, którym zajmowaliśmy się w minionym tygodniu były rady Pawła, jak członkowie kościoła w Filippi powinni postępować jako naśladowcy Jezusa. Ich reputacja w lokalnym społeczeństwie była ważnym elementem świadczenia o mocy Jezusa Chrystusa.
Po przedstawieniu Jezusa jako doskonałego wzoru pokory i posłuszeństwa (2:5-8), Paweł wezwał Filipian aby zastosowali przykład Jezusa w swoim życiu. Ponadto wezwał ich, aby „sprawowali własne zbawienie” (2,12) i zwrócił uwagę na znaczenie praktykowania wiary w codziennym życiu. Paweł nie zaprzecza w ten sposób idei zbawienia z łaski przez wiarę. Pismo Święte jasno stwierdza, że zbawienie jest w całości dziełem Boga – darem łaski, który stał się możliwy dzięki Chrystusowi i jest aktywowany przez Ducha Świętego, a nie wypracowany przez ludzkie wysiłki. Jednocześnie Duch Boży działa w wierzących, przemieniając ich, wzmacniając ich wolę, kształtując ich wybory oraz wykonując w nich dobre uczynki jako owoc nowego życia.
Wyrażenie „sprawować swoje zbawienie” nie dotyczy sprawiedliwości z uczynków, chociaż być może niektórym osobom może się tak kojarzyć. To wyrażenie wskazuje raczej na to, że jest nam łatwiej przyswajać sobie systemy wierzeń, które są sprzeczne z prawdą o zbawieniu. Sprawowanie zbawienia wymaga nieustannej uwagi, świadomej presji i gotowości do konfrontacji z ideologiami, które ograniczają naszą zdolność do pełnego przyjęcia łaski. Zbawienie jest dane darmo, ale nasze światopoglądy wciąż mogą utrudniać nam jego przyjęcie.
Wezwanie do „wykonywania tego, co Bóg już w nas dokonuje” posiada głębokie znaczenie zwłaszcza w społeczeństwach, gdzie tożsamość chrześcijańska łączy się z tożsamością narodową, jak w przypadku chrześcijańskiego nacjonalizmu. Ewangelia zostaje wypaczona i przekształcona w narzędzie władzy, wykluczenia i kontroli. W takich warunkach różnego rodzaju działania prewencyjne są usprawiedliwiane lub ignorowane w imię porządku, bezpieczeństwa i posłuszeństwa wobec władzy i Boga; nawet jeśli powodują strach, separację rodzin i cierpienie. Wszystko to dzieje się w imię Chrystusa. To nie jest zbawienie „sprawowane” przez pokorę i cześć dla Boga; jest to raczej lojalność skierowana w stronę narodu, systemów i ideologii. To jest bałwochwalstwo.
Słowa Pawła przypominają nam, że zbawienie jest dziełem Boga, a nie naszą bronią, którą możemy stosować w życiu. Jeśli Duch Boży naprawdę działa w nas, owocem będzie współczucie, sprawiedliwość i posłuszeństwo Chrystusowi – a nie lojalność wobec narracji opartej na strachu, uprzedmiotowieniu bezbronnych czy ochronie władzy państwowej. Chrześcijański nacjonalizm staje się formą bałwochwalstwa właśnie dlatego, że zastępuje panowanie Chrystusa autorytetem państwa, żądając od wierzących, by podporządkowali się tożsamości narodowej, a nie przykładowi Jezusa. „Sprawowanie naszego zbawienia” w takim kontekście oznacza zbadanie, czy nasza wiara prowadzi do Chrystusowej solidarności z osobami marginalizowanymi albo czy jest po prostu sposobem na „ochrzczenie” systemów, które przeczą idei Ewangelii. Sprawowanie naszego zbawienia oznacza odmowę milczenia w obliczu niesprawiedliwości.
Nauka Jezusa była całkowicie inna. Pismo Święte konsekwentnie ukazuje Boga, który zbliża się do bezbronnych, chroni obcych i mierzy wierność tym, jak traktowani są najubożsi. W jaki sposób „sprawowanie naszego zbawienia” staje się widzialne w społeczeństwie, w którym żyjemy? Jeśli zbawienie rzeczywiście działa w nas, musi wykraczać poza głoszenie religijnych doktryn i wchodzić w strefę miłości publicznej – kształtując sposób, w jaki reagujemy na cierpienie, jak sprzeciwiamy się krzywdzącym systemom i w jaki sposób solidaryzujemy się z tymi, którzy są najbardziej zagrożeni. Sprawowanie zbawienia, nie wyklucza ani nie oddziela, ale raczej przywraca, gromadzi i stwarza przestrzeń dla rozkwitu ludzkiej godności.
Co powiedziałby Jezus, gdyby głosił chrześcijański nacjonalizm? Jak mogłyby brzmieć Jego błogosławieństwa?
Błogosławione granice, bo one decydują, kto, gdzie należy.
Błogosławieni, którzy poniżają innych, bo zostaną nagrodzeni.
Błogosławieni, którzy zło nazywają dobrem, bo oni przywracają wielkość narodu.
Błogosławieni, którzy wykluczają najmniejszych …
Błogosławieni, którzy porywają i rozdzielają rodziny …
Każda reinterpretacja Błogosławieństw, która faworyzuje ideologie przeciwne pierwotnemu odbiorcy i intencjom ich Autora, zmusza nas wszystkich do zastanowienia się nad tym, komu i czemu dajemy priorytet. Jeśli twierdzimy, że naśladujemy Chrystusa, czy nasze priorytety rzeczywiście odzwierciedlają to stwierdzenie?
To, co jest piękne w Kazaniu na Górze, to nie tylko samo przesłanie, którym dzielił się Chrystus, ale także ludzie, z którymi się nim dzielił. Temat jego kazania był głęboko kontrkulturowy, nie tylko ze względu na to, do czego wzywał wierzących, ale także ze względu na to, na kim się koncentrował. Chrystus dawał siłę ludziom, którzy byli rutynowo omijani, odrzucani i spychani na margines społeczeństwa.
To jest bardzo bolesne, gdy obserwujemy ludzi i kraj który dotychczas stał na straży chrześcijańskich wartości, a obecnie otwarcie posługuje się propagandą niegdyś stosowaną w nazistowskich Niemczech czy przez Ku Klux Klan, aby forsować swoje cele. Taka jest nasza obecna rzeczywistość.
Martin Luther King Jr konsekwentnie podkreślał, że zbawienie i wiara nigdy nie były jedynie prywatną czy wewnętrzną rzeczywistością. Zamiast tego, nasze zbawienie i wiara muszą przybrać publiczny, moralny wymiar. Dla Kinga chrześcijaństwo, które zatrzymuje się na osobistej pobożności, pozostaje współwinne, gdy systemy krzywdzą bezbronnych. Taka pobożność nie jest ewangelią. Kwestionował on pogląd, że wystarczy tylko wierzyć. Twierdził, że wiara musi być kształtowana poprzez sprawiedliwość, solidarność i sprzeciw wobec niesprawiedliwych praw. Słynne jest jego stwierdzenie, że Kościół może stać się „słabym, nieskutecznym głosem”, jeśli przedłoży wygodę i porządek nad wymogi miłości.
Apostoł Paweł napisał, że chrześcijanie mają być światłem w ciemności. Autor naszego podręcznika posłużył się obrazem bezksiężycowej nocy, sugerując, że im ciemniejsze niebo, tym wyraźniej świecą gwiazdy. To wzmacnia powszechne przekonanie, że chrześcijańskie świadectwo staje się bardziej widoczne, w miarę jak świat pogrąża się w moralnym mroku. Jednak patrząc na dzisiejszy świat, czuję się głęboko rozczarowany chrześcijaństwem, a obraz światła, które emanuje, nie jest ani delikatny, ani piękny. Warto postawić sobie pytanie czy przypadkiem nie jesteśmy światłością świata, która jest ukryta pod osłoną?
Chrześcijańskie światło w dzisiejszych czasach przypomina jazdę po ciemnej drodze gdy nadjeżdża samochód z włączonymi „długimi” światłami. Im bardziej się zbliża, tym bardziej człowiek traci orientację. Traci z oczu linie na drodze, a strach przed zboczeniem z kursu narasta. Światło wydaje się ostre, agresywne, a nawet niebezpieczne. Niektórzy ludzie, którzy najgłośniej krzyczą, że są światłością świata, bardziej oślepiają niż zachęcają.
Gdzieś w głębi serca, coraz bardziej opieram się poglądowi, że narastający wokół nas mrok moralny wyostrza chrześcijański przykład. Choć wierzę, że to prawda, moje wahanie wynika z faktu, że granice moralności coraz bardziej się zacierają. Coraz bardziej czuję, że wielu ludzi, którzy twierdzą, że podążają za Bogiem, jest źródłem moralnego mroku. W mojej pracy, która częściowo polega na udzielaniu pomocy humanitarnej, zauważyłem, że bardzo często ludzie, którzy nie identyfikują się jako wierzący, wydają się zachowywać bardziej jak Chrystus niż ci, którzy wierzą.
Autor lekcji zwrócił również uwagę na wpływ współczesnych środków masowego przekazu i stwierdził, że nie słyną one z prezentowania czystych, wzniosłych i inspirujących treści. Język, którym posłużył się autor wydaje mi się bardzo niepokojący. Lekcja wzmacnia przekonanie, że chrześcijanie są prześladowani z powodu swojej wyższości moralnej. Ta retoryka rodzi niezdolność do przyjęcia odpowiedzialności. Pozwala wierzącym postrzegać siebie jako niewinnych, jednocześnie aktywnie uczestnicząc lub umożliwiając krzywdę. Taka retoryka przyczynia się również do tworzenia moralnego martwego punktu. Celebruje odrębność, odrzuca odmienne poglądy jako „światowe” i zachęca do tworzenia „informacyjnych baniek”.
Nasza lekcja zajmowała się również tematem, który poruszał w swoich listach Paweł, mianowicie idą bycia „żywą ofiarą”. Wielu chrześcijan mówi o prześladowaniach, podczas gdy żyją w nieograniczonym komforcie i przywilejach. Może jednak nadejść taki czas, gdy wiara będzie wymagała od nas narażenia naszych ciał na ryzyko. Jednak, póki co, warto nie tylko wizualizować przyszłość wypełnioną prześladowaniami, ile raczej promować ofiarną obecność tu i teraz. Jak na ironię, kiedy myślę o tym, co to znaczy być dziś żywą ofiarą, myślę o protestujących na ulicach. Myślę o ludziach broniących swoich społeczności, podejmujących ryzyko i nieodwracających wzroku. Niestety, nie od razu przychodzą mi na myśl chrześcijanie.
Być może to właśnie ze względu na słowo „ofiara” nasze milczenie jest wyrazem strachu. Strachu przed utratą pozycji w pewnych grupach w imię zabrania głosu w imieniu bezbronnych. Ryzyka utraty darczyńcy, który może wycofać swoje fundusze, jeśli śmiało zaprotestujemy przeciwko złu, które dzieje się w imię Boga. Strachu przed utratą pracy. Strachu przed naznaczeniem etykietką lub niezrozumieniem. Ofiara wydaje się zbyt wysoka. Podczas gdy ciała, rodziny, życie i reputacja ludzi są poświęcane dla wygody naszego milczenia.
Jakie jest zaangażowanie mojego Kościoła w potępienie ekscesów takich jak ten który wydarzył się tydzień temu w USA? Dzisiaj nie wystarczy tylko lakonicznie stwierdzić, że żyjemy w „czasie końca” i że „świat wokoło nas jest zły”. Czy potrafimy publicznie wyrazić nasze oburzenie?
Na koniec autor lekcji zwrócił również uwagę na postać Epafrodyta, wiernego współpracownika Pawła. Epafrodyt był jednym z pierwszych przywódców w kościele w Filippi. Został posłany przez swój kościół, aby opiekować się Pawłem w więzieniu, jak również wykonywać dzieło Chrystusa w Filippi. Został pochwalony za ofiarną służbę, miłość i towarzyszenie innym w cierpieniu. W świecie, w którym niektórzy powołują się na boską władzę, aby usprawiedliwić krzywdę i polityczną władzę, Epafrodyt jest przykładem wiernego świadka. Uosabia on prawdziwą jedność i posłuszeństwo Chrystusowi, które przejawia się w staniu po stronie cierpiących i demonstrowaniu współczucia i sprawiedliwości Jezusa. Nawet gdy może to oznaczać zrezygnowanie z naszego komfortu lub pozycji społecznej a nawet utratę życia.
Cieszę się, że w Szkole Sobotniej możemy tworzyć przestrzeń do rozmów o tym, co naprawdę ważne. Jaki jest bowiem pożytek z naszej wiary, jeśli istnieje ona jedynie po to, aby uprawiać teologiczne dysputy zajmować miejsca w kościelnych ławkach, śpiewać hymny i spożywać wspólne posiłki?
Wracam myślami do historii i przypominam sobie momenty, w których chrześcijanie mogli być siłą dobra w czasach ludobójstwa, czy to w nazistowskich Niemczech, w Rwandzie, czy w Sudanie. Frustrujący jest fakt, jak łatwo nazywamy siebie siłą dobra, jednocześnie milcząc w obliczu cierpienia. Warto jednak przypomnieć, że zawsze istniały wyjątki i takim przykładem jest tzw. Kościół Wyznający (Bekenende Kirche) - niemiecki protestancki ruch oporu w okresie nazistowskim (1933–1945), który sprzeciwiał się próbom reżimu zmierzającym do nazizacji Kościoła. Założony przez teologów takich jak Martin Niemöller i Dietrich Bonhoeffer, podtrzymywał autorytet Biblii nad ideologią państwową.
Wezwanie do bycia światłem w ciemności zmusza nas do postawienia sobie pytania, czego to od nas wymaga? W jaki sposób możemy aktywnie starać się coś zmienić? Nie wystarczy studiować lekcje w Szkole Sobotniej. Słowa muszą zostać zinternalizowane. Muszą nas przemienić. Nie wystarczy mówić o byciu światłem świata. Nie wystarczy, jeśli to światło nie zostanie celowo zaniesione tam, gdzie jest najbardziej potrzebne.
DO PRZEMYŚLENIA
Flp 2:12-30. Chociaż kościół w Filippi posiadał wiele pozytywnych cech, to jednak wydaje się, że zmagał się on z problemem egoizmu i pychy, które prowadziły do rozłamu (Flp 2:1-4). Paweł zachęcał wierzących, aby naśladowali Chrystusa (2:5-8), Pawła (2:12-18), Tymoteusza (2:19-24) i Epafrodyta (2:25-30) w ich gotowości do pokory i stawiania interesów innych ponad własne (2:4,12,17,19-21), w przeciwieństwie do tych, którzy szukali własnych korzyści (2:4, 21).
Po przedstawieniu Jezusa jako doskonałego wzoru pokory i posłuszeństwa (2:5-8), Paweł zwrócił się do Filipian (2:12-30). Pochwalił ich za posłuszeństwo jakie okazali Panu po przyjęciu ewangelii (Dz 16:13-15.32-33) i wezwał ich do trwania w tym posłuszeństwie. W wersetach 12-18 Paweł pokazał w jaki sposób posłuszeństwo działa w praktyce.
Flp 2:12-13. Czego dotyczy „bojaźń i drżenie”? Paweł najpierw mówi „zbawienie swoje sprawujcie” (2:12), a następnie dodaje: „albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie” (2:13). W jaki sposób można zinterpretować to napięcie? Na czym polega relacja między Bożą mocą i ludzkim wysiłkiem w odniesieniu do posłuszeństwa? W jaki sposób podobny fragment z listu Pawła do Rzymian (Rz 3:23-24, 28) odnosi się do tego samego problemu?
Co Paweł mógł mieć na myśli mówiąc o „dziele Bożym w nas” (2:13) w kontekście jego napomnienia, aby „swoje zbawienie sprawować z bojaźnią i drżeniem” (2:12)?
W jaki sposób nasze posłuszeństwo Chrystusowi wpisuje się w koncepcję „sprawowania naszego zbawienia”, nie popadając przy tym w pułapkę legalizmu?
Flp 2:14-15. Co jest złego w szemraniu i powątpiewaniu we wspólnocie chrześcijańskiej?
Flp 2:15-16. Co Paweł mógł mieć na myśli, mówiąc o byciu „nienagannymi i szczerymi” (2:15) oraz „zachowywaniu słów życia” (2:16)?
W jakim „świecie” Filipianie mieli „świecić jak światła”? W jaki sposób mogli to osiągnąć? Co mogło zakłócić wykonanie tego zadania?
Flp 2:17-18. O jakim rodzaju ofiary mówi tutaj Paweł? Czy może mieć na myśli to samo, co w Rz 12:1-2? Jak rozumiesz pojęcie „ofiary żywej”?
Flp 2:15 Jak to możliwe, aby być, jak napisał Paweł, „dziećmi Bożymi bez skazy”, gdy żyjemy jako autentyczni naśladowcy Jezusa?
Flp 2:19-30. Czego możemy się nauczyć z wypowiedzi Pawła na temat cech dwóch swoich współpracowników, z którymi nigdy się nie „spotkaliśmy”? Dlaczego tego rodzaju materiał w ogóle znajduje się w Biblii? Co mówi nam to na temat Boga?
W 1 Sam 2:30 Bóg powiedział: „tych, którzy mnie czczą, i ja uczczę”. W jaki sposób czcimy Boga, lub jak możemy to robić? Czy jest to to samo, co „oddawanie chwały Bogu” w Ap 14:7?
„Kościół nie istnieje po to, by zapewniać etos demokracji lub by wspierać jakikolwiek konkretny porządek społeczny. Kościół istnieje po to, by być wiarogodną wspólnotą, która żyje w sposób, który nie byłby możliwy, gdyby nie historia Jezusa. Ta wiarogodność przejawia się nie tylko w tym, co Kościół głosi, ale także w tym, jak jego członkowie uczą się jak żyć razem. Życie Kościoła samo w sobie jest świadectwem dla świata”. — Stanley Hauerwas, A Community of Character
Paweł przypomina wierzącym, że ich wspólne życie samo w sobie jest świadectwem ewangelii. Jedność wyrażana poprzez cierpliwość, wierność i wzajemny szacunek pozwalają światłu Chrystusa jasno świecić w mrocznym świecie. Kiedy Kościół żyje w harmonii, jego świadectwo staje się widoczne i przekonujące dla tych, którzy obserwują go z zewnątrz.
Przygotował Jan Pollok