piątek, 9 stycznia 2026

Komentarz do lekcji szkoły sobotniej pastora janka Polloka

 

Powody do dziękczynienia i modlitwy

Felieton do Szkoły Sobotniej na 13 stycznia 2025

W tym tygodniu skupiliśmy naszą uwagę na znaczeniu modlitwy i dziękczynienia. Akt dziękczynienia podkreśla nasze człowieczeństwo i przypomina nam, że wdzięczność nie jest czymś abstrakcyjnym, lecz dotyczy relacji. W liście do Filipian 1:3–8, poznajemy bardzo bliskie relacje Pawła z wierzącymi w Filippi. Paweł pamięta o nich w modlitwie, szczerze mówi o swoim cierpieniu i wyraża swoje głębokie uczucie do nich. Chociaż wszystkie wersety w tym fragmencie emanują pięknem, szczególnie znaczenie posiada werset 6: „mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa. W świecie naznaczonym niepewnością, ten werset dodaje otuchy. Tak wiele aspektów życia wydaje się niedokończonych. Kiedy patrzymy na okoliczności, w których żyjemy lub stan świata, odnosimy wrażenie, że historia utknęła w martwym punkcie lub doszła do ślepego zaułka. Nadzieja płynie ze świadomości, że historia jest niedokończona, a jej Autor wciąż działa.

To, co z naszej perspektywy może wydawać się, że stanowi impas, może wcale nie być końcem, a raczej rozdziałem, który się rozwija. Szczególnie istotne jest to, że obietnica dokończenia dzieła nie oznacza uczynienia tego natychmiast. Dobre dzieło dotyczy całego życia - od narodzin do śmierci i polega na kształtowaniu naszego charakteru. Jednocześnie dzieło to wykracza poza nasze ramy czasowe i sięga wieczności. Ta prawda posiada szczególne znaczenie w czasach, gdy wydaje się, że Bóg jest nieobecny, gdy trwa tyrania, a cierpienie wydaje się niekontrolowane. Filipian 1:6 nie neguje istnienia zła ani bólu. Przeciwnie, oferuje ciągłość. Doprowadzenie dobrego dzieła do końca nie oznacza, że dobroć będzie zawsze widoczna w historii. Czasami w ogóle nie potrafimy jej dostrzec.

Podobna myśl została wyrażona w Rz 8:28, gdzie Paweł nie tyle twierdzi, że wszystko jest dobre, ale że wszystko w jakiś sposób zmierza ku dobru. To dobro może nie być natychmiastowe ani rozpoznawalne. Może wskazywać na uzdrowienie, odnowę lub odkupienie, które rozwija się powoli, a nawet wykracza poza to, co widzimy.

Flp 1:6 oferuje również niezwykle ważną perspektywę dla tych z nas, którzy wątpią, czy Bóg jest godzien zaufania w świecie, który jest przesiąknięty złem. Takie pytanie nie stanowi zagrożenia dla wiary, lecz jest piękne i konieczne. Co się dzieje, gdy nie interpretujemy zła które widzimy w około siebie jako końca historii? Jeśli Bóg doprowadza coś do końca, to obecna chwila, jakkolwiek bolesna lub niesprawiedliwa, nie jest ostateczną konkluzją. Takie twierdzenie nie minimalizuje cierpienia ani nie usprawiedliwia zła. Przeciwnie, zmienia sposób, w jaki na nie patrzymy. Otwiera przestrzeń do myślenia o teodycei nie jako o problemie do rozwiązania, ale jako o przeżywanym napięciu. Zachęca nas do zastanowienia się, w jaki sposób świadczymy o tym co dobre, w jaki sposób sprzeciwiamy się rozpaczy oraz w jaki sposób zachowujemy moralną czujność, jednocześnie wierząc, że historia jest niedokończona.

Nadzieja znika, gdy zakładamy, że nasz obecny rozdział jest ostatnim. Biblia zachęca nas do wyobrażenia sobie czegoś innego. Przed nami są rozdziały, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, które naznaczone są odnowioną nadzieją, przywróconą radością, głębszą miłością i uzdrowieniem. Niektórych strat nigdy nie da się odrobić. Kiedy umiera bliska osoba, nie ma takiej wersji historii, w której ta strata mogłaby zostać wymazana. Może jednak istnieć taka wersja historii, w której żałoba staje się bardziej znośna, w której ci, którzy opłakują, zostają wzmocnieni. To również jest dowód na to, że dobre dzieło wciąż się dokonuje. Idea, że historia naszego życia jest niedokończona i wciąż się rozwija, oferuje łagodniejszy i bardziej wierny sposób radzenia sobie z niepewnością.

Flp 1:6 pozwala nam również na postawienie trudnego pytania: Co mogłoby się wydarzyć, gdybyśmy przestali narzekać na teraźniejszość i uwierzyli, że historia wciąż się rozwija? Jeśli „zakończenie” nie wydaje się w danej chwili satysfakcjonujące, to być może oznacza to, że jeszcze nie dotarliśmy do końca.

Autor lekcji opowiedział krótką historię o pastorze, który porównał „małostkowe i samolubne modlitwy”, które skupiają się na „mnie, moich pragnieniach i moich potrzebach” z „wielkimi rzeczami, które Bóg ma w swoim sercu”. Takie spojrzenie może wydawać się na pierwszy rzut oka poprawne, ale jest wadliwe. Czy moja modlitwa pokutna nie dotyczy mnie? Jak zakwalifikować modlitwy w których zmagamy się z naszymi osobistymi problemami lub modlitwy, które dotyczą naszych pragnień? Czy Bóg postrzega nasze modlitwy jako małostkowe i samolubne? Czy są jakieś biblijne potwierdzenia takiej interpretacji? Bóg spotyka nas tam, gdzie jesteśmy. Czy jako rodzice powiedzielibyśmy naszym dzieciom, że prośby o zaspokojenie ich potrzeb są samolubne? Czy byłby to przykład dobrego rodzicielstwa? Gdy dzieci odczuwają potrzeby i są zależne od nas, to ich prośby dotyczące potrzeb i pragnień są właściwe. Jako rodzice, jesteśmy zobowiązani się nimi opiekować. Zaspokajanie potrzeb naszych dzieci sprawia nam radość. Moje serce byłoby złamane, gdyby moje dzieci nie rozmawiali ze mną z obawy przed uznaniem ich za egoistów. Czy takie rozumowanie nie jest jeszcze bardziej prawdziwe w odniesieniu do tego, jak postrzega nas Bóg? Gdy zaczynamy filtrować nasze modlitwy, aby nie były odbierane jako „małostkowe, samolubne modlitwy”, definiujemy łaskę jako coś co jest uzależnione od naszej postawy. Wszystko po to, by brzmieć bardziej jak Paweł i zyskać w ten sposób przychylność Boga. Czyż nie jest to w swej istocie działanie zbudowane na egoizmie?

Scott McKnight, w książce Wspólnota Innych: Pokazując światu Boży plan na wspólne życie napisał: „Boża koncepcja odkupienia ma charakter wspólnotowy. Łaska to zarówno miejsce, jak i moc. Łaska to moment, w którym zamieniasz swojego najgorszego wroga w najlepszego przyjaciela. Łaska przyjmuje ludzi takimi, jacy są i czyni ich tymi, którymi mogą być. Łaska uszlachetnia; łaska dodaje siły. Łaska wybacza; łaska wyzwala. Łaska przekracza granice i przemienia.”

Modlitwa Pawła jest doskonałym przykładem modlitwy która jest skierowana na zewnątrz, posiada wspólnotowy charakter i nie jest skupiona na sobie. W kilku słowach Paweł modlił się o Kościół jako całość, podkreślając, że miłość wzrasta w duchowym poznaniu a sprawiedliwość, można otrzymać tylko przez Chrystusa. Jego słowa pokazują, że prawdziwa modlitwa umożliwia wierzącym poznanie szerszych celów Boga, kształtuje charakter, wzmacnia wspólnotę i odzwierciedla Chrystusa.

Czy modlitwa to coś więcej niż tylko powtarzanie formuły, którą zaprezentował Paweł? Co miała na celu modlitwa (zwana Modlitwą Pańską), której Jezus nauczył swoich uczniów?

Czyż nie dotyczy ona zarówno naszych osobistych potrzeb i pragnień a także potrzeb świata? Czy jest możliwe, że czasami jako Kościół, cenimy bardziej pisma Pawła niż słowa Jezusa?

Znaczna część retoryki na temat tego, kim jest Bóg i jak odnosi się do ludzi, historycznie pochodziła od ludzi, którym brakowało języka i emocjonalnej zdolności do zrozumienia wrażliwości. Wielu mężczyzn, którzy byli autorytetami w dziedzinie chrześcijańskiej teologii, było oderwanych od własnego życia wewnętrznego. Z powodu tego oderwania nie potrafili wyobrazić sobie Boga jako kogoś bliskiego, czułego i emocjonalnie obecnego. Ojcowie Kościoła często kształtowali się w środowiskach, w których miłość wyrażała się przede wszystkim poprzez kontrolę, korygowanie i modyfikację zachowania. Te ramy stały się soczewką, przez którą interpretowali charakter Boga. Ich ograniczenia emocjonalne były często rzutowane na boskość.

Gdy Filipianie dowiedzieli się o uwięzieniu Pawła, obawiali się, że jego misja została skutecznie przerwana, co skłoniło ich do wysłania Epafrodyta, aby się nim zaopiekował i dodał mu otuchy. Paweł oceniał jednak swoją sytuację przez pryzmat duchowego rozeznania i był przekonany, że jego uwięzienie w rzeczywistości przyczyniło się do rozwoju ewangelii, otwierając możliwości świadczenia przed rzymskimi strażnikami a także do udzielenia duchowego wsparcia innym wierzącym do śmiałego głoszenia ewangelii. Chociaż niektórzy dążyli do wyciągnięcia osobistych korzyści z uwięzienia Pawła, wielu wiernych pracowników, zostało zainspirowanych przez jego cierpienia do działania z jeszcze większą odwagą i zaangażowaniem.

Postawa Pawła niesie w sobie wartości, które mają zastosowanie bezpośrednio w naszym duchowym życiu, zwłaszcza gdy okoliczności w jakich się znajdujemy wydają się ograniczać naszą działalność, są niesprawiedliwe lub zniechęcające. Podobnie jak Filipianie, zakładamy, że zamknięte drzwi oznaczają utratę celu, jednak Paweł pokazuje, że dzieło Boże nie jest ograniczone naszą mobilnością, wpływem ani wolnością. To, co wygląda jak przeszkoda lub strata, może stać się okazją do złożenia świadectwa, rozwoju i zachęcenia.

Musimy jednak uwzględnić okoliczności w jakich doszło do uwięzienia Pawła i pamiętać, że prześladowanie dotyczyło ówczesnych przywódców religijnych którzy działali w czasach rzymskiej okupacji. Uwięzienie Pawła pokazuje, jak instytucje religijne i władza polityczna mogą współdziałać, by uciszyć głosy tych, którzy kwestionują status quo. Chociaż ostatecznie to Rzymianie uwięzili Pawła, należy jednak pamiętać, że to przywódcy religijni zainicjowali oskarżenia, wykorzystali niepokoje społeczne i odwołali się do władzy cesarskiej, aby pozbawić Pawła wpływów. Nie mając możliwości, aby pozbyć się Apostoła, przywódcy religijni działali w ramach rzymskich systemów, przedstawiając Pawła jako zagrożenie dla porządku, umożliwiając imperium dokonanie tego, czego religia nie mogła legalnie dokonać. Ta zmowa między władzą religijną i władzą państwową spowodowała uwięzienie Pawła, mimo że pozostał wierny powołaniu Chrystusa.

Okoliczności uwięzienia Pawła są dla nas dzisiaj jeszcze bardziej pouczające. Kiedy instytucje, czy to religijne, czy polityczne, marginalizują nas, a nawet „wtrącają nas do więzienia” poprzez wykluczenie, uciszanie lub karę, nasza przynależność nie może być zbudowana na ich aprobacie. Chociaż Paweł został odrzucony przez potężne systemy, to jednak pozostał niewzruszony, ponieważ wiedział, kim jest i do kogo należy. Nasze duchowe przetrwanie i integralność również zależą od zakorzenienia naszej tożsamości wyłącznie w Chrystusie. Kiedy wiemy, że nasza wartość, powołanie i wolność są w Nim zabezpieczone, żadna zewnętrzna siła nie może narzucić nam swoich wartości ani zniszczyć naszej tożsamości.

W Kol 1:6 Paweł napisał, że ewangelia jest głoszona „na całym świecie”. To sformułowanie jest szczególnie intersujące w kontekście teologii adwentystycznej. Według podstawowej doktryny adwentystycznej Jezus nie powrócił, ponieważ ewangelia nie dotarła jeszcze do całego świata. Ta idea ma swoje korzenie w słowach Jezusa, który powiedział, że ewangelia o królestwie będzie głoszona wszystkim narodom, a potem nadejdzie koniec (Mt 24:14). Teologia adwentystyczna wyciąga wniosek, że opóźnienie zakończenia historii tego świata jest skutkiem niespełnienia tego zlecenia w globalnym wymiarze. Niestety bardzo rzadko krytycznie analizujemy założenie, według którego zakończenie historii jest połączone z głoszeniem ewangelii na całym świecie. To założenie jest używane do uzasadnienia agresywnych działań misyjnych. Działania te często są kierowane do kultur, których tak naprawdę nie cenimy ani nie szanujemy traktując je jako pogańskie. Pod sztandarem ewangelizacji chrześcijanie często niszczyli kultury w imię tego, aby ewangelia dotarła do każdego zakątka ziemi. Jednak prawie nigdy nie zastanawiamy się nad tym, że problemem nie jest zasięg ewangelii, ale treść tego, co nazywamy ewangelią. Przeniesienie punktu ciężkości z pytania, gdzie głosić ewangelię, na pytanie czym jest ewangelia, ujawnia prawdę, której często unikamy, ponieważ nas obciąża. Skupienie się na dystrybucji ewangelii pozwala Kościołowi pozostać aktywnym, świadomym swojej wartości i skupionym na misji, bez konieczności sprawdzania, czy głoszone przez nas poselstwo rzeczywiście odzwierciedla życie, sprawiedliwość i miłość Jezusa. Zniekształcenie ewangelii jest o wiele groźniejsze niż zawężenie terytorium głoszenia, ponieważ wymaga pokuty, a nie strategii.

Być może opóźnienie przyjścia Pana nie wynika z tego, że ewangelia nie dotarła wystarczająco daleko pod względem geograficznym, ale z tego, że to, co głosimy, nie przypomina dobrej nowiny, chociaż tak ją nazywamy. Patrząc na współczesne chrześcijaństwo, w tym adwentyzm, zastanawiam się czy Chrystus chciałby powrócić do naszego Kościoła. Rasizm, mizoginia, wykluczenie i okrucieństwo nie są jedynie peryferyjnymi problemami. Są to raczej głęboko zakorzenione realia. To nie może być ewangelia, którą należy głosić światu. Być może problemem nie jest ludzki opór, ale nasza niezdolność do zrozumienia i ucieleśnienia samej ewangelii.

Ta kwestia łączy się z innym ważnym tematem w teologii adwentystycznej, mianowicie z koncepcją „resztki”. Słowo „resztka” w tradycyjnej teologii adwentystycznej oznacza małą grupę, garstkę wybranych. Idea ta jednak nie do końca pasuje do twierdzenia, że ewangelia będzie głoszona całemu światu. Łączymy te dwie idee nie czując napięcia. Twierdzimy, że ewangelia jest powszechna i przemieniająca, jednocześnie akceptujemy ideę, że tylko niewielka liczba osób odpowie na nią. Nie sądzę, że przyczyna leży w tym, że adwentyzm lub chrześcijaństwo są po prostu zbyt trudne lub wymagające. Prawdopodobnie bardziej uczciwym wyjaśnieniem jest to, że jako chrześcijanie byliśmy nieskuteczni, zarówno w tym, co głosimy, jak i w sposobie, w jaki to czynimy. Koncepcja „resztki” pozwala nam uniknąć konfrontacji z tą rzeczywistością. Pozwala nam czuć się duchowo potwierdzonymi pomimo niewielkiej liczby, nawet gdy świętujemy ogromny wzrost liczebności kościoła w takich miejscach jak Afryka czy Papua Nowa Gwinea. Powołujemy się zarówno na trudności w głoszeniu jak i na sukcesy, nie badając, czy nasze przesłanie rzeczywiście uzdrawia, ani czy nasze metody są autentycznie wiarygodne.

Język „resztki” staje się sposobem na upewnienie się, że jesteśmy wyjątkowi, prawidłowi lub wybrani – zamiast być wezwaniem do głębokiej pokory i życia na wzór Chrystusa. Niemal każda wspólnota wiary wierzy, że tworzą garstkę wiernych, tych, którzy prawdziwie rozumieją prawdę. Ten rodzaj języka „resztki” nie jest jedynie cechą teologii adwentystycznej; jest po prostu ludzką cechą. Pomaga społecznościom czuć się bezpiecznie i mieć poczucie usprawiedliwienia, nawet wtedy, gdy trudne pytania pozostają bez odpowiedzi.

Na koniec pozostaje niepokojące pytanie: co tak naprawdę czyni nas „resztką”? Czy jest to posiadanie właściwych przekonań, właściwych etykiet, czy właściwych liczb? A może to, czy nasze życie autentycznie odzwierciedla charakter Chrystusa? Kiedy język resztki jest używany w celu uniknięcia samooceny, chroni nas przed dokonywaniem zmian i szkodzi innym w imię Chrystusa. Jeśli jednak określenie „resztka” oznacza rozpoznanie przez miłość, sprawiedliwość i pokorę, to termin ten staje się mniej sprawą obrony naszego szczególnego statusu, a bardziej kwestią pytania, czy jesteśmy gotowi stać się prawdziwym ciałem Chrystusa.

Omawiając moc modlitwy autor lekcji przedstawił cztery podstawowe sposoby rozeznawania woli Bożej. Warto zwrócić uwagę na każdy z tych elementów.

Według autora lekcji pierwszym i najważniejszym źródłem mądrości jest Biblia. Chociaż Biblia jest niewątpliwie bardzo ważnym źródłem, to jednak takie ujęcie jest wąskie. Ludzie w czasach Jezusa posiadali Torę, ale nie mieli Biblii w jej obecnym kształcie. Paweł nie posiadał Nowego Testamentu chociaż uczestniczył w jego powstawaniu. Skoro Biblia jest najważniejszym źródłem mądrości, jakie ma to znaczenie dla tych, którzy żyli wiernie bez niej? Czy posiadali mniejszą mądrość? Moim zdaniem nie.

Biblia jest ważnym źródłem mądrości nie tylko ze względu na sam tekst, ale także ze względu na życie ludzi, którzy ją tworzyli. Doświadczenia, przemiany i relacje z Bogiem, które ukształtowały pisarzy biblijnych, są nierozerwalnie związane ze słowami, które zapisali. Priorytetowe traktowanie listów Pawła przy jednoczesnym pomijaniu jego człowieczeństwa pomniejsza biblijną narrację. Jego przemiana z zeloty w człowieka zdolnego do miłości, wytrwałości i radości w więzieniu jest równie pouczająca, jak wszystko, co napisał.

Drugim źródłem mądrości do poznania Bożej woli w czasach końca jest Duch Proroctwa. Ten język jest głęboko zakorzeniony w adwentystycznej retoryce, a jednak rzadko poddaje się go krytycznej analizie. Kiedy jako adwentyści mówimy o dniach ostatnich, posługujemy się językiem zaczerpniętym z pism Ellen White. Chociaż jej spostrzeżenia i idee posiadają głębokie znaczenie to jednak nie potrafiła przewidzieć realiów współczesnego życia. W jej twórczości obecne są wątki, które pozostają aktualne, podobnie jak te, które znajdujemy w literaturze starożytnej i które wciąż rezonują we współczesnej kulturze. Sugerowanie jednak, że tylko Ellen White przygotowuje nas do zrozumienia teraźniejszości, ignoruje fakt, że wciąż uczymy się dzisiaj jak żyć wiernie. Traktowanie jej mądrości jako wyczerpującej, a nie kontekstualnej, przygotowuje nas do wyzwań w spekulatywnej przyszłości, jednocześnie pozostawiając nas słabo przygotowanymi do życia tu i teraz.

Trzecie twierdzenie głosi, że wolę Bożą możemy poznać przez opatrznościowe okoliczności. Jednak taki model sprowadza się do tzw. teologii dobrobytu. Bogactwo, sukces i awans interpretowane są jako dowody Bożej łaski i Bożego błogosławieństwa, podczas gdy cierpienie traktowane jest jako przejaw moralnej i duchowej porażki. Właśnie dlatego współczesne chrześcijaństwo tak często utożsamia się z bogactwem i władzą, chroniąc systemy korzystne dla bogatych, a zaniedbując słabszych. To, co nazywamy opatrznością, ignoruje systemowe realia, które pozwalają niektórym ludziom prosperować, podczas gdy inni borykają się z trudnościami. Tak rozumiane „otwarte drzwi” są często wynikiem rasizmu, przywilejów klasowych i historycznej przewagi. Łatwo jest potwierdzić i powoływać się na opatrzność, gdy należy się do grupy, która historycznie korzystała z niesprawiedliwych systemów.

Ostatnim twierdzeniem jest teza, że jesteśmy prowadzeni przez Ducha Świętego. Chociaż głęboko wierzę, że Duch Święty rzeczywiście nas prowadzi, jestem bardzo ostrożny w jaki sposób używamy tego języka. Wiele osób, którym brakuje świadomości emocjonalnej lub uzdrowienia, przypisuje traumatyczne reakcje, strach czy gniew Duchowi Świętemu. Można podać niezliczoną ilość przykładów ludzi, którzy twierdzą, że są duchowymi przywódcami, a jednocześnie postępują w sposób całkowicie niechrześcijański. Duchowe rozeznanie wymaga uznania, że nasze wewnętrzne impulsy są kształtowane nie tylko przez Boga, ale także przez ból, światopogląd i doświadczenia życiowe.

Teza, że wartość jest dana jedynie przez łaskę, tworzy ponurą wizję teologiczną. Koncepcja „małostkowych i samolubnych modlitw” sugeruje, że nasze modlitwy są zbyt małe, zbyt egoistyczne, a głównym celem Boga jest zbawienie mas, a nie jednostki. Takie ujęcie jest szkodliwe i przedstawia Boga, który zbawia, jednocześnie umniejszając człowieczeństwo zbawionych. Promuje chrześcijaństwo zakorzenione we wstydzie, ograniczeniach i emocjonalnym umniejszeniu, a nie w miłości, uzdrowieniu i wolności.

Jeśli naprawdę ufamy, że Duch Święty nas prowadzi, to bycie „resztką” nie może oznaczać jedynie posiadania właściwych przekonań religijnych czy etykiet. Musi oznaczać gotowość do zmiany, gdy Duch Święty obnaża niesprawiedliwość pośród nas. Zwalczanie rasizmu, wykluczania i nadużywania władzy w Kościele nie jest zagrożeniem dla „resztki” – być może jest właśnie tym dziełem, do którego Bóg ją powołuje.



DO PRZEMYŚLENIA

Paweł celowo rozpoczyna swoje listy słowami pozdrowienia i dziękczynienia. Flp 1:3-4 i Kol 1:2-3. Pomyśl o korzyściach zdrowotnych płynących z wdzięczności. Jakie są niektóre z nich?

Flp 1:5-8. Za co konkretnie Paweł jest wdzięczny? Jak rozumiesz obietnicę z 1: 6, że Bóg „dokończy dobre dzieło”? Co to oznacza? Czy dobre dzieło Boga będzie kontynuowane po Powtórnym Przyjściu (Ap 22:2)? Kiedy Paweł wspomina o „dobrym dziele”, które Bóg rozpoczął w życiu wierzących w Filippi, do jakiego dzieła mógł się on odwoływać? Czy mógł mieć na myśli dzieło indywidualne, wspólnotowe, czy może oba? Co dziękczynienie i modlitwa Pawła na początku jego listu mówi nam na temat „dobrej nowiny” o Jezusie Chrystusie? W jaki sposób Bóg wytwarza w nas duchowy „owoc”? Jaka jest w tym rola Ducha Świętego? Co mówi nam to na temat Bożej łaskawości i miłosierdzia wobec nas? Jakie są praktyczne rezultaty Bożego „dzieła w” nas?

Flp 1:9-11 Na czym skupia swoją uwagę Paweł w modlitwie za Filipian? Czego możemy nauczyć się z tych wersetów na temat modlitwy? Czy modlitwa może być czymś negatywnym w życiu chrześcijanina? Czy może uczynić cię gorszym człowiekiem? Jakie jest znaczenie miłości w życiu chrześcijanina/adwentysty?

Flp 1:12-18. Jak Paweł postrzegał swoje uwięzienie? Czego możemy się nauczyć od Pawła z jego postawy w obliczu trudności? Czego nauczyły cię trudne doświadczenia życiowe? Jak można nauczyć się ufać Bogu w obliczu trudności?

Kol 1:3-8. Za jakie trzy rzeczy Paweł dziękuje Bogu? W jakim sensie my również powinniśmy za nie dziękować? Paweł przeznaczył dużo czasu na modlitwę za ludzi, których nigdy nie spotkał. Czy modlitwa za ludzi, których nie znamy ma sens? W Col 1:7-8 znajduje się stwierdzenie, że jeden ze współpracowników Pawła - Epafras, pochodził z Kolosów. Był on łącznikiem między Pawłem a kościołem, który nie został założony przez Pawła i z którym nigdy się nie spotkał.

Kol 1:9-12. Jakie konkretne prośby zostały wrażone w modlitwie Pawła za Kolosan? Jak możemy w praktyce poznawać wolę Bożą? Na jakiej podstawie wiesz, że Bóg prowadzi cię w określonym kierunku?

Autor lekcji cytuje Jakuba i Piotra, którzy stwierdzają: „zrodził nas przez Słowo prawdy, abyśmy byli niejako pierwszym zarodkiem jego stworzeń.” (Jk 1:18); „jako odrodzeni nie z nasienia skazitelnego, ale nieskazitelnego, przez Słowo Boże, które żyje i trwa.” (1Pi 1:23) abyśmy stali się „nowym stworzeniem” w Chrystusie. Jakiego rodzaju duchowej przemiany w naszym życiu i charakterze dokonuje Duch Święty?

W więzieniu Paweł mógł być narażony na przeżywanie lęków. Czy będzie miał jedzenie? Co stanie się z kościołami, które założył? Czy wyjedzie z więzienia? Zamiast tego, wydaje się, że podążał za praktyką Jezusa opisaną w książce Śladami Wielkiego Lekarza: „Nie do nas należy kształtowanie naszej przyszłości. ‘Przez wiarę usłuchał Abraham, gdy został powołany, aby pójść na miejsce, które miał wziąć w dziedzictwo, i wyszedł nie wiedząc dokąd idzie’ (Hbr 11:8). Chrystus w czasie swego życia na ziemi nie układał żadnych planów, dotyczących swej osoby. Przyjmował Boże plany co do siebie — które Ojciec dzień po dniu Mu wyjawiał.” (354).





























Przygotował Jan Pollok

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz