piątek, 30 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Świecić jak światła nocą

Felieton do Szkoły Sobotniej na 31 stycznia 2026

Tematem, którym zajmowaliśmy się w minionym tygodniu były rady Pawła, jak członkowie kościoła w Filippi powinni postępować jako naśladowcy Jezusa. Ich reputacja w lokalnym społeczeństwie była ważnym elementem świadczenia o mocy Jezusa Chrystusa.

Po przedstawieniu Jezusa jako doskonałego wzoru pokory i posłuszeństwa (2:5-8), Paweł wezwał Filipian aby zastosowali przykład Jezusa w swoim życiu. Ponadto wezwał ich, aby „sprawowali własne zbawienie” (2,12) i zwrócił uwagę na znaczenie praktykowania wiary w codziennym życiu. Paweł nie zaprzecza w ten sposób idei zbawienia z łaski przez wiarę. Pismo Święte jasno stwierdza, że zbawienie jest w całości dziełem Boga – darem łaski, który stał się możliwy dzięki Chrystusowi i jest aktywowany przez Ducha Świętego, a nie wypracowany przez ludzkie wysiłki. Jednocześnie Duch Boży działa w wierzących, przemieniając ich, wzmacniając ich wolę, kształtując ich wybory oraz wykonując w nich dobre uczynki jako owoc nowego życia.

Wyrażenie „sprawować swoje zbawienie” nie dotyczy sprawiedliwości z uczynków, chociaż być może niektórym osobom może się tak kojarzyć. To wyrażenie wskazuje raczej na to, że jest nam łatwiej przyswajać sobie systemy wierzeń, które są sprzeczne z prawdą o zbawieniu. Sprawowanie zbawienia wymaga nieustannej uwagi, świadomej presji i gotowości do konfrontacji z ideologiami, które ograniczają naszą zdolność do pełnego przyjęcia łaski. Zbawienie jest dane darmo, ale nasze światopoglądy wciąż mogą utrudniać nam jego przyjęcie.

Wezwanie do „wykonywania tego, co Bóg już w nas dokonuje” posiada głębokie znaczenie zwłaszcza w społeczeństwach, gdzie tożsamość chrześcijańska łączy się z tożsamością narodową, jak w przypadku chrześcijańskiego nacjonalizmu. Ewangelia zostaje wypaczona i przekształcona w narzędzie władzy, wykluczenia i kontroli. W takich warunkach różnego rodzaju działania prewencyjne są usprawiedliwiane lub ignorowane w imię porządku, bezpieczeństwa i posłuszeństwa wobec władzy i Boga; nawet jeśli powodują strach, separację rodzin i cierpienie. Wszystko to dzieje się w imię Chrystusa. To nie jest zbawienie „sprawowane” przez pokorę i cześć dla Boga; jest to raczej lojalność skierowana w stronę narodu, systemów i ideologii. To jest bałwochwalstwo.

Słowa Pawła przypominają nam, że zbawienie jest dziełem Boga, a nie naszą bronią, którą możemy stosować w życiu. Jeśli Duch Boży naprawdę działa w nas, owocem będzie współczucie, sprawiedliwość i posłuszeństwo Chrystusowi – a nie lojalność wobec narracji opartej na strachu, uprzedmiotowieniu bezbronnych czy ochronie władzy państwowej. Chrześcijański nacjonalizm staje się formą bałwochwalstwa właśnie dlatego, że zastępuje panowanie Chrystusa autorytetem państwa, żądając od wierzących, by podporządkowali się tożsamości narodowej, a nie przykładowi Jezusa. „Sprawowanie naszego zbawienia” w takim kontekście oznacza zbadanie, czy nasza wiara prowadzi do Chrystusowej solidarności z osobami marginalizowanymi albo czy jest po prostu sposobem na „ochrzczenie” systemów, które przeczą idei Ewangelii. Sprawowanie naszego zbawienia oznacza odmowę milczenia w obliczu niesprawiedliwości.

Nauka Jezusa była całkowicie inna. Pismo Święte konsekwentnie ukazuje Boga, który zbliża się do bezbronnych, chroni obcych i mierzy wierność tym, jak traktowani są najubożsi. W jaki sposób „sprawowanie naszego zbawienia” staje się widzialne w społeczeństwie, w którym żyjemy? Jeśli zbawienie rzeczywiście działa w nas, musi wykraczać poza głoszenie religijnych doktryn i wchodzić w strefę miłości publicznej – kształtując sposób, w jaki reagujemy na cierpienie, jak sprzeciwiamy się krzywdzącym systemom i w jaki sposób solidaryzujemy się z tymi, którzy są najbardziej zagrożeni. Sprawowanie zbawienia, nie wyklucza ani nie oddziela, ale raczej przywraca, gromadzi i stwarza przestrzeń dla rozkwitu ludzkiej godności.

Co powiedziałby Jezus, gdyby głosił chrześcijański nacjonalizm? Jak mogłyby brzmieć Jego błogosławieństwa?

Błogosławione granice, bo one decydują, kto, gdzie należy.

Błogosławieni, którzy poniżają innych, bo zostaną nagrodzeni.

Błogosławieni, którzy zło nazywają dobrem, bo oni przywracają wielkość narodu.

Błogosławieni, którzy wykluczają najmniejszych …

Błogosławieni, którzy porywają i rozdzielają rodziny …

Każda reinterpretacja Błogosławieństw, która faworyzuje ideologie przeciwne pierwotnemu odbiorcy i intencjom ich Autora, zmusza nas wszystkich do zastanowienia się nad tym, komu i czemu dajemy priorytet. Jeśli twierdzimy, że naśladujemy Chrystusa, czy nasze priorytety rzeczywiście odzwierciedlają to stwierdzenie?

To, co jest piękne w Kazaniu na Górze, to nie tylko samo przesłanie, którym dzielił się Chrystus, ale także ludzie, z którymi się nim dzielił. Temat jego kazania był głęboko kontrkulturowy, nie tylko ze względu na to, do czego wzywał wierzących, ale także ze względu na to, na kim się koncentrował. Chrystus dawał siłę ludziom, którzy byli rutynowo omijani, odrzucani i spychani na margines społeczeństwa.

To jest bardzo bolesne, gdy obserwujemy ludzi i kraj który dotychczas stał na straży chrześcijańskich wartości, a obecnie otwarcie posługuje się propagandą niegdyś stosowaną w nazistowskich Niemczech czy przez Ku Klux Klan, aby forsować swoje cele. Taka jest nasza obecna rzeczywistość.

Martin Luther King Jr konsekwentnie podkreślał, że zbawienie i wiara nigdy nie były jedynie prywatną czy wewnętrzną rzeczywistością. Zamiast tego, nasze zbawienie i wiara muszą przybrać publiczny, moralny wymiar. Dla Kinga chrześcijaństwo, które zatrzymuje się na osobistej pobożności, pozostaje współwinne, gdy systemy krzywdzą bezbronnych. Taka pobożność nie jest ewangelią. Kwestionował on pogląd, że wystarczy tylko wierzyć. Twierdził, że wiara musi być kształtowana poprzez sprawiedliwość, solidarność i sprzeciw wobec niesprawiedliwych praw. Słynne jest jego stwierdzenie, że Kościół może stać się „słabym, nieskutecznym głosem”, jeśli przedłoży wygodę i porządek nad wymogi miłości.

Apostoł Paweł napisał, że chrześcijanie mają być światłem w ciemności. Autor naszego podręcznika posłużył się obrazem bezksiężycowej nocy, sugerując, że im ciemniejsze niebo, tym wyraźniej świecą gwiazdy. To wzmacnia powszechne przekonanie, że chrześcijańskie świadectwo staje się bardziej widoczne, w miarę jak świat pogrąża się w moralnym mroku. Jednak patrząc na dzisiejszy świat, czuję się głęboko rozczarowany chrześcijaństwem, a obraz światła, które emanuje, nie jest ani delikatny, ani piękny. Warto postawić sobie pytanie czy przypadkiem nie jesteśmy światłością świata, która jest ukryta pod osłoną?

Chrześcijańskie światło w dzisiejszych czasach przypomina jazdę po ciemnej drodze gdy nadjeżdża samochód z włączonymi „długimi” światłami. Im bardziej się zbliża, tym bardziej człowiek traci orientację. Traci z oczu linie na drodze, a strach przed zboczeniem z kursu narasta. Światło wydaje się ostre, agresywne, a nawet niebezpieczne. Niektórzy ludzie, którzy najgłośniej krzyczą, że są światłością świata, bardziej oślepiają niż zachęcają.

Gdzieś w głębi serca, coraz bardziej opieram się poglądowi, że narastający wokół nas mrok moralny wyostrza chrześcijański przykład. Choć wierzę, że to prawda, moje wahanie wynika z faktu, że granice moralności coraz bardziej się zacierają. Coraz bardziej czuję, że wielu ludzi, którzy twierdzą, że podążają za Bogiem, jest źródłem moralnego mroku. W mojej pracy, która częściowo polega na udzielaniu pomocy humanitarnej, zauważyłem, że bardzo często ludzie, którzy nie identyfikują się jako wierzący, wydają się zachowywać bardziej jak Chrystus niż ci, którzy wierzą.

Autor lekcji zwrócił również uwagę na wpływ współczesnych środków masowego przekazu i stwierdził, że nie słyną one z prezentowania czystych, wzniosłych i inspirujących treści. Język, którym posłużył się autor wydaje mi się bardzo niepokojący. Lekcja wzmacnia przekonanie, że chrześcijanie są prześladowani z powodu swojej wyższości moralnej. Ta retoryka rodzi niezdolność do przyjęcia odpowiedzialności. Pozwala wierzącym postrzegać siebie jako niewinnych, jednocześnie aktywnie uczestnicząc lub umożliwiając krzywdę. Taka retoryka przyczynia się również do tworzenia moralnego martwego punktu. Celebruje odrębność, odrzuca odmienne poglądy jako „światowe” i zachęca do tworzenia „informacyjnych baniek”.

Nasza lekcja zajmowała się również tematem, który poruszał w swoich listach Paweł, mianowicie idą bycia „żywą ofiarą”. Wielu chrześcijan mówi o prześladowaniach, podczas gdy żyją w nieograniczonym komforcie i przywilejach. Może jednak nadejść taki czas, gdy wiara będzie wymagała od nas narażenia naszych ciał na ryzyko. Jednak, póki co, warto nie tylko wizualizować przyszłość wypełnioną prześladowaniami, ile raczej promować ofiarną obecność tu i teraz. Jak na ironię, kiedy myślę o tym, co to znaczy być dziś żywą ofiarą, myślę o protestujących na ulicach. Myślę o ludziach broniących swoich społeczności, podejmujących ryzyko i nieodwracających wzroku. Niestety, nie od razu przychodzą mi na myśl chrześcijanie.

Być może to właśnie ze względu na słowo „ofiara” nasze milczenie jest wyrazem strachu. Strachu przed utratą pozycji w pewnych grupach w imię zabrania głosu w imieniu bezbronnych. Ryzyka utraty darczyńcy, który może wycofać swoje fundusze, jeśli śmiało zaprotestujemy przeciwko złu, które dzieje się w imię Boga. Strachu przed utratą pracy. Strachu przed naznaczeniem etykietką lub niezrozumieniem. Ofiara wydaje się zbyt wysoka. Podczas gdy ciała, rodziny, życie i reputacja ludzi są poświęcane dla wygody naszego milczenia.

Jakie jest zaangażowanie mojego Kościoła w potępienie ekscesów takich jak ten który wydarzył się tydzień temu w USA? Dzisiaj nie wystarczy tylko lakonicznie stwierdzić, że żyjemy w „czasie końca” i że „świat wokoło nas jest zły”. Czy potrafimy publicznie wyrazić nasze oburzenie?

Na koniec autor lekcji zwrócił również uwagę na postać Epafrodyta, wiernego współpracownika Pawła. Epafrodyt był jednym z pierwszych przywódców w kościele w Filippi. Został posłany przez swój kościół, aby opiekować się Pawłem w więzieniu, jak również wykonywać dzieło Chrystusa w Filippi. Został pochwalony za ofiarną służbę, miłość i towarzyszenie innym w cierpieniu. W świecie, w którym niektórzy powołują się na boską władzę, aby usprawiedliwić krzywdę i polityczną władzę, Epafrodyt jest przykładem wiernego świadka. Uosabia on prawdziwą jedność i posłuszeństwo Chrystusowi, które przejawia się w staniu po stronie cierpiących i demonstrowaniu współczucia i sprawiedliwości Jezusa. Nawet gdy może to oznaczać zrezygnowanie z naszego komfortu lub pozycji społecznej a nawet utratę życia.

Cieszę się, że w Szkole Sobotniej możemy tworzyć przestrzeń do rozmów o tym, co naprawdę ważne. Jaki jest bowiem pożytek z naszej wiary, jeśli istnieje ona jedynie po to, aby uprawiać teologiczne dysputy zajmować miejsca w kościelnych ławkach, śpiewać hymny i spożywać wspólne posiłki?

Wracam myślami do historii i przypominam sobie momenty, w których chrześcijanie mogli być siłą dobra w czasach ludobójstwa, czy to w nazistowskich Niemczech, w Rwandzie, czy w Sudanie. Frustrujący jest fakt, jak łatwo nazywamy siebie siłą dobra, jednocześnie milcząc w obliczu cierpienia. Warto jednak przypomnieć, że zawsze istniały wyjątki i takim przykładem jest tzw. Kościół Wyznający (Bekenende Kirche) - niemiecki protestancki ruch oporu w okresie nazistowskim (1933–1945), który sprzeciwiał się próbom reżimu zmierzającym do nazizacji Kościoła. Założony przez teologów takich jak Martin Niemöller i Dietrich Bonhoeffer, podtrzymywał autorytet Biblii nad ideologią państwową.

Wezwanie do bycia światłem w ciemności zmusza nas do postawienia sobie pytania, czego to od nas wymaga? W jaki sposób możemy aktywnie starać się coś zmienić? Nie wystarczy studiować lekcje w Szkole Sobotniej. Słowa muszą zostać zinternalizowane. Muszą nas przemienić. Nie wystarczy mówić o byciu światłem świata. Nie wystarczy, jeśli to światło nie zostanie celowo zaniesione tam, gdzie jest najbardziej potrzebne.



DO PRZEMYŚLENIA

Flp 2:12-30. Chociaż kościół w Filippi posiadał wiele pozytywnych cech, to jednak wydaje się, że zmagał się on z problemem egoizmu i pychy, które prowadziły do rozłamu (Flp 2:1-4). Paweł zachęcał wierzących, aby naśladowali Chrystusa (2:5-8), Pawła (2:12-18), Tymoteusza (2:19-24) i Epafrodyta (2:25-30) w ich gotowości do pokory i stawiania interesów innych ponad własne (2:4,12,17,19-21), w przeciwieństwie do tych, którzy szukali własnych korzyści (2:4, 21).

Po przedstawieniu Jezusa jako doskonałego wzoru pokory i posłuszeństwa (2:5-8), Paweł zwrócił się do Filipian (2:12-30). Pochwalił ich za posłuszeństwo jakie okazali Panu po przyjęciu ewangelii (Dz 16:13-15.32-33) i wezwał ich do trwania w tym posłuszeństwie. W wersetach 12-18 Paweł pokazał w jaki sposób posłuszeństwo działa w praktyce.

Flp 2:12-13. Czego dotyczy „bojaźń i drżenie”? Paweł najpierw mówi „zbawienie swoje sprawujcie(2:12), a następnie dodaje: „albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie(2:13). W jaki sposób można zinterpretować to napięcie? Na czym polega relacja między Bożą mocą i ludzkim wysiłkiem w odniesieniu do posłuszeństwa? W jaki sposób podobny fragment z listu Pawła do Rzymian (Rz 3:23-24, 28) odnosi się do tego samego problemu?

Co Paweł mógł mieć na myśli mówiąc o „dziele Bożym w nas” (2:13) w kontekście jego napomnienia, aby „swoje zbawienie sprawować z bojaźnią i drżeniem” (2:12)?

W jaki sposób nasze posłuszeństwo Chrystusowi wpisuje się w koncepcję „sprawowania naszego zbawienia”, nie popadając przy tym w pułapkę legalizmu?

Flp 2:14-15. Co jest złego w szemraniu i powątpiewaniu we wspólnocie chrześcijańskiej?

Flp 2:15-16. Co Paweł mógł mieć na myśli, mówiąc o byciu „nienagannymi i szczerymi” (2:15) oraz „zachowywaniu słów życia” (2:16)?

W jakim „świecie” Filipianie mieli „świecić jak światła”? W jaki sposób mogli to osiągnąć? Co mogło zakłócić wykonanie tego zadania?

Flp 2:17-18. O jakim rodzaju ofiary mówi tutaj Paweł? Czy może mieć na myśli to samo, co w Rz 12:1-2? Jak rozumiesz pojęcie „ofiary żywej”?

Flp 2:15 Jak to możliwe, aby być, jak napisał Paweł, „dziećmi Bożymi bez skazy”, gdy żyjemy jako autentyczni naśladowcy Jezusa?

Flp 2:19-30. Czego możemy się nauczyć z wypowiedzi Pawła na temat cech dwóch swoich współpracowników, z którymi nigdy się nie „spotkaliśmy”? Dlaczego tego rodzaju materiał w ogóle znajduje się w Biblii? Co mówi nam to na temat Boga?

W 1 Sam 2:30 Bóg powiedział: „tych, którzy mnie czczą, i ja uczczę”. W jaki sposób czcimy Boga, lub jak możemy to robić? Czy jest to to samo, co „oddawanie chwały Bogu” w Ap 14:7?

Kościół nie istnieje po to, by zapewniać etos demokracji lub by wspierać jakikolwiek konkretny porządek społeczny. Kościół istnieje po to, by być wiarogodną wspólnotą, która żyje w sposób, który nie byłby możliwy, gdyby nie historia Jezusa. Ta wiarogodność przejawia się nie tylko w tym, co Kościół głosi, ale także w tym, jak jego członkowie uczą się jak żyć razem. Życie Kościoła samo w sobie jest świadectwem dla świata”. — Stanley Hauerwas, A Community of Character

Paweł przypomina wierzącym, że ich wspólne życie samo w sobie jest świadectwem ewangelii. Jedność wyrażana poprzez cierpliwość, wierność i wzajemny szacunek pozwalają światłu Chrystusa jasno świecić w mrocznym świecie. Kiedy Kościół żyje w harmonii, jego świadectwo staje się widoczne i przekonujące dla tych, którzy obserwują go z zewnątrz.







Przygotował Jan Pollok

piątek, 23 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Jedność przez pokorę

Felieton do Szkoły Sobotniej na 24 stycznia 2026

W tym tygodniu nadal zajmowaliśmy się problemem jedności a zwłaszcza jednomyślności. Położenie nacisku „jedność” jako „jednomyślność” wydaje się promować ideę dochodzenia do takich samych wniosków, wykorzystywanie takiego samego procesu myślowego lub posiadanie takiego samego stylu życia i zachowania. Jednak czy pojęcie jedności i jednomyślności może wskazywać na wspólne wartości, współczucie i zaangażowanie w szczerzenie sprawiedliwości? Są to bardzo różne formy jedności. Niestety bardzo często interpretacja tego pojęcia promuje takie idee jak: syndrom grupowego myślenia, bańka informacyjna czy „mentalność roju”.

Kolejnym niepokojącym tematem był sposób, w jaki duma jest rozumiana i analizowana. Duma stała się synonimem wiary we własne możliwości. Warto jednak oduczyć się tego skojarzenia, szczególnie w odniesieniu do wykonywania czegoś, co posiada najlepszą jakość lub w stosunku do rozwoju. Nawet nadzieja na wykonywanie ważnej lub znaczącej pracy może wywołać w niektórych kręgach wewnętrzne ostrzeżenie: „to jest duma”. Poczucie indywidualności często bywa określana mianem dumy, podczas gdy w rzeczywistości oznacza świadomość własnej tożsamości i gotowość do uszanowania powołania, jakie narzuca nam życie.

Ironia polega na tym, że dokładnie takim był Chrystus. Jako młody człowiek Jezus był niezależny i niezachwiany w dążeniu do realizowania woli Ojca, niezależnie od religijnych autorytetów czy opinii publicznej. Co więcej, język, którym chrześcijanie wyrażają dezaprobatę w stosunku do siebie aby w ten sposób zasygnalizować dążenie do pokory, wcale nie był językiem, którego używał Chrystus. Kiedy dokonywał cudów, jego język wyrażał pewność. Niezależnie od tego, czy Chrystus uciszał wzburzone jezioro, czy przywracał życie lub gdy określał siebie jako Syna Bożego, w Jego przekazie dominowała zdumiewająca pewność. We współczesnym świecie Chrystus prawdopodobnie byłby określony jako arogancki. Z perspektywy przywódców żydowskich Jezus był postrzegany jako ten który przynosił podziały. Jezus nie dążył za wszelką cenę do jednoczenia ludzi w atmosferze pocieszenia czy zgody. Wymagał odpowiedzialności od tych, którzy nosili Jego imię. W tym sensie wielokrotne podkreślanie przez Pawła idei jedności może wydawać się, że jest zaprzeczeniem doświadczenia samego Jezusa. Musimy zauważyć, że Paweł wyraźnie cenił strukturę, porządek, a czasami również konformizm.

Autor podręcznika rozpoczyna lekcję od stwierdza, że Paweł musiał się czuć bardzo rozczarowany tym, że w kościele, który założył, szerzyły się rywalizacja i spory. Możemy sobie wyobrazić ból bycia świadkiem podziałów. Odczuwamy to szczególnie dotkliwie obecnie w spolaryzowanym społeczeństwie. Jednak język, który przedstawia Pawła jako tego, który „założył” Kościół wzmacnia hierarchiczną koncepcję Kościoła. Założycielem Kościoła jest Chrystus. Niestety, tego rodzaju język często możemy obserwować wewnątrz naszej wspólnoty wiary, gdzie często osoby posiadające status, tytuły czy instytucjonalną władzę są traktowane priorytetowo.

Jako rodzic cieszę się, gdy moje dzieci są dumne z siebie i swoich osiągnięć. Jestem zadowolony, gdy ciężko pracują nad czymś, co może być trudne albo stają w obronie swoich przyjaciół. Duma z osiągnięć nie jest niczym złym i byłoby bardzo niedobrze, gdyby zamiast tego pomniejszały znaczenie swojej pracy, by uchodzić za skromne. Postępując w ten sposób, pomniejszałyby siebie i swoje talenty. Uważam, że niezwykle ważne jest, aby odróżnić dumę od ego, ponieważ ego to wskazywanie na siebie jako kogoś, kto jest lepszy lub ważniejszy od innych. Duma z osiągnięć to zdrowa pewność siebie i świętowanie sukcesu w miarę dorastania.

Paweł, Ellen White, Prezydent Generalnej Konferencji, przewodniczący, pastorzy są często stawiani na piedestale, jak gdyby posiadanie autorytetu nadawało im większą świętość lub przyzwolenie na definiowanie prawdy. Przedstawiona tutaj koncepcja jedności nie wydaje się brać pod uwagę ludzi marginalizowanych, pomijanych czy najmniej ważnych. Wydaje się, że taka koncepcja nie uwzględnia doświadczeń tych ludzi, aby zrozumieć ich światopogląd. Jedność jest przedstawiona jako ta, która spływa z góry i pochodzi od tych, którzy są na szczycie. To najwyżsi przywódcy definiują czym jest adwentyzm i ich wizja jest następnie przekazywana w dół.

Taka perspektywa sprzeciwia się metodzie stosowanej przez Chrystusa. Jego przyjście na tę ziemię wiązało się ze staniem się człowiekiem, aby w pełni zrozumieć ludzkie doświadczenie. Nawet będąc na ziemi, Chrystus konsekwentnie utożsamiał się z najmniejszymi z ludzi. Kiedy lekcja Szkoły Sobotniej przedstawia „zgodę” i „jednomyślność” jako wymóg poddania się tym, którzy sprawują władzę, odchodzi od wzorca, który przedstawił Chrystus. Jezus mówił i działał z pewnością siebie, a nie z wyrzeczeniem się siebie. Pewność Jezusa nie była arogancją, lecz spójnością. W wielu współczesnych przestrzeniach religijnych ten rodzaj ugruntowanej pewności siebie zostałby błędnie nazwany dumą, zwłaszcza gdy podważa autorytet lub zakłóca komfort. W przeciwieństwie do sposobu, w jaki pokora jest przedstawiana w kulturze chrześcijańskiej, Jezus nie umniejszał samego siebie. Jego pewność siebie wynikała z tożsamości, a nie z ego. Wydaje mi się, że łatwiej jest udawać pokorę, minimalizując siebie, niż w pełni przyjąć to, do czego wzywa nas Bóg.

Być może warto zakwestionować sposób, w jaki mówimy o pokorze. Zbyt często staje się on powierzchowną formą modyfikacji zachowania. Ludzie mogą sprawiać wrażenie pokornych, jednocześnie skrywając głęboką niepewność lub poczucie braku własnej wartości. W praktyce taka wersja pokory prowadzi do uległości, chęci dogadzania innym i zaniżonego poczucia wartości, a nie do prawdziwej przemiany. Kiedy status jest traktowany jako boskie uwierzytelnienie, a członkowie są zmuszani do zastosowania zasad jedności, przywódcy są wyniesieni do rangi papieskiej.

Musimy uczyć się przez całe życie. Nawet twierdząc, że posiadamy prawdę lub należymy do biblijnej Resztki, powinniśmy mieć miejsce na stwierdzenie, że wciąż jeszcze musimy się wiele nauczyć i poznać. W rzeczywistości przyznanie się, że nie potrafimy odpowiedzieć na wiele pytań jest bardziej przejawem autentycznej pokory niż wyprodukowana sztuczna skromność. Zbyt często chrześcijańska pokora jest przedstawiana jako sztuczna skromność, poniżanie siebie, lub podejrzliwość wobec pewności siebie. Prawdziwa pokora polega na demonstrowaniu tego, kim Bóg nas stworzył. Pokora zakorzeniona w Chrystusie nie polega na zaprzeczaniu uzdolnieniom czy doskonałości, ale na właściwym umiejscowieniu ich w Bogu, a nie w strachu czy naszych ludzkich osiągnięciach.

Innym ciekawym wątkiem jest refleksja na temat „samolubnej ambicji” (gr. eritheia – knowania, spory, rywalizacja), która jest wymieniona w katalogu uczynków ciała w Ga 5:20. Czym jest samolubna lub egoistyczna ambicja? Czy dotyczy ona jedynie płytkich, zewnętrznych wskaźników takich jak bogactwo, status, czy sukces materialny?

A może ta cecha wskazuje na coś o wiele bardziej podstępnego? Samolubna ambicja może wyglądać jak wykorzystywanie chrześcijaństwa jako broni do uzasadniania osobistych uprzedzeń. Może być tak ściśle powiązana z ideologią, że wiara staje się tożsamością, skłaniając ludzi do obrony idei za wszelką cenę, nawet do usprawiedliwiania utraty życia niewinnych ludzi. Samolubna ambicja może przybrać formę mizoginii, która postrzega kobiety jako nieposiadające niższy status. Może się ona przejawiać w wykorzystywaniu Biblii do wspierania hierarchii rasowej lub prowadzić do zarozumiałości konfesyjnej. Skupiając się na zewnętrznych wskaźnikach, ignorujemy fakt, że wiele biblijnych zasad odnosi się przede wszystkim do stanu serca.

Intersujący jest zestaw sześciu sposobów rozwiązywania braku jedności: zachęta w Chrystusie, pocieszenie płynące z miłości, wspólnota Ducha, współczucie, miłosierdzie i zgoda. To ważne zasady. Gdyby zostały naprawdę ucieleśnione, świat byłby zupełnie innym miejscem, a dokładniej, Kościół byłby innym miejscem. To ponadczasowe prawdy, które można i należy zastosować do rzeczywistości, w której wszyscy dziś się znajdujemy. Warto wyobrazić sobie Kościół, w którym jedność nie jest narzucana z góry, lecz pielęgnowana przez pokorę, słuchanie i gotowość do skupienia się na tych, którzy zbyt często byli pomijani. Taka wizja wydaje się o wiele bliższa jedności, o którą modlił się Chrystus.

W Flp 2 Paweł wielokrotnie powtarzał wezwanie do jedności, aby podkreślić jej znaczenie. Zwracał uwagę na naukę Jezusa, że prawdziwa wiara objawia się tym, co pochodzi z serca. Paweł wzywał wierzących do praktykowania pokory aby w ten sposób cenić innych bardziej niż siebie, zwracać uwagę na potrzeby i interesy innych oraz przeciwstawiać się egocentryzmowi. W praktyce ten rodzaj jedności pielęgnuje się przez słuchanie i zrozumienie, a nie przez udzielanie odpowiedzi. Paweł był przekonany, że wiele konfliktów wynika z niezrozumienia, a nie z powodu złych zamiarów. Taka jedność jest ostatecznie dziełem Ducha Świętego, który przynosi pokój i harmonię, gdy wierzący wspólnie wzrastają w wierze i w poznawaniu Chrystusa. Apostoł wzywał każdego do codziennego „umierania dla samego siebie”, gdyż tylko taka postawa prowadzi zarówno do przemiany indywidualnych relacji jak i życia całej wspólnoty.

Bardzo cenna jest uwaga w lekcji na poniedziałek: „Często nawet w rozmowie skupiamy się przede wszystkim na naszych odpowiedziach na to, co zostało powiedziane, zamiast skupić si na tym, co mówią inni i wysłuchać ich ze zrozumieniem, aby spojrzeć na daną kwestię z ich punktu widzenia. Nierzadko spór zaczyna się od zwykłego nieporozumienia, którego można by uniknąć po prostu przez aktywne słuchanie. Nie musimy zgadzać się ze wszystkimi, al. Słuchanie i próba zrozumienia stanowiska innych ludzi to pierwszy krok do zdrowej komunikacji między ludzkiej i zaufania.” (32)

Słuchanie wymaga zwolnienia tempa, odłożenia na bok swojego ego i prawdziwego zrozumienia, co druga osoba ma na myśli i dlaczego jest to ważne. Większość konfliktów nie wynika ze złych zamiarów, lecz z niezaspokojonych potrzeb i braku prawdziwego słuchania drugiej osoby. Aby tak się stało należy zwolnić tempo, powstrzymać się od dokonywania oceny i dążyć do zrozumienia uczuć i potrzeb kryjących się za czyimiś słowami. Zgoda nie jest niezbędna do budowania relacji. Zaufanie i pokój budują się nie przez wygrywanie kłótni, ale przez uznanie perspektywy drugiej osoby jako realnej i godnej uwagi. Paweł wzywa, aby osoby wierzące pielęgnowały postawę Jezusa i miały duchowe nastawienie oraz przyjęły nauczanie Ducha Świętego. Prawdziwa przemiana, nie dokonuje się dzięki wysiłkom człowieka, ale wymaga obecności Ducha Świętego, który może odnowić umysł i przemienić serce przez Słowo Boże.

Ludzkie umysły są coraz bardziej kształtowane przez wpływy zewnętrzne, zwłaszcza współczesne media. Chociaż szybko rozwijająca się technologia, która umożliwia dzisiaj bezpośrednią komunikację mózgu z komputerem może przynosić korzyści medyczne, to jednak jak zauważył autor lekcji ciągłe oddziaływanie mediów wpływa na sposób myślenia ludzi, subtelnie kształtując wartości, pragnienia i zachowania. Autor lekcji stwierdził: „Gdy chłoniemy przesłania środków masowego przekazu, świecki sposób myślenia odciska piętno na naszym umyśle i zaczynamy myśleć podobnie.” Taka teza jest jednak problematyczna. Problemem nie są same media, ale brak konkretów w tej lekcji o jakie media chodzi. „Media” zostały przedstawione jako pojedyncza, niebezpieczna siła. W rzeczywistości termin „media” obejmuje wszystko, począwszy od mediów społecznościowych, wiadomości po filmy dokumentalne, sztukę, muzykę, edukację, a nawet treści religijne. Media, w swej istocie, to po prostu komunikacja masowa. Krytykowana forma nie różni się zasadniczo od Jezusa przemawiającego do tłumów na zboczu wzgórza, z tą różnicą, że dziś dysponujemy technologią, która poszerza zasięg.

Czy wszystkie media są rzeczywiście szkodliwe? Oczywiście, że nie. Niektóre media informują, stawiają wyzwanie niesprawiedliwości, wzmacniają głosy ludzi zmarginalizowanych, sprzyjają empatii i pomagają ludziom myśleć bardziej krytycznie. Nie informując jakie media ma na myśli, autor zamienia problem pełen niuansów w niejasne ostrzeżenie moralne. Bardzo szeroko definiuje media i subtelnie wzmacnia fałszywy podział na „media światowe” czyli złe i dobre „wartości duchowe”– bez uwzględniania faktu, że kościoły również wykorzystują media, a przekazy religijne mogą kształtować umysły równie silnie, a czasem nawet w szkodliwy sposób. Prawdziwe pytanie nie brzmi zatem, czy media są złe, ale raczej w jaki sposób są wykorzystywane. Kto je kontroluje? Czyje głosy są w centrum uwagi? Czy prowadzą nas ku prawdzie, współczuciu i sprawiedliwości, czy ku strachowi, konformizmowi i kontroli? Bez tego rozróżnienia ostrzeżenia przed mediami mogą szerzyć strach a nie mądrość i powodują, że zrezygnujemy z cięższej pracy, jaką jest badanie, które wpływy – zarówno świeckie jak i religijne – faktycznie kształtują nas na podobieństwo Chrystusa. Tak ogólna ocena mediów, bez niuansów i zastrzeżeń, jest niebezpieczna, ponieważ przygotowuje ludzi do jeszcze głębszej izolacji. Taka postawa nawiązuje do starego adwentystycznego impulsu do wycofania się, w tym do znanego wezwania do opuszczenia miast i udania się na wieś.

Paweł przedstawił pokorę Chrystusa jako fundament autentycznej jedności wśród wierzących. Gotowość Jezusa do wyrzeczenia się przywilejów ukazuje serce Boga i ustanawia wzór wspólnego życia w Kościele. Jedność jest osiągnięta nie siłą lub uniformizacją, lecz przez pokorę ukształtowaną dzięki ofiarnej miłości Chrystusa.

W podsumowaniu, cytat z książki Michael’a J. Gorman’a Inhabiting the Cruciform God: „Wyrzeczenie się siebie przez Chrystusa ukazuje pełnię tożsamości Boga jako Tego, który daje, a nie zawłaszcza. Posiadanie „usposobienia Chrystusa” oznacza uczestniczenie w życiu którego wzorcem jest krzyż. Takie uczestnictwo jest podstawą autentycznej jedności we wspólnocie ukształtowanej przez krzyż”.



DO PRZEMYŚLENIA

W tym tygodniu przyglądaliśmy się biblijnym podstawom jedności w Kościele. Jedność to siła, jednak świadomość tego faktu nie oznacza, że jedność jest realizowana. Czym jest więc jedność? W jaki sposób Kościół może ją osiągnąć? Łk 12:51-53. Jak pogodzić słowa Jezusa z napomnieniem Pawła które wyartykułował w liście do Filipian 2?

W Flp 2 Paweł kładł szczególny nacisk na jedność wierzących przez oddanie się Jezusowi Chrystusowi. W tym celu Paweł posłużył się wczesnochrześcijańskim hymnem, aby opisać pokorę lub usposobienie jakie posiadał Jezus które jest wzorem do osiągnięcia jedności przez wierzących, którzy są Jego naśladowcami.

Filipian 2:1 W jaki sposób doktryna o „Trójcy” stanowi punkt wyjścia do zrozumienia apelu Pawła o jedność wśród naśladowców Jezusa („wspólnota Ducha”)?

Flp 2:1-3. Jakie czynniki, zdaniem Pawła, prowadzą do rozłamu w Kościele? Jakie rozwiązanie proponuje Paweł? Czy diagnoza Pawła wciąż jest aktualna?

Jakie praktyczne kroki proponuje Paweł, aby wprowadzić miłość i pokorę w Kościele? Jakich rad udzielił w tej sprawie Jezus (J 13,34-35)? W jaki sposób Jezus wyraził swoją miłość do nas? W jakiś sposób „śmierć dla własnego ja” może odegrać rolę w doprowadzeniu nas do miłości, jaką okazywał Jezus?

Flp 2:5-11 Jakie znaczenie posiada poetycki opis charakteru Jezusa? Dlaczego Paweł wykorzystał ten model jako wzór pokory?

Kiedy Jezus mówił o sobie jako o „Dobrym Pasterzu”, przed jakim niebezpieczeństwem chciał ochronić swoich naśladowców? Czy to ostrzeżenie jest nadal aktualne?

W jaki sposób technologia kształtuje nasze umysły we współczesnym świecie? Jakiej rady w tej sprawie mógłby nam udzielić Paweł? Flp 2:5. Jakie usposobienie miał Jezus? Co to znaczy mieć „usposobienie Chrystusa”? Paweł opisał pokorę Chrystusa/Boga. Czy w Bogu istnieje napięcie między pokorą a posiadaniem nieskończonej mocy?

Flp 2:5-8. Jest to piękny opis „usposobienia Chrystusa”. Jakie są rezultaty wprowadzenia tego modelu do naszego umysłu i do naszych procesów myślowych? Co powiedział na ten temat Jezus? (Mt 23:11-12)?

1 Kor 8:2 Co ten werset mówi ludziom wykształconym, którzy są dumni ze swojego poziomu wiedzy?

Czym różni się zdrowe poczucie wartości od pychy?

Jakie są rezultaty braku jedności wśród wyznawców Chrystusa? W jakiś sposób Kościół powinien znaleźć rozwiązanie problemów, gdy pojawiają się nieporozumienia?









Przygotował Jan Pollok

piątek, 16 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora Janka Polloka

 

Życie i śmierć

Felieton do Szkoły Sobotniej na 17 stycznia 2026

Być może jednym z najbardziej zagadkowych stwierdzeń Pawła na temat duchowego rozwoju w naśladowaniu Jezusa jest tekst z Flp 1:21 „Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem.”. W tym tygodniu stanęliśmy w obliczu tego paradoksu życia duchowego: jak „żyć”, skoro jesteśmy „umarli”?

Autor podręcznika rozpoczyna lekcję w tym tygodniu od filozoficznego stwierdzenia, że śmierć jest wrogiem życia. Jednak takie ujęcie wydaje się płytkie. Śmierć jest z pewnością częścią życia. W rzeczywistości jest nieodłącznym aspektem życia w świecie ukształtowanym przez grzech. Śmierć jest częścią ludzkiej historii, nawet jeśli stanowi zakończenie przeżytego życia. Przez takie stwierdzenie autor chciał pokazać gotowość Pawła do życia i śmierci dla Chrystusa oraz zwrócił uwagę na uwięzienie i cierpienie Pawła, który mimo tortur, fałszywych oskarżeń i trudności troszczył się o Kościół. Opisał Apostoła jako tego, który podobnie jak Jezus był gotowy, aby poświęcić się dla innych.

Warto zastanowić się dlaczego w teologicznej refleksji autora naszej lekcji, cierpienie Pawła jest uświęcone, podczas gdy cierpienia zniewolonych i uciskanych ludzi na przestrzeni dziejów jest minimalizowane lub całkowicie pominięte. Miliony ludzi doświadczyły bicia, uwięzienia i odczłowieczenia, a ich ból nie został zdefiniowany jako święty ani odkupieńczy. Jednak cierpienie Pawła jest wywyższane jako wyjątkowo znaczące. Ponadto nasza lekcja wzmacnia ideę, że życie człowieka zyskuje na wartości dzięki poświęceniu i wytrwałości, a nie dzięki temu, że życie każdego człowieka samo w sobie jest wartością wrodzoną. Porównywanie Pawła do Jezusa w takim kontekście, niesie w sobie sugestię, że poświęcenie się dla innych jest największą miarą wierności. Taką narrację wielu z nas poznaje dopiero teraz i uczy się w jaki sposób zdystansować się do niej.

Autor podkreślił, że cierpliwość i radość Pawła podczas niesprawiedliwego uwięzienia były formą kazania. Taka teza stawia nam poważne pytania etyczne. Co to oznacza w odniesieniu do milionów ludzi niesłusznie uwięzionych, zwłaszcza w systemie więziennictwa ukształtowanym przez rasizm i marginalizację? Czy cierpienie tych ludzi jest również kazaniem? Czy bicie ich jest szlachetne? Czy prześladowanie jest okazją do celebracji tylko wtedy, gdy jesteśmy prześladowani z powodu Chrystusa? Jak zinterpretować cierpienia tych, którzy byli maltretowani ze względu na kolor skóry, płeć czy poglądy? Co z niewolnikami, którzy śpiewali pieśni religijne – negro spirituals - gdy odbierano im dzieci i byli torturowani? Dlaczego cierpienie Pawła jest wyolbrzymione, a cierpienia tamtych ludzi są pomijane?

Ten kontrast ukazuje, jak łatwo można romantyzować prześladowanie, gdy dotyczy kogoś, kogo uważamy za godnego. Właśnie tutaj mentalność prześladowcza staje się szczególnie niebezpieczna: kiedy zaczynamy zakładać, że wszelkie cierpienie jest dowodem wierności lub boskiej łaski, samo cierpienie staje się swego rodzaju duchową walutą. Ból jest mylony z dowodem świętości, a wytrwałość staje się substytutem sprawiedliwości.

Czy powinniśmy gloryfikować prześladowania Pawła? Jego wiara i wytrwałość posiadają wielkie znaczenie, jednak same prześladowania nie robią wrażenia ani nie są z natury chrześcijańskie. Wierności nie mierzy się cierpieniem, którego się doświadcza. Gdyby cierpienie było dowodem świętości, historia wyglądałaby zupełnie inaczej. Idea męczeństwa i kultu męczeństwa w kościele chrześcijańskim posiada głębokie korzenie i doprowadziła do powstania kultu męczenników. Kiedy postawimy cierpienie na piedestale, ryzykujemy, że ochrzcimy krzywdę i stracimy z oczu Chrystusa, który nigdy nie utożsamiał bólu ze świętością i nigdy nie mierzył wartości tym, ile ktoś potrafi „wytrzymać”.

Autor lekcji zwrócił uwagę, że wszyscy wierzący żyją w rzeczywistości wielkiego boju, który dotyczy umysłu, gdzie walka nie toczy się zbrojnie, przy pomocy siły, ale związana jest ze słowami, ideami, wartościami i charakterem. Podczas gdy zło posługuje się strachem, presją, krytyką i manipulacją, chrześcijanie są wezwani do walki w inny sposób, posługując się miłością, cierpliwością, wiernością, uprzejmością, dobrocią, łagodnością, samokontrolą, a przede wszystkim Słowem Bożym, kierowanym przez Ducha Świętego. Słowa Pawła w Liście do Filipian pokazują, że ponieważ Chrystus odniósł już decydujące zwycięstwo na krzyżu, wierzący mogą żyć bez lęku, nawet w cierpieniu czy śmierci.

Jednak język, którym posługuje się autor lekcji gdy mówi o poddaniu się woli Bożej wydaje się niejasny, bez pytania o to, kto definiuje tę wolę ani w jaki sposób ten język był historycznie używany do uciszania głosów ludzi, którzy byli marginalizowani i często służył do ochrony niesprawiedliwych struktur. Cierpienia Pawła zostały wyidealizowane bez zwrócenia wystarczającej uwagi na to, jak wezwania do wytrwałości mogą być zrozumiane przez tych, którzy już znoszą nieproporcjonalne cierpienie. Zwycięstwo Chrystusa na krzyżu zostało w naszej lekcji podkreślane w sposób, który grozi minimalizowaniem trwającej krzywdy lub zniechęceniem do protestu i rozliczania krzywd. Postępując w ten sposób, możemy stracić okazję, by zaangażować się w wielkim boju w taki sposób, który nie tylko wymaga wierności i zaufania, ale także rozeznania, oporu i zwalczania zła wszędzie tam, gdzie się ono zakorzeni, w tym także w instytucjach religijnych.

Kiedy Paweł mówi, że „rozstanie się z życiem i bycie z Chrystusem” jest „o wiele lepsze”, nie naucza, że wierzące osoby po śmierci idą natychmiast do nieba. Paweł rozumie śmierć jako sen, bez świadomości, aż do zmartwychwstania przy powrocie Chrystusa. Autor lekcji zwraca uwagę, że z perspektywy Pawła umieranie oznacza odpoczynek w grobie, po którym nastąpi spotkanie z Jezusem w czasie zmartwychwstania – właśnie na tym polega znaczenie wyrażenia, że „bycie z Chrystusem jest o wiele lepsze”, ponieważ cierpienie i walka się kończą. Jednocześnie Paweł uznaje, że pozostanie przy życiu jest bardziej korzystne dla Filipian, ponieważ pozwala mu nadal ich zachęcać i umacniać. Jego pewność w obu przypadkach jest zbudowana na przynależności do Chrystusa: życie oznacza owocną służbę, a umieranie oznacza spokojny odpoczynek aż do powrotu Chrystusa.

Autor lekcji świadomie wyeksponował adwentystyczną doktrynę na temat śmierci, wykorzystując metodę dowodzenia wersetami biblijnymi przy jednoczesnym, prawdopodobnie nieumyślnym, pominięciu miejsca, w którym moglibyśmy być świadkami niektórych emocji Pawła wyrażonych w formie pisemnej. Czujemy w tym miejscu brak emocjonalnego ciężaru słów Pawła. Autor wyjaśnia, w co Paweł wierzył, ale bardzo szybko pomija to, jak Paweł się czuł. Paweł nie pisze jako systematyczny teolog, spokojnie rozważający doktryny dotyczące śmierci i zmartwychwstania; pisze jak znużony, uwięziony człowiek, który głęboko kocha tę wspólnotę i odczuwa rozdarcie spowodowane z jednej strony tęsknotą za odpoczynkiem a z drugiej, pragnieniem pozostania razem ze wspólnotą wiernych. Gdy skupimy się jedynie na „poprawnym” wyeksponowaniu teologicznej idei, ryzykujemy, że ludzkie pragnienie/emocje, stają się jedynie abstrakcyjnym ćwiczeniem. Właśnie często w takim momencie popełniamy błąd, gdyż stajemy się zbyt „teologiczni”. W naszym wysiłku, by prawidłowo wyeksponować biblijną prawdę, pomijamy element człowieczeństwa Pawła. Nie widzimy jego wyczerpania, czułości, bólu miłości, który sprawia, że przeżywa dylemat wyboru. Właśnie w tym miejscu Paweł mówi o ofiarnej miłości, emocjonalnym zmęczeniu i kosztownej wierności. Czytając Pawła wyłącznie przez pryzmat doktryny, spłaszczamy go. Dopuszczenie jego człowieczeństwa do głosu nie osłabia wiary; wręcz przeciwnie, pogłębia ją, ponieważ przypomina nam, że wiara jest przeżywana w prawdziwym życiu, prawdziwych relacjach i prawdziwym cierpieniu, a nie tylko w poprawnych wyjaśnieniach.

Kolejnym tematem, którym zajmowaliśmy się w tym tygodniu była koncepcję jedności. Autor lekcji zestawił dwa fragmenty z Flp 1:27 oraz z Jn 17:17-19. Jednak promowanej przez niego koncepcji jedności, nie można nazwać jednością, lecz konformizmem. Jest to jedność w wierzeniach i stylu życia, ale nie jedność, która dopuszcza różnice. Tak zinterpretowana jedność nie jest jednością w Chrystusie, która zaprasza ludzi do Chrystusa, ale jednością definiowaną przez przestrzeganie określonych zasad, praktyk i interpretacji.

Nasza lekcja wzmacnia również przekonanie, że bycie dobrym człowiekiem prowadzi czasami do negatywnych reakcji i nienawiści. Z pewnością jest w tym stwierdzeniu ziarno prawdy, warto jednak głębiej je przeanalizować. Według wszelkich logicznych kryteriów Jezus był dobrym człowiekiem i wiemy, że był znienawidzony. Jednak nie tyle był on znienawidzony przez „świat”, ile przez wierzących. Jego odrzucenie nie było spowodowane cechami jego charakteru. Przyczyną nienawiści był fakt, że zburzył on istniejące wcześniej systemy, które zbudowane były na ucisku, wykluczaniu i krzywdzie.

Autentyczna „dobroć” nieuchronnie prowadzi do oporu wobec systemów, które dehumanizują ludzi. Prawdziwe dążenie do dobra niesie ze sobą odwagę kwestionowania szkodliwych wzorców, podważania odziedziczonych przekonań oraz demaskowania praktyk powodujących cierpienie. Ten rodzaj oporu jest często definiowany jako przynoszący podziały lub niebezpieczny, zwłaszcza przez osoby uwikłane w systemy, którym się sprzeciwia. W tym sensie dobroć, która walczy o ludzi, zawsze będzie odrzucana przez tych, którzy czerpią korzyści z utrzymywania władzy, tradycji i kontroli.

Dobroć nie odrzuca ludzi. Odrzuca ich okrucieństwo, które podszywa się pod cnotę. Przedstawianie prześladowań jako nieuniknionego skutku dobroci subtelnie indoktrynuje wierzących, prowadząc ich do pomylenia odpowiedzialności z uciskiem/prześladowaniem. Powstaje w ten sposób narracja, w której bycie kwestionowanym, korygowanym lub wzywanym do krytycznej samooceny jest błędnie interpretowane jako prześladowanie, a nie jako zaproszenie do okazania uczciwości. Jezus został odrzucony nie dlatego, że był dobry, ale dlatego, że sprzeciwiał się systemom, które dehumanizowały innych. Ci, którzy Go odrzucili, bronili swojego autorytetu i wąskiej definicji sprawiedliwości.

Czwartkowa lekcja dodatkowo wzmacnia przesłanie dotyczące jedności. Autor stwierdza, że brak jedności jest zgubny, i powołuje się na słowa Jezusa z Mk 3:25 „Jeśliby dom sam w sobie był rozdwojony, to taki dom nie będzie mógł się ostać.” (BW). Po raz kolejny mowa tu nie o jedności, lecz o konformizmie. Niebezpieczeństwo tego języka jest subtelne i właśnie dlatego tak dobrze prosperują różnego rodzaju bańki informacyjne. Uczą one ludzi, że kwestionowanie, podważanie lub wątpienie uwłacza Bogu, zamiast uznawać te praktyki jako niezbędne do budowania wiary na uczciwym gruncie.

Zawsze zachowuję ostrożność, gdy środowiska religijne używają języka, którym próbują zdefiniować, czym jest jedność. Taki język bardzo często służy do definiowania doktryny i udzielania odpowiedzi na pytania, a nie do pogłębiania wiary. Religijne instytucje często manipulowały programami, definiując pewne priorytety jako istotne dla zachowania „jedności”, zwłaszcza wtedy, gdy pojawiały się obawy, żale lub trudne pytania dotyczące szkodliwych praktyk lub niesprawiedliwych decyzji. Taki język był czasami używany, aby usprawiedliwić duchową przemoc oraz tworzenie niezdrowego środowiska. W takich sytuacjach język jedności może zmienić się na przymusowy, a ludzie, którzy go używają kładą nacisk na milczenie, zniechęcają do badania i określają różnicę zdań jako nielojalność, a nawet jako coś, co jest duchowo niebezpieczne. Ci którzy są na tyle odważni, że potrafią zadać trudne pytania są unikani, a teza o zagrożeniu jedności jest pretekstem do pozbycia się czarnej owcy, która powoduje „podział”. Kiedy koncepcja jedności, przekazywane poselstwo oraz misja są tak ściśle ze sobą splecione, że kwestionowanie któregokolwiek z nich jest traktowane jako podział, jedność staje się nieodróżnialna od konformizmu. Nacisk na prześladowania i cierpienie dodatkowo komplikuje tę dynamikę, ponieważ może spowodować, że osoby wierzące będą interpretować stawianie oporu, rozliczanie lub korektę jako ataki na wiarę, a nie jako zachętę do uczciwości i zdrowia wspólnoty.

Kiedy krytykę, opór lub odpowiedzialność określa się jako „podział”, a nie jako niezbędny wyraz wspólnego człowieczeństwa, rany pozostają otwarte, a cierpienie staje się niewidoczne. Dzieje się tak zarówno świecie polityki jak i w naszych instytucjach religijnych. Kiedy ludzie zadają trudne pytania, nie odrzucają w ten sposób ani jedności ani miłości. W ten sposób wzywają ludzkość do bycia lepszą – wzywają do prawdziwej jedności w naszej różnorodności. Dotyczy to nie tylko życia obywatelskiego, ale także kościołów. Prawdziwa jedność odrzuca konformizm wobec systemów, które powodują powtarzające się szkody. Autorzy biblijni konsekwentnie ujmują jedność jako coś zakorzenionego w miłości, prawdzie i wzajemnej godności, a nie w milczeniu czy przymusie (Jn 17,21–23; Ef 4,1–3). Ten rodzaj jedności nie chroni władzy dla niej samej, ale dąży do wierności Chrystusowi poprzez odmowę zagłuszania prawdy w imię stabilności i odmowę poświęcenia ludzkiej godności dla pozoru pokoju.

Wezwanie do jedności w Kościele nigdy nie oznaczało uniformizacji i nigdy nie było proste. Ellen White ujęła to w następujący sposób: „Chrześcijaństwo nigdy nie było podzielone na różne wyznania, tak jak obecnie. Skoro dary duchowe [apostołowie, prorocy, ewangeliści, pastorzy i nauczyciele (Ef 4:11-13)] były niezbędne do zachowania jedności Kościoła wczesnochrześcijańskiego o ileż bardziej są konieczne, by przywrócić jedność dzisiaj! (Early Writings, 140). Jest to bardzo mocne przypomnienie, że aby jedność miała sens, musi akceptować pełną różnorodność Ciała Chrystusa. Ta różnorodność może na pierwszy rzut oka wydawać się przyczyną podziałów, ale różnice są kluczowe. Sam Chrystus jest głową, my jesteśmy ciałem, a wszystkie części ciała wyglądają i funkcjonują inaczej. Jak przypomina nam Paweł w 1 Koryntian 12, gdybyśmy wszyscy byli jedną częścią ciała, ciało nie byłoby ani kompletne, ani funkcjonalne.



DO PRZEMYŚLENIA

Co Paweł mógł mieć na myśli, wypowiadając stwierdzenie Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem(1:21)? Czego dowiadujemy się z takiej koncepcji na temat „jedności” między niebem a ziemią? Dlaczego Paweł zdecydował się, aby przedstawić ten paradoks w swoim liście do wierzących w Filippi? Jakie znaczenie posiadają te słowa w kontekście kosmicznego konfliktu? Jak pogodzić stwierdzenie Pawła dotyczące bycia z Chrystusem w chwili śmierci z adwentystycznym poglądem na śmierć? Jakie praktyczne znaczenie posiada adwentystyczny pogląd na śmierć?

Wydaje się, że Paweł mniej przejmował się wynikiem swojego procesu przed sądem rzymskim, a bardziej tym, co w razie jego śmierci stanie się z jego kościołem. Czy taka teza ma uzasadnienie? Czy taka koncepcja mogła dodać otuchy, czy zniechęcała członków kościoła w Filippi? Dlaczego tak lub dlaczego nie? Dlaczego Pawłowi zależy na wywyższaniu Chrystusa, a nie Ojca? Jak „wywyższać Chrystusa” w dzisiejszym świecie?

W jaki sposób śmierć Pawła z powodu głoszenie zmartwychwstania Jezusa miałaby pomóc w wyjaśnieniu „jedności” między ziemią a niebem do której dąży Bóg? Innymi słowy, w jaki sposób paradoks, który Paweł opisał w Flp 1:21, wzmacnia ideę „jedności” między niebem a ziemią?

Autor lekcje podkreślał, że „prawda” jest niezbędna do zachowania jedności w Kościele. W jaki sposób „prawda” wpływa na jednostki i społeczności, które są zjednoczone w wierze? Czy sama prawda przygotowuje wierzących na powrót Jezusa?

2 Kor 11:23-28. Uwięzienie w Filippi nie było pierwszym w życiu Pawła? Dlaczego Paweł wspomina o swoim cierpieniu? Paweł jest przykładem ważności tezy, że „wszyscy, którzy żyją pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą” (2 Tm 3:12). W jaki sposób Mt 5:43-48 pomaga wyjaśnić ideę o pozytywny nastawieniu do tych, którzy prześladują wierzących?

2 Kor 10:3-5. W jaki sposób ten fragment pomaga wyjaśnić szersze tło związane z konfliktem kosmicznym? Czy posiadasz osobiste doświadczenia związane z konfliktem kosmicznym?

Flp 1:25-27. Jakie jest znaczenie wezwania Pawła do bycia „godnymi Ewangelii”? Jakie cechy posiadają obywatele Bożego królestwa przedstawiony przez Jezusa w Mt 5:3-10? W jaki sposób takie cechy sprzyjają jedności Kościoła (Ef 1:9-10)? Dlaczego czasami czujemy urazę do ludzi, którzy wydają się „zbyt dobrzy”?

Flp 1:28-30. W jaki sposób brak lęku w życiu wierzącej osoby jest znakiem jej zbawienia i znakiem zniszczenia jej przeciwników?

W jaki sposób wyjaśnić biblijną naukę o śmierci komuś, kto wierzy, że Paweł i inni zmarli chrześcijanie są już teraz „z Chrystusem” w niebie?

Paweł oddaje zarówno swoje życie, jak i śmierć pod panowanie Chrystusa. Życie nabiera sensu przez wierną służbę, podczas gdy śmierć traci swoją przerażającą moc, ponieważ prowadzi do obecności Chrystusa. Ta chrystocentryczna wizja jednoczy niebo i ziemię, i zakotwicza nadzieję ponad okolicznościami w danej chwili. Wierzący, którzy podzielają tę perspektywę, są wolni, by żyć razem odważnie i ofiarnie.

Przygotował Jan Pollok

piątek, 9 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora janka Polloka

 

Powody do dziękczynienia i modlitwy

Felieton do Szkoły Sobotniej na 13 stycznia 2025

W tym tygodniu skupiliśmy naszą uwagę na znaczeniu modlitwy i dziękczynienia. Akt dziękczynienia podkreśla nasze człowieczeństwo i przypomina nam, że wdzięczność nie jest czymś abstrakcyjnym, lecz dotyczy relacji. W liście do Filipian 1:3–8, poznajemy bardzo bliskie relacje Pawła z wierzącymi w Filippi. Paweł pamięta o nich w modlitwie, szczerze mówi o swoim cierpieniu i wyraża swoje głębokie uczucie do nich. Chociaż wszystkie wersety w tym fragmencie emanują pięknem, szczególnie znaczenie posiada werset 6: „mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa. W świecie naznaczonym niepewnością, ten werset dodaje otuchy. Tak wiele aspektów życia wydaje się niedokończonych. Kiedy patrzymy na okoliczności, w których żyjemy lub stan świata, odnosimy wrażenie, że historia utknęła w martwym punkcie lub doszła do ślepego zaułka. Nadzieja płynie ze świadomości, że historia jest niedokończona, a jej Autor wciąż działa.

To, co z naszej perspektywy może wydawać się, że stanowi impas, może wcale nie być końcem, a raczej rozdziałem, który się rozwija. Szczególnie istotne jest to, że obietnica dokończenia dzieła nie oznacza uczynienia tego natychmiast. Dobre dzieło dotyczy całego życia - od narodzin do śmierci i polega na kształtowaniu naszego charakteru. Jednocześnie dzieło to wykracza poza nasze ramy czasowe i sięga wieczności. Ta prawda posiada szczególne znaczenie w czasach, gdy wydaje się, że Bóg jest nieobecny, gdy trwa tyrania, a cierpienie wydaje się niekontrolowane. Filipian 1:6 nie neguje istnienia zła ani bólu. Przeciwnie, oferuje ciągłość. Doprowadzenie dobrego dzieła do końca nie oznacza, że dobroć będzie zawsze widoczna w historii. Czasami w ogóle nie potrafimy jej dostrzec.

Podobna myśl została wyrażona w Rz 8:28, gdzie Paweł nie tyle twierdzi, że wszystko jest dobre, ale że wszystko w jakiś sposób zmierza ku dobru. To dobro może nie być natychmiastowe ani rozpoznawalne. Może wskazywać na uzdrowienie, odnowę lub odkupienie, które rozwija się powoli, a nawet wykracza poza to, co widzimy.

Flp 1:6 oferuje również niezwykle ważną perspektywę dla tych z nas, którzy wątpią, czy Bóg jest godzien zaufania w świecie, który jest przesiąknięty złem. Takie pytanie nie stanowi zagrożenia dla wiary, lecz jest piękne i konieczne. Co się dzieje, gdy nie interpretujemy zła które widzimy w około siebie jako końca historii? Jeśli Bóg doprowadza coś do końca, to obecna chwila, jakkolwiek bolesna lub niesprawiedliwa, nie jest ostateczną konkluzją. Takie twierdzenie nie minimalizuje cierpienia ani nie usprawiedliwia zła. Przeciwnie, zmienia sposób, w jaki na nie patrzymy. Otwiera przestrzeń do myślenia o teodycei nie jako o problemie do rozwiązania, ale jako o przeżywanym napięciu. Zachęca nas do zastanowienia się, w jaki sposób świadczymy o tym co dobre, w jaki sposób sprzeciwiamy się rozpaczy oraz w jaki sposób zachowujemy moralną czujność, jednocześnie wierząc, że historia jest niedokończona.

Nadzieja znika, gdy zakładamy, że nasz obecny rozdział jest ostatnim. Biblia zachęca nas do wyobrażenia sobie czegoś innego. Przed nami są rozdziały, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, które naznaczone są odnowioną nadzieją, przywróconą radością, głębszą miłością i uzdrowieniem. Niektórych strat nigdy nie da się odrobić. Kiedy umiera bliska osoba, nie ma takiej wersji historii, w której ta strata mogłaby zostać wymazana. Może jednak istnieć taka wersja historii, w której żałoba staje się bardziej znośna, w której ci, którzy opłakują, zostają wzmocnieni. To również jest dowód na to, że dobre dzieło wciąż się dokonuje. Idea, że historia naszego życia jest niedokończona i wciąż się rozwija, oferuje łagodniejszy i bardziej wierny sposób radzenia sobie z niepewnością.

Flp 1:6 pozwala nam również na postawienie trudnego pytania: Co mogłoby się wydarzyć, gdybyśmy przestali narzekać na teraźniejszość i uwierzyli, że historia wciąż się rozwija? Jeśli „zakończenie” nie wydaje się w danej chwili satysfakcjonujące, to być może oznacza to, że jeszcze nie dotarliśmy do końca.

Autor lekcji opowiedział krótką historię o pastorze, który porównał „małostkowe i samolubne modlitwy”, które skupiają się na „mnie, moich pragnieniach i moich potrzebach” z „wielkimi rzeczami, które Bóg ma w swoim sercu”. Takie spojrzenie może wydawać się na pierwszy rzut oka poprawne, ale jest wadliwe. Czy moja modlitwa pokutna nie dotyczy mnie? Jak zakwalifikować modlitwy w których zmagamy się z naszymi osobistymi problemami lub modlitwy, które dotyczą naszych pragnień? Czy Bóg postrzega nasze modlitwy jako małostkowe i samolubne? Czy są jakieś biblijne potwierdzenia takiej interpretacji? Bóg spotyka nas tam, gdzie jesteśmy. Czy jako rodzice powiedzielibyśmy naszym dzieciom, że prośby o zaspokojenie ich potrzeb są samolubne? Czy byłby to przykład dobrego rodzicielstwa? Gdy dzieci odczuwają potrzeby i są zależne od nas, to ich prośby dotyczące potrzeb i pragnień są właściwe. Jako rodzice, jesteśmy zobowiązani się nimi opiekować. Zaspokajanie potrzeb naszych dzieci sprawia nam radość. Moje serce byłoby złamane, gdyby moje dzieci nie rozmawiali ze mną z obawy przed uznaniem ich za egoistów. Czy takie rozumowanie nie jest jeszcze bardziej prawdziwe w odniesieniu do tego, jak postrzega nas Bóg? Gdy zaczynamy filtrować nasze modlitwy, aby nie były odbierane jako „małostkowe, samolubne modlitwy”, definiujemy łaskę jako coś co jest uzależnione od naszej postawy. Wszystko po to, by brzmieć bardziej jak Paweł i zyskać w ten sposób przychylność Boga. Czyż nie jest to w swej istocie działanie zbudowane na egoizmie?

Scott McKnight, w książce Wspólnota Innych: Pokazując światu Boży plan na wspólne życie napisał: „Boża koncepcja odkupienia ma charakter wspólnotowy. Łaska to zarówno miejsce, jak i moc. Łaska to moment, w którym zamieniasz swojego najgorszego wroga w najlepszego przyjaciela. Łaska przyjmuje ludzi takimi, jacy są i czyni ich tymi, którymi mogą być. Łaska uszlachetnia; łaska dodaje siły. Łaska wybacza; łaska wyzwala. Łaska przekracza granice i przemienia.”

Modlitwa Pawła jest doskonałym przykładem modlitwy która jest skierowana na zewnątrz, posiada wspólnotowy charakter i nie jest skupiona na sobie. W kilku słowach Paweł modlił się o Kościół jako całość, podkreślając, że miłość wzrasta w duchowym poznaniu a sprawiedliwość, można otrzymać tylko przez Chrystusa. Jego słowa pokazują, że prawdziwa modlitwa umożliwia wierzącym poznanie szerszych celów Boga, kształtuje charakter, wzmacnia wspólnotę i odzwierciedla Chrystusa.

Czy modlitwa to coś więcej niż tylko powtarzanie formuły, którą zaprezentował Paweł? Co miała na celu modlitwa (zwana Modlitwą Pańską), której Jezus nauczył swoich uczniów?

Czyż nie dotyczy ona zarówno naszych osobistych potrzeb i pragnień a także potrzeb świata? Czy jest możliwe, że czasami jako Kościół, cenimy bardziej pisma Pawła niż słowa Jezusa?

Znaczna część retoryki na temat tego, kim jest Bóg i jak odnosi się do ludzi, historycznie pochodziła od ludzi, którym brakowało języka i emocjonalnej zdolności do zrozumienia wrażliwości. Wielu mężczyzn, którzy byli autorytetami w dziedzinie chrześcijańskiej teologii, było oderwanych od własnego życia wewnętrznego. Z powodu tego oderwania nie potrafili wyobrazić sobie Boga jako kogoś bliskiego, czułego i emocjonalnie obecnego. Ojcowie Kościoła często kształtowali się w środowiskach, w których miłość wyrażała się przede wszystkim poprzez kontrolę, korygowanie i modyfikację zachowania. Te ramy stały się soczewką, przez którą interpretowali charakter Boga. Ich ograniczenia emocjonalne były często rzutowane na boskość.

Gdy Filipianie dowiedzieli się o uwięzieniu Pawła, obawiali się, że jego misja została skutecznie przerwana, co skłoniło ich do wysłania Epafrodyta, aby się nim zaopiekował i dodał mu otuchy. Paweł oceniał jednak swoją sytuację przez pryzmat duchowego rozeznania i był przekonany, że jego uwięzienie w rzeczywistości przyczyniło się do rozwoju ewangelii, otwierając możliwości świadczenia przed rzymskimi strażnikami a także do udzielenia duchowego wsparcia innym wierzącym do śmiałego głoszenia ewangelii. Chociaż niektórzy dążyli do wyciągnięcia osobistych korzyści z uwięzienia Pawła, wielu wiernych pracowników, zostało zainspirowanych przez jego cierpienia do działania z jeszcze większą odwagą i zaangażowaniem.

Postawa Pawła niesie w sobie wartości, które mają zastosowanie bezpośrednio w naszym duchowym życiu, zwłaszcza gdy okoliczności w jakich się znajdujemy wydają się ograniczać naszą działalność, są niesprawiedliwe lub zniechęcające. Podobnie jak Filipianie, zakładamy, że zamknięte drzwi oznaczają utratę celu, jednak Paweł pokazuje, że dzieło Boże nie jest ograniczone naszą mobilnością, wpływem ani wolnością. To, co wygląda jak przeszkoda lub strata, może stać się okazją do złożenia świadectwa, rozwoju i zachęcenia.

Musimy jednak uwzględnić okoliczności w jakich doszło do uwięzienia Pawła i pamiętać, że prześladowanie dotyczyło ówczesnych przywódców religijnych którzy działali w czasach rzymskiej okupacji. Uwięzienie Pawła pokazuje, jak instytucje religijne i władza polityczna mogą współdziałać, by uciszyć głosy tych, którzy kwestionują status quo. Chociaż ostatecznie to Rzymianie uwięzili Pawła, należy jednak pamiętać, że to przywódcy religijni zainicjowali oskarżenia, wykorzystali niepokoje społeczne i odwołali się do władzy cesarskiej, aby pozbawić Pawła wpływów. Nie mając możliwości, aby pozbyć się Apostoła, przywódcy religijni działali w ramach rzymskich systemów, przedstawiając Pawła jako zagrożenie dla porządku, umożliwiając imperium dokonanie tego, czego religia nie mogła legalnie dokonać. Ta zmowa między władzą religijną i władzą państwową spowodowała uwięzienie Pawła, mimo że pozostał wierny powołaniu Chrystusa.

Okoliczności uwięzienia Pawła są dla nas dzisiaj jeszcze bardziej pouczające. Kiedy instytucje, czy to religijne, czy polityczne, marginalizują nas, a nawet „wtrącają nas do więzienia” poprzez wykluczenie, uciszanie lub karę, nasza przynależność nie może być zbudowana na ich aprobacie. Chociaż Paweł został odrzucony przez potężne systemy, to jednak pozostał niewzruszony, ponieważ wiedział, kim jest i do kogo należy. Nasze duchowe przetrwanie i integralność również zależą od zakorzenienia naszej tożsamości wyłącznie w Chrystusie. Kiedy wiemy, że nasza wartość, powołanie i wolność są w Nim zabezpieczone, żadna zewnętrzna siła nie może narzucić nam swoich wartości ani zniszczyć naszej tożsamości.

W Kol 1:6 Paweł napisał, że ewangelia jest głoszona „na całym świecie”. To sformułowanie jest szczególnie intersujące w kontekście teologii adwentystycznej. Według podstawowej doktryny adwentystycznej Jezus nie powrócił, ponieważ ewangelia nie dotarła jeszcze do całego świata. Ta idea ma swoje korzenie w słowach Jezusa, który powiedział, że ewangelia o królestwie będzie głoszona wszystkim narodom, a potem nadejdzie koniec (Mt 24:14). Teologia adwentystyczna wyciąga wniosek, że opóźnienie zakończenia historii tego świata jest skutkiem niespełnienia tego zlecenia w globalnym wymiarze. Niestety bardzo rzadko krytycznie analizujemy założenie, według którego zakończenie historii jest połączone z głoszeniem ewangelii na całym świecie. To założenie jest używane do uzasadnienia agresywnych działań misyjnych. Działania te często są kierowane do kultur, których tak naprawdę nie cenimy ani nie szanujemy traktując je jako pogańskie. Pod sztandarem ewangelizacji chrześcijanie często niszczyli kultury w imię tego, aby ewangelia dotarła do każdego zakątka ziemi. Jednak prawie nigdy nie zastanawiamy się nad tym, że problemem nie jest zasięg ewangelii, ale treść tego, co nazywamy ewangelią. Przeniesienie punktu ciężkości z pytania, gdzie głosić ewangelię, na pytanie czym jest ewangelia, ujawnia prawdę, której często unikamy, ponieważ nas obciąża. Skupienie się na dystrybucji ewangelii pozwala Kościołowi pozostać aktywnym, świadomym swojej wartości i skupionym na misji, bez konieczności sprawdzania, czy głoszone przez nas poselstwo rzeczywiście odzwierciedla życie, sprawiedliwość i miłość Jezusa. Zniekształcenie ewangelii jest o wiele groźniejsze niż zawężenie terytorium głoszenia, ponieważ wymaga pokuty, a nie strategii.

Być może opóźnienie przyjścia Pana nie wynika z tego, że ewangelia nie dotarła wystarczająco daleko pod względem geograficznym, ale z tego, że to, co głosimy, nie przypomina dobrej nowiny, chociaż tak ją nazywamy. Patrząc na współczesne chrześcijaństwo, w tym adwentyzm, zastanawiam się czy Chrystus chciałby powrócić do naszego Kościoła. Rasizm, mizoginia, wykluczenie i okrucieństwo nie są jedynie peryferyjnymi problemami. Są to raczej głęboko zakorzenione realia. To nie może być ewangelia, którą należy głosić światu. Być może problemem nie jest ludzki opór, ale nasza niezdolność do zrozumienia i ucieleśnienia samej ewangelii.

Ta kwestia łączy się z innym ważnym tematem w teologii adwentystycznej, mianowicie z koncepcją „resztki”. Słowo „resztka” w tradycyjnej teologii adwentystycznej oznacza małą grupę, garstkę wybranych. Idea ta jednak nie do końca pasuje do twierdzenia, że ewangelia będzie głoszona całemu światu. Łączymy te dwie idee nie czując napięcia. Twierdzimy, że ewangelia jest powszechna i przemieniająca, jednocześnie akceptujemy ideę, że tylko niewielka liczba osób odpowie na nią. Nie sądzę, że przyczyna leży w tym, że adwentyzm lub chrześcijaństwo są po prostu zbyt trudne lub wymagające. Prawdopodobnie bardziej uczciwym wyjaśnieniem jest to, że jako chrześcijanie byliśmy nieskuteczni, zarówno w tym, co głosimy, jak i w sposobie, w jaki to czynimy. Koncepcja „resztki” pozwala nam uniknąć konfrontacji z tą rzeczywistością. Pozwala nam czuć się duchowo potwierdzonymi pomimo niewielkiej liczby, nawet gdy świętujemy ogromny wzrost liczebności kościoła w takich miejscach jak Afryka czy Papua Nowa Gwinea. Powołujemy się zarówno na trudności w głoszeniu jak i na sukcesy, nie badając, czy nasze przesłanie rzeczywiście uzdrawia, ani czy nasze metody są autentycznie wiarygodne.

Język „resztki” staje się sposobem na upewnienie się, że jesteśmy wyjątkowi, prawidłowi lub wybrani – zamiast być wezwaniem do głębokiej pokory i życia na wzór Chrystusa. Niemal każda wspólnota wiary wierzy, że tworzą garstkę wiernych, tych, którzy prawdziwie rozumieją prawdę. Ten rodzaj języka „resztki” nie jest jedynie cechą teologii adwentystycznej; jest po prostu ludzką cechą. Pomaga społecznościom czuć się bezpiecznie i mieć poczucie usprawiedliwienia, nawet wtedy, gdy trudne pytania pozostają bez odpowiedzi.

Na koniec pozostaje niepokojące pytanie: co tak naprawdę czyni nas „resztką”? Czy jest to posiadanie właściwych przekonań, właściwych etykiet, czy właściwych liczb? A może to, czy nasze życie autentycznie odzwierciedla charakter Chrystusa? Kiedy język resztki jest używany w celu uniknięcia samooceny, chroni nas przed dokonywaniem zmian i szkodzi innym w imię Chrystusa. Jeśli jednak określenie „resztka” oznacza rozpoznanie przez miłość, sprawiedliwość i pokorę, to termin ten staje się mniej sprawą obrony naszego szczególnego statusu, a bardziej kwestią pytania, czy jesteśmy gotowi stać się prawdziwym ciałem Chrystusa.

Omawiając moc modlitwy autor lekcji przedstawił cztery podstawowe sposoby rozeznawania woli Bożej. Warto zwrócić uwagę na każdy z tych elementów.

Według autora lekcji pierwszym i najważniejszym źródłem mądrości jest Biblia. Chociaż Biblia jest niewątpliwie bardzo ważnym źródłem, to jednak takie ujęcie jest wąskie. Ludzie w czasach Jezusa posiadali Torę, ale nie mieli Biblii w jej obecnym kształcie. Paweł nie posiadał Nowego Testamentu chociaż uczestniczył w jego powstawaniu. Skoro Biblia jest najważniejszym źródłem mądrości, jakie ma to znaczenie dla tych, którzy żyli wiernie bez niej? Czy posiadali mniejszą mądrość? Moim zdaniem nie.

Biblia jest ważnym źródłem mądrości nie tylko ze względu na sam tekst, ale także ze względu na życie ludzi, którzy ją tworzyli. Doświadczenia, przemiany i relacje z Bogiem, które ukształtowały pisarzy biblijnych, są nierozerwalnie związane ze słowami, które zapisali. Priorytetowe traktowanie listów Pawła przy jednoczesnym pomijaniu jego człowieczeństwa pomniejsza biblijną narrację. Jego przemiana z zeloty w człowieka zdolnego do miłości, wytrwałości i radości w więzieniu jest równie pouczająca, jak wszystko, co napisał.

Drugim źródłem mądrości do poznania Bożej woli w czasach końca jest Duch Proroctwa. Ten język jest głęboko zakorzeniony w adwentystycznej retoryce, a jednak rzadko poddaje się go krytycznej analizie. Kiedy jako adwentyści mówimy o dniach ostatnich, posługujemy się językiem zaczerpniętym z pism Ellen White. Chociaż jej spostrzeżenia i idee posiadają głębokie znaczenie to jednak nie potrafiła przewidzieć realiów współczesnego życia. W jej twórczości obecne są wątki, które pozostają aktualne, podobnie jak te, które znajdujemy w literaturze starożytnej i które wciąż rezonują we współczesnej kulturze. Sugerowanie jednak, że tylko Ellen White przygotowuje nas do zrozumienia teraźniejszości, ignoruje fakt, że wciąż uczymy się dzisiaj jak żyć wiernie. Traktowanie jej mądrości jako wyczerpującej, a nie kontekstualnej, przygotowuje nas do wyzwań w spekulatywnej przyszłości, jednocześnie pozostawiając nas słabo przygotowanymi do życia tu i teraz.

Trzecie twierdzenie głosi, że wolę Bożą możemy poznać przez opatrznościowe okoliczności. Jednak taki model sprowadza się do tzw. teologii dobrobytu. Bogactwo, sukces i awans interpretowane są jako dowody Bożej łaski i Bożego błogosławieństwa, podczas gdy cierpienie traktowane jest jako przejaw moralnej i duchowej porażki. Właśnie dlatego współczesne chrześcijaństwo tak często utożsamia się z bogactwem i władzą, chroniąc systemy korzystne dla bogatych, a zaniedbując słabszych. To, co nazywamy opatrznością, ignoruje systemowe realia, które pozwalają niektórym ludziom prosperować, podczas gdy inni borykają się z trudnościami. Tak rozumiane „otwarte drzwi” są często wynikiem rasizmu, przywilejów klasowych i historycznej przewagi. Łatwo jest potwierdzić i powoływać się na opatrzność, gdy należy się do grupy, która historycznie korzystała z niesprawiedliwych systemów.

Ostatnim twierdzeniem jest teza, że jesteśmy prowadzeni przez Ducha Świętego. Chociaż głęboko wierzę, że Duch Święty rzeczywiście nas prowadzi, jestem bardzo ostrożny w jaki sposób używamy tego języka. Wiele osób, którym brakuje świadomości emocjonalnej lub uzdrowienia, przypisuje traumatyczne reakcje, strach czy gniew Duchowi Świętemu. Można podać niezliczoną ilość przykładów ludzi, którzy twierdzą, że są duchowymi przywódcami, a jednocześnie postępują w sposób całkowicie niechrześcijański. Duchowe rozeznanie wymaga uznania, że nasze wewnętrzne impulsy są kształtowane nie tylko przez Boga, ale także przez ból, światopogląd i doświadczenia życiowe.

Teza, że wartość jest dana jedynie przez łaskę, tworzy ponurą wizję teologiczną. Koncepcja „małostkowych i samolubnych modlitw” sugeruje, że nasze modlitwy są zbyt małe, zbyt egoistyczne, a głównym celem Boga jest zbawienie mas, a nie jednostki. Takie ujęcie jest szkodliwe i przedstawia Boga, który zbawia, jednocześnie umniejszając człowieczeństwo zbawionych. Promuje chrześcijaństwo zakorzenione we wstydzie, ograniczeniach i emocjonalnym umniejszeniu, a nie w miłości, uzdrowieniu i wolności.

Jeśli naprawdę ufamy, że Duch Święty nas prowadzi, to bycie „resztką” nie może oznaczać jedynie posiadania właściwych przekonań religijnych czy etykiet. Musi oznaczać gotowość do zmiany, gdy Duch Święty obnaża niesprawiedliwość pośród nas. Zwalczanie rasizmu, wykluczania i nadużywania władzy w Kościele nie jest zagrożeniem dla „resztki” – być może jest właśnie tym dziełem, do którego Bóg ją powołuje.



DO PRZEMYŚLENIA

Paweł celowo rozpoczyna swoje listy słowami pozdrowienia i dziękczynienia. Flp 1:3-4 i Kol 1:2-3. Pomyśl o korzyściach zdrowotnych płynących z wdzięczności. Jakie są niektóre z nich?

Flp 1:5-8. Za co konkretnie Paweł jest wdzięczny? Jak rozumiesz obietnicę z 1: 6, że Bóg „dokończy dobre dzieło”? Co to oznacza? Czy dobre dzieło Boga będzie kontynuowane po Powtórnym Przyjściu (Ap 22:2)? Kiedy Paweł wspomina o „dobrym dziele”, które Bóg rozpoczął w życiu wierzących w Filippi, do jakiego dzieła mógł się on odwoływać? Czy mógł mieć na myśli dzieło indywidualne, wspólnotowe, czy może oba? Co dziękczynienie i modlitwa Pawła na początku jego listu mówi nam na temat „dobrej nowiny” o Jezusie Chrystusie? W jaki sposób Bóg wytwarza w nas duchowy „owoc”? Jaka jest w tym rola Ducha Świętego? Co mówi nam to na temat Bożej łaskawości i miłosierdzia wobec nas? Jakie są praktyczne rezultaty Bożego „dzieła w” nas?

Flp 1:9-11 Na czym skupia swoją uwagę Paweł w modlitwie za Filipian? Czego możemy nauczyć się z tych wersetów na temat modlitwy? Czy modlitwa może być czymś negatywnym w życiu chrześcijanina? Czy może uczynić cię gorszym człowiekiem? Jakie jest znaczenie miłości w życiu chrześcijanina/adwentysty?

Flp 1:12-18. Jak Paweł postrzegał swoje uwięzienie? Czego możemy się nauczyć od Pawła z jego postawy w obliczu trudności? Czego nauczyły cię trudne doświadczenia życiowe? Jak można nauczyć się ufać Bogu w obliczu trudności?

Kol 1:3-8. Za jakie trzy rzeczy Paweł dziękuje Bogu? W jakim sensie my również powinniśmy za nie dziękować? Paweł przeznaczył dużo czasu na modlitwę za ludzi, których nigdy nie spotkał. Czy modlitwa za ludzi, których nie znamy ma sens? W Col 1:7-8 znajduje się stwierdzenie, że jeden ze współpracowników Pawła - Epafras, pochodził z Kolosów. Był on łącznikiem między Pawłem a kościołem, który nie został założony przez Pawła i z którym nigdy się nie spotkał.

Kol 1:9-12. Jakie konkretne prośby zostały wrażone w modlitwie Pawła za Kolosan? Jak możemy w praktyce poznawać wolę Bożą? Na jakiej podstawie wiesz, że Bóg prowadzi cię w określonym kierunku?

Autor lekcji cytuje Jakuba i Piotra, którzy stwierdzają: „zrodził nas przez Słowo prawdy, abyśmy byli niejako pierwszym zarodkiem jego stworzeń.” (Jk 1:18); „jako odrodzeni nie z nasienia skazitelnego, ale nieskazitelnego, przez Słowo Boże, które żyje i trwa.” (1Pi 1:23) abyśmy stali się „nowym stworzeniem” w Chrystusie. Jakiego rodzaju duchowej przemiany w naszym życiu i charakterze dokonuje Duch Święty?

W więzieniu Paweł mógł być narażony na przeżywanie lęków. Czy będzie miał jedzenie? Co stanie się z kościołami, które założył? Czy wyjedzie z więzienia? Zamiast tego, wydaje się, że podążał za praktyką Jezusa opisaną w książce Śladami Wielkiego Lekarza: „Nie do nas należy kształtowanie naszej przyszłości. ‘Przez wiarę usłuchał Abraham, gdy został powołany, aby pójść na miejsce, które miał wziąć w dziedzictwo, i wyszedł nie wiedząc dokąd idzie’ (Hbr 11:8). Chrystus w czasie swego życia na ziemi nie układał żadnych planów, dotyczących swej osoby. Przyjmował Boże plany co do siebie — które Ojciec dzień po dniu Mu wyjawiał.” (354).





























Przygotował Jan Pollok